Robię habilitację

Wpis

czwartek, 26 lutego 2015

Presja

Postanowiłem zwrócić uwagę na artykuł zacytowany pod poprzednim wpisem. Tak, to kolejny atak na Centralną Komisję. Co prawda chciałbym poznać opinię prawników na temat tego, co pisze autor, historyk, jednak na pierwszy rzut oka wydaje się, że autor ma rację. Warto zreszta zwrócić uwagę, że nie pierwszy raz Centralna Komisja wpływa na to, jak ma wyglądać postępowanie habilitacyjne. Pisałem już tu choćby o oczekiwaniu ksero dowodu osobistego, o wzorze autoreferatu, którego celem jest jedynie ujednolicenie treści.

 

Podejrzewam, że nie doczekam się komentarza na blogu członka prezydium CK, usiłuję więc sobie wyobrazić reakcję członków i prezydium CK na kolejny atak na ich instytucję. Moje wyobrażenia idą w kierunku oburzenia i niedowierzania, szczególnie że autorem najnowszego ataku jest obecny habilitant! Czyżby habilitant przestał się bać?!To by się dopiero porobiło!

 

Jednak najważniejsze jest to, że presja na Centralną Komisję rośnie. Czas pokaże, czy coś z tego wyniknie.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
czwartek, 26 lutego 2015 19:42

Polecane wpisy

  • Cojones!

    Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z działalności Centralnej Komisji. Mnie zastanowił jeden z fragmentów: Niemniej jednocześnie NIK wskazuje

  • Życzliwi

    Pojawiła się informacja, że do postępowań habilitacyjnych wprowadzeni zostaną anonimowi recenzenci. Uważam to za zły pomysł. Oto dlaczego. Po pierwsze, uważam,

  • Rączki myjemy

    Prof. Śliwerski jest oburzony na naukowca, który złożył do sądu skargę na "przewlekłe prowadzenie postępowania przez Centralną Komisję do Spraw Stopni

Komentarze

Dodaj komentarz

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 01:45:56:

    @habilitant2012

    Faktycznie, to aktualny habilitant (link).

    Papiery złożył 7 sierpnia 2014 r. Albo jest to osoba mająca nieprawdopodobnie mocne "plecy", albo desperat-samobójca (nawet przedstawione osiągnięcie jest o śmierci i orfikach - żart, oczywiście).

    Obstawiam to desperata. Studiował na KUL (prawdopodobnie od 1985 r. sądząc z daty zakończenia), doktoryzował się na KUL w 2000 r., pracował na KUL od 1992 do 2012.

    KUL wykopał go w 2012 prawdopodobnie w ramach rotacji. Siedzi teraz na etacie asystenta przy grancie UJ, jak niegdysiejszy major CK (nomen omen) na etacie konia, i nie ma już nic do stracenia. Ewidentnie stawia sprawy na ostrzu noża. CK może mieć z takim desperatem niezłą przeprawę, bo z jego tekstu zionie frustracją i chęcią skopania kilku profesorskich zadków.

  • www.chalupka.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 07:53:44:

    Standard sztuki dziennikarskiej wymaga oddzielenia relacjonowania faktów od ich komentarza czy interpretacji. Także komunikaty CK powinny jednoznacznie wskazywać gdzie kończy się norma prawna a zaczyna prośba / wskazówka i jej uzasadnienie.Tym bardziej, że zastosowanie się do takowej nie zawsze musi być "w interesie habilitanta", choć może służy uniknięciu luk w regulacji prawa powszechnego.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 12:12:13:

    Zgred, ja tez mysle, ze ten facet to desperat. Zreszta odrobine przesadza z tmi publikacjami. dostarczenie ich jest w najlepszym interesie habilitanta (choc CK mogloby to napisac inaczej i nie oczekiwac). recenzenci nie beda poszukiwac publikacji, zreszta dlaczego mieliby to robic? Chcesz, zebym czytal, daj mi etkst do przeczytania. to jest dosc proste.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 22:20:23:

    Trafiłem na tekst, który mnie zamurował.

    W tej prezentacji przedstawiono zarys sposobu finansowania polskich uniwersytetów ze szczególnym uwzględnieniem publicznych uniwersytetów wagi średniej. Po jej lekturze można by ogłosić konkurs na najbardziej absurdalne rozwiązanie. Oto kilka moich wniosków poza tymi, które zawarto w prezentacji:
    - doktorant prawa kosztuje więcej niż jego stypendium, dlatego nie opłaca się oferować miejsc stypendialnych (są wydziały, które w ogóle nie oferują zwykłych stypendiów doktoranckich!), za to doktorant mat-fiz-med to czysty zysk; być może jest to zabezpieczenie przed przerostem liczby doktorantów stypendialnych na kierunkach masowych, ale jest ono głupie.
    - z czego opłacane są etaty administracyjne? Techniczne?
    - składnik dostępności kadry to absolutny szczyt absurdalności, bezczelności. 100x gorszy niż "lub czasopisma". I tak, dotacja dla prawników, u których na 1 pracownika może przypadać 100 studentów przeliczeniowych, w przeliczenia na studenta stacjonarnego jest wyraźnie większa niż u fizyków u których jest 5 studentów przeliczeniowych. Powody są trzy: współczynnik korekcyjny bardzo słabo zależy od liczby studentów na pracownika; po drugie, im więcej wydział ma niestacjonarnych, tym większą dotację dostaje w ramach składnika dostępności kadrowej, po trzecie, prawnicy mają jednolite studia magisterskie więc każdy ich student liczy się z przelicznikiem 2, tymczasem w tym składniku nie bierze się po uwagę współczynnika kosztochłonności, a więc medyk, chemik, fizyk na licencjacie ma wagę 1. Jest to tym bardziej bolesne, że na studiach ścisłych i przyrodniczych liczba osób kontynuujących naukę na 2. stopniu gwałtownie spada. Autor ma rację (przeliczałem): to jest składnik "hiperstudencki" promujący duże wydziały, a zwłaszcza te mające studentów zaocznych! W ten sposób dotacja stacjonarna wspiera finansowo nauczanie na studiach niestacjonarnych! Poza tym w zupełnie nowym świetle stawia to walkę psychologów i prawników o utrzymanie jednolitych studiów magisterskich (przejście na Bolonię oznaczałoby dla nich stratę setek tysięcy lub nawet kilku milionów złotych).
    - wliczanie do algorytmu emerytów oraz 2. i 3. etatów - nóż się w kieszeni otwiera
    - uzależnienie składnika badawczego od LICZBY (wyłącznie!) grantów jest absurdalne. Dotacja na poziomie 80 tys. za grant jest porównywalna lub większa od kwoty niejednego grantu (zwłaszcza, że liczona jest w stosunku ROCZNYM). Kto rządzi grantami, ten rządzi wszystkim.
    - płaci się uczelni 10 tys. za to, że jej student wyjeżdża za granicę? Jaki w tym sens? Co się dzieje z 30 tys. za studenta, który tu przyjeżdża? Czyż to nie są zbyt duże pieniądze?

    zwracam uwagę na boleśnie słuszny wniosek:
    Gdyby nie było minimów kadrowych optymalna˛ ekonomicznie strategia˛ byłaby stopniowa samolikwidacja.
    w tym kontekście habilitacja i minima kadrowe są jedynymi czynnikami powstrzymującymi system prze natychmiastową zapaścią.

    Algorytm finansowania daje nową perspektywę na kłopoty humanistów, do których ostatnio dość masowo przyłączają się fizycy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 23:02:50:

    @trzy.14
    > Gdyby nie było minimów kadrowych optymaln ˛a ekonomicznie
    strategi ˛a byłaby stopniowa samolikwidacja.


    Tu kryje się odpowiedź. Celem strategicznym tych działań, niekoniecznie świadomym dla ministry, jest silna redukcja szkolnictwa wyższego w ogóle, a w szczególności kadry prowadzącej badania naukowe do poziomu ok. 8 tysięcy osób w skali kraju.

    Czy mam przypomnieć skandaliczne zalecenia Banku Światowego z roku 1992 dla Litwy, Łotwy i Estonii zalecające im całkowite zlikwidowanie szkolnictwa wyższego, gdyż ich gospodarki nie potrzebują kadr z wyższym wykształceniem? Od czasu skandalicznej "reformy" Handkego, demolującej szkolnictwo podstawowe i średnie od razu, a wyższe po wprowadzeniu zakazu egzaminów wstępnych i nakazu uznawania quizowej "matury", mam podejrzenia, że ktoś realizuje identyczny program w Polsce.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/27 23:48:07:

    Eh, o finansowaniu nauki to pewnie mozna by dlugo. Czy ono jest glupie i absurdalne?Troche watpie, czy jest takie, ktore przez kogos nie zostanie za takie uznane.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 00:07:33:

    @dala

    Tu nie chodzi o taką czy inną głupotę, ale o kompletną nieokreśloność celów rzeczywistych, a nie deklaratywnych. Podział kasy już dawno odkleił się od celów deklaratywnych.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 11:49:43:

    Mogą być algorytmy mądrzejsze lub głupsze, ale w obecnym algorytmie nie ma żadnego sprzężenia z jakością, czy nawet jakimikolwiek badaniami naukowymi. Chyba jedynie fakt, że prawie nikt tego algorytmu nie rozumie (ergo: nie stosuje) sprawia, że jego szkodliwość nie ujawniała się tak od razu. Wydaje mi się, że wielu rektorów do tej pory sądzi, że podobnie jak 20 lat temu etat profesorski jakoś "opłaca" się w algorytmie.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 11:50:25:

    Tak, ja nawet moge sie z tym zgodzic. Tyle, ze okreslonosc celow jest nieosiagalna. Bo jesli uwazasz, ze da sie robic nauke ze srodowiskiem, ktore w duzej mierze uwaza, ze pubilkowanie w sieradzkich zeszytach ogolnonaukowych jest osiagnieciem, to sie mylisz. Podobnie jest ze strona dydaktyczna, gdzie student to wrog, ktoego nalezy wykiwac. ocywiscie, bardzo upraszczam, ale nie tak bardzo, zeby nie mozna bylo uznac tego za fundament problemu.

    jedynym sensownie okreslonym celem mogloby byc zaoranie wszystkiego. a to z kolei nie jest za bardzo mozliwe.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 12:05:02:

    Absolutnie się nie zgadzam z tą "nieosiągalnością celów". Środowisko może sobie w duchu myśleć co chce, ale od dobrych kilkunastu lat "lista filadelfijska" funkcjonuje, KEJN działa dość sensownie i przeniesienie choćby kawałeczka tych zasad na fundusz płac (czyli na etaty) - byłby już czymś. A uwagi "student to wróg" w ogóle nie rozumiem. Jest dokładnie na odwrót. Dziekani aż pilnują, aby nie zgubić studenta. Ostry egzaminator jest raczej tępiony przez władze (gdzie jest inaczej, proszę o przykłady). A inny oczywisty cel: aby nie było 100 dyplomantów (ani nawet 20) na głowę? Być może ktoś tu chce wszystko zaorać, ale smutne jest że sami "uczeni" popierają taki cel.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 12:18:13:

    @staryzgred2012

    Pan trafia prawdopodobnie w sedno problemu. Pytanie: czy naukowcy (wszelkiej maści) są w stanie to zrozumieć i się nieco ocknąć?

  • podworkowy napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 13:20:08:

    js.c. - z kształtu ewaluacji zadowoleni są jedynie scjentyści. Ja właśnie dostałem propozycję udziału z dużym tekstem w monografii wieloautorskiej (prestiżowe wydawnictwo, międzynarodowa obsada, in English etc.) i dostanę za to 3 punkty (dwa razy mniej niż za 5-stronicową glosę w "Studenckich Pracach Prawniczych)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 13:41:52:

    @podwórkowy

    To dobrze świadczy o tolerancji "scientystów". Tam są przecież znacznie większe problemy (choćby prace kilkusetautorskie, albo zanadto spłaszczona punktacja).

    Z tymi monografiami ma Pan zapewne rację. Też sądzę, że ranga wydawnictwa powinna być kluczowym parametrem (choćby dlatego, że zapewnia szerokie rozpowszechnienie książki). Ale to już zadanie dla humanistów uczestniczących w KEJN: jak oddzielić dobre monografie od chłamu. Scientyści za was tego nie zrobią.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 13:44:10:

    podwórkowy,
    Kto ustala kształt ewaluacji jeśli nie sami naukowcy???

    Co do KEJN, to grzechem pierworodnym tej instytucji jest sposób doboru jej składu - spośród aktywnych naukowców. Pozornie logiczne rozwiązanie prowadzi do tego,
    że ewaluacja służy interesom części środowiska a nie społeczeństwa. Poza tym proszę spojrzeć na liczby w tej prezentacji: wynik ewaluacji wpływa na 3-procentową część przychodów uczelni, w gruncie rzeczy koszt jej przeprowadzenia może być większy od jej bezpośrednich skutków finansowych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 13:50:00:

    A jak już jesteśmy przy finansach, to jak tam u państwa wypada kontrola inspektorów ZUS? U mnie jak na razie kwota do zwrotu jest na poziomie 1 procenta rocznych przychodów uczelni, a to nie koniec kontroli.
    Dla niezorientowanych - chodzi o kontrole "umów śmieciowych" na prowadzenia zajęć, z pominięciem składek na ZUS.
    Że to wszystko pierdyknie, to chyba nikt nie ma wątpliwości. Szkoda tylko, że wydziały masowe pierdykną na samym końcu.

  • podworkowy napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 14:03:17:

    js.c. - zgoda, ja tylko mówię, że dawanie kasy wg. obecnych parametrycznych kryteriów jest niesłychanie problematyczne - i dlatego to dala, a nie Pan, ma rację w zakresie "nieosiągalności celów". Zresztą dziś o parametrii nie mam siły debatować.
    Trzy14 - nie wiem kto decyduje o ewaluacji - wiem, że radykalne utyskiwanie na nią jest powszechne (nieważne w tym momencie, czy słusznie) - naukowcy, których spotykam w realu, mając wpływ na ewaluację, natychmiast zmieniliby jej zasady.
    O ZUS wiem tyle, że jest ogólnopolska akcja w tej kwestii, oparta o absurdalne interpretacje prawa (niestety wspierane przez niektóre sądy); jak to bodaj de Tocqueville pisał, nie ma takiej rzeczy, której nie zrobiłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, gdy zabraknie mu pieniędzy. Czy trafiło to już moją uczelnię i wydział i jaka jest skala problemu - tego nie wiem.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 14:12:44:

    @trzy.14

    > Dla niezorientowanych - chodzi o kontrole "umów śmieciowych"
    > na prowadzenia zajęć, z pominięciem składek na ZUS.


    Tu akurat chyba mamy spokój, bo od czasu wprowadzenia tej patologii płatniczej w roku, o ile pamięć mnie nie myli, 1997, składki ZUS były płacone bardzo skrupulatnie. To, co biło w pracowników, a pozwalało zaoszczędzić instytucji, to fakt, że zleceniobiorcom (a de facto pracownikom na umowie pozornej) nie przysługiwały podwyższone stawki za pracę w soboty i niedziele oraz zamienne dni wolne w tygodniu roboczym.

    Dodatkowo, podpisywanie umów było wymuszane szantażykiem:
    nie weźmiesz licho płatnych zaocznych lub nadgodzin na dziennych,
    to cały przedmiot ci zabierzemy i nie będziesz miał/miała pensum

  • podworkowy napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 14:17:26:

    zgred - tu chodzi o umowy o dzieło zawierane z niepracownikami

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 14:47:41:

    Ja zaś myślę, że w samo sedno trafił Zgred pisząc, że rzeczywistych celów... nie ma. Jest dryf. Poza tym przy takim poziomie centralizacji systemu układ chyba stracił sterowność: rozwiązania centralne, które miały uporządkować np. finansowanie WSZ-ów, nagle rykoszetem topią wydziały "akademickie" (nie ma kryzysu humanistyki, jest kryzys Uniwersytetu w sensie Humboltowskim). Rozwiązania ministerialne, które miały zachęcić naukowców do umiędzynarodowienia swojej działalności, nieoczekiwanie czynią międzynarodowe aspiracje Podwórkowego bez-wartościowymi.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 15:08:21:

    js.c: Noto co z tego, ze funkcjonuje lista filadelfijska? nie zauwazylem, zeby ktos sie nia za bardzo przejmowal. tak, tu i owdzie. wg mnie, nie ma takiego srodowiska, ktore potrafi tak kompletnie storpedowac wszystko, co sie da storpedowac.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 15:15:53:

    podworkowy, ja tez mysle, ze bardzo wielu ludzi chcialoby zmienic ewaluacje. Tyle ze chcieliby ja natychmiast zmienic, gdy tylko okazaloby sie, ze znow sie w niej nie znajduja. No chyba ze ewaluacja mialaby okreslac wszystko jako doskonale.

    Nawiasem mowiac, im dluzej przygladam sie posliej prametryzacji (chocby w kontekscie panskiej monografii), tym bardziej doceniam parameryznacje brytyjska. a zatem ocene ekspercka. I oczywiscie, ona ma wiele problemow, mase skrzywien, ale ogolnie jakos tam dziala. tyle ze ona jest oparta na fundamencie, ktorego w polsce nie da sie osiagnac. ona jest bowiem oparta na rzetelnej ocenie (nie obiektywnej - rzetelnej, w sensie takim, ze oceniajacy dokonuja oceny zgodnie ze swoim przekonaniem).

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 15:23:03:

    i na koniec. trzy, jest dryf, bo musi byc dryf. przypomnij sobie ostatnich iles tam listow otwartych. Przeciez to sa oczekiwania z kosmosu i to na dodatek z very deep space.

    Jak moze nie byc dryfu, jesli jedna storna oczekuje tego, ze druga bedzie placila za to, zeby ta druga mogla posiedziec i podumac nad swiatem, to mozliwosci kierunkowania sa praktycznie zerowe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 15:24:27:

    Autor prezentacji rozwiązanie upatruje w przesunięciu części istniejących środków z wydziałów masowych na "akademickie". Samo z siebie nie rozwiąże to głównych problemów szkolnictwa wyższego, a tylko odsunie inne trudne decyzje w czasie. Wydział fizyki, na którym studiuje 4 studentów przeliczeniowych na pracownika, jest równie chory jak wydział prawa z setką studentów przeliczeniowych na pracownika. Sensowność istnienia tego pierwszego dałoby się uratować, gdyby część jego pracowników była zaangażowana w badania mające kontakt z rzeczywistością, czyli np. w projektach współfinansowanych przez biznes. Takich projektów, takiego biznesu nie ma i długo nie będzie. Pozostaje nacisk "na publikacje", który już dawno przekroczył punkt, w którym środek (tworzenie nowej wiedzy) myli się z celem (rozwój kraju). Zamknięcia większości wydziałów akademickich nikt by nie zauważył - poza ich rodzinami, a to w sumie niewielki procent elektoratu.

    Problem upatruję w tym, że goniąc rozwinięte kraje, w tym umasawiając system szkolnictwa wyższego, nie poczyniono praktycznie żadnych zmian strukturalnych. Na poziomie zarządzania i finansowania, z dokładnością do szczegółów technicznych, od czasów komuny nie zmieniło się prawie nic, poza brakiem bezpośrednich nacisków z centrali. Tymczasem masowe studia 1. stopnia ni jak nie pasują do tradycyjnej struktury, w której za kształcenie odpowiadają wydziały, czyli struktury *akademickie*, skoncentrowane na pracy naukowej. Stąd podział na studia 1 i 2 stopnia został przyjęty jako jakaś ministerialna fanaberia. Problem polega jednak na tym, że wydziały akademickie, zwłaszcza w systemie uniwersytetów kadłubkowych (osobno medycy, rolnicy, ekonomiści, inżynierowie, nauki podstawowe) NIE MOGĄ i NIE POTRAFIĄ dać sobie rady w systemie szkolnictwa masowego (1. stopień boloński). Dlatego uczelnie są utrzymywane przez wydziały masowe i dlatego poziom nauki w Polsce relatywnie upada mimo wpompowania weń ostatnio kilkudziesięciu miliardów zeta. Pensja naukowca bez grantu na wydziale niemasowym nie może w istotny sposób przekroczyć dolnych limitów widełek ministerialnych, co kończy dyskusję o rozwoju nauki poza kilkoma ośrodkami.

    Tak oto Bolonia zabija Humbolta... A raczej Humbolt popełnia seppuku, nie będąc tego świadom. Bo Bolonia jest tylko próbą dostosowania się do zmian w świecie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 16:48:59:

    @trzy.14

    Obawiam się, że wracamy do pytania, które postawiłem ze dwa lata temu: jaka jest funkcja społeczna, gospodarcza, naukowa i polityczna uczelni/instytutów i jaki jest cel społeczny, gospodarczy i polityczny uprawiania poszczególnych dyscyplin naukowych, niekoniecznie rozumianych w tak wąskim sensie, jak w rozporządzeniu.

    Jak sobie przez te dwa lata poczytałem rozmaite opracowania, głównie historyków ekonomii, to nie da się ukryć, że najpierw był rozwój gospodarki i przedsiębiorstw w warunkach skrajnego nawet protekcjonizmu, potem był rozwój szkolnictwa (w tym wyższego) wspierającego produkcję kadr dla tego przemysłu, a dopiero długo potem, czysto odpryskowo, był rozwój nauki, który dopiero po II wojnie światowej został sprzęgnięty z rozwojem przemysłu, a i to tylko gdzieniegdzie, głównie za sprawą państwowych programów zbrojeniowych (USA, UK, Francja) lub planowego rozwoju przemysłu (Francja, Japonia, Tajwan, Korea, Singapur).

    Mam wrażenie, że my usiłujemy, jak ci Papuasi, realizować kult cargo, rozpoczynając od tzw. "dupy strony", czyli rozwijać szkolnictwo i naukę dla wspierania nieistniejącego przemysłu i nieistniejących programów zbrojeniowych. W efekcie jesteśmy tylko dostawcą kadr, coraz gorzej wykształconych, dla zachodnich pracodawców. W dodatku, umoczyliśmy się wejściem w strefę wolnego handlu (UE), w której nie możemy zastosować podstawowych recept rozwoju przemysłowego, czyli nieograniczonej konkurencji wewnętrznej i pełnego protekcjonizmu zewnętrznego. No i skończyło się kompletnym wycięciem jakiegokolwiek przemysłu, który miał znamiona zaawansowania. Disclaimer: obecnych podwykonawczych montowni zachodnich koncernów nie uważam, pomimo lokalizacji, za zaawansowany przemysł polski, gdyż nie mają one żadnej zdolności decyzyjnej w zakresie produkcji i badań.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 18:19:08:

    @trzy.14
    > Tak oto Bolonia zabija Humbolta... A raczej Humbolt popełnia seppuku,
    > nie będąc tego świadom. Bo Bolonia jest tylko próbą dostosowania się do zmian
    > w świecie.


    W odpowiedzi na Twoją uwagę pozwolę sobie zacytować fragment z artykułu Sauerlanda (link):

    Dziś słyszy się na ogół, że idea uniwersytetu, jaką projektował Humboldt, jest
    przestarzała, i że nie odpowiada potrzebom współczesności. Jedyne pozytywne
    głosy pochodzą proszę się nie dziwić ze Stanów Zjednoczonych. W roku 1997
    prezydent Uniwersytetu w Stanford bronił spuścizny Humboldta jako czegoś, co
    jest najlepsze w dziedzinie szkolnictwa wyższego. Jako przekaźnik wiedzy uniwersytet
    jego zdaniem nie ma przyszłości. Można tu szybciej i taniej działać poprzez różne
    media, łącznie z internetem. Uczelnie wyższe są natomiast nie do zastąpienia jako
    miejsce (ojczyzna) jedności nauki i nauczania oraz jako wspólnota nauczających
    i uczących się. Należy przy tym pamiętać, powiada prezydent Stanford-University,
    iż Humboldt zwrócił uwagę na potrzebę znalezienia właściwych uczonych. Niestety,
    dodał prezydent, jeśli powołuje się niewłaściwych ludzi, wszystko schodzi na psy

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 18:43:17:

    Przepiękny tekst o Humboldcie. Można się rozmarzyć. Ale fizyka działa trochę inaczej, bardziej rzemieślniczo (Thomas Kuhn się kłania), a mimo to jest znacznie bliżej uniwersytetu humboldtowskiego niż, np., wydział prawa. Czy może się mylę?

    A propos:
    Niewolnicze związanie etatów z dydaktyką ma wiele wad. Np. zabija interdyscyplinarność (chyba dlatego w tym systemie jest tak bita fizyka, najbardziej interdyscyplinarna z natury). Bo zatrudniamy "swojego pracownika" i ludzi z zewnątrz do studentów się nie dopuszcza: to strata godzin, strata etatu.
    Uniemożliwia też kształcenie "po oksfordzku": niewiele godzin, ale tutorskich, konkretnych.

    @dala.tata
    Lepsze jest wrogiem dobrego. To. że są różne zastrzeżenia co do parametryzacji, nie oznacza, że najlepszym wyjściem (vide: stan obecny) jest zupełne ignorowanie pracy naukowej przy rozdzielaniu puli dotacji (pieniędzy etatowych).

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 18:44:58:

    wybaczcie Panowie, ale to jest taka dyskusja, jakby swiat tak ogolnie stal w miejscu i tylko jakies gupole chcialy uni zmienic.

    Nie chce sie wypowiadac na temat sensownosci bolonii, a szczegolnie jej wprowadzania. sam sie uczlylem na piecioletnich studiach i fajnie mi z tym bylo. jednak rozumiem chec UE do z unifikowania kwalifikacji. ja jestem eurofilem i chce, zeby niemiec mogl pojsc do szweda, holender do polaka, a brytyjczyk do greka i mieli uznane kwalifikacje.

    Ja sie buntuje przeciwko podwazaniu uni jako przekaznika wiedzy. ale widzac mlodych ludzi tuz po studiach, ktorzy szukaja pracy, rozumiem, ze to wszystko nie jest dzis takie proste i oczywiste. i z jednej storny mowicie o tym, by uniwerstytet wspieral gospodarke, ale zpaominacie o pracownikach.

    i nie, j anie proponuje zrobic z uni kursu zawodowego, ale wkur.iaja mnie do imentu teksty, ze uni ma 'uczyc myslec'. z tego, co slysze od brytyjskich absolwentow najlepszych uni na swiecie, to oni sobie to myslenie moga wsadzic. Bo to, ze oni umieja myslec, korporacje wiedza dobrze. oni maja pokazac, ze ich myslenie jest przydatne korporacji. a to wcale nie jest takie proste.

    i jeszcze jedno. Niedawno z pierwszej reki uslyszalem o korporacji, ktora rozpisala rekrutacje ( 20-30 stanowisk). Bylo 7000 kandydatow i 6 etapow. inny konkurs, 10 etatow i 1000 kandydatow; rowniez 6 etapow. Bardzo mi prosze nie fanzolic o przekazywaniu wiedzy. Ci, ktorzy tylko wiedzieli, odpadali na 3.etapie. Ci kotrzy tylko mysleli, odpadali na etapie pierwszym.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 19:00:24:

    js: ja sie zupelnie nie wypowiadam na temat funduszy z parametryazacji. i raczej bym powiedzial, ze para powina miec znacznie wiekszy udzial w rozdziale.

    jednak odrzucam to, ze to jest banalnie proste. jelsi mamy, powiedzmy, slaby badawczo instytut literaturoznawstwa, ktory ma 500 zadowolonych studentow. i swietny instytut fizyki, ktory ma 50 studentow, to ja odrzucam to, ze powinny sie liczyc tylko czy nawet glownie badania.

    I wracamy do tego, po co sa uniwersytety. i wg mnie nie ma prostej odpowiedzi. a przynajmniej nie ma jednej odpowiedzi na takie pytanie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 20:03:01:

    @dala.tata
    Chodzi mi o dwie rzeczy: równowagę oraz zapłatę za badania naukowe. Oczywiście, że studenci muszą być mocno premiowani. Ale "drugiej nogi" brak. I system pada.

    A przy okazji nie wykorzystujemy bardzo taniej (dla podatnika) możliwości wsparcia sektora nauki. Obecnie szkolnictwo wyższe (wbrew pozorom) jest odcięte od nauki. Poza chałturzeniem na grantach. Owszem, na wielkich uczelniach jakieś wyspy naukowe się uchowały dzięki dużemu nasyceniu grantami. Ale niestabilne toto i kosztowne.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 20:39:04:

    Ja bym bronił uniwersytetu jako miejsca, w którym można się nauczyć samodzielnego, krytycznego, rzetelnego myślenia. Miejsca, w którym kształci się twórców, osoby zdolne świadomie zmieniać swoje otoczenie. Tego nie można nauczyć się z Internetu.

    500 literaturoznawców nie znajdzie pracy w zawodzie, podobnie jak 50 fizyków. A jednak te studia - jedne i drugie - raczej pomagają odnaleźć się na rynku pracy. Tym bardziej, że ten rynek jest szybkozmienny i w dłuższej perspektywie nieprzewidywalny. Dla mnie 1. stopień studiów to taka przedłużona i mocno wyspecjalizowana matura. Żadna uczelnia (akademicka) nie kształci na tym poziome bezpośrednio do konkretnego zawodu, choć wiele zawodów wymaga bardzo konkretnego wykształcenia. Dlatego tym literaturoznawcom przydałby się kurs statystyki czy podstaw modelowania komputerowego połączony z zajęciami z tworzenia i odczytywania wykresów; podobnie tym fizykom nie zaszkodziłyby zajęcia z psychologiem, grafikiem czy nawet literaturoznawcą. Dla mnie to jest sedno Bolonii. Dopiero od studiów 2. stopnia zaczyna się przygotowanie do kariery akademickiej i dopiero tu poziom trudności powinien być dostosowany do kształcenia elity. Jak na to popatrzeć z tej perspektywy, Humbolta można pogodzić z Bolonią. Tyle, że moim zdaniem wymagałoby to głębokich zmian strukturalnych, o mentalności nie wspominając. Myślę o amerykańskim systemie Major/Minor połączonym z wyprowadzeniu studiów 1. stopnia z wydziałów do struktur nieco wyższego poziomu, łączących kilka tradycyjnych wydziałów. Wydziały są zbyt monotematyczne, zbyt wąskie jak na potrzeby masowych studiów 1. stopnia.


  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 20:42:56:

    js, tak, ja sie z tym zgadzam. ten ulamek wynikajacy z parametryzacji to za malo. jelsi juz robimy te ewaluacje, niech z niej cos wyniknie.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 20:50:29:

    Pi, bron, ile chcesz. ja ci mowie o dosiwadczeniach kilkorga mlodych ludzi, ktorzy wlasnie koncza/skonczyli jeden z najlepszych uniwersytetow na swiecie, w tym wlasnie fizyke. I co? rynek dla fizykow jest znaczny i tak jak zawsze powtarzal pfg, fizycy maja wziecie. ale to nie znaczy, ze wszyscy i zawsze. bo oni konkuruja kompetencjami, ktorych sie na studiach nie nauczyli. i to jest problem uczleni, a nie pracodawcow.

    Bo mozemy sobie gadac do usranej smierci, ze pracodawcy maja idiotyczne oczekiwania. maja. ale to my sie musimy jakos do tego dostosowac.

    I to jest ta powtarzana mantra:nie uczymy do zawodu. i spoko. ale to nie znaczy, ze nie mamy obowiazek pomoc naszym studentom w znalezeniu sie na ultratrudnym rynku pracy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 20:55:22:

    Aeż mamy, mamy taki obowiązek!!!

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/28 21:00:29:

    to trza go zaczac traktowac pwaznie!

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide