Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 06 sierpnia 2018

In recenzent we trust?

Już jakiś czas temu dostałem list, w którym mój korespondent opisuje swoje przygody habilitacyjne. Będę pisał o nich z czasem. Dzisiaj o tym, co przeczytałem o recenzentach. Oto (nieco zredagowany) fragment listu:

jedna z osób (profesor) miała wkład dużo mniejszy od mojego. Zasadniczo równy wkładowi postdoka z prowincjonalnego niemieckiego uniwerka. Czułem lekkie zażenowanie, że recenzuje mnie taka osoba.

 

Niejednokrotnie pisałem o recenzentach źle dobranych, niekompetentnych, ale chyba nigdy nie spojrzałem na to z punktu widzenia habilitanta. No i mamy tutaj taką perspektywę.

 

Muszę powiedzieć, że długo się zastanawiałem, co napisać. Instynktownie zgadzam się z habilitantem. Czy można traktować poważnie postępowanie, w którym ocenia nas osoba z dorobkiem, który budzi zażenowanie? Mam z tym problem. Jednak sprawy są przecież bardziej złożone. Nie chcę bowiem wyrzucić wszystkich 'leśnych dziadków', tylko dlatego, że uprawiali naukę w czasach, kiedy standardy dorobku były z innej planety.

 

Co z tym zrobić? Nie wiem. Znam profesorów, których dorobek przy dzisiejszych standardach jest żenujący. Jednak ja bym powieerzył im recenzowanie habilitacji. Z drugiej strony, myślę, że habilitant ma prawo mieć zaufanie do recenzenta i tego, że, na przykład, recenzent przekroczył barierę publikowania w dobrych międzynarodowych czasopismach. Habilitant nie powinien być zażenowany recezentem swego postępowania.

 

No i mamy pat.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 06 sierpnia 2018 20:44

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 00:20:27:

    Świetny tytuł!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 00:43:40:

    Jako przedstawiciel dyscypliny coraz bardziej grupowej muszę powiedzieć, że coraz trudniej jest dobrze zdefiniować takie pojęcia, jak dorobek habilitanta (doktoranta, profesoranta) czy recenzenta: coraz częściej jest to raczej dorobek grupy, w której tenże się obracał. Dlatego o ile niski dorobek z reguły sam z siebie coś znaczy, to wysoki wymaga jeszcze zrecenzowania, czy wręcz przeprowadzenia śledztwa ;-).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 00:47:39:

    A tytuł jest o tyle fajny, że wiąże się z kasą. A przecież recenzowanie też wiąże się z kasą. I ta kasa kładzie się jednak cieniem, czyli znakiem zapytania.

    Docentka zaraz nam jednak przypomni, że bynajmniej nie na Słowacji...

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 05:41:46:

    Moon zdaniemnisko dorobkowy recenzent nie jest sam w sobie problemem, o ile nie skupia sie w swojej recenzji na wymaganiu od habilitanta wskaźników, których sam nie jest w stanie spełnić. Jeżeli jest merytoryczny to naprawde wielkość h nie ma znaczenia.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 05:42:13:

    Moon zdaniemnisko dorobkowy recenzent nie jest sam w sobie problemem, o ile nie skupia sie w swojej recenzji na wymaganiu od habilitanta wskaźników, których sam nie jest w stanie spełnić. Jeżeli jest merytoryczny to naprawde wielkość h nie ma znaczenia.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 07:49:46:

    statystycznie recenzenzowani powinni byc lepsi od recenzujacych. Inaczej nie byloby postepu. Ja sie bardzo ciesze gdy recenzuje mlodszych sporo lepszych od siebie. A to na szczescie zdarza sie coraz czesciej. Podobnie bardzo sie ciesze gdy moi doktoranci sa lepsi ode mnie.

    Wazne by recenzje byly rzetelne i uczciwe. A to zalezy nie tylko od recenzenta (bo ten moze byc ....em) ale od srodowiska - czy ono toleruje takich recenzentow, czy takich ....ów powoluje itd itp

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 10:33:20:

    no to jeszcze ja z innej strony.

    Nigdy do głowy mi nie wpadło sprawdzać bibliometryczną wagę swoich recenzentów awansowych. Przy doktoracie nie było nawet takiej możliwości, ale zupełnie wystarczyła mi opinia promotora, że to ludzie o poważnych *osiągnięciach*, a do tego jeden to nawet częsty tajny (he, he) superrecenzet, a takiego człowieka dobrze mieć po swojej stronie (jak widać, tradycje trącające jednak diamentowością sięgają dziesięcioleci).

    Teraz też nie sprawdzam, jaką bibliometrię mają koledzy (rzadko - koleżanki), z którymi zdarzy mi się zasiąść w KH czy być recenzentem. Co więcej, nie znam nikogo w CK, więc jeżeli ktoś prosi mnie o zaproponowanie recenzentów, kieruję się przede wszystkim zgodnością merytoryczną tego, czym się zajmuje recenzowany i potencjalny recenzujący. Dopiero jak w dyskusji pojawi się więcej kandydatów niż trzeba, dopiero wtedy w na scenę wytacza się armatę bibliometrii i z reguły ci o wadze piórkowej odpadają na rzecz tych superciężkich.

    Muszę jednak przyznać, że od kilku lat pytanie o bibliometrię (głównie: liczbę cytowań) jest stałym punktem chyba każdego głosowania nad wyborem recenzentów i szefostwo pilnuje, by unikać zgłaszania recenzentów o podejrzanie niskiej cytowalności. Ranga cytowalności zawsze liczona jest jednak względem dyscypliny a nie habilitanta.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 10:52:33:

    KKHP (ustami Temkina):

    ... Problem w tym, że reforma, która wyszła spod ręki wicepremiera Gowina, jest reformą niedemokratyczną.

    --Co to znaczy?

    - Twórcy reformy sami mówią, że demokracja jest wartością przestarzałą. W założeniach ustawy na przykład w ocenie skutków regulacji można przeczytać, że nadmierna podmiotowość i samorządność środowiska akademickiego jest największym problemem w zarządzaniu uczelniami w Polsce. Moim zdaniem jest to groteskowe rozpoznanie sytuacji. Polskie uczelnie słyną zasłużenie niestety z niezwykle ciasnych relacji władzy. Zarówno w diagnozach liberalnych, konserwatywnych, jak i lewicowych powraca ten obraz jakby żywcem wyjęty z Barw ochronnych Zanussiego.

    -- Trzeba się podlizywać przełożonym, żeby robić karierę.

    - Jeżeli chcemy budować kulturę demokratyczną, to musimy w to zainwestować na uniwersytetach, w szkołach i w miejscach pracy. Jeżeli nie zbudujemy tam bardziej partycypacyjnej kultury, to będziemy mieli postępujący kryzys demokracji w państwie. Uczelnie powinny być szkołami demokracji, ale nie są. Należy więc zrobić wszystko, żeby one się tymi szkołami demokracji stawały. Trzeba wzmacniać partycypację i mechanizmy współzarządzania uczelniami.

    -- Rozumiem, że ten postulat demokratyzacji nie znalazł uznania u autorów reformy Gowina?

    - Autorzy reformy mówią coś dokładnie przeciwnego. Ich zdaniem celem powinno być wzmocnienie władzy rektorów. To jest wizja silnego człowieka, którego silnej i wprawnej ręce powinniśmy się poddać. A wtedy będziemy mieli dobrze ustawione uczelnie. Taki pomysł na zarządzanie uczelniami budzi głęboki sprzeciw mojego środowiska. Bo przecież nie chcielibyśmy, żeby w tak autorytarny sposób zarządzano naszym państwem, prawda?


    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23740244,gowin-jestes-u-pani.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 11:15:54:

    Wydziały mają wiele wad, ale również jedną niebagatelną zaletę umożliwiają pracownikom naukowym i studentom współdecydowanie o swoim najbliższym otoczeniu.

    To prawda. Wbrew pozorom, przynajmniej przez kilka lat najbardziej stracą studenci, bo z kim oni będą rozmawiać o zmianach na swoich studiach, jeżeli ich rozmówcy sami będą się poruszać po ruchomych piaskach?

    Po drugie, problem to ograniczenie wpływu wspólnoty uczelni na wybór rektora. W przyszłości będzie on wybierany zupełnie ponad głową przeciętnego studenta, pracownika czy nawet profesora.

    Nigdy nie czułem, bym miał cokolwiek do powiedzenia w sprawie wyboru rektora, więc tu nic się nie zmieni.

    Po trzecie, postępujący outsourcing na uczelniach. Na Uniwersytecie Warszawskim planowane jest zatrudnianie pracowników naukowych w szkołach doktorskich w ramach wewnętrznego i zewnętrznego outsourcingu.

    To jest ciekawa informacja. Jadnakowoż podejrzewam, że tu chodzi o instytuty PAN-owskie, czyli model nie do powtórzenia poza UW i być może częściowo UJ.

    ... Do tego dochodzi konstrukcja nowego organu, czyli rad uczelni. W takim Toruniu albo Olsztynie relacje pomiędzy lokalnymi strukturami samorządowymi a władzami uczelni będą za parę lat tak ścisłe, że nie będzie można wygrać konkursu na stanowisko adiunkta, jeśli nie będzie się pozostawało w dobrych relacjach z prezydentem miasta czy szefem struktur partii.

    Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób. Ty chyba jednak Temkin przesadza.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 12:23:48:

    Niby sezon ogórkowy, a dzieje się

    wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/578902,ustawa-o-szkolnictwie-wyzszym-rzad-reforma-uniwersytet-palys-gowin-pis.html

  • mrf_666 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 15:31:20:

    w sprawie przesady, zostawię taki link z doniesieniami z prowincji: lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,23758913,wlodzimierz-fisiak-partyjny-kolega-jaroslawa-gowina-kanclerzem.html

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/07 15:35:48:

    @trzy.14
    Mysle, ze Temkin nie przesadza. Czasami po latach docieraja do mnie jakies dziwne szczegoly dotyczace koneksji osob zatrudnianych wbrew opinii kierownika zakladu i tym podobnych historiach. Adiunkt z dojsciami w ratuszu jest praktycznie nie do ruszenia. To sie dzieje od lat i jest wspierane przez wierchuszke akademicka, ktorej marzy sie przeskok do polityki po zakonczeniu kadencji. Teraz jest szansa, ze to wybije na powierzchnie. Warunki juz sa.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 00:53:14:

    Pan Temkin jest etatowym działaczem. Moim zdaniem na jego wiarygodność bardzo rzutuje jego własne naukowe zaangażowanie i jego rezultaty.
    Krytyka Temkina nie jest ani nowa, ani oryginalna. Większą siłę argumentacji przeciwko słabościom "konstytucji dla nauki" ma opisywany na tym blogu przypadek pana rektora z Opola, gdzie jak na dłoni widać konsekwencje absolutnej i jednoosobowej władzy, niż kolejne, wciąż te same argumenty niewiarygodnej naukowo osoby, rzekomo broniącej humanistyki.
    Dodam jeszcze, że właśnie jako humanista nie zgadzam się z taką, często spotykaną niestety, linią obrony, która sprowadza się do zanegowania sensu umiędzynarodowienia polskiej humanistyki oraz - co dla wielu uznanych "autorytetów" może być nowością - poddania swoich publikacji rzetelnej procedurze recenzyjnej. Przeglądałem dorobek kilku zbliżonych do mojej tematyki badawczej wydziałów w Polsce i jest to naprawdę przygnębiający obraz, domagający się pilnych zmian.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 06:53:40:

    kubahum,

    W jaki sposób nowa ustawa wzmocni humanistykę?

    Temkin zdaje się być przynajmniej jedną z nielicznych osób, które zwracają uwagę na szersze znaczenie uniwersytetu dla społeczności, w której ten uniwersytet funkcjonuje. Natomiast tzw. Konstytucja 2.0 jest ewidentnie próbą zmiany relacji władzy wewnątrz środowiska akademickiego bez oglądania się na szersze tego konsekwencje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 07:49:41:

    Jaka jest bowiem różnica między Radomiem a Toruniem? Czyż nie UMK?

    Stopa bezrobocia w mieście Radom: 13,2 %, powiat: 18,9% (2017)
    Toruń: ok. 5.5%, powiat: ok. 13%.

    Dla porównania Poznań 1,4%, Warszawa i Wrocław: ok. 2%, Kraków, Gdańsk - ok. 3%, a na drugim biegunie - Szydłowiec, 30%.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 07:55:02:

    @Kubahum & Pi
    To trzeba zauważyć, że podstawową konsekwencją wprowadzania ustawy 2.0 jest wprowadzanie autorytaryzmu i powolna zamiana uniwersytetów w fabryki. Zwróćcie uwagę na rozszerzoną skalę za co można zostać usuniętym z uczelni. Kolejna rzecz to robienie wielu procedur, jako tajne/poufne co na pewno nie uzdrowi systemu, a wręcz przeciwnie. Jest to w opozycji do systemu słowackiego i czeskiego, który opisuje Taistadocentka. Jest to też bardzo antydemokratyczny mechanizm, gdyż odbiera możliwość kontroli władzy, jak i przyznawania stopni naukowych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 09:17:04:

    Pan Temkin jest etatowym działaczem. Moim zdaniem na jego wiarygodność bardzo rzutuje jego własne naukowe zaangażowanie i jego rezultaty.

    To tak w odróżnieniu od Gowina i wicegowinów, a nawet rektora Pałysa?

    Krytyka Temkina nie jest ani nowa, ani oryginalna

    A to mnie ciekawi, gdzie można poczytać?

    linią obrony, która sprowadza się do zanegowania sensu umiędzynarodowienia polskiej humanistyki

    Bo chyba czytaliśmy zupełnie różne rzeczy i Tobie się coś zajączkuje z Temkinem, któy moim zdaniem najbardziej elokwentnie mówi o całości zmian w kontekście roli uniwersytetu jako takiego. Ubolewam, że nikomu wyżej postawionemu elokwencji na to nie starcza. Znam osoby bardzo młode, w tym taką któa właśnie dostałą ERC starting grant, któe się z nim w pełni zgadzają.

    rzeglądałem dorobek kilku zbliżonych ... obraz, domagający się pilnych zmian

    I nagle dla wartości samego wprowadzania zmian wiarygodność naukowa Gowinów nie ma znaczenia, a dla czytania ze zrozumieniem argumentów krytycznych najważniejszy jest życiorys krytyków?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 11:51:46:

    kahlkopf, kubahum,
    Moim zdaniem jednym z głównych pierwotnych celów reformy była transformacja profesora w pracownika. To chyba nie jest dokładnie to samo, co zamiana uni w fabrykę. Piszę w czasie przeszłym, bo Rady Uczelni, poprzez niebywale silne związanie z uczelnianą wierchuszką, zamiast te uczelniane układziki rozbić, prawdopodobnie tylko je wzmocnią i przeniosą do ukrytego przed oczyma wścibskich Gmachu Głównego (każda uczelnia ma swój Gmach Główny, prawda?).

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 12:05:51:

    Nie widzę wielkiego problemu w tym, że recenzent ocenia pracę lub dorobek autora, który jest od niego lepszy.

    Problem jest tylko wtedy, gdy dorobek recenzenta i recenzowanego dzielą lata świetlne - czyli gdy prowincjonalny recenzent ocenia np. wniosek o profesurę międzynarodowej gwiazdy. Ale takie sytuacje należą chyba do rzadkości.

    Chodzi tylko o osiągnięcie pewnego minimalnego progu kompetencji, powyżej którego solidna i uczciwa osoba nie ma problemu ze zrozumieniem tekstu, metodologii a także nie ma chorych kompleksów by kogoś oceniać.

    Warto tu dodać jeszcze jeden argument: jeśli docelowo za każdym razem recenzentem miałby być ktoś znacznie lepszy albo na tym samym poziomie, najlepsi naukowcy nie robili by nic poza recenzowaniem. Solidni średniacy są jednak bardzo wartościowi i tu się też świetnie sprawdzają. A już szczególnie jako recenzenci artykułów.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 12:33:26:

    recenzent ocenia pracę lub dorobek autora, który jest od niego lepszy.

    I to jest powszechne. W informatyce na przykład wiele konferencji co roku bije rekordy nadsylanych i przyjmowanych prac. Recenzentami nawet najważniejszych konferencji są w coraz większym stopniu... doktoranci.

    Myślę że nie to jednak boli, bo przecież we wpisie nie chodzi o recenzje a o awanse. I tu niektórzy marzą być kooptowanymi przez komitet bezapelacyjnych mędrców. Zdziwiliby się kto zasiada w komitetach rozdających tenure (najczesciej kto nie ma nic lepszego do roboty i nie zdążył uciec, a i tak na końcu decyduje kanclerz czasem bez doktoratu).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 13:12:41:

    Myślę, że czasami nie jest ważny tak bardzo dorobek recenzenta ile rzetelność recenzji. I tu jest problem, że obecny system był wprowadzany ok. 12 lat temu, a wcześniej były inne wymagania i możliwości. Stąd pytanie, czy kolegów i koleżanki z tych roczników należy przez to przekreślić?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 13:34:26:

    @trzy14
    "Jaka jest bowiem różnica między Radomiem a Toruniem? Czyż nie UMK?"

    Być może to prawda, ale chyba trzeba by to było udowodnić. Zapaść Radomia ma chyba głębsze podłoże (chociaż mogę się mylić). Sam pracuję na dość prowincjonalnej uczelni, ale nie jestem przekonany, czy ma ona wpływ na poziom rozwoju mojego miasta. Nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, ale ja odczułem tego takie konsekwencje, że najlepsza młodzież i tak wybierała studia w Warszawie czy Krakowie, a ja na zajęciach miałem studentów, którzy mieli problemy z językiem polskim, a o geografii czy historii Polski mieli w większości mgliste pojęcie. Żarty z programów typu "matura to bzdura" miałem na zajęciach - tylko że nie były śmieszne. Po prostu negatywna selekcja.

    @trzy14 & kahlkopf
    Zgadzam się, że autorytaryzm jest problemem pomysłów pana Gowina. Zresztą przykład pana rektora z Opola już jest bardzo niepokojący. W świetle nowych przepisów takie zjawiska mogą się mnożyć. Może w pierwotnej wersji ustawy te negatywne elementy były przesłonione jeszcze jakimś naciskiem na jakość badań, ale teraz już niewiele z tego zostało.

    @zitterbewegung
    Ja naprawdę nie jestem fanem naszych "reformatorów". Kiedy nauką zajmował się prof. Bobko, miałem nadzieję, że jako naukowiec i rektor będzie miał orientację w temacie. Ale p. Mueller, który w CV może wpisać jedynie działalność studencką, ma wątpliwy moim zdaniem mandat do reformowania nauki. Mniej więcej z tego powodu mam wątpliwości co do słów p. Temkina. Proszę wyguglować sobie jego wypowiedzi z ostatniego roku: mnóstwo, w różnych środowiskach (od lewa do prawa), w zasadzie na te same tematy (niektóre moim zdaniem słuszne - jak autorytaryzm i zamiana uczelni w fabrykę, inne wątpliwe - jak ograniczenie humanistyki). Może się mylę, ale uważam, że o wiarygodności wszelkich reformatorów nauki powinny świadczyć najpierw ich osiągnięcia naukowe. Dlatego niewiarygodni są dla mnie zarówno "reformatorzy", jak i zagorzali obrońcy humanistyki polskiej.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 13:37:33:

    Jeszcze a propos recenzji i reformy:
    Proszę sobie wyobrazić, że nie tak dawno na moim wydziale świeżo upieczony profesor belwederski, "znany z tego, że jest znany", zasiadający, piastujący itd. oburzył się, że ktoś mu napisał negatywną recenzję. Okazuje się, że dopiero teraz, w zasadzie pod koniec naukowej kariery, jakiś jego tekst został poddany normalnej recenzji - nie u znajomego w garażu, u kolegi czy kolegi kolegi.
    Nie mam w sobie bynajmniej zapału Maćka Magika, ale reforma - może akurat niezupełnie gowinowa - jest potrzebna.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 14:52:22:

    @kubahum
    Moze cos mi umyka, ale dla mnie pan Temkin nie jest reformatorem. To raczej element ruchu oporu przeciwko narzucanym odgornie reformom, czy tez ewolucyjnym zmianom, takim jak wspomniany outsourcing sprzataczek. Takich ruchow jest calkiem sporo, ale sa one na razie bardzo rozdrobnione. Ignorowanie tych ruchow to blad, ocenianie ich poprzez dorobek naukowy glownych animatorow rowniez jest bledem. Jezeli buntuja sie doktoranci i wykladowcy, czy tez ogolnie mlodsi pracownicy nauki, to znaczy, ze system gnije w miejscach, ktore nie do konca sa oczywiste, jezeli patrzy sie na to z gory. Dlatego wole oceniac to, co Temkin mowi, a nie samego Temkina.

    Jezeli chodzi o poglady przedstawione w artykule, to koncepcja szkoly doktorskiej, ktora zamawia zajecia dla doktorantow na wydzialach wedlug niejasnego klucza, jest po prostu chora. Tyle w temacie.

    Jezeli chodzi o zamiane uczelni w fabryke, to znowu zgadzam sie z Temkinem. To jest problem, ktory juz wystepuje i bedzie narastal. Jako samodzielny pracownik juz w tej chwili dostaje plany produkcyjne do wykonania i juz w tej chwili coraz mniej mnie obchodzi, co sie na wydziale dzieje, poniewaz nie mam na to zadnego wplywu. Ja tu tylko pracuje i coraz czesciej tylko tyle mam do przekazania studentom, ktorzy coraz bardziej sie burza z powodu jakichs odgornych postanowien, ktore w rownym stopniu obliguja i mnie, i ich. To juz sie dzieje, a przy postepujacej centralizacji bedziemy pracowac zgodnie z odgornie narzucona specyfikacja bez mozliwosci zastanawiania sie nad sensem wprowadzenia takiej, czy innej specyfikacji. To jest korpo, tu sie nie dyskutuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 14:59:22:

    kubahum,
    1. ja z kolei nie jestem zwolennikiem KKHP, ale tu akurat Temkin zwraca uwagę na ważne rzeczy.
    2. To sobie wyobraź teraz swoje miasto bez twojej uczelni, jaka by ona nie była, a zwłaszcza bez jej absolwentów, gdziekolwiek pracują.
    3. Ja też wyjechałem z mojego prowincjonalnego miasta, a kolega z ławki jest full profesorem w Poznaniu. Czyli też wyjechał. Większość mojej klasy z podstawówki wyjechała, a ze szkoły średniej spora część, wielu za granicę. Nie słyszałem, by poza KKHP kogoś to ruszało.

    Radom jest chyba jedynym miastem 200-tysięcznym bez własnego uniwersytetu. Jest młoda politechnika. Ale sama politechnika to trochę jak Nowa Huta dla Krakowa - wyobrażam sobie, że bez lokalnej humanistyki, jakiegoś teatru, jakiegoś intelektualnego fermentu, choćby i studenckiego, Radom to wielka sypialnia, z której się wyrasta i z ulgą ucieka.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:03:28:

    Uni jako fabryka... Uprzejmie proszę o wyjaśnienie: fabryka czego?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:04:28:

    @Kubahum
    Ok. Możemy się zgodzić, że reforma jest potrzebna, a właściwie to korekta reformy Kudryckiej. W końcu nie wszystko złe było w tym, co dotychczas działało. Natomiast ustawa 2.0 wywraca wszystko do góry nogami, przy równoczesnych tak dużych lukach, które mogą być wykorzystane przez GTW, że obawiam się, że może nie być co zbierać. Tu w wielu miejscach jest cofnięcie się do niechlubnej przeszłości. I powtórzę, że nad tą ustawą ciążą: zła diagnoza i nie te środki co trzeba do uzdrowienia pacjenta. Ty np. chcesz umiędzynarodowienia, ale zauważ, że wycena monografii poszybowała tak w górę, że nawet artykuły w najlepszych czasopismach będą raptem warte tylko 2/3 z tego co monografia. Stąd szereg propozycji rozporządzeń nie tylko nie doprowadzi do zmiany nawyków publikacyjnych, a wręcz przeciwnie będzie utrwalał te złe. Uważam za fatalny pomysł punktowania wszystkiego co jest poza listą, choćby to miało tylko 5 pkt., bo to jest przyzwalanie na publikowanie byle gdzie i byle czego. Natomiast największym zagrożeniem to brak przejrzystości decyzji i wielu procedur, co dziś w dobie informatyzacji jest niezrozumiałe. To tylko będzie zachęcać do działań pozakulisowych i do dalszej prowincjonalizacji wielu ośrodków akademickich.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:06:28:

    @charioteer1
    Nie, pana Temkina nie posądzam o reformatorstwo. To chyba raczej zwolennik socjalno-bytowej funkcji uczelni. Mówi też wiele pięknych słów o zadaniach kulturowo-regionalnych. Ale ja upieram się - skoro sam nie sprawdził się w nauce, nie jest dla mnie wiarygodny (to oczywiście mój zupełnie osobisty pogląd).

    Co do szkół doktorskich - ten pomysł zajęć "zamawianych" to tylko fanaberia superelitarnego UW. Może to sposób, żeby jakoś zagospodarować pieniądze, które spadną na tę wszechnicę, gdy stanie się już uniwersytetem badawczym? Nie wiem. Ale na razie trudno o tym dyskutować, skoro nie ma nawet projektu rozporządzenia.

    A jeśli chodzi o fabrykę - pewnie mamy inne doświadczenia. Ja od kilku lat marnuję mnóstwo czasu na zasiadanie w różnych bezsensownych gremiach, przygotowywanie dokumentów, które naprawdę niczemu nie służą. Jak wspomniałem wyżej, nawet dydaktyka bardzo mnie frustruje - kiedy muszę studentom, w najmilszy sposób (bo przecież potem mnie anonimowo ewaluują i mogą napisać o mnie wszystko) przypominać to, co powinni wiedzieć z gimnazjum i szkoły średniej.
    Chciałbym pewnych elementów "fabryki" na moim wydziale: np. masz takie i takie zadania, zajmij się pisaniem i rób swoje. Z biegiem lat coraz mniej mnie obchodzi to, co dzieje się na wydziale, a coraz bardziej przejmuję się tym, że tracę czas na zbędne aktywności.
    Oczywiście, wszechwładza rektora będzie problemem - może trafić się dobry szef, który z wydziału zrobi fabrykę w jak najlepszym sensie, a może przydarzyć się "król układów".

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:07:50:

    @3.14
    Uni jako fabryka... Uprzejmie proszę o wyjaśnienie: fabryka czego?

    Ale jakie to ma znaczenie? Jest specyfikacja, formatujemy pod specyfikacje.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:15:25:

    @kubahum

    Nie, pana Temkina nie posądzam o reformatorstwo.
    Nie jest reformatorem, jest kontestatorem.

    skoro sam nie sprawdził się w nauce, nie jest dla mnie wiarygodny
    Jezeli ktos argumenty przyjmuje na wiare, to ja juz na to nic nie moge. W mojej wersji nauki argument broni sie sam, bez wzgledu na to, kto go wypowiada.

    Ale na razie trudno o tym dyskutować, skoro nie ma nawet projektu rozporządzenia.
    Nie ma i nie bedzie. Sposob funkcjonowania szkol doktorskich reguluje statut. Na stronie UW sa propozycje zespolow rektorskich do statutu, o ktorych mozna dyskutowac.

    Ja od kilku lat marnuję mnóstwo czasu na zasiadanie w różnych bezsensownych gremiach, przygotowywanie dokumentów, które naprawdę niczemu nie służą.
    Pogadamy, kiedy te dokumenty zaczna wam splywac z gory jako instrukcje do wykonania.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:16:37:

    @Charioteer1
    Ale w tej chwili nawet już w wielu korpo zrozumiano, że bez wielu demokratycznych mechanizmów, a tym samym jeżeli pracownik nie czuje, że coś od niego zależy, to nie ma szansy na zwiększenie wydajności pracy. Co gorsze pracownik, który czuje, że nie ma na nic wpływu, że jest tylko trybikiem ma bardzo słabą identyfikację z miejscem pracy. Tymczasem ustawa 2.0 cofa nas do czasów, gdy uważano pracownika tylko za mały trybik w wielkim mechanizmie. To zjawisko jest bardzo groźne, bo jeszcze chwila, a uczelnie będziemy traktować tylko jako miejsce pracy. A jeśli tak, to koniec idei otwartego uniwersytetu, koniec jego kulturotwórczego znaczenia, właściwie to śmierć jakimkolwiek ideom.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:23:33:

    @kahlkopf
    Dokladnie tak.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:51:17:

    @Kahlkopf
    Uważam za fatalny pomysł punktowania wszystkiego co jest poza listą, choćby to miało tylko 5 pkt., bo to jest przyzwalanie na publikowanie byle gdzie i byle czego.
    Czy chodzi Ci o ten tekst z aktualnej wersji rozporządzenia:
    § 9. 1. Czasopismom naukowym oraz recenzowanym materiałom z konferencji międzynarodowych, posiadającym obliczony wskaźnik SNIP, przypisuje się:
    1) 200 punktów w przypadku, gdy wartość D wynosi 99;
    2) w przypadku, gdy wartość D jest mniejsza od 99:
    a) 200 punktów, jeżeli wartość C wynosi co najmniej 97,
    b) 140 punktów, jeżeli wartość C wynosi co najmniej 90, ale mniej niż 97,
    c) 100 punktów, jeżeli wartość C wynosi co najmniej 75, ale mniej niż 90,
    d) 70 punktów, jeżeli wartość C wynosi co najmniej 50, ale mniej niż 75,
    e) 40 punktów, jeżeli wartość C wynosi co najmniej 25, ale mniej niż 50,
    f) 20 punktów, jeżeli wartość C jest mniejsza od 25.
    2. Czasopismom naukowym oraz recenzowanym materiałom z konferencji międzynarodowych, nieposiadającym w dniu 31 sierpnia roku, w którym jest sporządzany wykaz czasopism, obliczonego wskaźnika SNIP, przypisuje się 20 punktów.

    Właśnie je przeglądałem i zastanawiam się, czy punkt 2 odnosi się do czasopism z podanych pięciu wykazów, ale bez SNIP (o ile takie mogą istnieć), czy też do wszystkich (jakichkolwiek) czasopism?

    W nawiązaniu do fabryk - nie-fabryk i kulturotwórczej roli uczelni: studenci są różni. Wielu studentów z mojego w sumie prowincjonalnego wydziału zrobiło spore kariery, wielu z nich zostało, wielu wyjechało. A wielu słabszych, co normalne, nie może znaleźć pracy. Utrącenie państwowej uczelni z "prawdziwymi profesorami" na prowincji na pewno przyczyni się do zahamowania rozwoju lokalnych społeczności. Dla mnie to bezdyskusyjne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 15:54:01:

    Osobiście, to mam wrażenie, że "reformatorom" chodzi wyłącznie o słynny ranking szanghajski, żeby parę uniwersowietów znalazło się w jakiejś pierwszej 50tce. Ale reszta będzie prywatyzowana na różne sposoby, w tym uwłaszczenie GTW, ze względu na I fazę, która będzie polegać na ich zagłodzeniu i wykazaniu tym samym, że są nic nie warte. Tak zgadzam się tu z wizją StaregoZgreda, że po tej reformie pozostanie tylko parę wiosek potiomkinowskich.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:01:52:

    kahlkopf,
    Ranking szanghajski to tylko pretekst do wydarcia kasy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:23:45:

    umowa była taka: płacimy mało, ale nie patrzymy wam na ręce, co i jak robicie. I faktycznie wielu z nas tego zaufania nadużyło. Teraz nadeszła zmiana, szpak dziobie bociana, czyli władza dalej chce płacić mało, ale więcej wymagać.

    Wielu ludzi albo szybko zmieni taką pracę, albo po prostu jej nie podejmie. Im młodsi, tym bardziej będzie to łatwiejsze. Do roboty pewnie zawsze się kogoś znajdzie, najwyżej obniży się wymagania wykładowcom do matur szczerych. Przy pogłębiających się kłopotach z kadrami reformatorom zostanie jeszcze ze 100 lat na uzasadnianie potrzeby kolejnych reform w rytmie pięcio- lub dziesięcioletnim.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:32:35:

    @Naukowiec2.0
    To jest w prezentacji, która była przytaczana) bo na rozporządzenie ciągle czekamy: konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/07/ewaluacja201807-prezentacja-ze-spotka-z-wadzami-uczelni.pdf. Tabela na stronie 13.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:32:57:

    chario
    Fabryka produkuje coś, co inni chcą kupić. Inaczej bankrutuje lub gnije na państwowym garnuszku. Kto zechce kupić nasze produkty? Jakie to będą produkty, poza dyplomami?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:39:30:

    @Pi
    Tu będzie produkcja ku chwale Gowina, ale nie o to chodzi. Chodzi o ścisłą kontrolę tego co się robi i prawomyślność, wręcz nawet rejestrowanie czasu pracy. Z tym, że nie licz na to, że będą płacone nadgodziny. Tu raczej dążymy do modelu wczesnokapitalistycznego, nacechowanego feudalizmem, z elementami partyjniactwa rodem z ZSRR.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:43:33:

    @Kahlkopf
    Dzięki. Ja spojrzałem tu: https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314506/12525460/12525461/dokument352550.pdf

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 16:58:18:

    @3.14
    Biuro rektora w porozumieniu z powolanym przez rektora kierownikiem jednostki zdecyduje, co produkujemy, w jakiej ilosci i wedlug jakiej specyfikacji.

    Serio, nie wiem, w jakiej jednostce bede pracowac od 2019, organizacja studiow w tym nowym ukladzie bedzie wygladac co najmniej ciekawie, na ksztalceniu doktorantow chyba bedzie mozna cos polozyc. Co mi w tym ukladzie za roznica, co i po co bedziemy produkowac?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 17:06:45:

    charioteer1,
    Ustawa nie rozwiązuje więc podstawowego problemu: dalej będziemy produkować bez sensu! I fabryczna organizacja pracy nic tu nie pomoże.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 17:12:22:

    Roznica jest taka, ze teraz nikt nie kaze nam zastanawiac sie nad sensem czegokolwiek. Za sens odpowiada rektor.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 17:37:32:

    Będziemy produkować naukę w zamian za poczucie misji. Dokładnie nie wiadomo ile poczucie misji ma kalorii, ale ludzi narzekających na niską zawartość kaloryczną misji i kwestionujących światłe przywództwo na drodze do Szanghaju będzie można wybatożyć.

    - Marian, co mam pisać "Marsz Długi jak Mao", czy "marsz w długi, bo mało"?
    - Nie pamiętam, a co wpisałeś do Excela?
    - No już wpisałem, że w długi.
    - Ch*j z tym. Zostaw to tak.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/08 21:50:50:

    Atak ku pamięci:
    www.youtube.com/watch?v=0VCx-3ecxBo
    Daje wiele do myślenia.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 11:20:35:

    wszystko o co chcieliście spytać:

    www.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2018_08/6e48e5dd4e469616354f861c105e25f6.pdf

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 11:38:58:

    strona 33:
    Przy ewaluacji podmiotu w danej dyscyplinie uwzględniane jest do 20% artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach naukowych lub w recenzowanych materiałach z międzynarodowych konferencji naukowych, którym w ministerialnym wykazie czasopism przypisano inną dyscyplinę naukową niż ta, w której jest ewaluowany dany podmiot.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 11:45:48:

    strona 30:
    Na etapie podejmowania decyzji o zatrudnieniu pracownika i związanego z tym przyjmowania deklaracji czasu pracy w danej dyscyplinie należy zatem mieć na uwadze możliwość późniejszego zgłaszania przez pracownika wysokocenionych publikacji w dyscyplinie, w której jego udział czasu pracy jest deklarowany jako mniejszy niż 50%.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 11:50:28:

    >>Przykładowo, dwunastu doktorów ekonomii mogłoby wskazać jako drugą
    dyscyplinę prawo i upoważnić podmiot do wykazania w ewaluacji w tej dyscyplinie swoich publikacji ekonomicznych, co mogłoby skutkować uzyskaniem uprawnień doktorskich i habilitacyjnych z prawa.<<

    Czy liczba 12 jest tu przypadkowa?
    Serio 12 doktorów starczy, by nabyć uprawnienia habilitacyjne - czy to oznacza, że tych 12 doktorów potem może dokonć samohabilitacji?
    W następnej czterolatce tych 12 może obublikować z medycyny? czy nabędzie wtedy uprawnienia habilitowania z medycyny?

    Jeśli tak - to chyba jest to dziwne.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 11:59:45:

    Najpierw muszą mieć kategorię co najmniej B+.
    A żeby to mieć to dorobek od osób, dla których "sumowanie wymiaru czasu pracy pracowników poświęcanego na działalność w danej dyscyplinie. " Więc samych 12 osób w drugiej dyscyplinie nie wystarczy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 13:05:09:

    ruda,
    12 doktorów może zdobyć B+, po czym wystąpić z wnioskiem o swoje habilitacje, ale recenzenci będą musieli być z zewnątrz. Nie mam nic przeciwko temu.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 19:06:05:

    @3.14 & ruda

    gdyby taki plan 3.14 sie gdzies udal to bylby to wymierny sukces, jakiego Kudryckiej nie udalo sie wykreowac (w walce z sitwami tlumiacymi mlodych)

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 20:25:46:

    Czyli 12 habilitowanych też nie wystarczy aby mieć habilitacyjne uprawnienia?

    @trzy
    Załóżmy, że 3 zewnętrznych recenzentów dało same negaty, komisja zaopiniowała negatywnie - za odmową, a rada jednostki - głosuje jednomyślnie za nadaniem habilitacji relacją 12 za nadaniem, 7 przeciwko (ci z komisji)
    czyje na wierzchu?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 21:01:19:

    @Rudamaruda1949
    O, nie tak od razu, teraz uprawnienia przechodzą na uczelnię, czyli senat, żaden tam wydział, instytut, itp. Czyli mamy tak, że mamy 12 dr, kat. B+ i senat może teraz każdego wyhabilitować, a na dodatek rektor wcześniej zrobić prof. podwórkowymi.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 21:37:24:

    @rudamaruda
    Dwie recenzje negatywne będą oznaczać automatyczną decyzję negatywną. Nota bene: ta "12" to nawet nie muszą być doktorzy. Mogą być magistrzy, byle kategoria była B+. Ale o habilitacjach będzie decydował senat, albo jakaś Rada Wydziału, o ile senat tak zdecyduje. W takiej sytuacji (sami dr/mgr w dyscyplinie) najprawdopodobniej bez żadnego udziału osób merytorycznie kompetentnych.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/09 23:51:59:

    Podstawową metodą ustalania prestiżu danego kanału publikacji o danej wartości wskaźnika SNIP jest porównanie jego wskaźnika SNIP ze wskaźnikami SNIP innych czasopism lub materiałów pokonferencyjnych reprezentujących ten sam obszar tematyczny.
    Ale zaraz, we wzorach mowa jest o dyscyplinach, a nie obszarach tematycznych, które mogą być rożnie rozumiane... Przykładowo, w obecnych naukach biologicznych jest zarówno mikrobiologia oraz biochemia jak i niszowe obszary.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 02:23:08:

    Poziom naukowy prowadzonej działalności - 60%
    Efekty finansowe badań naukowych lub prac rozwojowych - 20%
    Wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki - 20%

    Jeżeli poziom naukowy działalności ma wagę zaledwie 60%, to szkoda się nim zajmować. O wiele większy wpływ będzie miało wynajęcie wiadomego pokoiku w Warszawie (kryterium 2) lub wypicie morza wódki z ekspertami KEJN (kryterium 3).

    Chciałbym zobaczyć, w jaki sposób obecne A+ wpłynęły na społeczeństwo i/lub gospodarkę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 02:28:08:

    napiszę jeszcze, że w systemie porównywania jednostek z przewyższaniem, jaki się od lat stosuje, kryterium 2 prowadzi do absurdalnych wyników. Tzn. zwykle 2-3 jednostki koszą granty w danej dyscyplinie (choćby na naukowe betony) i w tym kryterium dostają niemal z przydziału +1 punktu, a pozostałe dostają -1 punktu, czyli -0,2 do ostatecznej punktacji, która mieści się w zakresie [-1, +1]. Różnica w grantach między jednostką nr 1 a jednostką ze środka stawki jest dramatyczna i nie do odrobienia.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 08:04:14:

    Porównywanie jednostek zdaje się być kluczem do utworzenia dyscyplin.
    Uwagę zwraca na to Piotr Stec na swoim blogu: piotr-stec.pl/2018/08/09/lawina-idzie-czesc-i-klasyfikacja-dyscyplin/
    gdzie łączenie dyscyplin miało na celu utworzenie większej grupy, bo było mało osób reprezentujących daną dyscyplinę, ale jednocześnie utworzono dyscypliny -- i tu cytat z blogu -- "tylko na potrzeby czterech ośrodków, z których, dwa mają kategorię B+/A w kieszeni"

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 08:46:04:

    Wyodrębnianie w ustawie czy rozporządzeniu nauk teologicznych to robienie z nauki pośmiewiska. Wyodrębnianie towaroznawstwa z zarządzaniem jest też zupełnym nieporozumieniem i rozdrobnieniem sprzecznym z ideą tej reformy. Widocznie układziki znowu wzięły górę nad ideą reformy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 08:51:01:

    @trzy.14
    Subiektywne kryteria jak "Wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki" powinny być zlikwidowane, bo to pole do manipulacji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:41:26:

    piotrcandida,
    Ja jakiś czas temu robiłem rachunki (podobne robił nobooks) w ramach reverse engineerng ostatniej parametryzacji. To było możliwe, bo pokazali wyniki cząstkowe w każdym kryterium. Po czym zastanowiłem się, co może zrobić dziekan typowej jednostki, by podnieść wynik w kolejnym ćwiczeniu parametrayzacyjnym. Wyszło mi, że praktycznie nic. W skali życia jednego dziekana różnice w wynikach jednostki będą na drugim lub nawet trzecim miejscu po przecinku.

    Ówczesne kryterium 2, potencjał naukowy jednostki, jawnie preferowało jednostki duże. W mojej dyscyplinie zależność od liczby pracowników była niemal doskonale liniowa. Jedostką referencyjną w każdym kryterium bała jednostka o potencjale jednostki - już nie pamiętam - z drugim albo trzecim wynikiem. Powiedzmy, że trzecim. Uzyskanie wyniku gorszego niż jeśli dobrze pamiętam 80% jednostki referencyjnej dawało jednostce dokładnie -1 punkt w tej kategorii. Jesli sobie wyobrazisz funkcję liniową a na niej jednostki liczące od 20 do 200 dusz, a próg jednostki referencyjnej dla A w okolicach 160 dusz, to zobaczysz, że większość jednostek miała z kryterium 2. maksymalnie ujemną punktację. I dziekan nic nie mógł zrobić, bo przecież z jednostki 20-osobowej nie zrobi jednostki 200-osobowej.

    W grantach było jeszcze gorzej. Tam u mnie chyba tylko 3 jednostki były na jakimkolwiek plusie. Ale nic dziwnego, skoro różnica w finansowaniu między W-wą a Opolem może wynosić 50 razy. Tymczasem wyniki naukowe mieszczą się z reguły w widełkach 10%. Tzn. zdecydowana większość jednostek w dziedzinach umiędzynarodowionych, jak mat-fiz-chem-biol, jest dla kategoryzacji *nierozróżnialana* w kryterium naukowym. Albowiem przy różnicach mniejszych od 10% przyjmuje się zasadę, że ta różnica równa jest zeru.

    Reasumując, jedynym celem kategoryzacji jest uzasadnienie konieczności różnicowania strumieni finansowych dla różnych jednostek, przy czym obecne kryteria 2. i 3. przesądzają wynik tych, którzy mają ten wyścig wygrać. Tymczasem wszyscy koncentrują się na kryterium 1, jedynym, w którym ewentualny dziekan coś może zrobić, choć zasadniczo chyba tylko poprzez politykę kadrową. I jedynym, które ma coś wspólnego z poziomem nauki.

    Podstawowym błędem systemowym jest zastosowanie tych samych mechanizmów porównywania jednostek dla kryterium naukowego, gdzie konkurencja i poziom są wyrównane, i kryteriów niemerytorycznych, gdzie poszczególne jednostki może dzielić przepaść.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:42:20:

    korekta: "w skali życia" -> "w skali kadencji"

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:47:41:

    @piotrcandida
    Proszę spojrzeć na to z tej strony:
    Liczba podmiotów uprawnionych do doktoryzowania:
    ekonomia -- 25
    finanse -- 20
    zarządzanie -- 35
    towaroznawstwo -- 4

    W efekcie połączenia otrzymujesz tylko 2 dyscypliny:
    e+f = 25 (prawie te jednostki co mają uprawnienia z f. mają i e.)
    z+t= 39

    Dlaczego oddzielnie? W Polsce różnice między ekonomią a zarządzaniem są b. duże, głównie wynikające z dominującej metodologii (ilościowe vs jakościowe).
    Proszę pamiętać, że nie całe towaroznawstwo wchodzi do zarządzania a tylko w zakresie zarządzania jakością i produktem; towaroznawstwo w zakresie materiałów to teraz będzie część inżynierii materiałowej.

    W społecznych to bardziej ta dyscyplina jest stosunkowo wąska: geografia społeczno-ekonomiczna i gospodarka przestrzenna. Koledzy reprezentujący tę dyscyplinę bardzo o to zabiegali, ponieważ nie czuli się ani geografami, ani ekonomistami.

    Sklejkę dyscyplin mamy też i tu: nauki o polityce (23 upr. do dokt), administracji (2) i politykach publicznych (2) + zarządzanie humanistyczne (1).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:53:04:

    To ja jeszcze o tych procentach.
    Jednostka A niech ma 1 tys. zł z grantów na pracownika, jednostka B - 2 tys.
    Wg obecnych zasad B jest lepsza od A o 100%, tymczasem już różnica 20% powoduje, że jednostka gorsza dostaje komplet punktów ujemnych, a lepsza - komplet punktów dodatnich (w dużym uproszczeniu).

    To teraz dodajmy środki statutowe. Powiedzmy, 20 tys. na łebka.
    Różnica między 22 tys a 21 tys. jest mniejsza od 10%, więc te same jednostki stają się... nierozróżniale! I to ma sens, bo jaką naukę można robić za 1 tys zł?

    A przecież zdobywanie środków na badania jest tylko środkiem a nie celem!

    Jestem całkowicie pewien, że zasady kategoryzacji w kryteriach pozanaukowych zawsze były i są całkowicie spaczone. Ale skoro preferują tych, którzy maja złoto...

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:53:41:

    @Piotrcandida

    Racja. Tylko pierwsze kryterium jest obiektywne, bo jakiekolwiek badania można prowadzić tak, aby coś na ich temat opublikować (czy są stosowane czy teoretyczne). Drugie to pochodna pierwszego i, być może, przyznawanie grantów byłoby bardziej sprawiedliwe, gdyby tego kryterium nie było. Uczelnie musiałby się zadowolić "tylko" pieniędzmi z kosztów pośrednich, ale już nie punktami. Jedynie realne pieniądze od prywatnych przedsiębiorstw mogłyby być ewentualnie punktowane. Podkreślam ewentualnie, bo tu jest duże pole do nadużyć. Np. tworzenie oprogramowania to jeszcze nie nauka. Trzecie jest dziwne - nie rozumiem go do końca. Dla mnie wpływ jest wtedy, jeżeli kształci się dobrych fachowców, którzy idą do przedsiębiorstw i czynią je bardziej innowacyjnymi. Tyle tylko, że to nie jest mierzalne. Ale widać je trochę np. w NCBR, tam punktami nikt nie macha, ale ludzie z "dorobkiem" i wiedzą wyniesioną z porządnych studiów czy prowadzonych badań potrafią zrobić różnicę - ale też często jako pijarowa wystawka.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 09:58:45:

    @p-tau
    Po prostu poziom nauki o zarządzaniu w Polsce jest tak niski, że trzeba ich wydzielać, bo wyglądali by potwornie słabo na tle ekonomii.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:00:43:

    @trzy.14: kryterium 2 i 3 wzajemnie się nakręca, a efektem ubocznym jest wynik w kryterium 1. Nie atakując ad personam jestem bardzo ciekaw jak wyglądałaby parametryzacja gdyby odcięto drugie i trzecie kryterium oraz przeliczono wydajność pracy mierzonej bibliometrycznie w przeliczeniu na 1000 zł wydanych na badania. Jestem niesamowicie ciekaw!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:02:03:

    p-tau,
    różnice w metodologii są wszędzie. Weźmy choćby nauki teoretyczne i doświadczalne. Samotnemu teoretykowi wyprodukowanie 3 papierów w 4 lata nie sprawi kłopotu. 10-osobowemu zespołowi doświadczalnemu wyprodukowanie 30 papierów, każdego na poziomie, sprawi ogromny problem.

    Tak oto każda miara "doskonałości" naukowej staje się też narzędziem kształtującym tę naukę. Żaden obserwator nie jest neutralny, tym bardziej obserwator dysponujący grubymi miliardami złotówek. Pytanie, czy wiemy, jaki kształt nauki jest *dla nas* optymalny i czy taki właśnie kształt dostaniemy? Innymi słowy, czy polityka naukowa ministerstwa jest świadoma?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:08:05:

    @trzy.14
    Tak, to świetne uwagi...
    W sumie to napawa optymizmem. Bo da się zrobić w miarę dobry system oceny (wbrew marudzeniom co poniektórych), tylko trzeba chcieć.

    Ale: nowy sposób liczenia kryterium 1 już chyba daje dziekanom spore pole do popisu (nawet gdyby miało to polegać w dużej mierze na montowaniu ad hoc jakichś "zespołów" do wspólnych publikacji, aby lepiej "sprzedać" dorobek liderów). W każdym razie cały skład kadrowy staje się "ważny", jest znacznie mniejsze pole manewru dla utrzymywania licznych "pasażerów na gapę".

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:08:16:

    @trzy.14
    Przy tej stopie bezrobocia to zarobki musiałby wzrosnąć parokrotnie, aby uznać politykę ministerstwa za realną i zobowiązującą do czegokolwiek.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:12:58:

    @js.c
    Ma Pan rację, ale czy w większości ośrodków osoby, które do tej pory niewiele publikowały, albo nawet wcale, zmienią swoje podejście? Obserwując dotychczasowe sytuacje, dziekan ma w praktyce niewiele do powiedzenia. Może straszyć, zwalniać, ale nie zmusi nikogo do pisania, a dydaktyków znaleźć trudno w dziedzinach potrzebnych gospodarce. Nie wydaje mi się, aby ranking parametryzacyjny jakoś specjalnie się zmienił. Pewnie będzie trochę przetasowań, ale w ogólności to będą wszystko ruchy pozorowane.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:14:19:

    @trzy.14
    Zespół, a jednostka: obecnie miotamy się od ściany do ściany. Z jednej strony istotnie zespół 10 osobowy nie wyprodukuje raczej 30 dobrych prac za 4 lata, z drugiej strony te kilkanaście czy 20 prac będzie zwykle zaliczone każdemu z jego członków z osobna (do liczby prac, cytowań czy h-indeksu). W obecnej parametryzacji "ideałem" jest zespół, np. 10 osobowy, ale z inną afiliacją każdego członka.

    Nie wykorzystuje się szansy jaką daje "jednostka referencyjna". Obecnie to tylko jedna liczba, jakieś średnie punkty. A przecież może to być jakiś model jednostki (trochę singli, parę zespołów, udział w wielkiej kooperacji) w proporcjach właściwych lub pożądanych dla danej dyscypliny.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:18:45:

    @naukowiec2.0
    Myślę, że za rok czy dwa zmieni się niewiele, ale świadomość wagi składu kadry dla parametryzacji mocno wpłynie na politykę zatrudnień i zwolnień (to drugie jest trudniejsze, ale przy ostrym systemie oceny kadry - w pełni możliwe). W tych dziedzinach, w których już teraz nie ma kto pracować, bo wszyscy gdzieś uciekli - zmieni to wprawdzie niewiele, ale mam wrażenie, że jeszcze spore rezerwy są. Choćby w "podkupywaniu" pracowników (i to niekoniecznie tylko pieniędzmi, dobra atmosfera plus jasne warunki gry - także są w cenie).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:34:56:

    naukowiec2.0
    Z pieniędzmi pozabudżetowymi w nauce trzeba ostrożnie. Gdy byłem dużo młodszy, byłem dużo bardziej "prorynkowy" i uważałem, że uczelnie nie współpracują z przemysłem z własnej winy. Teraz widzę sprawę trochę szerzej.

    W Polsce dominują firmy małe i średnie. One nie są zainteresowane badaniami podstawowymi ani jakimikolwiek innymi, jeśli na horyzoncie nie widać *realnej* stopy zwrotu. Te przedsiębiorstwa mogą się dołączyć do badań podstawowych tylko, jeśli sfinansuje je kto inny, czytaj: państwo, patrz: NCBiR, doktorat wdrożeniowy itp. Po prostu są za małe i obracają zbyt małym kapitałem, by przeznaczać 100tys+ rocznie na naukowe fanaberie.

    Firmy duże w Polsce są z reguły państwowe i bardzo rzadko w ogóle mają działy R&D (!!!). Bo szef firmy państwowej leci w tunelu poznawczym ograniczonym do jego własnej "kadencji".

    Zagraniczne korpo mają swoje priorytety. Po prostu.

    Efekt: w chwili obecnej współpraca uczelni z biznesem w warunkach polskich niemal zawsze oznacza swoisty leasing, wypożyczenie siły roboczej z uczelni/instytutu do firmy. Kropka. adam.beast lub haluciński pewnie do tego dodadzą wypożyczenie sprzętu, wykonanie usługi, którą w normalnym świecie na zasadach komercyjnych wykonywałyby inne firmy.

    Krótko mówiąc: jeśli nauka skoncentruje się na pieniądzach, zredukuje się do poziomu podwykonawcy przemysłowego. Do poziomu biura konstrukcyjnego w firmie. Miejsca, w którym nie poszerza się horyzontów "ludzkości", tylko danej, zwykle prowincjonalnej firmy o rozwiązania gdzie indziej dobrze znane.

    To jest kwadratura koła, bo przecież w nauką inwestuje się po to, by korzyści z tego miało całe społeczeństwo i w USA jakoś inaczej to chyba działa niż u nas.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:40:33:

    @ piotrcandida

    Po prostu poziom nauki o zarządzaniu w Polsce jest tak niski, że trzeba ich wydzielać, bo wyglądali by potwornie słabo na tle ekonomii.

    A to dobre! Myślałem, że niżej niż polska ekonomia i politologia to już upaść nie można.
    Ma Pan jakieś dowody na swoje stwierdzenie? Czy tylko własne widzimisię?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:40:39:

    @alpacone
    > jestem bardzo ciekaw jak wyglądałaby parametryzacja gdyby odcięto drugie
    > i trzecie kryterium oraz przeliczono wydajność pracy mierzonej bibliometrycznie
    > w przeliczeniu na 1000 zł wydanych na badania. Jestem niesamowicie ciekaw!


    Zrobiłem to kilka lat temu na własnym podwórku. Wyszło mi, że najbardziej efektywne są jednostki średnio finansowane. Dlaczego? Bo posiadacze dużych pieniędzy mieli i tak ograniczoną zdolność kreowania nowych pomysłów i publikacji, a z kolei finansowani nędznie nie byli w stanie nic realnie badać.

    Przy wzroście finansowania widać było wyraźnie trzy fazy: od zera do mniej więcej 10...15 tys. zł/(rok*osoba) przebieg płaski, nieomal poziomy w okolicy zera publikacyjnego, co najwyżej jakieś nędzne ogony z listy B, a większość pieniędzy szła na bzdety i narzutowe żywienie administracji (brak aparatury zwolnionej z narzutów). W obszarze 15...70 tys. zł/(rok*osoba) praktycznie liniowa zależność od finansowania - możliwość realnego prowadzenia badań, zakupu sprzętu, jeżdżenia na znaczące konferencje, zlecania badań dla których sami sprzętu nie posiadamy. I potem obszar powyżej 70 tys. zł/(rok*osoba) - ale z zastrzeżeniem, że próbka tu już była mało liczna - wysycenie, wypłaszczenie krzywej publikacyjnej, zakupy zbyteczne, do dziś stojące w nierozpakowanych kartonach.

    Sprawa jest prosta:
    - nie masz nic, nie uzyskasz nic,
    - masz średnie pieniądze, musisz ich pilnować, jesteś w stanie je efektywnie przerobić pochylając się nad każdą wydawaną złotówką,
    - masz duże pieniądze, pilnujesz papierów i procedur, nie masz już czasu pilnować każdej wydawanej złotówki z osobna; pojawia się marnotrawstwo, a wydolność intelektualna i czasowa jest ograniczona, więc i większej liczby publikacji nie będzie; tu kwitną wszystkie masywne kolaboracje jadące na olbrzymich pieniądzach kierowanych jako kryptodotacje do zaawansowanych przedsiębiorstw, a naukowcy są tylko kwiatkiem maskującym rzeczywisty cel vide CERN, czy z bliższych choćby Darmstadt.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:41:44:

    @trzy.14
    No właśnie. I dlatego właśnie pierwsze kryterium pozostaje jedynym w miarę obiektywnym do porównywania z innymi. Jeżeli coś przy okazji się sprzeda - to dobrze, bo zarobimy, jeżeli nie - pozostanie satysfakcja, a może za 100 lat godziwa płaca.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:45:23:

    @j.sc.
    Nie wykorzystuje się szansy jaką daje "jednostka referencyjna".
    Zgadzam się z tym. Wg sposobu liczenia przedstawionego w projekcie niejako publikowanie z kimś z własnej jednostki nie jest opłacalne. Lepiej wziąć kogoś z innej jednostki referencyjnej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:53:16:

    W obecnej parametryzacji "ideałem" jest zespół, np. 10 osobowy, ale z inną afiliacją każdego członka.

    Tak, to jest sedno problemu. Ale ten problem ciągnie się za nami od początku kategoryzacji. Idealna lokomotywa to przecież teoretyk (niemal zerowe koszty własne!) wpięty w zagraniczny (lub choćby polski, ale pozauczelniany) zespół, a najlepiej zespoły.

    Ba! To się ciągnie odkąd moja pamięć sięga. Teoretycy *zawsze* lepiej publikowali, więc mieli większy prestiż, ergo, byli "lepszymi naukowcami". To się samopowielało w kolejnych pokoleniach, bo każdy student ciągnie do lokalnych "centrów doskonałości", prawda?

    To nieuniknione, gdy celem i miarą są tylko publikacje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:54:29:

    @js.c
    Nie rozumiem, dlaczego tak negatywnie postrzegasz współpracę między ośrodkami i chcesz kiszenia we własnym sosie. Niestety ta ustawa pięknie wykończy każdą współpracę (krajową i zagraniczną), bo teraz chyba chodzi już tylko o wyścig szczurów do koryta. Tzn. wedle zaszeregowania będzie podgryzanie o ochłapy z pańskiego stołu. Pozostanie tylko pytanie, kto tu będzie panem, a kto pariasem?
    Dla mnie to najczystsza głupota, bo przy tym ciągłym niedofinansowaniu współpraca i łączenie środków jest optymalnym rozwiązaniem. Przy tej ustawie to pozostanę z jakimiś (o ile w ogóle) środkami, za które nie wiem, czy papier do drukarki kupię. I tak w ten sposób wywróci się wszystko do góry nogami, bo tym co się do tej pory jeszcze chciało będą zmuszeni optymalizować inaczej, czyli minimalistycznie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:57:32:

    naukowiec2.0,
    Bacik na "nierobów" może mieć nieprzewidywalne konsekwencje w postaci plusów ujemnych. Ci ludzie są często *NIEZASTĄPIENI* w dydaktyce. Więc masowo przerzuci się ich na stanowiska dydaktyczne. Zwiększy pensum. Podłechce ego profesorem uczelnianym dydaktycznym. Ale tym się rodziny nie wykarmi. Potrzebna jest stabilizacja i podwyżki. Ale jeśli tak, to po co iść w niepewną i ekonomicznie nieopłacalną karierę naukową?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:59:02:

    @trzy.14
    > przecież w nauką inwestuje się po to, by korzyści z tego miało całe społeczeństwo
    > i w USA jakoś inaczej to chyba działa niż u nas.

    Nie, nie inaczej. Dominuje jak najbardziej finansowanie budżetowe tylko z różnych centrów dystrybucyjnych i różnych poziomów politycznych. Różnica natomiast zasadnicza polega na tym, że państwo w firmach hi-tech zamawia, poprzez swoje agendy, rozwiązania dla NASA, dla armii itd. I tam jest prawie zawsze drobny warunek współpracy z uczelniami, pokutujący od czasów Eisenhowera i jego reakcji na wystrzelenie Sputnika-1. Ale tych uczelni kooperujących na dużą skalę z przemysłem nie ma jakoś szalenie dużo. Większość to dobre ośrodki dydaktyczne, które kooperację mają "przy okazji". Różnica zasadnicza: tam są zupełnie inne pieniądze w grze.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 10:59:54:

    Właśnie sobie przeliczyłem, że w mojej jednostce w ramach dotacji na utrzymanie potencjału badawczego (dawne bad. stat.) średnio na pracownika n-d przypada 3000 zł.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:03:56:

    @p-tau
    > Właśnie sobie przeliczyłem, że w mojej jednostce w ramach dotacji na utrzymanie
    > potencjału badawczego (dawne bad. stat.) średnio na pracownika n-d przypada
    > 3000 zł.


    No to już wiesz gdzie jesteś: na tym startowym płaskim odcinku krzywej efektywności.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:04:49:

    @trzy.14
    Ale jeśli tak, to po co iść w niepewną i ekonomicznie nieopłacalną karierę naukową?
    Bo już się w nią wdepnęło?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:05:41:

    p-tau,
    BSt po stronie ministerstwa jest bliższe 20 tys/osobę. Tyle że 40% z tego bierze Gmach Główny. Potem są jakieś wydatki stałe. np. utrzymanie biblioteki. I owszem, na końcu 3 tys. "netto" na osobę wygląda realnie, choć to MOCNO zależy od jednostki. Są takie, gdzie do podziału jest ponad 10 tys. na osobę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:09:30:

    @StaryZgred2012
    Przede wszystkim inna mentalność - kupiecka (brytyjska, holenderska, zachodnioeuropejska, jak zwał tak zwał), ale problemy też są. Natomiast u nas jest chcenie każdego ministra i odbijanie się od ściany do ściany, bo brak wszystkiego: od stabilnych przepisów prawnych, systemu podatkowego, koncepcji strategicznego rozwoju po katastrofalnie małe pieniądze i do tego często źle wydawane. I tak wszystko zależy od tego jakie ma się wejścia. Dziś mogą świętować zwolennicy modeli skrajnie neoliberalnych, z elementami autorytarnymi, gdzie nie ma miejsca na refleksję, a przede wszystkim współpracę. Bo jeżeli ewaluacja ma wyglądać tak, jak wyglądają propozycje rozporządzeń, to dziekan będzie nakazywał i promował tylko zespoły wydziałowe/instytutowe, itp.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:09:37:

    @kalkhopf
    Nie postrzegam współpracy negatywnie. Ale dotychczasowe przegięcie jest zbyt mocne. Nowe zasady są bardziej zrównoważone (czyli DO PEWNEGO STOPNIA dzielą punkty na autorów), co sprawia, że zespół 10-osobowy z danej jednostki nie jest aż tak mocno jak dotąd upośledzony w porównaniu z 10-osobową spółdzielnią z różnych jednostek.

    Premia za współpracę pozostała, a dla publikacji 140-200 pkt jest nawet identyczna jak była. Ale nie jest już tak szalona jak do tej pory (zwłaszcza w przypadku wielkich kooperacji był to wręcz absurd).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:14:12:

    @3.14
    U mnie Pałac bierze dwa razy: najpierw 30%, a potem narzuty w wysokości zależnej od wydatku. Te 3000 zł wyliczyłem po odjęciu pierwszego haraczu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:18:41:

    @js.c
    Jesteś w błędzie, bo punkty dla dużych zespołów były dotychczas dzielone. Natomiast teraz przy dalszej mizerii finansowej nie będzie już nic i patrzmy na to realnie. Tu ustawa i rozporządzenia dokładnie wbijają dwa noże w plecy: ocena w dyscyplinach, podział punktów z publikacji. To wystarczy, by rozwalić interdyscyplinarne zespoły między ośrodkowe i nazywanie ich spółdzielnią uważam z twojej strony za nieporozumienie i brak zrozumienia problemów pracy naukowej, zwłaszcza w science.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:30:40:

    @staryzgred2012: to co napisałeś o nakładach na prowadzenie badań uświadomiło mi mocno, że spora część z nas publikując na liście A przy absolutnie minimalnych nakładach (według Ciebie płaski odcinek efektywności) głowiąc się, dwojąc i trojąc jednocześnie, przypomina z grubsza ryby wyskakujące ponad poziom gnojówki w której są hodowane aby zaczerpnąć oddechu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 11:48:07:

    @kalkhopf
    Dotychczasowe dzielenie punktów było symboliczne. Bodaj przy liczbie autorów ponad 10 i dzielono tylko przez 2 (z zachowaniem slotów). Zatem, gdy wielka kooperacja wyprodukowała, powiedzmy 20 artykułów za 40 pkt rocznie (co dla setek czy tysięcy udziałowców nie jest dużym problemem), każdy udziałowiec wnosił 10 razy 40 pkt (rocznie) do kategoryzacji. Dużo za dużo. Teraz to ma być zdaje się 10%, zatem w opisanej sytuacji byłoby 2 razy 40 (rocznie). Nawet więcej niż wynika z dopuszczalnego "4 na głowę na 4 lata". No i wychodzi sensowny efekt: autor generuje 4 razy 40 (obecnie zapewne 140, a może i 200) dla swej jednostki. Po co więcej? Czy bez tej kooperacji miałby tyle prac? Zapewne nie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:01:41:

    @js.c
    Po to robi się m.in. kooperacje, aby zwiększyć swoją efektywność naukową. Jeżeli nie ma współpracy w science, patrz posty Alpacone i StaryZgred2012. Po prostu jeśli kisimy się we własnym sosie to mamy spojrzenie na problem i możliwości badawcze takie, jak na to pozwala nasza kałuża (czyli akwen bez większego znaczenia strategicznego). I więcej się nic nie zrobi. Finanse są też bezlitosne, bo ciężko jest mieć potrzebną aparaturę, a i trudno być specjalistą we wszystkim. Nawet obecne wydziały i uczelnie nie są w stanie zaspokoić w pełni potrzeb badawczych. A tak, to MNiSW zapewnia swoją ustawą zniszczenie nawet tego co jeszcze jakoś tam dyszało. A to wszystko w imię zazdrośników, którzy mają dojścia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:19:25:

    alpacone,
    To jest dobre porównanie.
    Poszperałem w poczcie i różnych sprawozdaniach. U nas w 2012 było 2 tys zł netto na głowę. Średnia liczba punktów: 33 na pracownika rocznie. Średnia roczna liczba cytowań WoS na pracownika: 44 (!). Te liczby znacznie zawyżone przez kolaboracje kilku lokomotyw.

    Najsprawniejsza lokomotywa wyrobiła wówczas 900% średniej.

    Po 2012 jednostka przestała robić detaliczne sprawozdania, bo uznaliśmy, że nie ma czego dzielić.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:52:43:

    To kryterium ekstensywne zostało na szczęście usunięte z algorytmu oceny.
    Zgadzam się, że pojęcie jednostki referencyjnej jest problematyczne.
    W tym modelu następuje dyskretyzacja oceny w dwóch miejscach (najpierw te przewyższenia i nierozróżnialnosci, potem dyskretne kategorie naukowe), co, wydaje mi się, rozmywa związek z wydawałoby się precyzyjnie mierzonymi parametrami wejściowymi.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:01:54:

    @js.c, @kahlkopf

    Fundamentalny problem z algorytmem kategoryzacyjnym, i poprzednim, i obecnie lansowanym jest taki, że są one silnie tendencyjne. Algorytm powinien być neutralny z uwagi na afiliację i neutralny z uwagi na liczbę autorów. To byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby pozostawiono nawet limit publikacyjny, ale nie PUBLIKACJI, tylko SLOTÓW. I dzieleniu przez liczbę WSZYSTKICH autorów powinna podlegać wartość slotu, a nie wartość punktów. Obecna propozycja algorytmu, w dodatku z kuriozalnym przypisywaniem czasopism do arbitralnie wskazanej, tym razem przez Scopus, dyscypliny, to mord na współpracy interdyscyplinarnej. Albo zostanie to uwalone zanim wejdzie w życie na początku 2021, albo polska nauka zgruntuje nowe nieznane głębiny mułu intelektualnego. Ta "reforma" Gowina coraz bardziej zasługuje na głośne potępienie, jak niesławna pseudoreforma Handkego, która zniszczyła szkolnictwo zawodowe, zasadnicze i średnie, i skutkowała produkcją pseudointeligentów z dyplomami "szkół gotowania na gazie". Gowin to nowa inkarnacja Handkego, równie arogancka, równie niekompetentna.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:11:11:

    @StaryZgred2012
    I niestety z Krakowa. Coś to miasto nie ma ostatnio szczęścia do "polityków".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:15:30:

    @kahlkopf
    > I niestety z Krakowa. Coś to miasto nie ma ostatnio szczęścia do "polityków".

    Cóż, kolejny "premier z Krakowa", niestety tym razem zmaterializowany. Chociaż patrząc wstecz, w okresie aktywności politycznej Rokita nie był taki sekciarski jak Gowin.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:05:59:

    Podoba mi się definicja Gospodarza,

    Okazuje się bowiem, że interdyscyplinarność dla ministerstwa to działanie w różnych dyscyplinach, a nie prowadzenie badań, które usytuowane są na przecięciu różnych nauk.

    Ja nigdy nie wyszedłem ze swojej dyscypliny głównej. Jednak zdarzało mi się hasać po jej obrzeżach, a nawet nieśmiało te granice przekraczać. W różnych kierunkach. Jak inaczej znaleźć ciekawy temat, jeśli w ramach BSt ma się do dyspozycji 2-3 tys. zł rocznie?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:43:47:

    @p-tau
    Wystarczy popatrzeć na publikacje ludzi z zarządzania. Ciężko tam znaleźć osoby publikujące coś systematycznie w czasopismach międzynarodowych z impact factorem. W ekonomii takich osób jest już coraz więcej. Zarządzanie w Polsce jest na poziomie nauk historycznych. Publikują sami dla siebie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 17:29:02:

    @staryzgred2012
    Wydaje mi się, że będą to teraz właśnie 4 sloty, a nie o 4 sztuki publikacji.
    Aczkolwiek nie studiowałem jeszcze tej prezentacji ministerialnej, która zdaje się nieco mąci sytuację.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 18:01:26:

    Wiem, ze parametryzacja ani stara ani nowa nie jest zdrowa.
    Ale jesli by tak spojrzec na uwzglednianie w niej grantow jako na substytut peer review?
    Granty sa uznaniowe i oddaja opinie srodowiska (tak, wiem bardziej o indywiduach niz o jednostkach naukowych) wiec w pewnym sensie oddaja ocene srodowiska rowniez i poszczegolnych uczelni/osrodkow/zespolow badawczych.
    Idealu i tak nie ma.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 19:58:02:

    @kragon
    > Granty sa uznaniowe i oddaja opinie srodowiska (tak, wiem bardziej o indywiduach
    > niz o jednostkach naukowych) wiec w pewnym sensie oddaja ocene srodowiska
    > rowniez i poszczegolnych uczelni/osrodkow/zespolow badawczych.


    Nie, nie oddają. Oddają i to dość dobitnie stopień "networkingu" w środowiskach decyzyjnych, w tym dochodzące do poziomów kryminalnych vide Janiak i osławiony pokoik schadzek. Identycznie, czyli sitwowo, było z przydziałem grantów NPRH - kto przy korycie decyzyjnym ten przy korycie finansowym.

    Z oceną kompetencji naukowych nie wykazuje to, w całej puli grantów, nawet luźnej korelacji.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide