Robię habilitację

Wpis

wtorek, 04 lipca 2017

Dwudziestu ośmiu wspaniałych

Zastanawiałem się nad kolejnym wpisem, aż tu nagle @trzy14 przytoczył kąski bardzo smakowite. Otóż pewien profesor lingwista oburzył się, że inny profesor-lingwista nie dostał grantu z NCN.

 

A przecież, wylicza autor listu oburzonego, zawiedziony (ba, wyklęty) lingwista nie dość, że jest wybitny ogólnie, to na dodatek opublikował on 7 książek w ciągu 10 lat, w tym jedną w języku zagranicznym, która, uwaga, liczyła nie mniej, ni więcej a całe, choć nieokrągłe, 612 stron! Sześćset dwanaście stron! To cała kupa stron i się za nią piątka należy! A jednak dostały one (te strony)  ocenę 4, tak jak, uwaga uwaga, dwutomowe dzieło liczące 70 arkuszy. Prof Bańczerowski zastanawia się przy tym, dla kogo eksperci z NCN rezerwują ocenę najwyższą, jeśli nie dla 70 arkuszy. Bo przecież te 70 arkuszy z całą pewnością przekłada się na tyle stron, że głowa boli! 

 

Sprawa jednak stała się na tyle poważna, że 27 innych (chyba) lingwistów postanowiło wesprzeć profesora i wystosować protest do NCN, w którym zgadza się z jego stanowiskie. Nieprzyznanie grantu profesorowi wybitnemu jest skandalem (to moja interpretacja) i basta! Aż żal że ten list nie wymienia dodatkowych stron opublikowanych przez prof. Bogusławskiego. Mam wrażenie, że jego płodność została tu nieco zlekceważona.

 

 

Ja z kolei, zwykły mały akademicki żuczek, po zapoznaniu się z listami 28 lingwistów mam kilka pytań. Oto one:

 

Czy was, lingwistów, już tak zupełnie pogięło? Oczadziło? Urok ktoś na was rzucił i chcecie się stać bardziej komiczni niż pedagogika? Czy was, mówiąc prawie po żołniersku, popieprzyło?

 

Nie oczekując odpowiedzi, chciałbym zakończyć wpis apelem:

 

Lingwistyko, profesorze Bańczerowski, pozostałych dwudziestu siedmiu wspaniałych, nie idźcie tą drogą. Może szklanka wody, mała wódka, ale ogarnijcie się! Wstyd jednak takie bzdury pisać.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
wtorek, 04 lipca 2017 00:45

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 05:08:26:

    @ Pi:

    > Czy ktoś ze specjalistów ma w tej sprawie zdanie, którym zechciałby się podzielić?

    Jestem ciekawy, co było zadeklarowanym przedmiotem badań w tym odrzuconym wniosku prof. Andrzeja Bogusławskiego. Wnioskując z punktu 4 listu otwartego tego prof. Bańczerowskiego, powiedziałbym, że pewnie był to metajęzyk semantyczny lub coś w ten deseń. Bogusławski jest istotnie uznanym w kraju badaczem teorii języka, nie można też o nim powiedzieć, że jest nierozpoznawalny poza granicami. Od wielu lat zajmuje się między innymi podstawowymi i wspólnymi dla wszystkich języków jednostkami semantycznymi, ale stosuje inną metodykę badań niż prof. Anna Wierzbicka, twórczyni naturalnego języka semantycznego, inspirowanego zresztą pracami Bogusławskiego. To w ogóle bardzo ciekawa tematyka.

    Co się tyczy retoryki tych listów otwartych, które tak zniesmaczyły naszego Gospodarza, na pewno uderza po oczach ton świętego oburzenia. Czy jest ono słuszne czy przesadzone, nie wiem, nie chcę nawet próbować tego oceniać, nie znając wniosku prof. Bogusławskiego. W ciemno jednak mogę zaryzykować stwierdzenie, że prawdopodobieństwo, że wniosek był mierny, jest znikome. Jeżeli przedmiotem badań był metajęzyk semantyczny, to raczej ma rację pan Jajszczyk - co zgrabnie wyłapał @Pi w poprzednim wątku - który napisał w przedostatnim akapicie odpowiedzi, że ostatecznej oceny wniosków mogli dokonać średnio oblatani z tą wąską dziedziną badań eksperci krajowi, skądinąd bardzo dobrzy w swoich wąskich działkach. Z tego, co się orientuję, to wśród polskich językoznawców świecą szukać osoby bardziej kompetentnej w tych zagadnieniach niż Bogusławski. Czy jednak to całe oburzenie jest uzasadnione, tego nie wiem i zgadywać nie będę, ale byłbym ostrożny z pochopnym wartościowaniem zachowania autorów tych listów.

    Z podpisanych (ponad połowy imion i nazwisk rozczytać nie mogę) rozpoznaję prof. prof. Danielewicz, Zaron, Kurek i Pelcową. Pierwsza pani (prawdopodobnie uczennica Bogusławskiego) jest bardzo dobrze zorientowana w badaniach Bogusławskiego i Wierzbickiej, czego dała wyraz w prześwietnej rozprawie habilitacyjnej o czasownikach epistemicznych. Druga pani musi być rówieśniczką Bogusławskiego, sporą część swoich prac poświęciła składni i semantyce, więc ma niezłe pojęcie o stosowanych przez niego narzędziach badawczych. Ostatnie dwie panie to raczej inny obszar badawczy, skupiają się raczej - o ile pamiętam - na fonetyce i regionalizmach językowych. (A propos dżender: prof. Pelcowa woli tak właśnie podpisywać swoje prace).

    PS. Nie jestem specjalistą z tej dziedziny, to muszę lojalnie przyznać.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 06:53:43:

    @halucinski
    Z mojej praktyki recenzenckiej jednoznacznie wynika, ze nazwisko kierownika w zaden sposob nie swiadczy o poziomie merytorycznym lub jakosci przygotowania wniosku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 08:44:59:

    Wnioski uznanych za wybitnych czy faktycznie wybitnych bywają odrzucane i nie powinno to oburzać ani skutkować paleniem opon. W ostatnich tygodniach sławnemu językoznawcy brytyjskiemu (ponad 10 tys cytowań w GS) zajmującemu się nieco pokrewnymi zagadnieniami do WB, i także w wieku emerytalnym, choć nadal bardzo aktywnym, również wniosek projektowy (w UK) odrzucono i nie wywołało to świętego oburzenia.
    Co do meritum, trudno w ciemno mieć zdanie na temat rzetelności oceny jakości wniosku, natomiast oburzanie się na to, że za "osiągnięcia naukowe kierownika projektu w tym publikacje w renomowanych wydawnictwach/czasopismach naukowych" otrzymał 4 punkty, jest niepoważne. Manipulacją jest przyrównywanie tej oceny do skali 2-5 używanej na uniwersytetach. 4 punkty to więcej niż "czwórka" w tej skali, bowiem skala jest od 0 do 5, a nie od 2 do 5. Kryteria na 5 (ale także 4 i 3) w tej kategorii są bardzo ostre i mocno odniesione do nauki międzynarodowej oraz publikacji w renomowanych czasopismach ( www.ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/4_Ocena_OPUS.pdf ). Z tego, co było dane mi zobaczyć, panel HS2 dosyć pilnuje, aby nie następowała nadmierna inflacja tych ocen. W świetle tych kryteriów AB mieści się w zakresie 3-4, z pewnością nie należy mu się 5. JB pyta, komu należy się piątka. Patrząc na "zwycięzców" panelu HS2, na pewno byłby to prof. Jerzy Rubach. AB jest wysoko (lecz nie bardzo wysoko) cytowany w GS (2800 cyt., h = 26), lecz już w WoS tak sobie (17 cyt. h = 2). To ciągle wysoki wynik jak na polskie językoznawstwo, ale w skali światowej już nie. Przy czym akurat lingwistyka formalna jest obecna w WoS, a AB opublikował 14 artykułów w czasopismach tam indeksowanych, a konkretnie w jednym czasopismie Journal of Pragmatics. Artykuły te są w większości wiekowe (tylko dwa w ostatnich 10 latach), więc miałby możliwość nazbierać cytowań w WoS - ale nie nazbierały.
    Z drugiej jednak strony zastanawiam się, dlaczego w dwóch niedawnych edycjach HS2 Opus współczynnik sukcesu jest daleko niższy niż w innych HS i ewidentnie nie wykorzystano założonej kwoty. Być może wnioski były tak słabe, choć ujawniona przez JB ocena 3,5 - o ile jest w skali do 5 - nie jest aż tak niska, więc być może przy obniżeniu progu wniosek mógł się załapać na finansowanie. Doceniam dbałość panelu o doskonałość w finansowanych projektach, niemniej w przypadku, gdy polityka panelu w tej kwestii jest rażąco różna od tej w panelach pozostałych, badacze z HS2 są niejako w ten sposób dyskryminowani.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 08:46:26:

    W drugim zdaniu zamiast WB miało być AB (= A. Bogusławskiego), przepraszam.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 12:03:30:

    1. Ludzie tacy jak ten też nie dostawali grantów NCN/NCBiR: www.eitplus.pl/staff_trusted/detlef-hommel/, jednak nikt w tej sprawie nie słał listów do prasy, zwłaszcza nie mając dostępu do dokumentacji, czyli *wniosku*. Znaczy się, Mickiewicz wielkim poetą był i dlatego gdyby ożył, powinien bezwarunkowo dostawać grant za grantem?

    2. Zaraz posypią się na mnie gromy. Nobooks zwrócił uwagę na to, że AB jest w wieku emerytalnym. Tego nie wiedziałem. Ale powiedzmy otwarcie: gdyby AB otrzymał grant NCN, to w chwili rozpoczęcia jego realizacji miałby 86 lat. Tak, znam naukowców, którzy w tym wieku zachowują świetną formę intelektualną. I takich, u których w okolicach siódmego lub ósmego krzyżyka rozwijają się Objawy. Jednakowoż mnie chodzi o politykę naukową. Jeśli granty będą szły do osiemdziesięciolatków zamiast do trzydziesto-, czterdziestolatków, to kto będzie tworzył polska naukę za lat 10, 20, 30? Kto będzie rozwijał współpracę międzynarodową i wymyślał Gowinowe "przełomowe odkrycia"? To jest pytanie o rolę systemu grantowego. Czy to jest - jak system habilitacyjno-profesorski - kolejna nagroda za dobre zachowanie w przeszłości, czy też mechanizm wykuwania przyszłości? A może jednak jest to tylko analogon wieloetatowości dydaktycznej zaprojektowany i wdrożony przez i dla osób o podanpprzeciętnych osiągnięciach naukowych? Moim zdaniem lepiej dać fundusze dobrze zapowiadającym się ludziom, których w nauce uważa się za młodych (30 aż po 50) niż emerytom. To, że w Polsce nie ma ograniczeń na możliwość uzyskiwania grantów przez emerytów, jest odzwierciedleniem dobrze znanego faktu, że to emeryci rządzą polską nauką, a kto ma złoto, ten stanowi reguły. Czekam na gromy.

    3. Ten profesor, którego zalinkowałem w punkcie 1. przyjechał/wrócił do Polski tylko dlatego, że w Niemczech po osiągnięciu pewnego wieku w nauce nie ma czego szukać (na stanowiskach kierowniczych).



  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 12:12:57:

    nielingwiści,
    kto Waszym zdaniem zasługuje na 5 w ocenie dorobku. Nie chodzi mi o nazwiska, tylko co np. fizyk, czy lekarz powinien opublikować/zrobić, żebyście wystawili najwyższą możliwą ocenę? Ja mniej więcej sobie wyobrażam w mojej skromnej humskiej dziedzinie, ale ciekaw jestem jak by to wyglądało gdzie indziej.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 13:01:57:

    Prof. Boguslawski to wybitny lingwista. I fajnie. Czy jednak z tego wynika, ze ma dostawac granty, bo je napisal? No przeciez to zenujacy argument, tak jak zenujace sa linkowane listy. Podobnie jak twierdzenie, ze powinien dostawac najlepsze oceny, bo ksiazka ma 600 stron. Taki argument jest nie tylko zebujacy, jest na dodatek tak glupi, ze zeby bola.

    Co do wieku grantobiorcow, rozumiem argumenty Pi. Jednak moim zdaniem powinna byc oceniania jakosc wnioskow. Tak jak nie cchce, zebby dostawal wybitny, bo jest wybitny, nie chce, zeby dostawal mlody, bo jest mlody.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 13:05:58:

    @pan.toronaga
    Nie mam pojęcia. To zupełnie arbitralna decyzja. Dobrym punktem zaczepienie może być odsetek wnioskodawców (najlepsze 5%?), którzy ten pułap osiągają. Ale trzeba by znać te statystyki.

    Zatem: system przyznawania grantów zyskałby niezmiernie na wiarygodności, gdyby publikowano (choćby post factum) faktyczne kryteria uzyskiwania tych (czy innych) punkcików w poszczególnych panelach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 14:06:32:

    @pan.toranaga,
    To jest trudne pytanie. Bo nie istnieje coś takiego, jak jedna fizyka. Inne zwyczaje publikacyjne mają wysokie energie, inne symulanci, inne ciałostałowcy, inne biofizyka. Najłatwiej byłoby powiedzieć "publikacja w PRL", ale znam osoby, mające tam publikację, których kariery potoczyły się potem słabo. To może dwie publikacje w PRL? Ale jak odróżnić kogoś, kto jest motorem takiej publikacji od kogoś, kto np. pracuje w labie przy sprzęcie albo pisze jakiś prosty program który coś tam dolicza? Jak na jednej wadze umieścić i porównać geofizyka, biofizyka albo fizyka współpracującego z lekarzami (z definicji publikująceych w czasopismach o IF, jaki kolegom z sąsiedniego pokoju się nawet nie śniło) z, powiedzmy, fizykiem matematycznym, którego na świecie jest w stanie zrozumieć garstka ludzi i już choćby dlatego zamknięte są przed nim drzwi do Lancetu, Science, Nature i PNAS?

    Tu od razu pojawia się naturalny konflikt między specjalnościami, o którym wspomina Jajszczyk. W biologii pewne tematyki z definicji publikowane są "łatwo", "często" i w wysokim IF. Ja na przykład nie wiem, może ktoś, kto zna się na biologii tu to wyjaśni, czy osiągnięcia prof. Bujnickiego są jakimkolwiek przełomem w biologii, czy też trafił on na właściwy czas, właściwe miejsce ze swoją znajomością, ech, technik ilościowych, a konkretnie pisania programów mających jakiś związek z biologią.

    Ja jestem oceniany tak:

    Ekspert 1: Opublikowane prace opiekuna projektu mają współczynnik wpływu w granicach 0,7 - 3.0.Prace są dość często cytowane (... razy, współczynnik Hirscha=...) .

    Ekspert 2:
    Opiekun naukowy ...; stopień dr hab. uzyskał .... lat temu. Liczba cytowań powyżej ..., współczynnik h=..., a przede wszystkim dobra liczba cytowań na pracę równa ... uzasadnia wysoką ocenę.


    Recenzent 1: The PI's supervisor has a very good track record in his discipline. With an h index of ... and ... citations, he is ... recognized by the international community.

    Recenzent 2: If this project would come from a very good US university,the quality of the supervisor would certainly be below the required standards.

    The publication rate is relatively small though 70% of the papers are published in the best journals such as X, Y and Z


    Te czasopisma Kudrycka oceniła na 30, 35 i 45 punktów. Czyli recenzent nie zna naszej listy ministerialnej (Na UW do kategoryzacji weszły tylko artykuły w czasopismach za co najmniej 40 punktów, więc z tej perspektywy to, gdzie ja publikuję, nie może być uznane za "best journals").

    W sumie zostałem oceniony na 3,5 punktu w skali 0-5.

    No i bądź tu mądry i pisz wiersze.

    Najlepszy komentarz napisał js.c. Nie mamy danych. Nikt nie wie, jaki dorobek zasługuje na 3, a jaki na 5. To jest arbitralna decyzja. Albo bad luck, gdy dostajesz recenzenta z USA ;-) Dlatego NCN powinien radykalnie zwiększyć stopień jawności tego, co się dzieje z wnioskami/projektami, żeby mogła powstać strona AplikantOpusa2018, he, he.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 14:21:29:

    Jezeli dostaje grant do recenzji ze swojej dzialki, to ocene uzalezniam od tego, jak wnioskodawca wypada na tle innych osob z tej dzialki. Przykladowo, jezeli wnioskodawca ma publikacje lokalne, a dodatkowo kilka rozdzialow w tomach pokonferencyjnych kolegi, ktore sa niezle, ale wciaz sa tomami pokonferencyjnymi, to ocena bedzie srednia z tendencja znizkowa. Przypuszczam, ze dokladnie tak samo postepuja inni recenzenci, w przeciwnym razie wiele znanych mi osob o dorobku wybitnie lokalnym, lub wrecz skromnym lamane przez mizernym nie dostaloby w zyciu zadnego grantu, a dostaja. Wazne jest to, ze faktycznie w ostatnich latach dostaje z roznych instytucji grantowych wnioski tematycznie odpowiadajace mojej dziedzinie badan, wiec nie mam problemu z tego rodzaju ocena kontekstowa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:12:34:

    @ Pi

    > Jednakowoż mnie chodzi o politykę naukową. Jeśli granty będą szły do
    > osiemdziesięciolatków zamiast do trzydziesto-, czterdziestolatków, to kto będzie
    > tworzył polska naukę za lat 10, 20, 30? Kto będzie rozwijał współpracę
    > międzynarodową i wymyślał Gowinowe "przełomowe odkrycia"? To jest pytanie o
    > rolę systemu grantowego. Czy to jest - jak system habilitacyjno-profesorski -
    > kolejna nagroda za dobre zachowanie w przeszłości, czy też mechanizm wykuwania
    > przyszłości? A może jednak jest to tylko analogon wieloetatowości dydaktycznej
    > zaprojektowany i wdrożony przez i dla osób o podanpprzeciętnych osiągnięciach
    > naukowych? Moim zdaniem lepiej dać fundusze dobrze zapowiadającym się
    > ludziom, których w nauce uważa się za młodych (30 aż po 50) niż emerytom. To, że
    > w Polsce nie ma ograniczeń na możliwość uzyskiwania grantów przez emerytów,
    > jest odzwierciedleniem dobrze znanego faktu, że to emeryci rządzą polską nauką, a
    > kto ma złoto, ten stanowi reguły. Czekam na gromy.

    Czemu od razy gromy? Ja się z Panem zgadzam w 100%, tyle że Pan pisze o tym, jak mogłoby być, a nie jak jest. O ile się orientuję, w przypadku większości konkursów o granty nie obowiązuje kryterium wiekowe, wyłączające najstarsze roczniki badaczy ze starań. Niech to decydenci wpierw zmienią. Dopóki jednak takiego kryterium nie ma, dopóty nie powinno oceniać się wniosków najstarszych badaczy w inny sposób niż aplikacji ich młodszych kolegów.

    Jak już napisałem, nie chcę oceniać, czy oburzenie jest przesadzone czy uzasadnione, nie chcę nawet snuć przypuszczeń. Ja tylko chciałem wskazać, że ten pan profesor emeryt nie należy do tej części starszyzny plemiennej, która do pozyskiwania grantów wykorzystuje swoją dawno przebrzmiałą renomę naukową.

    Co do samego faktu słania listów, uważam, że jest już lepiej, gdy krytykuje się te decyzje z otwartą przyłbicą niż robi się to pokątnie, obrabiając decydentom i zwycięskim rywalom tyłki po cichu w konferencyjnych kuluarach. Ja tam jestem przekonany, że zawsze warto rozmawiać o sprawach publicznych (dla mnie te granty są sprawami publicznymi, bo to publiczne pieniądze), nawet jeśli rozmowa ma się rozpocząć od larum podniesionego przez jedną ze stron. Mam na myśli oczywiście prowadzenie rozmów, a nie wygłaszanie monologów, których jest tyle, ile jest zainteresowanych stron. Może właśnie dlatego uważam, że obecny minister nauki i szkolnictwa wyższego jest jedynym ministrem w tym rządzie, który wykazuje wolę rozmów ze środowiskiem, którego codzienne życie może regulować przepisami prawnymi. Nie potrafię inaczej określić niż mianem woli rozmawiania sytuacji, w której trzy zwycięskie zespoły akademików i naukowców mają opracować trzy projekty tzw. ustawy 2.0, które następnie będą publicznie omawiane i oceniane. To, czy minister uwzględni ich propozycje w projekcie ustawy przedłożonym parlamentowi i czy parlament nie przyjmie ustawy w kształcie zgodnej ze swoim widzimisię, jest oczywiście zupełnie inną kwestią. To jednak pokaże dopiero przyszłość, ale na obecnym etapie widzę tę wolę rozmowy ministra nauki. Niech więc i językoznawcy ślą te listy otwarte, i niech decydenci na nie odpowiadają publicznie. To wydaje się być początkiem rozmowy. Dla mnie jest OK.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:16:01:

    @ Js.c:

    > Zatem: system przyznawania grantów zyskałby niezmiernie na wiarygodności,
    > gdyby publikowano (choćby post factum) faktyczne kryteria uzyskiwania tych (czy
    > innych) punkcików w poszczególnych panelach.

    Poruszył Pan interesującą kwestię: upubliczniania kryteriów przyznawania grantów. Ja bym do tego dodał jeszcze jedno, mianowicie upublicznianie całościowych i cząstkowych ocen otrzymywanych przez starające się o te granty zespoły. To są w końcu pieniądze publiczne, więc przejrzystość postępowania jest jak najbardziej pożądana. Niech będzie wiadomo, co i jak jest ocenianie oraz ile punktów w poszczególnych kategoriach ocen dostał każdy aplikujący zespół. Nie trzeba przecież od razu upubliczniać treści samych wniosków grantowych i zdradzać ogółowi plany badawcze zespołów starających o dofinansowanie. Jestem pewien, że da się wypracować kompromis, uwzględniający z jednej strony tajemnicę badawczą, a z drugiej strony interes publiczny przejawiający się w jawności oceniania wniosków o granty. Decydenci muszą tylko tego chcieć.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:17:34:

    Mnie jednak najbardziej zastanowiły słowa Jajszczyka: "Jednakże to, co działa całkiem dobrze w agencji europejskiej, nie zawsze sprawdza się w warunkach naszego kraju."

    Co takiego nie halo jest w "naszym kraju"? Czy nie to, że USA czy UE są na tyle duże, że można tam znaleźć kompetentnych i niezależnych, *wewnętrznych* ekspertów i/lub recenzentów w praktycznie każdej dziedzinie, każdej tematyce?. U nas w pewnych dziedzinach może ich zwyczajnie nie być, a w innych ludzie się znają jak łyse konie. Jesteśmy średnim krajem o bardzo dużych ambicjach niepopartych rzeczywistym potencjałem. A gdybyśmy byli krajem wielkości Czech? Łotwy, która jest nawet mniej ludna od aglomeracji warszawskiej? Czy w Łotwie też istnieje system grantowy a jeśli tak, to jak on działa?

    Gdyby przenieść do nas granty USA wraz z ich skalą, to przecież należałoby zrezygnować z grantów narodowych i oprzeć się wyłącznie na grantach kontynentalnych...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:25:41:

    halucinski,
    Wnioski wraz z recenzjami (z zachowaniem ich anonimowości) i oceną powinny być udostępniane publicznie w kolejnym dniu roboczym po zakończeniu umowy. I to powinno być zapisane w tej umowie :-). Jak młody człowiek ma się nauczyć pisania wniosków, zwłaszcza jeśli jest z tzw. prowincji, jeśli nie ma dostępu do żadnych wzorców dobrych praktyk. Jak ktokolwiek z nas może ocenić swoje szanse i swoje miejsce w hierarchii? Jak ocenić, w czym jesteśmy dobrzy, a co trzeba próbować poprawić?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:31:21:

    @ Pi:

    > Ja jestem oceniany tak:
    >
    > Ekspert 1: Opublikowane prace opiekuna projektu mają współczynnik wpływu w
    > granicach 0,7 - 3.0.Prace są dość często cytowane (... razy, współczynnik Hirscha=...)
    >
    > Ekspert 2:
    > Opiekun naukowy ...; stopień dr hab. uzyskał .... lat temu. Liczba cytowań powyżej
    > ..., współczynnik h=..., a przede wszystkim dobra liczba cytowań na pracę równa ...
    > uzasadnia wysoką ocenę.
    >
    > Recenzent 1: The PI's supervisor has a very good track record in his discipline. With
    > an h index of ... and ... citations, he is ... recognized by the international
    > community.
    >
    > Recenzent 2: If this project would come from a very good US university,the quality
    > of the supervisor would certainly be below the required standards.
    >
    > The publication rate is relatively small though 70% of the papers are published in
    > the best journals such as X, Y and Z.

    Zakładam, że recenzje w języku angielskim zostały napisane przez zagranicznych ekspertów. Jeśli tak, to nawet oni biorą pod uwagę, kto jest kierownikiem wniosku o grant, przy czym "kto" nie jest określone przez imię i nazwisko wnioskodawcy, lecz przez jego dotychczasowe osiągnięcia. Dotychczasowe = przeszłe. Nie jest więc tak, że we wnioskach ocenia się wyłącznie ich jakość. Jak rozumiem, nawet zagraniczni recenzenci patrzą się również na to, kto złożył wniosek. Czy to wynika z kryteriów, według których nakazuje im się oceniać wnioski o przyznawane przez polskie instytucje publiczne granty, czy taka jest ogólnie obowiązująca praktyka na Zachodzie? Pytam, bo nie mam o tym zielonego pojęcia.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:33:51:

    @ Pi:

    > Wnioski wraz z recenzjami (z zachowaniem ich anonimowości) i oceną powinny być
    > udostępniane publicznie w kolejnym dniu roboczym po zakończeniu umowy. I to
    > powinno być zapisane w tej umowie :-).

    O, to jeszcze lepsza propozycja niż moja. Podpisuję się pod nią wszystkimi kończynami. Szkoda, że tylko tyle mogę...

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:56:16:

    Ja jestem całym sercem za udostępnianiem treści i ocen grantów. Swój udostępniam, koleżeństwo kilkukrotnie z niego korzystało. Wiem, że dla "miękkich" HS to ryzykowne (łatwo wyśmiać, po co badać komiksy / gry / bezdomnych / poezję regionalną), ale to moim zdaniem ważny element odpowiedzialności nauki wewnętrznej (wobec koleżeństwa) i zewnętrznej (wobec społeczeństwa).

    Gdybym miał zgodę NCN (które posiada prawa autorskie do recenzji), to bym wrzucał razem z recenzjami.

    Mam jednak wrażenie, że brak jawności maskuje nie tyle układy i układziki, ale fakt, że różnica między sfinansowanymi a niesfinansowanymi jest bardzo wąska. A wtedy MNiSW i NCN nie mogłyby tak łatwo narzekać na niski poziom, bo mogłoby się okazać, że nie wystarczy dobry wniosek - bo trzeba mieć jeszcze fuksa do recenzentów.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 15:56:45:

    @ Pi:

    > Co takiego nie halo jest w "naszym kraju"? Czy nie to, że USA czy UE są na tyle duże,
    > że można tam znaleźć kompetentnych i niezależnych, *wewnętrznych* ekspertów
    > i/lub recenzentów w praktycznie każdej dziedzinie, każdej tematyce?. U nas w
    > pewnych dziedzinach może ich zwyczajnie nie być, a w innych ludzie się znają jak
    > łyse konie.

    W mojej dziedzinie w kraju nie chyba nawet 100 aktywnych osób. Reszta, która stanowi jakąś kopę, to ludzie, którzy zajęli się działalnością czysto usługową i powiewa im rozwój naukowy. Czy ta aktywna setka to mało czy dużo? Moim zdaniem - bardzo mało. Prawie wszyscy znają się i wspólnie bawią się na krajowych konferencjach. To wszystko spowodowało, że nie słyszałem, aby w ostatnich 10-15 latach jakiś doktorant czy habilitant zostać negatywnie zrecenzowany, chociaż niektóre rozprawy czy osiągnięcia można by uznać za wątpliwe. W praktyce wyglądało to tak, że recenzent dawał upust swojemu niezadowoleniu, ale w konkluzji wnioskował o dopuszczenie kandydata do dalszych stadiów postępowania. Owszem, czasami zdarzają się negatywne recenzje w procesie oceniania artykułów nadesłanych do naszego jedynego branżowego czasopisma krajowego, ale po roku lub dwóch latach autor z reguły dowiaduje się pocztą pantoflową, kto ją napisał. Moim zdaniem to nienormalna sytuacja, ale tak jest. Czy to się da zmienić jakimiś przepisami? Nie, bo przecież przepisy nie podwoją liczebności środowiska.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 19:28:27:

    @redezi
    Mam jednak wrażenie, że brak jawności maskuje nie tyle układy i układziki, ale fakt, że różnica między sfinansowanymi a niesfinansowanymi jest bardzo wąska. A wtedy MNiSW i NCN nie mogłyby tak łatwo narzekać na niski poziom, bo mogłoby się okazać, że nie wystarczy dobry wniosek - bo trzeba mieć jeszcze fuksa do recenzentów.

    Zaden z najwyzej ocenionych przeze mnie wnioskow dla instytucji krajowych nie trafil do finansowania. Serio, jako recenzent tez chce wiedziec dlaczego!

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 20:09:19:

    Informacja z ministerstwa: www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/ustawa-2-0-co-dalej-list-wicepremiera-jaroslawa-gowina.html
    W najbliższych latach czeka Państwa wiele zmian. Zmienimy klasyfikację dyscyplin naukowych (opierając się na modelu OECD). Wprowadzimy nowe zasady ewaluacji (oceniając już nie jednostki organizacyjne, ale dyscypliny w ramach konkretnej uczelni czy instytutu naukowego). Powiążemy uprawnienia do nadawania doktoratów i habilitacji z kategoriami naukowymi przyznanymi danej jednostce. Gruntownie zmienimy model kształcenia doktorantów, traktując ich nie jak studentów, lecz badaczy, i wprowadzając dla nich powszechny system stypendialny. Rozpoczniemy rozpisany na kilka lat, konkursowy proces wyłaniania uczelni badawczych. Przyznamy uczelniom swobodę w zakresie określania własnych struktur organizacyjnych. Te i wiele innych zmian będziemy jednak wprowadzać ewolucyjnie, w oparciu o starannie przygotowany, realistyczny harmonogram.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 21:38:48:

    chario,
    Z wielkiej chmury mały deszcz? Czy może Gowin zaczyna już myśleć w kategoriach kolejnej kadencji i nie chce otwierać nowych frontów?

    A swoją drogą, 40 tys. doktorantów razy 12 miesięcy razy tylko 1500 zł = 720 mln zł.
    Naprawdę warto dawać stypendia 40 tysiącom doktorantów? W ścisłych od lat mamy mniej kandydatów niż miejsc stypendialnych, (mimo że)/(więc) stypendium oferujemy każdemu. Czy jednak w społ-humach studia doktoranckie w wielu przypadkach nie są formą przechowalni dla ludzi, którzy nie maja pomysłu na życie?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 22:37:12:

    PiS zaczyna juz sie przygotowywac do wyborow za 2 lata. Jezeli ustawa 2.0 ma obowiazywac od 1.10.2018, to rewolucji raczej w najblizszym czasie nie bedzie.

    Zastanawiam sie, jak bedzie wygladalo wprowadzenie klasyfikacji OECD (Link). 6 grup oceny w ocenie parametrycznej i 6 sekcji w CK? Ocena dyscyplinami w ramach uczelni oznacza trzeci poziom w tej klasyfikacji, czyli przykladowo: Wydzial Elektryczny i Wydzial Elektroniki ocenione zostana razem jako jedna dyscyplina, ale Instytut Psychologii i Instytut Filozofii na tym samym wydziale dostana kazdy osobna kategorie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 22:48:28:

    Wiem, ze u nas na wydzialach przyrodniczych biora kazdego, kto sie zglosi. W praktyce nie sa to czesto najzdolniejsi studenci. Czy to nie jest forma przechowalni dla osob, ktore nie maja lepszego pomyslu na zycie?

    Wiele wydzialow spol-hum bierze w praktyce wszystkich, ale stypendia dostaja tylko nieliczni. Czy doktorant, ktory studiuje za darmo, ale pracuje na caly stat, zeby sie utrzymac, jest osoba, ktora nie ma lepszego pomyslu na zycie? Nie wiem.

    U nas w jednostce jest system rekrutacji, ktory konkurencyjnie odsiewa kandydatow, ktorych opiekunom nie po drodze z wladzami wydzialu. Informacja potwierdzona przez kilka osob w ciagu ostatnich tygodni. Z tej racji nie mam nic przeciwko szkolom doktorskim na poziomie uczelni, pod warunkiem, ze te szkoly beda prowadzic rekrutacje na poziomie uczelni, a nie na poziomie jednostek.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 23:42:26:

    Chario bardzo celnie. Ogólnie chciałbym zwrócić uwagę na pewną pogardę pojęcia "pomysłu na życie", to w ogóle nie jest ciekawa kategoria do rozważania, chyba, że w sprekaryzowanym społeczeństwie przedapokaliptycznym.

    Problemem rekrutacji uczelnianej na zachodzie jest brak możliwości zaproszenia przez promotora jakiegoś zainteresowanego studenta, za to duża ilość studentów z tzw. dobrymi wynikami, za to z przypadkowymi lub brakiem zainteresowań, o których rozpoczyna się potem walka koncentrująca wg przydziału GTW, czyli endgame bywa podobny jak u nas. Ciekawe jakie są konkretne propozycje Gowina upodmiotowienia doktorantów-badaczy i relacji mistrzowskiej.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/04 23:50:02:

    Instytut Psychologii i Instytut Filozofii na tym samym wydziale dostana kazdy osobna kategorie
    Wedle mojego rozumienia proponowanych założeń nowej oceny, kategoria nie będzie w ogóle przysługiwała tzw. jednostkom podstawowym ani tym bardziej mniejszym (wydziałom, instytutom), tylko dziedzinie w obrębie całej uczelni (lub autonomicznego instytutu naukoweog/badawczego). Dana dziedzina może być reprezentowana po trosze po różnych wydziałach, jak i na danym wydziale może być realizowanych kilka dziedzin.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/05 00:08:31:

    @dala
    w NCN w ocenie jest punkt "szansa na zrealizowanie grantu", i jesli wnioskodawca ma wiek X gdzie średnia umieralności dla jego płci w kraju z którego pochodzi jest Y, i X jest większe od Y to ja w tym punkcie dam takiemu wnioskodawcy 0 punktów i wskażę, brak szans na zrealizowanie grantu w słabych punktach wniosku

    prawo wielkich liczb aż krzyczy, że ten wnioskodawca nie ma prawa miec przydzielanego grantu - tak jak Sonaty nie wolno składać 12 lat po doktoracie tak innych wniosków nie powinno się składać po przekroczeniu średniej przeżycia

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/05 00:14:54:

    Nobooks, w praktyce bedzie tak, jak w UK, gdzie poszczegolne jednostki, chcac zachecic kandydatow, umieszczaja na swoich stronach informacje o wynikach oceny parametrycznej. Jezeli faktycznie zostanie przyjety podzial na dyscypliny wedlug OECD, to bedziemy miec informacje w rodzaju: Filologia na naszym uniwersytecie uzyskala ocene A, przy czym w przypadku UW i UAM bedzie to oznaczalo laczna ocene trzech wydzialow i byc moze jeszcze do tego studium jezykow obcych.

  • scobin1986 napisał(a) komentarz datowany na 2017/07/05 00:17:31:

    @trzy.14

    A swoją drogą, 40 tys. doktorantów razy 12 miesięcy razy tylko 1500 zł = 720 mln zł.
    Naprawdę warto dawać stypendia 40 tysiącom doktorantów?

    Jeżeli te zmiany będą dotyczyły jedynie osób przychodzących na studia doktoranckie od tego roku (a wydaje mi się, że tak właśnie jest), to łączna liczba stypendystek/stypendystów będzie o wiele niższa niż 40 tysięcy. Sporo uczelni już teraz mocno ogranicza liczbę miejsc w rekrutacji, bo nagle trzeba zacząć płacić i doktoranci przestali być bezproblemowym źródłem pieniędzy. ;-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide