Robię habilitację

Wpis

środa, 04 lipca 2018

Sed magis amica habilitacja

Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się, że po raz trzeci nie uzyskał habilitacji dr Marek Migalski. Myślałem o tym i myślałem i wymyśliłem, że nie obędzie się bez wpisu na ten temat. Oto fakty. Dr Migalski chciał się habilitować na podstawie swojej najnowszej książki o budowaniu narodu. Recenzenci napisali trzy pozytywne recenzje, rada wydziału postanowiła postępowanie uwalić.

 

Zanim skomentuję, do faktów chciałbym dodać dwie rzeczy. Po pierwsze wypowiedzi w wątku na DNU. Powiedzmy sobie wprost, sylwetka habilitanta nie rysuje się w kolorach pięknie różowych, ani nie pachnie choćby nawet przemysławką. Po drugie chciałbym przytoczyć miażdżącą wręcz recenzję książki dr. Migalskiego z blogu prof. Jaskułowskiego pod znamiennym tytułem  Jak nie pisać o narodzie, w którym rozwiewa wątpliwości co do jakości dzieła habilitanta.

 

I właściwie wszystko fajnie, ale habilitacji nie nadaje się za sylwetkę, a bloger to nie recenzent. I ja chciałbym podkreślić, że dr Migalski dostał trzy pozytywne recenzje od profesorów politologii. I jeśli rada chciałaby odrzucić te recenzje, to niech to chociaż porządnie uzasadni. A gdy zaglądnąłem do uzasadnienia odmowy nadania stopnia, to mnie jasna krew zalała. Tam do cholery nie ma nic! I choć rada nie musi się kierować recenzjami, to jednak mogłaby być tak uprzejma, do cholery jasnej, i podzieliła się swymi wątpliwościami nt. dorobku habilitanta. Bo podważa również przez siebie wybranego recenzenta i członków komisji. 

 

Ale to nawet nie to zainspirowało mnie do stanięcia po stronie p. Migalskiego. Zainspirował mnie katon polskiej pedagogiki, pedagog nauki polskiej, prof. Śliwerski, który postanowił na swoim blogu zadać kluczowe wręcz pytanie: Po co habilitacja dr. Markowi Migalskiemu? Mój ulubiony pedagog pisze:

 

Niektórym nauczycielom akademickim wydaje się, że habilitacja jest za wszystko, tylko nie za osiągnięcia naukowe. Nie rozumieją i nie chcą przyjąć do swojej świadomości, że jeśli chcą być samodzielnymi pracownikami naukowymi, to muszą wykazać się koniecznymi kompetencjami metodologicznymi i merytorycznymi w przedłożonych do oceny osiągnięciach naukowych.

 

Ależ się tu politologowi wydaje, alęż on nie chce, i nie rozumie. Okazuje się, że prof. Śliwerski zna się też na politologii, ba, potrafi komentować postępowania pomimo tego, że jak przyznaje w komentarzach, nie zna recenzji Migalskiego! To jednak nie przeszkadza mu juz zdecydować, że on sie nie wykazał, nie rozumie itd. A mi się to naprawdę nie podoba!

 

Niestety, nie mogę odpowiedzieć pytanie Śliwerskiego tak, jak bym chciał. Bo ta odpowiedź zawierałaby słowo wulgarne. Odpowiem więc: nic Panu do tego, do cholery!

 

Nie znam p. Migalskiego osobiście, ale nie lubię go jako polityka. Mnie się nie podoba to, jak się zachowywał jako polityk, nie podoba mi się to, co robił. Ale mnie się nie podoba wiele osób i Migalski nie jest na górze listy, a oni jednak mają habilitację. Bo habilitacja nie jest nadawana za podobanie się. Habilitacja nie jest za sylwetkę, postawę moralno-polityczną, tudzież za ustępowanie miejsc w tramwaju. Nie wiem, czy Migalskiemu się należy habilitacja. O ile jednak pamiętam, większość recenzentów w 3 postępowaniach uważało, że tak. A skoro tak, to on powinien tę habilitację dostać. I powinien być oceniany dokładnie tak samo, jak inni politolodzy w Polsce. Potem, jak kto chce, może mu ręki nie podać.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
środa, 04 lipca 2018 20:53

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/04 21:08:23:

    Jeżeli mnie pamięć nie myli, jeden z P.T. Forumowiczów zamieścił tu niedawno linkę do doniesienia prasowego o uchwale którejś tam rady wydziału Uniwersytetu Opolskiego, odmawiającej Patrykowi Jakiemu otwarcia przewodu doktorskiego. Czy ta odmowa opierała się na przesłankach merytorycznych, czy może zadecydowała sylwetka niedoszłego doktoranta?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/04 21:10:34:

    Tak to widzę, że jednak w Polsce, zwłaszcza w tak miękkich dziedzinach, którymi są społ.-humy liczy się chyba jednak subiektywny odbiór człowieka. I to chyba właśnie m.in. ta słabość dzisiejszej polskiej humanistyki, że w wielu przypadkach ważniejsze jest kim jest habilitant/profesorant niż jego dorobek. Może się mylę, może jeszcze za mało obserwacji, ale w tej politologii ... Może Macie_Magik by lepiej objaśnił o co chodzi.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/04 21:49:49:

    Ze strony wydzialowej:
    Wydział Nauk Społecznych UŚ posiada pełne prawa do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego w zakresie:
    NAUK HUMANISTYCZNYCH w dyscyplinach:
    - filozofia
    - historia
    NAUK SPOŁECZNYCH w dyscyplinach:
    - nauki o polityce
    - socjologia.


    To oznacza, ze mniej wiecej 3/4 glosujacych w sprawie Migalskiego reprezentowalo inna dyscypline niz habilitant.

    Najpierw glosowali za nadaniem stopnia. Dopiero, kiedy ta uchwala padla, glosowali za odmowa. Nie mamy dostepu do protokolu, ale w tej sytuacji zasadne jest pytanie, czy w ogole byla jakakolwiek dyskusja, czy po prostu zaglosowali przeciw nadaniu stopnia, bo tak. Przeciez filozof i socjolog lepiej wie, niz jakis tam recenzent, czy habilitacja z nauki o polityce nalezala sie, czy nie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/04 21:56:49:

    @halucinski
    W sprawie Jakiego byla dyskusja na RW. Inny wydzial, ale problem podobny, co w przypadku Migalskiego. Politolodzy byli za otwarciem przewodu, socjologowie i pedagogowie byli przeciw, bo ich zdaniem nalezalo napisac inna rozprawe, niz proponowal doktorant z promotorem.

    To pokazuje, ze jest jakis problem ogolnie z wydzialami nauk spolecznych. Te wszystkie male dyscypliny, ktore nie sa w stanie samodzielnie utworzyc wydzialu, potencjalnie skorzystaja na reformie Gowina. Z drugiej strony, kandydaci do hab. i tytulu beda miec dalej przechlapane, bo problem przeniesie sie z poziomu wydzialu na poziom senatu, a przy okazji oberwa inni, ktorzy do tej pory takiego problemu nie mieli.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/04 23:26:56:

    nie znam sie na polityce - i kompletnie nie wiem co sądzic o zasłyszanym zdaniu: ustawa 2.0 weszła ledwo co - i 5 głosów posłów Migalskiego zagłosowało za - choć nie są w PiS - a zagłosowało tak bo Migalskiemu nie przyznano habilitacji - wiec tych prof. co mu jej nie nadali zrówna sie z magistrami...

  • krzysztof.jaskulowski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 09:03:34:

    Chciałem tylko podkreślić, że moja krótka recenzja, nota recenzyjna w zasadzie, nie dotyczyła książki habilitacyjnej, tylko innej pracy. Książki habilitacyjnej nie znam. Nie wiem czy habilitacja się należy czy nie. Ale jak pisze habilitant2012 jedno jest pewne: powinno być uzasadnienie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 09:17:15:

    A dlaczgo powinno być uzasadnienie? Jakie inne ciała kolegialne poza sądami (też z wyjątkiem ławników) mają obowiązek uzasadniać swoje uchwały?

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 09:45:51:

    @KJ. Ups. To ci wtopa. Byłem przekonany, że to blog dotyczy pracy habilitacyjnej. Nie sprawdziłem jednak. Przerpaszam za niedopatrzenie.

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 09:47:45:

    @Zitter. Nie pamiętam, jakie są przepisy. Jednak wielokrotnie była tu mowa o tym, że o ile w wypadku nadania stopnia, uzasadnienie nie jest konieczne, w wyadku przeciwnym, odmowy, konieczne jest.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 09:53:29:

    Postępowanie habilitacyjne to zdaje się postępowanie administracyjne: depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/11646/Specyfika%20post%C4%99powa%C5%84%20administracyjnych%20w%20sprawach%20z%20zakresu%20szkolnictwa%20wy%C5%BCszego%20i%20nauki.pdf?sequence=1&isAllowed=y

    Decyzja w postępowaniu administracyjnym, art 107 kodeksu pa, musi zawierać uzasadnienie i pouczenie.

    Np. wnp.aps.edu.pl/media/811239/uchwa%C5%82a-o-odmowie-nadania-stopnia-dra-hab.pdf

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 10:14:30:

    @zitterbewegung
    > Jakie inne ciała kolegialne poza sądami (też z wyjątkiem ławników)
    > mają obowiązek uzasadniać swoje uchwały?


    Dowolne, których decyzje są wydawane w trybie KPA. Kolegialność nie ma tu nic do rzeczy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 10:16:49:

    @zitterbewegung

    Jeszcze inaczej mówiąc: głosowanie może być tajne, ale uzasadnienie musi być. W związku z tym procedura powinna być prowadzona tak, że w przypadku odmowy ostatnim głosowaniem powinno być głosowanie nad uzasadnieniem. Przez kogo przygotowanym? Przez dziekana/protokolanta RW/whoever. Nieważne przez kogo, ale musi być i musi być zatwierdzone.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 10:17:33:

    A tak na marginesie, ten autoreferat jest nierzetelny - podaje cytowania uwzględniające WoS i Scopus ale w tych bazach nie ma MM. A recenzenci zupełnie tego nie ogarniają i powtarzają bzdury za autoreferatem.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 11:05:36:

    Nigdy nie widziałem żadnej uchwały z uzasadnieniem

    Poprzednia uchwała w sprawie odmowy nadania Migalskiemu ma uzasadnienie o treści:

    "Bo rada tak zagłosowała"

    A potem:

    "Jednocześnie na podstawie orzeczeń sądów administracyjnych ... odstąpiono od uzasadnienia merytorycznego uchwały. Z tego powodu do niniejszej uchwały dołączony został wyciąg z protokołu z obrad"

    Nawet nie protokół, a jakiś wyciąg, który jednak do pliku wcale nie jest dołączony, chyba że chodzi o podsumowanie głosów.

    Potem jest pouczenie. Nie widziałem też żadnej uchwały bez pouczenia.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 11:06:47:

    phavi.umcs.pl/at/attachments/2015/0515/141137-uchwala-w-sprawie-odmowy-nadania-stopnia-naukowego-dr-marek-m.pdf

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 12:21:21:

    @Zitterbewegung:

    > Poprzednia uchwała w sprawie odmowy nadania Migalskiemu ma uzasadnienie
    > o treści: "Bo rada tak zagłosowała". A potem: "Jednocześnie na podstawie orzeczeń
    > sądów administracyjnych ... odstąpiono od uzasadnienia merytorycznego uchwały.
    > Z tego powodu do niniejszej uchwały dołączony został wyciąg z protokołu z obrad"

    Orzeczenia sądów administracyjnych, na które powołała się rada wydziału, pochodzą z lat 1999-2010 i były wydane w innym stanie prawnym. Ustawa z 3 grudnia 2010 znowelizowała art. 8 k.p.a. do brzmienia, że ,,organy administracji publicznej prowadzą postępowanie w sposób budzący zaufanie jego uczestników do władzy publicznej''. Wcześniej w przepisie była mowa o prowadzeniu ,,postępowania w taki sposób, aby pogłębiać zaufanie obywateli do organów państwa''. To nie to samo. Nowelizacja art. 8 k.p.a wprowadziła silniejszy nakaz. Budzić zaufanie do władzy publicznej mogą tylko te decyzje, które są wyczerpująco uzasadnione. Tylko rzetelne uzasadnienie decyzji może pokazać uczestnikowi postępowania administracyjnego, że decyzja nie miała cech arbitralności, tj. nie była zwykłym widzimisię organu postępowania administracyjnego. Nowsze orzecznictwo sądów administracyjnych w postępowaniach o nadanie stopnia naukowego podkreśla konieczność wyczerpującego uzasadnienia uchwał o odmowie nadania stopnia naukowego.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 12:33:13:

    No to mam request do PT Komentatorów o przykład tak podjętej uchwały. Nie koniecznie o stopniach. Ja w zyciu na oczy nie widziałęm ani nie słyszałem.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 12:55:44:

    @Staryzgred2012:

    > procedura powinna być prowadzona tak, że w przypadku odmowy ostatnim
    > głosowaniem powinno być głosowanie nad uzasadnieniem. Przez kogo
    > przygotowanym? Przez dziekana/protokolanta RW/whoever. Nieważne przez kogo,
    > ale musi być i musi być zatwierdzone.

    Co prawda postępowanie o nadanie stopnia naukowego ma swoje odrębności, ale jest, bądź co bądź, postępowaniem administracyjnym. Wątpię, czy procedurę można poszerzyć o dodatkowe głosowanie rady wydziału, które nie jest wyliczone w ustawie o stopniach naukowych.

    Mimo to uzasadnienie -- jak Pan słusznie wskazał -- musi być, zwłaszcza w przypadku uchwał odmawiających nadania stopnia naukowego. Skoro lege artis nie można wprowadzić dodatkowego głosowania, tj. głosowania nad uzasadnieniem, uzasadnienie można sporządzić tylko na podstawie przebiegu dyskusji przed podjęciem uchwały o nadaniu albo odmowie nadania stopnia naukowego. Stąd tak ważna jest ta dyskusja. Ona musi być pogłębiona. Przed rozpoczęciem dyskusji dziekan powinien uczulić radę wydziału, że przebieg dyskusji będzie stanowić podstawę treści uzasadnienia i że jeśli ta dyskusja będzie miała czysto formalny charakter, to siłą rzeczy uzasadnienie będzie wadliwe i wnioskodawcy (doktorantowi lub habilitantowi) uda się skutecznie zaskarżyć uchwałę.

    Wiem, że takie podejście wydłuża posiedzenia rad wydziałów, na których głosuje się nad nadaniem stopni naukowych, ale z punktu widzenia prawa ten argument nie usprawiedliwia niesporządzania uzasadnień bądź sporządzania lakonicznych uzasadnień. To podejście ma jeszcze jedną zaletę: wymusza rzetelne protokołowanie przebiegu dyskusji. Jeśli rada wydziału przeprowadzi pogłębioną dyskusję, ale protokół jest szczątkowy, i tym razem wnioskodawca da radę skutecznie zaskarżyć uchwałę, jeśli tylko będzie taka jego wola.

    Może jestem idealistą, bo wierzę w moc racjonalnie tworzonego i stosowanego prawa, ale w przeprowadzeniu przed głosowaniem pogłębionej dyskusji dostrzegam szansę na to, że stopnie doktora i doktora habilitowanego będą nadawane wtedy, kiedy wnioskodawca będzie na to rzeczywiście zasługiwał.

    I żeby było jasne: wiem, że nawet najlepsze przepisy można wypaczyć, jeśli stosuje się je w złej wierze. Dowodem tego jest wiele postępowań, które opisywali prof. Wroński i Habilitant2012. Tu jednak wchodzi już w grę kultura prawna, na którą prawo ma niewielki wpływ. Niestety.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 12:58:01:

    @Zittebewegung:

    > No to mam request do PT Komentatorów o przykład tak podjętej uchwały.
    > Nie koniecznie o stopniach. Ja w zyciu na oczy nie widziałęm ani nie słyszałem.

    Proszę przeczytać uchwałę, którą podlinkował Dr. Kananga w poście z godz. 9.53.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 15:18:25:

    Uzasadnienie musi spełniać określone wymogi. To usazadnienie też ich nie spełnia, to jest rekapitulacja historyczna i wypunktowane jakieś głosy z Rady Wydziału. W szczególności RW nie głosowała nad tymi punktami, są to jakieś indywidualne zasłyszane przez protokolanta... no nie wiem co to jest. Niektóre są komiczne

    "6) ... Rada nie popiera prowadzenia przez ... ośmiu podstawowych przedmiotów, w tym czterech z różnych dyscyplin"

    Po pierwsze skąd wiadomo że całą rada nie popiera, przez aklamację? Po drugie co z tego, co to w ogóle jest za argument?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 16:05:55:

    @halucinski
    > Wątpię, czy procedurę można poszerzyć o dodatkowe głosowanie rady
    > wydziału, które nie jest wyliczone w ustawie o stopniach naukowych.



    To w takim razie uzasadnienie powinno zostać sformułowane PO ODRZUCENIU wniosku o nadanie stopnia na podstawie protokołu wcześniejszej dyskusji i wprowadzone jako element następnej w sekwencji UCHWAŁY O ODMOWIE nadania stopnia. A że będzie to wymagało głosowania na dwóch rozłącznych radach wydziału? No to co? Jakiś problem?

    Jak to wymusić? Bardzo prosto: pominięcie uzasadnienia powinno skutkować WEWNĘTRZNYM stwierdzeniem nieważności głosowania, a w przypadku przeforsowania przez władze wydziału/przyszłej komisji senackiej uchwały bez uzasadnienia powinno to skutkować zawieszeniem uprawnień na rok. W przypadku recydywy całkowitym odebraniem uprawnień. Gwarantuję, że przy takiej groźbie włączy się instynkt samozachowawczy, jeżeli nie u rady/komisji to u rektora.

    Pozwolę sobie przypomnieć niegdysiejszą dyskusję na blogu E. Kulczyckiego, gdzie dyskutowaliśmy nad sposobami zachęcenia/zmuszenia ludzi do wypełnienia przyszłego PBN. Dyskusja zakończyła się konkluzją, że najprostszym elementem jest powiązanie zawartości zgłoszonej bibliografii z dotacją statutową. MNiSW, o dziwo, albo sam na to wpadł, albo podpowiedział to autor bloga i co? Zadziałało? Zadziałało!

    Oddziaływanie poprzez portfel jest jednym z najskuteczniejszych bodźców. Tu byłoby podobnie: groźba utraty uprawnień w przypadku braku uzasadnienia GWARANTOWAŁABY, że żadna taka uchwała nie ujrzałaby światła dziennego.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 16:51:45:

    @ Zitterbewegung:

    > Uzasadnienie musi spełniać określone wymogi. To usazadnienie też ich nie spełnia, to jest rekapitulacja historyczna i wypunktowane jakieś głosy z Rady Wydziału.

    Problem w tym, że k.p.a. nie określa tych wymogów. Mówi tylko, że decyzja ma zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne. Z tym wiąże się problem, który dotyczy także innych gałęzi prawa: jakość pisanych uzasadnień przez organy władzy publicznej w Najjaśniejszej Pomrocznej jest kiepska. W piśmiennictwie zwraca się uwagę, że w uzasadnieniach zbyt duży nacisk kładzie się na część historyczną, co zresztą Pan sam dostrzegł.

    Moim zdaniem uzasadnienie uchwały, którą podlinkował Dr.Kananga, nie jest wcale takie złe, przy czym zastrzegam, że oceniam je przez pryzmat jakości uzasadnień, które funkcjonują w obrocie prawnym, a nie przez pryzmat jakości, którą uzasadnienia powinny mieć. Mimo pewnej nieporadności argumentacyjnej, z jaką skonstruowano to uzasadnienie, rada jednak wypunktowała te braki w osiągnięciach wnioskodawcy, które -- zdaniem rady -- sprawiają, że jego dorobek nie osiągnął wystarczającego poziomu. Pozwalam sobie zwrócić Pańską uwagę na to, że wnioskodawca miał do czego się odnieść, jeśli zdecydował się wnieść odwołanie. W tym sensie uzasadnienie rady spełnia to niezbędne minimum.

    Materialnego aspektu argumentów rady nie będę komentował, bo nie mam żadnego doświadczenia w zasiadaniu w takim organie kolegialnym. Tu pewnie coś wartościowego do powiedzenia będą mieli ci forumowicze, którzy są członkami swoich wydziałowych rad.

    > Po pierwsze skąd wiadomo że całą rada nie popiera, przez aklamację?

    Za odmową głosowało 36 osób, 4 osoby inaczej. Trzeba przyjąć fikcję prawną, że te 36 osób nie popiera, a pozostałe 4 osoby popierają lub nie mają na ten temat zdania. Powtórzę: nie głosuje się nad uzasadnieniem.

    Podobnie jest przy wyrokowaniu przez składy wieloosobowe: uzasadnienie pisze sędzia-sprawozdawca. To jego obowiązkiem jest tak napisać uzasadnienie, żeby oddawało przebieg narady sędziowskiej nad orzeczeniem. Tu ten obowiązek przejmuje dziekan, który podpisuje uchwały z uzasadnieniami. Rada powinna wymagać od dziekana, żeby zlecał pisanie uzasadnień kompetentnym pracownikom dziekanatu lub -- jeśli nie ma takich -- sam je pisał.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 17:05:48:

    @Staryzgred2012:

    > Jak to wymusić? Bardzo prosto: pominięcie uzasadnienia powinno skutkować
    > WEWNĘTRZNYM stwierdzeniem nieważności głosowania, a w przypadku
    > przeforsowania przez władze wydziału/przyszłej komisji senackiej uchwały bez
    > uzasadnienia powinno to skutkować zawieszeniem uprawnień na rok.

    Zawieszenie uprawnień już jest możliwe. Przecież CK ma uprawnienie do okresowego kontrolowania jednostek, uprawnionych do nadawania stopni naukowych. W zakres tej kontroli wchodzi również ocena zasadności uchwał o nadaniu albo odmowie nadania stopnia doktora lub doktora habilitowanego (art. 9 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych). Oceny zasadności tych uchwał nie da się dokonać inaczej jak przez m.in. ocenę uzasadnień uchwał, bo to one powinny zawierać umotywowanie rozstrzygnięć o nadaniu lub odmowie nadania stopni.

    Jeżeli ocena wypadnie negatywnie, CK może: nakazać przedstawiać sobie do zatwierdzenia uchwały o nadaniu stopnia, zawiesić uprawnienia na okres do 3 lat albo cofnąć uprawnienia (art. 9 ust. 2). Istnieją już więc odpowiednie środki prawne i nie trzeba zmieniać przepisów. Słyszał Pan, żeby CK często korzystała z tego uprawnienia? Ja nie.

    Nie, to nie przepisy kuleją. Tu zawodzi czynnik ludzki.

  • ko418 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 17:07:08:

    @dr.kananga
    Cited Reference Index w WoS pokazuje 14 cytowań prac Marka Migalskiego. Jakby do tego dodać cytowania prac autorstwa Michaela Migalskiego, to wychodzi łącznie 80.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 17:37:20:

    Art. 107 par. 3 kpa precyzuje co to jest uzasadnienie faktyczne i prawne. Przeprowadzenie dowodu ze stanu faktycznego. Ale rada nie roztrząsa argumentów tylko głosuje bo tak uważa. To co rada ma zrobić, zrecenzować i udowadniać dlaczego jej się nie podoba mimo że stronie się podoba?

    Odwołanie na to że "rada nie popiera" jak strona się prowadzi aż się prosi o napisanie, ale jest daremne bo to po prostu nie jest relewantne dla materii sprawy i nie zaważyło. Więc wszystko co można napisać, to ze dorobek jest ładny, mimo że rada uważa że on się jej nie podoba. Myślę że uzasadnienie tu nic nie wnosi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 18:43:56:

    @Ko418
    Jeżeli jest to łącznie z autocytowaniam, a tak pokazuje WoS, to jest to słaby wynik, jak na tyle lat aktywności. Tym bardziej, że nie zajmuje się niszowymi tematami. Jednak nie to jest tematem wpisu, a po prostu działanie RW przy odmowie nadania habilitacji. I tu należy się zgodzić, że dla porządku, jeśli głosowanie jest przeciw, to powinno być uzasadnienie. Powinniśmy mimo wszystko iść w kierunku państwa prawa.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 18:56:52:

    WoS i Scopus pokazują 0, zero publikacji. A Cited Reference Search wyszukuje cytowania spoza WoS.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 19:13:32:

    @Dr.Kananga
    Masz rację liczy się tylko Core Collection w WoS. Reszta poza zawodami. Scopus generalnie widzi więcej. A jak nie ma nic w Scopus, to tym bardziej nic nie będzie w WoC Core Collections. Stąd jak na tak obytego w polityce, to i powinien politolog być obyty w dobrych praktykach publikacyjnych. A tu 0, null. Tym bardziej, że to rocznik 1969.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/05 21:55:32:

    @dr.kananga
    > A Cited Reference Search wyszukuje cytowania spoza WoS.

    Jest dokładnie na odwrót:
    wyszukuje cytowania WoS do publikacji spoza WoS.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 00:14:30:

    Prośba do @halucińskiego

    Zapis o "kolokwium" w wersji Ustawy 2.0 przekazanej do Senatu (konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-projekt) wygląda tak:

    9. Komisja habilitacyjna może przeprowadzić kolokwium habilitacyjne w zakresie
    osiągnięć naukowych albo artystycznych osoby ubiegającej się o stopień doktora
    habilitowanego. Kolokwium przeprowadza się w przypadku osiągnięć w zakresie nauk
    humanistycznych, społecznych i teologicznych.


    Niektóre media donoszą, że Ustawa przywraca obowiązkowe kolokwium w HS.
    Ja interpretuję drugie zdanie jako ograniczające zakres pierwszego, tj. możliwość przeprowadzenia kolokwium jest w tych trzech obszarach nauk.
    Przy czym to kolokwium odpowiada obecnie funkcjonującej rozmowie, bo odbywa się przed komisją habilitacyjną (tą stosunkowo nieliczną komisją, która ma w składzie recenzentów). Zatem moim zdaniem nie tylko nie przywrócono kolokwium, ale ograniczono możliwość wezwania na rozmowę (przeciw czemu zresztą w komisji edukacji protestował przedstawiciel NT).
    Czy ja oczytuję zapis prawidłowo, czy też ci, którzy mówią o obowiązkowym kolokwium?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 00:55:29:

    nobooks
    > Ja interpretuję drugie zdanie jako ograniczające zakres pierwszego,
    > tj. możliwość przeprowadzenia kolokwium jest w tych trzech obszarach nauk.


    Wątpię. Pierwsze zdanie dopuszcza możliwość OPCJONALNEGO kolokwium przed komisją habilitacyjną w zależności od "widzimisię" komisji, a zdanie drugie wprowadza OBLIGATORYJNOŚĆ kolokwium w przypadku HS i teologii.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 01:21:58:

    Doktorom habilitowanym odebrano uprawnienia do głosowania w sprawie nadawania stopni:

    4. W głosowaniach w sprawach, o których mowa w art. 28 ust. 1 pkt 8, biorą udział członkowie senatu będący profesorami i profesorami uczelni. Uchwały są podejmowane w obecności co najmniej połowy statutowej liczby tych członków.

  • serendipitous napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 01:43:23:

    A propos 2.0 habilitacji, ciąg dalszy dyskusji u N. Letki i jej wypowiedź: w żadnym wypadku nie deprecjonuję badań jakościowych - wprost przeciwnie, mówią nam to, czego ilościówka nie może powiedzieć. Ale standardy metodologiczne też trzeba spełniać. Dziękuję za miłe słowa o moim projekcie - nie zapominaj proszę, że jednemu z jego filarów, zwłaszcza publikacyjnych, odmówiono otwarcia w IS przewodu habilitacyjnego, obrażając go przy tym, podczas gdy dużo słabsi ale "wewnętrznie umocowani" kandydaci dostawali habilitację nawet mimo negatywnych recenzji, bo środowisko IS "ceni dorobek publicystyczny". To nie jest wypadek przy pracy, to jest odbicie głębszego zjawiska i z takim nastawieniem to żadna ustawa i żadne finansowanie nam nie pomoże.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 01:59:51:

    @all

    Czy treść art.186 oznacza, że nie będzie mógł obronić doktoratu nikt, kto nie przeszedł przez szkołę doktorską? Bo wczytuję się w ten tekst i wygląda to na narzucenie blokady dla outsiderów.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 02:00:21:

    @zgred
    Jednoczesnie prawo do glosowania w postepowaniach o nadanie stopnia uzyskuja osoby bez *jakiegokolwiek* dorobku naukowego zatrudnione na stanowisku profesora uczelni:

    Art. 116. ust. 2 pkt. 2)
    Na stanowisku profesora uczelni może być zatrudniona osoba posiadająca co najmniej stopień doktora oraz znaczące osiągnięcia:
    a) dydaktyczne lub zawodowe w przypadku pracowników dydaktycznych,
    b) naukowe lub artystyczne w przypadku pracowników badawczych,
    c) naukowe, artystyczne lub dydaktyczne w przypadku pracowników badawczo-dydaktycznych;

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 02:02:06:

    @zgred
    art. 217 - tryb eksternistyczny

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 02:06:39:

    cd.
    W praktyce i na zasadach okreslonych w statucie uczelni moze sie okazac, ze warto przytrzymac paru habilitowanych na stanowisku adiunkta, awansowac kilku doktorow na profesorow uczelni za wybitne osiagniecia dydaktyczne lub organizacyjne i mozna nadawac stopnie komu sie chce i za co sie chce.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 02:41:08:

    @charioteer1
    > mozna nadawac stopnie komu sie chce i za co sie chce

    Tak, a jednocześnie wprowadza się AŻ PIĘCIOLETNIA karencję na możliwość wnioskowania o profesurę w przypadku jej odmowy. Ten przepis aż się prosi o skierowanie do TK pod zarzutem dyskryminacji - taka restrykcja powinna mieć sankcję sądową, a nie zwykłą decyzję administracyjną.

    Oczywiście do TK po jego deprzyłębizacji.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 02:52:09:

    @zgred
    Zacheta do tego, by nie wystepowac z wnioskiem, jezeli nie ma sie wczesniej odpowiednio nagranej sprawy z kim potrzeba.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 07:54:18:

    Czy obecny profesor podwórkowy (np. dr hab. Imię Nazwisko Prof. UW) jest w rozumieniu ustawy profesorem uczelni - czy staje się nikim i dopiero po wejściu ustawy będzie musiał na nowo rozpocząć procedurę aby "profesorem uczelni" się stać?

    "Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą"

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 08:58:17:

    Art. 116. ust. 2 pkt. 2)

    ub zawodowe - hehe :) I ten "lub" jest tylko u czysto dydaktycznych.
    Nie wiem, jak to skomentować.
    "Czasy się zmieniają, ale Pan zawsze jest w komisjach", czy bardziej kłaniamy się związkom zawodowym?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 09:02:09:

    Najbardziej kuriozalny jest zbieg artykułów, gdzie o stopniach i tytułach NAUKOWYCH w senacie mogą głosować tylko profesorowie tytularni i profesorowie uczelni, ale profesor uczelni z uwagi na 116.2.2a może w chwili głosowania w ogóle nie mieć już nic wspólnego z nauką i jej uprawianiem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 09:20:52:

    @zgred
    Dokladnie. Ostatnia praca naukowa autorstwa profesora uczelni podejmujacego decyzje o nadaniu stopnia naukowego lub odmowie nadania moze byc doktorat obroniony 30 lat temu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 10:29:27:

    @staryzgred2012
    Art. 31, ust. 4 jest istotnie kolejną deprecjacją habilitacji. Niepokoi mnie to, ale w sumie jest to oddanie decyzji o stanowiskach profesorskich w ręce uczelni, co jest dość częstym postulatem... Habilitacja staje się redundantnym bytem, potrzebnym chyba tylko do promotorstwa czy recenzowania (oraz do tytułu profesora, który jest jeszcze bardziej redundantny). To się może rozwinąć w rozmaitych kierunkach. Ciekawe jaka będzie praktyka.

    Gdzie w art. 186 jest mowa o szkole doktorskiej?

    @charioteer1
    Nie ma co ubolewać, że stopnie będą nadawać profesorowie doktorzy niehabiliowani, bo ustawa w ogóle nie wiąże praw do nadawania stopni z minimami kadrowymi, zatem na danej uczelni może i nie być żadnych profesorów w danej dyscyplinie z kategorią B+.
    [Teoretycznie, choć chyba nie w praktyce, można sobie wyobrazić 12 magistrów zdobywających kategorię B+; choć w takich dyscyplinach jak np. informatyka - kto wie, może i do tego dojść... :). ]
    Wtedy decyzje o stopniach podejmie profesura zupełnie niezwiązana z daną dyscypliną.


  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 13:47:10:

    @js.c
    > Teoretycznie, choć chyba nie w praktyce, można sobie wyobrazić
    > 12 magistrów zdobywających kategorię B+


    Dlaczego teoretycznie? Przepis jest bardzo prosty:
    - zgromadzić środki finansowe,
    - zasponsorować tej dwunastce staże u odpowiednio wysoko notowanych gości,
    - robole przy współautorstwie, choćby i na dwusetnej pozycji, w górnych rejestrach A będą mieli całość punktacji dla siebie.

    W ten sposób, jak ktoś bardzo się przyłoży, to i A+ uzyska na magistrach-robolach nie mających w zasadzie pojęcia o zasadniczej treści tych artykułów. Z takiej kooperacji nie musi nic wartościowego wynikać: u fizyków do listy autorów to chyba tylko portierzy i sprzątaczki nie wchodzą.

    W taki sam sposób działało lokalnie, gdy "lokomotywy" zapychały swoją produkcją sloty publikacyjnych ogonów wydziałowych.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 16:58:58:

    @staryzgred2012
    Zobaczymy zatem :)
    Ale raczej nie oczekiwałbym aż takich zjawisk. Wkręcenie się do płodnej kooperacji nie jest takie proste, poza tym akurat fizyka będzie mało poszukiwanym obiektem do kategoryzacji, a w innych dyscyplinach wielkie kooperacje mają marginalne znaczenie.

    Generalnie jednak widać, że nowy system może mieć co najmniej tyle patologii, co system obecny. Lepiej byłoby - moim zdaniem - uszczelniać luki systemu obecnego, niż tworzyć na jego gruzach zupełnie nowy system - nieprzetestowany chyba jeszcze nigdzie (a może jednak gdzieś coś takiego już próbowano?).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 17:20:39:

    @js.c
    Problem polega na tym, ze system 2.0 ma wiekszy potencjal tworzenia patologii niz system dotychczasowy.

    Nie ma co ubolewać, że stopnie będą nadawać profesorowie doktorzy niehabiliowani, bo ustawa w ogóle nie wiąże praw do nadawania stopni z minimami kadrowymi, zatem na danej uczelni może i nie być żadnych profesorów w danej dyscyplinie z kategorią B+.

    Problemem nie jest to, ze stopnie beda nadawac profesorowie niehabilitowani. Problemem jest to, ze w kwestii nadania stopnia naukowego, w tym stopnia doktora, decydujacy glos moga miec pracownicy dydaktyczni, ktorzy nigdy w zyciu nie opublikowali ani jednej publikacji naukowej, poniewaz wymog opublikowania czegokolwiek przed doktoratem istnieje dopiero od niedawna. W tym zakresie ustawa tworzy pozywke dla patologii, z jaka nie mielismy do czynienia - przynajmniej wiekszosc udzielajacych sie tutaj i przynajmniej od wielu, wielu lat.

    Tez z pozoru niewinny i malo znaczacy zapis, w polaczeniu z innymi zapisami ustawy, moze oznaczac w praktyce, ze lokalnym kacykom, mocno osadzonym w strukturach wladzy, bedzie sie oplacalo blokowanie awansow osob z dorobkiem na stanowiska profesorskie, przy jednoczesnym awansowaniu osob bez dorobku, ktore w roznych cialach zaglosuja, jak szef kaze. Ustawa na rozne sposoby stwarza warunki do efektywnego prowadzenia selekcji negatywnej w polityce kadrowej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 20:53:37:

    @Charioteer1
    Absolutnie zgadzam się z Tobą. Uważam, że przegłosowany, nowo projektowany system ma znacznie większy potencjał do szybkiej degeneracji, co mogą potęgować dodatkowo złe rozporządzenia. Przy nowym systemie całkiem realne jest powstanie znacznie silniejszych GTW i ich łatwiejszego uwłaszczenia. Ponadto dostarcza dużo możliwości, aby zamienić część pracowników w zwykłych wyrobników.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 21:31:25:

    Ale może warto było, żeby już nie słuchać wszystkich którym coś się nie udało pokrzykujących o feudaliźmie. Teraz to dopiero zobaczą feudalizm.

    Technokraci o których marzą zrobią im w UniwerSoweicie taki GOSPLAN o jakim im się nie śniło. Już teraz mało kto rozumie co robi algorytm, zupełnie jak z algorytmem optymalizacji gospodarki ZSSR. Będą za to projekty ku gwiazdom i rankingom dla pokrzepienia serc.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 22:28:15:

    @Zitt
    A skończy się pewnie wielkim głodem (czyli zagłodzeniem lokalnych uczelni) i szaraszkami w imię postępu w rankingach wybranych universovietów.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:03:33:

    @zitterbewegung
    No nie, feudalizm raczej jest likwidowany. Wyłoni się zapewne jakaś mieszanka XiX-wiecznego kapitalizmu i kulejącej gospodarki planowej. Nie wiem jednak, czy to ma szansę na sukces przy obecnej sytuacji na rynku pracy. Zatem może być "ciekawie".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:23:36:

    @js.c
    > No nie, feudalizm raczej jest likwidowany. Wyłoni się zapewne jakaś
    > mieszanka XiX-wiecznego kapitalizmu i kulejącej gospodarki planowej.


    Żarty, czy niepoprawny optymizm? W moim odbiorze nadchodzi coś pośredniego pomiędzy feudalizmem I Rzeczpospolitej (nieliczna magnateria A+, szlachta A, gołota B+, mieszczaństwo B i chłopi pańszczyźniani C) a ustrojem niewolniczym starożytnego Egiptu. Skończy się za kilka lat burzeniem Bastylii.

    A zupełnie na serio: my ciągle jesteśmy PRZED naszym wariantem roku 1968 na zachodnich uczelniach.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:37:04:

    Mniej mnie interesuje stratyfikacja szlachty co folwarczni ekonomowie i rządcy wysyłani z centrali na każdy wydział, a także komisarze awansowi w centrali.

    Feudalizm może się okazać nawet lepszy, bo feudał walczył o swoich, a wasale jego wasali nie byli jego wasalami.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:40:00:

    Zresztą CK też zlikwidowano, a jest, tylko bardziej. Tak to z tym likwidowaniem patologii w tej ustawie.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:40:39:

    Szkoda, że nie umiecie odpowiedzieć na to pytanie.
    Czy obecny profesor podwórkowy (np. dr hab. Imię Nazwisko Prof. UW) jest w rozumieniu ustawy profesorem uczelni - czy staje się nikim i dopiero po wejściu ustawy będzie musiał na nowo rozpocząć procedurę aby "profesorem uczelni" się stać?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:47:42:

    Tu raczej należy się spodziewać inspektorów "suwerena", wysłanych przez narkomat szkolnictwa wyższego. Zapewne będzie takowy inspektor w specyficznym ubraniu i żądał spowiedzi, a składka będzie też mile widziana i uczestnictwo w pochodzie, zwanym pielgrzymką.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/06 23:49:49:

    @rudamaruda
    Nie chce mi się wczytywać w przepisy przejściowe itp.,
    (zapewne trzeba się przez to przegryźć w celu nabrania pewności),
    ale przecież nie można stać się "nikim", dziwnie by też było, aby ustawa degradowała tysiące profesorów do adiunktów i do tej pory nikt by tego nie przyuważył.
    Zatem zapewne: status quo.

    @staryzgred
    Chyba rzeczywiście jestem większym optymistą. Poza tym inaczej postrzegam stratyfikację (na pewno nie każdy, nawet nie większość, kadry A+ będzie magnaterią itd.). A przede wszystkim jest ogromny wpływ otoczenia zewnętrznego. Łatwo uciec spod bata, trudno też o nowych niewolników.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 00:13:28:

    Ale to jest chyba bardzo proste. Dziś w każdej chwili można przestać być profesorem uczelni. To nie jest mianowanie (sprawdzic czy nie instytut PAN). To nie jest tytuł. Statut ureguluje, albo nie. Jak nie ureguluje to przestaną być, bo stanowisko się inaczej nazywa.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 00:19:53:

    Art 250 przepisow wprowadzajacych
    2. Stanowiska profesora nadzwyczajnego oraz profesora wizytującego, o których
    mowa w art. 114 ust. 2 i 3 ustawy uchylanej w art. 169 pkt 3, stają się stanowiskiem
    profesora uczelni, o którym mowa w art. 116 ust. 1 pkt 2 ustawy, o której mowa w art. 1.

    Pochwała dla legislatorów: podobna numeracja.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 01:05:27:

    @js.c
    No nie, feudalizm raczej jest likwidowany.

    A to niby w jaki sposob? Mysle, ze takie stwierdzenie swiadczy o glebokim niezrozumieniu, jak ten system dziala od co najmniej przedwojnia.

    Po pierwsze, uczelnie juz sie przymierzaja do pisania nowych statutow. Oczywiscie napisza je tak, by mozliwie najoptymalniej zachowac dotychczasowa strukture w nowych ramach prawnych. W nowych ramach prawnych bedzie troche zamieszania, ale podstawowe zaleznosci sluzbowe na najnizszym poziomie zostana zachowane.

    Rewolucja bedzie na poziomie uczelni. Grupa, ktora dorwie sie do wladzy w nowym rozdaniu bedzie rzadzic dlugo. W ukladzie, w ktorym dziekanow bedzie powolywal i odwolywal rektor, wzajemne zaleznosci w tej grupie beda jeszcze silniejsze niz do tej pory.

    Po trzecie, polski feudalizm akademicki ma charakter imperialny od czasow dosc glebokiej komuny. To jest ta siec zaleznosci, ktorej na co dzien nie widzimy. Tu beda przetasowania, ale wytworzona finalnie po rewolucji siec wzajemnych zaleznosci bedzie o wiele silniejsza niz do tej pory.

    System szkolnictwa wyzszego i nauki to system samoorganizujacy sie. Po zamieszaniu wywolanym reforma atraktory ujawnia sie ze zwielokrotniona moca, poniewaz przyjete prawo posiada wiele luk, w ktore wejdzie zywiol i zacznie rozsadzac szlachetne intencje reformatorskie od srodka. Jezeli Gowinowi chocby przez chwile wydawalo sie, ze bezpiecznikiem zapobiegajacym degeneracji systemu bedzie silny minister, to bardzo sie myli. Reforma Kudryckiej byla preskryptywno-nakazowa i te nakazy prawne usilowano sabotowac i ignorowac tak dlugo, jak tylko sie dalo. W odroznieniu od Kudryckiej, Gowin - tam, gdzie jest nakazowy, tworzy system na tyle dziurawy, ze jest to wrecz zacheta do przewalow najrozniejszego rodzaju.

    Przyklad bardzo konkretny: Kto wierzy, ze w RDN beda tych recenzentow faktycznie LOSOWAC? Wrzuca kartki z nazwiskami do kapelusza i postawia sierotke z przepaska na oczach? Nie, moi drodzy. Zbierze sie zespol do wyznaczenia trzykrotnosci potrzebnej liczby recenzentow, tzn. zbierze sie w sposob wirtualny, a raczej panstwo czlonkowie beda sie przez email przerzucac propozycjami, zeby bylo co wpisac do protokolu, a potem ktos najbardziej w temacie z trojki czlonkow RDN na powiekszona przez Gowina dyscypline wybierze recenzentow, ktorzy jego zdaniem beda do danego postepowania najodpowiedniejsi. A jak ten ktos bedzie nieodpowiednio wybieral, to na nastepna kadencje nie wybiora jego. Proste?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 08:08:20:

    @charioteer1
    Chyba po prostu inaczej rozumiemy pewne historyczne analogie. Na przykład, jeśli chodzi o działanie struktur władzy, to sowiecki komunizm bardzo przypomina feudalizm, zwłaszcza tamtejszą jego wersję, ale jednak zmiana (wręcz likwidacja) systemu niewątpliwie tam nastąpiła.

    To, co uważam za "likwidowane" (przynajmniej w zakresie intencji i zapisów, bo nie jest łatwo wykorzenić stare nawyki), to system "kastowy", w którym kolejne stopnie były przepustką do wyżej kasty, oraz "udzielne księstwa" wydziałowe, w których poszczególne dyscypliny mogły sobie żyć stosunkowo niezależnie od reszty.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 08:47:09:

    Nie rozumiem.

    System kastowy: ale co rozumiemy przez awans. Przecież teraz awanse będą w ręku profesorów których jako jedynych nie obowiązują konkretne kryteria tak jak nie obowiązywały do tej pory. Nawet bardziej, bo przez brak minimów kadrowych wartość towaru dla innych spada.

    Udzielne księstwa: Tak, być może obecny prof. Marian przegra rywalizację o umieszczenie przez rektora swojego kandydata jako dziekana, natomiast z pewnością znajdzie się prof. Zbrosław który w imię odnowy chętnie przejmie klucze do labu. W skali krajowej tajna RDN i ograniczenie do "najlepszych ośrodków" to jest rozwiązane diamentoprzyjazne.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 09:46:14:

    @zitterbewegung
    Awanse w rękach profesorów? Tego nie mogę się w ustawie dopatrzeć.

    I do czego właściwie będzie niezbędny tytuł profesora? Owszem, de facto GTW będzie się zapewne składała z profesorów (niektórych), ale nie na odwrót: uzyskanie tytułu już nic nie da i w sumie będzie znacznie trudniejsze dla osób niezależnych.

    Na "klucze do labu" chętni będą zawsze, ale dostęp do nich ulegnie centralizacji. Ale przede wszystkim: obecnie pracownik identyfikuje się raczej z wydziałem, niż z uczelnią. Ustawa chce osłabić lub zniszczyć ten związek. Pytanie, czy powstanie jakaś alternatywna identyfikacja i jak szybko? Poza tym, najłatwiej rozprzestrzeniają się złe wzorce, co może pogorszyć sytuację w wielu dyscyplinach.

    Oczywiście z tego amorficznego systemu może wyłonić się cokolwiek. Przy dobrym zarządzaniu ze strony rządów i rektorów (co niestety jest bardzo mało prawdopodobne) mogą być i pozytywy. Ale zapewne "wyjdzie jak zwykle". Zgadzam się: jest to rozwiązanie diamentoprzyjazne, ale jednak bardziej lokalne, niż sytaucja obecna. Dla lokalnej GTW RDN przestaje być istotnym punktem odniesienia (przynajmniej w perspektywie jakichś najbliżych 10 lat, a to w zasadzie "wieczność"). Do promowania doktorów jest przecież mnóstwo habilitowanych na rynku, nie trzeba na siłę generować kolejnych, a profesura uczelniana wystarczy do pozostałych czynności.


  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 10:22:57:

    @js.c
    Faktycznie, feudalizm w Rosji zostal zastapiony przez sowiecki komunizm, ktory to z kolei wyewoluowal w system urzedniczo-bandycko-mafijny kontrolowany przez FSB. Przy czym ta kontrola jest jak najbardziej nieformalna i jak najbardziej realna, a zadarcie z wladza moze skonczyc sie wiezieniem, lub smiercia z rak nieznanych sprawcow. Mniej wiecej w podobnym kierunku ewoluujemy. Ani system kastowy, ani udzielne ksiestwa nie znikna. Za to, podobnie jak w dzisiejszej Rosji, system stanie sie mniej przejrzysty, trudniej penetrowalny dla czlowieka spoza struktur, a realna wladza bedzie poza jakakolwiek kontrola.

    W nacjonalizacje srodkow produkcji, tj. labow, nie wierze.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 10:31:01:

    uzyskanie tytułu już nic nie da i w sumie będzie znacznie trudniejsze dla osób niezależnych

    Uzyskanie tytulu i habilitacji bedzie o wiele trudniejsze dla osob postronnych. W praktyce moze sie okazac mozliwe tylko dla "swoich". O przyznaniu stopnia zwlaszcza nie bedzie juz decydowala demokratycznie rada rownych, ale nieformalne powiazania, calkowicie niewidoczne dla kandydata z zewnatrz ukladu. W taki wlasnie sposob system kastowy zamyka sie i uszczelnia. Ciagnac dalej historyczne analogie, wlasnie zaczyna sie dokonywac podzial na magnaterie i szaraczkowa szlachte, ktora od pospolstwa odroznia jedynie fakt posiadania tytulu szlacheckiego. Ten podzial zawsze istnial, teraz bedzie wyrazniejszy, a wladza magnatow wieksza.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 10:43:33:

    Dla lokalnej GTW RDN przestaje być istotnym punktem odniesienia

    RDN bedzie dla lokalnych GTW istotniejszym punktem odniesienia niz CK wlasnie w dluzszej perspektywie czasowej, tyle ze nie bedzie to juz obchodzilo osrodkow, ktore utraca prawo doktoryzowania. Lokalne porachunki bedzie sie zalatwiac rekami RDN, przy czym walka bedzie szla o doktoraty, a nie o habilitacje, jak dotychczas.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 10:58:31:

    @charioteer1
    Teoretycznie może i tak, ale system szkolnictwa wyższego nie żyje w izolacji, zatem nie widzę przyszłości w aż tak złowieszczy sposób.

    Wielkie uczelnie chyba faktycznie mają szansę utrzymania status quo, włącznie z (mniej udzielnymi) księstwami wydziałów (być może nieco zmodyfikowanych). Natomiast system kastowy raczej nie przetrwa w obecnej formie, trochę za mało "paliwa" do przetrwania. Ale może siła inercji i zamiłowanie do "dzwonków" wystarczy? Poza tym widzę szansę na odrodzenie się elitarnej habilitacji (w niektórych dyscyplinach przynajmniej) w zasadzie systemowo zbędnej, ale może dzięki temu mniej podatnej na patologie.

    A co do labów: nie miałem na myśli ich nacjonalizacji, ale centralizację na poziomie uczelni.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 11:18:09:

    @charioteer1
    Z tym RDN upierałbym się przy swoim stanowisku. Dlaczegóż jest ona istotna przy doktoratach? Owszem, można przy pomocy RDN przepchnąć odrzucony doktorat, ale raczej nie widzę prerogatyw RDN do przeszkadzania uczelniom w promowaniu kogo chcą. Kluczowa jest rola RDN przy habilitacjach i profesurach, ale stopnie i tytuły potrzebne są w zasadzie tylko do promowania doktorów, więc przy obecnej nadpodaży ich posiadaczy raczej długo poczekamy na sytuację, gdy jakaś jednostka bardzo potrzebuje wypromowania jakiegoś nowego habilitowanego, bo nie ma kto im doktoratów promować.

    Już prędzej spodziewałbym się wykształcenia się kasty promotorów do czarnej roboty i odszczepienia się głównego nurtu pracy naukowej od szkół doktorskich. Nową elitą mogą być np. "łowcy grantów", niekoniecznie zainteresowani wchodzeniem w system habilitacyjny i wprzęgnięciem w doktorancką dydaktykę.
    Dużo będzie zależało od szczegółów, ale przeniesienie szkół doktorskich na poziom uczelni może utrudnić wciąganie doktorantów w pracę naukową. Moim zdaniem, najnaturalniejszą sytuacją jest relacja mistrz-uczeń, czyli doktorant jako współpracownik, a nie jako student w "szkole".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 12:23:46:

    @Js.c
    Wbrew pozorom umniejszania tzw. samodzielnych, w rzeczywistości są nadal bardzo potrzebni, a nawet pożądani, zwłaszcza tam, gdzie uczelnia ma ambicje. A ambicją będzie posiadanie szkoły doktorskiej. A to będzie też rzutować na ocenę parametryczną + dotacje + godziny dydaktyczne +++ prestiż. I teraz pytanie, ilu będzie potrzebnych samodzielnych. To wg. mnie określi narkomat swoim edyktem. Jeżeli będzie powiązanie stosunku liczby doktorantów do samodzielnych, to będzie to wskaźnik równoważny likwidowanych właśnie minimów kadrowych. Identycznie jak dziś powiązanie liczby studentów z liczbą pracowników naukowo-dydaktycznych. Czyli to samo, tylko nieco zmieniony mechanizm. I tak, będą profesorowie uczelniani tylko z dr, ale nie za wiele będą mieć do powiedzenia. Ale jeżeli uczelnia będzie mieć ambicje, a duże ośrodki na pewno, to RDN wbrew obecnym zapowiedziom staje się bardzo ważnym ciałem, które będzie rozdawać karty. I tu pełna zgoda z Zittem, Chario i StarymZgredem, że te nowe mało przejrzyste procedury będą dobrą pożywką dla dobrze ustosunkowanych. To jest krok w tył i krok w kierunku patologizacji życia akademickiego.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 13:12:02:

    @kahlkopf
    Minima kadrowe tego typu (o ile będą) zapewne uzależnią maksymalną liczbę uczniów szkoły doktorskiej od liczby habilitowanych w danych dyscyplinach. Byłoby to bardzo dobre rozwiązanie. Nie sądzę jednak, aby wpłynęło ono znacząco na wzrost popytu na habilitowanych (a nawet, paradoksalnie, może wpłynąć na jego dalszy spadek: bo jest tendencja do dopasowywania się do minimów, a podaż habilitowanych jest bardzo duża). Pamiętać bowiem trzeba, że doktorant będzie bardzo kosztowny, zatem liczba doktorantów będzie mocno zredukowana, a potem trzymana w ryzach. Poza tym, może się upowszechnić standard typu: "dyżurny" promotor do wszystkiego (szef katedry, kierownik grantu itp.) plus faktycznie kierujący doktorantem promotor pomocniczy, doktor.

    W sumie: wydaje mi się, że gwałtownie wzrośnie rola rektorów w określaniu kto "zasługuje" na habilitację, a komu się zielonego światła nie da. Może być tak, jak niegdyś na uczelniach bez uprawnień: czekało się znacznie dłużej na złożenie wniosku, aby uniknąć ryzyka porażki. Bo teraz uprawnienia nie będą wiele znaczyć, decyduje faktycznie RDN. Natomiast nowy system pozwala na zignorowanie tej instytucji (przynajmniej przez 10 czy nawet kilkanaście lat, a do tego czasu i ustawa się zmieni, może nie raz, a może i habilitacja zniknie), co próbuję z grubsza naszkicować. Gdyby było autonomiczne BSt, to zapewne większość dobrze publikujących byłaby w stanie wynegocjować z wydziałowego budżetu kilkanaście tysięcy na habilitację. Ale przekonać do tego rektora - może być trudniej, zwłaszcza gdy habilitowanych na uczelni dostatek, a w kasie pustki.

    Poza tym mówi się (również na tym forum), że w wielu dyscyplinach habilitacja opóźnia pracę naukową, przeszkadza w normalnym rozwoju. Jeśli to prawda, to tym bardziej wiele osób z tego zrezygnuje (albo zostanie skłonionych do rezygnacji), inwestując w pracę naukową, produkcję artykułów itp, pracując na kategorię uczelni, bo od tego (a nie od liczby tytułów) zależało będzie finansowanie, a także i prestiż.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:09:13:

    @js.c
    Mysle, ze troche inaczej widzimy istote systemu kastowego. Z poziomu mlodszego pracownika widac podzial na "my" - bez habilitacji i "oni" - habilitowani. Taka percepcje wzmacniaja przelozeni z narracja pt. "habilitacja albo smierc", czyli wylot z roboty, albo "przeciez nie zwolnie profesora", ewentualnie "bo prof. X powiedzial i/lub sie na to nie zgadza" - z reguly dla ukrycia rzeczywistego uzasadnienia powodow najbardziej odjechanych decyzji, w tajniki ktorych nie chce sie tych mlodszych wtajemniczac.

    Kiedy jest sie po tej drugiej stronie habilitacji, widzi sie, ze rzeczywistosc jest o wiele bardziej skomplikowana, a sama habilitacja nie ma tak wielkiego znaczenia. Prawdziwy podzial jest na tych, co wiele moga i na tych, co nic nie moga i sa takimi samymi wyrobnikami, jak cala reszta, tylko lepiej poinformowanymi. Obnizenie rangi habilitacji te podzialy wzmocni i uwypukli.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:13:37:

    @js.c
    co do labów: nie miałem na myśli ich nacjonalizacji, ale centralizację na poziomie uczelni.

    Bedzie dokladnie tak samo, jak do tej pory. Centralizacja na poziomie uczelni nie jest nikomu potrzebna.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:20:24:

    Poza tym widzę szansę na odrodzenie się elitarnej habilitacji (w niektórych dyscyplinach przynajmniej) w zasadzie systemowo zbędnej, ale może dzięki temu mniej podatnej na patologie.

    Systemowa zbednosc habilitacji bedzie sprzyjala patologii. Poniewaz habilitacja to wciaz prawo do doktoryzowania, a obowiazkowa nie jest, bedzie duze parcie na to, zeby osob niewygodnych nie dopuszczac.

    Jedynym sposobem na zapobiezenie patologiom jest calkowita likwidacja habilitacji i czytelne zobligowanie uczelni do opracowania jednolitych zasad/kryteriow awansu na stanowiska przynajmniej w obrebie dyscyplin.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:23:07:

    @js.c
    Za kilka lat RDN zostanie zalana odwolaniami w sprawie uwalonych doktoratow.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:28:20:

    Poza tym, może się upowszechnić standard typu: "dyżurny" promotor do wszystkiego (szef katedry, kierownik grantu itp.) plus faktycznie kierujący doktorantem promotor pomocniczy, doktor.

    Ten schemat juz sie upowszechnil tam, gdzie rady wydzialow nie blokuja promotorstwa pomocniczego z automatu. Promotorow, ktorzy nie posiadaja najbardziej elementarnej wiedzy z zakresu pracy doktorskiej, ktora promuja, znam, i owszem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:31:29:

    W sumie: wydaje mi się, że gwałtownie wzrośnie rola rektorów w określaniu kto "zasługuje" na habilitację, a komu się zielonego światła nie da.

    Te decyzje beda zapadaly na poziomie wydzialu, instytutu, katedry, czy jakie tam sobie uczelnia jednostki administracyjne wymysli. Rektor powola kierownika jednostki organizacyjnej i sie pod jego decyzja podpisze, bo rektora to naprawde malo obchodzi, czy jakis Ziutek Kowalski zasluguje na habilitacje, czy moze powinien jeszcze poczekac. Przelozony wie najlepiej i ma blizej do rektora.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:32:25:

    Elitarność i patologie idą ręka w rękę, bo zawsze jest pytanie o walory estetyczne i godność duchową kooptowanych do elity. Tylko teraz to będzie przejrzyste jak wybór biskupów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 14:54:18:

    @Js.c
    Wcale tak nie musi być. Biorąc pod uwagę doktoraty wdrożeniowe oraz to, że część osób chce to zrobić dla własnej satysfakcji, to może też tak być, że nie będzie spadku liczby doktorantów. Może będzie podobny trend, jak w Niemczech. Natomiast istotnym niebezpieczeństwem jest całkowite poluzowanie wymogów dla uczelni prywatnych. I nie zdziwię się, gdy za chwilę pewien ważny redemptorysta stanie się profesorem. I takich niebezpieczeństw jest o wiele więcej, a w związku z tym, że dużo procesów decyzyjnych ma się odbywać jako tajne/poufne to układy polityczno-towarzysko-biznesowe zaczynają nabierać rumieńców. Natomiast, sam rektor na dużej uczelni, to raczej nie będzie ogarniał pojedynczych osób, jeśli samych pracowników naukowo-dydaktycznych np. na AGH jest c.a. 2000.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 16:36:05:

    @kalkhopf
    Popyt na doktoraty może i nie spadnie, ale chęć uczelni do maksymalizowania liczby doktorantów spadnie na pewno.

    @charioteer1
    Na nieco mniejszych uczelniach (bez autonomii finansowej wydziałów) rektor i teraz interesuje się każdym etatem, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba "szukać oszczędności". Ale faktycznie: wielkie uczelnie nawet w nowych warunkach mogą pójść drogą zachowującą wewnętrzną autonomię. Zresztą stąd wynika mój umiarkowany optymizm co do skutków likwidacji autonomii wewnętrznej: wielkie uczelnie "dadzą sobie radę" z zachowaniem status quo w nowych warunkach, a mniejsze w sumie niewiele odczują tę nowość (poza likwidacją BSt, rzecz jasna) bo i tak autonomia wewnętrzna nie jest tu zbyt wielka.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 20:04:08:

    @js.c
    Powiedzmy tak, że wszystko jest bardziej złożone, nawet jeśli chodzi o małe uczelnie. Niestety wszystko jest kwestią bardzo złożonych układów, w tym też ambicji lokalnych polityków, czy też biskupów, a nawet przedsiębiorczych proboszczów. Po prostu może czasami wyjść tak, że jak będą odpowiednie naciski, to i dana, lokalna uczelnia może dostać niezłe finansowanie i bić się o szkoły doktorskie. W tej chwili mamy już piękny przypadek medycyny na UKSW. To nie jest tak, że lobby większych wszystko zmiecie. O to by było za proste. Tu ważniejsze są dojścia do odpowiednich komisarzy. Niby wszystko się tak zmieniło, a jednak jakby stare mechanizmy zostały, może z pobieżną renowacją w postaci innej nazwy. To jest ułuda zmiany na lepsze. To jest to stare tylko zapakowane w inny może bardziej świecący papierek i z wstążeczką z większymi kulfonami. Tu chodzi o nic więcej, jak władzę. A władza jest poprzez kontrolę przepływu pieniędzy. Może jestem zbyt podejrzliwy, ale to politycy nauczyli mnie, że zawsze jest, gdzieś drugie dno i chyba dla wielu tu na tym blogu zaczyna być to widoczne.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 20:29:35:

    @js.c
    Skoro doktorant rowna sie koniecznosc wyplacenia stypendium, to liczba doktorantow z cala pewnoscia spadnie. Moze nie odczuja tego wydzialy, ktore maja malo kandydatow, ale na humanistykach to bedzie rzez. W zwiazku z tym, doktorantow beda ci, ktorzy maja ich miec, a chetnych z cala pewnoscia nie zabraknie. Wladza z cala pewnoscia zdecyduje, komu doktoranci przyluguja w liczbie hurtowej, a komu nie nalezy sie zaden. Uwalanie doktorantow tez bedzie norma, zeby zrobic miejsce dla nowych, potrzebniejszych.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 20:58:07:

    @chario
    jesli rzeczywiscie luczba doktorantow w spolhumach znaczaco soadnie to bedzie to godny pochwaly skutek tej deformy

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 21:19:03:

    Zgred
    (po kilku dniach urlopu od Internetu)
    Zauważony przez Ciebie brak związku habilitacji z prawem do nadawania habilitacji i wnioskowania o profesurę potwierdza moją tezę, że Ustawodawca 2.0 zakłada, że po wprowadzeniu reformy uczenie wszystkich habów zatrudnią na stanowisku prof. podwórkowych - CHYBA ŻE ROZPORZĄDZENIE O FINANSOWANIU postanowi dokładnie podwrotnie,

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 21:22:20:

    Chario
    Ustawa na rozne sposoby stwarza warunki do efektywnego prowadzenia selekcji negatywnej w polityce kadrowej.

    I ja to tak widzę.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:45:28:

    Bez przesady z tym tragizowaniem.
    - w systemach ewaluacji zachodnich też stosuje się dyscypliny
    - duża część czasopism w Scopusie ma przypisane wiele kategorii
    - te 20% to jest całkiem spory margines na publikacje "pozadyscyplinarne" (@habilitant, czemu nie wolno o tym wspominać?)
    - zanim zadziała bezpiecznik 20%, to tak jak piszesz, trzy.14, jeśli uczelnia ma, dajmy na to, i matematykę i fizykę i chemię (bardzo częsty przypadek ;-)), to nic a nic nie szkodzi, że pracownik z Wydziału Fizyki opublikuje w czasopiśmie matematycznym, a chemik w fizycznym, bo się to i tak policzy uczelni (a i podział środków łatwo zrobić - liczyć po osobach)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/07 22:46:09:

    Przepraszam, wpis miał być w następnym wątku.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide