Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 04 grudnia 2017

A gdzie Wietnam?

W habilitacjach z nauk ekonomicznych, wydawało mi się, widziałem już wszystko. A tu nagle przychodzi poczta z tym oto autoreferatem. Postępowanie jak postępowanie, nie mam zdania na temat tego, co habilitant miał do powiedzenia na temat Indii, zaskoczył mnie jednak przedstawiony dorobek.

 

Otóż nawet naukach ekonomicznych pubikacja w postaci 'wydruku komputerowego' to pewna nowość (s. 14). Pomyślałem sobie, że w komputerze mam kilkadziesiąt takich publikacji - starczy kupić tusz do drukarki i drukować. W kolorze! Ale, ale, powiecie, wcale to nie jest to takie proste, bo wydruk to doktorat! No ale ja za cholerę nie rozumiem, co on robi w artykułach! Licząca 330 stron rozprawa doktorska to najprawdopodobniej nadłuższy artykuł w historii artykułów! I za to habilitantowi należą się gratulacje!

 

Już mniejsze gratulacje należą się za element 5.1.5 dorobku. To stypendium, które, z żalem konstatuję, nie zostało habilitantowi przyznane. Nie jestem w związku z tym pewien, czy on pojechał do tych Indii w 2011 roku, czy nie. Od razu mówię, że ja w tym roku nie pojechałem np. do Indonezji, Nowej Zelandii oraz na Kamczatkę. A to tylko te miejsca, gdzie bym chciał pojechać!

 

To jednak nie koniec. Odnoszę wrażenie, że habilitant redefiniuje pojęcie dorobku habilitacyjnego w tabelce 8.1. Nie jestem bowiem przekonany, czy wycieczki krajoznawczo-turystyczne ze studentami, to na pewno osiągnięcie. Przyznam też szczerze z kolei, że organizacja dni indyjskich, japońskich, chińskich oraz koreańskich pozbawiła mnie już pytań o dorobek, ale pozostawiła z pewnym niedosytem geograficznym.

 

Z autoreferatu dowiedziałem się również, że Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego wydaje, może nie od razu książki, ale z pewnością wydawnictwa zwarte. I to mnie ubogaciło.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 04 grudnia 2017 01:41

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 06:56:53:

    Zwróciłem uwagę jeszcze na punkt 5.1.1. dorobku: grant, realizowany w latach 2011-2013, którego habilitant był "kierownikiem i współwykonawcą", a który "nie został przyznany przez NCN".

    Przyłączam się do gratulacji Gospodarza.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 09:54:46:

    czy habilitacja przeszła?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 13:43:57:

    @pigwa_polska
    > czy habilitacja przeszła?[/]

    Sądząc po harmonogramie (link) jest obecnie w toku.

    Natomiast język autoreferatu nieodparcie przypomina mi Pratchetta - rozmowę Ridcully'ego z Vetinarim o albatrosie, który nie przyleciał z Kontynentu Przeciwwagi i nie przyniósł wiadomości od wezyra, który nie domagał się pilnego przysłania Wielkiego Czarodzieja. Pamiętajcie, że ten człowiek zajmuje się Azją, a ta kultura szybko wciąga mentalnie i sprawy rozważane konceptualnie uważa się za już zrealizowane.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 15:00:55:

    Mnie z kolei zdziwiło jak z takim skromnym dorobkiem w ogóle można myśleć o uruchomieniu procedury habilitacyjnej!

    Druga rzecz --- recenzowanie wniosków badawczych do NCN. Ktoś wie jak zatem dobiera NCN recenzentów?

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 15:10:56:

    @staryzgred2012
    >sprawy rozważane konceptualnie uważa się za już zrealizowane

    czy dotyczy to też wniosków habilitacyjnych?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 15:18:17:

    Może te wnioski z NCN zrecenzowałby, gdyby go ktoś o to poprosił?

    Albo może też czytał wydrukowane (a wydrukowane to jak przyznane!) wnioski kolegów i mówił "uje się nie kreskuje", "wstaw tam przecinek" itp.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 15:39:57:

    Przecież ma publikacje na JCR - Ekonomista - a więc dorobek międzynarodowy :). A mnie rozbawił grant, którego był kierownikiem, finansowany.... ze środków własnych, ciekawe czy ogłosił konkurs na niego :)

    A swoją drogą to nie pierwszy przypadek "szemranych" recenzentów i ekspertów w NCNie....

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 16:21:03:

    Dygresja: siadają nakłady R&D (link).

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 16:34:09:

    @Habilitant, 2017/12/02 15:03:49

    Piszę na szybko mimo upływu dwóch dni (przepraszam!) , bo fundamentalnie się nie zgadzam z komentarzem Habilitanta z w/w godziny pod poprzednim odcinkiem o tym profesorze, co zalecał, by "dać po ryju" :)

    Na klauzuli narażania na szwank "stanu profesorskiego" można zajechać bardzo daleko, ale idąc wytrwale tym tropem, to jeśli "profesor" dokona zabójstwa można by rozważyć degradację go do adiunkta wraz z wyrokiem 20 lat - w wersji hardcore z datą wsteczną :) Chyba, że chodzi tylko o "słowozbrodnie" czyli owo "mówienie w imieniu nauki"'? Ale co to znaczy w imieniu nauki, że gość stwierdził, że "należy dać po ryju"? :)

    Facet kompromituje siebie, a nie "naukę" czy "stan profesorski". Nie traktujmy społeczeństwa jako maluczkich, których się nie godzi gorszyć "nami". Niech go spotka ostracyzm środowiska, a nie "danie po ryju" przez Instytut Zachodni. I tu dochodzimy moim zdaniem do sedna, bo koronny argument, że "stoi za nim blask Belwederu" pokazuje dla mnie jedynie absurd sytuacji, w której o profesurze decyduje autorytet państwa/urzędnik (niepotrzebne skreślić), a nie korporacja/środowisko naukowe (j.w.).

    "Zawód profesor" cieszy się nadal dużym autorytetem społecznym, nie sądzę jednak, by w budowie/utrzymaniu tego autorytetu pomogła regulacja "ex-post". A nawet jakakolwiek regulacja inna niż korporacyjna.

    Nie chciało mi się po każdym zdaniu dopisywać "moim zdaniem". Ale to chyba oczywiste.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 18:50:42:

    h_hornblower,
    Zgoda, tylko że w rzeczywistości jest jeszcze ciekawiej:
    O profesurze decydują anonimowi reprezentanci "środowiska/korporacji", a państwo jedynie przyklepuje tę decyzją i rozświetla swoim autorytetem.

    I dla takiego durnia PiS chce państwowego "stanu spoczynku"?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 18:55:12:

    @zgred
    ograniczenie srodkow na R&D zakonczy sie nieobracajacymi sie paciorkami w rozancach. Co oczywiscie obnizy skutecznosc midlitwy. Dlatego to sue dlugo nie utrzyma. Jest nadzieja!!!!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 19:40:06:

    Uwaga językoznawcy, zwłaszcza poznańscy:
    poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21860531,poznan-jest-dzisiaj-jak-hongkong-i-tokio-jaki-jezyk-nazywamy.html

    A tu wspomniany w powyższym linku artykuł w Guardianie, w którym Poznań wymienia się jednym tchem obok Tokio i Hong-Kongu:
    www.theguardian.com/education/2004/jan/22/tefl.wordsandlanguage

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 22:03:39:

    O mało co nie mieliśmy drugiej Japonii w Polsce, więc na pocieszenie mamy przynajmniej Tokio w Poznaniu...

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/04 22:59:11:

    Oj chyba będzie pisał w CV, że ma doktora habilitowanego, którego recenzenci nie raczyli zatwierdzić

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 02:01:02:

    kragon - czasem piszesz z sensem i wnosisz coś do dyskusji, ale czasem powinieneś odpuścić sobie internet - zgodnie z własnym przesłaniem spod poprzedniego wpisu.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 12:05:32:

    @cutbold
    Miałem napisać coś w tym guście... :)

    @trzy.14; 2017/12/04 18:50:42
    Racja, nieprecyzyjnie się wyraziłem, państwo jedynie firmuje ("przyklepuje"). Niemniej, od skończenia z tym obyczajem bym zaczął.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 12:32:56:

    To rzeczywiście bardzo ciekawy autoreferat. Mnie zaciekawiło jednak coś zupełnie innego: dwie pozycje z harmonogramu:
    13.12.2016 r. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów powołała pełny skład Komisji Habilitacyjnej w postępowaniu habilitacyjnym dra Grzegorza Bywalca
    10.10.2017 r. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów dokonała zmiany osoby recenzenta w postępowaniu habilitacyjnym

    Ciekawe, że nikt już nie zwraca uwagi, na to, że recenzent potrzebował 10 miesięcy, żeby stwierdzić, że jednak recenzji nie napisze.

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 14:27:12:

    @Misieck, zwraca uwagę i miał to być następny post. O ile uważam, że dokumentacja habilitanta jest absurdalna, również uważam, że to, co się z nim robi, jest skandalem.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 14:58:03:

    Dzięki za informację, bo już myślałem, że to taki "chleb powszedni" i nikt za bardzo się temu nie dziwi.

    Wracając jednak do tematu, zastanawiam się czy autor dyskutowanego autoreferatu uważa, że za jego dorobek habilitacja się należy, czy raczej jego pracodawca kazał mu złożyć taki wniosek bo jak nie to "do widzenia". Wtedy byłaby to pewna forma odroczenia wyroku, bo pomimo, że wiele już widziałem "cudów" w habilitacjach z nauk ekonomicznych, to jednak nie wierzę, że ten wnosek mógłby przejść. Nawiasem mówiąc w takiej sytuacji przewlekłość postępowania działa na korzyść zainteresowanego, bo odracza to, co nieuchronne.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 15:43:43:

    A czemu ma nie przejść wniosek? Jest (jakaś) książka, habilitacja się należy. To dominujący tok myślenia tych, którzy decydują.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 19:50:32:

    Jak to miło jest tak anonimowo pojechać po kimś w internecie...

    Zgoda, autoreferat jest momentami kuriozalny. Ale czy zapoznaliście się z dorobkiem, że tak jedziecie po tym habilitancie? Ja nie, i nie mam czasu ani zamiaru. Jednak kilka publikacji jest w "Ekonomiście" i 'Gospodarce Narodowej". W wielu udanych przewodach z ekonomii mieliśmy do czynienia tylko z dorobkiem typu "Zeszyty Takie" i "Studia Owakie" + napisana na kolanie książka. Na pierwszy rzut ten dorobek nie jest gorszy, a już na pewno nie "szemrany".

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 20:21:21:

    Odnośnie terminów --- wg mnie te 10 miesięcy to mogło tak wyjść. Uwzględnijcie, np. faktyczny termin odbioru dokumentacji przez recenzenta, jakieś zdarzenie losowe, które uniemożliwiło wykonanie recenzji w terminie, uzgodnienie terminów do posiedzeń na których nastąpi wyznaczenie nowego recenzenta, itd. Jak się zsumuje to tak wyjdzie --- od tego odejmijcie czas na wakacje itp.

    Odnośnie opinii o dorobku: po doktoracie 7 artykuł w j. polskim + 4 rozdziały w monografiach (pokonferencyjniaki) to MSZ *jest* poniżej normy dla ekonomii. I nie kilka artykułów tylko dokładnie 2 artykuły w Ekonomiście i 1 artykuł w GN.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/05 20:41:13:

    Szemrany jest kontekście wymogów NCNu, który stawia na recenzentów międzynarodowych lub z międzynarodowym dorobkiem. A czy habilitacja się należy to już całkiem inna sprawa.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 07:40:20:

    Zgadzam się z hornym, że widziałem już znacznie gorsze wnioski z nauk ekonomicznych. W tym kilka, które przeszły. Jedyne co bawi w tym wniosku to opisy nieprzyznanych wniosków. Faktycznie ktoś musiał mu źle doradzić w tej kwestii.

    Te 2 publikacje w Ekonomiście i 1 w Gospodarce Narodowej - mimo wszystko mają swoją wagę. Owszem, dorobek skromny - bo poza tymi 3 tekstami reszta dość przeciętna. Ale jest też książka. Nie zdziwiłbym się, gdyby postępowanie zakończyło się sukcesem.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 08:34:14:

    @fla:
    widziałem już znacznie gorsze wnioski z nauk ekonomicznych
    ręce opadają zatem, ale cóż, nie ma co się dziwić, że z polską ekonomią jest jak jest....

    Fla, na co zatem czekasz? ;)

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 11:42:50:

    Pewnie możnaby się teraz powyzłośliwiać, ale w gruncie rzeczy to bardzo smutne, że są tacy, którzy uważają, że osoba zajmująca się tematyką globalną i mająca szczytowe osiągnięcie w postaci artykułu za 15 punktów, mogłaby prowadzić doktoraty.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 12:34:23:

    @fla
    historia zgłaszania do oceny prac, których nie opublikowano ma w ekonomii długą tradycję - przypomnę dyskusję: coś czego google nie widza - nagrodzona pani Ewa dr hab z Opola, nagrodzony pan Krzysztof dr hab z Wrocławia, pand Jacek dr hab z Gdanska ... lista opłacalnego opisywania czegoś czego nie ma a przyołane jest do bytu jedynie w dokumentacji to strategia mocno opłacalna i dlatego obserwujemy kolejny etap rozwoju

    Fla - pisz wniosek habilitacyjny - nie żałuj pióra na opis marzeń, ale zgodnie z polską kulturą porażki - nie wstydź się, że złe moce coś tam utrąciły.

    Znasz to o człowieku (Jan Iksiński niech mu będzie), który każdy artykuł wysyłał po kilkadziesiąt razy do czasopism A. Negatywna recenzja - kolejne czasopismo - negatywna rezenzja - kolejne czasopismo. Podobnie robił z grantami - wnioskował o wszystkie możliwe granty we wszystkich możliwych konkursach. Podobnie - każdy swój artykuł wysyłał do wszystkich możliwych profesorów z jego działki - a jak kogoś cytował - to też pisał do niego emaila lub list z podziękowaniem za dobry artykuł, którego ustalenia wykorzystał w artykule, który przesyła w załączniku. Całe pasmo niepowodzeń go nie zrażało.
    Kiedyś doszło do niego, że jakiś znany profesor z ważnej uczelni z USA spotkał ważnego profesora Mariana z jego uczelni, i ten bardzo ważny profesor, gdy Marian mu się przedsawił, że jest z Universytetu X z kórego jest też Jan Iksiński, powiedział, że zna tę uczelnię, i że zna Iksińskiego i prosi aby go serdecznie pozdrowić.
    Po pewnym czasie okazało się, że Iksińskiego - choć miał pasmo porażek - zna wiele wpływowych osób, to był efekt tego, że co 3-4 miesiące każdy z nich dostawał jakiegoś gniota w załączniku do emaila od Iksińskiego.
    Po pewnym czasie ludzie znają nazwisko ale nie do konca kazdy wie dlaczego to nazwisko znaja.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 13:10:12:

    @misiekc1
    Nie bronię podsądnego (tak to trzeba chyba nazwać), ale jak piszesz o "szczytowym osiągnięciu w postaci artykułu za 15 punktów" i że "to bardzo smutne, że są tacy, którzy" itd. to jednak trudno się nie uśmiechnąć (smutno), że są tacy, którzy osiągnięcia mierzą liczbą punktów, które przyznał urzędnik za pomocą algorytmu wymyślonego przez innych urzędników :)

    @pigwa
    Fajna przypowieść o Iksinskim. Szczęściarz, że nie dostał nigdy desk rejection, tylko dotarł do etapu recenzji :)

    @p-tau
    Ręce opadają, że fla widział takie wnioski? :) Może i słusznie... Dać mu bana! Zabić posłańca złej wiadomości :)

    Generalnie chodzi mi o to, żeby nie patrzeć na dorobek ilościowo, co tutaj robicie. A ponieważ tak robicie i inni też tak robią, to wiadomo, że "musi być dwadzieścia + książeczka". Nie ważne, co. Ważne ile. W drugiej kolejności - gdzie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 13:19:51:

    Pigwo, przyznaj się że zazdrościsz Iksińskiemu. Ja bym marzył o takim charakterze gdybym wiedział o czym marzyć, ale miałem inne bardziej naiwne marzenia.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 13:41:58:

    @horn
    oczywiście, że dostał DR - nie jeden raz - ale się nie zatrzymywał

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 14:08:46:

    @h_hornblower

    Nie dyskutujemy tutaj o sensowności lub nie punktów z wykazu czasopism MNiSW, tylko o tym, czy posiadacz takiego dorobku jak w omawianym postępowaniu powinien prowadzić doktoraty. Moim zdaniem nie powinien, a punkty tylko to potwierdzają. Jeśli uważasz inaczej to proszę podaj konkretne argumenty.

    Przy okazji, ja się w 95% zgadzan z ostatnim akapitem w Twoim ostatnim wpisie. Te pozostałe 5% dotyczy tego, że ja uważam, że ważne zarówno "co" jak i "gdzie". Tak jak dobry sportowiec powinien bić swoje rekordy na ważnych zawodach a nie na podwórku pod moim blokiem, tak samo dobry naukowiec powinien publikować swoje najlepsze wyniki w jak najbardziej prestiżowych czasopismach.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 14:37:18:

    Świeże zatrzymania na WAT, w tym dwóch prorektorów (link).

    Ciekawe, czy to ciągle odprysk starej sprawy Janiaka i pokoiku schadzek, czy też świeższe sprawy odpryskowe od Krzysia K.?

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 14:53:21:

    @misiekc1
    Uważam, że dla oceny dorobku należy się z nim NAJPIERW zapoznać. Artykuł opublikowany w "Zeszytach Gotowania na Gazie" może być bardziej wartościowy niż ten z "European Journal of True Science" (50 pkt). Oczywiście zwykle nie jest, ale ocena dorobku bez zapoznania się z nim to nie ocena - to osąd. Z tego co pamiętam to podsądny ma łącznie 5 publikacji w "Ekonomiście" i "GN". Ci, którzy godni są na mojej niezłej uczelni prowadzić doktoraty (bo maja haba nadanego x lat temu) zwykle tyle nie mają. Mają za to mnóstwo pokonferencyjniaków i rozdziałów w zbiorówkach o wybranych aspektach próby bilansu przystąpienia Polski do UE.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 15:15:27:

    Śledztwo Janiak+AGH prowadzi prokuratura w Legnicy nie Białymstoku.

    Szokująca jest również informacja że rozchwytywany fachowiec Mariusz Łapiński zawodowo ważny profesor, dyrektor i minister ponownie przyjął zatrudnienie na uczelni, choć zwyczajowo w randze dyrektora. Wikipedia zdradza także że ponownie przyjęto go do SLD.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 15:34:38:

    miśku: doktoraty prowadzą już teraz dużo gorsi od tego habilitanta. W dodatku nastąpiła taka inflacja habilitacji, że ona niczego nie gwarantuje - w tym nie gwarantuje prowadzenia doktorantów. Więc jeśli ktoś będzie kiepski to wątpię, by miał szansę na doktorantów - szczególnie w sytuacji obecnego deficytu, gdy sensowny doktorant jest na wagę złota. Więc nie załamujmy rąk, bo habilitacja teraz to zupełna inna habilitacja niż 10 lat temu.

    Ja bym raczej traktował to w kategorii - czy ten facet zasługuje na to, by go wywalić z pracy za brak postępów w nauce. I moja odpowiedź jest niejednoznaczna: to zależy. Zależy od wielu czynników które tutaj nie znamy, m.in. tego jak pracuje w zespole, wywiązuje się z innych obowiązków. W każdym razie podtrzymuję z pełną świadomością to co napisałem: są gorsi i to znacznie. I wielu z nich przeszło pozytywnie postępowanie.

    Jeśli miałbym obstawiać, to sądzę że wniosek jednak padnie ale nie z powodu poziomu naukowego. Ale nie będę tego pisać, bo nie chcę nikomu szkodzić.

    Czy to jest tylko kwestia ekonomii? No nie bardzo, raczej wszystkich nauk społecznych. Wystarczy że przypomnę słynne wsobne habilitacje ze stolycy (Kategoria A+).

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 18:03:45:

    @h_hornblower

    Ocena czy osąd to kwestia semantyki. Nie mam dostępu do całego dorobku, więc rzeczywiście nie mogę wykluczyć, że jest tam coś niesamowitego, choć prawdopodobieństwo tego jest nikłe. Natomiast bardzo bym prosił o konkretne przykłady artykułów badawczych z "Zeszytów Gotowania na Gazie" i "European Journal of Top Science" (50 pkt), które potwierdzają Twoją tezę.

    @flamengista
    Przyjmuję do wiadomości to co piszesz. Co nie oznacza, że to akceptuję.

    Nie rozumiem dlaczego ktoś kto jest wartościowym pracownikiem nie może pracować jako asystent lub starszy wykładowca, tylko musi za wszelką cenę zrobić tą habilitację. Przecież dla uczelni, która ma sporo studentów, chyba bardziej opłaca się zatrudnić takiego "mocno przeciętnego" pracownika na etacie starszego wykładowcy niż adiunkta habilitowanego. Efekt naukowy z punktu widzenia parametryzacji taki sam, a w pierwszym przypadku nie trzeba płacić wielu nadgodzin.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide