Robię habilitację

Wpis

sobota, 27 maja 2017

Wkład w wkład

Oto postępowanie w naukach ekonomicznych. Zwrócono mi uwagę na nie z kilku powodów. Napiszę o dwóch z nich.

 Po pierwsze i najważniejsze, recenzja uczonego z Kielc. Napisał on:

 

Przeprowadzone przeze mnie studia publikacji nie wykazały bowiem:

- uprzedniej świadomości Habilitanta do stworzenia cyklu publikacji

- cykliczności ukazywania się poszczególnych prac.

 

To jest kulturalny blog akademicki, który nie pozwala mi na napisanie, kim trzeba być, żeby napisać coś takiego. Napiszę więc, że trzeba wyjątkowo dużo złej woli, żeby to napisać. Co więcej, trzeba również wyjątkowej nieświadoości, na czym polega uprawianie nauki i publikowanie wyników badań. Być może nauka kielecka w osobie dr. hab. Jarosława Karpacza oświadcza w artykułach naukowych istnienie świadomości, na szczeście reszta z nas nie musi tego robić. Być moze to jednak mizerny dorobek kieleckiego naukowca nie dał mu tej świadomości, więc niech ten wpis będzie miał funkcję dydaktyczną. Dodałbym również, że być może w Kielcach da się przewidzieć 'cykliczność' publikacji, w reszcie świata tak nie jest.

 

Po drugie, nieszczęsny habilitant miał pecha publikować we współautorstwie. A to przecież wyjątkowo dziwna praktyka, w której nie do końca wiadomo, co dokładnie myślał i którą kropkę i przecinek postawił. A to przecież budzi same podejrzenia! Jaki był wkład habilitanta w wkład w dyscyplinę?! Gwoździem do trumny habilitanta jest oczywiście to, że cykl jednotematyczny nie jest cyklem chronologicznym.

 

Nie mam pojęcia, czy habilitant powinien był dostać stopień. Biorąc pod uwagę, ze publikuje w czasopismach z JCR, co rzadkie w ekonomii, przynajmniej zastanawiałbym się nad tym. Jednak to, co mnie przeraża w recenzjach to czepianie się dupereli, rzeczy, których żaden szanujący się recenzent nawet nie zauważy. Nawet nie pomyślałbym, że można by się zastanawiać nad chronologicznością cyklu, wkładu w wkład, nie mówiąc o stanie świadomości habilitanta.

 

To postępowanie, które pokazuje ekonomię polską, która żyje w świecie równoległym od reszty nauki. Zakończę więc apelem:

 

Kielce, moje Kielce, nie idźcie tą drogą!

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
sobota, 27 maja 2017 18:08

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 18:18:17:

    Recenzja pokazuje ze jej autor jest po prostu GŁUPI.
    Za to w kielcach bedzie opole :-)

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 18:23:54:

    Problem polega na tym, ze habilitant jest tylko niewiele mniej glupi (bo powiedzenie ze niewiele madrzejszy byloby jednak klamstwem). Jego autoreferat jest polaczeniem dziecinady z bufonada. Bronione tezy sa oczywiste.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 20:07:21:

    Habilitant kierował projektem w ramach konkursu NCN Opus. Brawa dla NCN!

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 21:14:20:

    Na uwagę zasługuje badanie fenomenu przedsiębiorczości w aspekcie moralnym w oparciu o ks. Bocheńskiego, św. Tomasza, Heideggera i Levinasa. Habilitant rekomenduje lekcje moralności w dzieciństwie. Badanie autoreferatu zachęciło mnie do badania fenomenu naukowości w aspekcie sensu w oparciu o Księgę Hioba.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 21:47:37:

    Przeanalizowałem prawie tysiąc zagranicznych i krajowych publikacji z rożnego okresu, z czego w moich publikacjach w postaci cytowań wykorzystałem około czterystu ... Każda z mich prac z zakresu przedsiębiorczości/MSP zawiera obszerny przegląd literatury. Dokonany przegląd literatury jest niewątpliwie znaczącym wkładem w rozwój dyscypliny nauk o zarządzaniu ... Wspomniany przegląd objął prawie 1000 prac....

    Ten wkład jest wymieniony jako pierwszy, czyli najważniejszy, całkowicie godny autorskiego wytłuszczenia. To kwintesencja czternastoczęściowego cyklu. Przegląd w 14 aktach. Ale czy kobiecych?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/27 22:03:23:

    Zitt,
    To oparcie to chyba jest od krzesła.

    For instance, Husserl in his initial approach to ethics (when he criticized Kants separation of sensibility and reason) aimed for [...a scientific ethics, which should provide evidence concerning the whole issue of ethics (formal and material), by established phenomenological means] (Loidolt 2009). In turn, Geniusas (2009) asserted that in Heideggers ethical incongruity (anti- and ante-ethical tendencies) presented in Being and Time it might be discerned treating ethics as the second philosophy rooted in fundamental ontology. ... In other words, in business the Kants categorical imperative becomes a principle of fair play (Bowie 2002).

    www.staniewski.vizja.pl/pdf/Ethical%20Aspects%20of%20Entrepreneurship.pdf

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 00:45:37:

    14 artykułów z JCR
    z tego 3 z czasopism o IF ponad 2,4
    troche z Q1, Q2,
    reszta Q3, Q4

    to jest pytanie - czy wolno pytać o jakość czasopism JCR z Q1

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 01:02:27:

    zarzut o brak wkładu własnego w przypadku wielu publikacji wieloautorskich to nie jest tylko mój osobisty wymysł - ja również dałabym mu negata - może to geniusz - który sobie dał włazić na plecy pasażerom na gapę - albo sam był pasażerem na gapę - oba przypadki dowodzą, że habilitacja się nie należy dopóki jest za indywidualny osobisty wkład w naukę


    1.
    Manifestations of e-government usage in post-communist European countries
    By: Szopinski, Tomasz; Staniewski, Marcin W.
    INTERNET RESEARCH Volume: 27 Issue: 2 Pages: 199-210 Published: 2017
    Times Cited: 0
    2.
    The contribution of business experience and knowledge to successful entrepreneurship
    By: Staniewski, Marcin W.
    JOURNAL OF BUSINESS RESEARCH Volume: 69 Issue: 11 Special Issue: SI Pages: 5147-5152 Published: NOV 2016
    Times Cited: 1
    3.
    Entrepreneurship and innovativeness of small and medium-sized construction enterprises
    By: Staniewski, Marcin W.; Nowacki, Robert; Awruk, Katarzyna
    INTERNATIONAL ENTREPRENEURSHIP AND MANAGEMENT JOURNAL Volume: 12 Issue: 3 Pages: 861-877 Published: SEP 2016
    Times Cited: 0
    4.
    Setting up a business and funding sources
    By: Staniewski, Marcin W.; Szopinski, Tomasz; Awruk, Katarzyna
    JOURNAL OF BUSINESS RESEARCH Volume: 69 Issue: 6 Pages: 2108-2112 Published: JUN 2016
    Times Cited: 0
    5.
    Entrepreneurial personality dispositions and selected indicators of company functioning
    By: Staniewski, Marcin W.; Janowski, Konrad; Awruk, Katarzyna
    JOURNAL OF BUSINESS RESEARCH Volume: 69 Issue: 5 Pages: 1939-1943 Published: MAY 2016
    Times Cited: 2
    6.
    Start-up intentions of potential entrepreneurs - the contribution of hope to success
    By: Staniewski, Marcin; Awruk, Katarzyna
    ECONOMIC RESEARCH-EKONOMSKA ISTRAZIVANJA Volume: 29 Issue: 1 Pages: 233-249 Published: 2016
    Times Cited: 0
    7.
    Socio-economic factors determining the way e-tourism is used in European Union member states
    By: Szopinski, Tomasz; Staniewski, Marcin Waldemar
    INTERNET RESEARCH Volume: 26 Issue: 1 Pages: 2-21 Published: 2016
    Times Cited: 1
    8.
    Motivating factors and barriers in the commencement of one's own business for potential entrepreneurs
    By: Staniewski, Marcin; Awruk, Katarzyna
    ECONOMIC RESEARCH-EKONOMSKA ISTRAZIVANJA Volume: 28 Issue: 1 Pages: 583-592 Published: 2015
    Times Cited: 1
    9.
    Student readiness to start their own business
    By: Staniewski, Marcin Waldemar; Szopinski, Tomasz
    ECONOMIC RESEARCH-EKONOMSKA ISTRAZIVANJA Volume: 28 Issue: 1 Pages: 608-619 Published: 2015
    Times Cited: 0
    10.
    Are ethics in entrepreneurship possible at all?
    By: Staniewski, Marcin W.; Slomski, Wojciech; Ryzinski, Remigiusz
    FILOSOFIJA-SOCIOLOGIJA Volume: 26 Issue: 3
    Times Cited: 1
    11.
    Ethical aspects of entrepreneurship
    By: Staniewski, Marcin W.; Slomski, Wojciech; Awruk, Katarzyna
    FILOSOFIJA-SOCIOLOGIJA Volume: 26 Issue: 1 Pages: 37-45 Published: 2015
    Times Cited: 1
    12.
    Comparative analysis of features of Polish and Lithuanian Day-ahead electricity market prices
    By: Bobinaite, Viktorija; Juozapaviciene, Aldona; Staniewski, Marcin; et al.
    ENERGY POLICY Volume: 63 Pages: 181-196 Published: DEC 2013
    Times Cited: 2
    13.
    INNOVATION IN THE MANAGEMENT OF SMEs IN THE SERVICE SECTOR IN POLAND
    By: Nowacki, Robert; Staniewski, Marcin W.
    AMFITEATRU ECONOMIC Volume: 14 Special Issue: 6 Pages: 755-773 Published: NOV 2012
    Times Cited: 3

    13.
    This record has been added to your Marked List.
    INNOVATION IN THE MANAGEMENT OF SMEs IN THE SERVICE SECTOR IN POLAND
    By: Nowacki, Robert; Staniewski, Marcin W.
    AMFITEATRU ECONOMIC Volume: 14 Special Issue: 6 Pages: 755-773 Published: NOV 2012
    View AbstractView Abstract
    Times Cited: 3
    (from Web of Science Core Collection)
    Usage Count
    14.
    THE ELEMENTS OF HUMAN RESOURCES MANAGEMENT SUPPORTING KNOWLEDGE MANAGEMENT
    By: Staniewski, Marcin W.
    AMFITEATRU ECONOMIC Volume: 10 Special Issue: 2 Pages: 283-291 Published: 2008
    Times Cited: 0

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 10:16:58:

    Nie jestem ekonomistą i nie znam się na ekonomii/zarządzaniu ale WoS pokazuje 14 prac habilitanta, a więc prac które już raz przeszły porządną recenzję. Teraz habilitant dostaje negatywną recencję od kieleckiego profesora, który ma 0 prac w WoSie. Gdyby hablitant wydał nikomu niepotrzebną monografię w języku polskim to kielecki podwórkowy byłby pewnie zadowoloy.... Tylko po co?

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 10:26:23:

    Dwie sprawy:

    1. Rozumiem, że łatwiej "pojeździć sobie" po wykonawcy, dr hab. z Kielc niż po prof. z UW, luminarzu polskiej nauki, który te bzdury usankcjonował. Nie pamiętam, żeby na tym blogu gospodarz tak kategorycznie i w takich słowach skrytykował prof. Izdebskiego.

    2. W tym postępowaniu skandaliczne jest zupełnie coś innego. Z dokumentacji wynika, że podczas głosowania na komisji habilitacyjnej, żaden z dwóch pozytywnych recenzentów nie zagłosował za wnioskiem o nadanie stopnia. Czyli jedynie recenzent z Kielc udźwignął ciężar recenzowania, gdyż miał odwagę cywilną napisać wprost, że stopień się nie należy. Reszta recenzentów schowała głowy w piasek. Patrząc na reakcję gospodarza i kragona postąpiła zdecydownie słusznie. Brawo! Bo najważniejsze to nie wychylać się - wtedy po głowie się nie dostanie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:17:13:

    Przeczytałem "większą połowę" omawianej tu recenzji. Dopóki recenzent nie pochyla się nad kwestią cykliczności rozprawy/wkładu/dorobku czy czego tam, udowadnia, że do recenzji podszedł *bardzo starannie*. To jest bardzo rzeczowa recenzja. Argumenty za brakiem wkładu lub niewystarczającym wkładem habilitanta do dyscypliny, w której starał się o habilitację, podparte solidnymi zarzutami o brakach metodologicznych oraz podejrzeniami natury etycznej (dwie różne metody analizy identycznych danych dające w różnych artykułach identyczne wyniki?) są dla mnie - przyznać muszę, laika - przekonywujące. Jakim cudem większość tego opublikowano na JCR i co z tego wynika - tu już inne pytanie.

    Nieustanne uwagi recenzenta odnośnie niemożliwości rozstrzygnięcia, jakie części prac współautorskich zostały wykonane przez habilitanta, przyjmuję ze zrozumieniem. Nawet jeśli współatorzy napiszą zdawkowe oświadczenia, uniemożliwiające identyfikację wkładu każdego z autorów, nie zwalnia to habilitanta od przedstawienia w autoreferacie własnego punktu widzenia na to, co w każdej pracy wieloautorskiej zgłoszonej do cyklu jest jego osobistym osągnięciem. U nas jest zwyczaj, że takie informacje umieszcza się też na wykazie publikacji, pod każdą z nich, wraz z procentowym oszacowaniem wkładu habilitanta. W tym przypadku w autoreferacie habilitant używa jednak zaimka "My" omawiając wyniki każdej pracy wieloautorskiej. To jest niepoważne.


    A co państwo sądzą o oświadczeniach zbiorowych? "Oświadczam że w pracach H1, H3-H9 i H11 mój wkład polegał na dyskusji wyników, współtworzeniu ostatecznej wersji artykułu i czymś tam jeszcze, co się zwyczajowo pisze w oświadczeniach"?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:18:07:

    To jest jeszcze zabawniejsze niż myślałem. Profesor podwórkowy z Kielc ma nie tylko 0 publikacji na WoS, ale PoP pokazuje, że z 1/3 swoich prac napisał wspólnie z Nogalskim. Krytykując współautorskie prace zapewne wie, co mówi. Dla niezorientowanych proszę sobie sprawdzić na OPI ile recenzji habilitacyjnych napisał Nogalski diament polskiej ekonomii, ile ma publikacji i w jakich to komisjach i komitetach nie zasiadał: tytan pracy i człowiek renesansu.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:24:29:

    Żeby ocenić merytoryczną stronę recenzji trzeba by przeczytać artykuły recenzowane przez recenzenta, znać się nieco na ekonomii, i dobrze by było znać praktyki obowiązujące w ekonomii. Mi osobiście szkoda na to czasu. Ale biorąc pod uwagę dorobek recenzenta (WoS - 0 prac, 1/3 prac z Nogalskim) po prostu nie mam do niego zaufania. Co oczywiście nie mówi nic na temat tego czy habilitacja się należy czy nie. Moim zdaniem tacy ludzie jak JK z Kielc w ogóle nie powinni być powoływani na recenzentów.

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:24:42:

    Interpretacje prof. Izdebskiego interesują mnie w stopniu niewielkim, a to dlatego, że są praktycznie powszechnie ignorowane. Jednak wypowiadałem się o nich niegatywnie.

    Recenzja, którą przytoczylem, jest moim zdaniem wręcz patologicznym ucieleśnieniem idiotyzmów wykładni, która wskazuje na kompletne niezrozumienie, na czym polega nauka. I tak, rzeczywiście, uczony z Kielc jest wyjątkowo wdzięcznym obiektem krytyki, ponieważ w przeciwieństwie do habilitanta, jeszcze nie udało mu sie opublikować 'poza Kielcami'. I chciałoby się powiedzieć: Znaj proporcją!

    We wpisie nie chciałem się wypowiadac na temat przepaści, która dzieli recenzenta od habilitanta i dezynwoltury, z jaką traktuje publikacje, do jakich, o ile dobrze poszukałem, bardzo mu daleko.

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:31:47:

    Co do komentarzy na temat indywidualnego wkładu, mam inne zdanie niż Pi, nie mówiąc o recenzencie. Uważam, że oczekiwanie szczegółowych oświadczeń wyliczających poszczególne wkłady, jest niepoważne. Przecież praca nad projektem i artykułem to również seria dyskusji, a nie wykładane na stół 'poszczególne wkłady'. Oświadczenia habilitacyjne, które pisałem na potrzeby postępowania, były dużo bliżej literatury pięknej niż faktografii. Na szczęście moi recenzenci nie przypieprzali sie do buchalterii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 11:59:27:

    Ja piernicze. Jestem w polowie lektury recenzji dr hab. z Kielc. Ta recenzja jest skandaliczna. Recenzent uporzadkowal prace habilitanta w kolejnosci chronologicznej i po kolei je analizuje. Najwazniejsze w tej analizie jest to, ze w kolejnych pracach znalazly sie fragmenty tekstu identyczne z fragmentami z pierwszej pracy. Samo w sobie nie stanowi o skandalicznosci recenzji, za to prawdopodobnie stanowilo podstawe do uwalenia habilitacji. Prawdopodobnie czlonkowie KH zakonotowali sobie, ze jest autoplagiat w kolejnych pracach i dlatego pozytywni recenzenci nie glosowali za nadaniem stopnia. Bez wgladu w prace i zestawienia konkordancji, nie jestem w stanie ustalic, na ile obszerny i znaczacy byl ten autoplagiat, ale pozostale dokonania recenzenta nie wzbudzaja do niego przesadnego zaufania.

    Na samym wstepie recenzent wyklucza z analizy jedna z prac, ktora jest in press, poniewaz "w myśl polityki wydawniczej wydawnictwa Elsevier ... [nie jest to równoznaczne] z zakończeniem procesu wydawniczego" (s.4). Nie chce mi sie szukac, ale chyba byly jakies wytyczne ministerstwa z czasow Kudryckiej, by prace w druku uznawac za opublikowana do celow awansowych, kiedy otrzyma numer DOI.

    Dalej mamy z d* wziete rozwazania metodologiczne na temat tego, ze dwie rozne proby badawcze o podobnej liczebnosci powinny stanowic podstawe do badan podluznych (s.7), czego habilitant nie uczynil, slusznie zakladajac, ze w dwoch roznych probach znajduja sie rozne osoby, a badania podluzne wymagaja co najmniej dwukrotnego badania tej samej proby. Tu trudno zgadnac, czy recenzent tylko chcial cos zainsynuowac, czy jest kretynem, ktory nie rozumie podstaw metodologii badan.

    Naprawde ostra jazda zaczyna sie na str. 8. Recenzent stwierdza, analizujac kolejne prace, ze skoro wspolautor w oswiadczeniu stwierdza, ze przeprowadzil analize statystyczna wynikow, to nie ma podstaw, by uznac, ze habilitant jest wspolautorem czesci Results i Discussion kolejnych prac, poniewaz te czesci oparte sa na analizie statystycznej wynikow, a poniewaz to sa najwazniejsze czesci kolejnych prac, to mozna uznac, ze wklad autorski habilitanta w tych publikacjach nie jest znaczacy. To jest absolutny kosmos!

    Dalej na tej stronie recenzent idzie jeszcze dalej. Czwarta praca, wedlug oswiadczen wspolautorow, zostala napisana przez habilitanta w oparciu o materialy dostarczone przez wspolautora Japonczyka. Recenzent porwal sie na analize prawna w oparciu o komentarz do ustawy o prawie autorskim i wyszlo mu, ze ktos, kto napisal tekst w oparciu o dostarczone materialy, nie jest autorem! I tak dalej, praca po pracy, recenzent kwestionuje wklad habilitanta we wlasne publikacje. Jak kto inny zrobil analize statystyczna, to zle, bo habilitant nie ma wkladu. Jak twierdzi, ze napisal sam, to tez zle, bo nie wiadomo, jaki byl zakres poprawek redakcyjnych, ktore naniosl trzeci autor. Habilitant nie ma istotnego wkladu autorskiego we wlasna publikacje, ale za to w tej samej inkryminowanej publikacji jest fragment przejety slowo w slowo z wczesniejszej autorskiej pracy habilitanta.

    Ten czlowiek powinien dostac prawny zakaz recenzowania czegokolwiek. Ta recenzja to wzorzec z Sevres nierzetelnosci.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 12:24:50:

    Pi, ten czlowiek nie ma bladego pojecia, o czym pisze. Czasami konsultujemy metody analizy ze statystykiem. W praktyce wyglada to tak, ze statystykowi trzeba dokladnie objasnic, jaka jest natura danych, poniewaz bez tego zadnej analizy nie zrobi. Dalej, statystyka nie obchodzi, co te liczby mowia. Dla niego liczby to liczby. Raz nawet statytyk zrobil nam wszystkie analizy do pracy (recenzent zakwestionowal nasze analizy, trzeba bylo odejsc od standardu). Znowu, w praktyce wygladalo to tak, ze dostalismy wydruk z programu statystycznego z tabelkami, ale to, co w tych tabelkach bylo trzeba bylo samodzielnie opisac w artykule i napisac, co z tego wynika (Results i Discussion), bo matematyk tego nie zrobi, bo dla niego to tylko liczby. Jaki byl dokladnie moj wklad autorski w opisanie wynikow w tej konkretnej pracy? Sorry, ale po kilku latach od publikacji i po trzech turach recenzji nie potrafie tego okreslic. Na pewno i na 100% ponosze pelna odpowiedzialnosc za ostateczna redakcje tekstu, ale kazde niemal zdanie bylo w nim zmieniane n razy i wszystkie kolejne wersje byly konsultowane przez wszystkich wspolautorow. Jezeli facetowi sie wydaje, ze zrobienie analiz statystycznych jest rownoznaczne z napisaniem najwazniejszej czesci pracy i wyciagnieciem wnioskow z badania, to sorry, ale moze w rownoleglym wszechswiecie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 12:35:58:

    Zaskakują mnie procentowe wkłady. Skąd te szacunki? Takie typowe procenty z dupy, stoję na przystanku i oceniam, że jest dokładnie pomiędzy 83,7 a 87,5% szansy, że tramwaj się spóźni. Jeśli mój wkład w pracę wynosi 66,6%, to po co mi było 4 pozostałych współautorów, do czego? Wystarczyłaby 1/3 współautora. A jeśli nie byłem sam w stanie domknąć pracy, to bez współautorów by nie zaistniała, ergo, to że zaistniała to jest ich równoważny wkład. W matematyce autorów podaje się alfabetycznie, a jeśli jakiś wyjątkowo ważny lemat pochodzi tylko od konkretnych z nich to się to zaznacza w tekście (rzadko).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 13:25:53:

    @zitter
    Nie ma takiej opcji, ze biore wspolautora, bo nie umiem domknac pracy. To moze w scislych tak jest. Badania w wiekszosci przypadkow planuje sie jako zespolowe. Zespol dlatego jest zespolem, ze kazdy z jego czlonkow posiada unikalne konpetencje. Coraz czesciej nie oczekuje sie nawet, ze kazdy z czlonkow zespolu bedzie posiadal kompetencje do tego, by cale badanie od fazy koncepcyjnej do publikacji przeprowadzic calkowicie samodzielnie.

  • aaa3aaa napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 14:10:27:

    1) Podstawowy blad systemu polega na tym, ze niedoszlego habilitanta moze oceniac osoba o znaczaco nizszych dokonaniach (tutaj mamy tego jaskrawy przyklad na podstawie recenzenta z Kielce, ktory krytykuje na calego jedna po drugiej publikacje w WoS, jednoczesnie nigdy nie publikujac w takiej klasie czasopism) - abstrahuje od tego czy ma racje czy nie, po prostu pan z Kielc nigdy nie powinien byl zostac recenzentem tego habilitanta, bo nie kwalfikuje sie.

    2) procentowy wklad w prace jest i zawsze byl tworem czysto abstrakcyjnym majacym niewiele wspolnego z rzeczywistoscia

    Przykladowo w naukach przyrodniczych, kolejnosc autorow jest wazna, bo wiele mowi o wkladzie:
    a) pierwszy autor zwykle robi wiekszosc pracy tj. robi wiekszosc eksperymentow, rozwiazuje problemy szczegolowe, pisze nierzadko draft grantu czy publikacji

    b) ostatni autor to szef, ktory zdobyl grant, zatrudnia pierwszego autora, wszystko odbywa sie wedlug jego pomyslu (przynajmniej w poczatkowej fazie i ogolnej tematyce), on definiuje klase problemow jakich dotyczy praca i technik jakie zostana uzyte

    c) ludzie w srodku dorabiaja jakas czesc calosci typu dodatkowe eksperymenty walidujace, kontrola za pomoca komplementarnej techniki itd.

    W przypadku, gdy jest tylko a) i b) podzial rzedu 60/40 czesto uznalbym za prawdziwy. Dalej trzeba by to juz odpowiednio skalowac w dol, gdy dochodzi kategoria c).

    Piekno naszego systemu oceny polega jednak na tym, ze bez problemu w losowo wybranym autoreferacie znajdziemy wklady rzedu 80% (zarowno dla pierwszego jak i ostatniego autora) i kazdy sie na to godzi, bo nikt nic nie traci. Ponadto nigdy nie jest to werfikowane (bez problemu znajdziemy prace, ktore ze 200% wkladu wyrobily na roznych poziomach awansu).

    Jesli habilitant jest pierwszym autorem, to z gory wiadomo, ze taka praca praktycznie liczy sie tylko dla niego (zwykle ostatni autor jest juz profesorem, wiec gwizda na to czy wpisze tu 60 czy 80 procent).

    Jesli habilitant jest ostatnim autorem, to prawdopodobnie pierwszy autor jest jego studentem. Praca liczy sie, wiec jako dorobek na doktorat (w koncu pierwszy autor i na tym poziomie nie ma potrzeby wykazywac zadnych % udzialow), a pozniej za rok czy dwa taki doktor-pierwszy autor podpisuje, ze ostatni autor mial np. 70% udzialu i wchodzi to do habilitacji tego ostatniego (po co mialby robic inaczej? zeby popasc w konflikt ze swoim promotorem pomocniczym, od ktorego bedzie jeszcze zalezal kilka lat: referencje, praca na tej samej uczelni lub w tym samym zespole, itd).

    Ogolnie caly pomysl z % wkladem uznaje za nietrafiony, bo czesto nawet te 10% wkladu np. w wykonanie eksperymentu za pomoca konkurencyjnej techniki moze decydowac, czy cos przejdzie peer review czy nie.

    Ponadto w zadnym wypadku nie zaklada sie, ze kazdy z wspolautorow bylby w stanie przejac czesc badawcza innego wspolautora (np. krystalograf przeprowadzilby mutageneze, aby zwalidowac centrum aktywne nowego enzymu lub vice versa, to sa kompetencje zdobywane przez lata pracy, juz nie wspomne o pracach z miksem teoretykow i praktykow). Publikacja to dzielo wspolne odzwierciedlajace umiejetnosci wszystkich autorow razem wziete a nie czesc wspolna.

    W calosci pomijam kuriozalne twierdzenie, ze habilitant wnosi istotny wklad w swoja dyscypline na poziomie swiata.

    ps. juz przestal mnie nawet dziwic 60% udzial srodkowych autorow w pracy 5-autorskiej, gdy taka osoba sie habilituje (sytuacje, ktora mozna latwo odczytac, ze pierwszy to doktorant, srodek, blizej konca obstawia namaszczony na habilitanta - czesto to on robi w praktyce za szefa, a ostatni to stary prof, ktory firmuje calosc swoim nazwiskiem i wkladem "z lotu ptaka"). W sumie to w takim przypadku habilitacja jest wrecz wskazana, bo uwalnia tego habilitanta spod kurateli (czesto wieloletniej) owego starego profesora (nota bene trzymajacego w garsci taka osobe przez wiele lat dzieki istnieniu tego skostnialego systemu habilitacji).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 14:44:05:

    Ja tylko twierdzę, że *habilitant* powinien w autoreferacie lub pozostałej dokumentacji *jasno* wskazać, co jest *jego* osiągnięciem w każdej pracy wchodzącej w skład cyklu. Mógł więc odnośnie rzeczonego artykułu napisać "zaprojektowałem badania; brałem udział w analizie statystycznej wyników; miałem decydujący wkład w ostateczną postać artykułu". Wtedy nawet jeśli współautor napisze w swoim oświadczeniu, że "brał udział w analizie statystycznej wyników" lub nawet że je wykonał, będzie miał punkt oparcia.

    Ja rozumiem, że oświadczenia są po to, by wyeliminować wożenie się kogoś na cudzym dorobku. Czy to działa, to inna sprawa, ale habilitant powinien mieć świadomość, czego się od niego wymaga.

    Tak, podawanie przez habilitanta procentów to absurd zupełny.

    Tak, zdarzało mi się, że po 5-6 latach po publikacji artykułu koledzy zgłaszali się do mnie po oświadczenie. A ja już zupełnie nie pamiętałem, jaki był mój wkład!!! Na pewno nie byłem autorem głównym (bo bym pamiętał dokładnie, co jest w pracy), ale co konkretnie tam robiłem, poza rozliczaniem grantu? Nie pamiętam! Ale napisać coś trzeba. W tym wypadku na szczęście to habilitant coś tam sobie przypomniał - lub pozmyślał - i napisał wszystkim autorom oświadczenia (!), więc problemu nie było...

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 15:27:32:

    Ja nie twierdze, ze habilitant jest swietny i na habilitacje z cala pewnoscia zasluzyl. Nie znam sie na tym, co robi. Oceniam tylko i wylacznie recenzje.

    To jest recenzja ideologiczna. Recenzent jest wrogiem prac wspolautorskich. Uwaza, ze wszyscy sie do wszystkich dopisuja. W zwiazku z tym, cokolwiek byloby w oswiadczeniach wspolautorow napisane i tak zostaloby przez recenzenta podwazone. Recenzent zreszta sam sie w tych swoich wywodach gubi, raz twierdzac, ze wklad autorski habilitanta w prace jest zaden, a za chwile stwierdzajac, ze znajduja sie w niej jego slowa przepisane z innej pracy. Z recenzji wynika, ze wspolautorzy zlozyli standardowe oswiadczenia, wymieniajac, co kto zrobil, ale recenzent nie potrafi ocenic wkladu merytorycznego habilitanta w prace nawet wtedy, gdy wspolautor pisze, ze bral udzial tylko w ostatecznej redakcji pracy.

    Sadzac po tym, jak dokladnie recenzent przestudiowal wykladnie ustaw i jakie bzdury mu powychodzily z interpretacji ustawy o prawach autorskich, to jest recenzja pisana pod teze uwalic za wszelka cene, jak nie kijem go, to palka.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 16:30:36:

    Mz nie ma co się podniecać publikacjami habilitanta w czasopismach indexowanych na WoS, jeśli jest tak, że wykonał fragment pracy w ramach pracy zespołowej.

    3.14 słusznie zwrócił uwagę na kwestię uzasadnienia i objaśnienia tego wpływu.

    Możecie się nie zgodzić, ale jeśli nawet miałbym 1000 publikacji na WoS we współautorstwie i mój udział ograniczałby się tylko do analizy statystycznej, to sami byście stwierdzili, że znaczącego wkładu w tym za bardzo nie ma.

    Taka ciekawostka, znam przypadek statystyka będącego współautorem dużej liczby tekstów na WoS z zakresu medycyny, co nie ma związku z jego specjalizacją naukową (tj. jego publikacje są z nauk społecznych).

    Odnośnie cyklu -- to pewnie kwestia interpretacji komentarza "O jednotematycznym cyklu publikacji powinno się mówić wówczas, gdy publikacje zostały przygotowane na z góry ustalony temat i ukazują się w sposób, który można określić jako cykliczny."
    Cytat wziąłem stąd.

    Chętnie zapoznam się z Waszymi wyjaśnieniami jak powinno się uznać, że dany zbiór (specjalnie nie piszę cykl) spełnia to kryterium. Żeby nie było tak ogólnie proszę odnosić to do przedstawionych w poście dokumentów.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 16:44:47:

    Mz nie ma co się podniecać publikacjami habilitanta w czasopismach indexowanych na WoS, jeśli jest tak, że wykonał fragment pracy w ramach pracy zespołowej.

    Prosze o wyjasnienie, dlaczego prace zespolowe maja byc gorsze od prac monoautorskich.

    Co do wkladu habilitanta, ktorego recenzent nie moze ocenic, bo nie moze i juz, to z reguly swiadczy przede wszystkim o tym, ze recenzent jest niekompetentny. Do tego nie sa potrzebne oswiadczenia wspolautorow. Jezeli recenzent jest specjalista i zna srodowisko, to nie zagladajac do prac wspolautorow bedzie potrafil okreslic, kto co zrobil. Jezeli nie jest specjalista, to powinien poszukac prac wspolautorow i na tej podstawie okreslic, kto sie czym zajmuje i co wniosl do pracy. Qrde, nie przyszlo mi nawet do glowy, oceniajac habilitacje, szukac oswiadczen wspolautorow. Takie rzeczy byly jasne na pierwszy rzut oka. Recenzent nie potrafi na podstawie caloksztaltu okreslic, kto co zrobil? Przy kazdej pracy ma watpliwosci? To sie w pale nie miesci.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 18:43:09:

    @ charioteer1
    Nie są gorsze, a kłopotliwe przy ocenie dorobku pojedynczego współautora, ponieważ piszemy tu o kontekście stopnia naukowego nadawanego nie zespołowi a pojedynczemu badaczowi.

    Śmiem twierdzić, że nawet specjalista nie jest w stanie ocenić wkładu poszczególnych osób w przygotowaniu tekstu, a o tym Pani pisze.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 19:35:30:

    Nie, nie pisze o przygotowaniu tekstu, a o prowadzeniu badan naukowych. Przygotowanie tekstu to tylko niewielki wycinek badan naukowych i, o ile nie jest to utwor artystyczny, nie ma wiekszego znaczenia, kto napisal ktora czesc zdania w opublikowanym tekscie.

    Recenzent, ktory pisze, ze "nie mozna ustalic rzeczywistego wkladu Habilitanta w opracowanie ... gdyz nie wskazano ... zakresu korekty tego tekstu dokonanej przez W. Slomskiego (czego nie mozna ustalic takze na podstawie zlozonego oswiadczenia)" (s.10) jest po prostu niepowazny.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 20:23:05:

    nauka-polska.opi.org.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=103872&lang=pl

    Prof. Karpacz recenzował już 3 postępowania habilitacyjne zakończone powodzeniem. Już pobieżna lektura streszczeń dowodzi, że wszystkie były książeczkami... Sam też napisał książeczkę habilitacyjną. Może to jest właściwy trop? Mnie aż trudno w to uwierzyć.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 20:38:08:

    3.14. Ciekawa obserwacja, ale zapytam: czemu zakłada Pan, że książeczka jest gorsza od zbioru 10 artykułów?

    Przecież ocena negatywna nie była tutaj ze względu na formę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 20:38:08:

    A jego habilitację przyklepało 3 członków CK, aktualnych lub poprzedniej kadencji, więc mucha nie siada.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 20:43:08:

    p-tau,
    Ale recenzent czepiał się tego, że nie może rozstrzygnąć, jak część publikacji współautorskich należy do dorobku habilitanta. W przypadku książeczki ten dylemat odpada. Spokojnie można się podpisać pod osiągnięciami współautorów, a nawet Kanta i Bocheńskiego.

    W fizyce habilitacje w 99,9% są z cyklu "a posteriori", czyli po N latach delikwent zbiera do kupy M prac, które nazywa cyklem. Ten marginalny 0.1% to na przykład członkowie dużych kolaboracji fizycznych liczących sobie po 1000+ członków. Co się robi w takiej sytuacji? Pisze monografię!!!

  • janusze_nauki napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 21:44:14:

    Journal of Business Research to naprawdę dobry żurnal, Internet Research też niezły... ogólnie mało kto w naukach o zarządzaniu w Polsce ma zagraniczny dorobek (inny niż wydany w zaprzyjaźnionej szkole wyższej gdzieś w Mołdawii), więc ta habilitacja powinna przejść bez żadnego ale!

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 22:32:58:

    Dr hab. Karpacz zrobil habilitacje w 2012. Od tamtej pory zrecenzowal co najmniej 3 habilitacje i co najmniej 5 doktoratow, co oznacza, ze jest recenzentem, na ktorym mozna polegac. Ta habilitacja miala pasc, wiec padla.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/28 23:56:10:

    Czy w zarządzaniu w ogóle przechodzą już habilitacje bez książeczek? Bo mnie uderza kontrast między dumą habilitanta ze swoich osiągnięć naukowych, wyrażającą się choćby w udostępnieniu wszystkich prac w internecie (więc już z tego powodu nie powinno tam być żadnych wałków, co nie znaczy, ze nie ma błędów) oraz w podaniu informacji o IF i punktacji ministerialnej tych prac, a odmową przyznania mu habilitacji.

    Habilitant jest wytworem środowiska. Ze swojego punktu widzenia on przekroczył pewne bariery środowiskowe i jest z tego dumny. Trochę to przypomina mi casus Migalskiego. Być może patrząc na te osiągnięcia z boku wciąż widać tam braki w metodyce etc., ale jak napisałem, on jest produktem środowiska i nie ma żadnych podstaw by uważać, by w książeczkach nie popełniano masowo tych samych błędów. Wygląda to na konflikt pokoleń czy "paradygmatów" nauki: to, co jednych wprawia w dumę, inni postrzegają jako słabość i drogę na manowce.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 00:44:49:

    Pi, uważasz, że recenzent z Kielc postrzegł jakąś drogę, szczególnie taką na manowce? (Wskazał jakieś manowce?) Ja nie widzę procesu poznawczego w tej recenzji, nadziei zakończonej zawodem, głębokim rozczarowaniem, tylko tezę i grzmocenie, które ciężko nawet przypisać złości, raczej upierdliwości (wynikającej z tezy).

    Myślę też, że nie bez powodu habilitant pracuje gdzieś w szkole tego i tamtego, trochę poza orbitą dobrego towarzystwa (?) Mnie perspektywa bycia wziętym za "solidnego" recenzenta na którym "można polegać" po paru recenzjach trochę przeraża. To są trochę błahe sprawy, nie wiem w co musiałby się recenzent kielecki wplątać, żeby po 3 recenzjach w przeciągu 5 lat miał jakichś "kilentów" ze zleceniami z towarzystwa. Chyba, że się po prostu z charakteru przydupia, to wiedzieli do kogo posłać.

    NB. w moim przykładzie powinno być 1/2 autora.

    @Chario: potrzeba istnienia zespołu badawczego z podziałem ról niezbędnego do udanego publikowania zawiera w sobie moją tezę, że no wszyscy współautorzy byli niezbędni żeby ta publikacja była. Co więcej nawet jeśli wkład jest czysto polityczny, no to najwyraźniej był wkład w tych warunkach niezbędny i przykładowy habilitant opanował sztukę nawigowania w społeczeństwie, zarządzania własną osobą &c. przecież w nauce niezbędną.

    Przykład z przypadkowym statystykiem o znikomym wkładzie jest nietrafiony, równie dobrze można powiedzieć, że cała treść metodologiczna zawiera się w statystyce, natomiast rutynowo zostały wklejone kolejne dane z kartotek medycznych.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 01:34:26:

    Recenzent z Kielc raczej obraca sie w dobrym towarzystwie, wg bazy OPI Członek Polska Akademia Nauk; Wydziały PAN; Wydział I Nauk Humanistycznych i Społecznych; Komitet Nauk Organizacji i Zarządzania. Obstawiam, ze habilitant, wyksztalcony w wyzszych szkolach tego i owego od licencjata po doktorat i publikujacy po dzejsiarach raczej sie w tym towarzystwie nie miesci.

    Ciekawostka: w sklad cyklu wchodzi ksiazeczka. Recenzja nr 3 chyba w sposob najbardziej wywazony ocenia caloksztalt.

    Zitter, moj przyklad mial jedynie zobrazowac, ze recenzent pisze bzdury, twierdzac, ze fakt wykonania analiz przez kogo innego dowodzi, ze habilitant nie posiada wkladu autorskiego we wnioski z wlasnych badan. Czesc "matematyczna" statystycznej analizy wynikow zawarta w czesci pracy pt. Results to nie jest interpretacja wynikow. "Matematyczna" w cudzyslowiu, poniewaz konwencje stosowane przy opisie wynikow nie maja za wiele wspolnego nawet z zapisem matematycznym. Interpretacja wynikow w czesci pt. Discussion to jest wlasciwie esej pisany w oparciu o cala literature przedmiotu, ktorej statystyk po prostu nie zna. Recenzent po prostu bredzi, wyciagajac wniosek, ze skoro kto inny wykonal analizy statystyczne, to habilitant nie ma wkladu nawet w interpretacje wynikow. To nie jest matematyka, w naukach spolecznych metody statystyczne sa tylko narzedziem, bardzo rzadko uzywanym w sposob tworczy.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 09:46:42:

    Wygląda zatem na to, że w zarządzaniu nie wystarczy mieć kilka publikacji współautorskich w czasopismach impaktowanych.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 09:50:50:

    Czy ktos zna dalsze losy tej habilitacji? Probuje sobie wyobrazic, jak moglo wygladac posiedzenie KH i jakie argumenty sklonily pozytywnych recenzentow do wstrzymania sie od glosu. To wszystko jest w protokole KH, ja moge tylko zgadywac. Wydaje mi sie, ze glownym argumentem mogla byc cyklicznosc cyklu. Skoro recenzent wykazal, ze cykl nie spelnia wymogow prawnych, brak podstaw do nadania stopnia. Kruczek polega na tym, ze wykladnie, ktore cytuje recenzent, odnosza sie do tresci ustawy sprzed ostatniej nowelizacji, wiec sa nieaktualne. Zwlaszcza cytowane rozwazania Slebzaka o jednotematycznym cyklu, ze [p]otwierdzenie istnienia cyklu jest mozliwe, gdy poszczegolne publikacje, zebrane w jedna calosc, a zatem niejako "zlozone", moglyby zostac wydane jako zbior publikacji, tworzac dzielo o charakterze monograficznym nie odnosza sie do zapisanego w ustawie cyklu publikacji powiazanych tematycznie. Powiazanie tematyczne, w odroznieniu od jednotematycznosci, nie zaklada monograficznosci. Moim zdaniem jest podstawa do odwolania do CK z prosba o ponowne rozwazenie sprawy oraz wykluczenie recenzji Karpacza jako przyjmujacej bledne podstawy prawne. Tutaj przydalby sie jeszcze prawnik, specjalizujacy sie w prawach autorskich, a propos dywagacji Karpacza na temat ustawy.

  • aaa3aaa napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 11:15:53:

    @trzy.14
    A to dobre, konflikt pokolen i duma, bo habilitant:
    - publikuje w dobrych czasopismach (lepszych niz zasluzeni czlonkowie PAN, ktorzym przyszlo go oceniac)
    - z duma obnosi sie z IF, SIF itd. w autorefereacie - tudziez taki jest praktycznie wymog i standard
    - udostępnienia wszystkie prace w internecie (to zart czy paranoja, bo nie moge dostrzec).

    Ogolnie skladam sie do opini @janusze_nauki jesli te czasopisma sa jednymi z lepszych w tej dyscyplinie i habilitant ma tam pierwszoatorskie (lub ostanioautorskie) publikacje to cala sprawa jest b. prosta i habilitacja sie nalezala.

    Inaczej trzebaby uwalic wstecznie 95% habilitacji co juz przeszly. To ja juz nie wiem za bardzo co mieliby zrobic ludzie, aby zasluzyc na habilitacje. Nobla dostac?

    Kielecki recenzent naprawde musial sie niezle napocic (25 stron recenzji), aby dac watla argumentacje swej decyzji - to juz samo w sobie mowi bardzo wiele.

    Po drugie z tego co wyczytalem byly 2 pozytywne i 1 negatywna recenzja (bardzo slaba, czepiajaca sie dupereli). A na posiedzeniu cudownie wszyscy daja negatywa.

    Pogratulowac konsensusu.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 11:56:06:

    Dla wielu profesorów z CK i okolic działa mechanizm "sour grapes", w ramach którego podważają wartość i rzetelność dobrych światowych czasopism, w których sami nie są w stanie publikować. Przypomnę kuriozalną opinię Śliwerskiego, wg. której przeciętna polska praca magisterska z pedagogiki jest lepsza od prac ze światowych czasopism w tej dziedzinie.
    I to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie skutkowało odmowami habilitacji kandydatów o ponadlokalnym dorobku w obszarach, w których większość kraju ma dorobek lokalny.

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 13:17:22:

    aaa3aaa
    drobne sprostowanie: nie członek PAN tylko członek komitetu PAN. To jednak dalece nie to samo.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 14:14:58:

    Bylem dzisiaj na spotkaniu z dwoma osobami. Chcemy sprobowac nawiazac wspolprace. Wymyslilismy projekt. I teraz gdyby trzeba bylo go wykazac w habilitacji, ja szczerze nie wiem, kto jest autorem czego. Ktos cos powiedzial, ktos cos dodal, ktos jeszcze cos zasugerowal. Z tego wyszedl jakis projekt, ktory bedzie nadal modyfikowany itd. Gdyby sprowac ustalic, kto zorbil co, trzeba by powiedziec, ze wszyscy zrobili wszystko. I wszyscy w 100 proc.

    Recenzent z Kielc powinien wziac mlotek i sie nim porzadnie stuknac. A jak by to nie pomoglo, to naezaloby muy zabronic pisac recenzje habilitacyjne.

    Natomiast, dy agladanlaem do recenzji, pomyslalem mniej wiecej to, co napisal noboks. SOur grapes. On jeszcze nigdy nie napisal nic poza Kielcami, ale za to moze pokazac srdokowego palca temu, co napisal. No i pokazal. I mam nadzieje, ze jest mu z tym swietnie.

    Oby tez czytal tego bloga.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 17:44:28:

    Hipoteza sour grapes wbrew pozorom jest bardzo optymistyczna, ponieważ zakłada, że kielecki profesor wie są zachodnie dobre czasopisma, zadrości publikowania w nich i kierując się resentymentem odwraca hierarchę wartości: nasze dobre, zachodnie złe. Ale jest pewnie gorzej: on pewnie nawet nie wie co to jest JCR, WoS i które międzynarodowe czasopisma warto czytać w jego działce. Nie on jeden zresztą. Co rusz się z tym spotykam, np. z ekspertami w NCNie, którzy nie rózróżniają WoS od google scholar....

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 18:34:05:

    >Oby tez czytal tego bloga.
    może blog prof. Śliwerskiego mu w zupełności wystarcza.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 18:38:33:

    @ p-tau:

    > Taka ciekawostka, znam przypadek statystyka będącego współautorem dużej liczby
    > tekstów na WoS z zakresu medycyny, co nie ma związku z jego specjalizacją
    > naukową (tj. jego publikacje są z nauk społecznych).

    To dość częste w naukach medycznych. Większość medyków ma niewielkie pojęcie o statystyce: o ile potrafią jeszcze dobrać reprezentatywną próbę, o tyle przeliczenie wyników jest już poza zasięgiem ich umiejętności. I tu pojawiają się statystycy zatrudnieni na uczelniach medycznych: gdy medyk zwraca się do takiego specjalisty z prośbą o wykonanie analizy statystycznej, ten żąda - w zależności od swojego widzimisię - albo wynagrodzenia, albo współautorstwa. Wyniki oczywiście interpretuje już medyk i później pisze publikację.

    Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Nie oceniam tego. Pytanie chyba brzmi: czy przeprowadzenie takiej analizy statystycznej (w sensie samych operacji na liczbach) jest czynnością czysto techniczną, choć złożoną i trudną, bo wymagającą dobrej znajomości statystyki, czy czymś więcej? Ja nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 18:39:55:

    Drugi wniosek z Waszych komentarzy jest taki, że skoro habilitant ma publikacje w czasopismach z IF a recenzent nie, to taka sytuacja jest niedopuszczalna.
    Ciekawe ile recenzji płyt muzycznych napisali recenzenci nie grający na żadnym instrumencie, ile krytyk napisali krytycy filmowi, którzy nie nakręcili żadnego filmu, itd.

    Uwaga Chario ws. cykliczności jest interesująca -- też jestem ciekaw jak to było.

    W tym przykładzie ze statystykiem wyjaśniam, że ówże badacz badania naukowe, swoją specjalizację lokował w geografii, a nie w medycynie, co powodowało, że wkład w rozwój dyscypliny z publikacji z czasopism lekarskich nie mógł wykazać.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 18:47:57:

    @dala-tata
    Niestety, postępowania awansowe to jakby nie było pewien proces formalny, który chcąc nie chcąc trzeba się wpisać. Czym się kończy niewpisanie w te kryteria przechodziłem.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 19:03:37:

    @p-tau

    Zgodnie z ustawą recenzent powinien mieć renomę międzynarodową.

    A porównanie do krytyka muzycznego nie ma za bardzo sensu.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 19:06:45:

    @halucinski
    W naukach medycznych i tp. przeprowadzenie analizy statystycznej jest czynnoscia techniczna, poniewaz wymaga umiejetnosci obslugi pakietu statystycznego. Czynnoscia wymagajaca wiekszej wiedzy jest dobor poprawnej metody analizy.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 19:10:36:

    @dr.kanaga.
    Ma sens. Proszę przeczytać raz jeszcze drugi wniosek.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 19:47:44:

    @p-tau
    Duża część krytyków i dziennikarzy muzycznych to niespełnieni muzycy. Recenzje utworów , albumów muzycznych i filmów na potrzeby czasopism i portali to w zasadzie publicystyka i porównywanie z recenzjami naukowymi nie ma sensu.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 21:55:25:

    @p-tau
    > Ma sens. Proszę przeczytać raz jeszcze drugi wniosek.

    Nie ma sensu. Muzycy też mają swoje doktoraty i habilitacje, i nie krytycy muzyczni są recenzentami tych postępowań. Krytycy są recenzentami produkcji UTYLITARNEJ.

    W obszarze nauk technicznych ekwiwalentem krytyka muzycznego będzie ocena wdrożenia/projektu/ekspertyzy ze strony doświadczonego inżyniera. Ale jego ocena nie jest oceną recenzenta naukowego.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/29 21:56:55:

    @cutbold
    > Duża część krytyków i dziennikarzy muzycznych to niespełnieni muzycy.

    Pozwolę sobie zacytować znaną fraszkę Boya:

    Krytyk i eunuch z jednej są parafii
    Każdy wie jak, żaden nie potrafi

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 08:32:36:

    A ja sobie przejrzałem kilka autpreferatów obronionych na SGH. Np ten: kolegia.sgh.waw.pl/pl/KNoP/postepowania/habilitacje/Documents/Autoreferat_w_j_polskim_A_Wojtczuk_Turek.pdf czyta się znacznie lepiej od omawianego przez Gospodarza. Mogę sobie wyobrazić, że jego autorka, jak by to powiedzieć, lepiej czuje, co to jest nauka i że w związku z tym uprawia bardziej wartościową naukę, mimo że w swojej pracy nie powołuje się na Kanta czy Heideggera, a jeśli coś publikuje na liście ministerialnej, to zadowala się listą B.

    Wrzucę więc kij w mrowisko i stwierdzę, że wydaje mi się całkiem możliwe, że w dyscyplinach uprawianych w Polsce praktycznie całkowicie lokalnie (przynajmniej do niedawna), prace publikowane za granicą i/lub na JCR mogą mieć średnio rzecz biorąc gorszy poziom niż to, co się ukazuje w Polsce.

    Całe nieszczęście w tym, że pokolenie zarządzające tymi dyscyplinami nie jest w stanie tej swojej "lepszej" nauki wynieść na zewnątrz. Dlatego porównywanie poziomu naukowego w tych dyscyplinach przy pomocy międzynarodowych parametrów bibliometrycznych po prostu może być ułomne. OK. Jeśli jednak czegoś nie zmieni się w zasadach promocji (i edukacji) ichniejszej "młodzieży", to jak ta sytuacja kiedykolwiek może ulec zmianie?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 08:37:24:

    Zagadka: co, poza miejscem obrony, łączy omawiane tu postępowanie z tym: kolegia.sgh.waw.pl/pl/KNoP/postepowania/habilitacje/Documents/Autoreferat_dr_M_Molendy.pdf

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 08:53:52:

    W tym autoreferacie:
    kolegia.sgh.waw.pl/pl/KNoP/postepowania/habilitacje/Documents/autoreferat-polski_dr_S_Skuza.pdf
    jest rozdział zatytułowany prosto z mostu lub nawet obuchem w łeb: "Znaczny wkład do nauki". Tym znacznym wkładem okazuje się... monografia (więc postępowanie zakończyło się pomyślnie) a nie rozwiązanie jakiegoś konkretnego problemu. Zresztą autor strzela sobie w stopę pisząc, że w swojej monografii podjął próbę wykazania, że coś tam, coś tam, więc moim zdaniem habilitacja też należała się na próbę.

    Mimo wszystko należałoby jednak zastanowić się, czy na SGH habilitacje z cyklu nie przechodzą dlatego, że SGH ma na taką formę uczulenie, a rozporządzenia ministerialne w głębokim poważaniu, czy też dlatego, że habilitanci bez znacznego wkładu usiłują ten smutny fakt przykryć cyklem, zamiast udać się np. do Rużomberku?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 09:06:35:

    A to juz udana habilitacja z cyklu, czyli mozna. kolegia.sgh.waw.pl/pl/KNoP/postepowania/habilitacje/Documents/Zal_2_Autoreferat_w_jez_pol.pdf
    Proszę jednak przejrzeć chociaż wstęp. Takich hektolitrów wazeliny jeszcze nie widziałem.

    Na stronach 10-11 jest wykaz publikacji z cyklu.
    O *^&%$!!, Ja %())((!&&^!!!
    Jak to dobrze, że SGH ma swoje wydawnictwo i współpracujących z nim kompetentnych recenzentów!

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 09:09:23:

    Wrzucę więc kij w mrowisko i stwierdzę, że wydaje mi się całkiem możliwe, że w dyscyplinach uprawianych w Polsce praktycznie całkowicie lokalnie (przynajmniej do niedawna), prace publikowane za granicą i/lub na JCR mogą mieć średnio rzecz biorąc gorszy poziom niż to, co się ukazuje w Polsce.

    Z pewnością. Dlatego publikują te swoje świetne prace w lokalnych periodykach i w lokalnych językach mimo, że istnienie presja na umiędzynarodowienie (wymagania na stopnie i tytuły, punkty dla jednostek, ocena dorobku w grantach NCNu). Zapewne boją się, że ich cenne ustalenia dostaną się w ręce światowych profanów, którzy skalają swoim niskim poziomem czystą polską wiedzę. Takie gnostyczne kółko wzajemnej adoracji.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 09:23:20:

    3.14.
    Zgadzam się z tym:
    Całe nieszczęście w tym, że pokolenie zarządzające tymi dyscyplinami nie jest w stanie tej swojej "lepszej" nauki wynieść na zewnątrz. Dlatego porównywanie poziomu naukowego w tych dyscyplinach przy pomocy międzynarodowych parametrów bibliometrycznych po prostu może być ułomne. OK. Jeśli jednak czegoś nie zmieni się w zasadach promocji (i edukacji) ichniejszej "młodzieży", to jak ta sytuacja kiedykolwiek może ulec zmianie?
    Sądzę, że tu jest problem, który stopniowo będzie zanikał -- młodsi mają już tę świadomość, ale też i kompetencje i orientację w międzynarodowym piśmiennictwie. Pokolenie tych, którzy decydowali o awansach odchodzi na emeryturę, a ich dorobek jest w istocie bardzo lokalny. Jak łatwo się domyśleć przekazywanie know how jak przygotować dobry tekst w j. angielskim nie bardzo do nich pasowało, więc pozostała praca własna w tym zakresie, co trochę przypomina chodzenie po omacku. Do tego dodam zupełnie odmienne wymogi względem przygotowania tekstów w klasycznych czasopismach z zakresu zarządzania, co łatwo się przekonać patrząc na stare wydania "Przeglądu Organizacji" (najstarsze czasopismo polskie z zakresu zarządzania). Np. pierwszy losowo wybrany artykuł z Przegląd Organizacji nr 01/2004 prof. K. Obłoja liczący stron... 3. Spróbujcie zidentyfikować w nim elementy klasycznej struktury tekstu IMRAD (Introduction, Methods, Results, and Discussion).

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 09:24:28:

    Ta habilitacja z cyklu R. Sasina to w ogóle jakaś kpina. To nie tylko całkowicie lokalny cykl, ale części rzeczy w ogóle nie można "namierzyć", np. pozycja 6 i 7. Co to jest? Czy to w ogóle było gdzieś opublikowane?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 09:29:34:

    @p-tau

    Nie sądzę: ponieważ miernota się reprodukuje. Profesorowie socjalizują do lokalnej naukawej kultury kolejne pokolenia. Poza tym kontrolują system awansów, a częściowo niestety widzę, że w niektórych dyscyplinach nawet dobrze im idzie kontrola NCNu. Proszę sobie przejrzeć autoreferaty na SGH. Ilu z habilitantów ma międzynarodowy dorobek? Jaki sygnał wysyła profesura "uwalając" dyskutowaną habilitację a przepychając np. R. Sasina (link w poście 3.14)?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 10:26:29:

    www.przegladorganizacji.pl/id/13/archiwum-numerow

    To nie są żadne IMRADy, to są felietony!
    Eureka! Zrozumiałem, jakim cudem czołówka polskiej nałki potrafi publikować ponad 50 artykułów rocznie. Wystarczy pod auspicjami jakieś instytucji naukowej założyć pismo publikujące wywiady, felietony a może nawet i przedruki (coś w stylu "Angory"). Przecież wybitny polski naukowiec nie jest gorszy od przeciętnego dziennikarza.

    A wracając do Sasina, to jeśli dobrze rozumiem, co on pisze, to on z dumą podaje, że w jednym semestrze roku akad. 2012/13 przepracował 268,5 godzin dydaktycznych. W tym samym zaś roku podjął (etatową?) współpracę z NIK. Wszystko to zalicza się do pasma akademickich sukcesów. Sukcesem jest bowiem każde odciążenie podatnika.

    Te autoreferaty to musi być niezwykły materiał do badań socjologicznych. Pal licho wkład do nauki, ale świadomość bohaterów tych opracowań - bezcenna!

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 11:28:07:

    @ dr.kananga
    jestem optymistą. Młodzi czytają ten blog, DNU i widzą, że się zmienia co nie co.
    Przykładem jest pochodzący z tego blogu dr Stonawski. Nie jestem pewny czy w jego przypadku pasuje określenie reprodukcja mierności.

    @3.14
    Jest szok, prawda? Gdybym w tamtych czasach wysłał artykułów zgodny z prawidłami sztuki zostałby odrzucony. Teraz inaczej to wygląda, ale sądzę, że jest to emblematyczne. Dodaj do tego hierarchę folwarczną i masz prawie ;) cały obraz sytuacji.



    Proszę pamiętać, że PO powstało właśnie jako czasopismo-miesięcznik dla inżynierów-organizatorów w latach 30. XX w. zatem dla praktyki w celu popularyzacji naukowego zarządzania w Polsce.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 11:31:08:

    @3.14.
    a może nawet i przedruki (coś w stylu "Angory").
    Było i takie :D

    masz

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 12:17:57:

    Jasne są wyjątki. W najlepszym przypadku powstaną równoległe naukowe światy, które będą rywalizować o władzę, kasę i prestiż, a przede wszystkim o to wedle jakich kryteriów te dobra dystrybuować w polskim naukowym świecie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 12:38:32:

    @trzy.14
    > Eureka! Zrozumiałem, jakim cudem czołówka polskiej nałki potrafi publikować
    > ponad 50 artykułów rocznie.


    Pozbieraj swoje wpisy na tym blogu, zredaguj w większą całość, podziel na kilkustronicowe LPU (Least Publishable Units) i będziesz miał taką samą zetempowską wydajność jak wspominany tu niegdyś multiplex honoris causa, habilitant z Ruzomberku, niejaki Słomski (Dr h. c. multiplex, Prof. h. c. multiplex).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 12:42:35:

    p-tau
    Dla mnie powiało optymizmem, jak niedawno spotkałem szefa firmy ulokowanej w naszym regionalnym "klastrze technologicznym". Doktorat w Niemczech. Szef działu R&D - doktorat we Włoszech. Ambicje komercyjne sięgające całej planety (zresztą, w stojącej węglem Polsce nie ma specjalnego zapotrzebowania na to, co robią). Obaj w okolicach 30. wiosny życia, może niewiele więcej. To jest przewrót kopernikański, jednak dziejący się niemal całkowicie poza światem akademickim.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 12:43:44:

    I koniecznie z podtytułem: Szkice, fragmenty, przyczynki lub pisma rozproszone. I książka gotowa. Za 200 zł na pewno ktoś napisze recenzję wydawnicząi będzie 25 punktów.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 13:15:12:

    @dr.kananga

    Punktow to moze i bedxie 25,
    ale wstydu powinno byc za duzo duzo wiecej punktow

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 16:09:56:

    @3.14
    Wrzucę więc kij w mrowisko i stwierdzę, że wydaje mi się całkiem możliwe, że w dyscyplinach uprawianych w Polsce praktycznie całkowicie lokalnie (przynajmniej do niedawna), prace publikowane za granicą i/lub na JCR mogą mieć średnio rzecz biorąc gorszy poziom niż to, co się ukazuje w Polsce.

    Bardzo watpie. Zdarzaja sie pojedyncze prace, z reguly wyslane do wysoko punktowanego czasopisma OA, ktore pozytywnie przechodza recenzje, poniewaz zakres tematyczny tego czasopisma jest tak szeroki, ze wszystko ma szanse przejsc, poniewaz redakcja ma blade pojecie i nie za bardzo potrafi znalezc recenzentow. Znam ze dwie takie prace ze swojej dzialki. To, co sie zwykle rzuca w oczy, to po pierwsze brak nawiazania do aktualnej literatury. Autor sobie cos zrobil totalnie nie majac swiadomosci, ze ktos sie tym zajmuje na swiecie. Redakcja tez nie wiedziala, ze to jest aktualny temat i sa ludzie, ktorzy cos w tej dziedzinie robia. Po drugie, brak wynikow, ktore zrobilyby jakiekolwiek wrazenie na kims, kto sie tym zajmuje. Ale to sa pojedyncze przypadki i bardzo watpie, by ktokolwiek zrobil kariere publikujac w ten sposob. Pare razy moze sie udac, ale bez nawiazania kontaktu z tym, co sie w danej dziedzinie publikuje, na dluzsza mete tak sie nie da. Poza tym, w spolhumach nie ma impaktowanych czasopism OA, ktore za pieniadze opublikuja wszystko. Q4 to inna galaktyka w porownaniu do krajowej produkcji. Jezeli ktos publikuje w JCR, to bardzo malo prawdopodobne, zeby to bylo srednio slabsze od najlepszego czasopisma w PL.


    Całe nieszczęście w tym, że pokolenie zarządzające tymi dyscyplinami nie jest w stanie tej swojej "lepszej" nauki wynieść na zewnątrz. Dlatego porównywanie poziomu naukowego w tych dyscyplinach przy pomocy międzynarodowych parametrów bibliometrycznych po prostu może być ułomne. OK. Jeśli jednak czegoś nie zmieni się w zasadach promocji (i edukacji) ichniejszej "młodzieży", to jak ta sytuacja kiedykolwiek może ulec zmianie?

    Pokolenie trzymajace recenzje na ogol nie zna angielskiego, wiec nie moze tej swojej nauki wyniesc na zewnatrz, poniewaz ani pisac, ani czytac nie umie. Zwlaszcza brak tej drugiej umiejetnosci jest istotny. W tym pokoleniu wiele osob nie potrafi krytycznie przeczytac opublikowanej po angielsku pracy. Nawet jezeli znaja angielski na tyle, zeby przeczytac, nie rozumieja metodologii, nie potrafia odniesc wynikow do stanu badan. W ogole nie rozumieja, o czym te prace sa, co i po co zostalo w nich zrobione, ani co z tego wynika.

    To wynika stad, ze spolhumy przez dziesieciolecia rozwijaly sie w Polsce w calkowitej izolacji od reszty swiata. W rezultacie mamy twor autarkiczny, calkowicie niekompatybilny z reszta swiata.

    Ci ludzie nie rozumieja rowniez zupelnie, jak sie uprawia dzisiaj nauke. To, co widzimy w postepowaniu dr. Staniewskiego, to jest konflikt cywilizacji. Habilitant przestudiowal przepisy i napisal autoreferat pod katem tego, co w mysl tych przepisow powinno byc oceniane. Dr Wojtczuk-Turek streszcza swoje prace, poniewaz tak sie zawsze w tej kuturze pisalo autoreferaty. Moze nawet dala swoj autoreferat do przeczytania komus doswiadczonemu. To jest czesta praktyka. Habilitacja to wazna sprawa dla calej jednostki. W zwiazku z tym, dawniej czesta praktyka bylo, ze przelozony czytal rozprawe habilitacyjna przed zlozeniem jej do druku. Teraz zdarza sie, ze czytaja krytycznie i monografie, i autoreferat, zeby habilitant wstydu nie przyniuosl przed recenzentami. Dr Staniewski ewidentnie nie docenil tego drugiego obiegu naukowego.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 16:17:40:

    @dr.kananga
    W najlepszym przypadku powstaną równoległe naukowe światy, które będą rywalizować o władzę, kasę i prestiż, a przede wszystkim o to wedle jakich kryteriów te dobra dystrybuować w polskim naukowym świecie.

    Te dwa rownolegle swiaty juz istnieja, przy czym jeden z nich trzyma wladze, kase i awanse. Pare lat temu pewna wysoko postawiona osoba oswiadczyla mi, ze moje dokonania naukowe TU nie licza sie zupelnie, poniewaz TU jest inna hierarchia wartosci. Co istotne, moje dokonania naukowe nie byly przedmiotem rozmowy i w zaden sposob nie byly przeze mnie w tej rozmowie poruszane. Po prostu osoba czula silna potrzebe powiedzenia mi o tym.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 16:31:51:

    @3.14
    Mimo wszystko należałoby jednak zastanowić się, czy na SGH habilitacje z cyklu nie przechodzą dlatego, że SGH ma na taką formę uczulenie, a rozporządzenia ministerialne w głębokim poważaniu, czy też dlatego, że habilitanci bez znacznego wkładu usiłują ten smutny fakt przykryć cyklem, zamiast udać się np. do Rużomberku?

    Ta habilitacja nie przeszla w KH. Nikt w KH nie glosowal za nadaniem stopnia, 4 osoby wstrzymaly sie od glosu. Niech zgadne: przeciw pewnie glosowal recenzent, przewodniczacy i czlonek komisji powolany przez CK. W RW 9 osob, az 9 na 29 obecnych, glosowalo za nadaniem stopnia mimo jednoznacznie negatywnej opinii KH.

    To nie jest problem RW. To jest problem jednego recenzenta, ktory zaszkodzil, bo mogl i problem CK, ktora tego [niecenzuralne] powolala na recenzenta.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 20:02:33:

    Proponuję usiąść.
    Zażyć walerianę.
    Wziąć głęboki oddech.
    Kliknąć w postępowanie, które w tej samej jednostce przeszło. Jako postępowanie profesorskie. W tym roku:
    www.ck.gov.pl/promotion/id/9135/type/k.html

    Mnie wystarczyła 2. strona recenzji recenzenta 1.

    Idę po kolejną porcję waleriany.

    Cytat z recenzji nr 1
    Opublikowany dorobek obejmuje 3 pozycje w języku angielskim. Nie ma publikacji w czasopismach z ministerialnej listy A

    W tej recenzji jest jeszcze sporo innych kwiatków, ale konkluzja - a jakże - pozytywna.

    A teraz recenzja nr 3:
    Stwierdzam, ze dorobek publikacyjny oraz inne formy aktywności naukowej dr hab. NN znacznie przekraczają wymagania stawiane w postepowaniu habilitacyjnym i spełniają wymogi stawiane kandydatom do tytułu naukowego profesora.

    Nieco dalej ciśnienie tylko rośnie:

    Dr NN od 2000 roku uczestniczył w 121 konferencjach krajowych i międzynarodowych oraz w 7 konferencjach zagranicznych. Po uzyskaniu stopnia dr hab. wygłosił ona 134 referaty bądź wystąpienia, z których aż 132 były przygotowane bez udziału współautorów.

    Wysoki Sądzie! (121+7)/17 = 7,5. Siedem i pół konferencji rocznie, tony pobrudzonego papieru. Żądam dopuszczenia do komisji profesorskich reprezentanta ministra finansów, który oceni, w jaki sposób kandydat spożytkował podatki.

    Teraz pojadę nieco milicjantem z drogówki, z "Misia". Gdyby jakiś szewc nie płacił podatków, z których finansuje się m.in. naukę, to by poszedł do więzienia. Czyż więc te konferencje, te setki publikacji warte były uruchomienia machiny administracyjnej, grożącej biednemu szewcowi więzieniem, gdyby odmówił finansowania tych konferencji i tych publikacji? Ilu szewców musi pracować na jednego profesora?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 20:48:31:

    Normalka. Dlatego bez scisle okreslonych kryteriow bibliometrycznych tego sie nie osuszy. Dlatego spolhumy beda walczyc przeciw bibliometrii na smierc i zycie.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 20:58:20:

    3.14
    A Pan wymaga od habilitantów publikacji na listach A! ;)

    Sądzę, że młodych ekonomistów można zrozumieć: skoro taki dorobek jest wystarczający, to po co robić coś więcej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 22:05:00:

    p-tau,
    Jak ministerstwo biadoli nad niskim poziomem doktoratów, to niech wprowadzi zasadę, ze nie ma doktoratu bez choć jednaj publikacji na liście A lub C.

    Ile *razy* spadłaby liczba doktoratów bronionych w społ-humach, skoro dla sporej liczby tamtejszych profesorów tak ustawiona poprzeczka byłaby nie do przeskoczenia?

    A jaki wstyd dla profesora, gdyby jakiś doktorant mimo wszystko ją pokonał?

    Powtórzę, że największym problemem polskiego systemu kategoryzacji naukowej jest lokalność obowiązujących w nim kryteriów. Nie można inaczej zrozumieć promocji profesorskiej osoby, która w świecie nie istnieje. Nie rodzi to przecież żadnych problemów, skoro tego profesora porównuje się tylko do takich, jak on.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 22:29:44:

    Nic tak nie spaja środowiska jak 121 bankietów.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/30 22:54:40:

    Ja tylko zupełnie anonimowo zauważę, iż w informatyce w pewnym postępowaniu dekade temu na UJ profesorant wymienił zaledwie kilka konferencji ( jeszcze mniej publikacji), co umożliwiło nieżyczliwym sprawdzenie i się okazało, że w połowie z nich NIE uczestniczył i nikt o nim nie słyszał (okazało się już po nadaniu).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 00:52:10:

    3.14
    Ale w jaki sposob podniesienie wymagan doktoratowych mialoby rozwiazac problem nieuczciwych recenzji? Autor tej recenzji pewnie w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku wlasnie pisze swoj wniosek profesorski.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 08:18:00:

    Kilka uwag:

    1. (Międzynarodowy) dorobek habilitanta jest na pierwszy rzut oka wybitny, szczególnie biorąc pod uwagę standardy nauk o zarządzaniu
    2. Równocześnie dorobek krajowy jest znikomy, udział w konferencjach krajowych bardzo skromny. Habilitant nie wszedł w dialog z polskimi badaczami, co jest wytykane w recenzjach (brak cytowań uznanych badaczy). Oczywiście mógł uznać, że zarządzanie w Polsce go nie interesuje, tylko w takim razie po co stara się o polską habilitację?
    3. Zaskakujący jest poziom tekstów publikowanych w dobrych żurnalach z JCR. Przeczytałem większość z nich i odstają in minus poziomem od standardu zachodniego, szczególnie pod względem metodologii, ale też organizacji tekstu i technik statystycznych. Tym większy szacunek dla habilitanta i jego sieci społecznych:)
    4. Kluczowym problemem w tym postępowaniu jest tytuł cyklu (bez problemu badawczego i bardzo ogólny - studia nad przedsiębiorczością to może być wszystko!) oraz hipotezy/pytania badawcze (bardzo pobieżne, w dodatku część z nich zweryfikowano dawno temu). Ponadto badania empiryczne dotyczą bardzo dobrze zbadanego tematu, a więc skłonności do przedsiębiorczości wśród studentów - tu habilitant niezbyt dokładnie wykazał, jaką wartość dodaną wnoszą jego badania.

    W tym kontekście dziwi, że recenzenci wyszukują dziwne argumenty, skoro same fundamenty wniosku są słabe. Najdziwniejszy jest argument o cykliczności, bo przecież proces recenzyjny w czasopismach jest trudny do przewidzenia. Moja przeglądówka do cyklu ukaże się po artykule empirycznym i tekście prezentującym model, mimo że 3 powstawały jeden po drugim...

    Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że mimo poważnych mankamentów samego wniosku, habilitant osiągnął poziom zdecydowanie wyższy niż średnia swojej dyscypliny. Uwalenie tego wniosku nie jest dobre dla nauk o zarządzaniu w Polsce, a szczególnie dla osób które planowały wysyłać swoje teksty do czasopism, w których habilitant jest członkiem redakcji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 09:13:35:

    chario,
    Dyrekcja zauważyłaby chyba, ze nie ma kim promować doktorów, podczas gdy na studiach doktoranckie mają dziesiątki chętnych?
    Podniesienie poziomu doktoratów (zaledwie bibliometryczne!) to przede wszystkim podniesienie poprzeczki promotorom, IMHO. Nie mogę wyjść ze zdumienia gdy słyszę, że można być promotorem, nie czytając nawet rozpraw swoich podopiecznych.

    Poza chyba tylko jednym przypadkiem różnica między artykułem, którego draft przedłożył mi mój doktorant, a tym, co potem faktycznie ukazało się drukiem, była jak różnica między niebem a ziemią. Z takiej *współpracy* pochodzi *zdecydowana większość* cytowań moich prac powstałych po habilitacji. To są lepsze prace niż te, które pisałem przed habilitacją.

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 09:13:42:

    www.ck.gov.pl/dl/33326/attachment/70ab77/kan0628.pdf strona 2 akapit 3.
    cyt. Wysoka dynamika awansów zawodowych potwierdza jego wysoki poziom inteligencji emocjonalnej.

    czy recenzent coś insynuuje?

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 09:16:59:

    >Poza chyba tylko jednym przypadkiem różnica między artykułem, którego draft przedłożył mi mój doktorant, a tym, co potem faktycznie ukazało się drukiem, była jak różnica między niebem a ziemią. Z takiej *współpracy* pochodzi *zdecydowana większość* cytowań moich prac powstałych po habilitacji. To są lepsze prace niż te, które pisałem przed habilitacją.
    Humy (nie wiem jak społy, ci może inaczej) tego nie wiedzą i nie robią. Nie robią nauki we współautorstwie z doktorantem. Z ich strony to więcej niż błąd, to głupota. Niestety.

  • aaa3aaa napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 09:53:46:

    @pan.toranaga
    odnosnie tej profesury Kowalczyka, recenzenci pieja jaki to indeks Hirscha rzedu 6-7 i ~130-150 cytowan wg Google Scholar czy PoP (w WoS nic nie ma, bo w zagranicznych czasopismach to Pan nie raczy publikowac, zreszta wiekszosc tego co Google Scholar zindeksowal w tym przypadku ma wartosc makulatury) po 32 latach (!!!) od doktoratu jest wspanialy

    Rec1:
    "Przytoczone dane liczbowe wskazuja na wysoka ocene jakosci prowadzonych przez Kandydata badan naukowych i potwierdzaja merytoryczne uzasadnienie nadania mu tytulu profesora"
    Rec2:
    "na podkreslenie zasluguje duza liczba cytowan oraz relatywnine wysokie indeksy Hirscha"
    itd.

    Parodia. Jednak ludzie wstydu nie maja, przeciez to nawet na habilitacje sie nie nadaje (vide ostatni przypadek).

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 13:25:50:

    @Pi,

    Manipulujesz: różnica między artykułem, którego draft przedłożył mi mój doktorant, a tym, co potem faktycznie ukazało się drukiem, była jak różnica między niebem a ziemią. Przemilczasz proces recenzyjny, ktory przewaznie generuje zmiany merytoryczne (chocby uszczegolowienie M&M), oraz proces redakcyjny tekstu. W ten sposob sugerujesz, ze bez ciebie to wciaz bylaby ziemia, podczas gdy - niekoniecznie (jesli ciekawe badanie), choc nie ujmuje ci zaslug.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 14:07:32:

    Flamengista: nawet jesli masz racje, a nie mam zadnych powodow, by w to watpic, i pozoiom artykulow habilitanta jest nizszy niz sredni w czasopismie, to jednak takie wlasnie artykuly mu przyjeto.

    Pisalem o tym wielokrotnie. Jesli artykul przeszedl przez normalny i rzetelny proces recenzyjny, odpowiedzialnosc za artykul nie nalezy jedynie do habilitanta. W rownej, a moze i wiekszej czesci odpowiedzialny za artyul jest redaktor, ktory przyjal tekst do druku. Co bowiem ma zrobic habilitant? krzyczec, zeby mu nie przyjmowali, bo on nie jest pewny?

    Skoro traktujemy powaznie proces recenzyjny i uwazamy, ze on jest najlepszym i ostatecznym etapem oceny, to nie mozemy za chwile powiedziec, ze on sie nie liczy, a artykul byl slaby i publkacja sie nie liczy. tak, to potencjalnie tworzy problemy przy rzeczywistoych wpadkach, ale warto z tymi problemami zyc.

    Dlatego zreszta uwazam, ze ponowna recenzja poszczegolnych artykulow nie ma najmniejszego sensu. tak, rozni recenzenci beda mieli rozne zdania. i fajnie. habilitant jednak zrobil wszystko, czego od niego wymagano.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 14:16:12:

    nawiasem mowiac, flamengista ma racje wskazujac, ze zle sie stalo dla dyscypliny. to postepowanie mowi, ze nawet jesli osiagasz standard miedzynarodowej nauki, w Polsce zawsze sie znajdzie jakis.....recenzent z Kielc, ktory cie uwali. I lepiej sie nie wychylac i pokazywac kielczaninowi, ze jego dorobek jest miedzy miernym a mizernym, tylko publikowac jak on. I wtedy bedzie habilitacja.

    Nie dżejsiar tylko Kielce recenzenckie skruszą serce!

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 17:32:25:

    @Fla, twoja recenzja mnie przekonuje bardziej, niz wypociny recenzenta z Kielc. To sa argumenty, ktore warto bylo podniesc w recenzji, a nie dzielenie na czworo oswiadczen wspolautorow. Aczkolwiek, jaka dala zauwazyl, skoro to przeszlo recenzje, to moze nie warto sie pewnych rzeczy czepiac. Organizacja tekstu i techniki statystyczne to pierwsze rzeczy, ktorych doczepi sie anonimowy recenzent.

    Moze recenzent z Kielc wlasnie wysylal cos do czasopisma, w ktorym habilitant jest czlonkiem rady? Zakladajac, ze habilitant powinien zalatwic publikacje starszemu koledze z Polski, bo przeciez sie nalezy? Moze to wlasnie zemsta za to, ze mu odwalili? To bylby dobry argument na poparcie wniosku kolegi p-tau, ze osoba z mniejszym dorobkiem nie powinna recenzowac wniosku awansowego osoby z wiekszym dorobkiem - poniewaz wlasnie do takich sytuacji moze wtedy dojsc, taki recenzent nie jest bezstronny.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 17:45:13:

    @3.14
    Mozna promowac nie czytajac. Liczba bledow wytknietych przez recenzenta i widocznych bez szczegolnego wczytywania sie czasami wyraznie swiadczy o tym, ze recenzentowi bylo wszystko jedno, co przyjmuje. Znam tez kilka doktoratow, ktore tak znacznie wychodza poza zakres wiedzy i zainteresowan promotora, ze nie jest on w stanie nawet ocenic wagi zarzutow podnoszonych w recenzjach.

    Powaznie, ja sie boje, ze jak dyrekcja zauwazy, ze promotorzy nie bardzo sobie radza z otwieraniem przewodow, to w celu "uzdrowienia" sytuacji dojdzie do powaznych naduzyc. W znanym mi instytucie promowal zawsze profesor, pozostali habilitowani dostawali po jednym doktorancie, zeby bylo na wniosek o tytul, o kolejnych doktorantach nie mieli nawet co marzyc.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 18:03:51:

    @nobby @toranaga @3.14
    Bez promotora ten artykul po prostu by sie nie ukazal, albo wyszedlby w jakichs smieciowych referatach z konferencji studenckiej. Standard w spolhumach. To jest nie tylko glupota, to jest nieetyczne, poniewaz pieniadze wydane na te badania to pieniadze wyrzucone w bloto.

    Ale zauwazcie, ze recenzent w omawianym wniosku profesorskim pisze z wyrazna ulga, ze co prawda brak oswiadczen wspolautorow, ale nie jest to problem, poniewaz w przewazajacej wiekszosci publikacje profesoranta sa jednoautorskie. To jest powod do dumy i pochwal! To jest wklad i osiagniecie, ktore jest jednoznacznie autorskie, wiec awans sie nalezy jak psu micha! Nie to, co jakies wspolautorskie artykuly, w ktorych nie mozna wyodrebnic indywidualnego wkladu merytorycznego habilitanta @#$^%@$%!!! Przeciez wiadomo, ze nikt nic nie robi w takich pracach, tylko wszyscy sie dopisuja! Sytuacja bylaby moze ewentualnie czysta, gdyby wspolautorzy zgodnie oswiadczyli, ze nic zupelnie nie zrobili, tylko dali nazwisko. A promotor publikujacy z doktorantem to juz zgroza zupelna! Przeciez wiadomo, ze doktorant wykonal cala prace, a promotor sie tylko dopisal! Dla ludzi, ktorzy nigdy w zyciu nie przeszli przez peer review i nie czytaja prac, ktore promuja, to jest przeciez bardzo logiczne!

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 19:09:41:

    Zdaję sobie sprawę, że nauki humanistyczne w Polsce nie są najlepsze, ale może jednak miejcie trochę umiaru, bo zdaje się, że inne dziedziny też nie są na harvardzkim poziomie. A wśród humanistów są ludzie z publikacjami w najlepszych działkach w ich dziedzinach, są i tacy, których uważa się za autorytety naukowe. I są też znakomici doktoranci. Jest ich pewnie mniejszość, ale są.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 19:11:10:


    @charioteer1, @nobby @toranaga
    Dokładnie tak jest! Bez promotora nauki ścisłe i przyrodnicze musiałby same wpaść na promocję własnej listy B!!! Albo nawet D czy Z! Inaczej nie byłoby profesur!!! I gwarantuję, że wobec takiej groźby nikt by już nie wybrzydzał że czasopismo nie dość prestiżowe.

    Nobby,
    Wszyscy moi doktoranci i doktoranci kolegów z zakładu (to są te doktoraty, które widziałem naprawdę z bliska) badania robili samodzielnie i tu nie ma zmiłuj. Takich, którzy potrafiliby to spisać na poziomie odpowiadającym liście A jest zapewne mniej niż 10%. Co więcej, ich dobre pomysły bez, przepraszam za megalomanię, oszlifowania przez osobę bardziej doświadczoną, a także opakowania jakimś gustownym papierem kolorowym a nie wysmarowaną masłem Trybuną Ludu, te ich pomysły wylądowałyby w okolicach kubła na śmieci obok garażu prof. Mariana. O ile mają pomysły, bo wiedza przeciętnego magistranta jest o lata świetlne oddalona od tego, co jest potrzebne w pracy badawczej. Tzn. z przykrością stwierdzam, że cały czas uczymy wiedzy statycznej, zastanej, niepobudzającej do stawiania pytań. Ten obraz zmienia się dopiero przy doktoracie i wymaga przełamania kolejnych schematów myślenia.

    Jeśli byc może kojarzycie nazwisko Ryśka Feynmana, noblisty, ale przede wszystkim autora kursowego podręcznika do fizyki na obecnym poziomie licencjackim, to wyróżnikiem tego podręcznika jest to, że omawiając najprostsze, zdawałoby się, problemy fizyki, ujmował je w kategoriach zagadki, tzn. to nigdy nie była wiedza skończona, tylko zawsze stawiał pytania - co dalej, co z tego wynika, jakie to może mieć konsekwencje. Świat jako zagadka. To jeden z nielicznych podręczników, który jest cytowany w literaturze naukowej z powodu hipotez w tymże podręczniku stawianych. Niestety, z tego właśnie powodu ten podręcznik w praktyce nie nadaje się jako podręcznik kursowy, chyba że przyjmowalibyśmy na studia samych olimpijczyków... :-(

    Podobnie istnieje przepaść pomiędzy *stylem* moich pierwszych prac publikowanych w PL a tym, co pisałem po moim postdoku zagranicznym, przy czym ja się wciąż *warsztatu pisarskiego* uczę i mam nadzieję, że z roku na rok jestem w tym lepszy (choć pamięć już nie ta co kiedyś...).


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 19:26:51:

    Albo z innej perspektywy: jeśli promotor się nie liczy, to dlaczego wszyscy uważają, że doktoraty należy robić w możliwie najlepszych ośrodkach? Czyż te ośrodki nie są najlepszą i niemal jedyną trampoliną do dalszej kariery na szczytach nauki?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 19:41:08:

    @trzy.14
    > kojarzycie nazwisko Ryśka Feynmana, noblisty, ale przede wszystkim autora
    > kursowego podręcznika do fizyki na obecnym poziomie licencjackim


    Bardziej w pamięci mi utkwiła słynny fragment z "Pan raczy żartować, panie Feynman", gdzie autor wspomina swoją eskapadę do Brazylii z zadaniem uzdrowienia nauczania fizyki: wszyscy spotkani przez niego uczniowie/studenci genialnie znali teorię i kompletnie nie potrafili jej odnieść do realnej rzeczywistości.

    > Albo z innej perspektywy: jeśli promotor się nie liczy, to dlaczego wszyscy
    > uważają, że doktoraty należy robić w możliwie najlepszych ośrodkach?
    > Czyż te ośrodki nie są najlepszą i niemal jedyną trampoliną do dalszej kariery
    > na szczytach nauki?


    Kontekst ośrodka jest fundamentem, a promotor amplifikatorem tej podstawy. Weź tego, nawet genialnego promotora, w nasz nędzny kontekst i guzik dostaniesz.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 19:46:24:

    @leros76
    Pisze o naukach spolhum, poniewaz te dziedzine znam z bezposredniego doswiadczenia. Pare blizn po bliskich spotkaniach z gwiazdami, rozgwiazdami i innym zwierzyncem polskiej humanistyki tez z tego zostalo, skrzetnie poukrywanych. Prosze mi nie mowic, ze w spolhumach jest swietnie. Recenzent z Kielc wlasnie nam pokazal, jak bardzo jest swietnie. Miejscami faktycznie jest swietnie, co absolutnie nie wyklucza wszechobecnej demoralizacji, nawet w poblizu miedzynarodowych swiecznikow, bo od pewnego momentu zaczynamy mowic po prostu o demoralizacji. Zdaje sobie sprawe, ze w innych naukach pewnie jest lepiej lub gorzej, ale o innych pisac nie bede, bo nie znam ich az tak dobrze.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 21:37:15:

    @charioteer76
    Nie napisałem, że jest świetnie. Napisałem, że proszę o umiar i że są niezłe miejsca. Paskudni ludzie trafiają się wszędzie, nie tylko w polskiej nauce. Ja na przykład wiem tylko, jak jest w mojej dziedzinie i jej pokrewnych - jak jest w prawie, socjologii czy pedagogice nie wiem, bo nic mnie z przedstawicielami tych nauk nie łączy. Bardzo nie lubię generalizowania. Może miałem jakieś wyjątkowe szczęście, ale ja tej wszechobecnej demoralizacji nie zauważyłem. Może moja niszowa działka tak już ma.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/31 22:28:03:

    @leros76
    Nie zamierzam wdawac sie w dyskusje na temat generalizacji. Wiekszosc ludzi jest elementarnie uczciwa w kazdej spolecznosci, a jezeli wszyscy kradna, to nikt tego nie zauwaza, prawda?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 00:36:29:

    @ charioteer1:

    > Nie zamierzam wdawac sie w dyskusje na temat generalizacji.
    > Wiekszosc ludzi jest elementarnie uczciwa w kazdej spolecznosci,
    > a jezeli wszyscy kradna, to nikt tego nie zauwaza, prawda?

    Aż parsknąłem śmiechem, gdy przeczytałem tę odpowiedź. Klasyczna cięta riposta. Podoba mi się. :)

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 00:54:56:

    @Pi,

    Ile (%) sposrod twoich artykulow dostalo "Publish as is" po pierwszej submission?
    Zaznaczylem "niczego ci nie ujmujac", stawiajac te fraze na koncu dla akcentu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 00:57:42:

    w omawianym wniosku profesorskim pisze z wyrazna ulga, ze co prawda brak oswiadczen wspolautorow, ale nie jest to problem, poniewaz w przewazajacej wiekszosci publikacje profesoranta sa jednoautorskie. To jest powod do dumy i pochwal!

    To jest bardzo celna obserwacja. Kolejny przyczynek do badania samoświadomości środowiska. Bo np. ja od uzyskania habilitacji programowo staram się nie pracować sam, bo uważam, że właśnie do takiej postawy zobowiązuje habilitacja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 01:50:29:

    nobby,
    Licząc w sztukach - bardzo niewiele i raczej wtedy, gdy obok mojego nazwiska stało jakieś znaczniejsze. Rekord in plus to recenzja na dwa zdania, in minus to "this is not a scientific work" - owszem, zabolało.

    Tak, oczywiście że recenzenci mają duży, pozytywny wpływ na ostateczną postać tego, co ukazuje się drukiem. Odkąd to zauważyłem, w pracach których jestem głównym autorem staram się sugerować naprawdę dobrych recenzentów, bo zakładam, że w recenzjach nie chodzi o to, by praca była przyjęta, tylko by była lepsza. W sporej części moich prac recenzenci mieli udział uprawniający ich do dopisania ich na listę autorów, czego na szczęście się nie praktykuje; ale z drugiej strony mam nadzieję, że część moich recenzji miała spory wpływ na innych, więc to się jakoś wyrównuje.

    Moim zdaniem w większości przypadków doktoranci bez aktywnej pomocy promotora dostawaliby z marszu desk rejection bez szans na otrzymanie tych pomocnych recenzji. A gdyby nawet dostali recenzje, to trzeba umieć na nie zareagować. Jeszcze wcześniej trzeba mieć pomysł na artykuł. Tego można się nauczyć, ale to wymaga czasu i praktyki.

    Można powiedzieć, że promotor może pełnić rolę takiego wstępnego recenzenta, z którym przez kilka tygodni lub miesięcy toczy się spór, aż do skutku, aż artykuł osiągnie poziom, w którym można go zaprezentować innym recenzentom, bo wtedy ma się już tylko co najwyżej jedną, czasem dwie rundy na poprawienie artykułu.

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 03:00:20:

    @Pi,

    I z TAK opisanym stanowiskiem to ja sie zgadzam :)
    Podpisuje sie jak ktos tam ktos tam pod czyms tam czyms tam (zeby nie epatowac polityka).

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 07:17:00:

    "Nie zamierzam wdawac sie w dyskusje na temat generalizacji. Wiekszosc ludzi jest elementarnie uczciwa w kazdej spolecznosci, a jezeli wszyscy kradna, to nikt tego nie zauwaza, prawda?"

    Strasznie to przypomina wypowiedzi jednego profesora w Oksfordzie. Wszyscy kradną, wszyscy skorumpowani, wszyscy zdemoralizowani. Wszyscy to duże słowo. Zwłaszcza, że obejmuje naprawdę wszystkich. Bez wyjątku. Z mojej perspektywy to nieuczciwa generalizacja. I tyle.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 09:23:09:

    ingerencja recenzentów w tekst jest tak głęboka, że znam przypadek autora, który swój tekst, ze świetnym pomysłem wysłał do kilkunastu czasopism, w których przeszedł recenzje i po zastosowaniu się do recenzji wyszło mu kilka różnych tekstów, które poszły do druku, ta sytuacja go tak zdemoralizowała, że teraz robi tak z każdym swoim tekstem - pisze jeden rocznie a ma kilka różnych publikacji rocznie - po uwzględnieniu recenzji

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 09:51:54:

    @profesorant
    A czy przypadkiem przy składaniu artykułu nie oświadcza się, ze nie jest składany równocześnie gdzie indziej?
    Nieładnie, mogą być kłopoty jak zostanie na tym przyłapany.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 13:17:40:

    a

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 13:22:00:

    "2. Równocześnie dorobek krajowy jest znikomy, udział w konferencjach krajowych bardzo skromny. Habilitant nie wszedł w dialog z polskimi badaczami, co jest wytykane w recenzjach (brak cytowań uznanych badaczy). Oczywiście mógł uznać, że zarządzanie w Polsce go nie interesuje, tylko w takim razie po co stara się o polską habilitację? "

    To rzeczywiście karygodne. Zamiast cytować Józka, Franka i Halinę oraz pić z nimi wódkę na konferencyjnych rautach, habilitantowi zachciało się dyskutować ze światową nauką. Z jakimiś dżejsiarami wyjeżdzą, a nigdy na konfie w Kielcach nie był.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 14:53:55:

    To ja może wrócę do roli promotora w karierze młodego człowieka.
    Oto fragmenty recenzji wniosku w Preludium dotyczące wnioskodawcy, czyli doktoranta:

    A.1 OCENA DOROBKU KIEROWNIKA PROJEKTU 10%
    Ekspert 1:
    Wnioskodawca opublikował jedną pracę w X i jedną w sprawozdaniach konferencyjnych z konferencji w USA. Oprócz tego referował wyniki swoich prac na 3 konferencjach. Biorąc pod uwagę fakt, że stoi on na progu kariery naukowej, trzeba uznać jego dorobek za niezły.

    Ekspert 2:
    Kierownik opublikował 1 pracę w prestiżowym czasopiśmie X. Po półtora roku ma 1 cytowanie. Uznaję dorobek za dobry z racji trudności problemu naukowego i rangi czasopisma, w którym praca została opublikowana.

    Recenzent 1:
    The Principal Investigator has published an article in a rank A journal and another proceedings, and participated in international conferences, which is a sign of very good quality at the Master level, given the early career level of the proponent. He clearly explains the background of his research, the motivations, difficulties and possible outcomes.

    Recenzent 2:
    I have a problem, because I do not know the level required in Poland. Therefore, my opinion and the corresponding marks may not reflect reality. Please feel free to modify my mark.
    If this project would come from a very good US university, I would say the quality of the principal investigator is certainly below the required standards.

    Podsumowanie
    Osiągnięcia naukowe kierownika projektu, w tym publikacje w renomowanych wydawnictwach/czasopismach naukowych: 3,00 (w skali 0 - 5).

    ========

    Usiłuję sobie wyobrazić, jaki dorobek doktoranta wystarczałby na ocenę 5/5 i niestety moja wyobraźnia tak daleko nie sięga. Jest jednak dla mnie jasne, że faktycznej ocenie podlegał tu dorobek środowiska, w jakim dorasta doktorant, skoro jedna publikacja w "rank A journal" dała mu zaledwie 60% możliwych do zdobycia punktów. Generalnie z tych ocen bije znaczenie bibliometrii w ocenie tego punktu wniosku. Na bibliometrii doktoranta i jego kierownika wniosek stracił 7% oceny końcowej, co przy ocenie końcowej 90,5% miało decydujące znaczenie o nieskierowaniu go do finansowania.

    Jak powyższe oceny mają się do omawianego tu postępowania profesorskiego? Jakim cudem polska ekonomia czy zarządzanie mogłyby uczestniczyć w konkursach, w których poprzeczkę zwieszono by na tym samym poziomie, czyli de facto więcej niż jedna publikacja w "rank A journal at the Master level"?



  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 15:12:24:

    @3.14
    Drugi recenzent dal zero i wyciagneli srednia? Gradacja ocen wyglada nastepujaco: niezly, dobry, very good quality, below the required standards. Recenzent 1 jest krajowy. To, co u nas jest very good quality, z perspektywy swiata jest below required standards. Poki na poziomie instytucjonalnym nie zdamy sobie z tego sprawy, mozemy o roli promotora i innych rzeczach dyskutowac ad mortem defaecatam.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 15:14:10:

    Zrecenzowałem ponad 100 wniosków w NCNie w społ-hum - może jeden procent składajacych wnioski miał choć jedną publikację na liście JCR (z wyjątkiem psychologów, którzy wyraźnie się odróżniają), a tylku kilku w topowym piśmie, a w niektórych dyscyplinach to się w ogóle nie zdarza (np. kulturoznawstwo i pedagogika, bardzo rzadko antropologia kulturowa i socjologia). Co więcej, ekspertom to nie przeszkadza w kierowaniu takich wniosków do finansowania. Ba kierownicy tych wniosków mają za często za sobą już parę grantów NCNu. Jak się z nich rozliczyli tylko polskim publikacji nie mam pojęcia - przecież każda umowa podpisywana z NCN zawiera przepis o obowiązku umiędzynarodowienia wyników swoich badań.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:03:54:

    To, co u nas jest very good quality, z perspektywy swiata jest below required standards. Poki na poziomie instytucjonalnym nie zdamy sobie z tego sprawy, mozemy o roli promotora i innych rzeczach dyskutowac ad mortem defaecatam.

    Ja mniej więcej po to zamieściłem te recenzje. Warszawska fizyka (UW) chwali się, że jest w pierwszej światowej "setce" (THE), ale nawet oni naśladują, a nie wyznaczają trendy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:09:07:

    Ja rozwine moze mysl z poprzedniego wpisu. W mojej dzialce dobry doktorant na amerykanskim uniwersytecie na dlugo przed obrona ma kilka publikacji w dobrych czasopismach i kilka razy do roku wyglasza referaty na konferencjach. Zeby dojsc do tego poziomu potrzebujemy: 1. zmian organizacyjnych, 2. zmian mentalnosciowych, 3. zmiany finansowania. W tej kolejnosci.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:10:26:

    dr.kananga
    Zrecenzowałem ponad 100 wniosków w NCNie w społ-hum - może jeden procent składajacych wnioski miał choć jedną publikację na liście JCR (z wyjątkiem psychologów, którzy wyraźnie się odróżniają), a tylku kilku w topowym piśmie,

    Moje obserwacje dotyczące nauk o zarządzaniu również to potwierdzają, ale nie oznacza, to, że pozostałe 99% produkuje makulaturę. Jak zwykle----jak to śpiewał poeta Kazik----są różne odcienie szarości od czerni po białości.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:12:17:

    @ chario:
    ma kilka publikacji w dobrych czasopismach i kilka razy do roku wyglasza referaty na konferencjach.
    dodałbym, że na dobrych, międzynarodowych konferencjach, ale to wymaga środków finansowych.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:13:29:

    hum-społ nawet nie naśladują, nawet nie próbują naśladować.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 21:21:40:

    @p-tau

    Nie, nie znaczy. Ale w zalewie chłamu trudno wyłowić coś dobrego. Najłatwiej i najszybciej po renomie czasopisma/wydawnictwa. Z szacunku dla kolegów i kożelanek naukowców i dla swojej własnej korzyści, choćby widoczności i zasięgu publikacji, sensownego feedbacku (porządne recenzje), już nie wspominając o wymogach NCNu, dobrze jest publikować w dobrych miejsach. Jeżeli ktoś tego nie robi jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe i mam podejrzenia, że po prostu nie jest w stanie - a nie mam czasu, żeby to sprawdzać np. tracąc czas na czytanie artykułów w jakimś lokalnym piśmie czy monografii w lokalnym wydawnictwie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 22:09:13:

    W mojej dzialce dobry doktorant na amerykanskim uniwersytecie na dlugo przed obrona ma kilka publikacji w dobrych czasopismach

    Ale czy kluczem do tego stanu rzeczy nie jest to, że Amerykanie mówią po angielsku, więc nie mają problemu z podziałem na międzynarodowe i lokalne? W szczególności, nie muszą wymyślać listy B, co nie znaczy, że tego poziomu też nie osiągają.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 22:22:38:

    Ale tam też uczą się przez pisanie. Zrozumieć, to umieć napisać prozą co sie myśli, jakie się ma po temu motywacje, wyrazić swoje intuicje w eseju. TO jest wspomagane przez przykład, do wielu zajeć instruktorzy przygotowują co tydzień listę konkretnych czytanek, co, która strona, a także handout, prozą, co ja myślę o tym czego się w tym tygodniu będziemy uczyć. A jak wygląda magister zdolny(tm) w Polsce? Jak by się pod kamieniem wychował w zupełnej izolacji:

    "When Diaconis returned to college after a decade as a professional magician, his first three grades in advanced calculus were C, C and D. I didnt know you were supposed to study, he said. His teacher told him that he should write down the proofs. I said, Oh, youre allowed to do that? Diaconis said. I thought you were just supposed to see it.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 23:42:33:

    @tulloch
    ten znajomy jest autorem tych tekstów - co w tym nieładnego, że się publikuje swoje własne teksty w dobrych i bardzo dobrych czasopismach JCR?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 23:43:38:

    @3.14
    Doktoranci w znakomitej wiekszosci nie sa rodowitymi Amerykanami. Lokalne konferencje w Ameryce to jest rzadkosc, przynajmniej w mojej dzialce. Jezeli konferencja jest ogolnoamerykanska, to znaczy, ze jest miedzynarodowa. To nie wynika z tego, ze tak sie nazywa. Na doroczne amerykanskie konferencje zjezdza sie caly swiat.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/01 23:55:31:

    @profesorant
    Sorry, ale to brzmi jak legenda miejska. Czy znajomy co roku publikuje kilka tekstow pod tym samym tytulem? Publikuje wielokrotnie te same dane? Za takie numery jest ban w czasopismie, ktore sie polapie, ze zostalo oszukane. Raz, recenzujac abstrakty na konferencje, zdarzylo mi sie wykryc referat zgloszony rownolegle na inna konferencje. Poszedl w ban bez recenzji.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 13:09:36:

    [1] robi to od 2007 gdy po raz pierwszy zauważył że warto - tak co roku
    [2] nie - to nie nosi tego samego tytułu
    [3] w tym, rzecz, że interwencja recenzentów jest na tyle głęboka, że poza danymi w introduction inne są z różnym nasileniem zmieniane - to już nie są te same artykuły - każda redakcja ma nieco inną filozofię i jeśli jest to dobrze robione - to paper proposal nie ma wiele wspolnego z tym co trafia do druku po DOI

    w naszej dyscyplinie publikacji w proceedings nie są barierą przed opublikowaniem tego samego w JCR o ile będzie to wersja extended (ale może mieć ten sam tytuł) i będzie albo informacja, że to ten sam numer projektu w acknowledgments (w domyśle - sprawdź se sam w Scopus / WoS co już z tego wyszło) albo w references podany link do proceedings. Natomiast w journalach JCR nie może iść to samo - i nie idzie - bo to nie jest to samo po dobrze wykonanych recenzjach to zupełnie inne zadania badawcze. Mimo, że na wejściu jest to samo to recenzje zmieniają wszystko.
    Raz zdażyło się, że puścili bez zmian od recenzentów - i artykuł poszedł tylko 1 raz. Znajomy miał ambiwalentne uczucia - cieszył się, że już na wejściu było OK, ale z drugiej strony miał 15 punktów zamiast 60+

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 14:44:15:

    @profesorant
    Również dla mnie brzmi to cokolwiek egzotycznie, ale obyczaje w różnych działkach potrafią różnić się całkiem znacznie.
    No i w tych czasopismach po 15 punktow, czyli z Q4 JCR, sa tak mocno ingerujace recenzje, ze powstają nowe artykuły?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 14:56:11:

    @profesorant
    Trudno w to uwierzyć. Rozumiem, że z recenzji można czasem wyciągnąć pomysł na nowy artykuł. Ale jak submitted papier wymaga napisania ab novo, to się po prostu dostaje rejecta.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 15:00:34:

    Nie wiem, co to za dzialka, w ktorej mozliwe sa takie numery. Dane to dane. Jezeli recenzent kwestionuje dane, to cale badanie jest do wyrzucenia. Recenzenci czesto kwestionuja sposob analizy, ale nie ma takiej opcji, zeby artykul z tymi samymi danymi opublikowac dwa razy tak, zeby nikt sie nie zorientowal. Znam dwa pojedyncze przypadki, w ktorych te same dane zostaly wykorzystane w dwoch roznych artykulach, w ktorych ci sami autorzy robili rozne analizy. Za kazdym razem jest to wyraznie zaznaczone w tekscie. Po prostu nie ma sily, by ktos, kto zna obydwa badania, nie zorientowal sie, ze czyta to samo, tylko podlane innym sosem. W jednym z tych przypadkow oryginal poszedl w PNAS, ktore nie zamiescilo dodatkowych analiz ze wzgledu na ograniczenia objetosciowe. Drugi artykul z tymi samymi danymi poszedl w specjalistycznym czasopismie z Q1, ale dla wszystkich od poczatku do konca jest jasne, co zostalo zrobione i dlaczego w taki wlasnie sposob. Owszem, po recenzji czesto pisze sie artykul od nowa, ale to jest wciaz ten sam artykul. Nawet dosc czesto zdarza sie, ze dwoje lub nawet troje recenzentow zglasza podobne uwagi. Jezeli wysle to samo do innego czasopisma, to jest spora szansa na to, ze w obu czasopismach moze recenzowac ta sama osoba. Dosc czesto zdarza sie, ze artykul odrzucony w jednym czasopismie jest skladany przez autorow do innego czasopisma i w tym innym czasopismie recenzuje ten sam recenzent, ktory ocenil negatywnie za pierwszym razem. Nawet po wprowadzeniu gruntownych poprawek, recenzenci naprawde orientuja sie, ze oceniaja to samo badanie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 15:14:17:

    Jeszcze z innej beczki. Jezeli napisal raz i wyslal to samo do kilku zurnali, to nawet po najgruntowniejszych recenzjach pewne partie tekstu pozostana identyczne w kilku tekstach. Tego nie da sie uniknac, przy takiej technice multiplikacji. Jezeli w tekscie ta zbieznosc nie jest wyraznie oznaczona, to mamy po prostu autoplagiat ze wszystkimi etycznymi konsekwencjami.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 15:22:53:

    @chario
    to wszystko prawda co piszesz - jednak oznacza to, że Twoja dziedzina nawet w świecie ma umiarkowanie wąskie reprezentacje
    u nas jest zalew ludzi - i do tego jest ich duża fluktuacja - nie znam wszystkich kluczowych z województwa robiących w naszej działce - poza krajowymi konferencjami, na których kogoś spotkałem po kilka razy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, to na zagranicznych jak spotkam kogoś 2 raz (i to mówię o analizie planu wystąpień a nie tylko na podstawie osobistych rozmów) to jest to zauważalne, a jak więcej niż 3-4 razy - to najczęściej jest to już rzadkość. W kilkunastu czasopismach w których jestem w EB ani razu nie powtarza się nikt (poza mną) i choć recenzuję dla ponad 40 czasopism - to nigdy nie dostałem tego samego tekstu odrzuconego przeze mnie gdzie indziej do oceny w innym czasopismie.
    @dr.k
    to pokazuje, że w Twojej dyscyplinie recenzowanie nie jest misją rozwoju kadr naukowych
    u nas gdy ktoś daje reject - to musi to dokładniej uzasadnić niż gdy daje pozytywną lub warunkowo pozytywną ocenę - czasem recenzje są niemal podobnej długości co sam artykuł, naczęściej jest to 3-4 stronicowy opis dokładnie wyartykułowanych uwag - innym recenzentom w tych czasopismach w których mam wpływ na kształt tego co robimy - rezygnujemy, bo uznajemy zdawkowych recenzentów za zwyczajnie nieprzydatnych szkodników - nawet jeśli jako autorzy są świetni, nawet jeśli mają inne zalety, to jako recenzenci się nie sprawdzili. Są wyjątki wśród tzw. oczywistych autorytetów, ale to wyjątkowe kwestie. Geniuszom pozwala się na więcej.
    @nob
    15 punktowych JCR jest większość, i te które chcą być wyżej dbają o proces recenzyjny - czasem mocniej niż te, które są wyżej

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 16:15:05:

    @profesorant
    To wszystko razem prawdopodobnie oznacza, ze trzepiecie makulature, ktorej nikt nie czyta poza recenzentem, ktory czyta, bo musi.

    Nie chce sie zastanawiac nad szerokoscia reprezentacji. W swojej waskiej specjalnosci znam osobiscie, lub przynajmniej z widzenia wiekszosc kluczowych osob na swiecie. Na konferencje, na ktorych sie nikogo nie zna, w wiekszosci przypadkow nie warto jezdzic. Zurnale, ktore warto czytac, sa obecnie w przedziale 20-40 pkt. Liste aktualnych konferencji dostaje co tydzien na maila. Z tej listy wazne dla mnie sa 3-4 na swiecie i jedna krajowa - rocznie, co nie znaczy, ze na wszystkie jezdze. Z czasopism, dla ktorych regularnie recenzuje, tylko jedno jest takie, w ktorym naprawde nikogo nie znam - redakcja nawiazujac wspolprace jasno zaznaczyla, ze potrzebuja recenzenta spoza ich waskiej dzialki. Czasopismo jest dobre, ale bardzo niszowe - 10 pkt. Nie mam potrzeby znac wszystkich w wojewodztwie. To jest chyba kwestia optyki bardziej niz reprezentacji.

  • janusze_nauki napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 18:17:50:

    z jednego materiału empirycznego można napisać 3-4 artykuły jeśli są to analizy jakościowe - np. w etnografiach wychodzi sporo rzeczy, których pierwotnie się nie zakładało i z których rodzą się 3 różne teksty... oczywiście nie oznacza to, że można to samo puścić do kilku żurnali

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 19:45:17:

    Ja z systematycznym multiplikowaniem wszerz się nie spotkałem*, za to znajomi chłopacy słabo publikujący poważnie rozważali scenariusz, w którym wysyła się to, co jest, do czasopisma C1, spokojnie oczekując rejecta, ale z recenzjami. Potem chcieli uwzględnić te recenzje i wysyłać poprawiony artykuł do czasopisma C2 i tak dalej, aż do skutku, aż gdzieś to przyjmą. Mnie oczy z orbit wyszły, jak o tym usłyszałem, bo jak bym tak robił, to publikowałbym jeden artykuł na 4 lata i to w Q4. Ale prawdopodobnie jest to dość rozpowszechniona praktyka.

    * W moje działce do multiplikowania wszerz służą konferencje

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 20:03:13:

    Ja się czasem zastanawiam skąd się biorą pomysły na publikacje w różnych dziwnych miejscach, na przykład informatyki w żurnalach socjologicznych i ekonomicznych, i sobie wyobrażam, że zapoczątkował to właśnie taki spacer przypadkowy "wszerz" po recenzjach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 20:44:39:

    Diamentowe AGH w najlepszej formie:
    krakow.onet.pl/krakow-abw-zatrzymalo-trzech-wykladowcow-agh/2mjyh6m

    Policzmy, 3 + 6 (niekoniecznie z AGH) + 2 = A+

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 21:21:05:

    Kim są tajemniczy Marek D. i Wiesław W.?

    Linki do katedr na stronie www.agh.edu.pl/wydzial-zarzadzania/ zwracają error 404
    Imię Marek jest na AGH dość popularne.
    Czyżby jako jedyna katedra pasowała ta z prodziekanem?
    nauka-polska.opi.org.pl/dhtml/raporty/opisInstytucji?rtype=opis&lang=pl&objectId=223991

    Jeśli Wiesław W. jest z tejże samej katedry, co Marek D., to była to piękna kariera. Magisterium w 1970 roku, kiedy to swoją premierę miał "Rejs" Piwowarskiego, były dziekan, 16 wypromowanych doktorów tylko po 2000 roku, autor niezapomnianych "Waprosów o kriterijach razwitija innowacionnoj ekonomiki Ukrainy".

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 01:34:22:

    @chario jesteś debeściakiem - to dobrze
    "nikt nie czyta" jest względne
    ktoś tam to cytuje - i to nie są cytowania wzajemne (choć i część pewnie może taka być) bo indeks H jest dwucyfrowy wg. Web of Science.

    Na najważniejsze konferencje nas nie wpuszczą. Jeździmy na te, na które nas wpuszczą. A to oznacza, że wysyłamy do 20, aby z 19 otrzymać odmowę. I tak co roku. Czasem odpuszcza się zabawę w szukanie tej która nas przyjmie i od razu wysyła się na sprawdzone.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 11:55:40:

    Nie jestem debesciakiem. Po prostu piszesz w roznicach w uprawianiu nauki, ktore mi sie w glowie nie mieszcza. Na RG sledzi mnie Pakistanczyk. Pakistanczycy publikuja w czasopismach, ktore maja takie same tytuly, jak czasopisma z JCR, tylko w tytule jest jeszcze slowo 'international' na poczatku. To sa prace, ktore w normalnych zurnalach nie mialyby szans, poniewaz tam jest wszystko skopane lacznie z danymi. Na RG maja liczbe cytowan o rzad wielkosci wieksza od mojej.

  • szary.doktor napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 11:56:34:

    Czytam to, co pisze profesorant, i coraz szerzej otwieram oczy ze zdumienia - za chwilę wlezą mi na tył czaszki. Dobre i bardzo dobre pisma za 15 punktów, w których rolą recenzenta jest "rozwój kadr naukowych", i który to recenznet ma takie morze uwag, że po recenzji tekst jest zupełnie inny? Ja w swojej działce na razie trafiłem na JEDNO pismo za 15 punktów, w którym można liczyć na sensowną recenzję - publikowałem tam tylko raz, ale chętnie piszę dla nich recenzje innych tekstów. W prawie żadnym piśmie (zakres 15-45 punktów) nie trafiłem na sytuację, żeby reject wymagał bardzo szczegółowego uzasadnienia - choć tak się zdarza. Ale jeśli rzecz jest oczywista, to zazwyczaj wskazywane są tylko te podstawowe błędy/problemy, a całej reszty tekstu recenzent w ogóle nie tyka. Bo ma ocenić tylko, czy tekst nadaje się do publikacji, czy nie.

    Za równoległe publikowanie tych samych tekstów w mojej działce można co najwyżej dostać po łbie, i to solidnie. Ja w każdym razie, gdy teksty recenzuję, zaczynam od sprawdzenia tekstu pod kątem plagiatu/autoplagiatu. Szczególnie, gdy są to jakieś przeglądówki czy pół-przeglądówki, bo wtedy bardzo często trafiam na cwaniaczków. No i te konferencje, na które nie jesteście wpuszczani... Może zatem nie publikujecie aż tak dobrze, jak się Wam wydaje?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 14:13:19:

    @3.14.
    Kim są tajemniczy Marek D. i Wiesław W.?
    potwierdzam, że są to te osoby, o których myślisz.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 14:20:04:

    @3.14.
    ale patrząc na strukturę całego AGH tu, to Marek D. jest jeszcze jeden, a W.W. ma stopień wyższy niż podany w artykule.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 20:09:01:

    Warszawa pozazdrościła Krakowowi:

    51 zarzutów taka jest skala oskarżeń wobec dyrektora Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, który przez niemal dziesięć lat kierował tą placówką.
    ...
    Kto liczył na premię albo jej pragnął miał się nią podzielić z szefem. W trakcie dochodzenia ustalono, że tylko zastępcy szefa Instytutu przekazali mu w ten sposób 63 tysiące złotych, jeden z innych pracowników miał wysupłać z bonusów 40 tysięcy dla dyrektora.
    ...
    zatrudnienie żony, teściowej i przyjaciółki jednego z pracowników kosztowało w sumie 154 tys złotych. Żadna z wymienionych pań nie pojawiała się ponoć za biurkiem.
    ...
    Z rozliczenia delegacji wynikało, że do Maroka pojechał z zastępcą, a zabrał żonę.

    Nie miałem jeszcze w zawodowej karierze takiej sprawy, chociaż prowadziłem śledztwa dotyczące korupcji w urzędach państwowych kwitował prokurator Przemysław Ścibor,


    Polska nauka każdego potrafi zaskoczyć!


    innpoland.pl/135237,jak-instytucje-przeksztalcic-w-prywatny-folwark-zapraszamy-do-instytutu-meteorologii-i-gospodarki-wodnej

    www.rp.pl/Kraj/306019842-51-zarzutow-dla-bylego-szefa-Instytutu-Meteorologii.html#ap-2

    OPI pamięta: nauka-polska.opi.org.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=61155&lang=pl

    Dziwne, że tak "mocny" gościu habilitację zrobił dopiero w 2012 roku. Jeśli takie numery działy się tam na tle finansowym, to jak wyglądała tamtejsza praca naukowa? Chodzi mi o stosunki międzyludzkie.

    Nie dziwi, że habilitacja poszła w starym trybie. Ani że gościu jest Członkiem Polskiej Akademii Nauk, przynajmniej wg OPI.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 21:39:10:

    Cytat:
    Powiedzieć, że traktował Instytut jak prywatny folwark, to za mało.

    Wpadl po 10 latach. To znaczy, ze przez 10 lat pracownicy to wszystko tolerowali i grzecznie dzielili sie premiami z szefem. Dole dla szefa placili sami, albo odliczala ja ksiegowa przed wyplata. Czlonek komitetu PAN, wiceprzewodniczacy WMO Ktos tu sie nizej oburzal, kiedy padlo slowo demoralizacja. Ciekawe, czy jakis wdzieczny pracownik sam powiadomil prokurature, czy cos wyszlo przypadkiem podczas rutynowej kontroli?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 22:04:37:

    Przypomnę teskt Miry Suchodolskiej:

    W 2015 r. głośna była w środowisku naukowym sprawa związana z Instytutem Chemii Fizycznej PAN, kiedy na skutek audytu wszczętego jeszcze przez prof. Michała Kleibera, poprzednika obecnego prezesa PAN, profesora Jerzego Duszyńskiego, okazało się, że w ciągu dwóch lat dwie osoby z kierownictwa IChF zarobiły ok. 1,5 mln zł.
    ...
    jak się dowiaduje DGP, ta awantura była jedynie częścią bo nie chcę napisać czubkiem góry lodowej. Wyszło bowiem, że podobne praktyki stosowano w większości jednostek podległych Polskiej Akademii Nauk jedno ze źródeł mówi, że nawet w 50 na 65. Mechanizm wysysania pieniędzy polegał, w dużym skrócie, na tym, że oprócz stałego wynagrodzenia z tytułu pracy szefostwo instytutów zarabiało na podczepianiu się do grantów oraz na premiach, które były udzielane sobie wzajemnie na zasadzie dyrektor podpisuje się pod wnioskiem wicedyrektora, a pod wnioskiem o premię dyrektora podpis składa główny księgowy.
    ...
    Rezultatem było to, że dyrektorzy inkryminowanych placówek PAN oddali budżetowi państwa pieniądze, do przelewów dołączając tzw. czynny żal oświadczenie o popełnieniu czynu zabronionego. To mechanizm uwzględniony w przepisach, kiedy podatnik nie wywiązał się w terminie z obowiązków wobec Skarbu Państwa, a ma nadzieję, że nie zostanie ukarany za swoje zaniechania. Z nieoficjalnych informacji DGP wynika, że wpłaty na rzecz państwowego budżetu wyniosły ok. 20 mln zł. Podobno zapłaciła połowa instytutów.


    www.facebook.com/mira.suchodolska/posts/1569265249780111

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 23:24:11:

    @trzy.14
    > w ciągu dwóch lat dwie osoby z kierownictwa IChF zarobiły ok. 1,5 mln zł.

    Oj, frajerzy. A podczepiliby się pod jakąś partię z kandydowaniem do europarlamentu i LEGALNIE wyciągaliby milion rocznie. Na łeb. To jest dopiero fucha. Eurobiurokraci urządzili sobie na koszt podatników namiastkę dolce vita dawnej arystokracji.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/03 23:44:29:

    @charioteer1
    > To znaczy, ze przez 10 lat pracownicy to wszystko tolerowali
    > i grzecznie dzielili sie premiami z szefem.


    Nie, @chario. To znaczy, że byli sterroryzowani, podobnie jak podwładni podobnej kreatury, nieżyjącego już Janiaka. I podobnie jak tamta kreatura był członkiem PAN. Mam wrażenie, że poziom degrengolady i poczucia bezkarności członków PAN przewyższa jednak wszystko, co można spotkać u dowolnego, nie-PAN-owskiego, pracownika uczelni.

    Przypomnij sobie zaś, jak kończyli inni "sygnaliści": zaszczuwani, zwalniani z pracy, odwetowo fałszywie oskarżani o różne nadużycia. Pierwszy z brzegu: Gizowski z Koszalina wyrzucony z Politechniki i jego zaszczuwana doktorantka (link), gdyż odważył się poruszyć sprawę plagiatu prodziekanki. Drugi przykład, piszący na tym blogu @czlowiek.z.makulatury (wątek "A może by premie" (link), wpis z 2015/11/18 08:58:02):

    W miarę wchodzenia po drabinie wciąga się coraz więcej osób, które coraz bardziej od ciebie zależą. Będziesz podskakiwał bez szans na wygraną, jak z kozikiem na strzelaninie, to nie tylko tobie odstrzelą łeb, ale również wszystkim osobom zależnym i tak do gołej ziemi.

    Mi w sprawie, którą opisywałem na DNU. W skrócie:

    1. plagiatorka habilitantka, która zarzuca plagiat magistrantce, okazuje się, że obie kopiowały z tego samego,
    2. potem okazuje się, że jeszcze wszystkie prace habilitantki to autoplagiaty, a mowa o dziedzinie, w której plagiaty są widoczne jak żyrafy na zaoranym polu a nie, że ktoś pojechał na jakieś zadupie w Niemczech i w bibliotece przepisał pod stołem z języka aramejskiego jakieś wynurzenia na temat czegoś tam,
    3. na KH zostaje ustalone, że autoplagiat, to nie plagiat, bo samogwałt to nie gwałt. To, że u źródła była znana praca z zagranicy nie zostało podjęto, pomimo mojego protestu.

    W ramach zapłaty za moją uczciwość koledzy z katedry habilitantki odstrzelili mi doktoranta, pod zarzutem całkowicie z dupy. Sprawa oparła się o rektora, który uwzględnił odwołanie doktoranta z połajanką, że niezły mamy tu burdel. Ale doktorant nie jest już doktorantem, bo nie mógł czekać bez forsy na sprawiedliwość 1,5 roku, a plagiatorka jest habilitowana jak się masz. Aleluja!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 13:40:39:

    Zgred,
    Ten gościu z 51 zarzutami jest tylko członkiem jakiegoś komitetu PAN, co jest naturalnym miejscem dla dyrektora instytutu PAN, tymczasem Janiak był członkiem korespondentam. To, co ich łączy, to reakcja władz PAN, a w zasadzie jej brak, na postawione im zarzuty prokuratorskie. OK, człowiek jest niewinny dopóki nie udowodni się mu winy, ale powinni choćby wprowadzić przepisy umożliwiające zawieszenie członkostwa w tego rodzaju gremiach w przypadku postawienia pracownikowi lub członkowi PAN zarzutów prokuratorskich w sprawach mających związek z działalnością akademicką.

    A propos, czy wiadomo, jak władze PAN zareagowały na list dra Wójcika z 2015 roku, poza tym, że zwolniły go z funkcji dyrektora INE PAN ze skutkiem natychmiastowym?

    A czy kogoś dostatecznie wysoko postawionego zainteresowało, dlaczego postępowanie Rudka ciągnie się piąty rok, najwyraźniej bez konkluzji? I bez jakichkolwiek konsekwencji dla osób za tą sprawą stojących?
    www.ibspan.waw.pl/kategorie_zalogowani/postepowanie_habilitacyjne__dr_inz_radoslaw_rudek-58

    Parę lat temu Pacholski napisał tekst "prokurator nas nie wyręczy". Wygląda jednak na to, że się mylił, że poza prokuraturą znikąd nadziei. Środowisko z całą pewnością nie zreformuje się od środka. Tylko katastrofa lub ludzie z zewnątrz.

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 17:58:47:

    @PI

    o Rudku i jego habilitacji już tu kiedyś linkowałem . Postępowanie trwa w najlepsze ale ciekawe rzeczy działy się z recenzentami.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 18:28:29:

    @trzy.14
    > człowiek jest niewinny dopóki nie udowodni się mu winy, ale powinni choćby
    > wprowadzić przepisy umożliwiające zawieszenie członkostwa w tego rodzaju
    > gremiach w przypadku postawienia pracownikowi lub członkowi PAN zarzutów
    > prokuratorskich w sprawach mających związek z działalnością akademicką.


    No, patrz pan, a w przypadku pracowników uczelni wystarczy, aby areszt trwał powyżej trzech miesięcy, choćby człowiek był niewinny, aby rektor mógł go legalnie zwolnić z pracy vide art.127.1.5 Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym:

    Art. 127. 1. Stosunek pracy mianowanego nauczyciela akademickiego wygasa z mocy prawa w przypadku:
    (...)
    5) upływu trzymiesięcznego okresu nieobecności w pracy z powodu tymczasowego aresztowania;

    Nie widzę powodu, aby członkowie PAN (obojętne korespondenci czy członkowie komitetów) mieliby być traktowani łagodniej. Mało tego: oni powinni być traktowani OSTRZEJ, gdyż taka przynależność powinna być gwarancją odpowiedniego poziomu nie tylko intelektualnego, ale także etycznego (wiem, że brzmi to trochę naiwnie, ale przy całym moim cynizmie gdzieś jeszcze tlą się jakieś szczątkowe ideały).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 18:49:49:

    Dygresja od głównego wątku w stronę plagiatorów. Warto dążyć do uzyskania sądowego orzeczenia o popełnieniu plagiatu nawet w sytuacji, gdy nie można już ukarać plagiatora z powodu przedawnienia. Ukarać - nie, ale zwolnić - tak:

    Art. 126. Przesłanki rozwiązania stosunku mianowania bez wypowiedzenia:
    Rektor może rozwiązać stosunek pracy z mianowanym nauczycielem akademickim bez wypowiedzenia w przypadku:
    (...)
    3) dopuszczenia się:
    a) czynu określonego w art. 115 naruszanie cudzych praw autorskich ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych stwierdzonego prawomocnym wyrokiem sądowym,


    Co prawda jest jeszcze podpunkt (b):

    b) stwierdzonego prawomocnym orzeczeniem komisji dyscyplinarnej:
    przywłaszczenia sobie autorstwa albo wprowadzenia w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania,
    rozpowszechnienia, bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy, cudzego utworu w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania,
    rozpowszechnienia, bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy, cudzego artystycznego wykonania albo publicznego zniekształcenia takiego utworu, artystycznego wykonania, fonogramu, wideogramu lub nadania,
    innego sposobu naruszenia cudzych praw autorskich lub praw pokrewnych,
    fałszowania badań lub wyników badań naukowych lub innego oszustwa naukowego,
    innego oszustwa naukowego;


    ale, jak uczy praktyka i archiwum Wrońskiego, to komisje dyscyplinarne bez wyjątku dążą do przedawnienia albo pasywnie czekają na orzeczenie sądowe, które z reguły też się przedawnia.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:06:51:

    Zgred, "rektor moze" znaczy, że nie ma takiego obowiazku. Byla jakas sprawa, nie pamietam gdzie (Koszalin? Gdańsk?), ze rektor skorzystal z tego, ze nie musi. Tam bylo orzeczenie sadu, ale tresci niestety tez nie pamietam, w kazdym razie kary nie wymierzono. Bez naglosnienia sprawy w mediach rektor najprawdopodobniej nie kiwnie palcem.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:10:47:

    Rektor Politechniki Krakowskiej tak dzielnie kryl plagiatora Sanetre ktory ukradl austriacki doktorat z fizyki, ze teraz w nagrode zostal szefem CK. Bedzie wprowadzal nowe standardy krycia i uczyl mlodziez jak to sie robi.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:23:18:

    @kragon

    Musisz tak rozwiewać moje nadzieje i złudzenia?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:29:41:

    Zgredzie.... to jest jeszcze mozliwe?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:47:02:

    @kragon

    Pisałem wcześniej, że jeszcze tlą się resztki moich niegdysiejszych ideałów, a czasem cynizm przygasa na rzecz nadziei, że może przed emeryturą zobaczę jakąś pozytywną zmianę. A Ty mnie tak obuchem w łeb...

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 19:50:27:

    Zgredzie, dzieki dobrej zmianie zaczynam dojrzewac....

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:02:41:

    @ staryzgred2012:

    > Pisałem wcześniej, że jeszcze tlą się resztki moich niegdysiejszych ideałów,
    > a czasem cynizm przygasa na rzecz nadziei, że może przed emeryturą zobaczę
    > jakąś pozytywną zmianę.

    A dobra zmiana to nie pozytywna zmiana? ;-D

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:24:29:

    @kragon
    > Zgredzie, dzieki dobrej zmianie zaczynam dojrzewac....

    Koniec świata! Ja zaczynam miejscami kragonić, a @kragon zaczyna starozgredzić.
    Już tylko wypatrywać znaków ostatecznych, a przynajmniej skrzatów sikających do mleka.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:27:39:

    @halucinski
    > A dobra zmiana to nie pozytywna zmiana?

    Problemy feudalnego i niedofinansowanego kacykolandu są ponadustrojowe (były i w PRL, i potem), i ponadpartyjne (były za OKP/UD/SLD/UW/AWS/PO i są za PiS). Są więc "ortogonalne" do konstelacji politycznej. A kolejny raz widząc hiperaktywność "wiecznego reformatora" Woźnickiego mam głębokie wątpliwości, czy z tego bicia piany i kolejnych "konferencji programowych" cokolwiek wyniknie poza ordynarnym skokiem na kasę i władzę.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:29:00:

    StaryZgredzie,
    moze po prostu czas na mala wódkę...

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:42:41:

    @kragon

    Właśnie znalazłem tekst Wrońskiego (FA 04/2017 - link) mówiący, że jednak unieważniono profesurę Sanetry.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:48:03:

    @kragon
    > moze po prostu czas na mala wódkę

    Chyba masz rację.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:52:04:

    Zgredzie,
    Tak uniewazniono.
    Ale Furtak, obecny pisi szef CK, badac jeszcze rektorem PK dbal o to by Sanatrze krzywda sie nie stala.
    A pania Chwastowska, ktora powiadomila o zbieznosci "dziela" Sanetry z doktoratem austriaka przeczolgal calkiem niezle przez komisje dyscyplinarna.
    Sprawdzil sie wiec w pisiźmie i w nagrode zostal szefem CK po wywaleniu przez pisich zasad gry w trakcie ich trwana.

    No i ten h u Furtaka.... Cale 2!

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:56:56:

    Zgredzie,
    poniewaz sprawa jest piracka zapijam ja karaibskim rumem.
    Poslac Ci troche mailem?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:57:23:

    @kragon
    > No i ten h u Furtaka.... Cale 2!

    Żartujesz? Nawet z artykułami w tym "Wapnie i cemencie"?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 21:58:20:

    @kragon
    > poniewaz sprawa jest piracka zapijam ja karaibskim rumem.
    > Poslac Ci troche mailem?


    Ale tylko w stylu bosmana Nowickiego: koniecznie jamajka.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 22:03:15:

    Niestety mam tylko taki z Puerto Rico, gdzie ostatnio uprzyjemnialem sobie nim noce pod teleskopem Arecibo

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 22:25:23:

    @kragon
    > uprzyjemnialem sobie nim noce pod teleskopem Arecibo

    Ech, te klimaty z Bonda. W takim otoczeniu to już bez znaczenia, czy jamajka, czy portorykański...

  • nobbynooby napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/04 23:37:15:

    @Zgred, @Kragon,

    Najlepsze rumy rosna na SanEscobar.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide