Robię habilitację

Wpis

czwartek, 04 stycznia 2018

Napisał recenzję

Oto recenzja w postępowaniu habilitacyjnym w naukach technicznych. Recenzent pisze na stronie pierwszej, że osiągnięcie habilitacyjne jest po części wynikiem pracy doktorskiej. Na stronie 3 z kolei, prof. Wit Grzesik dodaje:

 

habilitant wielokrotnie przedstawia te same lub zbliżone wyniki badań w różnych publikacjach i wykorzystuje stosunkowo krótki okres ich publikacji 2014-2017. Zalecam na przyszłość większą dbałość o standardy etyczne w tym zakresie. 

 

Chwilę później pisze o tym, że nie podoba mu się powielanie publikacji w czasopismach nieindeksowanych. Recenzent mówi o powielaniu m.in. wnioskowania i wyników.

 

Mamy zatem postępowanie habilitacyjne, w którym osiągnięcie jest po części oparte na doktoracie oraz dorobek, który jest powielany z publikacji na publikację. I ja mam pytanie do prof. Grzesika - jak Panu wyszła z tego wszystkiego pozytywna konkluzja recenzji? Co jeszcze musi zrobić habilitant, żeby jednak Pan uznał, że coś jest nie teges i może jednak warto uznać, że habilitacja nie należy się jak psu kość?

 

Mam jeszcze jeden problem z omawianą recenzją. Recenzent pisze, że na własną rękę wyszukiwał informacje na temat habilitanta. Nie podoba mi się to. Recenzje powinny być pisane na podstawie przedstawionej dokumentacji. W przeciwnym razie nie tylko będziemy mieli recenzje pisane na podstawie 'wywiadu środowiskowego' (vel plotek), ale również recenzje będą pisane na podstawie różnych informacji. Recenzenckie dochodzenia powinny ograniczać się do weryfikacji podanych przez habilitanta informacji - np. istnienia publikacji. Recenzent to nie detektyw.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
czwartek, 04 stycznia 2018 01:23

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nazumi13 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 01:47:02:

    Recenzenci często nie czytają recenzowanych prac.
    Zdarza się też, że pracę chwalą, ale formułują
    ostatecznie negatywną opinię...bo autor z jakichś
    powodów nie budzi ich sympatii (np. nie kontaktował
    się z nimi, nie cytuje ich prac, jeśli uważa, że nie
    mają one związku z tym, o czym pisze), albo nie
    rozumieją czemu poświęcona jest praca habilitacyjna
    i szukają tego, czego w niej nie ma, zamiast tego, co
    w niej być powinno. Być może powinno się jednak
    wprowadzić zakaz pisania recenzji na kolanie, choć
    bywa, że trwa to i dwa lata (!) Wygląda na to, że
    pracownicy naukowi są przeciążeni obowiązkami.
    Więc wprowadziłbym też zakaz recenzowania zbyt
    wielu prac przez jedną osobę. Dlatego też, jeśli jest
    odwrotnie - tzn. jeśli ktoś wytyka w recenzji rzeczy
    naprawdę poważne, ale ostatecznie wnioskuje
    pozytywnie, to budzi to zdecydowanie większą
    sympatię :-)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 01:52:32:

    @habilitant2012
    > Mamy zatem postępowanie habilitacyjne, w którym osiągnięcie jest po części
    > oparte na doktoracie oraz dorobek, który jest powielany z publikacji na publikację.


    Zdecydowanie nie!
    Przeczytałem recenzję. Jądro techniki (laser) jest zbliżone, ale stosowane materiały i osiągane cele - inne. Zarzuty o powielanie publikacji są dyskusyjne. W standardach światowych, szczególnie technicznych i w USA, wielokrotnie spotyka się podejście, że bez prezentacji wyników na poważnej konferencji nie ma co się pchać z artykułem do czasopisma. I nie jest to żaden wyimaginowany autoplagiat, ale właśnie docieranie koncepcji, zbieranie uwag i krytyki. Sam Grzesik zresztą przyznaje w recenzji, że kojarzy człowieka z konferencji.

    A zarzuty o rozdrabnianie? O tzw. LPU (Least Publicable Unit)? To powinien adresować do Kudryckiej i stojących za nią lobbystów pubktozy i impaktozy.

  • nazumi13 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 01:54:01:

    Wkładam tu oczywiście kij w mrowisko...
    Nie wierzę w czysto obiektywne i
    poddające się parametryzacji kryteria.
    Bardzo ubolewam nad tym, że prace
    doktorskie traktuje się często jak
    wypracowania szkolne, podtrzymując
    fikcję, że ich autorzy muszą być
    intelektualnie niesamodzielni.
    Zniesienie habilitacji wydaje mi się
    sensownym pomysłem na oszczędzenie
    wstydu i poprawę jakości prac naukowych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 09:23:32:

    Problemów jest kilka związanych choćby z ustawą o stopniach naukowych. Jednym z nich jest wymóg, by przedstawiony cykl publikacji był jednotematyczny, czyli musi być element, który spina cały przedstawiony dorobek. Druga sprawa to jak traktować konferencje i czasopisma z listy B w języku polskim. Pytanie zasadnicze to z cyklu trochę etycznych, ale bardziej praktycznych. Dobrze napisał tu staryzgred2012, że zanim napisze się duży artykuł do dobrego czasopisma, to trzeba posłuchać co mają do powiedzenia fachowcy na ten temat. Nie ma właściwie lepszego miejsca niż konferencja. Dlatego ja i wielu moich kolegów uważa, że trzeba jakiś kawałek wyników pokazać, poddać je krytyce publicznej. W końcu, jak inaczej doskonalić swój warsztat badawczy jeżeli nie będzie nad tym dyskusji. Następnie, i to jest przyjęte także w światowej nauce należy rozbudować odpowiednio temat i napisać dużą publikację do czasopisma z listy A. Przyjęło się również, że jeżeli taka publikacja jest czymś rozbudowanym, to w cover letter wspomina się o tym i dołącza konferencyjniaka, aby edytor mógł ocenić, czy są spełnione standardy etyczne. Druga sprawa to publikacje w języku polskim. Ustawa o szkolnictwie wyższym narzuca na nas obowiązek rozpowszechniania naszych wyników. Jeżeli piszemy o naukach technicznych, to dodatkowo jest obowiązek współpracy z przemysłem. Pytanie jest takie, jak dotrzeć do polskiego przedsiębiorcy, czy ludzi z branży, jeżeli co jakiś czas nie napisze się artykułu w języku polskim? I pytanie, czy on też musi być tak super oryginalny w stosunku do pierwotnego w języku angielskim i ile musi być w nim różnic? Jest tez jeszcze jeden problem, to nacisk na punkty i rzeczywiste możliwości intelektualne każdego z nas, czyli ile tak naprawdę w pełni oryginalnych artykułów jesteśmy w stanie napisać w ciągu roku? A zapomniałbym też o jeszcze jednym niezwykle ważnym czynniku, że w momencie rozpoczęcia pracy na stanowisku adiunkta jest 8 lat na otrzymanie stopnia dra hab. Dlatego, czy jest możliwe w tym czasie drastyczne zmienienie tematyki badawczej i jeszcze osiągnięcie odpowiedniego dorobku publikacyjnego, gdy cykl publikacyjny trwa nawet do 2 lat?

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 09:50:27:

    No tyle, ze ta recenzja jest negatywna. Ja zgadzam sie z Gospodarzem, ze z recenzji wynika konkluzja negatywna. Nie da sie, moim zdaniem, napisac takiej recenzji i zakonczyc pozytywnie .

    Mam wrazenie, ze recenzje za czesto sluza do tego, zeby przywalic, albo poglaskac, ale pokazac, jaki niesamowicie madry jest recezent. A konkluzja recenzenta ma malo wspolnego z tym, co recenzent pisze. A ercenzja habioitacyjna to kurde powazna sprawa. I moim zdaniem trzeba wazyc kazde slowo.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 09:52:48:

    Nawiasem mowiac, uwaga Zgreda na temat Least Publishable Unit jest zasadna. Trudno winic habilitanta o to, ze chce wykrecic ze swoich badan jak najwiecej. System od niego tego wymaga.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 13:04:49:

    ile tak naprawdę w pełni oryginalnych artykułów jesteśmy w stanie napisać w ciągu roku?

    Nie więcej niż jeden. Przy czym chętnie podczepię się z "pomocną dłonią" (i nazwiskiem na liście autorów) do każdego, kto przedstawi choćby bardzo roboczą wersję jakiegoś artykułu albo odwali większość prac technicznych.

    Dobrze pamiętam, jak jeden z profesorów u nas na posiedzeniu RW określił minimalną liczbę artykułów, z jaką można wystąpić z wnioskiem habilitacyjnym, na 13. Tak z czapy. Jak się to ma do 8 lat (w praktyce ok. 6) od doktoratu do złożenia wniosku oraz mojego stwierdzenia, że co najwyżej jedna praca rocznie?

    Naturalną obroną jest multiplikowanie dorobku w zespołach, na konferencjach etc. Czy to źle, czy dobrze nie mnie sądzić. Na pewno robi się z tego targowisko próżności. Dla mnie zaś, jako recenzenta, najtrudniejsze pytanie brzmi: czyją pracę oceniam, tego, czyje nazwisko widnieje w piśmie od dziekana, czy tych, którzy są współautorami jego osiągnięć?

    Bo może habilitację nadajemy nie za wkład do nauki, tylko za rozwój kontaktów międzyludzkich?

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 14:01:10:

    @kalk
    do dwóch?
    w spolecznych po 2 dostajesz DR ze to nie tu, a jak wszystko idzie wspaniale - to po 3 -
    6 latach masz DOI ale jeszcze nie wyszło drukiem

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 17:05:05:

    @pigwa_polska
    To widać jakie są standardy w poszczególnych dyscyplinach, ale też i mamy często różne wymagania, co do progu, który należy spełnić, żeby w ogóle podchodzić do habilitacji. U mnie tj. min. 10 artykułów z listy A po doktoracie i co raz częściej żąda się oprócz tego monografii, która ma zebrać do kupy te artykuły, które mają wejść do głównego dorobku. Właściwie to co raz częściej są obostrzenia co do min. H i liczby cytowań bez autocytacji oraz min. liczba pkt. MNiSW. Dlatego, póki co jesteśmy skazani za pogonią za punktami i co raz bardziej artykuły z Polski zaczynają przypominać artykuły Azjatów, gdzie zrobi się już wstępne badania i już musi być artykuł.

  • b.ala1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/04 23:09:49:

    @kahlkopf
    A zapomniałbym też o jeszcze jednym niezwykle ważnym czynniku, że w momencie rozpoczęcia pracy na stanowisku adiunkta jest 8 lat na otrzymanie stopnia dra hab. Dlatego, czy jest możliwe w tym czasie drastyczne zmienienie tematyki badawczej i jeszcze osiągnięcie odpowiedniego dorobku publikacyjnego, gdy cykl publikacyjny trwa nawet do 2 lat?

    Niestety ten konkretny habilitant zrobił badania i złożył dokumentacje habilitacyjną w NIECAŁE 5 lat po obronie doktoratu. Tutaj nie było presji 8 lat...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/05 01:03:33:

    @b.ala1
    Ja tu habilitanta ani nie bronię, ani nie potępiam. Nie znam jego prac, nie jestem specjalistą z jego dziedziny i nie chcę oceniać. Ja piszę jedynie o tym, z jakimi wymaganiami i problemami się zetknąłem.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/05 08:06:33:

    b.ala1
    > Tutaj nie było presji 8 lat...

    Była. O wiele krótsza. Roku.
    Gowinowaty MNiSW deklaruje całkowitą zmianę reguł gry od 1 października 2018.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/07 14:11:52:

    Tak tylko to tutaj zostawie bez linkow i danych personalnych.

    Habilitacja z mojej dziedziny, 2 recenzje negatywne. Habilitantke kojarze z konferencji, ale rozprawy habilitacyjnej nie znam (slowo 'rozprawy' uzyte celowo i z rozmyslem). Dorobek ilosciowo obszerny, jakosciowo w granicach sredniej krajowej, tzn. znacznie slabsze przechodzily w ostatnich latach bez problemu.

    Recenzent 1, negatywny. Nie jest specjalista. Jakie pokretne rozumowanie doprowadzilo do powolania tego czlowieka na recenzenta w tym akurat postepowaniu pozostaje dla mnie niezglebiona tajemnica. Dla mnie jako specjalisty z tej recenzji jest absolutnie jasne, ze recenzent czepia sie rzeczy, o ktorych nie ma absolutnie zadnego pojecia, ale dla przecietnego czlonka rady wydzialu, ktory specjalista nie jest, te zarzuty brzmia bardzo powaznie. Pracy habilitacyjnej nie znam, ale porownanie tresci recenzji z autoreferatem moze dodatkowo sugerowac, ze recenzent poza brakiem znajomosci tematu moze nie grzeszyc tez zbytnim obiektywizmem.

    Recenzent 2, negatywny. Ten recenzent jest specjalista, jest jak najbardziej kompetentny, zeby te prace oceniac. Problem polega na tym, ze znam tego recenzenta z innych postepowan, co wymusza pewien dystans do stwierdzen zawartych w tej recenzji, zwlaszcza, ze rozprawy nie znam. Po pierwsze, ten recenzent zawsze musi w recenzji wykazac, ze wie wiecej niz habilitant, choc moze nie zawsze na temat tego, czego dotyczy recenzowana rozprawa. W tej recenzji tez wytknal najrozmaitsze braki, w tym literaturowe, ktore na moje oko wiekszego zwiazku z recenzowana rozprawa nie maja. Po drugie, recenzent ma tendencje do cytowania recenzowanej rozprawy w sposob dosc fantazyjny, tzn. przytaczane przez recenzenta fragmenty zdan czesto maja zupelnie inne znaczenie w pracy, niz wynikaloby to z tresci recenzji.

    Recenzja 3, pozytywna. Recenzentka z dziedziny. Recenzja sprawia wrazenie pisanej na kolanie. Tzn. recenzentka wylicza po kolei wszystkie osiagniecia habilitantki w okreslonym porzadku, po czym konkluduje pozytywnie, i tyle. Moze brak doswiadczenia w recenzowaniu, moze po prostu uwazala, ze wszystko jest ok i nie ma o czym pisac. Moze cos jej sie nie podobalo, ale nie chciala o tym pisac. Nie mam pojecia.

    Konkludujac, podkreslam jeszcze raz, ze rozprawy habilitacyjnej nie znam. Reasumujac, k*!@# $#&, ja z tych recenzji naprawde nie wiem, czy tej osobie habilitacja sie nalezala, czy nie. Uchwala KH tez nie byla jednomyslna, czemu wobec powyzszego wcale sie nie dziwie, ale w KH stosunek specjalistow do nie-specjalistow wynosil 3:4, co w tej dziedzinie jest ewenementem.

    Opisany przypadek nie jest pierwszym mi znanym, w ktorym habilitacja pada po negatywnej ocenie osoby, ktora nie jest specjalista.

    Chce zakonczyc ten wpis optymistycznym - k*!@#, skonczmy ten habilitacyjny cyrk, ale nie moge. Tak najprawdopodobniej bedzie wygladac wiekszosc postepowan, jezeli Gowinowi uda sie przepchnac totalizatora z losowaniem tajnych recenzentow.

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/07 14:52:08:

    Bylbym szczesliwy gdyby Charioteer1 rozprawe poznal i napisal swoja recenzje, ktora albo dwie recenzje negatywne osmieszy albo rozgrzeszy.

    W styczniowym odcinku "Archwium Nieuczciwosci Naukowej" opisuje plagiatowy doktorat z ArcyWaznej Uczelni Technicznej. Calosc bedzie w dwoch odcinkach, ale podyskutujcie na Forum bo to potrzebne srodowisku!
    Redakcja FA postara sie zamiescic komplet materialow w Internecie, aby kazdy mogl "wlasnym okiem i umyslem" objac sprawe!

    Wiele widzialem, wiele powaznych spraw do mnie doplywa, ale takiej "hucpy" wsrod "wybitnej profesury" nie widzialem od kilku lat...
    Marek Wronski

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/07 17:13:52:

    @nowojorczyk

    Nie zrobie tego z wielu roznych przyczyn. Kilka najwazniejszych:

    A. Recenzja jest opinia. W polskim swiatku naukowym uwaza sie, ze kazdy profesor ma prawo do wlasnej, nawet nonsensownej, wiec zadna komisja etyczna za mna nie stanie, lacznie z najwyzszymi.

    B. Poziom naukowy recenzentow jest pochodna ogolnego poziomu naukowego profesury, a z tym bywa bardzo roznie, jednak liczba ewidentnych bzdur w recenzjach rosnie w przypadku, gdy recenzent nie jest specjalista. Przyklady z roznych postepowan:

    - recenzent nigdy w zyciu zadnego badania z udzialem ludzi nie przeprowadzil, o zasadach doboru proby badawczej (ani o statystyce) nie ma najmniejszego pojecia, ale autorytatywnie stwierdza, ze proba badawcza zlozona z 30 osob jest zbyt mala i chodzi mu o liczebnosc, a nie o reprezentatywnosc proby.

    - recenzent neguje wyniki badania jakosciowego, zarzucajac mu brak analiz statystycznych, przy czym statystyki, ktore zdaniem recenzenta nalezalo przeprowadzic, porownywalyby dwa zupelnie inaczej skonstruowane zbiory danych. Recenzent po prostu dal wyraz swojej wierze w magie statystyki, bo przeciez statystyka moze porownac wszystko ze wszystkim. Inna recenzentka stawia zarzut, ze w pracy nie podano "wspolczynnika p".

    - recenzent nie wie, co to jest test standaryzowany i zarzuca habilitantce, ze test mierzy to, do czego zostal stworzony, w taki sposob, w jaki to mierzy, bo zdaniem recenzenta powinien to mierzyc inaczej.

    - recenzent nie zna zupelnie zasad pisania raportow z badan empirycznych, w zwiazku z czym zarzuca habilitantce autoplagiat w przedstawieniu wynikow roznych badan ("tylko cyferki sa inne").

    - recenzent polemizuje z wynikami badania, poniewaz sie z nimi nie zgadza. Metodologii badania nie podwazyl, po prostu sie nie zgadza, bo sie nie zgadza i juz. Badanie jest zle, bo wyniki wyszly nie takie, jakich recenzent by sie spodziewal.

    C. Osobna kategoria to recenzje, ktore mijaja sie z prawda materialna. Recenzent moze wyjac jakis fragment z kontekstu i zacytowac w sposob calkowicie zmieniajacy sens tego fragmentu. Moze napisac, ze czegos w pracy nie ma, albo nie podano mimo, ze jest i zostalo podane. Zawsze tez mozna zarzucic, ze czegos nie cytuje, chocby to mialo niczego do recenzowanej pracy nie wnosic. Mozna pracy wydanej w 2016 zarzucic, ze nie cytuje jakiejs pozycji wydanej w 2015, bo czemu nie? Przeciez i tak nikt sie nie zorientuje, a jak sie zorientuje, to wroc do punktu A.

    W tej metnej wodzie plywaja osobniki, piszace recenzje rozmyslnie i celowo nierzetelne. Wszystkie przyklady wymienione w B moga wynikac z glupoty i braku pokory wobec wlasnej niewiedzy. Moga tez byc celowym czepianiem sie ignoranta, ktoremu sie wydaje, ze kazde badanie empiryczne mozna obalic, wymyslajac jakis wyciagniety z 4 liter zarzut metodologiczny. W przypadku zarzutow z kategorii C kazdy recenzent bedzie sie bronil skleroza, niedopatrzeniem, przeoczeniem, pospiechem, zapracowaniem.

    Takich recenzji (i takich rozpraw) nalezy zakazac, a nie z nimi polemizowac.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 00:36:12:

    Mnie się zdarzyło jako szaremu członkowi komisji reprezentującemu w dodatku CK (na podstawie słów kluczowych?) być najbardziej kompetentną osobą do oceny jednej z prac cyklu. Akurat takiej na pograniczu dyscyplin. No i ujrzałem, że recenzenci łyknęli jednostronny PR habilitanta, bo nie wiedzieli, co jest po drugiej stronie granicy dyscyplin. To było ciekawe doświadczenie, bo jak wiadomo, jeżeli A mówi coś o B, to zawsze mówi też coś o sobie samym i to coś może być nawet ciekawsze niż to, co dotyczy B. Tu się oczywiście pojawia myśl, że skoro nawet tylko raz, ale od razu cała trójka się nie popisała, a w każdym razie inni recenzenci mogliby mieć inne zdanie, to może w pozostałych przypadkach ocena recenzencka to także tylko takie przybliżenie zamglonej rzeczywistości?

    Moim zdaniem największy problem to brak jasnej, powszechnie uznanej definicji tego, po co jest recenzja habilitacyjna.

    Dlatego mnie się marzy, żeby recenzować nie jakąś wydumaną habilitację ogólnopolską, tylko wniosek o zatrudnienie na czas nieokreślony na stanowisku będącym pierwszym węzłem w gałęzi odpowiadającej "tenure track" w konkretnej uczelni na konkretnym wydziale. Recenzja byłaby oczywiście tylko opinią pomocniczą dla RW i byłoby to przecież całkowicie oczywiste. Byłoby wtedy też łatwiej przyjąć optykę Dali, że nie ma sensu wczytywać się w działa habilitanta (tym bardziej szukać w nim dziur), by ocenić jego przydatność na danym stanowisku. Co więcej, myślę, że taki wniosek musiałby w większym stopniu koncentrować się na przyszłości niż - tak jak teraz - na przeszłości.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 10:25:34:

    @3.14. taką recenzję dorobku przy zatrudnieniu na stanowisko prof. nadzw. widziałem. Zwykła grzecznościowa, ot, wymóg formalny.

    @chario
    nie raz i nie dwa widziałem słabo opisane części metodologiczne z brakiem odpowiednich uzasadnień, że nawet nie dziwię się już, że czytelnicy mogą mieć różne opinie.

    i teraz cytat z innego fora, trochę prowokacyjnie: "czy muszę umieć ugotować zupę, żeby ocenić jej walory smakowe?"; czy dajmy na to krytycy filmowi to wybitni reżyserzy, scenarzyści, itp?

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 12:41:29:

    @trzy
    prognozowanie naiwne to prognozowanie na zasadzie - jak bylo - tak bedzie
    i przy awansach ono ma sens
    dlatego nalezy oceniac przeszlosć - inaczej - do czasu jak uczelnie sa panstwowe - bedzie ryzyko prawne

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 22:03:32:

    Bardzo często na tym blogu pisze się o niekompetentnych recenzentach i jeszcze częściej się tu o nich dyskutuje. Może wyrwę się jak filip z konopii, ale zadam kilka pytań związanych z recenzowaniem prac doktorskich i dorobku habilitantów:

    1. Czy dzisiaj gdzieś uczy się pisania ww. recenzji?
    2. Jeżeli nie uczy się tego, to dlaczego?
    3. Czy kiedyś uczyło się pisania tych recenzji?

    Kurczę, może ktoś z Państwa uzna, że to głupie pytania, ale ja tak nie uważam. Przecież w szkole podstawowej i średniej, na studiach i na studiach doktoranckich non stop jesteśmy (byliśmy) wielu rzeczy uczeni.

    Będę zobowiązany, jeżeli P.T. Forumowicze zechcą odpowiedzieć na moje pytania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 22:24:02:

    Haluciński,
    > 1. Czy dzisiaj gdzieś uczy się pisania ww. recenzji?
    - NIE
    > 2. Jeżeli nie uczy się tego, to dlaczego?
    - Nie wiem. Jak taka nauka miałaby wyglądać? Przecież tylko ułamek habilitowanych+ pisze jakiekolwiek recenzje, więc kogo objęć szkoleniem? Co więcej, przepisy zmieniają się tak często, że trzeba by prowadzić kursy ustawiczne...
    Można by co prawda gdzieś umieścić zalecania (CK?) co do formy recenzji i ich głównych elementów w zakresie treści, ale z jakichś powodów ich nie ma.
    Często widuje się w tych samych postępowaniach recenzje o zupełnie innej formie (np. "Praca ma N stron... w rozdziale 1... w rozdziale 2... Dodatkowo ... W konkluzji..." vs. "Zgodnie z rozporządzeniem, od kandydata na stopień wymaga się... " vs. "Znam Józka od 20 lat. To fajna chłopina. Bardzo go szanuję..."*
    Jeszcze częściej widuje się recenzje o przeciwstawnych konkluzjach.

    > 3. Czy kiedyś uczyło się pisania tych recenzji?
    Coooo???
    Moim zdaniem - nigdy i w żadnym kraju na świecie.


    *To schemat jednej z bardziej kuriozalnych recenzji profesorskich, jakie wpadły mi w ręce.

    ====
    Być może sprawę ucywilizowałby nakaz sporządzania recenzji poprzez serwer internetowy CK/OPI z zestawem standardowych pytań.rubryk. ale nie jestem pewien. Musiałbym zobaczyć taką tabelkę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/08 22:51:05:

    p-tau,
    Też widywałem takie recenzje. Szkoda papieru i pieniędzy - masz rację, że to wymóg formalny.

    Więc kluczem jest sytuacja, w której uczelnia POSZUKUJE osoby na konkretne stanowisko, przy czym uczelni zależy na znalezieniu najlepszego kandydata. Mielibyśmy więc do czynienia z abstrakcyjną w naszych warunkach sytuacją otwartego konkursu na stanowisko, którego dotąd nie było (to jest warunek sine qua non otwartości konkursu). Uczelnia musiałby wygospodarować fundusze, stąd ogromna waga trafności wyboru. Uczelnia powinna miec prawo nie rozstrzygać konkursu w przypadku braku kandydatów, bez negatywnych konsekwencji finansowych. To wszystko utopia. System doboru kadr musi gnić, chów wsobny musi kwitnąć, bo do tej sytuacji dostosowały się wszelkie przepisy zewnętrzne, w tym sposób finansowania etatów oraz reguła permanentnego "podfinansowania" (=niedofinansowania) uczelni.

    Żeby zlikwidować habilitację, trzeba wpierw uczynić ją redundant/obsolete poprzez zmiany w mechanizmach kariery naukowej i finansowania uczelni. Uczelnie musiałyby mieć dużo większą swobodę w każdym z tych pól. Chyba też powinny przejść rewolucję w zarządzaniu, bo przy tak kolektywnym zarządzaniu jak teraz, otwarte konkursy to fikcja. Nikt chyba nie wierzy, że to się mogłoby wydarzyć za naszego życia.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 00:20:20:

    @p-tau
    nie raz i nie dwa widziałem słabo opisane części metodologiczne z brakiem odpowiednich uzasadnień, że nawet nie dziwię się już, że czytelnicy mogą mieć różne opinie.

    Wszystkie podane przeze mnie przyklady w czesci B dotycza sytuacji, w ktorych recenzent popisuje sie ignorancja metodologiczna BEZ WZGLEDU na jakosc opisu recenzowanej pracy. To jest elementarz badan empirycznych z udzialem ludzi, a nie kwestia opinii - no chyba, ze w nauce polskiej uznamy, ze profesor ma prawo uwazac, ze 2+2=5, albo 1,264(3) w zaleznosci od kontekstu. Jezeli prof. zw. dr hab. myli hipotezy z wnioskami, to nie dziwi nic.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 10:23:01:

    @Haluciński
    W przypadku recenzji doktoratów spotkałem się ze zwyczajem niektórych rad wydziałów/dziekanów, że do zaproszenia do wykonania recenzji jest dołączany zestaw pytań, na które recenzent powinien w recenzji odpowiedzieć (co nie znaczy, że recenzja ma się do odpowiedzi na te pytania ograniczyć).
    Dodatkowo, w niektórych przypadkach, w liście dziekan podawał kryteria, jakie obowiązują na danym wydziale w sprawie ewentualnego wyróżniania pracy. To ostatnie budziło u mnie zawsze mieszane uczucia, bo nie byłem pewny, czy to tylko formułka dołączana do każdego zaproszenia, czy może delikatna sugestia.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 13:36:06:

    Myślę, że dziś nie ma już potrzeby "nauczania" pisania recenzji. Jest sporo wskazówek i tutoriali "how to write a review" naukowców o uznanym dorobku międzynarodowym. Więc jak komuś zależy, to ma od kogo się uczyć. Oczywiście conditio sine qua non jest posiadanie kompetencji w obszarze, którego dotyczy recenzowana praca. Z tym - jak wiadomo - bywa różnie, w tym również przy recenzjach habilitacyjnych. Przykładowo w ekonomii, z uwagi na tendencję członków CK do kierowania habilitacji do samych siebie (jeśli dobrze pamiętam, skierowali do siebie 70% możliwych recenzji w ostatnich latach), recenzowanie przez osoby bez dorobku i pojęcia o danym obszarze jest nagminne.

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 16:11:32:

    We wszystkich przypadkach w których przygotowywałam recenzje projektów (dla różnych instytucji w EU i USA) opinia była przygotowywana w oparciu o szczegółowy kwestionariusz dopytujący o różne aspekty projektu.
    I owszem, na różnych konferencjach i uniwersytetach są warsztaty pisania recenzji (głównie publikacyjnych), na które może przyjść każdy zainteresowany.
    Nie rozumiem dlaczego w przypadku ocen habilitacyjnych nie dałoby się przygotować takiego kwestionariusza (oczywiście z pytaniami otwartymi), który pomagał by oceniającemu, zmniejszał lanie wody i ułatwiał ocenę jakości recenzji.
    Nie rozumiem też czemu CK nie mogłaby robić raz na kilka miesięcy jedno-dziennego szkolenia z przygotowywania recenzji.
    Ale ja wielu rzeczy nie rozumiem :(

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 17:26:06:

    glass_onion,
    W większości rad wydziałów panuje zasada, że jeżeli w żadnej *recenzji* nie pojawi się wniosek o wyróżnienie rozprawy doktorskiej, to sprawa jest pozamiatana. Ja tę formułkę traktuje więc jako przypomnienie, że zaniedbując określony fragment recenzji, mogę dobremu doktorantowi wyrządzić krzywdę.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 17:29:13:

    @Wszyscy:

    Dziękuję za odpowiedzi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 17:32:25:

    Recenzja awansowa to zupełnie inna recenzja niż recenzja artykułu, książki czy czego tam.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 17:33:10:

    Tytułem dygresji, ale wcale nie tak odległej: ministrem zdrowia został jakiś Gowinowy wiceminister. Zastanawiam się, czy za kilka miesięcy nie będziemy mieli jakiejś konstytucji zdrowia...

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 18:11:44:

    @halucinski
    > Zastanawiam się, czy za kilka miesięcy nie będziemy mieli
    > jakiejś konstytucji zdrowia...


    Konstytucji to może nie, ale narastanie darwinizmu społecznego - niewątpliwie. Zastanawia mnie, jak partia tak w swej istocie socjalistyczno-etatystyczna dopuszcza do rządzenia, szczególnie w obszarach sine qua non nierynkowych, ultrasów turbokapitalizmu.

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 18:12:49:

    @trzy.14

    Ale czy ta "zupełna inność" całkowicie uniemożliwia wprowadzenia takiego kwestionariusza/ kwestionariuszów? I dlaczego?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 22:07:48:

    Wzór:

    www.wydzialpedagogikiipsychologii.ukw.edu.pl/akty-prawne/plik/6574/zalacznik_uchwala197_z_05072016.pdf

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 23:10:01:

    Czy to znaczy że się da?
    Czy to przykład złego/dobrego kwestionariusza?

    Czemu nie można by narzucić takiej struktury (opartej w końcu na przepisach) wszystkim recenzentom, zamiast obecnej wolnoamerykanki.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/11 14:01:15:

    Od czasu, gdy sa w Anglii stwierdzil, ze by odsniezac, trzeba miec specjalne przeszkolenie, bo w przeciwnym razie jest sie odpowiedzialny za kazdy upadek na odniezonym terenie, stweirdzilem, ze moze jednak nie dajmy sie zwariowac. (w Anglii chodniki sa w wiekszosci nieodsniezone).

    Gdy mialem napisac pierwsza swa recenzje habilitacyjna, poprosilem kolezanke, zeby mi przyslala dwie swoje, zebym zobaczyl, jak ludzie pisza recenzje. I napisalem.

    Pisanie recenzji nie wymaga zadnego szkolenia, nie wymaga tez zadnych kwestionariuszy. Wymaga glownie kompetencji w temacie i rzetelnosci. Nic wiecej.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/11 14:03:50:

    A gdyby na powaznie brac kwestionariusz zalaczony przez Pi:

    "W przypadku oceny pozytywnej oczekuje się precyzyjnych informacji o tym, co Habilitantka/Habilitant wnosi do pedagogiki, w jaki sposób przyczyniła/przyczynił się do jej rozwoju..."

    nikt nie dostalby habilitacji z pedagogiki.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/11 17:43:55:

    @dala

    >nikt nie dostalby habilitacji z pedagogiki

    moze to i lepiej.....

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/11 20:45:47:

    @dala

    Jeździć samochodem też się da nauczyć samemu, ale jednak są kursy.
    Bo gdy ktoś mało jest pojętny, może zrobić innym kuku.

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/11 21:30:59:

    Apropo: wczoraj byłam na szkoleniu z przygotowywania wykresów i ikonografik do prezentacji. Niby każdy naukowiec wykres umie zrobić, a jednak uniwersytet ściągnął specjalistę (pracującego na zleceniach dla gazet, zespołów piłkarskich instytutów badawczych i uniwersytetów) żeby nam zrobił szkolenie.
    Które to szkolenie było dla mnie bardzo przydatne (mimo że robienie naukowych grafik wychodzi mi całkiem nieźle).

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/12 12:26:06:

    @ kardla

    Pamiętajcie, że Komisja może nie tylko narzucać standardy, ale też je promować. Puszczenie na stronę 2-4 dobrych recenzji (2 negatywy, 2 pozytywy - plus wskazanie zalet danej konstrukcji tekstu), do tego kilka ścinków na YT o recenzowaniu.

    Nie ruszy to patologii środowiska (grzyby nic nie czytają), ale pomoże młodym recenzentom (którym może się chcieć) równać w górę.

    Niestety obecnie Komisja nie ma kadr administracyjnych nawet do prowadzenia zwykłej polityki informacyjnej, a co dopiero do działań dodatkowych. Nie ma też woli politycznej, aby zająć otwarte stanowisko w bagienku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/12 22:06:35:

    redezi,
    Co to w ogóle za centralny organ administracji państwowej, który za nic nie odpowiada, a zbiera się raz w miesiącu?

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/12 23:55:06:

    @3.14
    a czy to nie jest cecha stała każdego jednego centralnego organu?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/13 11:35:30:

    Pozwolę sobie wrócić do pomysłu związania uprawnień z kategoria naukową.
    Otóż weźmy na tapetę dwie jednostki i dane z ich oststniej kategoryzacji:

    404 Politechnika Gdańska; Wydział Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej SI1FA 72,38 110,63 389,33 1,19 50 B

    598 Uniwersytet Gdański; Wydział Matematyki, Fizyki i Informatyki SI1FA 102,86 104,78 624,62 2,08 85 B

    Czyli kategorie B i niezbyt wysoka punktacja w kryterium grantowym (1,19 i 2,08 bledną przy 4-5 punktów jednostek A+)

    A jednocześnie mamy tam umocowany KCIK kcik.ug.edu.pl/mainproject.php a wkrótce będzie MAB (trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22889284,naukowcy-z-gdanska-ujarzmia-zjawiska-kwantowe-takiego-szyfru.html) oba (z)budowane głównie ze środków unijnych.

    Czy ośrodki, które budują za niezłą unijna kasę laboratoria naukowe naprawdę nie powinny mieć prawa do zatwierdzania habilitacji? To jest jakaś kosmiczna niespójność. Bo jeśli rząd ma rację z blokowaniem "B", to czyż nie powinno się wyłączyć tych "B/C" także z prawa do ubiegania się o inwestycyjne środki unijne/publiczne, żeby nie trwonić tych środków na projekty, którym zapewne nie da się zapewnić trwałości?

    (w tle pozostaje nierozstrzygnięta kwestia adekwatności oceny parametrycznej do rzeczywistej pozycji naukowej jednostki. W obu powyższych przypadkach mamy do czynienia z jednostkami niejednorodnymi i tu kategoryzacja dyscyplinami mogłaby mieć większy sens, a na pewno doprowadziłaby do sporych przetasowań w wynikach końcowych "ćwiczeń ewaluacyjnych" Poland 2016),

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/13 11:53:14:

    Pi dobrze to już było. Niestety, ale konserwatywny liberalizm postępuje. Konserwatyzm pod względem poglądów, liberalizm pod względem zarządzania.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/14 14:19:51:

    @trzy.14

    W "normalnym" systemie, każda jednostka naukowa powinna mieć prawo zatrudniać (i zwalniać) kogo jej się podoba na takim stanowisku i na taki okres, na jakim jej się to podoba. Natomiast to, ile publicznej kasy na ta jednostkę idzie i jakie ma ona uprawnienia, powinno zależeć wyłącznie od jej oceny parametrycznej. A to czy tą ocenę będą składać się dokonania magistrantów, czy profesorów nie powinno mieć żadnego znaczenia. Wtedy sprawa tego kto może nadawać tytuły i stopnie będzie trzeciorzędna. To że obowiązujący system kręci się wokół habilitacji a nie nauki i dydaktyki jest absurdem.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide