Robię habilitację

Wpis

niedziela, 14 lutego 2016

Konflikt

Dostałem dzisiaj maila w sprawie pewnej habilitacji, o której mam nadzieję napisać więcej. Mój korespondent zwraca uwagę na skład komisji habilitacyjnej. Znaleźli się w niej: promotor pracy doktorskiej i dwóch kolegów z roku habilitanta.

 

Konflikt interesów to jest pojęcie szerzej znane w nauce polskiej, prawda?

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
niedziela, 14 lutego 2016 00:52

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 07:37:45:

    No z habilitantem to chyba konfliktu nie mają:)

  • cowell napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 09:15:24:

    Czy uważacie, że obecność kolegi z roku też jest konfliktem interesów?

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 10:43:48:

    A tak poważnie, ponieważ sprawa jest opisana enigmatycznie nie można wykluczyć następującego scenariusza. w niektórych dyscyplinach recenzje są egzotyczne (przykłady na tym blogu są liczne). Może Rada Wydziału stwierdziła, że w takiej sytuacji każda pomoc habilitantowi się przyda?

  • www.chalupka.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 11:39:26:

    par. 14.2 rozporz. do art. 31: W skład komisji habilitacyjnej nie może być powołana osoba, w stosunku do której zachodzą uzasadnione wątpliwości co do jej bezstronności

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 12:17:49:

    @habilitant2012
    > Znaleźli się w niej: promotor pracy doktorskiej i dwóch kolegów z roku habilitanta

    Jeżeli od doktoratu minęło ponad 5 lat, a promotor nie był w tym czasie współautorem ani bezpośrednim przełożonym to nie widzę żadnych przeszkód. Mało, promotor może być OBCIĄŻENIEM. Przypomnijcie sobie sprawę Rudek vs. Janiak.

    W przypadku "kolegów z roku" identycznie. W pracy NIE MA PRZYJACIÓŁ. Są tylko rywale i gra interesów.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 13:05:16:

    @staryzgred2012

    To prawda, ze w pracy może być różnie. Podobnie z promotorem.
    Niemniej jednak, dla czystości sprawy, lepiej by ani promotor, ani koledzy z roku (a także z pracy!!) nie byli oceniającymi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 13:21:08:

    www.chalupka.pl,
    Z tego przepisu jasno wynika, że w KH nie powinno być nikogo z wydziału, na którym pracuje habilitant... W ten sposób doszliśmy do absurdu, czyli błąd jest gdzieś wcześniej.

    Czyich interesów broni komisja habilitacyjna podczas postępowania habilitacyjnego?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 13:22:46:

    Promotor w KH może być kamieniem młyńskim u szyi, może być szalupą ratunkową. Nie wierzę, że będzie bezstronny.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 13:33:02:

    @ trzy.14

    Z tego przepisu jasno wynika, że w KH nie powinno być nikogo z wydziału, na którym pracuje habilitant... [\i]

    a co w tym zlego, by nie bylo nikogo z wydzialu?
    przy rozdziale grantow, tez nie moze byc nikogo z wydzialu :-)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 14:07:30:

    Kragon,

    Habilitacja to procedura administracyjna służąca stabilizacji zawodowej naukowca na uczelni publicznej. Ona ma też inne "zastosowania", ale to jest najważniejsze. Dziwne by było, gdyby o zatrudnianiu na uczelni X decydowały osoby spoza tej uczelni/wydziału.

    Po przeczytaniu powyższych zdań dochodzę jednak do wniosku, że przecież decyzję podejmuje RW a nie KH, w zasadzie nie ma więc przeciwwskazań, by cała KH była spoza wydziału. Pozostaje więc moje pytanie: czyim interesom służy KH? Habilitanta? Wydziału? "Nauki"?

    W obecnej sytuacji członkowie KH, którzy są z tego samego wydziału co habilitant, z reguły są do KH delegowani w celu OBRONY habilitanta przed ewentualnymi atakami "obcych" członków KH. Nie spotkałem się z inną rolą "swoich" członków KH. Oczywiście ich rolą może być też pognębienie kandydata, dopilnowanie, by na pewno nie dostał habilitacji. W tym sensie to nigdy nie są osoby neutralne. Przy czym z drugiej strony to zgodne działanie nigdy (prawie nigdy?) nie jest poprzedzane jakimiś ustaleniami, spiskiem etc. Wydziałowi członkowie KH bez słów wiedzą, czy "wydział" popiera czy nie popiera danej kandydatury.

    Teraz mamy kolejne, trudniejsze pytanie: dlaczego "wydział" z uprawnieniami chce lub nie chce habilitacji swojego pracownika? Praktyka pokazuje, że zwykle chce, a przyczyna jest prosta: konsekwencje administracyjne w przypadku decyzji odmownej. Jeśli ja zacznę głosować przeciwko kolegom, to zacznę kręcić sznur na własną głowę. Gdyby nie warunek 8 lat, dużo łatwiej byłoby zagłosować na "nie".

    Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek dyskutowano o przydatności habilitanta dla wydziału? Nie spotkałem się z czymś takim i w gronie 50+ osób, z protokolantką, taka rozmowa jest niemożliwa. A przecież jest to najważniejsze pytanie. Dlatego "dobro wydziału" NIGDY nie jest przedmiotem troski KH czy nawet samej RW, jeśli głosuje się nad swoim habilitantem. Wyjątkiem były dyskusje o możliwości utraty uprawnień w przypadku głosowania wbrew większości recenzentów, ale w ostatnich latach CK straciła najostrzejsze kły, więc takich dyskusji jest coraz mniej.

    Wydaje mi się, że żaden "obcy" członek KH nie czuje jakichkolwiek zobowiązań wobec 'Wydziału", na którym zatrudnienie posiada lub znajdzie habilitant. I to stawia sprawę na głowie. Moim zdaniem, powtórzę, potrzebna jest administracyjna procedura stabilizująca naukowca nie później niż w wieku ok. 35 lat, może nawet nieco wcześniej. To powinna być jedna z najważniejszych kompetencji RW, o bardzo ważnych dla tejże RW skutkach. DLATEGO recenzenci powinni być zewnętrzni - o ile jednostka ma szersze ambicje. Ale nikt tego w ten sposób nie traktuje, bo habilitacja jest procedurą państwową, ogólnopolską a nawet ogólnoświatową ;-)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 14:09:51:

    jeszcze jedno - jak nie wystawimy do recenzji "swoich", to "nasi" nie uzbierają punktów do profesury. Spotkałem się z przypadkiem, gdy był to decydujący argument.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 15:35:12:

    Odnośnie promotora mam podobne zdanie do trzy.14. Lepiej, żeby go w KH nie było. Co do kolegów z roku osobiście nie mam nic przeciwko. Sam habilitowalem sie na swoiom wydziale (jak pewnie spora czesc osob) wiec w KH mialem trzy osoby, z którymi byłem na "ty".

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 16:07:08:

    W mojej ocenie - albo nalezy zrezygnowac z ogolnopolskosci habilitacji - i uznac ja za jednouczelniane uprawnienie - tylko tam gdzie ja zrobiono, albo - jesli ma byc ona ogolnopolska - ogolnoeuropejska - ogolnoswiatowa - jak daje sie teraz jest - to powinna byc robiona poza wlasna uczelnia, poza wlasnym miastem, z zakazem uczestnictwa w KH i RW kogokolwiek zatrudnionego lub zwiazanego z uczelnia kandydata na habilitowanego.
    Przyjecie pierwszego rozwiazania powinno spowodowac, ze po jakims okresie przejsciowym - kto puscil gniota, ten ma gniota. Powinno sie zastosowac te zasade rowniez do wszystkich wczesniej nadanych habilitacji i profesur.
    Przy przyjeciu drugiego rozwiazania, dla wczesniej nadanych habilitacji i procedur - powinno sie poddac rewizji stopnie i tytuly juz nadane (ponowne postepowania?).
    Jak widać - nie ma wyjścia - musimy zostać w tym szam$ie. Gdzie sie nie obrócimy - tam czycha zarzut łamania jakiejś ważnej zasady

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 16:37:49:

    klamczuch,
    Obawiam się, że pierwszemu rozwiązaniu powinny towarzyszyć działania mające na celu zwiększenie samodzielności i odpowiedzialności uczelni za swojej decyzje, w tym kadrowe; np. eliminacja ustawowych minimów płacowych. :-(

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 21:31:47:

    jak nie wystawimy do recenzji "swoich", to "nasi" nie uzbierają punktów do profesury. Spotkałem się z przypadkiem, gdy był to decydujący argument.

    + "niech sobie nasi zarobią..."

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/15 00:34:51:

    Uwazam, ze promotora w komisji raczej nie powinno byc,. Z pewnoscia nie powinien pisac recenzji. Co do kolegow z roku - no coz, sa rozni koledzy z roku. Sa tacy, ktoryc z cala pewnoscia nie poiwnno byc, sa tez tacy, ktorych obecnosc nie razi.

    Kto powinien decydowac? no oczywiscie ci koledzy z roku. Niestety, mysle, ze w Polsce wycofanie sie kolegi jest nie do zrobienia. Podobnie jest z osobami, z kotrymi sie jest na ty.

    Mysle, ze ogolnie mozna by powiedizec, ze kolega nie powinien decydowac o awansie. A przynajmiej powinien to kolezenstwo eksplicytnie zadeklarowac i zdac sie na decyzje kogos, kto go wyznaczyl do komisji.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/15 10:54:52:

    Jakie to ma znaczenie, ze ktos byl z kims na roku cwierc wieku temu, jezeli od cwierc wieku pracuja w tej samej instytucji? A jak ktos byl rok nizej, albo rok wyzej, to tez bedziemy za to wylaczac z komisji?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide