Robię habilitację

Wpis

czwartek, 31 maja 2018

Aspiracje

Oto sprawozdanie z kolejnego listu. Mój korespondent, humanista, dostał prośbę o recenzję artykułu. Napisała do niego doktorantka z jednego z bardzo dobrych uniwersytetów amerykańskich. W liście pisze, że jego nazwisko zasugerował znany profesor. O czasopiśmie nie słyszał, więc wszedł na ich stronę. Okazało się, że jest to małe czasopismo uczelniane, wydawane przez duży stanowy uniwersytet, którego redaktorami jest dwoje assistant professors (więc nasi adiunkci) z pomocą doktorantki, która napisała z prośbą o recenzję. Mój korespondent twierdzi również, że choć większych nazwisk wśród autorów nie ma, teksty wydają się być na bardzo przyzwoitym poziomie.

 

To nie to wszystko jednak zaskoczyło autora listu. Zaskoczyły go przede wszystkim aspiracje. Sądząc po nazwisku osoby, która go poleciła, nazwisk w Editorial Board, redaktorzy może i prowadzą lokalne czaspismo uczelniane, jednak jest to czasopismo, które bardzo poważnie podchodzi do recenzji. Bo przecież to, że pismo jest lokalne nie zwalnia redaktorów z recenzowania artykułów na wysokim poziomie. I nie ma powodu by nie pisać próśb o recenzje do najlepszych specjalistów. W najgorszym razie odmówią.

 

Mój korespondent pisze dalej, że po tym, jak popatrzył na pismo amerykańskie, popatrzył na polski odpowiednik takiego pisma. Popatrzył, usiadł i zapłakał. Z czym do ludzi?!

 

PS. Wszystkim Państwu, którzy do mnie napisali, serdecznie dziękuję za listy. Ostatnio trochę się ich zebrało. Systematycznie będę pisał o nich. Jak zwykle proszę o następne, gwarantując anonimowość. email: habilitant2012@gazeta.pl.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
czwartek, 31 maja 2018 18:14

Polecane wpisy

  • Nie ma amatora na tego potwora

    Parę dni temu dostałem maila, w którym czytam, że Uniwersytet Zielonogórski zażyczył sobie od pracowników oświadczeń, że nie prowadzą i nie będą prowadzić badań

  • Młodzi, prestiżowi i wybitni

    Przesłano mi odpowiedzi ( linka i druga linka Akademii Młodych Uczonych PAN w sprawie tego, jak MNiSW określa wybitność młodych uczonych. No

  • Nauka pod specjalnym nadzorem

    Kilka dni temu dowiedzieliśmy się , że brytyjski doktorant został skazany na dożywocie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oczywiście wiem tyle, co nap

Komentarze

Dodaj komentarz

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/01 21:49:02:

    off-topic, ale ważne:

    oko.press/to-koniec-autonomii-uczelni-ustawa-gowina-jak-burza-przechodzi-przez-komisje-pod-dyktando-pis/

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 00:19:00:

    @trzy

    nie rozumiem - po co zostawiaja profesora belwederskiego i habiliację - wzmocnioną kolokwium - skoro nie będzie minimów? czyż wtedy nie będzie się Rektorom opłacać by zatrudniać tylko magistrów - najtańszych, sprawnych w publikowaniu w WoS/Scopus?

    po co ktoś będzie robił habilitację - skoro będzie droższy dla rektora - a rektor i tak nie będzie miał z jego tytułu czy stopnia żadnego pożytku a jedynie wyższy koszt?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 01:59:28:

    Najbardziej ciekawi mnie, że na liście zmian zawsze pierwsze miejsce zajmuje "habilitacja za granty ERC" i także jest w tym artykule. Wypowiedzieli się na ten konkretny temat grantów ERC Prezydent, Marszałek, Premier, Wicepremier a także Naczelnik Ojciec Narodu na pierwszym miejscu swoich wypowiedzi.

    To najlepiej pokazuje poziom odrealnienia dyskusji w polskiej nauce. Komu w polskiej nauce grozi grant ERC?! Praktycznie nikomu. W całej historii tych zabaw Polacy zostali uhonorowani 24 razy. Czy naprawdę 24 potencjalne(!) habilitacje we wszystkich dziedzinach polskiej nauki razem w przeliczeniu na 14 lat, to jest coś, o czym w ogóle warto się wypowiadać? Serio?

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 03:00:08:

    Przy czym najprawdopodobniej liczba 24 jest zawyżona, bo część z beneficjentów już habilitacje miała ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 08:40:49:

    czlowiek.z.makulatury
    Wkurzonemu Maćkowi...

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 09:05:49:

    @rudamaruda
    Dobre pytanie. Co prawda tytuł lub hab. będzie potrzebna do funkcjonowania w ramach niektórych organów, ale ogólnie, wobec braku minimów kadrowych i minimów do nadawania stopni, sensowne będzie pozbywanie się "niewygodnych" hab. i prof., przy zachowaniu nielicznych wiernych lub zdolnych. "Ciekawe", kiedy rektorzy na to wpadną.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 09:24:33:

    ruda,

    Za 20 lat całe złoto (uprawnienia akademickie + kasa na badania) skoncentruje się w max. 10 uczelniach, wśród których blaskiem szczególnym błyszczeć będzie UWUJ.

    Chyba że do akcji wkroczy dobry Zorro, czyli Janosik, czyli minister.

    Ta ustawa to większa autonomia nie tylko rektorów, ale i ministerstwa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 09:53:01:

    Moje wnioski z tej reformy są takie:
    1. Kije, kije, kije, za mniejszą kasę (z jednej strony jest ustawa, która daje nam kup, a z drugiej interpretacja mf, która nam kup zabiera) - już większość uczelni nie odlicza kup i mamy spadek naszej pensji o 10%.
    2. Znaczne ograniczenie samorządności.
    3. Upolitycznianie organów zarządczych uczelniami.
    4. Wprowadzanie niejasnych procedur w celu uzyskiwania stopni naukowych.
    5. Sztuczne ograniczanie badań interdyscyplinarnych poprzez wprowadzenie parametryzacji wg. dyscyplin, skomplikowany system liczenia punktów za publikacje, wręcz często niekorzystne dla zespołów interdyscyplinarnych.
    6. W tej chwili nie ma żadnych mechanizmów, które by podnosiły jakość nauczania, a także badań naukowych - mają być tylko kary, złota nie oświadczy nigdzie.

    W obecnym kształcie wg. mnie ustawa nadaje się do kosza. W najbliższych latach funduje nam się chaos, choćby w związku z najbliższą parametryzacją, dalsza pauperyzacja naszego zawodu w związku z realnie niższymi dochodami (10% zabranego dochodu + inflacja oraz zwiększające się koszty życia). Minister stworzył pozory konsultacji ze środowiskiem, gdyż wziął jedynie pod uwagę te wnioski, które były mu na rękę. Ogólnie jestem sfrustrowany i nie wiem co jeszcze zrobię, ale co raz bardziej odechciewa mi się życia w tym kraju. Co do studentów, to oni dokładnie widzą co się dzieje i mało kto chce zostawać na uczelni. Wniosek jest taki, że nawet na tych największych uczelniach robi się dziura pokoleniowa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 10:15:28:

    Nawiązując do tytuł niniejszego wpisu gospodarza blogu: z aspiracji ministra, mnie została frustracja.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 10:28:13:

    @rudamaruda1949
    Czy tańszych? Nikt w tej chwili nie przyjdzie na uczelnię pracować za 2450 zł brutto. Obecni mgr na rynku mogą zarobić po dwóch latach pracy od 1.5-2 razy tyle co dr hab inż. na uczelni. Stąd może się okazać, że przy takim podejściu wiele osób może potraktować pracę na uczelni, jako tą pierwszą, tymczasową, do czasu aż załapie się na lepszą, co spowoduje olbrzymią rotację kadry, tak jak to jest w wielu prywatnych szkołach, które właśnie liczą na tanich pracowników. Tani nie jest równoważnikiem dobry, coś takiego nie istnieje, jakość kosztuje. I chyba nie muszę pisać, co będzie znaczyło dla jakości nauczania i prowadzonych badań rotacja wśród pracowników. Dla uczelni będzie jeszcze dodatkowy problem, bo przy takim podejściu będzie bardzo słaba identyfikacja pracownika z miejscem pracy, a co za tym idzie ze zmniejszeniem zaufania pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, czyli uczelnią. Obecne myślenie min. Gowina to myślenie "polskiego kapitalisty" z lat 90-tych XX wieku i nie ma nic wspólnego ze zrozumieniem ani obecnego rynku pracy, ani tego co się dzieje na uczelniach. Po prostu zła ocena sytuacji.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 10:43:21:

    "nawet na tych największych uczelniach robi się dziura pokoleniowa"

    Prof. dr hab. Krzysztof Diks znalazł rozwiązanie tego problemu. Podniesiono, że parametryzacja jest grą o sumie zero, gdzie ktoś zawsze musi być ostatni, a możliwości awansu są iluzoryczne, chyba że UAM czy UWr wypadną i w związku z tym odbieranie uprawnień prowincji na tej podstawie nie jest racjonalne. Diks się poruszył "o jakiej doskonałości mowa jeśli habilitacje ma przyznawać jednostka z kategorią C!". I zaproponował własny system. Otórz uczelnie prowincjonalne powinny wysyłać najlepszych do niego, a potem dostawać z ministerstwa pieniądze na wielkie zachęty finansowe żeby tych już certyfikowanych najlepszych od niego spowrotem ściągać.

    Potem jeszcze powiedział że powinna być ścieżka profesora dydaktycznego niczego nie wymagająca.

    Powiem tylko, że takie poglądy są spójne z doswiadczeniem prof. Diksa, którego doskonałość (głównie dydaktyczna, pomimo grantów za miejsce zamieszkania) polega przede wszystkim na dacie urodzenia. W odpowiednim czasie znalazł się jak ten jednooki w biednym kraju królestwa ślepców, napisał kiepski podręcznik i mieszkał w Warszawie gdzie ściągali najlepsi studenci.

    Ostatnio jednak pojawia się problem, że dla najlepszych on nie jest już żadną ofertą. Tych których stać na Warszawę równie dobrze stać na Bonn, Heidelberg, w porywach Berlin, olimpijczycy dostaja stypendia w UK. To tych których nie stać trzeba pozbawic alternatywy.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 10:44:04:

    W sensie na pierwszej komisji jak słuchałem.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 10:45:12:

    *otóż

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 11:33:12:

    wiki podaje: "Popularyzator informatyki i wychowawca wielu medalistów międzynarodowych olimpiad informatycznych."

    Jaja sobie ktoś z tym wychowywaniem robi.

    "Biblię" przetłumaczył, nawet nie wiedziałem. Podczytywałem w młodości oryginał. Teraz wszystko tak biegnie, że nikt nie ma czasu na czytanie od deski do deski.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 11:34:33:

    @ruda:
    dr hab+prof potrzebni będą jedynie jako promotorzy w szkołach doktorskich.

    nie sprawdzałem wymogów do prowadzenia szkół doktorskich i czy to dla uczelni będzie pod względem finansowym korzystne, czy to tylko kwestia prestiżu, jak posiadanie własnej biblioteki i wydawnictwa.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 12:20:39:

    Otórz, dzięki tym posunięciom się zapewni to, że na uczelniach pozostaną ci, dla których działalność naukowa, jak również praca z nasza wspaniałą młodą młodzieżą, jest prawdziwą pasją. Ci, którzy są tu dla pieniędzy, rozminęli się z tym szczytnym powołaniem. Ich miejsce jest w bankach, firmach telekomunikacyjnych i pożyczkowych i innych tego typu miejscach, w których nie rozgrywa się historia, gdzie nie puka przygoda i gdzie - łysiejąc i przybierając wciąż na wadze - pełznie się ku tejże historii śmietnikowi. Trzeba odróżniać sakrum (pisze się "sacrum') od profanum i ziarno od plew. Kto tego nie umie, tego nie zadowoli żadna reforma. Nawet ta najszczytniejsza, najodważniejsza , najbezkompromisowiejsza.

    Tyle.

    A jeśli mnie Pan czyta, Panie Gowinie, niech Pan się nic a nic nie przejmuje głosami flustratów, filistrów i faryzeusów. Niech Pan steruje tym naszym S/S Sołdkiem marzeń i nadziei przez burzliwe akweny imposybilizmu, zawiści i ignorancji. Wierzę, że z Panem za sterem już wkrótce znajdziemy się na rajskiej plaży, wśród kolorowych parasolek i pogodynek (albo odwrotnie).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 15:07:07:

    H_H Pana rozumienie jest wspaniałe, a wręcz sarkazmem na duchu podnoszące. Oto widzę już oczyma wyobraźni, te rzesze naukowców-dydaktyków, w brudnych i dziurawych koszulach flanelowych, spodniach dżinsowych na szelkach i trampkach z Biedronki, o szarych twarzach i pokasłujących, niezbyt piękną wydzielających woń, ale za to pięknoduchów, rozmodlonych i przeświadczonych o swojej misji naukowej i dydaktycznej. Bo to nie ważne, że nie ma na nic pieniędzy, ale jest misja. Ave minister morituri te salutant, ewentualnie, wodzu prowadź ...

    ... tylko dokąd?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 15:27:58:

    wiadomosci.onet.pl/kraj/mateusz-morawieckich-o-priorytetach-rzadu/8qftbz8

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 16:45:38:

    Aktualizacja listy UW wydawnictw prestiżowych

    bob.uw.edu.pl/wp-content/uploads/sites/72/2018/05/Ranking-wydawnictw-maj-2018.pdf

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 16:53:25:

    Feudalny beton kontrratakuje: "chyba, że Pan prezydent....:" wpolityce.pl/polityka/396914-prof-polak-ciezkie-czasy-dla-polskiej-nauki-ustawa-20-jest-efektem-kompleksow-nizszosci-szeroko-zakorzenionych-w-polskich-elitach

    Zarówno prof. Polak, jak i dr Gowin to dwa zupełnie obce mi światy i jak tu żyć?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 16:57:00:

    Z listy UW, czy za to też dostanę punkty? Wydawnictwo koncesjonowane:

    cedewu.pl/Twoje-domowe-piwa-Przepisy-dla-wszystkich-stylow-p1500

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 17:04:46:

    @kahlkopf

    To może będą chociaż podwyżki dla naukowców z dużymi rodzinami. Ale tylko z polskimi i katolickimi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 17:32:49:

    @dr.kananga
    Pewnie pod warunkiem, że będzie co najmniej 4 dzieci i jedno z małżonków zajmie się gospodarstwem.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 17:58:49:

    No to się rozumie: kobieta pracująca poza domem to niebezpieczny genderyzm.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 19:17:12:

    h_hornblower zwrócił uwagę na ciekawe zjawisko, które jest rzeczywiste, ale niczym muzyka sfer niebieskich w swej pospolitości trudne w percepcji.

    Otóż znałem sporo młodych ludzi, którzy za miskę ryżu chcieliby spędzić resztę życia, rozwiązując naukowe rebusy. Na szczęście w którymś momencie muszą wybrać: nauka albo żona i to jest ten ostatni moment, zwykle skuteczny, ocucenia i powrotu na Ziemię.

    Natomiast nie spotkałem się z osobami, które za miskę ryżu zanurzą się w dydaktyce. Takie osoby albo byłyby obiektywnie słabe, albo traktowałyby uczelnię jak płatnika ZUS-u, w którym bywa się maksymalnie 2 dni w tygodniu.

    Dobra, kompetentna dydaktyka jest co najmniej tak droga, a może i droższa, od średniej nauki!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 19:34:41:

    @Pi
    Problemem w Polsce jest to, że obecnie dydaktykę rozumie się poprzez wykład w Power Point i ćwiczenia jako kreda + tablica. Do nikogo nie dociera, że inżyniera kształci się w laboratoriach, które muszą być dobrze wyposażone. Poza tym, aby prowadzić dobrze dydaktykę, to musi być tak, że prowadzi się dwa, góra trzy przedmioty w miarę zbliżone do siebie, a nie 5 - 6 od sasa do lasa, byleby zapełnić 240h pensum z pewną liczbą nadgodzin.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 20:08:30:

    Dobra, kompetentna dydaktyka jest co najmniej tak droga, a może i droższa, od średniej nauki!

    To zagadnienie również pojawiło się podczas tej komisji, ponieważ profesorom się tam obniża pensum, reszcie natomiast podwyższa. Komentarze były że w takiej Ameryce jest odwrotnie: to profesor prowadzi liczne kursy, im bardziej doświadczony tym bardziej podstawowe i z szerszego zakresu.

    Na kolejnej komisji taka poprawka została nawet zgłoszona przez rektora UW Pałysa. NIe przeszła, czy nikt z posłów jej nie przejął, nie ważne. Rektor sam będzie mógł wprowadzić tę ideę w życie zatrudniając więcej nauczycieli za profesorską pensję!

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/02 20:26:16:

    te habilitacje za granty ERC to jest równie groźne zjawisko co słowackie habilitacje - nie będzie nam zagranica decydować, kto u nas będzie doktorem habilitowanym - a te granty ERC to sobie "na lewo" załatwiajo - takie nieudaczniki życiowe co nie wiedzo z kim w Polsce wypić.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 09:08:23:

    @zitterbewegung

    Rektor sam będzie mógł wprowadzić tę ideę w życie zatrudniając więcej nauczycieli za profesorską pensję!
    Dokładnie tak! :) Nikt mu tego nie wszak nie zabroni.

    @kahlkopf
    Problemem w Polsce jest to, że obecnie dydaktykę rozumie się poprzez wykład w Power Point i ćwiczenia jako kreda + tablica.
    Przeceniasz co niektórych. Chyłkiem przemykałem korytarzem na jednej uczelni w trakcie konferencji i zerknąłem przez szybę w drzwiach do sali wykładowej. A w niej twór zapomniany przez niektórych w ciągłym użyciu: plastikowe/foliowe slajdy!!!

    Zdziwiło mnie to tym bardziej, że prowadząca wykład nie wygląda na sędziwą.

    Zatem w przypadku nauk ekonomicznych potwierdza się obiegowa opinia. Są to tanie studia i zapewne dlatego współczynnik kosztochłonności tych studiów jest niższy od studiów teologicznych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 10:20:43:

    Komentarze były że w takiej Ameryce jest odwrotnie: to profesor prowadzi liczne kursy, im bardziej doświadczony tym bardziej podstawowe i z szerszego zakresu.

    A to chyba są profesorowie z uniwersytetów w Wilkowyjach, równie amerykańscy co niejaka Lucy?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 15:27:22:

    @dr.kananga
    Załączony tekst Polaka jest niezwykle pouczający nie tylko z punktu widzenia "kontrataku betonu" (który się nie uda, bo ustawa będzie na 100%), ale też z punktu widzenia wpisu Gospodarza o aspiracjach. Otóż mamy w Polsce tysiące czasopism z HS, przeważnie słabych i niespełniających minimalnych standardów, będących w gruncie rzeczy czasopismami paranaukowymi. I teraz czy powinniśmy, jak Polak, z dumą mówić o tych czasopismach czy też załamywać ręce nad ich niskim poziomem? Jeśli zrobimy to drugie, jak uczynił to Gospodarz (z którego opinią się w 100% zgadzam), to Polak z miejsca oskarży nas o kompleks niższości. "To jest miś na skalę naszych możliwości, on odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa", zdaje się mówić Polak o czasopismach z listy B. I tu dochodzimy do głównego problemu. Pisałem tu już zresztą o nim co najmniej kilka razy. Problem ów polega na tym, że dopuściliśmy do sytuacji, w której armia Ryszardów Ochódzkich objęła najwyższe stanowiska w polskiej akademii. Proszę spojrzeć na dorobek tego Polaka. Na WoS i w Scopusie go Państwo oczywiście w ogóle nie znajdziecie. Ale nawet na Google Scholarze ma on niewielką liczbę cytowań. Z mojej pobieżnej analizy wynika, że jego najczęściej cytowana praca ma tych cytowań dokładnie 8 (osiem). A jest to profesor zwyczajny UMK, a więc uczelni aspirującej do miana badawczej czy też "flagowej". Czy osoba, której najczęściej cytowana praca ma jednocyfrową liczbę cytowań to naprawdę właściwy kandydat na profesora zwyczajnego wiodącej uczelni? Czy to jest naprawdę osoba, którą Gospodarz i ja powinniśmy traktować serio, gdy zarzuca nam ona kompleks niższości? Czy jest to wreszcie osoba, która ma kwalifikacje do tego, aby autorytatywnie wypowiadać się na tematy tak poważne jak reforma szkolnictwa wyższego?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 15:56:48:

    @Maciek_Magik
    Problem w tym, że ustawa 2.0 wcale nie musi ruszyć "słodkich misiaczków" z miejsca i jak spoglądniesz na tą ustawę krytycznym okiem i na to co dzieje się w tej chwili w sejmie, to okaże się, że dalej mogą nam słodzić życie. Ja uważam, że wręcz przy niekorzystnych zbiegach okoliczności "słodkie misiaczki" mogą spokojnie zawładnąć uczelniami, choćby poprzez układy TPB zdominowując senaty i rady uczelniane. Uwzględniając możliwą wszechwładzę rektora mogą się podziać zaiste dziwne rzeczy na naszych uczelniach, tym bardziej, że sporej części jeszcze daleko do emerytury. Będzie to efekt odwrotny od zamierzonego, ale jak najbardziej prawdopodobny.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 16:17:14:

    Lista B powiedziałbym jest bardzo nierówna. Jest trochę, mało ale zawsze, pisma na poziomie pism z dolnej półki JCR, ale generalnie większość to cienizna. A ustawa obawiam się niewiele tu zmieni. Już widać przebieranie nóżkami: np. jedno z pism, nienajlepsze, w dodatku zmonopolizowane przez grupę badaczy (np. w jednym numerze jeden autor miewa nawet 3 artykuły), nie wiem, jak ale dostało się na Scopusa. Jest to jedyne pismo w dyscyplinie, przynajmniej na chwilę obecną, które jest na Scopusie. A to jest dyscyplina, w której mało kto publikuje w międzynarodowych pismach. Jeszcze przez lata GTW związana z tym pismem się utrzyma.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 16:21:11:

    @P-Tau:

    > Przeceniasz co niektórych. Chyłkiem przemykałem korytarzem na jednej uczelni
    > w trakcie konferencji i zerknąłem przez szybę w drzwiach do sali wykładowej.
    > A w niej twór zapomniany przez niektórych w ciągłym użyciu: plastikowe/foliowe
    > slajdy!!!

    Zastrzeżenie: mój komentarz odnosi się do tych zagadnień, które można przekazać podczas samej prelekcji.

    O ile mi wiadomo, niejaki prof. Knuth ma niekwestionowany wkład w rozwój informatyki/programowania/nauki o komputerach (nie wiem, jak to nazwać), a do dzisiaj podczas wykładów, które gromadzą pełne sale, posługuje się analogowym rzutnikiem i foliowymi slajdami. Wnioskuję stąd, że nieaktualna forma wykładu nie przesądza o jego nieaktualnej treści.

    Żeby było jasne: nie uważam, że wykładowcy nie mają iść z duchem czasu, nie twierdzę, że nie mają używać nowszych od tablicy, kredy i slajdów foliowych osiągnięć techniki, jestem wręcz przekonany, że powinni to robić choćby dlatego, że dzisiejsi studenci są przyzwyczajeni do przekazów multimedialnych, bo od dziecka mają kontakt z komputerami. Wiem też, że podany przykład jest wyjątkowy, ale ma on ilustrować, że przy formułowaniu oceny o wykładzie, i pośrednio o wykładowcy, forma wystąpienia nie powinna przesłaniać jej treści.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 17:10:14:

    @kahlkopf
    Zgadzam się, że ustawa może mieć nieprzewidywalne konsekwencje. Dlatego generalnie zawsze byłem zwolennikiem tworzenia zupełnie nowego uniwersytetu badawczego, opartego na profesjonalizmie i dlatego zamkniętego dla "słodkich misiów". A resztę systemu należało zostawić tak jak jest. Obawiam się, że niestety Ustawa 2.0 nie doprowadzi do powstania uczelni badawczych z prawdziwego zdarzenia. Przecież nawet na UW i UJ na stanowiskach profesorskich pracują całe zastępy Ryśków Ochódzkich. Z takim obciążeniem ciężko jest doganiać świat.

    @dr.kananga
    Jeśli pismo dostało się na Scopusa, to znaczy, że jest cytowane. Jeśli natomiast wejście na Scopusa jest oparte na szwindlu, to jest to przebieranie nóżkami, ale bardzo krótkimi. Scopus corocznie dokonuje przeglądu indeksowanych czasopism i pozbywa się tych, które przestały spełniać wymogi.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 17:39:49:

    Według PoP: istatnie 4 lata to 28 cytowań. W tym 26 cytowań jednego artykułu - przekładu zagranicznego autora. Wszystkie lata istnienia pisma h = 4.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 19:38:58:

    maciej_magik,
    Nowe uniwersytety na nowych zasadach działające?
    Skończy się odpowiednikami Międzynarodowych Instytutów Badawczych. Doskonały pomysł, tyle że nieskalowalny na cały kraj. Innymi słowy, gdyby zamienić wszystkie instytuty PAN na "lepsze" instytuty międzynarodowe, to system za chwile by się załamał, nieco wcześniej ciągnąc na dno uczenie, z prozaicznego powodu: braku pieniędzy. Darwinizm można uprawiać w 2 instytutach, ale nie w 20. Bo jak są 2, to są kosztem tych 20, od każdego po trochu i robi się okrągła sumka, za którą można opłacać wciąż rotujących doktorantów i postdoków, których pula jest przecież ograniczona. Tego modelu nie da się przeskalować na cały system. Tzn da się, ale za chwile miałby Pan masę bankrutujących instytutów PAN.

    No i teraz Pan chce mieć uniwersytet badawczy działający wg osobnej ustawy czy jakoś tak. To ja się pytam - z jakich pieniędzy?

    Odpowiednikiem bankrutującego uniwersytetu byłby np. U Opolski sprowadzony z powrotem do funkcji WSP, choć z szyldem UO. Naprawdę tędy droga? Zwłaszcza po tych miliardach wtłoczonych w instytuty i uniwersytety, w tym te w Opolu czy Kielcach, och, w Kielcach to sobie śliczny kampus wybudowali!

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 20:00:41:

    Maciek, co to jest uczelnia badawcza 'z prawdziwego zdarzenia'? Mnie powala na kolana akontekstowosc takiego myslenia. Harvard nie stal sie Harvardem, bo ktos to zadekretowal. Dochodzenie do uczelni 'z prawdziwego zdarzenia' trwa lata, nie jest ani proste, ani oczywiste. co wiecej, zadna ustawa nie spowoduje, ze od dzisiaj uczelnia X bedzie swietna. Tego sie nie da osiagnac.

    Co wiecej, mozna oczywisice wziac 100 pracownikow z ilus tam uniwersytetow i kazac im pracowac razem, ale pomijajac durnosc takiego postepwoania, nawet to nie da zadnej gwarancji na nic.

    I mnie naprawde wkurza obrazanie wielu profesorow, ktorzy dzisiaj moze niewiele publikuja, ale wielu z nich ma wazna role na swoich uczelniach. Na pewno nie wszyscy, ale wielu tak.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 20:16:36:

    Jeżeli celem są rankingi, to ma to jak największy sens. Tylko co nam po rankingach....

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 20:22:25:

    dr.kananga,
    Jezeli celem byłyby rankingi, to należałoby w trybie pilnym włączyć "perły" instytutów PAN i międzynarodowych do uczelni i wyłączyć instytuty PAN z gry o granty. To niestety jest nierealne, bo to, co najlepsze, koncentruje się w W-wie i K-wie i tamtejsze uczelnie zadławiłyby się takim prezentem.

    Jeśli celem byłyby rankingi, to należałoby przeanalizować casus UJ i Collegium Medicum - czy w innych uczelniach połączenie dużej uczelni bezprzymiotnikowej może mieć podobny efekt (synergii)?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 20:26:40:

    dala,
    Bardzo podoba mi się, co napisałeś. Ja też nie wiem, co to miałby w polskich warunkach być Uniwersytet Badawczy. I też nie uważam, że na tzw. prowincji nie ma fajnych, zdolnych, pracowitych naukowców, od doktoranta po profesora. Ani że profesor niepublikujący lub słabo/"słabo" publikujący to tylko na odstrzał, bo bez wielu z nich ich robotę administracyjną lub dydaktyczną musiałby robić kto? - ja! tylko dużo gorzej!

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 20:50:51:

    @dala.tata
    Ze zdziwieniem konstatuję, że staje się Pan zwolennikiem reformy Gowina, podczas gdy ja nabieram do niej dystansu. Budowa uniwersytetu badawczego oczywiście będzie wymagać czasu, ale może właśnie dlatego warto zacząć budować jak najszybciej?

    Moim celem nigdy nie było obrażanie profesorów, nawet jeśli niewiele publikują. Doskonale zdaję sobie sprawę, że także na świecie profesorowie publikują często mniej niż ich młodsi koledzy. Ale w "uniwersytetach z prawdziwego zdarzenia" profesura to zawsze nagroda za osiągnięcia naukowe. W polskich naukach społecznych natomiast habilitację i profesurę można dostać właściwie bez uprawiania nauki, często za prace publicystyczne, czysto kompilacyjne itp. I to jest szwindel i uzurpacja, a także ściema i obciach. I później takie Ryśki próbują narzucać innym własne pseudo-standardy. Proszę sobie przeczytać wypowiedzi tego Wojciecha Polaka, załączone powyżej przez dr.kanangę. Publikacje międzynarodowe to dla niego wyraz kompleksu niższości wobec Zachodu. Czy na te obraźliwe wypowiedzi pod adresem ludzi takich jak m.in. ja i Pan też będzie Pan tak uwrażliwiony jak na moje wypowiedzi? Przecież ten facet nie opublikował niczego, co zainteresowałoby choćby czytelnika na rynku polskim (patrz Google Scholar), a próbuje kwestionować dorobek ludzi, którym udało się zaistnieć na rynku międzynarodowym. Czy reakcja na takie wypowiedzi to naprawdę tak wielkie przekroczenie?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 21:47:11:

    @trzy.14
    Zgadzam się, że na tzw. prowincji są z pewnością wartościowi uczeni, sam takich zresztą znam. Jestem też ostatnim, który proponowałby "odstrzał" profesorów. Ale szanująca się uczelnia, z ambicjami do bycia wiodącą czy flagową, nie powinna w pierwszym rzędzie dawać najwyższych stanowisk profesorskich osobom, które nie wykazały się uprzednio solidnym dorobkiem naukowym. A jak chodzi o nauki społeczne, to tak się niestety dzieje i na UW, i na UJ, i na UMK, i pewnie wszędzie. Nie bez powodu zresztą jeden z najbardziej znanych gestów protestu przeciw reformie Gowina był autorstwa Rady Instytutu Socjologii UW. Tam jest po prostu świadomość tego, że jeśli UW ma się rozwijać w kierunku "badawczo-wiodąco-flagowym", to na posiadanie tego rodzaju profesury nie będzie sobie po prostu mógł pozwolić.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 22:04:17:

    @maciek_magik
    Czy Pan spodziewa się, że "konstytucja" Gowina będzie jakimkolwiek bodźcem do rozwoju którejkolwiek uczelni z "wielkiej piątki"? Przecież im wystarczy trwanie na aktualnych pozycjach i oczekiwanie na wybicie prowincjonalnej drobnicy.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 22:12:52:

    @tulloch
    Dobrze postawiona kwestia. Ja bym w dodatku chciał w dodatku wiedzieć, co ta reforma przyniesie mi? Raczej nic pozytywnego. Nauka jest bardzo zindywidualizowanym zajęciem, nawet, gdy uprawiana "we współpracy", a dziwne jest, że ustawodawca widzi w nas jakąś ciemną masę, która ma podążać za jego eksperymentami.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 22:58:18:

    naukowiec2.0,
    Przyniesie ci zwykłą umowę o pracę (chyba że już jesteś mianowany) oraz całą litanię nieujętych w kodeksie pracy kar dyscyplinarnych.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 23:00:12:

    @All:

    Czy, bazując na swoim dotychczasowym doświadczeniu, potrafią Państwo powiedzieć, czy jakakolwiek reforma jest w stanie zmienić kulturę pracy naukowej, panującą w polskim środowisku akademickim? Pojęcie tej kultury rozumiem tu szeroko: od norm codziennego zachowania wobec innych akademików, przez metody obsadzania stanowisk uczelnianych, podejście do promowania kadry i sposoby konkurowania o środki na badania, po wzorce recenzowania i zwyczaje publikacyjne.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 23:56:12:

    Maciek, nie rozumiem takiej dyskusji.

    ja od ponad cwierwiecza zyje w kraju, w ktoym nie ma 'ustawy o nauce' i jakos dajemy rady. Nadludzkim wysilkiem. Ja ogolnie nie jestem zwolennikime zadnej ustawy.

    Ale najbardziej jestem przeciwny mlodym uogolniajacym. Powiem wiecej, wkurzaja mnie tacy. Czy ja jestem wrazliwy? tak, jestem. Bo za chwile ktos mi powie, ze jestem lesnym dziadkiem, bo nie pisze 10 artykulow rocznie. Nawiasem mowiac, to ja uwazam, ze ta nieustanna intensyfikacja pracy naukowej, ktora do nas idzie 'z zachodu', jest czyms zlym.

    Czytalem wywiad z Wojciechem Polakiem. Nie zgadzam sie z wiekszoscia rzeczy, ktore mowi, ale rozumiem, dlaczego tak mowi. Z kolei on nie do konca mowi to, co Pan mu zarzuca. Nawiasem mowiac, o ile uwazam, ze on nie ma racji mowiac o publikacjach, gdyby juz to zastosowac np. do grantow miedzynarodowych, jego argument jest senswony. Uwazam, ze habilitacja za grant jest przejawem i kompleksow i glupoty.

    Czy nalezy go pietnowac osobiscie? Wole argumenty, ale 20 lat temu bym sie pieklil i krzyczal "ukrzyzowac go". Dzisiaj namyslam sie dluzej, moze dlatego, ze przez lata siedzialem w wielu komisjach profesorskich i duzo widzialem. Na dodatek, ja sie zupelnie nie czuje obrazony tyym, co mowi prof. Polak. Moze dlatego, ze mam gruba skora, a moze dlatego, ze rozumiem, dlaczego tak mowi. Moze tez dlatego, ze ja doskonale zdaje sobie sprawy z tego, ze ja moglbym mowic tak, jak on. I mowiac szczerze, nie do konca wiem, dlaczego stalo sie tak, ze nie mowie (bez kokieterii to mowie).

    Pisalem tu niejednokrtonie o tym, ze znam wielu profesorow o zerowym dorobku miedzynarodowym, ktorzy przy okazji sa swietnymi mentorami. I ja mysle, ze to warto cenic i docenic.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/03 23:58:20:

    @tulloch, @halucinski
    Im bliżej uchwalenia reformy, a stanie się to podobno we wtorek 5 czerwca, tym bardziej jestem wobec niej sceptyczny. Jedynej nadziei upatruję w likwidacji samorządności akademickiej. Przy tak niskim poziomie norm i standardów, samorządność jest zwyczajnie szkodliwa. Tylko dyktatura światłej mniejszości może pozwolić na skok jakościowy. System, który proponuje reforma Gowina, daje możliwość wprowadzenia takiej dyktatury. Niektóre uczelnie może z niej skorzystają, ale większość zapewne nie. Na tych drugich może więc dojść wręcz do pogorszenia sytuacji.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 00:10:48:

    Halucinski. Ustawa nie wplynie na zadna kulture ani nic takiego. Ci, co chca ja zmienic, juz dawno zmienili. W Polsce uprawia sie doskonala nauke i zadne ustawy nie maja na to wplywu. W polsce uprawia sie tez katastrofajnie slaba nauke (tej jest wieccej) i zadna ustawa tez tego nie zmienila i nie zmieni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 00:32:16:

    Macieju, sam sobie przeczysz! Upatrujesz nadziei w reformie, po czym stwierdzasz, że na większości uczelni może dojść do pogorszenia sytuacji.

    Ja z kolei całkowicie, totalnie, bez wyjątku nie wierzę w żadną dyktaturę elit. To się wszystko musi szybko zdegenerować, nawet gdyby ta władza miała elity w dostatecznej liczbie.

    Rewolucji internetowo-smartfonowej nie wymyślili geniusze, ona się dzieje rękami i umysłami grubych tysięcy inżynierów. Bardziej wierzę w dobrze zorganizowane mrowisko niż kilku super-"trutni".

    Wzmocnienie władzy rektorskiej i osłabienie ciał kolegialnych ma sens, bo uczelnie są niesterowne i podzielone na udzielne księstwa wydziałowe. Nie wiem tylko, dlaczego skoro wydziały są "be", władza rektorska nagle w tym samym środowisku miałby być "cacy"? Reforma, rozbijając demokrację/kliki wydziałowe (niepotrzebne skreślić), tworzy warunki do powstania demokracji/klik (niepotrzebne skreślić) rektorskich. Nie widzę żadnych mechanizmów kontrolnych zapobiegających uklikowieniu rektora. Takim mechanizmem mogłaby być rada wybierana w sposób niezależny od pracowników uczelni. Na Zachodzie w skład rad wchodzą np. przedstawiciele rządu, landu, innych uczelni z innych krajów (!). U nas zaś radę wybierze senat, rada wybierze rektora, rektor zdominuje senat, koło się zamknie w tym samym kręgu rozgrywających. Reforma, w której rada uczelni jest wybierana na uczelni nie ma żadnego sensu. Przecież celem rady jest rozbicie szklanego klosza nad uczelnią, "odzyskanie" wpływu na uczelnię przez reprezentantów społeczeństwa. W obecnej postaci dostajemy atrapę, nazwę, w którą oblekamy znaną nam, swojską słomę.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 00:36:24:

    @dala.tata
    Promotor mojego doktoratu jest ode mnie o 30 lat starszy. Wiele się od niego nauczyłem i wiele mu zawdzięczam, więc nie trzeba mi mówić, że doświadczeni profesorowie są potrzebni czy wręcz niezbędni na uniwersytecie.

    Pańskiemu punktowi widzenia, opartemu zapewne głównie na doświadczeniach z UK, jestem jednak w stanie przeciwstawić swoje doświadczenia z systemu polskiego, nabyte po powrocie z Wysp po doktoracie. Otóż bezceremonialny atak na mój wniosek habilitacyjny rozpoczął 70-letni wtedy profesor UW, zresztą bardzo w Polsce znany, który nie publikował w takich czasopismach jak ja, ani nawet nie wychował żadnego eksponowanego uczonego. Jego też Pan nazwie "świetnym mentorem"? Prawda jest taka, że gdyby Pan poszedł z wnioskiem habilitacyjnym opartym na cyklu publikacji z JCR do jakiejś rady, w której zasiadałby taki np. taki Wojciech Polak, to ten Polak byłby pierwszym, który rzuciłby w Pana kamieniem i przekonywał do utrącenia Pana wniosku. Tak więc rozmawiamy na zasadzie, jak to mówiła moja śp. babcia, "ja o rybie, ty o grzybie". Pan mi tam z UK mówi o "świetnych mentorach", a ja tu w PL takich nie za bardzo widzę. Widzę za to wielu ludzi o naprawdę marnym dorobku, nawet uwzględniając kontekst pokoleniowy, i charakteryzujących się jakimś fundamentalnym brakiem klasy, zawiścią i tendencją do obrażania się na to, że czas upływa i wszystko się zmienia (także nauka i sposób jej uprawiania). W toku takich interakcji nauczyłem się więc, że wiek sam z siebie niestety nie uszlachetnia.


    W sprawie habilitacji na podstawie grantu ERC też się z Panem nie zgadzam, że to głupota. Żeby dostać taki grant, trzeba się wykazać bardzo dużym dorobkiem. Dlaczego ktoś posiadający taki dorobek miałby być jeszcze dodatkowo oceniany, i to jak znam życie przez osoby z mniejszym dorobkiem?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 07:36:33:

    Zupełny off-topic, dla mnie niezbyt zaskakujący, ale z pewnością ciekawy:

    wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,23479955,tasmy-kaczynskiego-ujawniamy-nieznane-wypowiedzi-prezesa-pis.html

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 07:45:02:

    Gdzie mógłbym znaleźć projekt nowego rozporządzenia parametryzacyjnego?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 08:21:42:

    @3.14
    Bardziej wierzę w dobrze zorganizowane mrowisko niż kilku super-"trutni
    To działa przy odpowiedniej kulturze organizacyjnej.
    Wszystkie rewolucje/zmiany społeczne wywołuje kilka osób, które prowadzą za sobą rzesze (por. Solidarność i Wałęsa).

    Przy niskim poziomie kultury organizacyjnej żeby odpowiednio zarządzać potrzebny jest nie mentoring i coaching ale dokładny instruktaż (por. wyjaśnienie stylów kierowania Blancharda i Herseya gdzie przy niskich kompetencjach i niskiej chęci do działania najbardziej odpowiedni styl to właśnie instruowanie, a jak ktoś woli inaczej silne nastawienie na zadania (performance) z niskie na ludzi.

    Ilustrację znajdziecie tu

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 09:54:08:

    p-tau,
    Ale ja nie chcę rewolucji.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 10:16:25:

    Zeby dostac grant z ERC trzeba miec przede wszystkim duzo szczescia i swietny zespol, story pomoze ten grant napisac. Na dodatek trzeba sie wstrzelic w mode badawcza (co nie jest negatywnym okresleniem). Nikt nie dostaje takich grantow samemu.

    Co do takichprofesorow, wszyscy ich znamy, jedni mieli wiecej szczescia, inni mniej. Tyle, ze tacy ludzie to nie tylko profesorowie. Dobrze usytuowany adiunkt tez potrafi narobic duzo zamieszania w karierze mlodego magistra.

    Problem w tym, ze takie zachowania nie sa za bardzo zwiazane ani ze stopniem, ani, co ciekawe, z dorobkiem. Potrafie pokazac swietnych profsorow, ktorzy przezuwaja i wypluwaja mlodych pracownikow, gdy tylko przestana byc im przydatni.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 10:18:42:

    @3.14.
    Przykro mi. Ja z kolei w ewolucyjne zmiany nie wierzę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 10:21:19:

    p-tau,
    Upowszechnienie w Polsce papieru toaletowego nastąpiło w drodze rewolucji czy ewolucji?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 10:30:54:

    Mesjanizm zarządczy mnie irytuje.

    Zarówno gadanie o zesłanej przez ducha świętego narodom wybranym "kulturze pracy" białego człowieka, jak i metamagicznej mocy sprawczej mającej wynikać ze "sterowności" (słowo bez definicji, można zastąpić "magią") i takiej czy innej konstrukcji rady uczelni (czy uczelnia ma sobie wybrać interesariuszy zewnętrznych, czy ma jej to zrobić "społeczeństwo które ma odzyskać kontrolę").

    Ja w odniesieniu do reformy widze czały czas tylko jeden wykres: dystrybucji środków i dyfuzji grantów w Niemczech, gdzie jakimś cudem są tak ze 42 porównywalne centra. To przecież nie wynika z wyznania wiary w menedżera (z którego cudami ja się zresztą w mojej codziennej pracy nigdy nie spotkałem)

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 11:02:50:

    @3.14. jeśli Pan przyrównuje reformę szkolnictwa wyższego z upowszechnianiem papieru toaletowego to nie podejmuję się dalszej dyskusji.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 12:03:22:

    @dala.tata
    To, co Pan pisze, to wszystko prawda. Ja jednak do znudzenia będę powtarzał, że wynoszenie do zaszczytów profesorskich osób bez znaczącego dorobku naukowego po prostu psuje system. Jest tak także dlatego, że formalne nazwanie ludzi w pewien sposób prawie nieuchronnie wpływa na ich zachowania. Jeśli więc powiemy komuś, że "wniósł znaczny wkład do dyscypliny naukowej" (przy habilitacji) czy też "posiada wybitne osiągnięcia naukowe" (przy profesurze) spowoduje, że ludzie, w stosunku do których użyjemy takich określeń, w przeważającej mierze zaczną się zachowywać tak, jakby to była prawda. Obserwujemy dziś zarówno poważne, jak i groteskowe skutki wyniesienia do stanowisk profesorskich w naukach społecznych ludzi z marnym dorobkiem. Czy Pan może sobie wyobrazić, że 36 z 36 obecnych członków Komitetu Nauk Politycznych PAN ma indeks H wg Scopusa i WoS równy dokładnie 0 (zero)? Czy jako człowiek doświadczony życiowo mógłby mi Pan doradzić czy powinienem być tym faktem przerażony czy już tylko rozbawiony?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 12:07:18:

    Przepraszam, ale śmieszy mnie stwierdzenie, że "społeczeństwo które ma odzyskać kontrolę nad uczelniami", bo to brednia. Społeczeństwo, to także my, poza tym społeczeństwo jest raczej pojęciem mocno ogólnym. Patrząc na pomysł z radami uczelnianymi, to nie chodzi o kontrolę społeczną tylko polityczną. To zaklinanie się społeczną kontrolą, to nic innego jak ciągłe powoływanie się, gdy to odpowiada pewnej partii na wolę suwerena, która na dodatek funduje nam tę reformę. Przepraszam, ale to nie społeczeństwo będzie wybierać radę uczelni, stąd już w tym momencie widać podstawowy błąd logiczny w przytoczonym zdaniu. Ja natomiast widzę następny organ zarządczy, który będzie kosztowny w utrzymaniu i zamiast uprościć strukturę zarządzania uczelniami to się ją komplikuje i powoduje zwiększanie kosztów administracyjnych. Chciałbym przypomnieć, że koszty administracyjne związane z działaniem takiej rady, to mniej pieniędzy na badania naukowe i dydaktykę, bo przecież nikt w tej radzie za darmo nie będzie siedział, a sekretariat też pewnie będzie musiał być. Owszem można by było się zgodzić na taki organ, ale pod warunkiem, że będzie jego też ważnym obowiązkiem ściąganie pieniędzy do uczelni, a nie tylko wyciąganie kasy do swoich kieszeni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 12:29:50:

    @maciek_magik
    Tak, jak najbardziej można się w tym przypadku z Tobą zgodzić, że skoro określa się w ustawach, że dorobek musi być, to musi on być bez dwóch zdań. Stąd jeżeli ktoś jest dobry w dydaktyce, to powinien dokumentować swoje osiągnięcia w dydaktyce i wtedy powinien zostać docentem i być w komitecie dydaktycznym nauk z danej dziedziny, a nie w komitecie naukowym. Tacy ludzie są jak najbardziej potrzebni, natomiast na pewno powinno się zamknąć drzwi dla wszelkich tych, którzy niczym nie potrafią się poszczycić, czyli ani dobrze zorganizować konferencji, ani ściągać grantów, ani pisać artykuły i robić dobre badania, ani dobrze prowadzić dydaktyki. Ale żeby tak było, to trzeba inaczej określić cele reformy, napisać ustawę i rozporządzenia. Należy wtedy określić minimalne wymagania dla każdej z dyscyplin w zakresie dorobku naukowego, celem starania się o dany stopień naukowy. W tej chwili te pojęcia są zbyt ogólnikowo określone. Być może nawet zdrowiej by było zostawić listy A, B i C MNiSW, określić dla nich tylko odpowiednią wagę, przygotować tabelkę z minimalnymi wymaganiami i skończyć z tym, co narzucają GTW. Natomiast ślepą uliczką jest traktowanie zaliczania dorobku naukowego literalnie do danej dyscypliny po tytułach czasopism, w których ukazują się nasze artykuły. Także dzielenie punktów przez ułamki i pierwiastki jest karaniem ludzi za ich przedsiębiorczość i umiejętność dogadywania się i tworzenia zespołów. Przepraszam, ale jeżeli stworzę ciekawy zespół z prawnikiem, medykiem i archeologiem to dlaczego nie mamy wydać fajnego cyklu artykułów z naszych badań w czasopismach technicznych, medycznych, prawniczych i archeologicznych z naszych wspólnych badań? Dlaczego według nowych, oszołomskich rozporządzeń o parametryzacji i punktacji czasopism członkowie mojego zespołu mają być karani, a co za tym idzie i ich uczelnie, vide też przytaczany już też przykład na tym blogu potencjalnej "kliniki snu". Nauka obecnie, a wręcz zawsze miała różne koloryty, obecne czasy wymagają dużego otwarcia się człowieka na różne trendy, bo to powoduje często ciekawe inspiracje do badań naukowych. Trzeba oceniać i patrzeć na człowieka jako jednostkę, nie natomiast skąd pochodzi, czyli uczelni, wydziału, katedry, itp. i przez jakieś często zadawnione anse pomiędzy jednostkami naukowymi. A to, że dziś jest jak jest to jest wina polityków, w tym naukowców, którzy stali się politykami, to oni stworzyli warunki do rozwoju patologii i degeneracji systemu. To co obecnie się proponuje w ustawie 2.0 to w krótkiej perspektywie czasu przyniesie co najwyżej wymianę jednej GTW na drugą i zabetonuje te układy na wiele lat, co raczej przyniesie zaprzepaszczenie tych pozytywnych osiągnięć, które obecnie są.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 12:38:37:

    Rady powiernicze oczywiscie dbają przede wszystkim o majątek tam gdzie są w istocie radami fundacji. Żeby Oxford nie musiał się zajmować wypasem na swoich latyfundiach i żeby Harward obsysał elity i państwo zamiast sponsorować naukę jak ma w statucie (co mógłby czynić przez dziesiątki lat z samych procentów).

    I to się stanie gdy reformę Kudryckiej/Gowina się dokończy i wprowadzi odpłatność za studia (księgowość w Pol-On już jest, prawo w zasadzie też), a rady uwłaszczy na uczelniach.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 16:24:03:

    Ja nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze profesorami powinni byc ludzie z bardzo dobrym dorobkiem. Ja tylko chcialbym, zebysmy pamietali, ze to, co bylo bardzo dobrym dorobkiem zmienilo sie w ciagu ostatnich lat dosc dramatycznie. I trudno miec pretensje do profesorow z lokalnym dorobkiem, ze zrobiono ich profesorami. Co oni maja zrobic? zlozyc podanie o odebranie profesury? Poza tym, my sami dajemy te profesury. Mnei czasem dziwi, ze naprawde niezli uczeni chca nadawac stopnie i tytuly, bo glupio nie dac.

    I mowiac szczerze, ja nawet rozumiem to, ze taki lokalny czlowiek z lokalnym dorobkiem nie chce tak od razu powiedziec, ze jest syfem akademickim i sie broni. Wie Pan, ciezko nagle przyznac, ze 40 lat pracy poszlo na marne i tak naprawde napisalo sie glownie makulatrue. Szczegolnie, ze czasem sie nie napisalo.

    Tu, gdzie sie zgadzamy, to w kwestii blokowania innych, wstrzymywania postepowan, nierozumienia, ze nauka sie rozwija. To jest moim zdaniem do zaakceptowania.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 16:28:36:

    I jeszcze to.

    Jako czlowiek doswiadczony zyciowo, rozumiem, ze czlonkiem PAN nie zostaje sie ze wzgledu na dokonania naukowe, a juz zupelnie nie ze wzgledu na jakiekolwiek indeksy. Tak ze ja raczej radzilbym niezajmowanie sie indeksami czlonkow PAN :)

    Od zawsze uwazam, ze formla o wkladzie w rozwoj dyscypliny jest idiotyczna. I nikt nie bierze jej na powaznie. Pan tez nie powinien :)

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 16:36:03:

    Rady powiernicze to przeszczep z systemu anglosaskiego. tu rzeczywiscie uczelnia zarzadza rada, ktora, z tego, co wiem, moze odwolac rektora. Sklada sie z przeroznych biznesmanow i innych takich. Moim zdaniem nie da sie tego systemu przelozyc do Polski i to z wielu wzgledow. Np,. z powodu upolitycznienia nauki, z powodu podejscia do obowiazkow obywatelskich, kultury instytucjonalnej.

    To, jak sie podchodzi do pubicznych instytucji widac doskonale na przykladzie TVP, najbardizej upolitycznionej telewizji w histoii krajow demokratycznych (a moze nie tylko). Warto sobie porownac TVP z BBC (gdy widze tutejsze oskrazenia BBC o upolitycznienie to mnie to rozczula) i zobaczyc, dlaczego w Polsce rady powiernicze nie zadzialaja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 17:10:28:

    p-tau,
    Ale ja pamiętam czasy, gdy zdobycie papieru toaletowego było wyczynem porównywalnym ze spłodzeniem syna, posadzeniem drzewa i budową domu. Papieru toaletowy i mydło stały się codziennością tak oczywistą, że już nawet nikt ani jednego, ani drugiego nie kradnie - dzięki zmianom ewolucyjnym.


    Za mojego życia polska dokonała ogromnego postępu cywilizacyjnego. Bez rewolucji w klasycznym tego słowa rozumieniu związanego z przelewem krwi, choć z perspektywy czasu rok '89 rewolucję przyniósł. Dlatego nie widzę sensu robić kolejnych rewolucji, przynajmniej póki pamiętamy poprzednią.

    W jakimś sensie drugą rewolucję przyniosło nam wstąpienie do UE, choć przecież dzień przed i dzień po akcesji Polska była dokładnie takim samym krajem. Ta rewolucja dokonuje się od kilkunastu lat i w związku z tym - na szczęście - jest ewolucją z turbodoładowaniem.

    Zresztą, niewykluczone że myślimy podobnie, inaczej jednak rozumiejąc słowo rewolucja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 17:16:41:

    Inną rewolucję - w systemie akademickim - przyniósł system boloński. Czy nowa ustawa w ogóle dotyka systemu bolońskiego i jego skutków?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 17:21:45:

    kahlkopf,
    Odwracając się od potrzeb społecznych, uczelnie gwarantują sobie zajęcie ostatniego miejsca w hierarchii priorytetów kolejnych ministrów finansów.

    Nie wiem, jak te potrzeby miałyby być zaspokojone. Na pewno nie tak, jak to postulował jeden z antygowinowych profesorów: dajta kasę i nie wtrącajta się do tego, co z nią, my magnateria intelektu, zrobimy.

    accountability. Jeżeli może Pan zaproponować polski odpowiednik tego słowa i sposób implementacji stojącej za nim idei, to chętnie posłucham.

    inne słowo trudno przetłumaczalne z kultury anglosaskiej na naszą półazjatycką jest integrity.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 18:11:34:

    @dala.tata
    Nie chodziło mi o członków PAN, a o jeden z komitetów PAN-owskich (w tym wypadku nauk politycznych), a to dalece nie to samo. :-)

    Oczywiście, że kiedyś uprawiało się naukę inaczej i cofanie kiedyś nadanych profesur byłoby i głupie i niesprawiedliwe. Ale co robi inteligentna doświadczona profesura, gdy widzi kogoś z młodszego pokolenia, odnoszącego względne sukcesy wg nowego modelu? Moim zdaniem, powinna taką osobę/osoby umiejętnie kooptować. Byłoby to z pożytkiem i dla danej jednostki naukowej, i dla stosunków w niej panujących itd. Moje doświadczenie to jednak doświadczenie totalnej niechęci, by nie powiedzieć wrogości, i nie jest to doświadczenie jednostkowe, bo mogę tu podawać inne przykłady. Ja przychodziłem do mojej pierwszej jednostki naukowej po powrocie z Wysp z dużym entuzjazmem, proponowałem innowacje, zawsze byłem grzeczny i miły itp. I zawsze spotykałem się z totalną negacją, czego kulminacją była sprawa habilitacyjna. Doszedłem więc do wniosku, że profesura 60+ w moich dyscyplinach, socjologii i politologii, to totalna porażka. Niestety, pokolenie 50+, wychowane w latach 90-tych, jest jeszcze słabsze, więc będzie tylko gorzej.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 18:25:03:

    @3.14
    accountability tłumaczy się jako rozliczalność przynajmniej w tekstach dot. administracji publicznej.

    @maciek
    miałem podobnie z tą różnicą, że nie wyjeżdżałem ;). Nowe pomysły były kwitowane tym, że po co to, przecież jest dobrze. I istotnie -- z perspektywy moich koleżanek i kolegów --- dla nich było dobrze. To że można by się wysilić i coś ambitnego zrobić to już wykraczało poza normę, bo po co? Zwolnią ich za nicnierobienie? Nie, bo symbolicznie wyprodukują rozdział w monografii konferencyjnej, którą instytut sam organizuje i nie przekraczają poziomu jaki prezentuje szefostwo.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 18:51:09:

    @maciek, a to przepraszam, nie zrozumielismy sie. Ale do komitetow i tak wchodza ludzie wybierani przez 'nas' i oni sa odzwierciedleniem dyscyplin, w jakich sa.

    I nie ma takiej ustawy, nie ma takiego Darth Vadera, ktory z polskiej pedagogiki zrobi miedzynatodowe education studies. To jest niemozliwe. A zeby to osiagnac, trzeba by zaczac od studiow pedagogicznych, przez doktoraty itd itd. Tylko kto ma to zrobic? Tych dwoch pedagogow polskich co czytaja i publikuja po angielsku (jeden z Gdanska, drugi z Wroclawia)?

    Natomiast, zgadzam sie z Panem w calosci co do tego, ze polska nauka jest ogolnie wroga, choc mysle, ze sa roznice w dyscyplinach. I pewnie nie bez powodu pedagog z Wroclawia pracuje w Inst Psychologii. Niestety, zgadzajac sie z Panem, chcialbym zauwazyc, ze ta wrogosc jest ogolnonaukowa i wcale nie jest zwiazana tylko z brakiem dorobku. Ja znam wybitnych profesorow, ktorych otwartosc zawiera sie w otwieraniu paszczy w czasie jedzenia lasagne. Znam tez slabych dorobkowo profsorow, ktorzy chetnie dyskutuja nowinki.

    Co z tym zrobic? Ja szczerze nie wiem. Wiem natomiast, ze zadna ustawa tego nie zmieni. Moga to jedynie zmienic liderzy akademiccy, ludzie, ktorym zalezy na tym, zeby ich jednostka szla w gore. Ja do tej pory spotkalem jedna taka osobe. Jedna!!! A mam juz swoje lata.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 19:24:51:

    p-tau,
    Administracja publiczna to fundusze publiczne.
    Nauka i dydaktyka publiczna to także pieniądze publiczne. Rysujemy strzałkę. Z budżetu państwa w stronę uczelni i instytutów: 17 miliardów. Teraz rysujemy drugą strzałkę, od uczelni i instytutów cholera wie gdzie, bo częściowo do państwa, a częściowo do tego "społeczeństwa" i pytamy: co dostaliśmy za te 17 mld zł? I ja tu widzę miejsce dla accountability.

    Co więc dajemy? Kadry. Co więcej? Publikujemy wyniki badań, które są publicznie dostępne za friko dla przedsiębiorców i administracji publicznej.

    Co więcej? W Oxfordzie albo Cambridge napisali, że uprawiają fizykę na światowym poziomie. Co ma z tego społeczeństwo? Otóż oni tam nie napisali, że badają zagadki neutrin, krzywizny czasoprzestrzeni czy Modelu Standardowego. Oni się pochwalili, że ich fizycy współpracują z ICH medykami nad opracowywaniem nowych/ulepszaniem istniejących procedur medycznych!!! Z oczywistymi, bezpośrednimi korzyściami dla społeczeństwa.

    A co mogą dać Opolszczyźnie nasi koledzy z Opola? Gdyby powiedzieli, że ich praca służy zatrzymaniu zdolnej młodzieży w Opolu i okolicach, to ja bym to kupił. Dodałbym nawet, że żeby zatrzymać młodzież w Opolu, trzeba wydać trochę złotóweczek nie tylko na inżynierów, ale i na teatr i tym podobne "fanaberie" społ-humowe, w tym np. katedrę niepoprawnej filozofii.

    W swoim niepoprawnym optymizmie ja sobie wyobrażam, że gdy w Krakowie czy Wrocławiu powstawały wielotysięczne centra outsorcingu usług księgowych, to ktoś na poziomie miasta miałby chęć i możliwości, by skłonić akademie ekonomiczne do delikatnego unowocześnienia swojego programu nauczania. Teraz zapewne potrzeby są inne, ale informacja - jakie - na uczelnie nie dociera, a nawet gdyby, to wydziały są tą informacją niezainteresowane lub nie mają środków, by dokonać zmian.

    Weźmy ten deep learning, którym podobno żyją wszyscy - ale nie uczelnie. Nie istnieje żaden mechanizm, który wprowadziłby deep learning na mój wydział. I problem nie jest w badaniach, tylko w tym, że studenci o tym deep learningu nic od nas nie usłyszą.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 19:28:49:

    @p-tau, @dala.tata
    I tu przechodzimy do kwestii rad uczelni. Ewidentnie ten pomysł, wraz z całym przekonstruowaniem systemu zarządzania uczelniami, jest wynikiem diagnozy mówiącej, że samorządność akademicka się nie sprawdziła. Raczej podzielam tę diagnozę. W mojej poprzedniej jednostce naukowej było tak, że instytut traktowano explicite (także otwarcie w sensie werbalnym) jak własność pracowników tej jednostki, swego rodzaju spółdzielnię. Liczył i liczy się tam więc wyłącznie wąski interes grupowo-klikowy, a interesu publicznego, szerszego, już nawet oficjalnie się nie formułuje. Nie jest to przykład jednostkowy. Kolega ostatnio mówił mi, że w innym dużym uniwersytecie mają bardzo zdolnego gościa, tuż przed doktoratem. I on właśnie dostał Preludium z NCN, będąc zresztą w ogólnopolskiej czołówce stawki. Dziekan, gdy się dowiedział, to się otwarcie zmartwił, bo teraz wypadałoby chłopaka zatrudnić, a on już etat obiecał komuś lepiej ustosunkowanemu. Cóż to jest, jeśli nie działanie na szkodę uczelni? I to jest właśnie efekt tej samorządności akademickiej, tak bronionej tu przez niektórych z Państwa: masowe ewidentne działanie "demokratycznie" wybranych kierowników jednostek naukowych na szkodę tychże jednostek i uczelni. Czy nowa struktura zarządzania to zmieni? Ma taką szansę, choć w sensie probabilistycznym raczej niewielką. Jeśli na czele uczelni stanie rektor z wizją, wybrany niedemokratycznie, to będzie mógł takich dziekanów, jak ten wspomniany wyżej, zdyscyplinować, a ostatecznie powyrzucać. @dala.tata ma rację, że mamy w Polsce słaby kod kulturowy. Ale to jest właśnie argument na rzecz scentralizowanych instytucji i rządów oświeconej twardej ręki, a nie na rzecz demokracji i samorządności.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:03:24:

    @Maciek_magik:

    > Czy nowa struktura zarządzania to zmieni? Ma taką szansę, choć w sensie
    > probabilistycznym raczej niewielką.

    Po co wprowadzać coś, co ma niewielkie prawdopodobieństwo sukcesu?

    > Ale to jest właśnie argument na rzecz scentralizowanych instytucji i rządów
    > oświeconej twardej ręki, a nie na rzecz demokracji i samorządności.

    Kto będzie orzekał o tym, czy obejmujący stanowisko rektora człowiek jest oświecony?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:08:32:

    maciej_magik
    Zgoda z wyjątkiem konkluzji ostatecznej.
    Brak odpowiedzialnych decyzji wynika z upupiania decydentów, czyli odbierania im odpowiedzialności. Jest rzeczą wtórną, czy decyzję podejmie oświecony satrapa, czy naukowy kibuc w swym 100-osobowym kolektywie. Albo czy ministerialny tyran, czy kacyk - demokratycznie wybrany wódz żołnierzy zasiedlających radę wydziału. Liczy się to, czy podejmowane strategiczne decyzje, w tym kadrowe, przełożą się na ból dupy decydenta, jeśli ten świadomie dokona wyboru społecznie szkodliwego.

    Mało kto świadomie wystawia się na ból.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:13:49:

    @halucinski, @trzy.14
    Ja naprawdę nie chciałbym tu występować jako zdecydowany obrońca tych nowych rozwiązań. Nie mam pojęcia, jak one zadziałają, i nie chcę tutaj udawać, że jestem wystarczająco mądry, żeby to przewidzieć. Jednak ciężko jest mi sobie wyobrazić system gorszy niż obecny, więc jakąś tam niewielką nadzieję na poprawę mam.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:16:42:

    maciej_magik,

    Moim zdaniem rady uczelni wprowadza się dlatego, że one zdały (?) egzamin w Europie Zachodnej i trend światowy jest po ich stronie. Tylko zabrakło refleksji - jaką one pełnią tam funkcję? Jak możliwość wypelniania tej funkcji jest tam zapewniana przez warunki prawne i być może cywilizacyjne (np. w kraju, w którym kradzież jest normą, bardzo trudno jest wprowadzić ogólnodostępne czytelnie i biblioteki, do których każdy doktorant, pracownik i visiting scientist po prostu ma klucz).

    Ja zupełnie nie wierzę w RU wybierane przez senaty. To się nie może udać.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:39:23:

    @Maciek_magik:

    > Jednak ciężko jest mi sobie wyobrazić system gorszy niż obecny, więc jakąś tam
    > niewielką nadzieję na poprawę mam.

    Czy żywienie nadziei, że zmiana przepisów coś poprawi, jest wystarczającym uzasadnieniem ich wprowadzania? Wątpię.

    W tej całej reformie brakuje jasnego określenia celów i dobrania adekwatnych środków, umożliwiających osiągnięcie tych celów. Wiele razy mówiono już o tym na niniejszym forum. Mnie brakuje jeszcze jednego: jakiegoś kilkuletniego programu pilotażowego, wdrożonego na kilku uczelniach, który by pokazał chociażby tylko część tych pierwszych, w sensie czasowym, rezultatów reformy. Jak dla mnie te dwa lata, poświęcone na rozpisanie konkursu na projekty ustawy i liczne debaty tu i tam, są czasem straconym, zwłaszcza że ministerstwo i tak wybrało z tych trzech zwycięskich projektów tylko te rozwiązania, które pasowały do już istniejącej wizji, a to, co zapożyczyło, przekształciło nie do poznania. Te dwa lata można było przeznaczyć na wdrożenie programu pilotażowego. Rozpocząłby się w roku akademickim 2016/17, teraz kończy się już rok akademicki 2017/18, czyli wkrótce miną dwa lata. Już byłoby coś wiadomo.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 20:58:42:

    @trzy.14
    A ja mam nadzieję, że pomysł z RU gdzieniegdzie wypali.

    @halucinski
    Ale przynajmniej czekają nas ciekawe czasy. :-)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 21:09:48:

    @Maciek_Magik
    Może dla Ciebie jest ok, że będą ciekawe czasy, ze względu na obiekt badań. A dla mnie to znowu będzie zmarnowany czas, czas, w którym mógłbym coś pożytecznego zrobić, ale nie będę mógł, bo będzie chaos i pogłębiające się niedofinansowanie. Jakoś widzę, że obecnie to najważniejsze nauki to teologia, historia, a te nauki techniczne, medyczne, które gwarantują rzeczywisty postęp są obecnie spychane na margines. Dlatego nie będę miał żadnych obiekcji, gdy swoje pomysły sprzedam gdzie indziej tylko nie w tym kraju. Ja czuję, że mi latka lecą i nie chcę już ich marnować i wcale nie chcę żyć w ciekawych czasach, a bardzo cenię sobie święty spokój pewnej części ciała. Ja nie chcę się ciągle martwić tym, czy coś mam do gara włożyć i za co dzieci wychować, bo ktoś ma kaprys wywracania wszystkiego do góry nogami. Mam dość politykierów, dla których ważniejsze jest iluzja świetnej przeszłości, iluzja jakiś krzywd, niż dobro obywateli i przyszłość.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 21:10:55:

    halucinski,
    Program pilotażowy?

    A gdzie w tym zbawienie ludzkości?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 21:12:27:

    studenci o tym deep learningu nic od nas nie usłyszą

    To chyba akurat dobrze, o tu np ostatnio dr hab. Filip Piękniewski blog.piekniewski.info/2018/05/28/ai-winter-is-well-on-its-way/

    A tak poza tym to masz sporą większość grantów informatycnzyhc w tym OPUS 14 na to, plus jeden fizyczny.

    Otóż oni tam nie napisali, że badają zagadki neutrin, krzywizny czasoprzestrzeni czy Modelu Standardowego. Oni się pochwalili, że ich fizycy współpracują z ICH medykami

    Wracając do tego Opusa, tam był grant na resumacje w chromodynamice i wszystkim innym, którego opis rozpoczynał sie od LHC jako Powtórnego Przyjścia czy cos w ten deseń. TYMCZASEM jeden z najważniejszych badaczy tego świeżo odkrytego przez tułajacych się po matematyce bezdomnych teoriostrunowców zagadnienia CJ Howls zajął się mechaniką falową hałasu w silnikach odrzutowych, i jako chair na konferencjach pokazuje coś takiego sci-hub.tw/10.1098%2Frspa.2016.0880 sam Airy (i De Morgan!) też się zajmował kaustyką w tęczy ponieważ optyka. Cóż, pewnie słabeusz z fizyki, a teorii pola można sie nauczyc tylko do pewnego wieku (a potem, jak sie ostatnio dowiedzieliśmy, przydaje się nawet w elektronice na politechnice wrocławskiej!)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:01:45:

    @Pi:

    > Program pilotażowy?
    > A gdzie w tym zbawienie ludzkości?

    Tak, jeszcze pamiętam te licealne lekcje języka polskiego. Prawie całą drugą klasę wbijano nam do głowy te najwyżej cenione przez polonistów lektury o mesjanizmie naszego umęczonego narodu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:31:50:

    @Halucinski
    Tak, nasz naród jak lawa,
    Z wierzchu twarda i plugawa,
    Lecz wewnętrznego ognia,
    I sto lat nie wyziębi,
    Więc plwajmy na pokrywę,
    I stąpmy do głębi...

    Przepraszam jak coś pomyliłem z naszego Wieszcza kobieciarza, ale to z pamięci.
    A tak nawiasem, to z Tobą Panie Haluciński można by stworzyć świetny zespół interdyscyplinarny :)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:34:20:

    Patrząc się na wszelkie zmiany w nauce przez pryzmat wyłącznie mojego dobra, mnie by w zupełności wystarczyło, żeby ktoś odesłał te wszystkie leśne dziadki do pielenia grządek na ich działkach. Nie, nie idzie mi o to, że starzy profesorowie są niepożądani. Dla mnie niepożądani są ci starzy profesorowie, którzy od kilkunastu lat nie publikują już żadnych prac naukowych, ale jeszcze recenzują artykuły i rozprawy innych.

    W mojej dziedzinie z powodu luki pokoleniowej, o której kiedyś pisałem, to leśne dziadki wciąż decydują, kto co opublikuje w żurnalach krajowych. A tych czasopism jest tyle, co osób w małżeństwie, z czego jedno jakiś czas temu zawiesiło działalność. Maciek_magik i wielu z Państwa powie oczywiście, bym publikował zagranicą w języku wyspiarzy. Okej, to słuszna porada, tyle że nie do końca trafna.

    Otóż poprzez niepublikowanie na łamach tego jedynego naszego krajowego żurnala pozbawiam się możliwości wpływania na codzienną praktykę lekarską i sposobności kształtowania standardów postępowania. A uważam, że jest wiele do zrobienia. To czasopismo, chociaż w ostatnich latach bardzo podupadło na prestiżu, wciąż jest uważnie czytane przez polskich prawników. Prawnicy rzadko kiedy sięgają do źródeł obcojęzycznych. W dużej mierze decyduje o tym specyfika ich dziedziny.

    No i taki leśny dziadek napisał kiedyś w recenzji mojego artykułu, że przytoczone dane i argumenty są dobre, wywód jest logiczny, ale praca i tak nie zasługuje na publikację, ponieważ może wpłynąć niekorzystnie na praktykę, bo stawia wymagania, którym nie zawsze da się sprostać. Przy takim podejściu to istotnie najlepiej niczego nie zmieniać. Tylko czy o to w tym wszystkim chodzi?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:38:02:

    @Kahlkopf:

    Ma Pan świetną pamięć. To już kolejny raz, gdy Pan tu komentuje, a raczej dopełnia, moje wypowiedzi jakimś trafnych cytatem z klasyków literatury polskiej. ;)

    PS. Dziękuję za miłe słowa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:41:59:

    szezlong.cupsell.pl/produkt/237287-KOSZULKA-PLWAJMY-NA-T-SKORUP-I-ZST-PMY-DO-G-BI-.html

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:47:50:

    Choć czasem, choć kobietą nie jestem i nie pudruję się, ot dezodorantu jeno używam i kremu po goleniu:
    www.deadcantalk.com/Zofia-Stryjenska-Wstalam-upudrowalam-gebe-czekam.../product181

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 22:50:44:

    @Kahlkopf:

    Jako cynik wolę taką koszulkę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:05:55:

    @Haluciński
    Dobre! Choć mnie się ostatnio ciśnie na usta, jak życia doświadczam:
    holahola.pl/product-pol-1209-Koszulka-Dziedzic-Pruski-K-rwa-White.html

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:18:02:

    @Kahlkopf:

    Z tą koszulką jest jeden problem: napis jest tak ekspresyjny, że przyjście w niej do pracy najpewniej byłoby źródłem sporych nieprzyjemności.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:28:10:

    @Halucinski
    To są koszulki do użytku prywatnego. Chyba, że by przyjść w takiej:
    www.tulzo.com/koszula-z-krawatem-tulzo-sklep-nowe?gclid=Cj0KCQjwxtPYBRD6ARIsAKs1XJ7gMswkDBgF1VJtj-GGdqNoEirk7WH-LzX39ufHefd4a0sovAqSYLsaAjCDEALw_wcB
    a przepraszam, takiej:
    www.tulzo.com/koszula-z-krawatem-tulzo-sklep?gclid=Cj0KCQjwxtPYBRD6ARIsAKs1XJ48uJK3HmEixFYepOwLtSw42gPuj1XcG30_7pt7JbM93msCpveBYywaAuJqEALw_wcB
    Oj, co ja przytaczam :D
    O taką chodzi:
    www.poczpol.pl/krawatem/1112-koszulka-z-krawatem.html#/rozmiar-damska_xs/kolor_koszulki-bialy
    I całkiem poprawnie człowiek wygląda.
    W końcu nikt nie powie, że bez krawatów nie wpuszczamy ;)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:37:36:

    Panie Haluciński, jest też coś oficjalnego, w sam raz dla Ciebie:
    www.tulzo.com/koszulki-i-bluzy-meskie/doktor

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:39:26:

    @Kahlkopf:

    Nie, Kolego. Prawdziwy Polak i patriota przychodzi do pracy w takiej koszulce. Tfu, co ja gadam, w takiej.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:42:55:

    @Kahlkopf:

    A spośród koszulek lekarskich wybrałbym tylko .

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:46:07:

    @Halucinski
    Przynajmniej nie miałbym wyrzutów jakbym upaprolił kebabem albo w labie. Choć miałbym obawę, czy sprzęt by mi poprawnie przy takiej koszulce chodził i czy przy jedzeniu zgagi nie dostałbym.
    Może jednak czas na:
    holahola.pl/product-pol-35-Koszulka-Dziedzic-Pruski-Jalmuzna-Black.html
    by na naukę było

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/04 23:48:26:

    @Haluciński
    Ja myślę, że najczęściej na zajęcia ze studentami, to najlepiej by było przybyć w takiej:
    www.tulzo.com/koszulki-i-bluzy-meskie/swat_vest
    lub
    www.tulzo.com/koszulki-i-bluzy-meskie/snajper
    ewentualnie w wersji historycznej:
    www.tulzo.com/koszulki-i-bluzy-meskie/koszulka-pirat-koszulki-3d-t-shirt-tulzo-sklep

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 00:08:20:

    @Kahlkopf:

    Nie, Waćpanie, do studentów to tylko ta lub ta. Są uniwersalne i nadają się na każdy kierunek studiów, poza tym podkreślają naszą inność.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 00:30:10:

    Widzę szanowny Kolego, że niezłą kolekcję koszulek mógłbym zgromadzić :)

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 00:42:51:

    Argument @halucinskiego nt wplywania na praktyki kliniczne w polskiej medycynie jest nietrywialny moim zdaniem. I trudno powiedziec: nie, nie ma sensu, zebys publikowal po poslku, medycyna swiatowa czeka. Musze poweidziec, ze ja raczej watpie, czy polski lekarz na co dzien czyta czasopisma medyczne, ale to troche inna sprawa.

    W UK udokumentowanie wplywu na praktyki lekarskie w kraju sa znacznie cenniejsze zrezszta niz publikacja w NEJM, ale bez osiagnietego wplywu.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 07:37:40:

    Sądzę, że ta wypowiedź @halucinskiego wpisuje się w argumentację @macka_magika:

    Dla mnie niepożądani są ci starzy profesorowie, którzy od kilkunastu lat nie publikują już żadnych prac naukowych, ale jeszcze recenzują artykuły i rozprawy innych.

    Podpisuję się pod tym. Jednocześnie są przekonani o swojej wyjątkowej pozycji --- pamiętam jak przeczołgali mnie gdy otwierałem jako promotor przewód dokt. Później jeden z gerontów podszedł do mnie i powiedział, że to było celowe, taki chrzest, (ot takie przycieranie ogona kotom jak w wojsku), żeby nie było, że to takie łatwe. Głosowanie ws wszczęcie było istotnie jednomyślne za co pewnie powinienem być niezwykle wdzięczny i cmoknąć w podziękowaniu w profesorski pierścień.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 08:30:19:

    Dla mnie niepożądani są ci starzy profesorowie, którzy od kilkunastu lat nie publikują już żadnych prac naukowych, ale jeszcze recenzują artykuły i rozprawy innych.

    I ja się pod tym chętnie podpiszę. Problem nie jest w starych profesorach że oni są, tylko że piastują, zasiadają, namaszczają. Nie wiedzą, kiedy ze sceny zejść niepokonanym.

    Problemem jest to, co kiedyś ładnie sformułował Pacholski: w Polsce system awansów skoncentrowany jest wyłącznie na przeszłości. Awanse to są nagrody za zasługi.

    Nagradzamy więc za to, że ktoś poległ w jakimś powstaniu zamiast szukać kogoś, kto zbuduje tę mityczną Lux-torpedę Morawieckiego.

    A klasycznym przykładem "chrztu" kotów było i znów będzie kolokwium habilitacyjne. Pamiętam też, że to raczej ci, co nie publikują lub publikują mało. ze szczególnym upodobanie zadawali pytania "od Sasa do Lasa", żeby "sprawdzić erudycję kandydata".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 08:37:41:

    @p-tau
    Problem jest też taki, że potrafią się zdarzyć "młodsi" o podobnym myśleniu, którzy zostali wypromowani przez tych "starszych". Choć u mnie na wydziale bardzo mocno zwraca się uwagę na dorobek i praktycznie nie widuje się już prof. bez artykułów w czasopismach z listy A. Jeżeli ktoś ma H=0, to praktycznie nie ma czego szukać, chyba tylko jako dydaktyk, a i te stanowiska, jako zajęciochłonne są ograniczane. Po prostu specyfika kierunków techniczno-przyrodniczo-matematycznych i dużej konkurencji wśród GWO. Z resztą są też wewnętrzne wymagania co do startu na dr hab., a i przy przyjmowaniu nowych pracowników pierwsze słowo to dorobek i tzw. wydajność naukowa.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 10:17:07:

    @trzy.14
    >A klasycznym przykładem "chrztu" kotów było i znów będzie kolokwium habilitacyjne. >Pamiętam też, że to raczej ci, co nie publikują lub publikują mało. ze szczególnym >upodobanie zadawali pytania "od Sasa do Lasa", żeby "sprawdzić erudycję >kandydata".

    A to znowu klasyczny argument powtarzany przez wszystkie mimozy, które boją się stanąć przed radą i twardo bronić swoich dokonań. Może więc Szanowny Kolega wskaże, gdzie - w systemie bez kolokwium - kandydat może bronić się przed krzywdzącą recenzją? W sprawie omawianej poprzednio, możliwość skonfrontowania (zmiennego) stanowiska recenzentów i habilitanta pewnie by pomogła radzie w podjęciu "informed decision".

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:16:21:

    pewien profesor z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, zajmujący się kontrowersyjną tematyką edukacji domowej (realizacja obowiązku szkolnego poza szkołą) miał na habilitacji pod górkę i właśnie na kolokwium habilitacyjnym się przeciwstawił nierzeczowym zarzutom i habilitację dostał. Dostał też wsparcie od ProfPeda - właśnie na kolokwium było to możliwe. Bez kolokwium byłby sąd kapturowy.
    Jeśli mają być anonimowe recenzje - musi być jawna obrona na kolokwium przed gremium, które będzie głosować. Z kolokwium powstaje protokół, który jest dokumentem na podstawie którego można dochodzić swoich racji.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:26:35:

    I zaraz bedzie o tym, jakie piekne sa kolokwia. Kolokwium habilitacyjne to chrzest kotow. a argument, ze ono pozwala bronic sie przed nierzetelnoscia jest niesamowity. To moze lepiej walczyc z nierzetelnoscia co?

    Taaaaa. Pewnie bylem mimoza, gdy pewien profesor zadal mi pytanie i odwrocil sie, gdy zaczalem odpowiadac. Mowilem do plecow. A moze lepiej profesor, ktory zadal mi pytanie z 2 roku polonistyki, na ktore, jak mi powiedzial pozniej, wiedzial, ze ja nie moge znac odpoweidzi, ale on chcial mi pomoc w ten sposob.

    Recenzent, ktory nie jest w stanie podjac decyzji na podstawie dorobku, nie powinien byc recenzentem. Przepytanie habilitanta jest nierelewantne.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:27:21:

    Natomiast anonimowe recenzje w postepowaniu awansowym sa skandalem. to jest kompletne nieporozumienie.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:32:00:

    Jak ze slabego kodu kulturowego wywnioskowac to, ze warto centralizowac zostanie tajemnica @macka. To magia!!!

    Ci centralni szefowie maja inny kod kulturowy? Ich to nie dotyczy? Natychmaist stana do boju wszyscy ci, ktorym najbardizej zalezy na wladzy, a zatem ci, ktorzy nigdy nie powinni tego dostac.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:47:00:

    Dokładnie ten sam scenariusz przewiduję Dala.Tata. Trudno, żeby nagle z systemu usunąć jednostki słabe naukowo, a równocześnie, których ambicja władzy przerasta to co sobą reprezentują. Ja spodziewam się szybkiej degeneracji "nowego/starego" systemu. Po prostu źle określone cele, a środki jeszcze gorzej dobrane.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 11:57:53:

    Ja bym powiedzial wiecej. wyobrazam sobie jednostki dobre naukowo, ktore sa fatalnymi liderami. Potrafie wskazac kilka osob, ze swietnym dorobkiem, ktore otaczaja sie niewolnikami pracujacymi na ten dorobek. Dojscie takiej osoby do wladzy na calym wydziale, nie mowiac o unwersytecie, to bylaby tragedia.

    to wcale nie jest taki banal, ze demokracja to fatalny ustroj, ale lepszego jeszcze nie wymyslono. osiwecona dyktatura dziala swietnie, ale tylko wtedy, gdy dyktrator jest oswiecony i nie korzysta ze stanowiska dla swoich potrzeb. neistety, tacy ludzie sa rzadkoscia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 12:11:09:

    Dala.Tata to oznacza dalej jednostkę słabą naukowo, która na dodatek zwiększa swój dorobek kosztem innych nie rozumiejąc nawet czego dotyczą badania. Tu Haluciński podawał tego typu przykłady prof. z klinik. Taka dyktatura będzie tylko niszczyć naukę, zarówno poprzez wymuszanie dopisywania, gromadzenia środków z grantów, itp. Ja patrząc na polską przaśną rzeczywistość nie wierzę w oświeconego satrapę. Nie ten kraj, nie ta kultura.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 12:18:59:

    @dala.tata
    1) Czy profesor, który się odwrócił, przekonał tym bezczelnym gestem radę do negatywnego głosowania?
    2) Nie gloryfikuję kolokwium - dla mnie wystarczyłby dowolny system, w którym habilitant miałby prawo odnieść się do recenzji i przedstawić te swoje uwagi radzie (mogłoby być na piśmie). W obecnym systemie habilitant może, ale nie musi, być poproszony przed komisję i nie dzieje się to z jego inicjatywy. Z kolei odpowiedzi przed komisją mogą być w protokole dla rady skwitowane - jak opisał p. Wroński - stwierdzeniem, że habilitant "nie przekonał jej członków".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 12:52:11:

    Ja bym się chciał dowiedzieć co to musi być za kultura i kraj. Jak bardzo aryjskie/angielskie/amerykańskie te rzeczy muszą być. I czemu o niemieckich szkolach bysmy powiedzieli ze sa przeregulowane, czemu oni z tym etosem zeslanym przez ducha swietego nadal maja reguł i na nich polegają i czemu sie takich u nas nie da sensownie zrobić.

    Tymczasem na balkonie rektora UW "O 5.30 rano ukonstytuował się Akademicki Komitet Protestacyjny (AKP). Uspołeczniliśmy przestrzeń balkonu w Pałacu Kazimierzowskim. Protestujemy przeciwko ustawie 2.0"

    Grożą ze zostaną na noc. Minister pewnie z przerażenia kupił popcorn i będzie śledzić w telewizji. Prezes nie wstaje tak wcześnie, więc może jak rzeczywiscie zostaną do nocy to jeszcze zdąży ich zignorować.

    dorzeczy.pl/kraj/66461/Okupacja-Uniwersytetu-Warszawskiego-Studenci-protestuja-przeciwko-ustawie-Gowina.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 13:00:14:

    glass_onion,
    Nie wiem, na ilu był Pan posiedzeniach rad wydziałów głosujących nad nadaniem stopnia, w procedurze z kolokwium czy bez, ale zapewniam Pana, że te posiedzenia nie są posiedzeniami naukowymi. I te odwrócone plecy, niemerytoryczne całkowicie, ale mające wpływ na decyzję rady, są tego dowodem.

    Dlaczego? Proszę sobie wyobrazić, jak takie procedury a nawet kolokwia miałyby wyglądać przed komisjami senackimi. Dla uproszczenia: jedna komisja, od polonistki przez medycynę po chemię kwantową. Mogłoby się wydawać, że to przesada, że wydziały jednorodne, jak chemia, biologia, matematyka mogą głosować merytorycznie nad wnioskami z biologii, chemii, matematyki. Nie mogą, tak bardzo rozwinięta jest specjalizacja. Wiemy wszystko o niczym. Koledzy za ścianą nie wiedzą, czy zajmuje się każdy z nich. Nie rozumieją metod, jakimi każdy z nich się posługuje. Czytają inne artykuły, książki. Publikują w zupełnie innych czasopismach. To jest norma a nie wyjątek.

    Jeśli nie czytałem tych samych prac, na których swój awans opiera doktorant, habilitant, profesorant, to w spotkaniu face-to-face moge ocenic tylko jego sposób zachowania się, tembr głosu, sposób ubrania, cały wachlarz przekazu pozawerbalnego. Rada głosuje emocjami, a nie intelektem. Dlatego niezwykle ważne jest, KTO wstaje i wniosek popiera, a kto wstaje i odwraca się plecami. Od tego zależy np. 15 lat czyjegoś życia. Czy głos osoby popierającej pochodzi od samca alfa, który mówi pewnym głosem, czy od jakiejś mimozy, że wicie rozumicie, są wady, ale i zalety, ale z trzeciej strony ten tego. Nie chcę uczestniczyć w tych szopkach.

    Tak, habilitanci powinni mieć prawo do odpowiedzi.

    Czy nigdy nie zdarzyło się Panu przyjść nieprzygotowanym na radę, nie zaznajomiwszy się wcześniej z porządkiem obrad? Myśli Pan, że nigdy nie zaskoczyło mnie głosowanie nad czyjąś habilitacją? Uważa pan, że jestem tu jakimś wyjątkiem? 90% składu każdej rady nie ma większego pojęcia nad czym głosuje.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 13:10:47:

    @glass, cham-profesor nie mial szczescia. jednak to nie ma najmniejszego znaczenia. To jest argument, ze mozna kogos opluc, ale to nie ma znaczenia, bo przeciez stopien dostal.

    Czy warto, zeby sie habilitant odnosil do recenzji? O tym, jak mi sie wydaje, warto porozmawiac. O kolokwium rozmawiac nie warto, moim zdaniem.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 13:14:38:

    @trzy.14
    >Nie wiem, na ilu był Pan posiedzeniach
    Na bardzo wielu. "Odwrócone" plecy się nie zdarzały. Zdarzył się natomiast przypadek, że autor złośliwej i krzywdzącej negatywnej recenzji dyplomatycznie zachorował, a głosowanie było bardzo dobre na korzyść habilitanta.

    >Dlaczego? Proszę sobie wyobrazić, jak takie procedury a nawet kolokwia miałyby wyglądać przed komisjami senackimi

    Zgadzam się - w tym przypadku to kompletnie bez sensu.

    >Rada głosuje emocjami, a nie intelektem
    To stwierdzenie w ogóle stawia pod znakiem zapytania nadawanie stopni przez radę.

    >Czy nigdy nie zdarzyło się Panu przyjść nieprzygotowanym na radę
    Zdarzyło się, wtedy zawsze głosuję na korzyść habilitanta, bo uważam, że nie mam prawa go karać za własne nieprzygotowanie.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 13:26:18:

    Nie bylem na wielu kolokwiach habilitacyjnych. jednak na kazdym byly pytania z 3 roku. I kazdy habilitant, ktorego znalem, bal sie wlasnie takich ptyan. i wszyscy uczyli sie 'socjologii' czy 'psychologii'. to przeciez jest kompletny absurd. Kolokwium habilitacyjne to jedyny moment, w ktoym mozna zadac pytanie 'ze wszystkiego'. To jest glupsze od najglupszych rzeczy.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 14:28:14:

    Może moja RW jest wyjątkowa, ale u nas zasadniczo nikt o nic nie pytał. A jeśli już, to na pewno pytanie dotyczyło zainteresowań i badań habilitanta. Znam kilka przypadków, kiedy znakomite kolokwium przekonało negatywnie ustosunkowanych recenzentów do zmiany zdania. Ale generalnie cały habilitacyjny teatr uważam za zbędny, nie rozumiem powrotu kolokwium, chociaż sądzę, że w przypadku negatywnych recenzji powinno się człowieka wzywać i dawać mu szansę obrony.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 17:14:31:

    @dala, trzy.14
    Cham wystawił świadectwo głównie sobie, ale oczywiście widać, że doświadczenia z różnych rad są różne. U mnie nigdy nie było takich sytuacji. Moje osobiste doświadczenie jest takie, że po czepialskiej recenzji przedstawiłem podczas kolokwium swoje argumenty i nawet ten czepialski recenzent w części niejawnej przyznał (jak mi powiedziano), że go przekonałem - stąd moje zdanie, że powinna w systemie być przewidziana odpowiedź na recenzje. Wydawało mi się, że kolokwium jest miejscem na taką dyskusję. Panów doświadczenia wskazują, że niekoniecznie - przyjmuję ten argument.
    @leros
    Niesłuszne/dyskusyjne zarzuty mogą być też w recenzjach zakończonych pozytywnym wnioskiem

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 18:14:00:

    @glass, a ja przyjmuje, ze sa rozne rady i doswiadczenia. problem w tym, ze kolokwium to procedura, w ktorej trzeba liczyc na dobra wole uczestnikow.

    Ostatnie kolokwium, na ktorym bylem, polegalo na jednym recenzencie odpytujacym habilitantke z poszczegolnych zdan z ksiazki, ktora nie byla nawet podstawa postepowania. Wszyscy widzeili, co sie dzieje, w tym ja, jednak trudno zwracac uwage recenzetnowi. Choc nie wiem, czy dzisiaj by mnie to tak nie wku....ze powiedzialbym cos. nie wiem. To, ze rada glosowala za nadaniem stopnia, jest moim zdaniem wtorne.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 18:19:23:

    Natomiat ja widze argument za tym, zeby habilitant mogl odpowiedziec na zarzuty. Moim zdaniem najlepiej pisemnie. z drugiej storny, jak ktos bedzie chcial i tak moze odrzucic wszystko.

    Rozwiazania nie ma, moim zdaniem. Natomiast, ja bym nagrywal wsyzstkie posiedzenia komisji habilitacyjnej, zeby mozna bylo spokojnie wrocic do argumentow. Ja mysle, ze kluczowe jest to, zeby recenzent i inni nie mogli poweidziec kazdej glupoty bezkarnie. Z drugiej strony, mamy dziesiatki debilnych recenzji i nic.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 18:22:47:

    Przede wszystkim już w obecnym systemie komisja miała prawo wezwać habilitanta na posiedzenie i zadać mu pytania. Mam znajomą, którą to spotkało i wspomina to posiedzenie jako dość merytoryczne. Więc odpada argument często podnoszony przez starszych profesorów, że nie ma szans na rzetelną ocenę bo nie można porozmawiać z habilitantem. Można.

    Skoro więc nie chodzi o to, to musi chodzić o coś innego. W tym przypadku - o władzę. Ja pamiętam tą satysfakcję profesora, który w rozwoju naukowym zatrzymał się na latach osiemdziesiątych, jak beształ na obronie doktoratu mojego kolegę - oczywiście chodziło o zupełnie nieistotny detal, ale liczyło się to kto jest na górze. Takie potwierdzanie hierarchii feudalnej.

    Teraz po prostu chodzi o prostą sprawę. Możesz sobie mieć młodziaku swoje hirsche i impact factory, ale ja i tak mogę cię spytać o efekt Samuelsona-Balassy i lepiej żebyś wiedział o co chodzi bo żadna publikacja za 200 punktów ci nie pomoże (ha ha!).

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 19:29:30:

    Calkowicie zgadzam sie z flamengista. Tu chodzi tylko o wladze.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 19:31:42:

    @flamengista
    Mi cały czas chodzi o prawo habilitanta do odpowiedzi, nawet jeśli komisja nie wezwie i nie da tej szansy.

    @dala
    Zgoda, rozwiązania nie ma. Zawsze na końcu "osądza" RW i chciałbym, żeby habilitant mógł jakoś tej ostatecznej instancji przedstawić swoje racje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 20:01:41:

    Głównie do Maćka, jak obywatel z politologiem:

    pbs.twimg.com/media/De3X8LZXcAAWEbl.jpg:large

    I to nie jest fake. Film już widziałem. Tak może w Polsce wyglądać władza "oświeconych elit". Mnie to przeraża. Być może Gowin gdzieś ma rację, ale nie ma mandatu ta forsowanie tej racji.

    My tu gadu akademickie gadu z głową w chmurach, a rzeczywistość rozgrywa się na zupełnie innej płaszczyźnie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 20:16:16:

    Niesłuszne/dyskusyjne zarzuty mogą być też w recenzjach zakończonych pozytywnym wnioskiem

    Pełna zgoda. Jest to tym bardziej niesprawiedliwe, że recenzje mają wisieć w internetach po wsze czasy.

    Ja sprzed swojego kolokwium pamiętam, że obryłem się z pytań o nagrody Nobla na kilka lat wstecz, ale żadne tego rodzaju pytanie nie padło. Za to poległem na pytaniu z kursowego podręcznika z 3. roku i jedyne, co mogłem odpowiedzieć, to że pytanie znam i wiem, że odpowiedź jest tu i tu. Pytanie padło, bo pytający akurat natknął się na ten problem w swojej pracy badawczej, ale jest całkiem możliwe, że pół roku wcześniej nie znal na nie odpowiedzi, bo było spoza jego specjalizacji.

    ==================

    To, jak powinna wyglądać habilitacja traktowana jako przepustka do samodzielnego prowadzenia doktorantów to problem psychologiczny - tzn. ja uważam, że nie bardzo mam kompetencje rozstrzygać tę sprawę, bo mogę tylko rzutować własne doświadczenia na ogół populacji. Po latach widzę, że ludzie są bardzo różni, a zdefiniować tę iskrę bożą, która z adiunkta czyni profesora, że tak górnolotnie powiem, jest bardzo, bardzo trudno.

    Np. kwestia formy "egzaminu". Wszyscy adiunkci, no, prawie wszyscy z tych, którzy u nas pracowali, ale odpadli z braku wyników, doskonale wypadali na egzaminach na studiach. Ja stąd wnioskuję, że doskonała pamięć krótkotrwała nie czyni z adiunkta profesora. Wielu miało wspaniałe osiągnięcia w olimpiadach jeszcze w liceum, ale po latach okazywało się, że nie są w stanie sami sobie stawiać problemów. To nie jest kwestia erudycji, inteligencji, zdolności - raczej osobowości. Wiem też, że niektórzy ze studentów fatalnie wypadają na egzaminach ustnych, za to bardzo dobrze na pisemnych. Inni zaś odwrotnie. Inni zaś, uznawani za studentów przeciętnych, robią coś tak fajnego, że pisze o tym prasa. Widzę też, że student tak nieśmiały, że w osobistej rozmowie nigdy nie podnosił wzroku powyżej butów rozmówcy, ma kłopoty ze swoim doktoratem, choć wszyscy na studiach zachwycali się jego egzaminami pisemnymi. No i nie wiem, czy to wyjątek, czy reguła (z tą nieśmiałością sugerującą łagodną postać autyzmu i jej związkiem z "profesorskością" na poziomie doktoratu).

    Tymczasem praca profesora , czy ogólnie - praca naukowa - to nie jest zdawanie egzaminu ustnego po wykładzie z filozofii niemieckiej XIX wieku.

    Kolokwium rozumiane jako seria pytań z sali i odpowiedzi odpytywanego całkowicie rozmija się z tym, co z adiunkta czyni profesora. Zdecydowanie wolę więc doszukiwać się tej profesorskości habilitantów w dokumentacji. Tym bardziej, rzec można, że profesor jest chyba bardziej pisarzem niż mówcą.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 20:26:03:

    Z jakiegoś powodu kolokwia habilitacyjne mają być na HS a na reszczie nie. Tajne recenzje habilitacyjne w połączeniu z brakiem kolokwium w wysokoimpaktowanych dyscyplinach NZ i tajne recenzje habilitacyjne w połączeniu z kolokwium habilitacyjnym w HS gdzie numerologia się nie liczy ...
    To jest postępowanie administracyjne - pytania z 3 roku studiów nie powinny się pojawiać, a pojawiać się powinny tylko pytania zdefiniowane w ustawie lub rozporządzeniu.
    Pytania powinni zadawać tylko ci, którzy te pytania zarejestrują z 48 godzinnym wyprzedzeniem a habilitant powinien mieć wgląd do pytań najpóźniej 36 godzin przed kolokwium i mieć prawo uchylić do 30% pytań - uzasadniając to brakiem powiązania z treścią osiągnięcia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/05 20:36:50:

    Z jakiegoś powodu kolokwia habilitacyjne mają być na HS a na reszczie nie.

    Z tego wynika po prostu, że doradcy Gowina, którzy napisali tę ustawę, nie reprezentują HS oraz że to ustępstwo ma na celu uśmierzenie krytyki profesury związanej z koalicjantem, że reforma nie realizuje programu koalicjanta. Skoro w programie było przywrócenie kolokwium, to w ustawie też jest, choć tylko jako ersatz. Ale tu liczy się PR.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide