Robię habilitację

Wpis

sobota, 18 listopada 2017

Jestem u pani?

Oto pochwała habilitacji dokonana w Puzie Akademickiej (dziękuję, @trzy.14). I jest to tekst, z którym w znacznej mierze się zgadzam.

 

Przede wszystkim zgadzam się z prof. Brandtem, że nie ma sensu stosować argumentu "ad Amerykam". To, że w Ameryce, a może i w Senegalu nie ma habilitacji, nie ma większego znaczenia, bo my nie mówimy o Ameryce, ani o Senegalu. Podobnie zresztą należy traktować argumenty "Ad Kopernikum" - Kopernik być może i nie zrobił habilitacji, ale na szczęście nikt od niego nie będzie już tego wymagał.

 

I tu pisze Profesor coś, co dobrze wpisuje się w dyskusje z poprzedniego postu:

Od szeregu lat taka habilitacja może być zastąpiona przez serię publikacji o odpowiednim znaczeniu. Czy to są wymagania, których nie może spełnić wybitny uczony na drodze swojego rozwoju? Czy opublikowanie poważnej rozprawy, będącej wynikiem twórczych prac analitycznych czy doświadczalnych, odpowiednio przeprowadzonych i przedstawionych, to ma być zadanie ponad siły przyszłego sa modzielnego uczonego?

 

Habilitacja powinna być i coraz częściej jest po prostu wynikiem badań habilitanta. Naturalnym krokiem w jego rozwoju badawczym. Tak jak na całym świecie habilitant musi myśleć strategicznie (i może właśnie chcieć napisać książkę, bo tak wygodniej), jednak coraz mniej mnie interesują dyskusje humanstów, że u nich to jest inaczej. No trudno, nie mój problem. Mam czasem wrażenie, że te debaty to takie przedszkole akademickie, w którym każdy tupie swoją nóżką, a reszta świata powinna poczekać, aż starszaki upomną maluchów.

 

Prof Brandt pisze: 

Poruszone na końcu artykułu Prof. A. Jajszczyka dodatkowe argumenty o pozbywaniu się słabych pracowników bez habilitacji, o rzetelnych (!) konkursach na stanowiska zamiast habilitacji i o ocenie (!) aktualnego dorobku naukowego bez wymogu habilitowania się nie zasługują na rzeczową analizę.

 

Ja również uważam, że dyskusje na temat zniesienia habilitacji to połączenie literatury fantasy z myśleniem życzeniowym. Nagle Zły Czarownik Habilitacji zmieni się w Dzielnego Rycerza Oceny znanego jako "Uczciwe Serce". Urealnijmy nasze dyskusje o habilitacji.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
sobota, 18 listopada 2017 12:30

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/18 15:02:32:

    Przeklejam z poprzedniego wątku, bo pojawił się nowy post, a poprzednich można nie zauważyć.

    @rudamaruda1949

    Głównie chodzi mi o to, aby promotor w pracy licencjackiej czy magisterskiej poprawiał błędy merytoryczne oraz przeczytał pracę od początku do końca. Zdarzają się czasami takie osoby, które poprawiają też inne błędy (przecinki, szyk zdania, skreślenia zbędnych wyrazów, itp.), ale to już zależy wyłącznie od danej osoby.


    @trzy.14

    Pewnie dla pieniędzy, ale jakie stawki za 1 obronę są na uczelni to nie wiem.




    A co do sprawdzania prac przez promotora podczas doktoratu.

    Podczas pisania pracy na studiach III stopnia, oczekiwania są zupełnie inne, zarówno ze strony promotora, jak i doktoranta. Coraz częściej, spotykane są w dokumentach uczelni szczegółowe oczekiwania promotorów co do tematyki, ale tez innych kwestii. A wiadomo, jak wymagania jednej strony rosną, to ze strony doktoranta oczekiwania również rosną.

    Pewnie, że można zlecić komuś z sektora prywatnego sprawdzenie błędów, wykonanie badań w jakimś programie statystycznym, itp. Można nawet zatrudnić zewnętrznych specjalistów, którzy znają się na danym temacie znacznie lepiej niż osoby pracujące na uczelni, ponieważ wiedza praktyczna przy niektórych tematach prac jest bardziej przydatna niż teoretyczna z książek. W takim razie pojawia się pytanie: Po co doktorantowi promotor? Promotor, który nie za bardzo pomoże w części merytorycznej (bo się nie zna na danym temacie tak dobrze jak doktorant), a w innych częściach też nie za bardzo pomoże, bo to nie jest wśród jego obowiązków.

    Nie można porównywać sprawdzania prac podczas studiów I czy II stopnia, ze sprawdzaniem prac na studiach III stopnia. Przeciętny promotor będzie miał kilkadziesiąt/kilkaset (niektórzy nawet kilka tysięcy) seminarzystów w ciągu życia. A takich doktorantów tylko kilku (ewentualnie kilkunastu), więc wypadałoby się postarać. Oczywiście zdarzą się wyjątki z kilkudziesięcioma wypromowanymi doktorantami, ale bardzo rzadko.

    Większe pole wyboru, ma tu potencjalny doktorant, ponieważ gdy jego temat jest dosyć specyficzny i niszowy oraz w danej jednostce nie ma jednego pasującego promotora do tego tematu całościowo, to student może wybierać spośród tych, którzy się chociaż trochę znają na niektórych elementach. Wtedy, student będzie musiał rozważyć inne czynniki niż znajomość tematu przez promotora.

    Poza tym, uważam, że przeczytanie pracy doktorskiej od początku do końca, pomoc w pewnych kwestiach merytorycznych oraz ogólne sprawdzenie pracy (także różnego typu błędów) nie jest wysoką ceną za pomoc w awansie dla promotora. Promotor musi mieć co najmniej 3 obronione prace, aby składać wniosek o tytuł naukowy profesora. No i najważniejsza kwestia, jeśli dostęp do studiów III stopnia zostanie jeszcze bardziej ograniczony (wiele wydziałów potraciło kategorię pozwalające na szkoły doktorskie) to nowi doktoranci staną się jeszcze rzadszym okazem, a awans dla niektórych (oczywiście dla tych, którzy chcą awansować) niemożliwy. Dodatkowo, rządzący mają utrudnić promotorowi życie, jeśli jego doktorant się nie obroni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/18 17:05:43:

    Drogi Gospodarzu,
    Tak, zalinkowany tekst to pochwała habilitacji. Ale w wykonaniu prof. Mariana.

    Wspólną słabością tamtego tekstu oraz wcześniejszej wypowiedzi Jajszczyka jest całkowite pominięcie znaczenia profesur. Dlaczego? Czyżby profesorom niezręcznie było krytykować swój własny status?

    Weźmy na tapetę tylko ostatnie 2 akapity:
    Poruszone na końcu artykułu Prof. A. Jajszczyka dodatkowe argumenty o pozbywaniu się słabych pracowników bez habilitacji, o rzetelnych (!) konkursach na stanowiska zamiast habilitacji i o ocenie (!) aktualnego dorobku naukowego bez wymogu habilitowania się nie zasługują na rzeczową analizę.

    Niewątpliwie w Polsce polityka kadrowa leży i kwiczy. Nie ma mechanizmów pozbywania się "słabych" pracowników - niezależnie od faktu posiadania habilitacji, ale też nie ma dobrych kryteriów definiowania, kim są ci "słabi" pracownicy, nie ma też alternatywnych kanałów, którymi do systemu można by "zasysać" tych "silnych"; rzetelne konkursy są zapewne tak rzadkie, jak czterolistna koniczyna; a i bieżąca ocena pracowników jest zwykle rytuałem bez większych konsekwencji dla kogokolwiek. Czy jednak ta polityka kadrowa nie jest tak upadła właśnie dlatego, że zastępuje ją habilitacyjna proteza? Czy prof. Brandt napisał, jak wyeliminować słabości systemu, który jest, a który opiera się na systemie habilitacyjno-profesorskim?

    I dalej:
    Może w przyszłości, po zrównoważeniu finansowania nauki i nauczania w Polsce z potrzebami współczesnego rozwoju świata, warto będzie do tematu habilitacji wrócić. Z obecnymi argumentami, ale w odmiennych warunkach.

    To jest stara mantra, że jak państwo sypnie groszem, to będzie tu Kanada, a Sajgon jest (?) tylko dlatego, że złe państwo groszem nie sypie. Otóż z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że procent PKB przeznaczany w Polsce na "nauczanie" nie odbiega od światowych standardów. Analogiczne kwoty przeznaczane na badania naukowe i pochodzące z budżetu państwa są rzeczywiście niższe, tylko pytanie - czy naprawdę chodzi o kwotę, czy sposób jej dystrybucji. Gdzie polski niebieski laser? Gdzie grafen? Tam, gdzie za chwilę będą samochodziki elektryczne?

    Rzeczony prof. Marian występuje w obronie habilitacji, ale spójrzmy na kontekst i ujrzymy obronę własnych interesów. Jaki cel przyświeca pracownikom jego instytutu, wszystkich instytutów PAN, jak nie pokonywanie kolejnych szczebli naszego systemu awansów, od doktora, przez habilitacje, profesurę, po członkostwo w PAN. Jaki jest inny sens istnienia tych instytutów, jeśli nie zapewnienie możliwie najlepszych warunków dla rozwoju tych indywidualnych karier? Znieście system hab.-prof. - jaką nową misję zaproponujecie instytutom PAN? Jak będzie wyglądał skrawek materiału, którym będą próbować ukryć nagle objawiona nagość, niegdyś zwaną też wstydem?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/18 17:31:27:

    Porównajmy:
    Polska w ogonie
    Od kilku lat jednym z głównych wymiernych wskaźników sukcesu uczelni badawczych w Europie jest liczba grantów przyznanych przez ERC European Research Council. System grantów ERC ruszył w 2007 r. Najważniejsze są pięcioletnie granty dla zaawansowanych badaczy (do 3,5 mln euro) oraz dla młodych uczonych (do 2 mln). Dotychczas przyznano 4034 granty (1702 dla zaawansowanych i 2332 dla młodych). W tym czasie badacze z Polski zdobyli 14 grantów (3 dla zaawansowanych i 11 dla młodych), czyli niecałe 0,35 proc. całej puli. Dla porównania naukowcy z jednej tylko politechniki w Lozannie (EPFL) zdobyli 86 grantów, czyli ponad 2,1 proc. Najwięcej grantów zdobywają badacze pracujący w Wielkiej Brytanii, głównie cudzoziemcy (897 grantów, ponad 22,2 proc.). Na drugim miejscu są Niemcy (568 grantów, 14 proc.), potem Francja (525 grantów, 13 proc.), Holandia (330, prawie 8,2 proc. przy niecałych 17 mln ludności) i mała Szwajcaria (298, prawie 7,4 proc., ludność 8 mln).

    archiwum.polityka.pl/art/oskarzam-system,440824.html

    Wypowiedź prof Bandta:
    Ważnym takim sitem jest właśnie habilitacja. Nie trzeba z tego stopnia w karierze robić jakiejś szczególnie trudnej dla uczonego czy kosztownej dla społeczeństwa przeszkody. Poprzednio za habilitację uznawano samodzielną i poważną (= książkę, przyp. 3.14) pracę naukową, zawierającą oryginalne osiągnięcia o odpowiednim znaczeniu poznawczym, a często także praktycznym. Od szeregu lat taka habilitacja może być zastąpiona przez serię publikacji o odpowiednim znaczeniu. Czy to są wymagania, których nie może spełnić wybitny uczony na drodze swojego rozwoju?

  • taternik1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/18 17:55:45:

    Do trzy.14: Fragment: "Wspólną słabością tamtego tekstu oraz wcześniejszej wypowiedzi Jajszczyka jest całkowite pominięcie znaczenia profesur. Dlaczego? Czyżby profesorom niezręcznie było krytykować swój własny status? "

    Tekst wcześniejszej wypowiedzi dotyczy habilitacji a nie innych spraw, w tym profesur. A jednak znajduje się w nim następujące zdanie: "Przede wszystkim formalna hierarchiczność systemu akademickiego, której elementami są stopień doktora habilitowanego i tytuł profesora, jest zupełnie niedopasowana do szybko zmieniającej się w naszych czasach rzeczywistości"
    Polecam też dłuższy tekst z tego roku pt. "Szkolnictwo wyższe potrzeba całościowej reformy" (można łatwo znaleźć w Internecie ), gdzie m.in. napisano: "...Ścieżka kariery pracowników wyższych uczelni jest, moim zdaniem, zbyt długa, a cały system funkcjonowania szkolnictwa wyższego zbyt hierarchiczny, zupełnie niedopasowany do szybko zmieniającej się w naszych czasach rzeczywistości Dlatego też jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia tylko jednego stopnia naukowego, czyli doktoratu, a likwidacji habilitacji i profesury tytularnej."
    Czyli zarzut nie jest uprawniony, przynajmniej w przypadku przeciwnika habilitacji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/18 22:53:40:

    taternik,
    A, faktycznie.
    Ja więc ze swojej strony powtórzę moją oś krytyki systemu hab.-prof.: obecna praktyka wyprowadza odpowiedzialność za politykę kadrową poza jednostki, które te kadry zatrudniają.
    O ile pamiętam, niegdyś to rada jednostki składała wniosek. To mogło być używane jako środek mobbingu. Ale dziś, gdy to habilitant składa wniosek, to jednostka w jakimś sensie stała się ubezwłasnowolniona, zwłaszcza odkąd habilitant ma argument "8 lat", który uczynił z habilitacji wydarzenie socjalne.

    Habilitacja ma niewielki związek z poziomem nauki, za to jest punktem ciężkości polityki kadrowej. Habilitacja = polityka kadrowa. Jeśli uważamy, że w Polsce polityka kadrowa jest OK, to habilitacja jest OK i nie powinna być ruszana. Jeśli nie, to coś z habilitacją jest nie halo.

    Problem z "żenująco słabymi" habilitacjami (cytat za Jajszczykiem) nie leży nawet w tym, że one otwierają drzwi do "reprodukcji miernoty" (cytat z prasy), bo można mieć nadzieję, że posiadacze bardzo słabych habilitacji nie zdołają się zreprodukować (a jeśli jednak zdołają, to może te habilitacje - przynajmniej na tle środowiska - nie były takie słabe), ile że wprowadzają tych habilitantów do RW, a stąd, rok po roku, pozwalają im dyfundować w stronę centrum lokalnej GTW.

    Tak więc ja również jestem za zniesieniem systemu hab.-prof. jako systemu centralnego, ogólnopolskiego. Pozostaje podstawowy problem: jak bez tego systemu zapewnić właściwy dopływ kadr do systemu nauki i szkolnictwa wyższego? Jak zapewnić mechanizmy, które nie pozwolą skolonizować publicznych jednostek krewnymi i znajomymi Królika?

    I punkt drugi. Wydaje mi się pewne, że najbardziej głośni przeciwnicy habilitacji rekrutują się głównie spośród tych, dla których ona jest problemem, "barierą", "spowalniaczem postępów w nacue". Cokolwiek miałoby zastąpić habilitację, jest dla mnie jasne, że przynajmniej na uczelniach z ambicjami badawczymi będzie dla tych właśnie osób jeszcze trudniejsze do przeskoczenia. To nie będzie tak, że zwykły doktor uzyska uprawnienia habilitacyjne czy profesorskie, tylko że nigdy nie uzyska statusu osoby nietykalnej. Jeśli dziś habilitację i profesurę można porównać do wysepek w wartkim nurcie rzeki, na których można odsapnąć a nawet zbudować dom i dotrwać w nim do emerytury, to po ich likwidacji trzeba będzie płynąć w tej rzece wpław bez żadnej perspektywy wytchnienia. To jest kij, gdzie jest marchewka? Jak zapewnić dopływ właściwych kadr, pogrubiając kijek i nie oferując jednocześnie marchewki?

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/19 19:18:48:

    Jestem pomiedzy Pi i Gospodarzem. Pi ma racje, ze autor artykulu w ogole nie wypowiada sie na temat tego, co zrobic, zeby znane wszystkim i walkowane wady habilitacji zaczac rozwiazywac. Implikacja, ze habilitacja tak po prostu dziala jst nonsensem.

    Ale zgadzam sie tez z habilitantem szczegolnie w sprawie zastappienia habilitacji jakas tam ocena. To nie ma zadnego sensu, bedzie wiecej tego samego.

    Od lat twierdze, ze zeby zlikwidowac habilitacje, najpierw trzeba zajac sie wszytkimi problemami, ktore powoduja, ze habilitacja jest wlasnie taka jaka jest. Na przyklad, dopoki dopoty nie znajdziemy sposobu na nierzetelne recenzje, nie ma po co likwidowac habilitacji. Podobnie jest ze wszystkimi nieformalnymi wymaganiami.

    Zniesienie habilitacji nie uzdrowi niczego.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/20 14:34:22:

    @Habilitant2012:

    Nie mogę rozszyfrować aluzji "Jestem u pani?". Do czego odnosi się tytuł wpisu blogowego?

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/20 18:10:54:

    Halucinski: odnoszę się do wyrażenia, które sam używałem w dzieciństwie: Jesteś u pani, tzn. naskarżę na ciebie. No więc zadałem pytanie, czy znów narozrabiałem. I okazało się, że tak. Koleżeństwa z prof. Marianem jeszcze nikt mi nie zarzucił!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/20 22:14:33:

    Gospodarzu,
    Gdyby Kudrycka nie zaczęła mieszać, oboje wcześniej czy później nie tylko byśmy się poznakomili z Marianem, ale wręcz niepostrzeżenie weszli w jego buty. Można jej zarzucać wiele rzeczy, naiwność, krótkowzroczność, cokolwiek, ale przynajmniej jako pierwsza wprowadziła prawdziwy ferment w struktury skamieniałe w zasiedzeniu.

    Dlatego wolę rewolucjonizującego Jajszczyka niż konserwatywnego Brandta.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/20 23:11:40:

    I jeszcze - dlaczego nie może być tak, jak było. Nie tylko dlatego, że wcale nie było dobrze, poza tym że byliśmy młodsi i nic nas nigdzie nie strzykało.

    Chińczycy zaś od pewnego czasu nie szczędzą grosza na badania naukowe. Jeszcze w roku 2000 przeznaczali na ten cel mniej więcej tyle samo co Francja. Teraz już wydają więcej niż cała Unia Europejska
    donosi dzisiejsza GW w artykule o tym, jak Chińczycy przegonili USA w technologiach superkomputerowych (w których Europa jako samodzielny gracz chyba nawet nigdy się nie liczyła).

    wyborcza.pl/7,75400,22661434,chinskie-superkomputery-zostawily-w-tyle-reszte-swiata-jedna.html

    Oczywiście nie chodzi o te superkomputery, tylko o szybko zmieniający się świat wokół nas. Do tego dochodzi utrwalone przez pokolenia przeświadczenie, że te wynalazki, ajfony, pendolina, kosmosy, internety - to wszystko robi się "samo", poza Polską, która jest tu tylko kibicem, widzem, klientem.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 12:15:16:

    @trzy.14
    > Do tego dochodzi utrwalone przez pokolenia przeświadczenie, że te wynalazki,
    > ajfony, pendolina, kosmosy, internety - to wszystko robi się "samo", poza Polską,
    > która jest tu tylko kibicem, widzem, klientem.


    To przeświadczenie jest tylko realistyczną percepcją rzeczywistości, bo Polska JEST:

    - krajem peryferyjnym i kadłubowym (PRL/III RP - 312 tys. km2, II RP - 388 tys. km2, I Rzeczpospolita - ok. 1 mln km2),

    - czterokrotnie CAŁKOWICIE zdemolowanym w ostatnich 350 latach,

    - z dwukrotnym masowym wyrzynaniem ludności (potop szwedzki - 30% ludności, II WW - 16% ludności),

    - z pięciokrotnie rabowanym majątkiem narodowym i prywatnym w ciągu ostatnich 150 lat (ostatnie pięć pokoleń praktycznie pozbawionych akumulacji majątku!).

    Punktem wyjścia w takiej sytuacji nie jest stwarzanie mitologii cierpiętniczej lub - przeciwnie - mocarstwowej, ale realistyczna ocena położenia i możliwości. A możliwości wyboru mamy obecnie niewielkie: pseudo-land niemiecki eksploatowany kolonialnie, albo pseudo-gubernia rosyjska eksploatowana kolonialnie. Oceniając różnice pomiędzy sytuacją Ukrainy i Polski, lepszym wyborem cywilizacyjnym jest OBECNIE wariant zależności od Niemiec i organiczne - bo innego mieć nie będziemy, kręgi niemieckiego i francuskiego establishmentu nie pozwolą - budowanie WŁASNEGO przemysłu i WŁASNEJ pozycji gospodarczej i finansowej. Można oburzać się na etatystyczne działania rządu Szydło/Kaczyńskiego, ale każdy inny wariant skończy się natychmiastowym wrogim przejęciem lub protekcjonistycznym zniszczeniem vide bezprawne działania Veluxa wobec Fakro, czy Czechów wobec polskich producentów żywności.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 17:22:33:

    @Stary Zgred:

    Dał Pan czadu. I nie chodzi mi o Pańskie poglądy, lecz o sam temat posta, który w gruncie rzeczy wykracza nawet poza politykę w nauce.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 17:53:44:

    @halucinski
    > Dał Pan czadu. I nie chodzi mi o Pańskie poglądy, lecz o sam temat posta,
    > który w gruncie rzeczy wykracza nawet poza politykę w nauce.


    A. To nie są moje poglądy, ale obserwacja rzeczywistości. Notorycznie, także na tym blogu, utożsamia się obserwację z wyznaniem wiary obserwatora. Sorry, ale to nie ta bajka.

    B. To nie wykracza poza politykę w nauce, bo polityka w nauce, jak i jakakolwiek aktywność społeczna nie są odizolowane i nie istnieją w próżni. Nie można zapominać, że kolosalne nakłady na badania naukowe, a przede wszystkim na R&D w krajach zachodnich wynikają z ich dorobku i OBECNEGO dobrobytu, ale te z kolei wynikają z AKUMULACJI uprzednich pokoleń. A ta akumulacja bazowała PRZEDE WSZYSTKIM na rabunku kolonialnym, który w przypadku takiej Francji trwa do dziś vide Mali i tamtejsze kopalnie Arevy. Natomiast faktyczne imperia kolonialne Niemiec i Rosji to z uwagi na ich późny start (Niemcy) i lokalizację (Rosja) to była przede wszystkim tzw. bliska zagranica. I my niestety mieliśmy pecha, że będąc tą bliską zagranicą utraciliśmy już w pierwszej połowie XVII wieku zdolność jednoczesnego odpowiadania adekwatną kontragresją.

    Niestety, aktywność naukowa państwa wynika z gospodarki, a nie na odwrót.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 18:27:33:

    A jaką lekcję można wyciągnąć ze współczesnej, "naukowej" historii Izraela, Tajwanu i Korei Pd? Kto o nich słyszał, powiedzmy, 70 lat temu?

    Z jakim zakumulowanym kapitałem zaczynała w latach 50. Korea pd, jedno z wówczas najbiedniejszych państw świata?

    Jedno jet pewne: w każdym z tych 3 przypadków decydującą rolę odegrało państwo, jego elity.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 19:50:16:

    @Pi:

    > Jedno jet pewne: w każdym z tych 3 przypadków decydującą rolę odegrało państwo,
    > jego elity.

    I raczej nie zyski z kolonii.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 19:58:56:

    @Stary Zgred:

    > To nie są moje poglądy, ale obserwacja rzeczywistości. Notorycznie, także na tym
    > blogu, utożsamia się obserwację z wyznaniem wiary obserwatora. Sorry, ale to
    > nie ta bajka.

    A i owszem, utożsamiłem je, bo, po pierwsze, sam Pan użył wykładników językowych utożsamiających Pana z treścią wypowiedzi ("mamy") i, po drugie, można racjonalnie zakładać, że nadawca utożsamia się w jakiś sposób z wypowiadanym komunikatem, jeżeli jego wypowiedź nie zawiera wyrażeń wskazujących na dystansowanie się od niej.

    > Niestety, aktywność naukowa państwa wynika z gospodarki, a nie na odwrót.

    Oczywiście zgadzam się z Panem. Zwłaszcza jest mi bliska zreferowana przez Pana obserwacja o niemożności akumulacji bogactwa przez polskie społeczeństwo w ciągu ostatnich dwóch stuleci.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 20:26:19:

    @trzy.14
    > A jaką lekcję można wyciągnąć ze współczesnej, "naukowej" historii Izraela,
    > Tajwanu i Korei Pd? Kto o nich słyszał, powiedzmy, 70 lat temu?
    > Z jakim zakumulowanym kapitałem zaczynała w latach 50. Korea pd, jedno
    > z wówczas najbiedniejszych państw świata?


    Ehm, poczytaj może kilka książek EKONOMICZNYCH i POLITYCZNYCH.

    Z wyjątkiem Tajwanu, gdzie pieniądze pompowała diaspora chińska rozproszona po świecie i wrogo nastawiona wobec rządów Mao, pozostałe dwa kraje, Izrael i Korea Pd. rozpoczynały jako skrajnie BIEDNE kraje rolnicze, a kapitał zaczął do nich napływać jak do zamkniętych stref produkcyjnych, z absolutnie protekcjonistycznym rynkiem WEWNĘTRZNYM i ścisłym limitowaniem dostępu obcego kapitału do zasobów pracy. Szczególnie, i praktycznie w dalszym ciągu, dotyczy to Korei Pd. Identycznie Chiny Ludowe: jakikolwiek obcy kapitał mógł i dalej może działać wyłącznie jako joint venture z 50% udziałem kapitału chińskiego.

    I w przypadku kapitału napływającego z UK i Francji to BYŁY zyski wypracowywane bardzo długo, do końca lat czterdziestych, także z kolonii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 21:28:38:

    Jezeli kogos to jeszcze obchodzi, Kinga Gajewska (PO) na twitterze:

    Kinga GajewskaVerified account @gajewska_kinga

    Festiwal zarzutów posłów PiS do @Jaroslaw_Gowin dopiero się rozkręca. Niedopuszczalne są również: egzaminy wstępne, wydłużenie studiów zaocznych, elitarność sz.w., ścieżkowanie karier naukowych, atomizacja struktur, wprowadzenie dodatkowych ocen uczelni #Ustawa20

    Komitet Nauk Pedagogiczych PAN i Rektorzy niepokoją się likwidacją części listy B wykazu czasopism punktowanych @NAUKA_GOV_PL Zgadzam się, że to marginalizacja polskich baz czasopism naukowych #Ustawa20

    Zarzuty PiS do #Ustawa20
    -neoliberalna koncepcja
    -student to towar
    -likwidacja autonomii uczelni
    -dyktatura rektora
    -negatywna ocena pracownika z możliwością zwolnienia
    -marginalizacja uczelni regionalnych

    Prof. Bernacki (poseł PiS) o #Ustawa20 Ten projekt ustawy jest po prostu zły. Na sali rozległy się brawa od wszystkich obecnych posłów PiS.

    Zaczęło się publiczne okładanie @Jaroslaw_Gowin i #Ustawa20 podczas podkomisji ds. nauki i szkolnictwa wyższego przez kolegów z PiS. Wg nich niedopuszczalna jest koncepcja neoliberalna. Wg mnie, prace nad ustawą przedłużą się w nieskończoność.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 21:51:51:

    Trochę rozklekotany przekaz ale cieszy, że dojechali z krytyką. Radosne będzie również patrzenie jak Ich Magnificencje Rektorzy zaczną krytykować kierunek jak tylko zwietrzą wiatr historii. Podobno już jest jakiś list otwarty w tej sprawie, tylko po co było wyrażać silne poparcie kierunku towarowego miesiąc temu?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 22:10:03:

    @Zitterbewegung:

    > Radosne będzie również patrzenie jak Ich Magnificencje Rektorzy zaczną
    > krytykować kierunek jak tylko zwietrzą wiatr historii. Podobno już jest jakiś list
    > otwarty w tej sprawie, tylko po co było wyrażać silne poparcie kierunku
    > towarowego miesiąc temu?

    Bo jest się chorągiewką na wietrze. Ale to wie Pan, ja i wielu innych forumowiczów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/21 22:46:05:

    Z 2.0 pewnie będzie jak do niedawna z habilitacjami: "wniosek zasadniczo dobry, ale przedwczesny"

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 08:31:33:

    @staryzgred
    Przykładowo wymieniany kiedyś na tym blogu Varoufakis "sugerował", że za aktualnym dobrobytem Korei Płd. (ale też Japonii i Niemiec) stoi kapitał wpompowany przez USA.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 08:45:55:

    @haluciński

    >można racjonalnie zakładać, że nadawca utożsamia się w jakiś sposób z >wypowiadanym komunikatem, jeżeli jego wypowiedź nie zawiera wyrażeń >wskazujących na dystansowanie się od niej.

    Czy to znaczy, że jeżeli jestem kryminologiem rzeczowo opisującym (komunikującym...) praktyki kanibalistyczne to można "racjonalnie" zakładać, że sam od czasu do czasu organizuję sobie taką biesiadę? W jaki sposób mam się od tego "zdystansować"? Poprzez użycie w słów typu "ohydne", "ja nigdy", "poza tym jestem wegetarianinem" itd? Raczej nie, prawda? :)

    @zgred
    >To nie są moje poglądy, ale obserwacja rzeczywistości. Notorycznie, także na tym >blogu, utożsamia się obserwację z wyznaniem wiary obserwatora.

    To prawda. Myślę na szybko, że mamy co najmniej trzy osobne przyczyny takiego stanu rzeczy. (1) Powszechny brak rygoryzmu. Np. w ekonomii, która aspiruje do miana "prawdziwej nauki" (cokolwiek to znaczy, mogę to potem rozwinąć) użycie sądów wartościujących i mix deskryptywno-preskryptywny są powszechne. Co więcej, to się pojawia nawet gdy świadomie chcielibyśmy tego uniknąć - tu kłania się nasza (2) ograniczona racjonalność, kondycja ludzka. Z drugiej strony (3) polityczna poprawność, tabu itd nie pozwalają poczynić pewnych obserwacji bez supozycji, że sam fakt jej poczynienia mówi już wiele/coś o obserwatorze.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 09:13:33:

    @h_hornblower:

    Ma mnie Pan. Zapomniałem dodać wzmianki o konsytuacji.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 09:51:58:

    @wpisz_longin
    > Przykładowo wymieniany kiedyś na tym blogu Varoufakis "sugerował",
    > że za aktualnym dobrobytem Korei Płd. (ale też Japonii i Niemiec) stoi kapitał
    > wpompowany przez USA


    Kapitał tak, ale w przypadku Korei i Japonii nie było to opanowanie rynku wewnętrznego. Zresztą kapitał USA, wbrew całej hipokryzji "objawionego przeznaczenia", miał pochodzenie jak najbardziej kolonialne: czym było podbijanie i aneksja kolejnych terytoriów przez imperialne USA sterowane doktryną Monroe, jak nie realizacją kolonialnego modelu "bliskiej zagranicy", podobnie jak w przypadku imperium carskiego, tylko w formie bardziej drastycznej, bo połączonej z nieomal całkowitą eksterminacją dotychczasowej ludności. Ekstensywana ekspansja terytorialna w połączeniu z zasysaniem nadwyżek ludnościowych Europy i ich bezwzględną eksploatacją pozwoliła na zbudowanie tak kolosalnej gospodarki i olbrzymich nadwyżek kapitałowych. A potem? A potem to już tylko hipokryzja, gdzie werbalną ideologię zasad moralnych umacnia się globalną równowagą sił.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 09:54:02:

    Dla ewentualnych moralistów:
    użyłem sformułowania hipokryzja jako opisu środka amerykańskiej propagandy politycznej stosowanej na użytek wewnętrzny i zewnętrzny, a nie jako oceny.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 10:53:15:

    @haluciński
    Parafrazując Moksa z Vabanku: Konsytuacja? Ładnie powiedziane... No ale jaka była w takim razie "konsytuacja" wypowiedzi zgreda? :)

    Jeśli wzmianka @zgreda o moralistach była do mnie (uderz w stół itd) to dowyjaśniam, że nie wierzę, abyśmy mogli uniknąć ocen uprawiając takie dyscypliny jak ekonomia. Lubię jednak jasne sytuacje, dlatego cenię sobie przynajmniej próby rozdzielenia 'co się stało' od 'co z tego wynika' (oczywiście dobór elementów tego co definiuje 'co się stało', tak jak w książce Chena o Korei Pd, też może/musi nie być wolny od naszej indywidualnej i skłonnej do ocen i pochopnych wniosków percepcji).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 12:20:04:

    @h_hornblower
    > Jeśli wzmianka @zgreda o moralistach była do mnie

    Nie była.

    > to dowyjaśniam, że nie wierzę, abyśmy mogli uniknąć ocen
    > uprawiając takie dyscypliny jak ekonomia.


    W żadnym kontekście, nawet fizyki, nie da się uniknąć uwarunkowań subiektywnych, szczególnie przy tworzeniu modeli bazujących na wielkościach nieobserwowalnych. W końcu Goedel się kłania ze swoim dowodem granic stosowalności każdego formalizmu dowodzącym, że każdemu formalizmowi można przeciwstawić inny kontr-formalizm równie dobrze tłumaczący zjawiska na podstawie danego zbioru obserwacji. Swobodę trochę przycina brzytwa Ockhama, ale w końcu to jedynie heurystyka. Natomiast szczególnym czynnikiem zakłócającym i aktywnie zafałszowującym obserwację rzeczywistości jest wskazane przez Pana:

    (3) polityczna poprawność, tabu itd nie pozwalają poczynić pewnych obserwacji bez supozycji, że sam fakt jej poczynienia mówi już wiele/coś o obserwatorze.

    I to jest bardzo groźne, jeżeli weźmiemy pod uwagę ogromną podatność większości ludzi na presję autorytetów, dominatorów i posłuszeństwo wobec rozkazów vide doświadczenia Milgrama oraz Zimbardo. Mało kto zauważa, ale tresura poprawności politycznej lansowanej przez mentalnych potomków Rudiego Dutschke, którzy właśnie zakończyli swój "długi marsz przez instytucje", doprowadziła do praktycznego obalenia stosowania prawa rzymskiego w Europie. Fundamentalna zasady: domniemania niewinności i obowiązku dowiedzenia winy już w tym regionie nie obowiązują.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/22 23:40:20:

    Profesor Włodzimierz Bernacki, zastępca przewodniczącego podkomisji stałej do spraw nauki i szkolnictwa wyższego i poseł PiS, zwraca uwagę, że reforma nie realizuje programu wyborczego PiS, a jego posłowie nie uczestniczyli w pracach nad nią. Zamiast tego ogłoszono konkurs na założenia do reformy. Mówi też, że nie poprze reformy, bo jest neoliberalna, a on jest zwolennikiem nauczania społecznego Kościoła.

    www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/311229923-PiS-mowi-nie-reformie-Gowina.html&template=restricted

    Zbieram szczęką z podłogi. Kto przebije argumentum ad Eccesiam Sancti?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 08:33:49:

    Przesłuchałem całe posiedzenie komisji i wystąpienie Bernackiego - choć w duchu niewątpliwie "Marianowym" - było bardzo logiczne i merytoryczne. Jemu się rozchodzi o to, że w 2.0 uczelnie są traktowane w sposób rynkowy, a studenci jak towar. Natomiast on, powołując się na społeczną naukę KK i program PiS mówi o potrzebie wyrównywania nierówności społecznych. Podawał przy tym konkretne przykłady, np. URz, który w myśl nowej ustawy straci większość uprawnień habilitacyjnych. Podobne argumenty w stosunku do Szczecina wysuwali pozostali posłowie.

    Więc ten zapis o powiązaniu kategoryzacji z uprawnieniami do nadawania stopni jest nie do zaakceptowania dla większości PiS i prawdopodobnie zostanie zmieniony. A to jeden z centralnych punktów reformy.

    Oczywiście Bernackiego trudno uznać za zwolennika modernizacji - nawet w tym wystąpieniu nawiązał do kolokwium habilitacyjnego, za którym strasznie tęskni.

    Ja natomiast nadal nie rozumiem sensu we wprowadzeniu klasyfikacji OECD, w szczególności że nadal nic nie rozwiązuje w naszej sytuacji. Gowin obiecywał m.in. habilitację z dziedzin, a nie dyscyplin a w OECD nadal mamy ten nieżyciowy podział na ekonomię i zarządzanie (ekonomia&ekonometria // biznes i zarządzanie).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 10:48:49:

    sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje_arch.xsp?unid=D6E327F28F133233C12581D900322E6A

    Bernacki od 16:23

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 11:24:28:

    Podawał przy tym konkretne przykłady, np. URz, który w myśl nowej ustawy straci większość uprawnień habilitacyjnych. Podobne argumenty w stosunku do Szczecina wysuwali pozostali posłowie.

    Podobno ustawa Gowina znosi "wymóg" habilitacji, co automatycznie oznacza, że uprawnienia habilitacyjne przestają mieć istotne znaczenie. Dopóki habilitacja to stopień państwowy to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby prawo do habilitowania miały tylko jednostki A+, albo jeszcze lepiej - tylko PAN (oczywiście nie chodzi o instytuty PAN). Podobnie z tytułami.

    Osobną kwestią jest to, czy (tytuł) habilitacja powinna być stopniem państwowym, czy może lokalnym. Osobiście nie widziałbym nic dziwnego w tym, że ktoś z określonym dorobekiem mógłby być profesorem w przysłowiowej Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, docentem w Przeciętnej Szkole Wyższej albo asystentem w Najlepszej Szkole Wyższej, jeśli w ogóle by go tam chcieli.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 11:39:40:

    Bernacki mówi ciekawie, choć w wielu miejscach mija się z rzeczywistością.
    Na przykład nikt nie broni mu organizować obron doktorskich przed radą wydziału. Niech więc się oburza na własną RW, która przegłosowała była taki a nie inny tryb. Argumentacja za kolokwium poniżej krytyki. Zauważył głośno coś, co jest oczywiste: kontrast między propozycjami finansowymi dla doktorantów i stałej kadry naukowej, zwłaszcza tej młodszej. "katastrofa". Ale nie powiedział, skąd Gowin miałby wziąć pieniądze na pomysły, jakie funkcjonowały chyba za rządów SLD i wiązały płace naukowców ze średnią krajową. Znowu jakieś bajdurzenia o modelu 5-2. Tu się pojawił argument ze Stalina, czyli w zasadzie można wyłączyć transmisję. Bernackiemu marzysię, by PWSZ-ty w Rzeszowie i Szczecinie "mogły mieć marzenia", by mogły kiedyś stać się Akademiami, no mnie szlag trafił. Ale tak, to jest ciekawa wypowiedź i nawet ta społeczna nauka Kościoła w kontekście całej wypowiedzi jest już akceptowalna.

    To, co jest w jego wypowiedzi ciekawe, to wielokrotne zadanie prostego pytania: po co? Ja niestety nie wiem, po co jest ustawa 2.0, jakie cele ma osiągnąć. A od tych pytań i publicznego sformułowania odpowiedzi należało zacząć. Wtedy dyskusja nie dotyczyłaby, czy ma być kolokwium, tylko czy kolokwium lub jego brak ma jakikolwiek związek z zakładanymi celami ustawy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 11:46:00:

    micieck, przepraszam, dobrze się czujesz? Habilitację dać jako *wyłączne* uprawnienie dla PAN-u? To by zakonserwowało PAN w jego obecnej niewydolności połączonej z samouwielbieniem i cofnęło Polske o dziesięciolecia. Jest dokładnie odwrotnie: wszelkie, powtarzam: wszelkie uprawnienia "awansowe" trzeba przenieść wyłącznie na uniwersytety. Tylko tak można *próbować* skłonić pracowników PAN do zajęcia się czymś innym niż skakanie po szczeblach indywidualnej "kariery akademickiej".

    Jedną z większych wad reformy poprzedniej i obecnej jest pominięcie kwestii instytutów PAN, JBR-ów i korporacji PAN - zgodnie z zasadą, że gnijącego jajka lepiej nie tykać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 11:49:36:

    Przy czym w tej chwili sanację w instytutach "branżowych" usiłuje się dokonać metodami pozaustawowymi, czyli przez radykalną wymianę dyrekcji. To jest droga donikąd, bo niechybnie, bez zmiany otoczenia instytucjonalnego za 3-5 lat odtworzą się tam te same struktury, powiedzmy, quasimafijne, których istnienie jest powodem obecnych ostrych działań.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 20:47:16:

    From another barrel... Dostałem recenzję artykułu. Artykuł jest po angielsku. Recenzent zjechał mnie od góry dołu za użycie pierwszej osoby liczby pojedynczej (np. 'I found that 2 + 2 = 4'). No tak... Ciekaw jestem jak Wy do tego podchodzicie i jakie macie doświadczenia.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 22:19:08:

    Cóż, co dysplina, a raczej podejście, to inny obyczaj, u mnie się obrywa, za brak pierwszej osoby liczby pojedycznej, chyba że to tekst wieloautorski, to wtedy 1 os. liczby mnogiej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 23:16:10:

    U mnie jak u dra karangi. Pierwsza osoba ułatwia identyfikację "wkładu" od tła. Wszelkie kursy "Academic writing" zalecają preferowanie form osobowych i, generalnie, "active voice".

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 23:25:11:

    Dzięki za odpowiedź, ale wcale nie "wszelkie". Co nie zmienia faktu, że ja też wolę "I", zwłaszcza, że jako nie native speaker nie chce się silic na 'It was found that...' albo - nie daj Boże - 'The author found that...'.

    @dr.kananga, możesz podac dyscyplinę, bo @trzy.14 to chyba fizyka, prawda?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/23 23:40:35:

    Nie wszelkie. W matematyce we find that my wspólnie autor z czytelnikiem. Or it can be found co autor już wie i obiecuje że czytelnik się dowie jak zechce. Forma identyfikacji wkładu to antyprzykład stylistyczny.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 08:48:38:

    @trzy.14
    > Znowu jakieś bajdurzenia o modelu 5-2

    Skonkretyzuj swoje za i przeciw pomiędzy 3,5+1,5 a 5-2. Bo ja widzę wiele wad pierwszego wariantu i sporo zalet drugiego.

    Uprzedzając ewentualne zarzuty: nikt nie broni skoczkowi kierunkowemu wykazać się znajomością różnic programowych w modelu 5-2, natomiast obecnie widzę wielu niedouków, którzy na magisterce znaleźli się kompletnie przypadkowo. Obecna magisterka jest takim samym nieporozumieniem jak okrojone trzyletnie liceum. I jedno, i drugie produkuje masowego ćwierćinteligenta.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 14:51:46:

    Okolice socjologii, ale to nie jest reguła, bo nie ma jednej socjologii, w niektórych czasopismach dalej preferują formułę typu "....author X claimed that.... But, it is argued here that...". Kiedyś, jak jeszcze pisałem do polskich czasopism, dostałem recenzję z uwagą, że mam narcystyczną osobowość, bo ciąglę piszę w 1. os. liczby pojedynczej :)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 17:45:00:

    staryzgred2012,
    No więc problem jest w tym, że uczelniom opłaca się przyjmować byle kogo na magisterki, bo płaci się im od studiującej głowy.

    3+2 otworzyło drogę do powszechniego wykształcenia wyższego. To jest absolutnie kluczowa "zasługa" 3. 5 lub 2 w 3+2 to powinno byc przygotowanie do pracy badawczej. Kolejne 4-6 na doktoracie to już praca badawcza.

    3 pozwala ludziom pójść o pracy po 3 a nie 5 latach studiów.
    5-2 maiłoby sens tylko po redukcji liczby studentów o czynnik rzędu od 2 do 5.

    Błogosławiony dzień, w którym wprowadzono system boloński. Przeklęty niech będzie ten, kto go w Polsce zaimplementował.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 17:52:43:

    @trzy.14
    > 3+2 otworzyło drogę do powszechniego wykształcenia wyższego

    POWSZECHNEGO vs. WYŻSZEGO - to jest oksymoron. Albo masz powszechne, albo masz wyższe. Obecnie masz powszechne wykształcenie średnie z dyplomem nominalnie wyższym. To NIE JEST wykształcenie wyższe. Sorry, nie te kompetencje intelektualne, nie te umiejętności. Oczywiście można zakłamywać ideologicznie, w czym przyklaskiwała sobie lewica polityczna i cwaniactwo profesorskie. Jedno myślało, że realizuje utopię, drugie namiętnie kręciło lody.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 17:54:10:

    @trzy.14
    > 3+2 otworzyło drogę do powszechniego wykształcenia wyższego

    powszechne wykształcenie wyższe - to jest oksymoron. Albo masz powszechne, albo masz wyższe. Obecnie masz powszechne wykształcenie średnie z dyplomem nominalnie wyższym. To NIE JEST wykształcenie wyższe.

    Sorry, nie te kompetencje intelektualne, nie te umiejętności praktyczne. Oczywiście można zakłamywać ideologicznie, w czym przyklaskiwała sobie lewica polityczna i cwaniactwo profesorskie. Jedno myślało, że realizuje utopię, drugie namiętnie kręciło lody.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 17:55:21:

    Przepraszam za dublet, ale to efekt mylącego komunikatu serwera o odmowie wysłania.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 17:58:58:

    @trzy.14
    > 5-2 maiłoby sens tylko po redukcji liczby studentów o czynnik rzędu od 2 do 5.

    Czy Twój wpis wynika z nieświadomości, czy ze świadomej MANIPULACJI?

    System boloński żąda JEDYNIE, aby rozdzielić fazę licencjacko/inżynierską (czyli praktyczną) od fazy magisterskiej (czyli pierwszego stopnia naukowego). Nie ma tam nic o tym, czy ma to być 3,5+1,5, czy też 5-2. Wbrew temu co piszesz, system 5-2 także pozwala na uzyskanie po trzech latach licencjata/inżyniera z możliwością kontynuacji do magisterki, ale jest to system spójny w przeciwieństwie do kompletnego chaosu i dezorganizacji systemu 3,5+1,5.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 18:29:34:

    Wykształcenie wyższe to nie to samo, co wykształcenie elitarne. Teraz ty mylisz pojęcia.

    O ile dobrze pamiętam, w 1937 maturę w Polsce zdało ok. 13 tys. osób. Jednocześnie liczba uczelni publicznych wynosiła sztuk 11.

    Wtedy można było argumentować, że kształcenie "dzieci chłopskich" poza naukę czytania i rachunków do tysiąca nie ma sensu. Podobnie jak posyłanie na studia kobiet było nie do pomyślenia jeszcze 150, a może i 100 lat temu. Kształcenie "dzikusów" z Afryki czy kolorowych przedmieść amerykańskich miast to przecież zupełnie współczesna historia. Dziś wiemy, że ówczesne argumenty były po prostu fałszywe.

    Nie ma powodu, by zamykać po maturze drzwi edukacji dla 90% społeczeństwa. Trzeba każdego nauczyć tyle, ile jest w stanie wchłonąć. I tyle.

    To otwiera pytanie, czy uczelnie wyższe były najlepszym medium powszechnego kształcenia wyższego. Prawdopodobnie nie, zapewne trzeba było powołać zupełnie osobne, nieakademickie "szkoły wyższe". Ale nie powołano i jakoś musimy z tym życ.

    Jest więc dla mnie oczywiste, że można i trzeba na 2-3 letnich studiach/kursach pomaturalnych kształcić co najmniej 50% populacji. Pytanie nie brzmi więc - czy, tylko - jak!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 19:02:17:

    @H_hornblower:

    Przepraszam, nie miałem wcześniej czasu, aby odpowiedzieć Panu.

    Żeby nie przedłużać: dla mnie wypowiedź Zgreda była odpowiedzią na opinię Pi o utrwalonym przez pokolenia przeświadczeniu, że wszystkie nowinki techniczne powstają zagranicą (z czym się zresztą zgadzam). Owszem, Zgred podał o dane o zmniejszającym się terytorium RP w ciągu ostatnich 250 lat (fakty), ale okrasił to uwagami o peryferyjności i kadłubowości polskiej państwowości (opinia). Wplótł również uwagę, że można oburzać się na etatystyczne stanowisko obecnego rządu, po czym dodał, że inne postępowanie skończy się np. wrogim przejęciem. To dla mnie jest równoznaczne z wyrażeniem przez Zgreda swojego poglądu na poruszony temat (zaznaczam, że nie oceniam zasadności tej opinii). Zresztą każda wypowiedź o przyszłości jest tylko poglądem, opinią, stanowiskiem, bo przecież przyszłość jest nieznana. Rzecz jasna, na podstawie faktów, czyli zdarzeń, które wystąpiły lub występują w chwili mówienia, można mniej lub bardziej trafnie przewidywać tę przyszłość, ale taka wypowiedź nie należy to obszaru wiedzy.

    To dlatego założyłem, że Zgred nie przytacza tylko faktów, lecz przedstawia swoje poglądy. Moim zdaniem to racjonalne założenie. Zgred zaprzeczył i wszystko jest jasne. Ja nie widzę powodu, żeby zgłębiać dalej tę kwestię.

    Pan natomiast, tak sobie myślę po czasie, zastosował wobec mnie chwyt erystyczny, który polegał na zestawieniu mojego twierdzenia z historyjką o kryminologu i kanibalach. W sprytny sposób postawił mnie w pozycji, w której zanegowanie Pańskich wniosków wypływających z tej historyjki wyglądałoby tak, jak bym sam zaprzeczył temu, co wcześniej napisałem. A ja dałem się zrobić.

    No, to tyle ode mnie. Proponuję zamknąć temat.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 19:10:07:

    statlinks.oecdcode.org/922017081p1g010.xlsx

    W najbardziej rozwiniętych krajach świata liczba researchers per thousand employment sięga 15. Czyli 1.5%.

    Liczba pracujących w PL = 16 500 tys. 1.5% z tej liczby to 250 tysięcy.
    W rzeczywistości w PL w sektorze R&D pracuje 0.52 zatrudnionych, co daje ok. 86 tys. Czyli niemal liczba etatów naukowych na uczelniach. A gdzie przemysł?

    A przecież ludzi wykształconych potrzeba nie tylko w R&D.
    Nauczyciele, lekarze, inżynierowie, dyrektorzy, oficerowie wojska i policji, księża, prawnicy wszelacy. Jeśli pominąłem jakąś dużą grupę zawodową, to przepraszam.

    Nie ma współczesnego rozwiniętego państwa bez powszechnego wykształcenia wyższego = co najmniej 2-letni kurs pomaturalny.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 19:10:53:

    @H_hornblower:

    > Dostałem recenzję artykułu. Artykuł jest po angielsku. Recenzent zjechał mnie od
    > góry dołu za użycie pierwszej osoby liczby pojedynczej (np. 'I found that 2 + 2 = 4').
    > No tak... Ciekaw jestem jak Wy do tego podchodzicie i jakie macie doświadczenia.

    Jestem gorącym zwolennikiem tego, co niektórzy nazywają prostą polszczyzną (prosty nie oznacza prostacki). To oczywiście trend, który przyszedł zza Wielkiej Wody (plain English). Pisząc prace po polsku czy po angielsku, unikam strony biernej, używam pierwszej osoby, staram się, by zdania nie liczyły więcej niż 25 wyrazów itd. Zarzuty Pańskiego recenzenta są dla mnie absurdalne. To takie czepianie się dla samego czepiania. Czy nie było tak, że poza tą uwagą językową recenzent nie miał istotnych zastrzeżeń do artykułu?

    Gdzieś czytałem, ale nie pamiętam źródła, że Amerykanie wolą pisać w pierwszej osobie i używać strony czynnej, a Europejczycy preferują trzecią osobę i stronę bierną. To podobno bierze się z różnego postrzegania siebie w kulturze amerykańskiej i europejskiej.

    W czasopismach medycznych zdecydowanie góruje "europejskość".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 19:20:26:

    Wg danych internetowych "W 1937 roku maturę w całym kraju zdało 13 362 uczniów".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/24 19:27:56:

    o scientific style:
    www.publishingcampus.elsevier.com/websites/elsevier_publishingcampus/files/Guides/2014-01-15-Manuscript-preparation.pdf

    It has to be noticed jak często w Intro pojawia się "We", podobnie jak rzadko użyto passive voice i czemu jedno i drugie służy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 18:56:11:

    \off-topic mode on

    Wiadomość dla użytkowników LaTeXa:

    Właśnie wyszła nowa wersja Bibera: 2.9. Teraz w wykazie bibliograficznym nazwiska rozpoczynające się od liter z polskimi znakami diakrytycznymi są sortowane prawidłowo. Warto zaktualizować swój TeXLive\MiKTeX.

    \off-topic mode off

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 18:58:46:

    @Pi:

    > Wg danych internetowych "W 1937 roku maturę w całym kraju zdało
    > 13 362 uczniów".

    Ciekawe dane. Swoją drogą, zdaniem moich ś.p. dziadków przedwojenna matura dawała taki status społeczny, jak dyplom szkoły wyższej w latach 60.-90. XX w.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 19:20:04:

    Tak, haluciński i stary zgredzie. Przed wojną posiadanie własnego kibla dawało wyższy status społeczny niż przedwojenna matura i powojenne studia wyższe razem wzięte. Ja rozumiem, że europejski etos i zachodnia kultura chrześcijańska mitologizuje arkadyjską przeszłość od zarania na wzór wyjścia człowieka z Raju, ale są granice absurdu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 19:54:29:

    @Zitterbewegung:

    > Ja rozumiem, że europejski etos i zachodnia kultura chrześcijańska mitologizuje
    > arkadyjską przeszłość od zarania na wzór wyjścia człowieka z Raju, ale są granice
    > absurdu.

    Szczerze mówiąc, to nie pojmuję, skąd Pański komentarz. Przecież nie napisałem, że w dwudziestoleciu międzywojennym było lepiej czy że tęsknię do tamtego okresu. Ot, na marginesie przytoczonych przez Pi danych ("Swoją drogą...") podałem opinię moich nieżyjących dziadków ("zdaniem moich..."). Nic więcej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 22:01:53:

    @halucinski
    > Szczerze mówiąc, to nie pojmuję, skąd Pański komentarz.

    Prawdopodobnie z własnej frustracji i z ustawienia ideologicznego chochoła, którego następnie wygodnie można skopać ku własnej uciesze.

    I @zitterbewegung, i @trzy.14, starannie unikają spojrzenia prawdzie w oczy: poziomy wykształcenia ZAWSZE będą poddane gradacji, i ZAWSZE kolejne wyższe poziomy wykształcenia będą selekcjonowały coraz mniejszy odsetek populacji.

    Przedwojenna matura odsiewała zbliżony odsetek populacji, co magisterium w PRL i co doktorat OBECNIE - spostrzeżenie Pańskich dziadków było jak najbardziej słuszne. Inflacja stopni/tytułów postępuje lawinowo napędzana lewicową utopią powszechności wykształcenia wyższego. I jest to utopia kończąca się jedynie wręczaniem dyplomów "wykształcenia wyższego" ludziom, którzy odebrali wykształcenie co najwyżej ŚREDNIE. Zabawa etykietami, na którą dało się nabrać pokolenie "studiujące" w końcówce lat dziewięćdziesiątych i w pierwszej dekadzie dwutysięcznych. Obecnie przedsiębiorcy na ten kit nie dają się już nabierać i mają w głębokim niepoważaniu jakiekolwiek dyplomy licencjackie/magisterskie.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 22:30:54:

    A Platon ostrzegał, żeby nie używać pisma, od tego się zaczęło, potem to juz tylko regres.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 22:51:59:

    @Stary Zgred:

    > Obecnie przedsiębiorcy na ten kit nie dają się już nabierać i mają w głębokim
    > niepoważaniu jakiekolwiek dyplomy licencjackie/magisterskie.

    O ile wątpię, czy jest to takie całkowite "głębokie niepoważanie" -- bądź co bądź wciąż żąda się od kandydatów na programistów, technologów, stanowiska biurowe itd. dyplomu szkoły wyższej lub pobierania nauki w szkole wyższej, choć niekoniecznie w dyscyplinie kierunkowej, o tyle zgadzam się z Panem, że pracodawcy muszą mieć bardzo małe zaufanie do szkół wyższych, skoro organizują wieloetapowe rekrutacje, w trakcie których kandydaci są maglowani wzdłuż i wszerz pod kątem swoich umiejętności do pracy na stanowiskach, o które się starają. Myślę, że gdybym był pracodawcą szukającym, dajmy na to, pracownika do biura, wśród kilku kryteriów formalnych umieściłbym konieczność ukończenia szkoły średniej, nie -- wyższej, a takie umiejętności, jak przygotowywanie pism, obsługa komputera, znajomość języka ojczystego (i obcego, jeśli to byłoby istotne) czy organizacja pracy sprawdziłbym podczas rekrutacji.

    @Dr Kananga:

    > A Platon ostrzegał, żeby nie używać pisma, od tego się zaczęło, potem to juz
    > tylko regres.

    Ładna, ironiczna puenta. Idąc tym tropem, można jednak równie dobrze powiedzieć, że podobnie jest z mową. I w tej bardziej odległej, i w tej mniej odległej przeszłości w debacie brali udział głównie ci, co wcześniej brali nauki z logiki i retoryki. Odnoszę wrażenie, że dziś większość osób z wyższym wykształceniem nie potrafi przedstawiać argumentów podczas dyskusji czy składnie wygłosić kilkuminutowego wystąpienia przed liczniejszym audytorium. Nikt ich tego, niestety, nie nauczył...

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 23:26:43:

    O posługiwaniu się prostym językiem w polityce i nauce (konkretnie: politologii) pisał zresztą już George Orwell w eseju Politics and the English Language z 1946.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 23:46:10:

    Gradacja nie jest rzetelną analizą, jest czymś oczywistym i trywialnym. Nie muszę jej spoglądać w oczy, równie dobrze mógłbym patrzeć i rozmawiać ze ścianą.

    A to niepoważanie dyplomu przez pracobiorców to oczywiście wyciągnięte z badań psychometrycznych instytutu gospodarki i psychologii społecznej im. Sławojki Starego Zgreda.

    Pozaretoryczne fakty o polskiej sile roboczej: produktywność ostatnich dekad rośnie wykładniczo. Jedyne co się tak radykalnie w strukturze polskiej gospodarki zmieniło to masowe wyższe wykształcenie. To że eksperci od unikania uczciwego płacenia pracownikom narzekają na ich wady nie znajduje odzwierciedlenia w sukcesie Polski jaki zbudowali, i osobistym jaki bez problemu budują najczęściej za granicą.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/25 23:57:33:

    Halucinski, w informatyce często spotykamy ten rodzaj rozmowy o pracę i okazuje się że niezwykle rzadko pytania tzw techniczne uczciwie testują wiedzę czy kompetencje. Te procesy rekrutacyjne konstruują pewną dynamikę psychologiczną bardziej niż służą weryfikacji wiedzy które powinno się wynieść ze studiów, mają się do nich jak teleturniej do egzaminu.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/26 01:41:08:

    Recenzent, ktory komemtuje forme, w jakiej pisze autor artykulu, jest niepowazny.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/26 10:39:06:

    Za tą krytyką formy idzie często inna koncepcja nauki: recenzent uważa, że nauka, na wzór specyficznie rozumianych nauk przyrodniczych, to domena czystej obiektytwności więc trzeba elimować wszystko, co tę obiektywność zakłóca, nawet na poziomie językowym, stąd niechęć do "ja".

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/26 16:34:52:

    dr.kananga, w pelni sie zgadzam. I tym bardziej taki recenzent jest niepowazny :)

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/26 22:33:18:

    @halucinski, 2017/11/24 19:02:17

    >Pan natomiast, tak sobie myślę po czasie, zastosował wobec mnie chwyt erystyczny, >który polegał na zestawieniu mojego twierdzenia z historyjką o kryminologu i >kanibalach. W sprytny sposób postawił mnie w pozycji, w której zanegowanie >Pańskich wniosków wypływających z tej historyjki wyglądałoby tak, jak bym sam > zaprzeczył temu, co wcześniej napisałem. A ja dałem się zrobić.

    Teraz ja przepraszam za zwłokę. Nie miałem zamiaru Pana "robić". Skąd takie pomysły? Historyjką od kryminologu i kanibalizmie odniosłem się tylko i wyłącznie do Pana generalizacji, iż "można racjonalnie zakładać, że nadawca utożsamia się w jakiś sposób z wypowiadanym komunikatem, jeżeli jego wypowiedź nie zawiera wyrażeń wskazujących na dystansowanie się od niej". Twierdzenie takie nie daje się obronić. Nie chodzi tu o żadne chwyty erystyczne.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/26 22:57:43:

    @H_hornblower:

    > Historyjką od kryminologu i kanibalizmie odniosłem się tylko i wyłącznie do Pana
    > generalizacji, iż "można racjonalnie zakładać, że nadawca utożsamia się w jakiś
    > sposób z wypowiadanym komunikatem, jeżeli jego wypowiedź nie zawiera wyrażeń
    > wskazujących na dystansowanie się od niej". Twierdzenie takie nie daje się obronić.
    > Nie chodzi tu o żadne chwyty erystyczne.

    Dziękuję za odpowiedź. Jako generalizacji istotnie nie da się go obronić. Tu się z Panem zgadzam. Sęk w tym, że to moje twierdzenie nie było czystą generalizacją, bo osadziłem je w konkretnym kontekście, odnoszącym się do wypowiedzi Zgreda. Poza tym argumentowałem, że wysnuty przeze mnie wniosek bazował na użyciu przez Zgreda wykładników językowych utożsamiających go z treścią wypowiedzi, tj. czasownika "mamy". Może ten argument, z którym Pan się nie zgodził, źle sformułowałem, nadawszy mu zbytnie podobieństwo do generalizacji, gdyż ufałem, że zostanie odczytany przez pryzmat kontekstu?

    A tak nieco z innej beczki: czasami zastanawiam się, czy Staryzgred2012 nie ma nic przeciw temu, że w skrócie nazywamy go Zgredem. Domyślam się, że pseudonimu nikt mu narzucił, ale już skrócona nazwa "Zgred" może go razić, przecież pieszczotliwa nie jest. Choć z drugiej strony... pewnie by coś napisał na tym forum. Ot, głośno myślę.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/27 13:15:50:

    @Dr.kananga
    "Za tą krytyką formy idzie często inna koncepcja nauki: recenzent uważa, że nauka, na wzór specyficznie rozumianych nauk przyrodniczych, to domena czystej obiektytwności więc trzeba elimować wszystko, co tę obiektywność zakłóca, nawet na poziomie językowym, stąd niechęć do "ja".

    Tylko, że u mnie w branży (biotech, że przypomnę) zdecydowanie prefereuje się formę osobową i tryb aktywny. Zwykle, przy wielu autorach (norma) piszemy "we". Nawet, jak wkład pozostałych jest symboliczny. We did, we observed, we tested, we measured, we focused on; ale za to data/observations showed, pointed to, revealed, suggested.

    I wszyscy to zalecają głównie dla łatwiejszego odbioru, ale także by nie "zrzekać" się odpowiedzialności (w pozytywnym znaczeniu).

    ps. jak robicie te > przy cytowaniu?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/27 15:59:12:

    @doktorgolgi:

    > ps. jak robicie te > przy cytowaniu?

    Ręcznie, czyli: zaznacz, kopiuj i wklej, następnie: wstaw znak ">", poprzedzając go tam, gdzie trzeba, znakiem "Enter". No chyba, że koledzy ścisłowcy wyciągnęli z silnika tego forum coś więcej.

    > Tylko, że u mnie w branży (biotech, że przypomnę) zdecydowanie prefereuje się
    > formę osobową i tryb aktywny.

    Jak sam Pan napisał: takie prace łatwiej się czyta. Są nieco bliższe stylem językowi potocznemu niż język "naukawy".

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 00:37:26:

    Dość niszowe zagadnienie, bo bezpośrednio dotyczące tylko wydziałów prawa, ale wklejam:

    Resort sprawiedliwości nie wyklucza, że droga do togi będzie wiodła także przez szkolenia na uczelniach.

    Ciekawe, co na to Gowin. Pewnie wkrótce się wypowie, bo przecież kiedyś rządził w MS i też nieźle namieszał.

    PS. Nawet sama Kudrycka wyłoniła się z mroków niepamięci, by skomentować pomysł MS. ;)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 00:59:03:

    Kudrycka, profesor prawa i na państwowym i prywatnym, wolałaby nie być klientem ludzi wykształconych na uczelniach. Ciekawe, że to zawsze uczelnie się na czymś nie znają, natomiast podmioty prywatne znają się na wszystkim i mogą być beneficjentami np grantów badawczych.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 12:58:54:

    @ staryzgred2012

    " Zabawa etykietami, na którą dało się nabrać pokolenie "studiujące" w końcówce lat dziewięćdziesiątych i w pierwszej dekadzie dwutysięcznych. Obecnie przedsiębiorcy na ten kit nie dają się już nabierać i mają w głębokim niepoważaniu jakiekolwiek dyplomy licencjackie/magisterskie."

    Bujdy. Nadal sprawdzenie dyplomu w CV jest bardzo tanim filtrem na pierwszym etapie. Poza wąskimi specjalizacjami (bezpieczeństwo kompowe), dyplom nadal działa jako kryterium rekrutacyjne.

    @ Haluciński

    "O ile wątpię, czy jest to takie całkowite "głębokie niepoważanie" -- bądź co bądź wciąż żąda się od kandydatów na programistów, technologów, stanowiska biurowe itd. dyplomu szkoły wyższej lub pobierania nauki w szkole wyższej, choć niekoniecznie w dyscyplinie kierunkowej, o tyle zgadzam się z Panem, że pracodawcy muszą mieć bardzo małe zaufanie do szkół wyższych, skoro organizują wieloetapowe rekrutacje, w trakcie których kandydaci są maglowani wzdłuż i wszerz pod kątem swoich umiejętności do pracy na stanowiskach, o które się starają"

    To nie jest nic specyficznego dla Polski. To samo jest dla absolwentów Harvardu (nawet dla nich sam dyplom nie robi całej rekrutacji).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 17:31:14:

    @redezi:

    > To nie jest nic specyficznego dla Polski. To samo jest dla absolwentów Harvardu
    > (nawet dla nich sam dyplom nie robi całej rekrutacji).

    Ciekawe. Dla mnie to novum, bo w przypadku lekarzy nikt nie pyta o dyplom, oceny, studia podyplomowe itd., ważna jest tylko specjalizacja. Nikt zresztą o nic lekarzy w ogóle nie pyta, bo tak naprawdę nie ma żadnych rekrutacji. Jest takie na nich zapotrzebowanie, że zajęcie znajdują na pniu. Specyfika branży. Podobnie jest już zresztą z pielęgniarkami, których też brakuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 18:38:33:

    halucinski,
    Jestem przerażony. Nikt nie kontroluje kompetencji zatrudnianych lekarzy? Noż trzeba powołać Centralną Komisję ds Stopni i Tytułów Zawodowych Lekarzy i Paramedyków RP (CKSiTZLiPRP).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 20:26:45:

    @Pi:

    > Nikt nie kontroluje kompetencji zatrudnianych lekarzy? Noż trzeba powołać
    > Centralną Komisję ds Stopni i Tytułów Zawodowych Lekarzy i Paramedyków RP
    > (CKSiTZLiPRP).

    My w samej stolicy już mamy KZLNKZLPNRLPNRLNRLNKRNROZNSLKKWKPOILKNRLiZNRL i to nam wystarczy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 20:45:20:

    Mam pytanie z innej beczki: co Państwo robią ze studentami, którzy przynieśli splagiatowane prace zaliczeniowe (chodzi o typową sklejkę, składającą się z nieoznaczonych zdań pochodzących z różnych źródeł internetowych)? Dają bańkę czy coś jeszcze robią, np. powiadamiają rektora, dziekana, rzecznika dyscyplinarnego ds. studentów? Pozwalają Państwo takim studentom na jeszcze jedno podejście, czy mówią "au revoir" i nie zaliczają kursu?

    Pytam, bo u mnie koleżanki i koledzy stawiają tylko bańki (do poprawienia) i nie wyciągają żadnych konsekwencji. Nie chcę wypaść na faszystę, ale odnoszę wrażenie, że to pobłażanie oszustwu. W ten sposób studenci, którzy przywłaszczyli sobie prace innych, są traktowani tak samo, jak ci studenci, którzy pisali samodzielnie, lecz zbyt słabo na pozytywną ocenę. Jakoś kłóci mi się to z moim poczuciem sprawiedliwości.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 21:05:00:

    Samotny strzelec wymierzający swoje poczucie sprawiedliwości to tak samo zachowanie aspołeczne. Trzeba zmienić społeczność na podzielającą wartości.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 21:36:25:

    @halucinski
    Nie mam takich przypadkow, poniewaz na poczatku cyklu zajec informuje, jaka grozi odpowiedzialnosc za plagiat: ja zglaszam do przelozonego (dziekana), dziekan do prokuratury. Podaje przyklady kar za plagiat wymierzonych przez sąd. Jedne zajecia poswiecam na wyjasnienie i zilustrowanie roznych typow plagiatu. Sprawdza sie.
    Hipotetycznie, gdyby przypadek plagiatu zdarzyl sie, to konsekwencje zalezalyby od ciezkosci przewinienia. Jesli bylaby to nieswiadoma zbyt wierna parafraza oryginalu, wytlumaczylbym, wskazal przyklady z zajec i uprzedzil, ze nastepny przypadek skutkuje zgloszeniem do dziekana i zakonczeniem wspolpracy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 01:04:14:

    @Nobooks:

    Dziękuję za odpowiedź. Treść pracy studenta w całości pochodzi z jednej książki. Jedna połowa pracy to żywcem przejęte zdania z publikacji, druga połowa to tekst ze zmianami redakcyjnymi, które są spore, ale jak się zna oryginał, bez problemu można odnaleźć te zdania, które student przerobił. Przytoczone zdania nie są oczywiście w żaden sposób oznaczone, te przerobione również -- nie ma jakiejkolwiek wzmianki o autorze i tytule książki.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 06:34:31:

    @halucinski
    Kolega stosuje taktykę przyjmowania poprawkowych sprawozdań pisanych wyłącznie odręcznie. To znacząco utrudnia kopiuj wklej.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 10:56:26:

    To fantastyczny pomysl!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 18:58:11:

    To znacząco utrudnia, hmm, wszystko (sprawdzenie oryginalności także).
    U nas swego czasu (jeszcze przed internetami) zablokowano dostęp do prac dyplomowych - motywacją też było zapobieganie plagiatom.
    To są bardzo takie sobie pomysły.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 19:21:16:

    @nobooks
    Pamiętaj tylko, że odręczne są tylko sprawozdania poprawkowe, czyli osób już raz złapanych na plagiacie lub generalnym nieuctwie.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 21:11:47:

    Przecież się nie da inaczej... Maszynopis na którym daję odręczne adnotacje. Nową wersję seminarzysta ma dostarczyć wraz z poprzednią wersją. W przypadku braku postępów po prostu piszę, że ma wprowadzić poprawki sugerowane już wcześniej. I nie ma dyskusji. Do tego na korektę czeka się minimum 2 tygodnie. Więc warto przemyśleć, czy opłaca się wysłać dziadostwo. Bo brak zaakceptowanego rozdziału to brak zaliczenia i powtarzanie przedmiotu. Brak zaakceptowanej pracy to z kolei powtarzanie roku i parę tysięcy w plecy. Nic nie motywuje tak jak pieniądze.

    Koledzy potrafili ślęczeć 4 godziny nad 20 stronami 1 rozdziału, edytując komentarze i wprowadzając zmiany w trybie "śledź zmiany". Wyleczył ich kliniczny przypadek bezczelnego lenia, który po prostu wszystko zaakceptował, wykasował komentarze i po 30 minutach odesłał "nową" wersję.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 22:14:33:

    @adam_beast:

    > Kolega stosuje taktykę przyjmowania poprawkowych sprawozdań pisanych
    > wyłącznie odręcznie. To znacząco utrudnia kopiuj wklej.

    No właśnie: z jednej strony to uniemożliwia operację zaznacz-kopiuj-wklej, bo tekst trzeba przepisać, ale z drugiej strony, jak trafnie zauważył Nobooks, utrudnia sprawdzanie. W tych dyscyplinach, gdzie w pracach przeważają liczby, to nieco mniejszy problem, ale np. na kierunkach humanistycznych odręczne prace będą rodzić spore trudności. Owszem, można kazać przepisywać pracę tak długo, aż będzie dało się ją czytać bez trudu, ale czy o to chodzi? A i sprawdzenie podejrzanej pracy w Plagiacie będzie zawsze wymagać od nauczyciela akademickiego wklepania jej do komputera.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 22:15:45:

    @Flamengista:

    > Koledzy potrafili ślęczeć 4 godziny nad 20 stronami 1 rozdziału, edytując
    > komentarze i wprowadzając zmiany w trybie "śledź zmiany". Wyleczył ich kliniczny
    > przypadek bezczelnego lenia, który po prostu wszystko zaakceptował, wykasował
    > komentarze i po 30 minutach odesłał "nową" wersję.

    Co za gość...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/29 22:49:14:

    @fla
    Cóż, ostatni raz na wydruku pracowałem w latach '90 i do tego nie wrócę.
    Zaakceptowanie wszystkich zmian - nie da się, gdy rzeczy do poprawy zaznacza się tylko raz, a zadaniem studenta jest odszukać i analogicznie zmienić inne analogiczne wystąpienia. Poza tym duża część to komentarze, które należy zrozumieć i wprowadzić w życie. Wykasowanie komentarza bez jego uwzględnienia to ndst i powrót do poprzedniego etapu.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide