Robię habilitację

Wpis

sobota, 07 lipca 2018

Po linii i na bazie

"Czasopismom i materiałom z konferencji przypisuje się dyscypliny naukowe". Oto fragment nowej ustawy dopiero co przegłosowanej przez Sejm. Moim zdaniem, to jeden z najgłupszych i potencjalnie najbardziej szkodliwych zapisów nowej ustawy, z niewiadomych powodów nazywanych konstytucją dla na nauki. Dużo lepiej by ją nazwać kagańcem dla nauki. Na zdanie zwrócono mi uwagę na Twitterze.

 

O mojej opozycji wobec parametyzacji dyscyplin pisałem już wcześniej, zdania nie zmieniłem, co więcej, to zdanie jedynie wznacnia mnie w przekonaniu o szkodliwości tego pomysłu. Jest on częścią polskiej obsesji wobec wobec dyscyplin, szufladkowania tychże dyscyplin i wszystkiego innego, co się da zaszfludkować. Jest dla mnie dość oczywiste, że to trend przeciwny wobec tego, co można obserować na świecie, wbrew deklaracjom o umiędzynardowieniu nauki polskiej.  Oto kilka komentarzy.

 

1. Przede wszystkim martwi mnie to, kto i na jakich zasadach będzie przypisywał owe dyscypliny. Jeśli będzie sie to odbywać na podstawie baz danych (np. Scopusa), to warto pamiętać, że te opisy nigdy nie miały służyć preskryptywnym zapędom 'włodarzy' polskiej nauki. Jeśli, z kolei, będzie to robić jakaś ministerialna komisja, to ja się boję bać. Oczyma duszy wyobrażam sobie Politbiuro, tfu, Dyscybiuro ustające, jaką dyscyplinę reprezentuje np. "Science'. Proponuję nazwę: Dyscyplinarny Urząd Przyporządkowania Akademickiego.

 

2. To szufladkowanie najprawdopodobniej spowoduje to, że zamiast publikować w czasopismach, w których badacz chce publikować, będzie musiał publikować tam, gdzie ministerstwo mu każe. Dzisiaj trudno przewidzieć, jakie będą konsekwencje takich zmian praktyk publikacyjnych, jednak nie sądzę, by były pożądane. 

 

3. Uważam, że zapis doprowadzi do zdławienia i tak ledwo dyszącej interdyscyplinarności w polskiej nauce. Ona się po prostu przestanie opłacać. I choć, powiedzmy, indywidualny filozof fizyki ma szansę się obronić swoimi 'dziwnymi' publikacjami, to już centra badawcze, które zajmują się ponaddyscyplinarnymi 'tematami', mogą mieć już problemy.

 

4. Dławienie interdyscyplinarności, moim zdaniem, będzie również polegało na tym, że badacze zaczną się zastanawiać, czy dana współpraca będzie im się opłacać. Weźmy sobie takiego ambitnego pedagogoa, który będzie chciał się zająć informowaniem dzieci o śmierci, ale lekarz, z którym współpracuje, uzna, że on chce publikować w dobrych czasopismach medycznych. Pedagog, załóżmy, że taki istnieje, jednak nie jest tym zainteresowany. Pedagogowi bowiem opłaci się bardziej  publikować w Pedagogice nowosądeckiej niż w hipotetycznym British Medical Journal!  Uprasza się o nieużywanie argumentu 20 procent.

 

5. Polska ustawa promuje mainstream. Nie warto ryzykować, innowacyjność nie sprzyja ministerialnej ocenie. Warto robić to samo, tak samo, całe życie. Niszowość badań, szczególnie  takich na granicah dyscyplin stanie się przekleństwem. Nowa ustawa to skalpel, którym ministerstwo wycina badania dyscyplinarnie  'niepokorne'. I na pohybel mu za to.

 

I teraz uwaga ogólna. Mnie szlag trafia, gdy słyszę o polskich dyscyplinach. Trafia mnie jeszcze bardziej, gdy minister chce kontrolować to, co robię i wskazywać, gdzie ppowienienem publikować, żeby się 'liczyło'. Moim zdaniem sam ten zapis będzie miał konsekwencje, o któych jezcze filozofom się nie śniło. I warto zapamiętać datę uchwalenia nowej ustawy. Bowiem 3 lipca do nauki polskiej wprowadzono realny socjalizm. Aż żal, że żadna aktorka tego nie ogłosi.

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
sobota, 07 lipca 2018 20:51

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 21:15:40:

    Katafalk widać, że ministerstwo już przygotowało. Za chwilę wraz z pierwszymi rozporządzeniami wejdzie cichy kondukt żałobny z trumną interdyscyplinarności. A później to już tylko cichy, zimowy, mroźny wiatr będzie wiał nad tym polskim cmentarzem nauki. Zaś sieroty po interdyscyplinarności jeśli się nie podporządkują nowym wytycznym, zapewne ze łzą w oku będą opuszczać ten padół nienawistny i przeniosą się do za granicę. I tam nawet przy odrobinie szczęścia może się okazać, że te koncepcje z pogranicza dyscyplin, tak niedorzeczne dla MNiSW odniosą swój właściwy oddźwięk. Tylko, że w tym kraju będzie znów płacz, że Polska nic z tego nie ma.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 21:36:24:

    Tak jeszcze mię się skojarzyło z Norwidem:

    "COŚ TY ATENOM ZROBIŁ, SOKRATESIE
    I.

    Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
    Że ci ze złota statuę lud niesie,
    Otruwszy pierwej?

    Coś ty Italji zrobił, Alighieri,
    Że ci dwa groby stawi lud nieszczery,
    Wygnawszy pierwej?

    Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
    Że ci trzy groby we trzech miejscach
    kopie,
    Otruwszy pierwej?

    Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
    Że po raz drugi grób twój grabarz trzęsie,
    Zgłodziwszy pierwej?

    Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,
    Że dwa cię głazy we dwu stronach gniecie
    Bez miejsca pierwej?

    Coś ty uczynił światu, Napoljonie,
    Że cię w dwa groby zamknięto po zgonie,
    Zamknąwszy pierwej?

    Coś ty uczynił ludziom Mickiewiczu?
    ............
    ............

    II.

    Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
    Gdzie, kiedy, w jakim sensie i obliczu,
    Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,
    Inaczej będą głosić twe zasługi
    I łez, wylanych dziś, będą się wstydzić,
    A lać ci będą łzy potęgi drugiej
    Ci, co człowiekiem nie mogli cię widzieć.

    III.

    Każdego z takich, jak ty, świat nie może
    Odrazu przyjąć na spokojne łoże,
    I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem.
    Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
    Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
    Później... lub pierwej...
    Pisałem w Paryżu 1856 w styczniu"

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:00:05:

    Kult cargo w wyższym stopniu wtajemniczenia/złośliwości.

    Albowiem kategoryzację dyscyplinami wprowadzono, by przeciwdziałać ewidentnym wadom ze wszech miar obiektywnej kategoryzacji dotychczasowej. Wszystko albowiem i azaliż, co da się sprowadzić do liczb i zaprawdę komputerem przetworzyć, jest tak obiektywne, że aż dech w piersi tą obiektywnością swoją jednakowoż zapiera.

    Przypisanie czasopism do dyscyplin jest naturalną konsekwencją kategoryzacji dyscyplinarnej. Jak bowiem powszechnie wiadomo, naukowiec to dość znany oszust taki mały jest, kombinator, oczywiście poza naukowcami Wielkimi, ale tych jest mało i wszyscy mieszkają nad Wisłą, na oszusta zaś powszechnego jedyna rada to przepis. Reguła. Wzór komputerowy. Komputer jest przecież obiektywny niczym Hal 9000.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:04:15:

    Jest też inna opcja. Będziemy publikować jak dotąd. Gdy przyjedzie Sądny Dzień Kategoryzacji, wszechuniwersytecki Hal 9000 poinformuje nas, w jakim procencie jesteśmy np. filozofami, a w jakim fizykami tak, by uczelnia wypadła na tym możliwie najlepiej.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:27:08:

    Filozofowie fizyki już sobie poradzili. To jest niechybnie aluzja do Ł. Wrońskiego, ale kolejny jego student już wyjechał. Co prawda jest wciaż doktorantem UJ ale mieszka w Genewie, a obecnie jest z wizytą w Cambridge. Oczywiście jako filozof, mimo, że publikuje w Foundations of Physics.

    HAL 9000 to takie figuratywne, ale chodzi o zupełnie inny typ obliczeń crookedtimber.org/2012/05/30/in-soviet-union-optimization-problem-solves-you/

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:50:24:

    Serio, moim zdaniem parametryzacja dyscyplinami ma sens, pod warunkiem, ze sie to zrobi inteligentnie. Przede wszystkim czasopisma nalezy przypisac do kilku dyscyplin, a naukowcow tylko w wyjatkowych przypadkach. Wystarczy, jezeli naukowiec sam wybierze, w jakiej dyscyplinie chce byc parametryzowany. Jezeli ktos koniecznie musi byc parametryzowany w kilku dyscyplinach, to niech osobiscie zglasza publikacje do dyscyplin, a ocene okresowa niech rektor organizuje na odrebnych zasadach. Nie ludzi do dyscyplin, ale publikacje! Tutaj juz jest glupota w ustawie.

    Na razie glowne zalozenie reformy jest takie, ze uczelnie dopasuja strukture organizacyjna do listy dyscyplin. To jest szkodliwa glupota, ale w tym sie jeszcze nikt nie polapal.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:51:51:

    Bez przesady z tym tragizowaniem.
    - w systemach ewaluacji zachodnich też stosuje się dyscypliny
    - duża część czasopism w Scopusie ma przypisane wiele kategorii
    - te 20% to jest całkiem spory margines na publikacje "pozadyscyplinarne" (@habilitant, czemu nie wolno o tym wspominać?)
    - zanim zadziała bezpiecznik 20%, to tak jak piszesz, trzy.14, jeśli uczelnia ma, dajmy na to, i matematykę i fizykę i chemię (bardzo częsty przypadek ;-)), to nic a nic nie szkodzi, że pracownik z Wydziału Fizyki opublikuje w czasopiśmie matematycznym, a chemik w fizycznym, bo się to i tak policzy uczelni (a i podział środków łatwo zrobić - liczyć po osobach)

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 23:10:43:

    Bardzo niebezpieczny punkt:
    Art. 2. Misją systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest prowadzenie najwyższej
    jakości kształcenia oraz działalności naukowej, kształtowanie postaw obywatelskich,
    a także uczestnictwo w rozwoju społecznym oraz tworzeniu gospodarki opartej na
    innowacjach.

    Gospodarka nie może być oparta na innowacjach - bo to tworzy wysokie ryzyko operacyjne.
    Gospodarka ma być oparta na wiedzy.

    Ale nas nie stać chyba na wiedzę, a innowacje można mieć darmo i z biedy - np. jak braknie papieru toaletowego można podetrzeć się łopianem lub konstytucją dla nauki 2.0 - jest to głupie i trąci niewiedzą - ale jest innowacyjne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 23:17:45:

    @Nobooks
    A właśnie jest problem i to tragizowanie wcale nie musi być na wyrost. Jeśli ktoś siedzi już w tym naszym polskim grajdołku i naoglądał się różnych dziwnych rzeczy, to wie, że takie przepisy zawsze można wykorzystać przeciwko komuś. Doskonały przykład to ostatnio poruszana sprawa dra hab. Antończaka z PWr. Tu mówimy o polskich realiach, o państwie, które ma bardzo słabo zakorzenione poczucie prawa i rozumieniu jego idei.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 23:39:35:

    Argumenty o krajach zachodnich mnie irytuja. Tak, w UK parametryzujemy dyscyplinarnie. Jednak nikomu nie przyszloby do glowy twierdzic, ze moje publikacje sie nie licza, bo sa w czasopismach spoza dyscypliny. Musze powiedziec, ze to jest tak glupie, ze tylko polskie ministerstwo to mogloby wymyslic. Co wiecej, w najblizszej parametryzacji my w UK bedziemy dostawac pubkty za....uwaga, interdyscyplinarnosc!!!

    Co do argument, ze 'uczelnia zaliczy', to dla mnie to jest argument z ksiezyca. Bo to jest argument taki jak wskazuje chario. UCzelnie musza sie dostosowywac do tego, co wymyslilo ministerstwo. Przeciez to jest kompletny absurd!! To jest myslenie kompletnie przeciwuzyteczne. Dobry dyrektor instytutu A, ktory dba o dobrych pracownikow przestaje miec motywacje, by to robic. Bo przeciez jego interdyscyplinarny zespol nie pracuje na siebie, ale dyrektora instytyu B, C i D, bo 'uczelnia zaliczy'.

    Oczywiscie, mozna by przyjac, ze tworzymy zupelnie sztuczne grupy ludzi, by pokazac dyscypline. Tyle ze to jest znow przeciwuzyteczne z powyzszego powodu.

    Moim zdaniem, to, co obecnie proponuje ministerstwo, tak jak pisze gospodarz, idzie dokladnie odwrotna strone od swiata. Swiat nie chce byc dyscyplinarny. Choc interdyscyplinarnosc czesto nie wychodzi, ale swiat chce widziec wspolprace miedzy dyscyplinami. polska ustawa to znacznie utrudnia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:05:44:

    Ta ustawa jest kontrproduktywna. I dodatkowo, jak wejdą te rozporządzenia z pierwiastkami z ułamków i ułamki w wyliczaniu punktów z publikacji to nie tylko interdyscyplinarność polegnie, ale i praca zespołowa. Czyli dokładnie przeciwnie niż to głosiło ministerstwo, że chciałoby więcej dobrych artykułów w najlepszych czasopismach. Tu absolutnie wykazano się całkowitą nieznajomością tego co się obecnie dzieje w nauce. Pomimo, że odpowiednie badania statystyczne są i nawet młode wilki Gowina przytaczały je, czyli, że większość artykułów z IF powstaje w zespołach. Stąd tak naprawdę to ściema, a pieniądze mają trafić, ale do historyków związanych z IPN oraz teologów, gdzie nikt nie wie co to praca w zespole.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:18:23:

    dala,
    To bardzo ważne:
    Dobry dyrektor instytutu A, ktory dba o dobrych pracownikow przestaje miec motywacje, by to robic. Bo przeciez jego interdyscyplinarny zespol nie pracuje na siebie, ale dyrektora instytyu B, C i D, bo 'uczelnia zaliczy'.

    W parametryzacji wydziałami nie było tego problemu. W parametryzacji dyscyplinami, której jedynym celem zdaje się być PODZIAŁ FUNDUSZY, z tego się robi potężny problem.

    Mój główny zarzut do dotychczasowej parametryzacji był taki, że ona nie dawała informacji zwrotnej do wydziałów wystarczającej do podjęcia jakichkolwiek działań zarządczych. W parametrzyzacji zgodnej z obecnym projektem będzie tylko gorzej, bo przeniesie tę zarządczość na poziom uniwersytetu, czyli na poziom całkowicie abstrakcyjnych cyferek i tabelek.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:26:47:

    rudamaruda1949,
    Te innowacje, na których ma się opierać gospodarka, mogą powstawać WYŁĄCZNIE siłami tejże gospodarki. Szkolnictwo wyższe ani instytuty PAN czy PIB nie są w stanie tego zapewnić z powodów całkowicie fundamentalnych. Nigdzie na świecie nie zapewniają, być może poza krajami typu ZSRR, jeśli takowe jeszcze gdzieś istnieją (Korea?).

    Sektor Gowina może natomiast i powinien generować wiedzę i umiejętności - ale nie w gospodarce bezpośrednio, ale w głowach swojego najcenniejszego "produktu" - absolwentów.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:44:48:

    Zgadzam się z nobooksem, że przypisanie czasopism dyscyplinom nie jest specjalną tragedią. Niestety, przy ocenie uczelni (jako całości) dyscyplinami jest to ruch wręcz konieczny. Przede wszystkim po to, aby "uchronić" społ-humy przed nieuczciwym wykorzystywaniem wysokiej punktacji z innych dyscyplin. Do tej pory był to tylko marginalny problem, bo kategoryzowano wydziałami i mało kto miał interes, aby przenosić się z wydziału do wydziału w celu manipulowania punktacją. Ale teraz, gdy w parametryzacji istnieje TYLKO uczelnia jako całość? Jak inaczej uchronić przed arbitralnym zaliczaniem wysokopunktowanego dorobku do "nie-swoich" dyscyplin?

    @dala.tata
    Według nowej ustawy żaden dyrektor A,B,C, D nie pracuje "na siebie". Wszystko pójdzie do kiesy rektora. Jak on to podzieli, to jego sprawa. Może i premiować interdyscyplinarność, o ile to poprawia kategorie dyscyplinom uczelni (moim zdaniem kilka linii współpracy między dyscyplinami, dotąd mało drożnych, może się zacząć cieszyć większym zainteresowaniem). Ale może być zupełna beznadzieja. Dla mnie likwidacja BSt to jedna z głównych nieprzyjemności tej ustawy.

    Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach, a one będą w rozporządzeniu. Na razie jest jego projekt, który chyba nobooks zna najlepiej.

    @nobooks
    Jak się liczy te 20%? Co wchodzi do dorobku dyscypliny w przypadkach "interdysyplinarnych"?
    Czy dobrze myślę:
    Najpierw pracownik "interdyscyplinarny" deklaruje max. dwie dyscypliny. Czy jego deklaracja jest weryfikowana (tzn. czy musi mieć publikacje z czasopism przypisanych do obu tych dyscyplin)? Ile jego prac się liczy do kategoryzacji: w sumie max. 4, czy po 4 do każdej dyscypliny? Zakładam, że nie wszystkie jego prace muszą być w czasopismach przypisanych do dyscypliny (stąd się bierze to 20%?). Możliwy łatwy przekręt: fizyk deklaruje ekonomię, załóżmy, że ma jakąś pracę w słabym piśmie ekonomicznym, ale do kategoryzacji dolicza swe wysokopunktowane (40-45 pkt) prace z typowej fizyki statystycznej na przykład, załóżmy, że coś tam w nich wspomni o ekonomii, np. we wstępie i/lub zakończeniu. Czy tak może być? Obecnie taki przekręt wymagałby ściągnięcia fizyka na wydział ekonomii, co ma wiele minusów dla obu stron, teraz wystarczą zabiegi księgowe w rektoracie, nawet bez zbytniego udziału samego delikwenta (poza złożeniem podpisów w odpowiednim miejscu i czasie).

    Kolejne pytanie: załóżmy, że ktoś "robi" w 3 lub więcej dyscyplinach. Czy jego publikacje z niezadeklarowanej dyscypliny są bez wartości dla kategoryzacji, czy też można je doliczyć w ramach tych 20% (pod warunkiem, że czasopisma są przypisane do tej niezadeklarowanej dyscypliny, no i chyba przy założeniu, że osoba ta nie wyczerpała swego limitu (4 prace w sumie lub po 4, zależy jak trzeba) w zadeklarowanych dyscyplinach?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:51:14:

    @3.14
    Mój główny zarzut do dotychczasowej parametryzacji był taki, że ona nie dawała informacji zwrotnej do wydziałów wystarczającej do podjęcia jakichkolwiek działań zarządczych. W parametrzyzacji zgodnej z obecnym projektem będzie tylko gorzej, bo przeniesie tę zarządczość na poziom uniwersytetu, czyli na poziom całkowicie abstrakcyjnych cyferek i tabelek.

    Dlatego, majac rok na dostosowanie, rektorzy podziela uczelnie na wydzialy dyscyplinami. Na tej samej uczelni beda wydzialy kilkusetosobowe i kilkunastoosobowe. Majac swiadomosc, ze za rok w warunkach postepujacego chaosu zacznie sie kampania wyborcza, pojda po linii najmniejszego oporu.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:54:19:

    Pi, rudej chodziło raczej o to że gospodarka nie może się opierać na innowacji. Ja się z tym zgadzam, z powodów równie fundamentalnych, wystarczy sprawdzić w słowniku co to znaczy innowacja: robienie tego samego co zawsze tylko innymi metodami.

    Ale to tylko kwestia estetyczna dotycząca słownictwa. Tych zresztą w tej "konstytucji" zapodanej przez łamiącego tę zasadniczą (z czego się nie cieszył) nie brakuje.

    Wcześniej w pompatycznej preambule mamy o cywilizacji, indywidualnej odpowiedzialności nauczyciela, ale nic o społeczeństwie.

    "uczelnie oraz inne instytucje badawcze realizują misję o szczególnym znaczeniu dla państwa i narodu"

    Kiedyś było "nauka w służbie ludu", wolę którego wyrażało kierownictwo. Teraz jest to napisane bardziej bezpośrednio. Kiedyś tj. bardzo bardzo dawno, bo teraz nie było żadnej preambuły. No ale teraz z preambułą standardy się na pewno poprawią.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 00:54:23:

    js.c,
    Pracownik nie może wykazać więcej niż 2 dyscyplin w ramach tych 4 prac zgłaszanych do kategoryzacji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 01:04:20:

    zitt,
    To nie tak. Ja byłem na szkoleniu więc byc może lepiej wiem, co to innowacja. Innowacja to coś, czego nie było w miejscu, w którym się to coś wprowadza. Innowacją w stosunku do lat wczesnych 90. jest więc papier toaletowy i mydło w uczelnianych wucetach. Innowacją w Polsce lat 90. była znana gdzie indziej od dziesięcioleci płyta gipsowo-kartonowa. I tak dalej i tak dalej. Żadna znana mi innowacja nie wymagała zaangażowania badań naukowych. Żaden przedsiębiorca nie uzależniłby losu swojego wielomilionowego kredytu inwestycyjnego od widzi mi się jakiegoś profesora, który mógłby coś "wymyślić" albo i nie, w terminie ale raczej nie, w sposób powtarzalny i zgodny z jakimś ISO, ale niemal na pewno nie, za to z pewnością nie za darmo i bez żadnego osobistego ryzyka.

    O i le mi wiadomo, w Polsce innowacje niemal zawsze się kupuje w postaci gotowych rozwiązań. Jak formaty seriali telewizyjnych,

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 01:23:16:

    Chore pojęcie innowacji to chyba jednak nie jest temat tego bloga. Niemniej jednak w miejscu użyciwa papieru toaletowego wciaż wykonuje się tę samą czynność. Podobnie jak w miejscach użycia komputerów wciąż te same papierowe czynności, ultymatywnym przykładem której to filozofii jest... nawet nie żaden urząd a USOS. Wbrew pozorom i ściemie, to słowo naprawdę posiada definicję (zarówno słownikową jak i efektywną z obserwacji w real lajfie) i chodzi w nim o zachowawczość.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 07:10:19:

    @js.c
    Dawno nie studiowałem projektu rozporządzenia o ewaluacji, jako że czekamy na jego zaktualizowaną wersję. Rozbicie okresu ewaluacji na dwa podokresy pod względem oceny czasopism wymuszone przez (doradców) prezydenta znacznie komplikuje sprawę.
    Jeśli chodzi o oświadczenia pracowników o dyscyplinach, to należy odróżniać oświadczenia jakby "do liczby N" (Art. 265 Ust. 5 Ustawy w wersji przyjętej przez Sejm) i oświadczenia dotyczące bezpośrednio publikacji (Art. 265 Ust. 13, dawniej 11). W obu przypadkach są to maksymalnie dwie dyscypliny i jest racjonalne, aby te dwa oświadczenia były spójne (być może drugie oświadczenie będzie dotyczyć w praktyce tylko publikujących niezatrudnionych, w szczególności doktorantów, a etatowi złożą te dwa oświadczenia za jednym razem).
    W moim rozumieniu zapisów, pracownik, który zadeklarował dwie dyscypliny, może mieć uwzględnione w ewaluacji 2 x 4 publikacje, ale muszą to być odrębne zestawy publikacji.
    Rezerwa 20% "pozadyscyplinarna" dotyczy całej dyscypliny w uczelni, nie osoby, jest więc to dosyć elastyczne. Te 20% to nie jest mało, bowiem "mieszanie" dyscyplin wystąpi już wcześniej na trzech etapach:
    1) wiele czasopism posiada kilka kategorii ASJC
    2) dyscyplinie przypisuje się z kolei zbiór szczegółowych kategorii ASJC
    3) nowe dyscypliny mają być możliwie szerokie i będzie ich sporo mniej, aby znaczna część badań interdyscyplinarnych w dotychczasowym rozumieniu mieściła się teraz w 1 dyscyplinie
    Te trzy mechanizmy sprawią, że wiele publikacji z pozoru inter- czy transdyscyplinarnych zmieści się w nowej pojemnej dyscyplinie; dopiero inne przypadki będą w ramach rezerwy 20%, m.in. będzie to Nature i Science.
    Oczywiście manipulacje będą, jak zawsze, możliwe. Chodzi o to, aby te manipulacje nie zaważyły w decydujący sposób na wynikach ewaluacji (jak to było poprzednio np. w HS, gdzie reprinty rozdziału uzupełnione o strony na notatki do 6 arkuszy mogły zrobić wynik).
    Jest też tu wbudowany (nieco ukryty) mechanizm promujący interdyscyplinarność: otóż im więcej kategorii ASJC ma czasopismo, tym większą ma szansę na lepszą punktację (za którą idzie brak podziału punktów między autorów lub przynajmniej łagodniejsza wersja tego podziału!).

    @kahlkopf
    Jeśli chodzi o potencjalnie krzywdzące oceny indywidualne (np. w postępowaniach awansowych), to najczęściej powstają one w oderwaniu od przepisów, nie na ich podstawie. Recenzenci kierują się własnym widzimisię (np. kandydat nie cytuje polskiego dorobku), ba, takie widzimisię forsuje też CK, np. w wydawanych komunikatach - interpretacjach, np. tym, że tytuł cyklu publikacji ma być wąski i ma odpowiadać tytułowi rozprawy.

    @dala.tata
    Mój współautor z UK mówi mi coś wręcz przeciwnego do tego, co Ty napisałeś. Mówi: fajnie, że mamy artykuł w czołowym czasopiśmie z lingwistyki, ale moja jednostka nie może tego przedstawić do REF, więc teraz musimy coś opublikować w czasopiśmie z jego obszaru (i to wąskiego). Być może to on się myli (choć pochodzi z obszaru ścisłego), jednak w przyszłym polskim systemie (na ile go znamy) nie byłoby z tym żadnego problemu, bowiem to czołowe czasopismo z lingwistyki ma też kategorię ASJC, która mieściłaby się w jego dyscyplinie, tak więc nawet nie trzeba by tu korzystać z koła ratunkowego 20% (które wszak pozostaje na przypadki inne).

  • cre.commons napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 09:09:10:

    "Pi, rudej .... itd: "chodziło raczej o to że gospodarka nie może się opierać na innowacji. Ja się z tym zgadzam, z powodów równie fundamentalnych, wystarczy sprawdzić w słowniku co to znaczy innowacja: robienie tego samego co zawsze tylko innymi metodami."
    Coś na bakier z wiedzą ? Najnowsze osiągnięcia informatyki powstawały na uniwersytetach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 09:16:39:

    Sprawdziłem kody ASJC dwóch najbardziej "odjechanych" czasopism, w których opublikowałem coś w poprzednim okresie kategryzacyjnym. Żadne zdaje się nie należeć do mojej dyscypliny głównej.

    Tu się pojawia kolejny problem: kodów ASJC jest 335, dyscyplin będzie zaś znacznie mniej. Ktoś musi więc odwzorować kody ASJC na dyscypliny. W tym momencie pojawią się ciekawe problemy. Czy "Catalysis" to tylko chemia? Do jakiej dyscypliny należy "Filtration and Separation"? Albo "Atmospheric Science"? Co zrobić z kategorią "General Energy" - czy obdzielić nią połowę dyscyplin inżynierskich oraz fizykę a pewnie i chemię?

    Co z robić z "matematyką stosowaną" i "informatyką stosowaną", która już jest praktycznie wszędzie? Ani jedna, ani druga prawdopodobnie nie daje wkładu do nauki w swojej dyscyplinie, za to stanowi element, bez którego np. medycy nie wyjdą poza obsługę gotowych programów komputerowych bez elementarnego zrozumienia, co w nich się dzieje?

    No więc tak. Z jednej strony kategoryzacja dyscyplinami odsłania te moje publikacje, w których byłem w jakimś stopniu dopisany do artykułu napisanego przez specjalistów z innej dziedziny. Z drugiej strony bez mojego wkładu, jakikolwiek on by nie był, ten artykuł nigdy by nie powstał! Z trzeciej strony - tego mojego wkładu nie da się przypisać do dziedziny na podstawie tytułu czasopisma. Zostaje próżnia.

    Od zawsze słyszałem, że interdyscyplinarność jest ważna. Z tym że najpierw usłyszałem o tym na zagranicznym post-doku, dopiero potem przyszło to do nas. Ale przecież po to się jedzie, żeby chłonąć, a wchłonąwszy, się przestawić. Gdyby teraz te moje artykuły miały się przestać liczyć dla mojej jednostki (bo przecież nie będę zatrudniony bezpośrednio przez rektora), prawdopodobnie nie podjąłbym wysiłku, by je opublikować.

    Cholera wie, co z tego wyniknie, niemniej doradcy Gowina prowadzą bardzo ryzykowną grę.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 10:57:24:

    @trzy
    Tak, od odwzorowania ASJC na dyscypliny sporo będzie zależeć i mam szczerą nadzieję, że grono, które będzie nad tym pracować (lub już to zrobiło), nie należy do "szowinistów czystości dyscyplinarnej", a wszelkie wątpliwości będą rozstrzygane przez dopisanie ASJC do większej liczby dyscyplin.
    Chcę jednak zauważyć, że publikowanie w innej dyscyplinie nie powinno być postrzegane jako zachowanie niekorzystne czy nieracjonalne. Władzom będzie bardzo zależeć na jak najlepszych kategoriach ze wszystkich dyscyplin, ponieważ kategorie teraz będą decydować o prawie wszystkim. Struktura większości uczelni nie ustawi się nagle według dyscyplin, bo byłaby to zbyt radykalna i niszcząca zmiana, na którą organ decydujący, tj. senat uczelni nie pozwoli. W senacie są głównie dziekani i oni będą zainteresowani utrzymaniem status quo, aby zachować jak największą część obecnej władzy. I tak na przykład, nauki filologiczne na UW to pięć obecnych wydziałów. Na pewno nie będą one połączone w jeden wydział - na pewno nie zgodzą się na to obecni dziekani, jest to też bezsensowne, bo powstałby za duży wydział. Z drugiej strony, typowy Wydział Humanistyczny czy Nauk Społecznych to kilka dyscyplin, i znowu dziekan takiego wydziału będzie przeciwko rozbiciu dzielnicowemu jego księstwa. Samo to wymusi mechanizm podziału dotacji według wkładu osobowego do każdej dyscypliny reprezentowanej na uczelni. Zatem fizyk publikujący w dobrych czasopismach z obszaru matematyki stosowanej poprawi kategoryzację matematyki, a jego jednostka (Wydział Fizyki) otrzyma na tego fizyka środki odzwierciedlające jego wkład w parametryzację, a może otrzyma je jego katedra, zakłąd, czy też wręcz otrzyma je niejako indywidualnie, ale taki podział musi się odbywać i każdy rektor nie będący półgłowkiem szybko do takiego wniosku dojdzie, a jeśli sam nie dojdzie, to uświadomią mu to dziekani tych wydziałów, które wyraźnie nie pokrywają się z dyscyplinami, i takich wydziałów jest większość (skoro już o fizyce i matematyce mowa, to weźmy choćby Wydział Matematyki, Fizyki i Chemii na UŚ).

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 11:03:32:

    @nobooks

    Z tego co ja wiem to rzeczywiście był problem w poprzednim REF, któy przypomnijmy odbył się na razie raz po zatąpieniu RAE. Problemem nie były tyle zasady co uczelnie same wolały nie zgłaszać dla bezpieczeństwa. Niektórym tak wyszło w mock exercise, a niektóre po prostu się bały. Na kolejny REF powołano komisję do spraw ratowania interdyscyplinarności która ma dopiero zaproponowac nowe zasady.

    @jellonek
    Coś na bakier z wiedzą ?
    Klawiatura , się zepsuła ?
    Najnowsze osiągnięcia informatyki powstawały na uniwersytetach.
    Po pierwsze nawet gdyby to co to ma do rzeczy. Po drugie: lol.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 11:43:33:

    @Nobooks
    Takie zawierzanie mądrości ministerstwa, czy komisjom jest według mnie naiwnością. Dla mnie jest jasne, że trzeba pilnować i sprawdzać, a w razie czego protestować. Masz wraz z Js.c zbyt optymistyczne podejście. Niestety to szufladkowanie przełoży się też najpewniej na inne poziomy naszej działalności. Pytanie, jak to będzie też wyglądać przy grantach. Choć tu już nie jeden cyrk widziałem, a i sam doświadczyłem. Wadą tego co się obecnie dzieje jest to, że nie do końca wiadomo kto decyduje o tym co jest w dziedzinie, a co nie. To, że wszystko może zostać rozegrane koniunkturalnie, pokazuje choćby wydzielenie teologii, jako odrębnej dziedziny nauki, które nie jest zgodne ASJC. Poczekamy zobaczymy, ale ja bym tam spokojnie nie siedział i lepiej wskazać od razu zagrożenia, niż później płakać. Uważam, że alarm w tej sprawie naszego Gospodarza jest jak najbardziej uzasadniony, tym bardziej, że już wielokrotnie w wypowiedziach ministra i jego komisarzy widzieliśmy, że posługują się wyobrażeniami nie przystającymi do rzeczywistości i tą nierzeczywistość mogą nam wrzucić w rozporządzenia. A to już nie tylko może być śmieszne, ale i tragiczne.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 11:46:46:

    @nobooks. Oczywiscie, ze wspolautor moze, bo nie ma zadnych regul, ktore mowia, ze nie moze. Takie sa przepisy.

    Potem jest polityka. Polityka dlatego, ze jesli, powiedzmy, twoj wspolautor jest lekarzem, wasz artykul, jakkolwiek niesamowity, moze nie zostac doceniony przez panel, wiec wykazywanie gow medycynie jest ryzykowne.

    Jednak REF to rozumie i twoj wspolautor moze zrobic tzw. cross-referral i poprosic panel lingwistyczny o to, zeby to on ocenil jego publikacje. Bo wtedy publikacja zostaje oceniona nie przez lekarzy, ktorzy nie maja pojecia, ale ale przez lingwistow. Niestety, nie wiem, czy taka ocena jest wiazaca i czy panel medyczny moze powiedziec, ze i tak wie lepiej.

    Tak czy owak uczlenie nie chca ronbic corss-referrals. Po pierwsze dlatego, ze to zwraca uwage na 'problem', po drugie, nie wiadomo, co ten drugi panel powie. Dlatego twoj wspolautor woli miec publikacje bezproblemowa.

    Nawiasem mowiac, to tylko pokazuje, ze parametryzacja dyscyplinarna jest problemem. I pomimo tego, ze REF ma powyzsze zabezpieczenia, ktore bez watplienia sa sensowne, ludzie, ktorzy operuja na granicach dyscyplin, maja problemy. I np moje publikacje to jeden wielki problem, bo je mozna zakwalifikowac do przynajmniej kilku dyscyplin. W zadnej z nich jednak nie sa siedza wygodnie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 12:15:03:

    nobooks,
    Ale w tym wszystkim gubi się gdzieś dydaktyka. U mnie na wydziale liczba osób kluczowych dla niezałamania się dydaktyki jest porównywalna z liczbą osób kluczowych dla kategoryzacji i są to zbiory zasadniczo rozłączne a nawet wewnętrznie rozłączne, bo samych specjalizacji dydaktycznych jest co najmniej 3. Co to ma wspólnego z interdycyplinarnością? Ano to, że w moim przypadku dyscyplinarność to dydaktyczna śmierć, przed którą usiłujemy uciec do przodu przechodząc na lub nawet za granice dyscypliny. Śmierć dydaktyki to przecież zagłodzenie i uduszenie kadry, z grantów wyżyć może tylko UW, może jeszcze UJ.

    Z czego żyje fizyka na UAM? Przecież nie z fizyki tylko z optometrii, czyli z dydaktyki pozadyscyplinarnej.

    Reforma 2.0 w ogóle nie dotyka tego problemu.

    Najprostszy przykład takiej interdyscyplinarności to dydaktyka szczegółowa, która w Polsce zawsze leżała. Wyjmij z naszego wydziału JEDNĄ osobę i tej dydaktyki w całym województwie na publicznej uczelni już więcej nie ma. (jeśli ktoś się dziwi, dlaczego tyle opiera się na jednej osobie, to podpowiadam: emerytury pokolenia boomu lat 70. i zerowy brak zainteresowania dydaktyką szczegółową wśród absolwentów studiów.)

    Zajęcia na studiach z dyscypliny głównej może poprowadzić KAŻDY, najwyżej trochę się doszkoli, studenci pewnie i tak się nie zorientują. Zajęcia z dydaktyki szczegółowej prowadzone inaczej niż w formie odczytywania cudzych myśli mogą prowadzić 1-2 osoby, które szkołę znają z obu stron.

    Powtórzę: jakakolwiek próba ograniczenia interdyscyplinarności badań cofa nie tylko badania, ale i, a nawet przede wszystkim, dydaktykę.

    Czy Ustawa 2.0 ogranicza interdyscyplinarność? To zobaczymy po rozporządzeniach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 13:14:09:

    Tak w ogóle to ciekawy problem. Fizyka na UAM żyje dzięki optometrii. To sie nawet ładnie nazywa: "Biofizyka, specjalność optyka okularowa z optometrią". Na wydziale fizyki UAM mozna też studiować "Reżyseria Dźwięku", "Akustyka", "Fizyka Medyczna", "technologie komputerowe", "Studia nauczycielskie - fizyka i chemia", a na studiach magisterskich nawet "Aplikacje Internetu Rzeczy".

    Nie jest żadną tajemnicą, że fizyka na UJ utrzymuje się dzięki "informatyce stosowanej".

    No więc wydziały znikają. A w każdym razie przechodzą pod "zarząd" rektora. Nikt nie zlikwiduje optometrii czy reżyserii dźwięku - tak długo, jak są to kury niosące złote jaja. Nikt więc nie wyrzuci tych samych niepublikujących pracowników, przez zatrudnienie których na stanowiskach badawczych poznańska fizyka spadła do kategorii B (sic!). Ale czy po przyduszeniu wydziałów na stole nie pojawi się problem restrukturalizacji poznańskiej (i każdej innej poza warszawską) fizyki? Kto nie ma uzasadnienia w dydaktyce lub grantach, może się przekwalifikować na księgowego lub sekretarkę, choćby i był szlachetnie habilitowany?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 13:56:09:

    @Pi
    Problemy to się dopiero zaczną, jak się okaże, jak to wszystko pięknie zacznie się rozmijać z założeniami. Odnośnie dydaktyki, to wg. mnie największy mankament tej ustawy. Z niej praktycznie wprost wynika, że dydaktyka ma być jedynie dodatkiem do badań naukowych. Ogólnie jest namieszane, gdyż stricte naukowe to mają być instytuty PAN i OBRy. Tymczasem wg. ustawy to my mamy się zająć tym wszystkim co instytuty, a przy okazji jeszcze dydaktyką i zapewne administracją. Na dodatek pomimo zapowiadanego długiego wprowadzania ustawy, to praktycznie wiele rzeczy zmienia się z dnia na dzień bez vacatio legis. I ta dziwna ocena parametryzacyjna, która nas czeka i która nijak nie będzie miarodajna jako feedback dla uczelni i nowych wydziałów. Nic nie będzie wiadomo w najbliższych latach, jak kształtować choćby politykę kadrową. Tak masz rację, że jednym z odprysków wrzucenia dyscyplin będą problemy z prowadzeniem kierunków studiów. Pytanie, jak będą musiały się zmienić nazwy, a i pewnie programy, żeby nowy wydział mógł prowadzić dany kierunek?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 14:12:29:

    @all


    Ta ustawa jest tak beznadziejnym knotem, że przewiduję całą serię szybkich nowelizacji i to chyba już we wrześniu...listopadzie. A całego jej trwania, z uwagi na możliwość (a więc i pewność!) kreacji potwornych patologii nie oceniam na dłużej niż 2...3 lata. Problem tylko w tym, aby ten patologiczny epizod gowinowskiego maoizmu i rewolucji kulturalnej pod dyktando doktoranckich hunwejbinów przetrwać przy minimalizacji strat.

    Aby, jak to śpiewał Młynarski, było na co wyjść. Bo straty naukowe i dydaktyczne będą kolosalne, a jedynym beneficjentem będą te nieliczne grupy oligarchiczne UJ/UW/UAM/Żylicz.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 14:25:19:

    Zgred, ale przechodziliśmy już to przy okazji gowinowej reformy sądów. I tak jakoś, jakby nikt nie wyciągnął wniosków. No to, więc cóż - czeka nas powtórka z rozrywki, tyle, że edukacja i nauka są bardziej czułe na wszelkie zawirowania.

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 14:29:09:

    Ja też się zastanawiam jak to będzie np. na AGH. Tam jest kilka kierunków studiów powiązanych z informatyką prowadzonych przez różne wydziały. Czy teraz będzie jedna "Informatyka" na AGH, chyba tak by chciało MNiSW? I co będą przyjmować ok. 1000 studentów, żeby liczba informatyków się zgadzała? Może źle rozumiem intencje ustawy 2.0...

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 14:45:48:

    Ja też nie wiem jak to sobie kombinuje bardzo pewny siebie rektor PW, wcześniej dziekan jednego z trzech wydziałów (de facto) informatycznych.

    No ale @nooboks pisze, że podobny problem dotyka lingwistykę UW i po prostu zostanie z grubsza tak jak jest.

    Ja zauważam jeszcze że w ostatnich latach wielu pobudowało sobie nowe siedziby po przeciwnych stronach ulicy, i wykopac odpowiednio głębokie fosy i ja jakoś nie widzę przenosin/podnajmów.

    Z likwidacji/łączenia wydziałów więc może się okazać że będzie ich tyle samo plus czapa superwydziałów na przedszkola doktorskie i sowiety doskonałości.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 15:50:44:

    @nobooks
    Oczywiscie, ze zaden dziekan nie chce, zeby mu wydzial podzielili, bo wtedy automatycznie przestaje byc dziekanem od 2019. O ile w przypadku nauk spolecznych sprawa wydaje sie przesądzona, o tyle w przypadku filologii nie wydaje mi sie, by bylo o co walczyc. Po pierwsze, na duzych uniwersytetach powstana monstrualne wydzialy, zatrudniajace setki ludzi. Po drugie, filologiczne szkoly doktorskie, z ktorych literaturoznawcy beda rugowac jezykoznawcow liczba publikacji juz od razu na wejsciu. Po trzecie, w RDN jest trzech czlonkow na dyscypline, wybieranych przez habilitowanych i tytularnych. Biorac pod uwage statystyki z ostatnich wyborow do CK, obstawiam, ze z duzym prawdopodobienstwem wszyscy trzej czlonkowie RDN w dyscyplinie filologia beda literaturoznawcami polonistycznymi. Praktycznie same straty, korzysci dla jezykoznawcow nie widze zadnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 15:53:19:

    zitt,
    Te superwydziały wydają się bardzo prawdopodobne.

    @all
    Mając kilka dni odcięcia od internetu, wpadłem pod rynnę telewizora z tysiącem kanałów. Traf chciał, że trafiłem na rozmowę z gościem, o którym wikipedia pisze: "polski mechanik i informatyk, profesor nauk technicznych, nauczyciel akademicki, w latach 20012005 minister nauki w rządach Leszka Millera i Marka Belki, od 2007 do 2015 prezes Polskiej Akademii Nauk, w latach 20062010 doradca społeczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. kontaktów ze środowiskiem naukowym. Kawaler Orderu Orła Białego".

    Rozmowa była o "kryzysie w sądzie najwyższym" i gościu powyższy wszytko miał oczywiście doskonale przemyślane. Wszechświatowy autorytet w każdej dziedzinie.

    Za co nas pokarało takimi diamentami?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 16:45:35:

    The longer history of tertiary education in Poland has probably been uniquely painful: few, if any, countries have seen their universities and colleges so often closed down or repressed. In such circumstances, the past easily becomes a burden, and there is the understandable danger that all the participants may find themselves fighting the battles of the previous war, instead of adapting to the quite different challenges of the present and the future. Many of those we spoke to (policy-makers, institutional leaders, staff and students) referred to the over-riding importance of merit: after the years of ideological bias, political patronage and nepotism, not only is academic freedom sacrosanct, but a reliance on pure academic merit is seen as the only proper criterion for student selection and financial support, and for staff selection and promotion. Unfortunately, merit is never pure: in every schooling system the opportunity to acquire the highest grades is not equally distributed. A society which wishes to make the most of its talents needs to balance the demand for merit with the imperative of equity, especially in deciding which students to admit to its most sought-after courses and which students to subsidise. In the case of academic staff, the perceived risk is slightly different, but the outcome is equally damaging: there are better ways to protect merit than to insist on further qualification hurdles until the age of 60.

    (z raportu OECD, 2007, www.oecd.org/education/skills-beyond-school/39321279.pdf )

    W tym raporcie jest sporo gorzkich słów krytyki pod adresem polskiego dryfu akademickiego i braku pomysłu na szkolenie zawodowe na poziomie wyższym. Odnoszę wrażenie, że reforma 2.0 sprowadza się do odczepienia wagonu z napisem "kształcenie zawodowe" - tylko "doskonałość akademicka" się liczy! Szanghaj i Nature! Pasażerowie zaś tego odczepionego wagonu mają sobie radzić sami, choćby zatrudniając magistrów lub idąc w masowy prekariat.

    Najgorsze jest to, że chyba nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, w którym znajduje się wagonie: tym odczepionym, czy tym tuż za lokomotywą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 16:51:33:

    chario,
    Po pierwsze, na duzych uniwersytetach powstana monstrualne wydzialy, zatrudniajace setki ludzi. i tak dalej.

    Moim zdaniem największym problemem będzie bardzo prawdopodobne rozerwanie tej delikatnej tkanki społecznej, która jaka by nie była, to jednak działała stabilizująco. Od czasów Kudryckiej to zaczęło pękać. Objawia się to tym, że coraz trudniej określić na przykład, co to jest "dobra habilitacja". Wymagania habilitacyjne zmieniają się bowiem na tyle często, podobnie jak i samo znaczenie habilitacji w systemie akademickim, że trudno się w tym połapać, a skoro tak, to wiele osób po prostu macha ręką i puszcza. System ulega rozwibrowaniu i spontanicznej deregulacji. Nie bardzo widzę, by w miejsce tej rozrywanej tkanki pojawiała się jakaś blizna. To się raczej rwie na coraz większą skalę.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 16:57:53:

    @3.14

    Najgorsze jest to, że chyba nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, w którym znajduje się wagonie: tym odczepionym, czy tym tuż za lokomotywą.

    największym problemem będzie bardzo prawdopodobne rozerwanie tej delikatnej tkanki społecznej

    Teraz dopiero zaczyna sie walka o to, by wskoczyc do tego pierwszego wagonu i wypchnac z niego konkurentow, a tkanka spoleczna pojdzie przy okazji w drzazgi. Wszystko przed nami.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 17:04:21:

    Wow, niesamowity tekst OECD aż z 2007 roku autorstwa m.in. profesora innowatyki, no less.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 18:07:24:

    Zitt, a teraz ten sam kawałek z oficjalnego tłumaczenia na j. polski. Znajdź 5 najważniejszych różnic i dlaczego tłumacza należałoby cofnąć na studia.

    W dłuższej perspektywie jego historia była zapewne wyjątkowo bolesna: niewiele krajów, jeśli w ogóle, doświadczyło tak częstego zamykania lub prześladowania uczelni wyższych. W takich okolicznościach przeszłość łatwo staje się ciężarem i istnieje zrozumiałe niebezpieczeństwo, że ich uczestnicy "walczą w bitwach minionej wojny", zamiast dostosować się do zupełnie innych wyzwań, jakie przed nimi stawia teraźniejszoś i przyszłość. Wielu z naszych rozmówców (wśród których byli decydenci, przywódcy instytucjonalni, personel, studenci) podkreślało nadrzędną wagę "zasługóg": po latach ideologicznych nacisków, politycznego zwierzchnictwa i nepotyzmu, wolność akademicka nie tylko jest otoczona najwyższą czcią, ale zależność od czysto akademickich osiągnić uznawana jest za jedyne słuszne kryterium selekcji kandydatów na studentów i przyznawania studentom wsparcia finansowego oraz selekcji i awansowania pracowników. Niestety, zasługi nigdy nie są "czyste": nie ma takiego systemu szkolnictwa, gdzie możliwość osiągania najwyższych wyników nie rozkładałaby się równo. Społeczeństwo, które pragnie w jak największym stopniu skorzystać z talentów swych obywateli, musi znaleźć równowagę pomiędzy popytem na zasługi a imperatywem równości szans, zwłaszczaw kontekście przyjmowania kandydatów na cieszące się popularnością kierunki i przyznawaniu pomocy finansowej. Mogłoby się zdawać, że w przypadku personelu akademickiego takie ryzyko jest mniejsze, lecz jego rezultat jest równie niszczący. Istnieją lepsze sposoby nagradzania zasług niż stawianie przeszkód w osiąganiu kwalifikacji do 60 roku życia.


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 18:25:53:

    Opublikowano w porozumieniu z OECD, Paryż.
    Za jakość polskiej wersji językowej i jej zgodność z oryginalnym tekstem odpowiada Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.


    Teraz lepiej rozumiem społ-humy. Jeżeli polskie ministerstwo w dość prostym tekście robi kardynalne błędy gramatyczne oraz terminologiczne, to jak to samo ministerstwo może wymagać od polskich naukowców, by w swej kikudziesięciotysięcznej masie posługiwali się językiem obcym lepiej niż ministerialny tłumacz językiem ojczystym?

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 19:16:10:

    Mam takie pytanie poza tematem - w myśl ustawy i przepisów stanowisko profesora zwyczajnego staje się stanowiskiem profesora, a nadzwyczajnego - profesora uczelni. Ale jednocześnie ustawa rzecze, że profesorowie tytularni mają być zatrudniani na stanowisku profesora. Nazwy i tytuły rzecz drugorzędna, kwestia rzecz jasna w różnych wynagrodzeniach. Czy to oznacza, że wszyscy tytularni dotychczas nadzwyczajni dostaną stanowisko profesora? Takie przemyślenia mnie naszły po sumie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 19:37:02:

    @leros76
    Tak, wygląda na to, że tytularni dostaną z automatu profesora i nie jest to raczej zapis, któremu grozi poprawka.

    @trzy.14
    Najistotniejsze błędy tłumaczeniowe wynikają tu z niezrozumienia oryginału (w szczególności "merit" i "qualification hurdles").

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 21:05:01:

    nobooks,
    No właśnie, przecież "merit" to raczej ta nasza "doskonałość (naukowa)" :-)
    A hurdles wywołało u mnie skojarzenie z biegiem przez płotki, co w połączeniu z tym 60-latkiem kazało się puknąć w głowę.

    Stąd zdania całkowicie nielogiczne, jak
    "Istnieją lepsze sposoby nagradzania zasług niż stawianie przeszkód w osiąganiu kwalifikacji do 60 roku życia."
    "nie ma takiego systemu szkolnictwa, gdzie możliwość osiągania najwyższych wyników nie rozkładałaby się równo."
    oraz prowadzące do wewnętrznej sprzeczności użycie słowa "zasługi", w dodatku ujętego w cudzysłów, co od razu nasuwa skojarzenia z BMW, "nie matura,..." etc., a więc skojarzenia negatywne, choć kontekst pozytywny, co powinno u tłumacza wzbudzić niepokój.

    Z tym, że tłumacz miał trudne zadanie, no bo jak oddać tę metaforę z płotkami?
    Spróbuję: "istnieją lepsze sposoby troski o doskonałość akademicką niż wywieranie na naukowców presji, by przechodzili przez sita kolejnych awansów zawodowych aż do 60. roku życia."

    To jest akurat ważna uwaga, bo u nas faktycznie w pewnym momencie ruch po tej drabince stopni i tytułu oraz członkostwa korespondencyjnego i rzeczywistego staje się wszystkim.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 21:33:20:

    @trzy.14
    > u nas faktycznie w pewnym momencie ruch po tej drabince stopni i tytułu oraz członkostwa korespondencyjnego i rzeczywistego staje się wszystkim.

    A co Cię w tym zadziwiło? Przecież to powszechnie znana sprawa, że miara - szczególnie powiązana z apanażami i władzą - staje się celem. Gdyby było inaczej, to świadczyłoby, że "mierzeni" są naiwnymi idiotami.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 21:34:45:

    @trzy.14
    > Z tym, że tłumacz miał trudne zadanie, no bo jak oddać tę metaforę z płotkami?

    Miał, a że nie był Ireną Tuwim, to zamiast zgrabnego Kubusia Puchatka wyszła mu lingwistycznie może i poprawna, ale semantycznie bezsensowna Fredzia Phi-Phi.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:02:02:

    @trzy.14
    Z tymi płotkami to chyba nie metafora, z tym, że u nas raczej funkcjonuje "poprzeczka" (do przeskoczenia), ale można by też rzec "progi kwalifikacyjne".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:11:27:

    js.c
    Istota biegu przez płotki polega na tym, że strąciwszy płotek. odpadasz z konkursu. A następny może być za kilka lat.
    Stąd "hurdle" rozumiem jako przeszkodę, barierę, sito, które *musisz* pokonać, by móc iść dalej. To jest bardzo dobra metafora organizacji szkolnictwa wyższego.


    Dawno, dawno temu w Forum Akademickim ktoś z ówczesnej wierchuszki bardzo przytomnie zauważył, że ten bieg przez płotki urządza się po to, by w ogóle był jakiś ruch. By była motywacja. Bo bez kolejnych stopni naukowcy by skapcanieli, poszli w dydaktykę, konsulting i tym podobne. Zapamiętałem to, bo wtedy byłem młody i taka argumentacja wydawała mi się zupełnie kosmiczna, jak z Mrożka. Wtedy mogłem za miskę ryżu. Dziś doceniam trzeźwość tamtego profesora.

    Jak nie ma sensu, celu, drogi, to się buduje takie cele pozorne jak ta drabinka awansu akademickiego. A potem już nikt nie pamięta, że to erzac, na chwilę, na przeczekanie, żeby zachować gotowość technologiczną, przenieść kaganek oświaty kolejnym pokoleniom, zostaje tylko ta pusta forma.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:36:16:

    @trzy.14
    Nie, akurat tak nie jest :)
    Przewrócenie płotka utrudnia bieg, ale nie jest powodem do dyskwalifikacji. Są dobrzy zawodnicy "koszący" prawie wszystkie płotki, to zależy od stylu biegu.

    Natomiast poprzeczka (np. skok wzwyż) ma te cechy, których wymaga ta analogia: nie pójdziesz dalej, nie przeskoczywszy danego poziomu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:38:00:

    A, faktycznie!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:44:40:

    Obaj macie rację: historycznie jest to metafora (tzw. frozen metaphor). Polska "poprzeczka" też jest historycznie metaforą i to z tej samej domeny. "Progi kwalifikacyjne" to jest znakomite tłumaczenie "qualification hurdles" w tym kontekście.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/08 22:48:38:

    @js.c
    Ilustracja do 'hurdle' wyszukana przez google images: susanmcarter.com/category/horse-racing/page/2/ Ogolnie idea jest taka, ze mozna sobie krzywde zrobic.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 00:18:10:

    A jak już jesteśmy przy dyscyplinarnościl to WoS nie pozostaje w tyle. Po wyszukaniu autora, przy "total Publications" można sobie kliknąć w "Analyze". I wszystko jasne! Wos nawet jest tak miły, że potrafi ten sam artykuł zaklasyfikować do kilku kategorii.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 00:24:17:

    @Pi:

    > Czy "Catalysis" to tylko chemia? Do jakiej dyscypliny należy "Filtration and
    > Separation"? Albo "Atmospheric Science"? Co zrobić z kategorią "General Energy" -
    > czy obdzielić nią połowę dyscyplin inżynierskich oraz fizykę a pewnie i chemię?

    Podobnie jest z ,,Science and Justice'' czy ,,Forensic Science International''. Czasy, gdy kryminalistyką zajmowali się głównie prawnicy, już dawno minęło. Dziś wśród kryminalistyków przeważają ludzie z wykształceniem biologicznym, chemicznym, fizycznym, informatycznym itp. Oj, będą mieć pod górkę, co jest paradoksem, bo pracownicy katedr kryminalistycy jako nieliczni na wydziałach prawa publikują w czasopismach z IF.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 00:43:21:

    Ponieważ koszula jest bliższa ciału, lekturę ustawy Gowina zacząłem od części regulującej nasz status i obowiązki. Wystarczyło przeczytać kilka artykułów i mamy takie ciekawostki:

    Art. 119. 1. Nawiązanie z nauczycielem akademickim pierwszego stosunku pracy w danej uczelni publicznej, na czas nieokreślony lub określony dłuższy niż 3 miesiące, w wymiarze przekraczającym połowę pełnego wymiaru czasu pracy, następuje po przeprowadzeniu otwartego konkursu. Tryb i warunki przeprowadzania konkursu określa statut.

    KOMENTARZ: Przedłużanie pracy na dotychczasowym stanowisku lub awansowanie na wyższe stanowisko będzie odbywać się bez konkursu. Teraz już nie będzie trzeba kombinować, jak tu rozpisać konkurs, żeby wygrał nasz kandydat. Znajomi królika górą.

    Art. 116. 5. Szczegółowy zakres obowiązków nauczyciela akademickiego ustala rektor.

    KOMENTARZ: W obecnej ustawie nie ma takiego przepisu. Będą równi i równiejsi.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 00:45:57:

    @Habilitant2012:

    I jeszcze zapis, uzupełniający Pański artykuł na blogu:

    Art. 5. 1. Badania naukowe i prace rozwojowe prowadzi się w dziedzinach nauki i dyscyplinach naukowych, a twórczość artystyczną -- w dziedzinie sztuki i dyscyplinach artystycznych.

    To jeszcze lepsze niż przypisywanie dyscyplin czasopismom. Żegnaj, interdyscyplinarności!

    > Proponuję nazwę: Dyscyplinarny Urząd Przyporządkowania Akademickiego

    A zatrudnieni tam oficjele będą Dyplomowanymi Urzędnikami Państwowej Administracji. ;)

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 07:23:55:

    Dyscypliny a wydziały: jesteście Państwo pewni, że im więcej dyscyplin to lepiej? Co w sytuacji gdy na dużym wydziale jest słaba dyscyplina, która przy pokazaniu w ewaluacji zostanie oceniona na C?
    Nie jestem pewny czy w takiej sytuacji lepiej ją nie pokazywać, a jak tak to raczej będzie skłonność do wyodrębniania najlepszych dyscyplin (B+ i wzwyż).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 10:46:23:

    @p-tau
    To sa pytania z innej bajki i innej rzeczywistosci. U nas na uczelni juz mniej wiecej wiadomo, ze nowa organizacja uczelni bedzie oparta na liscie dyscyplin opublikowanej przez ministra. Problem w tym, ze nie wiadomo jeszcze, jakie to beda dyscypliny.

    Tak, im wiecej dyscyplin, tym lepiej, chocby z tego powodu, ze likwidowanych dyscyplin nikt nie bedzie reprezentowal w RDN.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 10:52:20:

    @chario
    Współczuję, dopasowywanie na chybcika struktury uczelni do listy dyscyplin to niemądry pomysł, z wielu powodów, choćby dlatego, że rozporządzenie o liście dyscyplin z dużym prawdopodobieństwem zmieni się w ciągu roku-dwóch i co wtedy?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 10:53:19:

    @chario, @haluciński
    Zerknęlibyście do poprzedniego wątku na moje pytanie o interpretację zapisu o kolokwium habilitacyjnym?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 12:44:44:

    @nobooks
    Czy uczelnia w ramach tych "20% spoza dyscypliny" może wrzucić dosłownie cokolwiek, czy są tu jakieś racjonalne ograniczniki? Bo jeśli ich nie ma, to jest to otwarta autostrada do wszelakich manipulacji.

    Naturalnym ogranicznikiem jest oczywiście to, że (jak rozumiem) każda publikacja może być liczona tylko w jednej dyscyplinie, zatem te z "20%" nie są liczone nigdzie indziej. Ale są dyscypliny mające "lokomotywy" z dużą nadwyżką publikacji (po wprowadzeniu limitu "4 od osoby". W jaki sposób zabezpieczone jest to, aby nie "rozsmarowywano" tych publikacji po innych dyscyplinach? A może właśnie jest to celowa furtka, by "nie marnować' tych publikacji?

    @all
    Czy są jakieś przymiarki do podziału na dyscypliny? Przecież już jest dramatycznie późno. W naukach ścisłych i przyrodniczych wygląda to wprawdzie "normalnie", ale i tu jest problem z nadpodażą (pod)dyscyplin Scopusowych, jak to wskazał Trzy.14. A w innych dziedzinach: to zupełnie kluczowa sprawa...


  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 13:49:52:

    @charioteer1
    żeby zgłosić kandydata do RDN to trzeba mieć minimum kat. B+ (art. 233)., więc wciąż sceptycznie podchodzę do wydziałów multidyscyplinarnych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 14:19:40:

    @nobooks zadał ciekawe pytanie i ono mnie również ciekawi.

    art. 211:
    9. Komisja habilitacyjna może przeprowadzić kolokwium habilitacyjne w zakresie osiągnięć naukowych albo artystycznych osoby ubiegającej się o stopień doktora habilitowanego. Kolokwium przeprowadza się w przypadku osiągnięć w zakresie nauk humanistycznych, społecznych i teologicznych.


    Pierwsze zdanie wprowadza pojęcie kolokwium.

    Określa że kolokwium dotyczy osiągnięcia habilitacyjnego (osiągnięć, ustawa woli liczbę mnogą). Tu jest już pierwsze wyliczenie: naukowego LUB artystycznego.

    Drugie zdanie określa w przypadku jakich osiągnięć naukowych kolokwium się przeprowadza. Można powiedzieć, że jest to definicja osiągnięć podlegających kolowkium. I to by była ta interpretacja zawężająca, że drugie zdanie odnosi się do tych osiągnięć naukowych ze zdania pierwszego.

    Taki sposób wyliczenia wydaje mi się jednak zabawny: najpierw mamy sumę zbiorów X i Y, gdzie X=N, a Y=A, a potem podmieniamy X na równy iloczynowi N z enumeracją. Trochę nie po kolei.

    Gdyby kolokwium było w przypadku dodatkowego wyliczenia opcjonalne, to wyliczenie to byłoby niepotrzebne CHYBA ŻE jest to wyliczenie zawężające, ale wtedy redakcja tekstu powinna być inna (wyliczenie + lub artystycznych w jednym zdaniu).

    Myślę że jednak pierwsze zdanie określa kiedy można, a drugie kiedy kolokwium samo "przeprowadza się".

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 14:36:37:

    @Nobooks:

    Zerknęlibyście do poprzedniego wątku na moje pytanie o interpretację zapisu o kolokwium habilitacyjnym?

    Art. 211 ust. 9 ustawy Gowina należy rozumieć następująco: jeżeli osiągnięcia naukowe, będące podstawą wniosku habilitacyjnego, wchodzą w zakres nauk humanistycznych, społecznych i pobożnych, komisja ma obowiązek przeprowadzenia kolokwium. W przypadku osiągnięć naukowych z innych nauk, komisja ma takie uprawnienie, ale nie obowiązek.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 15:01:25:

    W takim razie jak komisja habilitacyjna korzysta ze swojej sprawczości w przypadku opcjonalnym. Czy statut podmiotu habilitującego może jej coś narzucić?

    Komisja składa się z 4 członków wybranych przez RDN i 3 powołanych przez podmiot habilitujący. Czy ta komisja podejmuje uchwałę, że ona chce wysłuchać kolokwium?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 15:49:42:

    Odpowiedziałem na podstawie brzmienia przytoczonego przez Zitterbewegunga i nie mogłem go znaleźć, a to art. 221, nie 211.

    > Czy statut podmiotu habilitującego może jej coś narzucić?

    Art. 221 ust. 14. Senat albo rada naukowa określi:
    1) szczegółowy tryb postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego;
    2) zasady ustalania wysokości opłaty za postępowanie w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego oraz zwalniania z tej opłaty;
    3) sposób wyznaczania członków komisji habilitacyjnej.


    Moim zdaniem statut nie. Uchwala go senat po zasięgnięciu opinii rady i związków (art. 34 ust. 1). W art. 221 ust. 14 jest alternatywa rozłączna: albo senat, albo rada. Interpretowałbym to raczej w ten sposób, że statut określi, czy to będzie senat czy rada, natomiast ów oznaczony w statucie organ sam ustali szczegóły postępowania.

    Ten ust. 14 jest idiotyczny, bo dopuszcza, by rada określała szczegóły postępowania habilitacyjnego. A zasiadające w radzie osoby spoza uczelni, które muszą stanowić co najmniej 1/2 rady, mogą nawet nie mieć wykształcenia wyższego (argumentum a contrario z art. 20 ust. 1 pkt 6). I tak hydraulicy, ogrodnicy i Misiewicze plus przewodniczący samorządu studenckiego (wykształcenie średnie), mając >1/2 w radzie, będą mogli doprecyzowywać procedury starania się o habilkę przez ludzi z doktoratem. Świat stanął na głowie!

    > Czy ta komisja podejmuje uchwałę, że ona chce wysłuchać kolokwium?

    Trudno rzec, ustawodawca zostawił te szczegóły do uregulowania senatowi albo radzie uczelni. To senat albo rada będzie musiał określić sposób podjęcia takiej decyzji. Głosowanie komisji byłoby optymalnym sposobem. Na czuja powiedziałbym, że to nie musi być w formie uchwały, wystarczy zwykłe głosowanie. Jeśli senat czy rada ustali jednak formę uchwały, habilitant będzie mógł odwołać się od takiej uchwały (odpowiednie stosowanie k.p.a. w sprawach nieuregulowanych -- art. 178 ust. 3). Nie widzę jednak też przeciwwskazań, żeby senat albo rada ustaliły, że żądanie przeprowadzenia kolokwium wniesione już przez jednego członka komisji będzie wiążące. Krótko mówiąc, mogą być spore różnice między uczelniami.

    PS. To taka szybka interpretacja, być może coś przegapiłem.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 15:58:40:

    @halucinski
    > Ten ust. 14 jest idiotyczny, bo dopuszcza, by rada określała szczegóły
    > postępowania habilitacyjnego.


    Rada NAUKOWA, a nie rada uczelni. Ten zapis alternatywy rozłącznej dotyczy prawdopodobnie w zamierzeniu uczelni (senat) albo instytutu badawczego (rada naukowa).

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 16:01:15:

    Czyli tak czy inaczej senat może wprowadzić obowiazkowe kolokwium dla wszystkich? A tylko tam gdzie nie wprowadzi (jednostki niedoskonałe, różne od UW) to komisja może sobie zażyczyć, że i tak.

    być może coś przegapiłem

    Tylko tyle, że "rada naukowa" o której mowa to nie rada uczelni a rada z art. 178 ust. 1 pkt 2. Przepraszam za konfuzje z numeracją.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 16:38:18:

    @Zitt, @Zgred:

    Moje przeoczenie, przepraszam. Na usprawiedliwienie napiszę, że interesujące mnie ustawy studiuję dopiero po podpisaniu przez prezydenta. Ustawa Gowina jeszcze musi przejść przez senat, więc wciąż nie mamy do czynienia z tekstem ostatecznym.

    > Czyli tak czy inaczej senat może wprowadzić obowiazkowe kolokwium dla wszystkich?

    Moim zdaniem tak.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 16:39:42:

    Sorry, Zitt, miało być: moim zdaniem nie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 16:44:41:

    Regulacje senatu albo tej rady NAUKOWEJ nie mogą być sprzeczne z ustawą. Narzucenie przez senat obowiązku przeprowadzania kolokwium w każdym przypadku zaprzeczałoby art. 221 ust. 9 zdaniu pierwszemu, które uprawnienie do decydowania o przeprowadzeniu kolokwium w naukach innych niż humanistyczne, społeczne i teologiczne daje komisji habilitacyjnej.

    Raz jeszcze przepraszam za zamieszanie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 16:55:46:

    Czyli senat nie może narzucić komisji, tak jak by chciano na UW. Ale to jednak senat ustala sposób korzystania komisji w tego uprawnienia. Wcześniej piszesz, że może to być np wniosek pojedyńczego członka, który uważa się za przyjęty wobec braku sprzeciwu?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 17:30:59:

    @nobooks
    Co do przepisu o kolokwium, to ja sie zgadzam z halicinskim. Pierwsze zdanie mowi o tym, ze komisja moze przeprowadzic kolokwium, tzn. kazda komisja moze. Drugie zdanie mowi o tym, ze w wymienionych dziedzinach przeprowadzenie kolokwium jest obowiazkowe.

    Co do podzialu uczelno na wydzialy dyscyplinami, to zmiana rozporzadzenia raczej nie bedzie problemem - podzielimy sie jeszcze raz inaczej. Kluczowy bedzie raczej podzial na instytuty i katedry, ktore bedzie mozna dowolnie przesuwac miedzy wydzialami. Tutaj prawdopodobnie uda sie zachowac z grubsza dotychczasowa strukture. Kluczowe jest to, ze przy dowolnych zmianach organizacyjnych zwiazanych z laczeniem i dzieleniem wydzialow i tak wszyscy zostana w tych samych budynkach, co do tej pory, bo po prostu inaczej sie nie da, wiec w razie czego przywrocenie status quo sprzed ustawy Gowina tez nie bedzie wielkim problemem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 17:35:35:

    @halucinski
    Wydaje mi sie, ze w ustawie slowo senat stosowane jest w odniesieniu do uczelni, natomiast okreslenie rada naukowa stosuje sie do instytutow badawczych, ktore maja prawo nadawania stopni. 'Rada naukowa' w ustawie wystepuje tylko w odniesieniu do instytutow i szkol doktorskich. Innych rad naukowych ustawa nie przewiduje.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 18:06:23:

    > Czyli tak czy inaczej senat może wprowadzić obowiazkowe kolokwium dla wszystkich?

    Tez wydaje mi sie, ze nie. Z ustawy wynika, ze komisja jest autonomiczna w stosunku do uczelni. Chociaz do konca nie jest to wcale jednoznaczne.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:04:29:

    @Zitterbewegung:

    > Wcześniej piszesz, że może to być np wniosek pojedyńczego członka, który uważa się
    > za przyjęty wobec braku sprzeciwu?

    Tak, jeśli senat przyjmie takie postanowienia. Chodzi mi o to, że senatowi wolno uchwalić tryb, w którym komisja habilitacyjna będzie decydować, czy w tych innych naukach przeprowadzać kolokwium czy nie. Skoro jesteśmy (jeszcze) demokracją, najlepiej byłoby, żeby senat uchwalił, że ta decyzja ma zapadać w drodze głosowania, ale nie widzę prawnych przeszkód, by senat ustanowił, że wniosek złożony przez jednego czy dwóch członków komisji zobowiązuje komisję do przeprowadzenia tego kolokwium. Rozumie Pan, o co mi chodzi?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:06:50:

    @Charioteer1:

    > Wydaje mi sie, ze w ustawie slowo senat stosowane jest w odniesieniu do uczelni,
    > natomiast okreslenie rada naukowa stosuje sie do instytutow badawczych, ktore
    > maja prawo nadawania stopni. 'Rada naukowa' w ustawie wystepuje tylko
    > w odniesieniu do instytutow i szkol doktorskich. Innych rad naukowych ustawa
    > nie przewiduje.

    Dziękuję za objaśnienie. Lekturę tej części ustawy, która reguluje strukturę uczelni, zostawiłem sobie do czasu, aż będzie znane ostateczne brzmienie ustawy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:13:27:

    Ja mam pytanie do P.T. Forumowiczów odnośnie do klasyfikacji nauk według OECD:

    3. Nauki medyczne i nauki o zdrowiu
    3.1 Medycyna ogólna
    3.1.a Anatomia i morfologia (roślinoznawstwo należy do 1.6)
    3.1.b Genetyka ludzka
    (...)
    3.2 Medycyna kliniczna
    3.2.a Andrologia
    3.2.b Ginekologia i położnictwo
    3.2.c Pediatria


    Który poziom klasyfikacji to są dziedziny i dyscypliny w rozumieniu ustawy Gowina? Czy 3.x to dziedzina, a 3.x.y to dyscyplina, czy jest jeszcze inaczej?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:27:55:

    @halucinski @all

    Wiecie, jaki bedzie bajzel, jezeli kazda uczelnia bedzie inaczej regulowac tryb postepowania KH, ktorej przewodniczacego wybiera RDN sposrod "niebędących pracownikami podmiotu habilitującego", etc.?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:40:47:

    @Charioteer1:

    No, dlatego napisałem, że mogą być spore różnice między uczelniami. Zastanawiam się, czy to nie wywoła zjawiska pielgrzymek habilitacyjnych: habilitanci (ci bez chodów na swojej uczelni) będą składać wnioski tam, gdzie procedura będzie bardziej sprzyjająca.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 19:46:12:

    Art 5.3. Minister ... określi, w drodze rozporządzenia, klasyfikację dziedzin nauki i dyscyplin naukowych oraz dyscyplin artystycznych, mając na uwadze systematykę dziedzin i dyscyplin przyjętą przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), bezpieczeństwo państwa, konieczność dochowania zobowiązań międzynarodowych Rzeczypospolitej Polskiej oraz cele, których realizacji służy klasyfikacja.

    Nie jest wskazane którą z systematyk OECD. Powszechnie używa się tzw. Frascati Manual Fields of Science (FOS). Ona zawiera 6 dziedzin, każda z nich ma dyscypliny numerowane drugą liczbą na które składają się wszystkie wymienione zagadnienia. I to koniec, nie ma kolejnych podpunktów, jest to system dwuliczbowy. Ale minister oczywiście może sobie to co OECD wylicza po przecinku ponumerować, a nawet kompletnie zmienić.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 20:03:51:

    @Zitterbewegung:

    Czyta Pan w moich myślach, bo zadałem pytanie w kontekście tego przepisu.

    Jeśli minister przyjmie, że medycyna składa się z dwóch dyscyplin: medycyny ogólnej i medycyny klinicznej -- co jest prawdopodobne, bo zawsze mówi się o medycynie klinicznej i nieklinicznej, lekarzach klinicystach i nieklinicystach -- a uczelnie będą dążyć do wdrożenia zasady: jeden wydział -- jedna dyscyplina, to wydziały lekarskie będą musiały podzielić się.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 20:05:54:

    Z tym że FOS jest już nieaktualna, teraz to się nazywa FORD - fields of research and development. Najnowszy Frascati Manual określa ją w punkcie 2.6 na stronie 57 read.oecd-ilibrary.org/science-and-technology/frascati-manual-2015_9789264239012-en#page59 konkretnie w tabelce dwie strony dalej, ale motywy też są pouczające, na przykład motyw 2.44 gdzie mówi się że, pozwolę sobie przetłumaczyć bo się nie da przekleić:

    "Istnieje także ISCED który odzwierciedla sposób organizacji wydziałów (schools and departments). Przyjmuje się się że FORD i ISCED mają różne role, dlatego nie ma potrzeby harmonizacji między nimi".

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 20:44:12:

    @Zitterbewegung:

    Dziękuję za objaśnienie.

    Swoją drogą, przetłumaczony fragment powinno się wysłać ministrowi ku namysłowi. Choć w sumie do tej łepetyny już chyba nic nie dotrze...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 20:54:50:

    @zitt, @halucinski, @chario

    Dziękuję za interpretację. Wszyscy jesteście zgodni, podobnie jak wcześniej @zgred, że w tych trzech obszarach kolokwium "przeprowadza się" obowiązkowo.
    Zanim zamkniemy temat, chcę jeszcze przytoczyć genezę takiej formy. Do niedawnej sejmowej Komisji Edukacji, Młodzieży i ... istniało tylko pierwsze zdanie: "Komisja może przeprowadzić kolokwium..." Drugie zdanie ("... przeprowadza się ... w HSTeo") zostało dopisane jako poprawka. Dyskutant w Komisji, prof. nauk technicznych, zabrał głos i protestował, że czemu możliwość kolokwium zamyka się w naukach technicznych, podczas gdy też chciałby mieć taką możliwość. Pilotujący tę poprawkę vicemin. Muller nie wyjaśnił, że nadal ma taką możliwość. Stąd odczytałem, że intencją poprawki było zawężenie możliwości stosowania kolokwium. Taką poprawkę jednak łatwiej byłoby zapisać zmieniająć to jedno zdanie.

    @js.c.
    Tak jak to rozumiem, ograniczeniem jest chyba to, że pracownik lub doktorant zgłoszony do "składu" dyscypliny musiał mieć dyscyplinę wśród swoich zgłoszeń. Na przykład psycholingwista na wydziale filologicznym zgłasza filologię/nauki o języku - czy jaka to będzie dyscyplina - oraz psychologię. Wówczas, jeśli opublikował coś w czasopiśmie typowo psychologicznym, to można to zaliczyć do dorobku dyscypliny filologia w ramach tych 20%. Ale nie można zaliczyć do dyscypliny filologia artykułu psychologa, który nie złożył oświadczenia o drugiej dyscyplinie filologia.

    @all
    Proponowane listy dyscyplin gdzieś krążą. Bodaj w kwietniu już rozmawiałem z pewną prorektor, która wspominała, że mają już propozycje listy dyscyplin. Nie widziałem tej listy (ktoś tutaj widział?), ale słyszałem, że wszystkich dyscyplin ma być tylko około 40 (co pośrednio odpowiada na pytanie, z którego poziomu klasyfikacji pochodzą: stosunkowo wysokiego).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 21:13:09:

    Wielce Szanowny Kolego Haluciński
    Ależ do tej głowy są niektórzy w stanie dotrzeć. Wystarczy, że nosi się odpowiednie ubranie z takim fioletowym, bądź purpurowym biretem. Ot zaraz może zostać utworzona nowa dyscyplina naukowa ;o) Oczywiście pozostaje ta reszta w postaci naszej masy, ale jak widać z nami raczej się nie liczą. Chyba, że jednak w tej masie i jednomyślnie byśmy wystąpili ze swoimi racjami.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 21:15:46:

    @Nobooks:

    > Dyskutant w Komisji, prof. nauk technicznych, zabrał głos i protestował, że czemu
    > możliwość kolokwium zamyka się w naukach technicznych, podczas gdy też
    > chciałby mieć taką możliwość.

    Interpretując przewrotnie protest pana profesora, można powiedzieć, że on nie tylko miał taką możliwość, lecz wręcz z niej skorzystał, skoro jest już profesorem.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 21:18:34:

    Imć Łysogłowy, Pan jak zwykle trafił w dziesiątkę! ;)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 21:59:12:

    @nobooks
    To by oznaczało, że prace z "trzeciej dyscypliny" są bezużyteczne do kategoryzacji?
    Np. mając dorobek w matematyce, fizyce i informatyce - trzeba się liczyć z tym, iż prace z jednej z tych dyscyplin idą (z punktu widzenia kategoryzacji) "do kosza"?
    Byłaby to dość niezrozumiała dla mnie decyzja. Najnaturalniejsze by było, aby prace z "tej trzeciej" dyscypliny mogły być doliczane (w ramach 20%) do głównej dyscypliny delikwenta.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 22:53:44:

    @js.c.
    Chyba tak. Nie przewidziano aż trzech dyscyplin równolegle u jednego naukowca. Gdyby były to jednocześnie czasopisma stricte matematyczne, fizyczne i informatyczne, a nie któreś z kilkoma kategoriami ASJC, co pozwoliłoby na elastyczną klasyfikację, to tak, może być problem. Być może byłaby tu jeszcze możliwość zmiany deklaracji co roku, z dopasowaniem do profilu aktualnego dorobku (coś tam było o 31 grudnia); jeśli tak, to tu ewentualnie mogła by być furtka, o ile nie miałoby się takiego potrójnego dorobku w jednym roku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 22:53:54:

    @js.c.
    Chyba tak. Nie przewidziano aż trzech dyscyplin równolegle u jednego naukowca. Gdyby były to jednocześnie czasopisma stricte matematyczne, fizyczne i informatyczne, a nie któreś z kilkoma kategoriami ASJC, co pozwoliłoby na elastyczną klasyfikację, to tak, może być problem. Być może byłaby tu jeszcze możliwość zmiany deklaracji co roku, z dopasowaniem do profilu aktualnego dorobku (coś tam było o 31 grudnia); jeśli tak, to tu ewentualnie mogła by być furtka, o ile nie miałoby się takiego potrójnego dorobku w jednym roku.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 23:17:15:

    @nobooks
    A czy mam rację, że łatwo "fałszywie" wygenerować punkty dla innej dyscypliny (np. fizyk deklaruje fizykę i ekonomię, może nawet coś tam w piśmie - niskopunktowanym - z ekonomii zaliczył, ale uczelnia do dyscypliny ekonomia zalicza jeszcze 3 jego wysokopunktowane prace z fizyki? w ramach 20%)?

    Generalnie problem pojawi się zawsze w sytuacji, gdy dyscypliny mają wyraźnie inne progi punktowe (w kryterium I). Dorzucanie punktów publikacjami z dyscypliny mającej wyższy próg jest nieuczciwą konkurencją (zapewne trzeba by jakoś "ważyć" punkty tymi progami, aby było sprawiedliwie).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 23:24:31:

    @nobooks
    A może jest tak, że deklarując dyscyplinę X, a mając publikacje także w (niedeklarowanych) dyscyplinach Y i Z, można te drugie zaliczyć do dorobku dyscypliny X (w ramach 20%)?

    Wtedy byłoby całkiem sensownie i interdyscyplinarnie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/09 23:34:33:

    @js.c.
    Nie jestem władny wyrokować bez obawy o błąd.
    Zauważę tylko, że "przerzucanie" punktów się opłacało, gdy realna skala punktów była bardzo różna w SC i HS. W obecnej propozycji nie będzie już takiej dysproporcji, zatem pokusa do migracji punktów nie będzie już tak duża.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 00:09:52:

    js.c
    Wydaje mi się, że najlepszy ekonomista w Polsce nieprzypadkowo jest matematykiem, co każe wziąc w nawiast albo "najlepszy", albo "ekonomista".

    Mogę sobie wyobrazić pokusę, by dorobek tzw. ekonofizyków uniwerek usiłował sprzedać jako dorobek ekonomiczny. To by mogło zaowocować eksplozją ekonomiczych (?) talentów. Wskaźniki by wzrosły w siłę, a ludzie pożyli sobie dostatniej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 00:19:23:

    będą docenty lipcowe:
    niezalezna.pl/230223-w-senacie-poprawki-do-ustawy-20

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 01:11:23:

    @Pi:

    będą docenty lipcowe:
    niezalezna.pl/230223-w-senacie-poprawki-do-ustawy-20

    W odległej przeszłości mieliśmy już docentów marcowych, w całkiem niedawnej -- redaktorów marcowych (linka), to i docentów lipcowych możemy w sumie mieć. A może wkrótce pojawią się doktorzy wrześniowi (pun intended)?

    Z artykułu:

    Kolejna z przyjętych poprawek do Ustawy 2.0 przewiduje obniżenie wymagań wobec osób starających się o uzyskania stopnia doktora. Wedle obecnych zapisów należało mieć poświadczoną znajomość języka obcego na poziomie biegłości językowej co najmniej C1. W myśl poprawki - ma wystarczyć poziom co najmniej B2.

    Jak rozumiem, to ma być krok ku zwiększeniu obecności prac polskich uczonych w międzynarodowych wydawnictwach naukowych?

  • mrf_666 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 02:58:13:

    ad B2: w polskiej ramie kwalifikacji B2 to poziom znajomości języka wymagany od absolwentki_a studiów pierwszego stopnia. W przypadku studiów drugiego stopnia w PRK użyto już (skądinąd zagadkowego) symbolu B2+, dodając sformułowanie o specjalistycznej terminologii. Poprawka, rzec by można, wręcz wzorcowa dla sposobu procedowania ustawy.

    A teraz dygnę ładnie i się przedstawię: niesamodzielne humanistyczne, przedstawicielka dyscypliny do likwidacji, wierna fanka bloga od lat wielu.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:25:24:

    Co do obniżenia wymagań na doktora: przecież Patryk musi coś z tego mieć.

    Zrównanie pensji minimalnych na PAN i uniwersytetach byłoby sensowne, gdyby nie obecna praktyka. A ta jest taka, że niektóre panele NCN dają "z urzędu" granty dla aplikujących z instytutów, żeby naukowcy nie umarli z głodu. Generalnie pracujący na PAN nie mają seminariów z gromadką dzieciaków wymagających pracy u podstaw, ani kursów metodologicznych z półanalfabetami. Według tej propozycji będą po prostu dostawać to samo za mniej pracy. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że niskie pensje na PAN były też pochodną niskiej produktywności niektórych instytutów (np. INE PAN), gdzie wielu traktowało etat jako dodatek do innego zawodu.

    Powstaje więc kolejny potworek: zamiast podnieść realnie wszystkim pensje, podnosi się tylko tym na PAN do naszych, skromnych uposażeń. Ale ja nie mam tyle czasu co koledzy na PAN by dorabiać do pensji.

    @3.14: ja jestem bardzo ciekawy co się stanie, jeśli te przepisy dyscyplinarne będą stosowane dosłownie, czeka nas totalne wywrócenie hierarchii - również tej wyłącznie prestiżowej, np. wg. rankingu ideas/repec.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:31:01:

    @halucinski
    też słyszałem o tym, że lista juz jest. Na pewno w marcu na blogu Pedagoga jest w takiej wersji
    sliwerski-pedagog.blogspot.com/2018/03/tak-wykuwa-sie-w-mnisw-nowa.html
    a tam o co Pan pyta wygląda tak:
    III. Dziedzina nauk medycznych i o zdrowiu, a w jej ramach:

    1 Podstawowe nauki medyczne i farmaceutyczne (biologia medyczna, farmaceutyka, biotechnologia (medyczna)]
    2 Medycyna kliniczna i stomatologia (medycyna, stomatologia)
    3 Nauki o zdrowiu (nauki o zdrowiu),
    4 Nauki o kulturze fizycznej i sporcie (nauki o kulturze fizyczne, nauki o sporcie).

    Wiem, że zmiany w odniesieniu do innych zrobiono.
    Na przykład z tej dyscypliny: 8 Nauki o zarządzaniu i polityce publicznej (nauki o zarządzaniu, nauki o polityce publicznej, towaroznawstwo (w zakresie zarządzania jakością i produktem)];
    usunięto nauki o polityce publicznej, która walczy o samodzielny byt, bądź wyróżnienie z nazwy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:35:23:

    Obywatele Nauki na FB piszą też o poprawce Bobki ograniczającej prawo do habilitowania do kategorii A i A+ (bez B+). To chyba byłby powrót do poprzedniego zapisu?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:37:24:

    @3.14 ciekawe czy ten docent to jak drzewiej dla stanowiska dydaktycznego czy badawczo-dydaktycznego.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:53:19:

    "nobooks wiec zeby nikomu sie krzywda nie dziala to rozciagna punktacje kategorii A o B+ i juz :)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 07:59:52:

    To tak jak w CAE za A jest C2, B i C - C1, D - B2. Powinny być więc kategorie A+, A, A-, B+.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 08:15:31:

    Co właściwie oznacza poniższy zapis ustawowy (zwłaszcza fragment po przecinku):

    "4. Ewaluację przeprowadza się w ramach dyscypliny w podmiocie zatrudniającym według stanu na dzień 31 grudnia roku poprzedzającego rok przeprowadzenia ewaluacji co najmniej 12 pracowników prowadzących działalność naukową w danej dyscyplinie, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie."

    Czy to znaczy, że deklarując dwie dyscypliny trzeba jednocześnie określić procent czasu związanego "z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie", czy z automatu będzie to po 50% (ignorując inne aktywności, w tym dydaktykę)?
    Podobnie: czy zadeklarowanie jednej dyscypliny oznacza automatycznie 100%, czy jednak mniej (na uczelni), z racji dydaktyki?

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 08:35:36:

    A co ciekawe, Bobko wywodzi się z uczelni, gdzie jednostek z kategorią A jak na lekarstwo. Czyżby był dogłębnie uświadomiony o jakości pracy (różnie rozumianej) w jednostkach o niższej kategoryzacji?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 08:45:34:

    @j.sc. nie, to chodzi o całość etatu, czyli żeby nie wliczali się pracownicy zatrudnieni na 1/2, 1/4, czy 1/6 etatu. U nas tak np. są zatrudniani emeryt. prof. żeby --- cytat --- nie głodowali na emeryturze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 09:25:10:

    @Fla
    I czas na to by pozyskiwać granty. Natomiast faktem jest, że pensje w instytutach PAN są często żenująco niskie, ale to jest w całej polskiej nauce. W końcu na uniwersytetach poza grupą odpowiednio ustosunkowanych, szału nie ma. Natomiast ja tu działanie senatora widzę raczej w kierunku, by podnieść pensje, ale w IPN. Natomiast, to co jest alarmujące, to to, że wiele z tych zmian ma również podtekst ideologiczny.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 09:27:00:

    @p-tau

    Zawsze byli wliczani, tyle że z odpowiednim ułamkiem, i o to też tu chodzi. Zasadne pytanie j.sc dotyczy tego, czy i jak etat (lub jego ułamek) dzieli się między zadeklarowane dyscypliny. Wówczas zadeklarowanie dzieliłoby też składnik do liczby N, ciekawe, jak z liczbą publikacji 4 na 4 lata.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 09:42:18:

    @alpacone
    To, że uświadomione, to pikuś. Rzeczywiście ciekawe; w środowiskach akademickich tego rodzaju akcje postrzegane są jako wyraz nielojalności i z całą surowością piętnowane/karane. Pamiętajmy, że w tej kwestii dopiero te kategorie z 2021 będą istotne, więc może były podsekretarz ma jakiś plan (np. przenosi się gdzieś i tak).

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 12:09:06:

    Odnośnie języków na poziomie B2 vs C1 to jest to kwestia filozofii - czy osoba legitymująca się tytułem doktora powinna reprezentować wyższy (niż student) poziom ogólnej wiedzy, a tu szczegółowo znajomości innego języka. Wg mnie, to część kultury naukowca. Bo i tak się obecnie zdarza, że doktorzy de facto nawet nie mają opanowanego B2 (mimo, że stosowny test przejść muszą, ale poziom nauczania języków na uczelniach /nie mówię o filologiach/ leży i kwiczy przecież, zatem i testy są odpowiednio procedowane), czyli sformalizowanie tego zapewne skończy się tym, że w ogóle nie trzeba będzie się wykazywać żadną znajomością języka.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 12:21:32:

    Z poziomami języka jest jak z prawem jazdy. To jednak nie jest wiezda a włożone godziny na zajęciach (których nikt nie udostępnia). Nie chodzi o to jaki poziom będzie trudności testu, czy do części teoretycznej dołożymy bardziej szczegółowe pytania, a na egzaminie praktycznym zamiast jednej koperty każemy robić trzy. Od tego nie podniesie się poziom.

    Same certyfikaty nominalnie B2 i C1 czyli do niedawna FCE i CAE nie dostawały tych nominalnych poziomów, między innymi dlatego, że dopuszczało się zdanie np FCE z B1.

    Nomen omen żeby zaliczyć maturę certyfikatem też trzeba mieć poziom B2.

    Ja bym jeszcze wprowadził egzamin dla profesorów na poziomie D0 z deklamacji Joyce'a ale niestety nie ma takiego. Ale temu łatwo zaradzić w świecie polskiej fikcji.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 12:23:05:

    Kolejna z przyjętych poprawek do Ustawy 2.0 przewiduje obniżenie wymagań wobec osób starających się o uzyskania stopnia doktora. Wedle obecnych zapisów należało mieć poświadczoną znajomość języka obcego na poziomie biegłości językowej co najmniej C1. W myśl poprawki - ma wystarczyć poziom co najmniej B2.

    Obecnie poziom B2 wymagany jest od absolwenta studiow drugiego stopnia.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 12:33:33:

    @ p-tau
    @3.14 ciekawe czy ten docent to jak drzewiej dla stanowiska dydaktycznego czy badawczo-dydaktycznego.

    Nie ma chyba jeszcze tekstu ustawy po poprawkach senatu.

    Obawiam sie, ze ani dziennikarz, ani senatorowie nie kumaja, o co chodzi z tym zaszeregowaniem stanowisk, wiec wprowadzaja stanowisko docenta zamiast profesora uczelni. Teraz jest kwestia, czy poprawia inne zapisy. Jezeli nie, moze sie okazac, ze prawo glosu w sprawach o nadanie stopnia maja tylko tytularni.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 12:39:27:

    Ehh www.senat.gov.pl/download/gfx/senat/pl/senatdruki/9606/druk/888a.pdf

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 14:27:59:

    @nobooks
    No właśnie, skądś musi brać się zamysł, jako były rektor na pewno ma doskonałą orientację jak przedstawia się potencjał jednostek. Być może w obawie o pewne lokalne mechanizmy, krore zna, chciał zapobiec temu co poznał nagradzając potencjalnie jednostki nastawione na pracę - a zdecydowanie jest tam jedna taka.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 14:47:32:

    @Doktorgolgi:

    > tak się obecnie zdarza, że doktorzy de facto nawet nie mają opanowanego B2
    > (mimo, że stosowny test przejść muszą, ale poziom nauczania języków na
    > uczelniach /nie mówię o filologiach/ leży i kwiczy przecież, zatem i testy są
    > odpowiednio procedowane), czyli sformalizowanie tego zapewne skończy się tym,
    > że w ogóle nie trzeba będzie się wykazywać żadną znajomością języka.

    Zatem powinno znieść się wymóg znajomości nowożytnego języka obcego, bo przeprowadzanie nominalnie trudnych testów, które w rzeczywistości mają zaniżony poziom, jest po prostu nieuczciwe.

    Inna sprawa jest taka, że ja w ogóle jestem przeciwnikiem wymagania od kandydatów na doktorów znajomości języka obcego. Istotą doktoratu jest zaproponowanie jakiegoś oryginalnego rozwiązania problemu naukowego, a nie opanowywanie języka obcego (rzecz jasna, to nie dotyczy doktoratów filologicznych). Uważam za to, że wymóg dobrej znajomości języka obcego powinien obowiązywać przy zatrudnianiu na uczelniach i w instytutach naukowych na stanowiskach badawczych i badawczo-dydaktycznych.

    Wyszłoby prawie na to samo -- prawie, bo osoby robiące doktorat eksternistycznie, czyli najczęściej dla własnej satysfakcji, nie musiałyby udawać, że uczą się języka obcego, natomiast kandydaci na doktorów, którzy chcieliby pracować na uczelniach lub w instytutach, i tak musieliby opanować język.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 15:03:29:

    przy zatrudnianiu

    I to jest bardzo dobry pomysł, ale

    Wyszłoby prawie na to samo

    Absolutnie nie. Ja w tym widziałbym szansę gdybym mniej się martwił tzw. rzeczywistością i uwarunkowaniami.

    Bo co mają robić szkoły doktorskie. UW fantazjuje, że one powinny kupować zajęcia na wydziałach, oraz prowadzić własne zajęcia o "ważnych tematach cywilizacyjnych" takich jak połączenie z WUM, Polska a kosmos, albo jak napędzanie naiwniaków CEZAMATowi.

    Ja bym chciał takie szkoły doktorskie które np organizują naprawdę dużo specjalistycznych zajęć językowych, one mogą być nawet z Polskeigo! Oraz warsztaty z pisania. Wiekszość uczelni w Stanach ma warsztaty pisania jak tak bardzo chcemy tamten system, to czemu akurat ten obszar traktować po niemiecku, to takie wybiórcze.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 15:22:57:

    Jeśli rzeczywiście ta ustawa w ostatniej chwili w Senacie zdegraduje setki samodzielnych profesorów uczelnianych na docentów, to będzie jeden z największych przekrętów jakie dokonano w ostatnich dziesięcioleciach w polskiej nauce. I to ma być po kilku latach konsultacji nad ustawą???

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 15:30:19:

    @halucinski

    Zatem powinno znieść się wymóg znajomości nowożytnego języka obcego oraz jestem przeciwnikiem wymagania od kandydatów na doktorów znajomości języka obcego. Istotą doktoratu jest...

    Tak jest. Mogę się z tobą nie zgadzać co do kwestii czy wymagać, czy nie, ale ogólnie chodzi o jasne zdefiniowanie czy osoba legitymująca się tytułem doktora powinna reprezentować wyższy (niż np. student albo) poziom ogólnej wiedzy, a tu szczegółowo znajomości innego języka i rzetelnie to egzekwować. Co jak wspomniałem jest problemem "filozoficznym" (w stylu: od kandydatów na oficera oczekujemy nieskalanej opinii, znajomości zasad kultury oraz umiejętności tańca ;) ).
    Ja osobiście sądzę, że znajmość języka na biegłym poziomie wpisuje się w godność tytułu doktora nauk. Niemniej jednak całkowicie podzielam zdanie, że lepiej zrezygnować z pozorów, a tym bardziej nie kreować ich bardziej, poprzez obniżenie i tak już niskich standardów (co zaowocuje jeszcze niższym poziomem praktycznym).

    Ale to znowu wygląda, jak kolejna zmiana szyta pod "towarzyszy"? Bo w jakich to naukach te języki obce to tak "po co w ogóle są potrzebne"? Bo naturalną koleją edukacji, przyrodnicy, fizycy, etc. te języki znają, a jak myślą o doktoratach to i pewnie całkiem nieźle (zdarzają się wyjątki - mógłbym tu poopowiadać, ale skupmy się na większości). No to kto zostaje? :)

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 15:38:36:

    @piotrcandida

    Czemu degradacja? To tylko zmiana nazewnictwa.
    Jak do tej pory był: dr hab. Jan Nowak, prof. UJ to teraz chyba będzie dr hab. Jan Nowak, doc. UJ, no nie?
    A i tak dużo osób, błędnie, pisze o sobie prof. UJ dr hab. Jan Nowak czy też dr hab., prof. UJ Jan Nowak, lub ogólnie opuszczają nawet UJ, no to teraz będzie jaśniej, że to są "docenty". Choć obciach, ze względu na historyczne konotacje.

    A tak na poważnie, to docent jako określenie stanowiska to chyba niektóre PANy jeszcze mają?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 15:48:37:

    Degradacja jest oczywista, bo byli profesorami a zostaną docentami. Niezłe jaja będą. Ciekawe czy będzie to wiązało się z obniżką pensji czy tylko prestiżu? Czyli będą gowinowscy docenci.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:00:42:

    @DoktorGolgi
    I będzie można zostać doc Glajdusem Karolem z Polskiej Partii Protestującej, albo jak ktoś by chciał marcowym (jak tak lubi historię). Co do języka to zgadzam się z Acanem Halucińskim. Tylko, że ta rzeczywistość. I tu podzielam obawy, że wówczas praktyka poszłaby tak, że w niektórych uczelniach w ogóle przy konkursie na stanowisko (zwłaszcza w HS) nie wymagano by znajomości języka obcego, zwłaszcza, gdy trzeba by zatrudnić swojego. Jakby na przeciwnym biegunie mimo wszystko są nauki techniczne i przyrodnicze, gdyż tu jednak samo życie wymaga ciągłego dokształtu z angielskiego.
    Zitt zamiast Joyce'a wolałbym deklamować Edgara Allana Poe albo Campiona (fajny był przekład Barańczaka). Czy wg. Ciebie mógłbym mieć tu wybór na poziomie D0 ;o)?

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:15:22:

    @zitterbewegung
    To co opisujesz jest jedną z głównych mankamentów studiów (nie tylko doktoranckich, ale w ogóle) - nie przygotowuje się ludzi do pisania tekstów specjalistycznych/naukowych. I dlatego, każdy uczy się na własnych błędach jeśli oczywiście ma czas, bo czytając sporą część diamentowych prac człowiek oczy przeciera i ręce opadają. Jedni chcą fantazji w dyskusjach, inni chcą tego samego kota mielić aż czytelnik zgłupieje (w myśl zasady: jest to bardzo możliwe, ale wysoce nieprawdopodobne). I dlatego człowiek na własną rękę musi się dokształcać czytając blogi (bo książki o redakcji prac jakby myszką trącą - zapisywanie pracy na... dyskietce!), zarówno te dotyczące redakcji i składania prac, jak i te traktujące o projektowaniu aspektu graficznego.
    Ostatecznie pozostaje jeszcze dobra praktyka założenia sobie segregatora z ciekawymi koncepcjami rycin z opublikowanych prac (niczym wycinanki gangstera do listu o okup) oraz żmudne poszukiwania nomenklatury angielskiej i nawet niekiedy polskiej odnoszącej się do tzw. głębokich aspektów dziedziny.
    Czemuż my się dziwimy - przygotowanie prac korzystając z Mendeleya, Corela, czy Graphpada to się nawet niektórym diamentom nie śniło.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:34:06:

    Z tymi docentami to może sobie ktoś w senacie jaja zrobił i tak zostawił. Nieprzyjemne nazewnictwo, jak by na to nie spojrzeć.

    Jeśli chodzi o język, cóż: dla mnie to jest bez sensu, strata czasu, aby pouczyć się czegoś na pamięć, zadanego przez jakiegoś lektora. To samo jakieś inne ekonomie czy filozofie - zakuj zdaj zapomnij. Osobiście uważam nawet egzamin przedmiotowy za bezprzedmiotowy, ale to pewnie by nie przeszło.

    Język angielski weryfikowany podczas zatrudniania - to może i wartościowe per se, ale obecnie brakuje rąk do pracy i od kandydatów należy wymagać nienagannej polszczyzny, bo są jednostki, gdzie nie ma kogo wybrać do różnych papierkowych robót, gdyż po polsku mało kto potrafi coś napisać.

    Natomiast brakuje mi działania oddolnego. Spotkałem się za granicą z różnymi inicjatywami różnych grup, np. stowarzyszeń doktorantów czy post-doków. Sam uczestniczyłem np. w szkoleniu dotyczącym prezentacji. Sala pękała w szwach. A praktyczne wskazówki były nieocenione.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:37:13:

    @Alpacone
    I dodałbym do tego umiejętności prezentacji tego dorobku, w tym także graficznej. Niby z grubsza mają to już studenci, a jednak dużo pozostaje do życzenia. Recenzuję, ostatnio nawet dość często artykuły z Polski i innych krajów. I jakoś takoś smutkiem mnię napawa, że nasze pacholęta, chcące być w przyszłości PhD mają z tym problem. A przecież dobre wykresy, schematy, rysunki to wizytówka dobrego artykułu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:39:14:

    @Naukowiec2.0

    Ubiegłeś mnie ;o/

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:41:11:

    @kahlkopf
    Za długo zwlekałeś :)

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:52:15:

    @doktorgolgi @all
    Zamiana wszystkich profesorow uczelnianych na docentow jest oczywista degradacja, ktora nie rozwiazuje zadnych problemow, ktore wprowadzalo stanowisko profesora uczelni.

    Po pierwsze, bedziemy miec docentow z prawem do doktoryzowania i docentow bez prawa doktoryzowania.

    Po drugie, kazdy docent, rowniez ten, ktory popelnil jedna jedyna prace naukowa w swoim dlugim zyciu, a byl to doktorat otrzymany 30 lat temu, bedzie mial prawo glosowac w postepowaniach o nadanie stopnia doktora i stopnia doktora habilitowanego. Czyli osoba bez habilitacji bedzie decydowac o tym, komu te habilitacje nadac, albo nie.

    Jedyne, co ta poprawka zalatwia, to zakomunikowanie wszem i wobec, ze profesor na mocy nowej ustawy zawsze ma prawo doktoryzowania i zawsze ma prawo glosu, w odroznieniu od docenta.

    Uzasadnienie tej poprawki: Profesor to jest jednak ten, kto ma tytuł profesorski, już niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć.
    av8.senat.pl/9KNES691 od 42:00

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 16:52:40:

    @kahlkopf
    Zgoda - a przecież złe ryciny są niejako błędem w sztuce. Nasunęły mi się na myśl pewne klasyczne już w niektórych kręgach słowa z recenzji pewnej rozprawy doktorskiej:
    "Swego czasu, przeglądając Jej [prof. Zofii Zielińskiej] naniesione ołówkiem uwagi do prawie każdego zdania swojego manuskryptu zrozumiałem, że artykuł przeglądowy musi być do bólu logiczną, bezbłędną konstrukcją, w której każde zdanie musi logicznie wiązać się z poprzednim i następnym i w którym nie ma miejsca na błędy merytoryczne, ortograficzne, gramatyczne czy jakiekolwiek inne."

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 18:09:50:

    @chario, dzięki za link
    Właściwe głosowanie poprawek jest na końcu transmisji, od ok. 3h05. Nie wysłyszałem poprawki, o której piszą ON, tzn. podwyższenia minimalnej kategorii naukowej dla nadawania stopnia dr. hab. do A. Poprawki A. Bobki są na końcu posiedzenia.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 18:59:09:

    @Doktorgolgi:

    > Ja osobiście sądzę, że znajmość języka na biegłym poziomie wpisuje się w godność
    > tytułu doktora nauk.

    Hmmm, byłbym ostrożny z używaniem określenia ,,godność tytułu doktora nauk'', bo co to jest? Ale z istotą Pańskiej wypowiedzi zgadzam się: doktorowi nauk takich czy siakich wypada znać język obcy. Może nie biegle, bo to poziom niewiele odbiegający od rodzimego użytkownika danego języka, ale na pewno bardzo dobrze.

    @Zitterbewegung:

    > Ja bym chciał takie szkoły doktorskie które np organizują naprawdę dużo
    > specjalistycznych zajęć językowych, one mogą być nawet z Polskeigo!

    Też bym chciał, tylko kto miałby prowadzić takie zajęcia z języka polskiego? Starszej kadry, która miała solidny język polski w liceach PRL, jest coraz mniej. Młoda kadra, która publikuje za granicą w dobrych czasopismach naukowych, mogłaby oczywiście uczyć, jak pisał artykuły naukowe w języku angielskim, ale większość z niej posługuje się językiem polskim niewiele lepiej niż dzisiejsi studenci. Tę przepaść widać przecież nawet na tym forum: starsi forumowicze, tacy jak Pi czy Zgred, piszą bardzo ładną polszczyzną, bogatą w synonimy i różnorakie konstrukcje gramatyczne, odpowiednie do treści przekazu, młodszym forumowiczom, w tym mnie, daleko do tych poprzednich.

    @Kahlkopf:

    > I dodałbym do tego umiejętności prezentacji tego dorobku, w tym także graficznej.
    > Niby z grubsza mają to już studenci, a jednak dużo pozostaje do życzenia.
    > Recenzuję, ostatnio nawet dość często artykuły z Polski i innych krajów. I jakoś
    > takoś smutkiem mnię napawa, że nasze pacholęta, chcące być w przyszłości PhD
    > mają z tym problem. A przecież dobre wykresy, schematy, rysunki to wizytówka
    > dobrego artykułu.

    Imć mówi o studentach ze swojej działki, czyli z nauk ścisłych. Na medycynie jest zupełnie inaczej. Ciągle palcują ekrany smartfonów, ale jak przychodzi do zrobienia prezentacji z wynikami badań, to tragedia.

    Insza sprawa, że na rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu dobrych poradników. Mnie przypadła do gustu książka pt. ,,Odkrywać! Ujawniać! Objaśniać!'' Przemysława Biecka (chyba z Politechniki Śląskiej), ale to nie jest typowy poradnik, ale raczej zbiór esejów (linka do wersji online). Uczy się w uczelni Acana robienia ładnych tabel czy wykresów?

    @Alpacone:

    Ładny cytat.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:18:26:

    Przemysław Biecek kończył studia we Wrocławiu, większość życia zawodowego spędził na wydziale Matematyki i Informatyki UW, jak również w Netezza/IBM czy jak to sie w koncu nazywało, obecnie łączy to jeszcze z ciągnięciem całego kierunku na wydziale MiNI PW.

    Ma bardzo dużo materiałów, ale wszystko robi sam. I jako jedyny w Polsce.

    *

    Nie pamietam zebym widzial taka poprawke w sprawozdaniach komisji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:25:34:

    @W. Sz. P. Haluciński
    Waszmości mogę odpowiedzieć, że na drugim roku bodajże mają nasi studenci właśnie taki przedmiot, gdzie mają się nauczyć robić ładne wykresy i ogólnie prezentować graficznie wyniki. Niestety, jak już przychodzi czas sprawozdań z ćwiczeń laboratoryjnych, pisania pracy inżynierskiej, a później magisterskiej, to jakby zapominali o wszystkim.
    Ogólnie jest to problem, nawet tych utytułowanych. Tu muszę przyznać, że mało przywiązują uwagę do tej strony Azjaci, poza paroma wyjątkami. Choć to podobno z Chin pochodzi powiedzenie, że "jeden obraz wart jest więcej niż 1000 słów".
    Ja sam mam zaś dość pedantyczne podejście do strony graficznej i staram się wygładzać wykresy i rysunki praktycznie do oddania już zrecenzowanej pracy. Poza tym znacznie łatwiej napisać artykuł, jak są przygotowane dobre i czytelne rysunki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:31:35:

    Tak, P. Biecek to jeden z nielicznych przykładów naukowca-dydaktyka, potrafiącego w przystępny sposób napisać poradniki dla początkujących i bardziej zaawansowanych użytkowników pakietu-R. Dlatego, jak widziałem dokumenty dotyczące jego przewodu hab. to miałem pewność, że przejdzie, bo ma czym się pochwalić niemal z każdej strony.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:43:35:

    @charioteer1
    Z całego uzasadnienia wygłoszonego przez senatora wynika, że chodzi o nazywanie docentem profesora dydaktycznego. A jak wygląda spisana poprawka? Czy co innego gadał a co innego zaproponował?



  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:51:19:

    @Piotrcandida:

    > A jak wygląda spisana poprawka?

    W poście Zitterbewegunga z 2018/07/10 12:39:27 ma Pan linkę do dokumentu z poprawkami.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 19:53:22:

    Zitt podal link nizej: www.senat.gov.pl/download/gfx/senat/pl/senatdruki/9606/druk/888a.pdf

    W calej ustawie slowa 'profesor uczelni' zastepuje sie slowem 'docent':

    użyte w art. 29 w ust. 1 w pkt 1 w lit. a, w art. 31 w ust. 4, w art. 116 w ust. 1 w pkt 2 i w ust. 2 w pkt 2, w art. 137 w ust. 1 w pkt 1, w art. 226 w ust. 1 oraz w art. 451 w ust. 2, 4 i 5, w różnej liczbie i przypadku, wyrazy profesor uczelni zastępuje się użytym w odpowiedniej liczbie i przypadku wyrazem docent;

    Senator pieprzy jak potluczony.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 20:15:45:

    @Chario
    Wybacz tak całkiem offtopic, ale mi się skojarzyło z tym pieprzeniem ;o):
    www.youtube.com/watch?v=a-xFi0VJBMs

    Na rozluźnienie, naszych dysput wysoce akademickich.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 20:35:41:

    Chyba nie jestem w nastroju. Senat przyjal poprawke 79-letniego profesora "niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć", ktory tytul uzyskal w 1987, pewnie tez lepiej nie pytac, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć, ktoremu w glowie sie nie miesci, ze mozna sie habilitowac na podstawie cyklu artykulow i dla ktorego 1968 rok byl przed chwila - zaledwie 30 lat temu. On ten 1968 rok pamieta i nie widzi powodow, by cokolwiek teraz bylo inaczej niz wtedy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 20:55:14:

    Jest to dla nas tragedia, że o naszym życiu zawodowym decydują już emeryci, którzy w większości dawno już stracili kontakt z tym co się dzieje nie tylko w nauce, ale i na polskim uniwersytecie. Nas zwykłych pracowników ma się ...

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 21:41:06:

    Biorac pod uwage, ze wciaz jest zatrudniony na panstwowej uczelni, to idealny kandydat to rady uczelni jako posel i byly minister z wlasciwej opcji politycznej. To tak na wypadek, gdyby ktos mial jakiekolwiek zludzenia co do charakteru tej instytucji.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 21:48:11:

    Słuchając obrad komisji stwierdzam, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o nomenklaturę i formułowanie definicji (patrz dywagacja o docentach i nazewnictwie szkoły doktorskiej). Argumenty o wpadaniu w ucho, pięknej łacinie i budynkach. Konkretów znacznie mniej niż się spodziewałem. Im gorzej, tym lepiej.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 21:52:17:

    @Kahlkopf:

    > Jest to dla nas tragedia, że o naszym życiu zawodowym decydują już emeryci,
    > którzy w większości dawno już stracili kontakt z tym co się dzieje nie tylko w nauce,
    > ale i na polskim uniwersytecie.

    Świento prowda, jak mawiał J. Tischner.

    Ale są wyjątki. Nasza profesor zaraz po przejściu na emeryturę ogłosiła wszem i wobec, że wycofuje się z życia akademickiego i nie będzie wypowiadać się publicznie na temat funkcjonowania katedry pod nowym kierownikiem. Prowadzi sobie prywatną praktykę lekarską, regularnie przychodzi do nas konsultować (na naszą prośbę!) przypadki i to wszystko. Minęło już trochę czasu, a ona ani razu nie złamała tego ,,przyrzeczenia''. Gdy odchodziła, cieszyła się naszym niekłamanym, ogromnym szacunkiem. I do dziś jest nim obdarzana.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 21:59:15:

    @kalkhopf
    No nie wiem, w Senacie tylko sobie pogadano o marginaliach (nawet poprawkę o docentach zapewne Sejm odrzuci). Ustawa wygląda raczej na dzieło "młodego pokolenia", aż za bardzo.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 22:02:22:

    @W. P. Haluciński
    Dlatego napisałem w większości, gdyż też mi są znane chlubne wyjątki. Niestety, są to to wyjątki ...
    Jednak odrealnienie części tzw. "elyty" decyzyjnej jest, aż nadto widoczne. Co ze smutkiem konstatuję, ze względu na to, że to co może wyjść z senatu może nas jeszcze bardziej pogrążać/uwsteczniać. I chyba ma rację Zgred, że w tym momencie trzeba rozpocząć walkę o to, by jeszcze cokolwiek zachować do tych lepszych czasów, o ile nadejdą.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 22:06:03:

    @Js.c
    Myślę, że jest jeszcze inaczej, że jest to ustawa napisana przez osoby, które abstrahują od układu odniesienia, tzn. jest to mieszanka zbyt młodych, żeby wiedzieć coś o nauce, vide vice Gowiny, jak i tych, którzy są już po drugiej stronie. A brakuje tu zdania całych pokoleń, które są teraz w środku. Do tego dochodzi jeszcze piętno ideolo...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 22:13:58:

    @chario
    Na razie Senat jeszcze nie zatwierdził, to dopiero propozycja Komisji.
    Pomysł z docentami, który o dziwo przeszedł w Komisji, wygląda jak kpina, a może jest to zgniłe jajo, aby szybciej Ustawa padła, albo zawetował ją prezydent, ponieważ oburzenie rzesz prof. podwórkowych werbalnie zdegradowanych będzie ogromne i być może przechyli czarę goryczy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 22:29:19:

    @nobooks
    Racja. Oby, ale ta poprawka zostanie odrzucona tylko w przypadku, jezeli jest to spontan Sewerynskiego. Sejm nie odrzuca poprawek PiS.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 23:01:47:

    Niezłe jaja. Bocznymi drzwiami likwiduje się nie tylko tytularność profesorską, ale też - zgodnie z nowym rozporządzeniem - obniża się pensje setkom profesorów uczelnianych do stanowiska adiunkta. Bo w nowym rozporządzeniu nie ma mowy o docentach, ergo - stosuje się do nich stawki dla adiunktów.

    Wygląda na ponury żart i niedoróbkę i może tak faktycznie jest i to zostanie odkręcone. Może, choć pragnę zauważyć że Natalia Letki jest tylko "zwykłym" dr hab. na UW, a więc na stanowisku adiunkta. Podobnie jak nasz Magik.

    W systemie polskim gdzie tytularność jest niezwykle ważna i buduje pozycję i prestiż w środowisku, ta propozycja senacka jest po prostu szokująca.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 23:29:30:

    @flamengista
    Nie wiem na ile reszta środowiska (poza obecnymi tutaj i innymi śledzącymi ustawę) zdaje sobie sprawę z ważkości tychże ustaleń. Ostatecznie mam wrażenie, że przyjęcie poprawek przyspieszy hamujący do tej pory proces feudalizacji w obrębie katedr oraz (wydaje mi się to być znacznie gorsze) zniechęci świeżo upieczonych doktorów (a kto wie, może nawet magistrów) do inwestycji swoich zasobów w wątpliwy interes kariery uczelnianej, gdzie określenie przybliżonej choćby wizji awansu stanie się niemożliwe. Biorąc pod uwagę interferencję z mglistymi jak na razie założeniami oceny osiągnięć naukowych, może dojść do sytuacji tak patologicznych, jakich już dawno nie widziano - oto wszyscy o dość zaawansowanym (miejmy nadzieję) poziomie merytorycznym zostaną wrzuceni do jednego wora ze wszystkimi innymi, a być może (zważywszy na zamiłowanie do termometru stopni naukowych) ich kompetencje będą poddawane pod wątpliwość.
    Chcąc zakończyć swoją wypowiedź w dosadny, ale też sarkastyczny sposób wygląda to wszystko na metodę marchewki i kija: najpierw pokazuje się marchewkę po czym bije się kijem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 23:35:03:

    @Al
    Problem w tym, że tu nie ma marchewek, tylko same kije. Gdzie jest złoto?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/10 23:39:50:

    W wieku 79-lat można robić różne głupoty. Propozycja KUKIZ ograniczenia wiekowego dla posłów i senatorów jak widać bardzo słuszna. Cała ta Komisja nie zauważyła braku jakiejkolwiek spójności w uzasadnieniu a zaproponowanej poprawce.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 00:02:02:

    @charioteer1
    "Biorac pod uwage, ze wciaz jest zatrudniony na panstwowej uczelni, to idealny kandydat to rady uczelni jako posel i byly minister z wlasciwej opcji politycznej."

    Ale: "Członkiem rady uczelni może być osoba, która: (...) nie ukończyła 67. roku życia do dnia rozpoczęcia kadencji."

    To jednak nie jest ustawa przyjazna dla emeytów.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 08:21:18:

    @fla sądzę, że to ewidentnie pomyłka i w takiej wersji nie przejdzie to poprawka.
    Toż to wbrew zapisom ustawy -- ta "korekta" to chichot historii.

  • zittergeschicht napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 08:27:32:

    Ustawa porządkuje klasyfikacje dyscyplin oraz zakres wiedzy przyporządkowany do danej dyscypliny. Na forum obszernie komentowany był wątek o doktoratach z Informatyki, w których nie było Informatyki.
    @trzy.14
    "Powtórzę: jakakolwiek próba ograniczenia interdyscyplinarności badań cofa nie tylko badania, ale i, a nawet przede wszystkim, dydaktykę. Czy Ustawa 2.0 ogranicza interdyscyplinarność? To zobaczymy po rozporządzeniach. "
    Gdzieś na forach dostępny jest materiał jak obecnie rozumiana jest interdyscyplinarność. Podsumowując, po zasadzeniu żołędzia w ziemniaku polskim na grządkach wyrastają roboty.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 08:30:11:

    @p-tau
    > > @fla "...obniża się pensje setkom profesorów uczelnianych do stanowiska adiunkta..."
    > sądzę, że to ewidentnie pomyłka i w takiej wersji nie przejdzie to poprawka.
    > Toż to wbrew zapisom ustawy -- ta "korekta" to chichot historii.

    Niby jaki chichot. Toż to właśnie wiejący wiatr historii: populistyczno-propagandowa ściema skutkująca kompletnie demoralizującą obniżką uposażeń parlamentarzystów i samorządowców. Destrukcyjna zagrywka "zwykłego posła", który - o ile pamięć mnie nie myli - nie przepracował od kilkudziesięciu lat ani jednego dnia tylko żyje cały czas jako polityczna utrzymanka i drugorzędowy beneficjent rozmaitych "Telegrafów", "Srebrnych" itd. Przecież Kaczyński i plebs, na którym w głównej mierze żeruje politycznie, tylko przyklasną takiemu pomysłowi.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 08:32:24:

    @zittergeschicht
    > po zasadzeniu żołędzia w ziemniaku polskim na grządkach wyrastają roboty

    No, patrz Pan, nie wiedziałem, że biotechnologia tak się posunęła do przodu...

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:05:35:

    Czytam i czytam i się pogubiłem. Czy PT Szanowni Dyskutanci czytają to, co piszą, przed kliknięciem "wyślij"?
    Nie ma żadnego znaczenia, jak się nazywa stanowisko, na które zatrudnia się dr. habów. Liczy się pensja, a ta dalej będzie nędzna. W tzw. cywilizacji nazywa się takich ludzi "reader" czy "lecturer" i jakoś żyją. Czasem z przymiotnikiem "senior" i też żyją, nawet jak nie są wcale tacy starczy.
    Docenci dalej są samodzielni, bo to jednak wynika z dyplomu dr haba, a nie ze stanowiska. Belweder zatrudniony jako asystent po taniości dalej jest samodzielny.
    Nie ma obniżki pensji do adiunkta, bo w ministerialnej tabelce w miejscu "profesor uczelni" pojawi się "docent" i tyle. Tak naprawdę to będzie dla wielu podwyżka, bo ustawa wymusza na uczelniach zatrudnienie drów habów jako docentów właśnie, a nie trzymanie ich przez całą wieczność (np. UW) jako "habilitowanych adiunktów".
    Może dlatego, że w marcu 1968 byłem wciąż w bardzo odległych planach moich rodziców, ale samo słowo "docent", kojarzy mi się wyłącznie ze starszymi kolegami z pracy, na których złego słowa powiedzieć nie mogę, podczas gdy słowo "profesor" z paroma skurwysynami. Zanussiego obejrzałem w liceum i było to dla mnie wtedy science fiction, więc nie mam traumy, na którą wyraźnie cierpią tu niektórzy. Spokojnie mogę być docentem.
    Zmiana prof. uczelni na docent ma dla mnie zaletę monosemii, a jest to cecha wysoko ceniona w nauce. W tej chwili jest rozpaczliwy bałagan, zrozumiały wyłącznie dla zainteresowanych, który tych, skądinąd poważnych i zasłużonych ludzi, ośmiesza w oczach lekko nawet postronnych. Osobiście znam ludzi, którym robi różnicę, że ktoś jest profesorem zwyczajnym w rozumieniu ustawy z 1997 a nie w rozumieniu ustawy z 2013, bo to zupełnie inna sprawa.
    A jak ktoś koniecznie chce, by się do niego studenci zwracali jak do nauczycieli w liceum albo poczuje się zdegradowany, to niech się stara o tytuł. Wymagania opuszczono tak nisko, że w zasadzie starczy podanie napisać.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:15:26:

    PT Szanowni Dyskutanci czytają to, co piszą, przed kliknięciem "wyślij"?

    Przyznam sie że NIE, nigdy.

    ustawa wymusza na uczelniach zatrudnienie drów habów jako docentów właśnie

    Ale staram sie czytać zanim mam ochotę coś powiedzieć.

    Ustawa zatrudnia jako uczelnianych (lub docentów) tylko profesorów nadzwyczajnych. Niezależnie czy docentura czy profesura uczelniana NIE będzie przysługiwać za podwórkowść ani habilitację. Ustawa przyporządkowuje stare zaszeregowanie do nowego wg. obecnie zajmowanych etatów: adjunkci staja sie adjunktami, nadzwyczajni stają się uczelnani. Chyba że posiadają tytuł, wtedy musza być zatrudnieni na etacie profesora.

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:15:41:

    PiS i gowinowcy kontynuują walkę ze słowackimi docentami - jak wnioskował NPK - ani jeden słowacki docent nie może w Polsce mieć profesora. I nie będzie miał. Osiągnie się to przez odebranie wszystkim podwórkowym "prof" i zmieni na "doc"
    "Pomysł z docentami, który o dziwo przeszedł w Komisji" by @nobox
    Dziwne jest, że ten pomysł nie przeszedł wcześniej.
    "W calej ustawie slowa 'profesor uczelni' zastepuje sie slowem 'docent'" by @chario
    Jeśli tak - to nie musi być redukcji uposażenia.
    "chodzi o nazywanie docentem profesora dydaktycznego" by @piotrcandida
    "Z tymi docentami to może sobie ktoś w senacie jaja zrobił i tak zostawił. Nieprzyjemne nazewnictwo, jak by na to nie spojrzeć" by @naukowiec2.0
    Dlaczego nieprzyjemne?
    Ja sem docentka, ta ista docentka :-)
    "Jak do tej pory był: dr hab. Jan Nowak, prof. UJ to teraz chyba będzie dr hab. Jan Nowak, doc. UJ" by @doktorgolgi
    Mnie się pisało: doc. Ing. Taista Docentka PhD
    ale teraz jestem:
    mim. prof. Ing. Taista Docentka PhD
    "mimoradny" = nadzwyczajny, nasz polski podwórkowy
    "Jeśli rzeczywiście ta ustawa w ostatniej chwili w Senacie zdegraduje setki samodzielnych profesorów uczelnianych na docentów" bu @piotrcan
    Nie znam historii ale z opowiadań jakie dało się tu i ówdzie słyszeć, dawno dawno temu - za Stalina i Bieruta - wprowadzono profesorów nadzwyczajnych i profesorów zwyczajnych. I chodzi o to - aby zlikwidować ostatnią ostoję stalinizmu w Polsce - czyli profesor to ma być nadany przez W. Czc. A. Dudę - kolejna poprawka powinna iść w kierunku unieważnienia profesur wręczanych przez kogokolwiek innego niż osobiście przez Wielkiego Prezydenta Tysiąclecia i jego ucznia PAD

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:17:54:

    www.youtube.com/watch?v=8v7eSQJWxc4

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:31:22:

    Z racji wieku większości podwórkowych docent pewnie się kojarzy docentem Furmanen (link wyżej) i to brzmi po prostu jakby ktoś sobie robił jaja.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 12:34:45:

    Mnie sie kojarzy z Privatdozent

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 14:28:42:

    @ fordka: całkowicie się nie zgadzam. Co prawda wymagania dla profesorów teoretycznie ustawa obniża, ale robią się one o wiele bardziej uznaniowe. A decydować o tym będzie RDN, do której maluczcy (a więc ci nie mający kategorii A/A+) nie będą mieli wstępu.

    W naszej kulturze tytuł przed nazwiskiem jest bardzo ważny i buduje pozycję w środowisku. Dlaczego niektórzy starzy profesorowie stosowali hc multiplex w tytularności (tak wyśmiewane i na tym forum)? Ano dlatego, że te parę literek wyróżniało ich na tle reszty i dawało poczucie wyższości.

    Profesura uczelniana na wielu słabszych uczelniach (a więc nie pełnych uniwersytetach) była już apogeum marzeń: dawała dostęp do władzy, zaszczytów i pieniędzy. Na forum publicznym musiano cię tytułować "profesorze" na równi z wielkimi sławami zasiadającymi w CK czy komitetach PAN. Profesura uczelniana uprawniała (nieformalnie/zwyczajowo, rzecz jasna) do pełnienia funkcji dziekana, a nawet rektora.

    Zredukowanie obecnych profesorów uczelnianych do przyszłych docentów byłoby nie tylko ciężką ujmą na ich ego. Przede wszystkim pozwoliłoby na nowo zbudować hierarchię akademicką. Wyobrażacie sobie kandydata na rektora: docent dr hab. Jan Kowalski? Przecież to śmiech na sali. Nikt takiego nie wybierze.

    Przecież obecni profesorowie są na ogół po 60-tce, a nowe przepisy ustawy skutecznie wyrzucą ich z akademii (przynajmniej w kontekście sprawowania władzy i pełnienia funkcji) po 65 roku życia. Skoro nie będzie profesorów uczelnianych, WSZYSCY habilitowani - i ci starzy (50+) i młodzi (z kilkuletnim stażem) zostaną ZRÓWNANI do pozycji docentów.

    Rozpocznie się więc nowy wyścig szczurów, pardon - o tytuł profesora, dający realną władzę w nowym systemie. A przy tak uznaniowych kryteriach tytuł ten dostaną "nasi", czyli ci co mają dostać.

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się utwierdzam w podejrzeniach że to jednak nie był przypadek z tym senatem.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 14:52:43:

    Nie sądzę, żeby było to zaplanowane. Jeśli Sejm nie odrzuci tego pomysłu z docentami, to Gowin zostanie ośmieszony. Dwa lata starań i znowu wtopa. Jestem ciekawy jego opinii.
    Docent zamiast profesor dydaktyczny, to uważam za zupełnie racjonalne, bo przyznawanie profesora za dydaktykę uważałem od samego początku za szkodliwe.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 15:06:56:

    Ah, a gdyby ten prof. Ucz. to był naprawdę tylko odpowiednik "tenured position", czyli dożywotniej etc. to nie byłoby kontrowersji. I nawet teraz, koniec końców, to zwykły etat przecież.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 15:25:20:

    Jakiś feler mam, ale naprawdę mam wrażenie, że rozmawiamy tu o kwestiach, które umarły jeszcze w zeszłym tysiącleciu, tylko my z uporem udajemy, że żyją i mają jakieś znaczenie. Jak u Kundery "życie jest gdzie indziej", tam gdzie tytulatura kończy się na "doctor". Osoby, dla których najważniejsze są literki przed nazwiskiem, zwykle mają nic więcej do zaoferowania, więc może pozwólmy im zniknąć w niebycie, wspierając ich w decyzji o szybkim przejściu na emeryturę.
    Słowo "profesor" zdewaluowało się do grzecznościowego zwrotu, kiedy pojawili się podwórkowi i okazało się, że profesorów są stada, a nie istnieje tylko profesor Wiktor Zin, jedyny profesor znany komukolwiek poza najbliższą rodziną i kolegami z pracy przed 1989 rokiem. "Skoro nie zamierzamy wam płacić, zrobimy z was wszystkich profesorów, to w zupełności wystarczy", płacić dalej nie będą, ale za chwilę pojawią się nawoływania do palenia opon w obronie profesury tylnej zwanej też podwórkową. Sami tak mówimy, potrzeba jakichś innych dowodów na to, jaki mamy do niej stosunek?
    Przywrócenie docenta może sprawić, że profesor znowu będzie coś znaczyć. Choć jak się zastanowić nad nową definicją, niekoniecznie.
    Lokalne elity dostosują się w dziesięć sekund do nowych regulacji. Skoro szczytem marzeń będzie teraz docent, będą marzyć o docenturze.
    "Profesor" buduje pozycję? W mojej grupie wiekowej "profesura" wskazuje przede wszystkim na poziom uczelni, z której pochodzi delikwent. "Profesor" zwykle pracuje na uczelni, która ani nie płaci, ani nie daje prestiżu, więc przynajmniej awansuje na profesora zaraz po habilitacji. Brak profesury z drugiej strony sugeruje niezależność albo brak pleców u lokalnej GTW (zwykle to się łączy). No to co to jest za pozycja?
    Wyjąwszy nadgorliwców, rozróżnianie przeróżnych profesorów nie występuje u ludzi urodzonych po 1970. Nawet jeśli pracują w szkolnictwie wyższym. Nie wierzycie, popytajcie młodszych kolegów. A nie, przepraszam - jedyna profesura, która kogokolwiek obchodzi, to profesura poseł Krystyny P. ale ona już na emeryturze, więc docentką nie zostanie.
    Nie łapię też, dlaczego zrównanie młodych i starych profesorów podwórkowych czymś się różni od zrównania młodych i starych docentów.
    Dramatem nie jest to, że komuś ego oklapnie. Dramatem jest to, że dla najzdolniejszych naukowców zbliżających się do trzydziestki mamy ofertę pierwszej stałej pracy za 1500PLN brutto mniej niż dostaje warszawski kierowca miejskiego autobusu. Tzn. tyle będziemy mieli po reformie, bo na razie różnica in minus wynosi 2400 (dla doktorów dajemy asystenta lub wykładowcę, adiunkta już nie, za drogo). Jak o tym myślę, to naprawdę mnie śmieszą te dyskusje o tym, kto ma jakie wspomnienia z 1968, a kto co zapamiętał z filmu, który widział czterdzieści lat temu (albo i nie widział...), bo nie wierzę, że są tu sami wielbiciele twórczości Zanussiego, którzy sobie regularnie odświeżają. Jakby co, "Iluminacja" jest lepszym filmem.
    I może by tak po czterdziestu latach pogodzić się z faktem, że jedynym wartym zapamiętania filmem, który miał premierę w 1977, były "Gwiezdne wojny".
    Freud mógł być docentem, ja też się nie obrażę.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 15:40:25:

    rozróżnianie przeróżnych profesorów nie występuje u ludzi urodzonych po 1970.

    Pamiętam jaki to był szok, że są profesorowie nadzwyczajni, i to są ci gorsi od zwyczajnych. Albo tytuł a stopień, nazdwyczajny a zwyczajny, rzeczywisty, urojony... Do dziś nie jestem pewien gdzie się w tym plasuje podwórkowy: pół-nadzwyczajny, czy zwyczajny nadzwyczajny.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 15:47:47:

    @flamengista
    Zredukowanie obecnych profesorów uczelnianych do przyszłych docentów byłoby nie tylko ciężką ujmą na ich ego. Przede wszystkim pozwoliłoby na nowo zbudować hierarchię akademicką. Wyobrażacie sobie kandydata na rektora: docent dr hab. Jan Kowalski? Przecież to śmiech na sali. Nikt takiego nie wybierze.

    Przecież obecni profesorowie są na ogół po 60-tce, a nowe przepisy ustawy skutecznie wyrzucą ich z akademii (przynajmniej w kontekście sprawowania władzy i pełnienia funkcji) po 65 roku życia. Skoro nie będzie profesorów uczelnianych, WSZYSCY habilitowani - i ci starzy (50+) i młodzi (z kilkuletnim stażem) zostaną ZRÓWNANI do pozycji docentów.

    Rozpocznie się więc nowy wyścig szczurów, pardon - o tytuł profesora, dający realną władzę w nowym systemie. A przy tak uznaniowych kryteriach tytuł ten dostaną "nasi", czyli ci co mają dostać.


    Dokladnie tak.

    @ piotrcandida
    Nie sądzę, żeby było to zaplanowane. Jeśli Sejm nie odrzuci tego pomysłu z docentami, to Gowin zostanie ośmieszony.

    Na dwoje babka wrozyla. Albo Sewerynski sam takie poprawki wykombinowal, albo uzgodnil je z JK. Jezeli te poprawki byly wczesniej uzgodnione z KC PiS, to sejm je przyjmie. Upokarzanie swoich wiernych ludzi i sojusznikow to styl dzialania JK. Sewerynski jako minister rzadu 2005-2007 jest prawdopodobnie na tyle blisko obozu wladzy, by nie porywac sie z motyka na slonce.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 16:08:45:

    Nie ma co się rozpisywać. Docent jest po prostu śmieszny.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 16:15:04:

    @ford.ka
    Poniewaz moja pamiec siega nieco dalej, niz na to wskazuje staz pracy. Nigdy nie starczylo mi cierpliwosci, by obejrzec "Barwy ochronne", bo rzeczywistosc, ktora znam skadinad zazwyczaj przerasta fikcje. Mozliwosc zatrudniania na stanowisku docenta bez habilitacji, wprowadzona w 1968, istniala jeszcze przez kilka lat po 1968 i rozne uczelnie z tej mozliwosci korzystaly na rozne sposoby. Jakas czesc z tych ludzi zatrudnionych wtedy jako docenci, zrobila pozniej habilitacje, ale latka docentow marcowych przylgnela do nich na dlugo. Sewerynski, mimo werbalnych zaprzeczen, doskonale zdaje sobie z tego sprawe.

    Jezyk kreuje rzeczywistosc. Poprawka Sewerynskiego ma na celu rozroznienie miedzy profesorem, ktory ma tytul ("niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć" - cytat z uzasadnienia poprawki) i docentem, ktory albo ma habilitacje, albo nie ma habilitacji, albo ma prawo promowania, albo nie ma prawa promowania, albo ma prawo glosu w senacie, czy komisji, albo nie ma prawa glosu. Tak skonstruowany docent to z zalozenia byt gorszy i podejrzany.

    Cyniczne uzasadanienie Sewerynskiego ("Profesor to jest jednak ten, kto ma tytuł profesorski, już niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć") nie pozostawia w tym przypadku zadnych zludzen co do intencji ustawodawcy.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 16:34:15:

    Czyli nie rozmawiamy o meritum tylko o swoich wyobrażeniach...
    Powtarzam apel - proszę zapytać młodszych kolegów, z czym im się kojarzy "docent". Z niczym. Zero. Null. Nowe słowo które trzeba wypełnić treścią.
    Język kreuje rzeczywistość, więc trzeba go wziąć w swoje ręce, jak zrobili niemieccy geje "odczarowując" słowo Schwul. Pokazać, że najważniejsi naukowo ludzie na wydziale to docenci, którzy badają, nauczają, publikują, a nie profesorzy, którzy zasiadają wśród mchu i igliwia. Kto by chciał być profesorem UW jak Krystyna "Sałatka" Pawłowicz, Karol "Meleks" Karski, Franciszek "Bruzda" Longchamps de Berier czy Marcin "Rektor" Pałys?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 16:46:56:

    @all u mnie na uczelni docent był jako nazwa stanowiska dydaktycznego, nie badawczo-dydaktycznego, wyżej stojącym zaraz po starszym wykładowcy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 16:48:06:

    Ford, to wszystko pieknie ladnie, ale przy zalozeniu, ze na naszej uczelni docentow dydaktycznych nie bedzie. Beda, i to szybciej, niz sie ktokolwiek obejrzy. Nastepne wybory na uczelni wygra osoba, ktora obieca awans na docenta rzeszom dydaktykow. Nawet wiem, kto u mnie na wydziale zostanie docentem dydaktycznym jako pierwszy. Osoba, ktora jest niezwykle uzyteczna dla kazdej kolejnej wladzy, a przy okazji wywolujaca epickie konflikty z pracownikami i studentami. Nic nie odczarujesz.

  • forrest_h napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:01:06:

    @charioteer1
    Brzmi to jak propaganda z czasów PRL. Najwięcej ugrać można na strachu. Od uczelni ktoś będzie coś wymagał. Szok i przerażenie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:04:42:

    @forrest_h

    Że co?

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:07:38:

    Ta sama osoba zostanie jako pierwsza profesorem uczelni (dydaktycznym). Wtedy będzie lepiej? Ktoś ją odróżni od profesorów uczelni (n-d) i wszystkich innych profesorów? Nomenklatura nic tutaj nie zmieni. O czym my właściwie rozmawiamy, bo już się pogubiłem?
    Na większości uczelni nie ma rzesz dydaktyków, na sporej części wydziałów nie ma w ogóle żadnych dydaktyków, bo zajęć od dawna nie starcza dla naukowo-dydaktycznych, a trzeba jeszcze czasem znaleźć jakieś zajęcia dla doktorantów. Dydaktycy to szczególna przypadłość np. filologii obcych, gdzie do zajęć językowych, zwłaszcza tam gdzie języka studenci uczą się od zera, wystarcza kumaty magister na etacie lektora. Na filologiach nie ma za to pracowników technicznych z braku laboratoriów badawczych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:25:56:

    Nie znam sie na wiekszosci uczelni ale dlaatematyki, informatyki nie jest to prawda. Na przyklad w instytucie informatyki woekszosc to dydaktyczni którzy regularnie wybieraja na dyrektora tegoz instytutu niejakiego profesora Skomorowskiego zatrudnionego na etacie adiunkta.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:27:27:

    Ford, ktos zwalnial tych wszystkich dydaktycznych z 30-letnim stazem pracy? Jakos nie przypominam sobie.

    Caly czas powtarzam, ze zmiana nomenklatury nie rozwiazuje problemow, ktore tworzy ustawa. W projekcie Gowina byli lepsi i gorsi profesorowie. Po poprawce Gowina sa lepsi i gorsi pracownicy, ktorych dodatkowo wyroznia sie odrebna nazwa. W dluzszej perspektywie kazdy docent bedzie podejrzany jako potencjalny docent gowinowy. Poprawka Sewerynskiego de facto wprowadza do jezyka pojecie docenta gowinowego. Taka subtelna zemsta starca, ktory tytul uzyskal "niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć".

  • artz64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:33:12:

    Dzisiaj na Komisji NES Wicemarszałel Seredyński wycofał swoją poprawkę zmieniającą w ustawie słowa "profesor uczelni" na słowo "docent".

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:44:08:

    @artz64
    Oby to byla prawda. O ile dotychczasowe przepisy i projekt Gowina roznicowaly warunki zatrudnienia dla tych dwoch grup pracownikow, o tyle ta poprawka szla w poprzek idei i duchowi ustawy, w bezprecedensowy sposob wzmacniajac hierarchicznosc struktur.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:45:17:

    @charioteer1
    Tych z 30-letnim stażem pracy wypycha się na emeryturę przy pierwszej okazji. Innej drogi nie ma. Tzn. jest, ale nikomu się nie chce rąk brudzić. Gorsze jest to, że nie ma ich kim zastąpić. Nie za tę kasę, nie przy takich oczekiwaniach.
    Czy ja już się podzieliłem wiadomością z Siedlec, gdzie uchwalili, że pracownik naukowy nie dostatnie pozytywnej oceny, jeśli w ciągu czterech lat nie opublikuje czterech artykułów po minimum 12 punktów każdy i monografii za 25 punktów?.
    W tej samej logice można stwierdzić, że każdy profesor jest podejrzany, bo może tylko mówią do niego "panie profesorze", a tak naprawdę jest dr. habem. Sorry, nie kupuję tego.
    Może Seweryński chce się zemścić za to, że podejrzewano, że jest tylko dr. habem bo źli ludzie zepsuli mu profesurę. Ale on jest już emerytem, a my tu zostajemy. Od nas zależy, co z tym docentem zrobimy. A że wpływu na to nie mamy, musimy kombinować, co zrobić, żeby była z tego korzyść.
    @zitterbewegung
    Dydaktyczni są tam, gdzie są masowe studia i dużo godzin ćwiczeń na niższych latach.
    Znam takie instytuty, gdzie dyrektorami są prości doktorzy z łapanki, bo samodzielnym nie chce się marnować czasu na papiery, a wiedzą, że prawdziwa władza i kasa są gdzie indziej. Albo że w ich dziedzinie nie ma ani władzy ani kasy, więc chcą tylko mieć święty spokój. Ten świat naprawdę jest skomplikowany.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:45:28:

    Jestem ze studentami na badaniach terenowych więc zapytałem grupę ok. 20 osób z czym im się kojarzy docent: 90% - kojarzyli docenta marcowego, choć nie wszyscy wiedzieli dokładnie o co chodzi... to jeszcze o niczym nie świadczy, ale jeżeli studenci kojarzą to... :)

  • artz64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 17:46:13:

    Jednocześnie, jeżeli dobrze zrozumiałem, przeszła poprawka senatora Rockiego wprowadzająca stanowisko docenta dla ścieżki dydaktycznej oraz ograniczająca możliwość zatrudnienia na stanowisku profesora uczelnianego tylko dla doktorów habilitowanych. Oczywiście Senat może odrzucić wszystkie poprawki komisji.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 18:34:08:

    @Ford.ka:

    > Powtarzam apel - proszę zapytać młodszych kolegów, z czym im się kojarzy
    > "docent". Z niczym. Zero. Null. Nowe słowo które trzeba wypełnić treścią.

    Na uczelniach medycznych ma wciąż swoją treść. Tam do dziś należy się zwracać do doktora habilitowanego per ,,pani docent'', ,,panie docencie''. Powiesz: ,,pani doktor'', ,,panie doktorze'' -- dostaniesz ochrzan od adresata, rzekniesz: ,,pani profesor'', ,,panie profesorze'' -- załapiesz się na połajankę od profesora, który to usłyszy. A było nie było pracownicy i studenci uczelni medycznych stanowią niemały odsetek społeczności akademickiej.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 18:43:19:

    Jeśli poprawka Rockiego przejdzie, wszyscy pokochamy nowego docenta, bo od razu będzie można odróżnić, kto jest dydaktyczny a kto naukowy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 19:01:25:

    W normalnym swiecie zatrudnienie na stanowisku zwiazane jest m.in. z uprawnieniami, dlatego zasadne jest, by pracownicy, ktorzy maja rozne uprawnienia, byli zatrudnieni na roznych stanowiskach. Tak rozumiem sens poprawki Rockiego.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 20:27:48:

    Zgadzam sie z fordem (raczej). Mnie sie docent troche zle kojarzy, ale dawno temu bylem docentem i przezylem. Co wiecej, jak zaczynalem studia, to docentow bylo jak mrowkow i tez jakos wszyscy przezyli.

    Powiedzialbym tez, ze widze argument za tym, zeby rtozroznic dwie grupy: profesorow zywczajnych i podworkowych. I to dokladnie z powodow, o ktorych mowi flamengista. Tak, po to mamy tytuly, zeby sobie dobrze nimi robic (Bourdieu o tym pisal), no to sobie robmy na calego i nie udawajmy, ze profesor podworkowy to to samo co zwyczajny.

    Przey okazji, powiedzmy sobie szczerze, studenci i tak to oleja.

    Ale (i tu sie zgdazam z fordem szczegolnie) to symbliczne robienie sobie dobrze jest dosc malo wazne. Duzo wiekszym problemem jest to, czy dzisiejsi podworkowi przejda gladko do statusu docenta czy tez okaze sie, ze od nowa beda musieli dowodzic swej niewielbladnosci. Ta druga opcja jest moim zdaniem niesprawiedliwa. To zreszta ulubione wyrazneienie pedagoga wszystkich pedagogow - prawa nabyte. Oni juz raz przeszli przez te plotki. Nie kazmy im robic tego ponownie.


  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 21:22:35:

    Prof. doc. duplex hab. duplex dr hc multiplex dr inż. Kananga

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 21:25:09:

    To moze tak tylko tu zostawie fragment stenogramu z wczorajszego posiedzenia senatu:

    Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin:

    Dziękuję.

    Ustawa przewiduje, mówiąc precyzyjnie, nie tyle tytuł, ile stanowisko profesora uczelnianego dla osób mających stopień doktora i wybitny dorobek w jakiejś dziedzinie. Ja to zilustruję dwoma przykładami z tej dziedziny, która i panu senatorowi, i mnie jest bliska z racji wykonywanego zawodu, czyli z dziedziny nauk politycznych. Najbardziej rozchwytywanym wykładowcą stosunków międzynarodowych na uniwersytetach świata, zwłaszcza uniwersytetach amerykańskich, był dr Kissinger, czyli osoba ze stopniem doktora, ale wybitny praktyk. Gdybyśmy dzisiaj, Panie Senatorze, spróbowali we dwóch wskazać 3 osoby, które na polskich uczelniach mogłyby w najbardziej inspirujący sposób prowadzić wykłady z dziedziny politologii, to przypuszczam, że wymienilibyśmy dwóch profesorów i tutaj być może różnilibyśmy się co do nazwisk, ale pewnie też byśmy wcześniej czy później doszli do porozumienia, w każdym razie pula tych nazwisk nie byłaby zbyt szeroka a trzecią osobą, co do której byśmy się zgodzili, byłby skromny dr Jarosław Kaczyński, który ze względu na swoje gigantyczne doświadczenia polityczne może być równie pasjonującym wykładowcą jak Henry Kissinger. I teraz: czy ministerstwo zamierza wprowadzać tutaj jakieś zobiektywizowane miary? Nie. Uważamy, że w ramach autonomii uczelni to sama uczelnia będzie decydowała, komu powierzyć zaszczyt sprawowania stanowiska profesora uczelnianego. Przy czym tutaj dla państwa senatorów informacja: stanowisko profesora uczelnianego nie powinno być mylone z tytułem tzw. profesora belwederskiego, tj. żeby ten tytuł uzyskać, trzeba przejść przez odpowiednie sito selekcyjne, recenzyjne, trzeba mieć rzeczywiście wybitny dorobek naukowy.

    Wicemarszałek Bogdan Borusewicz:

    Pan senator Pociej.
    Senator Aleksander Pociej:

    Dziękuję, Panie Marszałku.

    Panie Premierze, do pana ostatniej wypowiedzi dodałbym tylko to, że, jak rozumiem, magister Tusk

    (Senator Jan Maria Jackowski: Nie. Jak zrobi doktorat.)

    (Senator Konstanty Radziwiłł: Jak zrobi doktorat.)


    ____________
    Uprzejmie informuje, ze nie jestem robotem spamujacym.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 21:42:07:

    hahaha docent Jarosław Kaczyński. Można nawet katedrę jego imieniem nazwać Kaczynski chair in democratic studies, albo ufundować stypendium, a może nawet program stypendialny....

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/11 23:10:14:

    "Inna z rekomendowanych poprawek wprowadza kolejne stanowisko nauczyciela akademickiego - docenta, a kolejna znosi możliwość zatrudniania doktora posiadającego wyłącznie osiągnięcia dydaktyczne na stanowisku profesora uczelni. Obecny w czasie obrad wiceminister nauk i szkolnictwa wyższego Piotr Mueller negatywnie odniósł się do tych poprawek."
    Senatorzy wyskakują ze swoimi pomysłami, ale to jest chyba ich radosna twórczość.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 01:25:26:

    To wszystko jest radosną twórczością, bo kto ma lepsze karty przetargowe i dorwie się do ustawy, to coś tam majstruje. Z resztą od samego początku ta ustawa jest tworzona sobie a muzom. Niby są konsultacje, a na wyjściu i tak dostajemy coś , czego byśmy nie chcieli.
    A co do mnie, to mnie te wszystkie tytuły i tytułomanie, że tak brzydko napiszę - to mi zwisają i powiewają. Jeszcze nie widziałem, aby tytuł potrafił z parszywca zrobić człowieka. Za to parszywców z tytułem to sporo już spotkałem.
    Najważniejsze to i tak robić to co interesujące i mieć z tego kasę.
    Złoto i właściwe warunki pracy o to powinniśmy walczyć!
    A tytuły powinno się robić niejako przy okazji.
    Reszta, to bzdura nie warta splunięcia.

  • zwski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 07:23:23:

    @kahlkopf
    >> Najważniejsze to i tak robić to co interesujące i mieć z tego kasę.
    Aby mieć z tego kasę należy myśleć przyczynowo. Kasa płynie z budżetu, budżet zasila gospodarka, gospodarkę głównie napędzają nauki techniczne.
    Niema miejsca w naukach technicznych na diamenty, bajkopisarzy, dinozaury poprzedniego systemu i wszelkiej maści oszustów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 08:15:27:

    @Zwski
    "Niema miejsca w naukach technicznych na diamenty, bajkopisarzy, dinozaury poprzedniego systemu i wszelkiej maści oszustów."[\i]
    Tak, zgadzam się. Jedynie mieszane uczucia mam do dinozaury poprzedniego systemu[\i], ze względu na to, że musi być to doprecyzowane, którego. Gdyż co minister lub ministra to nowy system nam fundują. W sumie może wyjść, tak, że ze względu na ideolo, nas też można potraktować jako dinozaury poprzedniego systemu[\i], choć k. 40 część z nas jest. W końcu te nasze stopnie są uzyskane wg. któregoś z poprzednich systemów.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 09:08:37:

    Nie łudźmy się, gdyby tytuły nie miały znaczenia w środowisku naukowym, to ta ustawa by nie forsowała na siłę profesorów dydaktycznych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 09:23:06:

    @Piotrcandida
    Oczywiście, że tak, bo łączył się dotychczas ze zwiększeniem dochodów i też możliwości, władzy (przynajmniej lokalnie).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/12 23:34:11:

    Lista poprawek z komisji senackiej.

    Komisja poparla wprowadzenie stanowiska docenta dydaktycznego. W tej wersji docent nie glosuje w sprawach o nadanie stopnia, ale w cialach przedstawicielskich liczy sie do grupy pracownikow samodzielnych. Profesorem uczelni nie mozna zostac wylacznie za osiagniecia dydaktyczne.

    Na uwage zasluguje:

    w art. 113 w pkt 3 po wyrazach pkt 13 dodaje sie wyrazy i 5;
    Poprawka sen. J. Żaryna poparta przez komisję

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 00:48:57:

    @charioteer1

    Mocny kawałek, absolutnie niekonstytucyjny wobec osób, które rzetelnie złożyły odpowiednie oświadczenie. To nie ma szans ostać w Strasburgu, a w razie utraty władzy przez PiS będzie jak znalazł do "dorżnięcia watahy", bo wystarczy art. 20 uzupełnić klauzulą o wykluczeniu członków PiS.

    Cóż, tak jak PO samo stworzyło narzędzia, które wykorzystuje PiS, tak PiS tworzy narzędzia, które wykorzystają przeciwko nim ich następcy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 00:52:11:

    @charioteer1

    Poprawka 24 to też kuriozum: nadzwyczajna kasta nadzwyczajnie dba o swoje interesy. Reszta może iść do piachu.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 01:30:56:

    Do tej pory oswiadczenia skladali tylko funkcyjni i jedynym wymogiem w tym zakresie byla zgodnosc z prawda. Ta poprawka dotyczy mozliwosci wykonywania zawodu dla wszystkich bez ograniczen wiekowych. Urodzeni 31 lipca 1990 tez beda skladac.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 09:05:24:

    Kolejne 59 poprawek - a mówi się, że senat to świątynia dumania :)
    I tak w sumie to już ile ich będzie? Ktoś zlicza?

    Pytanie, bo się pogubiłem - docencji mieli zastąpić prof. uczelnianych, a teraz w poprawkach znowu są docenci i profesorzy uczelniani. O co chodzi?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 09:53:23:

    Profesor uczelni ma miec doktorat i "znaczące osiągnięcia naukowe lub artystyczne".
    Docent ma miec doktorat i "znaczące osiągnięcia dydaktyczne lub zawodowe".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 10:37:53:

    Izba refleksji i zadumy. Poprawka 44 proponuje:

    w art. 220 dodaje się ust. 3 w brzmieniu:
    3. Wnioskodawca nie może być zatrudniony w podmiocie
    habilitującym.

    Dot. wszystkich wniosków habilitacyjnych.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 10:48:21:

    Ale to są w większości poprawki senatora Piotra Wacha z PO. Mogłoby ich równie dobrze nie być

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 11:10:01:

    @doktorgolgi
    > Pytanie, bo się pogubiłem - docencji mieli zastąpić prof. uczelnianych,
    > a teraz w poprawkach znowu są docenci i profesorzy uczelniani. O co chodzi?


    O rozróżnienie - to propozycja powrotu do okresu 1991-2011, gdy stanowisko 'docent' istniało jako trzeci, najwyższy poziom dydaktyczny. Wcześniej, przed 1991, było stanowiskiem dla habilitowanych, potem, po 2011, w ogóle nie było, a jedynie dogorywali, na zasadzie praw nabytych, docenci n-d i n sprzed 1991, oraz nieliczni docenci dydaktyczni z okresu 1991-2011.

    Obecna propozycja to łata na łatę: nadawanie profesora uczelnianego dydaktykom prowadziłoby do kuriozalnej sytuacji (choć cała ta ustawa to jedno wielkie kuriozum), gdy w senacie (lub komisji senackiej) o nadaniu doktoratu/habilitacji/tytułu profesorskiego głosowałby DYDAKTYK bez dorobku naukowego.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 11:31:34:

    @staryzgred2012

    Jasne. Choć co prawda myślałem, że cały pomysł tej ustawy w tych kwestiach, to dopuszczenie "wybitnych a zasłużonych (tylko że nie naukowo)" do profesur (uczelnianych) za dorobek dydaktyczny/zawodowy.
    No ale jednocześnie mamy obniżenie/rozmycie/od-formalizowanie kryteriów dla belwederskich, to i może wybitni a zasłużeni się załapią.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 14:07:12:

    "może wybitni a zasłużeni się załapią"
    Ewidentnie przykład dr hab. omc*. Migalskiego pokazuje, że nie wszystkie RW są "odzyskane" przez świetną zmianę

    * omc = o mało co

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 15:02:27:

    W uzasadnieniu do projektu programu pomocowego dla polskich czasopism podkreśla się, że tych 500 (dawniej 250) czasopism też ma dawać autorom dorobek wystarczająco wybitny, aby kandydować do RDN. W związku z tym wycofuję swoje wcześniejsze uwagi na temat rzekomego podniesienia formalnych wymogów co do kandydatów.

  • prof_baltazar napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 15:18:21:

    Odnośnie tytułu tego wątku to tak nie działa. Prawa fizyki są wszechobecne. Zgodnie z prawami fizyki jest masa krytyczna po przekroczeniu której rozpoczyna się reakcja łańcuchowa. Jak to się ma do stanu rzeczy w nauce ? To jest moment w którym można jeszcze coś skorygować dalej to równia pochyła i pozostaje zaorać.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 15:45:17:

    może wybitni a zasłużeni się załapią

    Zasluzeni z cala pewnoscia, wybitni nie koniecznie. Przy procedurze zapisanej w ustawie zaslugi beda latwe do oceny, za to jedyna w miare obiektywna miara wybitnosci bedzie Nobel.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 17:27:29:

    "za to jedyna w miare obiektywna miara wybitnosci bedzie Nobel"

    @chario
    chyba zapomnialas juz,

    "nie będzie nam zagranica mówić, kto u nas może być profesorem"

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 18:58:48:

    Heh, ruda, dlatego pisze, ze to tylko w miare obiektywna miara. Polski recenzent profesorski moze oczywiscie byc odmiennego zdania w tej kwestii niz komitet noblowski ;-)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/13 23:27:26:

    @all

    Senat przegłosował na tak tylko cztery poprawki, w tym nietykalność "świętych krów" sędziowskich: dożywotnie zatrudnienie bez względu na wynik oceny okresowej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 00:29:29:

    @all
    Przeszły poprawki 13, 15, 24 i 33 z druku (link) tzn.

    13) w art. 35 ust. 6 otrzymuje brzmienie:
    6. Minister właściwy do spraw szkolnictwa wyższego i nauki, w drodze rozporządzenia, na wniosek Prezesa PAN lub dyrektora instytutu PAN i po zasięgnięciu opinii wydziału właściwego ze względu na specjalność naukową instytutu, włącza do uczelni publicznej instytut PAN.;

    15) w art. 59 w ust. 2 skreśla się wyrazy , poziomie i profilu;

    24) po art. 121 dodaje się art. 121a w brzmieniu:
    Art. 121a. 1. Nie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.
    2. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, zawarta na czas określony staje się, z dniem objęcia stanowiska sędziego, umową o pracę na czas nieokreślony.
    3. W przypadku nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku nie stosuje się ograniczenia, o którym mowa w ust. 1.
    4. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku wygasa, z wyłączeniem sytuacji zrzeczenia się urzędu sędziego albo uprawnienia do stanu spoczynku.;

    33) w art. 186 w ust. 1 w pkt 2 wyrazy co najmniej C1 zastępuje się wyrazami co najmniej B2;

    Wszystkie inne poprawki zostały odrzucone, a w opisie głosowania wyraźnie widać rozkazy z Nowogrodzkiej - typowe głosowanie blokiem posłusznego tłumu odmóżdżonych i zastraszonych "żołnierzy" senackich.

    Z tego wynika, że nie przeszła idea oddzielenia - w formie docentur - osób ze ścieżki dydaktycznej, aby nie mogły decydować o awansach naukowych.
    Rewolucja kulturalna w typie maoistowskim rozpoczęta!
    Wszystko przed nami: eskalacja do formy czerwono-khmerskiej też jest możliwa.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 09:29:07:

    Ale jeśli Nobel to oczywiście zachodniopomorski pl.m.wikipedia.org/wiki/Zachodniopomorski_Nobel

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 13:39:05:

    Musze przyznac, ze mi to wczesniej umknelo. Obecne brzmienie art. 116 ust. 2 pkt. 2.:

    Na stanowisku:
    2) profesora uczelni może być zatrudniona osoba posiadająca co najmniej stopień doktora oraz znaczące osiągnięcia:
    a) dydaktyczne lub zawodowe w przypadku pracowników dydaktycznych,
    b) naukowe lub artystyczne w przypadku pracowników badawczych,
    c) naukowe, artystyczne lub dydaktyczne w przypadku pracowników badawczo-dydaktycznych;


    To znaczy, ze profesor uczelni zatrudniony na stanowisku badawczo-dydaktycznym moze miec znaczace osiagniecia dydaktyczne, a znaczacych osiagniec naukowych miec nie musi. Taka wersje przyjal senat.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 14:41:31:

    O co chodzi z tymi przywilejami dla sędziów?
    Skąd ta łaskawość?

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 15:19:04:

    @js.c
    co do sędziów - muszą mieć gwarancję niezawisłości
    i nie można na nich wywierać presji przez to, że po zakończeniu kadencji sędziego ich uczelnia uznaniowo może lecz nie musi ich ponownie przyjąć
    to dobra zmiana

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 15:39:50:

    @js.c
    Kij i marchewka dla sedziow. Przepis ust. 1 stosuje sie w przypadku zrzeczenia sie, nie stosuje sie w przypadku utraty.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 17:16:37:

    @chario
    Nie tylko nie musi, ale wręcz nie powinien mieć osiągnięc naukowych (i w praktyce mieć ich nie będzie).
    Z tymi sędziami to w głowie mi się nie mieści, jak można zmuszać niby niezależny podmiot, aby zatrudniał w nieskończoność rosnące rzesze byłych sędziów.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 17:32:11:

    @staryzgred2012
    Jeśli to prawda, to robią sobie z polskiej nauki jaja. Jak ludzie bez żadnego dorobku mogą decydować o tytułach naukowych i oceniać innych? Będą Gowinowscy psedo-profesorzy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 18:04:27:

    @piotrcandida
    Jako zasada, to akurat byłaby kontynuacja ugruntowanej w tym kraju praktyki.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 18:36:35:

    @nobooks
    Jako zasada, to akurat byłaby kontynuacja ugruntowanej w tym kraju praktyki.

    Nie do konca. Do tej pory nalezalo przynajmniej zachowac pozory. W tej chwili ustawa daje uczelniom calkowicie wolna reke przy awansie na stanowiska. Za wyjatkiem stanowisk badawczych, ktore na polskich uczelniach i tak nie wystepuja, awans na stanowisko profesora uczelni moze byc calkowicie uznaniowy. W swietle prawa dopuszczalne jest, by na stanowiskach profesorow uczelni zatrudniac pracownikow bez habilitacji i bez dorobku naukowego, a osoby z habilitacja i dorobkiem naukowym na stanowiskach adiunktow bez mozliwosci awansu. W przypadku adiunkta z dorobkiem naukowym jedyna mozliwoscia awansu moze byc uzyskanie tytulu profesora.

    W praktyce, ustawa tworzy dwie kategorie pracownikow - adiunktow i profesorow uczelni, zezwalajac na to, by przypisanie do stanowisk dokonywalo sie w sposob calkowicie arbitralny. Zaden diament ani diamencik do tej pory nie mial takich mozliwosci obsadzenia wszystkiego swoimi BMW.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 19:34:14:

    W sumie "prawdziwym" awansem staje się dopiero uzyskanie tytułu. Ale przy zniesieniu minimów kadrowych te zabawy w nadawanie stopni stają się o wiele mniej istotne niż do tej pory.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 20:18:29:

    Tu *nie* chodzi o nadawanie stopni. Chodzi o brak czytelnych zasad zatrudnienia na stanowisku. Zwroce moze jeszcze uwage, ze ordynacja wyborcza traktuje pracownikow roznie w zaleznosci od zajmowanych stanowisk. Kto nie jest zatrudniony teraz na stanowisku profesora nadzwyczajnego, ten ma prze*ane. Byc moze duze uczelnie sobie z tym jakos poradza. Byc moze.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 20:31:35:

    @charioteer1
    Miałem na myśli to, że de facto habilitacja traci swe znaczenie. Mogłoby jej nie być (gdyby dać doktorom prawo promowania doktoratów).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 20:42:01:

    @js.c
    Problem polega na tym, ze nie tylko habilitacja, ale rowniez jakikolwiek dorobek naukowy na mocy tej ustawy traci znaczenie. Powolany przez rektora kierownik jednostki zdecyduje, kto awansuje i za co, i ile w zwiazku z tym bedzie wedlug widelek zarabial.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 21:00:00:

    @charioteer1
    Prawda. Ale ogromna rola kategoryzacji chyba powinna skłonić rektorów do doceniania dorobku naukowego. Tak czy inaczej: powiększenie roli władz uczelni (kosztem CK czy RDN) nie jest samo w sobie złe. Zależy, który z tych pionów jest bardziej zdegenerowany...

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 21:31:52:

    W jaki sposob pracownik w ramach prawnych przewidzianych ustawa ma odczuc, ze rektor docenia wartosc oceny parametrycznej? Cos poza ocena okresowa?

    Powiekszenie roli dowolnej wladzy kosztem obojetnie kogo ma sens wtedy, kiedy ta wladza jest w jakis sposob kontrolowana. Kto bedzie sprawowal piecze nad zasadnoscia awansow na stanowiska? Zwiazki zawodowe?

    Kryteria zatrudnialnosci na stanowiskach, zapisane w ustawie, sa niezaskarzalne. To, co w obecnych ramach prawnych kwalifikowaloby sie do sadu pracy jako dyskryminacja w zatrudnieniu, przestaje nia byc, poniewaz kryteria ustawowe sa arbitralne. Slowo "lub" w ustawie oznacza, ze mozna awansowac kazdego, kogo wladza zechce awansowac na podstawie subiektywnie i doraznie okreslonych kryteriow.

    Sorry, ale to nie ma nic wspolnego ani z habilitacja, ani z RDN, poniewaz pracownik badawczo-dydaktyczny nie musi byc aktywny naukowo, by awansowac na profesora uczelni.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/14 23:31:33:

    @js.c

    @charioteer1 ma absolutną rację: to co nadchodzi to stalinowska bolszewia i maoistowska rewolucja kulturalna w formie czystej.

    Inaczej mówiąc: kluczowe będzie przetrwanie do momentu, gdy ludziom puszczą nerwy i Gowinowi oraz jego wicegowinom urządzą na uczelniach polską wersją zachodnioeuropejskiego roku 1968. Bo to jest obecnie, moim zdaniem, już nieuniknione.

    Gowin to fundamentalistyczny religijnie kryptokorwinista, nienegocjowalny, fanatycznie zamknięty na jakąkolwiek argumentację, respektuje wyłącznie nagą siłę, która może go rozdeptać. Przy następnym rozdaniu kart politycznych należy starannie dbać o to, aby on i jego zaplecze polityczne nie wyszło powyżej progu wyborczego. Nigdzie i nigdy. W kategorii szkodników politycznych lokuję go tuż obok Macierewicza. Jest identycznym aroganckim autorytarnym destruktorem niezdolnym do kooperatywnego budowania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/15 10:11:22:

    Nie doczytawszy całej dyskusji C1/B2.
    a) Poziom B2 powinien być osiągalny dla zdecydowanej większości absolwentów szkół wyższych, skoro większość z nich naukę j. angielskiego zaczyna już w przedszkolu.
    b) Niemniej, nie wierzę, by choćby 50% absolwentów polskich szkół wyższych znało język obcy na "prawdziwym" poziomie B2 rozumianym jako FCE. Nie znam przypadków niekończenia studiów z powodu niezaliczenia języka obcego.
    c) rzeczywisty problem, jaki czyhałby za wprowadzeniem C1, to pieniądze. U nas doktoranci nie mają zajęć z języka obcego, gdyż rektor przytomnie zauważył, że obowiązuje ich poziom B2, który opanowali na... studiach licencjackich! Gdyby więc w ustawie zapisano C1, należałoby zorganizować dodatkowe lektoraty!!! Masowo, w skali całej Polski, w tym w instytutach PAN. Bez żadnej gwarancji sukcesu, gdyż uczelniani lektorzy mają opinię proporcjonalną do ich zarobków. Co innego, gdyby te zajęcia wyprowadzić do British Council czy Berlitza, tylko kto za to zapłaci*?

    * Połowę opłaty za mój dwuletni doktorancki kurs języka angielskiego w British Council wyłożył dyrektor mojego instytutu, połowę ja. To była jedna z najlepszych inwestycji zarówno z mojej perspektywy indywidualnej, jak i instytutowej.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide