Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Niektórzy jednak muszą robić

Świat się zainteresował dokumentami z Panamy, mnie dużo bardziej ekscytują dokumenty "impaktowe", które dzięki cutboldowi (serdecznie dzięki również ode mnie!) można ściągnąć tutaj. Na szczegółowsze analizy przyjdzie czas, jednak na gorąco chciałbym dokonać kilku refleksji.

 

Pierwsza refleksja nastąpiła po przeczytaniu najnowszego wpisu profesora Śliwerskiego, który z właściwą sobie delikatnością piętnuje wszystkich tych, którzy chcą 'zrobić' doktorat czy habilitację. I niby wszystko się zgadza, aż się zaglądnie do pozycji Pana Profesora w polskich habilitacjach z pedagogiki. Jest niezagrożonym centrum władzy nadającej habilitacje! I choć prowadzone z udziałem Pana Profesora postępowania są z pewnością poza wszelkimi zarzutami (pamiętam, że to On wytropił brak publikacji habilitanta z pedagogiki), wpływ prof. Śliwerskiego jest ogromny. Szalony byłby habilitant, który nie weźmie pod uwagę preferencji Profesora! A zatem szalony byłby, gdyby habilitacji nie robił właśnie! Oczywiście wpływ prof. Śliwerskiego na pedagogikę jest niczym w porównaniu z omawianymi tu niejednokrotnie Herkulesami recenzyjnymi, jednak jest znaczny! I zamiast po raz kolejny protekcjonalnie pisać o 'niektórych', może warto by się zastanowić nad sobą samym!

 

Z kolei bez najmniejszych wątpliwości, udostępnione dane nie będą żadnym zaskoczeniem dla Państwa Profesorów z Centralnej Komisji. Ba, to oni właśnie w dużym stopniu (choć nie tylko) są odpowiedzialnie za skumulowanie potężnej władzy w rękach, w skali nauki polskiej, (wysokich?) kilkudziesięciu profesorów. Najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza?

 

I na koniec, niektórymi dyscyplinami rządzi mała grupa ludzi. Oni nadają kształt całym specjalnościom i dyscyplinom. Proponuję pomyśleć, na jak ogromne pieniądze oni mają wpływ. Ci ludzie nieformalnie zarządzają dziesiatkami czy nawet setkami milionów złotych! Postulaty zwiększenia nakładów na naukę wyglądają w tym kontekście wręcz komicznie!

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 04 kwietnia 2016 01:38

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 21:42:04:

    Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem wpisu prof. Śliwerskiego: Jako członek CK nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że jeśli recenzentem rozprawy naukowej przedstawionej do oceny dorobku był doktor (a nie pracownik samodzielny - przyp. Toranaga), to wykluczę ją z kategorii prac naukowych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 21:48:31:

    Śliwerski wykonał dość złośliwą kontrę wobec Ewy Rozkosz, w dodatku z dość chamskim atakiem ad personam na końcu wpisu:

    (Bogusław Śliwerski, 4 kwietnia 2016 11:07)
    "...Pani Rozkosz chyba nie zrozumiała treści ani mojego wpisu, ani nie doczytała zapowiedzi w blogu doktorantów, do których się odniosłem. Nie musi. Mój wpis nie dotyczy projektu kształcenia twardych kompetencji, tylko treści, które zostały opublikowane. Jeżeli są w sieci, to albo je Pani wymaże, albo musi liczyć się z konsekwencjami ich recepcji. Niezależnie od wszystkiego, istota problemu pozostała - być może Pani robi doktorat..."

    Może, utrzymując się w zbliżonej poetyce, czas zadać pytanie, kiedy członek CK i przewodniczący Sekcji zacznie robić artykuły o szerszym odbiorze w świecie? Szerszym niż tylko hołdowniczy odbiór szczebla gminno-powiatowego, wymuszony zresztą na wszystkich habilitantach administracyjną i decyzyjną hegemonią, którą sobie zapewnił poprzez CK? Hegemonią, która jest sama w sobie skandaliczna, gdyż daje pojedynczej osobie niedopuszczalnie dużą władzę nad całym obszarem nauki. I tej nadmiernej hegemonii nie da się już ukryć od chwili, gdy @cutbold opublikował swoje grafy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 21:55:59:

    @toranaga
    > Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem wpisu prof. Śliwerskiego:
    > Jako członek CK nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że jeśli
    > recenzentem rozprawy naukowej przedstawionej do oceny dorobku był doktor
    > (a nie pracownik samodzielny - przyp. Toranaga), to wykluczę ją z kategorii
    > prac naukowych.


    Śliwerski jest kuriozalnym, feudalnym, mentalnym wykopaliskiem z obszaru późnego peerelu, który - poprzez strukturalne zamrożenie polskiej nauki - przetrwał do czasów współczesnych nie mając zielonego pojęcia o współczesnym uprawianiu nauki. Jest taką pedagogiczną latimerią, niestety, w przeciwieństwie do oryginalnej rybki, potwornie groźną, gdyż sprowadza swoim archaizmem całą dziedzinę na manowce. Sterroryzowani habilitanci będą powielać ten archaizm: małpa widzi - małpa robi. Śliwerskiego już dawno nie będzie, a zaindukowany przez niego idiotyzm będzie pokutował przez dekady.

    Jest to tym groźniejsze, że w przeciwieństwie do zwykłych klik typu Janiakowskiego, których celem było wyłącznie zwykłe obłowienie się, Śliwerski jest przekonany o swojej słuszności. A nie ma nic groźniejszego niż nawiedzony misjonarz z wewnętrzną wiarą w swoją misję. Takich Pratchett zalecał odstrzeliwać zanim zejdą z pokładu nawracać tubylców.

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 22:13:18:

    Zadziwia mnie zaiste wpływ p.Śliwerskiego. Wszak jego międzynarodowy impakt jest kompletnie zerowy wg JCR! (Pedagog Zero?) Diamentowy Rysiek miał chociaż 8% cytowań zliczonych przez GSch obecnych tamże...

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 22:20:00:

    Zgred,

    święte słowa ... :(

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 22:45:39:

    Recenzentem rozpraw naukowych - niezależnie od tego, czy artykułu czy monografii -musi być samodzielny pracownik naukowy. Osoba ze st.nauk.dra jest pracownikiem pkmocniczym. Nie może zatem gwarantować naukowego charakteru recenzowanej publikacji.

    Panie Śliwerski, jeśli Pan to czytasz, to dowiedz się, że pracownikiem pomocniczym nauki jest DOKTORANT a czasami nawet MAGISTRANT a w skrajnych i chwalebnych przypadkach student studiów 1. stopnia. Natomiast DOKTOR powinien posiadać pełnie praw akademickich - i posiada ją wszędzie poza PRL, tfu, III RP. Zgred podsumował Pana idealnie:

    kuriozalne, feudalne, mentalne wykopalisko z obszaru późnego peerelu, które - poprzez strukturalne zamrożenie polskiej nauki - przetrwało do czasów współczesnych nie mając zielonego pojęcia o współczesnym uprawianiu nauki które [...] sprowadza swoim archaizmem całą dziedzinę na manowce.

    Olga Malinkiewicz nie ma doktoratu (!), za to ma własną firmę i 580 cytowań bez samocytowań w bazie Scopus oraz 13 artykułów indeksowanych w tej bazie, w tym publikację w Nature, której jest pierwszą autorką z wyraźnie niealfabetyczną kolejnością nazwisk. Ta magistrantka prześcignęła więc już większość polskich tzw. samodzielnych pracowników nauki. Ale recenzować niczego nie może, bo to byłaby profanacja? Dla Pana ideałem adiunkta jest Gombrowiczowski Syfon?

    Tak, niewinny adiunkt jestem - więcej powiem, jestem nieuświadomiony i nie pojmuję, czemu miałbym wstydzić się tego. Koledzy, żaden z was chyba poważnie nie twierdzi, że brud jest lepszy od czystości.

    Traktując adiunktów jak dzieci, wpędza ich Pan w niedojrzałość, aż przemija ich młodość i w tej niedojrzałości, z Syfonowym palcem wzniesionym w górę zastygają w chwili przemienienia habilitacyjnego i trwają niewzruszeni w tej swojej doskonałej formie by z nową, dojrzalszą gębą odciskać swoją dawną i teraźniejszą pupę na kolejnych pokoleniach.

    I recytował. Syfon ani trochę nie uległ powszechnej, a tak nagłej niemożności, przeciwnie - mógł zawsze, gdyż właśnie z niemożności czerpał swą możność. Recytował zatem i recytował ze wzruszeniem tudzież z właściwą intonacją i z uduchowieniem. Co więcej, recytował pięknie i piękność recytacji, wzmożona pięknością poematu i wielkością wieszcza oraz majestatem sztuki, przetwarzała się niepostrzeżenie w posąg wszelkich możliwych piękności i wielkości. Co więcej, recytował tajemniczo i pobożnie, recytował usilnie, z natchnieniem i wyśpiewywał śpiew wieszcza tak właśnie, jak śpiew wieszcza winien być wyśpiewany. O, cóż za piękność! Jakaż wielkość, jakiż geniusz i jakaż poezja! [...]
    Profesor Bladaczka: - Wieszczem był! Wieszczył! Panowie, zaklinam panów, a zatem jeszcze raz powtórzmy - zachwycamy się, gdyż był wielkim poetą, a czcimy, gdyż wieszczem był! Nieodzowne słowo. Adiunkt, proszę powtórzyć! - Adiunkt Cimkiewicz powtórzył: - Wieszczem był!
    Zrozumiałem, że muszę uciekać.



  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 23:12:14:

    Średni wiek otrzymania stopnia doktora habilitowanego podwyższył się z 45 do 47 lat. W naukach przyrodniczych nastąpił wzrost z 44 do 46 lat, ale i tak reprezentanci tej dziedziny habilitują się najwcześniej (najpóźniej doktorzy nauk technicznych i rolniczych: w 1990 46, w 2007 49). W naukach technicznych średni wiek wydłużył się z 46 do 49 lat. Źródło

    Jaki stąd wniosek? Ano taki, że trzeba zmienić reguły przyznawania medalu Fieldsa i przesunąć granicę wieku co najmniej do 55 lat, bo trudno w mniej niż 5 lat osiągnąć Imponujące Osiągnięcie. Granica 80 lat byłaby w sam raz, gdyż tylko Członek Rzeczywisty z samej istoty swojej doskonałości może osiągnąć Rzeczywiste Osiągnięcie a nie jakieś tam w pacholęctwie urojone.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/04 23:28:13:

    @trzy.14
    > Średni wiek otrzymania stopnia doktora habilitowanego podwyższył się...

    Masz jak na dłoni zabetonowanie ścieżek awansu, zarówno metodami administracyjnymi (vide deklaracja samowoli prawnej Śliwerskiego), jak metodami głodzenia finansowego (58% krajowych środków badawczych zagarnięte przez dwie uczelnie). I to zabetonowanie jest przeprowadzone rękoma tych, którzy akurat skorzystali z szybkiej ścieżki na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy spora część awansów było wykonana nie na osiągnięciach oryginalnych, ale na zwykłych parafrazach publikacji zachodnich autorów. To jest - z zachowaniem kontekstu - identyczna sytuacja, jak obecnie w polityce: PiS uzyskał kolosalne poparcie ze strony tych, którym zabetonowano awans. W obszarze naukowym także ciśnienie rośnie: ci, co mieli wyjechać, wyjechali, a ci, co zostali, przez chwilę zniosą deptanie, a potem deptających powieszą - mam nadzieję, że tylko metaforycznie - na lampach.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/05 01:02:03:

    Zalamalo mnie to. Przeciez on gada bzdury, ktorych nie da sie traktowac powaznie! Na szczescie on pisze po polsku i szanse, ze ktos powazny na swiecie to przeczyta sa zerowe. Przeciez swiat by oeklby ze smiechu, gdyby sie dowiedzial, ze to mowi czlowiek z grupy zarzadzajacej cala polska nauka.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/05 08:25:04:

    @zgred
    > Śliwerskiego już dawno nie będzie, a zaindukowany przez niego idiotyzm będzie pokutował przez dekady. Jest to tym groźniejsze, że w przeciwieństwie do zwykłych klik typu Janiakowskiego, których celem było wyłącznie zwykłe obłowienie się, Śliwerski jest przekonany o swojej słuszności. A nie ma nic groźniejszego niż nawiedzony misjonarz z wewnętrzną wiarą w swoją misję. Takich Pratchett zalecał odstrzeliwać zanim zejdą z pokładu nawracać tubylców.<

    W spolhumach zgodnie z ta zasada znaczna czesc wierchuszki nalezaloby wystrzelac.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/05 10:19:09:

    @ charioteer

    "W spolhumach zgodnie z ta zasada znaczna czesc wierchuszki nalezaloby wystrzelac."

    Część oczywiście tak. Ale są też ludzie, którzy nie mając dorobku międzynarodowego (bo np. dorastali naukowo w czasach bez kasy na konfy, czasopisma i książki) chociaż nie przeszkadzają (tzn. robią robotę organizacyjną, parafują kwity obiegowe bez dramatów). Czasami są to bystrzy naukowcy, którzy mieli pecha i trafili na mniej seksowną działkę, awarię ważnego instrumentu w momencie, gdy nie było kasy na naprawę etc.

    Śliwierski jest o klasę gorszy, bo mając marny dorobek utrudnia życie ludziom próbującym robić coś sensownego (np. Ewa Rozkosz próbowała robić sensowniejszą dydaktykę, eksperymentuje też z big data, co w polskiej pedagogice prawie nie występuje).

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/05 12:25:35:

    Zgadzam sie z redezi. Jest ich stosunkowo niewielu, jednak sa naukowcy, ktorzy z roznych powodow nie maja dorobku nakowego, jednak to sa madrzy ludzie, ktorzy mogliby go miec. Ale za ich czasow o tym sie nie mowilo, nikt nie napieral, albo ich angielski nie wystarcza, by cos napisac. Ale oni rozumieja, ze czasy sie zmienily i kibicuja tym, ktorzy na arene miedzynarodowa weszli.

    Nawiasem mowiac, znam takich pedagogow. i glownie maja problemy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/05 21:38:35:

    @redezi

    Nie mowie, zeby strzelac do polskich profesorow jak leci. Obyś został polskim profesorem powoli zaczyna dla mnie brzmiec jak przeklenstwo. Polscy profesorowie dziela sie glownie na:
    - takich, co zrobili, co mogli w danej sytuacji - brak kasy, slaby osrodek i brak jakiegokolwiek wsparcia itp. itd. i za to nalezy ich szanowac,
    - kompletnych idiotow, ktorzy awansowali, bo tak wypadalo z roznych wzgledow,
    - oraz na takich, co mogli zrobic duzo wiecej, ale trafili na kogos, kto duzo mogl, ale glownie przeszkadzal.
    Pierwsi sa w zdecydowanej wiekszosci. Tych trzecich jest pewnie mniej, ale osobiscie potrafie wskazac calkiem sporo. Reszte, z nielicznymi wyjatkami, nalezy bezzwlocznie rozstrzelac plus pewna czesc z grupy drugiej, ktora doznala natchnienia wraz z przyrostem liczby literek przed nazwiskiem.

    Przyjmuje mozliwosc istnienia wyjatkow od powyzszych regul, ale nie wydaje mi sie, by byly statystycznie znaczace. Przynajmniej nie w spolhumach.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide