Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 01 stycznia 2018

Epistolografia akademicka

Nie lubię listów otwartych, jak już pisałem niejednokrotnie. Jeszcze bardziej nie lubię zaangażowania nauki w politykę. Oto jednak widzę list otwarty, nad którym się zatrzymałem (pojawił się zarówno w Gazecie jak i w komentrzach pod poprzednim postem). Może dlatego, że jest odpowiedzią na wcześniejszy list.

 

Moje poglądy na zaangażówanie nauki w politykę partyjną nie zmieniły się. Nadal uważam, że to zły pomysł, co więcej, każde takie zaangażowanie uważam za przegraną całej nauki. Nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają, nauka polska traci na swym autorytecie jeszcze bardziej. Jednak rozumiem to, że list 15 naukowców był na poziomie tak żenującym, że należało mu dać odpór. No i 1300 polskich uczonych z kraju i zagranicy odpór dało. Oczywiście nie mam żadnych złudzeń - nowy list nie będzie miał żadnych konsekwencji. To po prostu sposób na powiedzenie Polsce, że bzdury, które wypisuje piętnastu, nie są poglądami powszechnymi. I chyba dobrze, że to powiedziano.

 

O polityce w nauce myślę zresztą od jakiegoś czasu. Oto jeden z wpisów na blogu prof. Pluskiewicza. Zgadzam się z anonimowym komentatorem pod wpisem. Nie można ignorować wyraźnie zaznaczanej opcji politycznej autora blogu. Skoro jest ona na tyle ważna dla profesora, że o niej pisze, to może (i podkreślam 'może') być ona też ważna w innych sferach jego działalności profesjonalnej. Kto może być doktorantem prof. Plukiewicza być może jest pytaniem nie tylko akademickim.

 

Najlepsze życzenia na Nowy Rok!

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 01 stycznia 2018 21:11

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 15:00:13:

    Nauki i humanistyczne społeczne zawsze będą zaangażowane w politykę choćby z racji swojego przedmiotu, częściowo pokrywającego się z przedmiotem ideologii politycznych, które oprócz komponentów wartościujących, mają także opisowe i wyjaśniające, które często stoją w sprzeczności z ustaleniami naukowców. A największym zwycięstwem PiS w Polsce przekonanie masy ludzi, że mamy obecnie w kraju do czynienia ze zwykłym sporem politycznym: jedna opcja kłóci się z drugą, a w istocie PiS podważa fundamenty konstytucyjnego ładu, nie mając konstytucyjnej większości zmienia ustawami konstytucję, nie toczy sporu w ramach ustalonych reguły gry, lecz próbuje arbitralnie zmienić same reguły gry. To niebezpieczny precedens i tutaj już nie ma miejsca na neutralność, co nie musi oznaczać popierania konkretnej opozycyjnej partii, ale powinno mobilizować wszystkich, w tym naukowców, do występowania w obronie konstytucji i samej nauki zresztą, bo jaką mamy pewność, że niebawem PiS nie ograniczy autonomii uczelni albo nie ograniczy swobody badań w imię narracyjnego bezpieczeństwa RP.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 16:44:14:

    Moje poglądy na zaangażówanie nauki w politykę partyjną

    Gdzie w tym liście jest mowa o polityce partyjnej? Jakiej partii? Ten list to taki sam ersatz, jeśli wybaczą mi państwo porównanie, jak Marek Wroński. Łata na państwo teoretyczne i postfeudalne społeczeństwo. Skoro nie ma żadnej instytucji, żadnego PAN-u, PAU-u, czy KRASP-u, który chciałby i miałby mandat, by wypowiadać się w imieniu tzw. społeczności akademickiej, to dlaczego sami naukowcy nie mieliby skorzystać z możliwości wyrażenia swojej opinii w sprawie opinii, która rzekomo jest ich opinią?

    Czy list odniesie jakikolwiek skutek? Jasne, że nie. W sprawie referendum "gimnazjalnego" do kosza poleciało milion głosów, wcześniej poprzednie partie do kosza wyrzucały jeszcze większe liczby, z pierwszym referendum aborcyjnym na czele (ale wtedy mnie ta sprawa zupełnie nie interesowała - i mamy, co mamy).

    Czy "druga strona" nie mogłaby zmobilizować 2000 naukowców (zapewne do tego progu dojdzie liczba sygnatariuszy listu, ok 2% społeczności akademickiej, a potem sprawa klapnie) do podpisania kontrlistu? Mogłaby. Więc pojawiające się tu i ówdzie porównania 1500:15 do 27:1 są bzdurne, bo zapewne prawdziwy stosunek jest bliższy 1:1 a nawet 1:1:8, gdzie 8 oznacza obojętnych.

    Niemniej, UE za nas nie posprząta. A jeśli nawet, to nie za darmo.

    15 naukowców, wśród których są ważne nazwiska, napisało list spontanicznie, na co równie spontanicznie odpowiedziało 42 innych naukowców, wśród których również jest wiele bardzo zacnych nazwisk. Do tych drugich dołączyło się 1500 a teraz to już 1600 innych. Jedni i drudzy mają do tego prawo.

    ====

    Co do zaangażowania politycznego blogerów akademickich, to największą wadą wspomnianego blogu jest właśnie wyraźne, emocjonalne zaangażowanie jego gospodarza po jednej stronie. Znam co najmniej 2 inne blogi, które padły tylko z tego powodu, że było zupełnie jasne, po której stronie politycznej mocy opowiada się ich gospodarz.

    ====

    Co do zaangażowania politycznego nauczycieli akademickich - temat chyba już tu dyskutowany - to ja się tego wystrzegam jak ognia w stosunkach ze studentami, doktorantami czy kolegami z pracy, ale też mogę sobie na to pozwolić, skoro nie reprezentuję społ-humów, więc kwestie polityczne nie wypływają ani na zajęciach, ani w badaniach. Problemem nie jest chyba "czy" tylko "jak". Czy np. można swoim studentom dać na zajęciach do podpisu listę popierającą kandydaturę własnego syna na ważne stanowisko pochodzące z powszechnego wyboru? W tej sytuacji nie chodzi przecież o politykę, tylko o wykorzystywanie podległości służbowej. Tego nie wolno wykorzystywać w żadnym wypadku. I nie potrzeba do tego żadnych przepisów - wystarczy zwykła przyzwoitość wynikająca z szacunku dla drugiej osoby.



  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 20:26:48:

    @trzy.14
    > Niemniej, UE za nas nie posprząta. A jeśli nawet, to nie za darmo.

    Nie koloryzuj jednej strony, nie przeczerniaj drugiej. To jest konflikt ideologiczno-ustrojowy o podstawowym znaczeniu. Obie strony mają swoje racje i wcale racje strony peowskiej nie są bardziej "mojsze" niż racje strony pisowskiej.

    A KE UE w ogóle nie jest tu dla mnie arbitrem, bo to jest strona kolosalnie zaangażowana wyłącznie po jednej stronie, tendencyjnie, aż do łamania traktatów, także unijnych i ignorowania konwencji ONZ. Mentalni potomkowie Dutschkego zakończyli właśnie w okolicach lat 2000...2005 swój "długi marsz przez instytucje" - to nie żadni masoni rządzą w Europie, ale BYLI maoiści, komuniści i trockiści. Ludzie z partii wychodzą, ale bolszewia indukowana w młodości nie wyjdzie z nich już nigdy. A z aktywu ideologicznego dowolnej partii nie wyjdzie nigdy przekonanie o własnej wyższości i nieomylności połączone z pogardą dla myślących inaczej - właściwe dla wszystkich praktycznie polskich partii, poza może merkantylno-pragmatycznym PSL.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 21:52:50:

    Narracja, że jakiś specjalny komisarz z UE przyjdzie do Polski, posprząta i przywróci demokrację do cna kompromituje opozycję. Przed oczyma wyobraźni widzę Guya Verhofstadta, który niczym komisarz (SIC!) Strelnikov z Doktora Żywago przemierza w swoim pociągu pancernym pogrążony w chaosie i bezprawiu kraj (to ironia). Historia się powtarza, ale jako farsa :-)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 22:17:23:

    Zgred, nie chcę się wikłać tu w politykę. Napiszę tylko, że alternatywa PO-PIS jest już dla mnie anachroniczna. To, co się teraz dzieje, to ostatnie podrygi styropianu. I tak jak Ty pewnie nie chciałbyś być utożsamiany z żadną z tych grup, ani tą od styropianu tradycyjnie białego, ani tego nowoczesnego w kropki, tak i mnie w to nie mieszaj.

    Ja czekam, aż ktoś zaproponuje wełnę mineralną :-)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/02 22:40:19:

    @trzy.14
    > Ja czekam, aż ktoś zaproponuje wełnę mineralną :-)

    Obawiam się, że na razie nie widać dostawcy nowej technologii nawet na najdalszym horyzoncie. Wciąż domokrążcy próbują nam sprzedawać starocie, obojętnie czy prawicowe czy lewicowe, libertariańskie czy socjalistyczne, ateistyczne czy religijne, wolnościowe czy etatystyczne.

    Nawiasem mówiąc, byłoby zabawne, aby pozbierać wszystkie te atrybuty, poustalać ich wartości/etykiety, a potem do elementów takiej hiperkostki dopasować realne partie i sprawdzić, które kombinacje są nieobsadzone. Sugeruję @cutbolda, bo jest dobry w tych analizach...

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/03 00:30:01:

    Fajnie byłoby zobaczyć częstość występowania słów (nie ze stop listy) w programach wyborczych poszczególnych partii na przestrzeni lat i zestawić je w wynikami wyborczymi. Jeszcze lepsze byłyby wypowiedzi z wywiadów polityków np. sprzed 2 lat przed wyborami, bo wtedy mniej więcej zaczyna się kampania. Można by z tego stworzyć grafy, których wierzchołkami byłyby takie słowa a wagi krawędzi były proporcjonalne do częstości pojawiania się danych słów w jednym wywiadzie czy zdaniu. Można by tych grafów użyć do automatycznego generowania wypowiedzi uśrednionego polityka danej opcji w konkretnym okresie czasu. Mieć na jednym grafie to, jaki przekaz generuje konkretna partia czy to nie marzenie dla wyborcy naukowca? ;-)

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/03 16:53:01:

    Czytanie laików wypowiadających nt funkcjonowania UE przypomina mi pewnego gierkowskiego partyjnego prominenta, który odwiedzał zakłady elektroniczne: chwali mu się dyrektor, że uruchomili produkcję półprzewodników. Na co partyjna szyszka: półprzewodników? No dobrze, ale kiedy rozpoczniecie w końcu produkcje całych przewodników?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/03 21:48:06:

    @Dr.Kananga:

    > przypomina mi pewnego gierkowskiego partyjnego prominenta, który odwiedzał
    > zakłady elektroniczne: chwali mu się dyrektor, że uruchomili produkcję
    > półprzewodników. Na co partyjna szyszka: półprzewodników? No dobrze, ale kiedy
    > rozpoczniecie w końcu produkcje całych przewodników?

    Oj, piękny dowcip, uwielbiam takie, już go zapisuję. :)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/03 22:03:07:

    @dr.kananga
    > Czytanie laików wypowiadających nt funkcjonowania UE przypomina mi...

    UE ma dwie warstwy funkcjonowania: techniczną, o której komplikacji właśnie wspomniałeś oraz polityczną. Złożoność warstwy technicznej może być duża i sprawiać kłopoty poznawcze, ale nie zmienia to w niczym sprawy, że w żadnym przypadku nie należy zostawiać tych spraw wyłącznie biurokratom uzurpującym sobie wyłączność fachową, bo zawsze będą mieli tendencji (pokazane już dawno temu przez Parkinsona), aby zbudować sobie dolce vita kosztem reszty społeczeństwa.

    I zresztą górne warstwy biurokracji brukselskiej już sobie urządziły takie eldorado, którym nie pogardziłby dawne warstwy arystokratyczne. Cóż, zaraza przyszła z Francji, gdzie otoczka materialna i etykieta formalnie republiki nie różni się niczym od dawnego imperium Burbonów.

    Pozostaje zawsze jeszcze pytanie o celowość polityczną działań i nigdy nie należy pozwalać, aby biurokracja unikając odpowiedzi na to pytanie zagadywała nas opowieściami o złożonościach zagadnień i trudnościach w zrozumieniu. Dowolny biurokrata, a już szczególnie brukselski - horrendalnie oddzielony od obszaru weryfikacji wyborczej i mający zagwarantowane "złote spadochrony" - zawsze będzie miał mentalność carskiego czynownika, który wie lepiej, a petent ma mieć "wygląd durnowaty, aby rozumieniem sprawy nie peszyć".

    Ujmując najbardziej skrótowo: biurokracja brukselska, a już szczególnie KE, mająca gębę pełną frazesów o pomocniczości jest jednocześnie w pełni nastawiona na faktyczne tresowanie społeczeństw w uległości i przyjmowaniu pozycji petenta wobec "oświeconych".

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/03 22:06:07:

    @Pi:

    > Co do zaangażowania politycznego nauczycieli akademickich - temat chyba już
    > tu dyskutowany - to ja się tego wystrzegam jak ognia w stosunkach ze studentami,
    > doktorantami czy kolegami z pracy, ale też mogę sobie na to pozwolić, skoro nie
    > reprezentuję społ-humów, więc kwestie polityczne nie wypływają ani na zajęciach,
    > ani w badaniach.

    No to jest Pan w komfortowej sytuacji. Ja prowadzę zajęcia z przedmiotu, na którym omawiam konstytucyjne podstawy praw pacjenta. W mojej uczelni planowane przedmioty każe się nam deklarować z niemal rocznym wyprzedzeniem, więc sylabus przedmiotu na ten rok akademicki zgłosiłem w listopadzie ubiegłego roku akademickiego, gdy wciąż rozgrywała się pierwsza oficjalna odsłona tzw. konfliktu III RP vs IV RP, czyli spór TK-PiS. Nikt nie wiedział, jak się on skończy, nikt nie przewidywał, na jakie jeszcze pomysły wpadną miłościwie nam panujący. Temat mojego przedmiotu siłą rzeczy zahacza o Konstytucję RP i kilka umów międzynarodowych, określających prawa podstawowe człowieka. Mimo najlepszych chęci nie zawsze udaje mi się uciec od odnoszenia się do zagadnienia stanowienia prawa. Myślę, że w przyszłym roku akademickim zamknę przedmiot.

    Ale ja to jeszcze nic, bo ten mój przedmiot ma charakter wyłącznie dodatkowy, tylko uzupełnia moje pensum. Naprawdę przerąbane mają ci akademicy na wydziałach prawach, którzy uczą prawa konstytucyjnego lub bardzo do niego nawiązują, nauczając kodeksu karnego czy kodeksu postępowania karnego... Przecież tych przedmiotów nie może nie być w curriculum studentów prawa.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide