Robię habilitację

Wpis

piątek, 15 czerwca 2018

2=0

Wzmożenie blogerskie postępuje i piszę juz trzeci wpis w tym tygodniu. Umknęło mi wcześniej, że łaskawie nam panująca Centralna Komisja opublikowała  sprawozdanie za rok 2017. Niby tylko liczby, a ile w nich treści. Chciałbym zwrócić uwagę na 3 rzeczy.

 

1. Rozpatrzono aż 1825 wniosków habilitacyjnych i żadnego z nich nie załatwono negatywnie (wg kolumny łącznie), choć wg kolumny Sekcji VI, 2  (słownie: aż dwie) habilitacje padły. I gdy wczoraj żartowałem sobie, że może nie ma po co recenzować habilitacji, rzeczywistość pokazuje, że może rzeczywiście nie ma po co. Na prawie 2 tysiące habilitacji, padły tylko dwie?! No i to zero habilitacji, pomimo tych dwu, to wskazówka, dwa negaty to tyle, co nic. 2=0.

 

2. Już w wypadku postępowań profesorskich śruba dokręcona jest na maksa! Aż 4 procent z kawałkiem padło i niech mi ktoś powie, że nauka polska nie trzyma standardów!

 

3. Zaciekawiło mnie to, że zaakceptowano mniej niż 1/3 wniosków rektora o nadanie profesury nadzwyczajnej (bardzo chciałbym zobaczyć podział na uczelnie). Okazuje się, że nie będzie rektor pluł nam w twarz i doktorów profesorzył. My tu mamy swoje wyśrubowane kryteria, jak widać w pkt. 1 i w pkt. 2

 

I może lepiej nie będę już komentować.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
piątek, 15 czerwca 2018 14:16

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 15:59:52:

    Gwoli ścisłości - pozytywne rozpatrzenie wniosku dotyczącego przeprowadzenia postępowania habilitacyjnegoo to wciąż nie jest nadanie habilitacji, a zgoda na wszczęcie procedury (nawet nie jest to jeszcze etap wskazania jednostki przeprowadzającej - bo ta mogła odmówić, ani powołania komisji - ditto).
    Zgoda, która powinna być udzielona zawsze, gdy spełnione są wymagania formalne (bez związku z tym, czy habilitant spełnia jakiekolwiek kryteria, czy też merytoryczne czy tak impact factorowe :) ).
    Podobnie sprawa ma się z wnioskami o profesurę.
    Mylę się?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 16:06:40:

    Dokładnie tak: 2 negatywnie rozpatrzone wnioski dotyczą wniosków, w których CK odmówiło procedowania ze względów formalnych. Na przykład ktoś w oczywisty sposób pomylił dyscypliny, albo nie dostarczył wszystkich dokumentów.

    Na mojej uczelni w zeszłym roku uwalono bodaj 2 habilitacje (a w tym roku kolejną), więc nie ma możliwości byśmy wykorzystali pulę na całą Polskę.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 17:06:11:

    W ciemno powiem tyle, ze jezeli cudzoziemski dr ma dorobek, to robi u nas habilitacje. Jezeli nie ma dorobku, to uczelnie zaczynaja kombinowac, zeby zatrudnic na stanowisku profesorskim bez habilitacji. Nie tak mialo byc, ale tak w praktyce to dziala.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 17:15:03:

    @charioteer1
    [...]ze jezeli cudzoziemski dr ma dorobek, to robi u nas habilitacje[...]

    Tak, ale tu zakładasz, że osoba albo płaci za haba z własnej kieszeni (bo nie jest jeszcze zatrudniona), albo jakimś cudem ma już etet (jako niesamodzielny... już to widzę) i wydział pokrywa koszta.
    Co do "kombinowania" to czuję, że tu nie chodzi o "zagranicznych" wcale :)

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 18:19:47:

    Spoko, wydzial zaplaci. Poza zagranicznymi Polakami naprawde nikt nie jest zainteresowany polska habilitacja. Po co ona komu?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 19:00:33:

    @h_hornblower, kontynuacja dyskusji z poprzedniego wpisu

    Fragment z ustawy marcowej:

    Art. 228. 1. Tytuł profesora może być nadany osobie, która:
    1) posiada stopień naukowy doktora habilitowanego oraz:
    a) wybitne osiągnięcia naukowe,
    b) kierowała zespołami badawczymi realizującymi projekty finansowane w drodze konkursów krajowych lub zagranicznych,
    c) wykazuje się istotną aktywnością naukową realizowaną we współpracy międzynarodowej,


    Wersja czerwcowa:
    Art. 228. 1. Tytuł profesora może być nadany osobie, która:
    1)posiada stopień naukowy doktora habilitowanego oraz wybitne osiągnięcia
    naukowe krajowe lub zagraniczne,



    Dla porządku porównanie wymagań habilitacyjnych (pomijam wyjątki)

    Marzec i czerwiec tak samo:
    Art. 219. 1. Stopień doktora habilitowanego nadaje się osobie, która:
    1) posiada stopień doktora;
    2) posiada osiągnięcia naukowe albo artystyczne, stanowiące znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny;
    3) wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury, w szczególności zagranicznej.


    Czyżby polską polityką (naukową) trzęśli profesorowie nietytularni, że to awans profesorski tytularny znalazł się na jednym z głównych kierunków kontrofensywy majowej?


    PS. Moim zdaniem projektów krajowych w społ-humach jest nie mniej, lecz może nawet i więcej niż w innych dziedzinach, bo są to projekty niskobudżetowe, do tego Dialog etc., więc ten argument, że ten punkt w pierwotnym projekcie odcinał społ-humy jest nieprawdziwy. Aczkolwiek mógł i pewnie odcinał całe dyscypliny.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 19:38:24:

    Wersja z 14.06. wg ministerstwa:
    Art. 228. 1. Tytuł profesora może być nadany osobie, która:
    1) posiada stopień naukowy doktora habilitowanego oraz:
    a) wybitne osiągnięcia naukowe krajowe lub zagraniczne,
    b) uczestniczyła w pracach zespołów badawczych realizujących projekty finansowane w drodze konkursów krajowych lub zagranicznych, lub odbyła staże naukowe w instytucjach naukowych, w tym zagranicznych, lub prowadziła badania naukowe lub prace rozwojowe w uczelniach lub instytucjach naukowych, w tym zagranicznych,
    konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-projekt

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 19:45:12:

    Taka jest poprawka 61 rekomendowana przez komisję orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/AAC0DCA52D61C081C12582AD002B4325/%24File/2563-A.pdf

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 19:53:03:

    Warunek b) wygląda trochę na dziwoląg na szybko sklecony, po tym jak wycięli poprzednie dwa punkty. Pojawia się lub, więc prawdopodobnie wystarczy spełnić jeden z tych trzech warunków. Warunek pierwszy jest banalny, bo wystarczy brać udział w jakimś projekcie, to może spełnić nawet magister. Jak rozumieć warunek drugi i trzeci? Czy zagraniczny jest obowiązkowy? Jeśli nie to warunki są banalne.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 20:17:29:

    A popatrz na rodzaje działalności. Naukowo-dydaktyczna i badawczo-dydaktyczna!

    Przy okazji:

    Art. 19 ustawy wprowadzającej zmienia ustawę o p.d.o.f.:
    4) w art. 22 ust. 9b otrzymuje brzmienie:
    Przepis ust. 9 pkt 3 stosuje się do przychodów uzyskiwanych z tytułu:
    [...]
    8) działalności badawczo-rozwojowej, naukowej, naukowo-dydaktycznej,
    badawczej, badawczo-dydaktycznej oraz prowadzonej w uczelni
    działalności dydaktycznej.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 20:24:17:

    Oraz art. 116 samej ustawy:
    7. Wykonywanie obowiązków nauczyciela akademickiego stanowi działalność
    twórczą o indywidualnym charakterze, o której mowa w art. 1 ust. 1 ustawy z dnia
    4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

  • oluuu napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 20:41:23:

    Warto zauważyć, że na okrągło 2000 wniosków habilitacyjnych x 15000 PLN za przeprowadzenie każdego (nie licząc produkcji makulatury) = 30 000 000 PLN

    Tyle w skali kraju kosztowała ta przyjemność, głównie uczelnie. Jaki jest efekt wydania takich pieniędzy?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 21:01:18:

    @oluuu
    Co to za argument? Przecież to samo można powiedzieć o kosztach przewodów doktorskich, a nawet drukowania prac magisterskich i licencjackich. Jaki jest wymierny efekt jakichkolwiek awansów naukowych? Przecież nie o to w tych awansach chodzi.

    (Zaznaczam, że opowiadam się za zniesieniem habilitacji i profesury tytularnej, ale nie z powodu tak absurdalnych argumentów).

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 22:37:47:

    @pi
    Jeśli tak, to znaczy, że masz rację, a ja najwyraźniej pamiętałem.

    @kubahum
    Pytanie oluuu nie jest imho bezzasadne. Warto stawiać takie pytania.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 22:38:33:

    miało być "źle pamiętałem"...

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/15 23:01:58:

    Jeśli jest tak, że chodzi tylko o wszczęcie postępowania, to ja się palę ze wstydu. Uznałem jednak, że odmów wszczęcia procedur profesorskich było tyle, że nie może chodzić tylko o wszczęcie postępowania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 07:29:35:

    zitt,
    "działalności badawczo-rozwojowej" otwiera drzwi do zmniejszenia podatku tym informatykom, którym w zeszły roku chciano to zmniejszenie odebrać. W ogóle "badawczej" i "badawczo-rozwojowej" zdaje się otwierać nowy rozdział w optymalizacji podatkowej w przedsiębiorstwach. Moim zdaniem należy wspierać sektor przemysłowego R&D, ale z głową i nie w ustawie o szkolnictwie wyższym.

    To jest państwo teoretyczne w pełnym rozkwicie.

    Naprawdę nie rozumiem, dlaczego naszej pracy *etatowej* nie można opodatkować na zasadach ogólnych, z jednoczesnym podniesieniem funduszu płac o ok. 10%, które i tak wracałyby do ministerstwa finansów. Gdzie tu jest haczyk?

    chario,
    Wygląda na to, że Terlecki et consortes piszą Gowinowi ustawę jako tzw. (samozwańczy) doradcy społeczni. Zakres prac jest tak duży, że można by mu współczuć, że on jej zaraz nie rozpozna. Owszem, można by tak pomyśleć, pod warunkiem jednak, że istniałby choć cień nadziei, że on wie, co w niej było pierwotnie i co jest teraz. Ja podejrzewam, że on tego nie kontroluje, poza najbardziej ogólnymi założeniami, które ktoś mu pisze jako przekaz tygodnia dla mediów. Jest więc możliwe, że nie chodzi o to, kto będzie autorem ustawy w świetle ustawy o prawach autorskich, lecz kto się pod nią podpisze, nawet jeśli szczęśliwy nie będzie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 07:40:30:

    Witold Gadomski w dzisiejszej GW:
    Od lat racjonalne pomysły zmian płatne studia (dziś płaci ok. 57 proc. studentów, zwykle z biedniejszych rodzin i mniejszych miejscowości) lub przynajmniej płatny drugi kierunek, pozbawienie części szkół prawa do miana wyższych, powrót do egzaminów wstępnych są oprotestowywane solidarnie przez studentów i pracowników naukowych.

    Ciekawe, ile za swoją edukację zapłacił p. Gadomski? Jeśli zero, to by wiele tłumaczyło z poziomu jego argumentacji.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 08:09:19:

    To tak jak z polską polityką w ogóle. Może na to ten naród po prostu zasługuje.

    Można dyskutować o czym tam wszyscy monarchiści sobie chcą, ale egzaminy wstępne można mieć, więc o co kaman, niech sobie idą pogadać z rektorami zamiast ciągle o tym truć.

    Zmniejszenie liczby studentów i odpłatność to jest dla tego środowiska temat religijny i tożsamościowy, bo to są po prostu arystokraci, taki jest endgame tej filozofii. Już tu wielokrotnie pisałem, spadek nastąpi ale z powodu jeszcze głębszej zapaści poziomu matur. A z zainteresowaniem studiują już teraz głównie bogaci i dzieci profesorów, studia na pełen etat to przeszłość już teraz choćby dlatego że akademiki to fikcja. Rozwiązeniem oczywiście jest wszystich tych ludzi jeszcze zadłużyć po uszy, wtedy staną się odpowiedzialnymi obywatelami.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 08:21:49:

    Z punktu widzenia pojedynczego pracownika naukowego nie podoba mi się w nowej ustawie chęć wyrównania wynagrodzeń. Rozumiem, że asystenci i adiunkci mają żenująco niskie wynagrodzenia i trzeba im je podnieść. Ale propozycja prowadzi do wypłaszczenia płac i zmniejsza motywację do robienia awansów. Może właśnie o to chodzi, żeby w przyszłości zmniejszać wynagrodzenia tym z tytułami, bo są za drodzy a nie będzie z nich korzyści. Według propozycji habilitowany będzie miał kilka stówek więcej od doktora, więc motywacja do wielu lat ciężkiej pracy nad habilitacją żadna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 08:48:13:

    piotrcandida,
    Zawsze tak było. Ja z okazji habilitacji dostałem podwyżkę 314 zł brutto i byłem szczęściarzem, bo znam takich, co dostali ZERO, gdyż i tak byli ponad ministerialnymi widełkami.

    Wg obecnego projektu podwyżka urzędowa za habilitację wyniesie ZERO i to jest dopiero ciekawostka, bo jeżeli uczelnia będzie chciała wynagrodzić/zatrzymać takiego habilitowanego, to musiałaby przenieść go z automatu na profesora uczelnianego. Ay, there's the rub: jak będzie wyglądał nowy algorytm finansowania uczelni? Jeśli łaskawy będzie dla profesorów uczelnianych, cóż powstrzyma falę uprofesorzeń dydaktycznych, która swą nadkrytyczna masą pociągnie za sobą na finansowe dno profesorów naukowych? Jeśli zaś łaskawy będzie dla doktorów utożsamianych z młodością, energią, szaleństwem, chłopięcością i pacholęctwem, po cóż dorastać, po cóż się habilitować? Kto wygra, profesor Pimko czy uczeń Pylaszczkiewicz?

    Czymże bowiem będzie habilitacja? Marą senną, potrzebną nie pracownikowi* uczelni, lecz uczelni samej do prowadzenia studium doktoranckiego?

    *Istotą reformy jest przerobienie profesora na pracownika

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 09:46:59:

    @habilitant2012

    Uznałem jednak, że odmów wszczęcia procedur profesorskich było tyle, że nie może chodzić tylko o wszczęcie postępowania.

    A mnie to nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę (zresztą dzięki twoim postom, bo sam tam nie zaglądam):
    www.ck.gov.pl/news/id/15.html
    Ten komunikat, który napomina o wypełnienie formalności.
    Mi tam się klei to wszystko :)

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 11:12:35:

    Odmowy przy profesurach mogły wynikać ze słynnej interpretacji o "otwartym przewodzie"

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 11:16:01:

    @trzy.14
    Proponowane minima płacowe wydają się być jednoznacznie dopasowane do algorytmu typu: mgr 1.0, dr i dr hab. 1.5, prof. 2.0. Inne wagi faktycznie spowodują nieliche zamieszanie. A tak habilitacja byłaby sama w sobie finansowo nic nie znacząca (acz ma się wtedy jakiś dostęp do dobrze płatnych recenzji) , ale jako konieczna do profesury na pewno znajdzie swoich amatorów. W sumie byłoby to bardzo ciekawe rozwiązanie.

    Natomiast płace wcale nie muszą zawsze być tylko minimalne. Ogromna waga kategoryzacji wymusi różnicowanie płac na korzyść produktywnych (w dyscyplinach masowych, przynajmniej). Uczelnie nie tyle będą poszukiwać prof-habów, co ludzi dobrze publikujących (albo produkujących makulaturę, czy łowców grantów; tu wszystko zależy od rozporządzeń) , np. w ekonomii, zarządzaniu, prawie, informatyce czy niektórych naukach technicznych [już zresztą, odkąd kategorie są w algorytmie, coś tam ponoć słychać o "podkupowaniu" ludzi]. W tej ustawie wciąż widać zasadniczą zmianę systemu, aczkolwiek bez zabezpieczenia go przed dość oczywistymi nowymi patologiami (część starych - zniknie).

    A propos zabezpieczeń: nowa postać art. 209, ust. 1: "Doktorant nieposiadający stopnia doktora otrzymuje stypendium doktoranckie.


  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 11:54:14:

    Same absurdy. Habilitacja potrzebna, ale zbędna. Profesorowie to nierobowie. Doktorzy - najlepsi to ci bez ambicji awansu. Gdzieś była dyskusja o zerowej pensji w USA. Tak, to by wypełniało założenia ministerstwa w 100%. Czekam, kiedy wejdzie taki zapis do ustawy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 12:18:34:

    Obecne wymaganie do profesury o byciu promotorem pomocniczym to czysty absurd. Promotorem pomocniczym nie może być przecież habilitowany. Ci co tworzą takie absurdy powinni ponosić jakieś konsekwencje tej głupoty.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 12:25:00:

    @naukowiec2.0
    Według nowej ustawy habilitacja przestaje być potrzebna. Jak ktoś chce, to może sobie ją zrobić. Być może najlepsze w Polsce uczelnie będą tego wymagać od swoich pracowników, ale prawdopodobnie nastąpi odejście od tej procedury. Habilitowanych było za dużo i nie miał kto robić. A takiego habilitowanego było ciężko zagonić do roboty. Jak się go zrówna z doktorem, to będzie łatwiej.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 12:38:19:

    O to to, gonić do roboty.

    Jak takiego habilitowanego ktoś zrówna z doktorem, to odejdzie. Nie będzie za darmo siedział po kilku - kilkunastu latach męczenia się nad habilitacją, jak sam to Pan napisał. Doktor to zobaczy i też się nie będzie spinał na habilitację. Brak spinki będzie powszechny, zostanie w sposób naturalny tylko kilka uczelni mających prawo habilitowania, bo spadną wskaźniki parametryzacyjne wyrabiane przez młodych doktorantów i doktorów. Jak rozwalić wszystko od środka? A właśnie tak.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 12:53:05:

    @piotrcandida
    "Najlepsze w Polsce uczelnie" akurat tego nie będą mogły wymagać:

    Art. 116: (...) dodatkowe wymagania kwalifikacyjne niezbędne do zajmowania stanowisk, o których mowa w ust. 1 (...) nie mogą dotyczyć posiadania lub obowiązku uzyskania stopnia doktora, stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora.

    Jest to dość dziwne ograniczenie autonomii uczelni, ale podkreśla determinację rządu w kwestii obalenia istniejącego systemu. Zabrakło tej determinacji w kwestii sensownego określenia "co w zamian". Nawiasem mówiąc: wymagania co do promotorstwa (tym bardziej pomocniczego) w ogóle znikają. Ale przede wszystkim znikają wszystkie minima kadrowe, które są fundamentem obecnego systemu.





  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 13:06:15:

    @3.14
    Trudno zgadnac, kto Gowinowi pisze te ustawe, ale wyglada na to, ze ktos to robi dosc kompetentnie, o ile mozna tak w ogole powiedziec o poprawianiu ewidentnego gniota. Zakres zmian jest oszalamiajacy. Mala probka poprawek w wersji "druk sejmowy" uzupelniony o poprawki w wersji z 14.06. (boldem):

    Art. 34. 1. Statut określa zasady organizacji i funkcjonowania uczelni, w szczególności:
    1) sposób powoływania i odwoływania organów uczelni, w tym podmioty uprawnione do wskazywania kandydatów na rektora, oraz sposób organizowania wyborów do organów uczelni;
    2) skład rady uczelni oraz senatu;
    2a) zasady i tryb funkcjonowania rady uczelni, senatu i kolegium elektorów;
    3) zasady sprawowania wewnętrznego nadzoru nad aktami wydawanymi przez organy uczelni;
    4) typy jednostek organizacyjnych uczelni;
    5) funkcje kierownicze w uczelni;
    6) zasady powoływania osób do pełnienia funkcji kierowniczych w uczelni i ich odwoływania;

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 13:38:34:

    Czy to oznacza że statut ma regulować jkaie w ogóle są kompetencje rady? Nawet czy ma dostęp do informacji administracyjnych?

    Wcześniej rada też sama sobie uchwalała swój tryb. Nadal sobie coś uchwala: regulamin. Jaka różnica?

    Art. 22. 1. Przewodniczącym rady uczelni jest jej członek pochodzący spoza
    wspólnoty uczelni, wybrany przez senat.
    2. Rada uczelni uchwala regulamin określający tryb jej funkcjonowania.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 13:40:56:

    Cieszy że ustawodawca chce podnieść standardy legislacyjne senatom, ja bym jednak przewidział więcej niż 1 rok na szkolenia w tej kwestii. Autonomia autonomią, ale burdelu w statutach spodziewam sie nieziemskiego.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 13:52:01:

    yhy, dobre pytanie. Rada musi przestrzegac postanowien statutu, bo jak nie, to ja senat odwola, wiec regulamin rady musi byc zgodny ze statutem.

    Burdel bedzie nieziemski, jezeli ta ustawa wejdzie w lipcu. Nie po to wybieralismy senaty obecnej kadencji, zeby nas przez cos takiego przeprowadzaly.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 14:00:08:

    js.c,
    Moim zdaniem obecna wersja reformy doprowadzi do:
    a) radykalnego zmniejszenia zapotrzebowania na habilitowanych;
    b) którzy będą jednak niezbędni do prowadzenia szkół doktorskich
    c) więc nastąpi szybka, spontaniczna przemiana fazowa na kilka uczelni trzymających awanse i resztę, obsadzoną doktorami z natury dydaktycznymi, dla otarcia łez i niepoznaki zatrudnionych na etatach profesorów uczelnianych
    d) co w piękny sposób, na zasadzie synergii (to dzięki projektom unijnym znam to słowo!), do dosłownie kilku uczelni spłynie zarówno władza miękka (awanse), jak i twarda (pieniądze z grantów).
    e) moja wyobraźnie nie jest w stanie ogarnąć, jak ta przemiana fazowa przełoży się na wewnętrzny "dobrostan" takich uczelni, jak AWF-y, ASP czy nawet akademie medyczne. Po co medykom ma zależeć na "hab." na tabliczce na drzwiach prywatnego gabinetu, skoro dużo wcześniej będą sobie mogli od razu strzelić "prof."?

    @all
    No to teraz wasza kolej. Proszę o scenariusz optymistyczny.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 14:22:39:

    Jaki scenariusz optymistyczny? Burdel nieziemski (@zitt) jest juz w tej chwili. W wersji z 14.06. jest tyle istotnych zmian, ze to jest wlasciwie nowa ustawa. Co wskazuje na to, ze projekt skierowany do Sejmu byl dramatycznie zle przygotowany. W tej chwili juz praktycznie niemozliwa jest jakakolwiek sensowna dyskusja nad projektem, poniewaz w praktyce kazdy ma inna wersje tej ustawy w glowie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 14:41:07:

    Optymistyczny scenariusz: senaty uwolnione od "niedasię" bo "ministerstwo" będą musiały znaleźć jakąś formułę dla prowadzenia np. siedmiu informatyk na jednej uczelni. I nie uda im się. Jestem bardzo ciekaw rozwiązań jak skopiować wszystkie obecnie obowiązujące przepisy do statutów.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 14:46:09:

    @charioteer1
    Projekt był dobrze przygotowany, ale nieakceptowalny przez twardogłowych z PiS i trzeba było go doszczętnie zmienić czyli zaorać.

    @trzy.14
    Od początku tej ustawy był zamysł likwidacji habilitacji i umniejszenie jej rangi. Myślę, że będzie się w zamian wymagać publikowania w dobrych journalach i to będzie podstawą oceny. Obawiam się, że nie pójdzie za tym wzrost wynagrodzeń dla publikujących, ale kara dla niepublikujących.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 15:20:04:

    piotrcandida,
    Czy w swoim otoczeniu widzisz kogoś, kto tych karanych mógłby i chciał zastąpić?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 15:48:21:

    @piotrcandida
    Szczerze mowiac, nie widze w tym projekcie wielu zmian. Jest za to wiele dopisanych rzeczy, ktore porzadkuja i precyzuja poszczegolne zapisy.

    W przywolywanym wczesniej artykule o statutach uczelni mamy faktycznie jedna zmiane. To jest zapis, ze statut ma wskazywac podmioty uprawnione do wskazywania kandydatów na rektora. Jest to zmiana, poniewaz we wczesniejszych wersjach miala to robic rada uczelni i jest to nadal zapis zly, o ile nie bardzo zly. Ktos sobie wyobraza sytuacje, w ktorej kandydatow na rektora wskazuja rady wydzialow? Oczywiscie kazdy wydzial bedzie mial swojego kandydata, a wygra ten kandydat, ktorego wydzial bedzie mial najwiecej glosow elektorskich. Obecnie nikt nie "wskazuje" kandydatow na rektora, a uczelnie jakos sobie radza z wyborem.

    Pozostale dwa dodane zapisy - statut okresla zasady i tryb funkcjonowania rady uczelni, senatu i kolegium elektorów oraz typy jednostek organizacyjnych uczelni, to zapisy konieczne i porzadkujace. Strach pomyslec, co by bylo, gdyby zasady funkcjonowania senatu nie byly okreslone w statucie i przy okazji kazdych wyborow i zmiany kadencji organow te zasady byly ustalane ad hoc. Przez kogo?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 15:55:37:

    Czemu służy poprawka:

    4a. Wysokość stypendium doktoranckiego może być uzależniona od osiągnięć doktoranta.

    I czy nie jest to furtka do wycofania się z powszechnych stypendiów doktoranckich? Kto będzie decydował o zmianie tej wysokości? W jakim trybie?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 16:22:17:

    ust.4. Wysokość miesięcznego stypendium doktoranckiego wynosi co najmniej:

    Mozna dac wiecej, ale nie mozna dac mniej. Moim zdaniem ta poprawka jest bez sensu.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 16:56:23:

    Tę poprawkę przedstawiono jako "zbieżną z propozycja krajowej reprezentacji doktorantow", to było jedyne uzasadnienie.

    Oni sobie uchwalili postulaty i jest to paragraf 8 pt. "ustawowe zagwarantowanie zwiekszenia dla najlepszych"

    Propozycja legislacyjna: dodanie art. 209 ust. 4a w brzmieniu:
    4a, Co najmniej 20% doktorantów posiadających największe osiągnięcia naukowe, a w przypadku doktorantów I
    roku - najwyższe wyniki rekrutacyjne, otrzymuje w danym roku akademickim stypendium doktoranckie
    zwiększone o co najmniej 40% kwoty, o której mowa w ust. 4 pkt 1. '

    krd.edu.pl/wp-content/uploads/2018/05/Uchwała-Zarządu-KRD-nr-14_2018-1.pdf

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:12:33:

    Moim skromnym zdaniem, doktoranci to obecnie najbardziej zdemoralizowana grupa na uczelniach. To jest odlozony w czasie skutek reformy Kudryckiej. Przynajmniej w zakresie ksztalcenia doktorantow ustawa Gowina zapewnia efektywne narzedzia na ukrocenie punktozy, i bardzo dobrze.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:23:14:

    @trzy14
    Czy w swoim otoczeniu widzisz kogoś, kto tych karanych mógłby i chciał zastąpić?
    Ja w swoim widzę całkiem sporo niezłych doktorantów, którzy spełniają powyższe warunki, a dla których "nie ma etatów".
    Nie wyobrażam sobie, aby dziekan zwalniał tych, których zastąpić warto. Być może rektor mógłby zwolnić, ale czy chciałby zatrudnić nowych w mojej jednostce, czy raczej w swojej i bardziej zaprzyjaźnionej?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:34:44:

    @trzy.14
    W mniejszych miejscowościach bez problemu znajdą tacy, którzy przyjdą do pracy na uczelni. Wszystko zależy jeszcze od kierunku. W humanistyce nie będzie problemu, w naukach ścisłych po takich kierunkach jak matematyka, informatyka studenci dostają więcej nic doktor, więc rzeczywiście może być problem. Tam jest ogromna rotacja pracowników bo chyba dużo przypadkowych trafia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:39:53:

    zitt,
    Większość tych poprawek zgłosiła PO i one nie przeszły.

    chario,
    Bardzo chciałbym zobaczyć jakiś raport na temat losów tych tak dopieszczanych młodych. Przecież chyba każdy grant NCN ma na celu stworzenie nowego zespołu badawczego?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:41:01:

    Ja w swoim widzę całkiem sporo niezłych doktorantów, którzy spełniają powyższe warunki, a dla których "nie ma etatów".

    Ja tez widze sporo takich doktorantow, dla ktorych "nie ma etatow", a jednoczesnie wciaz zatrudniane sa nowe osoby, bo "nie ma kim uczyc". Uwazne przyjrzenie sie nowym zatrudnieniom wniosloby wiele do tej dyskusji.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:44:47:

    @3.14
    Ci z najwieksza liczba punktow do stypendium robia doktoraty juz od 8-9 lat i konca nie widac.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:48:05:

    nobooks,
    Czyż wszyscy ci adiunkci, których dziś chciałoby się kimś "zastąpić", nie byli wcześniej dobrze zapowiadającymi się doktorantami?

    piotrcandida,
    Jasne, ale spójrz na problem od strony szkół powszechnych. Młodych nauczycieli matematyki, fizyki, chemii NIE MA i szybko NIE BĘDZIE. Jednak etaty KTOŚ wypełnia. Ciekawe kto, prawda? Przypominam, że papiery na nauczyciela każdego szkolengo przedmiotu może sobie wyrobić magister czegokolwiek na 3-semestralnym kursie internetowym za 3,5 tys zł. Inżynier z przemysłu się tak nie przekwalifikuje, ale szkolny geograf albo i nawet katechetka, czemu nie, uprawnienia pedagogiczne już są, godziny do wzięcia też.

    A jak się sprawdzi w podstawówce, to za 5 lat będzie uczył Twoje dzieci w ogólniaku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 17:53:56:

    I jeszcze: @piotrcandida

    W mniejszych miejscowościach bez problemu znajdą tacy, którzy przyjdą do pracy na uczelni.

    Nałóżmy na to parametryzację. I nie za kilkanaście lecz za kilka lat te uczelnie w mniejszych miejscowościach przekształcają się spontanicznie w PWSZ-ty.

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 18:28:02:

    @trzy,14 w PUZ-y, bo PWSZ-ów już nie będzie:)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 20:36:42:

    @trzy
    To nie tylko adiunkci, także profs.
    Nie, nie byli dobrze zapowiadającymi się doktorantami - wtedy nie było jeszcze studiów doktoranckich, a na uczelni zostawał każdy, kto miał ochotę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 21:54:19:

    Proroctwo błogostanu, jaki zapanuje po wdrożeniu reform:
    www.youtube.com/watch?v=nB_6JVaDlt8

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 23:25:33:

    Odkrycie prof. Omilanowskiej, specjalistki nomen omen od architektury targowisk:

    (Z facebunia)
    Ustawa 2.0 o nauce, polecam uwadze ten zapis (druk sejmowy 2446):
    "Art. 35. ust. 6. Minister właściwy do spraw szkolnictwa wyższego i nauki, w drodze rozporządzenia, włącza do uczelni publicznej instytut PAN, po zasięgnięciu opinii Prezesa PAN."
    Czyli wbrew woli pracowników i dyrekcji PAN, przy negatywnej opinii prezesa PAN minister może rozpirzyć w siwy dym cały PAN włączając instytuty do uczelni. Oczywiście to sprzeczne z ustawą o PAN, ale komu to przeszkadza? Czy pracownicy PAN to wiedzą? Czy czekają aż studenci uczelni załatwią za nich sprawę oprotestowania tej ustawy-dziwa? Barbara Zdrojewska - czy senat może jeszcze w tej sprawie coś zrobić? bo w sejmie już chyba pozamiatane. Sprawdziłam. W żadnej ze sryliona poprawek zgłoszonych do tej ustawy nie ma mowy o zmianie tego zapisu. Dziennikarze to wiedzą?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 23:31:04:

    @trzy.14
    Mój scenariusz jest bardziej optymistyczny. W ogóle nie widzę tej szybkiej stratyfikacji spowodowanej nowymi regułami. Co najwyżej pojawi się stratyfikacja spowodowana bezczelnym dosypaniem pieniędzy tym "wielkim" (ale darmowe pieniądze rozleniwiają, zatem z tym też różnie może być, co widać i po tych omawianych tu "doktorantach", i po dość niskim poziomie płac w tak hojnie przecież dotowanych uczelniach flagowych).

    Habilitowanych jest nadmiar, ale oni SĄ i nie znikną ani za 3, ani nawet za 13 lat. Parcie na profesurę belwederską będzie, i prestiż, i (chyba) wyższy współczynnik w algorytmie. Ale będzie to powiązane z produktywnością (nieproduktywny profesor, zwłaszcza "nowy", będzie czystym balastem) i dobrze, Wielu adiunktów zrezygnuje z walki o hab., i to jeszcze lepiej.

    Uprawnienia hab. wymagają tylko B+. Sądząc po mojej uczelni: łatwiej będzie uzyskać uprawnienia po nowemu, niż do tej pory. Chyba nawet co ambitniejszy PUZ mógłby się zamierzyć na takie uprawnienia poważnie inwestując w kilku dobrze publikujących doktorów.

    Jeśli chodzi o potencjalne patologie, to będzie podobnie jak teraz, ale chyba nie gorzej. Ale wciąż jest szansa, by niektóre z nich przyblokować.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/16 23:57:00:

    c.d.
    Oczywiście wszystko "wisi" na kategoryzacji.
    Jeśli pozostanie ona mniej więcej w obecnej formie (klasyfikacja post factum od A+ do C), to nowa ustawa jest bardzo groźna dla dyscyplin związanych z nie-masowymi kierunkami studiów. Fizycy zapewne przefarbują się na informatyków, co będzie o wiele łatwiejsze niż obecnie, ale czy każdy kierunek "naukowy" znajdzie swoje masowe alter ego? Poza tym: po zniszczeniu tradycyjnych wydziałów nikt nie będzie miał interesu w zachowaniu istnienia takiej choćby fizyki, po prostu dobra fizyka przepoczwarzy się w kulawą niby informatykę. Ale to będzie długi proces.

    Kierunki masowe nawet na obecnych mniejszych (ale w miarę solidnych) uczelniach mają za to świetną perspektywę, bo powinno pojawić się duże dodatkowe tło uczelni, dotąd nie kategoryzujących się wcale, a teraz zabiegających choćby o B. Na tym tle obecne B może szybko awansować nawet do A, o B+ (dającym wszystkie benefity) nie wspominając.

    W każdym razie dla spójności nowego systemu konieczne jest, aby uprawnienia nie zmieniały się jak w kalejdoskopie z każdą nową kategoryzacją, zwłaszcza, gdy uczelnia poprawi wszystkie wskaźniki, a inni poprawią bardziej, i kategoria spadnie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 01:08:18:

    js.c,
    Fizycy zapewne przefarbują się na informatyków,
    Nie więcej niż 10%. I w innym trybie: nie "się" tylko zostaną przefarbowani, jeżeli publikują na styku fizyki i metod numerycznych, za to w lepiej punktowanych czasopismach niż "prawdziwi informatycy", czyli matematycy. Inni z pożytkiem dla kategoryzacji mogą zostać przefarbowani na matematyków. Prawdziwym hitem byliby fizycy przefarbowani na ekonomistów. Generalnie nie wiem, za co przynoszące milionowe długi fizyki miałyby się utrzymać poza ugrantowioną W-wą i zapewne Krakowem oraz politechnikami, gdzie fizycy są potrzebni do dydaktyki, albo i nie są, bo podstawy "elektryczności i magnetyzmu" na elektronice może przecież wykładać elektronik itd.

    Te długi, po zapowiadanych podwyżkach, tylko wzrosną i doprowadzą do jeszcze większej presji pozostałych wydziałów na wewnętrzne "reformy".

    Z faktu, że ktoś w pracy używa komputera nie wynika, że może uczyć informatyki, choć oczywiście życie zna różne przypadki.

    Jedyna nadziej w tym, że skoro dotąd opcji atomowej, czyli zwolnienia 50% kadry nikt nie wdrożył w życie, to dopóki rektor będzie wybierany przez "środowisko", to nikt tego guzika nie wciśnie z obawy, że kiedyś lat sam mógłby zostać celem takiej ekstremalnej sanacji. Zwłaszcza że i tak nie byłoby to rozwiązanie trwałe i po kilku latach pewnie należałoby wcisnąć drugi, podobny przycisk, aż do skutku.

    Gdyby poważnie potraktować ssr=13, to studentów fizyki (a nie żadnych optometrii) w całej Polsce z trudem starczy na jeden, *mały* wydział. Jeden duży wydział może się jeszcze utrzymać z pieniędzy z grantów, o które walczą też grube setki fizyków z instytutów PAN. W wersji skrajnie liberalnej, w której liczy się tylko pieniądz, widzę tylko ciemność.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 08:57:01:

    @js.c
    Zatrudnienie kilku punktujących adiunktów nic nie da, bo nowa parametryzacja ma ograniczać dorobek jednej osoby do czterech pozycji. Będzie oceniany cały wydział a nie kilka osób i to jest bardzo dobra propozycja.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 10:13:56:

    @piotrcandida

    No właśnie, z jednej strony dobra, a z drugiej ci publikujący już nawet nie będą publikować tyle, na ile ich stać. Ta ustawa sprawia, że nie warto się starać, bo wymagania do awansowania będą trudniejsze - jedynie poprzez duże ośrodki, już nie udające, że liczy się nauka, a tylko uwalające jak leci wnioski awansowe spoza nich, a ci słabo publikujący - nie przypadkiem już teraz publikują słabo. Oni nie boją się redukcji, gdyż są zatrudnieni poza uczelniami. Jednych i drugich nikt sensowny nie zastąpi na kluczowych kierunkach, po których jest dobra praca poza uczelnią.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 10:56:35:

    naukowiec2.0
    To nie tak. Szef grupy będzie celował w 4K, gdzie K jest liczebnością jego grupy. Ci, którzy są w stanie osiągnąć 4K, zamiast rozmieniać się na drobne w Ziemniaku Polskim, mają dwie strategie: albo publikować mniej, za to z sensem, licząc,że w ten sposób osiągną awans lub grant, albo zająć się czymś innym, np. dydaktyką (o święta naiwności!), administracją (naiwności do kwadratu!) czy "wymyślaniem Luxtorpedy" (ha, ha, ha!).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 11:09:53:

    oko.press/balagan-2-0-pelno-bledow-i-dziwne-niespodzianki-w-ustawie-gowina-bedzie-mogl-nawet-zlikwidowac-pan/

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 11:46:00:

    ja bym tam raczej zaczal sie przygladac jak zycie akademickie reguluje rosja. To juz wkrotce bedzie obowiazywac w priwislanskim kraju

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 11:46:08:

    ja bym tam raczej zaczal sie przygladac jak zycie akademickie reguluje rosja. To juz wkrotce bedzie obowiazywac w priwislanskim kraju

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 11:51:40:

    Pi, dzięki za linka. Mnie najbardziej podoba się tekst, z którym zgadzam się w niemal 100% zalinkowany w tym artykul, czyli: wyborcza.pl/7,95891,23540272,ustawa-2-0-jest-otwarcie-wroga-interdyscyplinarnosci.html
    To jest to, o czym piszę od dłuższego czasu na tym blogu, że nowa ustawa to śmierć zespołów interdyscyplinarnych i jeżeli oprócz gołosłownych deklaracji, nie pójdą realne zapisy, to już wkrótce polska nauka cofnie się o lata świetlne do reszty świata.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 12:04:40:

    Tak, a propos. Zastanawia mnie, dlaczego odbiera nam się możliwość nie tylko strajku, ale i głosu sprzeciwu, z uzasadnieniem, że nam jako osobom wykształconym nie wypada. I znowu ma się decydować o nas bez nas. A na dodatek będą o nas decydować ...
    Czy należy ustępować ciągle głupocie, jeżeli już tak się staczamy? Ja uważam, że to duży błąd. To uczenie nas od małego ustąp głupszemu, ma obecnie bardzo negatywne skutki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 12:25:13:

    I jeszcze jedno. Nie dość, że budżet nauki oraz szkolnictwa wyższego jest tak skromny, to i z niego szerokim strumieniem musi się finansować kościół kat. i jego biznesmenów, w szczególności zaś tego jednego. Ja mam już dość, bo w tym kraju lepiej uprawiać pseudonaukę lub mieć odpowiednie kontakty towarzysko-polityczno-biznesowe, niż rzeczywiście coś sensownego robić. A później będzie, jaka piękna katastrofa, jak się okaże, że ci najwartościowszy w polskiej nauce w końcu opuszczą ten piękny kraj i swoje pomysły zrealizują w Niemczech, USA, Norwegii, Kandzie lub jeszcze gdzieś tam. Już czekam na twierdzenia, że Polska nic na tym nie zyskała. Tyle, że priorytet to mają teraz gusła i prokuratorzy historyczni. Na to kasa jest, na wciskanie bajek i zakłamywanie.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 13:40:14:

    Dzięki za linka. Możliwość likwidacji PAN, to jedyny plus tej poronionej ustawy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 14:03:29:

    piotr-stec.pl/2018/06/16/pora-wrozenia-z-fusow/

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 14:54:53:

    @trzy.14
    Tak, racja, ale teraz szef grupy będzie wyciskał siódme poty, aby osiągnąć 4K (na czasie podczas mundialu ...), może za to dostanie groszowy grant (szansa i tak niewielka). Wielu odpuści, ale pójście w dydaktykę odbierze jako policzek. A jaka jest szansa na awans? Co to znaczy awans w naszych realiach, gdy np. nie jest się habilitowanym albo nie jest się prof. zw.? Czy ktoś może powiedzieć, za ile "punktów", publikacji czy zasług dla uczelni będzie awans wg nowej ustawy? Tak, jak mówi @kahlkopf, niby my ci "mądrzejsi" ustępujący "głupszym", a będziemy mieć ustawę, wg której nawet nie wiadomo, jak awansować, co nas do tej pory odróżniało od innych państwowych zawodów. Bo za kolejnymi stopniami i tytułami dotychczas awanse szły, w zależności od miejsc, wolniej albo szybciej.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 17:38:10:

    @naukowiec2.0
    Kwestia awansów związanych z habilitacją czy profesurą nigdy nie była jasno określona i taka dalej pozostaje w nowej ustawie. Przypuszczam że jest to celowe zagranie, żeby przymykać oko na miernotę naukową. Wystarczyło wprowadzić minimalny wymóg publikacji z impact factorem i sprawa byłaby rozwiązana. Wystarczy przejrzeć stronę Komisji Centralne i cały czas mamy w wielu dziedzinach profesorów, którzy nie napisali żadnej publikacji naukowej o randze międzynarodowej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 17:59:04:

    @Piotrcandida
    Do określania minimalnych wymagań, to nie jest potrzebna ustawa, to rozstrzyga się za pomocą rozporządzeń ministerialnych. Natomiast w ustawie powinien znaleźć się akapit, że właśnie "minimalną doskonałość naukową" określa minister MNiSW poprzez odpowiednie rozporządzenie. Wg. mnie, żeby ustawa była zjadliwa powinna sensownie rozwiązywać problemy ogólne ustroju akademickiego, natomiast szczegóły winny rozstrzygać rozporządzenia, chyba, że interes państwa oraz danej grupy społecznej tego wymaga. Po prostu pchanie wszystkiego do ustawy jest głupotą, bo grozi przeregulowaniem. Stąd rozporządzenia są od ustalania wymogów parametryzacyjnych, minimalnych wymagań do osiągnięcia danego stopnia naukowego, itp.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 18:44:37:

    @ piotrcandida: "Wystarczyło wprowadzić minimalny wymóg publikacji z impact factorem i sprawa byłaby rozwiązana" - radzę zaglądnąć to naszej dyskusji o "braterskim doktoracie" Panów G. na AGH. Wyszły przy tym na jaw takie "standardy publikacyjne", które w głowie (nomen omen) się nie mieszczą.

    Otóż w niektórych dyscyplinach cwaniacy ustawili się w ten sposób, że weszli na JCR wieki temu. Nie robią nic, standard publikacji w tych żurnalach przypomina ZN Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie w Za.piu Dolnym, natomiast dzięki kasie z grantów zamawianych w "przemyśle" (oczywiście krajowym, dzięki kontaktom z czasów PRL) jeździ się seryjnie na kongresy zagraniczne, gdzie tworzy się spółdzielnie cytowań.

    I w ten sposób specjalista od wierteł ma publikacje w czasopismach biologicznych o termitach, w tym po 20-30 artykułów cytowanych w jednym tekście przez kolegę z Pakistanu.

    Więc sorry, ale wymóg publikowania na JCR nie załatwi problemu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 19:02:08:

    @Flamengista
    Dlatego uważam, że nie ustawa jest od tego, a rozporządzenia ministra. W końcu niech minister rządzi. Rozporządzenie wydać łatwiej i łatwiej jest reagować na ewentualne patologie. Poza tym w dobie pogoni za wskaźnikami bibliometrycznymi spółdzielni nie wyeliminujesz, natomiast taka dodatkowa ocena pod względem rozwoju naukowego kandydata do stopnia byłaby czymś odpowiednim i pożądanym. Natomiast "specjalista od wierteł ma publikacje w czasopismach biologicznych" nie widziałbym w tym nic złego, jeżeli nie jest dopisany na doczepkę, a zrobił naprawdę solidną robotę z biologami. Na tym polegają badania interdyscyplinarne. Nie stawiajmy ograniczeń w rozwoju nauki. Jeżeli ktoś ma potrzebę z biologów, aby stworzyć zespół ze specjalistą od wierteł, bo ważne jest umiejętne pozyskanie materiału metodą opracowaną przez specjalistę, to co w tym złego, że to będzie też opisane w piśmie biologicznym? W końcu inni biolodzy też powinni się dowiedzieć o nowej metodzie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 20:07:06:

    @flamengista
    Oczywiście, że wymóg publikowania na JCR nie rozwiąże wszystkich patologii, ale jakieś minima trzeba wprowadzać, żeby ograniczać te patologie. Bez tego dalej będziemy promować miernotę naukową.
    Jest dużo bardzo słabych czasopism na JCR, co nie zmienia faktu, że takie minimalne wymogi muszą być wprowadzone odgórnie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 20:35:08:

    Jak to mówią w Ameryce "rearranging the deck chairs on the titanic"

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 20:48:07:

    @kahlkopf: przejęzyczyłem się. Nie "ma publikację", ale "ma cytowania". I to nie jedno, a 20-30. Zupełnie nie związanych z tematem. Tak właśnie działa ta spółdzielnia.

    Jasne, że takie rzeczy można było załatwić rozporządzeniem, nie trzeba do tego ustawy. Natomiast przestrzegałbym przed uniwersalną miarą, bo zróżnicowanie dyscyplinarne jest olbrzymie.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 21:06:16:

    @piotrcandida
    "Wystarczyło wprowadzić minimalny wymóg publikacji z impact factorem i sprawa byłaby rozwiązana"
    Z przykrością czytam takie wypowiedzi. Patrzy Pan na naukę z perspektywy własnej dziedziny, bardzo wybiórczo i niesprawiedliwie. A to właśnie tak radykalne poglądy ostatecznie pogrążyły planowaną reformę. Przecież trudno oczekiwać, aby humaniści i przedstawiciele część nauk społecznych zgodzili się na zlikwidowanie ich dyscyplin i potraktowanie dorobku jako makulatury. A wymóg JCR / IF-ów ma właśnie takie konsekwencje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 21:43:17:

    Ja bym raczej postulował wprowadzenie kryteriów minimalnych per dyscyplina naukowa, przy czym jedyną konsekwencją ich niepełnienia byłoby to, że recenzenci mieliby obowiązek zająć stanowisko wobec tych braków. Każdy próg bibliometryczny da się "skompromitować". Każde odgórnie narzucone kryterium, np. oparte na grantach czy mobilności, może generować konsekwencje społecznie szkodliwe.

    W gruncie rzeczy polityka kadrowa powinna być całkowicie scedowana na uczelnię, a wymogi na poziomie ogólnopolskim powinny dotyczyć całych jednostek.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 21:52:59:

    @trzy.14
    To dobry pomysł.
    Ale myślę, że można by zacząć od jeszcze prostszej rzeczy: recenzenci sami powinni spełniać kryteria na stopień/tytuł, na który recenzują i przede wszystkim mieć aktualny dorobek.
    Teoretycznie "aktualny dorobek" pojawia się w przepisach, faktycznie jednak nikt na to nie zwraca uwagę. Ostatnio mój kolega przeprowadzał postępowanie o tytuł: na 5 recenzentów 4 to byli emeryci lub prawie emeryci, bez żadnego aktualnego dorobku, sami nie spełniający kryteriów, co do których wydają opinię. Cóż to za recenzowanie?
    A może dobra byłaby zasada, że recenzent nie powinien mieć mniejszego dorobku, niż recenzowany? W niektórych sytuacjach doprowadziłoby to może do niemałych problemów, ale przynajmniej byłoby zabawnie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 22:29:42:

    @Kahlkopf:

    > Wg. mnie, żeby ustawa była zjadliwa powinna sensownie rozwiązywać problemy
    > ogólne ustroju akademickiego, natomiast szczegóły winny rozstrzygać
    > rozporządzenia, chyba, że interes państwa oraz danej grupy społecznej tego
    > wymaga.

    Taki jest zresztą cel rozporządzeń: mają doprecyzowywać technikalia. Kluczowe jest to, żeby upoważnienie ustawowe było prawidłowo skonstruowane, a wydane na jego podstawie rozporządzenie nie wychodziło poza ramy tego upoważnienia. Niestety, liczne badania i raporty pokazują, że w Najjaśniejszej Pomrocznej jest z tym problem od wielu lat.

    > Po prostu pchanie wszystkiego do ustawy jest głupotą, bo grozi przeregulowaniem.
    > Stąd rozporządzenia są od ustalania wymogów parametryzacyjnych, minimalnych
    > wymagań do osiągnięcia danego stopnia naukowego, itp.

    Dla zjawiska przeregulowania nie ma znaczenia, czy nadmiar przepisów znajduje się w ustawie czy w rozporządzeniu. Zgadzam się natomiast z twierdzeniem, które Acan zamieścił w drugim zdaniu, że rozporządzenie jest właściwszym miejscem na rozpisanie szczegółów wymogów parametryzacyjnych.

    @Trzy.14:

    > Ja bym raczej postulował wprowadzenie kryteriów minimalnych per dyscyplina
    > naukowa, przy czym jedyną konsekwencją ich niepełnienia byłoby to, że recenzenci
    > mieliby obowiązek zająć stanowisko wobec tych braków.

    Bardzo, bardzo podoba mi się ta propozycja. Wiem, że jest Pan starszy ode mnie i stoi Pan na drabinie hierarchii akademickiej znacznie wyżej ode mnie, ale i tak pozwolę sobie napisać, że ta propozycja jest oznaką dojrzałego spojrzenia na zasady stanowienia prawa. Wielu prawników, mimo dziesiątek lat pracy w zawodzie, nie ma takiego racjonalnego oglądu na istotę prawa jak Pan. Chapeau bas!

    Temu rozwiązaniu można oczywiście zarzucić, że będzie umożliwiać obejście kryteriów minimalnych poprzez dobranie nierzetelnych recenzentów. To prawda, ale podobny zarzut zrobić każdemu sztywnemu (tj. bezwyjątkowemu) wymogowi. Tytułem przykładu, kryterium minimalne w postaci określonej wartości indeksu Hirscha można przeskoczyć poprzez stworzenie spółdzielni wzajemnych cytowań. Problem w tym, że nie da się stworzyć prawa odpornego na kombinowanie. Stosowanie prawa wymaga założenia, że robiąca to osoba będzie rzetelna. Inaczej się nie da.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 23:22:14:

    @kubahum
    Wśród humanistów też są publikujący na liście JCR.
    Fakt, że w polskiej nauce jest za dużo bezproduktywnych naukowców humanistów, którzy produkują studentów w dziedzinach, którzy są zupełnie niepotrzebni na rynku pracy. I do tego wielu samodzielnych pracowników naukowych to właśnie zasługa takiego pobłażliwego traktowania miernoty naukowej.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 23:24:52:

    Jestem za tym, żeby minima były ustawione w ustawie, a nie żeby potem każdy minister je zmieniał w rozporządzeniu. Skoro pracownik naukowy nie potrafi skleić artykułu na listę JCR to nie powinien dostawać habilitacji a tym bardzie zostawać profesorem. To przecież woła o pomstę do nieba. Polska nauka będzie dalej zaściankiem jak będzie się tolerować takie rzeczy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/17 23:45:58:

    @Piotrcandida:

    > Fakt, że w polskiej nauce jest za dużo bezproduktywnych naukowców humanistów,
    > którzy produkują studentów w dziedzinach, którzy są zupełnie niepotrzebni na
    > rynku pracy.

    Muszę zaprotestować. Uważam, że nie wszystkie dziedziny powinny być oceniane przez pryzmat ich zapotrzebowania na rynku pracy. Absolwenci takiej filozofii, etyki czy papirusologii niekoniecznie muszą być poszukiwani na rynku pracy, ale to wcale nie przesądza o ich bezużyteczności. (Pomijam fakt, że nabyte na tych kierunkach umiejętności często umożliwiają ich absolwentom podjęcie pracy w działkach odległych od ukończonych kierunków). Oni też są potrzebni, oczywiście w odpowiednich ilościach.

    Mojego stanowiska nie należy odczytywać w ten sposób, że jestem apologetą bezwartościowej nauki. Ja jedynie uważam, że nie wszystko da się przełożyć na zapotrzebowanie na rynku pracy, że nie każdy wartościowy wkład w naukę można przeliczyć na wymierne zyski finansowe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 00:27:10:

    @Halucinski:

    Zgadzam się z Waszmością, wszak Tyś wśród nas prawnikiem.

    @Piotrcandida:
    Zapychanie ustawy dodatkowymi regulacjami jest pomysłem nietrafnym. Ustawy winny być na lata. A tu nauka się zmienia i to już wymusza często zmiany w zakresie wymogów uzyskiwania stopni. Określanie wymogów powinno być w gestii ministra MNiSW. Oczywiście można stworzyć mechanizmy zabezpieczające przed głupotą. Choć i tu widać, że i taki system można rozbroić, co pokazują dzisiejsze czasy nam panujące w Polszcze. Dobrze napisał Imć Pan Haluciński, że w tymże to kraju mamy pomieszanie z poplątaniem w zakresie tworzenia prawa. Inaczej pisząc, nie wrzucajmy wszystkich grzybków do jednego barszczu, dyć to i niepotrzebne, niesmaczne, aliści niebezpieczne.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 08:49:25:

    Nie ważne czy ustawa czy rozporządzenie, zresztą ta ustawa jest już w tym momencie tak bardzo na każdy temat, że jej już nic nie pogorszy. W kwestiach zasadniczych powinny być wytyczone pewne nieprzekraczalne kryteria, ponieważ problem leży gdzie indziej. Jeśli zmniejszy się (a to, jak rozumiem jest zamiar ministerstwa) liczbę jednostek z uprawnieniami, wtedy decyzje komu co i za co będą zapadały w kilku ośrodkach, które będą stawiać poprzeczki w sposób nieprzewidziany. Monopolizacja będzie miała bardzo nieprzyjemne skutki. Co do samych kryteriów, to również zgadzam się z tym, że powinny być określone "per dyscyplina".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 08:52:38:

    Wielu programistów jest b. rozczarowanych realnym światem, że na przykłąd w firmie stricte informatycznej ich zatrudniającej oni są mniejszością, a muszą tolerować wszystich tych humanistów któzy okazują się niezbędni zdaniem szefostwa do prowadzenia biznesu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 08:59:08:

    A może dobra byłaby zasada, że recenzent nie powinien mieć mniejszego dorobku, niż recenzowany?

    Nie, gdyż wiele dorobków/osiągnięć jest dętych i dlatego potrzebni są recenzenci a nie algorytmy. W szczególności im bardziej wchodzimy w granty, a więc we współpracę, tym bardziej do wykonania oceny czyjegoś dorobku potrzebni są żywi ludzie.

    Przy czym prawdę mówiąc, jest to syzyfowa praca. Recenzent jest adwokatem, prokuratorem, ławą przysięgłych i sędzią w jednym, ale nie ma za sobą kierunkowych studiów i opartej na setkach lat doświadczeń praktyki prawniczej, nie powołuje biegłych, nie żąda uzupełnienia dowodów. Podejrzewam że za granicą jest tak samo i dlatego rozwinęła się tam praktyka mobilności jako swoistego testu ognia, kto co jest wart naprawdę, gdy wyjdzie spod kurateli promotora swojego doktoratu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 09:01:57:

    zitt,
    Bo przecież ktoś te programy musi sprzedawać, ktoś szukać nowych klientów, ktoś śledzić biegunkę legislacyjną, ktoś prowadzić księgowość etc. Jeśli uczelnie pójdą w "komerchę", punkt ciężkości z konieczności przesunie się w tę samą stronę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 09:33:28:

    @Pi
    A tu ciekawostki. Można sobie policzyć jak w Polsce mniej więcej kształtuje się stosunek pracowników naukowo-dydaktycznych do administracji i technicznych.
    1. AGH: www.agh.edu.pl/biuletyn-informacji-publicznej/agh-w-liczbach/
    2. PWr: pwr.edu.pl/uczelnia/o-politechnice/fakty-i-liczby
    3. www.pw.edu.pl/Uczelnia/PW-w-liczbach2 (coś więcej wiki: pl.wikipedia.org/wiki/Politechnika_Warszawska)
    4. PŁ: www.p.lodz.pl/pl/pl-liczbach
    5. Politechnika Krakowska: www.pk.edu.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=11&Itemid=140&lang=pl
    6. Politechnika Śląska: www.polsl.pl/imprezy/70lat/Strony/liczby.aspx
    7. Politechnika Poznańska się nie chwali: bip.put.poznan.pl/node/104

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 09:38:26:

    Najgorzej jest kiedy odkrywają że najlepszy programista w firmie jest filozofem a najgorszym matematyk.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 09:49:03:

    Jestem tym, żeby minima były ustawione w ustawie, a nie żeby potem każdy minister je zmieniał w rozporządzeniu.

    Nie da się! Inaczej ustawa będzie sobie liczyć 1000 stron.

    Jedną z przyczyn, dla których pewne rozstrzygnięcia pozostawia się ministrom, jest zapewne to, że znacznie łatwiej można zmienić rozporządzenie niż ustawę. W tej chwili na przykład w obowiązującej ustawie znajduje się kretyński wymóg, że kandydat na profesora musi mieć doktoranta z otwartym przewodem. Gdyby to było w rozporządzeniu, to by było "rach-ciach, już po wszystkiem".

    Jest więcej niż pewne, że nie można obecnie przewidzieć wszystkich skutków wprowadzenia (lub usunięcia) jakichkolwiek "twardych" wymogów awansowych i choćby już z tego względu należy je umieścić w rozporządzeniu.

    Argument przeciw sztywnemu wymogowi mobilności:
    - przewlekła choroba. Mieliśmy kolegę z zanikiem mięśni, 100 kg żywej wago na wózku inwalidzkim
    -- czy takim ludziom można *ustawowo* odebrać szansę habilitacji?

    Argumenty przeciw sztywnemu wymogowi prowadzenia grantów:
    - nagroda ministra dla jednego z tych braci z AGH za wybitne osiągnięcia naukowe
    - warszawski pokoik Janiaka
    - konflikt interesów: cały proces przyznawania i rozliczania grantów dokonuje się w środowisku, które z grantów korzysta

    Niemniej, państwu polskiemu powinno zależeć, by kadra naukowa w coraz większym stopniu była umiędzynarodowiona (chyba nawet w obu znaczeniach) i zdolna do międzynarodowej konkurencji o środki na badania. Jednak sztywne zapisy ustawowe nie byłyby dobrym rozwiązaniem tej łamigłówki.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 09:52:57:

    W AGH nic się nie zmieniło przez 5 lat

    web.archive.org/web/20130420184826/www.agh.edu.pl/biuletyn-informacji-publicznej/agh-w-liczbach/

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:02:11:

    @Zitt
    Różnice są, choć czasem na poziomie fluktuacji. Zwłaszcza może być ciekawa analiza liczby wykładowców oraz adiunktów, w tym adiunktów z hab.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:18:16:

    kahlkopf,
    ETH - Zurich:
    Academic staff 7,798 (full-time equivalents 2015, 30.9% female, 62.3% foreign nationals)
    Administrative staff 1,227 (full-time equivalents 2015, 40.6% female, 19.3% foreign nationals)
    Students 19,233 (headcount 2015, 30.5% female, 37.6% foreign nationals)
    Undergraduates 8,704
    Postgraduates 5,447
    Doctoral students 4,026
    Other students 1,056
    en.wikipedia.org/wiki/ETH_Zurich

    Porównajmy to z jakąś polską "politechniką badawczą" (PW):
    Liczba pracowników 4687
    w tym naukowych 2435
    Liczba studentów 33 125

    Wychodzi na to, że PW, żeby stać się ETH-Z, poza zwiększeniem finansowania, powinna zatrudnić 3 razy więcej naukowców (!), prawdopodobnie zmniejszyć nabór na studia inżynierskie (nie mam dokładnych liczb), zwiększyć lub utrzymać nabór na studia magisterskie, ok. 3-4 razy zwiększyć nabór na studia doktoranckie, zmniejszyć zatrudnienie w sektorze administracyjno-pomocniczym niemal dwukrotnie (!) (i prawdopodobnie zacząć tam płacić godziwe wynagrodzenia).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:19:16:

    kahlkopf,
    Na AGH mają nawet starszych wykładowców z habilitacją!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:21:20:

    analiza dżenderowa niezbicie dowodzi, że personel pomocniczy na ETH-Z zarabia godziwe pieniądze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:26:15:

    @Pi
    Dlatego te dane uważam za ciekawe i powinny dać do myślenia, zwłaszcza z tym co przytoczyłeś. Pytanie: co tu nie tak? Uważam, że taka analiza danych powinna też dać naszym totalnym reformatorom dać do myślenia. Z resztą już o tym pisałem, że ustawa2.0 wcale nas nie zbliży do cywilizowanego świata i powtórzę: nie ta diagnoza, nie te cele, nie te środki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:30:51:

    p. 22: www.ethz.ch/content/dam/ethz/main/eth-zurich/nachhaltigkeit/Berichte/Nachhaltigkeitsbericht/ETH_Zurich_Sustainability_Report_2015_2016.pdf

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:32:56:

    Przepraszam, to w pdf p. 22-23. Tak na ulotce to interesujące p: 41-43

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 10:54:31:

    Ja nie jestem zwolennikiem polskiej habilitacji, ale tylko przypomnę, że w Szwajcarii jest habilitacja i to nawet taka, że każdy ma Habilitationsschrift.

    Odnośnie mobilności, typowy prof. ETH spędził tam całą swoją karierę, któe CV nie otwieram widzę całę trzy miesięczne wizyty i może roczny postdok na przykład we Włoszech gdzie wiemy jak jest. Ponadto Assistenzprofessor z tego co obserwuje jest się 5 lat z zegarkiem w ręku.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 12:14:35:

    @trzy,14
    Dokładniejsze dane o ETH sugerują jednak nieco inny "przepis" na uczelnię badawczą. przede wszystkim: obok administracji (70% kobiet, a więc?) jest drugie tyle personelu technicznego. Profesorów (w tym assistant) jest rzędu 400, a więc znacznie mniej niż na PW (ponad 600 "samodzielnych"). Zaskakuje liczba... asystentów (3.5 tys.). Możliwe, że to wszystko jest dla nas dobrym wzorcem, lepszym niż dość odległe nam tradycje anglosaskie. Gdyby odjąć asystentów i postdoków, to otrzymujemy proporcje podobne jak w Polsce (także genderowe, z małym odsetkiem kobiet w profesurze, a dużym administracji).

    Zatem: potrzeba u nas tłumów asystentów i nowy algorytm, a także po części nowa ustawa, w tym kierunku idą. Nawet to przesadne umoszczenie doktorantów temu sprzyja: będą zwyczajnie zbyt kosztowni dla uczelni, wykonując przy tym ułamek tej pracy, co asystenci. Ciekawe byłoby zobaczyć strukturę tych ETH-owskich asystentów (ile lat średnio przezywają na uczelni, jaki procent "idzie dalej", a jaki odpada itp.).
    A poza tym uczelnia badawcza nie może być tak masowa jak to u nas, ale choć to oczywiste, to nie promuje ani algorytm, ani ustawa. Nawet osobnej grupy dla uczelni badawczych nie ma, a bez tego w tym kontekście ani rusz.

    @all
    Nie ma sensu roztrząsać wymogów (czy ich braku) do stopni i tytułów, bo ustawa zrywa z dotychczasowym systemem. Stopnie i tytuły prawie do niczego nie będą potrzebne. A ponieważ już obecnie (od dobrych 10-11 lat) profesura jest ekonomicznie dla uczelni nieopłacalna, więc zrywane są ostatnie bodźce do jej utrzymywania. Liczyć się będzie produktywność (choć biorąc pod uwagę bezwładność uczelni, mogą one zacząć to zauważać po kilku latach dopiero) i to raczej "średnia" (czyli 1 w miarę solidna publikacja rocznie). Zabawne jest to, że nawet dla szkoły doktorskiej nie ma mowy o jakichś kwotach habilitowanych do jej prowadzenia (czyli może być szkoła doktorska z jednym promotorem?), możliwe, ze rozporządzenia wprowadzą jakiś promotorski SSR dla szkół doktorskich?

    Co z tego wyniknie: trudno przewidzieć. Jest to desperacki skok. Przy tak niskim budżecie na naukę i dobrej koniunkturze w gospodarce: może zakończyć się spektakularnym fiaskiem. Niestety, stabilność jest dla kadry akademickiej walutą bezcenną w takich warunkach i odrzucanie jej en blok może mieć fatalne skutki.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 12:40:18:

    >profesura jest ekonomicznie dla uczelni nieopłacalna<
    A jakieś źródło dla tego twierdzenia?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 12:44:50:

    @Js.c
    Z tą profesurą to nie tak do końca. Nie wiem, czy informacje na Twojej RW są podawane odnośnie parametryzacji, ale zwłaszcza belwederscy byli w cenie, ze względu na przeliczniki w kategorii potencjał naukowy. Algorytmy przyznawania funduszy na naukę również pod tym względem dotychczas preferowały tytuły.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 13:15:25:

    zagadka:
    czy dużo będzie uczelni z uprawnieniami do habilitowania w których nie będzie zatrudniony ani jeden habilitowany i ani jeden profesor z habilitacją?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 13:23:10:

    @tulloch
    Wystarczy porównać przychód z dotacji z faktycznym kosztem etatu (który zależy od uczelni i konkretnego etatu, ale dotacja chyba tylko dla asystentów przekracza minima ministerialne, gdy uwzględnić narzuty i konieczne dodatki). Nowy algorytm skasował składnik uprawnień (który dowartościowywał kadrę samodzielną, zwłaszcza mniejszych jednostek), i wprawdzie dowartościował mocno kadrę poprzez SSR, ale tam stopień i tytuł nic nie ważą, zatem kolejny mocny plus dla asystentów.

    @kalkhopf
    Wpływ profesury na kategoryzację jest minimalny. Kiedyś BSt przyznawano z wagami preferującymi profesurę, ale to stare już dzieje. Teraz nie ma żadnych wag tego typu. Zresztą BSt to malutki fundusz w skali uczelni. Kluczowe jest to, iż wpływ profesury na dotację podstawową (źródło wynagrodzeń) jest ujemny w tym sensie, że generowany przez tytuł/stopień wzrost dotacji nie pokrywa jeszcze większego wzrostu kosztu etatu.

    Profesurę podtrzymywała tylko sieć wszelakich uprawnień, na których opiera(ł) się system. Przecięcie tego zmieni wszystko (po kilku czy nawet kilkunastu latach, bo przez pewien czas zadziała siła bezwładności). Oczywiście dobrze publikować to obecni samodzielni też potrafią, zatem chyba dadzą sobie radę. Ale czy dopłynie nowa kadra na tych nowych warunkach? Preferencyjne stawki dla doktorantów i tak są niekonkurencyjne na rynku pracy (zwłaszcza wobec zakazu "dorabiania"), a brak perspektyw na stabilną pracę dopełni czary goryczy. Myślę, że wiele osób mających powołanie do pracy naukowej jest w stanie pracować za niewielkie (ale jakoś tam godziwe) pieniądze, przy założeniu perspektywy spokojnej i stabilnej pracy. Ten aspekt "reformatorzy" (wszelacy) systematycznie ignorują.

    Nawiasem mówiąc: jeszcze raz podkreślę, że w nowych warunkach otrzymanie uprawnień habilitacyjnych będzie łatwiejsze niż dotąd (kategorię A+,A i B+ otrzyma, jak mniemam, 50-60% uczelni w poszczególnych dyscyplinach, zatem zapewne zdecydowana większość uczelni będzie miała choć jedno uprawnienie habilitacyjne). Nie widzę w tym żadnego problemu, bo habilitacja staje się procedurą de facto zewnętrzną, gospodarz będzie miał tylko niewielki wpływ na jej pozytywne procedowanie.






  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 13:25:28:

    ruda,
    To jest naprawdę ciekawa zagadka! Obecna ustawa otwiera taką możliwość. Jeśli bym miał jednak ekstrapolować swoje otoczenie, to zarówno adiunkci pozbawieni profesorów, jak i profesura pozbawiona adiunktów z dnia na dzień po prostu ginie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 13:29:16:

    Poprawny link (js.c): nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/download/745/767

    Bardzo ciekawe tabelki!

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 14:10:20:

    @Trzy.14
    zarówno adiunkci pozbawieni profesorów, jak i profesura pozbawiona adiunktów z dnia na dzień po prostu ginie.
    Tak, coś w tym jest. Ale może paradoksalnie usamodzielnienie się ich wszystkich (zarówno profesorów i adiunktów) pozytywnie wpłynie na publikowalność per capita.

    @js.c
    To ciekawe co Pan mówi, ale jak to będzie wg Pana z awansami? Czy wypłata będzie zależeć od pracowitości a nie od stopni? Ja obawiam się, że nasza mentalność jeszcze nie dorosła do takiego podejścia. Do tej pory było ścisłe zaszeregowanie kto jest kim.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 14:24:30:

    @naukowiec2.0
    Podzielam te obawy, zwłaszcza wobec centralizacji władzy w ręku rektora. Rektorzy bardzo kiepsko przenoszą bodźce algorytmu niżej, na co wskazuje dotychczasowa praktyka.

    Być może przez jakiś czas system będzie trwał jak i do tej pory. Nieopłacalność profesury (zresztą mniej oczywista niż w poprzednim algorytmie) zapewne będzie przeoczona lub zignorowana. Uczelnie będą musiały "coś zrobić", aby przyciągnąć lub zatrzymać co lepszą kadrę. Na pewno stabilizacja dla samodzielnych będzie naturalną ofertą na małych uczelniach, bo cóż innego im pozostaje; a wielkie uczelnie będą w końcu musiały zwiększyć płace dla liderów (fundusze na to chyba mają nawet teraz, a przewiduje się znaczne ich zwiększenie), chyba niekoniecznie łącząc to z extra-stabilnością (takie polowanie na łowców grantów?).


  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 14:55:01:

    @trzy.14
    Jeśli jest się przeciwny podniesieniu wymagań, to zawsze na każdy warunek znajdzie się kontrargument. Wymóg bycia kierownikiem grantu krajowego lub międzynarodowego istniał przez kilka lat dla profesury i jak widać wielu miernych naukowców nie potrafiło jemu sprostać i zostaje zniesiony. I to ma być podnoszenie standardów i poziomu nauki według nowej ustawy.
    Istnieją proste rozwiązania żeby ograniczyć kiepski poziom polskich habilitacji i profesur ale nawet na tym bloku mają one wielu przeciwników.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 14:56:26:

    To prawda, łowcy grantów będą w cenie. Szkoda tylko, że głównymi beneficjentami tych łowów będą uczelnie (40% kosztów pośrednich), a dla realnych wykonawców po odliczeniu ZUSu zostaną grosze. Stabilność zostanie mocno ograniczona.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 15:05:32:

    @naukowiec2.0
    Ależ właśnie moja "prognoza" dotyczyła wzrostu płacy zasadniczej dla łowców grantów. Oni będą potrzebni i dość łatwo będzie ich 'podkupić' (zwłaszcza w wielkich ośrodkach, gdzie jest kilka konkurujących dużych uczelni i zmiana pracy nie wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania). Niestety, granty w obecnej formie degenerują się. Za małe sprzężenie z efektami.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 19:41:21:

    @js.c
    To byłoby logiczne, ale na razie nic takiego nie ma miejsca. Ci co zdobywają granty nie mają większych pensji mimo, że uczelnie na nich podwójnie zarabiają. Raz zabierając 40%, co woła o pomstę do nieba, dwa, nie wydając na takie osoby na konferencje i wyjazdy bo mają swoje środki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 19:56:05:

    piotrcandida,
    Zwracam uwagę, że środki na granty nie sa środkami dodatkowymi, lecz są przesunięte z dotacji statutowej. Narzut 40% wzmacnia silnych, dławi pozostałych i jest to celowa polityka.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 20:54:42:

    @piotrcandida
    Dopiero od roku kategorie naukowe grają większą rolę dla budżetu uczelni (czyli dla rektora, dla pracodawcy). Narzut 40% też jest świeżej daty. A doświadczenie pokazuje, że rektorzy bardzo powoli odczytują bodźce finansowe i zapewne minie parę lat, zanim uczelnie zaczną prowadzić jakąś politykę zatrudnieniową spójną z regułami finansowania (o ile reguły te pozostaną mniej więcej bez zmian przez jakiś czas).

    Poza tym w pełni zgadzam się z trzy.14 co do fatalnej roli grantów, będących de facto pompowaniem pieniędzy do "wielkich i najlepszych". W szczególności wpływa to demotywująco na kwestie zatrudnieniowe: w jednostce flagowej prawie każdy dobrze publikujący grant raczej dostanie, zatem po co ich bardziej motywować, a po przeniesieniu się na prowincję grant staje się bardziej loteryjny, więc jak tu zatrudniać "łowców" i czy oni podejmą to ryzyko? (mój poprzedni wpis był zatem chyba zbyt "optymistyczny" w tej kwestii, ale gdyby w przyznawaniu grantów zapanowała większa konkurencyjność i rozliczalność: to kto wie...). Uzależnienie BSt od efektów byłoby o wiele bardziej motywacyjne w kwestiach płacowo/zatrudnieniowych. Pracodawca wie na czym stoi.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 20:58:49:

    c.d.
    Zwracam uwagę, że (wbrew powszechnemu mniemaniu) wysokość BSt wcale nie zależy od liczby publikacji. Zależność jest progowa: tylko poprzez kategorię, zresztą kategoria też od publikacji zależy tylko w dość pokrętny sposób (zwłaszcza ostatnie rozdanie kategoryzacyjne). Niestety, zamiast poprawić ten mechanizm - usuwa się go: ustawa 2.0 de facto likwiduje BSt.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/18 22:00:22:

    @Piotrcandida:

    > Ci co zdobywają granty nie mają większych pensji mimo, że uczelnie na nich
    > podwójnie zarabiają. Raz zabierając 40%, co woła o pomstę do nieba, dwa, nie
    > wydając na takie osoby na konferencje i wyjazdy bo mają swoje środki.

    Żeby 40 procent... Kilka lat temu mój kolega dostał stosunkowo niewielki grant na pewne badania. Ponieważ jego macierzysta uczelnia nie dysponowała wszelkim niezbędnym sprzętem, w zgłoszeniu dokooptował kolegę z innej uczelni, która miała brakujące instrumentarium. (Kwota, o którą występował, była zbyt niska, by mógł kupić ten brakujący sprzęt). Dostali grant, ale chłopina nie przewidział, że... jedna uczelnia weźmie swoje 30% i druga uczelnia zabierze swoje 30% (każdy narzut wyliczono od pierwotnej kwoty grantu). Skończył z 40%. Pieniędzy na realizację badań oczywiście nie wystarczyło. Resztę mogą sobie Państwo sami dopowiedzieć...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 11:08:54:

    @js.c
    Biorąc pod uwagę obecną wagę czynników mnożonych przez współczynnik kategorii (tzn. 0,4; 0,7; 1 i 1,5) - t.j. kadrowy i studencki? oraz stałą przeniesienia, jaka jest ich łączna rzeczywista waga w przeliczeniu na 100% dotacji? Innymi słowy, powiedzmy kategoria A+ (1,5) daje jakie procentowe zwiększenie dotacji całowitej w stosunku do A?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 11:54:34:

    @nobooks
    Nie da się na to ogólnie odpowiedzieć. Algorytm jest silnie nieliniowy. Wszystko zależy od kontekstu (liczby kategoryzowanych jednostek oraz ich kategorii, a także udziału składnika kadrowego w dotacji). Biorąc dla przykładu uniwersytet o 16 jednostkach, udziale składnika kadrowego 50% i kategorii średniej 1,0, otrzymamy, że zmiana kategorii jednej z tych jednostek z A na A+ zmienia dotację o około 0.8% (plus drugie tyle "na przyszłość"). To całkiem sporo, dla dużej uczelni może to być suma rzędu 3-4 mln. Ale w przypadku małej jednorodnej uczelni (np. SGH) , to może być nawet 3% dotacji (choć kwotowo: to byłaby przypadkiem podobna suma), a gdy im się policzy dyscyplinami (po nowemu), to kategoria naprawdę będzie mocno chwiała budżetem, w te i wewte.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 14:23:41:

    @js.c
    Miałem na myśli średnią kategorię (oczywiście różnica między 1,5 i 1,0 to konstrukt czysto teoretyczny). W takim razie zapytam inaczej: jaka jest aktualna waga składników skalowanych przez średnią kategorię w całości dotacji, uwzględniając też stałą przeniesienia, ale ignorując "ograniczniki"?
    Na pewno jest to składnik kadrowy, ale też chyba przecież od 2 lat studencki?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 17:27:48:

    @nobooks
    Tylko składnik kadrowy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 20:04:50:

    @wszyscy dyskutujacy o podnoszeniu wymagan

    Mowienie o podniesieniu wymagan habilitacyjnych ustawa jest dla mnie aberracja, zwazywszy na to, ze ustawa ma duzy potencjal obnizenia wymagan na dowolny stopien.

    Po pierwsze, znika rozporzadzenie w sprawie szczegolowego trybu postepowania w sprawach o nadanie stopnia. W praktyce oznacza to przede wszystkim, ze uczelnia moze sobie ustanowic tryb dowolny w sprawach doktoratowych i habilitacyjnych. Dokladnie rzecz biorac, to w sprawach doktoratowych uczelnia ma obowiazek jakis tryb w formie pisemnej ustalic, a habilitacje i profesury beda szly wedlug ustawy, czyli bez zadnego trybu. Znajac praktyke przestrzegania przez uczelnie wlasnych statutow, obawiam sie, ze w przypadku jakichkolwiek skarg do RDN zwiazanych ze sprawami doktoratowymi, uczelnia da RDN odpowiedz dowolna, byle by tylko RDN sie odczepil. W praktyce, doktoraty beda isc przez uczelnie rowniez bez zadnego trybu. Jak akurat dziekanowi sie przywidzi, tak bedzie.

    Po drugie, rola uczelni w postepowaniach habilitacyjnych i profesorskich zanika. W praktyce oznacza to, ze w slabych dyscyplinach beda dawac stopien i tytul kazdemu, kto ladnie poprosi, a jak sie trafi konflikt miedzy naukowcami alfa, to wnioski beda padac jak kawki.

    Po trzecie, jezeli ktos wierzy, ze recenzenci beda tak calkiem losowo przydzielani do postepowan, powinien poczytac, jak dziala losowanie spraw w sadach po reformie. Jedyne, co sie zmieni, to poziom merytorycznosci recenzji.

    Po czwarte, senat i tak klepnie cokolwiek badz.

    Zniesienie wymogu habilitowania sie przy zachowaniu habilitacji w formie okreslonej w ustawie oznacza, ze do zrobienia habilitacji potrzebna bedzie predestynacja, a nie dorobek.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 20:19:54:

    Dobrze mówią, że co 10 głów to nie jedna. Do głowy mi nie przyszło, że znika rozporządzenie w sprawie szczegolowego trybu postępowania w sprawach o nadanie stopnia (pułkownik) i tytułu (Sir).

    Naprawdę znika??? Z czego to wynika? Horny, mogę zakląć?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 20:21:23:

    Jeśli tak, jeśli tryb nadawania habilitacji będzie ustalany wewnętrznie przez każdą uczelnię, to KOLOKWIUM WRACA WSZĘDZIE!!! A nie tylko na społ-humy! Ha, ha, ha!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 20:27:45:

    Wersja z marca:

    Art. 221.
    ...
    13. Senat albo rada naukowa określi:
    1) szczegółowy tryb postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego;


    Horny, mogę?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 20:41:49:

    Procedura będzie zakłądała deklamację następującego wiersza:

    Lądy i morza przemierzam,
    Kulę ziemską z otwartym czołem.
    Polską mam habilitację na sercu.
    Skąd, pytam, skąd ją wziąłem?
    A wziąłem ją z dumy i trudu,
    Ze znoju codziennej pracy,
    Ze stali, z żelaza, z węgla.
    A węgiel to koks, to antracyt!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 21:01:23:

    Brazylijska mobilność strzelił nam samobója.

    Tymczasem:
    mam dość mówi rp.pl dr Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego i były eurodeputowany. To reakcja na fakt, że w tajnym głosowaniu po raz trzeci nie uzyskał habilitacji,
    ...
    Jak podkreśla Migalski, wszystkie niezbędne trzy recenzje jego pracy i dorobku były pozytywne. Recenzentem wydawniczym ostatniej książki, która została odrzucona przez w głosowaniu habilitacyjnym był prof. Maciej Gdula.
    Stanowisko komisji habilitacyjnej również było pozytywne. Nie wskazano na żadne braki formalne i nie przeprowadzono dyskusji, a głosujący nie mieli żadnych pytań. Mimo to rada wydziału w tajnym głosowaniu postanowiła mu habilitacji nie przyznać.
    ...
    to była już trzecia próba.
    ...
    W trakcie starań o habilitację powstało na różnych uczelniach Az 10 recenzji dorobku Migalskiego, z czego 9 było pozytywnych. - Historia mojej o habilitacji jest najlepszym dowodem, że reforma Gowina, przynajmniej w kwestii habilitacji, powinna wejść w życie.


    Wielka szkoda, że nie ma z nami Maćka Magika. Ciekawe, jak by na niego podziałało nazwisko Gduli, a jeszcze ciekawszy mógłby być komentarz dotyczący tego, że Migalski upatruje nadziei w ustawie, dostrzegając w niej najwyraźniej dokładne przeciwieństwo tego, co chce w niej widzieć p. Maciek.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 21:02:35:

    Tak tylko na marginesie zauwaze, ze z lat juz wielu zasiadania w roznych radach i komisjach (he, he) za jedne z najsmaczniejszych kwiatkow owego zasiadania uwazam tlumaczenie roznym wladzom, co w odpowiednich przepisach jest napisane i co wladzy wolno, a czego nie wolno. Kiedys, dawno juz temu, szacowna profesura wystapila do uniwersyteckiego radcy prawnego z zapytaniem, czy dziekanowi wolno to i tamto, i radca odpowiedzial, ze nie :) Jak jest zapisane w ustawie i rozporzadzeniu, to czasem daje sie przetlumaczyc. Jak jest zapisane w dokumentach uniwersyteckich, to radca prawny przyjmie najbardziej pokretna wykladnie, ktora akurat jest wladzy na reke.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 21:10:12:

    Migalski nie ma racji. Ustawa Gowina spowoduje jedynie tyle, ze nie beda mogli go zwolnic, a habilitacji i tak mu nie dadza. Moze sie jedynie odwolywac do CK, poki jeszcze istnieje.

    art. 221 ust. 10. Uchwałę zawierającą opinię w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego podejmuje komisja habilitacyjna ... Opinia nie może być pozytywna, jeżeli co najmniej 2 recenzje są negatywne.
    ust. 12. Na podstawie uchwały, o której mowa w ust. 10, podmiot habilitujący, w terminie miesiąca od dnia jej otrzymania, nadaje stopień doktora habilitowanego albo odmawia jego nadania. Podmiot habilitujący odmawia nadania stopnia, w przypadku gdy opinia, o której mowa w ust. 10, jest negatywna.


    Ustawa nie zabrania odmowic nadania stopnia w przypadku samych pozytywnych recenzji i pozytywnej opinii.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 21:45:17:

    Tytuł wiekomponego osiągnięcia: "Budowanie narodu, przypadek polski 2015-2017", książka ledwo co wydana w 2018, już 9 lutego tegoż roku stała się podstawą wniosku habilitacyjnego.

    Osiągnięcie musiało być nowe, bo w 2015 odmówiła nadania rada UMCS.

    Recenzje jeszcze nie są wrzucone.

    Ale to co jest napisane w autoreferacie to są takie banały, że (nie będąc politologiem ani socjologiem) wierzyć się nie chce że to nie są oczywistości. Czytałem prace Gduli o tym całym Miastku, moim zdaniem wartość tego była największa w oszołomieniu felietonistów, ale warsztatowo niewiele się dowiedziałem. Być może nie przypadkowo, jeśli autoreferat odzwierciedla zawartośc książki, Gdula ją zrecenzował ją pozytywnie tak od serca, nie tylko kurtuazyjnie (co w sumie byłoby przecież nawet słabsze).

    www.wns.us.edu.pl/pl/dla-naukowca/stopnie-i-tytul-naukowy/postepowanie-habilitacyjne

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 22:03:24:

    Patologia, jakie prof. Gdula ma kompetencje, aby recenzować politologiczną pracę o budowaniu narodu 2015 - 2017 - co za absurdany tytuł, tak jakby wcześniej nie było narodu. Patrzę na skład komisji, żaden recenzent w sumie nie ma kompetencji, już nie wspominająć, że wedle WoS i Scopus ich h = 0

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 22:04:08:

    @3.14: obawiam się, że jesteś w błędzie. Nowa procedura została wyraźnie przedstawiona w tym filmiku (od 31 sekundy)
    www.youtube.com/watch?v=U1Tf-mfagjY

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 22:20:06:

    Główna teza postawiona w niniejszej publikacji brzmi:

    Skojarzyło mi się to z doktoratami tych braci z AGH, gdzie też były podobne zdania explicite formułujące tezę. Jak od sztancy. Bo jak praca jest naukowa, to koniecznie musi być teza, oczywiście postawiona a priori i najlepiej jeszcze wytłuszczona. Siedem lat w Tybecie, nie, 17 lat roztrząsania tezy habilitacyjnej. I tym wytłuszczeniem różni się potem doktorat lub habilitacja od szkolnej rozprawki.

    Gwoli ścisłości. W mojej habilitacji znalazł się punkt "Cel i tezy pracy". Rozpoczyna się frazą "Celem pracy jest zbadanie..." Żadnych tez, wbrew tytułowi nie widzę, choć widzę omówione kolejne artykuły cyklu, a na samym końcu każdego omówienia podpunkt "Podsumowanie wyników pracy [...]".
    Tu był oczywisty problem - prace powstawały spontanicznie, bez żadnej przewodniej myśli habilitacyjnej, złożenie ich do kupy i uzasadnienie, że tworzą jednolity cykl, wymagało pewnej elastyczności umysłu po stronie mojej i moich recenzentów.

    No, przeczytałem tę tezę. Teraz będzie długa --------------------------- przerwa ---------------------------------------------
    w tekście a --------- w -------------- niej--------------------- białym ------------------ kolorem ---------------------- , atramentem ----------------- sympatycznym ------------------------------------- bluzgi.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 22:55:06:

    @trzy.14
    proszszsz... (ale tylko raz!)

    @chario et al.
    A propos wypowiedzi o Migalskim, to naprawdę po wejściu w życie ustawy 2.0 nie będą mogli zwolnić obecnych adiunktów, którzy przecież mają zapisane w umowie o pracę (mianowaniu, czy jak tam), że mają do wtedy to a wtedy zrobić habilitację?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 22:58:51:

    @Pi
    Jak możesz takich niecenzuralnych słów używać? Jeszcze chwila, a się obrażę ;o)

    Mnie osobiście, bo jestem z tego pokolenia, to przypadło mi do gustu, jak Hegemon przeklina w komiksach "Kajko i Kokosz" Janusza Christy. Powinieneś pokazać taki dymek z emotikonami, to będziesz wtedy Panie Pi bardzo wiarygodny ;o)

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 23:08:45:

    @horny
    Kto ma zapisane w umowie o prace, ze ma zrobic habilitacje w okreslonym terminie? To jest zapisane w ustawie i w statucie uczelni. Jezeli ma umowe na czas nieokreslony, to nic mu nie mozna zrobic, poniewaz habilitacja przestaje byc obowiazkowa.Po wejsciu w zycie ustawy uczelnie maja okreslony czas w przepisach wprowadzajacych, w ktorym musza dopasowac umowy o prace do przepisow nowej ustawy. Zatrudnienie na dotychczasowych zasadach tylko w przypadku tytularnych, wszyscy pozostali sa zatrudnieni na nowych warunkach.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 23:21:41:

    Dzięki za odp. Ale na przykład u mnie od chyba już dekady umowy są na czas określony.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/19 23:22:50:

    I (CHYBA) jest tam o habilitacji...

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 00:36:35:

    Ostatnia ustawa ochroniła wcześniejsze umowy (włącznie z mianowaniami) odpowiednim artykułem w przepisach przejściowych. Ale to była ustawa o zmianach w ustawie, a ta reguluje wszystko od nowa...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 00:56:56:

    Horny, naprawdę masz umowę na czas określony??? U nas taka przykrość spotyka TYLKO niesamodzielnych pokudryckich, żeby w razie dobicia do 8 lat nie trzeba było się z człowiekiem gimnastykować po sądach.

    chario ma rację. Zrobienie habilitacji w określonym czasie może (powinno) być zapisane w statucie uczelni. Adiunktów przedkudryckich obowiązują zwykle dużo łagodniejsze statuty przedkudryckie, a kudrycko-ustawowe 8 lat bodaj do 2021 r. jest *dla wszystkich* martwe. Chyba że użyje ich jakiś wydziałowy demagog. W moich wydziałowych zasadach oceny okresowej o habilitacji ani mru mru.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 00:58:52:

    ford.ka,
    Czyli co, dostanę wypowiedzenie i nową umowę lub nie? Zachowają 3-miesięczny termin?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 08:33:21:

    Gdyby był wymóg publikacji w czasopiśmie JCR do habilitacji, to nie byłoby głupiej dyskusji o Migalskim. Ale co się dziwić jak recenzenci jego dorobku też pewnie nigdy nie uświadczyli napisać takiej publikacji. Recenzentami dorobku nie powinni być ludzie, którzy sami takiego dorobku nie posiadają, to są jaja co się dzieje w tej nauce polskiej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 08:55:26:

    @Piotrcandida
    Nie uogólniaj, nie uogólniaj. W części nauki polskiej, a dokładniej w politologii. Zapewniam Ciebie, że w wielu dyscyplinach technicznych i przyrodniczych, na dzień dzisiejszy jeżeli nie masz kilku artykułów w czasopismach z listy JCR, w tym takich, gdzie jesteś na 1 miejscu + samodzielnego, to nie masz z czym się pokazywać u ludzi. Nierzadko masz wymogi wewnętrzne co do Hirscha, który nie może być niższy niż np. 3, do tego sumaryczny IF nie mniejszy niż np. 5, liczbę punktów MNiSW nie mniejszą niż np. 120, liczbę artykułów w czasopismach JCR nie mniej niż 5-10, a do tego jeszcze napisaną książeczkę, żeby pokazać, że umiesz poskładać dorobek do kupy. Popatrz sobie właśnie na wydziały na politechnikach i na habilitację, to się zdziwisz, jakie nie raz są wymagania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 09:15:52:

    W moim otoczeniu niepisana reguła środowiskowa mówi o 2 papierach z co najmniej środkowych rejestrów listy A. W praktyce wiele, większość doktoratów, jakie ostatnimi czasy widziałem, opiera się na 5+ takich prac plus jakiś "dorobek". Widziałem niedawno papiery doktorantów, którym się nie śpieszy, jeden ma 5+, drugi 15+, do tego 10-20 konferencji, raczej międzynarodowych. Tu mi się przypominają słowa chario, że my studentów i doktorantów demoralizujemy, bo oczywiście w większości z tych 5+ a zwłaszcza 15+ prac doktorant jest pasażerem na gapę. "Na szczęście" recenzenci nie drążą, ale też nie są do tego zmuszani, bo jeszcze nikt wyników pracy z ponad setką współautorów nie włączył bezczelnie do swojego doktoratu.

    I teraz zastanówmy się, jak ta demoralizacja przekłada się na szanse grantowe. Jakie pokolenie nam rośnie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 09:37:25:

    @Pi
    Z tym jest różnie. Ja bym nie uogólniał. Zależy od promotora. Dla mnie jest jasna sprawa, że jeżeli doktorant zrobił konkret do danego artykułu to powinien w nim być. Natomiast to, że doktoranci potrafią mieć większy dorobek niż niejeden profesor. Presja środowiska oraz to, że spora część doktorantów jest zorientowana o co chodzi w Polsce i w tzw. krajach cywilizowanych. Nie masz dorobku nie istniejesz i nie masz szansy na załapanie się na choćby postdoc, czy grant. I tak, oni wiedzą jakie są reguły gry, natomiast przykro się robi, gdy nie wiedzą tego wieczni adiunkci i niektórzy profesorowie. Czy wobec tego ganić to zjawisko, czy też dawać za przykład. Zależy od zaangażowania i samodzielności doktoranta, sposobu jego myślenia.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 13:52:54:

    @kahlkopf
    Znam sytuację z nauk społecznych. Większość habilitacji i zdecydowana większość profesur nie posiada ani jednej publikacji na liście A. Mamy ogromne dysproporcje między naukami.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 14:13:28:

    Negatywna recenzja, jedyna w dorobku Migalskiego, tylko Czech się odważył:

    old.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/MigalskiMarek/zal3.pdf

    Najkrótsze podsumowanie: Zero.

    Ciekawe, czy czyta nas teraz Docentka. Czesi dali nam niezłą lekcję pisania recenzji awansowych. Jeżeli to u nich standard, to wcale nie wyśmiewałbym się z czeskich (i zapewne słowackich) habilitacji; to raczej oni mogliby pośmiać się z naszych habilitacji i ich recenzji. Zajrzałem bowiem do recenzji sąsiedniej, do bólu polskiej, pozytywnej, moje wrażenie: zero zrecenzowało zero. Jakiś kompletny Matrix, koszmar senny.

    Maćku Magiku, jesteś tam?

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 14:43:13:

    @trzy

    tak - poziom braku wyrozumiałości i empatii dla kandydatów jest na Słowacji i w Czechach niski - dlatego polski szwindel z habilitacjami w Ruzombergu polegal na tym, ze habilitant brał sobie polskich recenzentów i oni mu pisali po polsku recenzje z pozytywna konkluzja - dokonywali oszustwa w ten sposób - bo Słowak ani Czech nie napisałby tak.

    Co ciekawe - recenzje awansowe na Słowacji i w Czechach są bardzo krótkie - max. 2 strony, no czasem 3 str. Są one bezpłatne dla recenzenta - więc nie ma elementu wdzięczności: "promotor kandydata wybrał mnie na recenzenta - więc napiszę laurkę - bo 1500 zł na tydzień z wnuczką w górach się przyda". W Czechach i na Słowacji recenzenci są obowiązkowo recenzentami i za darmo, a udowodniona nierzetelność recenzji może być podstawą wydalenia z zawodu. Nie cackają się z tym. Dlatego, żaden profesor nie zaryzykuje źle wykonanej recenzji dlatego aby było miło. Bo nie będzie miło. Pewien procent recenzji jest przez komisję akredytacyjną kontrolowany - czy nie jest to szalbierstwo - i jak jest, to najlepsze pagony nie pomogą. Uchylane jest postępowanie, rada traci uprawnienia, postępowania są wygaszane lub przenoszone do rad, które mają uprawnienia.
    I tu Jan Hozer z Brna dostał ponad 500 EUR za recenzję, czyli dla człowieka, który do tej pory recenzował za darmo i którego pensja miesięczna to 1200 EUR, to była rzecz powodująca sygnał: "musisz się przyłożyć". I jako jedyny się podpisał pod negatem.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 15:57:27:

    Tak, śmiejmy się dalej ze Słowacji, Czech, Węgier, Litwy czy Łotwy. W przypadku organizacji nauki dawno nas wyprzedzili. Jeśli zaś chodzi o nauki społeczne, oni od dawna są w obiegu międzynarodowym. Jeden uniwersytet z Wilna ma więcej czasopism na JCR niż wszystkie polskie uczelnie ekonomiczne.

    Dla mnie szokiem była konferencja, na którą pojechałem do Ostrawy w czasach doktoranckich. Pojechałem, bo keynote speakers byli 2 topowi badacze z mojej działki. Okazało się, że proces przyjmowania tekstów był dość selektywny, w rezultacie poziom wystąpień ale i debaty również. Byli dyskutanci z dobrych uniwersytetów Europy Zachodniej, ale też np. z Australii i Brazylii. Przypomnę, że Ostrawa w Czechach ma pozycję między Kielcami a Łodzią, czyli pół-peryferyjną. W dodatku wszystko to działo się kilkanaście lat temu. Oni już wtedy nawet w średniej jakości ośrodkach mieli taką mentalność.

    I niestety nie można tego wszystkiego zrzucić na kwestie finansowe. Zarobki naukowców w Słowacji są z pewnością niższe, a w Czechach zaledwie porównywalne z naszymi. Mimo to mają system wymuszający jako-taką jakość i publikowanie w dobrych czasopismach (choćby ze Scopusa).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 17:35:58:

    Fla, docentka,

    Dla mnie najbardziej uderzająca jest przepaść mentalna między tą "czeską" recenzją a recenzjami polskimi. Recenzja Czecha jest bliska podejściu nauk przyrodniczych: nie masz artykułów w recenzowanych, przyzwoitych czasopismach zagranicznych, to spadaj na drzewo.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 18:11:10:

    @Pi
    Nie tylko mentalność, ale i poziom rozwoju społeczeństwa. Tam nawet więcej czyta się książek. Co z tego, że chwalimy się dużym odsetkiem osób z wyższym wykształceniem, jak poza papierkiem to nic nie świadczy o posiadaniu takiegoż. Wykonywane w Polsce badania czytelnictwa wskazują, że odsetek osób nie czytających książek wśród osób z tzw. wyższym wykształceniem jest równie duży, jak dla pozostałej części społeczeństwa. Poza tym należy zauważyć, jak choćby w Czechach definiuje się bycie Czechem. Oczywiście tam w polityce też jest problem, choćby ostatnio na Słowacji z korupcją i wpływami włoskiej mafii. Ja nie rozumiem jednego, dlaczego obecny nasz rząd chce tak po pańsku traktować naszych partnerów z grupy Wyszehradzkiej, zamiast właśnie po partnersku. My naśmiewamy się z tych państw, a sami nie widzimy, że jesteśmy za nimi w tyle. Wszak CVUT stoi znacznie lepiej pod względem jakości uczenia i nauki niż polskie politechniki, w tym przekrzyczana PW. Z resztą Czechy były i są znacznie lepiej uprzemysłowione niż Polska.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 18:14:43:

    I jeszcze, u nas jest też problem z rozróżnieniem Czech i Słowacji. Wychodzi na to, że jednak jesteśmy narodem pod wieloma względami ignorantów. Ciekawie jest poczytać choćby idnes, jak naśmiewają się z naszej ludycznej religijności.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 21:46:02:

    A na UW już rozkminili ustawę i postanowili: kolokwium habilitacyjne będzie - dla wszystkich niezależnie od dyscypliny (czyli tak jak i tu interpretowano):
    www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2018/06/2018-06-18_wybrane-zagadnienia-dotyczace-koncepcji-procedury-nadawania-stopni-na-uw.pdf
    "Proponowany dodatkowy warunek na UW: każdorazowo Komisja habilitacyjna
    przeprowadza kolokwium habilitacyjne w zakresie osiągnięć naukowych w
    obecności członków Rady."

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 22:17:55:

    > jak naśmiewają się z naszej ludycznej religijności.
    To, że naśmiewają się z naszej ludycznej (=rozrywkowej?) religijności ma dowodzić naszej ignorancji czy ich wyższości, że tak zapytam?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/20 22:23:56:

    @Tulloch
    Rozwoju społecznego na wyższym poziomie, gdzie religia nie jest podstawowym determinantem przynależności do narodu.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 00:23:37:

    @flamengista

    No to sie bedzie dzialo, jezeli podobny tryb nadawania stopni sie upowszechni.

    2. Rada Dyscypliny Naukowej:
    a. Rada składa się z pracowników UW i liczy nie więcej niż ok. 50 członków;
    b. członkowie są wybierani spośród pracowników, którzy w oświadczeniach zadeklarowali przynależność do danej dyscypliny. System wyłaniania członków rady preferuje osoby mające największy wkład w ocenę parametryczną dyscypliny;


    Czyli anglisci beda nadawali stopnie z filologii rosyjskiej.

    Dodatkowo 50 czlonkow na dyscypline na UW oznacza, ze w wielu dyscyplinach wiekszosc samodzielnych nie bedzie miala zadnego wplywu na nadawanie stopni. Kilka specjalnosci obsadzi caly sklad rady.

    Proponuje się, by na UW obowiązywały dodatkowe warunki dopuszczenia do obrony:
    ...
    ii. wykazanie się lepszym niż przeciętny dorobkiem naukowym w danej dyscyplinie lub dziedzinie, w tym publikacjami w renomowanych czasopismach naukowych,


    Co znaczy "lepszy niz przecietny dorobek" w przypadku doktoranta? Z czego beda ta przecietna liczyc? Polowy doktorantow planuja nie dopuscic do obrony za dorobek nizszy niz srednia wsrod kandydatow do otwarcia przewodu?

    Rada Dyscypliny Naukowej lub Rada Dziedziny Naukowej:
    i. po zapoznaniu się z rozprawą doktorską i opinią promotora ocenia, na ile
    wyrażona we wniosku doktoranta chęć uzyskania stopnia doktora w danej dyscyplinie lub w danej dziedzinie bez wskazania dyscypliny jest uzasadniona. Rada może proponować inną Radę lub Radę Dziedziny Naukowej jako właściwszą.


    A co bedzie, jezeli ta "wlasciwsza" rada stwierdzi - nieee, my sie tym nie zajmujemy, my tego doktoratu nie chcemy? Odmowia wszczecia przewodu?

    5. Procedura nadawania stopnia doktora habilitowanego:
    a. Stopień nadaje Rada, która jest tożsama z Radą, która nadaje stopień doktora w
    danej dyscyplinie.
    ...
    c. Proponowany dodatkowy warunek na UW: każdorazowo Komisja habilitacyjna
    przeprowadza kolokwium habilitacyjne w zakresie osiągnięć naukowych w obecności członków Rady. Elementem kolokwium jest wygłoszenie przez habilitanta otwartego wykładu.


    Czyli nasz przykladowy rusycysta czy ukrainista bedzie wglaszal wyklad habilitacyjny przed rada, w skladzie ktorej nie bedzie ani jednego rusycysty. Przerabane.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 07:02:22:

    @chario

    Czyli anglisci beda nadawali stopnie z filologii rosyjskiej.
    Na UW najwyższy wkład parametryczny w dyscyplinę językoznawstwo mają nie angliści tylko psychologowie (języka) z Wydziału Psychologii.

    Zauważmy, że Rada Dyscypliny nie ma się składać tylko samodzielnych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 08:58:05:

    Łzy w oczach ze śmiechu na ten projekt założeń do statutu. I to z UW. Z rektorem chemikiem i przedstawicielem tego, jak o sobie mówi, najlepszego wydziału czegokolwiek w Polsce (informatykiem).

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 09:02:53:

    Projektował, oprócz ekipy rektorskiej, Zespół Do Spraw w składzie:

    dr hab. Małgorzata Karpińska, prof. UW Wydział Historyczny,
    prof. dr hab. Jan Jakub Michałek Wydział Nauk Ekonomicznych,
    prof. dr. hab. Paweł Urzyczyn Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki,
    dr hab. Robert Sucharski, prof. UW Wydział Artes Liberales,
    prof. dr hab. Dariusz Wasik Wydział Fizyki.

    www.uw.edu.pl/uniwersytet/wladze-i-administracja/komisje-i-zespoly/zr-ds-nowej-procedury-nadawania-stopni-i-tytulow-na-uw/

    Proponuję się śmiać spotkawszy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 12:01:12:

    Po kolei.

    Art. 178. 1. Stopień naukowy albo stopień w zakresie sztuki nadaje, w drodze decyzji administracyjnej:
    1) w uczelni senat lub inny organ uczelni, o którym mowa w art. 28 ust. 4;


    Na UW ma to byc rada dyscypliny.

    art. 31 ust. 4. W głosowaniach w sprawach, o których mowa w art. 28 ust. 1 pkt 8, biorą udział członkowie senatu będący profesorami i profesorami uczelni.

    Tj. za nadaniem stopnia glosuja tylko profesorowie i profesorowie uczelni.

    art. 116 ust. 2. Na stanowisku:
    1) profesora może być zatrudniona osoba posiadająca tytuł profesora;
    2) profesora uczelni może być zatrudniona osoba posiadająca co najmniej stopień doktora oraz znaczące osiągnięcia:
    a) dydaktyczne lub zawodowe w przypadku pracowników dydaktycznych,
    b) naukowe lub artystyczne w przypadku pracowników badawczych,
    c) naukowe, artystyczne lub dydaktyczne w przypadku pracowników badawczo-dydaktycznych;

    art. 116 ust. 4. pkt. 2) Statut uczelni może określać dodatkowe wymagania kwalifikacyjne niezbędne do zajmowania stanowisk, o których mowa w ust. 1, dla poszczególnych grup pracowników; wymagania te nie mogą dotyczyć posiadania lub obowiązku uzyskania stopnia doktora, stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora.


    Czyli posiadanie habilitacji nie jest warunkiem koniecznym, by glosowac w sprawach o nadanie stopnia, istotne jest tylko stanowisko sluzbowe. To oznacza, ze adiunkci z habilitacja nie beda mieli prawa glosu w postepowaniach o nadanie stopnia.

    W radzie Wydzialu Chemii UW jest w tej chwili 36 samodzielnych. To prawdopodobnie oznacza, ze beda musieli szybko powolac kilkunastu nowych profesorow uczelni po to, by moc utworzyc rade dyscypliny.

    W radach trzech wydzialow filologicznych (Polonistyka, Neofilologia, Lingwistyka Stosowana) jest w tej chwili lacznie 197 samodzielnych. Czesc z nich to adiunkci z habilitacja. Poniewaz nie znamy w tej chwili listy dyscyplin, nie wiadomo, czy dla tych wydzialow zostanie utworzona jedna rada dyscypliny filologia, czy dwie rady dyscyplin jezykoznawstwo i literaturoznawstwo. W pierwszym przypadku co czwarty obecny samodzielny ma szanse zostac czlonkiem rady dyscypliny, w drugim przypadku co drugi obecny samodzielny moze zostac czlonkiem rady dyscypliny. Dodatkowych profesorow uczelni powolywac nie trzeba, poniewaz profesorow i profesorow uczelni jest juz za duzo. W dowolnym przypadku tworzy sie grupa trzymajaca doktoraty i habilitacje, dla ktorej kazdy nowy profesor uczelni bedzie stanowic konkurencje.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 12:39:56:

    Chario, ja sobie nie specjalnie wyobrażam kolokwium przed Radą Dyscyplinowania Nauki (któryś z wymienionych oligofreników uznał tę nazwę za naturalną i nie budzącą skojarzeń, jakiś inny poprawił, że może jednak warto zaproponowac nazwę alternatywną) zbierającą się może raz może dwa do roku. Rady wydziałów to stałe ciała a i tak wyglądało to żałośnie.

    Po wyborze więc przewodniczącego rady wybiorą sobie komisje i inkwizytorów.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 13:20:26:

    Zitt, w dowolnym scenariuszu, w ktorym taka rada dyscyplinowania jest cialem przedstawicielskim, wytworzy sie GTW trzymajaca stopnie, ktora bedzie bronic dostepu do fruktow wszystkim pozostalym.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 13:29:11:

    @chario
    Jakich fruktów? Przecież ta ustawa niemal pozbawia znaczenia tytuły i habilitacje, przez likwidację minimów. Oczywiście, pewne rzeczy będą toczyć się siłą przyzwyczajenia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 13:34:06:

    Wcale nie jestem dumny z tego, że nie tylko z mojej analizy/przeczucia wynika, że nasza nauka dąży do centralizacji władzy miękkiej (awanse) i twardej (fundusze), a z j.sc. różnię się głównie prognozą szybkości tego procesu.

    Śmiało można powiedzieć, że jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, zwiększona autonomia uniwersytetu wynika ze zwiększonej nieufności do jego członków, którzy muszą być losowani, co by nie spiskowali; ale reprezentanci tego podejrzanego towarzystwa, o, ci tą będą nieskazitelni, od Uniwier-Sowietów po Gosudarstwiennyj Sowiet po Sowierszenstwowaniu Obuczenia.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 13:54:20:

    UniwerSowiet. Pierwszy sekretarz i komitet polityczny. Nie myślałem tak nigdy o tym zapatrzony w kopiowanie modelu amerykańskiego, ale kupuję. Nie mogłęś sprzedać wcześniej?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 14:11:30:

    Żeby w PL zrobić USA, trzeba by zniknąć ministerstwo.

    Przydałyby się też jedne z największych na świecie pokłady ropy i gazu oraz o rząd wielkości większa populacja i areał. No i jeszcze ta etyka protestancka, nie nawracaj, tylko rżnij karabinem (w bruk ulicy)!

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 14:27:31:

    Myślę jednak że różnice między pierwszym sekretarzem a prezydentem są bardziej namacalne co umożliwia łatwiejsze usytuowanie któremu z nich bliższy jest nowy system rektorski.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 14:51:04:

    @tulloch
    Odpowiem wymijajaco na przykladze ponizej. Frukta to przede wszystkim wladza miekka, jak to okreslil 3.14., z ktora oczywiscie wiaza sie rowniez pieniadze, np. art. 184 projektu.

    Byla u nas sobie pewnego razu rekrutacja na studia doktoranckie ze stypendium, w ktorej bylo wiecej kandydatow niz miejsc. W wyniku rekrutacji na studia doktoranckie przyjeto kandydatow, ktorych opiekunowie naukowi:
    a. pelnili najrozmaitsze funkcje na uczelni od kierownika zakladu wzwyz - 55% przyjetych,
    b. byli czlonkami komisji rekrutacyjnej, lub czlonkami zakladow, w ktorych pracowali czlonkowie komisji - 45%.
    Lacznie a. i b. to 80% wszystkich przyjetych. Liste przyjetych mozna bylo wytypowac przed ogloszeniem wynikow rekrutacji.

    Tak, habilitacje i tytuly beda bez znaczenia w przypadku szeregowych pracownikow. Ustawa tworzy nowe osrodki wladzy na uczelni, a pracownicy, ktorzy sie do tych cial nie zalapia, beda zbywalni. W praktyce ustawa usankcjonuje prawnie najrozmaitsze juz istniejace GTW, dajac im wiekszy dostep do srodkow.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 15:14:35:

    @chario
    A jakieś uzasadnienie tej listy przyjęć na st dr dano? Czy tylko "bo tak"?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 15:17:43:

    Ale skończy się "niesterowność". W realizacji jedynie słusznych planów doskonalenia dyscyplinarnego przeszkodzić będą już mogły tylko błędy i wypaczenia, a lepiej jest błędnie wypatrzać z jedynie słusznej idei, niż nie dążyć ku zbawieniu Odnowy. Ktoś tu kiedyś wspomniał że "jak się trafi dobry rektor" także modlitwy o Wodza już się widzę rozpoczęły.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 15:39:18:

    tulloch,
    U nas bylo podobnie. Uzasadnienie? Wyniki egzaminu wstępnego :-) He, he, prawda, że proste?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 15:39:23:

    @tulloch
    Oczywiscie wszyscy przyjeci byli absolutnie swietni i talenty naukowe bily im z oczu i tryskaly na wszystkie strony przy kazdym slowie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, czego nie mozna powiedziec o kandydatach, ktorzy aplikowali do zakladow, ktore nie byly reprezentowane przez czlonkow komisji rekrutacyjnej. Rada dyscyplinowania zlozona z w dowolny sposob wybranych reprezentantow bedzie dzialac dokladnie tak samo.

    @zitt
    Jedyne, na co mozna liczyc, to rozsadek rektora biezacej kadencji. Jak sie trafi taki zespol rektorski, jak na UW, to nie pozostanie nic poza modlami.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 15:50:12:

    Nawet jak jakiś obecny rektor zaproponuje coś z sensem, to przecież na następnym Plenum nowy Sektetarz z Komitetem politycznym wysuną swoje postulaty i co zrobi Plenum, odwoła rektora wsłuchującego się w głos delegatów?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 16:02:34:

    To prawda, ale w nastepnej kadencji zmiana zastanego stanu rzeczy bedzie jednak mimo wszystko bardziej ryzykowna politycznie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 16:17:22:

    A mnie interesuje, co by Gowin zrobił, gdyby te UniwierSowiety zostały skolonizowane przez marksistów i feminazistki. To wbrew pozorom jest bardzo podchwytliwe pytanie akademickie. Albowiem gdyby mógł coś w tej sytuacji, zrobić, to znaczy, że może to zrobić w każdej innej sytuacji, a wtedy gdzie jest ta autonomia? A gdyby nie mógł, to właśnie kogoś uwłaszczył, po raz chyba ostatni po transformacji z 1989 roku, na publicznym majątku. Nie, nie marksistów i nie feminazistki, ale szemranych biznesmenów albo starą kadrę akademicką - czemu nie?

    O ile mi wiadomo, na Zachodzie do tych rad zwykle z mocy ustawy wchodzą m.in. przedstawiciele rządu (lub władz publicznych niższego stopnia). Tak po prostu. Dlaczego u nas tak nie można i dlaczego, skoro nie można, jednak forsuje się tę instytucję?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 16:22:45:

    Prywata na uczelniach była i będzie i nowa ustawa tego nie zmieni, dlatego, że jest wielu miernych naukowców, którzy nie powinni tam pracować.
    U mnie na uczelni np. nagrody rektorskie (rozdzielane na wydziałach) są rozdawane tym, którzy są bliżej dziekana z całkowitym pominięciem powodów merytorycznych. Powodów przyznania nagród celowo się nie upublicznia, żeby się nie ośmieszyć.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 16:28:08:

    Wniosek: potrzebne jest rozpalenie zapału rewolucyjnego w narodzie ażeby reakcyjna miernota i sabotażyści nie knuli między sobą. Wystarczy zastosować jeden prosty trik. Przepisy na powodzenie są proste i bezdyskusyjne.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 23:07:08:

    @chario
    Dobrze to rozpracowałaś, faktycznie, prof. uczelni bez habilitacji z dorobkiem (oby!).
    Drobne uzupełnienie: na UW filolodzy są jeszcze wydziałach Artes Liberales oraz Orientalistyki. Jeśli będą oddzielnie językoznawstwo i literaturoznawstwo, jak przypuszczam, wątpię, aby była jedna filologia, skoro ma być wg. OECD, raczej niewiele będzie lobbować za takim tradycyjnym połączeniem. W takim wypadku językoznawcy, i to dobrze publikujący, są jeszcze na Wydziale Psychologii UW.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 23:40:57:

    @nobooks
    To nie do konca dobrze wyglada.

    art. 116 ust. 2 pkt. 2) Na stanowisku profesora uczelni może być zatrudniona osoba posiadająca co najmniej stopień doktora oraz znaczące osiągnięcia:
    a) dydaktyczne lub zawodowe w przypadku pracowników dydaktycznych,
    b) naukowe lub artystyczne w przypadku pracowników badawczych,
    c) naukowe, artystyczne lub dydaktyczne w przypadku pracowników badawczo-dydaktycznych;


    Profesorem uczelni moze byc rowniez osoba zatrudniona na stanowisku dydaktycznym. Jezeli taka osoba zostanie wybrana do senatu, to ma prawo glosowac we wszystkich sprawach dotyczacych nadania stopnia. Dlatego na UW chca wybierac do rady dyscyplinujacej na podstawie dorobku parametryzacyjnego.

    Wprawdzie "znaczace osiagniecia" w ustawie teoretycznie nakladaja na uczelnie obowiazek weryfikacji tychze osiagniec w przypadku awansow na stanowiska profesorskie, ale przypuszczam, ze w praktyce w wielu jednostkach taki zwyczaj upowszechni sie dopiero po kilku aferach w prasie i wyrokach sadowych.

    Co prawda art. 116 ust. 4 pkt 2) mowi, ze:

    Statut uczelni może określać dodatkowe wymagania kwalifikacyjne niezbędne do zajmowania stanowisk, o których mowa w ust. 1, dla poszczególnych grup pracowników;

    ale jezeli moze, to nie musi - dziekan zdecyduje, czyje osiagniecia sa znaczace, a czyje znacza mniej.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:04:54:

    No tak. System dość wrażliwy na uznaniowe awanse.
    Ciemniejsza strona autonomii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:19:51:

    Moim zdaniem to nie tyle kwestia autonomii, co brak precyzyjnego zapisu w ustawie. Skoro ustawa stawia wymog "znaczacych osiagniec", powinna rowniez obligowac uczelnie do okreslenia sposobu weryfikacji tych osiagniec w statucie. Tu nawet nie chodzi o kryteria awansu, o ktorych wczesniej byla mowa, ale o wskazanie, kto i w jaki sposob ma te osiagniecia weryfikowac. Powolana przez rektora osoba pelniace funkcje kierownicza w uczelni? Rada dyscypinarna na UW? Dzial kadr?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:59:23:

    @charioteer1
    Zgadzam się z nooboks.
    Akurat w tej kwestii wyłażą ciemne strony zwiększonej autonomii.

    Po pierwsze, uczelnia może "olać" państwowy system habilitacyjny i uprofesorzyć kogo chce. Drobnym kłopotem będzie ewentualny brak promotorów do szkół doktorskich, ale przy obecnej inflacji samodzielnych, to naprawdę drobny kłopot. Może za 10 lat się ujawni bardziej, ale kto wtedy będzie pamiętał o obecnej wersji ustawy?

    Po drugie, uczelnia może sterować dopływem swych pracowników do systemu habilitacyjnego gwarantując (lub nie) pokrycie kosztów przewodu.

    W sumie jest to zaskakująco blisko systemu postulowanemu przez choćby trzy.14, aby stopnie profesorskie były całkowicie w gestii uczelni.

    Nawiasem mówiąc, system habilitacyjny będzie prawdopodobnie znacznie bardziej szczelny niż obecnie (dwie negatywne recenzje uwalają sprawę, a wszyscy 4 recenzenci są z zewnątrz), co dodatkowo osłabi chęć uczelni do wysyłania "na rzeź" słabiej rokujących kandydatów. Ale ocena "słabości" jest oczywiście czysto subiektywna, zwłaszcza w co poniektórych dyscyplinach.




  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 11:33:02:

    @js.c
    Ja tez uwazam, ze awanse na stanowiska profesorskie powinny byc calkowicie w gestii uczelni, ale pod warunkiem, ze uczelnia jasno okresli zasady tego awansu. W systemie zaproponowanym w ustawie kierownik jednostki administracyjnej uczelni moze *jednoosobowo* decydowac na podstawie *sobie tylko znanych* kryteriow, czyje osiagniecia uwaza za znaczace, a czyich nie. Literalnie, w postepowaniach z zakresu prawa pracy mozemy miec do czynienia z sytuacjami, w ktorych osoba odpowiedzialna za awanse powie - ja osiagniec pana X nie uwazam za znaczace, bo ja sie z nim nie zgadzam.

    Zaproponowany system habilitacyjny nie bedzie bardziej szczelny. Trzech recenzentow wyznaczanych przez RDN bedzie losowanych sposrod dziewieciu. Zakladajac, ze losowanie bedzie przeprowadzane uczciwie, to oznacza, ze o uwaleniu habilitacji moze decydowac recenzja przypadkowo dobranej osoby, calkowicie niekompetentnej w tematyce habilitanta, poniewaz sa dziedziny badan, w ktorych tych kompetentnych po prostu tyle nie ma.

    Zwiekszenie przypadkowosci procedury habilitacyjnej bedzie stanowilo dodatkowa zachete dla uczelni, by zatrudniac na stanowiskach profesorskich kogo chce z pominieciem wszelkich kwestii merytorycznych.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 12:14:03:

    Osobiście bardzo lubię i popieram jasno określone zasady. Dlatego jestem umiarkowanym zwolennikiem habilitacji i tego typu centralnych ustaleń.

    Ta ustawa de facto daje podstawy pod demontaż tego systemu (w taki dość przewrotny sposób, ale jednak), za parę lat opcja dokończenia tego procesu będzie otwarta, a ewentualny sukces paru uczelni "olewających" centralny system (o ile takie się znajdą), może być ku temu motywacją.

    Autonomia m.in. polega na tym, że to uczelnia ma zrobić tak, aby było dobrze, a państwo się nie wtrąca. To jest ciemna strona autonomii. Tak jest przecież w USA, gdzie żadnych centralnych zasad nie ma. Jakoś sobie radzą ;)

    Drugim objawem autonomii są standardy w ramach dyscypliny. Tu nie trzeba ministerialnego dekretu (i tak nie szans wszystkim dogodzić), wystarczy mocny zwyczaj. Sami naukowcy muszą wziąć się w garść, aspekt socjalny habilitacji odpada, więc szanse na poprawę standardów: są. W naukach ścisłych - nie widzę problemu.
    A jeśli niektóre dyscypliny bez wytycznych ministra nie dadzą rady, to cóż...

    Rolą ministra jest dzielić pieniądze. Może trzeba dawać więcej finansowania dyscyplinom prezentującym sensowny poziom? Czyli poprawić (obecnie dramatycznie złe) reguły parametryzacji, czy podziału BSt. Reguły paramertyzacji trochę chyba się mają poprawić, ale czy to coś pomoże, skoro znikają i autonomiczne wydziały, i samo BSt? Czyli minister rezygnuje z bezpośredniego wpływu finansowego na dyscypliny. To jest, moim zdaniem, ogromny błąd tej ustawy.



  • mmoni napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/01 14:04:45:

    @h_hornblower, @charioteer
    Przyjmowałam się do roboty w uniwersytecie przymiotnikowym w 2002 roku i byłam chyba ostatnim rocznikiem, który dostał umowę na czas nieokreślony. Wszyscy przyjęci do pracy później w podobnym do mojego położeniu (świeżo upieczeni doktorzy zatrudniani na stanowisko adiunkta) mieli wyłącznie na czas określony, a im później, tym było gorzej (np. trzy umowy roczne, z małym przerwami pomiędzy, aby nie można było wykazać ciągłości zatrudnienia i domagać się umowy na czas nieokreślony).

  • mmoni napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/01 14:07:48:

    Czy statystyki z CK wliczają do uwalonych przypadki, kiedy habilitant po jednej recenzji negatywnej (albo po nieoficjalnym cynku, że będą negatywne, nie wiem dokładnie) wnioskował o zamknięcie postępowania? Bo u mnie było parę takich.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide