Robię habilitację

Wpis

piątek, 27 lipca 2018

Szacunek też?

Nie pamiętam, kiedy ostatnio usłyszałem powiedzenie: Zdarzyła się gratka, pijanego pobić dziadka. Przypomniało mi się jednak, gdy czytałem najnowszy artykuł Marka Wrońskiego. Opisuje on plagiat pracy magisterkiej dokonany przez promotorkę i recenzentkę pracy. Promotorka ma stopień doktora, recenzentka ma tytuł profesorski. Obie Panie nie pogradziły jednak ustaleniami magistrantki i opublikowały je jako swoje.

 

Jak pisze prof. Wroński, takich sytuacji jest wiele. Za każdym razem uważam je za szczególnie żenujące i uwłaczające nam wszystkim. Jest coś wyjątkowo obrzydliwego w kradzieży własności intelektualnej osoby, której pracę się promuje, szczególnie gdy ta osoba jest na samym dole hierarchii akademickiej/badawczej. Profesor, który kradnie pomysły magistranta, staje poza nawiasem środowiska akademickiego. Uważam też, że taka osoba powinna przestać być profesorem.

 

Warto też podkreślić, że taki plagiat to nie tylko kradzież - to również podważenie jednej z najważniejszych relacji akademickich, relacji uczeń-mentor. Jest to przecież relacja, w której uczeń musi móc zaufać mentorowi, bez zawahań! To również dlatego plagiat pracy ucznia jest tak naganny.

 

Bez żadnych wątpliwości, każdy plagiat zasługuje na potępienie. Uważam jednak, że to właśnie plagiat pracy magistranta czy doktoranta zasługuje na szczególną sankcję zarówno ze strony instytucji, jak i ze strony środowiska. Bo to własnie takie intelektualne 'pobicie' osoby, nad którą plagiator ma potężną przewagę.

 

Jest jednak jeszcze jeden wymiar całej tej sprawy. Otóż zupełnie nie rozumiem, jak osobie  zaawanowanej badawczo nie wstyd posługiwać się pracą małego akademickiego żuczka? Rozumiem, że wstyd umarł, ale czy umarł również szacunek do siebie?

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
piątek, 27 lipca 2018 22:36

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/27 23:30:17:

    Gospodarz ma rację: plagiat to plagiat. Tragedią do potęgi jest też fakt, że ktoś się w ogóle łasi na publikowanie czegokolwiek w "Zeszytach Naukowych UPH", czy jakichkolwiek innych "Zeszytach". Jeszcze możnaby zrozumieć, że w ramach nauki pisania tekstów zrobi to licencjant, czy magistrant pod opieką promotora. A tu doktor i profesor! I jeszcze guest author się znalazł.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/27 23:34:12:

    Proboszcz mnie rozczulił. Tego chyba jeszcze nie było.

    No i wyjaśnienie, że plagiatorka była przemęczona, a potrzebowała dorobku do otwarcia przewodu habilitacyjnego. Kosmos!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 01:15:39:

    Zastanawiający jest ten wyimek z uzasadnienia wyroku WSA w sprawie J. Sanetry, który zacytował prof. Wroński: ,,Podkreślić należy, że przywłaszczenie idei oraz wyników badań innych autorów jest przejawem naruszenia prawa własności intelektualnej, co bez wątpienia podważa zaufanie do danej osoby jako naukowca''.

    Przecież idee nie są objęte ochroną prawa autorskiego (art. 1 ust. 2^1).

    I dalej prof. Wroński pisze: ,,Od strony prawnej Jerzy Sanetra formalnie straci profesurę, gdy jego skarga kasacyjna do NSA od obecnego wyroku WSA jeśli ją złoży zostanie oddalona, czego można się spodziewać za rok''.

    Niekoniecznie. Jeżeli w uzasadnieniu jest więcej takich kwiatków, a Sanetra ma dobrego pełnomocnika, który wie, jak odwołać się do NSA, jest prawdopodobne, że ten uchyli wyrok i zwróci sprawę WSA do ponownego rozpoznania. A Sanetra będzie mógł sobie profesorzyć przez kolejne dwa, trzy, może nawet cztery lata.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 13:41:39:

    To ja dorzucę recenzję habilitacyjną pióra ówczesnego prof. dr hab. Sanetry, ftims.pg.edu.pl/documents/10673/30470150/recenzja%20prof.%20Sanetra%20bez%20daty

    z komentarzem, że taką recenzję mógłby napisać każdy z nas, gdyż nie ma w niej ani przecinka charakterystycznego dla recenzji krytycznej. Wygląda mi to raczej na tekst napisany na podstawie autoreferatu, zwłaszcza że "ciężar dowodu" praktycznie w całości ogranicza się w tej recenzji na bibliometrii.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 15:29:55:

    Kontynuując dyskusję na temat rozporządzeń:

    @dwa.718 opierałem się na prezentacji rozporządzenia ze strony Konstytucja dla Nauki, gdzie najpierw opublikowano W Y B I T N E wydawnictwa, a następnie sposób ewaluacji monografii vs artykułów. Oba linki są tutaj pochowane w komentarzach.

    konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/07/ewaluacja201807-prezentacja-ze-spotka-z-wadzami-uczelni.pdf

    1. C.H. Beck
    2. CeDeWu
    3. Scholar
    4. Wydawnictwo Akademii Górniczo-Hutniczej
    5. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego
    6. Wydawnictwo Naukowe PWN
    7. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
    8. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
    9. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
    10. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej

    @piotrcandida - jak to podziały punktów nie mają wpływu na pracownika? Chyba w sposób wręcz szokujący nie wiesz o co w tej zabawie chodzi. Nie wiem jak u innych, ale na kilku wydziałach które znam przełożenie jest nie dość, że natychmiastowe, to często jest antycypujące przyszłe zmiany! I to w wersji turbo, to przekłada się ile jednostka ma pieniędzy, więc daje pieniądze tym, którzy się do tej parametryzacji przyczyniają. Inwersja też jest prawdziwa: jeżeli nie realizujesz aktualnych wytycznych, to nie jesteś już potrzebny i Twój awans też jest jednostce niepotrzebny.

    Więc nie wiem jak Wy, ale ja z radością witam naszych nowych rządzących! Oby nam długo trwali w dobrym zdrowiu! Właśnie z dr Wyliżuchem przygotowujemy 100 monografii ku chwale ojczyzny na jej stulecie, powinniśmy się wyrobić na 11 listopada, bo mamy Google Translate w wersji premium i nie zawahamy się go użyć.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 15:53:27:

    Wydawnictwa mają być jakoś przyporządkowywane do dyscyplin? Lub same monografie? Jeżeli nie, to wyobraźmy sobie następującą sytuację:

    12 osób z AGH deklaruje, że reprezentuje nauki teologiczne/prawo/medycyne. Publikuje w swoim wydawnictwie po trzy monografie na 4 lata (nie jest to wcale specjalnie trudne) zupełnie niezwiązanych z teologią/prawem/medycyną. Ostatecznie w parametryzacji w Kryterium I otrzymują maksymalną możliwą do uzyskania liczbę punktów, ponieważ każdy zdobył ich 900! Ostatecznie AGH dostaje kategorie A+ w ww. dyscyplinach.

    W nagrodę otrzymują od uczelni dodatek w postaci swoich monografii wydrukowanych na papierze toaletowym.. W końcu coś trzeba z nimi zrobić, coś ala deputat węglowy dla górników.

    Prognozuje nagłe namnożenie wybitnych naukowców..

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 17:20:01:

    @dwa i 72/100

    Wybitnych naukowcow i teraz dostatek. A i diament nie jeden. Jedni umieraja (jak czlonek Adam.J., a inni sie rodza.. jak... eee sam znasz mnostwo przykladow udanych porodow

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 17:23:01:

    @3 i 14/100

    Recenzha Sanety urocza...
    Ale moze choc ona nie jest plagiatem...
    bo i takie nie sa rzadkoscia.
    Choc, jak zauwazasz to recenxha generyczna... wiec kto wie...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 17:59:42:

    @czlowiek.z.makulatury
    Ja nigdy nie patrzyłem na punkty gdy publikowałem swoje prace.
    A czy wiadomo ile będzie punktów za te wydawnictwa 1-10?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 18:57:59:

    To mniej więcej jakbyś pisał, że będąc kierowcą zawodowym TIRa nigdy nie patrzyłeś na znaki i tachografy, rozładunki i załadunki, tylko jechałeś jak ci wolność podpowiadała. A Twój spedytor miał to gdzieś. :)

    Za monografie w wydawnictwie 1-10 będzie punktów 300.

    Maksymalna punktacja za artykuł w Nature to 200.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 20:00:05:

    @czlowiek.z.makulatury
    Nie wierzę, że za książeczkę w wydawnictwie np. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej dostanę 300 pkt, ro nie możliwe.
    A nie przyszło Ci do głowy, że prawdziwy naukowiec nie patrzy na punktozę tylko robi swoje?

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 22:47:35:

    @piotrcandida
    @czlowiek.z.makulatury
    Za publikację monografii w wydawnictwie uczelnianym np. UMCS będzie 80 pkt.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/28 23:26:24:

    Ok, widać źle to interpretuje:

    konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/07/ewaluacja201807-prezentacja-ze-spotka-z-wadzami-uczelni.pdf

    Strona 13.

    Co to są te poziomy monografii? Wcześniej mnie tak krew zalała, że tego nie dostrzegłem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 00:10:41:

    czlowiek.z.makulatury

    Pytać Kulczyckiego :-)

    ekulczycki.pl/warsztat_badacza/nowe-zasady-punktowania-monografii/

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 00:14:48:

    czlowiek.z.makulatury

    To wygląda na listę dla językoznawców:
    ufm.dk/forskning-og-innovation/statistik-og-analyser/den-bibliometriske-forskningsindikator/BFI-lister/
    ufm.dk/forskning-og-innovation/statistik-og-analyser/den-bibliometriske-forskningsindikator/BFI-lister/bfi-listen_for_serier_2018.pdf

    ale języka nie znam

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 00:26:11:

    to jednak jest lista czasopism. Poziomy sa dwa, ostatnia kolumna. Żadne czasopismo z Polish, polonica, polsk nie lokuje się na poziomie 2.

    Podział czasopism na tylko dwa poziomy zamiast 5 jest ciekawy. Każdy w swojej działce może łatwo się "nauczyć", które czasopisma władze uznają za szczególnie "ważne"/

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 01:18:28:

    @kragon
    Prawda, gdzie się nie odwrócę tam oślepia mnie wszechobecna wybitność rodzimej nauki odbijająca swe promienie od niezliczonych diamentów i kryształów.

    Mam jedynie nadzieje, że twórcy rozporządzeń ewaluacyjnych kierują się chociaż odrobiną rozsądku i godności (tak, wiem, że to naiwne). Z tych 10 wydawnictw jedynie dobra monografia w PWNie powinna otrzymać 80 pkt. Tym bardziej nie powinno być nawet mowy o 200/300. Wszystkie pozostałe nie powinny być traktowane bardziej serio niż obecna lista B. Są na świecie wydawnictwa, w których opublikowanie monografii może być porównywalne z opublikowaniem artykułu w najlepszym czasopiśmie w dziedzinie. Żadne z tych wydawnictw nie znajduje się w Polsce, a tym bardziej na żadnej z uczelni.

    Dawanie 80 pkt za monografie, w którymś z wydawnictw uczelnianych to w kontekście przyszłej parametryzacji trochę tak jakby powiedzieć studentom żeby sami ułożyli egzamin, który będą pisać. Znajdzie się oczywiście kilku wybitnych, którzy i tak obleją. Większość natomiast wykaże się elementarną zdolnością łączenia faktów i zda go bez problemu.

    Myślę, że pozostaje czekać na konkretne rozporządzenie. To co jest w tej prezentacji jest zbyt niejasne, pozostawia za dużo niewiadomych i możliwych absurdów.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 07:13:44:

    @All
    Prezentację należy czytać w kontekście znanego nam przecież projektu rozporządzenia. Z grubsza się pokrywa z wyjątkiem tych alternatywnych punktów w nawiasach. Czy ktoś wie, co one oznaczają?
    Te dwa poziomy monografii to światowe o największym zasięgu "300 (200)" - w projekcie było 250 (jedna lista), oraz spełniające warunki formalne po 80 (druga lista, głównie polskie wydawnictwa, jak rozumiem).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 09:13:54:

    Przepraszam, że pytam o coś takiego, ale czy będzie również jakaś nowa, twórcza definicja monografii? Bo widzę dalszą inflację punktów. To chyba ukłon w stronę historyków i teologów monografistów, bo teraz publikacja w czasopiśmie angielskojęzycznym w dobrym wydawnictwie, jak Elsevier, Wiley, Cambridge, czy IEEE może być warta w najlepszym przypadku co najwyżej 2/3 byle jakiej monografii. Poza tym jakie jest oddziaływanie monografii, a jakie artykułów! Co w końcu ministerstwo gowinowskie chce osiągnąć? Przy takim punktowaniu, to ja raczej widzę przyspieszony proces zamykania się polskiej nauki na świat. A ta polska humanistyka jak była w dużej części (poza chlubnymi wyjątkami) przaśna i lokalna, tak nią dalej zostanie.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 09:51:07:

    @kahlkopf
    skad pochodzi wiedza ze Elsevier wydaje dobre czasopisma?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 10:13:12:

    @makulatura
    Zapominasz o limicie monografii w zgłoszonym dorobku - to jednak utrudnienie dla przewałów z wykorzystaniem wydawnictw uczelnianych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 12:17:43:

    @kragon
    Choćby z moich kontaktów zagranicznych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 13:57:07:

    @kragon
    > skad pochodzi wiedza ze Elsevier wydaje dobre czasopisma?

    Elsevier wydaje W WIĘKSZOŚCI dobre czasopisma. A skąd opinia? Od ludzi, z których opinią się liczę. A Ty, jak zwykle, uprawiasz swoją propagandę, że poza fizyką i matematyką nic nauką nie jest.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 14:32:54:

    @nobooks - a masz gdzieś napisane, że limit zostaje utrzymany?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 14:52:16:

    @StaryZgred2012
    Masz rację, że każdy tu powinien wypowiadać się o swojej branży. W końcu po paru latach działalności i paru wyjazdach konferencyjnych powinno być wiadome, które z czasopism się liczą, a które mniej, bądź wcale i gdzie się człowiek mieści ze swoją tematyką. Akurat w przypadku mojej tematyki, część interesujących prac jest publikowanych w czasopismach wydawanych przez Elsevier.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 16:06:46:

    @Kahlkopf:

    > Przepraszam, że pytam o coś takiego, ale czy będzie również jakaś nowa, twórcza
    > definicja monografii?

    Dowolnie liczny zbiór odcinków i punktów, układających się w mające określoną treść ciągi znaków dowolnego języka, naniesione farbą drukarską na papierze toaletowym. Ów postmodernistyczny następca zwoju papirusowego nie będzie jednak -- w przeciwieństwie do swojego starożytnego poprzednika -- studiowany przez potomnych. Zresztą przez współczesnych też nie.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 16:30:32:

    Możemy nie lubić Elseviera za politykę cenową, ale nie można odmówić mu tego, że wydaje dobre czasopisma. Z mojej działki z marszu mogę wymienić co najmniej trzy, które są z topowej półki.
    W naukach przyrodniczych obecnie monografie opisujące prace eksperymentalne prawie nie wychodzą. Po prostu zasięg oddziaływania monografii jest znikomy, są z zasady trudniej dostępne. Są czasami potrzebne, zazwyczaj jako zasób ogólników, ale nie łudźmy się, nie wrócą teraz w chwale. Nie oszukując się, należy stwierdzić, że Springer nie zacznie wydawać wszystkiego, co polskie pióro napisze, nie mówiąc o poważniejszych wydawnictwach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 16:48:07:

    @Hal
    Pozwolisz, że będę cytował :oD Genialna definicja!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 16:58:30:

    @Al
    Potwierdzasz moje spostrzeżenia! Natomiast, to co zafunduje nam ministerstwo jest prostą zachętą do produkcji tego co tak fajnie zdefiniował Hal. Te 300 niepodzielnych punkciszy to zaprowadzi do dalszej degeneracji wzorców publikacyjnych. Nie zdziwię się jeżeli będzie nagle wysyp takich zjawisk, jak ten opisany przez Gospodarza i dra Marka Wrońskiego.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 17:17:14:

    @Kahlkopf:

    Proszę się nie krępować, Waści.

    @All:

    Gazeta Prawna podała, że w Shanghais Global Ranking of Academic Subjects do pozycji 51-75 awansowały fizyka i matematyka na UW (link). Zajrzałem do witryny GRAS, żeby sprawdzić medycynę i prawo. Dramat: pierwsze trzy polskie uniwersytety medyczne uplasowały się dopiero w czwartej setce, prawo w ogóle nie jest wykazane.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 17:19:16:

    Przepraszam, oto poprawna linka: serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1192832,polskie-uczelnie-w-rankingu-szanghajskim-2018.html

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 17:36:33:

    Szumna ustawa, miało być promowanie nauki, a jest krok w stronę naukowego Średniowiecza. Na świecie nie liczą się praktycznie monografie a u nas książki będą na wagę złota. Totalna żenada Gowina.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 17:42:27:

    W pierwszej 500 psychologia z UW i SWPS.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 17:51:12:

    @czlowiek.z.makulatury

    Nie zapowiadano zniesienia limitu, więc na razie brak powodów, aby podejrzewać, że tak się stanie. Kwestia wyważenia punktacji książek i artykułów nie jest łatwa i są silne presje z dwóch stron. Nie zgodzę się z @piotrcandida, że książki w ogóle się już nie liczą. Te dobre liczą się, w niektórych (nie wszystkich) obszarach badań. Mam nadzieję, że w koszyku najwyżej punktowanych wydawnictw nie znajdzie się za dużo wydawnictw o co prawda dużym zasięgu, ale w których standardy jakościowe ulegają erozji z powodów biznesowych (drukujemy wszystko, co ujdzie, bo jakoś trzeba się utrzymać tu i teraz), jak wspomniany już Springer.
    Domyślam się, że tych 80 punktów dla wydawnictw uniwersyteckich to jest wynik trudnego kompromisu, nie widzimisię ministra. Aby konkurować punktami z takimi monografiami, trzeba publikować w 1 i 2 kwartylu Scopusa, na szczęście jest to ograniczenie udziału monografii (i rozdziałów).

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 18:30:05:

    "Na świecie nie liczą się praktycznie monografie a u nas książki będą na wagę złota". I znowu ten mityczny świat, i to w liczbie pojedynczej. Jest wiele światów, w historii, w większości w socjologii, antropologii społ-kultur, cultural studies, w dużej części politologii, stosunkach międzynarodowych pozycje buduje się w dużej mierze monografiami. Badacze piszą artykuły, ale często potem stanowią podstawę rozdziałów książek.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 18:57:45:

    Zgred,

    nie wspominalem o fizyce ani o matematyce.
    Kilka jednak postow wstecz ktos wspomina ranking, ktory wspomina o fizyce i matematyce.
    Znajdz tam polskie uniwersytety, (rowniez w innych science :-)
    potem znajdz je w swojej dyscyplinie ...

    A potem ... poczyn refleksje, ktora moze wyprowadzi Cie ze swiata spiskow, jakimi czujesz sie otoczony. Naprawde jest swiat na zewnatrz teorii spiskowych.
    I on jest piekny


    A... i zobacz gdzie publikuja naukowcy z top 50 universities in each field - policz publikacje w Elsevierze...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 19:01:17:

    Dla Engineering w kategoriach:
    +Metallurgical Engineering - AGH m. 75-100 (a są jeszcze PŚ, PCz i PW)
    +Mining & Mineral Engineering - AGH m. 28 (są jeszcze PŚ i PWr)
    +Remote Sensing - brak polskich uczelni,
    +Transportation Science & Technology - brak polskich uczelni,
    +Marine/Ocean Engineering - PG na 39 m. i AM w Gdyni m. 42
    +Aerospace Engineering - brak polskich uczelni,
    +Biotechnology - UJ m. 401-500,
    +Food Science & Technology - SGGW m. 101-150 (jest jeszcze UR z Poznania i UPWr),
    +Water Resources - brak polskich uczelni,
    +Environmental Science & Engineering - UAM, UJ, UG m. 401-500
    +Energy Science & Engineering - AGH, PWr m. 301-400 (jest też PŚ i PW),
    +Nanoscience & Nanotechnology - UJ m. 301-400,
    +Materials Science & Engineering - PP, UW m. 401-500
    +Chemical Engineering - PW, PSz, PWr m. 301-400 (są jeszcze UAM, AGH, PK, PŁ, UMCS, PP, PŚ, PCz, UPWr),
    +Civil Engineering - PWr m. 201-300,
    +Computer Science & Engineering - UW m. 301-400,
    +Biomedical Engineering - brak polskich uczelni,
    +Instruments Science & Technology - AGH m. 101-150 (są też PW, UJ, PWr),
    +Telecommunication Engineering - brak polskich uczelni,
    +Automation & Control - AGH, PW m. 151-200,
    +Electrical & Electronic Engineering - PG, PW m. 401-500,
    +Mechanical Engineering - AGH m. 151-200 (są też PP, PW, PWr).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 19:30:50:

    Z tą fizyką też jest ciekawie i chyba głównie tu punktuje udział w kolaboracjach CERN, gdyż: UW - m. 51-75, AGH i UJ - m. 201-300, PW m. 301-400. A matematyka: UW m. 51-75, UJ m. 151-200, UMK m. 201-300, AGH i PW (ciepłota ciała 36.6) m. 301-400, PWr m. 401-500. Z kolei chemia: UJ m. 301-400, UW i UWr m. 401-500.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 19:32:57:

    Cóż przy nakładach na naukę 80$ per capita to wyniki należy ocenić jako świetne.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 19:51:06:

    @dr.kananga
    Pytanie czy chcemy zrobić dobrze humanistom, czy dbać o rozwój nauki?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:03:07:

    Budżet naukowy najlepiej finansowanego Uniwersytetu Warszawskiego wynosił w ubiegłym roku 475 mln zł. podczas gdy topowe zagraniczne dysponują kwotami rzędu kilku mld USD.

    Dzielimy 475 mln/ 3000 = 160 tys. PLN/prac. n-d./rok.

    W polskich warunkach to są fundusze GIGANTYCZNE. Szacuję, że na moim wydziale statut + granty to ok 30 tys./pracownika.

    Na Uni Opolskim to jest prawdopodobnie ok. 15 tys/pracownika. Ok. 10 razy mniej niż UW.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:06:23:

    @Piotr. Jak lubisz, to rób sobie dobrze, ale nie rób tego na siłę innym. Poza fizyką, też są nauki.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:11:18:

    @piotrcandida

    oczywiscie ze trzeba zrobic dobrze humanistom. Bo inaczej panie z administracji nie beda mialy komu robic na zlosc i przerzuca sie na nas.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:14:53:

    @trzy.14
    Zgoda, że UW ma gigantyczne finanse jak na Polskę, ale jednak chyba nie aż tak duże. Prawdopodobnie w kwocie tej ujęto Wirtualną Bibliotekę Nauki, a to zdaje się znacznie ponad 200 mln. Wydaje mi się, że budżet naukowy UW niewiele przekracza 200 mln. Ale to też bardzo dużo. W porównaniu do innych uczelni.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:15:43:

    @3.14
    zaczynasz popadac w demagogie.
    w US, tez wiele uniwersytetow ma 10 razy mniej niz Harvard, Stanford czy MIT...

    Ale tak, tez uwazam, ze na takie finansowanie polskie uni sa na relatywnie dobrych pozycjach

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:32:51:

    @Pi
    Podejrzewam, że i tak ten budżet naukowy jest nie w pełni na naukę przeznaczany. Pewnie z tego jest utrzymywana m.in. biblioteka i parę innych instytucji uniwersyteckich. Ale tak zgadzam się jest to ogromny budżet w stosunku do innych uczelni, których nawet całość budżetu, łącznie z dydaktyką tyle nie obejmuje.

    @Dr.Kananga
    Piotr miał pewnie na myśli tzw. science, czyli nie tylko fizykę. Tu niestety jest opozycja pomiędzy ST (szeroko rozumianą), a HS. Dodatkowo jest specyfika niektórych dziedzin (geografia, geologia, botanika, itp., gdzie liczą się jeszcze mapy, atlasy i katalogi). Jednak w ST liczy się przede wszystkim artykuł, ze względu na szybki postęp w wielu dziedzinach. Monografia jest już bardziej pomyślana jako podsumowanie, ugruntowanie, uporządkowanie dotychczasowej wiedzy, wręcz coś na kształt guide book. Stąd raczej mamy łączenie się w zespoły, gdzie poszczególne osoby opracowują rozdziały. Oczywiście są agresywne wydawnictwa i mam zalew takich propozycji, żeby na podstawie artykułów napisać monografię. Jednak w większości przyjęło się rozpowszechnianie wyników poprzez artykuły i wystąpienia konferencyjne/postery. Stąd niezrozumiała jest dla nas, aż taka wycena monografii, gdzie prace nakładcze na napisanie artykułu i jego wydanie wcale nie muszą być niższe od wydania monografii.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:37:16:

    głównie Haluciński, off-topic,

    Nie wierzyłem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym, że profesor neurobiologii Maria Majewska podczas konferencji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim mówiła o tym, że szczepienia są głównym źródłem zatruć niemowląt toksycznymi metalami, że przekształcają dzieci w cyborgi, którymi można sterować, a do produkcji szczepionek celowo używa się ścieków z odpadów przemysłowych.

    Jest też lekarz cofnięto mu prawo wykonywania zawodu Jerzy Jaśkowski, który głosi, że powszechne szczepienia to realizacja planu depopulacji narodu polskiego. Ale też przekonuje, że nie ma związku pomiędzy rakiem płuc a paleniem, a globalne ocieplenie to efekt ukrywania łodzi podwodnych pod lodowcami.

    Mamy również w tym gronie specjalistę chorób wewnętrznych dr. Huberta Czerniaka, który wierzy w wyniszczającą moc chemtrailsów należy do ruchu ludzi przekonanych, że smugi kondensacyjne odrzutowców to ślady związków chemicznych i pierwiastków, które ktoś w jakimś niecnym celu rozpyla w atmosferze i uważa, że szczepionki powstają z abortowanych płodów, których DNA przenika do organizmu dziecka.

    Ci ludzie wyrządzają społeczeństwu wielką krzywdę, ponieważ dla wielu ich stopień naukowy i profesja są gwarancją, że to, co mówią, jest prawdą.


    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,23718728,nie-szczepie-bo-kocham-kim-sa-rodzice-ktorzy-nie-boja-sie.html#nowyMTmagazyn

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:45:19:

    całkowity budżet UW to 1,5 mld zł.

    Budżet na naukę:
    Statut 63 mln
    SPUB w tym biblioteka wirtualna nauki 211 mln
    granty odrodzonego KBN, przeprszam, ministra: 35 mln
    NCN 123 mln
    NCBiR 8 mln
    krajowa działaność umowna 6 mln
    międzynarodowe progr. badawcze 23 mln
    razem 476,5 mln

    Liczba prac n-d 3 tys.

    =============

    Fundusze NCN/pracownika UW = 41 tys. zł
    Fundusze NCN/pracownika UO = 1 tys. zł.

    TO NIE JEST DEMAGOGIA. Różne biedne dziennikarze i aktywiści KKHP płaczą, że nowa ustawa zmarginalizuje "prowincję". Nie. Ona tylko przyklepuje to, co dzieje się od kilku lat.

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:54:07:

    @czlowiek.z.makulatury
    W projekcie rozporządzenia, które przez chwilę pojawiło się w sieci zapis o limicie jest.
    10. Liczba uwzględnianych w ewaluacji monografii naukowych, redakcji naukowych
    monografii naukowych i rozdziałów w monografiach naukowych, łącznie nie może
    przekroczyć w poszczególnych dyscyplinach naukowych:
    l) w dziedzinie nauk humanistycznych i w dziedzinie nauk społecznych- 40%,
    2) w pozostałych dziedzinach nauki - l 0%
    - wartości liczby 3N.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 20:59:52:

    wracjać do ruchów antyszczepionkowych,

    Do Sejmu trafił właśnie podpisany przez 120 tys. osób projekt ustawy znoszący obowiązek szczepień.

    Antyszczepionkowcy powołują się na państwa, w których panuje dobrowolność szczepień. To m.in. Norwegia, Finlandia, Szwecja, Izrael. Ale nie wspominają, że tam blisko 100 procent dzieci jest zaszczepionych. Tam dobrowolność się sprawdza, ponieważ ludzie nie dają wciskać sobie kitu. Absurdy, że w szczepionkach są abortowane płody, nie mają szans się rozprzestrzeniać w tych społeczeństwach, w których panuje zaufanie do nauki, autorytetów, państwa. I gdzie do walki z taką retoryką instytucje są przygotowane. W Polsce nie jesteśmy gotowi na dobrowolność, skoro propaganda STOP NOP rozprzestrzenia się tak łatwo.


    To ważny temat, bo autorytet nauki w Polsce jest jaki jest, tzn, niby jest, ale jak przychodzi co do czego, to nie szczepi się dzieci, rezygnuje z antybiotyków na rzecz homeopatii, wierzy w bomby termobaryczne.

    Nie ucieknę od polityki. To, co dzieje się teraz w Polsce, wymagało zniszczenia zaufania do autorytetów, do państwa. Rykoszetem dostają niezaszczepione dzieci lub osoby starsze, które już zaszczepić się nie mogą. Wysoka, nieoczekiwana cena. Zapewne nie jedyna.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:00:23:

    @3.14
    a kto broni pracownikom UO pozyskiwac wiecej grantow?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:00:27:

    @Tuptus235
    To tym bardziej zastanawia nawet 300 pkt. za monografię. Ewidentnie widać, że HS jest znacznie bardziej preferowane od ST. A to może przełożyć się tylko na zmianę polityki dziekanów i żądania pisania monografii, które poza pkt. nic nie będą wnosiły. Grozi to wysypem śmieciowych prac.

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:08:03:

    @kahlkopf
    Może te 300 punktów to jest właśnie dla HS a dla pozostałych dziedzin będzie 200 pkt.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:14:10:

    @kragon
    Uprawiasz teraz demagogię, bo póki co to małym ośrodkom ciężko jest zdobyć granty, jak i ciężko się w ogóle przebić z innymi projektami.
    @Pi
    Natomiast chciałbym zapytać, gdzie jest KUL w tych rankingach, a i UKSW. Pewnie jak medycynę otworzą na UKSW, to będzie pierwsza 10 wszelkich rankingów. Ciekawe, czy wymienione osoby przez Ciebie z tego artykułu znajdą tam pracę?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:14:30:

    kahlkopf,
    +Mining & Mineral Engineering - AGH m. 28 (są jeszcze PŚ i PWr)

    Nie może być! Polskie górnictwo w światowej czołówce! Nie matematyka, nie fizyka, chemia, psychologia! Na pewno sfałszowali te wyniki!

    Wracając do UW: skoro oni z NCN kasują 123 mln, a z NCBIR tylko 8, to widzimy jak na dłoni, że to uczelnia kadłubkowa, okaleczona, jak najbardziej przymiotnikowa. Tylko połączenie UW, UJ, UAM, UWr, UŚ i kilku jeszcze podobnych uczelni z pobliskimi politechnikami (i wydzielenie osobnych szkół zawodowych?) mogłoby w wyniku dać uczelnie mogącą naprawdę rywalizować z najlepszymi w świecie. Ja nie wiem, jak to zrobić, nikt nie wie, nikt nie chce, uczelni badawczej nie będzie ani jednej.

    UW planuje federalizację z WUM. Wygląda na to, że celem są tylko rankingi. Jeśli tak, to ta fuzja nie ma sensu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:16:57:

    @tuptus235
    To tym bardziej ten nowy system stanie się przyczyną pogłębienia starych i początkiem nowych patologii.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:21:19:

    @Pi
    A może rywalizację z UJ? Nie wiem, czy powstawanie tak wielkich uczelni ma sens, zwłaszcza przy nowej konstrukcji ustroju wewnętrznego. Swego czasu Francuzi podzielili Sorbonę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:24:33:

    @Pi
    Myślę, że więcej by zyskali, jakby zrobili federację z WSzKSiM.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:27:56:

    @kahlkopf
    Nie malym uczelniom jest ciezko zdobyć grantu, a slabym uczonym. I cale szczescie

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:31:47:

    @trzy.14
    Też jestem przeciwny narzucaniu ludziom jak mają się leczyć i na co szczepić. W państwach totalitarnych jest większa swoboda.

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:32:46:

    @kragon
    Gdyby nie to, że bardzo wiele recenzji projektów składanych do NCN jest po prostu absolutnie nierzetelnych to można by się było z tą tezą zgodzić.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:35:54:

    @kragon
    Raczej tego bym nie powiedział, że słabym uczonym, czasami można się zdziwić. Mimo wszystko w polskiej nauce nie jakość się liczy, co nie raz na tym blogu zostało opisane, tylko co innego. Być może trzeba by było przypomnieć parę spraw, jak choćby tę z PWr.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:47:54:

    @PiotrCandida
    Ale też jest odpowiedzialność społeczna, a także odpowiedzialność naukowców, żeby bajek nie opowiadać. Rozumiem, że po otrzymaniu nagrody Nobla niektórzy zaczynają wierzyć w zielone ludziki. Zwłaszcza, jak się zrobiło niezłą imprezę, mocno zakrapianą, albo peyotlu się zażyło, to wtedy można też zobaczyć: "Pajtrakały symforowe i końdzioł w trykrętnych pordeljansach" (Witkacy). Ale odpowiedzialność i nie można tego mylić z wolnością!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 21:52:03:

    @Ostateczna wersja TeX:

    > To ważny temat, bo autorytet nauki w Polsce jest jaki jest, tzn, niby jest, ale jak
    > przychodzi co do czego, to nie szczepi się dzieci, rezygnuje z antybiotyków
    > na rzecz homeopatii, wierzy w bomby termobaryczne. Nie ucieknę od polityki.
    > To, co dzieje się teraz w Polsce, wymagało zniszczenia zaufania do autorytetów,
    > do państwa.

    Nic dodać, nic ująć. Trafił Pan, Pi, w sedno.

    @Piotrcandida:

    > Też jestem przeciwny narzucaniu ludziom jak mają się leczyć i na co szczepić.
    > W państwach totalitarnych jest większa swoboda.

    Będzie Pan łaskaw wymienić dwa takie państwa totalitarne, gdzie nie ma programu obowiązkowych szczepień? (Użył Pan liczby mnogiej).

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 22:01:14:

    @halucinski
    Proszę podać w jakich krajach jest więcej obowiązkowych szczepień niż w Polsce. Czy jest ich więcej w Chinach, Korei, czy na Kubie?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 22:05:31:

    @kahlkopf
    Procedury leczenia w Polsce są często na poziomie Średniowiecza. Przychodzisz z chorym gardłem i gorączką do lekarza i dostajesz z góry antybiotyk. Szkoda w ogóle zawracać sobie tutaj głowę tym tematem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 22:13:57:

    @PiotrCandida
    Mylisz pojęcia, w tym także poziom rozwoju społecznego, w tym poziom wiedzy na temat profilaktyki. Oczywiście błędy przy podawaniu szczepionek są były i będą, jednak ilu zachorowaniom zapobieżono wprowadzając szczepionki. Kiedy ostatnio w Polsce dzieci chorowały na polio? W Polsce i tak jeszcze nie ma wielu szczepionek przymusowych, a i wiele szczepionek nie jest refundowanych w stosunku do bardziej rozwiniętych krajów europejskich, czy też z naszego regionu, jak choćby Czechy. Takie podejście, jak Twoje prowadzi wprost do wiary w takie cuda, co kończy się jak słynna sprawa znachora z Nowego Sącza (nowysacz.naszemiasto.pl/artykul/nowy-sacz-wyrok-dla-znachora-3-5-roku-wiezienia,4024458,art,t,id,tm.html).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 22:26:14:

    @piotrcandida
    Takie zachowanie lekarzy nie podważa już ogólnoświatowych badań pod auspicjami choćby WHO o skuteczności szczepionek. Choć trzeba się też zgodzić z tym, że firmy farmaceutyczne potrafią też naciągać, jak choćby kilka lat temu na szczepionkę przeciw grypie. Wtedy dobrze zareagowała ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz. Ale nie mylmy różnych spraw, a szczepionka to nie antybiotyk. Z resztą ja teraz obserwuję niechęć przepisywania antybiotyków przez lekarzy, czemu też towarzyszy kampania plakatowa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/29 22:43:08:

    @Kahlkopf:

    Szkoda czasu i klawiatury.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 00:35:39:

    konstytucjadlanauki.gov.pl/nowa-ewaluacja-cykl-spotkan-ze-srodowiskiem-akademickim-z-calego-kraju

    W nowej ewaluacji pod uwagę brane będą osiągnięcia wszystkich osób zatrudnionych na stanowiskach badawczych i badawczo-dydaktycznych. Dzięki temu uczelniom zależeć będzie na zatrudnianiu jak najlepszych naukowców zniknie model, w którym w jednostce naukowej jest kilku wybitnych badaczy, którzy będą wyręczać resztę

    Mój dziekan zdążył już to skomentować: "katastrofa dla naszego wydziału".
    Sam byłem za takim rozwiązaniem, a teraz jakoś mi łyso. NIKT nie wie, jakie będą wyniki kolejnej kategoryzacji. Gdyby tylko chodziło o prestiż, ale tym razem wszyscy skaczemy na główkę do basenu, który gdzieniegdzie wypełniony jest mięciutkimi pieniędzmi, a gdzie indziej czeka twardy beton.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 00:43:26:

    Powyższy cytat brzmi szlachetnie, ale gdzie są te wydziały, które mogą sobie pozwolić na selekcję kandydatów? Ta cała reforma jest spóźniona o 10-15 lat.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 01:46:34:

    Trwa dyskusja o monografiach.
    Proszę zatem zwrócić uwagę na absurdalną sytuację, która ujawnia się w odpowiedzi p. dra hab. A. Antończaka na zarzuty prof. W. Przetakiewicza w najnowszym FA:

    "Monografia, jak podkreślałem w autoreferacie, miała pełnić rolę przewodnika po moim osiągnięciu naukowym. Intencją było kompleksowe przedstawienie podjętych tematów, tak aby nadać im spójny, harmonijny oraz w miarę wyczerpujący obraz. Książka ta jest dostępna dla wąskiego grona odbiorców (150 egzemplarzy), nie widnieje w żadnej bazie, nie przynosi cytatów".

    Pytanie: w jakim celu taka monografia w ogóle się ukazała? Aby było co przedstawić w postępowaniu habilitacyjnym?
    P. dr hab. Antończak, którego sytuacji tutaj bynajmniej nie oceniam, ujawnił mimochodem absurdalność wydawania takich publikacji. W jaki sposób książka w nakładzie 150 egz. (bo to ona, a nie artykuły, stanowi główne osiągnięcie) może stanowić "znaczny wkład"?

    Na marginesie: p. dr hab. Antończak pisze:
    "Kolejna kwestia to liczba cytowań. Prof. Przetakiewicz pisze (w roku 2018): Na marginesie można dodać, że odzew na powstałe w latach 20122015, ujęte w cyklu publikacje z udziałem habilitanta okazał się jak dotychczas nader skromny (dziewięć cytowań). Nie odpowiada to prawdzie prace te były dotychczas cytowane ponad 150 razy wg bazy Web of Science. Aktualnie (30.06.2018) całkowita liczba moich cytowań (bez autocytowań) wg bazy WoS to 244, H-indeks = 11".

    Jeśli to prawda, to obraz prof. Przetakiewicza jako rzetelnego badacza (gdzieś na tym blogu pojawiało się takie sformułowanie) ulega poważnemu zaciemnieniu.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 01:59:59:

    @trzy.14
    Dla mnie likwidacja "koni pociągowych" przez ograniczenie do 4 publikacji na pracownika to problem. Ja jestem kimś takim, ale mam za to bonusy od wydziału i uczelni. Naprawdę to doceniam i o swoich dziekanach mówię tylko w superlatywach.
    Teraz jednak wydziałowi i uczelni przestanie się opłacać motywowanie mnie do pracy (finansowe czy przez lepsze warunki pracy). Będę oceniany tak samo jak ten, kto raz na cztery lata wyśle coś do pokonferencyjniaka.
    Gdyby za tym wymaganiem 4 publikacji rzeczywiście szło ryzyko zwolnienia niepublikujących czy też udających pracę naukową, może miałoby to sens stymulujący do pracy. Ale w praktyce, jak już wiem, skończy się tak, że uczelni nie będzie opłacało się ułatwiać pracy publikującym.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 02:14:49:

    @Pi:

    > Sam byłem za takim rozwiązaniem, a teraz jakoś mi łyso.

    Ale dlaczego?

    @Kubahum:

    > Gdyby za tym wymaganiem 4 publikacji rzeczywiście szło ryzyko zwolnienia
    > niepublikujących czy też udających pracę naukową, może miałoby to sens
    > stymulujący do pracy.

    U mnie już na początku wciąż trwającego roku akademickiego władze uczelni zapowiedziały, że pracownicy naukowi i naukowo-dydaktyczni, którzy nie wydalą z siebie przynajmniej jednego artykułu rocznie, nie przejdą najbliższej oceny okresowej. I z góry zapowiedziano, że publikacje pokonferencyjne są warte tyle, co zeszłoroczny śnieg.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 02:36:24:

    @Hal, Pi, Kuba
    Problemów będzie więcej. Może też być wymuszanie w dopisywaniu, żeby było, że się publikuje. I w taki oto sposób będziemy zmierzać do bylejakości, bo lokomotywy wyhamują, a reszta zrobi coś na odwal się. Skończą się też bonusy. Może też być wymuszanie pisania monografii, w końcu jakaś 1/4 slotu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 02:49:53:

    @Kahlkopf:

    > Może też być wymuszanie w dopisywaniu, żeby było, że się publikuje. I w taki oto
    > sposób będziemy zmierzać do bylejakości, bo lokomotywy wyhamują, a reszta
    > zrobi coś na odwal się.

    Z tego powodu u nas wysunięto propozycję, by raz na cztery lata każdy musiał być pierwszym autorem co najmniej jednej pracy opublikowanej na liście A. Jest to pewne wyjście, bo mało kto będzie skłonny dopisać innego na pierwszym miejscu. Szczerze mówiąc, nie wiem jednak, czy to przeszło.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 07:29:59:

    haluciński,
    Problem w tym, że struktura kadrowa wszystkich polskich wydziałów była tworzona przez jakieś 50 lat. Zwłaszcza że tzw młodzi to wsobni wychowankowie "starych". Spontaniczna wewnętrzna samoregulacja preferowała stan, w którym wydział jest ciągnięty przez kilka koni pociągowych, czy to poprzez mołojecką sławę i udział w komitetach, gronach recenzentów, czy później, poprzez wyniki kategoryzacyjne. I *nagle* wywraca się ten stolik. Co gorsza, nie ma żadnych gwarancji, że zasada "max 4 od każdego" obowiązywać będzie dłużej niż 4 lata.

    Żaden dziekan nie jest w stanie *szybko* zareagować na zmianę warunków gry. Co gorsza, u nas na konkursy coraz częściej zgłasza się *max* 1 osoba.

    Jeśli więc wprowadza się nowe zasady kategoryzacji, to pytanie: po co. Jakiego zachowania oczekuje się od jednostek i czy jednostki mają narzędzia, by zrealizować te zadania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 07:57:36:

    Podobnie zawsze byłem zwolennnikiem zniesienia minimów kadrowych. Ale tylko na studiach 1. stopnia! Być może nie ma czasu na eksperymenty, tak wiele trzeba zreformować, zmienić, nie mniej nie mam wątpliwości, że obecni reformatorzy nie zdają sobie sprawy choćby z 25% konsekwencji swoich działań i nie uwzględniają wszystkich uwarunkowań.

    Choćby kategoryzacja dziedzinami. To nieco inaczej zadziała tam, gdzie uczelnia ma swój kampus, a nieco inaczej tam, gdzie go nie ma.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 09:02:28:

    @3.14
    Jeśli więc wprowadza się nowe zasady kategoryzacji, to pytanie: po co. Jakiego zachowania oczekuje się od jednostek i czy jednostki mają narzędzia, by zrealizować te zadania.
    Po co: żeby skrócić publikowanie makulatury, czyli zmniejszyć ilość publikacji.
    Od jednostek niczego się nie oczekuje: to będzie zostawione w gestii rektora/uczelni, a nie wydziałów.

    U mnie, uczelnia ekonomiczna, mówi się o nowym podziale pracowników wg dyscyplin tylko, że nie znamy nowej klasyfikacji dyscyplin. Wiemy na pewno że dwie główne będą: ekonomia i finanse oraz zarządzanie. Podobno towaroznawstwo ma być włączone do zarządzania.
    No i teraz jakie to rodzi konsekwencje:
    UE Poznan: W. Ekonomii, W. Gospodarki Międzynarodowej, W. Informatyki i Gospodarki Elektronicznej, W. Towaroznawstwa, W. Zarządzania
    UE Katowice: W. Biznesu, Finansów i Administracji, W Ekonomii, W. Finansów i Ubezpieczeń, W. Informatyki i Komunikacji, W. Zarządzania
    UE Kraków: W. Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych, W. Zarządzania, W. Gospodarki i Administracji Publicznej, W. Finansów i Prawa, W. Towaroznawstwa
    UE Wrocław: W. Zarządzania, Informatyki i Finansów, W. Nauk Ekonomicznych, W. Inżynieryjno-Ekonomiczny, W. Ekonomii, Zarządzania i Turystyki.
    SGH: Kolegium Analiz Ekonomicznych, K. Ekonomiczno-Społeczne, K. Gospodarki Światowej, K. Nauk o Przedsiębiorstwie, K. Zarządzania i Finansów

    Czyli będzie sklejanie: zarządzanie i towaroznawstwo do zarządzania, ekonomia i finanse do ekonomii i finansów. A co z administracją, turystyką, informatyką i innymi gdzie uzbiera się 12 osób?
    Przecież nie mają szans konkurowania w ewaluacji z odpowiednimi wydziałami UJ, UW, AUM itd.




  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 09:13:52:

    Polskie firmy zdobyły i wydały 15 mld zł dotacji na innowacje. Efektów tych inwestycji nie ma. "Wyborcza" dotarła do raportu NIK, który ostro podsumowuje efekty i cele wykorzystania pieniędzy przez przedsiębiorców.

    Zakład Ceramiki Budowlanej w Chmielowie chciał wdrożyć "innowacyjną technologię produkcji cegły klinkierowej i zdobył blisko milion złotych dotacji na projekt nowej linii technologicznej. Tyle że linię zaprojektowano przed przyznaniem dotacji, a firma która ją wykonała, ostatecznie nic za projekt nie wzięła, bo uznała, że policzy to sobie w koszcie dostawy i montażu urządzeń.
    Kolejne dwa identyczne projekty dostały dotacje na "wdrożenia innowacyjnej
    technologii produkcji gwoździ". ...
    Ale wszystko i tak przebiła dotacja na innowacje w wysokości 1,923 mln zł z regionalnego programu operacyjnego na Mazowszu - na zmodernizowanie dyskoteki (m.in. zainstalowanie nowoczesnych urządzeń technicznych).
    ...
    Łącznie w ramach skontrolowanych projektów przyznano 15 mld zł dotacji.
    ...

    Do raportu z tego badania dotarła "Wyborcza". Jego wnioski pokazują smutną rzeczywistość: wydano mnóstwo unijnych pieniędzy, a brak jest efektów. Nie ma jakichkolwiek dowodów, że inwestycje w innowacje faktycznie cokolwiek zmieniły w samych firmach czy ogólnie - w regionach lub państwie.

    NIK nie ma większych uwag co do kwestii formalnych - przyznania i rozliczenia dotacji; za wyjątkiem kluczowej kwestii - efektów innowacyjności.
    ...
    Jakichś efektów PARP i NCBR po dotacjach na innowacje jednak się spodziewały. I skontrolowane firmy zaraportowały sporo zmian. Łącznie przedsiębiorcy wprowadzili 865 innowacji. Tyle że ponad 80 proc. z nich dotyczyło tylko trzech firm, a w przypadku 2/5 z nich przedsiębiorcy nie potrafili uzasadnić, na czym polega u nich innowacyjność
    ...
    Co więcej, samo opracowanie czy zakup innowacji jeszcze nie oznaczały jej wdrożenia. W przypadku sześciu na dziesięć projektów z NCBR w ogóle nie nastąpiło wdrożenie innowacji do działalności gospodarczej, a później komercjalizacja, a w dwóch kolejnych projektach efekty osiągnięto jedynie częściowo.
    ...
    To może wydane pieniądze przełożyły się chociaż na polepszenie makroekonomicznych wyników regionów lub całej Polski? Także tu kontrolerzy NIK rozkładają ręce: "Analiza wskaźników innowacyjności dla Polski oraz regionów wskazuje, że realizacja poszczególnych programów wsparcia nie spowodowała jakościowej, pozytywnej zmiany stopnia innowacyjności gospodarki". Co więcej, w czterech skontrolowanych województwach udział przychodów ze sprzedaży produktów innowacyjnych w ogólnej sprzedaży się zmniejszył, a w trzech z czterech województw zmniejszył się też udział przedsiębiorstw innowacyjnych w ogólnej liczbie przedsiębiorstw przemysłowych.


    wyborcza.pl/7,155287,23724738,cegly-gwozdzie-i-remont-dyskoteki-tak-miala-sie-wykluwac.html

  • wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 09:18:01:

    @Halucinski (z 28.07)
    Kwestia prawnoautorskiej ochrony idei w postępowaniach sądowoadministracyjnych niestety tak wygląda. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na wyrok WSA w Łodzi z dnia 7 maja 2004 r. (I SA/Łd 893/03) oraz stanowiący jego wierne powtórzenie wyrok WSA w Warszawie z dnia 24 czerwca 2009 r. (III SA/Wa 3288/08).

    Wyrok w sprawie J.S. przynajmniej mówi o "prawie własności intelektualnej" czyli da się tego w teorii bronić z kierunku dóbr osobistych (ochrona twórczości). Cały wyrok tutaj: orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/9D002ECEDB

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 09:30:10:

    @trzy.14
    Innowacja powinna być korzystna sama przez się, więc ten przykład z Chmielowa jest wręcz modelowy (tak powinno być, a pieniądze państwowe są jakby zbędna).
    Właściwie nie wiem, jak można by pompować państwowe pieniądze w gospodarkę, aby było to dobrze i sprawiedliwe wykorzystane. Zapewne StaryZgred wie...

    Ale najbardziej zastanawia mnie jedno. Jak to jest, że NIK jest w stanie dokonać analizy sytuacji, a agencje grantowe NIC nie robią w kierunku oceny efektów swych działań. Dla mnie takie raporty to de facto oskarżenie bierności agencji grantowych.


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 10:01:31:

    @trzy.14
    Całkowicie zgadzam się z oceną, że brak jest przewidywań, co do skutków, czy nawet pożądanych efektów obecnej reformy. Nowe sposoby parametryzacji trzeba było testować na BSt (niewielkie pieniądze, małe ryzyko szkodliwych skutków), szkoda, że 2-3 lata temu wycofano się z pomysłów, które teraz (też jakoś połowicznie, bo 2018-2019 ma być po staremu) znów się lansuje. Natomiast wciąż uważam, że zasada "max 4 od jednego" jest całkiem dobra. No, może 5 byłoby lepsze, ale to drobne szczegóły.

    @kubahum
    Publikowanie więcej niż jednej DOBREJ pracy rocznie jest prawie niemożliwe (chyba, że robi to liczny zespół, czy kooperacja międzynarodowa, ale wtedy głęboko niesprawiedliwe jest ocenianie uczelni przez pryzmat tej produkcji). Kluczowe jest więc dobre ocenienie, które prace są DOBRE i odpowiednie docenienie tych prac i ich autorów. 140 czy 200 punktów (przy założeniu, że punkty te trafią do tych czasopism, które istotnie gwarantują dobry poziom), to jednak kilka razy więcej niż np. 40 pkt (a to przecież dół obecnej listy A), nie mówiąc już o tych, co publikują rozdziały po 20 pkt. Zatem "lokomotywy" będą zapewne w cenie, ale inny będzie kierunek ich motywacji (wyższa punktacja, a nie liczba prac).

    Nota bene: lokomotywy "monograficzne" zapewne wciąż będą mogły kwitnąć, nawet lepiej niż obecnie (jeśli ograniczenie liczby monografii będzie na poziomie uczelni, a nie pojedynczej osoby). Jedna monografia za 300 pkt rok w rok, to znacznie za dużo, to już prędzej dowód na to, że wydawnictwo wydające te "dzieła" powinno stracić tę punktację, niż dowód genialności badacza.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 10:18:47:

    Ocena tylko 4 publikacji jednego pracownika i ocenianie wszystkich pracowników naukowych wywróci wszystkie klasyfikacje do góry nogami. Będzie ciekawie :)
    W końcu skończy się udawanie że prowadzi się badania naukowe a zacznie się wymaganie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 10:28:33:

    js.c,
    Ja przez chwilę byłem przy takich projektach dość blisko. Jednym z problemów jest ryzyko biznesowe. Innym mentalność. Otóż projekty, które kontrolował NIK, prawdopodobnie miały w warunkach wpisane osiągnięcie mierzalnych wyników w ciągu krótkiego czasu, rzędu roku, i utrzymanie ich przez kolejne 3 lata. Więc to mogło być uruchomienie "linii produkcyjnej chleba bez polepszaczy" albo "produkcji drobnego sprzętu medycznego" w czasie 1 roku i utrzymanie produkcji przez 3 lata. Do tego dodatkowe "bonusy" w postaci wzrostu zatrudnienia np o 1 lub nawet 3 osoby. Jest jasne, że przy takich warunkach zgłaszały się firmy z gotowymi pomysłami na dotację na zakup istniejących, zwykle zagranicznych technologii. Zwykle po prostu maszyn. W tym sensie te unijne pieniądze trafiały z powrotem do Niemiec czy Francji, ale u nas zostały te maszyny.

    Najbardziej przygnębiający był rozdźwięk między regionalną "strategią rozwoju na lata X-Y" a rzeczywistością konkursów. Do tej pory pamiętam producenta okien, który we wniosku odhaczył "rozwój nanotechnologii", a w uzasadnieniu napisał, że okucia okien będą sprowadzane z Niemiec, gdzie są produkowane w oparciu o nanotechnologię.

    Co ja tam robiłem? Ech. Każdy wniosek musiał mieć opinię o innowacyjności. Dowcip w tym, że płacił za nią przedsiębiorca. Więc urzędnicy po kilku turach konkursu wynajęli swoich "ekspertów" jako przeciwwagę, bo jak urzędnik może podważyć nawet jawnie kłamliwą ekspertyzę podpisaną przez rzeczoznawcę NOT albo i profesora? A dęte były dokładnie wszystkie takie ekspertyzy dostarczane przez wnioskodawcę. Nasze ekspertyzy były jednak "na czuja", bo przecież nie ma też zintegrowanej bazy zakupów sprzętu przemysłowego z projektów unijnych by stwierdzić, czy dana wtryskarka jest innowacyjna czy 10. z rzędu, przy czym zakres tematyczny wniosków był szeroki jak Droga Mleczna. Wiec jak piszę, pewnie chodziło o podkładkę i eliminację jawnie oszukańczych wniosków.

    Na końcu był dylemat: dać pieniądze na linię technologiczną butelkowania wody czy nie dać, skoro wiadomo, że jak się nie da, to pieniądze przepadają, bo lepszych wniosków nie ma. Na szczęście to nie ja podejmowałem te decyzje; raczej dawałem decydentom podkładkę :-)

    I jeszcze jedno: to były konkursy dla małych i średnich przedsiębiorstw. Czyli takich, które raczej nie mają środków na badania własne. Na pewno zaś nie ma w Polsce takich tradycji.

    I na koniec. Jeden jedyny wniosek był na wdrożenie rodzimego pomysłu jakiegoś profesora. Medycyny. Mogłoby się wydawać, że właśnie na ten wniosek czekaliśmy. Okazało się jednak, że to był kompletny humbug, taka turbinka Kowalskiego. I to dopiero jest przykre. Pocieszające, że ani ten wniosek, ani ten od okien dofinansowania nie dostał.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 11:00:27:

    @j.s.c
    proszę zwrócić uwagę, że jest ograniczenie 3N publikacji i monografii, więc nawet nie trzeba mieć 4 slotów publikacyjnych na 1 pracownika wypełnione.

    Może ta nadwyżka 1 slota to 20%, które można przekazać innej dyscyplinie?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 11:19:13:

    @p-tau
    No i bardzo dobrze. "Lokomotywy" mają pewne pole do popisu (może 5 zamiast 4 dało by nieco więcej tego pola), a tylko niewielu (1/4 kadry?) pasażerów na gapę da się zabrać bez zbytniej szkody dla parametryzacji (ale jakaś rezerwa jest, i dobrze). Dziś to może być i 90%, nawet w kategorii A+.

    @nobooks
    Powyższe chyba nie ma to żadnego związku z tymi 20% spoza dyscypliny. Ale nie rozumiem tych 20% zbytnio (miałoby to sens przy parametryzacji wydziałów), zatem nie będę zbyt mocno się tu wypowiadał. Nie wiem, czy chodzi o

    a) publikacje pracownika deklarującego daną dyscyplinę, a mającego inne - lepsze - publikacje (z dyscyplin niezadeklarownaych)? Nota bene: czy będzie jakieś sprawdzenie (publikacjami) czy deklarowana dyscyplina jest zgodna - choćby jako tako - ze stanem faktycznym?

    b) publikacje merytorycznie będące z danej dyscypliny, ale czasopismo ma inne przyporządkowanie?

    c) jakiekolwiek publikacje, które uczelnia uzna za stosowne przypisać danej dyscyplinie?

    d) jakoś jeszcze inaczej...

    Z tego co pamiętam, to na pewno w to 20% mogą wchodzić np. publikacje doktorantów, ale jak będzie się je przypisywało dysycplinom? Wg czasopism (ale wtedy nie są "spoza dyscypliny" tylko raczej spoza N)? Czy wg tematyki doktoranta (czym mierzonej?)? Czy jakkolwiek, byle dla uczelni wyszło korzystniej?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 11:29:26:

    @trzy.14
    Finansowanie (z budżetu nauki czy R&D) zakupu zagranicznych technologii jest absurdalne. Jedne firmy dostają coś za darmo i zaburza to konkurencję. Jeśli nawet takie coś uważa się za grę fair i ktoś widzi w tym jakiś sens, to wydatki na takie cele należałoby księgować inaczej (chyba, że chodzi o "kreatywne" wykazanie się na forum międzynarodowym, jacy to my "innowacyjni").

    Jeśli ma to być ukryte wsparcie rodzimej gospodarki (bo zapewne o to chodzi), to też trzeba to robić sprytniej, niż tylko przez zakupy gotowych technologii. A jeśli już, to te wymogi na wzrost produkcji, czy wzrost zatrudnienia - brzmią bardzo sensownie. Coś za coś.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 12:01:53:

    @Wpisz_longin:

    Dziękuję za wyroki. Ciekawa lektura.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 12:41:49:

    Władze założonego w 1843 r. Uniwersytetu Coventry zdecydowały, że swoją najnowszą filię otworzą we Wrocławiu w 2019 r. Będzie oferować kursy w zakresie przedmiotów zawodowych i technicznych na studiach stacjonarnych i zaocznych, początkowo dla 300 studentów. Wszystkie zajęcia prowadzone będą w języku angielskim, a ich absolwenci otrzymają dyplom Coventry University.

    wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,23733863,brytyjski-uniwersytet-coventry-otworzy-swoja-filie-we-wroclawiu.html

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 13:15:16:

    @js.c.
    Nie bardzo rozumiem pytanie do mnie?
    Tych "20%" to się porobiło trochę. "Stare" 20% dotyczyło faktycznie doktorantów (oraz innych gościnnie afiliujących) w poprzedniej ocenie. Teraz doktoranci mają deklarować dyscyplinę i liczyć się normalnie.
    Drugie 20% dotyczy uwzględnienia publikacji spoza dyscypliny X (w ramach "zespołu" 12+ dla dyscypliny X z jednostki ocenianej w dyscyplinie X).
    Jest też zupełnie nowe 20%, zapowiedziane słownie przez któregoś z wiceministrów na którymś niedawnym spotkaniu, którego nie ma w projekcie rozporządzenia: ograniczenie udziału monografii w zgłoszeniach do 20% z 3N. W rozporządzeniu dla HS jest ograniczenie górne 40% z 3N monografii i rozdziałów łącznie - tak jak było do tej pory, ale rozdziały nie były atrakcyjne, więc próbowano (zwykle bez sukcesu, choć niektóre jednostki bardzo się starały) "upchnąć" 40% monografii. Jeśli ustna deklaracja znajdzie się w rozporządzeniu, to będzie odrębne ograniczenie 20% z 3N dla monografii, i bardzo dobrze. Trudno będzie samymi monografiami z wyd. uniwersyteckiego po 80 pkt wyrobić dobrą kategorię.

    Pomysł 5 publikacji na osobę zamiast 4 bardzo mi się podoba. Teoretycznie pozwala to wypełnić 3N przy wykorzystaniu 60% kadry, ale "lokomotyw" jest w praktyce zwykle 5-20% kadry, więc w praktyce będzie oceniana większość kadry, natomiast 5 publikacji pozwoliłoby lepiej docenić publikacyjnie wiodących badaczy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 13:27:52:

    Niezłe jaja na SGGW, ale to praktyka powszechna w całej Polsce:
    serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1192036,plagiat-na-weterynarii-sggw.html

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 13:39:36:

    @nobooks
    Ach, więc w nowej rzeczywistości doktoranci już będą deklarować dyscyplinę (ale, jak rozumiem, nie wchodzą do N)?

    A zatem byłby to przypadek a)?
    Czyli proces dwuetapowy: najpierw ustala się "zespoły/jednostki" dyscyplinarne (tylko wg deklaracji? czy jakieś kryteria merytoryczne, podpierające te deklaracje?),
    a potem liczy się publikacje każdego z tych gremiów, dopuszczając, że 20% z nich nie ma (formalnej? merytorycznej?) przynależności do ocenianej dyscypliny (ale należy do pracownika tę dyscyplinę deklarującego).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 14:13:37:

    @j.sc
    jak się nie mylę to już o tym jak kwalifikowana będzie dyscyplina pisaliśmy tutaj.
    Będzie wg miejsca publikacji, czyli w przypadku artykułów po tym jak dane czasopismo jest zakwalifikowane do dyscyplin/y.

    Ale sam fakt opublikowania to jeszcze nie wszystko. Trzeba jeszcze stosowne oświadczenia złożyć do 30 listopada br.

    Nie wiem jak to będzie w przypadku doktorantów, ale sądzę, że raczej mało prawdopodobne jest żeby to ich prace były kluczowe dla parametryzacji.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 14:26:57:

    Wydaje mi się, że prace doktorantów też się wlicza. U mnie na wydziale publikowane były w postaci książeczki prawie wszystkie doktoraty, dzięki temu nie było problemu z zapełnieniem limitu 40%. Proste rozwiązanie, podbija punkty a wartość naukowa tego praktycznie żadna, ale kto by się tym przejmował. Można się śmiać tylko z głupich przepisów ministerstwa i marnotrawstwa publicznych pieniędzy.

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 15:39:11:

    @trzy
    >>Władze założonego w 1843 r. Uniwersytetu Coventry zdecydowały, że swoją najnowszą filię otworzą we Wrocławiu w 2019 r.<<

    i tym sposobem Polska będzie mieć badawczą uczelnię w 1 setce :-)
    a ciekawe - czy dotację z BP dostaną - bo może to jest sposób? ściągnąć do Polski już istniejące uczelnie z 1 setki ...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 15:42:27:

    @p-tau
    Mniej więcej wiadomo, ale diabeł tkwi w szczegółach.

    Prosty przykład: przypuśćmy mamy na uczelni fizykę, ze znacznie większą niż 12 liczbą dobrze publikujących badaczy (po kilkanaście prac z listy A za okres 4 lat), oraz słabą ekonomię - ale z licznymi studentami - w sumie wypuszczającą zaledwie kilka prac z listy A za okres 4 lat. Niechby teraz 2-3 spośród tych fizyków napisało (lub współ-napisało z tymi ekonomistami) parę artykułów - z listy B, ale klasyfikowanych jako ekonomia - a następnie zadeklarowało ekonomię jako swą dyscyplinę. Pytanie: czy standardowe prace z fizyki tych 2-3 fizyków (deklarujących ekonomię) mogą być zaliczone do parametryzacji dyscypliny "ekonomia" (w ramach tych 20% prac "spoza dyscypliny")?

    Obecnie też taki ruch przyniósłby sporo "punktów", może nawet w prostszy sposób, ale teraz (czyli dotąd) wiązałoby się to ze zmianą afiliacji, zmianą wydziału, co byłoby dość kłopotliwe i trudne psychologicznie i dla tych 2-3 fizyków i dla ekonomistów. A w nowych realiach sprowadza się to do jakiejś kreatywnej księgowości na poziomie rektoratu. Wplątani w to naukowcy co najwyżej muszą złożyć podpis na odpowiednim dokumencie w odpowiednim czasie (i pisać te czy inne artykuły).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 15:59:19:

    @taistadocentka
    Coventry University nie jest klasyfikowany w "ulubionym" przez decydentów rankingu szanghajskim, a rankingu THE jest 601-800, w rankingu QS 551-600 itp. To chyba stara uczelnia artystyczna, potem jakoś połączona z politechniką. Dobrze punktuje u pracodawców, zatem zapewne dobrze nauczają. Ale w rankingach zbytnio Wrocławia raczej nie pociągną. Znacznie wyżej klasyfikowaną (choć mniejszą) uczelnią z Coventry jest University of Warwick.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 18:14:40:

    @js.c.
    Jest za gorąco na ponowne studiowanie rozporządzenia, które po części się zdezaktualizowało ;-), ale na ile pamiętam, to deklaracja dyscypliny musi znajdować uzasadnienie w dorobku, zatem na podstawie tego zapisu KEN mógłby chyba nie uznać niektórych ewidentnie manipulacyjnych zachowań. Jeśli chodzi o doktorantów, to jest tu spora zmiana, na ile pamiętam, nowe rozporządzenie traktuje ich na równi z pracownikami (jakaś tam była różnica ze składaniem deklaracji może).
    @piotrcandida, nie, doktoranci nie liczyli się: tylko w ramach "rezerwy 20%" na równi z guest professors czy zupełnie przygodnymi osobami chcącymi coś afiliować. I na monografie ta rezerwa była liczona oddzielnie. Tak więc drukowane doktoraty mogły się liczyć tylko do określonej liczby.

    Tak jak pisze @p.tau, "dyscyplinarność" dotyczy artykułów, nic nie wiemy o dyscyplinarności monografii. Zapewne przy monografiach za 300pkt KEN się im indywidualnie przyjrzy i ewidentne przypadki nieprawidłowego przypisania (nie mieszczące się w rozsądnie pojmowanej interdyscyplinarności) będzie kwestionować. Ale to tylko domysł.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 19:43:46:

    js.c,
    Już teraz szaleństwem lub skrajną nieodpowiedzialnością byłoby deklarowanie tylko jednej dyscypliny. Więc fizycy dodatkowo zadeklarują matematykę, chemię, biologię, informatykę, geologię etc., zależnie od tego, kto w czym już ma choćby minimalny dorobek.

    Znani mi "ekonofizycy" (co najmniej 3 ośrodki w kraju) dotąd chyba nie mieli żadnego wpływu na kategoryzację swoich wydziałów, więc teraz te ich kilkanaście prac ze środka listy A z pewnością z radością zostałoby przytulonych przez ekonomistów. Żeby było śmieszniej, nie wydaje mi się, by którykolwiek z nich mógł w jakikolwiek sposób dydaktycznie wesprzeć nauczanie ekonomii...

    Pytanie, czy o "dyscyplinie", do jakiej zgłaszana będzie dana praca, będą decydować autorzy czy raczej specjalna komórka informatyczna podległa bezpośrednio Rektorowi, która przeprowadzi symulację dla *całej* uczelni.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 19:55:18:

    @j.sc.
    Dobrze kombinujesz.
    Twoje pytanie
    czy standardowe prace z fizyki tych 2-3 fizyków (deklarujących ekonomię) mogą być zaliczone do parametryzacji dyscypliny "ekonomia" (w ramach tych 20% prac "spoza dyscypliny")?
    dotyczy tego co już teraz doświadczaliśmy przy ocenie wydziału.

    Jaka będzie interpretacja w tej sprawie nie wiadomo. Może te 20% to istotnie taka furtka na takie właśnie sytuacje. Ale czy 20% coś zmieni?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 20:44:55:

    p-tau
    Zdarzało się, że różnica między A i B to 0.01 punktu. Więc te kilka-kilkanaście prac może przeważyć.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 21:06:33:

    @ js.c: to już się działo, na przykład nasi statystycy (bardzo dobrzy z resztą) często współpracowali z medykami i mieli "tłuste" publikacje na liście A, które ujmowano w wykazie publikacji do parametryzacji.

    Wydaje mi się jednak, że owe 20% to ma być dla dyscypliny i osób, które zadeklarowały daną dyscyplinę, ale tekst "siadł" w czasopiśmie które nijak nie pasuje do dyscypliny. Na przykład mój kolega opublikował pracę w Nature będąc demografem-ekonomistą. Praca jak najbardziej na temat demografii, ale Nature to nie jest czasopismo ekonomiczne. Z drugiej jednak strony chyba szaleństwem byłoby nie dać możliwości, by coś takiego wykazać w parametryzacji.

    Wpływ takich krypto-ekonomistów-fizyków na parametryzację w ekonomii wcale nie musi być duży. Większość uczelni jeśli ma ekonomię to na dużych wydziałach. Więc tam 5-6 takich pracowników niewiele da. To musieliby być super-macherzy dający po 4 publikacje w min. top 5% Scopusa. Tylko takie za 140 i 200 punktów. W innym przypadku wchodzi bezwzględny pierwiastek, a w przypadku fizyków urobek punktowy dla ekonomii będzie per saldo dość skromny.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 21:55:48:

    Według znanych mi mechanizmów i licznych przykładów, w zależności od lokalnych ustaleń i prywatnych relacji, niektórzy badacze mocno wpływają na potencjał publikacyjny prac. Wedle mojego rozumienia, matematycy i fizycy niejednokrotnie wspomagają prace nauk "mniej twardych" (choć niejednokrotnie nadal w kategorii science), co powoduje istotny przeskok jakościowy. Fizycy znacząco mogą wpływać na prace chemików i biologów, fizjolodzy na prace terenowców, matematycy na prace ekonomistów, chemicy na ochronę środowiska i tak w nieskończoność. Czasami prosta usługa, która nie kończy się autorstwem (a podziękowaniem) wprowadza pracę do innej ligi. Czując pismo nosem (bo stosunkowo sporo czytam), stwierdzić można, że wpływ badaczy "twardszych: jest często niedoszacowany.
    Nie zmienia to faktu, że widzę bardzo duży potencjał dla kreatywnego rozliczania dorobku.

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 23:46:01:

    Dziękuję za sprostowanie - zwiodło mnie
    51100 th Young University Rankings 200*
    151200 th Young University Rankings 2018

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/30 23:54:38:

    @fla
    To, co piszesz, ma sens.
    Drobne sprostowanie: na 140 punktów wystarczy top 10% Scopusa. W przypadku językoznawstwa jest to ilościowo w przybliżeniu górna połówka dawnej listy A, jeśli w ekonomii też, to nie jest to znowu tak zupełnie poza zasięgiem polskich autorów w silnych zespołach (brak podziału punktów pozwala dobrać dobrego statystyka stosowanego).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 00:13:07:

    Off-topic:

    Przez ładnych kilka miesięcy nie używałem wyszukiwania zaawansowanego w Science Direct. Dziś skonstruowałem zapytanie z wildcards i proximity connectors (sorry, że po angielsku, ale nie znam polskich odpowiedników) i serwer zwrócił mi dziwne wyniki. W pomocy znalazłem, że system już nie obsługuje takich wyszukiwań. Idzie to jakoś obejść?

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 09:24:21:

    @piotrcandida. co to za piramidalne bzdury z tymi panstwami totalitarnymi. Co do obowiazkowych szczepionek, jesli ktos nie chce szczepic dzieci, niech nie wysyla tychze dzieci do zlobkow i przedszkoli gdzie sa dzieci, ktore moga umrzec wlasnie dlatego, ze jakis kretyn nie szczepi dzieci.

    W UK przez jakis czas pokazywali w tv ludzi, ktorych dzieci umarly dlatego, bo ich nie zaszczepiono. a rozpaczajacy rodzice mowili, ze oni nie wiedzieli.

    Warto tez pamietac, ze dzisiaj praktycznie nie znamy polio i gruzlicy w europie. i nie dlatego, zesmy sie napucyli, ale dlatego, ze mamy szczepionki.

  • pan.toranaga napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 09:46:11:

    Pomóżcie. W przytoczonej wyżej prezentacji na str. 15 jest wzór na dzielenie kudryków. Jeżeli k to kudryki, a m liczba autorów z jednostki, to w przykładzie z kolejnego slajdu pierwiastek ze 50 (100/2) to 7,071 a nie 70,71. Czyli cyferki by się zgadzały, tylko przecinek nie tam. Podobnie wiersz niżej. Ja źle liczę, czy ministerstwo?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 10:37:44:

    @pan.toronaga
    To nie tak. W tym wzorze k oznacza liczbę autorów z ocenianej uczelni, zaś m to liczba wszystkich autorów artykułu. Zatem jeśli artykuł ma dwóch autorów, w tym jeden z ocenianej uczelni, to wychodzi 0,7071 i to mnoży się przez punktację artykułu, czyli np. w tym przykładzie 100 pkt, wtedy wyjdzie 70,71.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 11:15:29:

    @Dala.tata:

    Drobna uwaga: szczepionka przeciw gruźlicy zabezpiecza przede wszystkim przed ostrą postacią gruźlicy. Mimo że prątki Kocha mają bardzo wolny metabolizm, zdarza się, że wywołują piorunujące postaci gruźlicy, np. gruźlicę prosówkową, które kończą się zejściem. To przed tym chroni szczepionka. Oczywiście, ten produkt zmniejsza też ryzyko zachorowania na jakąkolwiek inną postać gruźlicy. Zmniejsza, więc jak najbardziej może się zdarzyć, że zaszczepiona osoba zachoruje na klasyczną, płucną gruźlicę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 12:57:59:

    haluciński,
    Czy dobrze rozumiem problem ze szczepieniami na choroby zakaźne? Otóż
    a) żadna szczepionka nie chroni 100% populacji przed zachorowaniem
    b) jednak przebieg choroby u osób zaszczepionych, jeśli do niej dojdzie, jest zwykle łagodniejszy i krótszy
    c) nikt nie wie, czy szczepienie było skuteczne, dopóki zaszczepiona osoba nie zetknie się z prawdziwym, żywym patogenem
    d) osoby zaszczepione, którym szczepionka nie daje pełnej odporności, korzystają z tego, że że żyją w populacji zaszczepionej, w której w związku z tym rozprzestrzenienie się choroby w formie *epidemii* jest bardzo utrudnione, może nawet wręcz niemożliwe.
    e) w związku z tym, jeżeli liczba osób niezaszczepionych spadnie poniżej pewnego progu, stają się one potencjalnym ogniskiem i nośnikiem epidemii, która jednak obejmie nie tylko ich, ale i osoby zaszczepione, lecz mimo zaszczepienia - nieodporne.

    Innymi słowy, osoby niezaszczepione są groźne nie tylko dla siebie, co można zaakceptować, nie tylko dla innych osób świadomie niezaszczepionych, co również można zaakceptować, ale i dla mających z nimi kontakt osób zaszczepionych lub niezaszczepionych ze względów medycznych, bo zapewne i takie przypadki występują.

    I tu dochodzimy do pytania analogicznego do tego, które np. kazało ograniczyć prędkość samochodów na drogach publicznych: czy moja wolność może być zagrożeniem dla wolności, zdrowia, życia innych osób?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 13:35:51:

    @Trzy.14:

    > Czy dobrze rozumiem problem ze szczepieniami na choroby zakaźne?

    Tak, dobrze Pan rozumuje. Indywidualna odpowiedź organizmu na szczepionkę sprawia, że nikt nie zagwarantuje, że u każdego zaszczepionego dojdzie do w pełni skutecznej immunizacji czynnej. Jeśli jednak prawie cała populacja zostanie wyszczepiona, nie ma to z epidemiologicznego punktu widzenia żadnego znaczenia.

    Wokół szczepionek narosło mnóstwo mitów. Masowe szczepienia istnieją od wielu, wielu lat, co dało możliwość oceny długoterminowych skutków podawania szczepionek. Okazało się, że to naprawdę są bardzo bezpieczne produkty. Odsetek działań niepożądanych stanowi jakiś tam maleńki ułamek promila, z czego miażdżąca większość sprowadza się do miejscowych odczynów poszczepiennych, czyli stanów, które przemijają bez śladu po kilku, kilkunastu dniach. Większość leków na rynku farmaceutycznym nie jest tak dobrze przebadana jak stosowane od dziesięcioleci szczepionki, a mimo to określone grupy laików uparcie kwestionują właśnie bezpieczeństwo szczepionek.

    Dla mnie to takie kuriozum, jak dla Pana teorie o bombie termobarycznej czy brzozie, przecinającej skrzydło samolotu niczym nóż masło.

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 14:11:44:

    Od razu zaznaczę, że nie jestem antyszczepionkowcem i nie kwestionuję ich użyteczności.
    @halucinski:
    >Większość leków na rynku farmaceutycznym nie jest tak dobrze przebadana jak stosowane od dziesięcioleci szczepionki, a mimo to określone grupy laików uparcie kwestionują właśnie bezpieczeństwo szczepionek.

    jestem laikiem, dlatego gdzie mogłem, to pytałem się lekarzy skąd wynika bezpieczeństwo stosowania adjuwantów w szczepionkach. Prosiłem o jakieś źródła (książki, publikacje), ale dostawałem zwykle zapewnienia, że już tyle lat są badane i są bezpieczne.
    Publikacja z lipca tego roku: www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0946672X17300950

    wygląda na porządne czasopismo. Czy ktoś z lekarzy mógłby się do tego odnieść?

    Albo to:
    reader.elsevier.com/reader/sd/B3879CEE992FB55C8BE4188B87E9AA7BCFC0A59620657EC07C11DDC9C6AA7E8FEFEDBFC690AE67D7CC6AEF441A4B153F

    w tym drugim badaniu liczba próbek była mała (10), ale wyniki są dość ciekawe. Pewnie znajdzie się ktoś, kto bezpośrednio przełoży występowanie związków glinu w szczepionkach na niebotyczny poziom glinu w tkance mózgowej osób z autyzmem.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 14:24:13:

    To sa wlasnie te wspaniale czasopisma Elseviera

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 14:27:19:

    @tuniwim
    www.buzzfeed.com/tomchivers/these-scientists-say-a-british-professors-claim-that?utm_term=.hdJPXj6y9#.rvz5EmlJ7

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 14:33:01:

    @adam_beast

    Ha, dziękuję. Czyli kolejny Wakefield.

    A ten pierwszy artykuł?

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 14:55:17:

    Jako nielekarz, ale mocno związany z biochemią i laboratoryjnym eksperymentatorstwem, mogę stwierdzić co następuje. Reguła Clarka jest zwykłą proporcją. Już na wstępie zakła proporcjonalność dawki i masy ciała. Całkowita liniowość w toksykologii jest dość rzadkim zjawiskiem. Nie wykluczone, że dawki dopuszczalne są inne niż obliczone. Ważny jest jednak inny aspekt: adiuwanty też kosztują. Po prostu producent daje go z założenia tyle, aby nasilić reakcję organizmu. Czyli debata sprowadza się do tego jaka jest minimalna dawka adiuwantu, która powoduje oczekiwany efekt u 95% populacji; a następnie, jeśli jest znacząco wyższa, jakie inne adiuwanty wchodzą w gre i czy są mniej toksyczne.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 15:32:12:

    @Tuniwim:

    > Publikacja z lipca tego roku: www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0946672X17300950
    > wygląda na porządne czasopismo. Czy ktoś z lekarzy
    > mógłby się do tego odnieść?

    Co do autora: Niestety, to, kim jest autor, często rzutuje na to, co pisze. James Lyons-Weiler jest znanym w USA antyszczepionkowcem.

    Co do treści: Zastrzegam, że tylko przejrzałem artykuł, nie studiowałem go dogłębnie. Z tego, co widzę, autorzy przedstawili tylko mnóstwo własnych wyliczeń. W pracy nie znalazłem żadnych konkretnych danych empirycznych. Nawet nie uzasadnili, dlaczego do liczenia dawek wybrali regułę Clarka, a nie Younga czy Frieda.

    To, co napisali, jest na razie tylko hipotezą. Jak dla mnie marną zresztą.

    > Albo to:
    > www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0946672X17308763#bbib0065

    Ze streszczenia zlinkowanego przez Pana artykułu: ,,The mean (standard deviation) aluminium content across all 5 individuals for each lobe were 3.82(5.42), 2.30(2.00), 2.79(4.05) and 3.82(5.17) g/g dry wt. for the occipital, frontal, temporal and parietal lobes respectively''.

    Gdzie próba kontrolna? Próba badawcza, co Pan zresztą sam przyznał, jest mała. Bardzo mała. Więcej o wysnuwaniu wniosków z tak mało liczebnych prób powie Czlowiek.z.makulatury.

    U części pacjentów, którzy są dializowani przez co najmniej kilka lat, rozwija się encefalopatia podializacyjna. Jej przyczyną jest akumulacja glin. W pierwszym z brzegu artykule w PubMed ma Pan stężenia aluminium w mózgowiach takich chorych: ,,Brain-aluminium concentrations were found to be significantly higher in 7 patients dying with dialysis encephalopathy (mean 15.9 microgram aluminium/g dry weight) than in 11 dialysed controls (4.4 microgram/g) and in 2 uraemic patients who were not dialysed (2.7 microgram/g)'' (link).

    Jak Pan widzi, te średnie stężenia są cztero-, pięciokrotnie wyższe niż u zmarłych z autyzmem. Już to powinno dać do myślenia.

    I jeszcze z tego samego streszczenia: ,,Brain aluminium levels remain elevated for up to four years after restoration of good renal function by transplantation''.

    W pracy M. Molda i innych, którą Pan podał, nie ma wzmianki, by zmarłe dzieci miały niewydolność nerek, więc nie istniał stan sprzyjający akumulacji glinu po dawnych szczepieniach. Dalsze wnioskowanie pozostawiam Panu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 15:54:48:

    @Alpacone:

    > Reguła Clarka jest zwykłą proporcją. Już na wstępie zakła proporcjonalność dawki
    > i masy ciała. Całkowita liniowość w toksykologii jest dość rzadkim zjawiskiem.

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Reguła Clarka nie bierze pod uwagę choćby tak podstawowej kwestii jak zawartość tłuszczu w organizmie dziecka. A to ma ogromny wpływ na dystrybucję leków hydrofilnych i lipofilnych (upraszczam). W krajach zachodnich nadwaga i otyłość dotyka sporego odsetka dzieci, czego nie było w czasach, gdy powstawały reguły Clarka, Younga i innych. Co do liniowości w toksykologii, okazało się, że nawet krzywa eliminacji alkoholu nie jest prosta, choć takie przekonanie panowało przez wiele lat. (A tak wciąż nieraz się uczy studentów).

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 16:10:10:

    @alpacone @halucinski

    Dziękuję. Ciekawe jaka jest polityka tego czasopisma wobec recenzentów. To są tylko dwie prace z brzegu. Pan Exley z drugiego artykułu trochę publikuje:
    www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=7005158807

    chyba wszystkie czasopisma z IF. W większości nie moja działka, ale pojawia się też kilka razy Scientific Reports, które już powyżej 4 ma. Chyba, że w tej działce 4 to barachło ;) Ciężko mi uwierzyć, że większość byłaby podobnej jakości, co zalinkowany przeze mnie wcześniej artykuł.

    Można pokazać naszym decydentom/grantodawcom zafiksowanym na IF, ale pewnie by nic nie dało ;)

    Ciepłe pozdrowienia

  • tuniwim napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 16:22:48:

    Dobra, sam sobie odpowiem, Christopher Exley jest jednym z edytorów Journal of Trace Elements in Medicine and Biology.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 16:35:29:

    Polski satelita trafi na rakietę Falcon 9 firmy SpaceX.

    Kurczę, zupełnie się na tym nie znam, więc mogę mylić. Jednak wydaje mi się, że to niemały sukces w kraju, w którym produkuje się głównie kartofle w stanie stałym i ciekłym.

    @Tuniwim:

    Tu (link) ma Pan niezłą krytykę tego artykułu o podwyższonej zawartości glinu w mózgowiach autystyków. No i bloger przy okazji nadmienił, że ów Exley jest sponsorowany przez jakąś prywatną instytucję, skupiającą antyszczepionkowców.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 19:12:59:

    haluciński,
    To jest osiągnięcie *studenckie*. Satelita należy albo do kategorii *piko*satelitów albo co najwyżej do *nano*satelitów. Te przedrostki wiele mówią. Wg polskiej Wikipedii główną trudnością jest zebranie funduszy rzędu 1 mln zł, a wg angielskiej ledwo połowy tej kwoty i ceny podobno spadają; samo urządzenie można złożyć z gotowych komponentów. Więc osiągnięcie byłoby, gdyby tam zainstalowano nowy, polski komponent.

    en.wikipedia.org/wiki/CubeSat
    pl.wikipedia.org/wiki/CubeSat

    Dla mnie to jednak trochę jak podniecanie się, że Lewandowski gra w Bayernie albo że czyjś student pracuje w Google.

    Prawdziwym osiągnięciem i przełomem technologicznym z mojej perspektywy byłoby opracowanie *cywilnej* rakiety, która potrafiłaby wynieść cokolwiek na orbitę. Zdaje się, że prace w tym kierunku trwają, ale po póki co po linii wojskowej.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 19:28:12:

    @Pi:

    Dziękuję za objaśnienie. Jak napisałem, nie mam o tym zielonego pojęcia.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 19:42:47:

    Samples of cortex of approximately 1 g frozen weight from temporal, frontal, parietal and occipital lobes and hippocampus (0.3 g only) were obtained from 4 males and 1 female, aged 1550 years old.

    4 mężczyzn, jedna kobieta. Próba składająca się z pięciu osób. Pięciu osób. Pięciu. Ja pierdzielę. W niektórych przypadkach próba składa się z 4 osób. Dlaczego? Jedną osobę odrzucają. Dlaczego? Autorzy się nie zająkują na ten temat.

    Jeszcze czytam szczegółowe wyniki w Table 1:

    Mean (SD) 3.40 (5.00)
    Mean (SD) 3.73 (6.02)
    Mean (SD) 4.77 (4.79)

    Czy to znaczy, że skoro odchylenie standardowe wokół średniej np. 3,40 wynosi 5,00, to stężenie aluminium w mózgu może osiągać wartości ujemne? Czy może też jest to wysoce nieliniowy błąd i po prostu średnia w ogóle nic nam nie mówi na temat badanej zależności? Tak by było, gdyby aluminium byłoby stwierdzane raz tak raz nie, czyli np. występowałoby grupowanie/koncentracja (przepraszam, nie jestem chemikiem) odkładania aluminium w pewnych miejscach. Autorzy jednak o tym nie piszą. A na chłopski rozum nie musi tak być, że się koncentruje równomiernie, więc tym bardziej trzeba brać to pod uwagę przy tych wynikach i dobrać opis wyników tak, żeby nie dochodziło do takiego absurdu jak potencjalnie ujemna wartość.

    Oprócz tego zmienność wyników z poszczególnych prób jest szokująca. Rozrzut jest olbrzymi. Czy na pewno metoda jest w jakikolwiek sposób stabilna w uzyskanych wynikach? Wygląda jakby latało od lewa do prawa. Nie znam się na metodach chemicznych, ale co to w ogóle jest.

    A to wszystko przy bardzo ciekawych wadach badania:

    1. Nie nastąpiła żadna przypadkowa autoselekcja, tudzież celowa selekcja próby. Jeżeli losujemy 5 osób, to jeszcze. Ale wszystko wskazuje, że mogły to być osoby jakoś dobrane. Nie wiemy tego, w zasadzie nie wiemy nic o próbie!
    2. Nie mamy próby kontrolnej. Może kurde zawijają te mózgi w aluminiowe sreberka, pakują w lodówkę i tak przechowują. Próba kontrolna by to wychwyciła.
    3. Mamy wierzyć, że pomiary poprowadzono skutecznie, bezbłędnie i w dobrej wierze.

    Pisałem naprędce na kolanie, przepraszam za ewentualne błędy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 20:47:12:

    @czlowiek.z.makulatury
    > Czy to znaczy, że skoro odchylenie standardowe wokół średniej np. 3,40
    > wynosi 5,00, to stężenie aluminium w mózgu może osiągać wartości ujemne?


    Ehm, implikujesz, że podanie samo WARTOŚCI odchylenia standardowego wymusza rozkład normalny? I do wielkości ilorazowych zabierasz się rozkładem normalnym? (disclaimer: nie odnoszę się do meritum artykułu, ale do wypowiedzi @makulaturowego)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 20:51:11:

    czlowiek.z.makulatury

    To, że std dev jest większe od średniej, to oczywiście nic nadzwyczajnego, zwłaszcza jeśli średnia jest blisko 0. Jednak jeżeli dotyczy to parametrów, które nie moga byc ujemne, komuś powinno zapalić się co najmniej żółte światełko. Świadczy to bowiem o dużej niejednorodności badanej grupy, czyli np. 3 pomiary dają wartość 1 ale pomiar 4. daje wartość 17. Średnia wynosi 5, std dev = 8.

    octave-online.net/

    można sobie wpisać np.

    x = [1 1 1 7]
    mean(x)
    std(x)

    w wierszu na samym dole i otrzyma się średnią i odchylenie standardowe dla próbki 1, 1, 1, 7. Uogólnienie oczywiste.

    Jeżeli dla jednego pacjenta pomiary dawałyby 1, 1, 1, i 7, a nie skomentowano by tego w artykule, to ktoś by sobie nieładnie żartował.


  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 20:58:54:

    No to przecież napisałem, że pewnie było tak, że wiele pomiarów było bardzo niskich i następowała koncentracja w niektórych próbkach. Być może wiele pomiarów było zerowych i był to jakiś rozkład z inflacją zer. Autorzy nie piszą o tym ani słowa.

    @staryzgred - Zazwyczaj jeżeli ktoś nie porusza tematu rozkładu, a podaje średnią i odchylenie, to musi to implikować rozkład normalny. Którego tu oczywiście nie ma, dlatego się z tego nabijam.

    Poza tym jakie rozkłady można próbować przybliżać dla 4 obserwacji?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 21:18:32:

    Haluciński,
    "Kardiochirurdzy ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu jako pierwsi w Polsce wszczepili w pełni sztuczne serce. " katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,23738972,wielki-sukces-lekarzy-z-zabrza-pierwszy-polak-ze-sztucznym.html

    Czy to jest wielkie osiągnięcie?

    Wszystko zależy od przyjętego "układu odniesienia". W skali Polski jest to spore osiągnięcie. Jednak jest to technologia dopuszczona do stosowania medycznego w USA w 2004 roku, czyli jesteśmy jakieś 15 lat za nimi. Do 2014 na świecie wszczepiono 1,250 urządzeń SynCardia.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 21:32:12:

    @Czlowiek.z.makulatury:

    > 2. Nie mamy próby kontrolnej. Może kurde zawijają te mózgi w aluminiowe
    > sreberka, pakują w lodówkę i tak przechowują. Próba kontrolna by to wychwyciła.

    Sugeruje pan udział świstaka? ;-)

    A poważniej: niekoniecznie. Mózgowia, czy to do próby badawczej, czy do kontrolnej, pobiera się podczas sekcji zwłok. To oczywiste. Mniej oczywiste jest już, że w trakcie autopsji używa się wody pobieranej bezpośrednio z instalacji wodociągowej. Jeszcze nie słyszałem, by gdzieś stosowano wodę destylowaną. Woda z kranu jest głównych źródłem glinu w organizmie człowieka. To są oczywiście znikome stężenia, ale przy dzisiejszych metodach detekcji łatwe do uchwycenia. Wyniki co prawda dotyczą suchej masy mózgowia, czyli pozbawionej wody, ale przy odparowywaniu wody, a taką metodę zastosowano przy laboratoryjnej obróbce wycinków, aluminiowe zanieczyszczenie zostanie.

    Do piłowania sklepienia czaszki patolodzy (lub ich technicy) najczęściej stosują albo zwykłych pił ortopedycznych (takiej do rozcinania opatrunków gipsowych), albo specjalnych pił sekcyjnych.

    Pierwsze mają ten plus, że nie wymagają zraszania wodą, ale przez to rozsiewają pył kostny na kilkadziesiąt centymetrów. Po odpiłowaniu i odjęciu pokrywki czerepu, odpreparowaniu opony twardej i wyciągnięciu mózgowia i tak trzeba je spłukać z cząstek kostnych i krwi, pochodzącej z zatok opony twardej. Spłukuje się wodą z wodociągu.

    Ten drugi rodzaj pił ma tę zaletę, że pył jest od razu spłukiwany przez wodę ze zraszacza piły. Zraszacz jest podłączany do ujęcia zwykłej wody kranowej. Po wyjęciu mózgowia też trzeba go jeszcze raz spłukać.

    W opisie metody żadnego z artykułów nie znalazłem, jakiej wody używano przy autopsjach. Można założyć, że było jak zwykle, czyli polewano wodą wprost z wodociągu. Postawiłbym hipotezę, że wyniki są zafałszowane, ale nie wiem w jakim stopniu. Z próbą kontrolną byłoby pewnie podobnie, choć wtedy mielibyśmy do czynienia z (nieco) zafałszowanymi wynikami w próbie badawczej i kontrolnej. Tu zgaduję, ale pewnie da się to jakoś tam uwzględnić w wyliczeniach statystycznych.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 21:34:36:

    @Pi:

    > Wszystko zależy od przyjętego "układu odniesienia". W skali Polski jest to spore
    > osiągnięcie. (...) Do 2014 na świecie wszczepiono 1,250 urządzeń SynCardia.

    Tak, ma Pan rację. Ja po prostu nie wiedziałem, że dotąd na orbitę wyniesiono już jakieś dwa tysiące takich nanosatelitów.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 22:09:26:

    "Z próbą kontrolną byłoby pewnie podobnie, choć wtedy mielibyśmy do czynienia z (nieco) zafałszowanymi wynikami w próbie badawczej i kontrolnej. Tu zgaduję, ale pewnie da się to jakoś tam uwzględnić w wyliczeniach statystycznych."

    Gdyby tak było, w grupie badawczej i kontrolnej wyniki co do wartości glinu byłyby nieodróżnialne (różnice byłyby statystycznie nieistotne), ponieważ to nie badany czynnik różnicujący grupy powodowałby różnice, czyli tym samym moglibyśmy wykluczyć wpływ aluminiowej szczepionki z pałeczkami autyzmu.

    Nic dziwnego zatem, że nie zdecydowano się na próbę kontrolną, bo to obnażyłoby wątpliwą jakość badań.

    Oczywiście to teoria, a większość teorii w statystyce budowanych jest asymptotycznie, czyli jak naprawdę mamy dużo obserwacji, to możemy coś informatywnego powiedzieć). Przy czterech w porywach do pięciu osobach, to może nawet wtedy dojść do poważnych problemów, bo wariancja będzie za duża i możemy dostać coś bardzo bardzo dziwnego.

    Szczerze mówiąc jestem nieco zdziwiony, że opublikowali coś takiego w piśmie o w sumie nie takiej złej renomie. Dotychczasowy rekord, czyli wnioskowanie na temat wpływu (deklarowanej!) diety na wątrobę w niekontrolowanej próbie 10 osób został pobity.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 22:13:28:

    @Czlowiek.z.makulatury:

    > wpływ aluminiowej szczepionki z pałeczkami autyzmu

    Muszę przyznać, że lubię Pańskie quasi-medyczne, kpiące poczucie humoru.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 22:17:35:

    @trzy.14
    > To, że std dev jest większe od średniej, to oczywiście nic nadzwyczajnego,
    > zwłaszcza jeśli średnia jest blisko 0.


    Nadzwyczajnego nie, ale zazwyczaj niekorzystnego tak - w przypadku rozkładu normalnego i normalno-podobnych - bo to oznacza statystyczną nieistotność średniej.

    > Jednak jeżeli dotyczy to parametrów, które nie moga byc ujemne,
    > komuś powinno zapalić się co najmniej żółte światełko.


    Niby dlaczego? Wielkość ilorazowa najczęściej jest przedstawiana na skali liniowej - jak wszystkie standardowe wielkości metrologii technicznej - ale analizę przyzerową trzeba robić na skali najczęściej logarytmicznej, bo inaczej nie zobaczysz żadnych zjawisk efektów w okolicy zera - wypłaszczą się.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/07/31 23:59:06:

    Czasopismo sprawdzone w scimagojr - po wpisaniu ISSN do przegladarki wyskakuje

    Sorry, no results were found

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/01 00:12:33:

    20 pkt. na liście A.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/01 06:36:52:

    @pigwa
    www.scimagojr.com/journalsearch.php?q=29664

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/01 07:12:21:

    Poprawiam, za bardzo uprościłem URL.
    www.scimagojr.com/journalsearch.php?q=29664&tip=sid&clean=0

  • jwf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/01 23:18:43:

    www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/prezydent-podpisal-konstytucje-dla-nauki,858118.html

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/01 23:49:14:

    Są już też projekty rozporządzeń o punktach i wykazach. Nie ma tylko rozporządzenia o algorytmie. Dość kluczowego przyporządkowania czasopismom dyscycplin dokona KEN (bazując na Scopusie), przy okazji ogłaszania wykazu czasopism.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 00:50:40:

    A można prosić o linkę na szybko do projektów?

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 01:08:55:

    Przepraszam, że powtarzam to, co napisałem na DNU:


    Do oceny zgłosić będzie można artykuły, które 1) ukazały się w czasopismach zakwalifikowanych do danej dyscypliny (z bezpiecznikiem 20 procent) i 2) "mające związek merytoryczny z badaniami prowadzonymi w jednostce w ramach dyscypliny" (str. 6).

    To oznacza, że nie tylko będzie trzeba uważać na przyporządkowanie dyscyplinarne czasopisma, ale też na czystość dyscyplinarną samego artykułu!!!!!

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 01:17:36:

    @andantee
    > To oznacza, że nie tylko będzie trzeba uważać na przyporządkowanie
    > dyscyplinarne czasopisma, ale też na czystość dyscyplinarną samego artykułu!!!!!


    To jest kompletna bzdura, która świadczy jedynie o umysłowych ograniczeniach autorów tej ustawy. Nie przetrwa to dłużej niż dwa lata, a - o ile ta ekipa się wysypie w przyszłorocznych wyborach - to nawet roku. Jest to kretynizm tego rzędu, że nie warto go nawet komentować tylko, tu akurat zgodzę się z @kragonem, robić swoje i stosować kryteria powszechnie na świecie przyjęte.

    A tych hunwejbinów gowinowych zapamiętać, aby później poprzez ostracyzm środowiskowy doprowadzić ich do usunięcia ze środowiska naukowego. Wbrew durnemu, a pokutującemu w Polsce przysłowiu, głupiemu nie należy ustępować, ale głupiego należy likwidować. I tych "zetempowców" należy zlikwidować w świecie naukowym.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 01:53:50:

    Ciekawe, kto będzie sprawdzał, czy ten związek istnieje...

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 02:19:05:

    @andantee @staryzgred
    Sądzę, że ten niepokój jest niepotrzebny. Moim zdaniem @andantee nadinterpretuje. Raczej chodzi o to, aby artykuły były związane z jednostką, do której są afiliowane. Przykładowo: realizuję obecnie na moim wydziale samodzielny temat badawczy. Sam, czasami z pomocą doktorantów. Ale są to badania prowadzone w jednostce, więc powstające artykuły mają z nimi związek.
    Chodzi raczej o to, by nie afiliować artykułów na takiej zasadzie, jak na pewnym wydziale prawa, gdzie zgłoszono teksty z technologii produkcji betonu (o ile mnie pamięć nie myli) tylko po to, aby zyskać więcej punktów w parametryzacji.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 02:25:11:

    Ale tam jest mowa o związku merytorycznym z pracami w danej dyscyplinie. Wyobrażam sobie teraz filozofa pracującego w Instytucie Historii PAN, zajmującego się filozofią historii. Nawet jeśli opublikuje artykuł w czasopiśmie zakwalifikowanym do rubryki historia, w parametryzacji będzie można uznać, że artykuł należy do dyscypliny filozofia i tym samym nie może być brany pod uwagę (zwłaszcza że w tym przypadku nie ma mowy o bezpieczniku 20 procent).

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 04:06:15:

    @andantee
    Tak, ale ten problem był już zapowiadany wcześniej i będzie wymagał odpowiedniej "strategii". W opisanym przypadku: filozof powien zgłosić również dyscyplinę "historia", a ponieważ jednodyscyplinowy instytut nie potrzebuje dorobku z innych dyscyplin, to wszystkie artykuły powinien wykazywać właśnie jako historyczne (20% - jeśliby drukował je w czasopismach, których ministerstwo nie uzna za historyczne).
    Jest to problem, również dla mnie osobiście, ale faktem jest, że - nawet na tym forum - dyskutowano różne strategie jego przezwyciężenia.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 07:51:45:

    To mi się podoba:

    artykuł w Scopus/WoS = rozdział w monografii

    Czekam tylko na potwierdzenie, że do poziomu II zostaną zakwalifikowane wydawnictwa uczelniane i jedziemy z produkcją 4 rozdziałów rocznie!

    Deflacja punktów gwarantowana.

    Strategia to odczekanie do opublikowania listy i przesunięcie wydawania książek na rok 2019.

    A Wam jakie cyniczne (= praktyczne, ekonomiczne (nakład do rezultatów) rozwiązania wychodzą z czytanki projektów rozporządzeń?


  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 08:09:29:

    Jak podejrzewałem, jest to obłęd jak po dopalaczach. Podam kilka przykładów jeśli chodzi o dyscypliny:

    1. Demografia - w zasadzie nie wiadomo, gdzie przypisana. Tradycyjnie w Polsce demografia była w ramach nauk ekonomicznych (silne zespoły na SGH - prof. Kotowska, UW - Prof. Okólski). Teraz demografii nie wymieniono, można się tylko domyślić że jest w naukach socjologicznych. Co to oznacza dla "zwykłych" socjologów, zajmujących się tradycyjną jakościówką?

    2. Dyscyplina "ekonomia i biznes" wg. OECD: rozczłonkowana miedzy "ekonomia i finanse" oraz "nauki o zarządzaniu i jakości". Tym samym nadal nie wiadomo, gdzie przyporządkować badaczy przedsiębiorczości - to tylko jakieś 2 tysiące osób w całej Polsce, więc drobnostka.

    3. Za to wydzielone są "nauki prawne" i osobno "prawo kanoniczne" - dla tych 50 księży, którzy się tym zajmują. Czyli argument o grupowaniu i przeciwdziałaniu rozdrobnienia dyscyplin stosowany tylko dla plebsu, wybrani tradycyjnie mają inne zasady.

    4. Psychologia - wszystko pięknie, ale gdzie "psychologia społeczna"? Czy psychologowie społeczni będą musieli konkurować z klinicznymi? To oznaczać będzie likwidację tej subdyscypliny naukowej.

    Najlepsze jednak jest to, że jest totalny chaos, a do listopada wszyscy mają się określić dyscyplinarnie. Interpretacje na poważnie zaczną się najwcześniej we wrześniu. Nie zdziwię się, jak mnóstwo ludzi przypisze się albo zostanie przypisane do dyscyplin przez pomyłkę.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 08:34:19:

    W przypadku ewaluacji są 2 dobre wiadomości:

    1. Monografie i redakcje - ich liczba ograniczona do 20%
    2. Artykuły wieloautorskie - w przypadku gdy stosowany jest pierwiastek, to publikacja nie liczy się jako jeden do N (s. 4, § 7, ust. 2) tylko "w danej dyscyplinie naukowej przyznaje się mniejszą liczbę punktów niż maksymalna liczba punktów
    przyznawana za daną publikację naukową, publikacja ta jest uwzględniana w liczbie osiągnięć podmiotu jako wynik dzielenia liczby punktów przyznanych podmiotowi
    przez maksymalną liczbę punktów"

    Czyli jeśli ktoś opublikuje artykuł za 100 punktów z 2 współautorami z innej jednostki to jednostka dostanie 57,7 punkta. Ale też ta publikacja będzie się liczyć jako 0,577, nie jako 1 do liczby N.

    Są też złe wiadomości, niestety - w danej jednostce publikacja może się liczyć tylko raz, niezależnie od interdyscyplinarności. Czyli jeśli psycholog i ekonomista z jednej uczelni robili wspólnie badania, to mają problem. Albo ich tekst liczy się do ekonomii i finansów, albo do psychologii - oczywiście jeśli to dobrze zrozumiałem:/

    Ponadto niesłychanie skomplikowane są wskaźniki do liczenia progów punktowych dla czasopism. No i czasopisma, które jeszcze nie mają współczynnika wpływu dla Scopus, liczone są za 20 punktów - czyli tak samo, jak te 500 które hurtem dostaną wsparcie. Jest to dość "oryginalna" forma motywacji redakcji - ci co zapobiegliwie postarali się o Scopusa i ESCI/WoS wcześniej, nie dostaną dodatkowych pieniędzy, ale dostaną "w zamian" tyle samo punktów, co reszta.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 08:42:54:

    @kubahub

    Zastanawiam się tylko, czy w ten sposób ten hipotetyczny badacz będzie wciąż pożądanym pracownikiem: jeśli zgłosi przynależność do dwóch dyscyplin, to będzie mógł zgłosić w ramach jednej dyscypliny mniej (?) artykułów niż pracownik monodyscyplinarny - ponieważ będzie musiał "podzielić" swój czas pracy na dwie dyscypliny?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:23:09:

    Zgred,
    A tych hunwejbinów gowinowych

    I to jest ciekawy problem. Za Kudryckiej moglem wymienić nazwiska kilku naukowców mocno wspierających reformę. Kto stoi za Gowinem - nie mam pojęcia, chociaż jest jasne, że on do ustawy wprowadził tylko dekomunizację, cała warstwę merytoryczną KTOŚ mu wymyślił i napisał. Kto?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:26:31:

    @3.14
    ... cała warstwę merytoryczną KTOŚ mu wymyślił i napisał. Kto?
    JG sam ich wymienił:
    "Tych siedmiu wspaniałych to Marcin Gubała dyrektor departamentu legislacyjno-prawnego, Bartłomiej Banaszak naczelnik wydziału analiz i strategii, Marcin Czaja dyrektor departamentu szkolnictwa wyższego, Aleksander Dańda dyrektor departamentu nauki, Andrzej Kurkiewicz wicedyrektor departamentu innowacji i rozwoju, Piotr Müller dyrektor biura ministra, Mariusz Zielonka wicedyrektor departamentu budżetu i finansów."
    Źródło:
    wyborcza.pl/7,75398,22073194,jaroslaw-gowin-brakuje-nam-rak-do-pracy-po-obnizeniu-wieku.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:27:23:

    andantee,
    Nigdzie nikt nic nie pisze o podziale czasu. Zgłaszać po dwie dyscypliny i się nie przejmować.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:30:49:

    @andante @kubahum

    Dokładnie tak i tu jest kłopot. Właśnie mam ten dylemat czy deklarować końcem listopada 100% w jednej dyscyplinie czy jeszcze okrakiem zarządzanie z ekonomią połączyć (50%/50%). Ale wtedy moja publikacja z zarządzania będzie ważona o 50% czyli da uzysk o połowę mniejszy?

    @flamengista:
    pytanie dotyczące zapisu liczenia tylko raz: masz to w przykładach z prezentacji A. Dańdy.

    Slajd na stronie 16 wiersz 3.
    konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/07/ewaluacja201807-prezentacja-ze-spotka-z-wadzami-uczelni.pdf

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:31:30:

    Od 2019 monografie w NCN i NPRH będą osobo oceniane co do ich jakości. He, he!

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:34:05:

    @3.14
    por. §5.1. o tym mówi:

    Liczbę uwzględnianych w ewaluacji osiągnięć naukowych albo artystycznych w danej dyscyplinie naukowej albo artystycznej ustala się jako krotność średniej arytmetycznej liczby pracowników podmiotu prowadzących działalność naukową w
    ramach tej dyscypliny w poszczególnych latach z okresu objętego ewaluacją, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, z uwzględnieniem
    udziału czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie


    Czy zatem 1 pracownik x 100% da to samo co 2 pracowników x 50%?
    ,

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:40:05:

    Liczbę uwzględnianych w ewaluacji osiągnięć naukowych albo artystycznych w danej dyscyplinie naukowej albo artystycznej ustala się jako krotność średniej arytmetycznej liczby pracowników podmiotu prowadzących działalność naukową w ramach tej dyscypliny w poszczególnych latach z okresu objętego ewaluacją, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, z uwzględnieniem udziału czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie, zwanej dalej "liczbą N"

    Czyli jednak chyba trzeba będzie deklarować: w 75% jestem ekonomistą, a w 25% finansistą?

    W tej sytuacji kluczowy będzie ostatni rok kategoryzacji, wtedy będzie można zgłosić się w dziedzinach, w których już opublikowaliśmy coś spoza dyscypliny głównej, ale oczywiście to tylko racjonalizacja absurd: proces publikacyjny od rozpoczęcia badań niezwykle rzadko trwa krócej niż rok a trzy lata nie jest niczym dziwnym.

    Ergo, interdyscyplinarność jednak dostanie w 4 litery, o ile nie będzie niezbędna z innych powodów (prowadzenie kierunków studiów? Rozkaz rektora: szanowny kolega w tej 4-latce jest finansistą!)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:44:21:

    p-tau,
    Moim zdaniem to są nazwiska ludzi spoza branży, którzy NAPISALI ustawę wg wytycznych. Pytanie: kto jest autorem wytycznych? Np. kto stoi za faktycznym rozjechaniu habilitacji jako zjawiska socjalnego? Jest dla mnie jasne, że to musiał być ktoś ze środowiska. Jakiś "anonimowy" konsultant, tak jak konsultanci programów nauczania Zalewskiej, do tej pory tajni/poufni.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:44:52:

    @3.14.
    Kluczowy będzie nie tyle ostatni rok ewaluacji, bo tenże zadecyduje o latach 2019-2020 a już bieżący, a dokładnie 30 listopada kiedy wyznaczono termin do składania oświadczeń.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:45:07:

    @trzy.14

    W rozporządzeniu (par 7):
    [Liczba publ naukowych zgłaszana] w danej dyscyplinie naukowej nie może być większa niż 4krotność średniej wartości iloczynu wymiaru czasu pracy i udziału czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w tej dyscyplinie wskazanego zgodnie z art. 343ust. 1 pkt 16 ustawy w okresie objętym ewaluacją

    Paragraf 5 z kolei definiuje liczbę N w odniesieniu do tego "udziału czasu pracy" w danej dyscyplinie.

    Wygląda na to, że będziemy deklarowali dyscypliny i udział czasu pracy na nie poświęcany

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:46:20:

    @3.14
    Moim zdaniem to są nazwiska ludzi spoza branży, którzy NAPISALI ustawę wg wytycznych. Pytanie: kto jest autorem wytycznych? Np. kto stoi za faktycznym rozjechaniu habilitacji jako zjawiska socjalnego? Jest dla mnie jasne, że to musiał być ktoś ze środowiska. Jakiś "anonimowy" konsultant, tak jak konsultanci programów nauczania Zalewskiej, do tej pory tajni/poufni.

    Teraz rozumiem o co Panu chodziło.

    Przychodzi mi na myśl jedynie (żartobliwie rzecz jasna), że w słuchano się w głos środowiska ;)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:46:51:

    Zwracam uwagę na to, że my tu dyskutujemy nie o tym, jak uprawiać naukę, tylko jak dopasować się do przepisów.

    Wyobrażam sobie teraz, co się dzieje w rektoratach. My niewiadomych widzimy, powiedzmy, kilkanaście, dla nich to będą setki. I niech tylko coś przegapią, na kogo zrzucimy odpowiedzialność?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:48:51:

    Kluczowe będzie przypisanie czasopism dyscyplinom. Ten komunikat (?) będzie ważniejszy niż wiele rozporządzeń. Bo dopiero wtedy będzie wiadomo, "co kto uprawia". Np. zobaczymy gdzie KEN przypisze "Demography" czy "Studia Demograficzne" i już będzie wiadomo, czy w Polsce demograf to ekonomista, czy socjolog. A może jedno i drugie, lub coś jeszcze innego. Ciekaw też jestem (nie mam nawet pomysłu), gdzie przypiszą kognitywistów: do psychologii? a może do filozofii?

    Czy procent zaangażowania trzeba deklarować "a priori"? Każdego roku z osobna?
    Lepiej byłoby, aby dwudyscyplinarność rozliczać post factum, jak tam komu wyjdzie (byle suma publikacji, 4 sztuki, się zgadzała).


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:50:28:

    p-tau,
    Bo np. jako faktycznego demiurga reformy gimnazjalnej uważa się Legutkę, Zalewska jest tylko egzekutorem.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:54:07:

    @3.14.
    Wyobrażam sobie teraz, co się dzieje w rektoratach. My niewiadomych widzimy, powiedzmy, kilkanaście, dla nich to będą setki. I niech tylko coś przegapią, na kogo zrzucimy odpowiedzialność?
    Nie widzę w swojej uczelni jakiegoś rejwachu.
    Może w rektoracie mają urlopy albo w nosie. Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że rektorzy tylko czekają końca kadencji, żeby przetrwać w spokoju, a dostosowaniem do nowych warunków to niech się już nowa władza zajmie.
    W ostateczności po co coś zmieniać?
    W rozmowach z moimi kolegami podkreslałem, że taki brak działania będzie skutkował przejściem do poziomu wyższej szkoły zawodowej. Proszę sobie wyobrazić, że niektórzy to nawet się ucieszyli, bo przestanie się od nich wymagać czegoś więcej niż robienia dydaktyki. Którą przecież robią i to z powodzeniem także na drugim etacie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:54:28:

    js.c,
    Lepiej byłoby, aby dwudyscyplinarność rozliczać post factum,

    To jest jedyne rozsądne rozwiązanie. Dlatego pisałem, by zgłaszać 2 dyscypliny. Teraz jestem w kropce. Deklarowanie drugiej dyscypliny a priori ZABIJE jakąkolwiek interdyscyplinarność. Jest to bowiem deklarowanie dodatkowego wysiłku (cargo, he, he) bez gwarancji sukcesu, za to z realną groźbą sankcji w przypadku niewypełnienia kontraktu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 09:56:02:

    p-tau,
    Całkowite pominięcie kwestii drugich etatów to porażka tej reformy, zanim się zaczęła.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:00:08:

    @3.14
    Całkowite pominięcie kwestii drugich etatów to porażka tej reformy, zanim się zaczęła.
    Zostawiono swobodę w tej kwestii. Jak uczelnia pozwala na to, to niech tak będzie.
    Moja pozwala to takiego stopnia, że nawet dyrektorzy instytutów są na drugim etacie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:07:00:

    @trzy.14
    Z tą reakcją rektoratów bym nie przesadzał.
    Sądząc po dość "leniwej" reakcji na algorytm podziału dotacji (z czym mamy do czynienia od lat) nie spodziewałbym się tu cudów. Raczej będzie dopasowywanie obecnej struktury, do tego, co wydaje się sugerować ustawa i te nowe dyscypliny. Aczkolwiek parametryzacja faktycznie wszystkich (od zawsze) bardziej "kręciła", mimo, iż do tej pory niewiele od nie zależało.

    Ciekaw też jestem, czy będzie jakiś związek (i jak egzekwowany przez PKA, jeśli w ogóle) pomiędzy N w danej dyscyplinie i obsadą zajęć dydaktycznych w kierunkach przypisanych do tej dyscypliny?
    Czy mogą to być niezależne byty? Np. uczelnia ma wysoką kategorię wyrabianą przez jeden (obecny) wydział, a dydaktykę w tej dyscyplinie prowadzi jednostka uczelni nie mająca personalnych powiązań z tym dobrym naukowo wydziałem.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:09:48:

    @j.sc
    Czy mogą to być niezależne byty? Np. uczelnia ma wysoką kategorię wyrabianą przez jeden (obecny) wydział, a dydaktykę w tej dyscyplinie prowadzi jednostka uczelni nie mająca personalnych powiązań z tym dobrym naukowo wydziałem.
    Wg mnie tak. To by pozwoliło na faktyczne zaistnienie podziału na pracowników badawczo-naukowych i dydaktycznych.
    U mnie tak jest, że część zajęć jest zadekretowane nieformalnie i muszą być realizowane przez pracowników z innego wydziału.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:21:12:

    p-tau,
    Jak długo przez palce patrzy się na dwuetatowość, tak długo uznaje się za słuszną tezę, że działalność naukowa jest działalnością o "niskiej szkodliwości społecznej". De facto nikomu do niczego niepotrzebną.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:42:08:

    To deklarowanie czasu na dyscypliny jest kuriozalne. To można tylko zrobić na końcu (grudzień 2020), a nie 30 listopada 2018! Bo przecież nie chodzi o czas pracy, a liczbę publikacji którą można zgłosić. Jak można coś takiego przewidzieć na 2 lata do przodu? Przecież nie wiadomo nawet, jakie czasopisma przypisane są do dyscyplin, a na obecną chwilę nie wiem nawet gdzie wyślę nowy artykuł nad którym pracuję.

    Gołym okiem widać, że to rozporządzenie pisał ktoś nie mający pojęcia o uprawianiu nauki, a w szczególności - badań interdyscyplinarnych.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:50:21:

    Teraz sobie myślę, że może to będzie zgłaszane na końcu okresu parametryzacji - ten paragraf siódmy mówi w gruncie rzeczy o danych potrzebny do oceny..

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 10:51:05:

    @p-tau
    No i to byłoby bez sensu. Ustawa formalnie związuje uprawnienia do dydaktyki z kategoriami naukowymi, zatem gdyby nie było tu żadnego związku personalnego (a brak parametryzacji wydziałów bardzo to ułatwi), to będzie dziwacznie i nielogicznie.

    @trzy.14
    Jednoetatowość w pracy naukowej jest preferowana, a może nawet konieczna (można deklarować dyscyplinę tylko w jednej jednostce).
    Ale jeśli nie dotyczy to dydaktyki, patrz wyżej, to faktycznie paradoks się pogłębia...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:06:14:

    Jak ustawodawca rozróżni czasopisma biologiczne od biotechnologicznych?
    Jak rozróżnić informatkę od informatyki stosowanej czy matematyki?
    Fizykę teoretyczną od matematyki?
    I tak dalej.
    Będzie wesoło.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:07:31:

    @fla
    co 2 lata można składać nowe oświadczenie.

    @j.s.c
    problem z dydaktykami będzie taki, że jak się ich wskaże a będą tworzyli N0 to jednostka dostanie karę za to w postaci obniżenia dorobku do zgłoszenia.
    Więc w interesie uczelni byłoby stricte dydaktyków nie uwzględniać zatem.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:14:34:

    @3.14: no jak to, jak to ustali? Weźmie oczywiście ze Scopusa, po co się męczyć. Przecież jest gotowiec, co z tego że w ogóle nie pasuje do parametryzacji.

    Będzie nawet bardzo wesoło!

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:23:21:

    @3.14
    dokładnie tak jak napisał @fla.
    KEN przyjrzy się i przypisze na bazie ojczystej klasyfikacji dyscyplin i powiąże z ASJC

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:23:31:

    p-tau,
    Moim zdaniem dydaktycy z definicji nie wchodzą do N.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:28:35:

    @3.14
    owszem, dlatego też pisałem ogólnie o tej grupie pracowników na wydziale i ich przydatności na potrzeby funkcjonowania uczelni.

    W rektoratach pewnie będą analizować : Jeśli dydaktycy nie dają kudryków to po ich utrzymywać?


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:28:49:

    W jaki sposób dokona się odwzorowanie dotychczasowych dyscyplin (doktoraty, habilitacje) i dziedzin (profesury) na nowe? A może straci to jakiekolwiek znaczenie formalne?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:30:24:

    p-tau,
    Gdyby dydaktycy mieli większe pensum (lub mniejsze pensje), to utrzymywałoby się ich w celach optymalizacji kosztów. Innego sensu nie widzę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:33:09:

    Rozporządzenia o zasadach finansowania wciąż niet?

    I to się nazywa dobra legislacja!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:33:36:

    Za DNU, nie wiem czy tu wszystko było linkowane:

    Dziedziny i dyscypliny legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314504/12525386/12525387/dokument352517.pdf
    ocena parametryczna legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314505/12525429/12525430/dokument352542.pdf
    zasady punktacji czasopism legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314506/12525472/12525473/dokument352562.pdf

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:35:41:

    @ 3.14: "W jaki sposób dokona się odwzorowanie dotychczasowych dyscyplin (doktoraty, habilitacje) i dziedzin (profesury) na nowe?" - to jest świetne pytanie, którego w ministerstwie nikt sobie nie zadał.

    Po pierwsze, są otwarte przewody. Co ma zrobić doktorant z zarządzania, którego promotorem głównym i pomocniczym są ekonomiści, którzy nie zadeklarują dyscypliny zarządzanie w nowym systemie?

    Po drugie, jak ma być oceniany dorobek do habilitacji i innych postępowań awansowych - skoro deklaracja dyscyplinarna może być wymuszana potrzebą parametryzacji? Kogoś przypisze się sztucznie np. do zarządzania, wystrzeli parę tekstów a potem się okaże, że jest już na stałe przedstawicielem zarządzania i tylko tam może kontynuować karierę...

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:37:01:

    Jak u Waszych dziedzinach wygląda sprawa z indeksacją konferencji i obliczaniem ich SNIP? Bardzo ciekawie wygląda zapis o punktowaniu konferencji natomiast w praktyce te konferencje, które liczą się w mojej dyscyplinie (tzn. mam nadzieje, że tak zostaną przyporządkowane) nie mają tego współczynnika. Ktoś się orientuje od czego to zależy? Jedynie jedna konferencja (absolutny numer jeden z Cite Score powyżej 18 - bardzo dużo jak na "nauki inżynieryjne") posiada wspomniany współczynnik.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 11:46:14:

    @p-tau, @trzy.14
    Wiem, że dydaktycy nie liczą się do N.
    To, co mnie zastanawia, to czy i jak związek będzie między sektorem naukowym, a dydaktycznym, w ramach dyscyplin (do tej pory więź tę dawał wydział, teraz niczego tego typu nie widzę). Gdyby tego związku zabrakło, to cały fundament ustawy jest jakoś absurdalny.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:03:24:

    Dobrze, wzorujemy się na Scopus, każe nam się zakładać konta. I teraz mamy bazę Scopus i tam przy nazwisku jest cóś takiego jak subject area (czyli nasza dziedzina) i ja np. mam tak: Physics and Astronomy, Engineering, Mathematics, Earth and Planetary Sciences, Computer Science, Environmental Science, Chemistry, Materials Science, Energy, Chemical Engineering. To które powinienem zaznaczyć dyscypliny? Czy mówimy wówczas o tych najbardziej ogólnych i wtedy zaznaczam (wg. NAWA - obrzydliwy skrót link): Nauki Przyrodnicze oraz Nauki Inżynieryjne i Techniczne, czy może muszę bardziej precyzyjnie?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:07:37:

    @Pi
    Dzięki, już widzę dzięki Tobie, że z dyscyplinami to jestem w 4 literach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:10:33:

    dwa.718,
    U nas nikt nie słyszał o SNIP.

    @wszyscy
    Dopiero do mnie dotarło, o czym pisała tu chario.
    W RDN będzie 3 członków na dyscyplinę. W takiej fizyce tych 3 ludzi załatwi astronomię, biofizykę, geofizykę i wszystkie działy "tradycyjnej" fizyki, od doświadczalnej po teoretyczną. Merytorycznie całkowicie nie do ogarnięcia - teraz było 9 osób. Więc królować będzie bibliometria.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:18:37:

    W tym momencie warto sobie przypomnieć jak Gowin reformował sądownictwo. Podejrzewam, że za chwilę zachwyt na naszych ustach będzie brzmiał: jak piękna katastrofa!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:22:29:

    przyporządkowanie jest w uzasadnieniu (tak można?)

    W szczególności, geofizycy z fizyków stali się geologami.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:30:59:

    @kahlkopf
    > W tym momencie warto sobie przypomnieć jak Gowin reformował sądownictwo.

    Tak, to jest taki nasz siermiężny krośnieński Zorba znający się - podobno - na socjologii religijnej.

    > Podejrzewam, że za chwilę zachwyt na naszych ustach będzie brzmiał:
    > jak piękna katastrofa!


    Moje podejrzenie, co do takiego rozwoju sytuacji, coraz bardziej przekształca się w pewność. I jedyne co pozostaje to Młynarski: róbmy swoje, aby było na co wyjść. Po rozwaleniu tym razem szkolnictwa Gowin będzie zasługiwał na sądowy dożywotni zakaz zajmowania jakichkolwiek stanowisk w administracji publicznej. I jego niedouczone, niekompetentne, ale wyjątkowo aroganckie wicegowiny ((c) @halucinski) też.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:35:10:

    Statystycznie największe szanse na wykształcenie miliardera ma AGH. Na drugim miejscu jest Uniwersytet Warszawski. Na trzecim Politechnika Warszawska. Miejsca czwarte i piąte zajęły Politechnika Śląska w Gliwicach i Uniwersytet Wrocławski
    ...
    Zdaniem Karola Ciesielskiego sukces krakowskiej uczelni to efekt transformacji lat 90. AGH już wtedy kształciła informatyków i gdy nagle zaczął się zmieniać rynek technologii, absolwenci świetnie się na nim odnaleźli. Tak jest do tej pory.


    wyborcza.pl/7,87648,23741236,polskie-szkoly-miliarderow-ranking-uczelni-wg-zamoznosci-absolwentow.html

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:43:42:

    @trzy.14
    No faktycznie, związek tej klasyfikacji z OECD jest w uzasadnieniu.
    Trochę z tego wynika.
    Na przykład, demografia to (wg OECD) socjologia. Tu nie ma wątpliwości.
    Kognitywistyki, ani niczego podobnego - nie znalazłem.

    Wciąż jestem ciekaw co z informatyką,
    ale patrząc po tych klasyfikacjach:
    wydaje mi się, że to co zwykle uważa się za informatykę stosowaną zostanie "awansowane" do klasycznej informatyki (bo ta inżynieryjna informatyka, to będą jakieś zagadnienia elektroniczno-hardwarowe chyba), a nasi klasyczni informatycy będą na pograniczu wepchnięcia do matematyki.
    To nie brzmi optymistycznie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:47:37:

    @Zgred
    Właśnie tak stwierdziliśmy z kolegami. Tyle, że Gowin dokłada nam właśnie zbędnej roboty i kłody pod nogi we współpracy, a jakoś z tego trzeba będzie się wygimnastykować.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:56:59:

    @js.c

    Patrząc na podział dyscyplin w Scopusie można przypuszczać, że do "informatyki stosowanej" będą zaliczane takie obszary jak: inżynieria oprogramowania, przetwarzanie języka naturalnego, wizja komputerowa, przetwarzanie obrazów, uczenie maszynowe, uczenie głębokie, bazy danych, obliczenia równoległe i mnóstwo innych. Czasopisma, które działają na pograniczu zagadnień elektroniki z tymi wyżej (architektury komputerów, układy FPGA, systemu czasu rzeczywistego, przetwarzanie sygnałów) zazwyczaj przyporządkowywane są zarówno do informatyki stosowanej jak i elektroniki.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:57:36:

    @kahlkopf
    > Właśnie tak stwierdziliśmy z kolegami. Tyle, że Gowin dokłada nam właśnie
    > zbędnej roboty i kłody pod nogi we współpracy, a jakoś z tego trzeba będzie się
    > wygimnastykować.


    My przyjmujemy strategię dwuwarstwową: zabezpieczenia tyłów (ocena okresowa) minimalnym kosztem i grania na WoS/Scopus według kryteriów światowych a nie gowinowych. Jest oczywiście ryzyko, że "gównologia" (excusez le mot) zostanie na dłużej, ale to z kolei oznaczać będzie, że nie warto tracić czasu w polskim szkolnictwie wyższym i nauce, i że czas na całkowitą ewakuację do przemysłu.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 12:59:15:

    @dwa.718

    Z ciekawości dedukcyjnej: czy wnioskując na podstawie historii @trzy.14 (podwyżka o 314 zł po habilitacji) mogę wnioskować, że Twoja podwyżka 718 zł była po doktoracie?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:12:52:

    @dwa.718
    No właśnie nie jestem pewien. Inżynieria oprogramowania (hardware and architecture?) zapewne tak. Ale w przypadku pozostałych pozycji przypuszczam, że zaliczy się je do zwykłej "informatyki". Wg OECD powinny w "stosowanej" być raczej rzeczy typu robotyka i automatyka. Ale w Scopusie tego jakby - nie ma.

    No bo co będzie w "informatyce', gdy tamto wrzucimy do stosowanej, niewiele zostaje...?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:28:04:

    Właśnie przeglądnąłem cały załącznik dot. dyscyplin.
    W uzasadnieniu jest opisane z czego poskładano nowe dyscypliny.
    I tak czytam, że do nauk o polityce, administracji i politykach publicznych włączono nauki o zarządzaniu (dziedzina nauk humanistycznych).

    To się koledzy z UJ zdziwią, że biorą udział w nowej konkurencji :)

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:41:15:

    Co najmniej interesujące: obecnie takie dziedziny dotychczasowe jak: biochemia (dziedzina nauk biologicznych); biofizyka (dziedzina nauk biologicznych); biologia; biotechnologia (dziedzina nauk biologicznych); ekologia; mikrobiologia; ochrona środowiska (dziedzina nauk biologicznych) zostają włączone w dziedzinę "nauk biologicznych". Może ktoś się pokusi o porównanie czasopism o dotychczasowo takiej samej punktacji ministerialnej i zbliżonym impact factor biorąc pod uwagę czasopisma z działki, no dajmy na to, nauk o roślinach i biofizyki. Obawiam się (na razie jeszcze nie wiem czy zasadnie, ale przecież się dowiem), że nastąpi ostateczne dożynanie biologii na rzecz biofizyki i biochemii.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:51:56:

    Ja już widzę więcej implikacji! Teraz w zasadzie każdy przykładowy botanik może (!) publikować mydło i powidło, bo przecież jeśli "zapisał się" jako naukowiec nauk biologicznych, to przecież czemu ma nie pisać prac z mikrobiologii, czy biochemii. Przecież to jest genialne w swym pomyśle: tak jak pisano poniżej, będzie w RDN trzech ludzi z nauk biologicznych. Oni już nie będą mieli absolutnie żadnej wiedzy o tym co się dzieje i skończy się na oglądaniu tabelek. Cytując słowa piosenki: "... poziom się zwiększa; poziom, ale czego? Każdy każdego wykańcza kolego..."

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:52:09:

    @staryzgred2012
    718zł podwyżki po doktoracie? Marzenia. Nie, rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna.

    @js.c
    Na świecie "Computer Science" to generalnie informatyka stosowana. To co u nas uznaje się za "prawdziwą informatykę" to część dyscyplin, które w Scopusie są w dziedzinie "Mathematics" np. Theoretical Computer Science, Numerical Analysis, Computational Mathematics, Control and Optimization, Modeling and Simulation.

    Niemalże wszystkie dziedziny w "Computer Science" (poza General Computer Science i Computational Theory and Mathematics) to informatyka stosowana.

    W każdym razie, ostatecznie i tak to ministerstwo określi co jest informatyką stosowaną, a co teoretyczną więc wszystko może być zupełnie inaczej.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 13:58:42:

    informatyka stosowana jedynie przez swoja i swoich tworcow skromnosc nie nazywa sie informatyka diamentowa

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 14:14:06:

    @dwa.718
    No właśnie to mam namyśli.
    Nawiasem mówiąc, computational, modeling, simulation, control - to u nas zwykle też raczej "stosowana".

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 14:14:57:

    Z tego, co rozumiem, kognitywistow wrzucili w nauki o komunikacji społecznej i mediach. Bedzie cyrk, bo bardzo watpie, by rzeczywisci kognitywisci chcieli sie z ta nowa dyscyplina identyfikowac. To troche tak, jakby jezykoznawcy powiedziec, ze od jutra ma byc socjologiem, bo przeciez ludzie posluguja sie jezykiem, wiec w czym problem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 14:36:07:

    A propos punktacji publikacji, to ministerstwo zamierza wyrznac wszystkie male specjalistyczne wydawnictwa:

    2) listę wydawnictw spełniających warunki, o których mowa w pkt 1, oraz biorąc pod uwagę:
    a) publikowanie przez wydawnictwo recenzowanych monografii naukowych
    wnoszących istotny wkład w rozwój dyscyplin naukowych,
    b) prowadzenie przez wydawnictwo globalnej dystrybucji i publikowanie
    recenzowanych monografii naukowych w co najmniej 4 dziedzinach nauki,
    c) uznanie przez środowisko naukowe wydawnictwa za wiodące, z uwzględnieniem
    pozycji zajmowanej w wykazach klasyfikujących wydawnictwa,
    d) stosowanie przez wydawnictwo jednolitych standardów kwalifikowania monografii naukowych do publikacji, nieuzależnionych od wniesienia opłaty za publikację
    monografii lub wysokości tej opłaty.


    Istotny wklad, globalna dystrybucja i brak oplat za publikacje nie pomoga. Musza byc 4 dyscypliny wedlug ministerialnej klasyfikacji.

    Psychology Press i Multilingual Matters wypad! Nie liczy sie. Cambridge Scholars za to pewnie spelni wymagania ministerialne spiewajaco.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 15:16:41:

    @js.c @kragon
    Większość "prawdziwych informatyków" w ogóle nie uznaje tego co jest w Scopusie w "Computer Science" jako jakąkolwiek informatykę, nawet stosowaną. Generalnie temat diamentów w rodzimej informatyce stosowanej i ekspertów od krystalicznie czystej "prawdziwej informatyki" lepiej przemilczeć, każdy zainteresowany wie jak to wygląda i nie sugeruje się ich opiniami tylko robi swoje.

    Każdy tak naprawdę wie, które czasopisma w jego działce są dobre i w których warto publikować, bardzo często są one w pierwszym decylu Scopusa. Myślę, że wystarczy poczekać aż przyporządkowanie czasopism zostanie ogłoszone i zadeklarować taką dyscyplinę, do jakiej zostały przyporządkowane czasopisma, które uznajemy za wartościowe. Jeżeli np. u mnie IEEE CVPR lub IEEE TIP nie zostaną zaliczone do informatyki stosowanej tylko do elektroniki, to stanę się elektronikiem. Prawdziwy problem będą miały natomiast te osoby, które popełniają prace całkowicie interdyscyplinarne, których miejsca publikacji za każdym razem są w innej dyscyplinie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 15:39:05:

    @dwa.718, @kragon
    W każdym razie w przypadku informatyki jest szansa (gdy wysokie gremia to jakoś sobie wylobbują), że uda się sensownie podzielić to wszystko na dwa kawałki, powiedzmy "diamentowy" i "prawdziwy". Bo są dwa "worki", dwie informatyki. Tak, że każdy będzie mniej więcej zadowolony. Szansa, to nie znaczy, że tak będzie (zapewne nie będzie).

    Może nawet ci kognitywiści wylobbują sobie inne przytulisko, niż mass media. W scopusowej psychologii czy neuroscience widać jakieś wolne miejsce.

    W większości przypadków szans nie widać. W jednym worku będą i tacy, i tacy. Na przykład choćby "prawdziwa" matematyka i niezwykle płodna matematyka stosowana wszelkiego sortu. Ciekawe co poczną z fizyką matematyczną (wg Scopusa to się mieści w matematyce).


  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 16:03:38:

    MF (na razie) mówi nie tym pseudopodwyżkom, bo nie ma żadnych wyliczeń ile to będzie kosztować. To wiele mówi o tym jak ta ustawa jest beznadziejnie przygotowana.
    serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1198503,podwyzki-dla-nauczycieli-akademickich.html

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 16:39:52:

    W komunikacie Sąd Najwyższy informuje, że pytania dotyczą "zasady niezależności sądów i niezawisłości sądów jako zasad prawa unijnego oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek".

    Jak to jest?
    Na Słowacji zakazano odsyłania starych profesorów na zieloną trawkę - ze względu na wiek - właśnie w kontekście unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek.

    W Polsce jest klauzula wiekowa - i profesorów się dyskryminuje ze względu na wiek.
    Na Słowacji jest tabelka i jeśli stary profesor ma lepsze wyniki z ostatnich 5 lat według WoS i Scopus - niż jego młodszy kontrkandydat - to wygrywa starszy, bez względu na wiek. Mimo, że nie opłaca się uniwersytetom, gdyż wieloletni profesor ma większą wysługę lat - co daje aż 25% więcej - 1% za rok pracy, nie więcej niż 25%. Na wybieralne stanowiska też nie ma limitów wiekowych a tylko kompetencyjne.
    Czy to nie gwałci unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek to co dzieje się w Polsce? Bardzo proszę jakiegoś prawnika o komentarz.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 16:56:13:

    Ustawa Gowina znosi limit wieku, czyli teoretycznie teraz kazdy moze pracowac az do smierci, jezeli ma takie zyczenie. Nie dotyczy jedynie obecnych zwyczajnych, ktorzy ida na zielona trawke po skonczeniu 70 lat na mocy przepisow przejsciowych. Natomiast w ustawie jest ograniczenie wieku dla roznych stanowisk, co moze byc uznane za dyskryminacje w swietle prawa.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:09:44:

    Ja kiedyś o to pytałem, ale pro domo mea byłbym wdzięczny za jakiś bardziej rozbudowany komentarz. Ministerstwo twierdzi, że na mocy przepisów wprowadzających ustawę (art. 250) stanowisko profesora zwyczajnego staje się stanowiskiem profesora, a profesora nadzwyczajnego profesora uczelni. OK. Art. 116 nowej ustawy mówi o tym, że na stanowisku profesora może być zatrudniona osoba z tytułem profesora, a w punkcie 1.3 (jeśli dobrze liczę): Osobę posiadającą tytuł profesora zatrudnia się na stanowisku profesora. Czy to oznacza automatyczny awans wszystkich tytularnych, czy Uniwersytety będą mogły tak interpretować tę przepisy, żeby jednak zatrudniać tytularnych na stanowisku nadzwyczajnym? Taką mam nadzieję, że ma to sens, co napisałem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:32:02:

    @leros
    Te przepisy sa sprzeczne. Punkt 3. oznacza, ze kazdy tytularny powinien zostac zatrudniony na stanowisku profesora. W tej sytuacji punkt 2. nalezy interpretowac jako: na stanowisku profesora moze byc zatrudniona wylacznie osoba posiadajaca tytul. Moim zdaniem to oznacza automatyczny awans dla wszystkich tytularnych.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:35:16:

    Hmm. Ja się na tym kompletnie nie znam, ale wydawało mi się, że one są komplementarne - jeden określa warunek minimalny, drugi doprecyzowuje. Ale tak tylko zgaduję.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:36:32:

    Czy ja mam jakas nieaktualna wersje, czy ktos z was tez to widzi:

    Przepisy przejsciowe:
    art. 249 ust. 2. Do pracowników, o których mowa w ust. 1, stosuje się przepisy ustawy uchylanej w art. 169 pkt 3 dotyczące mianowania.

    art. 169 ust. 3. ustawy uchylonej:
    Podstawę przyjęcia na studia pierwszego stopnia lub jednolite studia magisterskie stanowią wyniki egzaminu maturalnego

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:45:16:

    Leros,
    pkt. 2 mowi: osoba posiadajaca tytul moze byc zatrudniona na stanowisku...
    pkt. 3 mowi: osoba posiadajaca tytul musi byc zatrudniona na stanowisku...

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 17:54:53:

    Ja się nie spieram. Po prostu chciałbym żyć w przekonaniu, że ktoś, kto stanowi prawo, to ma pojęcie, co robi. Ale chyba faktycznie mnie poniosło z tymi marzeniami.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 18:25:24:

    @leros76
    dokad prawo stanowil ktos, to mial pojecie

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 23:06:36:

    @Charioteer1:

    > Te przepisy sa sprzeczne. Punkt 3. oznacza, ze kazdy tytularny powinien zostac
    > zatrudniony na stanowisku profesora. W tej sytuacji punkt 2. nalezy interpretowac
    > jako: na stanowisku profesora moze byc zatrudniona wylacznie osoba posiadajaca
    > tytul.

    Dlaczego sprzeczne?

    Art. 116 ust. 2 pkt 1 mówi, że na stanowisku profesora wolno zatrudnić tylko osobę z tym tytułem naukowym. To ważne zastrzeżenie. Gdyby go nie było, oznaczałoby to, że ustawa dopuszcza możliwość zatrudnienia na stanowisku profesora osoby bez tytułu belwederskiego. Z kolei art. 116 ust. 3 nakłada na uczelnię obowiązek zatrudniania osoby z tytułem profesora tylko na stanowisku profesora.

    Podsumowując: oba przepisy łącznie stanowią, że profesora belwederskiego można zatrudnić tylko na stanowisku profesora i że to stanowisko jest przeznaczone tylko dla profesorów tytularnych. Nie widzę tu żadnej sprzeczności.

    > Moim zdaniem to oznacza automatyczny awans dla wszystkich tytularnych.

    Też tak uważam. No chyba, że są jakieś dziwnie brzmiące przepisy przejściowe, regulujące inaczej kwestię już zatrudnionych profesorów belwederskich. Trzeba by sprawdzić. Przyznaję, że mnie się nie chce przedzierać przez tego kolosa z przepisami przejściowymi.

    @Kragon:

    > dokad prawo stanowil ktos, to mial pojecie

    Dopóki wątpliwej maści reprezentanci ludu zajmują stodołę, dopóty nie ma to szansy. W boisku mamy całą menażerię rozkrzyczanych przedstawicieli zawodów, niemających pojęcia o prawie i odrzucających niepasujące im ekspertyzy prawne, a w sąsieku za niezłe grosiwo odpoczywają podobni im, którzy bezrefleksyjnie przyklepują nadesłaną im z boiska twórczość.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/02 23:27:09:

    Mnie natomiast nie podoba się pomysł sporządzania wykazu czasopism i wydawnictw nie rzadziej niż co dwa lata. To ostatni paragraf projektu rozporządzenia w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych oraz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych.

    Rozporządzenie będzie wydane na podstawie art. 267 ust. 2 pkt 2 gowinówki. Tenże przepis upoważnia ministra do określenia:
    a) sposobu sporządzania wykazów wydawnictw, czasopism i materiałów pokonferencyjnych,
    b) sposobu ustalania i przypisywania im liczby punktów.
    Upoważnienie ustawowe nic nie mówi o kompetencji ministra do ustanowienia częstości sporządzania tych wykazów.

    Minister zaproponował T =< 2 lata świetlne. Przepisy o ewaluacji jakości działalności naukowej stanowią dział IV rozdział 3 gowinówki, tj. art. 265-274. Artykuł 266 mówi, że ewaluację przeprowadza się co 4 lata świetlne.

    Nie dość, że poprzez ustanowienie częstości publikacji wykazów Gowin wyszedł poza upoważnienie ustawowe, to jeszcze zrobił to, nie bacząc na kontekst systemowy, z którego wynika okres 4-letni świetlny. W ten sposób nasz wielce oświecony ustrojodawca naukowy będzie zmieniał reguły gry nie rzadziej niż raz podczas 4-letniego świetlnego okresu ewaluacyjnego.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 01:26:55:

    @charioteer1, @halucinski
    > Podsumowując: oba przepisy łącznie stanowią, że profesora belwederskiego
    > można zatrudnić tylko na stanowisku profesora i że to stanowisko jest przeznaczone
    > tylko dla profesorów tytularnych. Nie widzę tu żadnej sprzeczności.


    I to jest gwóźdź do trumny: nikt zdrowy na ciele i umyśle nie będzie zatrudniał profesorów tytularnych ponad niezbędne - z różnych powodów - minimum, a już absolutnie nie będzie ich zatrudniał jako emerytów. W zabezpieczeniu bytu ustawodawca poszedł tak daleko, że znokautował potencjalnych beneficjentów - jak kobiety ciężarne.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 07:12:32:

    Zgred,
    Ale nie ma jeszcze rozporządzenia o zasadach finansowania?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 07:26:49:

    Donos do ministra nauki:

    zzppo.pl/wp-content/uploads/2018/08/List-do-Ministra-zarobki.pdf

    generalnie warto przejrzeć choćby obrazki.

    Sprawa dodatku rektorskiego:
    - str. 28 (pdf): "przewodniczący KRASP wystąpi o taki dodatek do Ministra, jednak potrzebna jest uchwała Senatu"
    - str 49: "środki będą pochodziły od ministra, który również podejmie decyzję w sprawie przyznania dodatku specjalnego".
    - str 27: "dodatek przyznany przez ministra finansowany jest z przychodów uzyskanych z najmu oraz narzutu kosztów pośrednich".

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 08:13:32:

    @ 3.14: nie mam wątpliwości, że trend zainicjowany na PO będzie kontynuowany na innych uczelniach, zgodnie z zasadą: rząd, pardon - administracja - się wyżywi. A ustawa 2.0 w tym pomoże: mamy przecież już zagwarantowane rady uczelni, do tego ścieżka dydaktyczna dająca możliwość zwiększenia pensum. Wreszcie zniesienie wymogu samodzielnych do uprawnień - w wielu nawet publicznych uniwersytetach chętnie z tego skorzystają.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 11:48:17:

    fla,
    tylko że to nie jest administracja, tylko Administracja. administracja zarabia w widełkach 2000-2500, co również opisano w tym dokumencie i jest zgodne z moją (wyrywkową) wiedzą o mojej jednostce.

    Co do rektora PO. to polecam poświęconą mu notkę w wikipedii. pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Tukiendorf
    Myślałem, że to ktoś, kto zaraz idzie na emeryturę, więc ostatni skok na kasę ma służyć zapewnieniu *bardzo* "godnej" emerytury w "starym systemie", w którym liczą się zarobki z kilku ostatnich lat; a to ledwo 54-latek! A w plecaku już dwie kadencje prorektorskie i półtorej rektorskiej.

    Ten wpis na Wiki wygląda jakby został w całości przygotowany przez Biuro Prasowe Najjaśniejszego Rektora. Morze wazeliny, zero osiągnięć naukowych, mnóstwo osiągnięć reprezentacyjnych krajowych, międzynarodowych, wszechświatowych. A tymczasem Politechnika Opolska tonie.

    Zastanowiła mnie ta profesura w 5 lat. Ale niestety, w tamtych czasach wszystko wojenno tajno. Temat "Modelowanie neuronowe procesów mieszania niejednorodnych układów ziarnistych" aż prosi się, by zrecenzował to diament z AGH. Tymczasem *żałosny* dorobek profesora rektora wg WoS został dołączony do zalinkowanej przez mnie dokumentacji. Jednocześnie senat PO obniżył rektorowi pensum do 30 godz. (o co nie miałbym pretensji, gdyby ten czas poświęcał Politechnice Opolskiej) oraz dał in blanco zgodę na ZATRUDNIENIE na dodatkowym etacie IN BLANCO.

    No i teraz pytanie retoryczne: czy takie mechanizmy zostaną nową ustawą zdławione czy wzmocnione? Moim zdaniem to drugie, bo znika jakakolwiek kontrola oddolna, która jednak - jak pokazuje PO - i tak już jest ILUZORYCZNA. Wygląda na to, że Senat PO albo siedzi w kieszeni, albo zwyczajnie boi się rektora diamentowo KRASP-KRPUT-chińsko-prof.-wikipedystycznego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 11:54:59:

    Albo z innej perspektywy: Ustawa 2.0 sankcjonuje istniejące i wprowadza dodatkowe mechanizmy uwłaszczenia się nomenklatury na majątku publicznym.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 12:22:19:

    @Pi
    Wchodzimy w okres, w którym jeśli nie jesteś w odpowiedniej grupie interesu, to może być cienko. Więc ratuj się kto może, być może przez morze ;o). I tak jak Zgred napisał minimalizować straty.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 14:00:36:

    @trzy.14
    > Tymczasem *żałosny* dorobek profesora rektora...

    Ten facet naukowo nie istnieje. Według Scopusa (a jak wiadomo, to są łagodniejsze kryteria bibliometryczne): 5 publikacji, 19 cytowań, hirsch 2. Według WoS: 4 publikacji, 15 cytowań, hirsch 2. Wyniki wzajemnie spójne.

    Konkluzja: ten człowiek jest trupem naukowym i zawsze był tylko ciut nad dnem. Pierwszym autorem był tylko w jednym konferencyjniaku z 2006. Administrator-polityk udający naukowca, wygodna marionetka GTW, która nie podskoczy rzeczywistym władcom z "deep university", bo nie ma żadnej własnej pozycji naukowej.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 14:22:41:

    ktos mu jednak dal habilitacje. Kto???
    A moze nawet tytul? z chemii?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 15:36:59:

    Oto jedna z jego prac, rok przed uzyskaniem tytułu profesora:
    yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.baztech-article-BAR0-0042-0063

    Tytuł
    "Adaptacja funkcji kwadratowej do opisu zmian jakości mieszanki ziarnistej"

    zwrócił moją uwagę, bo cóż ciekawego można jeszcze powiedzieć o funkcji kwadratowej?

    Modelują próbki 12-punktowe krzywą parametryczną z 7 parametrami. W równaniu 2 wprowadzają jednak dwa wyrazy wolne. DWA!!! Wstawiają dane, czyli te 12 punków, zapewne do gotowego programu ("obliczenia własne"). Sczytują z niego i publikują odpowiedź, a nawet rysunki. Pół arkusza wydawniczego jak w banku. I tak komentują te wyrazy wolne: "Wprowadzenie do modelu regresji kwadratowej dwóch wyrazów wolnych dla zmiennych x i y pozwoliło na lepsze dopasowanie danych teoretycznych do empirycznych.". Przecież to jaja nieziemskie są na poziomie licencjatu! W wynikach pojawia się tajemnicze e^{-7}, np. -4,9697e^{-7} y^2 we wzorze nad rys. 4. Co to za e? Stała Eulera? Skąd? Moim zdaniem program wyświetlił -4,9697e-7, a oni nie potrafili tego odczytać jako -4,9697*10^{-7}, czyli profesorant techniczny nie potrafi odczytać liczby z kalkulatora. Nie wiadomo, po cholerę uparli się dawać wyniki z dokładnością do 4 cyfr po przecinku, co miejscami oznacza 5, czasami 1 cyfrę znaczącą i to jest błąd w sztuce na poziomie liceum (nie publikuje się śmieci). Brak jakiejkolwiek refleksji nad uzyskanym wynikiem. Brak choćby chęci uogólnienia. Postawiliśmy hipotezę, wrzuciliśmy ją do komputera, komputer zwrócił jakieś liczby i wykresy, to my ja bach do pracy i już! I co nam zrobicie? Na koniec test t-Studenta. W jednej tabeli wyniki dla dwóch różnych układów pomiarowych? Zero komentarza na temat uzyskanych wartości p=1e-15 z jednej strony i p = 0,392 z drugiej?

    Dodam dla nietechnicznych, że użycie modelu statystycznego z dwoma całkowicie zależnymi (funkcjonalnie identycznymi) parametrami, jak w tej pracy, z reguły całkowicie "rozkłada" metody komputerowe i albo dostanie się komunikat o błędzie (np. "singular matrix in..."), albo kompletne śmieci. Poza tym użycie w tytule "funkcja kwadratowa" do paraboloidy to jednak nadużycie.
    Po trzecie, dopasowywanie danych do teorii z wieloma parametrami (tu: 6 lub 7) niemal zawsze prowadzi do sukcesu (dajcie mi dostatecznie wiele parametrów, a dopasuję nimi słonia do każdej teorii). Trzeba mieć jaja ze stali albo próżnię w mózgu, by twierdzić, że w ten sposób coś się w sposób pozytywny udowodniło; w tej pracy zaledwie nie wykluczono zależności kwadratowej, co nie jest specjalnym odkryciem.

    To jest artykuł na poziomie prac z teologii, w których autor albo nie powołuje się na żadne inne artykuły, albo tylko na encykliki JP II.

    I pod taką pracą podpisuje się profesorant, obecnie członek krajowej technicznej GTW, niezależnie od tego, czy jako główny macher, czy figurynka?

    Może nie czytał? Nie wiem, co gorsze.

    Wysyłam, szkoda czasu na dalsze dywagacje.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 15:47:26:

    tym bardziej warto znac nazwiska recenzentow habilitacji i tytulu. To co prawda z rolnictwa, ale warto znac :-)

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 19:04:24:

    @trzy
    może to nie do końca wina profesoranta?

    sam kiedyś byłem świadkiem sytuacji, że całkiem poprawny artykuł, poszedł do JCR, ale po recenzjach wrócił z propozycjami recenzentów takimi, że trzeba było z dobrego artykułu zrobić artykuł 'wykastrowany'. Jeden autor postawił się reszcie i powiedział, że jeśli wprowadzą zmiany recenzentów - to jego proszę wypisać spośród autorów. Redaktor pisma uznał, że jeśli uwagi recenzentów nie będą w całości uwzględnione - to on artykułu nie puszcza. Artykuł dopasowano do wymagań, sporo kudrykogowienek wpadło. Wstyd wrócił jak prof. J@j*ga z ramienia cesarsko-królewskich recenzował habilitację w której jeden ze współautorów włączył rzeczoną pracę do osiągnięcia - jego zdaniem powinno było być ... i o dziwo - miało być jak przed uwagami recenzentów.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 21:27:04:

    profesorancie....

    bardzo delikatnie mowiac: sciemniasz.

    to autor(zy) zawsze ponosi odpowiedziedzialnisc za tresc artykulu. To on go podpisuje. I nie tlumaczy go w zadnej mierze to ze ulegl... szatanowi

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 22:52:12:

    @kragon

    jesteś idealistą - a ja lubię słuchać idealistów -zostało mi to z czasów dobranocek i teleranka :-)

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/03 23:17:59:

    Albo tu - albo na DNUie - był wątek, w którym chyba 314 określił prace wchodzące w skład osiągnięciahabilitacyjnego habilitanta, który zupełnie przypadkowo był doktorantem ważnego profesora z CK - że to jest kurde poziom magisterskiej pracy. Ktoś - chyba złośliwie - zażartował, że habilitowany dostanie nagrodę.
    Rzeczywistość pokazała, że żarty można sobie robić z czegoś innego a nie z nauki polskiej, w której najbardziej złośliwe żarty są jedynie trzeźwą zapowiedzią przyszłych wydarzeń. Ten habilitowany nie miał ani jednej publikacji A.
    Dziś w ekonomii publikacje A są takim jednorożcem, że nie mam wątpliwości, że w zamian za propozycję dopisania do takiej publikacji można załatwić więcej niż za komuny za talon na dużego fiata.
    I teraz masz autora, który ma do wyboru - będzie mieć A jeśli wszem i wobeć ogłosi denny artykuł - albo jeśli będzie się upiera przy swoim - nie opublikuje nic z A.
    To jest dylemat wagonika - jeśli nie przestawisz zwrotnicy - nie będzie A i wszyscy stracą - a jeśli przestawisz zwrotnicę - będzie A - będzie gloria i chwała - znający się na rzeczy 314 napisze na forum bloga habilitanta, że to jest poziom licencjatu, a wszyscy po cichu pomyślą - że chcieliby być skrytykowani przez 314 za to, że mają takie A - bo nie mają A i mażą o jakimkolwiek A. Jest mnóstwo publikacji A, których nikt nigdy nie przeczyta - nawet 314 - i wtedy tam może być cokolwiek, ale jest A.

    Pewien profesor dziekan z układami powiedział, że to czy ktoś jest dobry czy zły - to widać w WOS i Scopus - Indeks H, liczba cytowań, nawet IF czasopism nie jest tak ważny jak Indeks H i liczba cytowań - bo IF jest względne dyscyplinarnie, a on jako matematyk, ma stwiedzić czy chemikowi dać grant ERC - i czyta recenzje chemików, z których nie rozumie nic, nawet nie wie, czy słabe strony i mocne strony - dowodzą słabości czy siły, nie wie, czy konkluzja - choć pozytywna - jest bardziej pozytywna niż fizyka, geografa i kilku innych, którzy zlożyli wnioski.
    Od razu się ciśnie na usta - to co ten profesor tam robi - skoro sie nie zna? Odpowiedź brzmi: zarabia.
    Bo za pracę dla ERC płacąna tyle dobrze, że on tam nikogo nie wpuści poza nim, jeśli go nie zmuszą.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 01:37:00:

    @ profesorant - Rzeczony magistrant vel habilitant, nie tylko nie splamił się listą A, lecz nie splamił się listą B. Jeśli chodzi o rozdziały w monografiach, to nigdy nie wyszedł poza swoją uczelnię i miał tych rodzimych pokonferencyjnych rozdziałów 23.

    Oczywiście nagroda 50 tysięcy się należała, bo w sumie kto jest w stanie dokonać znaczącego wkładu w naukę przy pomocy rozdziałów wydawanych przez siebie w garażu na zadupiu Europy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 09:27:34:

    profesorant,
    Politechnika Opolska, rok 2012, z dumą donosi na stronach 21-23: "osiemset cytowań"
    wu.po.opole.pl/archiwum/download/2012/WU_9_226_2012.pdf

    Jest tam też lista wszystkich pracowników PO, którzy w 2011 zostali choć raz zacytowani w czasopiśmie indeksowanym na WoS (a więc choćby sami się zacytowali).

    800 cytowań na 800 pracowników!!!!

    Wydział Ekonomii i Zarządzania: 2 osoby, 2 cytowania. No szok poprzeczny!

    Nie chodzi o to, by publikować na A, tylko by publikować tak, by nas czytano. Tego nie wysysa się z mlekiem matki ani nie bierze ze szkoły średniej. Do tego niezbędne jest całe środowisko, w jakim się pracuje. Od co najmniej 20 lat nie widziałem doktoranta bez 2 publikacji na A i tylko wyjątkowo bez choć jednego, dwóch cytowań. Niemal zawsze za takim doktorantem i artykułami, i cytowaniami* stoi promotor a często cały zakład promotora. To jest to środowisko i, będzie górnolotnie, ten etos, którego nie dostrzegam w (polskiej) ekonomii.

    Ta lista 800 to dobre odzwierciedlenie punktu wyjścia reform Kudryckiej.

    *oczywiście to nie promotor cytuje, tylko dba o to, by artykuł był tak napisany, by innym chciało się go przeczytać i nawet zacytować.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 11:13:52:

    Aby być cytowanym, samemu najpierw trzeba cytować.
    I nie piszę tu o jakichś nadużyciach a o nudnym zwyczajnym zapoznaniem się z literaturą z indeksowanych czasopism.
    Wbrew pozorom - to jest INNA literatura.
    Nawet teraz - WOS przez emerging sources - stał się bardziej liberalny niż Scopus.
    A do tych emerging pisują innej kategorii autorzy niż ci, którzy pisywali do JCR.

    Osobiście uważam, że na całą karierę akademicką, przeciętny naukowo - dydaktyczny profesor jest w stanie popełnić 3 dobre teksty.

    I Indeks Hirsha = 1, z liczbą cytowań 1, dla pierwszego z tych trzech tekstów, powinien być wymagany jako sztywne minimum dodoktoratu.
    Indeks Hirsha = 2, z liczbą cytowań 10, dla dwóch z tych trzech tekstów, powinien być wymagany jako sztywne minimum habilitacji.
    Indeks Hirsha = 3, z liczbą cytowań 100, dla tych trzech tekstów, powinien być wymagany jako sztywne minimum do profesury belwederskiej.

    Parametryzacja powinna się opierać na 1 tekście od 1 pracownika raz na 7 lat.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 11:19:32:

    @Profesorant
    To ja już wg. Twoich kryteriów powinienem być więcej jak prof. belweder ;o)

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 12:50:01:

    @profesorant, @kahlkopf, moim skromnym zdaniem przy takiej ilości danych publikowanych co roku w skali światowej trzeba spełnić szereg wymagań, aby napisać coś dobrego. Zaczynając od tego, że temat jest potrzebny, artykuł jest dobrze napisany, cytuje się kilku wiodących badaczy, wybiera się dobrze poczytne czasopismo, przygotowuje się co najmniej przyzwoite ryciny (jeśli nie idealne), ewentualnie wybiera się open access. Przy dzisiejszej nieprzewidywalnej modzie w nauce i swego rodzaju inercji nie ma już czasu na to, żeby publikować mało (paradoksalnie). Poza tym, po habilitacji można już lecieć z polotem, mieć większy rozstrzał tematyczny w obrębie dziedziny oraz posiada się (przynajmniej w założeniu) bardzo dobrze opanowany warsztat.
    I najważniejsze: trzeba dobrze określić lukę w wiedzy i stworzyć pomysł jak ją zapełnić. Czasami bardzo proste rzeczy wymagają opracowania. I - znów paradoksalnie - najprostsze pomysły cytują się najlepiej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 13:34:18:

    alpacone,
    W samej UE jest z 2 mln naukowców. Natomiast *dobrych*, czyli wnoszących coś naprawdę świeżego prac pojawia się pewnie tyle, co 100 lat temu...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 13:58:06:

    @Alpacone
    Jest trochę więcej zmiennych, a jedną z nich jest działka, w której człek się realizuje. To w dużej mierze determinuje możliwości publikacyjne, co przekłada się na czasopisma z odpowiednimi IF. Możliwości po hab. ogranicza zazwyczaj to, że próbuje się dorzucać spraw administracyjno-opiekuńczych. W Polsce naprawdę nie jest łatwo uprawiać naukę.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 15:47:04:

    @kahlkopf: to prawda, ale z tej opieki da się dużo wyciągnąć, bo jeśli dobrze się pokieruje dyplomanta (w ramach dajmy na to pracy magisterskiej, licencjackiej), to ma się materiał do opublikowania. A przez to, że studenci pragną stypendiów jest o to stosunkowo łatwo.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 15:53:12:

    @ alpacone: to zależy od dyscypliny. W przypadku nauk eksperymentalnych - być może. W przypadku ekonomii jest to niemal niemożliwe.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 16:27:59:

    Na świecie jest jakieś dziesięć osób, które mogłyby mnie sensownie zacytować... Lubię czytać takie mądre postulaty, które jasno pokazują, że ktoś nawet do instytutu piętro wyżej nigdy nie zajrzał, ale zna się na nauce ;)

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 16:37:49:

    3.14 slusznie zauwaza ze dobrych naukowcow jest mniej wiecej tyle co 100 lat temu. Bo niby czemu mialoby byc wiecej? Czy ewolucja az tak przyspieszyla?

    A co do czasopism. Ranking szanghaiski lustuje ok 150 razem we wszystkich naukach. I w zasadzie tam warto mierzyc. A nie upychac gdziekolwiek, zwlaszcza dostosowujac sie do byle jakich recenzentow.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 17:09:12:

    @profesorant
    Twoje kryterium, jak każde inne ilościowe, jest łatwe do rozpracowania. Wystarczy 3 doktorantów;-)
    Jedynie kogo ono chwyci, to tych którzy o nim nie wiedzą.
    Nie mówiąc już o tym, że premiuje autorów "review papers".

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 18:31:17:

    @ford.ka
    no to IH = 2 i 10 cytowań tych 2 prac do habilitacji byś miał

    dziś profesorami belwederskimi zostają ci, którzy nie mają nawet IH = 0 (aby mieć IH = 0 trzeba mieć choć 1 publikację w WoS lub Scopus), jak opisał człowiek z makulatury - dostaja nawet 50000 nagrody (nie wiem skąd takie kwoty?)

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 21:43:05:

    @profesorant
    Z ciekawości zapytam: o jakiej dyscyplinie nauki mowa w kontekście zaproponowanej ewaluacji ilościowej?

    Generalnie w naukach technicznych, bądź medycznych nie wyobrażam sobie publikowania czegoś raz na 7 lat. 100 cytowań i IH > 5 mają czasami doktoranci. Świat i wiedza idą tak szybko do przodu, że spora część wiedzy technicznej w takim okresie zdąży się przedawnić.

    Z drugiej strony zgadzam się, że powinno się publikować jedynie dobrze przygotowane prace, które faktycznie wnoszą wkład do nauki, a nie stanowią tzw. "minimum publishable unit". Niestety, takie coś byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby w nauce były jedynie osoby uczciwe, inteligentne i z sporą wiedzą, a sposób oceny byłby sprawiedliwy oraz oparty na rzetelnej ocenie eksperckiej.. Czyli z definicji jest niemożliwe, bo natury ludzkiej się nie zmieni.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 22:09:01:

    @2.72
    naprawde sa srodowiska naukowe w ktorych nadmierne publikowanie jest grzechem i raczej jest napietnowane.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 22:18:12:

    @kragon
    I sprawdziłem te czasopisma. I tak krytykowałeś Elsevier jako wydawnictwo, a tymczasem w tym rankingu, który uważasz za tak ważny, są właśnie takie czasopisma jak: International Journal of Heat and Mass Transfer, Journal of Hydrology, Journal of the Mechanics and Physics of Solids, Journal of Sound and Vibration. I to właśnie Elsevier (link: www.shanghairanking.com/subject-survey/survey-results-2018.html).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/04 22:24:53:

    @Alpacone
    Te sprawy opiekuńcze to nie muszą być właśni doktoranci. Tak, czy tak, to dobrze to już było, nowa ustawa gwarantuje nam niezły bałagan i chaos, co zapewne odbije się na nas w zwiększonej papierkologii stosowanej.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 08:45:23:

    @czlowiek.z.makulatury
    Piękne podsumowanie wybitnego osiągnięcia.
    Podobne wybitne osiągnięcie wyłącznie garażowe otrzymało niedawno tzw. polskiego nobla w HS, to chyba też 50 tys.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 13:49:01:

    @kragon
    > naprawde sa srodowiska naukowe w ktorych
    > nadmierne publikowanie jest grzechem i raczej
    > jest napietnowane.


    No i co z tego? Środowiska tak się zachowują, jak premiuje to kontekst organizacyjno-finansowy. To tylko dowodzi, że wspomnians przez Ciebie kręgi mają inne ramy finansowania.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 14:38:40:

    @nobooks
    Ten noblista sam sie po nagrode nie zglosil. W tym kontekscie mnie bardziej interesuje, czym kierowala sie instytucja zglaszajaca i co to o niej mowi.

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 16:50:59:

    @2.7
    Wiesz, że nie przeczytałeś dokładnie mojego modelu.
    Niech sobie ci techniczni robią biegunkę publikacyjną - jak lubią. Ale ocena powinna być na podstawie tylko jednego artykułu na 7 lat. Jeśli ktoś ma przez te 7 lat same badziewie - to przedstawiłby tylko 1 sztuke badziewia.
    Podobnie z cytowaniami.
    To, że jesteś w działce, gdzie sensownie może Cię zacytować 10, i do tego w całej ich karierze, każdy z nich napisze 6 artykułów, czyli do Twojej profesury wymagane jest, aby każdy z nich zawsze Cię czytał i cytował po 2 Twoje artykuły, nie jest wcale trudniejszym położeniem od tego w jakim znajduje się ktoś, kogo zacytować sensownie mogą miliony, piszące po 2 artykuły rocznie.
    1 artykuł na 7 lat oznacza, że 1 artykuł na 7 lat przedstawiałby ktoś, kto pisze 1 artykuł na 10 lat jak i ten, kto pisze 10 artykułów na rok.
    W swojej działce konkurowałby z podobnymi sobie.
    Można mieć nawet indeks H = 33 i nie mieć 3 publikacji, które łącznie mają 100 cytowań. Taka miara bezlitośnie zrównuje szanse i doprowadza do odchudzenia dokumentacji ewaluacyjnej.

    @chario
    do nagrody może cały Uniwersytet zgłosić jednego na jedno zgłoszenie
    i to dużo mówi o tych niewysuwanych - jeśli wysuwany jest jaki każdy widzi

    i to dużo mówi też o tych wszystkich innych instytucjach, które wysunęły swoich i one przegrały z tym wysuniętym

    i ten system z 1 publikacja na 7 lat od jednego pracownika - jest podobny co do mechanizmu - ujawnia dużo

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 17:04:48:

    @dwa.718

    ||100 cytowań i IH > 5 mają czasami doktoranci.||

    Po pierwsze - nie wszyscy doktoranci. Po drugie - na Słowacji i w Czechach, do doktoratu wymagana jest jedna publikacja klasy A (czyli czasopismo z IF > 0,25 wg JCR, albo czasopismo indeksowane w WoS i na Scopus z IH>10 wg. Scopus).
    I ta jedna publikacja A musi być we współautorstwie z promotorem i może się liczyć tylko temu, kto jest pierwszy na liście autorów - czyli doktorantowi, a nie liczy się do niczego autorowi (promotor z uniwersytetu na którym jest procedura doktorska nie ma liczonej ej publikacji "na siebie" a jest ona liczona na doktoranta).

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 17:14:12:

    @profesorant
    Jak pisałem wcześniej, jeżeli pojawi się wymóg 100 cytowań dla 3 publikacji to się go spełni. To naprawdę żaden problem. Nawet z wykluczeniem samocytowań i cytowań współautorów. Wprowadzisz taki wymóg i będzie on martwy natychmiast po ogłoszeniu.
    Powiem więcej, jest on dużo prostszy do obejścia niż wymóg h-indeksu 10, bo do tego trzeba mieć 10 publikacji w WoS a w twoim wystarczą 3.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 17:49:34:

    taistadocentka,
    To czechosłowackie rozwiązanie mi się nawet podoba. Jedna publikacja, ale doktoranta, czyli taka, w której promotor pełnił funkcje pomocniczą, a nie tak jak jest teraz, że doktorant zgłasza nawet 10 publikacji, ale w każdej z nich mógł parzyć kawę i tylko on z promotorem znają prawdę.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 17:54:17:

    @kragon
    naprawde sa srodowiska naukowe w ktorych nadmierne publikowanie jest grzechem i raczej jest napietnowane.

    Rozumiem, że to środowisko pisze do szuflady, czy może raczej niechętnie dzieli się wynikami swoich badań? Nauka z założenia związana jest z komunikacją. Prac nieogłoszonych najzwyczajniej w świecie nie ma, stąd też na podstawie czego można powiedzieć, że środowisko to pracuje naukowo? Mglistych zapewnień?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 18:41:21:

    @Profesorant
    Kiedyś rozmawiałem z pewnym holenderskim profesorem, który w Polsce był jako visiting. I on unaocznił mi jedno, że nie publikujesz, a zwłaszcza jeśli nie publikujesz w jęz. angielskim to znaczy, że człowieka, jako naukowca nie ma. Z resztą, jeżeli chce się postarać o jakiś staż, czy chce się nawiązać współpracę, to zawsze jest pierwsze pytanie: jakie i gdzie się ma publikacje. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że są różne typy artykułów od short communication, poprzez review, aż po research. Są też letters. Wszystkie te formy krótkie i długie, to po to by się komunikować i pokazywać swoje badania, swoje przemyślenia. Stąd jeżeli mówimy o artykule raz na 7 lat, to którym? A może to nie artykuł powinien być, tylko monografia, która podsumowuje dotychczasowy dorobek? Poza tym, co to znaczy nadmierna liczba artykułów? Jak też prowadzić sensowne badania, a zwłaszcza jak korygować je we właściwy sposób, jeśli tylko raz na 7 lat przedstawialibyśmy swoje badania i poddawalibyśmy je krytyce? Stąd nie powinieneś Panie Profesorancie od razu krytykować i wskazywać, że coś jest badziewiem, bo to nie najlepiej świadczy o wydającym tego typu opinie. W końcu można też pisać raz na 7 lat. Tylko, czy jest to od razu wskaźnik jakości?

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 18:56:32:

    @adam

    to niech go spełnią

    teraz z całego CK niemal nikt nie ma nawet IH = 0 (w HS)

    Cały czas mam wrażenie, że ty chcesz te 100 cytowań zdobywać dla dowolnych 3 publikacji - a chodzi o 100 cytowań dla tych konkretnych 3 publikacji przedstawianych do tytulu

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:11:58:

    @profesorant
    Przy założeniu ze mam 2-3 lata na spełnienie wymagań do tytułu wybieram 3 swoje publikacje z WoS, i ide do 3 kolegów / doktorantów, którzy przez ten okres napiszą po 11 artykułów (żaden wyczyn) publikowanych na jakiejś indeksowanej w WoS konferencji. I oni te moje prace w nich zacytują. Razem po 33 cytowania od każdego jakies jedno wpadnie skądkolwiek (moze juz było) i juz warunek spełniony. A oni pójdą na to, bo tez beda musieli uzbierać 100 cytowań na tytuł. Twoj system po prostu ułatwia zrobienie spółdzielni, bo wprowadza proste kryteria ilościowe (wiadomo które prace maja byc cytowane i ile razy).

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:14:53:

    @kahlkopf

    to co powiedzial Tobie ów Holender - to racja
    zgadzam się, że są różne typy publikacji
    nie ma przeszkód aby ktoś publikował więcej niż 1 sztuka na 7 lat - w moim modelu ocenie poddawane byłoby 1 dzielo na 7 lat, które spośród całego swego dorobku wybierałby oceniany
    umiejętność wyboru też jest wskazówką z kim mamy do czynienia

    Jak składam kwity na stanowiska czy to do Szwajcarii czy do USA - zazwyczaj pytają mnie o 3 publikacje, które mam w formie wydruku dołączyć (lub PDF jak aplikacja online) i mam też podac listę nie więcej niż 10, ale kilku życzliwych ludzi powiedziało mi, że ma tam być nie więcej niż 6-7, bo 10 to jest maksimum zachowane dla tych, którzy naprawdę mają prawdziwe 10.
    Te 3 są na full professor. Na niższe stanowiska - chcą po pristu 1 publikacji lub tylko projektu jaka ewentualnie byłaby to publikacja.

    Komunikacja naukowa to piękna idea. I realizowanie jej powinno się odbywać w sposób sensowny, dopasowany do faktycznych potrzeb.
    Czy innym jest ocena - która powinna spośród wszystkich przejawów aktywności naukowej brać pod uwagę nieliczne - wybrane - najlepsze z najlepszych - jej przejawy. Bo życie naukowca to 9 złych pomysłów i beznadziejnych błędnych realizacji na 1 dobry fajny pomysł. Jeśli ktoś ma same udane pomysły to albo zwyczajnie kłamie albo zajmuje się banałami nie podejmując ryzyka ambitniejszych zadań. Jest też niewielka szansa, że jest geniuszem. Ocena powinna premiować uczciwą naukę bez zbytecznego sekowania tych, którzy podjęli się ryzyka badawczego i 9/10 razy zakończyli porażką i tylko 1/10 sukcesem. Raportowanie co rok premiuje marnotrawienie środków na banalne wyważanie otwartych drzwi.

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:36:40:

    @beast-adam

    u nas prasa polowała na neuciwych naukowców, spółdzielców - bo to kto kogo cytuje widać w Scopusie i WoSie
    wprowadzono zasadę, że ohlasy (cytowania pozytywne) z własnej uczelni i z uczelni z własnego miasta się nie liczą wcale (jest to różnica, bo wiele univerzit ma siedliska w więcej niż w jednym mieście)
    wprowadzono zasadę, że 80% z ohlasów (cytowań pozytywnych) muszi być z zagranicy, i cytowania z jednego kraju zagranicznego nie mogą być liczniejsze niż 20% wszystkich cytowań.
    wprowadzono zasadę, że cytowania 1 cytującego nie mogą stanowić więcej niż 5% wszystkich cytowań zgłaszanych do oceny

    Jeszli uda się komuś zbudować tak szeroką spółdzielnię aby osiągnąć to co wymagane - to uznano, że to się nazywa naukowy network i ma pełne poparcie ministerstwa skolstwa i na pewno wyda równiez pozytywne owoce.

    U nas nie każde cytowanie się liczy - liczy się ohlas - czyli pozytywne cytowanie. To takie cytowanie, które po pierwsze nie jest zwykłym wyliczeniem publikacji w spisie literatury, ale jest użyciem cytowanej pracy w badaniach, po drugie nie może to być krytyka - zła opinia - czyli negatywne cytowanie, takie się nie liczą. Rozróżnieniem tego zajmuje się biblioteka i Polacy czasem starając się o habilitację - byli zdziwieni, że w WoS mają 8 cytowań, a biblioteka liczy im tylko 1 z nich, bo 3 z nich było po prostu wklejeniem do referencji, 2 z nich było użyte z niewiadomo czy pozytywnym skutkiem, a dwa z nich też były od autorów z Warszawy jak habilitant. I wtedy nawet w Banska Bystrica - której odebrano uprawnienia habilitacyjne a która była wyższego poziomu niż Ruzomberok - odmawiano nadania habilitcji - albo jak w Nitra - Tomasz Wołowiec - is.uniag.sk/dok_server/slozka.pl?id=14544;lang=sk -- zabrakło do nadania habilitacji. To Polaków dziwiło - a przecież te reguły każdy zna.
    U nas nawet publikacja wydana na czasopiśmie wydawanym w mieście gdzie jest włastna uniwerzita - nie liczy się do niczego. Cierpi na tym niejeden z Bratysławy czy z Pragi - ale to ogranicza kumoterstwo.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:42:42:

    @Profesorant
    Bo życie naukowca to 9 złych pomysłów i beznadziejnych błędnych realizacji na 1 dobry fajny pomysł. Jeśli ktoś ma same udane pomysły to albo zwyczajnie kłamie albo zajmuje się banałami nie podejmując ryzyka ambitniejszych zadań. Jest też niewielka szansa, że jest geniuszem. Ocena powinna premiować uczciwą naukę bez zbytecznego sekowania tych, którzy podjęli się ryzyka badawczego i 9/10 razy zakończyli porażką i tylko 1/10 sukcesem. Raportowanie co rok premiuje marnotrawienie środków na banalne wyważanie otwartych drzwi.
    Znów upraszczasz i na dodatek podważasz sens pracy innych ludzi. Musisz przyjąć do wiadomości, że w większości w science pracuje się w zespołach i często interdyscyplinarnych. Dziś prowadzone badania są wieloaspektowe. Oczywiście jest jeden nadrzędny cel, ale przy okazji rozwiązuje się szereg innych zagadnień. Skoro są osiągnięcia mniejsze bądź większe, to czemu nie zakomunikować o tym i poddać to dyskusji. Mało tego, często takie tematy poboczne mogą wskazywać kierunki badawcze w przyszłości. Oczywiście współpraca z przemysłem wymaga odwrotnego nastawienia, ale tu wchodzą zagadnienia przewagi konkurencyjnej i patentowania. I niestety w rzeczywistości gowinowej patent będzie nic nie wart.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:45:59:

    @Taistadocentka
    I to są zdrowe zasady.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 19:58:21:

    zasady z tymi ohlasami może i zdrowe, ale weryfikacja ohlasów musi zajmować niewiarygodnie dużo czasu. Natomiast wyłączenie cytowań z uczelni, a nawet miasta podoba mi się bardzo, bo takowych nie mam (poza samocytowaniami grupowymi)!

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 20:23:03:

    @taistadocentka
    Jak zwykle dzięki tobie jestem pod wrażeniem systemu słowackiego, ktory podoba mi się coraz bardziej.
    @pi
    W procedowaniach o tytuł profesorski, zwłaszcza w pomysle profesoranta, trzeba wykluczyć w ogóle cytowania z kraju, ale to by trochę wylewało dziecko z kąpielą.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/05 20:49:19:

    @profesorant: w science każde naprawdę błędne realizacje przepadają już na etapie biurka redaktora przed przesłaniem pracy do recenzji. Takie są obecnie realia, nikt już nie proceduje prac po prostu kiepskich (mówię o jakichś liczących się czasopismach), które mogą zajść najdalej do etapu pierwszej recenzji. Zatem sugestię, że dużo = chałturnictwo można włożyć między bajki. Poza tym w zespołach działa się obecnie sprawnie: problem rozkłada się na czynniki, każdy dostaje swoją pulę, robi wyniki i pisze swoją część. Najtrudniej jest tylko później to uładzić, bo mimo, że wszystko jest spójne, to każdy pisze w innym stylu. Przy 4-5 osobach pracujących w zespole jedynym ograniczeniem może być w zasadzie tylko niemożność przyspieszenia procesu badawczego, bo reszta idzie stosunkowo ekspresowo.
    Aż spojrzałem ile projektów nad którymi pracowałem odrzuciliśmy na etapie wstępnych badań - całkiem sporo, w granicach 30-40% (z różnych przyczyn). Twoje wyliczenia oscylujące w granicach 90% oznaczają, że albo jesteś stosunkowo pesymistyczny, albo zakładasz, że ludzie mają duże problemy w poszukiwaniu problemów badawczych/projektowaniu badań (i to ostatnie jest w moim zdaniem do przezwyciężenia, bo wynika z przekonań, niechęci do dyskusji nad pomysłami, niedouczenia albo lenistwa).

  • taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/06 22:40:08:

    @adam_beast
    przez to, że na Słowacji masz 6 grup etnicznych (Słowacy Wschodni, Słowacy Centralni, Słowacy Zachodni, Węgrzy, Rusini, Romowie) a w Czechach 7 (Czesi, Morawianie, Słowacy, Ślązacy, Niemcy, Węgrzy, Romowie), niezależne dziennikarstwo śledcze jest w cenie i ma ochronę. Takich wspaniałych dziennikarzy jak Nowojorczyk mamy w niemal każdej większej redakcji - a to co ujawniają - zawsze jest traktowane z powagą, bez usprawiedliwiania winnych. Trochę to wpływ poaustriacki, poaustrowęgierski, i za małe zepsucie okresem sowieckim. Nie bez znaczenia jest dziwny miks religii pohusyckiej i pragmatycznego ateizmu w Czechach - co też w czasach Czechosłowacji wpływało na Słowacką część. Aferzyści maja u nas nielekko.
    Oczywiście z boku wyglądało to tak, że w Ruzomberoku same afery, ale w Polsce na religijnych fakultach nikt tak nie wietrzył jak u nas, a pojedyncze sprawy jakie wypłynęły z KUL wyglądały dużo gorzej niż wszystko razem z Ruzomberoka i Bankej Bystricy. Reguły są zawsze bardzo transparentne - bo wszyscy wszystkim ufają dopiero wtedy gdy wiedzą, że każdy jest gotów dać się skontrolować bez ostrzeżenia.
    Prosty przykład: czy wiesz, że wszystkie umowy o dzieło są w internecie bez hasła dostępne dla każdego? Jak masz nadgodziny z umową o dzieło - jest to w internecie, stawka, Twoje imię i nazwisko, data.
    Recenzje u nas są bezpłatne - ale w Polsce jakby był nasz system, to wszystkie umowy o dzieło z recenzji byłyby w internecie. Stawki i ilości - każdy może obejrzeć.
    Potem jak na dłoni widac wszystkie niezdrowe nadużycia i powiązania. I jest to w gazecie gdy jest jakiś problem - z imieniem, nazwiskiem i wszystkim na wierzchu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 00:24:33:

    @Taistadocentka:

    > Trochę to wpływ poaustriacki, poaustrowęgierski, i za małe zepsucie okresem
    > sowieckim. Nie bez znaczenia jest dziwny miks religii pohusyckiej i pragmatycznego
    > ateizmu w Czechach - co też w czasach Czechosłowacji wpływało na Słowacką
    > część.

    Nie jestem socjologiem, ale mam rodzinę i znajomych w Czechach i myślę, że trafiła Pani w sedno.

  • a_ander napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 17:20:36:

    W sprawie ewaluacji jednostek po nowemu i ograniczeń nasuwa mi się pytanie. Przeglądnąłem instrukcje/poradnik MNiSW i nie znalazłem przykładu który by mnie rozjaśnił ...
    Załóżmy, że wszystkie artykuły są pisane przez ten sam zespół (np. 2) osób z jednego instytutu/jednostki i jednej dyscypliny (czyli np. każda publikacja ma 2 współautorów). Każdy z członków zespołu ma 4 sloty, które są dzielone wg. tych wszystkich nowych zasad MNiSW. To teraz pytanie:

    - każdy z członków zespołu może być współautorem max. 4 razy (jak jest napisane w rozporządzeniu). Więc zespół może razem zgłosić tylko 4 artykuły - choć teoretycznie mogłoby być ich 8 (po 4 na każdego członka zespołu)?

    - czy razem zespół ma 4*2 sloty i liczy się 8 publikacji danemu zespołowi?

    Ktoś taką informacje znalazł?

    Instytucji liczy się 100% z każdego papieru (wszyscy pracownicy są z jednej jednostki), ale 100% z 4, czy 100% z 8 publikacji...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide