Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 21 maja 2018

Plotek samodzielny

Dokończenie sprawy z poprzedniego wpisu. Dostałem trzy dalsze maile. 

Pierwszy mówiący o tym, że rada wydziału nie przegłosowała wniosku przeciwnego - innymi słowy, to że głosujemy na nie, nie oznacza głosowania na tak. Co więcej, sprawa odbiła się może nie echem, ale z pewnością kacem członków rady wydziału. Mój korespondent wyraził przekonanie, że to ów kac może przyczynić się do pozytywnego głosowania w następnym rozdaniu.

 

W drugim mailu dostałem trochę dokumentów, a w szczególności wyciąg z protokołu, z niezwykłą wręcz filipiką osoby sprzeciwiającej się nadaniu stopnia. To przemówienie o tym, że autoreferat jest napisany w pierwszej osobie liczbie mnogiej, o wrażeniach, że udział w artykułach nie jest dominujący, że wysokich kilkudziesiąt procent wkładu nie można zaprezentować na 5 rysunkach, a wszystko okraszone, jak dla mnie, dość niesmacznymi insynuacjami. Muszę powiedzieć, że czytałem i miałem wrażenie, że to bardzo personalny atak, który ukrywa animozje personalne, a przecież to tylko streszczenie na potrzeby protokołu! 1/3 protokołu poświęcono temu wystąpieniu.

 

Mój korespondent pisze, że nie ma wątpliwości, że spełnione zostały kryteria ustawowe co do wkładu w dyscyplinę. Problemy są w tym, czy osoba habilitująca się jest samodzielna. I tu, podkreśla, nie ma jasnych kryteriów, opieramy się na wrażeniach, decyzja jest uznaniowa. Zgadzam się z moim korespondentem, ale ja poszedłbym dalej, ale napiszę o tym w innym poście.

 

No i dostałem maila trzeciego. Habilitacja przeszła, niejednogłośnie, ale z zapasem. Frekwencja na radzie była wyższa, państwo radni poczuli się do odpowiedzialności.

 

Czy sprawiedliwości stało się zadość? Nie wiem. Mam jednak poczucie absurdalności sytuacji. Po raz kolejny pokazujemy, że procesowi nie można ufać, że rządzą nim przypadek, emocje i kac moralny. Żenujące to wszystko jest.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 21 maja 2018 14:14

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/22 21:13:32:

    kompletny off topic

    moto.rp.pl/technologie/10182-izraelczycy-rzadza-rynku-systemow-autonomicznych

    Izraelska firma Mobileye, należąca do amerykańskiego Intela, podpisała z jednym z europejskich koncernów samochodowych kontrakt na dostawę technologii do autonomicznej jazdy dla 8 mln aut.
    ...
    Firma Mobileye, kupiona w marcu 2017 za 15,3 mld dolarów przez Intela ocenia, że na świecie już ok. 27 mln samochodów jest już wyposażonych w różne systemy wspomagania kierującego, a udział Izraelczyków w tym rynku przekracza 70 proc.


    Ja bym chciał się dowiedzieć, w jakim stopniu ustawa Gowina przybliża nas do powstania w Polsce firm technologicznych, których wartość rynkowa 8 razy przekroczy ilość środków finansowych, jakie polski rząd co roku przeznacza na tzw. rozwój nauki. A przecież w artykule mowa jest o *jednej* takiej firmie, ich tam jest z pewnością więcej, w tym istniejące już od lat jedno z najgłówniejszych centrów R&D Intela.

    Trochę poszukałem w temacie i znalazłem odpowiedź na pytanie, dlaczego samochodów autonomicznych nie tworzą doktorzy habilitowani:
    www.spidersweb.pl/e/autonomiczne-samochody-wspolprace

    I wróciłem myślą do Izraela, skąd ten sukces? Gdyby nawet stu genialnych intelektualnych atletów zjadło po tysiąc filozoficznych kotletów, to nie daliby rady, taki to jest ciężar, tu atomówka, tam rakiety dla Macierewicza, tu żelazna kopuła, tam jeden z najlepszych czołgów na świecie, tu pierwszy na świecie projekt wielordzeniowego procesora, tam opanowanie rynku autonomicznych samochodów. Więc może tajemnica tkwi w tym, że judaizm to religia księgi, która przez 2 tysiące lat wymagała od 13-letnich chłopców opanowania czytania i pisania w obcym języku, innymi słowy, może ilość, a raczej demokratyczna powszechność wykształcenia przekuwa się jednak w jakość?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/22 22:49:07:

    @Pi:

    > Więc może tajemnica tkwi w tym, że judaizm to religia księgi, która przez 2 tysiące
    > lat wymagała od 13-letnich chłopców opanowania czytania i pisania w obcym
    > języku, innymi słowy, może ilość, a raczej demokratyczna powszechność
    > wykształcenia przekuwa się jednak w jakość?

    Niby jak znajomość języka hebrajskiego, języka używanego przez wiele wieków wyłącznie w liturgii i wpajanego w tym celu chłopcom, mogła przełożyć się na tę jakość, o której Pan pisze? Język hebrajski wszedł do codziennego użytku stosunkowo niedawno, wcześniej był to jidysz. Zresztą ortodoksyjni Żydzi, tacy jak mieszkańcy jerozolimskiej Mea She'arim, do dziś w codziennych kontaktach posługują się tylko jidysz, twierdząc, że hebrajski jest językiem religii i używanie go w sytuacjach pozareligijnych jest świętokradztwem. Wątpię, by żydowska religia miała coś wspólnego z tą jakością.

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/22 23:51:40:

    Odnośnie mobileye i izraelskiego potencjału naukowego:

    His Ph.D in brain and cognitive sciences was received from the Massachusetts Institute of Technology (MIT), while working at the Artificial Intelligence Laboratory, in 1993; and his postdoctoral training under Tomaso Poggio at the center for biological and computational learning at MIT.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 00:00:23:

    haluciński,
    Analfabetyzm (wśród mężczyzn) jest u Żydów przypadłością nieznaną co najmniej od czasów Rzymskich. To oznacza, że każdy, nie tylko syn rabina, ma w życiu szansę.

    Niech Pan teraz sobie wyobrazi polskiego chłopa, któremu przez 2 tysiące lat każe Pan pod karą ognia piekielnego w wieku 13 lat czytać publicznie łacińskie teksty.

    Ja to odnoszę do dyskusji, czy lepiej mieć edukację elitarną czy powszechną.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 00:16:31:

    A jeszcze inaczej: nie ma możliwości, by 3-4% PKB w Izraelu czy Korei pd. było konsumowane wyłącznie przez "geniuszy" w zakresie R&D. Z tego wysuwam wniosek, że dużo ważniejsza jest organizacja pracy i kultura współpracy. Niewykluczone, że ważniejszy jest geniusz organizacji niż geniusz generujący pojedyncze odkrycia.

    Wiedzy jest już tyle, ale chyba jeszcze większym wyzwaniem od wygenerowania wiedzy nowej jest zastosowanie wiedzy już istniejącej. Smartfon zmienił świat, choć nie ma tam żadnej pojedynczej przełomowej technologii. Do stosowania wiedzy istniejącej nie trzeba jakichś geniuszy tylko edukacji i dobrej organizacji pracy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 01:33:27:

    @Pi:

    > Analfabetyzm (wśród mężczyzn) jest u Żydów przypadłością nieznaną co najmniej
    > od czasów Rzymskich. To oznacza, że każdy, nie tylko syn rabina, ma w życiu
    > szansę.

    Teraz rozumiem, o co Panu chodzi. Zmylił mnie ten ,,język obcy''.

    > Niech Pan teraz sobie wyobrazi polskiego chłopa, któremu przez 2 tysiące lat każe
    > Pan pod karą ognia piekielnego w wieku 13 lat czytać publicznie łacińskie teksty.

    Może ja jestem mało wymagający czy wręcz mało ambitny, ale chciałbym, żeby polski chłop, polski robotnik, polski inteligent itd. po ukończeniu obowiązkowej edukacji szkolnej: *znał* solidne podstawy matematyki i jednego przedmiotu przyrodniczego, *potrafił* komunikować się efektywnie, tak w mowie, jak w piśmie, po polsku i w jednym języku obcym, *rozumiał* mechanizmy ekonomiczne na poziomie Hazlittowskiej ,,Ekonomii w jednej lekcji'', *myślał* krytycznie i *umiał* pracować w grupie. Ni mniej, ni więcej.

    PS. Z góry przepraszam przedstawicieli tych nauk, które pominąłem w moim wyliczeniu. Siebie więc niejako też. ;)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 02:07:47:

    @trzy.14

    Powszechna alfabetyzacja jest istotnym czynnikiem, ale nie sądzę, aby był to czynnik decydujący. Widzę pewien element wspólny, zarówno dla Żydów, jak i Chińczyków oraz Hindusów, a właśnie te nacje dominują w nauce. W tych trzech przypadkach, moim zdaniem, decydująca jest powszechność kultury handlowej (lepszego terminu nie znalazłem), czyli takiego układu sytuacyjnego, w którym równorzędni partnerzy wchodzą w rozmaite relacje gospodarcze i jest możliwość synergii, gry o sumie niezerowej, strategii win-win, ale pod warunkiem dotrzymywania umów. Taki system premiuje tych, którzy na etapie negocjacji oszukują, blefują, nawijają makaron na uszy, ale od chwili zawarcia umowy literalnie jej dotrzymują. Pod rygorem ostracyzmu, wykluczenia z systemu a w późniejszych okresach historycznych ścigania karnego.

    Te systemy są w dużej mierze zamknięte dla obcych: Żyd preferuje Żyda, Hindus Hindusa, a Chińczyk Chińczyka. Pomiędzy swoimi umów dotrzymują, obcych bezwzględnie oszukują. Nepotyzm tych nacji często zatrąca o jawny rasizm, co akurat Polaków najczęściej dotyka ze strony Żydów i ich wrogości, ostatnio częściej ostentacyjnie jawnie okazywanej niż poprzednio, gdyż - skądinąd nieszczęśliwie sformułowana ustawa o IPN - naruszyła fundamentalny dla Żydów dogmat o wyjątkowości holocaustu i męczeństwie niepokalanym własnymi zbrodniami wobec innych narodowości, które starannie są pomijane, wymazywane i tabuizowane pod groźbą ataków prawnych, głównie w Europie.

    Wypisz-wymaluj identyczny amok nacjonalistyczny jak w przypadku Polaków, którzy pochodząc w 99% od chłopów pańszczyźnianych mają imprintowaną fałszywą świadomość kulturową drobnej szlachty, z którą nie mają nic wspólnego, chyba że poprzez "Liber Chamorum". Najbardziej komicznym elementem tego imprintingu są lewackie żądania przepraszania "za niewolnictwo, które było w ohydnej historii Polski". Kto, kogo i za co miałby przepraszać? Potomkowie chłopów pańszczyźnianych? To może niech Obama i Rice przepraszają za niewolnictwo w USA.

    I chyba właśnie podobieństwo tych mitów, żydowskiego i polskiego, jest główną przyczyną istniejącej wrogości: oba mity są wzajemnie nieuzgadnialne, natomiast z uwagi na obecną dominację USA, a w USA z kolei dominację lobby żydowskiego (media, finanse, polityka zagraniczna pod dyktando Izraela - Mearsheimer i Walt świadkami) pozycja Polski jest z góry przegrana. Można tylko minimalizować straty i ograniczać inflitrację polskiej polityki przez syjonistycznych/izraelskich agentów wpływu: Laudera (prezesa World Jewish Congress, agresywnego amerykańskiego polakożercę, autora osławionej wypowiedzi z lat dziewięćdziesiątych "o poniżaniu Polski dopóki nie wypłaci odszkodowań za holocaust"; fundatora szkoły, do której uczęszczały dzieci Morawieckiego) czy mocno dziwnej postaci, jaką jest Jonny Daniels.

    Wracając do zasadniczej sprawy: w naszym przypadku dominuje feudalna kultura folwarczna, w której jest jeden dominator, a relacje są klienckie, o pełnej zależności i podległości, samodzielność działań jest redukowana do minimum, gra jest o sumie zerowej, wynik końcowy to najczęściej WTA (winner takes all). W takim systemie nie opłaca się dotrzymywać wymuszonych przez dominatora umów, ale w pierwszej dogodnej chwili od nich odstąpić, dominatora podkopywać, zasoby zagarniać i dążyć przede wszystkim do "zmiany świń przy korycie", a nie do zmiany systemu. W efekcie całość systemu jest stagnacyjna i nierozwojowa. Działania Gowina idealnie wpisują się w ten system: trzy ośrodki dominujące zagarniając zasoby, reszta ma być podległa lub wymrzeć. Tu nie ma pola do negocjacji, tu jest tylko bezwzględna walka o przetrwanie. Jeżeli ośrodki peryferyjne mają przetrwać to Gowin wraz ze swoją grupą musi zostać zniszczony.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 07:42:30:

    Ciekawy artykuł w Ekonomiście (tym międzynarodowym) o fetyszyzacji rankingów.

    www.economist.com/international/2018/05/19/how-global-university-rankings-are-changing-higher-education

    Ewidentnie zmierzamy w tą samą stronę. I tym należy tłumaczyć, dlaczego w ustawie 2.0 tak mało uwagi poświęca się jakości kształcenia.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 10:30:22:

    @trzy.14
    Jako zwolennik elitarnego systemu, nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do elitarności do systemu szkolnictwa wyższego Izraela. 8 uczelni uniwersyteckich (jedna ma milion mieszkańców), w tym jedna bardzo elitarna, bez studiów licencjackich (Instytut Weizmanna), a pozostałe - wg naszych standardów - raczej małe lub średnie (13 do 30 tys. studentów), bo trzeba pamiętać, że to zwykle uniwersytet, politechnika i uczelnia medyczna w jednym. Poza tym jest kilkadziesiąt mniejszych ośrodków na prowincji (chyba zawsze są afiliowane przy którymś uniwersytecie) oraz coś w rodzaju wyższych szkół zawodowych. Skalując to na Polskę, wychodziłoby ponad 30 uczelni o statusie uniwersyteckim (docelowo: badawczym), czyli np. kilkanaście skonsolidowanych centrów regionalnych plus kilkanaście uczelni metropolitalnych, z których połowa to uczelnie elitarne o profilu raczej technicznym (niektóre na bazie PAN), a także rozległy system filii tych 30 uczelni (powiedzmy: "w każdym powiecie", głównie studia licencjackie) oraz system dość specjalistycznych uczelni zawodowych. Widać, że można by to nawet łatwo sklecić z tego, co już jest. Przynajmniej z zewnątrz wyglądałoby bardziej sensownie (a i w rankingach byłby plus).

    Natomiast wydaje mi się, niestety, że technologiczna przewaga Izraela wynika w dużej mierze z wieloletniego zaangażowania militarnego, z dużym wsparciem USA.

    Nawiasem mówiąc, ich szkolnictwo średnie też ma swoistą elitarność, na tle religijnym i rasowym. Co zresztą jest spójne z retoryką wojenną, ale nie wiem, czy uznałbyś to za dobry wzór dla naszego kraju?


  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 17:10:21:

    Zgred znowu odleciał w kosmos.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 18:13:13:

    Trzy.14
    'Analfabetyzm (wśród mężczyzn) jest u Żydów przypadłością nieznaną co najmniej od czasów Rzymskich'.

    Hm... Wklejam na szybko z netu , bo nie mam czasu na foreword.

    'Trzeba jednak pamiętać, że nawet owe 15% analfabetów to nie był poziom analfabetyzmu wśród Polaków. II RP była państwem wielonarodowym, w którym Polacy stanowili 69% ludności, a odsetek analfabetyzmu przez cały czas zawyżały znakomicie mniejszości narodowe. I to nie tylko Ukraińcy czy Białorusini, ale i nawet Żydzi. Wbrew bowiem dzisiejszym stereotypom, analfabetyzm wśród Żydów był wyższy niż wśród samej ludności polskiej. Dr Janusz Błędowski podaje, iż w roku 1921 analfabetyzm wśród ludności żydowskiej wynosił 45%. Wśród osób wyznania mojżeszowego powyżej 15 lat odsetek ten wynosił wówczas 33,8% (w tym czasie wśród ogółu miejskiej ludności: 18,7%). Jak wskazuje Andrzej Paczkowski: Ludność żydowska była znacznie gorzej wykształcona niż wynikałoby to z jej miejskiego i nierolniczego charakteru. Wprawdzie postęp w likwidacji analfabetyzmu był dość szybki, to jednak w 1931 r. jeszcze 13,9% mieszkańców miast nie umiało ani pisać, ani czytać." (Prasa żydowska w II Rzeczypospolitej).'

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 18:31:03:

    @H_hornblower:

    Foreword jest zbędny, ale jakieś explication przyda się. Te statystyki, które Pan podał, odnoszą się do Żydów ogółem czy do mężczyzn tej narodowości?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 19:15:44:

    Żydzi i anaflabetyzm w II RP, z podziałem na płcie, wiek itd. Wyobrażenia rabinów o tym jak powinno wyglądać społeczeństwo żydowskie, a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. I II RP nie była tu wyjątkiem:

    pdfs.semanticscholar.org/a396/12ff62c2753c12033ed7001ea624a62b5eac.pdf

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 22:02:56:

    Dygresja: dziennikarze zabawili się w prowokację z użyciem uwiarygodnionego awatara (link), identycznie jak rok temu ekipa Emanuela Kulczyckiego testująca czasopisma naukowe za pomocą "Olgi Anny Szust". W tym momencie przestałem się dziwić, że jedno z czasopism wymianę ze mną recenzji i późniejszych poprawek organizowało przez nośnik fizyczny wysyłany zwykłą pocztą na adres uczelni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/23 23:03:57:

    h_hornblower,
    Faktycznie, posłużyłem się stereotypem. Jeśli Twoje źródło to to: www.racjonalista.pl/kk.php/s,10206 to ja tylko żałuję, że nie uczono mnie tak historii. Wystarczy choćby spojrzeć na obie załączone mapy i spróbować sobie wyobrazić życie w przedwojennej Polsce, by uświadomić sobie, że to był zupełnie inny kraj.

    dr.kananga,
    To takimi sprawami zajmują sie na Stanfordzie, w dodatku opierając się na źródłach w języku polskim i to spoza WoS?

    Pytanie o źródło sukcesu Izraelczyków w rozwoju firm technologicznych pozostaje jednak bez odpowiedzi, a oto właśnie mi chodziło.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 07:42:14:

    @flamengista
    Dzięki Bogu jakość kształcenia znika z ustawy, dzięki temu może ktoś zacznie się nią uczciwie przejmować. Obecne mechanizmy służą tylko generacji papierowych dupochronów a nie temu jak kształcić studentów aby uzyskać wartościowych absolwentow.

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 10:08:54:

    Czy u Państwa zmieniło się coś z kosztami uzyskania przychodu? Kilka miesięcy temu po zmianach zmniejszyli nam procenty z 90% do 45% podstawy (uczelnia techniczna). Wczoraj administracja ogłosiła, że ze względu na zmiany w ustawie o PIT schodzimy do 0%

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 11:34:56:

    @tuniwim
    www.e-pity.pl/abc-podatki/50-procent-koszty-uzyskania-tworcy-lista-zawodow-od-2018/
    To wygląda na bezprawne działanie.

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 11:47:51:

    W pierwszym przypisie zalinkowanego tekstu:

    Similarly, Botticini and Eckstein (2005, 2007, 2013) show that Jews in the pre-modern period were more literate than the general population because every Jewish male was expected to read from the Torah, and to teach his son to read the Torah.

    @3.14
    Tak jak pisał j.sc.: Natomiast wydaje mi się, niestety, że technologiczna przewaga Izraela wynika w dużej mierze z wieloletniego zaangażowania militarnego (i finansowego w ogóle przyp. aut.), z dużym wsparciem USA.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 12:12:12:

    interpretacje-podatkowe.org/prawa-autorskie/0115-kdit2-1-4011-23-2018-1-mk

    "Reasumując, prezentowany przez Wnioskodawcę procentowy podział wynagrodzenia nie stwarza możliwości zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodów względem wynagrodzenia za wykonywaną przez pracowników pracę twórczą. Do całości uzyskiwanych przez pracowników przychodów ze stosunku pracy zastosowanie znajdzie art. 22 ust. 2 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych."

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 12:49:29:

    js.c, wpisz_longin

    Sąsiedni Egipt od jakichś 30 lat też dostaje ogromną pomoc wojskową z USA i nic z tego nie wynika. Inna sprawa, że Izrael wykonał ogromną pracę, by uzyskać własną technologię wojskową i w ten sposób uniezależnić się od groźby embarga (które w różnych okresach czasu wprowadzały niemal wszystkie liczące się w tej branży kraje, niewykluczone że z USA włącznie w bardzo dawnych czasach).

    Więc ja stwaiam raczej na świadomą politykę państwa i jego priorytety.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:03:49:

    Czy ktoś mógłby ludzkim językiem wyjaśnić, jakie dla nas skutki niesie interpretacja zalinkowana przez Zitta?

    Moim zdaniem stosowane dotychczas zasady naliczania 50% KUP były bardzo grubymi nićmi szyte, jednak póki nikt tego nie trącał, to nikogo to nie interesowało. No i jakiś bałwan trącił.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:22:17:

    Tymczasem chcialem zobaczyc czy porzadek obrad tej komisji sie zmienil o wysluchanie publiczne. Nic nie napisane ale byla transmisja. Niestety kilknalem, a tam przewodniczący KRASP prof. dr hab. Szmidt grzmiał: "a skąd myśmy się wzięli, 140 osobowe kolegium elektorów mnie wybrało, mówienie że rządzą kliki to trzeba mieć coś z głową, to jest niemożliwe, przynajmniej na poważnej uczelni, a niepoważnymi nie ma się co zajmować". Czytanie stenogramu zapewnie byłoby równie zabawne, ale nie planuję. Szczególnie że jak to piszę Szmidt właśnie się drze jak chamisko na targowisku (do milczącej sali, odpowiadając na pytanie) "autonomia będzie taka jak sobie zapiszecie w statucie, I tak bedzie u mnie, ja zaraz panu powiem jak to sie robi".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:26:25:

    Zitt,
    Pod jakim to adresem?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:26:41:

    To był blef, bo nie powiedział, przewodniczacy za to powiedzial zeby sie przestal drzeć. Oczywiście była to tyrada o tym jak ustawa poszerza autonomie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:29:47:

    Tu jest wyjasnione, o co chodzi:

    krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23443274,600-zl-mniej-dla-profesora-uczelni-powod-nowelizacja-przepisow.html

    W listopadzie ubiegłego roku ukazała się drobna korekta ustawy, która spowodowała zmiany w interpretacji przepisów. Dodatkowo ukazały się interpretacje Dyrektora Krajowej Izby Skarbowej wskazujące, że nie jest zgodne z prawem ryczałtowe obliczanie części wynagrodzenia, które mogłoby być objęte stawką 50 proc. kosztów uzyskania przychodu. Takie zasady mogą mieć zastosowanie jedynie w odniesieniu do wynagrodzenia, które jest wypłacane po stworzeniu utworu, dostarczeniu go do pracodawcy oraz przejściu praw do tego utworu na pracodawcę.

    W przypadku pracowników uczelni sprawa jest o tyle trudna, że nauczyciele akademiccy dostają wynagrodzenia z góry, a to oznacza, że w praktyce z tego zapisu korzystać przed stworzeniem dzieła nie mogą.

    Interpretacje nowych przepisów wciąż jednak nie są jasne, do tego nie są w żaden sposób wiążące. Jak wskazuje prof. Karbowniczek, uczelnie zdecydowały się więc na różne rozwiązania. Niektóre wystąpiły o interpretację do Krajowej Izby Skarbowej, podobną prośbę wystosowała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Konferencja Rektorów Polskich Uczelni Technicznych do ministerstwa.

    Jednocześnie wiele uczelni zleciło opracowanie opinii biurom prawnym, a część z nich, m.in. Uniwersytet Zielonogórski czy Politechnika Białostocka, przyjęła uchwały o całkowitym odebraniu 50 proc. kosztów uzyskania przychodu, czego skutkiem jest obniżenie pensji. W przypadku tego pierwszego chodzi zarówno o pracowników dydaktycznych, naukowych, jak i naukowo-dydaktycznych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 13:37:57:

    Nastepny z samorzadu akademickiego, nie poznaje typa. "Musimy zwiekszyc wymagania, zeby to zrobic musimy zwiekszyc rozliczalność". O kandydatach na rektora "to przeciez nie bedzie tak ze przewodniczacy rady powie no to teraz może Kazik. Procedura będzie określona w statucie! Może dawać serokie pole do konsultacji w procesie fachowo nazywanym "riserczingiem"". Typ to mówił i się nie śmiał.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 16:08:46:

    Izrael: liczba naukowców na 1 mln mieszkańców i wydatki na R&D jako %PKB. Znajdź Polskę: uis.unesco.org/apps/visualisations/research-and-development-spending/

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 16:26:35:

    Ta interpretacja ustawy dotyczy jednej uczelni, w której procentowo uchwalono, jaki zakres pracy twórczej jest na stanowiskach naukowych, naukowo-dydaktycznych i dydaktycznych. A oczywiście i tak na samym końcu wydający interpretację próbuje uniknąć odpowiedzialności i kluczy, że "wszystko zależy".

    Prawda jest taka, że Gowin ze swoimi urzędnikami z ministerstwa dał koncertowo ciała, a my za to zapłacimy. Niby KuP są nadal, a w wielu miejscach nie ma. U nas przyjęto zasadę, że musimy sporządzać raporty z dzieł które sporządzamy. W rezultacie oznacza to masę papierologii.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 20:07:09:

    Wygląda, że interpretacja Macieja Magika w sprawie ustawy był prawidłowa. Musze sobie zapamiętać, by w sprawach, na których się nie znam, słuchać fachowców.

    wyborcza.pl/7,75398,23448693,ustawa-gowina-bez-obiecanego-wysluchania-tempo-prac-bedzie.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 20:17:26:

    dr.kananga,
    Dzięki, to bardzo pouczająca tabele. Wnioski można wyciągnąć z nich rożne. Na przykład, że kraj o wielkości połowy województwa opolskiego (wliczając w to terytoria sporne) wydaje na badania i rozwój mniej więcej tyle, co Polska. Albo że korelacja między poziomem wydatków na R&D a liczbą badaczy jest z grubsza liniowa, a Polska jest w tej relacji w pozycji neutralnej. Z tego drugiego wniosku wynika, że jeśli w Polsce wzrosną nakłady na R&D, to nie na nasze pensje, tylko cudze, znaczy się - tych, którzy zostaną dopiero do tej działalności dokooptowani. Z tabeli na dole wynika też, że w krajach z bardzo dużą liczbą badaczy i dużym udziałem badań w PKB zdecydowaną większość wydatków ponosi biznes a nie państwo. To kolejna przesłanka za tym, że ewentualny wzrost nakładów w Polsce odbywać się będzie poza sektorem akademickim.

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/24 21:40:48:

    krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23443274,600-zl-mniej-dla-profesora-uczelni-powod-nowelizacja-przepisow.html#Z_BoxLokKrakLink

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 16:24:38:

    1. Senat mojej uczelni zdecydował się obniżyć pensje wszystkim nauczycielom akademickim. To postanowienie jest oczywiście pokłosiem sławetnej indywidualnej interpretacji podatkowej, że nauczycielom akademickim nie przysługują 50-procentowe koszty. Władze mojego uniwersytetu oficjalnie nie zgadzają się z takim wnioskiem i wysłały jakieś pismo protestacyjne do ministerstwa. W rzeczywistości notable uczelniani położyli uszy po sobie i gorliwie przystąpili do wdrażania w życie cennych wskazówek buchalteryjnych, udzielonych przez organ podatkowy w indywidualnej sprawie kogoś innego.

    Komentarz: Władze uniwersytetu nie chowają głowy w piasek.

    2. Z ostrożnych szacunków wynika, że miesięczne wynagrodzenie nauczyciela akademickiego przeciętnie spadnie o 6%. Obniżka wejdzie w życie od lipca. To, że nie stanie się to już w czerwcu, wynika jedynie z tego, że pion księgowy nie zdąży do końca maja przeliczyć pensji wszystkim nauczycielom akademickim.

    Komentarz: Łaska pańska niezmiernie cieszy.

    3. W mojej uczelni pensja asystenta, uwzględniająca dodatek za pięcio- lub sześcioletnią wysługę lat, wynosi przeciętnie około 2350 zł netto, a pensja adiunkta, uwzględniająca dodatek za jedenasto- lub dwunastoletnią wysługę lat, wynosi przeciętnie około 3250 zł netto. Po obniżce asystent będzie zarabiać pi razy drzwi 2200 zł netto, a adiunkt dostanie na oko 3050 zł netto.

    Komentarz: Żyć, nie umierać.

    4. ,,Zawyżone'' wynagrodzenia, wypłacone od stycznia do czerwca, spłacimy w kwietniu przyszłego roku przy składaniu PIT-37, gdyż będzie półroczna niedopłata zaliczek na podatek dochodowy. Asystent dopłaci więc państwu około 900 zł, adiunkt - jakieś 1200 zł.

    Komentarz: W przyrodzie nic nie ginie .

    5. Na tym samym posiedzeniu senat uchwalił nowe zasady ogłaszania konkursów na stanowiska nauczycieli akademickich. Po analizie, przeprowadzonej przez eksperta którejś organizacji związkowej, okazało się, że wymagania na stanowisko adiunkta będą wyższe niż na stanowiska profesora zwyczajnego i nadzwyczajnego.

    Komentarz: Wierchuszka uznała, że niesamodzielni pracownicy naukowi potrzebują zachęty do pracy.

    6. Ukończyłem medycynę i jeszcze jeden kierunek, pracuję na stanowisku asystenta i będę zarabiał mniej więcej tyle samo co kasjer w kilku największych sieciach supermarketów z tą samą wysługą lat. Co prawda jest jeszcze dodatkowe wynagrodzenie za ekspertyzy dla podmiotów zewnętrznych, ale... primo, ono jest za dodatkową pracę i, secundo, od trzech miesięcy uczelnia go nie wypłaca, bo pieniądze poszły na coś innego.

    Komentarz: Gowin od wielu miesięcy zapewnia, że pensje nauczycieli akademickich wkrótce wzrosną.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 17:52:16:

    Pensje wkrótce wzrosną.... do poziomu sprzed reformy.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 19:22:36:

    Są już dostępne rządowe poprawki do projektu ustawy:

    orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/0E60DE7FE2608DA0C1258297004ABFD2/%24File/2446%20i%202447-003.pdf

    najważniejsza zmiana: wraca kolokwium habilitacyjne w naukach społecznych i humanistycznych, choć nie wiadomo w jakiej postaci (czy zwołuje je komisja, czy jednostka).

    Ponadto profesor ma pensum 180 godzin.

    Potwierdza się też, że w wykazie czasopism znajdzie się 500 tytułów spoza Scopus, w tym głównie z nauk społecznych i humanistycznych.

    A to dopiero początek grzebania w ustawie. Generalnie środowisko dążące do ambitnych reform omamione przez Gowina czuje się zrobione w Bambuko. No ale za naiwność się płaci.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 20:08:13:

    halucinski,
    Ale nie pracuje Pan na PWr, której senat właśnie uchwalił to, o czym Pan pisze? twitter.com/nivallen

    Jeśli jest Pan asystentem, to czy ma Pan doktorat? Pytam, bo zdaje się, że na wielu polskich uczelniach powróciła piękna świecka tradycja, że pierwsze zatrudnienie oferuje się właśnie na chwalebnym stanowisku asystenckim i to oczywiście dla dobra młodego naukowca, bo może on w ten sposób "przechytrzyć" system, pracując na swoją habilitację więcej niż 8 lat. Czy u Pana obowiązuje ta tradycja?

    Jak długo (ile lat) pracuje Pan jako asystent?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 20:28:50:

    @Pi:

    Nie, nie tam. Praca poszła w zeszłym miesiącu do recenzji. We wrześniu będą cztery lata stażu asystenckiego. I u mnie ta tradycja chyba nie obowiązuje, bo nierzadko zatrudniają nowych ludzi na stanowiskach adiunckich i profesorskich..

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 21:32:40:

    @flamengista
    Proszę nie panikować. Tam jest określona maksymalna liczba czasopism spoza Scopusa. Jest to rzeczywiście 500, ale minister może zdecydować, że ta liczba będzie mniejsza. To pewnie taktyczne ustępstwo względem prezydenta i prezesa, którzy jakoś tam wyrażali obawy o los polskich czasopism. Proszę pamiętać, że w kwestii tych czasopism będzie konkurs i trzeba będzie się wykazać potencjałem na wejście do Scopusa. A to nie takie proste, bo trzeba mieć cytowalność. Ja, właśnie jako osoba oczekująca ambitnych reform, jestem wciąż umiarkowanie zadowolony. Oczywiście marzy mi się bardziej radykalna reforma, ze zniesieniem habilitacji i profesury tytularnej włącznie, ale to, co jest proponowane, to ciągle krok w dobrym kierunku.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:05:55:

    @flamengista
    I jeszcze jedno. Niech Pan spojrzy choćby na konto facebookowe Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej. Zobaczy Pan strach i panikę, i nastrój ogólnie schyłkowy. To nieomylny znak, że jednak idzie realna reforma. :-)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:16:30:

    @flamengista
    Zwróciłem uwagę na parę innych autopoprawek: tytuł profesora prawie już za darmo dla habilitowanych, autonomia w zakresie tworzenia studiów również dla B+ (to bardzo istotna zmiana), teraz już prawie nie ma różnicy między uprawnieniami A i B+, na razie widzę tylko jedną: jakieś studia międzydyscyplinarne, może przeoczono :), profesor może być zatrudniony tylko na stanowisku profesora, czy (zagadkowa dla mnie zmiana):

    "co najmniej 12 pracowników prowadzących działalność naukową w danej dyscyplinie, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie". Czy to znaczy, że deklarując 2 dyscypliny oznacza "pół etatu" na każdą? A dydaktyka, to też jakiś kawałek "etatu"?

    Co do kolokiwium: z kontekstu chyba wynika, że to będzie przed Komisją.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:29:05:

    js.c:
    "profesor może być zatrudniony tylko na stanowisku profesora" - ta poprawka oznacza, że na nowej tabeli płac minimalnych najbardziej skorzystają nowouprofesorowani doktorzy habilitowani, bo z automatu przeskakują profesora tytularnego na stanowisku profesora uczelni i od razu wchodzą w dotychczasowe zaszeregowanie profesorów tytularnych na stanowisku prof. zwyczajnego

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:35:08:

    @trzy.14
    No tak, na przysłowiowym UJ-ocie to może być jakiś skok. U nas to co najwyżej przyspieszy sprawę o parę miesięcy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:40:35:

    jeśli chodzi o nowe, konsultacjami znacznie ulepszone kryteria profesorskie, że ma mieć profesorant wybitne osiągnięcia naukowe krajowe lub zagraniczne", to to są pańskie jaja.

    Recenzencie, hulaj dusza, piekła nie ma!

    I nawet kolejność jest symptomatyczna, krajowe lub zagraniczne. Do k. nędzy,
    kto to im konsultował? Krycha P.? Andrzej Z?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 22:41:18:

    js.c,
    U nas o lata. Myśmy są zapatrzeni w UJ. Nawet program studiów był przez lata wzorowany na UJ-cie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/25 23:00:55:

    js.c,
    Ja to rozumiem tak, że można zadeklarować, że w ciągu 4 lat objętych parametryzacją, 3 lata pracowało się jako chemik, a rok jako biolog. I wtedy masz wagę 3/4 w chemii i 1/4 w biologii. Czyli nie automat, a deklaracja.

    Kolokwium już w ustawie marcowej było tylko przed komisją (uczelnianą?!). Ale jako forma opcjonalna. Teraz w społ-humach staje się na powrót rytuałem obowiązkowym.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 01:34:34:

    @trzy.14
    W kwestii wymogów profesorskich, każdy ruch oprócz zniesienia tytułu to zawsze będą pańskie jaja. Nie pamiętasz analizy dorobku członków CK, zaprezentowanej przez Duszyńskiego? Nadano tytuły profesorskie ludziom bez dorobku, takie są fakty. Więc teraz są tylko dwa rozwiązania czyszczące system: odebranie tytułów profesorom bez dorobku lub zniesienie tytułu. Pierwsze nie wchodzi w grę, więc zostaje drugie. Zdecydowano się profesurę zostawić i coś tam rzeźbić w kwestii wymogów. Ale to zawsze rodzi problemy. Czy wybitny polonista naprawdę musi mieć granty lub publikacje z JCR? Niekoniecznie. Więc zostają 'wybitne osiągnięcia'. Ale przecież już każdy habilitowany ma 'znaczny wkład'. Czy 'znaczny wkład' mogły wnieść osiągnięcia, które nie są wybitne? Więc widzisz, że tego bez zniesienia systemu hab.-prof. nie da się rozwiązać i jest to tak oczywiste, że nie chce mi się nawet o tym pisać. Niestety, środowisko sprzeciwiło się próbie zniesienia tego nonsensu, i to też mówi coś o tym środowisku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 08:09:13:

    @maciek_magik
    Nie tak aż wesoło:
    1. Punkty wydawnictwa uniwersytetckiego za monografie dziedziczą wszelkie wydawnictwa uniwersytetu (co za wolta!) (do 2020 - na razie...)
    2. Najwartościowsza zmiana w ewaluacji, nowa lista czasopism, wchodzi dopiero od 2019. Za 2017 i 2018 liczy się tylko głupawy wykaz ze stycznia 2017. Czyli artykuł w Scopusie z 2018 jest bezwartościowy, o ile czasopisma nie było w JCR albo na starym ERIHu (w językoznawstwie jest to duży zbiór dobrych i bardzo dobrych czasopism)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 08:20:39:

    @fla #kolokwium
    Wiadomo, bo zostaje zdanie:
    "8. Komisja habilitacyjna może przeprowadzić kolokwium habilitacyjne w zakresie
    osiągnięć naukowych albo artystycznych osoby ubiegającej się o stopień doktora
    habilitowanego."
    Nowy zapis dodali jako drugie zdanie w tym punkcie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 08:26:10:

    Art 137 pkt 2, poprawka na stronie 7 - o co chodzi?
    Minister nie określi już minimalnego wynagrodzenia profesora, tylko wynagrodzenie profesora. Czyli wynagrodzenie profesora będzie wszędzie takie samo i uczelnia nie może go podwyższać? Ale zwiększona autonomia!

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 09:00:11:

    Tak, jest okres przejściowy za publikacje na lata 2017-2018. Najwyraźniej jednak "zmienili koncepcję", bo za ten okres punktacja miała być następująca:
    - wszystkie czasopisma z listy B powyżej obecnych 12 pkt - 10 pkt;
    - wszystkie czasopisma z listy B poniżej obecnych 12 pkt - 5 pkt;
    - wszystkie czasopisma ze Scopusa - 20 pkt i wyżej.

    W obecnej sytuacji jeśli interpretacja @nobooks jest trafna zrobi się straszny chaos. I tak by był, ale w ten sposób zmiany projakościowe dla wielu staną się widoczne dopiero w 2020-2021 roku. Bo w zasadzie do nowej parametryzacji wszystko można robić "po staremu" i to bez żadnej konsekwencji.

    Najśmieszniejsze jednak, gdy się okaże że konsekwencje jednak są, bo w zasadzie od 2019 dorobek indywidualny będzie się liczył jedynie dla czasopism z wykazu ministerialnego, a więc dla Scopusa.

    Środowisko dostaje więc sprzeczne sygnały - ciągle na chwilę obecną ci, co publikują na dole Scopusa (a więc poza obecną listą A, B i C) "marnują teksty" (bo przynoszą 5 pkt), ale za chwilę te ich "bezwartościowe artykuły" okażą się jednak wartościowe.

    Jak przewidywałem, trwa cały czas przeciąganie liny i ustępstwa na rzecz GTW. Obawiam się, że to nie koniec. W ostatecznym rozrachunku ta reforma, pozbawiona nie tylko marchewek ale nawet solidnego kija może okazać się wyjątkowo szkodliwa.

    Oczywiście konfitury zostawiono na końcu - kluczową kwestią jest rozporządzenie dotyczące wykazu czasopism punktowanych, a tu może być niespodzianka. Nie przez przypadek czekają z nią do momentu, aż uchwali się ustawę. Walną je w wakacje, a większość zainteresowanych o wszystkim dowie się w październiku.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 09:52:20:

    @nobooks
    Z tym wynagrodzeniem profesora, to wygląda na poprawkę redakcyjną. Po prostu wcześniej zdefiniowano, iż "wynagrodzenie profesora" to taka kwota (zastępująca poprzednią kwotę związaną ze "średnią krajową"), wyznaczana przez ministra, względem której normuje się wszystkie wynagrodzenia i należności, o których wspomina ustawa. W szczególności "wynagrodzenie profesora" to minimalne (jednak) wynagrodzenie na stanowisku profesora w uczelni publicznej. Na pewno można było tę ideę wpisać do ustawy w bardziej klarowny sposób, to fakt.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 09:52:58:

    To chyba już mamy jasność jeżeli chodzi o koszty reformy tylko w tym roku. To jest to, o czym już pisałem, że reforma będzie robiona z naszej kieszeni. Proszę zauważyć, że ten ruch z odbieraniem nam, wbrew prawu praw autorskich i pokrewnych, to dla budżetu wpływy na ok. 8 mld. zł. Z kolei obiecana przez Gowina podwyżka może okazać się tylko iluzją. A nawet jeżeli będzie, to i tak może z trudem wyrównać stan naszych zarobków sprzed niekorzystnych interpretacji podatkowych MF, a i tak nikt nam wyrównania za ten rok nikt nie da. Oczywiście zgodnie z obecną taktyką rządzących obniżki naszych zarobków robi się po cichu, natomiast będzie wielka propaganda przy "podwyżce" w przyszłym roku. Pytanie co możemy zrobić, aby przeciwdziałać postępującej pauperyzacji zawodu, który już w żaden sposób nie jest atrakcyjny dla młodych ludzi, ani ze względu na prestiż, ani tym bardziej na zarobki.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 10:06:16:

    @flamengista
    To, że Scopusa nie wprowadza się natychmiast, a nawet nieco wstecz (np. można było w grudniu wpisać i rok 2017), to zupełnie wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi (chyba, że mają zamiar zupełnie odejść od tej bazy).

    Natomiast lista publikacji jest drobiazgiem wobec braku nawet śladu rozporządzenia o nowym algorytmie, zwłaszcza iż BSt ma być teraz pomieszane z dotacją podstawową, pojawią się federacje, i - co najważniejsze - nie wiadomo czy "inicjatywy doskonałości" będą wchodzić do stałej przeniesienia, co diametralnie zmieniłoby rozkład finansowania, niszcząc średnie uczelnie, bo ogranicznik 5% w tej sytuacji musiałby być zmieniony, jako że wzrosty liderów - gwarantowane ustawą - będą ponad 10%. Taki scenariusz wynika wprost z ustawy, minister może potem co najwyżej arbitralnie łagodzić najbardziej drastyczne skutki (albo przyjąć interpretację, nie wiem na jakiej podstawie, że 10% wzrostu subwencji z racji "inicjatywy badawczej" liczy się jakoś inaczej i nie wchodzi to do stałej przeniesienia).

    Oczywistym rozwiązaniem tego dylematu jest osobna grupa (i osobny algorytm) dla uczelni badawczych, ale ten temat jest uporczywie ignorowany i na razie w ustawie tego nie ma.


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 10:18:38:

    @kalkhopf
    Skąd te 8 mld? Sprawa jest niezwykle istotna, faktycznie aż dziw, iż nie mówi się o niej zbytnio w kontekście ustawy (bo może dałoby się wrzucić tam jakieś korzystne zapisy).

    Ale straty dla pracowników maksymalnie mogą wynieść do 10% (raczej 6%). Zatem 8 mld straty sugerują budżet na wynagrodzenia rzędu 100 mld zł, a przecież jest jakieś 10 razy mniejszy (obliczmy z grubsza, ze sporym zapasem: 100 tys. pracowników razy 100 tys. zł wynosi 10 mld). Chyba, że chodzi o zysk budżetu w perspektywie kilku czy kilkunastu lat? Ale nawet kilkaset mln rocznie to istotnie akurat kasuje te mityczne podwyżki :(

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 10:39:45:

    @js.c
    Przepraszam pomyłka o jedno 0, czyli do ok. 800 mln. brutto.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 10:40:52:

    @js.c
    Dzięki, jak człowiek jest wzburzony zdarza się pomnożyć jeszcze raz przez to samo, czyli 12.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 10:44:31:

    js.c,
    W głowie mam, że budżet na szkolnictw wyższe to ok 10 mld, na naukę ok 7 mld. Ale to jest nie na 100, a na 200 tys etatów! Bo administracja, techniczni, etc.
    Niemniej, Twoje wyliczenia, że chodzi o przekazanie 6% z 10 mld z kieszeni Gowina do kieszeni ministra finansów wydają się być prawidłowe.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 11:13:15:

    @trzy.14
    To chyba będzie nawet mniej niż 100 tys.
    A techniczni i administracja nie mają odpisów autorskich (przynajmniej w tej skali).

    A "wykombinować" uzasadnienie dla kosztów uzyskania: chyba da się. A choćby to, że pracujemy we własnym domu, czyli parę tysięcy rocznie za koszt wynajmu pokoju jako gabinetu :) Przy kilku artykułach rocznie napisanych własnoręcznie, to nawet nie da się nie pracować w domu (zatem jest korelacja: efekty/ nakłady i uzasadnienie dla ryczałtu, skorelowanego z wymiernymi efektami - jak najbardziej, zwłaszcza przy wynagrodzeniu standardowym, gdzie nie ma podwójnego czy potrójnego płacenia za to samo).

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 12:40:38:

    @ trzy.14

    "Z tabeli na dole wynika też, że w krajach z bardzo dużą liczbą badaczy i dużym udziałem badań w PKB zdecydowaną większość wydatków ponosi biznes a nie państwo. To kolejna przesłanka za tym, że ewentualny wzrost nakładów w Polsce odbywać się będzie poza sektorem akademickim."

    Nie wynika. Nie znam systemów naukowych, w których większe wydatki biznesu nie pokrywają się z większymi wydatkami sektora publicznego.

    To jest wieczne marzenie MNiSW: żeby biznes zdecydował się zainwestować w BiR, bez inwestycji sektora publicznego. Problem jest taki, że nie znam systemu nauki, w którym to by zadziałało. Biznes nie chce pracować z biednym i słabym (skorumpowanym / niewydolnym) sektorem publicznym.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 13:51:16:

    Państwo tu piszą mądrze o Scopusach i JCR-ach, o pierwszych i czwartych kwartylach, a u mnie uchwalono, razem z obniżką wynagrodzeń, nowe zasady rozpisywania konkursów na stanowiska nauczycieli akademickich. No i według tych postanowień przy ocenie dotychczasowych osiągnięć naukowych komisje konkursowe będą brały pod uwagę tylko te publikacje kandydatów, które pojawiły się w czasopismach z IF i których są pierwszymi autorami. Generalnie rzecz biorąc, można to chyba podsumować tak: współpracujesz z mądrzejszymi od siebie -- tracisz.

    To się pięknie wpisuje w feudalną strukturę hierarchii akademickiej na uczelniach medycznych, gdzie kierownik katedry, zakładu i kliniki jest władcą niepodzielnym, panem życia i śmierci, kowalem losu swych podwładnych. Jeśli chcesz coś opublikować, obojętne, czy korzystałeś z jednostki czy nie, musisz mieć zgodę kierownika. Ta najczęściej jest udzielana dopiero wtedy, gdy prześlesz artykuł do oceny kierownika, który podzieliwszy się kilkoma cennymi sugestiami, oczekuje, że trud jego ciężkiej pracy wynagrodzisz wciągnięciem go na listę autorów. Rzecz jasna, zaproponowanie innego miejsca niż pierwsze będzie poczytane za kompletny brak szacunku. Co pewien czas ulubieńcy kierownika dostają przyzwolenie na umieszczenie swych imion i nazwisk na początku, dzięki czemu zyskują tak ważne w ocenie konkursowej pierwsze autorstwo prac. Resztę mogą Państwo dopowiedzieć sobie sami.

    Z innej beczki:
    Jeden z wicegowinów krytycznie o działalności służb skarbowych (linka). Po prostu wzruszające, że Gowin i wicegowiny będą walczyć o nasze wynagrodzenia.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 13:58:34:

    Najbardziej jak zwykle śmieję się z "reformatorów", którym jak zwykle wyjdzie łóżko-strzelba znanego innowatora hrabiego Skrzetuskiego. Opracował on bowiem skrzyżowanie łóżka i strzelby, na którym to wynalazku co prawda nie dawało się spać, ale za to nie dawało się z niego strzelać.

    Dzięki znakomitej ustawie uda się zaorać to co jeszcze działało w tym systemie, po co, aby od przyszłego profesora wymagać... eeee... no..., niczego nie wymagać. Ustawa ta jest nie dość, że nie jest Pareto optymalna (czyli poprawić komuś, tak, żeby inni nie mieli gorzej), to jest dokładnym przeciwieństwem - nikomu nie poprawia, za to niektórym jest dużo gorzej.

    Z mojego punktu widzenia, a to niby ja jestem rzekomym beneficjentem ustawy - czyli osobą współpracującą, publikująca z rzadka w q1 listy A, lub w środku listy w dyscyplinach, gdzie tego się na ogół nie robi, niczego się nie poprawia. Jestem bowiem statystykiem, w kraju, gdzie nawet w medycynie, gdzie chodzi o życie i zdrowie, statystyka stoi na poziomie żenująco-śmiesznym. Wydawałoby się, że jestem niezbędny.

    Jeżeli nie będę miał motywacji, żeby współpracować - nie będę. Nowa ustawa całkowicie mi tą motywację odbiera - karząc mnie za współpracę oraz likwidując motywację do bycia lokomotywą wydziału. A naprawdę jako statystyk mam gdzie zarobić.

    Jako słynna "truskawka na torcie" - przywrócenie kolokwium. Kolokwium habilitacyjne to dla mnie strata czasu, to sytuacja, na której wszyscy tracą. Nigdy nie odczuwałem potrzeby przeczołgania kogokolwiek, biorąc pod uwagę, że sam zostałem przeczołgany, a wręcz przeciwnie - nikomu tego nie życzę. Z tego punktu widzenia siedzenie na komisji habilitacyjnej już jest dla mnie dopustem bożym, a co dopiero wysłuchiwanie bełkotliwych wykładów polskich wybitnych wkładowo-światowo habilitantów i pytań, które z reguły miały charakter skandalicznych idiotyzmów (co prawda nie znam się na półprzewodnikach, bo pracuję głównie nad tematem działań UB w latach 1949-1950 na ziemi lubuskiej, ale czy półprzewodniki nie są ubeckie? w końcu donoszą).

    Na koniec obniżenie płac wynikające z zabrania kosztów. To już jest obrzydliwe, bo odbyło się pod hasłem zwiększenia tych kosztów. Ale tak już jest z partią miernot, wybieranych przez miernoty. Reformatorzy, macie czego chcieliście współpracując z PiSem czyli powrót do komuny + lustracja.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 14:28:36:

    @fla
    Środowisko dostaje więc sprzeczne sygnały - ciągle na chwilę obecną ci, co publikują na dole Scopusa (a więc poza obecną listą A, B i C) "marnują teksty" (bo przynoszą 5 pkt), ale za chwilę te ich "bezwartościowe artykuły" okażą się jednak wartościowe.

    Nie tylko na dole Scopusa. Za chwilę opublikuję artykuł w czasopiśmie z górnego decylu Scopusa, w czasopiśmie, który nie był na listach A i C, zatem 5 punktów. Gdybym opóźnił do stycznia 2019, 140 punktów.
    Co do oczekiwań środowiska: większość środowiska nie interesuje się (w tym stopniu szczegółowości) projektami regulacji, oni patrzą na stare listy, i w tym sensie ta nowa zmiana odpowiada oczekiwaniom środowiska.
    Tylko, że nowy system charakteryzuje się znaczącą inflacją punktacji, zatem mieszanie starego i nowego w jednym okresie ewaluacji jest absurdalne i w efekcie marginalizuje dorobek za lata 2017-2018. Dobrze byłoby, aby jednak chociaż wprowadzili rozwiązanie sankcjonujące korzystniejszą dla danego czasopisma punktację za 2017-2018 - po staremu lub po nowego.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 14:31:26:

    @maciek_magik
    Wbrew pozorom, z tytułem i habilitacją zrobiono "porządek". Niby to zostaje, tytuł staje się wręcz łatwą konsekwencją habilitacji, ale i jedno i drugie nie jest aż tak bardzo potrzebne (poza promowaniem doktoratów, ale przy tak kosztownych doktorantach, to może i promotorów będzie trzeba mniej?), nie ma bowiem żadnych minimów kadrowych. Uczelnia mając do wyboru zatrudnienie doktora i profesora, przy podobnych możliwościach publikacyjnych, wybierze doktora, bo tańszy (ustawa wręcz zakazuje preferować profesora). A profesor bez aktualnego (i to solidnego) dorobku, to pracować będzie mógł co najwyżej siłą bezwładu, dla uczelni będąc tylko obciążeniem.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 15:27:12:

    @js.c:

    > A "wykombinować" uzasadnienie dla kosztów uzyskania: chyba da się.

    Nie da się. W ustawie o prawach autorskich i prawach pokrewnych kluczowym pojęciem jest ,,utwór'':

    Art. 1 ust. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

    Art. 1 ust. 3.
    Utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną.


    Koszt uzyskania przychodu w wysokości 50% stosuje się do korzystania przez twórców z praw autorskich i praw pokrewnych z tytułu działalności badawczo-rozwojowej i naukowo-dydaktycznej (art. 22 ust. 9 pkt 3 i ust. 9b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych).

    Przepisy o 50-procentowym koszcie uzyskanego przychodu trzeba interpretować w kontekście ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych, ponieważ w ustawie podatkowej jest mowa o ,,korzystaniu przez twórców z praw autorskich'' (wspomniany wyżej art. 22 ust. 9 pkt 3).

    Wynagrodzenie zasadnicze dostajemy za działalność dydaktyczną, naukową i badawczo-rozwojową (art. 111 ust. 1 pkt 1-2 Prawa o szkolnictwie wyższym), a wynagrodzenie dodatkowe za niektóre formy uczestniczenia w pracy organizacyjnej uczelni (np. w komisjach rekrutacyjnych). Wynagrodzenie zasadnicze wypłaca się nauczycielowi akademickiemu z góry (§ 27 ust. 1 rozporządzenia MNiSW, wydanego na podstawie art. 151 Prawa o szkolnictwie wyższym).

    Oczywiście: działalność badawczo-rozwojowa i naukowo-dydaktyczna (ustawa podatkowa) = działalność dydaktyczną, naukową i badawczo-rozwojową (Prawo o szkolnictwie wyższym).

    No i czas na gwóźdź programu:

    Skoro (warunki łączne):
    1) przychody (czyli wynagrodzenie) za działalność badawczo-rozwojową i naukowo-dydaktyczną z tytułu korzystania z praw autorskich są objęte 50-procentowym kosztem uzyskania przychodu,
    2) przedmiotem prawa autorskiego jest utwór, ukończony lub nie, który musi mieć ustaloną postać,
    3) wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela akademickiego należy się za działalność badawczo-rozwojową i naukowo-rozwojową,
    4) wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela akademickiego jest wypłacane z góry,
    to nauczycielowi akademickiemu nie przysługuje 50-procentowy koszt uzyskania przychodu, bo przecież uczelnia płaci nauczycielowi akademickiemu za utwory, które dopiero zostaną ustalone w jakiejś postaci (w kolejnym miesiącu). Coś, co zostanie stworzone w przyszłości, nie ma jeszcze postaci, a utwór musi mieć ustaloną postać.

    Problem rozwiązałaby drobna nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym, która wprowadziłaby zasadę, że wszystkie składniki wynagrodzenia, w tym wynagrodzenie zasadnicze, wypłaca się nauczycielowi akademickiemu z dołu, czyli za poprzedni miesiąc. Wtedy można już mówić o utworach, ukończonych bądź nie, które mają ustaloną postać.

    PS. To, że dotychczas mieliśmy 50-procentowe koszty uzyskania przychodów, wynika z tego, że służby skarbowe stosowały dotąd liberalną wykładnię. Dziś, gdy państwo szuka dochodów na pokrycie rosnących wydatków socjalnych, administracja skarbowa zaczęła stosować wykładnię literalną, która jest bardzo rygorystyczna, tj. trzyma się ściśle dosłownego brzmienia ustaw fiskalnych.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 16:01:24:

    Tak, Pan Wiceminister uprawia tak zwane "słodkie pierdzenie". Bo muszę powiedzieć, że o tym problemie dowiedział się w styczniu - pośrednio ode mnie (sic!). Gdy przeczytałem o problemie 50% KuP na DNU i blogu habilitanta, pobiegłem wściekły do kolegi sympatyzującego z JG, który (nieco zniesmaczony moją paniczną reakcją) przy mnie (!) zadzwonił do Wiceministra. Na co wiceminister powiedział, że niepotrzebnie się martwimy, cała ta sprawa jest monitorowana przez ministerstwo i 50% KuP dla naukowców nie jest zagrożone.

    Więc ja osobiście Panu Mullerowi i Panu Gowinowi dziękuję za wzruszającą więc troskę o moje finanse. O sprawie wiedzą od pół roku co najmniej i właśnie "zamierzają wyjaśnić" sprawę z ministerstwem finansów.

    BTW: Właśnie zatrudniam adiunkta i pogorszenie warunków płacowych z pewnością wpłynie na jakość kandydatów którzy się zgłoszą.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 16:19:36:

    @haluciński, @flamengista
    Oj, skoro to tylko taka drobna poprawka w ustawie (za chwilę uchwalanej), to może jednak warto, aby kolega wykonał kolejny telefon :)

    Przyznam się jednakowoż, że taka sofistyka niezbyt mi się merytorycznie podoba (choć zapewne dla prawników to jakiś standard), bo wynagrodzenie zasadnicze jest ustalane (z góry, na wiele miesięcy, a nawet lat, do przodu) i nie jest skorelowane z tym, co będzie lub nie będzie w następnym miesiącu wytworzone (tak bowiem jest w przypadku umowy o dzieło). Zatem: pracodawca umawia się na pewną pensję, w ramach której pracownik ma produkować (w przyszłości, w sposób w miarę ciągły) jakąś pulę "utworów". W przypadku, gdy pula ta jest zadowalającego rozmiaru, autor zyskuje prawo do odpisu. Aczkolwiek widzę, że w przypadku takiej interpretacji najlogiczniejsze byłoby jako standard dać każdemu pracownikowi maksymalne (80%? 50%?) koszty uzyskania, a przy rozliczeniu PIT-u tym, którzy nie wyprodukowali dość dzieł - pracodawca rozliczałby mniejsze koszty uzyskania.

    Tak, czy owak, skoro "wolą polityczną" byłaby ulga dla naukowców, to naprawdę kwestia dopracowania szczegółów technicznych wydaje się banalna.
    Ale może nie ma tej woli?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 17:19:04:

    @js.c:

    Utożsamia Pan pojęcie dzieła (kodeks cywilny) z pojęciem utworu (ustawa o prawach autorskich i prawach autorskich). Oba pojęcia są bliskoznacznikami, ale nie można powiedzieć, że mają identyczną denotację i konotację. Dzieło jest pojęciem trochę szerszym. Z jednej strony dzieło musi mieć na tyle indywidualizujące cechy, że umożliwią ustalenie, czy efekt pracy jest zgodny z treścią umowy. Z drugiej strony dzieło nie musi mieć tak mocno wyrażonego pierwiastka twórczości, który z kolei jest warunkiem koniecznym uznania, że coś jest utworem. Trudno byłoby mi tu teraz wytłumaczyć pojęcie twórczości (,,działalności twórczej'') w rozumieniu ustawy o prawach autorskich, bo musiałbym obszernie odnieść się do judykatury i doktryny. W każdym razie jest ono na tyle efemeryczne, że precyzyjne ustalenie jego znaczenia ustawodawca musiał zostawić teorii i praktyce prawa. Inaczej się nie dało.

    Uważam, że problem leży gdzie indziej. Otóż służby skarbowe, a często i kontrolujące ich decyzje sądy administracyjne, zwykle ograniczają się do stosowania wykładni literalnej, tj. opierają swe rozstrzygnięcia na dosłownym brzmieniu przepisów prawnych. Czemu? Po pierwsze, bo tak jest najłatwiej. Po drugie, bo minimalizują ryzyko zarzucenia im przekroczenia uprawnień - ,,przecież postąpiłem zgodnie z literą prawa''. Czasami organy skarbowe i sądy administracyjne uciekają się do wykładni systemowej, czyli uwzględniają umiejscowienie analizowanych przepisów prawa w całym systemie prawnym, a przypadki stosowania wykładni celowościowej, która nakazuje brać uwagę cel analizowanych przepisów prawnych i ogólne zasady prawa, czyli duch prawa, są naprawdę rzadkością. Główną tego przyczyną jest wysoki poziom nieufności, panujący w naszym społeczeństwie - ,,skoro urzędnik odszedł od dosłownego brzmienia przepisu, musiał mieć w tym osobisty interes''. To zresztą dlatego wykładnią celowością częściej posługują się organy władzy w tych państwach, gdzie poziom zaufania w społeczeństwie jest dużo wyższy, i tak się akurat składa, że w przeważającej mierze są to kraje o długich tradycjach demokracji. Na ten temat więcej i kompetentniej na pewno mogliby powiedzieć nasi koledzy od socjologii i politologii.

    Ja uważam, że dotychczasowa wykładnia przepisów podatkowych, dająca nam 50-procentowe koszty uzyskania przychodu, była najwłaściwsza, bo właśnie uwzględniała intencje prawodawcy. No ale czasy są takie a nie inne i któryś tam dyrektor służb skarbowych, żeby nie narazić się na niezapowiedzianą poranną wizytę panów z ABC, uznał, że najprawidłowsza będzie wykładnia literalna.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 17:24:04:

    @js.c: wola polityczna oczywiście jest. Przecież przepis o ograniczeniu KuP powstał jeszcze w resorcie Morawieckiego-ministra, kiedy to on z JG trzymali sztamę w rządzie Szydło. Gowin od samego początku mówił, że nowe przepisy nie uderzą w naukowców i że zależy mu na utrzymaniu tego przywileju dla tej grupy. Co więcej, nawet ultra-optymistyczne symulacje Kudryckiej pokazywały że całkowita likwidacja KuP dla twórców (łącznie dla naukowców, artystów i dziennikarzy) może przynieść dodatkowe 800 mln zł do budżetu. Morawiecki większość tego uzyskał, pozbawiając informatyków zatrudnionych w korporacjach IT tego przywileju. Kopanie naukowców w zadek nie ma żadnego sensu, ani politycznego, ani finansowego. To oddolna inicjatywa nadgorliwych urzędników MF.

    Problem w tym, że intencje jedno, a kompetencje ludzi pracujących w obu ministerstwach to drugie. Zamiast powołać ad hoc roboczą grupę ekspertów która dopracowałaby szczegóły (gdy sprawa była sygnalizowana w mediach jako problematyczna) dano wiarę jakiemuś urzędasowi w MF. I w rezultacie jest wielka kupa.

    Moim zdaniem sprawę się wyprostuje, ale uda się to pewnie dopiero po wakacjach. W międzyczasie czeka nas masę nerwów i dodatkowego obciążenia administracyjnego.

    Cała ta sprawa pokazuje dobitnie, jaka jest jakość kadr którymi dysponuje obecny rząd - i to nie na poziomie nawet ministrów i wiceministrów, tylko ekspertów z którymi na co dzień współpracują. I dlatego tak bardzo martwię się tą nową ustawą. Nawet w najnowszych zmianach widać koszmarną amatorszczyznę w zakresie tworzenia prawa, o czym na bieżąco na swoim profilu FB piszą Obywatele Nauki.

    Więc mniejsza nawet o intencje i sam kierunek postulowanych zmian, tylko o jakość stanowionego prawa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 17:32:49:

    @flamengista:

    > wola polityczna oczywiście jest

    Oj, byłbym ostrożny z takim stwierdzeniem. Proponowałbym raczej: decydenci manifestują wolę polityczną.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 18:17:09:

    @Halucinski
    Tak Panie Haluciński ma Pan wybitnie rację: "decydenci manifestują wolę polityczną". Bo nasi politycy to są wybitni w zakresie obiecywania, zwłaszcza obecny minister MNiSW, wraz ze swoimi przy.... Natomiast, obecny premier, szuka pieniędzy i nie zdziwiłbym się, gdyby to było z jego inspiracji. Wszak, żeby komuś coś dać, najpierw trzeba coś komuś odebrać. Budżet nie jest z gumy, stąd mamy jego obecnie tzw. uszczelnianie, przez co już obrywa się małym przedsiębiorcom przy rozliczaniu VAT. Moim zdaniem, mamy dwie drogi, jedną drastyczną, czyli strajk, drugą mniej drastyczną, czyli ściepę na prawnika biegłego w tych sprawach. Kwestia co wybieramy: białe rękawiczki, czy argument siły?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 18:24:27:

    @kahlkopf: niewątpliwie przy uszczelnianiu przepisu o KuP chodziło o pieniądze. Tyle że dochody naukowców to są frytki. Chodziło o pracowników korpo, o czym pisałem wcześniej. Tu przy ekspansji sektora B2B w ostatnich latach można było faktycznie uzyskać jakąś kwotę. Nam dostało się "przy okazji". Natomiast pytanie, czy uda się to odkręcić i czy będzie się im chciało. Na dwoje babka wróżyła.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 18:38:30:

    @Flamengista
    Dlatego, ja bym nie pozostawiał sprawy samej sobie, tylko bym pilnował. Prawda jest taka, że jak samemu się czegoś nie przypilnuje, to na pewno tego nie będzie. Poza tym w grupie siła, bo przy takich sprawach to samemu można co najwyżej światło zgasić. Możemy zacząć od petycji, a jak to nie pomoże, to sięgać po następne środki. Tylko musi być spełniona zasada, że wszyscy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/26 23:41:21:

    A co sądzicie państwo o szkołach doktorskich, w tym tym o takim problemie: w jakim trybie przyjmowani będą do grantów NCN doktoranci zagraniczni, zwłaszcza spoza UE? Innymi słowy, skoro wszystkie szkoły doktorskie mają mieć wyłącznie miejsca ze stypendiami, to czy Irańczykom czy Ukraińcom też damy stypendia, obok grantu NCN? A co ze studiami PŁATNYMI dla obcych krajowców? A może ci doktoranci z Iranu będą przyjmowani na studia płatne opłacane z grantów NCN? To był żart.

    U nas na uczelni istnieją dwa rodzaje studiów doktoranckich: bezpłatne dla Polaków i płatne dla zagranicznych. Zagranicznych można przyjąć na te dla Polaków, jeśli obiecają w ciągu roku nauczyć się polskiego, czego nikt nie sprawdza, choć na kurs polskiego są oczywiście wysyłani. Jak to może wyglądać w "Szkołach doktorskich"?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/27 23:26:41:

    www.granty-na-badania.com/2018/05/mnisw-o-poprawkach-do-ustawy-20-czesc-z.html

    Na wniosek pana prezydenta ... całkowicie wycofamy się z szybkiej ścieżki habilitacji za granty

    Ta ścieżka to w polskich warunkach ucho igielne; no i gdybym nie dowiedział się, że zdobywca grantu ERC zostal niemal wyrzucony z uczelni po realizacji tego grantu, to byłbym przeciw tej szybkiej ścieżce, a tak to sam nie wiem...

    Na wniosek prezydenta resort nauki chce skorygować zapisy przejściowe dotyczące publikowania. I tak - zgodnie z poprawką - w ewaluacji 2017-2020 publikacje z czasopism naukowych w latach 2017 i 2018 r. będą punktowane według dotychczasowych ministerialnych punktacji.

    To jest bez sensu: 2 lata z punktacją 1-50 i dwa z punktacją 1-200? Jak to pożenić? W dodatku tylko 4 prace od łepka, czyli publikujmy wszystko w latach 2019 i 2020, bo w ten sposób tak przechytrzymy system, ze systemowi kapcie pospadają!

    Ministerstwo chce też rozszerzyć liczbę czasopism naukowych, które otrzymać mają grant na to, by dostać się do międzynarodowych baz. Początkowo zakładano, że czasopism takich będzie 250. Teraz MNiSW chce, by było ich aż 500.

    To jest wyrzucanie pieniędzy w błoto.

    ak więc, jeśli poprawkę przyjmie Sejm, to kolegium elektorów - spośród kandydatów wskazanych przez radę uczelni - ma wybierać rektora.

    Kłania się Front Jedności Narodu! Proponuję, by wybory Prezydenta RP przeprowadzić wg tego samego schematu, z Radą Państwa (sic!!!) wybieraną przez aktualny Senat. Ha, ha, ha!

    Ministerstwo będzie też zabiegać o przesunięcie w projekcie (o dwa lata - z 65 do 67 lat) - wieku, w którym można się jeszcze ubiegać o pełnienie funkcji na uczelni.

    No, kobitki, dla was tylko niańczenie wnuków i parzenie stetryczałym rektorom kawki!

    Inna z poprawek MNiSW zmniejsza - w porównaniu z projektem - wymagania niezbędne do tego, by uzyskać tytuł profesora. Nie będzie do tego niezbędne doświadczenie w kierowaniu grantami oraz aktywność we współpracy międzynarodowej.

    Ta poprawka ma oczywiście na celu intensyfikację dążenia polskiej nauki do doskonałości naukowej, a nawet dydaktycznej!

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 07:56:42:

    Dzieje się tak jak "czarnowidziałem". Zgromadzona przy prezydencie profesorska GTW przystąpiła do skutecznej kontry. W rezultacie z projakościowych zmian nic się nie ostanie, albo bardzo niewiele.

    Zostaje tylko jedna zmiana - zabrać mniejszym i słabszym, by dać dużym. A do tego nie trzeba specjalnie zmieniać sposobu oceniania - zrobi się go na bieżąco.

    Zachowanie punktacji na lata 2017-2018 oraz przesunięcie nowej na lata 2019-2020 jest tak absurdalne i schizofreniczne, że ciężko to nawet komentować. Co więcej, przy nowym systemie gdy każdy zgłasza 4 publikacje w ramach pierwiastkowania za współautorstwo punktacja "od łebka" niesamowicie się spłaszczy. Szczególnie w naukach społecznych. Kompletny przeciętniak publikujący za 14 punktów na liście B przyniesie jednostce nawet 56 punktów (jeśli opublikował 4 teksty za lata 2017-2018, co nie jest specjalnie trudne).

    Z pozytywnych elementów reformy praktycznie nic już nie zostało.

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 08:20:36:

    @Halucinski

    Z kilkoma tezami odnośnie kosztów uzyskania przychodu można polemizować.

    Przede wszystkim to, czy płatność następuje z góry czy z dołu jest bez znaczenia dla kwalifikacji danej umowy jako umowy o dzieło. Równie dobrze można zapłacić przed, jak i po jej wykonaniu.

    Przychody z autorskich praw majątkowych mogą dotyczyć zarówno utworów już ustalonych, jak i dopiero mających powstać w przyszłości. Umowa o stworzenie utworu jest tylko jednym z przykładów. Mogę przecież np. przenieść na mojego pracodawcę (zatrudniającego) prawa majątkowe do już napisanej książki, stworzonej poza stosunkiem zatrudnienia.

    Istotne jest natomiast to, że objęte omawianymi kosztami są tylko przychody pochodzące z korzystania z praw majątkowych. W ramach wynagrodzenia pracownika naukowego nie sposób wyodrębnić takiej kategorii przychodów (wynagrodzenie jest w takiej samej wysokości niezależnie od działalności twórczej danego pracownika naukowego). Czyli w przykładzie z poprzedniego akapitu wynagrodzenie za przeniesienie praw byłoby objęte 50%.

    Proszę również pamiętać, że Państwa uczelnie jako pracodawcy są odpowiedzialni wyłącznie za pobranie zaliczek. Jeżeli w Państwa ocenie wysokość zaliczek została ustalona nieprawidłowo, mogą to Państwo skorygować we własnej deklaracji podatkowej. Decyzja uczelni (taka czy inna) jest bez znaczenia. Tak jak pisał Halucinski przy komentarzu, że w przyrodzie nic nie ginie - nadpłaty podatku również.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 09:53:04:

    @trzy.14
    Na wniosek prezydenta resort nauki chce skorygować zapisy przejściowe dotyczące publikowania. I tak - zgodnie z poprawką - w ewaluacji 2017-2020 publikacje z czasopism naukowych w latach 2017 i 2018 r. będą punktowane według dotychczasowych ministerialnych punktacji.

    Czy to oznacza, ze pojawi sie nowy-stary wykaz czasopism za lata 2017-2018. Przeciez lista JCR jest odswiezana co rok. Pojawilo sie na niej wiele nowych czasopism, ktore nie widnieja oczywiscie na ministerialnej liscie A z grudnia 2016. Czy to oznacza, ze jezeli ktos w 2018 roku popelnil artykul, ktory pojawil sie w czasopismie, ktore weszla na JCR w czerwcu 2017 to z punktu widzenia ustawy ten artykul nie liczy sie ani jako osiagniecie habilitacyjne ani do oceny parametrycznej?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 11:19:03:

    misiu_yogin,
    Dobra uwaga. Nie wiem. Nie wiem przede wszystkim, czy Gowin zdaje sobie sprawę, jak bardzo złożony układ chce zmieniać pod szczytnym i szczerym hasłem reform. Bo np. ja nie publikuję w pismach, których w tej chwili nie ma na JCR więc problem, o którym piszesz, zupełnie uszedł mojej uwagi, podobnie pewnie sytuacja wygląda u wszystkich uczonych zauszników Gowina, którzy tak naprawdę piszą te ustawę i których pomysły Gowin, a pośrednio PiS, żyruje swoim nazwiskiem / autorytetem. Skoro grono piszących jest wybrane z pewnego klucza, siłą rzeczy znajduje się ono w swoistym "tunelu poznawczym" i z pełnych konsekwencji swoich pomysłów albo nie zdaje sobie sprawy, albo uważa, niczym Lord Farquaad, że nasze poświęcenie to jest cena, którą są gotowi zapłacić.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 11:32:31:

    Czy ktoś dał radę przesłuchać posiedzenie komisji z 24-go? Ja się poddałem.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 12:35:15:

    @ trzy.14

    "A co sądzicie państwo o szkołach doktorskich, w tym tym o takim problemie: w jakim trybie przyjmowani będą do grantów NCN doktoranci zagraniczni, zwłaszcza spoza UE?"

    Nikt się nad tym nie zastanawiał, przepisy NCN nie są skoordynowane z reformą

    "Innymi słowy, skoro wszystkie szkoły doktorskie mają mieć wyłącznie miejsca ze stypendiami, to czy Irańczykom czy Ukraińcom też damy stypendia, obok grantu NCN? A co ze studiami PŁATNYMI dla obcych krajowców? A może ci doktoranci z Iranu będą przyjmowani na studia płatne opłacane z grantów NCN? To był żart."

    Stypendia dla wszystkich są chyba odłożone, Morawiecki zablokował. Jak przyjdzie kolejna ekipa w MNiSW / MF to znowu je odłoży.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 13:02:12:

    misiu_yogin
    Aktualne rozporządzenie o kryteriach oceny habilitacyjnej mówi o publikacjach z czasopism na liście JCR. Czyli - artykuł liczy się do habilitacji jako publikacja z JCR z wszystkim aktualnymi IFami, aczkolwiek jego punktacja MNiSW do parametryzacji, ocen okresowych i innych będzie taka jaka jest w aktualnie obowiązującej liście czasopism punktowanych.
    Jeśli ta poprawka przejdzie, to nie przypuszczam aby komukolwiek chciało się robić listę wg starych zasad na lata 2017-18. Pozytywnym aspektem tego będzie, że po raz pierwszy (może nawet od czasu pojawienie się tej listy) prawo nie będzie działało wstecz. A od samej punktacji ważniejsza może okazać się zasada dzielenia punktów na współautorów.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 13:15:41:

    @ tulloch: "aczkolwiek jego punktacja MNiSW do parametryzacji, ocen okresowych i innych będzie taka jaka jest w aktualnie obowiązującej liście czasopism punktowanych".

    Czyli jaka:) To oczywiście pytanie retoryczne, ale czy będzie się liczyć z wagą 100%, czy też wkład autorski będzie ważony?

    Bo jeśli to drugie, to dojdzie do "wesołych" wydarzeń - artykuły po 40 i więcej punktów z 3 autorami mogą się mniej opłacać dla jednostki niż jednoautorski tekst w Ekonomiście czy Gospodarce Narodowej (chodzi rzecz jasna o 2017-2018).

    No i kolejna "urocza" sprawa: co z przypisaniem dyscyplinarnym?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 13:33:38:

    Haluciński,
    Będzie off-topic, ale ciekawie i w kontekście bieżących wydarzeń. Pan jest młody: czy wie Pan, kto to był/jest "Mengele 5"?

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 13:42:05:

    @flamengista
    Uroków tu jest moc. Poprawki do ustawy mówią o utrzymaniu "punktacji czasopisma" a nie zasad oceny parametrycznej. Czyli brak doprecyzowania bo w "nowym" dzielenie punktów ma przecież zależeć o wysokości punktacji.
    Pomimo to, z punktu widzenia dorobku habilitacyjnego problemu nie ma - liczy się JCR.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 14:37:11:

    @ tulloch: dla pragnących złożyć wniosek do kwietnia (?) 2019 liczy się WoS. Ale dla tych o dłuższej perspektywie czasowej - ciężko powiedzieć. Czy liczyć się będą rozdziały w Palgrave i innych renomowanych firmach, czy będzie się liczyć Scopus (również do tyłu, czyli przed 2019) - tego ciągle nie wiadomo. Szykuje się fascynujący czerwiec: oprócz emocji piłkarskich będzie też telenowela ustawowo-rozporządzeniowa.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 14:45:12:

    @flamengista
    dla pragnących złożyć wniosek do kwietnia (?) 2019 liczy się WoS. Ale dla tych o dłuższej perspektywie czasowej - ciężko powiedzieć.

    Czy wg Pana rady będą trzymały się litery prawa czy zachowają zdrowy rozsądek? Jak by nie patrzeć, dorobek to dorobek, a recenzenci powinni mieć wyważone nań spojrzenie. Wielu ludzi wciąż jeszcze nie zdążyło się przyzwyczaić do zasad wprowadzonych przez poprzednią ekipę.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 15:30:15:

    @flamengista:

    > Zachowanie punktacji na lata 2017-2018 oraz przesunięcie nowej na lata
    > 2019-2020 jest tak absurdalne i schizofreniczne, że ciężko to nawet komentować.

    I tak, i nie. Jeżeli dobrze pamiętam, to 2017-2020 miało być jednym cyklem rozliczeniowym, nie? Z jednej strony jest czym schizofrenicznym rozszczepianie tych czterech latek na dwa podokresy, każdy inaczej rozliczany. Z drugiej strony już wcale nie jest absurdem pozostawienie okresu 2017-2018 na starych zasadach. Absurdem, który -- żeby nie było -- na dobre zagościł już kilka lat temu w ministerialnym zarządzaniu, jest zmienianie list punktowanych czasopism, czyli de facto obowiązujących nas wymogów, *wstecznie*. Generalnie rzecz biorąc, jak się na to popatrzy holistycznie, Gowinowi i wicegowinom wyszedł z tego idiotyzm. Nie pierwszy zresztą i pewnie nie ostatni.


    @Pi:

    > Pan jest młody: czy wie Pan, kto to był/jest "Mengele 5"?

    Ten numerek mnie trochę konfunduje, nadto od kilku lat nie mam telewizora w domu, więc na pewno nie jestem na bieżąco z kryptonimami akcji panów z ABC. Ostatni lekarz, o którym wiem, że tak go agenci od abecadła nazywali, to kardiochirurg ze szpitala rządowego, co to wpierw minister publicznie zarzucił mu zabijanie pacjentów, a potem zapłacił kilkaset tysięcy złociszy odszkodowania.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 15:35:49:

    @haluciński
    O tym właśnie pisałem, o pierwszym "nieuwstecznianiu" wymogów. Jedynym rozwiązaniem, które choć w części zgadzałoby się ze zdrowym rozsądkiem, byłoby wprowadzanie "reform" po następnej parametryzacji, czyli od 2021.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 15:57:31:

    No to właśnie ten miał numerek 5, a tych lekarzy z numerkami, przeciw którym zorganizowano śledztwo mające *zebrać dowody* było z tym kryptonimem podobno siedmiu. Od Mengele 1 do Mengele 7. To obrazuje, co władza ma w głowie, gdy myśli o zawodach inteligenckich, bo lekarze to przecież tylko wierzchołek łże-elity, ale skoro Pan o tym mimo młodego wieku wie, to znaczy że środowisko, niczym poeta, pamięta.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 16:01:02:

    @ tulloch: dokładnie tak. Jedyny sensowny sposób to nowe wymogi od 2021. Kryteria muszą być znane dla wszystkich z pewnym wyprzedzeniem. Inaczej nie daje się szansy na reakcję.

    Natomiast jak chciało się przeprowadzać rewolucję, to należało wszystko liczyć wg. kryteriów nowych - od 2017. Byłoby to hardkorowe, ale w ten sposób teoretycznie nagrodziłoby się "dobrych naukowców", a przywaliło kijem "leniom" (cudzysłów celowo, bo ten podział wcale nie jest tak prosty, a nawyki publikacyjne nie jest łatwo ot tak zmienić z dnia na dzień).

    Opcja pośrednia jest nie tylko nielogiczna, ale pogłębia chaos - nowa parametryzacja, od której niby tak wiele ma zależeć będzie w takiej sytuacji loterią. I to rosyjską.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 16:11:23:

    Fla,
    Kryteria muszą być znane dla wszystkich z pewnym wyprzedzeniem. Inaczej nie daje się szansy na reakcję.

    A co ta za kryteria, którymi na da się sterować? Przecież nie chodzi o żadną doskonałość, zwłaszcza naukową, tylko o kontrolowany mechanizm przepływu środków finansowych.

    Gdyby komuś zależało na tym, by jednostki naprawdę kierowały się wynikami kategoryzacji, to już 4 lata temu zmieniono by zasady bezczelnie promujące wielkich.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 17:05:44:

    "Inna z poprawek MNiSW zmniejsza - w porównaniu z projektem - wymagania niezbędne do tego, by uzyskać tytuł profesora. Nie będzie do tego niezbędne doświadczenie w kierowaniu grantami oraz aktywność we współpracy międzynarodowej."

    Czyli będą profesury polityczne. Ta ustawa to wielka ściema, niby podwyższenie poziomu nauki, a w rzeczywistości mamy zdecydowany krok wstecz i otwarte furtki dla manipulatorów. Czy ktoś wie, jakie wymagania pozostawiono do profesury? Brak prowadzenia grantów i współpracy międzynarodowej to prawdziwy skandal.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 17:22:39:

    @3,14: oczywiście się zgadzam. Chodzi jednak o to, że niektórzy piszący tą ustawę naprawdę naiwnie liczyli na rewolucję:)

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 17:36:17:

    Jest największa bomba, dotycząca wymagań dotyczących habilitacji: "Dzieło habilitacyjne to oprócz monografii: "cykl powiązanych tematycznie artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach naukowych lub w recenzowanych materiałach z konferencji międzynarodowych, które w dniu publikacji były ujęte w wykazie sporządzonym zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 268 ust. 2 pkt 2 lit. b;"

    Czyli mimo docenienia wg. początkowych projektów rozdziałów w monografiach z wykazu, teraz rozdziały się do cyklu nie liczą! Nawet jeśli to będzie rozdział w Palgrave czy OUP.

    Umówmy się, jest to delikatne przegięcie dla kogoś kto nie zdąży złożyć wniosku przed kwietniem 2019 a proces zaplanował na kolejne 2-3 lata.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 18:51:37:

    fla,
    Naprawdę ktoś te rozdziały "nawet w Palgrave" recenzuje? A nawet jeśli, to recenzent jest spoza Polski i nic go z recenzowanym nie łączy?

    piotrcandida,
    Habilitant ma mieć znaczący wkład do nauki, a profesor - wybitny. To jest tak nieostre kryterium, że aż zęby bolą. Każdy może każdego. Wywyższyć lub zgnoić. Odwołać można się - owszem - w Niebie.

    Zresztą, w stosunku do habilitantów jakieś wymagania ilościowe, oprócz jakościowego "znaczącego" wkładu, chyba pozostały. Ergo, trudniej będzie zostać habilitowanym niż profesorem, jeśli nie ma się znajomości.

    Przy czy owszem, być może warunek ugrantowienia i zmobilnościowania dla KAŻDEGO kandydata na profesora to zbyt ostre kryterium, niemniej, niesmak pozostaje.

    Jednocześnie zniknął już dawno temu warunek minimum, który trzymał na dystans totumfackich GTW, wypromowania 1 + 1 otwarty przewód. Ten warunek chyba nie budził wątpliwości, choć oczywiście krytykowano go za źródło nadprodukcji słabych doktoratów. Ale to my sami ustalamy "środowiskowe" kryteria znacznie przekraczające te ustawowe, w szczególności znane z wielu różnych dyscyplin kryterium "wypromowanych 3 doktorów".

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/28 21:32:18:

    @3.14: nie wiem jak w Palgrave, ale w Springerze tak choć są to oczywiście nieco przyjaźniejsze recenzje niż w przypadku solidnego czasopisma z IF. Natomiast w stosunku do standardów listy B to niebo a ziemia.

    Ale ja nie mam zamiaru tego bronić, chodzi tylko o to że wcześniej niby tak chwalono te wydawnictwa książkowe zagraniczne a teraz jest odwrót. Nie widzę w tym żadnej logiki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 07:09:43:

    Prezydencko-humanistyczny beton narodowy kontratakuje!

    wpolityce.pl/polityka/394502-tylko-u-nas-prof-polak-wyzsze-uczelnie-nad-przepascia-reforma-szkolnictwa-ministra-gowina-wzbudza-przerazenie-srodowisk-naukowych

    W tym artykule najciekawsze jest właśnie to, że jego autorem jest członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, co może mieć znaczenie lub nie, bo ta rada to się chyba nie zbiera? Po uszy zaangażowany w inne szczytne dzieła reformatorskie Duda kogoś jednak słucha, bo doba ma tylko 24 godziny, i na pewno nie jest to Kleiber ani Duszyński.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 07:25:55:

    Też myślisz że PANocki są za głupi nawet dla Adriana? Kleiber ostatnio oprócz stania sie wcześniej fizykiem smoleńskim gdy włąśnie Macierewicz był na wylocie, chciał wyprowadzić protestujących niepełnosprawnych siłą tuż po tym jak protest się skończył. Nawet jak nie po treści to zlasowanie można poznać po refleksie...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 07:45:23:

    A, faktycznie, ekspert od wszystkiego ma też swoje zdanie na temat Adriana Glinki i nie waha się go - oczywiście z bólem serca - publicznie wyrazić.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 07:58:08:

    Zitt,
    Wojciech Polak został doktorem w 1994 r. i napisał już "25 książek (z zakresu historii Polski)". I co, podskoczysz? Toż to więcej niż książka rocznie, taki to atleta!

    I on w tym artykule przedstawia wizję, jak to Rektor manipulując Radą i statutem decyduje o tym, kto będzie jego następcą. Więc chyba nieprzypadkowo prezydent zgłasza poprawkę, by odebrać radzie możliwość wyboru rektora.

    Jeden z założycieli PC w Toruniu, wykładowca w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu - miałby nie mieć wpływu na "przerażające reformy Gowina"?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 08:03:22:

    Przegląd prasy prawicowej dał jeszcze taką perełkę na temat trilokacji Majchrowskiego:
    www.dziennikpolski24.pl/region/wiadomosci-krakow/a/prezydent-krakowa-jacek-majchrowski-znow-najwiecej-zarobil-na-uczelniach,13201841/

    To prawdziwy diament krakowskiej polityki.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 08:41:53:

    To bardzo ważne co pisze prof. Polak o statutach. Ekipa rektorska ma niewspółmierny wpływ na jego procedowanie. W praktyce zgłosi senatowi do zatwierdzenia i to może wyglądać tak, że tylko rektor zgłasza kandydatów do Rady a rada kandydatów na rekotra i znów na UW będzie tylko 1 kandydat na rektora jak zwykle.

    Myślę że prof. Majchrowskiego nie ma jak ugryźć, to się wytyka że zarabia 1/3 mniej niż prof. Gronkiewicz-Waltz. W tej klasie społecznej już się nie zarabia, np nie ma znaczenia ile HGW zarabia, bo za rachunki telefoniczne 50000/mc i tak płaci kto inny (teraz ratusz, w przyszłosci jakaś firma). Co ciekawe HGW o w 3 kadencje wyprowmowała 14 doktorów, a Majchrowski w 4 "tylko" 8.

    Najzabawniejszy jest jednak kandydat Gibała "doktor logiki" na fizlozofii UJ podczas gdy tam nie ma żadnego logika... To zreszta czuć w jego wypowiedziach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 12:15:13:

    Jeśli ktoś ma teraz czas, to w Komisji Sejmowej
    zgłaszane i głosowane są teraz poprawki do ustawy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 14:43:19:

    "Jednocześnie zniknął już dawno temu warunek minimum, który trzymał na dystans totumfackich GTW, wypromowania 1 + 1 otwarty przewód. Ten warunek chyba nie budził wątpliwości, choć oczywiście krytykowano go za źródło nadprodukcji słabych doktoratów. Ale to my sami ustalamy "środowiskowe" kryteria znacznie przekraczające te ustawowe, w szczególności znane z wielu różnych dyscyplin kryterium "wypromowanych 3 doktorów". "

    Akurat usunięcie wymogu posiadania wypromowanych doktorów było słuszne. Ten warunek w żaden sposób nie podnosił poziomu nauki a przy obecnym niedofinansowaniu nauki ciężko było znaleźć poza głównymi ośrodkami desperatów chcących rozwijać się naukowo i tracić na to kilka lat życia. Kierownictwo w grantach oraz współpraca międzynarodowa była dobrym wymogiem, ale jak widać środowisko naukowe nie jest tym zainteresowane.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 19:49:38:

    piotrcandida,
    Ale co profesura lub jej brak ma wspólnego z poziomem nauki?
    Kto to w ogóle jest profesor: naukowiec, organizator, nauczyciel czy emeryt?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/29 23:38:17:

    Równie dobrze można zapytać w jaki sposób tytuły i stopnie naukowe podnoszą poziom nauki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/30 12:08:19:

    Ktoś ogląda(ł) transmisję?
    Wygląda na to, że autopoprawki rządowe przechodzą niezależnie od głosów merytorycznych.
    Np. godz. ~16:56, wprowadzenie obowiązku zatrudnienia tytularnego na stanowisku profesora, przedstawiciel KRASP sensownie argumentował przeciwko, jednak poprawka przeszła (jakoś 16 przeciw 8).

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/05/30 14:10:19:

    Komisja skończyła pracę. Ok. godziny 13:28 bez dyskusji przyjęto poprawkę legitymizującą stary wykaz czasopism (ten 4-letni z 25 stycznia 2017) jako podstawę punktacji publikacji w czasopismach za lata 2017-2018. Muller mowil tez o wydawnictwach wg. starych zasad - tu albo się pomylił, albo przygotowują następne poprawki na drugie czytanie, bo na razie takiej poprawki nie widzę, jedynie dziedziczenie prestiżu wydawnictw uniwersyteckich na wydawnictwa instytutów, katedr, itp.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide