Robię habilitację

Wpis

środa, 06 grudnia 2017

Krasula w otchłani

Zebrało się kilka spraw, więc piszę post w odpowiedzi. Po pierwsze, chciałbym zwrócić uwagę na harmonogram (tu linka do strony wydziałowej) przebiegu w postępowaniu habilitanta z poprzedniego wpisu. Moim zdaniem, to skandal, że postępowanie opóźniło się aż o 10 miesięcy przez zmianę recenzenta. Oczywiście zmiana mogła wynikać z choroby czy innych ważnych powodów, jednak prawie rok na to, żeby to załatwić, to cyrk na kółkach!

 

Po drugie, pojawił się zarzut o anonimowym, powiedzmy, sądzie kapturowym. Nie zgadzam się z tym zarzutem. Ani w moim wpisie, ani w dyskusji nie pojawiły się, jak sądzę, żadne wycieczki osobiste. Natomiast autoreferat jest dokumentem publicznym i każdy habilitant musi się liczyć z tym, że może on zostać poddany publicznej ocenie. I tak, ta ocena moze oznaczać wyśmianie. Proszę zwrócić uwagę, że mój post dotyczył jedynie autoreferatu. A ten autoreferat jest, moim zdaniem, żenujący. Jednak ja nie chcę przez to powiedzieć nic o samym uczonym. Mówiąc szczerze, że wystarcza zupełnie to, co on sam mówi. Podobnie zresztą oceniami i czasem wyśmiewamy recenzje habilitacyjne.

 

Po raz kolejny chcę podkreślić, że ten blog nie jest pręgierzem habilitacyjnym, co wiecej, rozumiem potencjalne konsekwencje bycia bohaterem wpisu i dyskusji na tym blogu. Przwyołuję postępowania (najczęściej już zakończone, rzadko trwające), które budzą mój sprzeciw; nigdy też nie podejmuję decyzji lekko. Z ostrożnością też podchodzę do listów, które dostaję - nie będę narzędziem załatwiania porachunków.

 

Po trzecie, nie za bardzo mam ochotę po raz kolejny zastanawiać się nad wyższością treści artykułu nad miejscem jego wydania. Powiedziano na tym blogu na ten temat wszystko, a nawet więcej niż dało się powiedzieć. Moje stanowisko jest następujące. Tak, wydawnictwo "Szwagier i krasula" może wydać niezwykłą i doniosłą książkę, nawet jeśli to bardzo mało prawdopodobne. Jednak ja mam prawo ocenić wybór, którego ów naukowiec dokonuje. I jeśli tenże naukowiec wydaje swą perłę w wydawnictwie z siedzibą za stodołą, to ja mam prawo się zastanawiać nie tylko nad poziomem sądów tejże osoby, ale również nad tym, czy jego wybory pozwalają mu np. na promowanie doktorantów.

 

PS. W najnowszym wpisie prof. Sliwerski wyzłośliwia się na temat poziomu polskiej psychologii i jej mizernych wyników. Nie mnie oceniać polską psychologię w porównaniu z resztą świata - nie znam się. Jednak, Panie Profesorze, znaj Pan proporcję. Bo jeśli psychologia jest mierna, to dla polskiej pedagogiki brakuje miejsca na dowolnej skali miernoty naukowej. To nawet nie jest dno w porównaniu z psychologią - to otchłań bez dna.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
środa, 06 grudnia 2017 18:20

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 21:46:29:

    Z jednej strony NPK jedzie po bandzie faktycznie, bo poziom pedagogiki słabszy niż psychologii. Z drugiej ma jednak trochę racji, bo psychologowie z wyższością patrzą na resztę społ-humów i co więcej utwierdzają w tym poczuciu wyższości GTW, w tym ministra Gowina. Tymczasem nie ma z czego być dumnym i może dobrze, że Śliwierski o tym przypomniał.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 21:52:05:

    @habilitant2012
    > jednak prawie rok na to, żeby to załatwić, to cyrk na kółkach!

    Oj tam, oj tam. A nieomal dwa lata to nie łaska? (link CK vs. link AGH)

    Wniosek - styczeń 2016
    Powołanie komisji - nie wiadomo
    Recenzje - połowa 2017
    Rozstrzygnięcie - na razie POLON nic nie pokazał, a strona uczelni melduje wciąż doktora.

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 22:30:46:

    @habilitancie

    Wydawnictwa to są przedsiebiorstwa. I one - jak to przedsiębiorstwa - powinny konkurować.
    A to oznacza, że jeśli szwagier i krasula jest niszowym wydawnictwem, to i tak ma prawo wydać monografię przyszłego noblisty.
    Natomiast ministerialne określanie "lepszych" wydawnictw czy czasopism jest niedozwoloną pomocą publiczną dla niektórych komercyjnych podmiotów kosztem innych podmiotów. Wyjątkowym nietaktem jest, wspieranie niepolskich wydawnictw z pieniędzy polskiego podatnika przez rekomendowanie ich polskim naukowcom jako docelowych wydawnictw lub docelowych czasopism.
    Jeśli oceniające gremia są leniwcowate i chcą parametru ilościowego - to niech oceniają artykuł na podstawie tego ile razy został zacytowany po 3 latach od ukazania się. A jeśli chcą uczciwej oceny - to niech po prostu oceniają zawartość artykułu a nie opakowanie. Bo teraz to się ocenia produkt (artykuł) nie po zawartości a po opakowaniu. A to nie jest mądre ani pożyteczne.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 22:31:31:

    Addendum: doczytałem papiery tego postępowania do końca i zadumałem się. Albo jest to błąd w datowaniu (styczeń 2016 zamiast styczeń 2017), którego nikt nie dostrzegł i nikt nie skorygował, ani na AGH, ani w CK, co świadczyłoby o nieprawdopodobnym bałaganie i niechlujstwie, albo też w styczniu 2016 był wysyłany wniosek na podstawie książki, która dopiero miała wyjść.

    A teraz a propos wpisu NPK. Trafił celnie tym fragmentem:

    ...Jak to jest możliwe, że ani minister nauki i szkolnictwa wyższego, ani wielu członków KEJN, rektorów, dziekanów też nie ma publikacji w periodykach z listy A, a jakoś przechodzi im powyższy imperatyw przez gardło, a nawet projekty ustaw czy aktów wykonawczych? ...

    Słuszne jest podniesienie przez niego zarzutu, czy mogą kompetentnie zarządzać nauką i szkołami wyższymi ludzie, którzy być może osiągnęli dawno temu swoje stopnie i tytuły, ale nie utrzymali sensownego poziomu umiejętności naukowych i aktywności badawczej.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/06 22:52:16:

    @ staryzgred 2012

    "Słuszne jest podniesienie przez niego zarzutu, czy mogą kompetentnie zarządzać nauką i szkołami wyższymi ludzie, którzy być może osiągnęli dawno temu swoje stopnie i tytuły, ale nie utrzymali sensownego poziomu umiejętności naukowych i aktywności badawczej."

    Przecież na tym polegał niepisany kontrakt Kudryckiej: nikt nie ruszy profesorów, ale młodsze pokolenia mają mieć coraz szybszy kołowrotek. Ani Kolarska-Bobińska, ani Gowin nie naruszają tego paktu, co najwyżej przesuwają trochę profitów (recenzji, władzy), ale bez podważania podstaw istnienia. Tymczasem dla asystentów i adiunktów minima są tak ustawione, że nie sposób za nie przeżyć bez grantów / fuch w dużym mieście.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 00:40:05:

    prof. Stec komentuje stanowisko Min. Sprawiedliwości w sprawie 2.0:
    piotr-stec.pl/2017/12/05/jakos-nie-jestem-wzburzony/

    I jest to głos ciekawy, bo reprezentujący {Polska minus UWUJ}.

    Wydaje się, ze główny problem polega na tym, że reformy planuje się przeprowadzić w ramach stałego lub nawet kurczącego się budżetu na poziomie kraju, więc można mieć uzasadnione obawy, że nie będzie to gra o sumie dodatniej dla każdego jej uczestnika, a nawet że wręcz będzie to gra znaczonymi kartami, jak niesławne kryteria II i IV w parametryzacji. Tzn. że w grze 2.0 wielu graczy choćby nie wiem co robiło, i tak musi przegrać. A to się nieco kłóci z moim wyniesionym ze słusznie minionego ustroju poczuciem sprawiedliwości.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 07:27:36:

    Fakt. To szokujące. Ludzie, którzy nie mają ani jednej publikacji "A", którzy gdzieś tam może wrócą do nauki, dziś szeroko opierają narzucenie wszystkim opcji "tylko A" się liczy. Ba: nawet do otwarcia przewodu doktorskiego "tylko A".
    Krasula w otchłani ma chyba jednak lepszą orientacje niż oni.
    Nie będzie mi smutno, jak taki wrócić będzie chciał z urlopu bezpłatnego na uniwersytet, popracuje rok i go wyrzucą, bo nie ma publikacji A.
    "Tylko A" się liczy jest w Chinach.
    Ale tam każdy - bez A - jeśli prowadzi dydaktykę, jeździ na jakieś konferencje, publikuje w indeksowanych w WoS zbiorówkach, publikuje w jakiejś liście B i C, lub w milionach innych wydawnictwa bez znaczenia, ma zatrudnienie. Natomiast A jest wymagane jeśli ktoś chce dostać prestiżowe stanowisko. Albo - jeśli na przykład chciałby mieć jakąś funkcję w ministerstwie nauki i szkolnictwa wyższego - to musi mieć duużo A. Partia komunistyczna a taka cfana. U nas niestety - niezależnie od opcji przy sterach - krasula w otchłani byłaby lepiej zorientowana w tym czym jest "tylko A" niż nasi rewolucjoniści, którzy A nawet nie powąchali przez szybkę.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 09:00:55:

    @redezi: chyba nie jesteś na czasie:) Właśnie próbuje się zmienić "umowę społeczną" z GTW. Znany mi osobiście rewolucjonista-reformator mówi o odsunięciu starej gwardii. Gowin mówi o nowych progach oceny uczelnianej, w której nie będzie świętych krów - również osoby po habilitacji będą musiały publikować i to publikować na liście A. Bo listy B - przynajmniej w pierwotnym projekcie - ma nie być.

    Ciężko się dziwić NPK który używa też bardzo dziwnych argumentów (z którymi ja się nie zgadzam) bo on i jego środowisko walczą o życie. A w takiej sytuacji wszystkie chwyty retoryczne i erystyczne są dozwolone. Bo tu nie tylko chodzi o odebranie władzy i konfitur. Tu chodzi o upokorzenie i de facto zakwestionowanie całego dorobku naukowego. Stwierdzenie, że te wszystkie monografie po polsku czy artykuły z listy B nie mają żadnej wartości.

    Moim zdaniem to dopiero początek kontrofensywy i dziwię się, że tak późno się ona zaczęła.

    A co do "wybitnych wydawnictw" - chodzi o zwykłe lenistwo plus interesy największych uczelni. Tak, dalej z uporem maniaka ministerstwo mówi o "dziedziczeniu prestiżu" - skoro więc książkę wydało Wydawnictwa UW, to jest to dobra książka. Koniec, kropka, nie trzeba jej czytać by to stwierdzić. Dla UW oznacza to nie tylko profity finansowe, ale realną władzę i kontrolę nad procesem wydawniczym. Podobnie myślą na UJ i UAM.

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 09:27:36:

    @fla
    Ależ dziedziczenie prestiżu wydawnictwa to jest to samo co dziedziczenie prestiżu IF czasopisma.
    Jest to nadużycie - ale jest ono konsekwentnym nadużyciem.



  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 11:18:21:

    fla,
    Ta umowa to chyba jak z byłymi milicjantami. Póki było ich dużo, nikt ich nie tykał, a jak zostało kilka tysięcy, to nagle ciach! po emeryturach! No więc skoro Kudrycka zaczęła swoje urzędowanie jakieś 10 lat temu, to teraz takich, co to nie słyszeli o A jakby coraz mniej, więc można próbować im zrobić "ciach!" lub inne "kuku!". Jak nie teraz to za parę lat po "umowie społecznej" zostanie tylko słodkie wspomnienie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 12:31:33:

    A co do poprzednio omawianej habilitacji, to nad jej najważniejszą cechą jakoś wszyscy przeszli do porządku dziennego, zapewne z przyzwyczajenia, jak z muzyką Sfer Niebieskich, której nie słyszymy, bo gra zawsze i bez wytchnienia.

    Habilitant chwali się podróżami, ech, naukowymi a co najmniej dydaktycznymi do Indii czy Wietnamu, ale dorobek naukowy ma przerażająco lokalny. Co to za znawca ekonomii Indii, który nie publikował w Indiach lub z Hindusami?

    Być może tak wyglądają nauki ekonomiczne na całym świecie. W końcu ekonomiści z USA zapewne publikują tylko w USA a możliwe, że ci z UK publikują głównie w UK. Niemniej, USA to ogromny "rynek" naukowy, tak pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Z UK troszkę podobnie, bo oni przynajmniej mają chyba jeszcze jakieś tradycje imperialne, a więc chcą i potrafią wyjść poza własną piaskownicę. A my? My tworzymy istotne wkłady do nauki. Niczym wkłady dokominkowe.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 17:57:34:

    Flamengisto, psychologowie patrza z wyzszoscia na reszte nauk spolecznych z dobrych powodow. Potrafie wymienic 2 pedagogow, ktorzy maja dorobek miedzynarodowy. i dziesiatki psychologow. Podobnie jest politologami czy socjologami (choc tych drugich jest troche wiecej). Tak na oko, to bym powiedzial, ze gdybysmy wzieli dorobek miedyznarodowy psychologii polskiej, to on byly wiekszy niz reszty nauk spolecznych razem wzietych (a ztem pdeagogiki, socjologii, antropologii i socjologii).

    Warto zwrocic uwage przy okazji, ze prof. Sliwerski ma zerowy dorobek miedzynarodowy. ZERO!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 20:07:37:

    Fla poruszył absolutnie kluczową kwestię:

    tu nie tylko chodzi o odebranie władzy i konfitur. Tu chodzi o upokorzenie i de facto zakwestionowanie całego dorobku naukowego. Stwierdzenie, że te wszystkie monografie po polsku czy artykuły z listy B nie mają żadnej wartości.

    Moim zdaniem kwestie "godnościowe" są ważniejsze od finansowych, o czym przekonało się PO (pamiętna podwyżka/wyrównanie Kudryckiej nie miało chyba żadnego przełożenia na poparcie tej partii w późniejszych wyborach).

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 21:29:15:

    Gowin Out

    Dziękujemy za.... eee... hmm... nooo... wszystko. Tak jakby no eno.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 21:49:42:

    A niby dlaczego Gowin out? To że Morawiecki premierem nie oznacza końca koalicji. Mało tego, ponoć Beatka nie lubiła Jarka z Krakowa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 21:59:15:

    Szkoda Morawieckiego, bo taki młody, a kraty czekają - za nieopublikowanie, bo wiadomo, że nie opublikuje.

    Wątpię też, by zwiększył nakłady na NiSzW. Wg mnie on w nauce widzi raczej balast dla budżetu i skupisko darmozjadów.

    Poza tym będzie zakładnikiem niechętnego mu zaplecza politycznego, które tylko będzie czekać, aż mu się noga powinie, a powinie się, gdy Jarek osłabnie, a to osłabienie mamy wpisane w geny, więc nastąpi w sposób tak pewny jak to, że jutro będzie jutro.

  • szary.doktor napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 22:56:31:

    W sumie to jest nawet zabawne, przefarbowany liberał na czele rządu socjalistyczno-pies wie jakiego. Czy śmieszne dla nas, to już pewności nie mam, bo poza chętnym stosowaniem słowa "innowacja", nie widzę u niego żadnego zrozumienia, jak nauka może przełożyć się na wyniki gospodarcze i jak do tego doprowadzić.

    W kwestii publikowania - nie chcę mówić o społ-humach, bo się nie znam. W przyrodniczych lista A jest taką oczywistością, że nikomu nie przyjdzie na myśl publikować w "Szwagier and Krasula". Mam dość doświadczenia z tekstami z różnych "Open Access Journal of Sranie po Ścianie", żeby wiedzieć, że jak ktoś publikuje w gównianym wydawnictwie, to jego tekst z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością też jest gówniany. Niestety, nikt nie puszcza diamentów w takim miejscu. Ani nawet kryształów górskich. Nie oznacza to automatycznie, że każdy tekst z listy A ma wartość. Ale szansa na trafienie czegoś dobrego jest tam nieporównywalnie większa. A to, że twórcy reguł nigdy nie mieli okazji tam czegokolwiek opublikować, to już inna kwestia.

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 00:36:23:

    @trzy.14

    Kraty za nieopublikowanie czego?

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 06:32:12:

    @anonimka

    Chodzi oczywiście o nieopublikowanie niczego na liście A:)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 08:54:06:

    anonimka,
    Proponuję taki mały kalambur.
    Załóżmy że robi Pani habilitację. Rada wydziału przegłosowała nadanie Pani habilitacji. Ale dziekan to wściekły na panią "były", albo mąż jakiejś wścieklicy, albo figurant jakiegoś gangstera, który postanowił panią wykurzyć z miasta, dość, że dziekan zakazuje paniom w dziekanacie sformułowania protokołu z tejże rady wydziału, a tym bardziej wydania dyplomu. No i co, ma Pani habilitację, czy nie? Czy o uzyskaniu habilitacji decyduje sam fakt pozytywnego głosowania, czy też potrzebne niezbędnie jest jeszcze opublikowanie decyzji? No bo jak Pani bez tego dokumentu udowodni innemu dziekanowi, który może i chciałby panią zatrudnić, że ma ma pani habilitację? Załóżmy jeszcze, że odwołanie do rektora czy ministra nic nie daje, bo to krewni dziekana lub członkowie tago samego gangu lub cokolwiek, dość, że dziekan Pani się w nos śmieje.

    No i mamy taką sytuację, że zły dziekan awansuje na nowe, zaszczytne stanowisko, np. ambasadora w Watykanie. Czy nowy dziekan może nie opublikować tego nieszczęsnego protokołu z pani obrony, nawet jeśli od tamtej rady minęło już tak - na oko - półtora roku?

    Jeżeli dalej Pani nie wie, do czego piję, to proszę poszukać w internecie, kto i dlaczego od mniej więcej półtora roku koczuje w Warszawie bodajże pod Radą Ministrów.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 10:40:25:

    Ja sądzę, że przy Morawieckim może być nawet gorzej. Chodzi o interpretację rozporządzenia o wyższych kosztach uzyskania przychodu u twórców. Wszyscy ci, którzy nie robią patentów i wdrożeń - bez ulgi. Do tego dalej będzie ślepe wspieranie nauk przyrodniczych, przy marginalizowaniu społ-humów. Kto wie, może wolno tocząca się reforma JG nabierze właśnie rozpędu.

    Na pewno będzie ciekawie.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 15:57:22:

    Odnośnie rozporządzenia. Też tak słyszałem.

    Natomiast Gowin ma iść do MONu. Prawdziwy minister renesansu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 16:33:21:

    czlowiek.z.makulatury,
    Rozpisze nowy konkurs na założenia reformy MON, tzw. koństytucję 3.0? A potem brygady pancerne będą składać wnioski grantowe o dostęp do poligonu, a która przegra, dostanie 40% finansowania swojej działalności statutowej i albo się rozformuje, albo znajdzie zamówienia na swoje usługi u cywilów?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 17:01:06:

    Moim zdaniem Gowin przeprowadzi deregulację wojska wzorowaną na deregulacji uczelni.

    1. Zostaną zniesione oficerskie stopnie wojskowe w związku z tym każdy będzie mógł rozkazywać i wreszcie będzie sobie można mówić "Cześć" jak na Zachodzie.

    2. Przy Sztabie Generalnym zostanie powołana Rada Powiernicza z przypadkowych osób spoza wojska, która będzie podejmować decyzje zamiast sztabu.

    3. Dodatkowo dotychczasowe jednostki zostaną rozwiązane i w miejsce tego zostaną powołane dyscypliny OECD. Dzięki temu na przykład całe lotnictwo będzie razem, a nie, że marynarka będzie miała helikopter wsparcia wodnego, czy wojska lądowe wsparcia lądowego czy różne takie obecne absurdy.

    4. Zasadniczo będzie to miało prowadzić do docelowej sytuacji, w której wojsko sfinansuje się samo, to znaczy będzie żyć z tego co przemocą wydrze od naszych sąsiadów.

    To jest dopiero konserwatyzm, a nie jakieś dżender i lewactwo.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 18:09:55:

    @czlowiek
    ale to już było:
    www.superstacja.tv/wiadomosc/2015-10-08/macierewicz-nie-bedzie-ministrem-obrony-szydlo-szefem-mon-bedzie-gowin/
    Szefem MON będzie Jarosław Gowin. Beata Szydło ucina spekulacje. Platforma mówiła, że Ministrem Obrony Narodowej zostanie Antoni Macierewicz.
    Na konferencji prasowej Szydło powiedziała, że chce raz na zawsze przeciąć pojawiające się spekulacje. "To nie media i nie PO będzie decydować o tym, kto będzie tworzył mój rząd"

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 19:49:38:

    Dygresja, ale na jakiś sposób naukowa: Tusk doktorem honoris causa uniwersytetu w Peczu.

    Słońce Peru osobiście pofatygowało się po kolejny zaszczytny tytuł...

  • jwf napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 22:39:52:

    Człowiek.z.makulatury.
    100/100
    Świetne podsumowanie pomysłów Gowina.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 23:17:49:

    Uwaga, uwaga! Dobry minister, a za nim NCBiR, zwiększył pulę środków przeznaczonych na dofinansowanie największych uczelni o niemal 50%!
    Z 250 do "ponad 357 mln zł.".
    www.ncbr.gov.pl/aktualnosci/art,5746,357-mln-zl-dla-najwiekszych-polskich-uczelni.html

    Dokonajmy egzegezy tego ogłoszenia. Najpierw lansuje się minister. Oczy bez czytania szybko przesuwamy dalej. Potem szef NCBiR. Bardzo ładnie, porządek musi być! Szukamy, szukamy... Jest! Zaglądamy na listę zwycięzców, żałując, że nie ma pełnej listy wygranych i przegranych, z grubą krechą oddzielającą jednych od drugich, jak to bywało za Kudryckiej, ale cóż nowe czasy - nowy duch!

    Któż tam kibluje na ostatnich miejscach? Nie może być! A to hultaje, recenzenty kulsoniaste, tak spostponować UWUJ!

    Gdyby zostało 250 mln i żaden konserwatysta nie odważyłby się uznać opinii recenzentów za niewiążące opinie właśnie, 80 mln popłynęłoby do Wrocławia, po 40 mln do Poznania, Torunia (hosanna!), na AGH i jeszcze 20 baniek do Gdańska. A ile do Warszawy? Hę? Warszawie NCBiR przekazałby dar najcenniejszy - swoją miłość, czyli love, takie tenisowe.

    Tak wygląda Dobra Azjatycka Zmiana. Zapewne nie tylko w nauce.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 01:44:11:

    Mogą mnie Państwo uznać za jakiegoś zapyziałego hreczkosieja, i to na dodatek z klapkami na oczach -- nie przejmę się tym, ale przyznam szczerze, że mierzi mnie takie kaleczenie polszczyzny, polegające na ślepym zapożyczaniu zwyczajów językowych z angielszczyzny: ZintegrUJ..., PROgram..., NERW... A podobno, według Gowinowego projektu ustawy, szkoły wyższe "przyczyniają się do rozwoju kultury". Może i tak, ale na pewno nie kultury języka polskiego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 13:24:21:

    Nowy premier zaczął swoją ofensywę PR-ową od Torunia.

    Chcemy przekształcać Europę. Z powrotem ją - takie moje marzenie - rechrystianizować. Bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste, zamienia się je na muzea. To wielki smutek - dodawał w Telewizji Trwam.

    No więc widzimy jasno, jakie są priorytety.

  • szary.doktor napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 14:16:55:

    Mam przyjemność pracować na jednej z uczelni, które dostały te pieniądze. Już się obawiam, ile bezsensownej pracy będzie trzeba wykonać, żeby stworzyć, tu cytuję: "zunifikowany program uniwersalnej jakości", "zindywidualizowany program warsztatów i szkoleń" oraz wprowadzić "nowe elementy kompleksowej struktury procesu dydaktycznego". Nazwy tych projektów są równie zabawne, jak ich cele.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 15:32:57:

    @trzy.14
    > Nowy premier zaczął swoją ofensywę PR-ową od Torunia.

    Czysta retoryka polityczna, kupowanie sobie nieco czasu ochronnego od możliwego ataku podstawowego, rzeczywistego zleceniodawcy działań Szyszki i Macierewicza. Na razie nie ma to żadnego znaczenia, dopóki nie zobaczy się działań rzeczywistych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 16:12:03:

    Zgred,
    Zgoda. Pytanie jednak: co silniejsze, poglądy na rzeczywistość czy rzeczywistość? Znaczy się, czy Morawiecki za 2-3 lata tak się będzie miał do Morawieckiego sprzed 2-3 lat, jak Gowin dziś do Gowina sprzed lat 5? Jeszcze w wakacje robił pozę zafrasowanego Stańczyka, ale w ostatnich głosowaniach już ani powieka nie drgnęła?

    Morawiecki nie ma żadnego zaplecza politycznego, władzy nie zdobył, lecz dostał ją na tacy. Tylko dlatego ją ma, rzecz jasna. Czy będzie broszką w spodniach? Jak przekona do siebie twardy elektorat PiS, jesli to w w ogóle możliwe, bo wg mnie on na pisowców działa tak, jak np. Dorn czy Misiek Kamiński na zwolenników PO.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 16:39:04:

    @trzy.14
    > Morawiecki nie ma żadnego zaplecza politycznego,
    > władzy nie zdobył, lecz dostał ją na tacy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 16:42:45:

    @trzy.14
    > Morawiecki nie ma żadnego zaplecza politycznego,
    > władzy nie zdobył, lecz dostał ją na tacy.


    Abstrahujesz od dwóch faktów, które, moim zdaniem, mają kolosalne znaczenie dla przyszłej aktywności Morawieckiego:
    a) 7,2 mln złotych majątku w gotówce plus nieruchomości,
    b) przeszłość w banku, która rokuje, po fazie ministerialno-premierowskiej, na karierę w Banku Światowym, EBC lub Goldman-Sachs. Jeżeli taką ścieżką w przeszłości poszedł Bielecki, a już szczególnie Marcinkiewicz, który orłem kompetencyjno-intelektualnym nie był, to tym bardziej jest to przyszłość Morawieckiego. Moim zdaniem, dla wizji Kaczyńskiego nie zaryzykuje takiej przyszłości.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 17:28:43:

    Już dawno zaryzykował. A z kompetencjami nie przesadzajmy: historyk, któremu się wydaje, że jest ekonomistą i nie wiadomo dlaczego uchodzi za umiarkowanego, a to narodowo-konswerwatywny beton.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 17:48:31:

    @trzy.14: czy minister Gowin nie mógłby pójść tą ścieżką wyznaczoną przez nowego premiera? Proponuję rozpisanie grantów rechrystianizacyjnych na uczelniach. My mielibyśmy spore szanse z uwagi na tzw. czerwony rodowód.

    W ramach grantu: zatrudnienie kapelanów na każdym wydziale w randze prodziekana ds. ewangelizacyjnych + prorektor ds. etyki chrześcijańskiej z biurem opiniujący wnioski składane do NCN. Oczywiście obowiązkowe rekolekcje dla pracowników w formie stacjonarnych ćwiczeń 2-3 razy w tygodniu + tryb zjazdowy w Toruniu albo choćby w Częstochowie.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 18:13:13:

    W sumie dlaczego nie ma religii na studiach?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 18:57:24:

    @człowiekz/m: skoro jest wf, to powinna być i katecheza. W ramach przygotowań do bierzmowania, które przesunąć można na poziom licencjacki. Bez bierzmowania nie można by w tym przypadku podchodzić do egzaminu językowego.

    Zastanawiam się też, czemu nie ma obowiązkowego polskiego. Bo w szkole średniej jest. Na studiach można by zgłębiać twórczość Rymkiewicza, smoleńską i na temat żołnierzy wyklętych. W ramach obowiązkowych praktyk - straż przy pomniku Łupaszki czy Ognia, organizacja wieców ONR i ochrona marszu w trakcie 11/11.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 19:51:04:

    @flamengista:

    > W ramach grantu: zatrudnienie kapelanów na każdym wydziale w randze
    > prodziekana ds. ewangelizacyjnych + prorektor ds. etyki chrześcijańskiej z biurem
    > opiniujący wnioski składane do NCN. Oczywiście obowiązkowe rekolekcje dla
    > pracowników w formie stacjonarnych ćwiczeń 2-3 razy w tygodniu

    Prawie spadłem z krzesła, Fla. Dobre! Ale żeby nie było Państwu zbyt śmiesznie:

    > + tryb zjazdowy w Toruniu albo choćby w Częstochowie.

    To już się dzieje: Każdy rzecznik prasowy prokuratury i sądu (a są nimi tylko prokuratorzy i sędziowie) ma obowiązek uczestniczenia w kilkudniowym szkoleniu medialnym w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

    Jeśli ktoś mi nie wierzy, a ma znajomego prokuratora lub sędziego, niech go spyta.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 20:00:42:

    @haluciński: rozbawiłeś mnie. Nie wiedziałem, ale nie jestem zszokowany. U nas wyobraźnia nie nadąża za rzeczywistością. Kabareciarze mają ciężko, bo nawet każdy, najbardziej absurdalny dowcip staje się paradokumentem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 20:25:39:

    fla,
    No, wiesz, ja to w papierach chyba nawet Bieruta gdzieś mam. Nadaję się do reedukacji jak mało kto!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 20:34:40:

    halucinski
    To się kiedyś nazywało oficer polityczny, a teraz rzecznik prasowy. Kiedyś był WUML, teraz WSKSiM. Mają rację więc malkontenci twierdząc, że z biegiem czasu wszystko schodzi na psy. Przecież lepiej było być oficerem po uniwersytecie niż teraz jakimś tam niby Urban rzecznikiem po nie-wadomo-czym.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 20:49:56:

    @Pi:

    Z Pańskich wypowiedzi wnioskuję, że jestem od Pana młodszy o jakieś ćwierć wieku z drobną resztą. Ale różnica międzypokoleniowa na pewno nie jest taka, żebym nie zgodził się z Panem w kwestii malkontenctwa. Powiem więcej, od dłuższego czasu uważam, że wszystko zeszło już na psy, a to, że my to coraz bardziej widzimy, wynika nie tyle z aktualnego zachodzenia tego procesu, co z odroczonej w czasie manifestacji już dokonanego procesu. To jak z wszawicą: chodzisz już z gnidami jak z kwiatami we włosach, bo ci nie wadzą, ale tylko do czasu...

    > To się kiedyś nazywało oficer polityczny

    A w cywilu kaowiec. Ech, z podstawówki pamiętam czasy, gdy na ścianach w publicznych kiblach* było napisane: "gupi kaowiec". Zniknął szybciej niż: "Tu byłem. Tony Halik".

    * Stan sanitarny kibli nie pozwala mi ich nazwać toaletami. Wrażliwych przepraszam.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/09 21:58:40:

    halucinski,

    Niestety, nie pamiętam tych pięknych czasów, gdy zmiana uczelni wymagała zgody MINISTRA. Warto o tym pamiętać, gdy rozważa się rolę habilitacji, zwłaszcza w jej historycznym kontekście.

    Nieco starsi koledzy i koleżanki pamiętają też, że przynajmniej w teorii przed wysłaniem dowolnego artykułu do publikacji należało uzyskać zgodę cenzury - podobno mojego wydziału to nie dotyczyło, ale społ-humów zapewne już tak. To też jest czynnik, o którym warto pamiętać, ubolewając dziś nad niskim stopniem ich umiędzynarodowienia.

    A wyjazdy zagraniczne to już zupełnie osobna bajka, która najlepszym przyjaciołom potrafiła napsuć wiele krwi. Bo dlaczego A mógł wyjechać niemal w każdej chwili, a dla B już takie Drezno było szczytem marzeń, o ile choć trochę ugiął karku?

    Szkoda, że żaden z moich starszych kolegów nie spisał tego rodzaju opowieści, które znam bardzo wyrywkowo.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 09:30:05:

    www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/310179913-Szkolenia-medialne-dla-sedziow-na-uczelni-Tadeusza-Rydzyka-w-Toruniu.html

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 17:28:03:

    Mam pytanie: Jak Państwo reagują na e-maile od studentów, które zawierają zwroty powitalne i pożegnalne "witam" i "pozdrawiam"? Odpowiadają Państwo na nie czy nie odpowiadają, a jeśli tak, czy zwracają Państwo uwagę studentom, że tak się nie pisze do nauczyciela akademickiego? Bądź co bądź nie łączy nas z nimi równorzędna relacja koleżeństwa.

    Uważam, że student powinien rozpoczynać e-mail zwrotem: "Szanowny Panie" albo "Szanowna Pani" (od biedy może być "Dzień dobry"), a kończyć "Z poważaniem" lub czymś w ten deseń. To zresztą działa u mnie w drugą stronę i w e-mailach do studentów zawsze piszę: "Szanowna Pani" albo "Szanowny Panie" i "Z poważaniem". Można oczywiście wyżej zawiesić poprzeczkę i wymagać od studentów stosownego tytułowania nas: "Szanowny Panie Doktorze", "Szanowna Pani Profesor" itd., ale ja nie widzę takiej potrzeby.

    A może ja po prostu przesadzam? Przeszło mi to przez myśl i stąd moje pytanie.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 18:21:52:

    @halucinski
    Były gdzieś w tej dyskusji żarty z dodatkowych przedmiotów na studiach. Ale język polski nie byłby złym pomysłem - a przynajmniej podstawy komunikacji ustnej i pisemnej w języku polskim.
    Usiłowałem kiedyś wytłumaczyć studentom, jak należy formułować e-maile do mnie. Nie tylko "witam" i "pozdrawiam", lecz także moje obiekcje, że nie wypada pisać do mnie per "prof.", nie zostały - jak sądzę zrozumiane. Po prostu studenci wiedzą, że jest to "wiedza nieużyteczna", nie zależy od niej na studiach zupełnie nic.

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 18:37:31:

    @kubahum

    Język polski przydałby się na studiach, ale bardziej w celu pisania lepszych artykułów i tekstów, które bardziej przekonają czytelnika do cytowania. Oczywiście, tez jakiś przedmiot z metodologii badań naukowych.

    Jeśli chodzi o zwroty grzecznościowe, takie zajęcia przydałyby się również pracownikom, ponieważ często w odpowiedzi na poprawnie sformułowane emaile przez studentów otrzymuje się bardzo krótkie jedno lub kilku wyrazowe odpowiedzi. Nawet nie chce się niektórym podpisać tego maila. Nie wspominając już o poprawnym rozpoczęciu i zakończeniu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 18:55:01:

    @kubahum,
    Język polski jako taki może nie, ale warsztaty dla doktorantów - kto wie? Tylko czy to coś naprawdę da?

    Jest wiele obszarów, w których moi doktoranci czy studenci są lepsi ode mnie, ale takiego, który by lepiej ode mnie panował nad pisemną formą wypowiedzi w języku polskim lub angielskim chyba jeszcze nie spotkałem, choć w liceum byłem uczniem trójkowym. Umiejętność składania zdań w akapity, akapitów w rozdziały a rozdziałów w artykuły jest chyba moją najważniejszą cechą "mentorską". Bez niej po prostu nie można być tzw. "samodzielnym pracownikiem nauki". Stąd po latach uważam, że najwięcej w życiu zawdzięczam licealnemu poloniście i matematyczce a podstawówki.

    @halucinski,
    Ja nie reaguję. Odpowiadam na każdy list. Nigdy nie dostałem żadnego, którego autor chciałby mnie dotknąć świadomie. Jeśli koresponduję z licencjuszem lub magistrantem i jest to wymiana, powiedzmy, 3. lub późniejszego listu w serii, to sam skracam e-maile o nagłówek ("Szanowny Panie Studencie") i koresponduję jak np. z doktorantem.

    Na korytarzu, we wpisach w indeksie (dopóki były papierowe) studenci zwracają się do mnie per "Panie doktorze" lub "Panie profesorze". Nie reaguję, choć przyznam, że w duchu wciąż się trochę temu dziwię.

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 18:55:18:

    @halucinski
    "Państwo reagują na e-maile od studentów, które zawierają zwroty powitalne i pożegnalne "witam" i "pozdrawiam"? Odpowiadają Państwo na nie czy nie odpowiadają,"

    podoba mi się to - traktowąc ę-mail zlę sformatowany jako niewidzialny :-)

    póki co - odpowiadam na wszystko - jednak dając dobry wzór

    do mnie: "te doktorku, kopsnij liste, renek"

    ja do renek:
    Szanowny Panie
    Uprzejmie proszę o doprecyzowanie, w jakim celu skierował Szanowny Pan do mnie niniejszą wiadomość.
    Z poważaniem.
    prof. dr hab. inż. Czuchosiedlowy Klam
    Dyrektor Instytutu Ekonomii ... ...
    Uniwersytet ... ...

    Co do zasady - działa w ten sposób, że kolejne meile idą w dobrym kierunku.
    Pojawiają się stosowne zwroty a co bardziej inteligentni starają się nawet tytułować.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 19:20:57:

    Ja sie poddalem. w sensie, nie chce mi sie. Ale czasem zdarza mi sie jeszcze na Witam, odpisac Zegnam.

    Chociaz bardzo ostro reaguje na maile typu: Witam Panie Slawku.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 21:36:58:

    A mi to lata, niech piszą, jak chcą, chyba, że ktoś jest niegrzeczny albo niezrozumiały. Szkoda moich nerwów i czasu, email do szybka forma komunikacji, jak dla mnie mogli by pisać nawet skótami: Dz. D. Psorze :), pzdr, dozo na zajęciach :)

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 21:37:49:

    mogliby :) - właśnie tak to jest jak się pisze w biegu i szybko, błędy też toleruję :)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/10 23:45:16:

    Ja tak jak trzy i dr. kananga, sympatyzuję też ze stanowiskiem anonimki.
    Widzę, jak piszą niektorzy moi koledzy do studentów (i do nas też); rozumiem, brak czasu, ale też nie można wtedy mieć kosmicznych wymagań co do formy od studentów.
    W przypadkach bardziej skrajnych staram się pouczyć przyjaźnie, wyjaśniając studentowi, że ja się nie obrażam, ale inni mogą (i jest to prawda), więc lepiej trzymać się konwencji.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/11 02:09:41:

    Dziękuję Państwu za odpowiedzi.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/11 09:17:13:

    Mail który najlepiej wspominam to:

    Witam,

    Gdzie wpis...?
    P.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/11 13:37:12:

    Nawiązujac do form grzecznościowych i "nomenklatury", to ja, wypasiony (tfu.. znaczy doświadczony) w duchu zachodnim mam to ogólnie w poważaniu (acz zdaję sobie sprawę i sam dostosowuję się do innych środowisk). Studentom na zajęciach mówię, że jak chcą to mogą mi mówić na ty, po imieniu, czy jak im pasuje (z kolei ja, z nawyku polskiego, zawsze Pan/Pani/Państwo) - a szczególnie podkreślam, żeby nigdy nie wpadli w pułapkę formy krepującej wypowiedź. To znaczy, żeby nigdy nie czuli bariery pomiędzy sobą i rozmówcą, pytali i nie bali się pytać (na wykładzie, seminarium), bo rozmówca o ile inteligentny, to skupi się na pytaniu, a nie na tym czy został tytułowany profesorem czy "tylko" doktorem. I przytaczam anegdotki i doświadczenia z rozmów z noblistami czy innymi szyszkami.
    Mejle to samo.
    Niemniej jednak podkreślam też, żeby byli świadomi, że w niektórych kręgach (piekieł...) takie podejście może wpędzić ich jeśli nie w tarapty, to co najmniej utrudnić im osiągnięcie celu, jako że niektórzy są zbyt przewrażliwieni.
    Stąd - możecie mi mówić po imieniu, ale pamiętajcie - nie znaczy, że jesteśmy kolegami. Możecie nie mówić mi Panie Doktorze, ale inny Pan Doktor może się obruszyć.
    Oraz staram się ich wyczulać na formę samych pytań (czy to mejlem czy ustnie) - by były czytelne, jednoznaczne. Stąd "te doktorku, kopsnij liste, renek" by nie przeszło, bowiem - jaką listę, czy kopsnij jest jednoznaczne, kim jest "remek" :)

  • szary.doktor napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/13 17:07:37:

    Ja się właśnie nie pakuję już w nadmierne spoufalanie z np. magistrantami, bo niestety niektórzy studenci nie rozumieją zasady "możecie mi mówić po imieniu, ale pamiętajcie - nie znaczy, że jesteśmy kolegami". I później są z tego problemy. Zatem przechodzę na ty dopiero z doktorantami. Co do maili, nie jestem przewrażliwiony: dopóki nie ma chamstwa, trawię "dzień dobry", "witam" oraz "pozdrawiam", sam też tak piszę.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide