Robię habilitację

Wpis

środa, 06 czerwca 2018

Czas na myślenie?

Na Twitterze dyskusja na temat publikowania po polsku (zauważona przez trzy.14), a prof. Galasiński już napisał na temat na swoim blogu.  I mnie trochę zaskoczył.

 

Profesor zaczyna od tego, że od 'zawsze' publikuje tylko po angielsku i nie zamierza tego zmieniać. Mówi jednak, że gdyby napisał to wszystko po polsku, to nie zmieniłaby się przecież jakość tego, co pisze. Wskazuje więc, że dyskusja na temat języka w rzeczywistości jest na temat polskich praktyk publikacyjnych. Wskazuje przy okazji, że nie ma w Polsce debaty na temat publikowania po polsku, na temat standardów edytorskich czy recenzenckich. Polskiego naukowca odsyła się na zachód, a publikacje po polsku są traktowane z uśmiechem wyższości. Czy jednak muszą być?

 

Dodam zresztą, że w argumentach na temat, powiedzmy, nauki niemieckiej, która publikuje po niemiecku, nie ma nigdy argumentów na temat jakości tych publikacji i procesu wydawniczego. Zwraca się uwagę jedynie na język.

 

Galasiński odnosi się również do intensyfikacji pracy akademickiej. Wszystkiego ma być więcej i częściej. I pisze na to:

 

It may well be that preserving an article in Polish means preserving academia which is still thoughtful. Academia which stops to think and consider. 



Bo skoro coraz częściej publikujemy, skoro, jak cytuje, połowę opublikowanych artykułów czytają tylko redaktorzy i recenzenci, to może warto by zwolnić. I nie iść drogą szalonego Zachodu, który publikuje jak szalony.

 

Ja mam jednak znów problem z tym, co napisał lingwista. Jego argumenty znów dają oręż tym, którzy walczą polską naukę dla Polaków i po polsku. Ale być może moja reakcja wskazuje na to, że nam tutaj potrzeba spokojniejszej debaty na temat tego, po co i dla kogo publikujemy. Bo ja rzeczywiście nie mam większych wątpliwości, że publikuję głównie po to, żeby mieć więcej publikacji. Nie jestem z kolei pewien, czy to ma jakikolwiek sens.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
środa, 06 czerwca 2018 21:09

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/06 21:21:30:

    Na ten temat już wielokrotnie dyskutowaliśmy u Ciebie. Myślę, że trzeba złoty środek uwzględniający równocześnie specyfikę poszczególnych dyscyplin. W końcu są dyscypliny, gdzie jest olbrzymi postęp, co wymaga publikowania szybciej i więcej. Są też działki, gdzie wskazana jest rozwaga i prawie żadnej romantyczności ;o). Natomiast jakoś mało jest powiedziane co to znaczy publikować mało, a co znaczy dużo. Jeżeli mamy tu przejść do określenia jakiś norm, wymogów, to dobrze by było określić przedział, który wskazuje na dobre praktyki publikacyjne. Poza tym to polityka, wszak minister Gowin wielokrotnie wypowiadał się, że chce więcej i więcej publikacji i to w najlepszych czasopismach. Stąd już mamy wskaźnik, że niestety ale musimy się poddać obecnej manii światowej i publikować dużo, co rodzi problem z jakością.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/06 21:49:20:

    Odnośnie zalet obiegu: Langlands z okazji nagrody Abela powiedział, że ma dosyć wersji fizyków programu Langlandsa i nie chce żeby sie rozprzestrzeniała pod jego nazwiskiem. Ostatni artykuł podsumowujący napisał więc po rosyjsku, ale językiem tak łamanym i niewprawnym, że rosjanom też ciężko czytać.

    Czekam na te artykuły w pongliszu jak na kelnera we francuskiej restauracji odbierającej zamówienia po frangielsku.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/06 23:25:10:

    Zgadzam się z większością tez Prof. Galasińskiego. Przynajmniej w dyscyplinach, którymi się zajmuję, tj. w politologii i socjologii, problemem nie jest język publikacji sam w sobie, ale niski poziom publikacji w obiegu lokalnym (polskim), niski poziom pracy redakcyjnej i recenzenckiej itd. Porównując polskie czasopismo politologiczne lub socjologiczne z jego odpowiednikiem europejskim czy amerykańskim, ma się wrażenie obcowania z dwoma zupełnie różnymi światami. W pierwszym dominuje podejście deksryptywno-publicystyczne (w gruncie rzeczy paranaukowe), w drugim pogłębione analizy, zaawansowane metodologie itp. Wymóg wejścia w obieg międzynarodowy oznacza więc dla znakomitej większości polskich socjologów i politologów konieczność drastycznego podniesienia ich kompetencji profesjonalnych. Jak chodzi o zwiększoną punktację publikacji międzynarodowych, jest to też zwyczajnie jedyne sprawiedliwe rozwiązanie. 20-stronicowy artykuł politologiczny czy socjologiczny, opublikowany w przyzwoitym międzynarodowym journalu, zwykle kosztuje kilka lat pracy. Osoby publikujące jedynie w obiegu krajowym mogą nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Ale takie są fakty. A może właśnie zdają sobie z tego sprawę i dlatego tak zawzięcie protestują przeciwko takiemu punktowaniu publikacji?
    Argumentem, który mnie zupełnie nie przekonuje (a nawet lekko śmieszy), jest ten, że nowe zasady ewaluacji spowodują, że nie będzie się uprawiać nauk społecznych w obiegu lokalnym i w języku polskim. To nieprawda z prostego powodu. Znów ograniczając swe twierdzenia do swoich dyscyplin, muszę zdecydowanie stwierdzić, że poważne wejście w obieg międzynarodowy to jednak kwestia elitarna i ekskluzywna. Do tego należy zachęcać i to zdecydowanie nagradzać, ale żadne zasady ewaluacji nie spowodują masowego wejścia badaczy z Polski w ten obieg. Czasopisma polskie dla wielu więc na zawsze pozostaną jedyną opcją, co jest oczywiste i naturalne. Jednocześnie jeśli ktoś nie jest w stanie wejść w obieg międzynarodowy, nie powinien też oczekiwać dla siebie naukowych zaszczytów, tytułów itd. I to też jest wg mnie oczywiste i naturalne oczekiwanie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 00:02:27:

    @Maciek_Magik
    Ja tej ekskluzywności jakoś nie widzę i nie czuję, mimo, że mam kilkadziesiąt (konferencyjniaki + research articles) prac w WoS i Scopus, może ze względu na to, że mojej branży to oczywista oczywistość. Po prostu nie piszesz i nie mówisz w jęz. angielskim, nie istniejesz naukowo. Z resztą przy mojej tak wąskiej działce, to ciężko znaleźć specjalistów z mojej dziedziny w kraju, a i na świecie niewielu. Ale mimo to nie czuję tej swojej elitarności, choćby chyba też z tego względu, że średnio to przekłada się na zasobność mojej kieszeni, tym bardziej po ostatniej interpretacji MF ta moja elitarność jeszcze bardziej ucierpiała. Zaznaczam też, dla sympatyków wszelakich wskaźników bibliometrycznych, iż są u mnie niezerowe i raczej na przyzwoitym poziomie, jak na dość niszowe badania. Moja konstatacja jest w sumie taka, że liczy się pomysł i umiejętne jego wprowadzenie do badań, a wyniki nawet potrafią pozytywnie zaskoczyć.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 00:29:06:

    @kahlkopf
    Zdaję sobie sprawę, że w naukach ścisłych może być inaczej, dlatego stale podkreślam, że swoje wnioski wysnuwam na podstawie doświadczenia z własnej działki. Ale proszę też zauważyć, że dyskusja na temat publikowania w obiegu międzynarodowym dotyczy głównie nauk społecznych. W socjologii i politologii artykuł z IF > 1 jest osiągnięciem dostępnym w Polsce tylko dla nielicznych. I powodem nie jest tu język publikacji, ale to, że tylko niewielka grupka uprawia te nauki na odpowiednim poziomie. Nowa ewaluacja w pierwszym rzędzie spowoduje więc większe docenienie tej niewielkiej grupki ludzi. W perspektywie może zachęci to innych do podnoszenia swoich kwalifikacji i wejścia w obieg międzynarodowy, ale to też dotyczyć będzie mniejszości.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 07:57:49:

    Zgadzam się z prof. Galsińskim, z Maćkiem Magikiem i z Khalkopfem. Muszę sobie przemyśleć, co z tego wynika.

    Zastanawiam się jednak, dlaczego w wielu dyscyplinach po prostu nie ma innej nauki niż międzynarodowa, a na innych jest odwrotnie? Politolodzy nie są przecież głupsi od chemików. Nie chodzi o wrodzoną niemoc intelektualną, a raczej o wzorce kulturowe. Taki dżender. I jeśli filozofowie mogą argumentować, że w filozofii w fundamentalnym stopniu liczy się nie tylko co, ale i jak (w sensie: że potrzebne jest mistrzostwo języka), to wśród socjologów ten argument odpada, bo język naukowej socjologi nie różni się od języka Harrego Pottera bardziej niż język fizyki? Mnie opanowanie języka naukowego zajęło lata, lata i jeszcze raz lata ciężkiej pracy.

    Ale też tak jak publikowanie wyniku matematycznego tylko po polsku czy zulusku ma mniej więcej taki sens, jak opublikowanie go na kawiarnianej serwetce, tak publikowanie po angielsku wszystkiego, co wydaje się godne badań socjologicznych też sensu nie ma - czy to dobra intuicja? Przedmiot badań astronoma jest taki sam w Polsce, Australii i Brazylii, jednak wątpię, by kogoś w Polsce bardzo zainteresowała *każda* analiza socjologiczna specyficznej kultury więziennej w Peru albo niuanse systemu partyjnego w jakimś indyjskim stanie albo nawet - skoro to duży kraj - ichniejszym powiecie.

    Potrzebna jest jakaś równowaga.

    Jest jednak rzeczą trudną do akceptacji, gdy w całych dyscyplinach nie ma praktycznie nikogo, kto byłby w stanie pracować na poziomie międzynarodowym. Nie chodzi o to, by wszyscy, lecz by ktokolwiek.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 10:39:56:

    Wreszcie zgadzam sie z @mackiem. Ja rowniez widze te dwa swiaty, ktorych mowi @maciek. Tylko czescia rozwiazania jest jednak powiedzienie tym socjologom, zeby publikowali w dobrych czasopismach miedzynarodowych. Ja mysle ze oni rowniez powinni publikowac porzadne rzecy w polskich czasopismach. Chocby po to, zeby polski student socjologii mogl poczytac dobra socjologie.

    Zgadzam sie rowniez z tym, ze dzisiaj umiejetnosc wejsscia w obieg miedzynarodowy jest konieczna dla awansu, sczegolnie tego 'starszego'. Nie wyobrazam sobie, a czesto musze, by np. dr hab. nie potrafil pisac na poziomie srednio miedzynarodowym. to jest jednak inny argument. MOim zdaniem dobrze by bylo, gdyby ten poziom byl rowniez osiagany w czasopismach po polsku, przynajmniej tych z gornych polek. Niech sobie Koluskie zeszyty socjologiczne robia, co chca.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 10:46:27:

    Zgadzam sie tez z Pi. mysle, ze sa duze roznice miedzy dyscyplinami. O ile sochologia czy historia po polsku maja sens, pewnie juz matematyka czy fizyka mniejszy.

    Jednak kluczowym problemem jest wlasnie to, ze w nauce polskiej sa cale obszary, ktore nie maja nauki na porzdnym poziomie. I to jest nie tylko pedagogika.

    I ja mam w nosie, czy ta nauka jest polsku czy po angielsku. ja chcialbym, zeby byla na poziomie. Wezmy sobie taka Marie Janion, ja mysle, ze to swiat powinien zalowac, ze jej nie czyta.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 12:35:09:

    Ostatnio ktoś mi pokazał przykład swojej pracy nt. lokalny, po angielsku, wg niego skopiowanej przez Chińczyków - na ich grunt, również lokalny. To dowodzi, że jeżeli metoda/metodologia/technika/algorytm/zjawisko czy co tam jeszcze są dobrze opisane, to mogą zainteresować szersze grono niż tylko lokalne. Rozumiem też argumenty, że lokalne dzieje poszczególnych społeczności są mniej "przenośne", więc też nie ma sensu pisać o nich po angielsku. Tyle tylko, że autor takich publikacji nie powinien rościć pretensji do globalnego uznania. Już o tym była mowa przy innych wątkach, ale skoro dyscyplin (czy dziedzin) naukowych ma być docelowo mniej, to może warto by było, aby a priori dla każdej z nich grupa ekspertów określiła dobre praktyki, które będą oceniane i z jaką wagą w najbliższej parametryzacji. Pewnie zrobią to pod siebie, ale to lepsze, niż uśrednianie po całości i czekanie na to, co za kilka lat z tego wyniknie. Problemem mogą być badania interdyscyplinarne, ale na pewno są specjaliści, którzy te dobre praktyki, warte oceniania, są w stanie wskazać i zważyć.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 13:13:55:

    @trzy.14
    W jednym z poprzednich wątków wskazywałem, że np. w obecnym Komitecie Nauk Politycznych PAN 36 na 36 członków ma indeks H wg Scopusa i WoS równy dokładnie 0 (zero). @dala.tata mi zresztą doradził, żebym się tym nie zajmował. Ale moim zdaniem to jest ewidentny symptom głębokiego kryzysu. No to jak, wszyscy zajmują się "tematyką specyficznie polską"? Nie, po prostu w tej dyscyplinie właściwie nie prowadzi się badań na światowym czy europejskim poziomie. Gdyby to jeszcze była sprawa pokoleniowa. Ale nie, "młode wilki" są równie bezzębne jak profesura, która kariery robiła w innych czasach i w związku z tym można ją jeszcze jakoś usprawiedliwić.

    @dala.tata
    Partycypacja badaczy z międzynarodowym doświadczeniem w obiegu krajowym byłaby oczywiście pożądana. Jednak moje skromne doświadczenie pokazuje, że tutejsze środowisko nie bardzo tego chce. Wie Pan ile dotychczas dostałem tekstów do recenzji z czasopism polskich? Dokładnie 0 (zero). A ile dostaję z obiegu międzynarodowego? 30-40 rocznie, więc nie jestem w stanie nawet wszystkiego przyjąć. Znowu dwa światy. Niestety, GTW zarządzająca krajowym podwórkiem robi wszystko, aby podwórko to utrzymywać w stanie matriksu, zgodnie z którym polskie czasopisma i w ogóle polskie nauki społeczne to szczyt osiągnięć intelektualnych. Odcięcie ludzi z międzynarodową perspektywą jest warunkiem koniecznym, aby ten balon nie pękł. :-)

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 17:43:55:

    W zasadzie pozostaje mi się zgodzić z 99% tego co napisał magik. Z jednym wyjątkiem: 0 cytowań na 36 członków to nie "ewidentny symptom głębokiego kryzysu", tylko dowód na to że ta dyscyplina (i wiele innych) w swojej masie krytycznej nigdy tak naprawdę nie weszła w poważną wymianę myśli z Zachodem.

    To nie jest więc kryzys: o nim możemy mówić, gdy kiedyś było dobrze a teraz jest regres. To raczej coś innego. Dowód na strukturalne zapóźnienie cywilizacyjne.

    Na tym polega właśnie błąd Gowina i spółki. Otóż w zdecydowanej większości społ-humy takie właśnie są. Nie da się więc posunięciem pióra kazać, by nagle wszyscy "przestawili się" na publikacje w wysoko impaktowanych czasopismach. Musi się najpierw zmienić mentalność całego środowiska. A w tym celu konieczne jest większe docenienie publikujących w nawet dolnych rejestrach JCR a nawet Scopusa.

    Tylko to powinno być docenienie na poziomie INDYWIDUALNYM, a nie INSTYTUCJONALNYM. Należy stworzyć system promujący takie osoby - przy dostępie do grantów, jak i przy finansowaniu ich wynagrodzeń.

    Obecne rozwiązania są martwe i tylko na papierze. Gwoli przypomnienia: wyleciałem w 1 fazie konkursu SONATA (a więc bez możliwości odwołania:) za poziom publikacji (3 z 5 wykazanych na liście publikacji było z listy A). Wśród laureatów w mojej kategorii 1 osoba na kilkanaście nagrodzonych miała więcej niż jedną taką publikację.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 18:21:59:

    @maciek Ja nadal mysle, ze nie ma co sie zajmowac dzisiejszymi profesorami. mysle, ze duzo leopiej zajac sie procedurami awansowymi. Ci profesorowie zostana.

    I ja mysle, ze Pan ma racje, mowiac, ze srodowisko wcale za bardzo nie chce wejscia swiata miedzynardowego na polski rynek. Tym bardziej wlasnie nalezy to robic. Ja tu zrezta zmienilem zdanie. zawsze uwazalem, ze nalezy tych wszystkich z Koluszek zostawic, jednak coraz bardziej mysle, ze nie tedy droga. Przeciez oni maja studentow, doktorantow, a my myslimy, ze to wszystko niewazne, bo my publikujemy w hameryce.

    @flamengista ma racje: nie da sie ustawa zadekretowac fajnosci i intelektu. Ci, ktorzy nie sa w stanie publikowac na rynku miedzynarodowym, nadal nie beda w stanie tego robic. Ale beda nadal mogli publikowac fatalnie zle rzeczy w polskich czasopismach. I mi sie to coraz mniej podoba.

    Bo ja dostaje, w przeciwenstwie do @macka, artykuly do recenzji z Polski. ze 2-3 rocznie, ael dostaje. I zazwyczaj sa to artykuly strasznie slabe. bez cienia swiadomosci, co sie dzieje na siwecie w temacie, ktory poruszaja. Polska nauka jest sama sobie zeglarzem i okretem. I ja mysle, ze warto o tym porozmawiac, a nie tylko uznac, ze to sie wszystko nie liczy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 20:14:54:

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23506962,gdula-spokoj-gowina-jest-nieuzasadniony-studenci-protestuja.html


    No dobrze, przeprowadźmy sobie eksperyment myślowy. A gdyby parlament wybierał radę rządu podobną do rady uczelni? A gdyby w ponad 50 proc. miała składać się z osób spoza Polski, bo polska klasa polityczna tu istnieje wśród Polaków szeroka zgoda jest beznadziejna. Czy rząd rozhermetyzowany przez taką radę byłby rządem autonomicznym? Chyba każdy przytomny obywatel zna odpowiedź na to pytanie.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 20:18:46:

    @flamengista - to jest to o czym parę razy pisałem. Nowa ustawa nie daje zupełnie żadnych bodźców do robienia czegokolwiek. Ekonomiści święcie wierzą, że ludzie robią to, co im przynosi korzyść, a chyba wiedzą co mówią, bo na świecie dyskurs społeczny został całkowicie zdominowany przez ekonomistów. Dlatego każdą zmianę systemu projektuje się jako system bodźców prowadzących do zakładanych celów.

    W przeciwieństwie do tego my mamy ekonomistów, jakich mamy, czyli ani jednego w partii rządzącej. Nikt zatem nie zadaje pytania, jakie korzyści mają osiągnąć osoby dzięki ustawie "którym się jeszcze chce", jakie dać im warunki, i co właściwie chcemy dzięki tej ustawie osiągnąć? Nikt. Nic. Tylko pieprzenie, będzie lepiej, habilitacja z kolokwium, czy bez kolokwium, za ERC, czy bez ERC, a może wcale żadna habilitacja, tylko kląć można na to wszystko.

    Cała dyskusja to kult cargo w czystej postaci prowadzony w stylu polsko-politologicznym - czyli nie liczy się system motywacji tylko "kadry" i "kto kogo". A bodźców do zmiany brak żadnych. Wystawimy zatem lotnisko, zadekretujemy wielką naukę. Czekajmy aż samoloty cargo z darami same przylecą, papery w Nature i awanse z listy szanghajskiej będą się lały z nieba jak sraczka na niedzielnym kacu. Skoro jednak rzeczy te nie przylatują na nasze lotnisko, to trwa dyskusja, czy lotnisko, które zbudowaliśmy z kupy polepionej słomą, wydłużyć, a może skrócić - a może terminal z liści łopianu powinien być z drugiej strony pasa. Wtedy na pewno przylecą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 21:13:30:

    Makulaturowy,
    W kontekście Twojej wypowiedzi przytoczę inną, Gduli:

    Indywidualne rozliczanie z centralnie wyznaczanych planów wpływać będzie fatalnie na relacje międzyludzkie na uczelni. Już dziś trudniej niż dwadzieścia lat temu namówić kogoś na bezinteresowne zainteresowanie wspólną pracą. Ludzie w coraz większym stopniu orientują się na działania, które rozliczyć można jako wykazane osiągnięcia. Rodzą się strategie polegające na tym, żeby wykorzystywać cudze pomysły, a chronić własne. Pojawiają się tendencje, żeby promować przede wszystkim siebie przy wykorzystywaniu niewidzialnej pracy innych.

    Dla pracy intelektualnej będzie to miało fatalne, długofalowe konsekwencje. Oznaczać to będzie bowiem likwidowanie czegoś, co wciąż stanowi osnowę działalności na uniwersytecie, zarówno jeśli idzie o badania, jak i dydaktykę, mianowicie bezinteresowności. Bezinteresowność to nie jest ideologia nieudaczników. To nie jakiś metafizyczny kotylion arystokracji naukowej. To termin, który konkretyzuje się w określonych odruchach i praktykach składających się na wspólnotę naukową. Bezinteresowność to gotowość, żeby poświęcić czas wyczerpującej odpowiedzi na pytanie studenta. Bezinteresowność to czytanie tekstów wykraczających poza własny obszar specjalizacji. Bezinteresowność to krytyka, która ma na celu nie pognębienie kogoś czy zwycięstwo w akademickiej dyspucie, ale podniesienie jakości pracy naukowej. Bezinteresowność to dzielenie się pomysłami i zaangażowanie w projekty koleżanek i kolegów w zamian za proste dziękuję.


    krytykapolityczna.pl/kraj/maciej-gdula-walka-o-uniwersytet-sie-nie-konczy/

    Wydaje mi się, że przy rosnącej z wiekiem gruboskórności, wciąż jestem zdolny do bezinteresowności i że czytelnicy tego bloga takoż. I że najlepsza naukowa "młodzież" to nie nie ta, która publikuje "najlepiej", tylko ta, która potrafi z własnej inicjatywy zrobić coś dla innych, dla studentów, kolegów z wydziału, dla przyjaciół z osiedla.

    Każda miara liczbowa naszej "wydajności" tę bezinteresowność zabija.

    Po "uprzemysłowieniu", koszty działalności naukowej wzrosną, ale czy wraz z nimi wzrośnie rzeczywista "wydajność"?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 21:55:56:

    Ciekawe spostrzeżenie tego pana Gduli.

    Interesowność, rozumianą jako przeciwność wspomnianej bezinteresowności, zauważam w środowisku naukowym, które mnie otacza, od mniej więcej trzech, czterech lat. Minęły już czasy, kiedy szedłem do kolegi czy koleżanki zza ściany porozmawiać o pomysłach naukowych, które narodziły mi się w głowie, a które chciałbym omówić i dowiedzieć się, czy mają sens. Ludzie nie są już chętni, żeby za friko przeczytać uważnie roboczą wersję mojego artykułu i podzielić się swoimi uwagami. Zwykle chcą czegoś w zamian, a tym czymś jest dopisanie do listy autorów lub przynajmniej nieoficjalne wzięcie za nich kilku godzin zajęć dydaktycznych.

    W tym świetle jestem (chyba) jeleniem, bo jest dla mnie naturalne, że gdy kolega lub koleżanka przychodzi do mnie z prośbą o poprawienie języka manuskryptu anglojęzycznego artykułu, to po prostu to robię, niczego nie żądając w zamian. Czasami pada pytanie: ,,Dopisać Cię?'', ale ma ono charakter czysto kurtuazyjny, gdyż wiedzą, że odpowiem przecząco. Nigdy nie kryłem mojego stanowiska, że zrobienie korekty językowej i podzielenie się spostrzeżeniami o zauważonych błędach nie zasługuje na wciągnięcie w listę autorów.

    Nie twierdzę, że ta interesowność wynika z nieprzychylności ludzi. Wręcz wydaje mi się, że jest to głównie konsekwencją braku czasu, który wynika z ciągle rosnących wymagań i obowiązków, jakie przed nami się stawia i jakie się na nas nakłada. Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i (prawie) każdy stara się maksymalnie wyzyskiwać czas, tzn. kiedy go na coś poświęca, chce mieć z tego jakieś korzyści.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 23:52:03:

    @halucinski, @trzy.14 - ja się oczywiście zgadzam, że bezinteresowność to fajna cecha, tak samo jak to, żeby wszyscy zarabiali ponad średnią. Bezinteresowności nie da się jednak ani zadekretować, ani nawet wymagać czy nagradzać (bo przestaje być bezinteresownością).

    Nauka mogła być bezinteresowna w komunizmie, w którym ogólnie tkwiły europejskie uniwersytety po wojnie - i jak głosili ideolodzy - nie chodziło o wydajność, efektywność, zyski, pieniądze itp. Niestety bezinteresowność to hasło bez jakiejkolwiek realnej treści, fajnie brzmi, uderza w nutkę rozżewnienia za dobrymi starymi czasami i ma coś, co wysoce abstrakcyjne umysły lubią - czyli nutkę platonicznej fascynacji ideą tkwiącą w żądaniu moralnej wyższości zawodu akademika czy dochowania ślubów ubóstwa.

    Trudno jednak mi abstrahować od tego, że od czasów jak przemocą próbowali mi wcisnąć bukwy w szkole i śpiewałem piosenki o klasie pracującej "nieco" się zmieniło. Ogólnie czasy są takie, że w każdej pracy każdy pyta "co będzie z tego miał". Tak jak teraz sobie to przypominam, to moja wychowawczyni z podstawówki tak właśnie określała moje pokolenie, że to pierwsza klasa, która na hasło "zróbcie to i to" odpowiadała, "a co będziemy z tego mieli", co być może wyprzedziło nieco upadek systemu opartego na "cynie społecznym". Nam się wydaje, że jesteśmy wyjątkowi, ale to przecież trend ogólnoświatowy. Przecież w światowej akademii wydarzyły się dokładnie te same zjawiska. Trudno, żeby ogólny megatrend organizowania wszystkiego jak korporacja nie dotarł na uniwersytet. Żeby urzędnik, piłkarz, piekarz, minister, dyrektor, piosenkarz wszyscy biegali za poklaskiem i pieniędzmi wykrzykując "co z tego dla mnie będzie", a w wieży z kości słoniowej siedział sobie akademik i cyzelował komuś artykuł za darmo.

    Wołanie Gduli "o bezinteresowność" niestety ląduje u mnie na półce z napisem "ad argumentum Einsteinum", że chłop po niemiecku pisał, że lokalnie pisał, że sam pisał, że nie dbał o impakt faktoły. Oczywiście tak, fajnie, że bezinteresowność, ale uprawianie nauki 40 lat temu i dziś to zupełnie dwie różne sprawy. Wtedy była to indywidualna przygoda intelektualna, jak poszukiwacze złota nad Rio Grande, teraz jest to wyrób przemysłowy, jak linie KGHM do ługowania i elektrorafinacji szlamu anodowego wyławiające około tonę złota rocznie przy urobku 180 tysięcy ton miedzi.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/07 23:56:15:

    @trzy.14
    Też Pan sobie znalazł autorytet, Gdulę. Trzeba było od razu Diamenta zacytować. :-)

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 00:06:38:

    @flamengista
    Bodźce na poziomie indywidualnym to piękna idea. Tylko niech Pan sobie przypomni, jaki krzyk jest w sprawie bodźców na poziomie instytucjonalnym, choćby ten tu ostatnio dyskutowany tekst Wojciecha Polaka. Czy Pan sobie może wyobrazić, jakie larum podnieśliby tacy ludzie, gdyby teraz parametryzację przenieść na poziom indywidualny? Oczywiście są próby w niektórych uczelniach i jednostkach. Ale przeniesienia tego na poziom całego systemu sobie nie wyobrażam. Nie ze względów technicznych, ale właśnie ze względu na opór GTW. No bo jak to, tacy wielcy uczeni, a ktoś ma od nich więcej zarabiać, bo na jakimś tam Scopusie coś opublikował? :-)

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 00:27:59:

    @dala.tata
    Ja już powoli tracę nadzieję, że w moich dyscyplinach coś się może zmienić. Pan mówi, żeby zostawić profesorów. Ale to właśnie oni promują doktorów na swój obraz i podobieństwo. Ja wielokrotnie próbowałem proponować, że poprowadzę jakieś zajęcia dla doktorantów, wprowadzę innowacje. Ale beton blokuje wszelkie inicjatywy, także na UW, który uważam za względnie cywilizowany uniwersytet. Osoba bardzo wysoko postawiona na UW, z którą trochę współpracuję naukowo, powiedziała mi raz, cytuję: "Tobie to ciężko będzie wypromować doktora, za wysokie masz standardy". Nie wiem w zasadzie czy to jeszcze wymaga dodatkowego komentarza.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 00:45:14:

    czlowiek.z.makulatury

    "Nam się wydaje, że jesteśmy wyjątkowi, ale to przecież trend ogólnoświatowy. Przecież w światowej akademii wydarzyły się dokładnie te same zjawiska. Trudno, żeby ogólny megatrend organizowania wszystkiego jak korporacja nie dotarł na uniwersytet"

    Ale nadal jest różnica między umasowieniem i urynkowieniem w wersji amerykańskiej, niemieckiej i szwedzkiej. Nie dajmy sobie wcisnąc tezy, że wariant skrajnie radykalny to obiektywna konieczność dziejowa.

    "Wołanie Gduli "o bezinteresowność" niestety ląduje u mnie na półce z napisem "ad argumentum Einsteinum", że chłop po niemiecku pisał, że lokalnie pisał, że sam pisał, że nie dbał o impakt faktoły. Oczywiście tak, fajnie, że bezinteresowność, ale uprawianie nauki 40 lat temu i dziś to zupełnie dwie różne sprawy."

    Bardzo dobra badaczka z mocnej uczelni (pierwsza 10 dyscypliny, full prof) poświęciła 2 godziny na rozmowę ze mną na temat mojej koncepcji, która rozwijała i podważała jej pracę. Inna badaczka (full prof) przeczytała mój artykuł, naniosła poprawki i zachęciła do składania do żurnalu.

    Z resztą nawet w badaniach przemysłowych wiele razy było tak, że kumpel z innego miejsca podrzucił mi odczynnik, dał coś na krótką próbę czy poradził w drobiazgu.

    Kretyni chcieliby to wyeliminować jako marnotrawstwo, bo chcą mieć samych medalistów indywidualnych. Mądrzy ludzie więdzą, że porządny "kumpel do przegadania grantu" albo "człowiek z talentem do dzynksa" jest cenniejszy niż wynikałoby to z gołego dorobku

    maciek.magik

    "Ja już powoli tracę nadzieję, że w moich dyscyplinach coś się może zmienić. Pan mówi, żeby zostawić profesorów. Ale to właśnie oni promują doktorów na swój obraz i podobieństwo. Ja wielokrotnie próbowałem proponować, że poprowadzę jakieś zajęcia dla doktorantów, wprowadzę innowacje."

    Przede wszystkim w socjo jakieś 60% doktorantów pracowało za darmo. Nie ma cudów, żeby z weekendowych kopaczy zrobić zawodowych sportowców.

    "Osoba bardzo wysoko postawiona na UW, z którą trochę współpracuję naukowo, powiedziała mi raz, cytuję: "Tobie to ciężko będzie wypromować doktora, za wysokie masz standardy". Nie wiem w zasadzie czy to jeszcze wymaga dodatkowego komentarza."

    Światowy trend idzie w stronę doktoratów mniejszych, krótszych i mniej ambitnych. Ja bym spierniczał od promotora, który cyzeluje pracę doktorską. Doktoraty są mniej istotne niż publikacje - ale w obu wypadkach "done is better than perfect". Z tym że done musi być na poziomie dziedziny a nie Polski.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 00:57:28:

    @Czlowiek.z.makulatury & Maciek_magik:

    Skąd u Panów tak gwałtowna, w moim odbiorze, reakcja na słowo ,,bezinteresowność''? Przecież ani Trzy.14, ani ja nie postulujemy, aby bezinteresowność zastąpiła interesowność.

    Nie uważają Panowie, że odrobina bezinteresowności w mikrośrodowisku naukowym, tj. w skali katedry, byłaby czymś pożądanym? Zresztą, jeśli wszyscy w danym środowisku grają według tych samych reguł, bezinteresownie poświęcony koledze lub koleżance czas zwróci się, bo wkrótce to on lub ona zrobi coś bezinteresownie dla mnie, w ten sposób spłacając zaciągnięty ,,dług''. Nie warto byłoby więc zachęcać uczestników gry o nazwie ,,nauka'' do takich zachowań od czasu do czasu? Tu w sumie idzie, wydaje mi się, o kulturę pracy naukowej, o czym niedawno rozmawialiśmy.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 01:19:40:

    Ja tylko mowie, ze dzisieejsi profesorowie sa i tyle. I nikt tego nie zmieni. To, co mowzna zrobic, to nie promowac nowych. Niestety, wcale nie jest dla mnie oczywiste, jak by to osiagnac, miedzy innymi z powodow, o ktorych Pan mowi.

    Co do za wysokoch standardow doktorskich, wiele moglbym Panu na ten temat opowiedziec :))

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 01:21:46:

    @redezi. ja mysle, ze @maciek nie mowi o cyzelowaniu, ale o podstawach metodologii.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 01:39:30:

    @all
    Generalnie apelowałbym do Państwa, żeby nie brać na poważnie tego, co mówi Gdula i inni jemu podobni. To jest nieodrodny syn Instytutu Socjologii UW, siedliska braku standardów naukowych, megalomanii i kolesiostwa. Mają Państwo przecież dostęp do strony CK, sprawdźcie sobie. On zrobił habilitację na podstawie książki, którą wydal u kumpli w Krytyce Politycznej, a więc z pewnością książki nierecenzowanej. Jeden z recenzentów habilitacji napisał, że ta książka nic nie wnosi, co nie przeszkodziło mu zakończyć recenzji pozytywną konkluzją. Gdulę pamiętam też z aktywnego uczestniczenia w przepychaniu zupełnie kuriozalnej habilitacji niejakiego Adama Leszczyńskiego, również z Krytyki Politycznej. Ta habilitacja była kuriozalna, bo komisja była przeciw nadaniu stopnia, a jeden z recenzentów stwierdził mniej więcej, że ta książka to publicystyka, a nie nauka (znów odsyłam tu do strony CK). Czytałem tę książkę i tak, z nauką to ma niewiele wspólnego. Ale na radzie habilitacja przeszła. Zresztą ta grupa, która ją przepychała, zachowywała się jak dobrze wyszkolone komando. Mieli podział na role, opinię prawnika w sprawach formalnych etc. I teraz nagle Gdula wyskakuje z "bezinteresownością"? Śmiech może mnie tylko ogarnąć (choć trochę przez łzy). On jest jak najbardziej interesowny, bo jeśli UW miałby rzeczywiście stać się poważną uczelnią badawczą (w co nie wierzę), to nie będzie mógł sobie pozwolić na zatrudnianie tego rodzaju "profesorów".

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 07:26:05:

    @MaciejMagik

    To bardzo słabe, co pan pisze. Nie ważne kto mówi, ważne czy mówi z sensem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 07:45:36:

    maciej_magik,
    Nie wiem, kto to Gdula, a od nazwiska ważniejszy jest problem. Otóż już kilka lat temu zauważyłem, że "system" promuje adiunktów, którzy dydaktykę traktują jak dodatkowy etat na państwowej uczelni. Rozumiem przez to robienie absolutnego minimum, w tym unikanie prowadzenia wykładów i gwałtowne unikanie prac administracyjnych czy promowania magistrów, a poświęcanie całego swojego czasu na "etat główny", czyli powiększanie dorobku do habilitacji. Takiego adiunkta śmiało więc można porównać do gościa, który przychodzi na uczelnię raz w tygodniu odbębnić dydaktykę, a poza tym go nie widać.

    Ja się z uczelnią czuję związany emocjonalnie. Jeśli jednak ministerstwo uważa, że uczelnia to praca jak każda inna, to zaczyna konkurencję o kadry z gospodarką na niepraktykowanych wcześniej warunkach. W tej dyscyplinie sportu, nie dorzucając duuuużych środków finansowych, już przegrywa. I z kretesem przegra (dzięki czemu będzie miało paliwo na never-ending reformy przez kolejne 30 lat).

    Jest bardzo mało prawdopodobne, że gdybym w obecnych warunkach społecznych miał znów 24 lata, to podjąłbym pracę na uczelni. Nie wykluczam, że nawet odpuściłbym sobie magistra. Jednym z prozaicznych powodów jest to, że nie otrzymałbym wsparcia rodziny na przeniesienie się do sporego miasta akademickiego, bo to, co dawało pieniądze 25 lat temu, dziś ledwo wystarcza na wiązanie końca z końcem. Innym jest to, ze gdy kończyłem studia, paszporty odbierało się na komendzie MO i sam stałem w takiej ślicznej kolejce, żeby móc wyjechać do Bułgarii, o Zachodzie mowy nie było.

    Zresztą problem jest szerszy i dotyka praktycznie całego sektora publicznego. To w Polsce nowość, że państwo na całym froncie przegrywa z sektorem prywatnym konkurencję o kadry. Brakuje nie tylko adeptów nauki, ale i lekarzy, pielęgniarek, podobno nawet nauczycieli ("dobrych" w deficytowych specjalizacjach, jak informatyka i fizyka).

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 08:56:22:

    A ja widzę że Gdula jest bardziej zorientowany w nauce światowej niż wszyscy dyskutanci tutaj. Może dlatego że dla mnie "dog whistle" jest w pierwszej części tej wypowiedzi która automatycznie kojarzy mi się z dyskusją na świecie o wadach obecnego systemu, a nie w drugiej o bezinteresowności która jest dla mnie takim ogólnikiem będącym unikiem żeby nie rozwadniać żmudnym tłumaczeniem o co dokładnie chodzi.

    Przy okazji któregoś samobójstwa w Caltech odbyła sie dyskusja czy to jest zdrowe, że z punktu widzenia pracownika nie ma Caltech tylko Iksiński lab, albo że wszyscy myślą w planach 5-letnich w związku z czym nikt nie zadbał np. o wykształcenie następców specjalistycznej obsługi technicznej odpowiednio (dekade) wcześniej wskutek czego skokowo wzrosła cena np. szkła wydymanego dla chemików wraz z odejsciem wydymaczy na emeryture. Jednocześnie wyabstrahowana centrala nie miała problemu zadbać o swoje capacity. I ja jak czytam o bezinteresowności to widzę tę dyskusję w Caltech, że 15 Smith-labów nie pomyślało dekade wcześniej a administracja byla zajeta rozliczaniem i bankowaniem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 09:38:42:

    Mnie się wypowiedź Gduli podoba.

    A co do tej bezinteresowności, to chodzi nie o samą bezinteresowność, tylko o "profesorskość". Tzn. że nacisk w stylu ekonoma oraz bodźce finansowe powodują selekcję nieco innych ludzkich charakterów niż, powiedzmy, 30 lat temu. Gdy ja szedłem na studia doktoranckie, wszyscy wokół, poza najbliższą rodziną, pukali się czoło. Bo wiedzieli, że to budżetówka i suchy chleb z czarną kawą. Dziś zaś jest tak, że rozmawiam z grupką doktorantów. I oni mi mówią, że owszem, doktoraty się ślimaczą, ale oni robią je dla spełnienia własnej ambicji, bo nie planują kariery naukowej. Ale jakoś tak wyszło, że przy okazji robieniu doktoratu mogą nieźle żyć, to po co się spieszyć.

    Wzmagając bodźce ekonoma, państwo doprowadzi do sytuacji, w której aby uzyskać to samo, co dziś, będzie musiało włożyć więcej pieniążków. To ja się pytam, czy nie logiczniej byłoby te pieniążki wyłożyć już dziś, skoro obecna struktura jest prawdopodobnie finansowo bardziej efektywna?

    A gdzie ta "profesorskość" z pierwszego zdania? Moim zdaniem profesorem nie można zostać dla pieniędzy. Profesor to ktoś, kto gdyby nie rodzina, to gotów byłby pracować za miskę ryżu, jednak światłe państwo (rada regentów :-) ) płaci mu znacznie więcej, bo wie, że w dłuższej perspektywie wszystkim to się opłaca.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 09:53:03:

    Bardzo dobry tytuł wpisu: "Czas na myślenie?"

    Ja więc spytam, czy system grantowy, w którym jakoś funkcjonuję praktycznie od początku swojej kariery naukowej, doprowadził do jakiegokolwiek przełomowego odkrycia?

    Problemem szkół wyższych i instytutów jest to, że tu się można zadekować, co rodzi frustrację tych, co się nie dekują i tych, którzy to finansują. Granty i punkty, i kategoryzacje mają potencjał obnażyć dekowników. I gdyby na tym celu skończyć, wszystkim chyba by ulżyło.

    Przecież nawet w dyskusjach zatroskanych uczonych i zarządzających tą uczonością polityków, w których jako argument padają granty ERC, że Polska ma ich mało, koniec końców nie chodzi o naukę ani tym bardziej o postęp cywilizacyjny, tylko o europejskie pieniądze.

    Co przypomniało mi nasze dawno minione High expectations w sprawie irackiej ropy...

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 10:10:51:

    No tak ale to jest taka bardzo holistyczna dyskusja. Reforma jednak nie wprowadza grantów, a nawet te któe miała wprowadzic to były granty na wynajem sal (szkoły, a w zasadzie wykładowcy uczelni mieli konkurowac o budynki w centrum czy coś takiego...)

    Wprowadza natomiast przeniesienie atomizacji z poziomu franczyzy wydziałów na franczyzę indywidualnych naukowców. Mnie interesuje czy zjawisko prof. Mariana uwłaszczonego na kluczach do "swojego" sprzętu się nasili czy osłabnie.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 10:15:11:

    Pi: Jakis czas temu slyszalem baaardzo znana brytyjska profesor medycyny, ktora twierdzila, ze nie pamieta, keidy czytala intersujacy artykul badawczy, w ktorym zaznaczono, ze zostal finansowany z grantu.

    Granty, niestety, sa glownie po to, zeby je zdobywac i uzupelniac finanse uniwersytetow, a w polsce, pracownikow.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 11:01:41:

    @Pi
    Co do tej bezinteresowności, to samo państwo nas je oducza (podobnie jak studenci), poprzez permanentne reformy, poprzez realizacje kolejnej wizji polityków, którzy już dawno abstrahują od układu odniesienia i dla nich 17 tys. zł per miesiąc to za mało, podczas, gdy zarobki adiunktów są jakie są. To życie po prostu wymusza pewne zachowania, to, że jednak mamy rodziny i chcemy im zapewnić odpowiedni poziom życia i rozwoju. Zauważ, jak nas to polskie państwo traktuje.
    Natomiast towarzystwo spod znaku "krytyki politycznej", nie powiem, mam do nich pewien sentyment i sympatię, ale niestety też w ostatnich latach zauważyłem, że jest to towarzystwo wzajemnej adoracji, które patrzy w większości poprzez wąski pryzmat swojego miejsca, próbując jednocześnie monopolizować pojęcie "lewicowości". Generalnie nie ma z nimi dyskusji, co też pokazał sam Sierakowski, chętnie romansujący z ludźmi skupionymi wokół Agory. W ogóle dla mnie "lewica warszawska" całkowicie jest oderwana od tego co dzieje się w kraju i bardzo łatwo krytykuje inne postawy nie zauważając absolutnie, że postawy ludzi determinowane są poprzez nasze możliwości i doświadczenia. Z resztą zawsze była i jest różnica w mentalności pomiędzy zaborem rosyjskim, a pozostałymi. Widać to choćby w partycypacji w wyborach.
    Odnośnie zapewnienia dobrych nauczycieli z fizyki, chemii, itp. Obecnie nie masz na to szansy z kilku prozaicznych powodów. Po pierwsze kolejne reformy zmniejszyły liczbę godzin z przedmiotów przyrodniczych do symbolicznej 1h lekcyjnej, co powoduje, że nauczyciele z trudem w jednej szkole mogą liczyć na pełny etat. Po drugie, bardzo często zdarza się, że wyposażenie pracowni pamięta jeszcze czasy pewnego człowieka, który ponoć mówił, że każda kupa gnoju wywieziona na pole jest policzkiem dla zachodnioniemieckiego imperializmu (w zależności od potrzeb i wersji mogło być amerykańskiego) i ciągle mało było mu kukurudzy. Po trzecie, mimo niżu demograficznego ciągle są utrzymywane bardzo liczne klasy, bo jest prymat optymalizacji pieniądza w stosunku do edukacji. Po czwarte pieniądze oferowane nauczycielom są marne, a reforma Zalewskiej spowodowała likwidację dodatków, co przy kiepskim wyrównaniu i opóźnianiu z przekazywaniem pieniędzy do samorządów spowodowało, że nauczyciele stracili kupę pieniędzy. Po piąte, nasze uczelnie pedagogiczne wcale dobrze nie przygotowują do prowadzenia zajęć dydaktycznych, a przede wszystkim dają zbyt słabe możliwości nabycia kompetencji w zakresie pracy z dziećmi w różny sposób upośledzonymi (np. społecznie, ruchowo, itp.), również polikwidowano w wielu kuratoriach oświaty etaty nauczycieli metodyków lub mocno je ograniczono, przez co brak jest odpowiedniego wsparcia nauczycieli. Po szóste reforma Zalewskiej wydłuża do 15 lat okres starania o nauczyciela dyplomowanego. Po siódme ogólna nagonka na nauczycieli, w której swego czasu celowała GW. Po ósme podobnie jak u nas wzrost obowiązków administracyjnych. Po dziewiąte podobnie jak u nas więcej kijów, a złota nigdzie. I pewnie jeszcze by wymieniać. Po prostu samo państwo stworzyło warunki do tego, że mało kto się garnie do tego zawodu, a widać zwłaszcza braki wśród nauczycieli przedmiotów zawodowych.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 13:06:46:

    @halicinski
    Nie twierdzę, że ta interesowność wynika z nieprzychylności ludzi. Wręcz wydaje mi się, że jest to głównie konsekwencją braku czasu, który wynika z ciągle rosnących wymagań i obowiązków, jakie przed nami się stawia i jakie się na nas nakłada. Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i (prawie) każdy stara się maksymalnie wyzyskiwać czas, tzn. kiedy go na coś poświęca, chce mieć z tego jakieś korzyści.
    To zdanie wszystko wyjaśnia. Gdy widzisz, jak realnie masz coraz mniejsze możliwości finansowe, to nie masz czasu siedzieć w labie nad bzdurami. Będąc młodszym, miałem, paradoksalnie lepsza sytuację, teraz trzeba się zająć rodziną i robieniem pieniędzy. To się już nie zmieni. Nie z taką reformą i nie z inną. Kapitalizm zapanował na uczelniach i basta.

    @kahlkopf
    Świetna analiza. Dodam tylko, że tych wirtuozów nauczania będzie jeszcze mniej, gdy ograniczymy nadawanie specjalności pedagogicznych do uczelni badawczych. Po kilku latach funkcjonowania takich zmian, wrócą czasy, że ludzie po zawodówkach będą uczyć w podstawówkach.

    @dala.tata
    Tak, granty są po to, aby zarabiać. Tylko, że zarabiałem w grancie aż 1258 zł miesięcznie. Naprawdę trudno mi pojąć, że do ludzi w ministerstwie nie dociera, że wśród nas jest wielu pasjonatów, których solidna pensja pozwalająca na godne życie motywowałaby do robienia porządnej nauki nawet bez pisania wniosków grantowych, robienia fuch itp.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 13:48:30:

    kahlkopf,
    Widzę, że szkołę zna Pan (niemal?) z pierwszej ręki.
    Rozmawiałem ze studentem sekcji nauczycielskiej. Kończy 5. rok.
    1. Pracy szukał 2 dni od wysłania swojego CV do kilku szkół.
    2. Jedna z ofert przyszła z Anglii, gdzie również wysłał zgłoszenie. Nie wiem, czy 20 tys. funtów rocznie to dużo, czy w sam raz, ale robi to jednak jakieś wrażenie, a przede wszystkim daje obraz zmian, jakie zaszły w społeczeństwie, i z których ludzie pokolenia osób publicznie dyskutujących o naszej naukowej ustawie sobie w większości nie zdają, usiłując przygotować ustawę na "wojnę, która już była".
    3. Kogo zatrudnią szkoły/uczelnie, gdy ci, którzy się kształcili do tego zawodu, wyjadą lub się przekwalifikują?
    Odpowiedź: wwszip.pl/oferta-studiow-podyplomowych/#pedagogiczne
    Za 3,5 tys PLN można sobie wybrać dowolny 3-semestralny kurs. Może więc być tak, że matematyki na poziomie rozszerzonym naszych wnuków będzie w liceum uczyć absolwent magisterskiej (dbamy o poziom!) geografii albo ochrony środowiska, który w dodatku sam takiej matury nie zdawał, bo przez lata nie była obowiązkowa, ale przecież zaliczył KURS i dostał DYPLOM. Kurs, żeby nie było wątpliwości, jest niezwykle nowoczesny, internetowy. Zjazdy obywają się... przez internet. Wykłady są emitowane w sieci.

    Absolwenci kierunku uzyskają wiedzę ogólną i umiejętności m.in. z zakresu fizyki, elektrodynamiki, podstaw fizyki kwantowej, mechaniki klasycznej i relatywistycznej, termodynamiki i fizyki statycznej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 14:05:13:

    @Pi
    Napiszę lepiej, że ze względu na braki godzin do etatu, dziś nawet muzycy prowadzą matematykę, a wuefiści przyrodę w szkołach podstawowych. Warunki nauczania, często, trudno uwierzyć, że mamy XXI wiek. Tak mam spore doświadczenie, ze względu też na to, że jestem rodzicem i wolę do niego nie wracać do tych doświadczeń (czasem traumatycznych), bo niektóre sytuacje, które prokurowały i prokurują kolejne decyzje, kolejnych ministrów MEN były i są wręcz upodlające nauczycieli, ale też uczniów. Jak to wszystko przekłada się na umiejętności i wiedzę uczniów, to wiemy, gdy przychodzą studenci wypluci przez system edukacji. Problemem jest to, że te wszystkie reformy po 1989 roku miały jedynie za główny cel oszczędzanie pieniędzy na edukacji, nie zaś dobro pracowników, a przede wszystkim dzieci, bo ich potrzeby są najmniej zabezpieczone, łącznie z najnowszą ustawą. W szkołach obecnie częściej to rządzi bardziej ksiądz niż dyrektor i skutki tego są jakie są.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 14:22:01:

    Dodam, że muzycy co zdolniejsi, albo bardziej operatywni, to rzucają pracę w szkole i wolą grać w orkiestrach weselnych. Informatyków z prawdziwego zdarzenia nie oświadczy, bo rynek daje lepsze i większe możliwości. Tak jest dramat i będzie jeszcze większy, bo reformy robi się na zapotrzebowanie polityczne, nie żeby prawidłowo diagnozować problemy i potrzeby uczniów, czy czegoś to nam nie przypomina? Te wszystkie reformy, to mam wrażenie, że są robione w pijackim zwidzie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 14:51:18:

    Wielu się marzy podwyższenie poziomu przez ograniczenie naboru. A on się sam ograniczy przez SPADEK poziomu do takiego że jeszcze wiecej tej matury nie zda, to się nie wydaje możliwe ale wystarczy spojrzeć na produkt amerykańskich szkół publicznych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 14:58:56:

    Zitt, w tym roku była już matura z rozszerzonej matematyki, którą było ciężko napisać na 100% w te 180min. Jednak, jak dla mnie problem nie leży w maturze, która według mnie powinna wyglądać całkowicie inaczej, bo obecnie to jest koszmar dla zdrowia psychicznego dzieci. Cały system jest do d.. A to co teraz weszło to już jest jakaś karykatura systemu nauczania, bo z oświatą to niewiele ma wspólnego. Ten system zdaje się, że i tak nie ma uczyć, tylko indoktrynować. Wystarczy popatrzeć na to, jak dużą przewagę godzinową mają przedmioty społeczno-humanistyczne w stosunku do przyrodniczych, jak beznadziejnie są skonstruowane programy i wymagania. Te dzieci, które skończą w tym systemie szkoły, to będzie dramat, stracone pokolenia.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 16:18:25:

    To nawiązanie o bezinteresowności spotkałem w takim kontekście. Wybaczcie Państwo formę, ale to opowieść z drugiej ręki od osoby związanej z UJ.
    Otóż dawniej --- jak pisaliście --- nie było problemu z pomocą koleżeńską, angażowaniem się w prace na rzecz uczelni. W przypadku młodych pistoletów nie ma zainteresowania działalnością na rzecz alma mater (klasyczne: what's in it for me?). Owszem te wilczki publikują w top journalach, bez poczucia niższości względem zachodu, j. obcy, zwykle więcej niż jeden, mają opanowany, ale koleżeństwo, uzyskanie od nich pomocy graniczy z cudem.

    Nie wiem czy to dobrze czy źle. Rozumiem takie postawy, choć sam się z nimi nie utożsamiam (jestem typem społecznika).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 17:29:15:

    kahlkopf,
    A jak byś zmienił nauczanie matematyki?

    Szkolna fizyka to z kolei zupełny koszmar i ja się nie dziwię, że młodzież tego nienawidzi. Ale sam nie wiem, jak tego można by uczyć lepiej.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 17:30:41:

    Ten nacisk na "bezinteresowność" to jest właśnie przyczyna tego, że nie jesteśmy traktowani poważnie. Zamiast wymagać płacy za badania - wymagana jest bezinteresowność. Zrób to i tamto - bezinteresowność.

    Na początku jak robiłem na wietrzną sławę prof. Mariana prowadząc wiekopomne badania o znaczeniu do trzech ulic wokół budynku Uczelni, to nikt nie mówił o pieniądzach, tylko stale "bezinteresownie robiło się naukę". Gdy zatrudniono mnie w grancie KBN, to nie podano mi ile zarobię, tylko było oczywiste, że skoro zatrudniono, to będę pracował itp. Jak się spytałem ile będę dostawał za przekroczone wielokrotnie normy ilości studentów, to "wicie rozumicie". A młodsi koledzy pewnie nawet nie wiedzą jak się prowadzi zajęcia dla osób, które siedzą na schodach i obklejają wszystkie ściany w pokojach bez wentylacji. Większość rzeczy załatwiano na zasadzie "wicie, rozumicie, bezinteresownie".

    Architekt Frank Gehry pytany kiedyś, czy coś zaprojektuje dla Łodzi, w której są jego korzenie, odpowiedział delegacji "oczywiście, ale nie za darmo" zastrzegł "jak się robi coś bezinteresownie, to traktuje się taką osobę gorzej niż dziwkę". I zaprojektował za normalną stawkę.

    Póki się będzie stale akcentować, że praca akademika ą ę i będzie się ją wykonywać bezinteresownie i za darmo, to właśnie tak będzie traktowana, jako przyjemność lżejsza od spania. A za przyjemności, to nawet się płaci, a nie otrzymuje wynagrodzenie.

    Teraz też rząd obciął nam płace o 10% a tutaj wyrzekanie o grantach ERC oraz próby wezwań do "bezinteresowności".

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 17:56:21:

    @dr.kananga
    Dziękuję za miłe słowa. :-) Ja jednak wiem dobrze, co oznacza "bezinteresowność" w rozumieniu tego Pana et consortes. Promowanie kumpli, nawet miernych, i dość bezwzględne obchodzenie się z tymi, którzy nie zostali uznani za kumpli. I dla mnie tak czysto po marksistowsku jest ważne także kto mówi, a nie tylko co mówi. W ten sposób mogę wnioskować, jaki ma interes mówiący, żeby powiedzieć to, co mówi. W tym wypadku za pięknymi słowami stoi wyłącznie lęk o własną pozycję.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:36:48:

    @Pi:

    > Może więc być tak, że matematyki na poziomie rozszerzonym naszych wnuków
    > będzie w liceum uczyć absolwent magisterskiej (dbamy o poziom!) geografii albo
    > ochrony środowiska, który w dodatku sam takiej matury nie zdawał, bo przez lata
    > nie była obowiązkowa, ale przecież zaliczył KURS i dostał DYPLOM.

    Typowo polski ersatz, który polega na powierzaniu wymagających dobrego wykształcenia obowiązków ludziom z łapanki.

    W działalności leczniczej też Pan ma taką podróbę: od dwóch lat fizjoterapeuci już nie tylko prowadzą fizyko- czy kinezyterapię -- w czym zresztą naprawdę są ekspertami -- ale mają uprawnienia do prowadzenia diagnostyki funkcjonalnej pacjenta. Jeden czort wie, co to jest. Efekt jest taki, że choroby układu ruchu i obwodowego układu nerwowego zaczęły być diagnozowane przez fizjoterapeutów. I ja już widziałem przypadki, że diagnozowanym funkcjonalnie przez fizjoterapeutów pacjentom ortopedzi odrąbywali nogi, bo po opóźnionym zrobieniu rentgenogramu okazywało się, że powodem bólu nie były uszkodzenia aparatu więzadłowego, mające utrzymywać się długo po błahym urazie, tylko guzy złośliwe, których wyleczenie jeszcze pół roku wcześniej prawdopodobnie nie wymagało odejmowania kończyn.

    Ale Narodowe Ministerstwo Chorób szykuje nam kolejną ,,postępową'' zmianę. Pani piguła-wiceminister zapowiedziała, że chce wprowadzić możliwość kształcenia pielęgniarek na kursach weekendowych, tfu, klasycznych studiach niestacjonarnych, czyli ze zjazdami sobotnio-niedzielnymi. Będzie się działo!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:40:07:

    @Kahlkopf:

    > W szkołach obecnie częściej to rządzi bardziej ksiądz niż dyrektor i skutki tego są
    > jakie są.

    Imć Kahlkopfie! Zamiast narzekać, należy dziękować, że dzieci wreszcie znają pacierz jak należy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:42:10:

    @Czlowiek.z.makulatury
    Masz rację, nawet ksiądz nie odprawia guseł za darmo. Tą bezinteresowność niestety traktuje się jak własność społeczną, którą można ukraść, zniszczyć, itp. Ja pomimo żyłki społecznika, nauczyłem się też asertywności, zwłaszcza jak widzę to młode pokolenie, które by chciało tylko przyjść do labu, jak na swoje, a żeby przygotować sprzęt, to nie, bo im za to nie płacą. Niestety, ale trzeba też się nauczyć, aby być czasami takim prof. Marianem z własnymi kluczami do labu. Z resztą kogo miałbym tam wpuścić, jak nikt poza mną nie umie sprzętu obsługiwać, bo nikt nie chce się tego nauczyć.
    @Pi
    Fizykę, chemię, biologię, geografię należy uczyć przez doświadczenie. Stwarzać sytuacje problemowe i zadawać pytania, słuchać, podprowadzać. Podobnie w matematyce. Nauczyciel powinien być moderatorem w dochodzeniu do prawideł nauki, rozbudzać wyobraźnię, tak, żeby uczniowie nie tylko się nauczyli, ale także czuli zagadnienia i rozbudzali swój instynkt poznawczy. Szkoła powinna być instytucją, gdzie się toczy dyskusja nad myśleniem, gdzie się tworzy równie przydatne co i czasami mniej przydatne rzeczy, ale rozbudzające wyobraźnię. W końcu, jak człowiek jest młody, to najlepiej uczy się poprzez swoje ręce. Na pewno nie da się tego zrobić w klasie, która liczy 30 lub więcej osób, bo wtedy pozostaje już tylko średnio przyjmowany percepcyjnie, a właściwie to często nawet w ogóle typ swoistego rodzaju wykładu, w najlepszym przypadku demonstracji doświadczeń. Ja ogólnie jestem zaskoczony tym, że można kupić fajne pomoce do nauki matematyki, które są i atrakcyjne wizualnie, jak i praktyczne. Można naprawdę zrobić bardzo fajne lekcje, ale potrzebne są pieniądze na doposażenie szkół, które w tej chwili zostały bezsensownie wydane na kolejną reformę oraz na nagrody dla urzędników za jej przeprowadzenie. I wreszcie są potrzebni fachowcy od metodyki danego przedmiotu, doświadczeni nauczyciele, którzy potrafią doradzić młodszym koleżankom i kolegom, jak zachować się w trudnych sytuacjach, które potrafią być w szkołach. Wreszcie potrzebna jest też pomoc ze strony kuratoriów i gmin, a nie ciągła ewaluacja i karanie. Uważam, że należy skończyć z pewnymi sztywnymi regułami w szkole i na pewno zaszczepić w narodzie też to, że nie tylko szkoła jest odpowiedzialna za uczenie i wychowanie, lecz całe społeczeństwo, w tym największa odpowiedzialność obecnie tkwi na mediach jak telewizja.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:46:25:

    Waszmość Halucinski, język Twój azaliż zjadliwy, jakoż dowcip pierwszorzędny ;o)

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:48:56:

    Bezinteresownie to teraz wszyscy poprzemy g ... ą reformę:

    www.nauka.gov.pl/komunikaty/koszty-uzyskania-przychodu-stanowisko-mnisw-i-mf.html

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:52:04:

    @Kahlkopf:

    Acan łypnie tu ślepiem łaskawie.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 18:52:48:

    Szanowni Państwo, przeglądając profil FB Warsztat Badacza doszło do mnie (proszę mnie skorygować, jeśli się mylę i była jeszcze korekta w trakcie prac w komisji), że liczenie punktów po staremu dotyczy tylko artykułów opublikowanych w czasopismach z listy ministerialnej za lata 2013-2016. Monografie i rozdziały w monografiach mają się liczyć po nowemu. Oznaczać to może sytuacje ze monografia wydawana w OUP będzie miała 250 punktów, a artykuł w Nature "tylko" 50. Co jeszcze nie jest problemem. Problemem będzie to, że nie wiemy jak będą sklasyfikowane wydawnictwa uniwersyteckie. A może być tak, ze Monografia Prof. Mariana nt. Wybitnego wkładu w rozwój tego czy owego, będzie bardziej "wartościowa" niż jakieś tam obce żurnale z Q1. Nie wspominam nawet o rozdziałach za 80? punktów...

    Zastanawia mnie jaka była motywacja ustawodawców, żeby wprowadzać taki chaos.

    Co do KUP to na naszej uczelni pojawiło się rozporządzenie, które dywersyfikuje % autorskiego KUP w zależności od tego czy w danym roku opublikujemy artykuł na liście A, liście B, czy zbudujemy stanowisko badawcze, złożymy wniosek grantowy do NCNu/NCBiRu czy może tylko odświeżymy materiał wykładowy. Rozporządzenie pojawiło się pod koniec kwietnia, a pierwsze wynagrodzenia wg złożonej deklaracji przyszły w maju.

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:01:49:

    @kahlkopf
    pozwolę sobie stanowczo nie zgodzić się w kwestii matury, zewnętrzna matura jest największym (o ile nie jedynym) osiągnięciem na drodze przemian w edukacji. Proszę sobie przypomnieć egzaminy wstępne np na uczelnie medyczne i słynne wałki do jakich wtedy dochodziło, dotyczyło to wtedy wielu kierunków, teraz nareszcie jest prawie sprawiedliwie, procent nieprawidłowości jest minimalny. Ściąganie na maturach praktycznie się skończyło. Oczywiście sama zawartość egzaminów się zmienia ale wynika to z ogólnego psucia edukacji. I jeszcze jedna uwaga - nie przesadzajmy z ta troską o psychikę młodzieży a w zasadzie dorosłych ludzi, przecież oni mają w tym samym czasie zdecydować o całej swojej przyszłości (wybór studiów) to i może powinni się lekko postresować bo przecież życie nie jest bajką.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:05:06:

    Acan Haluciński, pozwoli:
    www.youtube.com/watch?v=NpfFnM3kiKU minuta 4:35

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:21:46:

    I jeszcze jeden skecz:
    www.youtube.com/watch?v=aJBgSQKMEts

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:28:09:

    Ja mature popieram, ale od argumentacji zęby bolą.

    Oczywiście sama zawartość egzaminów

    A co innego się liczy? Jak w maturze będzie się zmuszało do błędnych toków rozumowań (a tak się w niektóych przedmiotach dzieje, zwłaszcza matematyce), a zadania bierze nie wiadomo skąd jako fuchy i co roku są błędy to jest git i prawo przyrody ze tak musi być, a w ogóle to nie ważne bo w egzaminie najważniejsze gdzie sie wysyła koperty z pracami?

    procent nieprawidłowości jest minimalny [...] Ściąganie na maturach praktycznie się skończyło

    Rozumiem, że to są jakieś badania?

    bo przecież życie nie jest bajką

    A to jest zwykłe bucerstwo.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:42:04:

    rozwiązanie polega na doprecyzowaniu w przepisach procedowanej ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, iż wykonywanie obowiązków nauczyciela akademickiego stanowi działalność twórczą o indywidualnym charakterze w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Stosowny przepis zostanie zgłoszony w trakcie drugiego czytania projektu ustawy.

    Proponuje ministerstwo. Nie wiedziałem, że tak się da. Myślę że się da napisać "temu a temu przysługuje specjalnie to a tamto z przepisu ustawy X", ale nie da się napisać w ustawie Y "A jest B w rozumieniu ustawy X". Chyba że się da? "Każdy z obowiazków nauczyciela stanowi utwór w rozumieniu..." To byłby prawdziwy utwór w rozumieniu i kolejny oryginalny wkład ministerstwa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 19:51:44:

    @And.dr
    Całkowicie mnie Pan nie zrozumiał. Mnie nie chodzi o usunięcie matury, ani to, czy będzie zewnętrzna. Nic o tym nie pisałem. Uważam, że należy zmienić całkowicie jej formę. Nie wiem, na którym etapie Pan jest, ale jak dla mnie wymaganie żeby uczeń zdawał dwa ciężkie egzaminy jednego dnia lub dzień po dniu przez tydzień jest grubą przesadą i niezrozumieniem fizjologii człowieka. Póki co, to poza osiągnięciem tego, że matura jest zewnętrzna i daje bez dodatkowego egzaminu wstęp na studia, to trochę mało. Zitt ma rację. Nie ma osiągniętego podstawowego celu, którym miało być to, że egzaminy maturalne rok do roku miały być porównywalne - nie są i póki co zapowiada się, że nie będą. Jest dużo błędów w pytaniach i zadaniach, które są lub nie uwzględniane ze szkodą dla maturzystów. Gmeranie przez polityków przy rozporządzeniach i zmiany dotyczące wymogów, często tuż przed maturą, czyli zmiany zasad gry w trakcie gry. Wykorzystywanie matury, jako miernika do ewaluacji szkół, co powoduje, że uczy się młodzież pod testy maturalne, nie zaś myślenia, bo kreatywność i dziecięca ciekawość, często została już zabita w młodych ludziach na wcześniejszych etapach nauki.
    I tak, o psychikę młodzieży należy zadbać, bo ci ludzie to nasza przyszłość. Obecny system edukacji to fundowanie dzieciom od najmłodszych lat wyścigu szczurów, a to nie kończy się dobrze, zwłaszcza dla jednostek wrażliwych.
    Widać, że chyba nigdy Pan nie widział co się obecnie dzieje w przychodniach psychiatrycznych. Więcej empatii!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 20:12:05:

    To dla Pana, Panie And.dr:
    www.gloswielkopolski.pl/artykul/260420,poznan-zabila-sie-przez-niezdana-mature-koledzy-zapalili-znicze,id,t.html
    www.se.pl/wiadomosci/polska/florynka-19-latek-zabil-sie-przez-zla-ocene-na-swiadectwie-szkolnym-pawel-romanczyk-wolal-umrzec-niz-aa-2DKt-DPyL-mkUS.html

    Wszak: I jeszcze jedna uwaga - nie przesadzajmy z ta troską o psychikę młodzieży a w zasadzie dorosłych ludzi, przecież oni mają w tym samym czasie zdecydować o całej swojej przyszłości (wybór studiów) to i może powinni się lekko postresować bo przecież życie nie jest bajką.

    Polecam jednak przejść się do najbliższej przychodni psychiatrycznej i popatrzeć na wiek i liczbę osób czekających na wizytę u lekarza.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 21:13:13:

    zitterbewegung,

    Gowin proponuje po raz kolejny rozwiązać problemy swojego ministerstwa poprzez wpisanie do "swojej" ustawy rozwiązań przynależnych kompetencyjnie do innych działów administracji publicznej, tu: do prawa skarbowego. Niedawno w podobny sposób chciał się zamachnąć na kasę, ale go inni ministrowie wyśmiali. To jest psucie prawa i doprowadzenie "państwa teoretycznego" do poziomu, jaki się Sienkiewiczowi (to on mówił o państwie teoretycznym?) nawet nie śniło.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 21:39:53:

    Jak dla mnie w nauczaniu szkolnym jest za dużo faktów a za mało metod.

    Fizyka szkolna to kurs przygotowawczy do egzaminu na politechniki. Egzaminu, jak wiemy, pisemnego. To czyni z niej niezsynchronizowaną przystawkę do matematyki. Tzn fizyka szkolna =
    1) wypisz dane i szukane :-)
    1a) dane sprowadź do tego samego układu jednostek, najlepiej SI, bo innego nie znasz
    2) wypisz potrzebne wzory
    3) wyprowadź ogólny wzór na szukaną wartość jako funkcję danych wejściowych
    4) podstaw do niego dane wejściowe
    4a) wykombinuj jednostki

    Najtrudniejszy wydaje się punkt 3, który wymaga pewnej biegłości matematycznej i sprowadza fizykę do przystawki matematyki. Ale oba przedmioty są całkowicie nieskorelowane. Na fizyce fruwają iloczyny wektorowe i pochodne, które nawet na matematyce rozszerzonej jeśli się pojawiają, to w ostatniej klasie. Na podstawowej nie ma w ogóle wektorów.

    Lekcje, w których fizyki uczono by się przez eksperyment, wymagałyby zupełnie innych nauczycieli. Innych laboratoriów. I szczerej odpowiedzi na pytanie, kiedy i komu potrzebna jest rachunkowa strona fizyki. Być może tylko inżynierom i zawodowym fizykom i dopiero na studiach. Sam nie wiem. W praktyce teraz i tak nawet na politechnikach fizyka została sprowadzona do 1-2 semestralnego kursu, na który chodzą zarówno ci, którzy zdawali fizyke na maturze, jak i ci, którzy jej kurs de facto zakończyli w gimnazjum (bo 1 godz. tygodniowo w 1. klasie liceum to żart).



  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 22:09:41:

    Pi, jak najbardziej się zgadzam. Jest potrzeba zmiany nauczania fizyki, ale tu, żeby zmiany nastąpiły, trzeba zmienić całkowicie metodykę przedmiotu. Uważam, że na poziomie szkoły podstawowej/gimnazjum/liceum (wszak gimnazja jeszcze egzystują przez najbliższy rok) niezbędne jest nauczenie specyficznego myślenia, umiejętności analizy zjawiska i jego syntezy. Czy ważna jest strona matematyczna, myślę, że w zakresie pewnego dopełnienia strony eksperymentalnej. Czyli pomyślmy co widzimy, zmierzmy co się da. Podyskutujmy nad wynikami. Czy możemy przewidzieć co będzie, jeśli ..., itp. A przede wszystkim odniesienie do życia, do tego z czym uczeń spotyka się. Zachęcić do samodzielnego eksperymentowania. Ale jest też warunek sine qua non, to nauczyciel musi tyle zarabiać, aby nie martwił się co do gara włożyć i że ma się tłumaczyć, że żyje i nie jest leniem. Nie można wypominać wakacji, czy wolnych świąt i porównywać do innych prac, bo ta praca to praca z dzieckiem, człowiekiem, który jest przyszłością narodu i ma swoje potrzeby tak edukacyjne, jak i socjalne.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/08 22:17:08:

    @dockan
    No proszę! Czyli nasz rektor miał lepsze dojście do ministra niż rektor AGH i PW (my cały czas pracujemy jako twórcy). Wygląda na to, że cała konfuzja z działalnością twórczą był wywołany celowo, żeby zamknąć buzię oponentom reformy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 01:49:10:

    @Cutbold:

    Wasz rektor po prostu uznał, że jedna indywidualna interpretacja podatkowa nie przesądza, że nauczycielom akademickim nie należą się 50-procentowe koszty uzyskania przychodu. Chociaż argumentacja w tym dokumencie jest, moim zdaniem, logiczna i wieszczę, że kolejne interpretacje będą ją powielały, to i tak podoba mi się podejście Waszego rektora. Zamiast złożyć broń już na wstępie, postanowił zaryzykować -- a nuż coś innego orzekną później sądy administracyjne. Inna sprawa jest taka, że w razie niekorzystnego orzekania to nie rektor beknie, tylko nauczyciele akademiccy, którzy przy składaniu PIT-37 za 2018 będą musieli pokryć niedopłatę zaliczek na podatek dochodowy, odprowadzonych przez Waszą uczelnię.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 07:48:49:

    (...) it reminded me of the corporate machinery that, in my view, has led us from a public good paradigm in colleges and universities to one of academic capitalism, in which knowledge is viewed as just another market commodity. (...)

    The Guardian, "Teaching off-the-shelf curricula does university students a disservice" www.theguardian.com/higher-education-network/2018/jun/08/teaching-off-the-shelf-curricula-does-university-students-a-disservice

    Więc być może nie chodzi o bezinteresowność jako taką, tylko o zmiany społeczne, które tę bezinteresowność tłumią, co jest tylko objawem szerszego zjawiska polegającego na odejściu od uczelni publicznych w stronę korpo-uczelni. "Akademicki kapitalizm" to ciekawe zjawisko, chyba nieznane w poprzednich stuleciach.

    Poprzez paralelę do pytania "nie jaka, lecz czyja jest Polska" można więc powiedzieć, że główną kontrowersją wokół ustawy Gowina jest leżące u jej podstaw pytanie "czyje mają być uniwersytety", odpowiedź na które zdaniem ustawodawcy w cudowny sposób ma rozwiązać problem "jakie mają być uniwersytety".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 07:51:41:

    ciąg dalszy zatrzymany przez filtr antyspamowy

    According to Benjamin Ginsbergs book The Fall of the Faculty, nearly two-thirds of US university staff are hired on short-term contracts to teach off-the-shelf and web-based material they themselves have not created. The questions I raised with my class probed what sort of society could conceivably benefit from the replacement of critical thinkers with manufactured employees, programmed according to prepackaged content taught to them by poorly-qualified, precarious labour.

    It echoed a lot of my views about how the university system is evolving. Since I started teaching in the mid-1980s, the administrative staff-to-student ratio has risen dramatically, while resources for original research and teaching have dwindled. Those of us who remember what universities used to be like recognise that they can sometimes feel like an over-inflated paper mill geared for mass certification; another business for selling l o a n s and l o g o s.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 10:53:00:

    Znamienne, że redakcja The Guardian nie upubliczniła imienia i nazwiska autora artykułu. Akademik musi obawiać się ostracyzmu środowiskowego za głoszenie niepopularnych poglądów. To jest chyba w tym wszystkim najsmutniejsze.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 11:15:02:

    @halucinski
    to nie rektor beknie, tylko nauczyciele akademiccy, którzy przy składaniu PIT-37 za 2018 będą musieli pokryć niedopłatę zaliczek na podatek dochodowy, odprowadzonych przez Waszą uczelnię.
    Dokładnie tak jest.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 17:47:47:

    No ale wg. komunikatu ministerstwa sprawa ma być doprecyzowana na poziomie ustawy. Ciekawe, co z tego wyjdzie.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 18:12:59:

    Gowienko.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 19:29:48:

    @Czlowiek.z.makulatury
    Strzał w 10 :oDDD

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 20:21:25:

    @Kahlkopf, @Zitterbewegung
    Szanowni Panowie, od wczoraj tu nie zaglądałem i szczerze mówiąc jestem dosyć mocno zaskoczony tak ostrymi odpowiedziami, no cóż mogę powiedzieć po pierwsze, że Panowie też mnie nie zrozumieli. Ja stwierdziłem tylko i aż tyle, że zewnętrzną maturę uważam za największe (i być może jedyne) osiągnięcie na drodze przemian edukacji w III i aktualnej RP.Na marginesie dodam , że drugim osiągnięciem mogłaby być powszechność i zakres nauczania angielskiego gdyby większość nauczycieli była na ciut lepszym poziomie. Chyba wszystkie wady matury wynikają z ogólnej słabości systemu.
    Nie mogę też bez odpowiedzi pozostawić kwestii znacznie poważniejszej poruszonej przez Panów w związku z moją wypowiedzią - niestety miałem okazję odwiedzić taką przychodnię (nie jedną) ale nie zmienia to mojego zdania. Rzeczywiste przyczyny linkowanych przez Pana Kahlkopfa tragedii nie są chyba tak oczywiste - no chyba, że zgadza Pan się ze zdaniem rodziców z jednego z artykułów, że to nauczyciele są winni, że ich syn nie zaliczył kilku przedmiotów w klasie maturalnej. Jedną, z moim zdaniem, pożądanych cech matury jest właśnie zazwyczaj pierwsze zmierzenie się z poważniejszym stresem. Oczywiście wśród młodzieży są jednostki bardzo wrażliwe, którym bardzo trudno poradzić sobie samodzielnie z takimi wyzwaniami ale rolą otoczenia (nie tylko rodziny ale głównie) jest opieka i pomoc w nauczeniu odpowiedniego

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 20:24:36:

    Wysłało się trochę za wcześnie.
    Reasumując: uważam, że nie należy wychowywać młodych ludzi pod kloszem/bezstresowo - należy pomagać aby byli w stanie sobie z tym stresem radzić - bo życie po prostu im tego i tak nie oszczędzi

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 20:50:58:

    @And.dr
    Oczywiście, pod kloszem nie ma co chować, ale nie może to być usprawiedliwieniem do przeciążania młodych organizmów, bo taki kaprys ma minister. Wszystko musi być odpowiednio dawkowane, aby młode pokolenia przygotować do życia. Jednak obciążanie ponad miarę, jak to w tej chwili jest, ze względu na to, że liczą się pieniądze nie człowiek, jest zdecydowanie nie na miejscu. Niech Pan zobaczy, jak dzieci, które po ostatniej "reformie" Zalewskiej narzekają na przeciążenie zajęciami, bo muszą w dwa lata zrobić to, co było robione w trzy. Uważam, że cały obecny system "edukacji" jest do niczego, a jednym z symptomów jego bylejakości jest oparcie głównie na wiedzy encyklopedycznej, nie zaś na empirycznej. Z tego musi być katastrofa i będzie. Bo dziś ważniejsze są hasła polityczne i pokazywanie, że są realizowane za wszelką cenę, pomimo, że są to hasła idiotyczne i nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Po prostu marketing polityczny. Ma być też jakaś nowa matura, pytanie jak tylko będzie to wyglądać? Zasadniczym problemem jest to, że rządzący nie widzą, że czasy się zmieniają, albo być może, że widzą, tylko chcieliby, żeby było jak dawniej, a tak się nie da. Stąd mamy tą fatalną reakcyjną pseudoreformę, która tylko niszczy i nie daje szansy edukacyjnej naszym dzieciom na zmianę życia swojego i tego kraju. Ma być przaśnie, ludycznie, a najważniejsze bogobojnie.

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 21:09:15:

    @Kahlkopf
    i z tym co Pan teraz napisał zgadzam się w 100%, mnie na prawdę chodziło tylko o zmianę jakościową jaką było wprowadzenie egzaminu zewnętrznego, jak zdawałem maturę to głównym tematem żartów było w której bułce będą ściągi (to tak na marginesie) ale to było dawno i mało kto o tym pamięta - jaką fikcją była matura w poprzedniej formule

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 21:37:36:

    @And.dr
    Tak, ja też taką maturę pisałem, choć ściąg w bułce nie miałem. Natomiast obecnie matura jest bezsensu przeprowadzana i wbrew fizjologii człowieka. Dziś jest tak, że jeżeli maturzysta ma do zdania maturę rozszerzoną z matematyki, rozszerzony język obcy, itp., to wypada, że praktycznie przez tydzień zdaje codziennie ciężki egzamin, a na dodatek dwa egzaminy mogą wypaść jednego dnia. Myśmy nie mieli, aż takiego przejścia. Tych matur też się nie da porównać, tym bardziej, że obecne arkusze egzaminacyjne są właściwie testem. Tak, jedyne osiągniecie, to jest to, że matura jest zewnętrzna, ale nic poza tym. Reszta jest bezsensu. Niech Pan też zauważy, jakim bezsensownym maratonem egzaminacyjnym jest obecny egzamin gimnazjalny, gdzie przez trzy dni codziennie jest ciężki egzamin i tu również dwa egzaminy są w jednym dniu. Czy taki stres powinny przechodzić nasze dzieci i już w takim wieku pracować na wrzody żołądka, choroby psychosomatyczne i psychiczne? Jak dla mnie to nie te cele, nie te środki. Egzaminy tak są potrzebne, ale to trzeba zorganizować z głową z pełnym zrozumieniem biologicznych możliwości naszych dzieci znoszenia takich stresów.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 23:14:14:

    @And.dr:

    Jako łapiduch, konował i złodziej w białym fartuchu nie mogę nie zgodzić się z Kahlkopfem. Przeprowadzanie egzaminu maturalnego, a tym bardziej gimnazjalnego, z trzech, czterech, pięciu przedmiotów przez trzy, cztery, pięć dni pod rząd* uniemożliwia zregenerowanie się organizmu między jednym przedmiotem a drugim. O egzaminie z dwóch przedmiotów w jednym dniu nawet nie wspomnę.

    * Nie znam dokładnej liczby przedmiotów na egzaminie gimnazjalnym i maturalnym, ale nie o to chodzi.

    Proszę pamiętam, że nawet na uczelniach podczas sesji egzaminacyjnej, która zwykle trwa dwa tygodnie, nie przeprowadza się z reguły więcej niż sześciu egzaminów, choć oczywiście znam niechlubne wyjątki. Biorąc pod uwagę, że na uniwersytetach istnieje jeszcze coś takiego jak termin zerowy i przedtermin, które organizuje się przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, studenci najczęściej mają możliwość dogodnego rozłożenia sobie egzaminów, żeby nie zdawać ich dzień po dniu.

    Na porządnych uczelniach obowiązują wręcz takie reguły: (1) nie wolno przeprowadzać w jednym dniu więcej niż jednego egzaminu obowiązkowego dla studentów danego roku (reguła nie dotyczy więc przedmiotów fakultatywnych), (2) prowadzący przedmiot musi przeprowadzić egzamin cztery razy, dwa razy w zwykłej sesji egzaminacyjnej, dwa razy w poprawkowej sesji egzaminacyjnej. Studentowi wolno się zapisać na ten dzień, który mu pasuje. Jeśli sobie tego życzy, student nawet może po raz pierwszy podejść do egzaminu (na prawach pierwszego terminu) dopiero w poprawkowej sesji egzaminacyjnej w ostatniej, czwartej odsłonie. W przypadku bańki traci po prostu drugi termin. Volenti non fit iniuria.

    Zwracam uwagę, że egzamin maturalny czy gimnazjalny obejmuje zazwyczaj wiedzę z trzech lat (sześć semestrów), natomiast egzaminy na studiach zwykle są z przedmiotów jedno- lub dwusemetralnych (oczywiście istnieją wyjątki, np. dwuletnia anatomia na niektórych wydziałach, dwuletnie prawo cywilne nie niektórych wydziałach prawa). Wiem, że ilość materiału do opanowania nie zależy tylko od czasu trwania przedmiotu, ale gdy się myślowo zestawi przedmiot roczny-przedmiot trzyletni, ten czynnik daje pewien sensowny ogląd na objętość wiedzy do wkucia w każdym z przypadków. Dodam, że -- o ile mi wiadomo -- nie istnieje coś takiego jak termin zerowy czy przedtermin z przedmiotu maturalnego i gimnazjalnego.

    Podsumowując, uważam, że aspekt czasowy przeprowadzania egzaminu maturalnego, a tym bardziej gimnazjalnego, woła o pomstę do nieba. Żeby zapewnić w miarę przyzwoitą regenerację organizmu, między następującymi po sobie egzaminami cząstkowymi, tj. egzaminami z poszczególnych przedmiotów, powinny być ze dwa dni przerwy.

    Co się tyczy Pańskiego argumentu o uczeniu dzieci znoszenia sytuacji stresowych, sądzę, że wystarczającym stresem jest sam fakt przystępowania do ważnego w życiu egzaminu gimnazjalnego i jeszcze ważniejszego egzaminu maturalnego. Potęgowanie tego stresu poprzez organizowanie maratonów egzaminacyjnych jest zbędne.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 23:30:27:

    PS. Poprawiam się: nie mogę nie zgodzić się z większością argumentów Kahlkopfa.

    Teoria o stresowej etiologii wrzodów żołądka, rozumiana w ten sposób, że znaczny i przewlekły stres w codziennym życiu powoduje wrzody, jest nieaktualna. Zachowała swoją aktualność tylko w przypadku nieprzytomnych pacjentów z ciężkimi obrażeniami czaszkowo-mózgowo lub z rozległymi oparzeniami powłok skórnych. Krótko mówiąc, hasła typu: ,,nie denerwuj się, bo będziesz miał wrzody'', trzeba zaliczyć do przebrzmiałych mądrości ludowych.

    Szczerze wątpię też, by przejście dwóch maratonów egzaminacyjnych (gimnazjalnego i maturalnego) mogło być czynnikiem sprawczym zaburzeń psychicznych. Mimo wszystko to jest ,,tylko'' ostry stres takiego rodzaju, że nie wywołuje on -- jeżeli nie zachodzą jakieś szczególnie niekorzystne okoliczności -- trwałych lub przemijających, ale długofalowych skutków.

    Rzecz jasna, te uwagi w żaden sposób nie zmieniają mojej opinii, że potęgowanie stresu u dzieci poprzez organizowanie maratonów egzaminacyjnych jest zbędne.

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/09 23:58:43:

    Nie ma innej możliwości przeprowadzania egzaminów niż w kolejnych dniach tygodnia, ponieważ w tym czasie wszystkie aktywności w szkole są podporządkowane egzaminom gimnazjalnym lub maturze, a inne roczniki uczniów mają wtedy wolne (przez 3 dni). Nauczyciele, zamiast prowadzić lekcje, pilnują na egzaminach. Ponadto, egzaminy często odbywają się w salach gimnastycznych, do których trzeba specjalnie przenieść ławki i krzesła, więc to kolejny problem dla szkoły. Poza tym, w sali tej nie można przeprowadzać zajęć z wfu. W kolejnych dniach matury, też istnieją utrudnienia, ponieważ młodsi uczniowie nie mogą przebywać na piętrze, na którym maturzyści piszą egzaminy, a część zajęć jest odwoływana, ponieważ nauczyciele są na maturach.

    Pisanie w jednym dniu egzaminu z tego samego przedmiotu, nie jest aż takim problemem, ponieważ nie trzeba powtarzać najważniejszych treści dwukrotnie, a tylko raz. Sama miałam maturę z matematyki w jednym dniu na obu poziomach i uważam, że egzaminy w jednym dniu były lepszym rozwiązaniem niż w różnych dniach. Tak samo było z językiem angielskim.

    Wniosek jest jeden, łatwiej w życiu już nie będzie. Z każdym kolejnym etapem edukacji lub bardziej odpowiedzialnym stanowiskiem w pracy jest ciężej i trzeba tracić jeszcze więcej swoich zasobów, np. w postaci zdrowia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 00:03:43:

    Wielce Szanowny Kolego Haluciński!
    Tu polegam na Kolegi opinii, bo medykiem nie jestem. Wiem jednak, że długotrwały stres, ale też krótkotrwały stres o dużym natężeniu może być przyczyną rozwoju niektórych zaburzeń. Ja jestem techniczny i medycyną interesuję się bardziej od strony urządzeń diagnostycznych, czy też w momencie choroby moich bliskich lub moich. Jednak miałem do czynienia z dziećmi podczas takich egzaminów (bo jestem tu też praktykiem) i mogę im tylko współczuć, bo niektóre naprawdę to ciężko przechodzą, co różnie się kończy. Po prostu przykro ogląda się roztrzęsione dziecko, sparaliżowane stresem lub bliskie omdlenia. Jakość przygotowania egzaminów też pozostawia wiele do życzenia, choćby z języka obcego, gdzie puszcza się nagranie, które jest kiepskiej jakości, że usłyszenie ważnych fragmentów, nawet dla komisji, która jest blisko odtwarzacza jest trudne. Błędy w zadaniach, błędy w kluczach rozwiązań, procedury takie, że zza nich człowieka nie uświadczysz. Z resztą też nie jestem w stanie tego zrozumieć jak można wrzucać w jednym dniu egzaminy, gdzie pomiędzy jednym a drugim jest 45 min. przerwy. Przecież o ile na pierwszy organizm jest się jeszcze w stanie zmobilizować, to na drugim następuje zazwyczaj rozprężenie. Później biadolenie o kiepskim nauczaniu. Dla komisji też jest trudno, bo procedur trzeba pilnować, żeby później nikt nie podważył egzaminu, żeby dzieci naklejek nie pomyliły, żeby koperta była przecięta, prace przeliczone i odpowiednią stroną obrócone, wszystkie podpisy, itp. A teraz proszę sobie wyobrazić, że wprowadzono następne udziwnienia na egzaminach z zakreślaniem pytań. Nam dorosłym trudno się połapać, a co maja zrobić dzieci? Po prostu w ostatnich latach bzdura goni bzdurę, bo politycy i urzędnicy chcą się pochwalić, czy to jakąś innowacją, czy idiotyczną reformą.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 00:15:18:

    @Anonimka.7
    Ale zapewne nie zdawała Pani najnowszego egzaminu gimnazjalnego i zapewne jest Pani z tych roczników, które zdawały tylko dwa tj. humanistyczny i przyrodniczo-matematyczny. Co do matury, tu też się wszystko zmieniło i niestety zdarza się, że są egzaminy w jednym dniu z dwóch różnych przedmiotów, np. dwa różne języki obce.
    To, że się egzaminy przeprowadza w taki sposób, to jest wina przyzwyczajenia i kiepskiej logistyki oraz najzwyklejszego braku przemyślenia i traktowaniu przedmiotowego nauczycieli siedzących w komisji. Dziś zdawanie matury, to jest jedna wielka strategia, jak ustawić się z przedmiotami, by ich zdanie gwarantowało wjazd na wymarzony kierunek studiów. Oczywiście chodzi o te ambitniejsze jednostki, nie o tych, którzy w ogóle nie mają pomysłu na siebie i są w szkole maturalnej z przypadku.

  • and.dr napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 00:30:57:

    Na fali tej dyskusji chciałbym jednak pomimo wszystko podtrzymać część swoich uwag, dwoje moich dzieci przeszło przez egzaminy maturalne w różnych momentach ich przemian (tych egzaminów oczywiście), obserwuję to też na bieżąco jako mąż nauczycielki liceum (każdy kto był na imprezie z nauczycielkami wie że rozmawiają prawie tylko o szkole) - zdawanie egzaminu rozszerzonego po podstawowym dzieci wspominały całkiem dobrze bo podstawowy był spacerkiem skończonym w połowie czasu (szczególnie matematyka na języku trzeba posiedzieć trochę dłużej). Dla każdego kto nastawiał się na dobry wynik matury rozszerzonej tak to wygląda, w wielu przypadkach dzieci z klas z rozszerzonymi ścisłymi wychodzą z podstawowej matematyki w połowie czasu i dotyczy to większości klasy (piszę oczywiście o dosyć przyzwoitej szkole średniej)(zapomniałbym dodać, że wyniki są z podstawowej bardzo dobre)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 00:50:50:

    @Anonimka.7:

    > Nie ma innej możliwości przeprowadzania egzaminów niż w kolejnych dniach
    > tygodnia, ponieważ w tym czasie wszystkie aktywności w szkole są
    > podporządkowane egzaminom gimnazjalnym lub maturze, a inne roczniki
    > uczniów mają wtedy wolne (przez 3 dni). Nauczyciele, zamiast prowadzić lekcje,
    > pilnują na egzaminach.

    A co to za różnica, z punktu widzenia nauczycieli i nieegzaminowanych uczniów, czy egzamin gimnazjalny lub maturalny będzie odbywał się przez trzy dni, przypadające kolejno po sobie (np. od wtorku do czwartku), czy przez przez trzy dni, rozłożone na następujące po sobie trzy tygodnie (np. wtorek w tygodniu I, środa w tygodniu II, czwartek w tygodniu III)? I tu, i tam są trzy dni. I tu, i tam jest jeden wtorek, jedna środa i jeden czwartek. Natomiast dla egzaminowanych dzieci to kolosalna różnica. (Zresztą nie twierdzę, że przerwa między kolejnymi egzaminami cząstkowymi musi trwać aż tydzień).

    > Ponadto, egzaminy często odbywają się w salach gimnastycznych, do których
    > trzeba specjalnie przenieść ławki i krzesła, więc to kolejny problem dla szkoły.

    Proszę wybaczyć, ale to jest dla mnie naciągany argument. Pracownicy fizyczni mogą zanieść ławki i krzesła do sali gimnastycznej wieczorem przed egzaminem cząstkowym i przynieść je z powrotem do sal klasowych wieczorem po egzaminie cząstkowym. (Milcząco zakładam, że przemeblowanie robią pracownicy fizyczni, a nie nauczyciele. Jeśli ci ostatni dają się w to wmanewrować, to są frajerami).

    > Wniosek jest jeden, łatwiej w życiu już nie będzie.

    I tu też się z Panią nie zgodzę. Należy ułatwiać robienie tego, co się tylko da ułatwić. Jeżeli będziemy wychodzić z innego założenia, to nie ma sensu projektować, konstruować i sprzedawać lepszego sprzętu AGD, lepszych środków łączności, lepszych środków lokomocji, bo prać można we Frani, porozumiewać się na odległość za pośrednictwem tradycyjnej poczty i alfabetu Morse'a, a przemieszczać się per pedes, furmanką lub statkiem żaglowym.

    --------
    Waści Kahlkopfie!

    Tuszę, że Waćpan nie zrozumiał sensu mojego gryzmolenia. Tedy albo jam był mętny, albo Acan czytał w pośpiechu. Przecież, nie licząc pewnych detali medycznych, ja podzielam Pańskie poglądy na kwestię maratonów egzaminacyjnych w szkołach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 00:51:26:

    @And.dr
    Pana dzieci to dobrze zniosły, a co z innymi? Wyprowadzał Pan np. mdlejącą uczennicę lub uspokajał dziecko, które pomyliło sobie kolejność naklejania naklejek na egzaminie gimnazjalnym? Poza tym wiemy, że szkoła średnia wcale dobrze nie przygotowuje do studiowania, do pracy tym bardziej. Postęp jaki zanotowaliśmy to podwyższenie poziomu nauczania języka angielskiego. A reszta leży i kwiczy. Zadania z matematyki, które sprawdzają w większości biegłość rachunkową, z czasami jakimś wytryskiem w postaci znania praktycznie niewykorzystywanej zależności. Zadania z fizyki o wydumanym kontekście, czy zadania z biologii, gdzie niedoprecyzowane pytania sprawiają, że uczeń może odpowiedzieć na nie wieloznacznie i jak nie wstrzeli się w klucz to ma pecha. Tak są szkoły lepsze i gorsze i niestety często, to gdzie urodził się uczeń determinuje, gdzie pójdzie do szkoły. A przecież miało być wyrównywanie szans.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 01:00:48:

    @Kahlkopf:

    > A reszta leży i kwiczy. Zadania z matematyki, które sprawdzają w większości
    > biegłość rachunkową, z czasami jakimś wytryskiem w postaci znania praktycznie
    > niewykorzystywanej zależności.

    Zna to Pan? ;-D

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 01:01:23:

    Azaliż to Panie Haluciński, jam Ci to przyznał iż w biegłości medycznej, tudzież prawnej dorównać się nie mogę. Szkoda mi jedynie tych pacholąt, co to szkołę teraz poznają.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 01:04:06:

    @Haluciński
    Tak, ja widział podobne :oD

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 01:08:33:

    @Kahlkopf:

    > Tak, ja widział podobne :oD

    Niestety, jestem miernotą matematyczno-statystyczną (vide: poziom statystyki wśród medyków jest na żenująco-śmiesznym poziomie - (c) Czlowiek.z.makulatury). Mimo to wydrukowałem te zadania o drwalu i powiesiłem sobie na ścianie gabinetu na uczelni.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 01:12:06:

    Trzeba potrafić kpić i z własnych przywar. ;)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 07:42:55:

    Argument "ale mnie się nie przytrafiło" jest dość niesamowity na forum dla uczonych...

    Może rację ma Cz.z.M., survivorship bias is like stats 101. W istocie to zjawisko ma też drugą subtelniejszą warstwę, taką że istotniejsze są ukryte założenia których się nie mierzy medium.com/@penguinpress/an-excerpt-from-how-not-to-be-wrong-by-jordan-ellenberg-664e708cfc3d

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:04:25:

    @kahlkopf

    Z tego co pamiętam, byłam w ostatnim roczniku, który miał 2 egzaminy w gimnazjum. Gdybym miała pisać egzamin językowy, także bym go zdała.

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:14:45:

    @ halucinski

    "Pracownicy fizyczni mogą zanieść ławki i krzesła do sali gimnastycznej wieczorem przed egzaminem cząstkowym i przynieść je z powrotem do sal klasowych wieczorem po egzaminie cząstkowym"
    Pracowników fizycznych w szkole nigdy nie widziałam. Ławki musieli nosić uczniowie.



    Nie zrozumiał Pan mojego ostatniego akapitu o życiu. Napisałam tam: "Wniosek jest jeden, łatwiej w życiu już nie będzie. "
    Czy miał Pan więcej obowiązków w przedszkolu czy w liceum (ewentualnie obecnie w pracy)?
    Czy miał Pan większy poziom stresu w przedszkolu czy teraz?
    Czy miał Pan lepsze zdrowie w przedszkolu czy teraz?

    Takie pytania można mnożyć i w 99 % przypadków z każdym kolejnym etapem edukacji (i nie tylko) jest ciężej.

    Moje słowa nie miały nic wspólnego z postępem technicznym.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:21:30:

    @anonimka.7
    To dla Twej informacji. Obecnie masz następujące oddzielne egzaminy, które uczeń zdaje w gimnazjum: jęz. polski, historia i wiedza o społeczeństwie (1 dzień), przedmioty przyrodnicze, matematyka (2 dzień), język nowożytny (3 dzień). I to wszystko w 3 dni. Więc co Ty porównujesz? Jak w Twoim teście zdarzyły się np. 2-3 zadania z fizyki to było wszystko. Twój brak zrozumienia i empatii mnie dziwi, a może i nie, patrząc na Twoje pokolenie, jak się wzajemnie zagryzacie i innym też chcecie dowalić.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:32:56:

    No jej słowa nie miały nic wspólnego z postępem. To był w ogóle świetny argument za pracą dzieci, bo wtedy są najbardziej sprawne (a także najtańsze!).

    Wieke postów z tego konta to jest jakaś abstrakcja od dłuższego czasu, nawet jak na poziom doktorątki ekonąmii.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:45:02:

    Może obok wątku maturalnego, ale kolejny zabawny tekst - tym razem prof. Jaroszyńskiego:
    wpolityce.pl/polityka/398816-nasz-wywiad-prof-jaroszynski-krytycznie-o-reformie-gowina-nie-wiadomo-skad-sie-wziela-i-kto-za-nia-stoi-czy-z-polski-czy-z-zagranicy
    Kluczem jest tu słowo "hierarchia" - profesor wie więcej niż nie-profesor i basta! Żadne Hisrche, IF-y, Scopusy tego nie zmienią.
    To pewnie truizm - ale czy ci ludzie nie mają wstydu?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:49:06:

    Oczywiście, wyjaśnienie tego oburzenia leży tu:
    pbn-ms.opi.org.pl/pbn-report-web/pages/analytics/author/935175
    Pan Profesor po prostu nic znaczącego nie publikuje - bo przecież z urzędu wie więcej, a publikacje o zasięgu ponadlokalnym to zdrada własnej "cywilizacji".

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:50:26:

    @ halucinski - chciałbym niniejszym przeprosić za moje słowa n/t wiedzy statystycznej medyków. Moje wzburzone słowa nie miały na celu nikogo obrażać, choć tak też można było to zinterpretować. Słowa te wezwaniem do popierania współpracy ze statystykiem. Wzburzenie moje było wywołane tym, że ustawa 2.0 pod wieloma względami motywację do współpracy zlikwiduje całkowicie.

    Wtedy dopiero będzie można biadolić, że bezinteresowności nie ma.

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 12:57:23:

    @kahlkopf

    Jak miło, że zarzuca mi Pan brak empatii, praktycznie nic o mnie nie wiedząc
    Ponadto, na Ty nie jesteśmy, więc nie życzę sobie stosowania takiej formy.

    Co do kwestii merytorycznych, na egzaminie obowiązuje materiał z całych 3 lat, więc uczeń musi uczyć się wszystkiego z każdego przedmiotu. Nie ważne, czy pisze egzaminy razem, czy osobno. To nie jest tak, że w przeszłości uczniowie pomijali jakieś przedmioty, a jeśli już to ich indywidualna sprawa czy uczyli się sumiennie przez całe 3 lata czy liczyli na prześlizgnięcie się z klasy do klasy minimalnym poziomem wysiłku. Patologie zdarzają się wszędzie, jedni wybierają dalszą edukację w liceum, a inni wolą popaść w nałogi i rezygnować z nauki

  • anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 13:01:35:

    @zitterbewegung

    Chyba lepiej wiem co miałam na myśli, pisząc tamte słowa. Dokładniej wytłumaczyłam to w komentarzu z 12:14.

    Nie, nie jestem doktorantką ekonomii. Ma Pan złe informacje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 13:13:15:

    @Zitt
    To właśnie takimi ludźmi otaczała się wcześniej Halowa, później Szumilas, Kluzik-Rostkowska, a teraz Zalewska, jak i Gowin. Są to młodzi ludzie po studiach lub w trakcie, 0 praktyki nauczania w szkole, bo szkołę znają od strony jedynie ucznia. Właśnie to tacy ludzie wprowadzają różne bzdury i próbują nauczycielom tłumaczyć jakie to przełomowe, a z rzeczywistością i zrozumieniem szkoły jako instytucji, szkoły, gdzie są żywi ludzie nie ma nic wspólnego, czyli laik uczy praktyka co ma robić. To są wszystko urzędnicy, którym bliżej do japiszonów z lat 90-tych XX wieku. Nic tylko mądrowanie i nie przyjmowanie krytycznych głosów, które są uważane za atak personalny. Niestety słabość MEN i nie tylko wynika z tego, że stołki w ministerstwie ministra, wiceministrów, doradców i nie wiadomo po co gabinetu politycznego, to łupy partyjne, gdzie wsadza się idiotów, jako nagrodę za działalność partyjną, nie zaś za to, że ktoś jest fachowcem. Problem stabilności korpusu urzędniczego, jak i właściwego doboru urzędników jest olbrzymią ułomnością naszego systemu, który człowieka zza gąszczy przepisów i procedur nie widzi. To dlatego patologie często funkcjonują latami i dopóki nie wybuchnie jakaś afera, to się uważa, że wszystko jest ok. Tylko, że kolejne zmiany struktury systemu szkolnego nie są remedium na jego usprawnienie i wyeliminowanie patologii. Przykład, to min. Hall stwierdziła, ze można zlikwidować szkoły specjalne i dać dzieci z głębszymi upośledzeniami do zwykłej szkoły. Teoretycznie powinno być tak, że wówczas do klasy takiej powinien też być dołączony nauczyciel wspomagający (którego nota bene nie obejmuje karta nauczyciela). Niestety, praktyka jest taka, że wszystko zależy od zasobności gminy i zdarza się, że takiego nauczyciela nie ma, mimo iż w klasie może być 2 lub 3 uczniów z autyzmem. Ostatnio wybuchała afera z zaklejaniem ust przez 60-letnią przedszkolankę w prywatnym przedszkolu takim dzieciom, bo miała pod opieką 24 dzieci, w tym 5 dzieci autystycznych i była sama (Uwaga TVN). Przypominam, że najważniejszym zadaniem nauczyciela jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i nauczyciel nie może wyjść z klasy i pozostawić uczniów samych. Jak już pisałem nadal utrzymuje się liczne klasy mimo niżu demograficznego, czyli obecnie jest to 24 dzieci max. w szkole podstawowej w klasie. Na wyższych stopniach edukacji maksimum nie określono.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 14:03:43:

    @Czlowiek.z.makulatury:

    > chciałbym niniejszym przeprosić za moje słowa n/t wiedzy statystycznej medyków.
    > Moje wzburzone słowa nie miały na celu nikogo obrażać, choć tak też można było
    > to zinterpretować.

    Proszę mnie nie przepraszać. Nie obraził mnie Pan. Uważam, że ma Pan rację. Pisząc, że jestem matematyczno-statystyczną miernotą, naprawdę to miałem na myśli. I dlatego w ramach kpienia z samego siebie powiesiłem sobie w gabinecie wydruk zadania matematycznego o drwalu (posty z 2018/06/10 01:08:33 i 2018/06/10 01:12:06).

    Niestety, jestem z pokolenia, którego wiedzy w szkole średniej jeszcze nie sprawdzano głównie testami, ale które już nie miało matury z matematyki, co oczywiście zdeterminowało poziom na lekcjach. Moje zajęcia ze statystyki na studiach wyglądały tak, że... nie wyglądały: profesorka mówiła do nas jakimś tajemnym językiem, zapominając, że mamy niewielkie pojęcie o matematyce, a na dodatek zajęcia były suchym wykładem. Nie pokazała nam, jak się tę statystykę stosuje w praktyce, nie robiliśmy żadnych ćwiczeń, bo w sali nie było ani jednego komputera.

    Próbowałem później sam nauczyć się podstaw statystyki, ale polskie podręczniki okazały się niezjadliwe (dla mnie). Znalazłem taki anglojęzyczny pt. ,,The Basic Practice of Statistics" Davida Moore'a (drugie wydanie), napisany przystępnym językiem, ale efekty i tak są mierne: wiem, co rozkład normalny, rozróżniam pojęcie średniej od mediany, kojarzę, co to kwartyl, odchylenie standardowe i korelacja, ale pojęcia poziomu ufności czy testu t-studenta są już dla mnie czarną magią. Przytaknie mi Pan chyba, gdy napiszę, że jest to mierna wiedza, o ile w ogóle można to nazwać wiedzą ze statystyki.

    > Słowa te wezwaniem do popierania współpracy ze statystykiem.

    Owszem, mamy na uczelni statystyków, ale ja nie mam szansy skorzystać z ich usług. Współpracą, w której formą zapłaty byłoby współautorstwo publikacji, nie są zainteresowani, bo moja dziedzina jest na tyle niszowa, że najlepsze na świecie czasopismo branżowe ma niecałe 2,5 IF. Koledzy klinicyści mogą zaoferować im lepsze warunki współpracy, gdyż ich czasopisma branżowe mają o wiele wyższą punktację. (Na pewno Pan wie, że IF to bożek na uczelniach medycznych -- nieważne, co opublikujesz, ważne za ile IF). Z kolei na zapłacenie statystykowi mnie nie stać, bo za same obliczenia biorą około 2 tys. zł (tak, koledzy klinicyści wywindowali stawki), a ja jestem tak cienki, że potrzebowałbym jeszcze porad co do doboru prób, interpretacji wyników itd. To dalszy wydatek.

    Robimy w naszej dziedzinie te ekspertyzy dla podmiotów zewnętrznych, ale uczelnia płaci nam za to, ile chce (zwykle nie więcej niż druga pensja) i kiedy chce (nawet po pół roku). To wynagrodzenie idzie częściowo na życie, w tym kredyt hipoteczny, częściowo na literaturę specjalistyczną, której uczelnia nam nie kupuje, bo się jej to nie kalkuluje (vide: niski IF naszych publikacji). Wydawanie ekspertyz jest czasochłonne i nie zostaje już czasu na douczanie się z dziedzin innych niż nasza (tu: na douczanie się statystyki). I koło się zamyka.

    Tytułem przykładu: mojemu koledze udało się co prawda pozyskać statystyka uczelnianego do zrobienia obliczeń za 1 tys. zł, ale czeka już drugi rok, aż się facet wywiąże z (ustnej) umowy. Kolega dzwoni do niego co miesiąc i cały czas słyszy, że statystyk już kończy, że wyniki będą za miesiąc.

    I niech będzie jasne: ja nie użalam się, pisząc ten post. Po prostu opisuję, jak wygląda moja rzeczywistość.

    > Wzburzenie moje było wywołane tym, że ustawa 2.0 pod wieloma względami
    > motywację do współpracy zlikwiduje całkowicie.

    Nie tylko rozumiem Pana, ale także w pełni się z Panem zgadzam.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 14:14:46:

    @Anonimka.7:

    > Pracowników fizycznych w szkole nigdy nie widziałam. Ławki musieli nosić uczniowie.

    O! to jest jeszcze lepsze niż noszenie ławek przez nauczycieli. Gdybym miał dziecko w takiej szkole, powiedziałbym, że nie zgadzam się, by to robiło. Rozumiem, że można kazać dzieciom przestawić ławki i krzesła w klasie, jeśli wymaga tego specyfika zajęć (np. siedzenie w półokręgu). To dla mnie naturalne i nie widzę w tym niczego złego. Uważam natomiast, że noszenie przez dzieci ławek i krzeseł po całym budynku jest grubą przesadą. Są uczniami, a nie pracownikami fizycznymi. Dziwię się rodzicom, że przystają na to.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 15:41:11:

    @kubahum
    Brawo i dziękuję! W końcu ktoś podjął ten trop, który staram się tu ciągle sugerować, tj. sprawdzanie, jakim dorobkiem legitymują się poszczególni przeciwnicy reformy Gowina. Ci z nauk HS to właściwie wyłącznie wąsaci Janusze bez uznanego dorobku. A jeśli nawet nie wąsaci, to bez dorobku na pewno. O jakiej ten Jaroszyński "cywilizacji" mówi? Czy o takiej, w której nie sposób przeprowadzić uczciwego konkursu na stanowisko naukowe? Czy może o takiej, w której pracownik naukowy nie zna metodologii swojej dyscypliny? Podziękuję za taką "cywilizację", istotnie wolę należeć do innej. Miałem już w pewnym momencie mieszane uczucia co do reformy Gowina. Ale jak zobaczyłem, jaki element teraz przeciwko niej protestuje (najpierw Gdula, a potem ten Jaroszyński), uznałem, że jednak trzeba ministra zdecydowanie i bezwarunkowo popierać.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 16:43:46:

    @maciek_magik - Trend badania, co kto sobą reprezentuje uważam za bardzo fajny. Ukazuje, że wielu profesorów znanych z tego, że są profesorami, to czystej wody przebierańcy. Ukazuje słabość systemu. Nie jest to jednak dobry argument w dyskusji nt. rozwiązań w ustawie 2.0. To, że przeciwnikiem Hitlera był Stalin, nie znaczy, że to spoko gość. Nijak się to ma do siebie.

    W istocie Pana popieranie ustawy 2.0 sprowadza się do życzenia, żeby innych dupa bolała. Ja to rozumiem, sam byłem przez prof. Mariana poniewierany. Niemniej jednak te nadzieje jakie Pan ma zostaną całkowicie zawiedzione.

    Zgadzam się. Obecny system jest pod wieloma względami chory, czego przejawem jest właśnie kasta tych pisowskich profesorów "zero". W przeciwieństwie do tego jednak zrobienie roz***olu wydziałowego, niczego nie zmieni, ponieważ w żaden sposób nie zmieni hierarchii motywacji. A ta będzie taka jak do tej pory - pozorować, pozorować, pracować gdzie indziej, pozorować.

    Obecnie istnieje bardzo lekka motywacja na poziomie instytucjonalnym, co widać przy jękach "punktozowych", ale ona wcale nie ulega zwiększeniu w ustawie 2.0. Czytam i czytam i nie widzę, czemu tak histeryzują ci profesorowie "Zero". W Ustawie 2.0 nie ma nic o jakości, czy pieniądzach idących za nauką. To zresztą bez celu - w naszym słabym otoczeniu instytucjonalnym w praktyce naciśnięcie na poziomie instytucjonalnym wywrze taki efekt, że prof. Mariany zejdą z linii strzału na pozycje administracyjne a nacisk zostanie wywartych na tych niżej w hierarchii. Dupa będzie bolała, ale tych niżej. Np. Maćka Magika.

    Dopóki na poziomie indywidualnym nie ma motywacji, żeby coś robić - wyłącznie najbardziej oddane jednostki będą coś tam coś tam próbować, to nic się tu nie wydarzy. Pora zróżnicować motywację tego z Uniwersytetu w Gorzowie i tego z UW, ale nie a priori dając temu drugiemu pieniądze, tylko pozwolić występować w uczciwym wyścigu. Pewnie wygra ten drugi, ale przynajmniej przymusi się go do biegu, a nie będzie tak jak teraz, że ten UW z indeksem zero będzie błyszczał ładnie na tle tego z Gorzowa też z indeksem zero, poza apriorycznym założeniem, że ten z UW jest "lepszego sortu". Nie widzę systemowych dróg do tego w ustawie 2.0 w najmniejszym stopniu.

    Dwie anegdoty, które są słabym dowodem, na to co mówię jednak wymiar uniwersalny mają:

    Przypomnę, że jak były podwyżki a la Kudrycka, to w którymś tam roku było chyba 200 złotych, z czego 80 dał rektor po równo, a 120 było motywacyjne do rozdziału przez RW. RW u mnie zagłosowała, żeby te 120 dać po równo "żeby zmotywować osoby, które dotąd nie podjęły wysiłku publikacyjnego". Kurła mać.

    Proszę zwrócić uwagę, że ustawa 2.0 likwiduje jakiekolwiek obiektywne kryteria w stopniu profesora! Efekt będzie taki, że zaraz będzie przepchnięcie na masową skalę, tych którzy "się naczekali". Ostatnio na Senacie mojej uczelni był taki właśnie wniosek o stanowisko profesora. Dziekan coś tam cyzeluje, że chłop nie miał czasu robić nauki, bo "chory był", "nie miał czasu" ale "stary już jest" zatem "należy mu się". 80% głosów za. Kurła mać.

    @halucinski - dziękuję za bardzo wartościowy post, z którym się zgadzam w całej rozciągłości. :)





  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 18:35:03:

    @maciek_magik

    Glowni krytycy Gowina to Terlecki, Pawlowicz i Bernacki. Glowny sojusznik to Kaczynski. Nie wiem, po jaka cholere roznicowac to towarzycho pod wzgledem dorobkowym. Krycha zapowiada, ze zaglosuje przeciw ustawie. Git. Proponuje poczytac argumenty, jakie padaja w dyskusji na twitterze:
    twitter.com/KrystPawlowicz/status/1004249408807071745

    Swoje argumenty przeciw ustawie Krycha streszcza nastepujaco:
    Sama koncepcja,obalenie autonomii uczelni,zagranica jako główny recenzent polskiej nauki,szczeg. humanistyki polskiej,narzucenie uczelni władzy jakiegoś zewn biznesu,brak lustracji,odrzucenie polskiej tradycji akademickiej itd.Proj pokazuje kompleksy autorów
    Tja.

    Przeciwko ustawie protestuja glownie humanisci, poniewaz ich ta ustawa dotknie najbardziej. Humanistyka jest dziedzina najbardziej rozdrobniona i zroznicowana dyscyplinarnie. Wiadomo w tej chwili, ze biolodzy, fizycy, czy chemicy po wejsciu w zycie ustawy beda dalej pracowac w swoich jednostkach i nic sie w ich zyciu szczegolnie nie zmieni poza tym, ze dziekan nie bedzie pochodzil z wyboru, a zamiast tego bedzie pracownikiem administracyjnym powolywanym przez rektora. Najwazniejsze uzgodnienia przedwyborcze z kandydatami na nowego rektora tego wlasnie beda dotyczyly - kto bedzie kierownikiem wydzialu. Kogo to naprawde obchodzi? W odroznieniu od wszystkich innych, humanisci nie wiedza dzisiaj, w jakich jednostkach uczelni beda pracowac po wejsciu w zycie ustawy. Jakkolwiek Gowin dyscypliny podzieli, wiadomo, ze wiele osob znajdzie sie w grupach, w ktorych nie chca byc, poniewaz ich dyscypliny przestana istniec. Dlatego rekami i nogami przed ta reforma beda sie bronic wszyscy od lewa do prawa.

    Co do "cywilizacji", to nalezy oczekiwac, ze szambo wybije bardzo szybko. Pod rzadami nowej ustawy zniknie wiele aktow prawnych, ktore bardzo drobiazgowo okreslaja rozne procedury. Wiele osob bedzie probowalo ukrecic rozne walki, korzystajac z braku tych przepisow. Dodatkowo, wiele procedur, ktore dzisiaj sa jawne, przestanie byc jawne. Znikna tez rozne formy oddolnej kontroli. Na takiej pozywce wyrosna formy zycia, o ktorych wielu, zwlaszcza mlodszym pracownikom, sie nie snilo.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 18:48:15:

    Zeby nie bylo niejasnosci. W slowach "zwlaszcza mlodszym" nie ma ani grama protekcjonalizmu. Po prostu zakladam, moze nazbyt optymistycznie, ze starsi moga pamietac.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 19:57:40:

    halucinski

    Bardzo, bardzo podoba mi się pański wpis o swoistej wyjątkowości egzaminów gimnazjalnego i maturalnego.

    Ja w życiu bym nie ośmielił się egzaminować z materiału wykładanego dłużej niż semestr, a szczerze, wolałbym rok akademicki podzielić na trymestry lub egzamin na egzaminy cząstkowe.

    A uczniów czołgamy przez materiał 3-, a wkrótce 4-letni.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 20:28:30:

    @czlowiek.z.makulatury, @charioteer1
    Proszę sobie dokładnie przeczytać, co mówi ten Jaroszyński. Przecież on mówi wprost, że kryterium osiągania pozycji na uniwersytecie powinien być zwyczajnie wiek. Tak, oczywiście, gerontokracja była systemem rządów w starożytnej Sparcie, a więc niby w Europie. Ale tam też np. ludzi chorych zrzucało się ze skały. Czy naprawdę do takiej "cywilizacji" chcemy się zapisać? I ja tak, czytając to, zastanawiam się tylko, jakiego Bazyliszka i z jak głębokiej pieczary wyciągnie się jeszcze, żeby zohydzić tę reformę?

    Reforma ma jednak potencjał tworzenia zmiany, także na poziomie indywidualnym. Znikają minima kadrowe, a więc taki Jaroszyński nie będzie już wartościowym pracownikiem tylko dlatego, że jest. Wręcz przeciwnie, jako profesor bez dorobku będzie dla uniwersytetu obciążeniem (wysoka pensja, żaden wkład w parametryzację). Po drugie, nowy system wyłaniania władz może zaowocować (potencjalnie) wyłonieniem rektora o nastawieniu reformatorskim. Takiego, który takich Jaroszyńskich po prostu powyrzuca. :-)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 20:32:17:

    Chyba lepiej wiem co miałam na myśli, pisząc tamte słowa. Dokładniej wytłumaczyłam to w komentarzu z 12:14.

    No przecież ja dokładnie na to odpowiadam, czyli tylko na wyjątkowe idiotyzmy gdzie absurd przekracza granice nawet tego odlotowego przecież bloga.

    Może sobie pani studiować co pani chce. Jak pani uważa takie rzeczy za manie czegoś na myśli, to współczuję dziedzinie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 20:35:04:

    Strasznie podoba mi się sposób prowadzenia tego wywiadu. "Mówi się", "Według niektórych", "nie da się odwrócić negatywnych zmian", "co jest najbardziej szkodliwe" - toż to kopalnia materiałów źródłowych dla medioznawców, politologów, językoznawców i pewnie wielu innych!

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 20:44:59:

    chorych zrzucało się ze skały
    [...]
    rektora ... Takiego, który ... po prostu powyrzuca

    Miałeś wybór napisać to logicznie. Ja się absolutnie nie dziwię kolegom którzy zalecają pracę nad sobą przed marnowaniem jakiemuś doktorantowi czasu.

    Co do meritum, w Polsce jest wielu profesorów młodszych od Ciebie. Jeden nawet zdążył umrzeć młodszy od Ciebie, tak sie starał.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:00:51:

    W Sparcie ( nie niby Europie, tylko całkiem w Europie, Grecja chyba jednak od starożytności nie zmieniła miejsca położenia, a zazwyczaj uważa się ją jednak za źródło europejskiej cywilizacji) nie było rządów gerontokracji, a przynajmniej nie wyłącznie (w sumie to mieli więcej wzajemnie się trzymających w szachu instytucji niż my dzisiaj). Poza tym w tamtym społeczeństwie dożycie 60. roku życia (przy obowiązku udziału w walkach) było wyznacznikiem sukcesu.

    Pozwalam sobie na ten komentarz, bo nie lubię generalizowania. Też mi się w wielu punktach ta ustawa nie podoba (skoro żadnych wymogów dla profesorów - to trzeba znieść cały habilitacyjno-profesorski wymóg). Na dodatek jestem humanistą. I znam wielu niezłych humanistów, z niezłym dorobkiem, którzy mówią to samo. Jak powiedziała Przedmówczyni - chciałbym wiedzieć, jak będzie wyglądał świat po 1.10.2018 roku.

    Jest oczywiście prawdą, że wielu polskich naukowców, może nade wszystko humanistów, stworzyło sobie w kraju jakiś paralelny naukowy świat, gdzie upowszechnia się zdobycze nauki, zamiast ją współtworzyć. I publikuje wyłącznie po polsku nie dla zachowania języka, ale po to, żeby zagraniczni nie mogli obśmiać.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:02:55:

    @zitterbewegung
    Widzę, że nawet tutaj takie feudalne skamieliny jak ten Jaroszyński mają swoich fanatyków. Nie będę odpowiadał agresją na Twoją agresję. Ale jeśli ktoś nie widzi różnicy między spartańskim zrzuceniem kogoś ze skały a wyrzuceniem z pracy pozoranta, to raczej nie powinien brać się do pouczania innych w sprawach logiki, ani w żadnych innych zresztą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:06:41:

    Wywiad naprawdę epokowy. Wiwisekcja umysłowości intelektualnego zaplecza Dobrej zmiany.

    Trudno się dziwić, przyszli ze Wschodu. Cały czas jest to bardzo silne środowisko, trzęsie grantami i nominacjami. Będą potrafili ustawić się po ewentualnym wejściu w życie reformy ministra Gowina. To jest bardzo groźne, bo są bardzo dobrze zorganizowani i dobrze się znają. Potrafią porozumiewać się bez słów, wiedzą kogo wspierać, a kogo odrzucić.

    NCN-em zawładnęli Iluminaci!

    Tylko jaka w tym wszystkim jest rola wszechwiedzącego prezesa?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:09:20:

    Odkąd znalazłem to narzędzie w PBN-ie, zawsze sprawdzam dorobek wszelkich "autorytetów", którzy - jak Jaroszyński - chcą ze swoich wyżyn pouczać innych. Po prostu żenadą jest fakt, że ktoś, kto nigdy nosa nie wychylił poza swoją uczelnię, a publikacje ma lokalne i bez znaczenia, będzie teraz mówił o wyższości publikowania po polsku i o polskiej specyfice nauki. Gdyby mówił to ktoś z dorobkiem światowym, miałoby to znaczenie.
    Nie przesadzałbym w entuzjazmie dla Gowina. Wiele rewolucyjnych rozwiązań wyleciało z reformy. Ale nawet w takiej okrojonej wersji jest to lepsze niż rządy "autorytetów" bez żadnego naukowego znaczenia.
    Sam jestem z HS-ów, mam raczej lokalny dorobek - ale szukałem ostatnio profesorów tytularnych z mojej działki, myśląc sobie, kto może być recenzentem mojego wniosku o tytuł: mają dorobek tak żenujący, że aż trudno w to uwierzyć. Ale zasiadają, namaszczają i piastują.
    Myślę, i tu się zgadzam z @maćkiem, że jeśli ktoś coś mówi o reformie, to warto wiedzieć, kim - w naukowym sensie - taka osoba jest. Od razu wiadomo, czy mamy do czynienia z kimś wiarygodnym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:10:49:

    leros76,
    Gdyby upubliczniało sie zdobycze nauki, to byłoby pół biedy. Ale jako zdobycze nauki upowszechnia się zdobycze publicystyki.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:13:12:

    @Pi:

    > Tylko jaka w tym wszystkim jest rola wszechwiedzącego prezesa?

    Prezes nie musi pełnić żadnej roli, wystarczy, że jego zbawienna obecność. Poza tym prezes jest oświecony, a kto tak nie twierdzi, stoi tam, gdzie kiedyś ZOMO.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:14:15:

    Wkradł się błąd, powinno być: [...] wystarczy jego zbawienna obecność [...].

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:14:57:

    Misiu, nie jesteś wyrocznią w sprawach logiki, jest nią logika. Ale ty chyba w to nie umiesz, wolisz wkładać w moje usta popieranie gościa którego nawet nie czytałem. I to fanatyczne. Taki jest stan Twojego umysłu.

    Jesteś osobą która 1/ nie umie się wysłowić, 2/ jest konfliktowa. I to tylko z tych kilku Twoich nadzwyczaj agresywnych komci które czytałem. Ja się absolutnie nie dziwię Twoim problemom w pracy i też bym taki był gdybym w porę nie opuścił wielu toksycznych środowisk. Także współczuję.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:33:22:

    @zitterbewegung
    Po pierwsze, proszę nie mówić do mnie Misiu. Po drugie, na ty chyba nie przechodziliśmy, nie przypominam sobie. Po trzecie, w którym miejscu powiedziałem coś nielogicznie? Trzeba być właśnie agresywnym, żeby się czegoś takiego dopatrzyć. Po czwarte, w którym miejscu byłem agresywny? Czy stwierdzenie, nawet w ostrych słowach, ze ktoś próbujący pouczać i organizować nam życie naukowe, jest pozorantem (bo nie ma dorobku), to jest agresja? Ja tak nie uważam. Takie fora jak ten są także forami satyrycznymi, a takich przebierańców jak Jaroszyński obśmiewa się w ostrych słowach. Po piąte, ktoś, kto kończy wypowiedź frazą "Także współczuję" (mającą w domyśle znaczyć: " A zatem współczuję") nie będzie mi mówił, że nie umiem się wysłowić. Z czym do ludzi, Ryśku? :-)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:37:56:

    Odkąd znalazłem to narzędzie w PBN-ie, zawsze sprawdzam dorobek

    Kiedyś było tak, że akademicy nie brali na poważnie żadnej krytyki z zewnątrz. Chwilowo to się zmieniło, nie można brac na poważnie żadnej krytyki akademika z wewnątrz. Choć jak widać to się zmieniło tylko po to żeby nadal nie myśleć na poważnie.

    Ja nie mam takiej obsesji, moze daltego że dawno tam jestem. Mieliśmy własnie jubileusz jednego z najbardziej zasłużonych naszych profesorów. Ja mam już większego h od niego. To mówi też coś o inflacji i zmianach nawet nie tyle obyczajów co możliwości.

    Zanim była sprawozdawczość wprowadzono u nas aniekty. Każdy musiał wypełnić, ale mógł zaznaczyć, że nie chce upubliczniać wyników. Zrobili tak zarówno znani podejrzani (choć nie wszyscy) jak i parę postaci sposórd najwybitniejszych, tak wybitnych, że to było zupełnie bezsensowne bo i tak wszyscy wszystko wiedzieli. Po co to zrobili do dzisiaj nie wiem, Mogę sobie tylko wyobrazić że uczestniczyli kiedyś w jakiejś debacie o jakiejś reformie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:40:48:

    @maciek_magik

    Proszę sobie dokładnie przeczytać, co mówi ten Jaroszyński.

    Nie powinno sie nikogo zmuszac do czytania takich wykwitow. Jaroszynski rozwija tworczo to, co zakomunikowala Pawlowicz na twitterze. Problem z tym tekstem polega na tym, ze mniej wiecej co czwarte zdanie jest sensowne, co czyni calosc wybitnie toksyczna. No to rozbior tego tekstu watpliwej jakosci na czynniki pierwsze.

    Przecież on mówi wprost, że kryterium osiągania pozycji na uniwersytecie powinien być zwyczajnie wiek.

    Nie, on tego nie mowi. Jemu sie marzy scisle okreslona hierarchia na uczelni, w ktorej docent zamiata kapeluszem pyl z podlogi przed profesorem. Problem nałki polskiej rzeczywiscie polega na tym, ze cala struktura jest scisle zhierarchizowana, co prowadzi do patologii, ale tego akurat reforma Gowina nie likwiduje, zostawiajac cala siatke powiazan na poziomie ponaduczelnianym. Majstrowanie na dole hierarchii, polegajace na wylamywaniu jakichs szczebelkow, nie likwiduje hierarchicznosci.

    Natomiast dalej juz Jaroszynski ma racje, przynajmniej czesciowo:

    >>Następuje degradacja suwerenności profesora wokół którego należy budować środowisko akademickie. ... Gdy nie ma autentycznego profesora (jako mistrza), to na tym nie zyskują młodsi pracownicy naukowi, ale umacnia się administracja uniwersytecka, która zaczyna działać na wzór cywilizacji bizantyńskiej.<<

    Problem jest oczywiscie o wiele glebszy, niz to wynika z tekstu Jaroszynskiego, poniewaz mowiac o degradacji profesorskosci, trzeba zaczac od tego, ze w Polsce w wyniku roznych zaszlosci profesorami zostalo wiele osob, ktore nimi w zadnym wypadku byc nie powinny. Natomiast "ograniczenie suwerennosci" profesorow na rzecz powolywanej przez rektora administracji (bez ograniczenia liczby kadencji), skonczy sie tak, jak we wpisie nizej. Powstana formy zycia wielu do tej pory nieznane.

    Reforma ma jednak potencjał tworzenia zmiany, także na poziomie indywidualnym.

    Kazda reforma ma taki potencjal, nawet bardzo zla.

    nowy system wyłaniania władz może zaowocować (potencjalnie) wyłonieniem rektora o nastawieniu reformatorskim.

    No way. Jedyna nadzieja w rektorach obecnej kadencji. To oni beda pisac nowe statuty uczelni i tworzyc nowe struktury organizacyjne. Jak przyjdzie nowy rektor, to juz bedzie pozamiatane.

    Btw, wsrod moich znajomych okazuje sie, ze najgoretszym zwolennikiem reformy Gowina jest kolega, ktory, tak sie akurat sklada, jest rektorem jakiejs tam uczelni. Akurat to mnie wcale nie dziwi. Wystarczy bardzo dokladnie przeczytac tekst ustawy.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:43:44:

    Na wzór cywilizacji bizantyńskiej... A co ten nowotwór językowy ma znaczyć w tym konkretnym przypadku?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:44:22:

    @zitterbewegung
    Problem w tym, że niektórzy geronci (może Jaroszyński? - nie wiem, ale z jego bezczelności tak bym wnioskował) nie zdają sobie sprawy, jak łatwo można ustalić, że "król jest nagi". Właśnie tego typu bezczelne wywiady, jak zalinkowany przeze mnie, utwierdzają mnie w przekonaniu, o konieczności sprawdzania. Przecież taki geront mógłby się tłumaczyć, skądinąd słusznie, że zmieniły się strategie publikowania, dostęp do literatury, możliwość wyjazdów. Nikt nie miałby o to pretensji. Ale Jaroszyński i jemu podobni kipią pychą - im się należy, święta hierarchia, posłuch i uznanie. Na to nie mogę się zgodzić.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:52:13:

    @kubahum
    Po raz drugi dziękuję. Ja także po prostu nie chcę się zgadzać na tę bezczelność. Nie myślałem, że za brak tej zgody spotka mnie taki bezceremonialny atak, jaki nastąpił ze strony @zitterbewegunga. Uważam, że Gospodarz forum powinien rozważyć możliwość blokowania takich uczestników.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:56:58:

    @kuba

    Nie ma czegoś takiego jak bezczelna krytyka. Jest albo rzeczowa albo nie. Bezczelna może być władza, zresztą taka jej natura. Dal niej i akolitów każdy krytykujący jest z definicji bezczelny bo ma tupet się odezwać. Może takiemu zeru po prostu nie zależy bo co mu to szkodzi?

    Też nie jestem zadowolony poziomem debaty, ale władza nadaje jej ton, więc nie ma co się dziwić że tylko biegli w takiej formie sie garną do pyskówki.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 21:58:11:

    @leros76:

    > Na wzór cywilizacji bizantyńskiej... A co ten nowotwór językowy ma znaczyć w tym
    > konkretnym przypadku?

    Może autorowi chodzi o nadmierne rozbudowywanie pionów administracyjnych w uniwersytetach?

    PS. Fajną się Pan działką zajmuje (mam nadzieję, że pamięć mnie nie myli). Zawsze podobała mi się starożytność i to, co było jej bezpośrednią kontynuacją. To chyba dlatego do dziś wciąż czasami zaglądam do prawa rzymskiego epoki justyniańskiej.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 22:09:21:

    @zitter
    Co do krytyki - ma Pan rację. Chodzi mi jednak o to, że nawet sensowne słowa brzmią fałszywie i niewiarygodnie, kiedy wypowiada je niewiarygodna osoba, i to właśnie w bezczelny sposób pozorując swoją wiarygodność.

    A swoją drogą, akurat w tej kwestii "bezczelność" idzie ponad podziałami. W którymś z wpisów wspominałem, jak to nie tak dawno na pewnej konferencji profesor "znany z tego, że jest znany" (ach, och, autorytet, Bardzo Ważna Osoba) w dyskusji po moim referacie chciał mi zadać podręcznikowe pytania z poziomu licencjatu, choć przez cały referat bezczelnie rozmawiał, niemal teatralnie okazując brak zainteresowania. Sprawdzenie w PBN-ie wykazało wielką żenadę. (Przyznam, sam byłem zaskoczony). A autorytet akurat nie z "dobrej zmiany", tylko bliżej "totalnych". Interes klasowy takich "profesorów" jest silniejszy niż podziały polityczne.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 22:11:46:

    Kłopot polega na tym, że pierwotny projekt był naprawdę rewolucyjny i miał na celu odsunięcie dawnej elity - tych "starych profesorów o zerowym indeksie Hirscha" - na zieloną trawkę.

    Przecież takie były zapisy o członkostwie w Radzie Doskonałości Naukowej, pierwotne przymiarki dotyczące parametryzacji czasopism i publikacji, a także kryterium oceny dorobku.

    Wszystko może i pięknie, problem w tym że niektórzy jak Magick na tym blogu naprawdę uwierzyli, że to przejdzie.

    Nie mam ani cienia satysfakcji, ale byłem pierwszym (możecie znaleźć stare wpisy), który pisał że te pomysły absolutnie nie przejdą. Nie ma mowy, by GTW dobrowolnie zrezygnowała ze swej władzy, mało tego - by osoby na szczycie hierarchii w swoich środowiskach pozwoliły, by:
    - ich osobisty dorobek został uznany w świetle nowych kryteriów za bezwartościowy;
    - ich udzielne księstwa w postaci czasopism z listy B zostały zdegradowane i uznane za bezwartościowe;
    - w niektórych przypadkach - ich uczelnie zostały pozbawione statusu akademickiego i/lub prawa do habilitowania;
    - wreszcie najważniejsze: by habilitacja stała się nieistotnym elementem kariery, zaś proces jej przyznawania pozbawiałby władzy i możliwości namaszczania dotychczasowej GTW.

    Pierwsze zmiany stanowiące znaczącą erozję projektu już mamy: 500 czasopism na liście ministerialnej zamiast 250, ocena za 2017-2018 zostaje ta sama, przywrócenie kolokwium... Sądzę, że za chwilę wykasuje się:
    1. przepis o możliwości zostania profesorem uczelnianym bez habilitacji;
    2. przepis o warunkach powołania na członka RDN powiązany z publikacją w czołowych czasopismach

    A równocześnie przywróci się 3) uprawnienia do habilitacji, doktoryzowania i prowadzenia kierunków powiązane z liczbą samodzielnych pracowników nauki. A być może również i 4) przepis o konieczności robienia habilitacji w 8 lat.

    Nie wiem czy wszystkie te 4 punkty zostaną przez kontrreformatorów przepchnięte, ale przynajmniej 1 z nich - na pewno. Dopiero potem ustawę się przyjmie - jak zostanie w bezzębnej formie.

    Więc naprawdę sporo prawdziwych "naukowców z powołania" jak Magick naiwnie uwierzyło, że teraz będzie inaczej. No nie będzie, zostanie po staremu - z tym że niektórzy (nie tak losowo wybrani) dostaną po d.pie a inni dostaną więcej konfitur. To, że już określono kto ma być beneficjentem a kto ofiarą jest raczej pewne - wystarczy zobaczyć wyniki konkursu na dofinansowanie działalności projakościowej, które pojawiło się na stronach ministerstwa. Ponieważ liczba potencjalnych beneficjentów przekroczyła 25 jednostek, wprowadzono dodatkowe kryterium - by wykluczyć resztę....

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 22:24:55:

    To jest to o czym znakomicie jak zwykle napisał pfg pfg.blox.pl/2018/06/Ustawa-20.html

    A. "nikt (!) chyba nie orientuje się w aktualnym kształcie projektu"
    B. "reforma Gowina, choć nikt nie mówi tego wprost, ma na celu przywrócenie modelu PRLowskiego"

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 23:19:22:

    Ja mam już większego h od niego.

    Ha, ha, ha! Znajomy młody adiunkt, w młodości swojej nadzieja wydziału na zatrzymanie Upadku, który to adiunkt ma Hirsha wyższego od zdecydowanej większości wydziałowej, ba!, uczelnianej kadry profesorskiej, właśnie oświadczył, że go nauka nudzi. I się wyprowadza z akademika i Akademii.

    Tak miedzy nami - prawie cały ten Hirsch to zasługa jego promotora. Więc nie tylko inflacja, ale i rozmazanie. Model dyfuzyjny. Powszechny, jak sama dyfuzja. Miara stała się celem gry.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 23:27:54:

    A tu niezła bomba (za paywallem) www.wprost.pl/tylko-u-nas/10131139/kulisy-planowanej-rekonstrukcji-rzadu-mundial-2018-i-ustawa-gowina-pod-grozba-weta-co-w-nowym-wprost.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 23:30:13:

    A. "nikt (!) chyba nie orientuje się w aktualnym kształcie projektu"
    B. "reforma Gowina, choć nikt nie mówi tego wprost, ma na celu przywrócenie modelu PRLowskiego"

    pfg to napisał? Zaraz sprawdzę, bo doszedłem do niemal tych samych wniosków, a każdy lubi, jak jego myśli znajdują uznanie :-) Z tym że z tym PRL-em to jednak nie tak, ale spokojnie, najpierw lektura.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 23:50:06:

    Paweł użył tego sformułowania odnośnie struktury oferowanych studiów. Dla mnie osobiście to rybka, myślę że dla niego też, w końcu 300 szkół prywatnych to patologia (choć akurat one się na tej reformie mają szansę popaść, dla nich to koło ratunkowe).

    Ja w tym jednak widze przede wszystkim to co napisał Człowiek z Makulatury, te metropolie dostają nagrodę i już kompletnie nic nie muszą robić. Tj. w sumie muszą, bo betony już pobudowane i po prostu z nadmiaru pieniędzy może nawet zrobią coś sensownego, bo jakoś będzie je trzeba wydać (w Krakowie jest tylko jeden ogród botaniczny np.)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/10 23:51:12:

    (A ja od dawno postuluję hedrarium w pustej hali synchrotronu krakowskiego z jego potiomkinowskimi liniami nie-badawczymi)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:01:56:

    *hederarium

    Okazuje się ze takie słowo nie istnieje, a przysiągłbym że widziałem na szklarni we Wrocławiu. Jednak google zna go tylko w 4 ksiazkach z których 3 to annały towarzystwa ogroniczego Dakoty Południowej z lat trzydziestych.

    Hedrarium zostało za to użyte jeden jedyny raz w całej literaturze ever, ale przez Eulera!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:10:15:

    Paweł napisal b. sensownie. Do tego tam są bardzo dobre komentarze.
    Na przykład ten Lolka, to moje zastrzeżenie d tego PRL-u:

    nie jest to powrót w sensie relacji władzy, więc wcale nie musi się podobać. Nie to co reforma instytutów badawczo-rozwojowych polegająca na wymianie dyrektorów. Przy tamtej za bardzo chyba nie protestowano.

    Ta relacja władzy to klucz. Jaroszyńskim i Pawłowiczównom* marzy się PRL, ale z relacją między uczelnią a Centralą dokładnie taką, jak w przedkudryckiej III RP: Centrala daje kasę i prestiż, gdyż obsadzona jest nominatami "środowiska"; w gruncie rzeczy zwieńczeniem kariery naukowej jest pozycja w centrali, poza tym Centrala w ogóle zaś nie interesuje się, co "doły" (oczywiście mocno zhierarchizowane) z tą kasą i prestiżem zrobią, jak ją przekażą w dół hierarchii, a ile zatrzymają dla siebie. W końcu koty kiedyś zrobią się dziadkami i wtedy sobie z nawiązką odbiją.

    Nieznośna, jak nieznośna jest myśl, że od profesora ktoś mógłby czegoś wymagać.

    *Tu nie ma aluzji. Po prostu nie wymyśliłem żadnej lepszej końcówki żeńskiej

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:28:51:

    @Zitterbewegung:

    > *hederarium

    > Okazuje się ze takie słowo nie istnieje, a przysiągłbym że widziałem na szklarni
    > we Wrocławiu.

    Mógł Pan je widzieć.

    Po łacinie "hedera" to bluszcz. Słowo "hederarium" najpewniej ma znaczyć tyle, co: pomieszczenie z bluszczami lub -- szerzej -- z roślinami pnącymi, lub: taki dział. Przypuszczam, że wyraz został stworzony na podobieństwo "terrarium" czy "aquarium". Trzeba by ostatecznie spytać jakiegoś botanika, czy w ich profesjolekcie funkcjonuje takie słowo. Podejrzewam, że tak.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:33:42:

    Paweł pięknie pisze, że ustawi nam życie dwóch krakowskich doktorów na jakimś konwentyklu w pałacu prezydenckim.

    Zobaczmy jakie to są prezydenckie postulaty:
    1/ koniec habilitacji za granty i kryteriów profesorskich - spełniony
    2/ zmiana modelu finansowania
    3/ zmiana wagi ewaluacji
    4/ zniesienie wieku emerytalnego

    Do tej pory zaowocowało to 160 autopoprawkami, a spełniono tylko jeden. Pewnie sie nie dowiemy co oznacza 2 i 3 w opinii prezydenta, bo nawet jak przegłosują następne 320 poprawek to się połapiemy z czytaniem dopiero po podpisaniu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:38:22:

    Dla mnie ta cała gra jest tylko o tym, jak zrobić reformę, co by nie wiele zmieniała, a utrwalała pozycję tych co trzeba.Już wielokrotnie pisałem,że nie ta diagnoza, nie te cele i nie te środki. Żeby coś zmienić sensownego na uczelniach to trzeba na prawdę inteligentnego podejścia i jednak zróżnicować wymagania co do dyscyplin. Tak, to chciałbym się dowiedzieć, komu chce Gowin zrobić dobrze i jak w rzeczywistości i na kogo będzie wyglądać wymiana "elyt". Znając podejście Gowina to mam podejrzenia kto się na tym uwłaszczy. Zapewniam @Maciek_Magik, że Twoja chęć przywalenia 0-Hirschom jest ułudą, bo oberwą ci co mają oberwać, czyli nawet te osoby, które mają niezły dorobek. Nadzieje wiązać z reformami Gowina to jest naiwność.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 00:38:57:

    No tak sobie myślałem, że hedrarium będzie źle a hederarium byłoby lepsze, ale tak zapamiętałem napis u wejścia do hederarium UWr (choć są tam też obrazkowate). Ale właśnie takie słowo okazuje się nie funkcjonować, bo nawet w google books go nie ma (ani zwyklym duckduckgo (polecam) i google).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 01:10:14:

    @Zitterbewegung:

    > Ale właśnie takie słowo okazuje się nie funkcjonować, bo nawet w google books
    > go nie ma (ani zwyklym duckduckgo (polecam) i google).

    Nie wiem, jak Pan, ale ja nie polegam na Google'u, Bingu ani żadnych innych wyszukiwarkach internetowych przy ustalaniu, czy istnieją słowa, które przypuszczalnie należą do języków specjalistycznych.

    Przykład: ,,konstytucyjnoskargowy''.

    Google, Bing i DuckDuckgo nie wypluwają żadnych wyników*. A słowo funkcjonuje w języku prawniczym, np. w wyrażeniu ,,postępowanie konstytucyjnoskargowe''. Jego znaczenia łatwo jest się domyślić. Chodzi oczywiście o procedowanie przez Trybunał Konstytucyjny skarg konstytucyjnych.

    *Wkrótce już będzie jeden wynik, gdy tylko boty znów przeskanują ten blog.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 01:13:13:

    Waszmość Haluciński, ja jednak złożę Acanowi ofertę współpracy przy big data, co Pan na to?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 01:19:36:

    Myślę że jednak słowo pisane jakoś trafia do korpusu przez skanowanie książek. Choć jest to b. zaniedbany projekt Google. Misja "organizing human knowledge" już im się dawno znudziła, tak jak "don't be evil" arstechnica.com/tech-policy/2018/06/inventor-says-google-is-patenting-work-he-put-in-the-public-domain/

    Najwspanialszy* w korpusie jest język flamandzko-śląski (jak by sama grnoślnska gdka nie była czadowa, w tym języku jest nawet dostępny Facebook (z czego korzystam)) może dlatego że dopiero go odkryłem (cieszyłem się że przypomina fiński, ale nie) culture.pl/en/article/central-europes-most-mysterious-language

    *) bez języków kosmitów z Gruzji czy Indii

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 01:22:50:

    gornoslonskij godki, pozjadało unicode, to jest przykre na bloxie

    oczywiscie jej walory moze sobie doceniac przede wszystkim ktos kto nie jest tam uziemiony

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 02:21:34:

    Uprasza się o niedyskutowanie ad personam.

    @maciek, za każdy wycięty komentarz jestem wyzywany od cenzorów, choć ograniczam te działania do minimum. Na blogu jest około 25 tysięcy komentarzy, usunąłem ze 20, nie liczyłem. Usuwam tylko komentarze, które są wyraźnie obraźliwe, albo wobec których boję się, że dostanę list od prawników. To jest mój blog, ja podejmuję decyzje, które komentarze spełniają te kryteria.

    Zablokowałem z kolei jedną osobę wielonickową (może dwie, nie pamiętam, było to na początku istnienia tego blogu). Na razie tak pozostanie.

    Natomiast ponawiam apel o niekorzystanie z argumentów ad hominem. To niepotrzebne. Ignorujmy ludzi, których nie lubimy.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 02:57:56:

    Ja uważam że moderacja powinna być bardziej aktywna. Wątki zwykle odjeżdżają od tematu, w czym coraz chętniej uczestniczę.

    Jeśli chodzi o nazywanie dwóch sprzecznych ze sobą zdań i bronienie tego przez atak i bluzgi, i blokowanie, to cóż, ja się chętnie zablokuję, hill I'm ready to die on.

    Nie rozumiem też za co maciek dziękuje kubie. Histeryk jeszcze gotów wziąć rzeczowy udział w dyskusji za obronę swoich rozchwianych emocji.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 03:11:47:

    Być może ostatni epitet nie jest kulturalny i nadaje sie do wycięcia, ale nie zdarza się często dyskutować z tak agresywną osobą.

    Ja nawet nie wiem czy się z tym Maćkiem nie zgadzam. Przejścia nas raczej powinny łączyć. Ale jego wyjazdy retoryczne są nie do przyjęcia.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 03:40:52:

    @Maciek_magik:

    Ja muszę się zgodzić ze stwierdzeniem Kahlkopfa:

    > Zapewniam @Maciek_Magik, że Twoja chęć przywalenia 0-Hirschom jest ułudą,
    > bo oberwą ci co mają oberwać, czyli nawet te osoby, które mają niezły dorobek.

    Myślę, że ustawa Gowina zabetonuje pozycję dotychczasowej profesury, której Pan tak nie lubi. Tu ma Pan konkretny przykład:

    Art. 61 ust. 4 obecnego Prawa o szkolnictwie wyższym:

    W publicznej uczelni akademickiej nauczyciele akademiccy posiadający tytuł naukowy profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego stanowią więcej niż połowę statutowego składu senatu, nie więcej jednak niż trzy piąte.

    Art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. a projektu ustawy, druk 2563, wersja po Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży:

    W skład senatu wchodzą w publicznej uczelni akademickiej profesorowie i profesorowie uczelni, którzy stanowią nie mniej niż 50% składu senatu.

    Z reszty przepisu wynika, że nie może być ich więcej niż 55%, ale nie o to mi idzie. Istotniejsze jest to, że senat będzie zdominowany przez profesurę. Doktorzy habilitowani zostaną przesunięci do grupy reprezentującej pozostałych pracowników uczelni, która musi stanowić co najmniej 25% składu senatu. Krótko mówiąc, w senacie obniży się pozycja doktorów habilitowanych.

    Art. 178 ust. 1 pkt 1 projektu ustawy:

    Stopień naukowy albo stopień w zakresie sztuki nadaje, w drodze decyzji administracyjnej w uczelni - senat lub inny organ uczelni, o którym mowa w art. 28 ust. 4.

    (Prawie na wszystkich uczelniach będzie to pewnie senat).

    Wg art. 229 ust. 1 projektu ustawy:

    Postępowanie w sprawie nadania tytułu profesora wszczyna się na wniosek osoby, o której mowa w art. 228 ust. 1 albo 2, zawierający uzasadnienie wskazujące na spełnienie wymagań, o których mowa w art. 228, składany do RDN.

    Te wymagania to: stopień naukowy doktora habilitowanego oraz wybitne osiągnięcia naukowe krajowe lub zagraniczne (art. 228 ust. 1 pkt projektu ustawy).

    A teraz proszę uważnie przeczytać art. 229 ust. 2 projektu ustawy:

    RDN odmawia wszczęcia postępowania w sprawie nadania tytułu profesora, jeżeli wniosek w sposób oczywisty nie spełnia przesłanek określonych w art. 228. Na postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania przysługuje zażalenie do RDN.

    Po pierwsze, RDN będzie więc mógł nie tylko wydać decyzję administracyjną o odmowie wystąpienia do prezydenta o nadanie wnioskodawcy tytułu profesora, ale także -- wcześniej -- będzie mógł wydać postanowienie o odmowie wszczęcia postanowienia. W obecnej ustawie o stopniach naukowych CK nie ma tego drugiego uprawnienia.

    Po drugie, już ciekawostką samą w sobie jest to, że projekt ustawy mówi o zażaleniu. W postępowaniu administracyjnym zażalenie wnosi się do organu wyższego stopnia (tzw. dewolutywność). Tutaj zażalenie wnosić się będzie do tego samego organu. Lepiej byłoby więc ten środek odwoławczy nazwać wnioskiem o ponowne rozpoznanie sprawy (lub jakoś w ten deseń).

    I teraz clou:

    Sąd administracyjny będzie mógł skontrolować powtórnie wydane przez RDN postanowienie (art. 3 § 2 pkt 2 p.p.s.a.), ale...

    Ukształtowała się taka linia orzecznicza, którą ładnie podsumowuje wyimek z tego wyroku NSA (): ,,Sąd administracyjny nie jest uprawniony do oceniania, czy osoba ubiegająca się o uzyskanie stopnia naukowego doktora habilitowanego posiada znaczny dorobek naukowy (...)''. Orzeczenie odnosiło się co prawda do odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, ale w postępowaniu o tytuł profesora kryterium ma ten sam charakter rodzajowy: ,,osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym''.

    Tu kontrola sądowa jest słaba, bo sąd tak naprawdę bada tylko stronę formalną.

    Moim zdaniem Gowin proponuje centralizację postępowań o nadanie tytułu naukowego profesora. Decyzje będą zapadać w stolicy i będą jeszcze bardziej uznaniowe.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 03:55:32:

    @Kahlkopf:

    Big data to ja znam tylko z artykułów prasowych. Jeżeli Waćpanowi to nie przeszkadza, tzn. mimo to widzi Imć Pan sens, proszę napisać do naszego Gospodarza bloga. Wysłałem mu swój adres e-mailowy, bo z oczywistych względów nie chcę go tu zamieszczać na forum.

    Byłbym chamem, gdybym nie podziękował za zaproszenie, więc oczywiście pięknie za nie dziękuję.

  • artz64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 09:13:14:

    @trzy.14: Wydaje się, że tu jest aktualna wersja po "pracach" w komisji: www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/druk.xsp?nr=2563

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 10:12:28:

    @artz64
    To jest lista poprawek zgloszonych przez poslow w trakcie prac w komisji. Z tego, co kojarze, komisja nie rekomendowala przyjecia takiej na przyklad poprawki:

    51) w art. 127 dodać ust. 10 w brzmieniu:
    10. Pracownik uczelni ma prawo do odmowy prowadzenia zajęć dydaktycznych w
    niedziele i dni ustawowo wolne od pracy.;

    poseł J. Brynkus

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 11:06:27:

    Haluciński,

    Moim zdaniem Gowin proponuje centralizację postępowań o nadanie tytułu naukowego profesora. Decyzje będą zapadać w stolicy i będą jeszcze bardziej uznaniowe.

    Dokładnie tak! I to jest cząstkowy powrót do PRL-u. Wymowny przykład na hipokryzję zapewnień o "wzroście autonomii" uczelni. I jest to też kolejny przykład na brak zaufania władzy (kolejnej z rzędu) do zarządzającej "systemem" profesury.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 11:22:00:

    Haluciński,
    W tej układance brakuje ważnej informacji: jak pod nową ustawą będzie wyglądać zależność między uzyskaniem habilitacji a awansem na prof. uczelnianego. W dużych uczelniach to są dwa oddzielne byty, tzn. awans na uczelnianego może zająć 5-10 lat; tymczasem w mniejszych ośrodkach awans jest chyba niemal automatyczny i szybki, rzędu 1-2 lat.

    Jeśli algorytm finansowania będzie preferował prof. uczelnianą, za chwilę wszyscy habilitowani zostaną profesorami. Jeśli zaś będzie na profesorach oszczędzał, za chwilę profesor uczelniany będzie taką rzadkością, jak kilka lat temu asystent.

    Poza tym proszę pamiętać, że profesorem uczelni będzie można zostać, nie mając habilitacji. To otwiera furtkę do wymiecenia z uczelni "niebadawczych" wszystkiego, co ma przed nazwiskiem jakikolwiek dzwonek głośniejszy niż dr (a może i mgr? Myśli tej nie śmiem kontynuować dalej...). Nauka, rozumiana jako przerabianie grantów i zaszczytów, skoncentruje się w CCC-Tauron-UWUJ-Ekstraklasie.

    Gowin proponuje nam przemianę fazową, jaką w kontekście historycznym dotąd zapewniały wyłącznie wojny. I tak jak we wrześniu '39 ani Hitler, ani Beck, ani Chamberlain nie wiedzieli, jak będą wyglądać ich kraje za kilka lat, tak ani Gowin, ani nikt z nas nie wie, jaki stan równowagi ustali się po kilku latach obowiązywania tych ustaw.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 11:34:13:

    Gowin też zgłosił taką autopoprawkę

    odrzucono jednak poprawkę rządową dotyczącą zakresu kompetencji ministra nauki. W jej myśl minister nauki określać miał w drodze rozporządzenia "szczegółowe wymagania dotyczące zawartości programu studiów oraz sposobu jego realizacji". Komisja zadecydowała, o pozostawieniu pierwotnego zapisu projektu ustawy, w myśl którego szef resortu nauki również w drodze rozporządzenia określi "wymagania dotyczące programu studiów" (bez uszczegóławiania).

    To poszerzenie autonomii najpierw miało polegać na swobodzie i różnicowaniu programowym (które i dziś występuje, na przykład programy matematyki UW i UJ różnią sie w stopniu uniemożliwiającym przeniesienie z jednego do drugiego) bez konieczności każdorazowej akceptacji przez ministerstwo (tak jest teraz, że się programy wysyła do centrali z prośbą o pozwoleństwo).

    Ministrowi się po 2 latach namysłu i "dyskusji" jednak znienacka w ostatniej chwili odmieniło i programy miały być w pełni scentralizowane, nawet nie wysyłane do akceptacji ale narzucane z góry.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 11:37:16:

    @Pi
    Jako wróżka Kasandra spróbuję z kształtu chmur o północy z 21 na 22 czerwca (co za data, wszak to rocznica rozpoczęcia planu "Barbarossa") oraz kształtu stóp i włosów na klacie odpowiedzieć. Uwaga kula się toczy, pomroczność jasna zaraz wyskoczy, niechaj duchy spod poduchy podpowiedzą co bredzą posły ...
    ... Dink, dink, dink
    ... Chaos, uwłaszczenie się na majątku uczelni właściwych GTW, tzn. tych co trzymają z obecną co wadzą, postępująca pauperyzacja zawodu, dalsza emigracja młodych, bo nikt za michę ryżu nie będzie robił. Upadek wielu uczelni. Po 3 latach w grobowej ciszy będą próby wycofania się reformy, którą przeżyją jednostki najlepiej ustawione... W przyszłym roku wydatki na naukę ok. 0.40% PKB* z dalszym trendem spadkowym, najbliżej linii wsparcia na horyzoncie nie widać.

    *Możliwy względny błąd statystyczny wróżenia to 3%.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 12:25:46:

    Tak jak to słusznie zauważyło kilka osób, ta ustawa niczego nie zmieni. Została rozmyta przez poprawki, które w niektórych miejscach nie tylko nie wprowadzają zmian na lepsze ale cofają polską naukę wstecz. Obawiam się, że zanim ustawa zostanie ostatecznie uchwalona dojdą jeszcze kolejne zmiany, które nie pozwolą na jakiekolwiek zmiany i poprawę w polskiej nauce.

  • maciek_magik napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 12:28:07:

    @zitterbewegung
    Pana wypowiedzi na mój temat są skandaliczne, zarówno w treści jak i w formie. Po pierwsze, gdzie powiedziałem coś nielogicznego? Okrucieństwo (zrzucanie ludzi ze skały) i profesjonalizm (zwalnianie z pracy pozorantów) to dalece nie to samo, nawet jeśli Pan nie potrafi tego pojąć. Po drugie, nigdy nie wypowiadałem się ad personam w stosunku do dyskutujących na tym forum, a Pan wobec mnie stale to robi (choćby ostatni fragment o moich rzekomo "rozchwianych emocjach"). Po trzecie, kiedy Pan doświadczył z mojej strony bluzgów i agresji? Nie używam na tym forum słów powszechnie uważanych za wulgarne, bo w ogóle rzadko ich używam. Nie atakuję też uczestników forum. Wypowiadam się w zdecydowanych słowach tylko o jednej kategorii ludzi, a mianowicie o publicznie wypowiadających się "profesorach", którzy z prawdziwą nauką przez ulicę się nie widzieli, a próbują ex cathedra pouczać i urządzać nam uniwersytet. Uważam, że przed tą istną plagą uchronić nas może tylko ostra satyra. Pan satyry najwyraźniej nie rozumie. No cóż, zrozumienie satyry wymaga pewnego wyrobienia, ale nie musi mnie Pan obrażać i atakować ad hominem tylko dlatego, że Pan nie rozumie moich intencji. Facet z klasą potrafi się też wycofać i przeprosić, jeśli powie coś nie tak. A Pan dalej brnie w oczywiste nieprawdy o mojej rzekomej nielogiczności i dalej atakuje ad personam, wymyślając moje nieistniejące "bluzgi" i "agresję".

    Podczas mojej kilkumiesięcznej bytności na tym forum, zostałem tu wielokrotnie zaatakowany ad personam. Byłem też obrażany, nie tylko przez @zitterbewegunga. Próbowano rozszyfrowywać moją tożsamość, bez mojej uprzedniej zgody. W związku z tym wszystkim podjąłem decyzję, że to ja się wycofam i nie będę już uczestniczył w odbywających się tu dyskusjach. Pozdrawiam wszystkich.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 12:29:16:

    kahlkopf,
    0.40% PKB - skąd to?
    Ja w tabele OECD znalazłem, że polska na R&D wykonywany na uczelniach wydaje 0.2% PKB, więc wnioskuję, że pozostałe 0.2% PKB idzie na instytuty wszelkiej maści.

    stats.oecd.org/Index.aspx?DataSetCode=MSTI_PUB
    szukać: HERD as a percentage of GDP

    I to ta liczba, a nie mityczne "2% PKB lub więcej" powinna funkcjonowac w obiegu publicznym. Polska przez długie lata na nauke uczelnianą wydawała poniżej 0.2% PKB, ostatnio niby lepiej, ale nie wiem, czy te 0.25-0.3% PKB w kilku ostatnich latach to nie unijne betony.

    Dla porównania:; Izrael 0.5-0.6%, Szwecja 0.8-0.9%, Holandia 0.6%, Dania 0.4-1.0%, Francja 0.4-0.5%, UK ok. 0.4%, Japonia ok. 0.4%, Rosja 0.1%, Rumunia 0.05%, Chiny 0.1-0.15.
    Przy czym Rosja i Chiny to duże kraje z możliwością koncentracji kapitału (zwłaszcza Chiny), o jakiej nam się nie śniło.

    Meksyk 0.1-0.15% PKB. Tam od lat 80. zeszłego stulecia na skutek kryzysu ekonomicznego wprowadzili reformy ultraliberalne, publikuj albo giń. Czy mimo wielu dekad działania tych słusznych bodźców ktoś słyszał o meksykańskiej nauce?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:03:23:

    Najpierw ważne doniesienie ze świata nauki. Aż dziw, że nie znalazło się w serwisie informacyjnym PAP, a tylko na stronie internetowej (jakiejś tam) ,,Rzeczpospolitej'':

    Bartłomiej Misiewicz obronił licencjat

    > Z informacji Onet.pl wynika, że były rzecznik MON ukończył studia licencjackie
    > na kierunku: politologia, broniąc pracę pod tytułem: "Szczyt NATO 2016
    > w Warszawie i jego wpływ na bezpieczeństwo Polski". Z jakim wynikiem?
    > Według naszych źródeł Misiewicz na obronie uzyskał ocenę 4 plus.

    A ja jestem ciekaw jaką ocenę pracy wystawiłby Maciek_magik. ;)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:04:12:

    Już Wróżkowie Chrzestni:

    Otóż: naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C460300%2Cbudzet-w-2018-r-ponad-92-mld-zl-na-nauke-i-ok-165-mld-na-szkolnictwo-wyzsze.html
    Wszystko zależy jak się wróży i z czego się wróży, tzn. co się uwzględnia, jako input. Co nie zmienia sytuacji, że jesteśmy pod tym względem daleko w UE i nie tylko. Oczywiście, dzisiejszy budżet nauki, to duży impact również UE. Co się stanie w nowej perspektywie - oj cienko zaśpiewamy.
    Proszę zauważyć, że wszelkie znaki na niebie i ziemi zapowiadają znacznie mniejsze wsparcie UE, co musi zaważyć choćby na dostępności grantów krajowych, których fundusze opierały się w dużej mierze na kasie z Brukseli. Podejdźmy do tego realnie rząd szuka pieniędzy, bo na lewo i prawo zapowiada kolejne programy typu "+", czyli pakuje budżet w sztywne wydatki. Pieniądze więc będą musiały się znaleźć, bo wybory idą. Budżet RP nie jest z gumy, która z resztą tez ma swoją wytrzymałość. Stąd obecny rząd szuka kasy, gdzie - głównie w naszych kieszeniach, co widzicie drodzy Państwo na swoich kontach, firmy w imię mitycznej walki z mafią vatowską (mitycznej, bo nikt jeszcze nie beknął) mają mieć utrudnione odzyskiwanie VAT, są nowe podatki doliczane do paliwa, również wzrost cen jest na rękę rządowi, bo większa kasa z VAT wpada do budżetu. Dalsze kierunki, to zapewne będzie zwiększający się fiskalizm w stosunku do osób fizycznych, jak i firm, czyli nowe lub wyższe podatki, nowe interpretacje prawa podatkowego przez MF, tak by maksymalnie ograniczyć liczbę beneficjentów ustaw, pomimo, że nawet literalnie są tam wypisani. I propaganda. Należy zauważyć, że nasza gospodarka będzie zwalniać, dzieje się tak, przez niekorzystną strukturę pracujących, jak i bezrobocia, wszak pierwsze jaskółki spowolnienia gospodarki Niemiec, z którą polska gospodarka jest mocno związana już są. Problem jest taki, że większość krajów w tym Niemcy zrestrukturyzowały swój budżet, tak, że mają nadwyżki (vide Czechy), my odwrotnie mamy jeden z najgorszych wyników w Europie. O tym, że nie jest za dobrze świadczy również fakt, że wcale nie zmniejsza się emigracja zarobkowa, ani nie przyjeżdżają z zagranicy nasi rodacy. Stąd wszelkie obiecanki min. Gowina, wg. mnie należy wziąć w duży cudzysłów, pieniędzy nie będzie więcej, wręcz odwrotnie. Tu rządzi arytmetyka nas naukowców jest jakieś 114 tys., podczas gdy utrzymujących się z zasiłków znacznie więcej.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:08:26:

    @Pi

    > W tej układance brakuje ważnej informacji: jak pod nową ustawą będzie wyglądać
    > zależność między uzyskaniem habilitacji a awansem na prof. uczelnianego.

    Od strony prawnej nie analizowałem tego. Przyznam szczerze, że tak dalece nie wczytywałem się w projekt ustawy, więc nie potrafię nawet powiedzieć, czy są w niej jakieś odnośne regulacje. Od strony praktycznej, podejrzewam, nikt nie jest jeszcze w stanie tego przewidzieć. Myślę, że to wyjdzie w praniu pieniędzy, tfu, w praniu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:19:59:

    @Maciek_magik:

    > Podczas mojej kilkumiesięcznej bytności na tym forum, zostałem tu wielokrotnie
    > zaatakowany ad personam. Byłem też obrażany, nie tylko przez @zitterbewegunga.
    > Próbowano rozszyfrowywać moją tożsamość, bez mojej uprzedniej zgody.
    > W związku z tym wszystkim podjąłem decyzję, że to ja się wycofam i nie będę już
    > uczestniczył w odbywających się tu dyskusjach. Pozdrawiam wszystkich.

    Proszę się nie obrażać i nas nie opuszczać. Nawet jeśli niektórzy forumowicze często nie zgadzają się z Panem, to nie znaczy to, że Pański głos w dyskusji nie ma żadnej wartości. Otóż, ma. :)

    Nie chcę wypowiadać swojej oceny na temat Pańskiego sporu z Zitterbewegungiem, bo to rola nie moja, lecz ewentualnie moderatora, czyli Gospodarza. Myślę natomiast, że Habilitant2012 trafnie zauważył: ,,Ignorujmy ludzi, których nie lubimy''.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:39:41:

    Co do tekstu projektu ustawy, który podlinkował @artz64:

    Art. 219. 1. Stopień doktora habilitowanego nadaje się osobie, która:
    1) posiada stopień doktora;
    2) posiada osiągnięcia naukowe albo artystyczne, stanowiące znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny;
    3) wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury, w szczególności zagranicznej.

    Czy to oznacza, że habilitant będzie musiał być zatrudniony przez jakiś czas, w innej niż macierzysta, jednostce naukowej? Czy to taki pomysł na wymuszenie wyjazdów stypendialnych zagranicę lub do innych ośrodków w kraju?

    Czytamy dalej:
    2. Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1 pkt 2, może stanowić:
    1) monografia naukowa wydana przez wydawnictwo, które w roku opublikowania monografii w ostatecznej formie było ujęte w wykazie sporządzonym zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 268 ust. 2 pkt 2 lit. a;
    2) cykl powiązanych tematycznie artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach naukowych lub w recenzowanych materiałach z konferencji międzynarodowych, które w roku opublikowania artykułu w ostatecznej formie były ujęte w wykazie sporządzonym zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 268 ust. 2 pkt 2 lit. b;

    A co z publikacjami wstecz za lata <2019? Wykaz zgodnie z tą ustawą będzie (?) sporządzony w tym roku i ma dotyczyć publikacji za lata >=2019. Rozumiem, że nie można interpretować tego punktu literalnie, bowiem publikacja w roku 2014 nie była objęta wykazem zgodnie z tą ustawą. Czy może jednak będzie jakiś przelicznik za poprzednie lata?

    Art. 221.
    4. W terminie 12 tygodni od dnia otrzymania wniosku RDN wyznacza 4 członków komisji habilitacyjnej, w tym przewodniczącego i 3 recenzentów, spośród osób posiadających stopień doktora habilitowanego lub tytuł profesora oraz aktualny dorobek naukowy lub artystyczny i uznaną renomę, w tym międzynarodową, niebędących pracownikami podmiotu habilitującego ani uczelni, instytutu PAN, instytutu badawczego albo instytutu międzynarodowego, których pracownikiem jest osoba ubiegająca się o stopień doktora habilitowanego.
    5. Podmiot habilitujący, w terminie 6 tygodni od dnia otrzymania informacji o członkach komisji habilitacyjnej wyznaczonych przez RDN, powołuje komisję habilitacyjną. Komisja składa się z:
    1) 4 członków wyznaczonych przez RDN;
    2) 2 członków posiadających stopień doktora habilitowanego lub tytuł profesora, zatrudnionych w podmiocie habilitującym, w tym sekretarza;
    3) recenzenta posiadającego stopień doktora habilitowanego lub tytuł profesora oraz aktualny dorobek naukowy lub artystyczny i uznaną renomę, w tym międzynarodową, niebędącego pracownikiem podmiotu habilitującego.


    W punkcie 4 są trzej recenzenci, w punkcie 5 już jeden recenzent. Komisja habilitacyjna wybiera jednego recenzenta? W punkcie 8 jest znowu liczba mnoga...

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:44:23:

    Napisałem, że się nie dziwię jego problemom. Następnie zaatakował mnie ze wściekłością. Nazwałem to histerycznym, szczególnie od osoby która po marksistowsku uwielbia cezurować wszystkich dookoła, nie stroniąc od wymyślania sobie ich intencji w celu retorycznym.

    Jak dobrze pamiętam tożsamości jego domyślił się rasista i mizogin StaryZgred, z który mimo tych wad zawsze dało się normalnie rozmawiać na argumenty bez księżycowej retoryki i ciągłych wycieczek. Podzielił sie tylko tym, że wie, oraz jednym szczegółem. To sam Maciek w komentarzu następującym tuż po zniesmaczeniu nobooksa, cyt.:

    "Tradycją tego forum jest, że wielu stałych dyskutantów zachowuje anonimowość ... nie jest fair podrzucać odkryte szczegóły do wglądu wszystkich. maciek_magik podaje tyle, ile sam uznaje za stosowne; chyba sam nie byłbyś zadowolony, gdyby ktoś wrzucał tu fragmenty Twojego życiorysu?"

    W dosłownie następnym komentarzu wrzucił cały swój życiorys.

    Musze powiedzieć że wielokrotnie w swojej karierze powiedziałem na głos, nie do szuflady w internecie, że hochsztaplerzy powinni być zwolnieni. Nigdy jednak nie robiłem z tego awantury, nie bluzgałem, nie fantazjowałem i nie doprowadzałem się do samoizolacji żeby zademostrować swoje emocje. Może dlatego że nad nimi panowałem.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:56:09:

    Prof. Woleński wyborcza.pl/7,75968,23521883,prof-wolenski-art-266-ustawy-gowina-jest-wadliwy-i-wymaga.html

    Nie mam przekonania, czy ewaluacja wedle dyscyplin jest lepsza od innej, ale to sprawa odrębna. Tak czy inaczej, obecny kształt art. 266 jest wadliwy i wymaga naprawy.

    Śpieszę donieść, że gdy prof. Woleński postanowił zdemaskować prof. Gadacza jako plagiatora, jego kolosalny dorobek ustąpił miejsca złośliwej krytyce, że nieprawidłowo zapisał twierdzenie Bayesa w swojej książce Epistemologia, którą tez przy okazji zrecenzowano, i to niweczy jego autorytet. Tyle w sprawie pałowania się h.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:56:30:

    I nie strzelasz fochów Zitt. Uważam, że dla wspólnego dobra mimo wszystko rozmawiajmy i to na forum, a nie przez prawników, bo to myślę nam nie przystoi i świadczyłoby tylko, że coś jest nie tak. Natomiast, trzeba mieć gruba skórę i pewną klasę, a przede wszystkim dystans do siebie. Uważam, że jeżeli już się wzięło udział w dyskusji to trzeba się liczyć i z przytykami, które są niestety przykre, ale są. Cóż niektórzy w obyciu są jak papier ścierny i nic nie sprawi, by stali się chusteczką i do tego nawilżoną.@Maćku_Magiku jako politolog zapewne wiesz, że polityka nie pachnie delikatnym słowem, weź choćby twierdzenia Józefa Piłsudskiego, który Rydzowi kazał kury szczać prowadzać, a nie politykę uprawiać. Stąd skoro wchodzimy tu też niejako w spór zahaczający o politykę to i wiór leci. Rozmowa, to buduje.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 13:57:56:

    Ten artykuł 221 przypomina słynny dowcip z brodą o czystej szklance:

    W kawiarni kelner:

    -Co panie sobie życzą?
    - Ja poproszę kawę.
    - Też, ja poproszę w czystej szklance.
    Kelner wraca z dwoma kawami:
    - Która Pani prosiła o czystą szklankę?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 14:17:59:

    @misiu_yogin:

    Art. 219. 1. Stopień doktora habilitowanego nadaje się osobie, która: [...] wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury, w szczególności zagranicznej.

    > Czy to oznacza, że habilitant będzie musiał być zatrudniony przez jakiś czas,
    > w innej niż macierzysta, jednostce naukowej?

    Z prawnego punktu widzenia nie widzę podstaw do twierdzenia, że chodzi o stosunek pracy. Owszem, tę ,,istotną aktywność naukową lub artystyczną'' można realizować w ramach zatrudnienia, ale można to też robić w ramach najzwyklejszej współpracy. Moim zdaniem prawidłowe wyłożenie przepisu prowadzi tylko do jednej konkluzji: chodzi o każdą współpracę naukową (artystyczną), a jej forma jest irrelewantna.

    > W punkcie 4 są trzej recenzenci, w punkcie 5 już jeden recenzent. Komisja
    > habilitacyjna wybiera jednego recenzenta? W punkcie 8 jest znowu liczba mnoga...

    Uważam, że z proponowanego brzmienia art. 221 jednoznacznie wynika, że komisja składa się z:
    a) 4 członków, powołanych przez RDN, czyli przewodniczącego i 3 recenzentów (art. 221 ust. 4 i ust. 5 pkt 1),
    a) 2 członków, powołanych przez podmiot habilitujący (art. 221 ust. 5 pkt 2),
    c) recenzenta, powołanego przez podmiot habilitujący (art. 221 ust. 5 pkt 3).

    Ergo: komisja habilitacyjna to ciało siedmioosobowe, z czego cztery osoby są recenzentami: trzech wyznacza RDN, czwartego podmiot habilitujący.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 14:57:18:

    misiu_yogin,
    Art 219 prawdopodobnie w założeniach ma skłaniać do mobilności, w praktyce, co zauważył prof. Stec, najmniejszy problem z jego wypełnieniem będą mieli ci, których ustawa powinna wyciąć, czyli wieloetatowcy.

    Haluiciński,
    Ja nie jestem nawet ćwierć prawnikiem, ALE zapis "realizowaną w więcej niż jednej uczelni" z akcentem na "w" sugeruje, że w tamtej "drugiej" uczelni trzeba BYĆ. Więc zwykła współpraca się nie kwalifikuje. Umowa o etat - tak, cywilnoprawna - chyba tak.

    Najlepiej jednak zorganizować sobie wolontariat przedhabilitacyjny. Ja wam publikację z wasza afiliacją, wy mnie dostęp do czasopism i bibliotek, do których i tak mam dostęp, he, he, i papier potwierdzający współpracę naukową w okresie od do.

    Prosze się nie śmiać. Kolega zatrudnił się prawie 200 km od swojego miejsca zamieszkania na 2. etat tylko po to, by "złapać doktoranta" potrzebnego do profesury - sam był pracownikiem instytutu PAN. I dziś jest profesorem tytularnym.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 15:17:02:

    Przepis jest bzdurnie sformulowany. Co to jest istotna aktywnosc naukowa? Jezeli aktywnosc naukowa ma byc realizowana w wiecej niz jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury, to taka definicje spelnia referat na konferencji organizowanej przez uczelnie, artykul w zeszytach naukowych uczelni, wyklad popularyzujacy nauke, kwerenda biblioteczna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 16:51:43:

    Wyobrażam sobie recenzentów, którzy w osobnym punkcie będą oceniali istotność radioaktywności naukowej realizowanej [W:] więcej niż jednej uczelni. A zwłaszcza czy ta radioaktywność jest naturalna czy sztuczna. czyli napompowana.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 16:59:57:

    @charoteer1
    Ja rozumiem, że istotna aktywność naukowa musi być w przynajmniej jednym ośrodku. To znaczy, że w każdym z ośrodków habilitant powinien wykazać się istotną aktywnością. Jeśli ma chodzić o zatrudnienie w jakiejś formie (w tym umowy cywilno-prawne) to np. takie stypendium zagraniczne nawet na MIT może się nie liczyć, bowiem zagraniczna jednostka nas przecież nie zatrudnia.



    @3.14
    Ja domyślam się, że ustawa miała "zachęcić kijem" do mobilności, ale zauważam pewien paradoks, że już taki profesorant w:
    rt. 228. 1. Tytuł profesora może być nadany osobie, która:
    1) posiada stopień naukowy doktora habilitowanego oraz wybitne osiągnięcia naukowe krajowe lub zagraniczne...

    już nie musi realizować osiągnięcia w więcej niż jedna jednostka, ale musi to być osiągnięcie wybitne.

    @halucinski
    Dziękuję za wyjaśnienie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 17:31:58:

    @misiu_yogin
    Nie, nie, nie, nie. Nosz przeciez pisze, ze ma byc realizowana "w więcej niż jednej uczelni". O umowie autor projektu nic nie pisze, a recenzent oceni, czy aktywnosc byla istotna, tzn. parafrazujac 3.14, czy habilitant zaswiecil sie w tych osrodkach wystarczajaco mocno!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 19:21:24:

    @Pi:

    > zapis "realizowaną w więcej niż jednej uczelni" z akcentem na "w" sugeruje, że w
    > tamtej "drugiej" uczelni trzeba BYĆ. Więc zwykła współpraca się nie kwalifikuje.
    > Umowa o etat - tak, cywilnoprawna - chyba tak.

    Nie. Proszę się nie obrazić, ale dokonuje Pan nadinterpretacji. Ściślej rzecz ujmując, interpretuje Pan rozszerzająco przepis, a zgodnie z regułami wykładni jest to niedopuszczalne w przypadku przepisów, które nakładają jakieś obowiązki, stawiają wymogi do spełnienia itp.

    Przepis mówi, że habilitant musi wykazywać się ,,istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną w więcej niż jednej uczelni [...]''. Trzeba odwołać się do definicji słownikowej czasownika ,,realizować''. Pomińmy samą niezręczność językową sformułowania o realizowaniu aktywności. ,,Realizować'' znaczy tyle, co ,,wprowadzać coś w czyn, w życie; wykonywać, urzeczywistniać, spełniać, ziszczać'' (podaję za USJP). W żaden sposób nie da się z tego na płaszczyźnie leksykalnej wysnuć wniosku, że chodzi o konieczność bycia zatrudnionym na etacie lub na zlecenie.

    Problem jest w czymś innym. Jak już zauważyli przedmówcy, ponownie jest klauzula generalna: ,,istotna aktywność naukowa''. ,,Istotny'' znaczy tyle, co (teraz już podaję z głowy) ,,duży, znaczny, znaczący'', ,,aktywność'' -- ,,czynny udział w czymś, intensywne uczestniczenie w czymś, natężone działanie'' (też z głowy). Ważne jest to, że słowo ,,aktywność'' odnosi się do czynności, która ex definitione nie musi mieć charakteru kauzalnego: można być aktywnym i nie osiągnąć żadnego rezultatu.

    Nigdy nie wczytywałem się w wymagania na dr.hab., bo mnie do tego dłuuuga droga, ale oczywiście mam pewne swoje wyobrażenie, czym ta istotna aktywność naukowa powinna być. Jednak przy wykładaniu znaczenia określonego pojęcia prawnego dobrze jest się na chwilę wyzbyć swoich zapatrywań (na tyle, na ile to jest możliwe).

    No więc, moim zdaniem, to sformułowanie o istotnej aktywności naukowej jest nieszczęśliwe. Z czysto językowego punktu widzenia można pod nie równie dobrze podciągnąć prowadzenie badań w licznych międzynarodowych projektach naukowych, jak i częsty udział w lokalnych konferencjach naukowych. I tu, i tu jest czynny udział, nasilone uczestniczenie itd. Jak powiedziałem, żadnego skutku, np. w postaci uznania dorobku osoby przez środowisko, nie musi być. Ważne jest to, że czynność uczestniczenia jest natężona. To wniosek na poziomie wykładni literalnej przepisu, czyli tej dosłownej.

    Taką klauzulę generalną można więc interpretować również tak, że będzie oznaczać nasilone uczestnictwo habilitanta w lokalnym życiu naukowym: miejscowych wystąpieniach, miejscowych konferencjach. Na gruncie języka to dopuszczalna interpretacja. Rzecz jasna, moje zapatrywanie jest trochę inne, niejako zawieszające poprzeczkę wyżej. Ale to tylko moje osobiste zapatrywanie, nawet nie wiem, czy słuszne.

    Na koniec: czy można się dziwić, że skoro ustawodawca tak sformułował jedno z wymagań na dr.hab., to tak je interpretują recenzenci, często tu krytykowani za przepychanie miernot po znajomości? Jako akademik im się dziwię, natomiast jako prawnik nie widzę w tym nic dziwnego. Czy mi się to podoba czy nie, muszę przyznać, że postępowanie tych recenzentów mieści w granicach zachowania, dopuszczonego przez tak sformułowaną normę prawną.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 19:44:10:

    Swoją drogą to ma być ta najbardziej przemyślana ustawa obecnego rządu. A tutaj ewidentnie nikt niczego nie kontroluje, burdel rozszerza się jak supernowa. Nikt nic nie wie. Za trzy miesiące dopiero będzie się działo, jak wejdzie w życie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 19:50:36:

    Haluciński,
    Mnie nie chodzi o "realizować", tylko o to "w".
    Po zastanowieniu się, faktycznie ani etat, ani umowa nie rozwiązują sprawy.
    Na przykład kiedyś wziąłem pieniądze za podwykonawstwo grantu. Ale np. w Łodzi, z której te pieniądze wziąłem, w całym życiu byłem tylko przejazdem, nie wyszedłem nawet z pociągu! Podobnie z drugą uczelnią.

    Czy recenzowanie doktoratów i udział w obronach doktoratów to istotna działalność naukowa? Bo w tym przypadku widzę to "w". Byłem, zasiadałem, spędziłem "w" przez całe 2 godziny!

    Czy istotna działalność naukowa musi być udokumentowana publikacją? Czy ta publikacja musi mieć odrębną afiliację? A czy można się wykpić jedną publikacją z 2 afiliacjami?

    Ja staram się myśleć tak, jak twórcy tego zapisu. Im się wydawało, że istotna działalność w innej jednostce to (a) postdoc minimum roczny (b) albo chociaż 3-miesięczny wyjazd, koniecznie zagraniczny, skonsumowany wspólną publikacją. Rzeczywistość zaś może wyglądać tak, jak te habilitacje w Rożenborku, tylko zamiast Słowacji wystarczy Ruda Sląska albo Słupsk. Wszystko zależeć będzie od recenzentów, bo faktycznie literalnie to i udział w konferencji jest działalnością naukową.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 19:57:36:

    @halucinski
    Owszem, nie narzekam. Lubię moje podwórko:)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 20:15:34:

    @Czlowiek.z.makulatury
    Nie krytykuj tak burdeli, bo w przeciwieństwie do tej ustawy są to biznesy naprawdę poukładane i dobrze prosperujące ;o)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 21:09:35:

    @Pi:

    > Czy recenzowanie doktoratów i udział w obronach doktoratów to istotna
    > działalność naukowa? Bo w tym przypadku widzę to "w".

    Nie, to w ogóle nie jest działalność naukowa. Proszę rzucić okiem na art. 4 projektu.

    A czy jest to aktywność naukowa, na dodatek istotna, i to jeszcze w innej uczelni? Chyba też nie, bo w projekcie jest artykuł mówiący o trzech podstawowych rodzajach obowiązków nauczyciela badawczo-dydaktycznego (zmiana nomenklatury!): nauczanie i wychowywanie studentów lub kształcenie doktorantów, prowadzenie działalności naukowej oraz uczestnictwo w pracach organizacyjnych uczelni (art. 115 ust. 1 pkt 3 i ust. 2). Jest gdzieś jeszcze osobno wysłowiony, podobnie jak dziś, obowiązek recenzowania prac przez profesorów i doktorów habilitowanych, ale nie mogę go teraz znaleźć. Wydaje się więc, że nie.

    Generalnie rzecz biorąc, ministerstwo nie wysnuło żadnych wniosków z problemów, wywoływanych przez stosowanie dotychczas istniejących w ustawie klauzul generalnych. Co prawda od klauzul generalnych nie da się uciec, ale można jest dopracować. Tu była (teoretycznie jeszcze jest) taka okazja. Niestety, olano to. W rezultacie ich stosowanie wciąż będzie rodziło wątpliwości. Nie znoszę teorii spiskowych, ale naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy nie o to właśnie chodzi. Źle dopracowaną klauzulę generalną można stosować z większym stopniem dowolności. Czyżby znów premiowano arbitralność? Patrząc się po uprawnienia RDN w postępowaniach profesorskich, chyba tak jest.

    > Byłem, zasiadałem, spędziłem "w" przez całe 2 godziny!

    Pan wybaczy, ale aż się prosi dopełnić tę ironię kolejną: na wielu uczelniach też byłem w, na szczęście był papier toaletowy.

    @Kahlkopf:

    A skąd Waćpan wie, że burdele funkcjonują dobrze?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 21:18:42:

    Acanie Haluciński
    Testować, to nie testowałem, ale są to interesa wielce prywatne, toteż zyskiem muszą się odznaczać a nie stratą.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 23:26:37:

    Kolejnym absurdalnym punktem jest parametryzacja rozbita w latach 2017-18 i 2019-20 według zupełnie innych zasad. Już raz zrobiono taką głupotę i znowu będą to powtarzać. Przy zdecydowanie wyższej punktacji w latach 2019-20 oznacza w praktyce, że publikacje z lat 2017-18 nie będą się praktycznie liczyły.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/11 23:47:42:

    @piotrcandida
    Zależy jakie będą zasady dzielenia punktów za publikacje. Jeśli za lata 17-18 takie jak były to to będzie jak najbardziej liczący się okres.
    Poza tym, oczywiście, że to głupota. Ale również złe byłoby liczenie punktacji wg nowych wykazów wstecz. Jakiekolwiek nowe zasady nie powinny działać wstecz.
    I jeszcze jedno: nowe reguły dzielenia punktów za publikacje podważają współpracę między uczelniami. A zasad maks. 4 od łebka bije z kolei we współpracę wewnątrz uczelni. Każdy ma skrobać swoją rzepkę!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 00:00:39:

    @tulloch & piotrcandida
    Na razie to z proponowanej ustawy i rozporządzeń wynika, że ludzie otwarci na współpracę i potrafiący współpracować z przedstawicielami różnych dyscyplin będą za każdym razem karani. Pierwsza kara to dzielenie punktów, druga to parametryzacja według dyscyplin. Może się wówczas okazać, że artykuł wydany w dobrym czasopiśmie za duże punkty nie będzie się mógł liczyć, bo czasopismo będzie przypisane do innej dyscypliny. Stąd pytanie o co chodzi ministrowi Gowinowi? Komu chce zrobić dobrze? Bo proponowane przepisy prowadzą prostą drogą do atrofii wszelakiej współpracy. Czyżby wg. ministra najlepszy sposób uprawiania nauki to kiszenie się we własnym sosie? I te żenująco niskie wydatki na naukę + obniżka naszej pensji w związku z kup. Ale ja mam to, gdzieś najwyżej wyjadę za granicę. Wolę zajmować się ciekawymi naukowo tematami interdyscyplinarnymi i poznawać ludzi niż właśnie kisić się. Widać minister ma spore ograniczenia, skoro nie potrafi zrozumieć, że dziś najciekawsze tematy pojawiają się na styku dyscyplin.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 00:33:50:

    tulloch,
    Zespół 4-osobowy miałby limit 16 artykułów. Nie widzę, jak to mogłoby zniechęcać do współpracy. Jesli już do czegoś zniechęca, to do kompulsywnego zaczerniania papieru.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 06:28:29:

    kahlkopf,
    Punkty - ale też karani będą "spółdzielcy" ("wzajemni dopisywacze") publikujący w gorszych czasopismach. Tu raczej widzę szansę na docenienie "samotnych wilków", np. z zagadnień matematycznych, którzy do tej pory przegrywali na starcie z badaczami z zakresów, gdzie naturalne są duże zespoły - to przy założeniu, że wkład w artykułomiesiącach każdego naukowca jest porównywalny.
    Parametryzacja w dyscyplinach to realny problem - tu zgoda. Widzę jedną zaletę - eliminowanie postaw typu "najlepszy narciarz wśród żeglarzy" (np. ktoś z nauk technicznych publikujący w czasopismach medycznych, o zupełnie innym niż w macierzystej działce zakresie IF). Niemniej zniechęcanie do dobrych badań interdyscyplinarnych to fakt.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 06:50:52:

    @3.14
    4 od autora lub współautora, tam nie ma nic o częściowych slotach. Tak więc nasz zespół może dać tylko 4 prace w których wszyscy będą figurować jako współautorzy. Jeśli ma być inaczej to niech ktoś mnie oświeci.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 07:10:35:

    Zresztą, gdyby było tak jak pisze @3.14 to byłby to świetny pomysł na utrzymanie roli "lokomotyw" publikacyjnych - trzeb dopisywać takiemu jako współautorów pracowników o małym dorobku z tej samej dziedziny , który nie załapał by się do kategoryzacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 07:33:45:

    @Glass_Onion
    Nie mogę się zgodzić z takim podejściem: Widzę jedną zaletę - eliminowanie postaw typu "najlepszy narciarz wśród żeglarzy" (np. ktoś z nauk technicznych publikujący w czasopismach medycznych, o zupełnie innym niż w macierzystej działce zakresie IF). A czemu to np. fizyk nie może znaleźć się jako współautor w artykule medycznym, skoro był w zespole opracowującym np. nową metodę diagnostyczną i jego osiągnięcia są osiągnięciami całego zespołu i na odwrót medyk w artykule w czasopiśmie fizycznym. Chyba nie rozumiesz działania zespołów interdyscyplinarnych i podstawowej rzeczy, czyli rozpowszechniania wyników naukowych. "Samotne wilki" to są co najwyżej w niektórych dziedzinach i to, że nie potrafią współpracować to ich problem bezzębności, a realny postęp dokonuje się właśnie tam, gdzie są zespoły. Po prostu Twoje spojrzenie, to jednak chęć karania za otwartość, pomysłowość i przedsiębiorczość. Po prostu widać, że "samotne bezzębne wilki" zazdroszczą tym, którzy potrafią się zorganizować i z niczego zrobić coś na poziomie światowym. Artykuł, to artykuł, jeśli jest dobry i mógł ukazać się w wysoko IFowym czasopiśmie, to już obojętne w którym, bo zazwyczaj musiał przejść znacznie ostrzejszy tryb recenzencki niż, artykuły, które ukazały się w czasopismach z listy C lub B.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 07:48:16:

    tulloch,
    Twoja interpretacja jest tak straszna, że nie wierzę, by była tą słuszną. To byłby koniec nauki.

    Dla mnie zasada "max 4" ma tę zaletę, że odsłania tyły. I nie chodzi mi o odsłanianie w celu karania, tylko o zmianę nastawienia władz, że ważnych jest tylko te 10% kadry reszta niech spada na drzewo. Pomyśl, jak to zmieni sposób rozstrzygania konkursów czy promowania "swoich". W tej chwili wypromowanie miernoty nic promującego nie kosztuje, za to zwiększa nieco pulę pieniędzy, jaka trafia na wydział, dlatego habilitacja ma w sobie aspekt socjalny ("chłopina naukowo cienki, ale ma 2 dzieci... no i 8 lat coraz bliżej"). Nagle okazałoby się też, że ci, którzy pracę na uczelni traktują jak źródło składki na ZUS, przestają być neutralni, a (w końcu!) zaczynają być spostrzegani jak szkodniki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 08:05:52:

    Ustawa w dość współczesnej, czerwcowej postaci: orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/7CDBE56DB2663559C12582A5002C1BAB/%24File/2563.pdf

    (od str 19)

    Art. 117.
    1. Nawiązanie stosunku pracy z pracownikiem uczelni następuje na podstawie umowy o pracę.
    2. Pierwsza umowa o pracę z nauczycielem akademickim w danej uczelni jest zawierana na czas:
    1) nieokreślony albo
    2) określony na okres do 4 lat
    ...
    W przypadku, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, oraz w przypadku zatrudnienia
    na czas określony nauczycieli akademickich:
    1) dla których uczelnia nie jest podstawowym miejscem pracy,
    2) którzy pobierają świadczenie emerytalne
    przepisów art. 25^1 § 13 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r.
    Kodeks pracy (Dz. U. z 2018 r. poz. 108, 4, 138, 305 i 357) nie stosuje się.


    w kodeksie pracy art 25^1 reguluje kwestię automatycznego przechodzenia umowy na czas określony w umowę na czas nieokreślony w przypadku zawarcia po rząd 3 takich umów. prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19980210094/U/D19980094Lj.pdf

    Czyli zwykła umowa o pracę, żadne tam mianowania, ale mamy też szeroko otwartą drogę do prekariatu akademickiego. Ale też do zatrudniania emerytów póki będą w stanie dotrzeć na zajęcia, choćby przez internet.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 08:14:45:

    @kahlkopf
    Nie polemizuj z tezami, których nie postawiłem.

    >A czemu to np. fizyk nie może znaleźć się jako współautor w artykule medycznym
    Przecież nie o tym pisałem. Pewnie, że może. Mi chodziło o sytuacje, kiedy ktoś w medycynie sprzedaje rzeczy oczywiste w technice/fizyce, a potem chwali się "medycznym" IF.

    >"Samotne wilki" to są co najwyżej w niektórych dziedzinach i to, że nie potrafią >współpracować to ich problem bezzębności
    W tym samy zdaniu raz przyznajesz, że w niektórych dziedzinach tacy są (o czym pisałem), a chwilę potem takich naukowców deprecjonujesz.

    >Po prostu Twoje spojrzenie, to jednak chęć karania za otwartość, pomysłowość i >przedsiębiorczość
    W żadnym wypadku - pisałem nie o rzeczywistej i sensownej współpracy, gdzie "dokonuje się realny postęp", a o cwaniactwie i "spółdzielniach". Wchodząc w Twój insynuacyjny ton - widocznie to uważasz za "pomysłowość i przedsiębiorczość".

    >Artykuł, to artykuł, jeśli jest dobry i mógł ukazać się w wysoko IFowym czasopiśmie, to >już obojętne w którym
    Wg propozycji z marca punkty za najlepiej punktowane czasopisma nie mają być dzielone (każdy współautor dostaje 100%) - chyba, że od tego czasu coś się zmieniło...
    Dlatego napisałem, że problem to dyscypliny.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 08:40:26:

    Dzielenie punktów za wspólne publikacje, to najlepsza i najprostsza rzecz jaką można było wprowadzić, żeby ukrócić tworzenie spółdzielni. Na każdym wydziale są takie spółdzielnie i to one nabijają większość punktów. Są dyscypliny, gdzie standardem jest 10 i więcej autorów publikacji i każdy dostawał tyle samo punktów, to był absurd.

    Ocena jednostek z punktu dziedzin też jest bardzo dobrym krokiem do normalności. Obecnie mamy na przykład taką sytuację, że w naukach ekonomicznych funkcjonują wydziały techniczne, w których większość wysoko punktowanych publikacji jest z zakresu nauk technicznych albo rolniczych i nie mają one nic wspólnego z ekonomią. Nie widzę przeszkód żeby zaliczać publikacje interdyscyplinarne znajdujące się na pograniczu, ale stanowcze NIE dla publikacji z innego zakresu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 08:53:12:

    @Piotrcandida
    Mylisz się, jeżeli artykuły miały > 10 autorów punkty były odpowiednio dzielone.
    @Glass_Onion
    Tak wolę nawet te spółdzielnie, niż każdy sobie rzepkę skrobie. Zobacz tez jak sam sobie przeczysz, choćby w zdaniu które już przytoczyłem, a później dodajesz: Niemniej zniechęcanie do dobrych badań interdyscyplinarnych to fakt.
    To jak chcesz zachęcać do takich badań. Jak chcesz też uprawiać naukę przy skrajnym niedofinansowaniu, jeżeli jedynym często sposobem zapłaty za sprzęt i współudział są właśnie publikacje. Chyba jednak Was zazdrość zżera w stosunku do tych co potrafią się zorganizować.
    Dla mnie dzielenie punktów to głupota, która doprowadzi do zgonu jakiejkolwiek współpracy i do wyścigu szczurów, gdzie zagryzanie będzie na porządku dziennym. Niedzielenie punktów za te tzw. najlepsze żurnale wg. MNiSW nie jest rozwiązaniem, bo w niektórych dyscyplinach mogą być trudności z dostępem do tego typu czasopism. Poza tym w ogóle ocena wg. dyscyplin jest czystą głupotą, za co jeszcze nieźle zapłacimy i to z własnej kieszeni.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 08:58:23:

    @kahlkopf
    >Tak wolę nawet te spółdzielnie
    >Chyba jednak Was zazdrość zżera

    To oczywiście kończy dyskusję.

  • artz64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:06:56:

    a href=https://wpolityce.pl/polityka/399096-wiceminister-nauki-resort-chce-zaproponowac-podczas-drugiego-czytania-50-poprawek-do-ustawy-20-sprawdz-szczegolywpolityce.pl/polityka/399096-wiceminister-nauki-resort-chce-zaproponowac-podczas-drugiego-czytania-50-poprawek-do-ustawy-20-sprawdz-szczegoly

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:12:00:

    @piotrcandida
    Niby wszystko proste i ok, ale (co już wiele osób podkreślało), o wiele trudniej jest opublikować coś za obecne 30-50 punktów pracując w kilkoro niż w pojedynkę za mniej. Wychodzi na to, że łatwiej będzie ciułać po kilka punkcików w słabych czasopismach niż budować większe, lepiej postrzegalne prace w znaczących periodykach, a sukcesy publikacyjne umacniają team spirit, co przenosi się na produktywność zespołów badawczych. Rozumiem, że za publikację w najlepszych czasopismach nie będzie dzielenia punktów, ale przy success rate 10% w czasopiśmie, w którym praca odbija się pomiędzy autorami a recenzentami jak piłeczka pingpongowa przez dłuższy czas, a potem ląduje w koszu, bo jakiś recenzent poczuł się niedowartościowany i trzeba szukać "na szybko" słabszego czasopisma, aby zdążyć jeszcze ze świeżym tematem, to nie jest żadne pocieszenie, bo na głowę pozostają grosze nieproporcjonalne do włożonego trudu. Po prostu czujesz i wiesz, że coś jest wartościowe, a nie dostajesz nic poza satysfakcją z publikacji. A można było od razu pójść na listę B i się nie przepychać z recenzentami z takich np. Chin albo pojechać na konferencję i też liczyć, że ktoś dotrze do publikacji. Rozwiązaniem może być jedynie nieliniowe przekształcenie obecnej punktacji na nową, ale minister woli dla niepoznaki przeskalować punkty x4.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:28:56:

    @artz64
    Z tej ustawy już praktycznie nic nie pozostało. Wycofują się po cichu ze wszystkich radykalnych zmian jakie były.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:30:24:

    Odnośnie:
    Dzielenie punktów za wspólne publikacje, to najlepsza i najprostsza rzecz jaką można było wprowadzić, żeby ukrócić tworzenie spółdzielni. Na każdym wydziale są takie spółdzielnie i to one nabijają większość punktów. Są dyscypliny, gdzie standardem jest 10 i więcej autorów publikacji i każdy dostawał tyle samo punktów, to był absurd.

    W tej chwili mam taką sytuację, że w 4 osoby pracujemy nad tekstem, kt. prześlemy do czasopisma z listy A.
    Na jednym z zebrań padło pytanie: a jak te punkty będą się dzielić? Jeśli każdy z nas będzie miał dajmy na to po 30 to super (1 art. x 4x30), ale jak 30/4 to nie super. Oznacza to, że jeśli 1 slot to jedna publikacja a nie pracownik, to musimy aż 4 teksty w tym samym składzie przygotować, żeby dziekanowi to się przydało.

    Czy może się mylę?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:32:57:

    @tulloch
    Skoro wiadomo, że punktacja za lata 2019-20 ma być z przedziału do 200 punktów, to będzie miała cztery razy większe znaczenie niż publikacje z okresu 2017-18. Czyli za publikację w tym samym czasopiśmie w roku 2019 dostaniemy prawdopodobnie cztery razy więcej punktów niż za publikację w 2018 roku, to są jakieś jaja. Trzeba wprowadzić jakiś przelicznik, bo inaczej to czysta głupota.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:33:45:

    @Pi
    Czy Ty wierzysz w rozsądek tworzących te przepisy? Po prostu, ktoś przyjął tę zasadę jako sposób na skończenie z "lokomotywami" (i na tym forum byli i są jej wyznawcy) , nie zdając sobie w pełni sprawy z jej konsekwencji i swojego milczącego założenia o indywidualnym charakterze pracy naukowej.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:41:32:

    @piotrcandida
    To co piszesz odnosić się będzie tylko do czasopism tylko za 140 i 200 punktów po nowemu (gdzie nie dzieli się punktów), bo dla niższej półki to już tak nie wygląda. Np. 70 punktowy artykuł z 4 autorami z różnych uczelni - to po 35 pkt na głowę, a obecnie, przy starych zasadach dzielenia punktów, byłoby pewnie ze 30-35.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:50:34:

    @piotrcandida
    Zresztą, dla publikacji z jeszcze niższej półki, np. za obecne 15 pkt będzie gorzej - po aktualnemu przy dwóch autorach z różnych uczelni każdy ma swoje 15 pkt, a po nowemu każdy dostanie po 10 pkt. Oczywiście, można z pogarda patrzeć na takie dołu, ale proszę wierzyć, ze są takie dziedziny w których takie publikacje mają znaczenie dla kategoryzacji.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 09:52:17:

    @kahlkopf
    Dzielenie punktów nie jest głupotą tylko sprawiedliwym podziałem wkładu. Przecież nie można przyrównywać wkładu autora samodzielnego z z wkładem autora, który jest jednym z wielu. Jak współpracujesz to w tym samym czasie możesz napisać kilka publikacji, bo jest to dużo prostsze.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 10:03:54:

    @piotrcandida
    Jeśli miałoby być sprawiedliwie, to zasady podziału powinny być niezależne od punktacji czasopisma.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 10:04:41:

    @piotrcandida
    Współpraca nie jest prostsza. Jest inna i zależy od konkretnego przypadku. 9 kobiet nie urodzi 1 dziecka w ciągu miesiąca.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 10:27:34:

    Ja piernicze. Wracaja wydzialy i promotorstwo pomocnicze. Rada uczelni moze skladac sie z jej pracownikow powolanych przez senat.

    To jest zabetonowanie ukladow.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 10:38:53:

    Wydziałby ni wracają. Mają być tylko wymienione opcjonalne formy organizacji które można wybrać w statucie. Tj. statust ma teraz wybierać z katalogu a nie organizować od zera.

    Ponadto To zaplanowane zmiany, które ustaliliśmy ponad tydzień temu (Piotr Muller).

    Powiem więcej, to nie zmiany a zajęcie z góry upatrzonych pozycji, strategia polityczna będąca efektem 2 lat namysłu, prosze nie odbierać 210 autopoprawek w dwa tygodnie jako nieprzemyślanych, możliwych wersji mamy jeszcze więcej.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 10:48:05:

    To zaplanowane zmiany, które ustaliliśmy ponad tydzień temu. Cały czas spotykamy się ze środowiskiem akademickim i zapleczem politycznym

    Zitt, ja sie caly czas zastanawiam, kto to jest to "srodowisko".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 11:38:59:

    Zostali wyłonieni w konkursie na poparcie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 11:45:06:

    W obradach komisji udział wzięli

    - prof. Zbigniew Błocki dyrektor Narodowego Centrum Nauki
    - prof. dr hab. inż. Maciej Chorowski dyrektor Centrum Badań iRozwoju
    - prof. dr hab. Krzysztof Diks przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej
    - Piotr Korczała dyrektor Biura Centralnej Komisji doSpraw Stopni iTytułów
    - Łukasz Wojdyga dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej
    - prof. dr hab. Zbigniew Marciniak przewodniczący Rady Głównej Nauki iSzkolnictwa Wyższego
    - prof. dr hab. inż. Jan Szmidt przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich wraz zewspółpracownikami
    - dr Ewa Strupińska-Thor członek Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich
    - prof. dr hab. Marcin Pałys rektor Uniwersytetu Warszawskiego
    - prof. Włodzimierz Klonowski przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność wInstytucie Biocybernetyki iInżynierii Biomedycznej Polskiej Akademii Nauk
    - dr inż. Maria Sapor wiceprzewodnicząca Krajowej Sekcji Nauki NSZZ Solidarność wraz zewspółpracownikami
    - dr Julian Srebrny członek Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność UW
    - dr hab. Marian Srebrny członek Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność wInstytucie Podstaw Informatyki PAN
    - Hanna Stankiewicz-Jóźwicka przewodnicząca Krajowej Sekcji Pracowników Szkół Artystycznych NSZZ Solidarność
    - Łukasz Kierznowski wiceprzewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów
    - Mateusz Gawroński członek Rady Wykonawczej Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej
    - prof. dr hab. Marek Kornat profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego wWarszawie
    - prof. dr hab. Wojciech Polak profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wToruniu
    - Jacek Karczewski prezes Stowarzyszenia Absolwentów iPrzyjaciół Wydziału Elektroniki iTechnik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej ELKA oraz Aleksander Temkin przewodniczący Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

    Nie wszyscy zabrali głos. Ale np. Krzysztof Diks:

    "Innym problemem jest to, gdzie oni mają się wychować nadoktorów. Niech wychowują
    się wnajlepszych uczelniach. Zapewnijmy im to, żeby mogli trafić dopracy wtych
    uczelniach regionalnych. Itojest zupełnie inny problem. Stwórzmy tam stanowiska
    badawcze. Stwórzmy wynagrodzenia specjalne, żeby można było ich tam przyciągnąć.
    Natomiast niech kształcą się unajlepszych, bowten sposób tworzy się najlepszą naukę.
    Dziękuję."

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 11:47:19:

    Mowa jest także o 4 profesorach przy Dudzie któzy tak naprawde zgłaszaja wiekszosc tych autopoprawek, ale nie znam nazwisk.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 11:56:33:

    Ja to już tylko się śmieję, z tych co wierzyli, że z tej ustawy wyniknie. Najwyraźniej przełomowe i radykalne zmiany w KONSTYTUCJI DLA NARODOWEJ NAUKI POLSKIEJ KTÓRA BĘDZIE ROZPIERDALAĆ WIELKOŚCIĄ SWOJO LEWACTWO NA CAŁYM ŚWIECIE, dało się przeprowadzić zwykłym rozporządzeniem Ministra w sprawie punktacji.

    Podsumujmy to rozporządzenie - z 3N na 4N pojedynczego autora plus punktacja na pałę x4. Natomiast koszt tej legislacji to wymiana tabliczki w holu Pałacu Kultury z CK na RDN.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 12:01:54:

    Jeszcze dodam do tego podwyżkę, która jest obniżką (podwyższone koszty), więc można odtrąbić sukces, że daliśmy naukowcom więcej pieniędzy, ale w budżecie państwo jest więcej pieniędzy niż było!

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 12:07:02:

    @zitt
    #jprdl za caly komentarz
    W praktyce Pałys i Marciniak kreca calym interesem.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 12:10:20:

    @zitterbewegung
    Cała ustawa została rozwalona przez Dudę, który nakazał wprowadzenie zmian.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 12:12:56:

    @czlowiek.z.makulatury
    Dokładnie, a ci co zarabiali trochę więcej niz minimum bo się czymś wyróżniali nie dość że przez ostatnie 4 lata nie dostali ani grosza, to nie dostaną przez kolejne 4 lata. Ta ustawa prowadzi do wyrównania wynagrodzeń i promowania bycia miernotą. Bo po co się wybijać jak i tak dostaniesz prawie to samo bez dużego wysiłku.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 12:57:50:

    I. Z tym przypisaniem do dyscypliny to rzeczywiście może być wesoło. Przygotowuję tekst do w miarę przyzwoitego świerszcza (Q1 w scimago) z okolic mojej specyficznej działki badawczej (a działam w ramach dyscypliny "ekonomia"). Z ciekawości sprawdziłem w scimago subject area i category tego świerszczyka. Computer Science / Mathematics (Modeling & Simulation)... Niech to szlag, a myślałem, że ekonomia. Ale najwyraźniej tam ekonomiści "tylko" publikują.

    II. Na marginesie kilku wcześniejszych postów chciałbym zauważyć, że pompowanie ekspresji i forsowanie wyrazistości wypowiedzi poprzez użycie wulgaryzmów jest jeszcze łatwiejsze, niż publikowanie na liście B. Warto poszukać lepszych wzorców "publikacyjnych".

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 13:07:59:

    Czasem trzeba powiedzieć: kurwa! Po to jest to słowo. Nie bójmy się go.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 13:18:38:

    Zaś lista B jest po to, by tam publikować. Nie bójmy się jej.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 13:22:29:

    Oczywiście, niekiedy trzeba. Choć na ogół nie. Zupełnie jak z bluzgiem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 13:28:39:

    @horny
    Na okreslenie tego, co dzieje sie wokol ustawy brak parlamentarnych slow. Wczoraj we Wroclawiu protestowala Solidarnosc, a tu okazuje sie, ze pan minister sobie z jakimis przewodniczacymi zakladowych sekcji NSZZ Solidarnosc cos pokonsultowal. Ani slowo cyrk, ani slowo burdel nie oddaje istoty sytuacji. Jedyne, co sie liczy, to dojscia do ministra i uklady, jak w schylkowym PRL.

    W praktyce, na uczelniach wszystko zostaje tak, jak bylo, ale z niewielkimi wyjatkami. Najistotniejszy wyjatek polega na wywroceniu do gory nogami systemu awansow tak, by ulatwic awans swoim, a utrudnic obcym, albo nieposlusznym. Pewnie jeszcze sie okaze, ze o habilitacjach beda nadal decydowaly rady wydzialow, ale z ta istotna innowacja, ze decyzje RW bedzie mogl uchylic senat. O to do @#$#$@ nedzy chodzilo? Ale po %$#$%$#$% habilitacja, skoro, jak ktos ma uklady, to profesorem uczelni moze zostac bez habilitacji? Zakaz promowania tez sie obejdzie, bo przeciez taki profesor uczelni bedzie mogl byc pomocniczym.

    Jedyne, co rzeczywiscie sie zmieni, to zasady parametryzacji, lista czasopism i lista dyscyplin. To po cholere bylo jesc te zabe, skoro takie zmiany to pan minister mogl se na dobra sprawe wprowadzic rozporzadzeniami?

    Aha, jeszcze jedno. Ustawa 2.0 w duzej czesci powtarza to, co jest w ustawie Kudryckiej, tylko *innymi slowami*. To oznacza, ze nic sie praktycznie nie zmienia, ale za to cale dotychczasowe orzecznictwo idzie do kosza. Jak tos bedzie chcial isc do sadu, to proponuje od razu zalozyc zbiorke na adwokata.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 13:45:52:

    Rektor PW podczas komisji 24 maja:
    Dziękuję bardzo. Szanowni państwo, zmiany, które są proponowane w tej ustawie, nie są pomysłem ministerstwa. Od tego trzeba zacząć. [...] Chcę dodać, że w moim odczuciu nie istnieje ustawa [...] idealna dla wszystkich. Musimy znaleźć wyjście. Tym wyjściem jest tylko jedno zostawić autonomię środowisku. [...] fantastyczne narzędzia [...] Przecież statuty, które będą określane przez senaty wybrane w wyborach powszechnych, określą zakres, obszar samorządności, która będzie mogła istnieć dzięki temu, że mamy autonomię, [...] My jako rektorzy nigdy nie zabiegaliśmy o to, żeby tej władzy mieć więcej. Tak jak nie zabiegaliśmy o rady uczelni. Ja byłem tego przeciwnikiem i mówiłem to głośno, jako jeden z niewielu, bo nie każdy ma odwagę mówić głośno to, o czym myśli. Konwenty, które miały spełnić swoją rolę, nie spełniły jej, okazały się nietrafionym strzałem. [...] Rektorzy są wybierani w wyborach poprzez 140-osobowe kolegium elektorów, więc zarzucanie, że rektor stworzy sobie klikę ze 140 osób a słyszałem to kilka razy to znaczy, że ktoś, kto to mówi, ma kłopoty z myśleniem. To jest niemożliwe w poważnej uczelni od razu państwu powiadam a tylko o takich tu mówimy, resztą się nie zajmujmy [...] Przepraszam, proszę mi pozwolić skończyć [...] takie uprawnienia, jakie pan zapisze w statucie [...] i tak będzie u mnie. Zaraz panu powiem, jak to się robi, jeśli pan nie wie. [...] Zostawiamy rady wydziałów. Mam 13 wydziałów na 20, które są monodyscyplinarne. Te rady wydziałów będą komisjami senackimi, które będą realizować to

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:13:19:

    @piotrcandida
    Przeczytaj jeszcze raz uważnie co napisał @naukowiec2.0 na temat współpracy. To nie jest prostsze, to jest inne, bo wymaga umiejętności koordynacji działań, a przede wszystkim umiejętności wykorzystywania mocnych stron członków zespołu. Poza tym, celem nie są publikacje, a prowadzenie we właściwy sposób badań, tak by otrzymane wyniki były na poziomie światowym. Stąd w zależności od problemu trzeba zbudować zespół ze specjalistów, którzy są niezbędni do realizacji danego tematu.
    Pisanie publikacji nie jest proste, bo na to nie ma sztancy drukarskiej. Wszystko musi być przemyślane i mieć swój cel. Artykuł wieloautorski małego zespołu (<10 osób), to zebranie wniosków i spojrzenie wraz z rozwiązaniem na dany problem przez członków zespołu. Jest owszem autor prowadzący (zazwyczaj pierwszy), ale reszta też dorzuca istotne rzeczy, a przede wszystkim musi być najpierw omówienie o czym to ma być i jak podzielić ten wspólny dorobek w postaci wyników.
    Chyba nigdy nie byłeś w żadnym zespole, że taką bzdurę napisałeś. Podział punktów według ułamków, pierwiastków nie jest sprawiedliwy, bo to jakby dziecko dzielić pomiędzy rodziców.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:13:29:

    @piotrcandida:

    > Dzielenie punktów nie jest głupotą tylko sprawiedliwym podziałem wkładu. Przecież nie
    > można przyrównywać wkładu autora samodzielnego z wkładem autora, który jest
    > jednym z wielu. Jak współpracujesz to w tym samym czasie możesz napisać kilka
    > publikacji, bo jest to dużo prostsze.

    Jeżeli przez słowo ,,wkład'' rozumie Pan procentowy udział autora, to ma Pan rację: pojedynczy autor zawsze będzie miał 100% wkładu, a w pracach wieloautorskich żaden autor nie będzie miał 100%, bo to arytmetycznie niemożliwe.

    Jeżeli przez słowo ,,wkład'' rozumieć ,,czas i nakład pracy'', a wydaje mi się, że to jest właściwe znaczenie tego słowa, to wkład pojedynczego autora nie pozostaje w żadnej zależności od liczby autorów. Istnieją prace jednoautorskie, które były owocem wielu miesięcy żmudnej pracy jednej osoby, ale też istnieją prace wieloautorskie, które również były owocem wielu miesięcy ciężkiej pracy. I odwrotnie, są prace, zarówno jednoautorskie, jak i wieloautorskie, które powstały niemal na kolanie, tzn. wkład autora (autorów) był niewielki.

    W zespołach pracuje się z różnych powodów. Dlatego, że poszczególnym członkom zespołu brakuje wiedzy i umiejętności, żeby samodzielnie przeprowadzić badania/analizy. Dlatego, że chociaż poszczególni członkowie zespołu mają wiedzę i umiejętności do samodzielnego przeprowadzenia badania/analizy, ale nie są w stanie tego zrobić, bo ilość materiału badawczego/analitycznego jest zbyt wielka.

    Pracujemy wspólnie po to, żeby po prostu więcej osiągnąć lub osiągnąć coś, czego nie można zrobić w pojedynkę. Z reguły, bo nie zawsze, praca dobrze zgranego zespołu jest efektywniejsza niż praca pojedynczego człowieka. I ta obserwacja wcale nie deprecjonuje pracy i osiągnięć samotnych wilków.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:16:13:

    PS. Nie dość, że Kahlkopf był szybszy, to jeszcze wyłożył to Panu lepiej.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:17:15:

    Rektorzy są wybierani w wyborach poprzez 140-osobowe kolegium elektorów, więc zarzucanie, że rektor stworzy sobie klikę ze 140 osób a słyszałem to kilka razy to znaczy, że ktoś, kto to mówi, ma kłopoty z myśleniem.

    Niezla sciema.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:25:10:

    No, niezła ściema. Nawet ja wiem, że przy zwykłej ordynacji większościowej ze 140-osobowego grona elektorów wystarczy przekonać do siebie 71 osób, żeby mieć absolutną pewność wygrania wyborów na rektora. Jak się już ma odpowiednią pozycję na uczelni, to nie jest niemożliwe. Ba! to chyba nie jest nawet takie trudne.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:31:11:

    @kahlkopf, @Halucinski
    Oczywiście macie rację. Ale brak dzielenia punktów między współautorów prowadzi do tego, że taki sam artykuł na pisany np. za 30 pkt przez jednego autora wart jest np. 120 pkt gdy tworzy go 4 autorów. To przecież niedorzeczność.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:33:18:

    @ piotrcandida

    Z tej ustawy już praktycznie nic nie pozostało. Wycofują się po cichu ze wszystkich radykalnych zmian jakie były.

    Jak to nic? Zostaje chaos!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:39:21:

    W myśl zaproponowanej poprawki, jeśli doktorant będzie pracował na uczelni w większym wymiarze niż pół etatu, po pozytywnej ocenie śródokresowej będzie otrzymywać 40 proc. stypendium doktoranckiego. Jeżeli nie przekroczy tego wymiaru, to 100 proc.

    Czyli doktorant będzie zarabiał na rękę więcej od swojego promotora. Nihil nowi, ja pierdolę!*

    *To tylko cytat z Adasia Miałczyńskiego, polonisty, a więc humanisty.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 14:59:40:

    A ile by to było odpowiednio żeby zarabiał. Połowa to chyba też za dużo, nie? Czy doktorant również musi być niższy? U mnie doktoranci na ogól zarabiają więcej niż my wszyscy, bo większość pracuje.

    Swoją drogą nie rozumiem czemu w Polsce ustawodawca rozumie tylko progi, a złotówka-za-złotówkę już nie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 15:02:47:

    @Pi:

    Dla mnie podany przez Pana cytat jest nielogiczny w tym sensie, że oznacza mniejsze wynagrodzenie za większą pracę: doktorant na więcej niż 0,5 etatu = 40% stypendium, doktorant na nie więcej niż 0,5 etatu = 100% stypendium.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 15:11:57:

    PI, dla mnie podany przez Ciebie cytat [z Adasia M. - przyp. red.] jest nieortograficzny.

    Zanim w odpowiedzi na mojego offtopa posypią się kolejne bluzgi, dowyjaśnię, że rażą mnie niepotrzebne wulgaryzmy w miejscach publicznych [w tym na forach] i nie widzę w tym problemu, żeby tego jasno nie wyartykułować [przynajmniej na forum].

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 15:53:33:

    h_hornblower,
    To tylko środek stylistyczny, którego dla zwiększenia efektu używam nie częściej niż raz w roku, więc na ten rok limit wyczerpałem!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 16:01:24:

    W kwotach *netto* doktorant zatrudniony *dodatkowo* na pół etatu asystenckiego zarabiałby 4200, czyli pomiędzy pensją prof. uczelnianego 3700 i prof. zwyczajnego 4500.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 17:32:45:

    @halucinski, @piotrcandida
    Pracujemy wspólnie po to, żeby po prostu więcej osiągnąć lub osiągnąć coś, czego nie można zrobić w pojedynkę. Z reguły, bo nie zawsze, praca dobrze zgranego zespołu jest efektywniejsza niż praca pojedynczego człowieka. I ta obserwacja wcale nie deprecjonuje pracy i osiągnięć samotnych wilków.
    Pełna zgoda. I dlatego system punktowania (każdy będzie ułomny) powinien te style pracy (zależne zarówno od charakteru naukowca, jak i od dziedziny) jakoś uwzględniać, zgadzam się, że z premiowaniem sensownej "kolaboracji", ale bez zabijania samotników.
    W przeciwnym razie zawsze można się nawzajem kopać: nie umiesz współpracować vs. nie umiesz sam nic stworzyć.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 17:36:15:

    @trzy.14
    I w ten sposób zwykły adiunkt będzie dla rektora znacznie bardziej opłacalny niż pół etatowy doktorant. Chyba, że na doktorantów będzie jakiś odrębny budżet, ale na to się nie zanosi.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 17:41:15:

    Już teraz jest branych tylko kilka prac, m.in. żeby uwzględnić, że kolaboracje publikują dużo.

    A gdyby tak się oderwać od obsesji kwantyfikacji na poziomie osobowym? Jednostki zależnie od rozmiaru zgłaszałyby publikacje i prowadziły taką politykę kadrową, żeby mieć co zgłaszać.

  • glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 17:51:11:

    @zitterbewegung
    Celna uwaga - część dyskusji wynika chyba z przeplatania się kwestii oceny jednostek naukowych i pojedynczych osób (np. przy procedurach awansowych).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 18:21:45:

    js.c
    A dlaczegóż to miałby być ten sam budżet? W tej chwili doktoranci są ujęci w algorytmie jako osobna pozycja. Myślisz, że ktoś w tym amoku zwróci uwagę na to, że poprawka umożliwiająca zatrudnianie doktorantów w jednostce prowadzącej szkoły doktorskie na kawałkach etatu zostanie zsynchronizowana z kluczowym rozporządzeniem, którego nie ma, a bez którego procedowanie tej ustawy nie ma najmniejszego sensu merytorycznego?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 18:27:22:

    @trzy.14
    Ale jednak to wciąż ten sam budżet. Już doktoranci są mniej opłacalni niż asystenci, a co dopiero po dwukrotnym wzroście stypendium. Trzeba by bardzo zręcznie wycyzelować algorytm, aby był spójny z ustawą, a do tego, jak słusznie zauważasz, głowy nikt nie ma i miał nie będzie. Ustawę bez algorytmu można procedować, gdyby w niej często gęsto były zapisy narzucające (de facto lub de iure) więzy na ten przyszły algorytm. Ale takich zapisów brak.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 18:36:44:

    js.c,
    Ja tylko wiem, że rząd *już* daje 1,5 mld na wyprawki do szkół i to jest DZIESIĘĆ razy więcej niż Gowin dostał na przyszłoroczne podwyżki. Stąd mój nastrój jak z Dnia świra, za co horniego przepraszam, doczytawszy całość dzisiejszej wymiany zdań.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 18:49:10:

    Dodam jeszcze, że nie wiem jak u was, ale u nas sytuacja jest lekko przedrewolucyjna. Tzn. wszystko się rozpada, a zapas klajstru i śrub wyczerpany. Tzn. adiunkci z wolna zaczynają odczuwać ducha reform - skoro niektórzy są niemal do pięćdziesiątki trzymani na krótkiej smyczy braku stabilizacji zawodowej, to coraz słabiej identyfikują się ze swoją Alma Mater, pyszczą i wręcz grożą odejściem w diabły, bo oto diabły płacą więcej! I jak się dobrze przyjrzeć, to okazuje się, że cały wydział stoi nie tylko na kilku wybitnych naukowcach, ale i kilku adiunktach, bez których dydaktyka leży i nikt z profesury, nawet/zwłaszcza tej najbardziej ugrantowionej, jej nie podniesie, taki to ciężar!

    Nie chciałbym być w skórze dziekanów. A to dopiero przedśpiew tego, co nastąpi.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 19:02:10:

    > Ja tylko wiem, że rząd *już* daje 1,5 mld na wyprawki do szkół i to jest DZIESIĘĆ razy
    > więcej niż Gowin dostał na przyszłoroczne podwyżki.

    Moja matma jest kiepska, ale spróbuję. Dla uproszczenia zakładam, że każdy akademik dostanie po równo:

    1,5 mld zł / 10 = 150 mln zł --- środki na podwyżki w 2019
    150 mln zł / 0,114 mln os.* = 1315,79 zł / os. --- wysokość podwyżki w 2019
    1315,79 zł / 12 mies. = 109,65 zł --- wysokość podwyżki na miesiąc w 2019

    * Liczba akademików, którą ktoś tu niedawno podał.

    To kwota brutto, więc nie pokryje mojej straty za odebranie 50% kwoty uzyskania przychodu.

    Panie Ministrze Gowin, jaka podwyżka?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 19:24:35:

    Obawiam sie, ze to jest kwota brutto brutto. To oznacza, ze po uwzglednieniu wszystkich kosztow pracodawcy statystyczny naukowiec dostanie miesiecznie na reke jakies 60-70 zl.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 20:02:38:

    halucinski,
    To nie tak! Podwyżki mają dostać TYLKO te osoby, które znajdą się poniżej ministerialnego minimum. I NIKT WIĘCEJ. W szczególności podwyżki nie obejmą administracji i technicznych, jak chcą więcej zarabiać, niech se urodzą 500+.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 20:04:49:

    halucinski
    Dzielimy nie przez 12, a 13 (taki klimat). I gdyby było jak dotychczas, to nie przez 100 tys a przez 200 tys. (zgrubnie szacowana liczba wszystkich pracowników sektora, włącznie z administracją etc.).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 20:06:11:

    I trzeba odjąć 20% dodatku stażowego. Kwota 100-150 mln to kwota po stronie ministerstwa, brutto-brutto z wszystkimi możliwymi pochodnymi jak trzynastka czy dodatek za staż pracy.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 20:57:39:

    Rada, w której większosci nie będą już mieli ludzie zewnśtrz, nie będzie już jako jedyna zgłaszać kandaydatów na rektora.

    "to statut uczelni reguluje, kto zgłasza kandydatów na rektora" mówi Piotr Muller

    oko.press/gowin-ustepuje-pod-naciskiem-protestow-na-uczelniach-beda-zmiany-w-ustawie-2-0/

    Dalej nie czytałem bo w obecnym stanie płynności to chyba nie ma najmniejszego sensu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 21:10:22:

    @Pi:

    Fakt, zapomniałem o trzynastce. Co do reszty Pańskich rewelacji, nawet ich nie komentuję, bo nóż sam w kieszeni się otwiera.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 21:11:30:

    art. 72 ust. 1 obowiazujacej ustawy:
    Rektor uczelni publicznej może być powołany w drodze wyborów albo w drodze konkursu.

    W praktyce kandydowac moze kazdy, kto chce.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 22:18:18:

    Czyli jak zwykle wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu... Przy czym to stare to powrót do okresu przedkudryckiej (vide kolokwia i dożywotnie zatrudnienia na adiunkcie bez habilitacji). Ale skoro wróciły 8 letni szkoły podstawowe to NiSW też się muszą jakoś w ten nostalgiczny nurt wpisać.

    Co do 8 lat na habilitacje będąc zatrudnionym na adiunkcie, to u nas straszą, że co prawda nowa ustawa nie stawia takiego wymogu, ale statut uczelni ze względu na ustawowe poluzowanie może takie ograniczenie wprowadzić.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 22:59:51:

    Obecnie płaca minimalna wynosi 2100 zł brutto. Zgodnie z ustawą musi być co roku waloryzowana. W tym roku - ze względu na prognozowaną inflację i wzrost gospodarczy - nie może więc wzrosnąć o mniej niż 116 zł i 17 groszy. Tymczasem propozycja Ministerstwa Rodziny i Pracy brzmi: 2250 zł brutto (1630 zł na rękę) i 14,70 zł za godzinę na umowie-zleceniu i dla samozatrudnionych świadczących jednoosobowo usługi na rzecz firm.

    To juz całkiem blisko minimalnej lektora, 2375 i asystenta, 2450. W tym tempie w 2020 to minister Rafalska a nie Gowin będzie decydować o płacach lektorów i asystentów, a potem co rok-dwa kolejnych grup zawodowych na uczelniach.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 23:25:17:

    @Pi:

    > To juz całkiem blisko minimalnej lektora, 2375 i asystenta, 2450.

    Co pokazuje dobitnie, gdzie mają nas rządzący.

    Swoją drogą, przypomniał mi się felieton prof. Gwiazdowskiego sprzed kilku lat. Ładnie wykazał, że płacę minimalną podnosi się nie po to, żeby wspomóc ludzi zatrudnionych na najniżej płatnych stanowiskach, ale żeby zwiększyć dochody budżetu państwa. Od wyższej płacy minimalnej jest wyższy podatek dochodowy, wyższa składka na NFZ i wyższa składka na ZUS.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/12 23:29:06:

    W odróżnieniu od protestujących, akceptuję kontrolę i ewaluację. Nie dlatego, że rynek wie lepiej, ale dlatego, że pieniądz podatników jest dla mnie mocniejszym etycznie zobowiązaniem niż etos inteligencji. Uważam, że polska nauka nie spełnia swoich zadań. Nie możemy dostać dodatkowych pieniędzy bez dodatkowych zobowiązań. Tyle, że ewaluacja powinna dotyczyć każdego kawałka nauki: od mojego grantu doktoranckiego przez sprawozdanie roczne rektora aż po ocenę skutków regulacji ustawy.

    wiez.com.pl/2018/06/07/ustawy-bez-poprawy/

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 00:49:19:

    Ogólnie fajnie napisane. Niestety, chyba już nie przebije się z tym. Brak minimów faktycznie osłabi pozycję ludzi, którzy nauce się poświęcili i podporządkowali większość życia i to być może bez względu na to, jakie mają osiągnięcia. A do dydaktyki wystarczą łebki pracujące po godzinach z 2-3 letnim stażem w firmach. Studenci się modlą do nich, żeby ich ze sobą zabrali do korpo.

    Ale co do kontroli i ewaluacji: ona już jest i każdy jest ewaluowany. Są wydziały z A+ i są z C. I widać tam chyba różnicę w finansowaniu. Ile można się wykazywać? W każdej pracy dostaje się zadanie, realizuje je i szef widzi, co i jak się robi. Czy nasz "szef" naprawdę nie widzi?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 08:33:23:

    @ misiu_yogin: tak, w statutach uczelni mogą zapisać wszystko, nie tylko konieczność zrobienia habilitacji w 8 lat. Ale także obowiązek publikacji jednego tekstu w Science/Nature na 4 lata i wypromowania przyszłego prezesa spółki o kapitalizacji powyżej 500 mln zł raz na 20 lat. Jak również chodzenia do pracy w garniturach od Armaniego, garsonkach od Dolce&Gabbana i skarpetkach we wzorki z My Little Pony/Frozen.

    Bądźmy jednak poważni. Ten przepis został dodany najprawdopodobniej z inicjatywy samych rektorów dużych uczelni, którzy widzą co się dzieje. W dużych miastach jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań czy Gdańsk jest tak atrakcyjny rynek pracy, że oferta uczelni nie jest w stanie przyciągnąć dobrych kandydatów na adiunktów czy asystentów.

    Lepiej zachować więc możliwość zatrzymania sprawdzonych pracowników, w tym adiunktów z 8+ lat doświadczenia zawodowego, niż stosować wymuszoną rotację. Z jednej strony takie osoby raczej prochu nie wymyślą, z drugiej - nie grymaszą i robią dydaktykę oraz przejmują coraz liczniejsze obowiązki administracyjne.

    Paradoksalnie łatwiej teraz pozyskać sensownego polskiego młodego naukowca z zagranicy, który po kolejnym postdoku chce mieć choć parę lat normalniejszej pracy na etat, niż młodych-zdolnych z kraju. Oczywiście nie za gołą pensję - jeśli ma się zespół w którym oprócz zwykłego wynagrodzenia są regularne granty i wypłaty z nich, pensja może się zrobić na poziomie 5 tys. na rękę miesięcznie, a to już jest poziom kontraktu na stażu podoktorskim we Włoszech czy Hiszpanii.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 08:45:02:

    Bądźmy jednak poważni. (...) W dużych miastach jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań czy Gdańsk jest tak atrakcyjny rynek pracy, że oferta uczelni nie jest w stanie przyciągnąć dobrych kandydatów na adiunktów czy asystentów.

    Lepiej zachować więc możliwość zatrzymania sprawdzonych pracowników, w tym adiunktów z 8+ lat doświadczenia zawodowego, niż stosować wymuszoną rotację. Z jednej strony takie osoby raczej prochu nie wymyślą, z drugiej - nie grymaszą i robią dydaktykę oraz przejmują coraz liczniejsze obowiązki administracyjne.


    W punkt!

    I to jest niesamowite, bo pracujemy na zupełnie innych uczelniach, w zupełnie innych dziedzinach, różni nas podejście do równowagi między dydaktyką a nauką, a przecież odczuwamy dokładnie to samo,

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 08:53:12:

    Ale przecież rotacja jeszcze nie zdążyła się wcielić. Mnie osobiście szkoda że się nie odbędzie.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 11:41:12:

    @zitterbewegung
    A mnie nie. W moim przypadku dojście do hab zajęło kilkanaście lat, ale przynajmniej podchodziłem do niej z dorobkiem, w moim mniemaniu, przyzwoitym jak na dziedzinę. Uważam, że w polskich realiach żądanie habilitowania się w 8 lat jest w większości wypadków nie do spełnienia.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 12:13:41:

    Nie mówię po wsze czasy, tylko ten jeden raz. Znalibyśmy wynik co by się tak naprawdę stało.

    No ale oczywiście, jak wszyscy się spodziewali, za 5 dwunasta bedzie kolejna reforma.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 12:27:03:

    Tymczasem kolejna jazda z ministerstwa:

    "Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego otworzy wydział medyczny, choć nie spełnia ustawowych kryteriów, by kształcić lekarzy"

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 12:55:40:

    @Czlowiek.z.makulatury

    Pewnie z medycyny pastoralnej. Chyba trzeba będzie zacząć żądać od medyków pokazania, z której uczelni mają dyplomy ;o)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 13:14:36:

    Jeśli dobrze rozumiem Zitta, to po domknięciu rotacji nastąpiłby Armageddon lub nie, ale raczej tak, a wtedy sytuacja przynajmniej zmusiłaby władze do reakcji i przejrzenia na oczy. A tak wszystko będzie dalej gnić powoli i decydenci mogą jeszcze długo byc na tę zgniliznę ślepi. Z naszego punktu widzenia jeśli gnije wszystko, to my też, więc może mała rewolucja byłaby wybawieniem.

    Desperacja.

    Rozmawiałem z adiunktem, który wg wszelkich wskaźników nadaje się do rotacji. Miał chłopak jaja powiedzić (w rozmowie prywatnej) dziekanowi, że jak ktoś jeszcze raz publicznie jego nazwisko użyje w kontekście "nierobów" i rotacji, to on następnego dnia składa wymówienie, a nowej pracy szukać będzie nie dłużej niż tydzień.

    Dzięki takim rozmowom dziekan jest prawdopodobnie najbardziej trzeźwą osobą na wydziale.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 13:18:26:

    warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23531508,medycyna-na-uksw-pis-forsuje-w-sejmie-specjalna-ustawe.html

    Inicjatorem powołania wydziału jest święty Jan Paweł II, który zostawił testament dla nas, aby go utworzyć. (...) Nasz uniwersytet ma profesjonalne zaplecze laboratoryjne. Oddaliśmy nowoczesne laboratoria nauk przyrodniczych"

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 13:22:29:

    wyborcza.pl/7,75968,23531085,reforma-uniwersytetow-albo-cywilizacyjna-smierc-prof-andrzej.html

    Póki co jestem za firewallem, więc nie skomentuję.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 13:47:01:

    Dekalog na budynku szkoły. Wzmocni religijność młodzieży.

    A ja się zastanawiam, która uczelnia państwowa jako pierwsza pójdzie w ślady szkoły w Tuszowie Narodowym, wywiesi dekalog na ścianach budynków uczelnianych i będzie promować ,,spontaniczne'' odmawianie modlitw na początek i zakończenie wykładów, seminariów i ćwiczeń.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 14:10:24:

    Polecam lekturę uzasadnienia do projektu ustawy zmieniającej ustawę o utworzeniu UKSW:

    ,,[...] Plany uruchomienia kształcenia na kierunku lekarskim na Uniwersytecie począwszy od roku akademickiego 2018/2019 powstały wiele miesięcy temu. W końcowym etapie prac dotyczących opracowania dokumentacji formalnoprawnej do wniosku, pojawiły się jednak przeszkody formalne wynikające z brzmienia art. 11 ust. 3 pkt 2 lit. b. ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym w kontekście zmiany rozporządzenia ws. standardów kształcenia na kierunku studiów: lekarskiego, lekarsko-dentystycznego, farmacji, pielęgniarstwa i położnictwa (Dz. U. z 28 listopada 2016 r. poz. 1908). Z treści przepisu wynika, że podstawowa jednostka organizacyjna uczelni może utworzyć studia o profilu ogólnoakademickim, o ile prowadzone na tym kierunku studia pierwszego lub drugiego stopnia uzyskały pozytywną opinię jakości kształcenia Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA). Kierunek lekarski jest prowadzony wyłącznie w formie jednolitych studiów magisterskich, stąd chociażby już z tego powodu wymóg uprzedniego posiadania pozytywnej opinii PKA przy prowadzeniu ich w formie studiów I lub II stopnia na tym kierunku nie jest możliwy do spełnienia. Wszystko to powoduje, że na mocy aktualnych przepisów Ustawy prawo o szkolnictwie wyższym nie ma możliwości ubiegania się przez UKSW o pozwolenie na uruchomienie kierunku lekarskiego [...]''.

    Źródło: Druk sejmowy nr 2450.

    Sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży oczywiście poparła projekt (druk nr 2619). Godzi się zauważyć, że opozycja najprawdopodobniej nie sprzeciwiła się projektowi, bo w druku nie ma wniosków mniejszości. Trzeba by sprawdzić w stenogramie posiedzenia komisji, ale, szczerze mówiąc, nie chce mi się.

    Swoją drogą, Naczelna Rada Lekarska już prawie dwa miesiące temu negatywnie oceniła ten pomysł (stanowisko NRL).

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 15:59:24:

    Spontaniczne odmawianie modlitw przed zajęciami jest już na UPJP w Krakowie, ale to uczelnia katolicka.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 16:25:07:

    @trzy.14
    Rozmawiałem z adiunktem, który wg wszelkich wskaźników nadaje się do rotacji. Miał chłopak jaja powiedzić (w rozmowie prywatnej) dziekanowi, że jak ktoś jeszcze raz publicznie jego nazwisko użyje w kontekście "nierobów" i rotacji, to on następnego dnia składa wymówienie, a nowej pracy szukać będzie nie dłużej niż tydzień.
    Mówił o tym ostatnio prof. Filipiak w jakimś wywiadzie, że mamy teraz rynek pracownika. Może w niektórych państwowych zawodach ludzie pozostaną, ale mam nadzieję, że sci-tech niedługo zaczną stawiać warunki rektorom. Wiceminister Dardziński radził kiedyś iść po podwyżki właśnie do nich. I takie przypadki, jak ten, są (mam nadzieję) pewnym sensie preludium. Tylko pytanie: skąd rektorzy wezmą pieniądze i czy w całej swojej masie będziemy mieć jaja domagać się więcej?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/13 16:36:52:

    Jutro między 9 a 10 Gowin będzie ćwierkał z czytelnikami Rzeczpospolitej.

  • serendipitous napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 06:43:25:

    Tymczasem Chińczycy w Nature
    Publish translations of the best Chinese papers

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide