Robię habilitację

Wpis

wtorek, 09 lutego 2016

To zdanie jest fałszem

Pojawiła się kolejna opinia w habilitacji logopedycznej i nie mogę sobie odmówić przyjemności skomentowania przynajmniej fragmentów. Jest to bowiem recenzja pełna zagadek. Pierwsze zagadki sformułowane zostają w formie jakże realistycznego, wydawałoby się, samoopisu księdza recenzenta:

 

z przekonaniem odniosę się głównie do tego obszaru dokonań Habilitantki, w którym posiadam niepodważalną reprezentację wiedzy (np. metodologia)

 

Skamieniałem przeczytawszy słowa profesora, bo za cholerę nie wiem, o co mu chodzi. Po pierwsze, niepodważalność wiedzy profesora musi z konieczności stać na glinianych nogach. Oczekiwałbym od filozofa (nawet wychowania), żeby rozumiał, że z tą niepodważalnością to jednak trochę nie tak. I jego wiedza czy też jej reprezentacja jest niezwykle łatwa do podważenia. Chyba że niepodważalność, o której mówi profesor, ufundowana jest nie na logice, ale na certyfikatach profesorskim i habilitacyjnym. Kwit jest, niepodważalność zaświadczona!

 

Jednak zmartwiło mnie to, co recenzent posiada. Widzę (choć okiem niefilozofa)  filozoficzne trudności z posiadaniem wiedzy, ale czy posiadanie reprezentacji wiedzy usuwa je? Nie dość, że nie wiem, co tak naprawdę poisada profesor, to na dodatek czym jest ta reprezentacja wiedzy? Czy profesor posiada jakiś katalog biblioteczny? Spis treści encyklopedii? A może sam link do portalu Google Scholar? Tylko jak się to ma do kompetencji recenzenckich?

 

A oto kolejna zagadka, przed którą stawia nas profesor. Pisze bowiem o problemie natury etycznej, który:

 

dotyczy mianowicie znamion autoplagiatu ukrytego

 

W głowie mi się od tego zakręciło, bo choć jestem po habilitacji, znów nie rozumiem. Pierwsza kwestia, to problem dotyczący znamion! Co to znaczy? Czemu się recenzent nie czepia zjawiska, ale tylko jego znamion? Że jakieś trefne znamiona ma ten autoplagiat? Czy może, tu już się ucieszyłem, chodzi mu o to, że autoplagiat ukryty nie może miec znamion? Bo skoro ukryty, to jakże ma mieć znamiona, ale skoro profesor go odkrył....Zakałapućkałem się. A przecież jeszcze nie doszedłem do tego, że profesor odkrył 'autoplagiat ukryty', zapewne w kontraście do jawnego, a może i zwykłego. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia ze spekrtum autoplagiatowym, a mianowicie:

 

autoplagiat jawny - autoplagiat - autoplagiat ukryty?

 

Tylko co to takiego ten jawny? Że na przykład autor pisze: "Uwaga, niniejszym autoplagiatuję następującą pracę.". Ale jak to robi, to to już nie jest autoplagiat....Zgubiłem się. No i po raz kolejny ucieszyłem się, że nie jestem pedagogiem i nie muszę tego wszystkiego rozbierać na czynniki pierwsze lub nie, jawne bądź ukryte. A tego, jak mówią sąsiedzi ze wschodu: bez wodki nie rozbierjosz.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
wtorek, 09 lutego 2016 00:43

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 01:43:15:

    Z taka pewna zlosliwoscia pozwole sobie. Ksiadz profesor, jako sekretarz komisji, nie posiada wiedzy, poniewaz wiedze posiadaja bardziej od niego kompetentni, ktorych CK powolala na recenzentow. Ksiadz profesor za to posiada reprezentacje wiedzy, czyli napisal, co mu inni powiedzieli, ze trzeba napisac i on sobie to tak zaprezentowal.

    To jakis cyrk jest z ta komisja. Po otwarciu linka wydawalo mi sie, ze to superrecenzja, ktorej autor powoluje sie na ustalenia wczesniejszych recenzji. Sprawdzam na stronie - a tu sekretarz komisji takie madrosci sadzi i podpisuje to jaka wlasna opinie! To wyglada, jakby sie wczesniej umowili, co maja mowic, a teraz wszyscy powtarzaja jak pappugi w mysl zasady, ze im wiecej razy powtorzone, tym bardziej prawdziwe i przekonujace.

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 01:53:16:

    Czy oni naprawdę byli/są aż tak durni, że nie zdawali sobie sprawy, że pisanie tego typu opinii przez członków KH uprawdopodobnia tezę, że sprawa nie jest czysta?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 02:30:28:

    @dockan
    > Czy oni naprawdę byli/są aż tak durni

    Durni? Nie! Ale z pewnością nieprawdopodobnie zadufani i przekonani o własnej bezkarności.

    Niestety, doświadczenie i obserwacja uczą, że w naszych warunkach może to być prawdą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 11:19:20:

    A od kiedy to członkowie KH sporządzają indywidualne, pisemne opinie? Kto ich o to prosił?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 11:49:49:

    Sami się zgłosili. Ochotnicze Rezerwy Komisji Habilitacyjnej.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 17:15:57:

    zgadzam sie niestety ze Zgredem. oni nie sa durni. to jest wlasnie przekonanie o kompletnej bezkarnosci. Im po prostu wszystko wolno, a przynajmniej tak mysla.

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 18:17:54:

    Ale ja się z Wami nie zgadza :). Nie raz widzieliśmy kompletne samowolki - decyzje o nadaniu lub odmawiające nadania stopni wbrew rekomendacji KH, recenzjom czy logice. W tym przypadku GTW miała negatywne recenzje, więc mogli gładko załatwić sprawę i nikt by się nie przyczepił. A przez te niestandardowe opinie widać, że coś tu śmierdzi ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 18:28:16:

    W omawianej opinii moją uwagę zwróciły dwie kwestie.
    1) dowód przez autorytet na str. 1: o recenzentach habilitacji mówi się tam per "wybitni specjaliści z obszaru badawczego..." Nawet jeśli to prawda, to takich argumentów nie powinno się w nauce używać, a jeśli już, to tylko w celu wyjaśnienia odmowy napisania recenzji ("nie jestem godny opiniowania czegoś, pod czym podpisał się tak znamienity profesor, gdyż w swym poczuciu niższości nie mogę zagwarantować bezstronności mojej opinii"). Przed nauką wszyscy jesteśmy równi.

    2) W uzasadnieniu opinii jej autor stwierdza, że "dorobek nie spełnia wymogów formalnych" oraz "dorobek [...] nie spełnia kryteriów oceny ujętych w rozporządzeniu [...]". Wszystko byłoby pięknie, gdyby autor w jakimkolwiek fragmencie swojej opinii przytoczył expressis verbis te wymogi formalne oraz wymogi rozporządzenia, których dorobek (!?) habilitantki jego zdaniem nie spełnia - tak jak mają to w zwyczaju robić prawnicy w uzasadnieniach wyroków. Bez tego to są puste słowa, czcza gadanina.

    (inna sprawa, że rozporządzenie nie ułatwia takiej analizy, ale to już zupełnie inna para kaloszy).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 20:10:22:

    Pomijajac kwestie tego, ze sekretarz komisji w sposob absolutnie bezprawny wystepuje w tym postepowaniu jako recenzent, recenzujacy na podstawie recenzji napisanych przez innych, to autor tej "opinii" jest zywa egzemplifikacja tezy, ze recenzent w postepowaniu awansowym nie moze byc idiota, a jezeli recenzja ma byc merytoryczna, to psim obowiazkiem recenzenta jest znac sie na tym, co recenzuje.

    Na str. 3 recenzji recenzent-sekretarz omawia cos, co w jego pojeciu jest bledem metodologicznym. Chodzi o to, ze cel badania jest rzekomo inaczej sformulowany we wstepie do ksiazki, a inaczej w omowieniu wynikow badania (sic!). Recenzent sekretarz sam tego nie wymyslil, posilkuje sie recenzja G. Dryzalowskiej, nie rozumiejac kompletnie sensu zdan, ktore cytuje za Dryzalowska. Krotka mowiac, mamy tu jedna niezbyt sensowna uwage u recenzentki, z ktorej czlonek komisji robi bombe atomowa, ktora ma zniesc habilitantke z powierzchni Ziemi. Jedynym sposobem unikniecia takiego zarzutu jest powtarzanie zdania okreslajacego cel badania jako copy-paste bez wzgledu na to, ile razy zajdzie potrzeba uzycia tego w pracy. Przy takim sposobie procedowania nalezy ostrzegac wszystkich kandydatow na habilitantow, ze cokolwiek pisza z zamiarem wykorzystania jako osiagniecie habilitacyjne, musi byc IDIOT-PROOF.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 22:28:28:

    Dygresja od głównego wątku:

    wyjątkowo ciekawy tekst na temat zarobków w Polsce (link).

    Niestety, potwierdza się, że zatrudnienie akademickie jako całość lokuje się w strefie stanów niskich. Uwzględniając teraz formy początkujące (asystenci, adiunkci bez habilitacji) lokuje się w obszarze śmieciowym.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/09 23:31:50:

    We wspomnianym raporcie GUS najbardziej zaskoczyła mnie informacja o zatrudnieniu w szkolnictwie wyższym (str.64 na samym dole):

    a) szkolnictwo publiczne - 69,8 tys. osób
    b) szkolnictwo prywatne - 9,6 tys. osób.

    W relacji do liczby działających prywatnych uczelni (wg POLONU na dzień dzisiejszy) wynoszącej 278, daje to szokująco niski wskaźnik 34,5 osoby/uczelnię. To jeszcze raz pokazuje, że cały sektor szkolnictwa prywatnego jest kadrowym pasożytem szkolnictwa publicznego.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 00:03:33:

    @staryzgred2012
    To mnie nie zaskakuje (szkoły prywatne zatrudniają chyba tylko minimum kadrowe, czyli 9 lub 12 osób na kierunek studiów, a większość szkół ma raptem parę kierunków).

    Zaskakuje mnie natomiast rozbieżność z innymi danymi GUS (Szkoły wyższe i ich finanse, str. 164), gdzie za ten sam okres (rok akademicki 2014/15) podawana jest liczba ponad 77 tys. nauczycieli akademickich (główne i pełne etaty) w szkołach publicznych. Dodając drugie etaty (ok. 3 tys.) i ułamki etatów (też ponad 3 tys.) to będzie jeszcze więcej. Liczba pracowników uczelni niepublicznych nawet się zgadza, zakładając, że mówimy o podstawowym miejscu pracy. Drugich etatów i tu będzie ze 3 tys. więcej (czyli w sumie prawie 13 tys. pracowników).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 01:59:05:

    Kolejne dwa iekawe teksty:

    1. wywiad z Jackiem Rakowieckim (link), zwłaszcza, gdy się to czyta w kontekście galopującej obłąkanej ekonomizacji szkolnictwa wyższego,

    2. wywiad z Andrzejem Zybertowiczem (link) - to z kolei brzmi ciekawie, gdy się zestawi z działającymi w obszarze szkolnictwa wyższego sitwami grantowo-awansowymi, które wielokrotnie były na tym blogu sygnalizowane i piętnowane.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:11:10:

    Zgred,
    Jedyne zdanie Zybertowicza godne uwagi brzmi "Tak. III RP to państwo, którego elity abdykowały z wykonywania wielu zadań strategicznych." Z tym, że nie ma problemu "korporacji akademickiej" tylko modernizacji kraju, zasypywania pokolonialnej i postfeudalnej luki cywilizacyjnej; a polem, w którym państwo abdykowało jeszcze wyraźniej jest służba zdrowia.

    Dalej gada jak potłuczony, bo mimo że profesor i to socjologii, swoje wywody opiera nie na badaniach, tylko mitach. Moim zdaniem Tusk nie dlatego odpuścił "korporacji akademickiej", że się jej bał, tylko dlatego, że nie miał na nią pomysłu; zresztą to nie Tusk miał mieć pomysł tylko ministrowie i szerzej - zaplecze polityczne rządu. Nie dlatego CK działa marnie, że spiski układy i strach rządu, tylko dlatego, że nikt nie wie, w którą stronę to wszystko trzeba popchnąć. Akurat pod tym względem Gowin nie różni się od Leny, Kaczyński od Tuska, samo zaś zaplecze rządu wydaje się w tej sprawie równie podzielone jak otoczenie rządów PO.

    Z drugiej strony paraliż PO można przynajmniej częściowo tłumaczyć wojną totalną z PiS-em: żadna długofalowa reforma nie ma sensu bez szerszej zgody społecznej, por. 5-latki w przedszkolu i 6-latki w szkole i inne reformy PO. PiS ma zapał rewolucjonistów, ale nikt nie wie, jak trwałe będą to zmiany. Niewykluczone, że w warunkach zderzenia cywilizacji rozsądniej jest dryfować jak PO.

    Rakowieckiego czytałem, ale jego opinia wydaje mi się zbyt emocjonalna. To nie jest tak, że całe 25 lat jest do kosza. Trzeba większego dystansu, za 5-10 lat będziemy mądrzejsi.

    Jako kontrapunkt dla Zybertowicza polecam Szczerka, a zwłaszcza główną jego tezę wyrażoną w tytule: szczerek.blog.polityka.pl/2015/11/14/europa-srodkowa-wraca-na-swoje-miejsce/ I do tego potwierdzający tę tezę wywiad z niemieckim kardynałem wyborcza.pl/magazyn/1,150176,19588905,kard-christoph-schonborn-argumentem-przeciwko-uchodzcom-ma.html

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:18:52:

    @trzy.14
    > Jedyne zdanie Zybertowicza godne uwagi brzmi

    No to mamy istotną rozbieżność w ocenie sytuacji, gdyż interesujących punktów widzę tam więcej.

  • cowell napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:43:07:

    Ja się całkowicie zgadzam z 3.14. Generalnie prof. Zybertowicz jest pseudonaukowcem. Czytałem sporo jego prac. Zawierają rozliczne błędy co do faktów, a także twierdzenia, które nie mają potwierdzenia w badaniach empirycznych. (Polecam np. jego ostatnią książkę o państwie Platformy, gdzie profesor dowodzi m.in, że podczas kryzysu PKB w Polsce spadał (sic!) co oczywiście nie wystąpiło - spadał jedynie PKB wyrażony w euro w wyniku deprecjacji zł).

    Jego wywody są pełne luk w dowodzeniu. Zbyt wielkie generalizacje i ambicje w zasięgu tworzonych konstrukcji. Ulubione źródła informacji - gazety. Wszystko okraszone tworzeniem nowych pojęć i skrótów, które mają głównie wydźwięk PRowy - polecam np. tutaj tworzy ARGI i ZORGI:
    www.is.uw.edu.pl/wp-content/uploads/zybertowicz-i-pilitowski-pogon-za-renta.pdf

    Naprawdę, to co on pisze o grupach interesu, klikach, korupcji itp. nie ma pokrycia w badaniach empirycznych. Te zjawiska występują wszędzie, a w Polsce nie silniej niż w innych podobnych krajach co jest sukcesem. Nie blokują naszego rozwoju, albo są na 20 miejscu wśród czynników, które powinniśmy zmieniać, żeby rozwój był szybszy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:43:20:

    @trzy.14
    Nie warto czytać takich ideologiczno-teoretycznych tekstów o migrantach. Polecam wypowiedzi księdza Cisło. Choćby taka, raptem kilkuminutowa wypowiedź, a ile konkretów i pomijanych zwykle wątków.

  • cowell napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 11:11:01:

    @js.c
    Mądry człowiek, Polak-katolik.
    Ale dziwne, że on taki ostrożny wobec obcokrajowców. Z jego profilu:
    teologia.uksw.edu.pl/node/593
    wygląda jakby sporo się kontaktował zagranicą, zwłaszcza ze Słowacją. Może to ma jakiś związek z jego habilitacją, bo na polskich stronach nic o niej nie znalazłem.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 11:31:39:

    @cowell
    Jeszcze bardziej niż na Słowacji, bywa w Iraku czy Syrii, gdzie naprawdę jest się czego bać. Warto zatem posłuchać czy przeczytać, co ma do powiedzenia.

  • cowell napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 11:47:36:

    @ js.c
    Myślałem, ze ironizujesz na jego temat, sorry :).
    Warto to moim zdaniem go zapytać dlaczego w "Ludzie nauki" nie wpisał, gdzie i z czego zrobił habilitację. Może się wstydzi i kiedyś będzie się też wstydził swoich poglądów w sprawie migrantów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 11:57:59:

    js.c,
    Ja ten link podałem po to, bu pokazać, jak bardzo myślenie ludzi kościoła w Polsce może różnić się od sposobu myślenia ludzi tego samego kościoła 300 km dalej. I szerzej: że sposób myślenia w Europie Wschodniej wciąż rożni się od sposobu myślenia w Europie Zachodniej. Granice wciąż są - w naszych głowach.

    A czytać warto wszystkich, byle mówili z sensem. Cisło mówi z sensem, a to jest podstawa do kompromisu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:00:12:

    Trochę zjechaliśmy w stronę polityki, czego unikam, ale chyba jeszcze nie przekroczyliśmy cienkiej czerwonej...

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:16:35:

    @trzy.14
    > Trochę zjechaliśmy w stronę polityki, czego unikam

    Nie unikasz, choćbyś nie wiem, jak się zarzekał. Całość tego bloga jest stricte polityczna, bo dotyczy patologii generowanych przez istniejący układ prawno-polityczny.

    @cowell
    Tekst Zybertowicza interesuje mnie jako tekst POLITYKA, a nie jako tekst naukowy, którym NIE JEST i nawet nie usiłował być. A problemy polityczne tam poruszone są istotne i zaklinanie rzeczywistości niewiele pomoże, co najwyżej można w drzewo przywalić. PO tak zaklinała i straciła władzę. Żakowski, chyba ze dwa miesiące temu, popełnił w "Polityce" tekst o tytule "Zielona wyspa - czarna wyspa" (mniej więcej, bo dokładnie nie pamiętam), w którym naprawdę dokładnie przeanalizował skutki takiego zaklinania. Zybertowicza można lubić lub nie lubić, ale jest to obecnie człowiek mający przełożenie na władzę i ignorowanie jego wypowiedzi to świadome wchodzenie we mgłę.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:20:17:

    @trzy.14
    Granice oczywiście są w naszych głowach, ale moim zdaniem - dobrze, że są. Koncepcja "multi-kulti" jest nie tylko zła, ale wręcz nielogiczna. Demokracja+islam=kalifat. Gdy Korwin pisywał o tym 20 lat temu (kalifat francuski czy niemiecki) wydawało mi się to czymś w rodzaju abstrakcyjnego science-fiction (zresztą w tej branży też ktoś taki pomysł miał, nie pamiętam kto). A teraz widać, że jest to bardzo realna alternatywa, której realizacji być może doczekamy się jeszcze za naszego życia. Ci, którzy się wzdrygają przed łagodnym konserwatyzmem chrześcijańskim liczą na to, że poradzą sobie z fundamentalistami islamskimi? Dziwne podejście do rzeczywistości.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:37:38:

    To ja moze w sposob naiwny i nienaukowy opisze, jak z mojej perspektywy to wyglada i co sie Zybertowiczowi rozlazlo.

    Jeszcze 10 lat temu generalnie wszystko sie zalatwialo. Zwlaszcza habilitacje trzeba bylo zalatwic. Ten sposob myslenia jeszcze jest i pokutuje, co widzimy od czasu do czasu w przypadku habilitantow, ktorych ktos postanowil zalatwic. Ale tego juz jest jakby mniej, a niepokorni habilitanci odwoluja sie do upadlego i naglasniaja, co moga i jak moga. Co sie zmienilo? Zaczely sie liczyc procedury i to jest chyba sukces rzadow Platformy.

    W swiatku akademickim, ktory jest szczegolnie oporny na zmiany i szczegolnie skory do lamania wszelkich procedur, to sie przejawia w sposob bardzo specyficzny. Weszly w zycie nowe procedury awansowe i liczba wnioskow profesorskich poleciala na leb, na szyje. Kto mial sobie zalatwic, ten sobie zalatwil tytul w starej procedurze. Kolejna generacja, ktora mozliwosci zalatwienia nie miala, teraz siedzi i kombinuje, jak te nowe procedury ugryzc. Czy za kilka lat nastapi powrot do zalatwiania? Trudno powiedziec, byc moze - CK jak do tej pory zadne reformy nie dosiegly, a w sabotowaniu procedur nie ma sobie rownych, ale otoczenie zaczelo sie zmieniac po kilku glosnych sprawach.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:48:09:

    Koncepcja multi-kulti to jest jakas brednia, jak gender, ktora sie ulegla na jakims polskim zadupiu. Oryginalnie, cala tzw. koncepcja urodzila sie jakies kilkanascie lat temu jako promowana w UE polityka rownych praw mniejszosci etnicznych i wcale nie chodzilo o Arabow, tylko o takie mniejszosci jak Baskowie w Hiszpanii i Francji, czy Kaszubi i Tatarzy w Polsce, potem doszly kwestie migracji w obrebie UE, czyli Polacy w UK, czy Norwegii, ale rowniez osoby, ktore mieszkaja w jednym kraju, a pracuja w innym, typu Frasyniuk w Niemczech. Jak slysze multi-kulti, to mi sie przewraca wszystko, bo na pewno mam do czynienia z jakims ekskluzywnie polskim wykwitem myslowym.

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:52:58:

    @Zgred,
    To...?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 13:31:35:

    Nobby,
    Tekst Żakowskiego znakomity, dzięki (wtedy jeszcze nie miałem prenumeraty).

    Off-topic - czy może czyta ten blog jakiś ekonomista, który zechciałby się ustosunkować do tezy Żakowskiego

    Ludzie Solidarności w większości wciąż nie przyjęli do wiadomości, że bankructwo Gierka było spowodowane globalnym skokiem stóp procentowych (z kilku do ponad 20 proc.), który zrujnował też Meksyk, Brazylię i wiele innych krajów, podobnie jak PRL finansujących awans cywilizacyjny z zagranicznych kredytów. ?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 13:55:28:

    Off-topic - już znalazłem, np. rafalhirsch.blogspot.com/2013/01/edward-gierek-ikona-dugu.html oraz www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/jak-gierek-pomogl-iii-rp-czyli-co-po-45,163,0,2004387.html

    Wygląda że Gierek był prekursorem czy też awangardą współczesnych frankowiczów...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 15:23:53:

    @charioteer1
    Multi-kulti to zapewne skrót myślowy (wykwit?), nie wnikałem. Nie chodzi o Basków czy polskich Tatarów, ale o specyficzne podejście do napływowej ludności o innej kulturze.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 16:14:58:

    @nobbynooby

    Nieco zwiódł mnie upływ czasu. To nie było dwa miesiące temu, ale nieco ponad pół roku temu. Ech, ten czas tak szybko zasuwa...

    To artykuł Żakowskiego (link) z 30 czerwca 2015 pod tytułem "Dwie wizje Polski: obie słuszne? Polska czarno-zielona".

    Jeszcze raz się przekonałem, że fałszywa pamięć istnieje: ten obrazek (link), ilustrujący tamten artykuł, wyparł mi oryginalny tytuł i narzucił fałszywy "Zielona wyspa-Czarna wyspa".
    Kiedyś to ślicznie określono: kłamie jak naoczny świadek.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 18:16:08:

    @trzy.14
    > Wygląda że Gierek był prekursorem czy też awangardą
    > współczesnych frankowiczów...


    I wszystkich rządów po 1989 roku ze szczególnym uwzględnieniem dwóch ostatnich? Od roku 2007 zadłużenie Polski uległo podwojeniu. Gierek zbankrutował przy MNIEJSZEJ relacji długu do PKB.

  • cowell napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 19:52:58:

    @zadłużenie
    w relacji do pkb wzrosło niewiele:
    www.economicsinpictures.com/2014/01/government-debt-for-oecd-countries-2015.html
    Naprawdę mamy stosunkowo niewielki dług i nie jest on dla nas istotnym wyzwaniem obecnie. Chyba, że będziemy produkować coraz większe deficyty budżetowe w nadchodzących latach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 21:16:01:

    @cowell
    37 mld zł na obsługę długu w ubiegłym roku. A dług i tak szybko rośnie.
    Dla mnie są to pieniądze wywalone w błoto. Haracz.

    Lubimy chlubić się ile to mamy autostrad "dzięki Unii" itp.
    W Polsce jest obecnie ok. 1550 km autostrad en bloc. To koszt raptem ok. 60 mld zł
    (nawet licząc po tych zdecydowanie zawyżonych cenach, wyraźnie wyższych niż np. w Niemczech, gołym okiem widać rentę korupcyjną), czyli niewiele ponad 1.5 roku tego haraczu. Ambitne plany, aby tę ilość autostrad zwiększyć w 10 lat do 5-6 tys. km dałoby się "opędzić" 3-letnim haraczem (zwłaszcza, że wzrośnie). Zostałoby jeszcze 7-lat haraczu na inne cele.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 22:58:16:

    @js.c
    Nie chodzi o Basków czy polskich Tatarów, ale o specyficzne podejście do napływowej ludności o innej kulturze.

    Bzdura. Polscy Tatarzy to tez ludnosc naplywowa o innej kulturze. Przede wszystkim to muzulmanie. Polacy w UK to tez inna kultura, niz rdzenni, protestanccy Brytole.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 23:21:25:

    @charioteer1
    > Bzdura. Polscy Tatarzy to tez ludnosc naplywowa o innej kulturze.
    > Przede wszystkim to muzulmanie.


    Czterysta lat temu? Tak. Obecnie? Zdecydowanie nie. A już ich spokojny, niekonfliktowy hanafizm i przewodnictwo Chazbujewicza jest kością w gardle dla importowanych agresywnych saudyjskich imamów spod szyldu salaficko-wahabickiego robiących pranie mózgu młodszemu pokoleniu Tatarów.

    Dla tych krwiożerczych fanatyków niezrozumiała i obrazoburcza jest sytuacja, częsta na Podlasiu, gdy ślubu udzielali jednocześnie imam i ksiądz/pop, bo pan młody był Tatarem a panna młoda Polką lub Białorusinką. Albo vice versa. Dało się? Dało się. I należy pilnować, aby tego porządku nie obalili napływowi prozelityczni sponsorzy terroryzmu.

    > Polacy w UK to tez inna kultura, niz rdzenni, protestanccy Brytole.

    A rozmawiałaś z Brytolami? Ale tak w domu, przy herbatce, nieoficjalnie, nie do protokołu? To wtedy dopiero zaczynają się rozkręcać o "no go zone" w miastach, o agresji islamistów nakręcanych przez saudyjskich imamów, o lewackim terrorze poprawności politycznej. I o tym, że wolą widzieć wokół siebie robotnych Polaków niż arabsko-pakistańskich nierobów na socjalu. Dokładnie tak samo, jak to co słyszę, gdy nieraz przycisnę swoich rozmówców tu, w Polsce: "... to już wolę tych Ukraińców, czy Wietnamczyków, bo robotni i nie wyciągają ręki, nie są nachalni i głów nie odrzynają...". A dlaczego przyciskam? Bo najpierw zaczyna się klasyczną inwokacją o Szuchewiczu, Banderze, rzezi wołyńskiej etc. Ale potem dochodzi do racjonalnej oceny.

    Jak pogadasz ze znajomymi Niemcami to usłyszysz identyczne rzeczy. Zamordyzm ideologiczno-poprawnościowy ostatnich trzydziestu lat to gorzej niż zbrodnia. To błąd! Typowe, nawet nie lewackie, ale właśnie politykierskie zamiatanie sprawy pod dywan, przemilczanie, zaszczuwanie krytyków w nadziei, że problem zakrzyczany, zapluty, przemilczany umrze samoistnie. Nie! Nie umrze. Dopiero nabierze siły i wróci w koszmarnej wersji nacjonalistycznego populizmu i demagogii. A stąd już tylko drobny krok do następców Adolfa.

    I gdzie tu tematyka bloga? Ano w tym, że identycznie sfery grantowo-awansowe próbują przemilczeć problemy, zakrzyczeć krytyków i malkontentów vide wspomniana na początku wątku kuriozalna "opinia" sekretarza komisji habilitacyjnej. To są dokładnie TE SAME mechanizmy prymitywnego politykierstwa, które mogłoby takiemu np. Bismarckowi lub Richelieu co najwyżej sznurówki wiązać. I jeżeli tych problemów awansowych nie rozwiąże się, to za kilka lat problem dojrzeje do drastycznego rozwiązania zbliżonego do "rewolucji kulturalnej". Obyśmy tego nie doznali.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 00:32:30:

    Zgred, wszedzie miejscowi mowia, ze oni juz wola tych Polakow od kolorowych, bo Polak sie przynajmniej na ulicy w tlumie nie odroznia. To jest pierwszy powod. Wszelkie inne zalety Polakow sa wymieniane dopiero potem. Tyle w kwestii poprawnosci politycznej.

    Natomiast problem juz wraca, jak piszesz, w wersji nacjonalistycznego populizmu i demagogii, przynajmniej w Polsce. To jest wlasnie to koszmarne multi-kulti, ktorym nalezy straszyc dzieci w przedszkolach i ostrzegac przed wszelkimi obcymi, bo obcy to zuo, a Arab to terrorysta i gwalciciel. Jak slysze, ze Arab+demokracja=kalifat, to nie mam naprawde ochoty dyskutowac o tym, ze Niemcy sami nie wiedza, kogo do siebie wpuscili w zeszlym roku, ze w masie uchodzcow jest nadreprezentacja mlodych mezczyzn, co samo w sobie stanowi mieszanke wybuchowa, ze wsrod uchodzcow zidentyfikowano osoby winne zbrodni wojennych, ze razem z osobami uciekajacymi przed wojna do Europy wybrala sie cala masa najrozniejszych metow i szumowin z Bliskiego Wschodu itd. itp. Temat-rzeka, ale nie da sie dyskutowac, jezeli z drugiej strony slyszysz tylko tepo tluczone Arab=gwalciciel+kalifat. To juz jest bardzo brunatny krajobraz.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 00:34:19:

    Zgred,
    Ale problemy awansowe to problemy, jak by to określić, świadomości aktorów tej sztuki. Chario zwróciła uwagę na to, że Kudrycka zaczęła zmieniać mentalność z "opartej na załatwianiu" na "opartą na procedurach". Podobne opinie przytacza Kulczycki. I ja widzę taki "trynd", chociaż nie jestem pewien, czy efekty są zgodne z oczekiwaniami (z części nowohabilitowanych zupełnie zeszło powietrze). Świadomość autora opinii, o której tu dyskutujemy, należy do przeszłej, mam nadzieję - odchodzącej - epoki.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 01:00:10:

    @charioteer1
    Kalifat mi się kojarzy nie tyle z gwałceniem, czy nawet z terrorem, ale raczej z władzą i z prawem szariatu. Nie zamierzająca się integrować społeczność muzułmańska osiąga demokratyczną większość (lub przynajmniej znaczą siłę) i wprowadza, w miarę pokojowo, swe prawa. ISIS chyba nawet nie ukrywa, że będą mieszać w tym kierunku.


  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 01:33:35:

    Szanowni Państwo, ta dyskusja zaczyna iść w kierunku polityki na tyle, że prosiłbym o skierowanie jej z powrotem na tereny naukowo-bezpieczniejsze. Chciałbym, żeby ten blog był strefą bez dyskusji politycznych.Oczywiście nie zawsze to możliwe (dlatego reaguję pierwszy raz od wielu miesięcy), dyskutowanie ISIS et consortes poszło dla mnie za daleko.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 13:32:38:

    @js.c
    Z szacunku dla gospodarza nie chce ciagnac dalej tej dyskusji, pozwole sobie jednak na pewne podsumowanie. W idei wielokulturowej Europy chodzilo wlasnie o integracje przy zachowaniu roznic kulturowych, ktore na kontynencie europejskim istnieja od setek lat. Koncepcja "multi-kulti", o ktorej tutaj piszesz, nigdy nie istniala. To jest wytwor propagandy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 22:56:16:

    Ciekawe ujęcie (link) uwarunkowań urzędniczych jako pozostałość kultury folwarcznej.

    Co prawda sam artykuł dotyczy zagadnień zamówień publicznych, ale Jak ulał pasuje do opisu feudalnych relacji na uczelniach i klientelizmu wobec członków CK.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 22:59:00:

    @habilitant2012
    > Chciałbym, żeby ten blog był strefą bez dyskusji politycznych

    Obawiam się, że jest to niemożliwe z definicji. Dlaczego? Bo po sprowadzeniu dyskusji do tematyki stricte naukowej blog po prostu by zamarł. A ograniczenie się z kolei do zagadnień ściśle technicznych sprowadziłoby nas na obszar dyskusji edycyjno-poligraficznych. Te dyskusje, które tu się odbywają są do szpiku kości polityczne i jest to nieuniknione, gdyż dotyczą nie kwestii technicznych, ale właśnie organizacyjno-decyzyjnych. A to jest właśnie polityka.

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 09:41:45:

    Kultury folwarcznej ciąg dalszy
    Społeczeństwo jest jeszcze za mało podzielone. Dodajmy jeszcze więcej rozwarstwień w świecie nałki, to na pewno pomoże w rankingach i umiędzynarodowieniu, innowacja w pigułce!

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 13:48:14:

    Postulat przywrócenia elitarności studiom jest jak najbardziej trafiony. Natomiast autor zdaje się w ogóle nie zauważać problemu dlaczego Polskie studia elitarne nie są. Nie mogą być ponieważ są masowe i często pełnią rolę wyższej szkoły zawodowej lub z powodu braku dostosowania do rynku pracy to kółka zainteresowań połączone z wakacjami na koszt rodziców, które niestety kończy się brutalną konfrontacją z rzeczywistością, kiedy po 5 latach rodzice przestają płacić za akademik.
    Na studia idzie się nie tylko po to, żeby zdobyć wiedzę, którą przełoży się bezpośrednio na zarabiane pieniądze ale również po to żeby zdobyć znajomości w środowisku, w którym się potem będzie obracało. Jeśli ktoś idzie na ekonomię, chce poznać przyszłych wziętych ekonomistów a nie sezonowych zbieraczy truskawek. Jeśli na budownictwo, to po to, żeby poznać inżynierów (ależ ten tytuł się zdegradował) i przyszłych właścicieli firm budowlanych a nie kreślarzy i monterów itd., itd.
    Społeczeństwo było, jest i zawsze będzie podzielone między innymi z powodu zarobków. Poczucie konstruktywnej zazdrości wobec osób, którym się powiodło powinno pchać młodych ludzi do pracy nad własnym sukcesem.
    Nie wszyscy powinni, potrzebują i potrafią zdobyć tytuł magistra (o dalszej karierze naukowej już nie wspominam). Co najmniej 3/4 osób w zupełności wystarczy technikum albo szkoła zawodowa i krótkie kursy doszkalające. Tyle też wiedzy są wstanie opanować i takie mają ambicje. Tak, jak teraz każdy musi mieć maturę, tak za chwilę (jeśli już tak nie jest) każdy w Polsce będzie musiał mieć skończone studia.
    Dodatkowo masowość studiów wymuszana jest systemowo poprzez powiązanie finansowania uczelni z ilością studentów. Aby studenci się utrzymali dostatecznie długo, aby można było ich wykazać, trzeba odpowiednio obniżyć poziom. Stąd studia nie są elitarne i najzdolniejsi jadą za granicę. Koło się zamyka.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 14:24:45:

    @cutbold
    Dokładnie tak. Dodam tylko, że elitarność studiów (elitarność na bazie merytorycznej, nie kastowo-klanowej) jest - paradoksalnie - bardzo korzystna dla osób będących poza elitą (jakkolwiek rozumianą). Staje się bowiem dość prostym, a w każdym razie klarownym, sposobem na wejście do elity. Natomiast obecna sytuacja (magisterium dla każdego, a jak trzeba to i doktorat) sprzyja petryfikacji elit. Wykształcenie i zdolności przestają być jakimkolwiek czynnikiem różnicującym. Rośnie znaczenie znajomości, układów i koneksji rodzinnych.

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 15:50:32:

    Może warto pochylić się nad tym:

    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PrykarpatskyyYarema/Wniosek.pdf

    postępowaniem. Choć wniosek jest z sierpnia 2014 (!) ani ze strony CK ani UAM nie dowiemy się czy stopień został nadany. Z:

    kzm.ur.krakow.pl/~yprykarpatskyy/

    wynika jednak, że tak, a tu:

    amu.edu.pl/wf/strona-glowna/wf/recenzje-dysertacji

    można znaleźć recenzje. Negatywna jest tak miażdżąca, że z przyjemnością przeczytałoby się protokoły z KH i RW. Zastanawia też to dlaczego skoro stopień nadano w 2015 na stronie CK nie ma pełnej dokumentacji - z winy CK czy też UAM nie śpieszy się z pochwaleniem się tą habilitacją ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 16:00:28:

    Odwrót od masowości studiów to dla wielu kierunków *niemasowych* byłby Armagedon. Wystarczyłoby wprowadzić w życie całkowicie logiczny postulat, że na studia na kierunkach ścisłych i inżynierskich można przyjmować wyłącznie osoby z maturą z matematyki na poziomie rozszerzonym. W Polsce przeżyłby chyba tylko dwa wydziały fizyki, ale i dla nich to przeżycie mogłoby być tylko początkiem przedłużającej się agonii.

    Wokół nas zaszły zmiany, których kijem ani niczym innym nie zatrzymamy. Potrzebna jest raczej jakaś trzecia droga, ucieczka do przodu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 16:40:21:

    @trzy.14
    W skrócie: elitarność z zasady jest dość wybiórcza. Na początek wystarczy elitarność np. tych dwóch najlepszych wydziałów, o których piszesz. Wtedy automatycznie inne wydziały zyskają studentów: tych, którzy nie spełnią podwyższonych wymagań na wydziałach elitarnych. Podobnie, jeśli przynajmniej niektóre wydziały politechniczne (obecnie masowe) staną się elitarne, to nadwyżka kandydatów zasili inne, słabsze wydziały, w tym wydziały ścisłe.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 16:46:51:

    Masowosc studiow wcale nie wyklucza elitarnosci. W umasowieniu wyzszej edukacji od dawna przodowaly USA. W USA od dawna tez jest najwieksze zroznicowanie poziomu uczelni, poczynajac od lokalnych koledzy dla najmniej ambitnych.

    To prawda, ze elitarne uczelnie to przepustka do elity. Syn znajomej pani profesor - imigrant, urodzony poza USA, zdobyl stypendium do Stanfordu. Przez pol roku po studiach szukal pracy, ale pierwsza posada, jaka zdobyl jak najbardziej rzadowa, w Waszyngtonie. Najwiekszy problem u nas polega jednak na tym, ze zapotrzebowania na absolwentow elitarnych kierunkow rowniez na rynku pracy nie ma.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 16:51:57:

    Nie ma tylu kandydatów, którzy "obsłużyliby" wydziały niemasowe. Po prostu nie ma. Dlatego te wydziały poszłyby pod nóż lub spadłyby do rangi wyższych szkół zawodowych, z wszelkimi tego konsekwencjami. Jeśli zaczniesz przyjmować absolwentów techników gastronomicznych (co my już robimy) i ograniczysz do nich nabór (do czego jeszcze nie doszło), bo zdolniejsi pójdą do W-wy, Krakowa, Berlina, Edynburga, Lozanny, to za parę lat dostosujesz się wymaganiami do poziomu technikum gastronomicznego, od licencjatu po doktorat (!?).

    Pytanie: jak to możliwe, że kiedyś na fizyce było ponad 200 kandydatów, a teraz jest o rząd wielkości mniej. Moim zdaniem szkoły opuszcza podobna co kiedyś liczba uzdolnionej matematycznie i przygotowanej do studiów młodzieży, jednak ich preferencje uległy radykalnej zmianie. Dlatego nie ma powrotu do przeszłości. Poza tym te 200 *zawsze* było dęte.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 16:56:28:

    Najwiekszy problem u nas polega jednak na tym, ze zapotrzebowania na absolwentow elitarnych kierunkow rowniez na rynku pracy nie ma.

    Samo sedno problemu.

    Choć może jest nawet inaczej: prawdopodobnie znalazłoby się miejsce dla nieco inaczej wykształconej elity, jednak publiczny system kształcenia jest zbyt sztywny i archaiczny, by dostosować się do potrzeb świata spoza akademickiego firewalla.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 17:37:14:

    @trzy.14
    Pierwszym etapem powinna być zmiana sposobu finansowania na taki, który nie kładzie nacisku na to, że studentów musi być dużo.
    Drugim etapem powinno być przywrócenie egzaminów wstępnych (ze zwolnieniami za bycie finalistą / laureatem olimpiady).
    Trzecim, zrewidowanie, jak zmieniał się rynek pracy w ciągu ostatnich 25 lat. Rzeczywiście, kiedy informatyka i elektronika były oparte na dość niskopoziomowych rozwiązaniach (bliskich sprzętu), oferta kształcenia fizyki dawała bardzo szerokie horyzonty kandydatom i pozwalała im brać udział w poważnych, międzynarodowych projektach.Gro obecnej kadry naukowej oraz ludzi w przemyśle, którzy są od lat w informatyce zaczynali jako fizycy. Moim zdaniem obecnie jest wiele innych kierunków, które są dużo prostsze niż fizyka a jednocześnie dają lepszą szansę zatrudnienia. Stąd odpływ dobrych studentów. Zostają tylko ci naprawdę mocno zdeterminowani, albo być może osoby, które nie zdają sobie sprawy ile pracy i zdolności wymaga ukończenie fizyki.
    Podsumowując, moim zdaniem niektóre jednostki, rozrośnięte w wykwalifikowaną kadrę do granic absurdu (i nie mówię tu tylko o przedmiotach ścisłych) rekrutują na zasadzie łapanki prawie każdego, następnie przepychają przez studia i dają zdeprecjonowany taką procedurą dyplom tylko i wyłącznie dlatego, żeby pracownicy mieli etaty, bo jeśli wyrzuci się połowę roku (która nie powinna nawet zdać matury), to nie będzie pensum. Uważam, że jest to marnowanie potencjału tych pracowników. Zarówno naukowego jak i dydaktycznego. Dlatego należy powrócić do elitarności. Tylko tym wszystkim musi zarządzać ktoś, kto ma wizję, w jakim kierunku ma to wszystko dążyć. I obawiam się, że będzie musiał umieć przeprowadzić zmiany kadrowe.
    Efektem masówki jest produkcja sfrustrowanych studentów nieumiejących się odnaleźć w realiach rynkowych przez sfrustrowanych poziomem tychże studentów oraz zarobkami pracowników. I pomimo tych niskich zarobków i tak wszystko dąży do kolapsu.
    Inna sprawa, że innowacyjna nauka nie może istnieć bez kontaktów z innowacyjnym przemysłem, ale już o tym kiedyś rozmawialiśmy więc nie będę się powtarzał.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 17:49:10:

    @charioteer1 - w USA za studia się jawnie (a nie w ukryty w podatkach sposób) płaci i to słono. Rodzic zastanowi się kilka razy nim zainwestuje oszczędności połowy życia. Kogo stać, żeby jego dziecko chodziło z dziećmi senatorów ten pewnie zainwestuje. W ten sposób ktoś, kto drobił się pieniędzy w biznesie być może zapewni dzieciom awans społeczny. Jeśli nie stać, może wysłać do gorszego college-u. I stąd się bierze to zróżnicowanie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 20:57:11:

    @trzy.14
    Podobnie widzę opis stanu obecnego (mało kandydatów na nie-masowe kierunki, co zagraża egzystencji tych wydziałów, poziom studiów leci w dół, oferta dydaktyczna niespójna z rynkiem pracy, a nawet być może brak rynku pracy dla jakiejkolwiek ambitniejszej oferty).

    Jedną z dość prostych metod na poprawę sytuacji mogłaby być właśnie planowa elitaryzacja najlepszych paru wydziałów w każdej dziedzinie (obecnie są to zazwyczaj wydziały masowe nawet w przypadku kierunków typowo naukowych), wtedy kandydaci tam nie przyjęci zasilą inne wydziały, co podniesie ilość i poziom kandydatów. Nie wiem, czy ten efekt będzie wystarczający. Zapewne nie. Ale będzie to krok w dobrym kierunku. Przy okazji (to już efekt pewny) poprawi się poziom studentów na tych elitarnych wydziałach i odciąży się je od masowej dydaktyki (jaką się na nich wymusza obecnie).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 22:19:28:

    @charioteer1
    > Masowosc studiow wcale nie wyklucza elitarnosci

    Wyklucza. Albo masz restaurację, albo masz fastfooda.

    Elitarność była w PRL. Selekcja była na poziomie 1:14. Siedem procent rocznika kończyło studia.

    Obecnie selekcja jest na poziomie 1:2. Połowa rocznika kończy "studia".

    Masowe studia to nie są STUDIA. Studia WYŻSZE z definicji zakładają, że jest to wiedza selekcjonująca górny poziom intelektualny społeczeństwa. Obecne "studia" ogarniają dawnych studentów, maturzystów i spory kawałek zasadniczych szkół zawodowych. Zaklinanie rzeczywistość pod hasłem "studia dla każdego" nic w tym nie zmienią poza faktem, że ZSZ będzie nazywany uczelnią.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 12:00:19:

    js.c
    Podejrzewam, że już teraz W-wa i Kraków (fizyka) kształcą elitarnie, jeśli uwzględnić proporcję liczby kadry do liczby studentów. Zwiększenie tej elitarności w niczym nikomu nie pomoże, chyba że ustawowo wydzielisz osobną kategorię uniwersytetów badawczych, w których liczba studentów może być mniejsza od liczby zaangażowanej kadry (zwłaszcza jeśli doliczy się technicznych i administrację).

    Na Zachodzie ten problem w jakimś stopniu łagodzony jest przez inną strukturę uczelni, która ułatwia rozwiązać kwestię pensum dydaktycznego (brak tak wyraźnego podziału na uczelnie przymiotnikowe i bezprzymiotnikowe, choć w Polsce te drugie to de facto również uniwersytety przymiotnikowe - humanistyczno-społeczne).

    Za komuny ten problem w Polsce rozwiązywały (a raczej maskowały) zamknięte granice, powszechny pobór i mniejsza liczba miejsc na medycynie. Co więcej, co najmniej do połowy lat 70. trwał efekt wojennej i porewolucyjnej utraty/wymiany kadr oraz industrializacji kraju i związanego z tym łatwiejszego przepływu w górę hierarchii służbowej. Teraz karierę robi się po prostu gdzie indziej i młodzież doskonale to wyczuwa. Młodzieniec, któremu pomagałem przygotować się do olimpiady przedmiotowej, wybrał godne życie, czyli SGH, i tego rodzaju wyborów jest dużo więcej. Gdy tacy ludzie nie trafiają na studia ścisłe, przyjmuje się absolwentów technikum gastronomicznego. Ale czy ci niedoszli kelnerzy, skądinąd przesympatyczni, zbudują w przyszłości "gospodarkę opartą na wiedzy" i przeskoczą "pułapkę średniego wzrostu"?

    Wyobraźmy sobie sytuację, że kadry na najwyższym poziomie kształcą tylko 2 uni w Polsce. Jeśli te kadry potem nie prowadziłyby badań, nie kształciły doktorów, to po co było takim wysiłkiem ich kształcić? I czy te kształcone na poziomie światowym kadry wybrałyby taki prowincjonalny, schyłkowy los?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 12:08:37:

    @trzy.14
    Fizyka jest specyficzna pod wieloma względami i chyba nie warto na tym przykładzie wyciągać wniosków dla całego systemu [prawdopodobnie dydaktyka w postaci informatyki jest dość optymalnym rozwiązaniem dla fizyków]. Ale gdyby koncepcję elitarności zastosować do całych uczelni "flagowych", zwłaszcza technicznych, to może coś by z tego wynikło?



  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 15:17:14:

    Zgred, na dobrze dzialajacych rynku powinno byc miejsce dla gwiazdkowych restauracji i dla budek z kebabem. Problem pojawia sie wtedy, kiedy zaczniemy sie upierac, ze jedne i drugie maja wypuszczac rownowazny produkt.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 15:48:24:

    @charioteer1
    > Problem pojawia sie wtedy, kiedy zaczniemy sie upierac,
    > ze jedne i drugie maja wypuszczac rownowazny produkt


    Nie. Problem pojawia się wtedy, gdy ustalasz jednakową cenę na kebaba i wykwintny obiad. W efekcie dostajesz tylko tanie kebaby opisane w menu jako wykwintny obiad.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 18:14:07:

    @trzy.14, @js.c

    Jestem w środku książki Max Otte "Kiedy nadchodzi kryzys". Wydała ją Emka, kupiłem w Empiku. Książka lansuje pragmatyczne i asekuracyjne podejście do sytuacji gospodarczej, podobnie jak sławna "Antykruchość" Nassima Taleba.

    Dlaczego o niej wspominam? Bo sporo problemów, które tu omawiamy znajduje tam analogie w świecie wielkoskalowej ekonomii politycznej. Inaczej mówiąc, ludzie są jacy są, członkowie CK, członkowie KH, rady wydziałów itd. Lepsi i gorsi. Niemniej ich zachowania kształtowane są przez system ekonomiczno-prawny, w którym funkcjonują. W końcu, poza jakimi skrajnymi patologiami, nikt nie zostawał na uczelni tylko dlatego, żeby mieć etat, ale dlatego, że mimo wszystko interesowały go badania, nauka, marzył o karierze NAUKOWEJ. Nawet najbardziej omszałe "leśne dziady". Czytając Ottego znajduję wytłumaczenie dla wielu obserwowanych zachowań, jak i opisy działań, które mogą te zachowania SKUTECZNIE zmienić. Książka jest BARDZO niepoprawna politycznie i odstaje od mainstreamu, zarówno w warstwie politycznej, jak i ekonomicznej. Jestem w połowie i wiem już, że nie jest to czas zmarnowany.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 09:19:42:

    @ staryzgred2012

    " Bo sporo problemów, które tu omawiamy znajduje tam analogie w świecie wielkoskalowej ekonomii politycznej. Inaczej mówiąc, ludzie są jacy są, członkowie CK, członkowie KH, rady wydziałów itd. Lepsi i gorsi. Niemniej ich zachowania kształtowane są przez system ekonomiczno-prawny, w którym funkcjonują. W końcu, poza jakimi skrajnymi patologiami, nikt nie zostawał na uczelni tylko dlatego, żeby mieć etat, ale dlatego, że mimo wszystko interesowały go badania, nauka, marzył o karierze NAUKOWEJ. Nawet najbardziej omszałe "leśne dziady". Czytając Ottego znajduję wytłumaczenie dla wielu obserwowanych zachowań, jak i opisy działań, które mogą te zachowania SKUTECZNIE zmienić. Książka jest BARDZO niepoprawna politycznie i odstaje od mainstreamu, zarówno w warstwie politycznej, jak i ekonomicznej. Jestem w połowie i wiem już, że nie jest to czas zmarnowany."

    Rozwiń proszę. Bo analogie między CK a gremiami finansjery, umiędzynarodowieniem uczelni a umiędzynarodowieniem (pozornym) kapitału pachną mi daleko idącymi analogiami.

    I nie wiem o co Ci chodzi z "niepoprawnością polityczną". Teza o kryzysach jako elemencie kapitalizmu to jest normalna przesłanka w ekonomii czy socjologii. Weber czy Sombart to normalny kawałek socjologii, na mój nos blisko Otto do neoinstytucjonalizmu. (Nie dziwota, bo autor to przyzwoicie wykształcony ziom od zarządzania, po Princeton i szkole niemieckiej).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 12:12:21:

    @redezi
    > Rozwiń proszę. Bo analogie między CK a gremiami finansjery,
    > umiędzynarodowieniem uczelni a umiędzynarodowieniem
    > (pozornym) kapitału pachną mi daleko idącymi analogiami.


    Czyż istotnie jest duża odległość pomiędzy ustawianiem pomiędzy kilkoma dominującymi bankami stawek Libor. a ustawianiem grantów przez kilkunastu panów w osławionym warszawskim pokoiku schadzek vide afera Janiaka, albo omawianymi tu wielokrotnie ustawkami habilitacji/profesur z akceptacją (lub przy braku sprzeciwu) CK?

    W jednym i w drugim przypadku występują grupy, które gromkie werbalne deklaracje wykorzystują czysto instrumentalnie do osiągania swoich partykularnych celów, oraz grupy, które naiwnie kupują te deklaracja jako realną rzeczywistość, a potem służą wyłącznie jako dawcy taniej siły roboczej albo dostawcy rynku zbytu, który sami tracą.

    > I nie wiem o co Ci chodzi z "niepoprawnością polityczną"

    Otto głosi sądy, które są "niepoprawne" politycznie, gdyż mainstream głosi chwałę, nadrzędność i trwałość instytucji międzynarodowych niszcząc bezwzględnie krytyków (vide niszczenie Varoufakisa w Brukseli), goląc jednocześnie niemiłosiernie do gołej skóry wszystkich, którzy w to albo uwierzą, albo nie mają siły ekonomicznej, politycznej i militarnej, aby przeciwstawić się gospodarczemu i politycznemu imperializmowi gładko przykrywanemu dość utopijnymi hasłami i hedonistycznym praniem mózgu dominującej większości społeczeństwa karmionego "przekaziorami".

    Oczywiście, w obszarze i socjologii, i ekonomii są kierunki, dla których poglądy Ottego nie są nowością, niemniej w kontekście codziennej papki informacyjnej jego książkę oceniam wysoko, tym bardziej, że nie jest to publikacja naukowa, a bardziej publicystyczna. Zastrzegam się jednak, że nie jestem ekonomistą ani socjologiem, a jest to jedynie moja osobista ocena.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 12:58:05:

    @ staryzgred

    Teraz rozumiem. W tym sensie obrotowe drzwi (bank / regulator, grant / instytucja grantowa) są podobne.

    "Oczywiście, w obszarze i socjologii, i ekonomii są kierunki, dla których poglądy Ottego nie są nowością, niemniej w kontekście codziennej papki informacyjnej jego książkę oceniam wysoko, tym bardziej, że nie jest to publikacja naukowa, a bardziej publicystyczna. Zastrzegam się jednak, że nie jestem ekonomistą ani socjologiem, a jest to jedynie moja osobista ocena."

    Rozumiem. Wydaje mi się jednak, że np. na łamach Economist czy WSJ (czyli głównonurtowych pism ekonomicznych) kwestie Varoufaiksa były przedstawiane jako sporne. Ale to detal w percepcji, nie zmienia to sensowności poglądów.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide