Robię habilitację

Wpis

niedziela, 06 maja 2018

Pępki świata

Jakiś czas temu dostałem list w sprawie recenzji w przewodzie habilitacyjnym w humanistyce. Mój korespondent wskazuje na jedno zdanie napisane przez recenzenta:

 

Badanie należało przeprowadzić tak:

 

I recenzent opisuje, jak ma wyglądać badanie, które by go usatysfakcjonowało. Recenzent nie mówi, że badanie przeprowadzone przez habilitanta jest złe. Nie. Recenzent jedynie mówi, że on by wolał, żeby zrobiono inne. Mojemu korespondentowi to się nie spodobało, mnie się również nie podoba takie recenzowanie. Recenzja, moim zdaniem, nie powinna być na temat tego, jak bardzo habilitant zbliżyl się w swoich badaniach do tego, co myśli recenzent.

 

Oczywiście, może być tak, że krytykowane przez recenzenta badania są skopane, przeprowadzone źle, metodologicznie niepoprawne itd, itd. (a jest ich wiele), jednak nawet wtedy recenzent nie jest, moim zdaniem, od tego, żeby udzielać habilitantowi dobrych rad, jak on sam (czy ona sama) zrobiłaby takie badania.

 

I tu dochodzimy do problemu szerszego. Na ile recenzent powinien zgadzać się z habilitantem? Czy recenzent powinien się w ogóle zastanawiać nad tym, czy mu się podoba, czy on sam zrobiłby badania podobnie czy inaczej? Moim zdaniem nie. Jest dla mnie oczywiste, że zgodność poglądów czy wizji naukowych jest nierelewantna z punktu widzenia recenzji awansowych.

 

Przez lata dostałem kilkanaście maili na ten temat z szerokiej humanistyki. Literaturznawcy źle interpretują, psycholodzy używają kwestionariuszy, których nie lubią recenzenci. Najciekawsi są jednak politolodzy. W politologii kluczowe jest według moich korespondentów wybieranie recenzentów z tej samej opcji politycznej. W przeciwnym razie bowiem, habilitant (czy też profesorant) zostanie uwalony. I bez znaczenia jest jakość dorobku.

 

Takie praktyki recenzyjne są moim zdaniem nierzetelne, absurdalne. Recenzenci mają oceniać to, co zrobił habilitant, a miarą tej oceny jest 'nauka', a nie recenzent. Dobrze by było, gdyby recenzenci zakładali, że oni mogą się mylić. Tak po prostu. Na dodatek nie są centrum świata, z którego płynie wszelka wiedza.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
niedziela, 06 maja 2018 09:01

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 09:31:01:

    W politologii kluczowe jest według moich korespondentów wybieranie recenzentów z tej samej opcji politycznej. W przeciwnym razie bowiem, habilitant (czy też profesorant) zostanie uwalony. I bez znaczenia jest jakość dorobku.

    Spróbujmy to uogólnić:

    W postępowaniach o tytuł profesora kluczowe jest wybieranie recenzentów, których znamy. W przeciwnym bowiem razie wynik postępowania jest nieprzewidywalny, a profesorant może zostać uwalony. I bez znaczenia jest jakość dorobku.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 19:14:10:

    Pytanie zadane przez Gospodarza rozpatrywałbym w szerszym kontekście. Czym jest recenzja, dajmy na to, habilitacyjna? Czy polega ona na merytorycznej ocenie poszczególnych prac habilitanta czy też, by tak rzec, jego "sylwetki"? I ja tu, szczerze mówiąc, mam problem. Bo teoretycznie powinno to być to drugie i wtedy należałoby się zgodzić z Gospodarzem. Ale w polskich warunkach habilitant często podchodzi do procedury awansowej z de facto nierecenzowaną książką, wydaną w wydawnictwie Stachu i Kumple. I wtedy recenzja habilitacyjna ma szansę być w istocie pierwszą prawdziwą recenzją takiej pracy. Pojawia się więc problem taki, że recenzent wniosku awansowego jest de facto zmuszony., aby zachowywać się jak recenzent wydawniczy. I wtedy ocenia pracę jak mu w duszy gra.

    @trzy.14
    Zgodziłbym się z Tobą, gdyby nie to, że bywa nawet gorzej. We wszystkich znanych mi procedurach profesorskich ze wspomnianej przez Gospodarza politologii sytuacja wyglądała mniej więcej tak, że pięciu miernych prowincjonalnych "profesorów tytularnych" oceniało czy kandydat (dr hab.) jest mniej więcej tak samo mierny i prowincjonalny jak oni sami. Nigdy nie miałem wrażenia jakiejś korupcji czy zmowy. Oni to robią szczerze. Po prostu takie mają horyzonty. Mówiąc poetycko, w sensie intelektualnym w d... byli i g... widzieli, i tak całkiem poważnie, szczerze, serio, a nawet uczciwie recenzują. :-)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 20:24:35:

    @maciek_magik
    Ale dlaczego tak jest, dlaczego tak w ogóle może być?
    W postepowaniu habilitacyjnym 2 na 3 recenzentów powoływanych jest przez czynniki zewnetrzne (CK) i można przyjąc, że w 99% przypadków ani habilitant, ani nikt z jego jednostki na ten wybór nie ma wpływu. Tymczasem w postepowaniu profesorskim recenzentów wybiera CK spośród 10 kandydatur zgłoszonych przez jednostkę. Pragmatyka jest taka, że te 10 kandydatur zgłasza komisja. Skąd jednak komisja te kandydatury bierze? Wobec rozproszenia tematyk badawczych najbardziej narzucającym się rozwiązaniem jest poproszenie o stosowną listę... profesoranta. W ten sposób można całkiem logicznie wywnioskować, że w postepowaniach profesorskich co najmniej 50% (bardzo konserwatywne oszacowanie z dołu) recenzentow zostało zgłoszonych przez samych profesorantów. Prawdopodobnie 100% recenzentów jest z profesorantami konsultowane. Podobnie jak konsultowane jest 100% tych recenzentów habilitacji, których wyznacza jednostka. Z zastrzeżeniem, że chodzi o postepowania hab-prof. własnych pracowników, bo alienom z Nostromo można jakoś samodzielnie dobrać recenzentów i nawet nie pytać ich (tych alienów) o zdanie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 21:15:08:

    @All:

    A skąd komisja, nieraz składająca się w większości z przedstawicieli dyscyplin innych niż habilitant, ma wiedzieć, kto jest znawcą w działce tego ostatniego? To chyba naturalne, że w takiej sytuacji pyta się habilitanta o imiona i nazwiska kompetentnych osób, mogących być recenzentami. Nie twierdzę, że tak powinno być, też mam wątpliwości, ale jak to inaczej sensownie zorganizować?

    @Pi:

    Dygresja: jest Pan wielbicielem "Obcego" Ridleya Scotta? Pytam, bo nie pierwszy już raz odwołuje się Pan tu do tego filmowego majstersztyku.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 21:56:19:

    @trzy14
    System habilitacyjno-profesorski nie jest tak naprawdę systemem oceny dorobku, ale pewnym narzędziem towarzysko-kooptacyjnym. Najgorsze jest to, że po przejściu calej procedury taki "samodzielny pracownik" czy też "profesor" z reguły ma tendencję, żeby wierzyć, ze uzyskał stopień/tytuł na podstawie jakiegoś doniosłego dorobku naukowego. Typowy znany z psychologii błąd atrybucji.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 22:05:34:

    Problemem jest także to, że o ile przepisy coraz bardziej zaostrzają kryteria uzyskiwania stopni i tytułów (być może - słusznie), o tyle, poza posiadaniem określonego stopnia i tytułu, nie zaostrza się kryteriów bycia recenzentem. W ten sposób po kolejnej zmianie ustawy moimi recenzentami będą profesorowie tytularni z mniejszym ode mnie dorobkiem - którzy nigdy nie kierowali żadnym grantem, nie prowadzili badań za granicą, publikowali tylko po polsku, nie mają zielonego pojęcia o indeksie H, a kiedy pytam potencjalnych recenzentów o publikacje na Scopusie, to nie wiedzą, o co chodzi.
    Szkoda, że nikt nie wpadł na rozsądny pomysł, aby warunkiem recenzowania wniosku o stopień czy tytuł było spełnianie kryteriów przez samego recenzenta.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 22:20:01:

    @kubahum
    Pomysły dotyczące wymogów dla recenzentów pojawiały się w dyskusji nad reformą Gowina, ale ostatecznie nie zdecydowano się ich wprowadzić. Z jednej strony, uważam to za skandal. Z drugiej, są takie dyscypliny, w których po wprowadzeniu wymogu posiadania choćby niezerowego indeksu H wg Scopusa nikt lub prawie nikt nie mógłby recenzować. Przykładem nauki społeczne: socjologia i politologia. Profesura w tych dyscyplinach to zapyziała prowincja, ale Gowin nie miał odwagi odebrać im prawa recenzowania wniosków awansowych. Najbardziej sensownym krokiem byłoby zniesienie habilitacji i profesury tytularnej, ale niestety na to też Gowina nie było stać.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/06 23:15:07:

    @maciek_magik
    > Najgorsze jest to, że po przejściu calej procedury taki "samodzielny pracownik"
    > czy też "profesor" z reguły ma tendencję, żeby wierzyć, ze uzyskał stopień/tytuł
    > na podstawie jakiegoś doniosłego dorobku naukowego. Typowy znany
    > z psychologii błąd atrybucji.


    Cóż, realizujesz typowy znany z psychologii błąd projekcji. Rzutujesz doświadczenia z własnego otoczenia na całe środowisko naukowe. Niestety, ten sam błąd popełnia decyzyjny obecnie socjolog religijny pełniący funkcję ministra NiSW. Skutki tej projekcji humanistyczno-socjologicznej oraz jednoczesnego poddania się ordynarnemu lobbingowi stołeczno-naukowej oligarchii będą opłakane.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 02:01:47:

    Jeżeli Uniwersytet Śląski straci "uniwersyteckość" z powodu ustawy Gowina (link), to żadne zaklęcia i podpieranie się Kaczyńskim/Morawieckim nie uratują Gowina przed polityczną egzekucją. Takim ruchem PiS straci Śląsk i - analogicznie - całą ścianę wschodnią.

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 08:16:48:

    @staryzgred

    Sami zainteresowani tak to skomentowali: www.nauka.gov.pl/komunikaty/oswiadczenie-ws-nieprawdziwych-informacji-na-temat-zmian-nazw-uczelni.html

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 08:18:27:

    Na marginesie: Z oświadczenia "Ministerstwa" wynika, że nie wiedzą jakich projektów dotyczą poszczególne analizy sporządzane przez BAS ("jak się wydaje z lektury tych opracowań").

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 08:24:50:

    @wpisz_longin
    Mam wrażenie, że sami twórcy ustawy2.0 powoli już się nie łapią co jest co, albo bajki wpychają. Postępujący chaos?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 09:04:21:

    @wpisz_longin
    > Sami zainteresowani tak to skomentowali:
    > www.nauka.gov.pl/komunikaty/oswiadczenie-ws-nieprawdziwych-informacji-na-temat-zmian-nazw-uczelni.html


    I jest to oczywista ściema ministerialna. Nawet z treści tego "komunikatu" jasno wynika, że wynikiem ustawy będą uniwersytety BĘDĄCE uniwersytetami oraz uniwersytety NIE BĘDĄCE uniwersytetami. Oczywiście, z punktu widzenia rządzącego w MNiSW socjologa religijnego, jest to rzecz dana do wierzenia, niepojęta dla rozumu ludzkiego i nie wymagająca zgłębienia. Drobiazg, w porównaniu z głębiami jego zwykłych dociekań.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 09:23:00:

    Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dementuje pojawiające się w mediach nieprawdziwe informacje dotyczące konieczności zmian nazw uczelni i utraty statusów uniwersytetów przez uczelnie regionalne po wejściu w życie Konstytucji dla Nauki.

    Jedno zdanie i dwie totalne bzdury. Nie znam żadnej analizy, która biłaby na alarm z powodu groźby utraty NAZWY. AGH jest z nazwy akademią, co nie przeszkadza jej być uczelnią akademicką. Podobnie czy uniwersytety ekonomiczne zwą się uniwersytetami, czy akademiami - nie ma znaczenia, zwłaszcza że ustawa przewiduje zachowanie wszystkich dotychczasowych nazw uczelni.

    Nazwa nie ma więc nic wspólnego z utratą statusu uniwersytetu. Natomiast trudno sobie wyobrazić uniwersytet bez prawa do nadawania stopni akademickich. A właśnie taką "innowację" przewiduje projekt nowej ustawy. Inna, niezwerbalizowana groźba leży też w nieujawnionych rozporządzeniach, które mogą np. uzależnić finansowanie uczelni od jej formalnego statusu (na pewno tak będzie!) a nie nazwy. Jeżeli uczelnia badawcze mają bezwarunkowo dostać minimum 10% więcej, musi to znaleźć odzwierciedlenie w Algorytmie. I nie jest przypadkiem, że wyciekło już prawie wszystko z wyjątkiem rozporządzenia redefiniującego Algorytm.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 09:32:48:

    W projekcie ustawy przewidziany został także stały wzrost nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę, a projektowane rozwiązania dotyczące finansowania uczelni mają na celu zapewnienie zrównoważonego rozwoju wszystkich ośrodków akademickich w Polsce.

    Ministerstwo samo żongluje projektami, do ktorych odnosi się w tym komunikacie. W wersji grudniowej poprzez odniesienie naszych płac do wynagrodzenia minimalnego przewidziany był constans, co samo z siebie wymagałoby zwiększania nakładów brutto wraz z przewidywaną kontynuacją postępu w poziomu życia; stały wzrost był uwzględniony w wersji styczniowej, natomiast w wersji marcowej nie ma dosłownie niczego poza pozaustwową infografiką na stronie ministerstwa z obietnicą podwyżek uposażeń minimalnych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 09:34:15:

    @Pi
    AGH - University Science and Technology. Samej nazwy AGH nie chciano zmieniać, ze względu na to, że na markę długo się pracuje.
    A co do finansów, reforma musi kosztować, kosztów nikt nie ujawnia. Podział na uczenie badawcze i inne musi odbyć się kosztem tych innych. Wniosek - najbliższe lata to dla uczelni lokalnych będzie dramat finansowy, dla tych dużych też nie będzie lekko.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 09:38:51:

    W szczególności należy zaznaczyć, że w nowym mechanizmie oceny jakości działalności naukowej w sposób o wiele bardziej istotny niż ma to miejsce obecnie będzie doceniana kwestia wpływu działalności naukowej na rozwój społeczeństwa i gospodarki. To znaczy, że do mechanizmu ewaluacji zostanie wprowadzone tzw. kryterium III, którego w dotychczasowym mechanizmie ewaluacji w ogóle nie było.

    Drogi ministrze, zmieścisz się, śmiało! Tylko dlaczego siłą zabierasz mnie na ten lot?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 10:00:10:

    kryterium III

    Lollollolx

    Wyglądam tego dnia kiedy ludzie podniecajacy sie skalami punktacji wreszcie zainteresuja sie pozostalymi kryteriami i przestana pi*przyc.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 11:11:04:

    zitt,
    W kategoryzacji z 2017 w naukach ścisłych kryterium I (naukowe) miało zupełnie marginalny wpływ na wynik końcowy. Jeżeli jakieś jednostki się w tym kryterium znacząco różniły, to odstawały od średniej dlatego, że były niejednorodne. O A+, A, B i C przesądziły pozostałe kryteria, z których kryterium II i częściowo IV miały charakter ekstensywny (preferowały duże jednostki), waga w kryterium III miała nieprawidłowy znak (kto ma granty, powinien móc wykazać ich "wartość dodaną"), kryterium IV było tajno-uznaniowe, a zastosowanie do oceny kryteriów II-IV metody porównywania parami z przewyższaniem (czy jakoś tak to się nazywa) gwarantowało, że władze jednostek nie miały praktycznie żadnego wpływu na wyniki w kryteriach II i III, wpływ na wynik w IV miały ograniczony przez brak informacji, co w tym kryterium się liczy, natomiast na wynik w kryterium I jednostka pracuje pokoleniami.

    To, że przynajmniej w naukach scisłych w kryterium I nie widać wielkich rożnic jest prawdopodobnie pochodną ogólnopolskiego systemu hab.-prof., o którym co bysmy nie mówili, to jednak prowadzi do wyrównywania poziomu.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/07 12:30:15:

    Dziekuje Pi za to piekne podsumowanie, to jest dokladnie to co mam na myśli. Z dedykacja dla omamionych oraz złośliwych wielbicieli wyparametryzowania niszowych dziedzin z egzystencji.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 13:01:27:

    Głos socjologa UW: www.tygodnikprzeglad.pl/odzyskiwanie-uniwersytetow/

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 14:01:54:

    @p-tau
    "Głos socjologa UW".
    Kolejny pracownik z dziedziny nauk społecznych z UW wylewający krokodyle łzy nad uczelniami regionalnymi. Proszę sobie spojrzeć na jego dorobek w Scopusie. Zero cytowań, właściwie zero dorobku. Dlatego powtarzam, że reforma Gowina jest zagrożeniem nie dla uczelni regionalnych, ale przede wszystkim dla takich właśnie pseudo-naukowców, którzy wygodnie umościli się na "flagowych" uniwersytetach. Od socjologów z uczelni regionalnych nikt nie będzie wymagał dorobku z JCR/Scopusa, a od tych z UW/UJ być może tak. A ci ostatni są w swej masie równie mierni i międzynarodowo niezauważalni jak ci pierwsi. Dlatego popieram reformę jako krok we właściwym kierunku, choć krok zbyt mało radykalny.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 15:18:34:

    @maciek_magik

    Spuściłbym z tonu z tymi oskarżeniami o pseudonaukowość i zerowość dorobku. Bawi mnie i smuci zarazem już od dłuższego czasu - także na tym blogu - podkreślanie wyższości nauki przyrodniczych i ścisłych nad naukami społecznymi i humanistycznymi w Polsce. Zerknij proszę na wyniki rankingów dyscyplin np. www.topuniversities.com/subject-rankings/2018

    Chemia, fizyka, biologia na polskich uczelniach są niewidoczne w skali międzynarodowej, za to najlepsze polskie uczelnie są zaliczane do pierwszej dwusetki lub trzysetki w świecie w ... archeologii, socjologii, filozofii, językoznawstwie. To bardzo nieprzyjemny obraz dla kolejnych reformatorów nauki, chętnie chowany pod kołdrę. Casus podobny do tzw. kierunków zamawianych, gdzie dofinansowywano kierunki generujące rzesze bezrobotnych (np. chemia), zaś pomijano te, po których bezrobotnych brak (np. filozofia, socjologia - por. raportu WUP w Poznaniu)

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 15:21:04:

    Żeby nie było - uważam, że wiele trzeba zmienić, ale niezauważanie, że renomę w społhumach buduje się inaczej niż w przyrodniczych i ścisłych to nieporozumienie.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 16:52:08:

    @maciek
    To że nie ma prof. Kochanowskiego w bazach itd. to wyjaśnia w tym tekście. Może gender studies to nie jest temat nośny do publikacji w top journalach.

    @piaskowy
    O rankingach z wątpliwymi metodologiami też mowa w tym tekście...

    Popatrzyłem na moją działkę business&management: z Polski SGH dostrzegłem w grupie końcowej 251-300. Kozminskiego tam nie znalazłem choć się bym bardziej spodziewał.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 17:29:42:

    @piaskowy.dziadek
    W rankingu, o którym piszesz, jedynym wskaźnikiem stricte naukowym jest cytowalność. Ale, jak już wcześniej napisałem, cytowalność Kochanowskiego wynosi zero, więc nawet jeśli UW jest w tym rankingu wysoko, to nie dzięki Kochanowskiemu. Jeśli w wyniku reformy uczelnie takie jak UW będą chciały piąć się w górę na arenie międzynarodowej, to tacy Kochanowscy będą tylko obciążeniem. I to tych "wielkich uczonych" tak naprawdę boli, a nie los uczelni regionalnych.

    p-tau
    "Może gender studies to nie jest temat nośny do publikacji w top journalach".
    Tu mogę się tylko roześmiać. Kochanowski, a Ty za nim, popełnia błąd atrybucji. To, że Kochanowski nie jest w stanie opublikować tekstu w dobrym czasopiśmie, to nie znaczy, że tego się nie da w ogóle zrobić. Da się, skoro wielu innych ludzi to robi. Widocznie nie da się tam opublikować tekstów Kochanowskiego, bo Kochanowski nie jest w stanie napisać tekstu na odpowiednim poziomie. :-)

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 17:46:03:

    @p-tau
    Zalinkowany tekst Kochanowskiego jest poza tym zwyczajnie głupi i krótkowzroczny. Na przykład, on narzeka, że ma pensję 4200 netto. To jest oczywiście mało jak na profesora. Ale czy to jest mało jak na profesora bez osiągnięć naukowych i z zerowym indeksem cytowań? Przecież gdyby ta pensja wynosiła nie 4200 a 14200, to do tego zawodu byłaby znacznie większa konkurencja. I niekoniecznie to Kochanowski załapałby się na profesurę, bo międzynarodowe bazy cytowań pokazują, że jest naukową miernotą. Ale tacy jak on są święcie przekonani o swojej wybitności i wyjątkowości. Skąd biorą to megalomańskie przeświadczenie, skoro Scopus i JCR milczą na temat ich "osiągnięć"?

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 19:45:12:

    "Naukowa miernota" "bez osiągnięć naukowych", po prostu wzór merytorycznej dyskusji. Nikt z moich kumpli go nie zna czyli miernota. Zabrakło tylko konkluzji, że prof. Kochanowski nie dostał nagrody Nobla i nie ma jego piosenek na liście przebojów Trójki... Umiarkowanie dokładna wyszukiwarka POP podpowiada, że jego najpopularniejsza książka ma ponad 80 cytowań, kolejna ma 40, co sugeruje, że ci, do których się zwraca, go czytają. No ale to pewnie głupek jakiś wioskowy, co to pisze książki, których JCR i Scopus nie uwzględniają w swoich wyliczeniach, a na dodatek w języku, którym posługują się jego odbiorcy.

  • bmich napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 20:14:09:

    @maciek_magik
    Twoje wypowiedzi na tym forum skłoniły mnie po raz pierwszy do napisana tego posta. Dotąd tylko przez kilka ostatnich lat czytałem wpisy na tym forum.

    Początkowo przychylnie oceniałem Twój rewolucyjny zapał w sensie usuwania złogów udających, że robią jakąkolwiek naukę. Przepraszam jednak za nieco osobisty wątek, lecz pogooglałem, by wybadać coś więcej o Tobie i muszę uczciwie przyznać, że przeszedłeś dość długą drogę ze swojej małej ojczyzny na bardzo przyzwoity poziom naukowy obecnie. Nie oczekuj jednak w swoim rewolucyjnym zapale, że każdy będzie zdolny do takiego poświęcenia, zawziętości, wręcz zakonu, by uprawiać Naukę i publikować międzynarodowo. W Polsce - co nie raz już padło w różny sposób na tym forum - mamy finansowanie na poziomie Bangladeszu (z całym szacunkiem dla tego kraju) a oczekiwania jak w USA. Tego się nie da tak zrobić. Z uwagi na kulturowe dziedzictwo przeszłości nauczyliśmy się niestety wypaczać każdy dobry pomysł w imię naszych drobnych interesików i świętego spokoju. Brakuje zdecydowanie IMHO promocji dobrych wzorców. Zachęcania, zamiast ciągłego straszenia, napuszczania, poganiania. Można mieć nieco naiwną nadzieję, że biologia zrobi swoje i że za jakiś czas ci lepsi będą nadawać ton. Tymczasem trzeba znaleźć wykonalny sposób (!) na powolne odsuwanie profesorów Marianów. Pesymistycznie to brzmi z Twojego punktu widzenia zapewne, ale rzucanie miernotami, brakiem międzynarodowych cytowań wzmacnia tylko opór zagrożonych środowisk.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 21:52:17:

    @maciek_magik
    Czemu Ty tak fetyszyzujesz te międzynarodowe publikacje, te Hirsche itp. wskaźniki? Jak dla mnie to analiza Kochanowskiego jest bardzo dobra. Ja jakoś nie zauważyłem, aby np. Francuzi mieli problemy z rankingami, tylko u nas to zaczyna urastać do problemu narodowego. Ja mimo wszystko widzę drugie dno i te wskaźniki rankingi to próba ściemniania, że o to chodzi i żeby ludzie się zajmowali tym drugorzędnym tematem. Prawda jest jednak taka, co zauważa Kochanowski, aby zwiększać kontrolę i móc ręcznie wszystkim sterować. To po prostu kasa, ale tylko dla swoich, reszta ma być wyrobnikami. Ta reforma to wytworzenie nowej oligarchii.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 22:04:33:

    @p-tau
    Akurat gender studies to temat bardzo nośny i ma sporo czasopism na liście A (na czele Gender & Society - 50 punktów, chociaż w praktyce jest to czasopismo bardziej feministyczne niż genderowe). Nb. sam chciałbym tam coś opublikować ;)

    @maciek_magik
    Z pewnością w każdej dziedzinie są inne wzorce publikacyjne. Ale w przypadku mojej dziedziny oparcie się na bazach Scopus czy WoS jest problematyczne (ja jestem za - sam od kilku lat zmieniłem moje wzorce publikacyjne). Moje cytowania odnajduję w głównej mierze w monografiach (co jest problemem, ponieważ nawet Google Scholar wykazuje tylko tę część, która jest dostępna w Internecie), a jednak wiem, że choć nie jestem gwiazdą (ani tym bardziej "prof. Marianem"), to pewien poziom rozpoznawalności naukowej osiągnąłem.
    Uważam, jak wspomniałem, że nie można płynąć pod prąd i rzeczywiście, skoro są takie potrzeby, należy zmieniać strategię publikacji. Ale nie można całego dorobku naukowego wrzucać do kosza tylko z tego powodu, że nie znalazł się on w określonych, zresztą komercyjnych, bazach.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 22:11:51:

    @bmich
    Jeśli moje słowa poszły Twoim zdaniem za daleko, to przepraszam. Rzeczywiście nie powinienem być może tak mówić. Spróbuj jednak zrozumieć jak się czuje człowiek, który istotnie przejdzie długą drogę i uzyska uznany dorobek, a "koledzy" z jego jednostki naukowej odmówią mu wszczęcia procedury habilitacyjnej. Mało tego, pokątnie próbują wymusić na nim, aby wycofał wniosek z CK, żeby broń Boże nie poszedł on do innej jednostki. A gdy habilitacja ostatecznie przechodzi w tej innej jednostce, notabene jednostce z kategorią A+, to próbują podważyć jakość przewodu, a ostatecznie podejmują kroki, aby wyrzucić z pracy osobę, którą skrzywdzili. Nie życzę Ci naprawdę, abyś kiedykolwiek zakosztował czegoś takiego, wrogom tego nie życzę. Gdyby nie interwencja jednego z prorektorów, już dawno bym zresztą na UW nie pracował. A to wszystko działo się w tym wspaniałym Instytucie Socjologii UW, który teraz z taką troską protestuje przeciwko reformie Gowina. Te wszystkie przejścia uzmysłowiły mi, że takie jednostki jak Instytut Socjologii UW zostały przejęte przez grupę prymitywów o mentalności gangsterskiej (choć raczej takiej a la gang Olsena) i czasami po prostu nie mogę zdzierżyć, gdy wypowiadają się oni na temat nauki, reformy Gowina itd.

  • bmich napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 22:38:17:

    @maciek_magik
    Nie musisz mnie przepraszać. W świetle tego, co napisałeś, jeszcze lepiej rozumiem Twój zapał. Szacunek raz jeszcze za przebytą drogę i chęc równania w górę. Mamy jednak bagaż przeszłych doświadczeń. Jako Twój chyba rówieśnik daleko mi do takich osiągnięć - nie każdy doskał irlandzkiego kopa, by móc się czegoś nauczyć. Część z nas ma jednak jakiś wdrukowany etos pracy, przyzwoitości i chce robić coś sensownego, chce mieć z tego osobistą satysfakcję. Jak odsiać ziarno od plew? Wciąż dumam...
    Co do samego postępowania habilitacyjnego, byłeś jak papuga wśród wróbli. Jeśli jeszcze dołożyłeś słownie tym i owym, to sam się prosiłeś o młóckę. Przepraszam za cynizm, starzeję się, mam coraz mniej złudzeń, ale gdzieś tam w głębi wierzę.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/08 23:08:34:

    @bmich
    Ty też nie przepraszaj, do zobaczenia wkrótce. :-)

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:02:12:

    Gdy @maciek chce reformowac uczelnie, to sie martwie, gdy mowi o dorobku, zaczynam sie do niego zblizac.

    Jestem bardzo ostrozny w stosowaniu parametrow ilosciowych w ocenie dorobku, jednak nieobecnosc na arenie miedzynarodowej cos nam jednak mowi./ Byc moze to, ze profesor uwaza, ze ma obowiazek patriotyczny publikowac po polsku, byc moze cos innego. Jedno i drugie mnie raczej martwi. Troche tez watpie, by to 4K netto nie pozwalaly na publikacje. Co wiecej, powiedzialbym, ze biorac pod uwage tematyke, to miedzynarodowa nauka duzo chetniej przyjelaby publikacje profesora.

    Jako ktos 'po przejsciach' doskonale rozumiem frustracje @macka. I ja nie mam zadnych trudnosci z tym, zeby powiedziec, ze, powiedzmy, polski lingwista publikuje po polksu, nawet glownie po polski, jednak, chcialbym zobaczyc, ze potrafi wyjsc poza wlasne podworko. To sie naprawde da zrobic.


    Im starszy jestem, tym mniej mam pewnosci, gdzie powinny sie znajdowac kryteria oceny pracownika. Powiedzialbym jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, uwazam, ze praconik ma prawo do tego, zeby od czasu do czasu zatrzymac i przestac byc wyrobnikiem na tasmie produkujacej publikacje, wiecej, wiecej, coraz wiecej. Po drugie, uwazam przy tym, ze udzial w miedzynarodowej nauce jest czyms pozadanym. I komus, kto jest tylko znany wsrod swych kolegow w wojewodztwie, dosc daleko do kogos, kto rozmawiac z ludzmi na swiecie (i nie, liczba cytowan nie do konca mnie powala na kolana, choc ona tez cos mowi, choc nie zawsze to, co sie mysli).

    Zal mi teraz, ze nie domyslam sie, kim jest @maciek, bo bym zobaczyl sobie, co to znaczy 'przejsc droge'.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:18:53:

    @dala
    Tu nie trzeba się domyślać - to bardzo łatwo da się odnaleźć ;)

    Zupełnie poważnie: dorobek @Maćka robi na mnie wrażenie, zwłaszcza w kontekście, który powstał. Ja mam sytuację w pracy o wiele przychylniejszą, a dorobek - o wiele słabszy. Może to zatem stres tak mobilizuje?

    Z jednej strony chciałbym, aby nie wyrzucano całego lokalnego dorobku do kosza jako śmieci, właśnie z uwagi na specyfikę każdej dziedziny i dyscypliny.
    Z drugiej strony faktem jest, że wielu "utytułowanych", "uznanych" nie ma żadnego niekompromitującego dorobku, nie mówiąc już o jakichkolwiek publikacjach w języku obcym. Nie tak dawno pewien taki "autorytet", "znany z tego, że jest znany", gwiazda, prawie jak Diament itd., na konferencji usiłował mi zadawać pytania z poziomu licencjatu - nie słuchał referatu, ale chciał pokazać, że jest "ważnym misiem". Nie podarowałem sobie - sprawdziłem jego dorobek w PBN i wyszła żenada: dno głębsze niż sam przypuszczałem.
    Myślę więc, że z dwojga złego lepsze jest dokręcenie śruby - właśnie po to, aby takie gwiazdki, naukowo puste, pospadały z nieba. Jednak dopóki wciąż mogą oni być w gremiach decyzyjnych, recenzować, namaszczać, piastować, mając dorobek mniejszy niż ci, których recenzują, niewiele się zmieni.


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:22:17:

    bmich,
    Nie liczyłbym na biologię. Najzdolniejsi idą gdzie indziej. Dlatego biologia podpowiada, że w przyszłości będzie tylko gorzej (przynajmniej tam, gdzie jeszcze/wciąż utrzymujemy kontakt ze światem). Zwłaszcza że świat nie stoi w miejscu.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:42:49:

    @dala.tata
    Mogę zdradzić, że ta 'droga' zaczęła się na uczelni regionalnej.
    Ja naprawdę na co dzień jestem przysłowiową 'krainą łagodności'. Ale ten jeden typ człowieka, mianowicie profesor uczelni 'flagowej' nieznany Scopusowi i Scopusa o to obwiniający, doprowadza mnie do maksymalnego poziomu wkurzenia. Proszę poświęcić 50 minut i posłuchać wystąpienia tego Kochanowskiego (o którym tu dyskutujemy) w audycji u Grzegorza Sroczyńskiego (oto link: audycje.tokfm.pl/podcast/Z-18-polskich-uniwersytetow-zaraz-zrobi-sie-7-Dlaczego-O-zmianach-w-szkolnicwie-wyzszym/61977). Przecież on nie potrafi przekazać żadnej czytelnej myśli, nie ma nic do zaproponowania (co zresztą stwierdza sam red. Sroczyński). Dodatkowo gdzieś między 32 a 35 minutą de facto stwierdza, że socjologia seksualności to dyscyplina specyficznie polska. Jak inaczej można to zinterpretować niż jako żałosną próbę dorobienia ideologii do własnego braku osiągnięć? Przy tym to jest kategoria ludzi, którzy próbują się wypowiadać ex cathedra, pouczać, a do tego jednak wypadałoby mieć jakieś cytowania w JCR i Scopusie.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:43:58:

    Jeszcze raz link

    audycje.tokfm.pl/podcast/Z-18-polskich-uniwersytetow-zaraz-zrobi-sie-7-Dlaczego-O-zmianach-w-szkolnicwie-wyzszym/61977

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 01:59:05:

    @maciek_magik
    > Mogę zdradzić, że ta 'droga' zaczęła się na uczelni regionalnej.

    Politechnika Opolska nie jest złą uczelnią DYDAKTYCZNĄ. Jako magisterski entry level całkiem OK, bo tam istotny jest poziom przekazu dydaktycznego, a nie super-hiper-duper badania. Potem faktycznie lepiej iść gdzie indziej. Przypuszczam, że trampolinę dały ci dwa elementy: dostępność na początku lat dziewięćdziesiątych w telewizji kablowej z programami po angielsku, co pozwoliło ci w liceum szlifować język w stopniu nieosiągalnym wcześniej bez długotrwałego wyjazdu oraz drugi czynnik, czyli pobyt w Dublinie.

    Pierwszy czynnik jest elementem pokoleniowym i ani to twoja zasługa, ani wina mojego pokolenia, że angielski zawsze będzie dla mnie językiem obcym, w którym nie wyczuwam niuansów. Kwestia wyjazdu do Irlandii to, niezależnie od twoich indywidualnych starań, też w dużej mierze czynnik przypadku, którego oddziaływania na nasze życie nie doceniamy. Jak bardzo właśnie przypadek modeluje ostateczne efekty naszych wysiłków przekonuję się coraz bardziej dopiero teraz, z perspektywy lat.

    Natomiast twój entuzjazm dla RADYKALNYCH zmian (których faktycznych treści wciąż nie znamy) to tylko twoja naiwność. Doświadczenie mnie nauczyło, i to w sposób bolesny, bo ponad dekadę blokowano mi habilitację, że przy JAKIEJKOLWIEK takiej zmianie do góry idą przede wszystkim najbardziej bezwzględne szumowiny. I męty spod znaku "łowców grantów" z nawet imponującą bibliometrią wcale nie będą lepszy od mętów spod znaku "pokoiku schadzek" zer bibliometrycznych. Będą dokładnie takie same w bezwzględności i takie same w blokowaniu awansów.

    Czyżbyś już zapomniał, że największy scjentystyczny gangster ostatniej dekady, osławiony rekietier wrocławski niszczący Rudka, był jak najbardziej znanym w świecie informatykiem i członkiem PAN z imponującą bibliometrią i rozpoznawalnością?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 02:05:04:

    Maćku, proszę spojrzeć na brighter side of life: Koleżanki i koledzy z instytutu mogli Twój wniosek przyjąć do procedowania (przecież swojej odmowy nie uzasadnili brakiem kompetencji?) a potem go gładko uwalić! Ha! A tak to Ty zrobiłeś im kuku.

    Ta sytuacja pokazuje jakąś wewnętrzną sprzeczność procedury habilitacyjnej:

    a) dawniej wniosek o wszczęcie szedł z uprawnionej rady, co stanowiło doskonałą pożywkę do mobbingu
    b) więc teraz wniosek składa sam zainteresowany, co prowadzi do utracenia przez władze jednostki kontroli nad polityką kadrową

    Jak nie urok, to s...

    Nowe zasady doprowadziły, zapewne wbrew intencjom ustawodawcy, do nieznośnego napięcia między habilitantem a władzami jednostki w przypadku, gdy habilitant skorzysta ze swojego prawa wbrew dobrym radom swojego szefostwa. Napięcie jest tak duże, że taki habilitant prawdopodobnie od razu powinien decydować się na otwartą wojnę, czyli złożenie wniosku ze wskazaniem na jednostkę obcą, bo zaprawdę, powiadam, procedując wniosek we własnej,nieprzychylnej mu jednostce, ryzykuje własną głową, natomiast otwarta wojna to "tylko" skonfliktowanie się z "górą" własnej jednostki, wrzód na siedzeniu, ale nie dżuma.

    Cholera, sam nie wiem. Przecież recenzenci i KH od razu zorientują się, że coś jest nie halo, jeżeli pracownik jednostki uprawnionej składa papiery na zewnątrz. Tak czy owak spójność głowy z resztą ciała staje pod znakiem zapytania.

    Jeżeli habilitacja ma być państwowa, to państwo powinno zapewnić bezstronność postępowania. Już choćby z tego powodu należałoby wykluczyć z niego jednostkę habilitanta (nie tylko recenzentów, ale i mającą ostateczny głos radę wydziału). Ale i tu wkrada się nieznośne napięcie: istotą "nowego" systemu jest bezpardonowa konkurencja o skończone, skąpe zasoby, dlaczego więc jednostka X miałaby decydować o polityce kadrowej konkurującej z nią na śmierć i życie jednostki Y?

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 02:13:36:

    No coz, nadal sie nie domyslam - przezyje. :))

    Mowiac szczerze, nikogo, kto twierdzi, socjologia seksualnosci to dyscyplina specyficznie polska, nie chce mi sie sluchac. Przeciez to tak glupie, ze zeby bola.

    I ja sie tak ogolnie zgadzam. Mnie irytuja ludzie, ktorzy wypowiadaja sie o mauce swiatowej, ktorym w tejze nauce nie udalo sie jeszcze zaistniec.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 02:38:35:

    @trzy.14
    > więc teraz wniosek składa sam zainteresowany, co prowadzi
    > do utracenia przez władze jednostki kontroli nad polityką kadrową


    Absolutnie nie, o ile tylko władze nie ulegają presji automatycznego awansu z okazji uzyskania doktoratu/habilitacji/profesury. Taki automatyzm jest prostą drogą do katastrofy finansowej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 02:46:45:

    @dala.tata

    Sprawdź sobie pocztę na gazeta.pl

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 10:59:31:

    @zgred,
    Tradycją tego forum jest, że wielu stałych dyskutantów zachowuje anonimowość, m.in. dlatego, by móc bez owijania w bawełnę wyrażać poglądy bez obawy o retorsje w swoim środowisku. Kto jak kto, ale Ty powinieneś to rozumieć. Podziwiam Twoje zdolności detektywistyczne w identyfikowaniu forumowiczów, ale w moim odczuciu nie jest fair podrzucać odkryte szczegóły do wglądu wszystkich. maciek_magik podaje tyle, ile sam uznaje za stosowne; chyba sam nie byłbyś zadowolony, gdyby ktoś wrzucał tu fragmenty Twojego życiorysu?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 16:03:37:

    @zgred
    Ciesze się, że mogę się w końcu z Tobą choć w części zgodzić. Politechnika Opolska dała mi niesamowicie dużo, przede wszystkim obycie z metodami statystycznymi, obliczeniowymi. Później pojechałem do Dublina i ci wszyscy ważni amerykańscy i brytyjscy profesorowie, którzy tam wtedy pracowali, nie kryli podziwu dla faktu, że znałem już te wszystkie metody, których miałem być tam na miejscu dopiero nauczony.
    Jak chodzi o kwestie pokoleniowe, to oczywiście są one ważne. Ale dyskutujemy tu o tym Kochanowskim z UW. On jest ode mnie raptem 3 lata starszy, a potrafi wyłącznie stwierdzić, że publikacje na Scopusie to byle co, za co wystarczy zapłacić, a socjologia seksualności to tematyka specyficznie polska (sic!).
    Inny przykład, miałem na roku w Dublinie koleżankę po jednej z polskich uczelni, która z pewnością będzie teraz 'flagową'. I ją wyrzucili po pierwszym roku. Bo tam w Trinity się nie pieprzyli i jak trzeba było, to i 80% rocznika potrafili wyrzucić za brak postępów. Więc ją, po uczelni 'flagowej, wyrzucili, a ja po magisterium opolskim się ostałem. Tego czynnikami pokoleniowymi też nie wyjaśnisz.
    Ogólnie w reformie Gowina naprawdę martwi mnie los uczelni regionalnych czy jak je tam zwał. Inna sprawa, że te uczelnie gremialnie poparły reformę, bo też i wprowadzono korekty. Mi marzy się natomiast mocne przykręcenie śruby na uczelniach 'flagowych' i powiedzenie im, że jak chcecie być 'flagowi', to pozbądźcie się pseudo-uczonych, których znaczne liczby zatrudniacie.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 16:27:17:

    @maciek_magik
    >Inna sprawa, że te uczelnie gremialnie poparły reformę, bo też i wprowadzono korekty.

    Taka jest natura władzy w tym kraju, że pewnie rektorzy poparli, nie biorąc za to odpowiedzialności. Ale choćby z dyskusji na tym forum widać, że to nie jest głos pracowników z "prowincji", tzn. nie wszystkich i raczej nie większości, bo jakaś część (niestety dla siebie samych) popiera.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 16:41:33:

    Ja znam diametralnie odmienne opinie szczególnie na temat "pomocy" szczególnie w centralnych dziś obszarach statystyki i analizy numerycznej. Niezależnie czy z Wrocławia, Warszawy, czy Krakowa (na UJ nie ma ani jednego statystyka (imagine!), z kolei numeryków mają jako jedyni, nie licząc emeryta na UW) jest to zawsze zderzenie i nadrabianie zaległości. Uważam że flagowce zawodzą najbardziej. Nie wiem czy to jest największą bolączką jakiegoś tam systemu, na pewno jest nią dla mnie.

    Uważam jednak że reforma ten stan będzie konserwować. Oni teraz dostaną nagrodę za pochodzenie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 17:18:31:

    Bardzo celne uwagi o uczelniach flagowych. Dokładnie tak samo uważam: obecne reguły finansowania (algorytm) nie narzucają im w zasadzie żadnych wymagań. Łatwość dostępu do grantów krajowych (których centralizacja i oligachizacja w ostatnich kilku latach jest wręcz zadziwiająca) sprawia, że nie ma nawet motywacji do zabiegania o granty europejskie. Oprócz UW, który cokolwiek robi w tym kierunku, reszta "flagowców" jest zerem kompletnym jeśli chodzi o granty ERC.

    Nowa ustawa tylko dorzuci im wielkie pieniądze, w zasadzie za darmo., w dużej mierze kosztem uczelni pozostałych. To jest bardzo niepokojące.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 20:12:59:

    Ale jaja! Polska rama kwalifikacji, poziom 8 (doktorat):
    www.kwalifikacje.gov.pl/download/Polska_Rama_Kwalifikacji/PRK_z_linkami_internet_0411.pdf

    Otóż nie można dać doktoratu osobie, która nie spełnia następujących warunków:

    - zna lub rozumie w stopniu umożliwiającym rewizję istniejących paradygmatów
    - światowy dorobek
    obejmujący:
    a) podstawy teoretyczne
    b) zagadnienia ogólne i wybrane zagadnienia szczegółowe właściwe dla
    dyscypliny naukowej lub artystycznej
    ...
    Potrafi:
    - posługiwać się językiem obcym w stopniu umożliwiającym uczestnictwo
    w międzynarodowym środowisku naukowym i zawodowym
    ...
    Jest gotów do:
    - utrzymywania i tworzenia właściwych relacji w międzynarodowym środowisku zawodowym

    =====

    Jest całkiem możliwe, że wśród osób związanych z IS UW całkiem spora grupka nie spełnia tych kryteriów, ergo, nie zasługuje nawet na doktorat! Ha!

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 20:31:02:

    Rewizja paradygmatów stukrotnie przebija znaczący wkład.
    So proud.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 21:45:55:

    Najlepsze recenzje to wystawiają nasi rodacy, przy recenzowaniu artykułów, grantów, itp., zwłaszcza gdy jest blind. Są to stwierdzenia typu nie, bo nie i już. Jak można uwalić grant, np. zawsze można stwierdzić, że dorobek jest lokalny, mimo, że podaje się kilka artykułów z czasopism z IF > 1 z ostatnich 5 lat, albo, że za mało cytowań obcych (H=4-6 to za mało). Spora część recenzentów dalej nie wie co to ten Hirsch. I tak w kółko. Dlatego ja jestem przeciwny temu, by recenzje w przewodach, które decydują mocno o dalszej karierze i życiu człowieka były anonimowe. Uważam, że jednak przejrzystość procedur to jest najlepsze rozwiązanie. A tak, a' propos, czy było dziś I czytanie ustawy 2.0.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:03:55:

    To, co tu powiedziano o Magicznym Macieju i recenzentach z mniej znaczącym dorobkiem niż oceniani przez nich habilitanci, można chyba podsumować tak: zawiść jest cechą ludzką, którą szczególnie pielęgnują nasi rodacy. Ja tam bym się cieszył, że jest u mnie taki Magiczny Maciej. Niech mu się dobrze wiedzie, niech jeździ zagranicę, niech tam publikuje, przecież od takiej osoby, jeżeli tylko nie jest zarozumiała, można się wiele nauczyć. Więcej, niech taki człowiek szybko osiągnie tytuł profesora, jeśli tego pragnie. Dzięki takiej osobie można zasmakować nauki światowej, nie opuszczając własnej uczelni. Być może od takiego człowieka można nawet zarazić się bakcylem naukowym i pójść w jego ślady, a ponieważ będzie to już przetarta przez niego ścieżka, będzie łatwiej. Wśród moich kolegów i koleżanek, naukowo wyprzedzających mnie o eony, jest młodsza osoba, która uczyła się fachu lekarskiego ode mnie, a jest już powoli szykowana na kierownika katedry. Nie mam z tym najmniejszego problemu. Ja autentycznie muszę być społecznie tępy, że nie pojmuję tej zawiści, o której pisał Maciek_magik i Kahlkopf...

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:18:32:

    W zasadzie magiczny maciek pozamiatał i wyłożył kawę na ławę.

    Podstawowym problemem reformy jest to, że działania projakościowe wymusza się jedynie na słabszych. Najsilniejsi nie będą mieć żadnego bodźca, by się zmieniać na lepsze - dostaną "bonus za pochodzenie" i tyle.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:28:28:

    działania projakościowe wymusza się jedynie na słabszych

    To jest manipulacja. Jakie działania wymusza się na ośle nie dając owsa? Ponieważ nie do pomyślenia jest konsumpcja osła, a żreć się nie oduczy, wymusza się tylko przyszły kryzys weterynaryjny.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:33:37:

    @Flamengista
    Czyli dalsza oligarchizacja życia akademickiego w Polsce, tylko z podmianą tzw. "elyt". To, aż bije z tej ustawy. Dla mnie podstawowym bodźcem oprócz tych smaczków naukowych, co mi się plączą po głowie, to jest jednak kasa i kultura pracy, której na polskich uniwersytetach brakuje. Niestety, ustawa2.0 nie przynosi również pieniędzy i będzie to wyglądać tak, że ci silniejsi będą te resztki rozdzierać między sobą, a może przy dobrych wiatrach coś spadnie z pańskiego stołu dla tych maluczkich z Rzeszowa, Opola, Szczecina, itp. To będzie tak, że te osoby co coś sobą reprezentują, a będą mogły, to raczej wyemigrują i będzie sobie wiatr hulał po labach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:40:56:

    @zitterbewegung
    Ale tu nie mamy jednego osła. A na większym gronie osłów (nomen omen) można rozmaite działania wykonywać. Jak brak owsa dla wszystkich, to wystarczy np. część zwolnić itd. itp. Mniejsze uczelnie już od kilku lat muszą się tak "sprężać", a u tych wielkich to ja nawet nie wiem, na co te rosnące fundusze idą. Skoro nawet pensje tam ponoć są niskie jak wszędzie?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:50:29:

    www.radiomaryja.pl/informacje/pis-za-dalszymi-pracami-nad-konstytucja-dla-nauki/

    Ustawę 2.0 poprały także Kukiz15, Nowoczesna oraz Polskie Stronnictwo Ludowe.

    Gdzie indziej Gowin

    "wyjątkowość drogi dochodzenia do nowej ustawy docenia nawet bardzo wielu krytyków, zdecydowana większość krytyków ostatecznych rozwiązań. tę unikalność dostrzegła także Komisja Europejska". Przypomniał, że KE wielokrotnie stawiała proces tworzenia Konstytucji dla Nauki jako wzór do naśladowania dla wszystkich państw unijnych przy wielkich zmianach systemowych.

    Que? Niestety, poza zamówioną przez resort procedurą Peer Review rio.jrc.ec.europa.eu/en/policy-support-facility/peer-review-polish-higher-education-and-science-system nie ma śladów zainteresowania czy oświadczenia KE.
    W raporcie końcowym słowo unique pojawia sie raz i dotyczy Niemiec.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/09 23:58:52:

    @Zitt
    Dziękuję za info. Pytanie co ten sejm wypluje na końcu?
    Tak, poza, to z tej całej informatyki, za którą średnio przepadam, to jeszcze mi się numeryka podoba. Bywa przydatne narzędzie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 00:23:18:

    @nobooks
    > Tradycją tego forum jest, że wielu stałych dyskutantów zachowuje anonimowość,
    > m.in. dlatego, by móc bez owijania w bawełnę wyrażać poglądy bez obawy
    > o retorsje w swoim środowisku. Kto jak kto, ale Ty powinieneś to rozumieć.
    > Podziwiam Twoje zdolności detektywistyczne w identyfikowaniu forumowiczów,
    > ale w moim odczuciu nie jest fair podrzucać odkryte szczegóły do wglądu
    > wszystkich. maciek_magik podaje tyle, ile sam uznaje za stosowne; chyba sam nie
    > byłbyś zadowolony, gdyby ktoś wrzucał tu fragmenty Twojego życiorysu?


    Dwie kwestie:
    a) każdy sam dba o swoją anonimowość i ochronę informacji o sobie - jest to wyłączna odpowiedzialność samego zainteresowanego
    b) nie wykorzystałem ŻADNYCH informacji, których nie włożył wcześniej tutaj szeroką szuflą, z rozmachem i przytupem sam @maciek_magik, i nie ujawniłem żadnych informacji, które nie są dostępne wprost BEZ ŻADNEGO WYSIŁKU.

    Poza tym, troskę pozostaw może samemu zainteresowanemu?

    Rozbawiłeś mnie natomiast tymi "zdolnościami detektywistycznymi". Nie mam niestety żadnych. @kubahum zaintrygował mnie wpisem "Tu nie trzeba się domyślać - to bardzo łatwo da się odnaleźć ;) ", więc bez wysiłku znalazłem.

    @maciek_magik wrzucił na ten blog taką ilość DOKŁADNYCH informacji o sobie, że wystarczył Google, 10 sekund na wklepanie tychże informacji (i to bez żadnego krosowania, refinementu itd.) i następne 5 sekund na przeczytanie tego, co szukaczka wyświetliła. Gdyby @maciek_magik był generycznie humanistą to jeszcze mógłbym zrozumieć, że nie dopatrzył szczegółów, zaniedbał ostrożności. Niemniej jest to inżynier, niepraktykujący obecnie, ale inżynier, w związku z czym wątpię w przypadkową niedbałość, a tym bardziej nieumiejętność, ale obstawiam w jego zachowaniu raczej ostentacyjne wyzwanie "taki jestem i co mi zrobicie", na co zwrócił już uwagę @bmich pisząc:

    byłeś jak papuga wśród wróbli. Jeśli jeszcze dołożyłeś słownie tym i owym, to sam się prosiłeś o młóckę

    Czy @maciek_magik sygnalizuje tym kompleks mesjanistyczny? Chęć męczeństwa "za miliony"? Nie wiem, ale działanie jest wysoce ryzykowne, bo GTW trepów ciągle są silne, a taki odstający indywidualista będzie pierwszym obiektem do zadziobania.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 00:48:36:

    @zitter
    twitter.com/KrzysztofBrejza/status/994227832770396160
    Gowin zadarl z poteznymi graczami, to mu mecenasa sprzatneli. Kocur niedomaga, wiec muszy harcuja.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 00:48:58:

    *myszy

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 01:01:57:

    Kremlinolodzy debatują w kierunku związku zatrzymania dr hab. Królikowskiego (jednak przewalił 1.5 mln zł wiec jest zasadne) z walką o przywództwo między Ziobrą (co?) a Dudą (lol) w świetle hospitalizacji Prezesa. Ja nie widze niczyjego zainteresowania Gowinem, sam jest sobą najbardziej zainteresowany. No dobrze tez jestem, inaczej nie znalazłbym takiej ciekawostki:

    www.wprost.pl/tylko-u-nas/10103714/syn-jaroslawa-gowina-w-pierwszym-wywiadzie-dla-mediow-przeszedlem-kreta-droge-rzucilem-szkole-w-wieku-18-lat.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 01:02:19:

    kahlkopf

    "Tak, poza, to z tej całej informatyki, za którą średnio przepadam, to jeszcze mi się numeryka podoba. Bywa przydatne narzędzie."

    Gdy byłem studentem, to wśród kolegów informatyków panowało przekonanie, że tylko teoria kompilatorów (jeśli dobrze pamiętam), a numeryka to dla ostatnich nieudaczników, tuż obok sekcji nauczycielskiej, gdyby taka istniała. Kult zabrudzonego papieru wiecznie żywy i wszczepiany od najmłodszych lat, bo jakoś nie wydaje mi się, by w Polsce ktoś opracowywał jakieś działające kompilatory.

    Co ciekawe, na moim wydziale najzdolniejsi studenci też szli tam, gdzie byli wykładowcy z największymi osiągnięciami publikacyjnymi, a te jakimś cudem zawsze były tam, gdzie można było pracować *całkowicie samodzielnie*, czyli w szczególności przysłowiową kartką i długopisem. To jest jakiś błędne koło. Na końcu chciałoby się od nauki "przydatnych narzędzi", ale całą para idzie gdzieś całkiem obok. I kończy się tak, że nie tylko nie ma kompilatorów, ale i - jak słyszę - numeryków.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 01:14:45:

    @Pi
    Numerykiem też nie jestem, ale w swojej pracy wykorzystuję. Ja po prostu wszystkiego po trochu, by zrozumieć, co się dzieje w procesach, które badam. Lubię wiedzieć, a nie lubię podejścia czarnoskrzynkowego z magicznymi guziczkami, bo przynajmniej wtedy mogę myśleć, że panuję nad pomiarem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 01:50:40:

    @zitter
    Gowin swojego czasu chwalil sie, ze zawarl uklad z prezesem, ze ustawa przejdzie. Glownym przeciwnikiem ustawy jest Terlecki. Miedzy Duda a Ziobra iskrzy od dawna, ale Duda do ustawy na razie zupelnie nic nie ma. Za to prezydent moze zapewnic ministrowi jakas ochrone przed prokuratorem generalnym, jezeli o to toczy sie gra. Troche dziwne, ze wicepremier zdecydowal sie przedstawic prezydentowi ustawe po pierwszym czytaniu, ale poza tym spoko. PiS ogolnie jest jak akademia - tutaj glownie liczy sie, kto za kim stoi i kto ma na kogo jakie haki, a sprawy merytoryczne sa calkowicie drugoplanowe.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 02:02:42:

    Nie kupuję. Jesli data ma byc znaczaca to na tej posiadówie sejmu było też o prawie paliwowym oraz o komisji śledczej d/s wyłudzania VAT, więc jest to zbiór tematów związanych z Królikowskim.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 05:00:03:

    Sprawozdanie z debaty. orka2.sejm.gov.pl/StenoInter8.nsf/0/21200BC57892378CC1258289000B4032/%24File/62_b_ksiazka.pdf

    Pytań było ok. 100 zadawanych przez jakieś 25 Posłów.

    Większość pytań była w obronie małych uczelni, żeby ratować koszalińskie, oraz że Kielce nie zapomną.
    Ćwierć była na temat rady.
    Ćwierć trzymała poziom p.Oseł Anny Kwiecień (PiS)

    "Chciałabym zapytać, czy ta konstytucja dla nauki
    będzie również konstytucją dla biznesu, dla pracodawców
    i przyszłych pracowników. I czy ta konstytucja
    Czy jest kilka szczególnie istotnych zapisów,
    które pokazują, jakie będzie przyszłe powiązanie
    uczelni z biznesem i jaka to będzie wartość dodana
    dla naszej gospodarki? O to chciałam zapytać. Dzię-
    kuję bardzo. (Oklaski)"


    Z pozostałej ćwierci większość interesowała się obroną wysokiego wieku emerytalnego profesorów. Znany argument dyskryminacji kobiet pojawiał się, ale co zaskakujące rzadziej niż rozmaite błagania o zmiłowanie, w tym szczegółowe rozwiązania np. żeby rektor mógł przedłużać. W tej sprawie posłowie wydawali się najlepiej przygotowani do konkretnych poprawek ratujących Mariana.

    Na temat poziomu finansowania były całe trzy pytania, żadna poseła nie skumała co tak naprawdę jest napisane w ustawie, że to na szkolnictwo wyższe i naukę razem, czyli w obecnej sytuacji spadek % PKB. Dwa z tych pytań się w zasadzie nie liczą bo były o to "czy finansowanie wzrośnie do Japonii" oraz "jakie są gwarancje" (no otóż zapis w ustawie). Na temat czy terminy uchwalania statutów są realne zapytała Henryka Krzywonos, Włodzimierz Karpiński naomiast proponume przelożyć na nastepna kadencje rektorska.

    Odpowiedzi P. Mullera nie czytałem, bo po co.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 08:50:14:

    Istotną kwestią od dawna czekającą na rozwiązanie jest problem dekomunizacji polskich uczelni. Po zakończeniu II wojny światowej uczelnie nie stanowiły neutralnego, zarezerwowanego ściśle dla nauki obszaru działalności, ale stały się istotnym elementem komunizacji i wasalizacji polskiego państwa. Szkolnictwo wyższe wymaga w tym obszarze odrodzenia moralnego. Przedłożona ustawa przewiduje rozliczenie się środowiska akademickiego z okresem PRL-u. Osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły zasiadać w organach uczelni ani instytucjach przedstawicielskich.

    Jeszcze nigdy w historii ludzkości losy tak wielu nie zależały tak bardzo od widzimisię tak nielicznych durni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 09:02:09:

    Przedłożona ustawa zakłada uregulowanie minimalnej pensji asystenta, adiunkta, profesora uczelni i profesora, regulację pensum godzinowego pracowników dydaktycznych i badawczo-dydaktycznych, a także zwiększenie wynagrodzeń nauczycieli akademickich oraz uzależnienie ich wysokości od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

    Coooo? Czyżby stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość dotyczyło ustawy w wersji styczniowej, czy też pojawiła się nowa wersja ustawy, jakaś majowa, do której wróciły zapisy o powiązaniu wynagrodzeń ze średnią krajową? A reszta to ściema sugerująca, że pensje minimalne nie były dotąd nigdzie uregulowane. Co więcej, regulacja dotycząca pensum jest *gorsza* od obecnej.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 09:31:42:

    A co o tym powiedzieć:
    "osiągnięcie wartości nakładów na działalność badawczo-rozwojową w wysokości 1,7% PKB do 2020 r. oraz do 2,5% PKB w 2030 r. "
    Może podobnie należy potraktować całość tego wystąpienia? Może z niego wynika dokładnie nic i zobaczymy, co przyniosą dalsze prace?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 10:03:02:

    js.c,
    Ale to jest bzdura podwójna. Jeśli dobrze pamiętam, projekt styczniowy przewidywał wzrost nakładów w pozycji "Szkolnictwo wyższe". W każdym razie z pewnością lokalizacja tej "podwyżki nakładów" była absurdalnie nieprofesjonalna, jakby wrzucona w ostatniej chwili w pijanym zwidzie. Zapis w projekcie nie miał nic wspólnego z "działalność badawczo-rozwojową", zwłaszcza że na całym cywilizowanym świecie badania R-D są prowadzone głównie w firmach i ze środków prywatnych (wspomaganych ulgami podatkowymi, zamówieniami publicznymi etc., ale to już inna bajka).

    Wygląda na to, że stanowisku klubu PiS napisał ktoś z resortu Gowina w ramach ćwiczenia (etiudy) w pijarze. Chyba że w pośpiechu lub zamieszaniu odczytali coś, co było na tę okazję przygotowane 3 miesiące temu i nikt tej pomyłki nawet nie zauważył.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 10:20:52:

    Gowin:
    Na koniec chcę wreszcie powiedzieć o rzeczy bardzo ważnej, o obudowie finansowej. Żeby ta reforma się powiodła, muszą zwiększyć się nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe. To jest też warunek powodzenia głównego planu naszego rządu, czyli Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju, która powoduje pchnięcie polskiej gospodarki na tory innowacyjności. Nasz rząd po zmierzeniu się z wieloma, czasami bardzo dramatycznymi potrzebami społecznymi zdecydował, że w przyszłorocznym budżecie będzie o 700 mln więcej na naukę...

    W tym roku był to chyba nawet miliard więcej i podwyżki ani widu, ani słychu.

    100 tys etatów n-d to 200 tys etatów razem z administracją, pracownikami technicznymi etc. 200 tys razy 13 miesięcy (bo trzynastka jest obligatoryjna) to ok 2 mln osobomiesięcy. Z tych 700 mln Gowin musi wyjąć 150 mln na podwyżki dla "najuboższych". Zostaje 550. Z tego część wyda na tak piękne projekty, jak NAWA, Dialog etc. Zostanie może 400 mln. Nie wiem, czy części tego nie trzeba będzie wydać na powszechne stypendia doktoranckie, ale załóżmy, że po prostu zetnie się liczbę przyjmowanych doktorantów o czynnik rzędu 5-10 tak, by ten sektor zreformował się bezkosztowo. 400 mln na 2 mln to 200 zł brutto. Odejmując koszt obligatoryjnego dodatku 20%, tej trzynastki, składki pracodawcy etc wychodzi mi, że na więcej niż 100 - 130 zł brutto pieniędzy nie będzie. Najbardziej prawdopodobne jest ZERO.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 10:48:24:

    @halucinski
    Piszesz, że "[...] zawiść jest cechą ludzką, którą szczególnie pielęgnują NASI RODACY. JA tam bym się cieszył, że jest u mnie taki Magiczny Maciej [...]".

    Czyli po raz kolejny daje o sobie znać ten paradoks, że choć indywidualnie wszyscy jesteśmy dobrzy i otwarci na innych (piszesz "JA bym", ja - tzn. horny - OCZYWIŚCIE też, więc już jest nas dwóch), to jako społeczeństwo ("NASI RODACY") jesteśmy źli, zawistni.

    Oczywiście ów "paradoks" wyjaśniano już tysiące razy. Ale ja nie o tym. Twoja wypowiedź (nawiązująca zresztą do wpisu @kahlkopfa - o fatalnym recenzowaniu przez naszych rodaków, "zwłaszcza gdy jest blind"...), zawiera słowo "szczególnie".

    Czy nie jest tak, że ponieważ mamy tendencje do generalizowania anecdotal evidence, a siłą rzeczy spotykamy się raczej z zawiścią i innymi przywarami rodaków (a nie np. ludów eskimo-aleuckich), to tego typu pochopne IMHO generalizacje są nieuniknione? (Oczywiście przy pobytach zagranicznych, choćby w krajach eskimo-aleuckich, jak spotkamy tam rodaka i on ("Rodak"!) da nam w mordę, to też bardziej boli, niż postrzał z dubeltówki eskimo-aleuta).

    Przepraszam, że offtopicznie odbiegam od głównego wątku gowinizacji nauki polskiej, ale stawiam to pytanie, bo gdzież, jak nie na tym forum - "wierzę w to głęboko" (copyright by Jarosław Gowin") - uzyskam na nie odpowiedź.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 10:49:16:

    PS. Podkreślenia w cytacie oczywiście moje.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 10:50:06:

    @trzy.14

    To już akurat wcześniej gdzieś mówił, że w tym roku nic nie da. Zresztą, dla niego 100-130 zł to grosiki.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 11:39:18:

    @trzy.14
    Mowa o przyszłorocznym budżecie, przy (jak sądzę) założeniu, że nowa ustawa działa. Wtedy konieczne jest jakieś 300-400 mln na "inicjatywę badawczą", w sumie to jest najpierwsze, bo explicite zapisane w ustawie. Nie spina się to zbytnio. Nawet bez podwyżek. Przynajmniej w tej formie, w której to przedłożono.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 11:42:41:

    Czego byśmy o Ustawie 2.0 nie mówili (a wszyscy mamy wątpliwości, choć różnej natury), to ona ewidentnie wchodzi i odwrotu nie ma. Pewność siebie Gowina, zaprezentowana we wczorajszym wywiadzie dla Trójki (link poniżej), to moim zdaniem ostateczny dowód na to, że decyzja o wejściu w życie ustawy została podjęta na najwyższym szczeblu.

    www.polskieradio.pl/9/301/Artykul/2116832,Jaroslaw-Gowin-konstytucja-dla-Nauki-powstaje-w-sposob-unikalny

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 12:14:48:

    Pewność siebie jako ostateczny dowód. Abstrahując od tego kiedy Gowin nie był pewien siebie, albo Macierewicz. Rozumiem traumę, podejrzewałem ją od początku, sam przeżywałem przez ponad dekade tkwienia w toksycznym środowisku, ale z tego sie da wyleczyć.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 12:15:09:

    @maciej_magik
    No tak, ale jeśli nawet Gowin jest święcie przekonany, ze taka decyzja została podjęta, to wcale nie znaczy, że ma pełną informację w tej kwestii ani że tej decyzji nie można jutro zmienić.

    Swoja drogą nieprawdopodobny megaloman. Jesteśmy wzorem dla całej Unii Europejskiej... A dlaczego nie dla Japonii? Australii? Nowej Zelandii? Proszę nie ignorować terytoriów zamorskich, Panie "Premierze". Niech Pan będzie ich "apoglogetą".

    Swoja drogą II. O jakim kompromisie w sprawie habilitacji ta pani redaktor mówi? O tym, że jednak habilitacja zostaje (ale bez automatycznej rotacji), czy też w ostatniej chwili znowu przywrócono rotację?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 13:01:27:

    @zitterbewegung
    Zamiast sugerować mi, żebym się leczył, przeanalizuj sobie dokładnie jak to się wczoraj wszystko odbyło. Stanowisko PiS w sprawie ustawy referował nie Bernacki czy Terlecki, czyli niegdysiejsi przeciwnicy ustawy, ale jakaś wyciągnięta z kapelusza posłanka, która projekt chwaliła. Bernacki został kompletnie wyeliminowany z dyskusji, a krytyka spadła na ustawę wyłącznie ze strony opozycji. Trzeba naprawdę nie rozumieć jak funkcjonuje polityka, żeby jeszcze tutaj mieć wątpliwości. Ustawa będzie uchwalona najdalej na następnym posiedzeniu Sejmu. Szybka ścieżka, zmiany ewentualnie korektorskie. Pytanie jest więc nie o to czy ustawa będzie, ale o jej konsekwencje.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 14:57:47:

    @ maciek_magik

    Problem jest taki, że w diabła dużo zależy od aktów wykonawczych (np. konstrukcja algorytmu finansowania i oceny), dalszych działań (zatwierdzenie statutów uczelni).

    Dlatego na obecnym etapie trudno oszacować konkretne skutki. Ja stawiam, że te najgorsze będą związane z pojedynczymi rozporządzeniami (algorytm, konstrukcja PKA).

    Jednocześnie wszystkie elementy, które są potencjalnie dobre (finansowanie, doktoraty) sa na "św nigdy". Kolejny MNiSW / zły dzień w MF i wszystkie potencjalne plusy pójdą w miejsce bajek.

    Rozmydlanie procesu legislacyjnego (2 lata konsultacji i 5 wersji ustawy, plus tony plotek) to oczywiście strategia polityczna.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 15:03:52:

    przeanalizuj sobie dokładnie

    Analiza to proces racjonalny oparty na logice. To co ty robisz to jest synteza na podstawie czyjejś pewności siebie. Mieszasz te dwa porządki, niezależnie od przedmiotu dyskusji, tak nie można.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 15:29:56:

    @zitterbewegung
    Przedstawiłem krótką politologiczną analizę wczorajszych gier sejmowych wokół ustawy. Cały 'taniec sejmowy' odbywa się już w najlepsze wokół osi władza-opozycja (większość-mniejszość). PiS popiera projekt i wycisza jego przeciwników w swoich szeregach, a opozycja antagonizuje się względem projektu. Najlepsza była w tym kontekście wypowiedź Kingi Gajewskiej z PO, która wzywała Bernackiego i Terleckiego do zabrania głosu, ale próżno było czekać na ten głos. Zresztą Gowin powiedział, że teraz spotka się w tej sprawie z prezydentem. Chce wykluczyć ewentualne weto, bo wie, że w Sejmie sprawa jest de facto klepnięta. Ale Duda nie zawetuje, bo Gowin to część jego zaplecza.
    Za chwile idę do STS-u sprawdzić czy można na to stawiać, bo moim zdaniem Ustawa 2.0 to już w tej chwili pewniak. :-)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 15:40:50:

    opozycja antagonizuje się

    Chyba między sobą. Tylko PO nie jest entuzjastyczna.

    już w tej chwili pewniak

    Przecież prezes powiedział już w poprzedniej chwili.

    Sorry ale to jest taka analiza politologiczna po Rychardowsku.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 17:11:05:

    @h_hornblower:

    > Czyli po raz kolejny daje o sobie znać ten paradoks, że choć indywidualnie wszyscy
    > jesteśmy dobrzy i otwarci na innych (piszesz "JA bym", ja - tzn. horny - OCZYWIŚCIE
    > też, więc już jest nas dwóch), to jako społeczeństwo ("NASI RODACY") jesteśmy źli,
    > zawistni.

    To, co napiszę, nie jest złośliwą uwagą. Proszę tego tak nie odbierać. Sądzę, że dokonał Pan pewnego nadużycia semantycznego, interpretując moją wypowiedź. Nie posłużyłem się w swoim poście słowami sugerującymi kwantyfikator duży, np. ,,wszyscy'', ,,każdy''. Owszem, w logice zdanie z podmiotem ,,nasi rodacy'' oznacza całą populację polską, ale tu, na forum, piszemy przecież w języku naturalnym, w którym ,,nasi rodacy'' to, z punktu widzenia logiki, kwantyfikator mały, czyli ,,niektórzy''. O tym pisze się w wielu podręcznikach z logiki. Innymi słowy, moja wypowiedź o szczególnym pielęgnowaniu zawiści przez naszych rodaków nie odnosi się wszystkich Polaków (khe, khe, poza Panem, pozostałymi forumowiczami i mną).

    Idąc dalej tym tropem, muszę napisać, że Pańska interpretacja: ,,indywidualnie wszyscy jesteśmy dobrzy i otwarci na innych'', jest nietrafna. W zacytowanym przez Pana fragmencie: ,,Ja tam bym się cieszył'', podmiot, który Pan zresztą wyróżnił graficznie, odnosi się tylko do mnie (,,ja''). Wydawało mi się to oczywiste, bo z uwagi na fleksję czasownika, będącego orzeczeniem, która jednoznacznie określa 1. os. l.poj. podmiotu, na co dzień raczej nie używamy zaimka ,,ja''. Jego pojawienie się ma szczególnie podkreślać, że chodzi o mówiącego. To oznacza, że ten fragment wypowiedzi można w najlepszym razie interpretować: ,,ja jestem dobry i otwarty na innych''. Moim zdaniem nie ma więc powodu, by generalizować moją wypowiedź w taki sposób, jak Pan to zrobił.

    > Czy nie jest tak, że ponieważ mamy tendencje do generalizowania anecdotal
    > evidence, a siłą rzeczy spotykamy się raczej z zawiścią i innymi przywarami
    > rodaków (a nie np. ludów eskimo-aleuckich), to tego typu pochopne IMHO
    > generalizacje są nieuniknione? (Oczywiście przy pobytach zagranicznych,
    > choćby w krajach eskimo-aleuckich, jak spotkamy tam rodaka i on ("Rodak"!)
    > da nam w mordę, to też bardziej boli, niż postrzał z dubeltówki eskimo-aleuta).

    Moja opinia o zawiści jako polskiej cesze narodowej ma dwa źródła: moje obserwacjach (czyli moje doświadczenie życiowe) i obserwacje pewnej części moich krewnych. Tak się akurat złożyło, że moja rodzina ma korzenie polsko-niepolskie (nie mylić z korzeniami polsko-polskimi!). Zarówno polska, jak i niepolska część rodziny mieszka w tym samym regionie geograficznym, przedzielonym granicą państwową. Jedni mieszkają ,,przed'' granicą, drudzy -- ,,za'' granicą. Z tej racji obie części rodziny znają sporo osób zarówno ,,zza'', jak i ,,sprzed'' granicy.

    I teraz sedno mojej odpowiedzi. Moi krewni ,,zza'' granicy mają, siłą rzeczy, niezły przegląd tzw. cech narodowych ich rodaków i moich rodaków. Zdaniem niepolskiej części mojej rodziny poziom zawiści wśród Polaków jest dużo, dużo wyższy niż wśród ich rodaków. (Dla porządku dodam, że w ocenie moich niepolskich krewnych ich rodacy także mają pewne przywary, które urastają do rangi cech narodowych, tyle że akurat tą przywarą nie jest zawiść).

    Jak Pan widzi, moją ocenę: ,,zawiść jest cechą ludzką, którą szczególnie pielęgnują nasi rodacy'', opieram nie tylko na swoim oglądzie, ale także na obserwacjach osób innej narodowości, które jednak mają wśród Polaków wielu znajomych i przyjaciół, często przyjeżdżają do Polski, bywają w naszym kraju całymi tygodniami, a niejednokrotnie nawet tu pracują. Oczywiście zarówno ich obserwacje, jak i moje są nacechowane piętnem subiektywności, nikt z nas nie prowadził prac badawczych o poziomie zawiści tu i tam. To chyba jest jasne. Mimo to uważam, że mam dość solidne podstawy twierdzić, że zawiść jest naszą cechą narodową. Raz jeszcze podkreślę: nie oznacza to, że tę przywarę przypisuję każdemu Polakowi. Większości tak, ale nie wszystkim.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 17:15:32:

    @h_hornblower:

    > stawiam to pytanie, bo gdzież, jak nie na tym forum - "wierzę w to głęboko"
    > (copyright by Jarosław Gowin") - uzyskam na nie odpowiedź.

    Zgadzam się, że takie generalizacje są nieuniknione, ale też często pochopne. Wydaje mi się jednak, że uzasadniłem swoją opinię o zawiści jako polskiej cesze narodowej na tyle dobrze, że nie powie Pan, że moja generalizacja jest pochopna.

    Mam nadzieję, że odpowiedziałem na Pańskie pytanie.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 18:22:54:

    Ponieważ dyskusja o zawiści rozwinęła się niejako na bazie mojego (skromnego) przypadku, to pozwolę sobie zabrać głos na ten temat. Nie uważam, żeby w przypadku polskiej akademii problemem była zawiść jako taka. Inaczej mówiąc, nie uważam, że praktyki, które można zinterpretować jako 'zawiść' są jakoś wyjątkowe dla naszych uniwersytetów. Na znanych mi uniwersytetach zachodnich też jest ostra walka o władzę, prestiż, zasoby, a także porównywanie się z innymi i autentyczna międzyludzka niechęć. To są moim zdaniem immanentne cechy kondycji ludzkiej. Ale tam (na Zachodzie) oprócz tego każdy ważny gracz robi też coś merytorycznego. Wyróżniającą cechą naszych uniwersytetów, w tym 'flagowych', jest istnienie kategorii ludzi, często wysoko postawionych, którzy zajmują się już tylko tą 'technologią zawiści', by tak rzec, czyli gierkami, utrącaniem, deprecjonowaniem, 'zadziobywaniem' (jak to określił Zgred) itd. A gdy sprawdzi się takiego polskiego 'ważnego gracza' na Scopusie czy JCR, to często hula wiatr. I to jest prowincjonalne i przykre, że można dojść do wysokiej pozycji właściwie bez merytorycznego wkładu.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 18:39:55:

    można dojść do wysokiej pozycji właściwie bez merytorycznego wkładu

    To jest powszechne. U siebie obserwuje mechanizm taki: na swiecie kiełkuje ważna dziedzina A, u mnie hype cycle jest dość krótki. Terminujący dr hab. X przekwalifikuje się na A i nagle jest świetnym specjalistą. Dostaje granty bo reprezentuje A na uczelni z odpowiednim potencjałem realizacji, tj. flagowej. Może też lepiej umie przepisywać z tabloidów i oczarowywać niż inni (świetnie to umie, bo jego przetrwanie zawsze sie na tym opierało, nie żadnym meritum). Może też inni tak nie piszą bo realizują mozolnie od lat podobne programy i mają do pokazania skromne tylko konkrety a nie buzzword-compliant zapowiedzi wizji i zstąpienia ducha.

    Tak multiplikuje się szczęście i samozadowolenie w jednostce. Próbujący coś zrobić na serio natomiast chodzą sfrustrowani, nie wiadomo o co im chodzi i po co w ogóle zatruwają i jeszcze czegoś chcą. Więc oczywiście są podejrzani. Coś z nimi nie tak. Rodzą sie animozje i zawiści.

    To nie jest cecha polska że jest walka. Polskie jest to że o sprawy elementarne.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 19:13:00:

    @maciek_magik
    > A gdy sprawdzi się takiego polskiego 'ważnego gracza' na Scopusie czy JCR, to
    > często hula wiatr. I to jest prowincjonalne i przykre, że można dojść do wysokiej
    > pozycji właściwie bez merytorycznego wkładu.


    @zitterbewegung
    > Może też lepiej umie przepisywać z tabloidów i oczarowywać niż inni (świetnie
    > to umie, bo jego przetrwanie zawsze sie na tym opierało, nie żadnym meritum).
    > inni (...) mają do pokazania skromne tylko konkrety a nie buzzword-compliant
    > zapowiedzi wizji i zstąpienia ducha.


    Witam w klubie cyników i zaplutych karłów frustracji szczających (excusez le mot) do mleka "diamentom" i "filarom".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 19:15:49:

    A przy okazji użyteczny link (link) do Scopusa dający dostęp do podstawowego profilu autora spoza sieci uczelnianych i bez logowania. Być może już dobrze znany, być może nie, ale dość wygodne, szczególnie, gdy trzeba "na chybcika" kogoś sprawdzić na smartfonie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 21:30:53:

    Niespodziewanie zmieniono plan, zamyka się posiedzenie sejmu i komisja edukacji nie zdąży się zebrać w celu rozpatrzenia projektu na drugie czytanie. Oczywiście zawsze można mu zrobić szybką ścieżkę, więc whatever, ale jeszcze nie dzisiaj.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 22:15:02:

    Pobawię się w politologa.

    Równie dobrze PiS mógł wystawić tę niekumatą panią tylko dlatego, by oszczędzić sobie (kolejnego) wystawienia się na ogień krytyki mediów. Jak by to wyglądało, gdyby przedstawiciel PiS skrytykował publicznie projekt Gowina? Oni są niesamowicie wrażliwi na krytykę medialną, więc oficjalnie jeden wspólny front, a nie jak Miller z Kwaśniewskim.

    Terminowe przegłosowanie ustawy mniej więcej w jej obecnym duchu byłoby pewne tylko wtedy, gdyby na tym posiedzeniu poparł ją Terlecki. A tak wiadomo tylko, że ustawa zostanie przepchnięta, jednak nie wiadomo ani kiedy, ani w jakiej postaci i czy na końcu nie zawetuje jej zły prezydent w zamian za cichy deal na innym froncie, a byłoby to rozwiązanie honorowe dla wszystkich. Przy czym strona merytoryczna ustawy oczywiście nie ma żadnego znaczenia, liczą się tylko wybory i utrzymanie/poszerzenie władzy.

    Tak, to tylko moje projekcje.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 22:32:58:

    Ale co z tego, że ustawa przejdzie. Bo raczej przejdzie. Chodzi o ostateczny kształt reformy. Nie widzieliście wywiadu z młodym Mullerem? Zamiast 250 czasopism polskich na liście ministerialnej ma być 500. To zmienia całkowicie reformę i niweluje jej rewolucyjny charakter. W naukach społecznych oznacza to, że każdy tytuł za 10 i więcej punktów będzie miał teraz automatycznie punktów 20.

    Mało tego, może się okazać że publikacje jednoautorskie w symbolicznym Ziemniaku Polskim będą więcej warte niż współautorskie prace w czasopismach z Impact Factorem.

    Beton zgrabnie przystąpił do skutecznej kontrofensywy, a Gowinowi wszystko jedno bo ma "reformę". Tylko naiwni zwolennicy rewolucji projakościowej jak Obywatele Nauki mają się z pyszna, bo po raz 138 zostali wystrychnięci na dudka.

  • bmich napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 22:46:47:

    A co jeśli ustawa zostanie maksymalnie okrojona do poziom ogólnikowości, natomiast sprawy fundamentalne rozstrzygną się na poziomie ministerialnych rozporządzeń? I wtedy znowu będzie można reinterpretować sytuację na zasadzie "Car dobry, źli bojarzy". Kontekst wyborów samorządowych i przyszłorocznych jest moim zdaniem kluczowy. PiS się już poślizgnał 10 lat temu na biernym oporze wobec oświadczeń, więc musi się nauczyć traktować narcysttyczne środowisko akademickie nieco inaczej.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 22:56:07:

    Ale co z tego, że ustawa przejdzie. Bo raczej przejdzie.

    Oczywiście, chociażby głosami Nowoczesnej.

    Dla nauki ona i tak ma znaczenie takie jak się domyślasz.

    ALE będzie burdel z wydziałami (wcale nie jest powiedziane że przynajmniej odejdą po trzy konkurencyjne kierunki na wydziale) ORAZ skrzywdzone zostaną te roczniki które na to trafią. Zresztą już jest skrzywdzony najbliższy gdzie sieroty po gimnazjach spotkają się z drugim rocznikiem i będzie (projakościowy skuces) od razu trudniej dostać się na studia (tymczasem wskaznik sklaryzacji, raczej sredni w Europie, systematycznie spada!)

    Będzie też znakomicie sie organizować PR-owcom w tej mętnej wodzie. Powstanie wiele Nowak- i Kowalska-labów.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 23:00:25:

    Ale tak się właśnie dzieje, tyle że to rozporządzenie o czasopismach w nowej wersji ma uwzględnić nie 250, a 500 tytułów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 23:11:42:

    @Pi
    Szkoda, że nie podesłałeś, a opinie kolegi Piotra Steca są jak zwykle ciekawe, choć oczywista, oczywistość (cytując klasyka polskiej sceny politycznej) nie musimy jota w jotę ze wszystkim się zgadzać, ale, link:
    piotr-stec.pl/2018/05/05/czy-widzisz-swiatelko-w-tunelu-czesc-ii/

    Myślę, że podsumowanie autora blogu jest bardzo trafne, cytuję:
    "Summa fecit: ten sam akt prawny, te same dane, różne spojrzenia. A my wciąż idziemy tunelem i widzimy światełko. I nadal nie wiemy, czy to wylot z tunelu, czy nadjeżdżający pociąg. Napięcie rośnie.

    Post scriptum

    Uprzedzając złośliwych komentatorów tak, wiem, że z perspektywy maszynisty być może widać 2 idiotów na torze."

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/10 23:48:04:

    @flamengista
    Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pewne pytanie parametryzacyjne i myślę, że Pan może będzie znał odpowiedź. Czy jeśli ktoś zgłasza publikację powiedzmy trójautorską, to czy będzie się to liczyć, że zgłosił jedną publikację czy 1/3 publikacji? Innymi słowy, czy publikacja ta zajmuje jednego (całego) 'slota' czy 1/3 'slota'? Jeśli odejmujemy punkty za współautorstwo, to tylko ta druga opcja wydaje się sensowna i sprawiedliwa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 00:07:22:

    @maciek_magik
    Niestety wypełni cały slot, czyli ze szkodą dla uczelni. Chyba, że będzie to publikacja za 140, 200 lub monografia za 250 pkt. To jest właśnie ten największy problem, który został tu poruszony, że pierwiastek z ułamka doprowadzi do tego, że jednoautorski artykuł ze śmieciowego czasopisma będzie więcej wart, niż publikacja wieloautorska w dobrym czasopiśmie branżowym, które będzie mieć 100 pkt. w nowym rozdaniu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 00:30:21:

    @maciek_magik
    Po prostu publikacja jest liczona per sztuka, tylko, że punkty się dzielą. Sloty są na sztuki, nie mają limitów punktowych.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 01:48:42:

    @kahlkopf
    Dziękuję za odpowiedź. Nie będzie to może aż tak, że czasopismo śmieciowe będzie miało więcej niż artykuł wieloautorski za 100 pkt. Bo śmieciowe będzie miało max 20 pkt., a artykuł za 100 pkt. z 10 autorami będzie dawał 32 pkt. (i to przy założeniu, że tylko jeden autor jest z danej jednostki). Ale to i tak jest idiotyzm z tym dzieleniem punktów, bo to zniechęca do współpracy. Poza tym to wszystko może nie być wystarczającym impulsem do zmiany. Z drugiej strony, nawet jesli będzie 500 czasopism polskich, to i tak jest to znaczna redukcja ich liczby. Będzie duża presja na te czasopisma, przede wszystkim dlatego, że aby się doktoryzować lub habilitować trzeba będzie tam publikować. To może oznaczać duże zmiany dla samych tych czasopism.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 02:23:37:

    500 czasopism to zdecydowanie za dużo i nie wywoła żadnej zmiany jakościowej. W moim otoczeniu wszyscy ci, co 3 razy do roku jadą na cykliczną konferencję do zaprzyjaźnionych ośrodków, płacą fee i publikują referat w 12-punktowcu, będą to robić nadal.

    A różnica 20 punktów za rzecz pisaną bez wysiłku i publikowaną "z automatu" i 32 punktów za 2-3 lata ciężkiej pracy to marny dowcip. Z perspektywy szefa jednostki to też nie będzie tak duża różnica punktowa, by doceniać tych za 32 punkty.

    To niesamowite, ile wysiłku włożono w reformowanie po to tylko, by zostało po staremu.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 08:16:39:

    @flamengista:
    czy te 500 czasopism polskich można jakoś powiązać z listą B i C?
    Czyli na przykład, że jest to wszystkie czasopisma z listy C + czasopisma z listy B pow. 10 pkt, 12 punktów, a może jeszcze wyższy prób odcięcia?

    Właśnie mam zaproszenie na konferencję i w zależności od tego czy zagwarantowana publikacja da punkty dla uczelni czy nie (inaczej dyrektor instytutu będzie się wściekał) podejmę decyzję.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 08:30:17:

    @flamengista
    Myślę, że nawet obecny system, który jest prostszy i nie przewiduje dzielenia punktów jest bardziej motywujący. Poza tym zobaczcie, że 2-3 publikacje jednoautorskie w śmieciowym czasopiśmie i punktów więcej niż za patent. Na dodatek branie po 4 publikacje od każdego może nawet spowodować, tam gdzie nie ma dobrych wzorców publikacyjnych na zalew słabymi. Po prostu punktoza w innej odsłonie. Ale to i tak jest tylko jednym z negatywnych aspektów tej reformy. Ważniejszymi rzeczami, są kwestie, które słabiej są uwypuklane, jak choćby to, że sporo rzeczy będzie zależało tylko od ministra, jego ręcznego sterowania i uznaniowości. Wprowadzanie procedur tajne/poufne dokładnie temu sprzyja, aby przechodzili ci co mają przejść i dostać środki, a nie ci co mają osiągnięcia lub dobre pomysły. Stąd to krzyczenie o zwiększonej autonomii uczelni jest pozorem, w rzeczywistości ulega dalszemu ograniczaniu. I powtórzę znowu, proszę przedstawić kosztorys wprowadzania tej reformy. Ja nie chcę już słyszeć, że ileś miliardów zł idzie na naukę, bo to nie jest prawda, bo te pieniądze idą, ale jak widać na urzędników i kolejne agencje ministerstwa. Czy też na kampanie promocyjne, jak choćby pozorowane uzgadnianie ustawy2.0 z naszym środowiskiem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 08:39:04:

    maciek_magik,
    Pan zapewne jest ciekawym przykładem na to, jak wielki wpływ na naszą działalność i *pozycję zawodową* mają regulacje prawne. Pan, skoro przez wiele lat był za granicą i zrobił tam doktorat, zapewne ma wciąż zagraniczne kontakty, a to oznacza wieloautorskie i wieloośrodkowe publikacje. To z kolei oznacza, że jeżeli nie publikuje Pan w Nature, to obejmie pana pierwiastek. I wtedy nagle te krajowe "Ziemniaki polskie" koleżanek z IS UW okażą się więcej warte niż pana zagraniczne artykuły spierwiastkowane liczbą zagranicznych autorów.

    Podobny problem jest od lat w fizyce (i zapewne medycynie), gdzie jeden artykuł może mieć 5 tysięcy autorów, w tym 10 z 5 polskich instytucji naukowych. W pierwszej parametryzacji punktacja takich artykułow zasadniczo dzielona była przez liczbę współautorów (z wyjątkiem artykułów za ówczesny max punktów) i "kolaboranci" dawali do parametryzacji marginalny wkład; póżniej przez 2 kolejne prametryzacje zrezygnowano z dzielenia przez liczbę autorów, wprowadzono wagi 1, 0.75 i 0.5, ale jednocześnie wprowadzono sloty, nieoficjalnie w prametryzacji nr 2 i oficjalnie w parametryzacji nr 3, w związku z czym 60 publikacji bardzo wieloautorskich zaczęło się liczyć jak 30 pełnoprawnych publikacji jednoautorskich i nagle kolaboracje stały się oczkiem w głowie każdego wydziału. Wg obecnego projektu większość prac kolaboracyjnych prawdopodobnie znów przestanie się liczyć (choć nie znamy szczegółów punktacji, która ze względu na rozszerzenie listy czasopism o Scopusa pomieści w każdej przegródce punktowej więcej czasopism niż dotychczas, poza tym pozycja szczebelków na drabince "prestiżu" czasopism również ulegnie zmianie). Ale najważniejszą zmianą jest ograniczenie liczby fantów, jakie jedna osoba może włożyć do parametryzacyjnego worka "podstawowej jednostki organizacyjnej" do bodaj 4. I nagle kolaboracje "wolnych strzelców" przestają mieć dla \strikeout{wydziału} jednostki znaczenie "być-albo-nie być".

    Tak więc ta sama osoba publikująca w dokładnie ten sam sposób przez 16 lat w jednych parametryzacjach będzie gwiazdą, w innych skończonym gamoniem. I to jest naprawdę ciekawe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 08:47:01:

    kahlkopf,
    Ja przeliczałem (z grubsza) efekt nowego rozporządzenia dla mojego wydziału, z wyjątkiem warunku "max 4", bo trzeba by do tego skrobnąć niezły algorytm. Uwzględnienie pierwiastka (i niczego więcej) dla publikacji 40- i wyrzucenie slotów powoduje, że do kategoryzacji weszłyby z całą pewnością WSZYSTKIE publikacje jednoautorskie / jednoośrodkowe z listy A (a u mnie publikacji na B i C praktycznie nie ma). Myślę, że nawet te kilka sztuk z B by się załapało. Uwzględnienie "max 4" tylko by ten efekt pogłębiło.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 08:57:33:

    @fla @maciek @kahlkopf
    Nie 20, tylko 10 punktów dla 250/400/500 czasopism polskich spoza Scopusa, a czasopisma do programu pomocowego mają być wyłonione w procedurze konkursowej, nie z jakiegoś automatu.
    "sloty" powinny zostać - jak w poprzedniej parametryzacji.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 09:04:44:

    @maciek
    Będzie duża presja na te czasopisma, przede wszystkim dlatego, że aby się doktoryzować lub habilitować trzeba będzie tam publikować.

    No nie, do awansów w obecnych zapisach potrzebne są publikacje w Scopusie.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 12:11:37:

    @trzy.14
    Ja akurat w swoich publikacjach miałem dotychczas maksymalnie jednego współautora, więc pierwiastek nie jest dla mnie aż taki straszny. Poza tym, jeśli prawdą jest to, że wykaz będzie wg Scopusa, a także zawierał będzie więcej niż zakładano czasopism polskich, to myślę, że opublikowanie 1 artykułu na rok za 140 pkt., a więc bez pierwiastka, może dla mnie nie być takie trudne. Wg projektu rozporządzenia 140 pkt. to górny decyl WYKAZU MINISTRA, a nie górny decyl Scopusa czy tym bardziej WoS.To istotna różnica. A przecież rozszerzanie z WoS do Scopusa i włączanie czasopism z dzisiejszej listy B oznacza dodawanie czasopism wyłącznie na dole wykazu. Jeśli do tego rację ma nobooks, że była lista B dostanie 10 pkt. (nie 20), to patrzę w przyszłość z optymizmem.
    Generalnie myślę, że zmiany idą jednak w dobrym kierunku, choć powinny być z pewnością bardziej radykalne. Myślę też, że Państwo w większości nie doceniacie znaczenia powiązania wykazu czasopism z nowymi wymogami doktorskimi i habilitacyjnymi. Np. w naukach politycznych w Polsce uzyskać cykl habilitacyjny 5 publikacji ze Scopusa to dla znakomitej większości ludzi będzie naprawdę, delikatnie mówiąc, duże wyzwanie. Spodziewam się więc ogromnej presji na te czasopisma, o których pisze @flamengista, tj. te z obecnej listy B, którym zostanie dana szansa wejścia na główny wykaz. I będzie to presja ogromna nawet wtedy, gdy będzie to 500 czasopism.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 13:18:09:

    @maciek_magik
    Ok. Jeśli ma to być 1 decyl MNiSW, to mam tu pewne obawy, że mogą się pojawić różne grupy interesów, podobnie, jak z tymi czasopismami polskimi, czekającymi na Scopus. Żeby nie było nagle tak, że pojawi się jeszcze dodatkowa punktacja ekspercka, która jeszcze dodatkowo będzie pozycjonować żurnale. Jeśli chodzi o 5 artykułów indeksowanych przez Scopus, to nie stanowi to problemu, by zrobić to nawet w ciągu roku. Oczywiście pod warunkiem systematycznej pracy swojej i zespołu. Ale tak, jak już pisałem, to jest jeden z wielu problemów, które niesie ustawa i akty wykonawcze z nią związane. Bardzo dobrze by było, żeby nowa punktacja nie przyćmiła poważniejszych zagrożeń, zwłaszcza, gdy ma się zmienić cały ustrój wewnętrzny uczelni, przy równoczesnej zasadniczej zmianie kompetencji zarządzania nimi.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 14:20:31:

    @ maciek.magik

    "Np. w naukach politycznych w Polsce uzyskać cykl habilitacyjny 5 publikacji ze Scopusa to dla znakomitej większości ludzi będzie naprawdę, delikatnie mówiąc, duże wyzwanie"

    Czy rzeczona grupa ludzi:
    a) Dostała porządne przygotowanie jeśli chodzi o współczesne metody badawcze w politologii?
    b) Dostała komputery, biurka i zaplecza literaturowe?
    c) Dostała budżet na badania, bazy danych, wynajem moderatorów, proofreaderów i redaktorów statystycznych?

    Bo w skali świata, to są normalne narzędzia uprawiania nauk HS. To, że Panu lub mnie cośtam się udało garażowo, nie oznacza, że samizdat jest rozwiązaniem skalowalnym do poziomu kilkunastu instytucji.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 14:44:08:

    @maciek_magik
    cykl habilitacyjny 5 publikacji

    Czy to jest tylko przykładowe wymaganie czy projekt ustawy/rozporządzenia gdzieś o tym mówi?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 17:41:30:

    @nobooks: skąd masz informację o 10 pkt. dla 500 czasopism wyłonionych w konkursie?

    Bo widać się znowu zmieniło: Górniak nam opowiadał, że czasopisma te miały być tak traktowane, jakby na Scopusie były (czyli min. 20 pkt.).

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 17:58:47:

    Szeregowy poseł jest chory - może nawet idzie pod nóż - teściowa mojej znajomej będąc wtedy młodsza o lata od szeregowego posła, mając to samo co ma szeregowy poseł - zmarła w wyniku śmiertelie niebezpiecznych powikłań, o które podobno w tym wieku niezwykle łatwo przy tym akurat schorzeniu.

    To niby nie ma związku - ale na moj babski nos - może być dla nas ważniejsze niż jakieś wcześniejsze deklaracje.
    Dowolne fikumiku od strony kogoś kto się wychyli może być dlań gorsze niż zdrada o świcie. Co oznacza, że niektóre decyzje będą się przewlekać lub nie wejdą.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 18:34:17:

    @halucinski
    Tak, dziekuję za odpowiedź. Zostawmy już tę zawiść gdy płoną lasy.

    @pigwa
    Szczyt postmodernistycznej narracji. Nic nie zrozumiałem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 18:53:21:

    h_hornblower,

    Wydaje mi się, że Pigwa napisał, że pod nieobecność Miłomściwego jego najwierniejsi przyboczni (bo przecież nie druhowie), pomni swych wcześniejszych wygłupów, włączyli zamrażarkę idei i czynów. Kto wie, może z tego właśnie powodu PiS gnije w swojej postawie wobec niepełnosprawnych? Czy koństytucja 2.0 też będzie tak więdnąć, aż liście z drzew opadać zaczną?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 19:11:41:

    @redezi
    Nie do końca rozumiem Twoją wypowiedź. Co to znaczy "Dostała porządne przygotowanie jeśli chodzi o współczesne metody badawcze w politologii?". Metodologię trzeba znać, a jak się nie zna, to należy się nauczyć. To naukowcy rozwijają metodologię, więc uczenie się jej od jakichś podmiotów zewnętrznych jest niepoważne i nieprofesjonalne. Dostęp do literatury jest, przynajmniej na UW. A proofreaderzy i redaktorzy statystyczni, no cóż, tu też uważam, że poważny naukowiec raczej nie korzysta z takiej pomocy, zwłaszcza w przypadku statystyki. Statystyka to narzędzie badawcze, które trzeba znać, żeby rozumieć, co się robi (jeśli się używa metod statystycznych). A jak chodzi o 'moderatorów', to w ogóle nie wiem, o co Ci chodzi.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 19:16:10:

    @naukowiec2.0
    Projekt ustawy mówi o książce w wydawnictwie z listy ministerialnej lub cyklu artykułów również z listy ministerialnej. To w przypadku habilitacji. W przypadku doktoratu, aby otworzyć przewód trzeba będzie mieć analogiczną książkę lub jeden artykuł z listy

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 21:00:27:

    @maciek_magik,

    Projekt mówi o osiągnięciach, a więc o 2 książkach lub 2 cyklach lub książce i cyklu.

    @redezi
    > a) Dostała porządne przygotowanie jeśli chodzi o współczesne metody badawcze w politologii?

    To jet moim zdaniem, jako osoby całkowicie na zewnątrz społ-humów, kluczowa sprawa. Przygotowanie można dostać tylko od swoich profesorów, a potem próbować dojść dalej niż oni. Jeżeli polska politologia jest właśnie taka polska, to gdyby Maciek nie wyjechał, to jeśli nie jest jakimś nieprzeciętnym talentem, sam by tego warsztatu nie zdobył. Problem jest w tym, że ci profesorowie nawet sobie z tego nie zdają sprawy (że prawdopodobnie wyrządzają swoim wychowankom krzywdę).

    > b) Dostała komputery, biurka i zaplecza literaturowe?

    Ech, czy potrzeba coś więcej niż sci-hub? Czy naprawdę gdzieś w Polsce, w dobie Internetu, problemem jest biurko, komputer, zaplecze literaturowe?

    > c) Dostała budżet na badania, bazy danych, wynajem moderatorów, proofreaderów i redaktorów statystycznych?

    Kim są moderatorzy?
    Kim proofreaderzy?
    Redaktor statystyczny???

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 21:47:36:

    A to feler...

    www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PlanPosKom.xsp#row1Rozpatrzenie (godz. 12)

    Czy to oznacza, że nastąpiło przesunięcie posiedzenia tej komisji na następne posiedzenie Sejmu?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 23:08:46:

    @fla
    Przepraszam, pomyliły mi się dwie listy uzupełniające. Te z programu pomocowego faktycznie mają mieć 20 punktów, czyli najniższa wartość z właściwej listy ministerialnej, natomiast 10 punktów, to te ze starych list C i B12+ za 2017 i 2018.
    Natomiast, @maciek, wydaje mi się, że to są listy uzupełniające i stosone kwantyle będą liczone wyłącznie na czasopismach (i proceedings!) ze Scopusa, już choćby dlatego, że czasopisma z programu pomocowego z definicji w Scopusie nie są, więc miara potrzebna do rangowania u nich w ogóle nie wystąpi.
    I tak, wymóg niechby i 2 artykułów w czasopismach ze Scopusa jest ciągle wyraźnie ostrzejszy od monografii u garażowego wydawcy, nawet przy dolnym kwartylu Scopusa, bo to ciągle są w większości przyzwoite czasopisma z faktycznym procesem recenzyjnym.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/11 23:27:42:

    @trzy.14
    W politologii i socjologii profesura to istotnie główny hamulcowy postępu. Nie przekazują warsztatu, bo sami nie uprawiają nauki na poziomie światowym. To widać gołym okiem. Dla przykładu, kolega z politologii na jednym z dużych uniwersytetów mówił mi ostatnio, że u nich właśnie zredukowali na studiach statystykę do 15 godzin (na całych studiach). No to ja przepraszam, ale w dobie big data, wielkich skumulowanych zbiorów danych itp. zmniejszenie liczby godzin statystyki? O czym świadczy taki krok jak nie o kompletnym braku zrozumienia tego jak się dzisiaj uprawia naukę? Takie przykłady można mnożyć. I niestety, jeśli kierowalibyśmy się dobrem publicznym i tym jak wydawane są publiczne pieniądze, to znakomitą większość profesury z politologii i socjologii właściwie należałoby z publicznych uczelni zwolnić, bo stanowią oni wyłącznie szkodliwe i drogie obciążenie dla tych uczelni.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 08:06:08:

    Wątpię, czy żeby przekazywać "warsztat" trzeba uprawiać naukę na światowym poziomie. Za komuny na SGPiSie (dziś i przedtem SGH) całkiem nieźle nauczano statystyki i ekonometrii, mimo że nauki na "światowym poziomie" z pewnością tam nie uprawiano (delikatnie mówiąc - oczywiście było kilka wyjątków).

    Bajdełej, całkiem poważnie pytam: co to jest dla Was uprawianie nauki na światowym poziomie? Bo przecież nie publikowanie w Scopus...

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 09:10:23:

    @maciek:
    Metodologię trzeba znać, a jak się nie zna, to należy się nauczyć. To naukowcy rozwijają metodologię, więc uczenie się jej od jakichś podmiotów zewnętrznych jest niepoważne i nieprofesjonalne
    Gruba przesada. Skąd niby ma się znać jak w programie nauczania na dwóch kierunkach studiów nie miałem ani jednego przedmiotu metodologicznego.
    Z tzw. badań statutowych nie można finansować szkoleń dla pracowników.
    Uczenie się od "jakichś podmiotów zewnętrznych" w ramach letnich szkół adresowanych dla młodszych pracowników, udział w workshopach, itp. jest jak najbardziej poważny.

    @3.14
    Ech, czy potrzeba coś więcej niż sci-hub? Czy naprawdę gdzieś w Polsce, w dobie Internetu, problemem jest biurko, komputer, zaplecze literaturowe?
    Laptop jaki dysponuje pochodzi z roku 2011. Nowszy kupiłem z własnych pieniędzy. Wiem, równie dobrze mogę pisać na maszynie, a wyliczenia nie robić w STATISICA, SPPSS tylko na abakusie.
    Niestety, u mnie jest tak, że nawet baza szwankuje, więc jak trochę z kosmosu dla mnie psioczenia na takich jak ja że wielkiej nauki nie robią, podczas gdy prywatne koperty przynoszę na uczelnię, bo w magazynie nie ma.

    > c) Dostała budżet na badania, bazy danych, wynajem moderatorów, proofreaderów i redaktorów statystycznych? [i/]
    Dla HS dostęp do bazy danych, najęcie firmy co przeprowadzi ankietyzację na dużej próbie jest wygodne.
    Wiem, wiem, pewnie można samemu brać telefon i wydzwaniać po firmach znajdując namiary w internecie. Wiem też, że niektórzy angażują do tego studentów, ale dla mnie to już przesada.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 09:58:41:

    @p-tau
    Masz rację, co do uprawiania nauki na światowym poziomie, że w Polsce najoględniej to jest partyzantka. Problemem i to na tych największych flagowych uczelniach jest biurko, nie pisząc już o pozostałym sprzęcie. Jak chce się prowadzić badania, to jest ciągłe kombinowanie skąd pieniądze, a często wygląda to tak, że trzeba wyłożyć z własnej kieszeni. Zwłaszcza, gdy z badań statutowych dostanie się góra 2-3 tys., za które przydałoby się przynajmniej jedną konferencję obskoczyć. I tak ciągle dokładamy, to flamasterki do tablicy do prowadzenia ćwiczeń lub wykładów, własny laptop, drobne naprawy w lab, korekty językowe, itp. Wszyscy tylko chcą, ale realnej pomocy nie ma, wręcz często przeciwnie, jeszcze się utrudnia pracę, dorzucając obowiązki organizacyjne i administracyjne. Stąd tak ważna jest współpraca, za którą do tej pory można było zapłacić barterem, czyli punktami za publikacje. Teraz po wprowadzeniu ułamków, pierwiastków z ułamków przestaje to być opłacalne. Ja widzę, że będzie mniej pieniędzy, za to poprzeczki mają pójść wyżej. Dla mnie reforma nie rozwiązuje podstawowego problemu, tj. źródeł finansowania i ustanowienia właściwej kultury pracy. Ustawa2.0 to nic innego jak zwiększanie wyzysku jednych i uprzywilejowanie małych grupek, które mają wejścia do władzy.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 10:30:58:

    @p-tau
    Zaszło pewne nieporozumienie. Uczenie się metodologii na szkołach letnich czy workshopach jest rzeczywiście jak najbardziej poważne, zgadzam się z Tobą. Sam 10 lat temu brałem udział w metodologicznej szkole letniej. Chodziło mi o coś innego, a mianowicie o takie praktyki, że np. duży wydział nauk społecznych na 'flagowym' uniwersytecie zatrudnia firmę badań rynkowych i marketingowych do uczenia metodologii. Znam takie przypadki. To jest kompromitujące, bo to uczeni powinni rozwijać metodologię oraz wykładać ją innym uczonym, a także osobom spoza akademii (choćby podczas szkół letnich).
    Jeśli musimy dokonywać outsourcingu metodologii, czyli naszego podstawowego narzędzia rozumienia świata społecznego (a także, co może istotniejsze, czynnika decydującego o swoistości i wyjątkowości nauki), to do czego tak naprawdę jesteśmy potrzebni? Jak chodzi o polską socjologię i politologię, to bycie na bakier z nowoczesną metodologią, powszechne niestety także wśród 'elity' tego środowiska (czyli tzw. 'samodzielnych pracowników nauki'), jest jednym z głównych czynników, dla których uważam, że w Polsce należałoby zaprzestać finansowania tych 'nauk' z pieniędzy publicznych.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 10:32:39:

    @kalhkopf
    o biurku celowo nie chciałem pisać bo i tak nie uwierzycie, że rok czekałem na fotel biurowy, czyli taki mebel do pracy biurowej przy komputerze o których wspominają przepisy bhp.
    W odpowiedzi na moje pytania słyszałem: "przecież i tak nie ma cię w pokoju przez 8 godzin". Zgadnijcie dlaczego mnie nie ma...
    Owszem są tacy, których nie ma bo świetnie radzą sobie na zewnątrz, a uczelnia dla niech jest miłym dodatkiem (ktoś zdrowotne i zus musi płacić). Wystarczy zaglądnąć na ludzie nauki do zakładki zatrudnienie.
    Wspomniany wcześniej w dyskusji profesor UW (sądzę, że nie w tym samym czasie):
    1) Uniwersytet Warszawski; Wydział Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji; 2) Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego
    3) Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie
    4) Wyższa Szkoła Komunikowania, Politologii i Stosunków Międzynarodowych w Warszawie
    5) "Wschód-Zachód" Wyższa Szkoła Humanistyczna
    6) Wyższa Szkoła Zarządzania Personelem
    7) Wyższa Szkoła Turystyki i Języków Obcych w Warszawie

    Jak umiał łączyć do tego wszystkiego naukę to nie wiem.
    Ale ani on jakiś jaskrawy przykład, ani wyjątek.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 10:42:59:

    @p-tau
    Tylko, że tacy ludzie z multilokacją często i gęsto rozdają jeszcze karty w nauce polskiej. Do tego dochodzi też takie zjawisko, jak sam nie weźmie, a innemu nie da. Dlaczego, bo tak ..., bo po mnie choćby i potop. I ja z takim uzasadnieniem też się nie raz spotkałem. Ogólnie są jeszcze ludzie, zapaleńcy, którym się chce, ale to już ginący gatunek.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 11:15:30:

    p-tau,
    Nie uwierzysz, ale ja pierwszy "fotel biurowy" dostałem, a w zasadzie kupiłem sobie w zeszłym roku z grantu. Oczywiście wcześniej nie pracowałem na stojąco, używałem mebelka "wypożyczonego" chyba jeszcze na studiach doktoranckich z pracowni studenckiej: toporny, ale nie do zdarcia (brak części ruchomych) i dobrze trzymał plecy.

    @all
    Metodologii uczyłem się od swojego profesora. Naprawdę nie mam pojęcia, czego można nauczyć się na letnim kursie?

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 11:40:49:

    @p-tau @kahlkopf
    Jeśli chodzi o 'multilokację' w kontekście dorobku naukowego, to wychodzi tu też problem jakiejś fundamentalnej nieuczciwości tego środowiska. W latach 90-tych i późniejszych był oczywiście boom edukacyjny. Wielu socjologów, politologów, ekonomistów etc. pracowało na licznych etatach w Szkołach Gotowania na Gazie, a także na masowych studiach zaocznych w uczelniach publicznych. To zresztą nieważne, którą z tych dwóch opcji wybrali. Ważne, że w tym czasie nie rozwijali się naukowo. Dzisiaj, gdy wyż demograficzny bezpowrotnie minął i boom edukacyjny się nieodwołalnie skończył, przypomnieli sobie o nauce. Ale dorobek mają marny, jeśli w ogóle jakiś. Stąd te wszystkie twierdzenia, że np. 'WoS i Scopus są niedostosowane do specyfiki nauk społecznych'. Dlaczego niedostosowane? Wszystkie moje najważniejsze prace są zarówno w WoS, jak i w Scopusie. I tu leży problem nieuczciwości tych ludzi. Bo ja nie potępiam ich wyborów. Chcieli pracować w Szkołach Gotowania na Gazie, ich wybór (zresztą za darmo tam raczej nie pracowali). Ale trzeba umieć teraz ponieść konsekwencje tego wyboru. Niestety, w naukach społecznych wejście na serio na WoS i Scopusa wymaga lat pracy, wyrzeczeń, przejścia przez liczne niepowodzenia etc. Więc jeśli wybrało się inną (łatwiejszą) drogę, to teraz trudno mieć pretensje, że nie jest się bywalcem na naukowych salonach.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 13:11:25:

    Zazdroszczę tym Państwa, którzy mieli profesorów potrafiących przekazać wiedzę. Z powodów, o których kiedyś pisałem (czyli możliwości w miarę przyzwoitego dorobienia do pensji akademika ekspertyzami dla podmiotów zewnętrznych po 1990), w mojej dziedzinie jest ćwierćwieczna dziura. W większość krajowych ośrodków nie ma ludzi, którzy mogliby nauczyć młodszych metodologii, bo sami jej nie opanowali. Opracowanie statystyczne badań zleca się statystykom. Efekty tego zlecania są zresztą takie, że -- poza jedną osobą -- nikt z kraju nie liczy się na forum międzynarodowym. Widać jak na dłoni, że znajomość statystyki przekłada się nie tylko na niemożność samodzielnego wykonania obliczeń, ale nawet na umiejętność zaprojektowania badań, których wyniki nadawałyby się do publikacji w dobrych żurnalach. W efekcie nikt mi nie przekazał warsztatu naukowego. Uczę się go samodzielnie, ale -- przyznam szczerze -- na części pól dotąd mi się nie powiodło. Statystykę opanowałem tylko w takim stopniu, że potrafię od biedy zweryfikować wartość publikowanych badań kohortowych, ale sam takich badań już nie zaprojektuję i nie opracuję statystycznie otrzymanych danych.

    Co do bazy materiałowej to dziś już mam fotel biurowy. Czekałem na niego dwa lata. Przez ten czas siedziałem na zwykłym krześle zaiwanionym z sali seminaryjnej, ponieważ fotel biurowy miał częściowo wyłamane oparcie i podłokietniki. Nie kupiłem sobie fotela, gdyż uznałem to za grubą przesadę. Wystarczy, że musiałem i wciąż muszę pracować na prywatnym laptopie, ponieważ ten służbowy, który też dostałem po dwóch latach w spadku po poprzedniku, ma ze 5-6 lat. Jak odpalę na nim jednocześnie Acrobat Readera (aby czytać artykuły), Latexa (aby samemu pisać) i YT na przeglądarce (żeby słuchać przy tym muzyki), to pracuje tak wolno, że przejście z okna jednej aplikacji do drugiej trwa jakieś pół minuty.

    Jeżeli chodzi o zaplecze biblioteczne, jest nienajlepsze. Sci-hub nie rozwiązuje całkowicie problemu, bo część ważnych międzynarodowych żurnali w mojej działce nie udostępnia swoich zasobów poprzez duże platformy. Instytucja naukowa musi indywidualnie zaprenumerować je, co oczywiście sprawia, że moja uczelnia tego nie robi, bo nie kalkuluje jej się to. Często więc proszę mejlowo autorów interesujących mnie prac, żeby przesłali mi PDF, ale -- raz -- nie wszyscy są tak uprzejmi i -- dwa -- to bardzo czasochłonny sposób pozyskiwania bazy bibliotecznej.

    I teraz będzie bardziej kontrowersyjnie. Nie przepadam za rozwiązaniami rewolucyjnymi, ale czasami sobie myślę, że lepiej byłoby przekształcić jednostki uczelniane, zatrudniające ludzi z mojej dziedziny, w prywatne podmioty, które będą tylko wydawać ekspertyzy zewnętrzne. I tak nie uprawia się na nich nauki. W tym więc sensie chwilami zbliżam się poglądami do @maciek_magik. Jest jednak niemożliwe. Nie z powodu oporu środowiska (który, rzecz jasna, byłby ogromny), ale dlatego, że standardy nauczania na kierunku lekarskim są narzucone przez rozporządzenie, które z kolei musiało być wydane, bo tak wymaga prawo europejskie. Przedmioty z mojej działki też tam są. I tak oto prawo, którego nie da się zmienić -- nawet gdyby się chciało -- konserwuje ten stan rzeczy na dobre.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 15:03:52:

    @ maciek_magik: pewnie że tak. Zanim zacząłem w miarę regularnie coś publikować na Scopus/WoS minęły 2 lata "czyśćca". Przez ten czas moje pierwsze ambitniejsze prace były odrzucane, czekały na recenzję i były poprawiane. Myślę, że każdy przez to przeszedł.

    Natomiast przestrzegałbym przed tak łatwym ocenianiem kolegów uczących przez lata w "wyższych szkołach gotowania na gazie". Po pierwsze, za coś trzeba było płacić rachunki i spłacać raty kredytów. Po drugie, to były "łatwe" pieniądze - wystarczyło multiplikować już stworzone przez siebie kursy i odbębniać to samo. Grzech było nie skorzystać. Po trzecie, nie było od kogo uczyć się innego sposobu pracy, bo wszyscy włącznie z szefami robili to samo. W tamtych czasach praktycznie nikt nie zajmował się prawdziwą nauką. Po czwarte - związane jest to z pkt. 3 - nie było często innej opcji. To znaczy było mnóstwo godzin, często kumulacja a szef/dziekan/rektor nie zezwalał na nowe etaty. I ktoś to musiał brać - teoretycznie można było odmówić, w praktyce - czekał cię ostracyzm. Więc ludzie brali te godziny często z musu.

    No i najważniejsze: w uczelniach takich jak moja odsetek takich osób jest znaczący. Na tyle znaczący, że stanowią oni masę krytyczną. Nie można więc wzruszyć ramionami i powiedzieć: trudno, ich wina. Najwyżej się ich zwolni. Nie zwolni, bo nie da się wymienić 30 i więcej procent zasobu kadrowego. Z różnych powodów, ale też z najbardziej prozaicznego: nie ma lepszych kandydatów.

    I dlatego potrzebne są mądre zmiany, pozwalające na dostosowanie się. Część tych "straconych dla nauki" ludzi można z pewnością odzyskać, trzeba mieć tylko na to pomysł.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 15:24:49:

    @flamengista
    To, co piszesz, jest w znakomitej większości prawdą. I dlatego ja się staram targetować swoje ataki wyłącznie w stronę GTW. Jednak z całej tej Twojej argumentacji nie wynika (i nie może wynikać) potrzeba zakwestionowania standardów panujących we współczesnej nauce. A to GTW nauk społecznych właśnie próbuje zrobić. I na to nie można pozwolić. Brak uznanego dorobku to brak uznanego dorobku, koniec kropka. A jak ktoś takiego dorobku nie posiada, nawet jeśli go nie posiada z ważnych i obiektywnych powodów, to nie powinien brać się za urządzanie i kształtowanie akademii. Po prostu nie ma do tego kwalifikacji i tyle. I tak, mądra polityka jest potrzebna, ale dla mnie mądra polityka to taka, która zminimalizuje wpływ tej obecnej GTW.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 16:38:19:

    @Maciek_magik
    Tak, zgadzam się tutaj z Tobą. Tylko, że kolosalne nadgodziny, to jeszcze niedawna i nawet dzisiejsza na niektórych uczelniach/wydziałach rzeczywistość (końcówka ogona demograficznego, brak kadry). Bo lepiej płacić nadgodziny, niż zatrudnić nowego pracownika. Efektem tego, jest też to, że do niedawna młodzi adepci nauki dostawali umowy śmieciowe na okres roku akademickiego, by prowadzili zajęcia ze studentami. To jest spirala, która została nakręcona w latach transformacji, żeby zrobić coś z młodymi ludźmi, by za wcześnie nie zasilili szeregów bezrobotnych, zaś tzw. uczeni mieli co do gara włożyć. Inna sprawa, że ciągle na edukację i naukę fundusze ograniczano, w związku z tym dostęp do fruktów otrzymała grupa uprzywilejowana. Ciągle oszukuje się nas na wycenie godziny dydaktycznej, ciągle nie ma pieniędzy na podniesienie jakości laboratoriów studenckich. Z resztą optymalizacja pieniądza doprowadziła do ograniczenia liczby godzin w programach nauczania, ograniczono liczbę godzin za prace inżynierskie/licencjackie, bądź w ogóle je zlikwidowano. Tak, jakby nas nic kompletnie czasu i zdrowia prowadzenie takiej pracy nie kosztowało. Identycznie z pracami magisterskimi. Doprowadzono do przewagi przedmiotów teoretycznych nad praktycznymi, bo koszt tablicy i kredy jest mniejszy niż zużywającego się sprzętu laboratoryjnego. Z resztą na tej zasadzie powstawały jak grzyby po deszczu prywatne szkoły wyższe HWC, gdzie techniczne kierunki ograniczały się do informatyki. To, że dziś jest jak jest, są to zaniedbania i wypaczenia tych 29 lat transformacji, gdzie tylko mówiono, że nauka i edukacja wyższa to priorytet. W rzeczywistości oprócz mnożenia uczelni wyższych, często dla ambicji lokalnych polityków nie robiono nic dla jakości. Dodatkowo dorzuca się nam, jakbyśmy mieli za dużo czasu obowiązki administracyjne. Tak są dziś pokolenia stracone i nawet mogę wyliczyć, które. Tylko, że teraz nam próbuje się wmówić, że pokolenia eksperymentu transformacji są do niczego i trzeba je wykasować, bo o to idzie młodość. Tyle, że król jest nagi, bo tym młodym, oprócz wyścigu szczurów po granty, nie daje się nic, poza antagonizacją w stosunku do starszych pokoleń. Z resztą studenci to widzą i wcale się nie garną w Polsce na studia doktoranckie. Jeżeli już, to szukają promotora z kontaktami na zachodzie, albo sami wyszukują przyszłych uczelni i uciekają stąd. Bo jak dotąd, to poza obietnicami i programami dla swoich nie ma nic. Kto jest temu winny, oczywiście Ci co strajkowali w latach 80-tych, a dziś odmawiają nam głosu i możliwości strajku. Dziś w imię wyimaginowanych problemów, a nie rzeczywistej diagnozy potrzeb, chce się zutylizować te pokolenia transformacji, które mimo wszystko mają też osiągnięcia, które w tych trudnych warunkach kosztowały dużo wyrzeczeń. Ale tego nikt z obecnie rządzących i zapalonych reformatołów nie chce dostrzec, bo wolą wszystko znów urządzić pod siebie i zastąpić jedną GTW następną. Zauważ, że likwiduje się wszelkie mechanizmy kontroli właśnie nad nowymi GTW, które wcale nie dają gwarancji postępu. Być może za bardzo pesymistycznie i z dużym dystansem podchodzę do tych propozycji, ale mnie życie nauczyło, że nie warto wierzyć wizjom polityków, a nade wszystko upatrywać drugiego dna. A to podpowiada mi, że dobrze to już było. Z resztą, ja naprawdę dużo przeżyłem, żeby móc uprawiać naukę, bo zawsze mnie to interesowało, a mam dość już żarcia się o wszystko, o każdy grosz. Jak widzę co się kroi, to mam ochotę wyjechać do poważnego ośrodka i więcej tego kraju z tą tzw. "elytą polityczną" nie oglądać. Oczywiście póki mam jeszcze pomysły.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 16:43:06:

    @maciek_magik:

    > Brak uznanego dorobku to brak uznanego dorobku, koniec kropka. A jak ktoś
    > takiego dorobku nie posiada, nawet jeśli go nie posiada z ważnych i obiektywnych
    > powodów, to nie powinien brać się za urządzanie i kształtowanie akademii.
    > Po prostu nie ma do tego kwalifikacji i tyle.

    Napisał Pan kiedyś, że w socjologii i politologii, tj. Pańskich dziedzinach, tylko kilka osób w kraju ma międzynarodowy dorobek. Jest ich chyba tyle, że akurat by obsadzili jedną katedrę, tak? (Jeżeli coś przekręciłem, proszę mnie skorygować). Kto, Pańskim zdaniem, powinien kształtować w tych dziedzinach akademię i np. decydować o programie kształcenia na tych kierunkach? Dydaktyka to część akademii, z tym się Pan chyba zgodzi. I jak, przy takim niedoborze, kształcić w skali kraju studentów socjologii i politologii?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 17:52:08:

    @Halucinski
    A czy wreszcie uczelnie zaczną płacić sensowne pieniądze za dydaktykę? Czy wreszcie ktoś wymusi na uczelniach obniżenie pensum dydaktycznego, bez obniżania pensji?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 18:08:20:

    @kahlkopf:

    Nie i nie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 18:31:27:

    @Halucinski
    Więc po co te hasła, ta pseudoreforma i wizje, jak pijanego Poety w "Weselu" - Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór, ostał Ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur. Kolejne sny o potędze?
    A może to jednak wódka, za wódką w bufecie ...
    A tu noga ugrzęzła, drzazga w bucie uwięzła,
    Bo ma dziurę w podeszwie Twój pretendent na męża...
    Ale szarpnie, się wyrwie-
    I już wolny, odeszło,
    I walcuję, szurając
    Z odwiniętą podeszwą.

    Albo Bal w Operze?

    Miraże, za grosze?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 20:55:22:

    Panowie,
    A czy to usprawiedliwianie się "łatwym pieniądzem" w latach boomu edukacyjnego nie ma przy okazji zasłonić tej brzydkiej prawdy, że wcześniej naukowo było równie źle? Czy w ekonomii czy politologii, socjologii w latach 80. byliśmy potęgą? A czy aby ten skok na kasę nie był tak spektakularny właśnie dlatego, że wykonała go krajowa miernota, której w końcu ktoś zwolnił wszelkie hamulce?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 21:14:44:

    @Kahlkopf:

    > Więc po co te hasła, ta pseudoreforma i wizje, jak pijanego Poety w "Weselu"
    > - Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór, ostał Ci się ino sznur,
    > ostał ci się ino sznur. Kolejne sny o potędze?

    A o to musi się Pan chyba spytać jakiegoś politologa lub socjologa. Może Maciek_magik odpowie Panu kompetentnie na to pytanie?

    PS. Jak dla mnie -- osobnika, który nie ma telewizora w domu, nie śledzi na co dzień wydarzeń politycznych, a prasówkę robi sobie co najwyżej raz w tygodniu -- Gowin kieruje się dwoma racjami. Pierwszą jest chęć wykazania się pierwszym sekretarzem głównej partii rządzącej i pokazaniu mu, że nie jest się mniej aktywnym niż inni ministrowie w naprawianiu zepsutej rzeczywistości. Druga racja to działanie pod publikę i przekonanie elektoratu, że osusza się bagno i udziela się dla dobra kraju. Przecież w czasach, gdy każdy nominalnie rozumie związek nauki, przedsiębiorczości i rozwoju, głupotą byłoby nie podjąć się zreformowania systemu nauki i szkolnictwa wyższego, którego poziom plasuje Polskę na odległych miejscach w różnorakich międzynarodowych rankingach. Myślę, że niezrobienie takiej reformy byłoby źle odebrane tak przez partię, jak przez wyborców, a nadto stanowiłoby niezłą pożywkę dla rywali politycznych. W tym sensie rozumiem Gowina, że pracuje na kolejną kadencję. I pewnie nie miałbym niczego przeciw temu -- przecież każdy racjonalny człowiek stara się zabezpieczyć swoją przyszłość -- gdyby tylko reforma była poprzedzona właściwym rozpoznaniem problemu, wytyczeniem jasnych celów i dobraniem adekwatnych środków zaradczych. O tym, że tego zabrakło, świadczą liczne i trafne uwagi, które padają podczas dyskusji na tym blogu. Taka jest moja opinia -- osobnika, który jest laikiem politycznym.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 21:43:07:

    @Kahlkopf:

    PPS. Każda dziedzina nauki ma swoją specyfikę, która na tyle wyróżnia tę dziedzinę spośród innych, że -- zdaniem jej przedstawicieli -- wymaga specjalnego traktowania. Ponieważ nie chciałbym zanudzać tu Pana i innych Forumowiczów na temat owej odrębności medycyny w nauce szkolnictwie wyższym, wspomnę tylko -- o czym zresztą już kilka miesięcy temu napomykałem -- że abstrahując od samej istoty (treści) reformy, jej zakres jest niepełny. Proszę zwrócić uwagę, że Gowin właściwie nie ruszył materii dotyczącej szpitali klinicznych. A ten status quo można podsumować tak: istniejące przepisy są szczątkowe i niewystarczające. Od lat słusznie mówi się o potrzebie uchwalenia ustawy o szpitalach klinicznych, która odpowiednio uregulowałaby stosunki między uczelniami medycznymi a szpitalami klinicznymi i sensownie powiązałaby działalność leczniczą z działalnością dydaktyczną i badawczą. Innymi słowy, reforma pomija zasadniczą część pola aktywności uczelni medycznych i uczelni z wydziałami medycznymi. Nie podam teraz dokładnej liczby, ale mówimy tu o mniej więcej piętnastu ośrodkach. Resztę proszę dopowiedzieć sobie samemu.

    @Pi:

    > A czy to usprawiedliwianie się "łatwym pieniądzem" w latach boomu edukacyjnego
    > nie ma przy okazji zasłonić tej brzydkiej prawdy, że wcześniej naukowo było równie
    > źle? (...) A czy aby ten skok na kasę nie był tak spektakularny właśnie dlatego, że
    > wykonała go krajowa miernota, której w końcu ktoś zwolnił wszelkie hamulce?

    Było źle, ale były też inne uwarunkowania geopolityczne. O ile mi wiadomo, dostęp do zagranicznej literatury naukowej był bardzo ograniczony, możliwości wyjazdów do zagranicznych ośrodków naukowych też były dalece mniejsze niż dzisiaj. Sam Pan przecież w tej dyskusji przekonywał, że podstawą robienia nauki jest baza literaturowa (argument ze Sci-Hub), a z tą było kiepsko. Wydaje mi się więc, że tamte realia tłumaczą, przynajmniej w sporym stopniu, niski poziom ówczesnej nauki. Aktualnie oferowane nam warunki ekonomiczne są złe, ale mimo wszystko obecnymi realiami nie da się już tak łatwo tłumaczyć wciąż niskiego poziomu dzisiejszej nauki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/12 23:45:27:

    halucinski,
    Podejrzewam, że podobnie jak medycy na tę ustawę mogą też spoglądać np. artyści. Punktozę a może nawet i grantozę z pewnością można zaszczepić nawet i tam, tylko - po co?

    Wracając do szpitali klinicznych, to z naszego wydziałowego doświadczenia wynika, że podział uczelni na medyczne, "uniwersalne", politechniki etc. bardzo utrudnia, może wręcz uniemożliwia prowadzenia "interdyscyplinarnych" kierunków studiów i to jest znacznie bardziej ostry problem niż z badaniami naukowymi, bo w dydaktyce od razu bije się głową w ścianę - kto za to zapłaci i ile?

    Medycyna rozwija się w szalonym tempie, a zwłaszcza jej otoczenie, nazwijmy to, techniczne. Skądś tam pewnie bierzecie do pracy techników, operatorów tego sprzętu, ale jakoś nie wierzę, byście byli zadowoleni z poziomu ich przygotowania zawodowego w momencie przyjmowania ich do pracy. Ale tego rodzaju "prozaicznych" problemów reforma nawet nie usiłuje dotknąć. Gowin coś tam mówi o zmianach w kształceniu nauczycieli (kolejna "proza życia"), ale nie widzę, by te zmiany były podbudowane jakąś głębsza refleksją, dlaczego, co i jak zmienić.

    Kwestia badań w tematach okołomedycznych (np. nad rozwojem technik diagnostyki, obrazowania etc.) to też osobny temat. Nie wiem, czy gdzieś w Polsce robi się to na poważnie. Prawdopodobnie nie, bo nie ma na miejscu firm, które by wyników tego rodzaju prac potrzebowały, a firmy zagraniczne nie palą się z przenoszeniem tu swoich centrów R&D, bo - nie mamy kadr! - i koło się zamyka.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/13 07:00:05:

    @fla
    I ktoś to musiał brać - teoretycznie można było odmówić, w praktyce - czekał cię ostracyzm. Więc ludzie brali te godziny często z musu.
    Parsknąłem śmiechem jak to przeczytałem. Pewnie tak samo byli zmuszani, jak biedny minister Gowin do pracy za kilkanaście tysięcy zł i jeszcze chodzili zmartwieni, że im do pierwszego brakuje. Patrzcie, mówili, zamiast robić naukę musimy zarabiać lekką ręką pieniądze. O biedny ja i nieszczęsny.
    Sorry, ale nie kupuję takich argumentacji. W latach 90. kasę z dydaktyki robiło sie bez problemów, a badania leżały odłogiem.
    W zarządzaniu -- podobnie do tego co pisał Halucinski o expertyzach -- również robiło się niezłą kasą. Niejedna willa profesorska to rezultat takich expertyz.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/13 14:54:27:

    @p-tau: jak się nie pracowało w takich warunkach, to się nie rozumie. Przychodził do ciebie szef, który był dodatkowo dziekanem w wyższej szkole gotowania na gazie i mówił: panie kolego, wypadła nam obsada ćwiczeń z grillowania kiełbasek - zajęcia są w ten weekend w Zadupiu Górnym. Nie było nawet często mowy o stawce - w przypadku asystentów była ona głodowa, w porównaniu do czasu potrzebnego na przygotowanie zajęć. Były też "propozycje nie do odrzucenia" w postaci zastępowania profesora na jego wykładach na macierzystej uczelni (bo miał lepsze fuchy poza). Jak profesor był "uczciwy" to płacił pod stołem stawkę asystencką, a różnicę za nadgodziny chował do swojej kieszeni. Jak był feudałem, to nie dawał nic i mówił, że to dla twojego dobra - bo musisz się jeszcze wiele nauczyć.

    Ja pracowałem w naprawdę przyzwoitych warunkach, ale też pamiętam 1 rok pracy - jak po 1 semestrze z 240 godzinami ćwiczeń się dowiedziałem, że kolejny to znowu 240 godzin, to pomyślałem o zmianie pracy. Na szczęście to był wyjątek. Moi koledzy byli ZMUSZANI (tak, zmuszani - nie chcieli tych godzin) to pracy po 600-700 godzin rocznie. Aż dziw, że porobili doktoraty.

    Większość moich znajomych do tego zawodu skusiła praca naukowa, a nie dydaktyka - nic więc dziwnego, że nie pchali się po nadgodziny. Problem w tym, że jeśli ty nie wziąłeś, to dodatkowe 100-150 godzin dostawał już obciążony kolega. Jak to wpływało na atmosferę pracy, można się domyślić. Większość takich "asertywnych" już nie pracuje: jak nie grali zespołowo, to nikt im też nie spieszył pomocą jak sami mieli problemy.

    I tak się to kręciło, niestety.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/15 16:47:13:

    @trzy.14 "Kim są moderatorzy?
    Kim proofreaderzy?
    Redaktor statystyczny??? "

    1. Moderator to osoba do prowadzenia części badań w ramach FGI (badań fokusowych i interakcji grupowych). Nie wszystko da się załatwić jednym badaczem, zwłaszcza, że w części żurnali oczekuje oddzielenia obserwatora od osoby prowadzącej spotkanie.

    2. Proofreader to osoba, która czyta tekst i pomaga w szlifach językowych. Prywatnie znam angielski na poziomie wystarczającym do napisania tekstu i poprowadzenia kursu w języku obcym (papiery mam na C1/C2), jednak przy niektórych rzeczach pisanych potrzebuję konsultacji.

    3. W przypadku niektórych analiz nie wszystko robi się in-house, bo nie zawsze jest czas na naukę danej metody.

    To są normalne zawody z otoczenia publikacyjnego. Nie gwarantują sukcesu, ale go ułatwiają. Po więcej info zapraszam do lektury np. THE.

    "Ech, czy potrzeba coś więcej niż sci-hub? Czy naprawdę gdzieś w Polsce, w dobie Internetu, problemem jest biurko, komputer, zaplecze literaturowe? "

    Potrzeba. W HS książki są nadal ważnym elementem obiegu, a nie wszystko jest na libgenie.

    " Metodologię trzeba znać, a jak się nie zna, to należy się nauczyć. To naukowcy rozwijają metodologię, więc uczenie się jej od jakichś podmiotów zewnętrznych jest niepoważne i nieprofesjonalne."

    A jak się nauczyć niektórych podejść czy szczególnych technik, skoro pieniędzy na warsztaty nie ma, a lokalna profesura nie umie.

    I tylko niezbyt bystra osoba odrzuca uczenie się np. HCI od podmiotów komercyjnych, bo to "podmioty zewnętrzne".

    "Metodologii uczyłem się od swojego profesora. Naprawdę nie mam pojęcia, czego można nauczyć się na letnim kursie?"

    Metodologii rozumianej jako kurs podstawowy (indukcja / dedukcja, podstawowe testy, walidacja, triangulacja) da się uczyć w ten sposób. Techniki szczegółowe (HCI, etnografia wielomiejscowa, FGI, okulografia, analiza sieciowa) to już są szkoły letnie, warsztaty doktoranckie etc.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/15 16:53:32:

    @ Halu

    "Aktualnie oferowane nam warunki ekonomiczne są złe, ale mimo wszystko obecnymi realiami nie da się już tak łatwo tłumaczyć wciąż niskiego poziomu dzisiejszej nauki."

    W HS nie konkuruję z koleżanką z lat 80, która miała pisma papierowe.

    Konkuruję z koleżanką z Harvardu lub Princeton, która w ciągu roku ma budżet na 2 warsztaty mistrzowskie z tuzem dziedziny, bibliotekę z klasykami w dostępie podręcznym, kompem z podstawowym softem i warsztatami z pisania.

    Nadal mam szansę być od niej lepszy w skali pojedynczego badania, bo jestem bystrzejszy, bardziej ryzykuję albo mam lepszego nosa. Ale już w skali całego systemu, to ona ma systemową przewagę.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/15 21:50:53:

    @flamengista. Właśnie tak było na moim wydziale: możesz nie brać nadgodzin, ale liczba godzin na katedrę jest stała, ty nie weźmiesz, musić je wziąć kto inny. Więc była spora presja. Więcej, jak dostałem post-doca na prestiżowym amerykańskim uniwerku nie dali mi urlopu, bo trzeba było prowadzić zajęcia. Nie zaryzykowałem, nie rzuciłem pracy, nie pojechałem. Równocześnie trzaskałem makulaturę, bo nieformalny wymóg był, że do habilitacji trzeba mieć książkę i 30 artykułów.

    @redezi. W samo sedno.

    @3.14. to perspektywa przyrodnika. Piszę po angielsku, ale załóżmy że chcę analizować język tego forum. Potrzebuje przełożyć obszerne cytaty na angielski. Zrobię to, ale przed publikacją nie obejdzie się bez konsultacji z nativem, czyli proofreaderem, a na to trzeba pieniędzy (ile można prosić znajomych), tak, żeby w angielskim oddać potoczność, kolokwialność czy idiomatyczność wypowiedzi.

    @Haluciński. Warunki ekomiczne to nie tylko płace. Ale i dostęp do podstawowej infrastruktury. Na moich wydziale jedno biurko przypada na kilku pracowników, podobnie z komputerem. Uniwersytet nie zapewnie miejsca do pracy. Biblioteka nie sprowadza nowosci ksiazkowych, a na pirackich stronach nie wszystko jest (zresztą dlaczego mam korzystać z pirackich stron).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/15 22:02:01:

    @Dr.Kananga & Redezi
    Tak zgadzam się z wami, to wszystko tak wygląda, że każą nam się ścigać w formule 1 maluchem, który ma na dodatek łyse opony. A kultura pracy wygląda tak, że na pit stopie sam kierowca musi wysiąść i się obsłużyć. Niestety, z tym zajęciami to też tak wyglądało i wygląda, że jak wszyscy mają nadgodziny, to niestety i samemu trzeba wziąć, bo limit nadgodzin obowiązuje. Korekcja języka jest niezbędną rzeczą do pchnięcia artykułu do dobrego czasopisma.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide