Robię habilitację

Wpis

piątek, 10 sierpnia 2018

Jeszcze nowsze Ateny?

Tu linka do tweetu prof. Jaskułowskiego, który zwraca uwagę, że w wypadku interdyscyplinarności, określać będziemy czas poświęcony na zajmowanie się posczególnymi dyscyplinami. I tak, czytamy w cytowanym dokumencie, zależnie od tego, ile czasu badacz poświeca na, na przykład, nauki chemiczne, w takim wymiarze będzie w tychże naukach oceniany. Gdy to przeczytałem, nie dość, że wypadła mi szczęka, to na dodatek uciekła i nie chciała wrócić na miejsce.

 

1. Wielokrotnie już mówiono, że nowa ustawa niszczy interdyscyplinarność. Jednak okazuje się, że niszczenie interdyscyplinarności idzie dalej niż myślałem. Okazuje się bowiem, że interdyscyplinarność dla ministerstwa to działanie w różnych dyscyplinach, a nie prowadzenie badań, które usytuowane są na przecięciu różnych nauk. W polskiej nauce nie ma badań interdyscyplinarnych, i tyle.

 

2. Nowe umocowanie prawne zakłada również, że poszczególne dyscypliny to rozłączne zbiory działań, przez które przechodzi badacz. Czystość dyscyplinarna z postępowań habilitacyjnych idzie na wyższy poziom.

 

3. I wreszcie, skoro "Dyscyplina, jaka jest, każdy widzi", to każdy badacz bez większych problemów będzie potrafił określić, jaką część swych działań poświęcił na każdą dyscyplinę.

 

Jednak w dokumencie cytowanym przez prof. Jaskułowskiego mamy sprawy dość proste. 80 proc na chemię, a 20 na przykład na fizykę. Jednak co jeśli, taki badacz 34 proc. poświęcił na chemie, 42 proc. na fizykę, a pozostałem 24 na medycynę? Ba, ja to bym sugerował, żebyśmy wszyscy podawali wymiary do drugiego miejsca po przecinku. 34,13 na chemię, 41,25 na fizykę, a na medcynę 24,62. Wtedy już będzie naprawdę proste.

 

Sugerowałbym też współpracę Ministerstwa Nauki z producentami zegarów szzachowych. Stworzenie zegara aktywności dyscyplinarnej (ZAD) będzie kluczowe dla nauki. Każdy świeżo upieczony doktor będzie otrzymywał taki zegar i bedzie w niego walił niezwłocznie po zakończeniu prac w dyscyplinie A i rozpoczęciu działań w dyscyplinie B. Modele premium, będą pozwalały na pomiary nawet 3 dyscyplin! Działanie w czterech dyscyplinach będzie zabronione prawem. Pięć dyscyplin będzie zagrożone karą więzienia.

 

Powstanie specjalny urząd nadzoru dyscyplinarnego (Dyscyplina: Urząd Postępowania Akademickiego - DUPA), który będzie przestrzegał a. dokładności pomaru dyscyplinarnego b.  zakazu czterodyscyplinarności. Wobec każdego badacza podejrzanego o czytanie artykułów z dyscypliny czwartej zostanie wszczęte postępowanie dyscyplinarne.

 

I na koniec. To, co przeczytałem o dyscyplinach, jest tak głupie, że z trudem pisałem poważny post. Reifikacja i preskryptywizm dyscyplinarny posunięty jest do granic absurdu. Zapowiedzi min. Gowina o tym, że polska nauka zastosuje światowe rozumienie dyscyplin, nie okazały się nawet aspiracjami. To nawet nie był błysk w ministerialnym oku. Na naszych oczach dorzynana jest, a co, powiem sobie, wataha interdyscyplinarna. A polska nauka cofa się do XIX w.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
piątek, 10 sierpnia 2018 12:31

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:45:08:

    Wg wyjaśnień z Przewodnika:
    Jeśli ktoś działa w chemii fizycznej, to nieważne, czy zadeklaruje 100% z fizyki, 100% z chemii, czy po 50%, bo czasopisma z obszaru chemii fizycznej będą podpięte do obu dyscyplin.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:53:10:

    Pisałem od tym od samego początku, ale reformatorscy hunwejbini niczego nie czytali, zwłaszcza dokumentów, tylko skoncentrowali się na jakimś okrzyku z tyłu sali, że "UWUJ" dostanie wincyj pinionszków kurde mać!".

    Warto zatem przeczytać co tam pismo kliknęło na odwal się w tym całym Scopusie.

    Jestem statystykiem. Scopus indeksuje 43 moje prace. Patrzę na ten Scopus. Jedna, ale dosłownie jedna publikacja jest z mojej dyscypliny. Ku mojemu zdziwieniu jestem i medykiem i politologiem (ku mojemu zdziwieniu) i ekonomistą, a także zajmuję się public policy (cokolwiek to znaczy) oraz informatyką, socjologią i inżynierią chemiczną (tu zaskoczenie całkowite, bowiem z chemii to jak mam dobry dzień odróżniam sól i cukier po napisie na opakowaniu).

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 12:55:11:

    Akurat w ujęciu nowej ustawy ja interdyscyplinarność rozumiem jako coś co równie dobrze można podpiąć do wielu dyscyplin, a nie ze trzeba tworzyć jakiś spec multidyscyplinarny byt.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:02:35:

    Scopus podaje to, co pobiera z kategorii czasopism z Twojego dorobku. Ja też mam niestworzone rzeczy na tej liście, mimo to wszystkie czasopisma mają też moją podstawową dyscyplinę, więc nie jest to problem.
    Natomiast statystyk czy data scientist, który dołącza do zespołów z najróżniejszych dyscyplin, faktycznie może mieć problem. Problem rozwiąże dowiązanie statystyki stosowanej do WSZYSTKICH obszarów, gdzie występuje statystyczna analiza danych. Czy to się stanie? Zależy od składu zespołów eksperckich, czy będzie tam ktoś, kto ma tego świadomość.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:06:40:

    @Adam_Beast
    Ok. To by było dobre, tylko te rozporządzenia i deklarowanie dyscyplin, a następnie ewaluacja i przypisywanie żurnali do dyscyplin. Właśnie tu leży tzw. pies pogrzebany. I jeszcze ta deklaracja w ilu % jestem kimś tam, a w ilu kimś tam. To mi zaczyna przypominać psychotesty, w tym te głupie z popularnych portali. A może właśnie niech sobie sowiet nauki wymyśli psychotesty i w ten sposób określi, gdzie kto i w jakim % należy. I będzie pięknie. Ja podobnie (z resztą już o tym pisałem) mam też niezły rozstrzał przypisanych dyscyplin przez Scopus, jak Czlowiek.z.Makulatury. Tylko będzie problem, że przy nowych zdyscyplinowanych wydziałach mogę zostać wezwany na dywanik dziekana lub kierownika z oznajmieniem, że nie wspieram wydziału. I jeszcze jak tu układać współpracę między wydziałami, uczelniami i zagranicznymi ośrodkami?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:19:53:

    @czlowiek.z.makulatury
    > Ku mojemu zdziwieniu jestem i medykiem i politologiem (ku mojemu zdziwieniu)
    > i ekonomistą, a także zajmuję się public policy (cokolwiek to znaczy) oraz informatyką,
    > socjologią i inżynierią chemiczną (tu zaskoczenie całkowite, bowiem z chemii to jak
    > mam dobry dzień odróżniam sól i cukier po napisie na opakowaniu).


    Oj tam, oj tam, ja nawet znalazłem się jako toksykolog, bo kiedyś dawno coś popełniłem z przemysłem farmaceutycznym.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:23:24:

    @nobooks
    > Natomiast statystyk czy data scientist, który dołącza do zespołów
    > z najróżniejszych dyscyplin, faktycznie może mieć problem.


    Hunwejbini z rewolucji kulturalnej Gowina czytają tylko to co lubią i czytają po łebkach. Nie zorientowali się jeszcze, że w USA "data science" są już w zasadzie wyodrębnione i z badań podstawowych, i z badań stosowanych, jako trzeci obszar uwzględniany przez NSF. Biorąc pod uwagę, że Papuasi z MNiSW mają opóźnienie percepcyjne rzędu 15...20 lat do reszty świata wnioskuję, że dostrzeżenia tego faktu przez nich nie zaobserwuję przed przejściem na emeryturę.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 13:54:57:

    Panie i Panowie, tu trzeba iść z duchem czasu - badając prawo kanoniczne wszak można jakiś drobny procent przeznaczyć na współautorstwo czegoś biologicznego lub fizycznego za 140 punktów.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:15:42:

    @trzy.14

    @alpacone chyba znalazł sposób na podreperowanie Twojego budżetu badawczego. Co byś powiedział na długoletni projekt teoretyczny "Opracowanie teorii pola naprężeń teologicznych" (nie mylić z teleologicznymi, bo mogłoby nie przejść), albo "Badanie propagacji herezji Piotra Natanka metodą roju cząstek"? I walić jak w dym w nauki teologiczne z koncepcją fizykoteologii...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:28:19:

    Z deszczu pod rynnę, czyli leczenie dżumy cholerą

    Ministerstwo tłumaczy, że ewaluować trzeba dyscyplinarnie, bo w systemie wydziałowym mogło się zdarzyć że np. 1-2 "ścisłowcy" na wydziale prawa mogli wypaczyć kategoryzację tej jednostki (były takie przypadki, jesli dobrze pamiętam, te osoby zajmowały się materialnymi aspektami rzymskiej legislacji, czyli zahaczali co najmniej o archeologię, więc IF jak psu buda).

    Teraz Makulaturowy jako statystyk popełni pracę z biologami z uni mieszczącego się na drugim końcu Polski. Ta praca uczyni zeń biologa, jeśli tylko Makulaturowy dołączy stosowne oświadczenie, ale któż odmówi rektorowi? I teraz uwaga: ta jedna praca może mieć znaczenie dla uznania formalnego poziomu nauczania biologii w tej uczelni! Nawet jeżeli Makulaturowy nawet nie wie, gdzie odbywają się zajęcia dla studentów tejże biologii.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:49:10:

    Państwo naukowcy, z Wami to się chyba nie da uzdrawiać środowiska ;)
    Oto głos eksperta:

    Mówi Piotr Pokorny, ekspert Instytutu Rozwoju Szkolnictwa Wyższego:
    "Bez względu na to, jaka ta ustawa by przeszła, wszystko zostaje w rękach osób, które tę ustawę bezpośrednio wykonują. Naukowcy muszą więc wziąć sprawy w swoje ręce i bardziej intensywnie pracować nad badaniami na światowym poziomie. Na tym etapie uważam, że ta ustawa daje duże możliwości"

    serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1211106,podsumowanie-prac-nad-reforma-gowina.html

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 14:58:07:

    @p-tau
    "...Jeszcze jest za wcześnie żeby oceniać skuteczność tej ustawy. Na to przyjdzie jeszcze czas. Realnie uważam, że te zapowiedzi ministra Gowina są oczywiście możliwe, ale możemy do tego dojść dopiero za ładnych parę lat pracy w uczelniach. Bez względu na to, jaka ta ustawa by przeszła, wszystko zostaje w rękach osób, które tę ustawę bezpośrednio wykonują. Naukowcy muszą więc wziąć sprawy w swoje ręce i bardziej intensywnie pracować nad badaniami na światowym poziomie. Na tym etapie uważam, że ta ustawa daje duże możliwości podsumowuje Pokorny."

    Zastanawiam się, jak można być tak piramidalnym kretynem jak pan Pokorny. Alternatywnie: bezczelną dziwką (excusez le mot) do politycznego wynajęcia.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 15:01:50:

    @trzy
    Był to realny problem.
    Np Wydział Fizyki i Matematyki z zasady przegrywał z Wydziałem Fizyki, a Wydział Nauk Społecznych z Wydziałem Psychologii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 15:05:05:

    Powiedzial, ze ustawa daje duze mozliwosci bez wzgledu na to, jaka jest. A ktos wam zabrania pracowac na swiatowym poziomie? Nie? No to nie liczcie tez, ze ktokolwiek wam pomoze. To jest tlumaczenie mowy-trawy na normalny jezyk.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 15:13:04:

    @p-tau/staryzgred - najwyżej się powie, że system ustawy 2.0 był zajebisty, tylko te kurły ludzie nie dorośli.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 15:18:02:

    Zaiste. jego Instytut ma dla Nas wspaniałą ofertę: kompleksowy program doradczo-wdrożeniowy pod nazwą UCZELNIA 2.0.
    W ramach Programu nasz zespół doradców i ekspertów pomaga szkołom wyższym szybciej i efektywniej dostosować się do wymogów nowej ustawy oraz opracować model funkcjonowania uczelni, która będzie osiągać sukcesy w nowym systemie nauki i szkolnictwa wyższego.

    Efekty programu:
    KATEGORIA B lub A/A+
    WZROST OTRZYMYWANEJ SUBWENCJI
    AWANS W RANKINACH (SIC!)
    WYŻSZE OCENY JAKOŚCI
    WZROST LICZBY KANDYDATÓW NA STUDIA

    Więcej tu: irsw.pl/uczelnia-2-0/

    PS. Wtedy też uwagę zwróciłem, że wśród zespołu jest dr Rozkosz (Członek Zespołu specjalistycznego do oceny czasopism naukowych w MNiSW. Ekspertka IRSW ds. ewaluacji nauki i komunikacji naukowej.) ale już strona z jej profilem nie jest dostępna, choć google zaindeksowało.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 15:19:11:

    Pozwole sobie tylko tak na marginesie zauwazyc, ze konsultacje nad projektami rozporzadzen trwaja do konca sierpnia: www.nauka.gov.pl/konsultacje/
    Nawet nie wiem, czy jest sens punktowac co wieksze bzdury w rozporzadzeniu ewaluacyjnym, skoro przewodnik po ewaluacji prawdopodobnie juz jest w drukarni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 16:03:18:

    nobooks,
    Zgadza się. Tylko że rozwiązując jedne problem, tworzy się nowe.

    Np. ja oszacowałem, że dzięki pierwiastkowi i zasadzie 4 od głowy nasz wydział może mieć kłopoty ze skompletowaniem 3N papierów, choć w poprzedniej kategoryzacji zgłosiliśmy ich ok. 5N. Nie wiem, czy ktokolwiek w MNiSW zdaje sobie sprawę z takiego efektu ubocznego nowych warunków kategoryzacji. O jej wynikach może decydować 100 Ziemniaków Polskich z ogona a nie 1 artykuł w Nature.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 16:05:30:

    Ale ładne podsumowanie!

    Dwa lata prac nad reformą szkolnictwa wyższego. Efekt? Wydane miliony złotych, podzielone środowisko i ustawa zupełnie inna od założeń

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 16:44:19:

    @trzy.14
    > Np. ja oszacowałem, że dzięki pierwiastkowi i zasadzie 4 od głowy nasz wydział
    > może mieć kłopoty ze skompletowaniem 3N papierów, choć w poprzedniej
    > kategoryzacji zgłosiliśmy ich ok. 5N.


    Uświadom mnie, proszę, bo na urlopie nie chciałem sobie psuć humoru studiowaniem projektów rozporządzeń, czy ostatecznie dzielenie dotyczy szerokości zajmowanej w slocie przy zachowaniu całkowitej punktacji, czy dla odmiany punktacji a publikacja zajmuje cały slot? Bo przy pierwszym wariancie są jeszcze szanse przetrwania rewolucji kulturalnej, przy drugim pozostaje już tylko pisać wspomnienia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 16:47:19:

    Zgred,
    Ostatnio do projektu zajrzałem w maju. Męczące są te ciągłe zmiany. Wówczas wyszło mi, że chodzi o wariant 1.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 17:30:16:

    @Staryzgred2012:

    > @alpacone chyba znalazł sposób na podreperowanie Twojego budżetu
    > badawczego. Co byś powiedział na długoletni projekt teoretyczny "Opracowanie
    > teorii pola naprężeń teologicznych" (nie mylić z teleologicznymi, bo mogłoby nie
    > przejść), albo "Badanie propagacji herezji Piotra Natanka metodą roju cząstek"?
    > I walić jak w dym w nauki teologiczne z koncepcją fizykoteologii...

    Ale po co wyważać otwarte drzwi? Przypominam Panu, że istnieje już ugruntowana dyscyplina naukowa na styku medycyny i teologii -- medycyna pastoralna:

    ,,Związek przyczynowy między czynnikami biologiczno-medycznymi a występowaniem nieprawomyślnych poglądów wśród wiernych Kościoła rzymskokatolickiego na przykładzie czarnej śmierci i herezji w wiekach średnich''.

    Do projektu badawczego potrzeba (mikro)biologów, lekarzy, weterynarzy, epidemiologów, filozofów, historyków, teologów, religioznawców, socjologów religii, filologów, kanonistów, inżynierów i statystyków (lub ścisłowców ogarniających big data).

    Aplikacje wraz z CV i listą własnych publikacji z lat 476-1453, uwzględniającą przyszłe zaszeregowanie dyscyplinarne i punktację, należy nadsyłać do wczoraj pod adresem e-mail: <cyrknakolkach@nauka.gov.pl>.

    Każdy P.T. Forumowicz jest mile widziany! Dla każdego znajdzie się miejsce!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 19:01:18:

    @zgred
    I to i to.
    Przykład:
    Publikujesz 2 artykuły, każdy z trzema autorami zza granicy, w czasopismie z górnego kwartyla, za 100pkt każdy. Pierwiastek z 1/4 to 1/2, to razy 100 to 50 punktów za artykuł, ale też 50/100 slotu. Czyli oba artykuły zajmuja 1 slot i dają 100 punktów, tak jakbyś napisał jeden sam.
    Natomiast z górnego decyla punkty ani sloty nie dzielą się, czyli gdyby te artykuły były za 140 punktów, to zajmują 2 sloty i 280 punktów.
    Najniżej punktowane czasopisma dzielą się bez pierwiastka, czyli tu 1/4.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 19:20:21:

    I tak nie dość, że od dwóch lat zamiast o współpracy nad realnymi problemami mielimy cały czas takie pierdoły, to jeszcze czeka nas ileś lat burdelu, po którym będziemy siedzieć z Excelami i będziemy liczyli gradienty wektorów punktacji w zależności od liczby współpracowników i komu co się zabździło zgłaszając pismo do Scopusa.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 19:51:41:

    @ Habilitant2012: jest jeszcze gorzej. Nie dość, że sztucznie trzeba się "określać" dyscyplinarnie, to jeszcze może to być bardzo kosztowna decyzja. Będą naciski z góry by afiliować właściwą dyscyplinę - wystarczy że nieopatrznie ekonomista zajmujący się migracjami ludności opublikuje dobre prace w "niewłaściwych" żurnalach i zrobi się z niego socjologa. A po wpisaniu na listę dyscyplinarną w ORCID i PBN dostajemy świetne narzędzie oceny. W takiej sytuacji interdyscyplinarni mają naprawdę przerąbane. Bo oceniająca ich dorobek nowa RDN z przyjemnością odwali ich wnioski jako "nieczyste" pod względem dyscyplinarnym. Chciałeś mieć profesurę z ekonomii? Sorry, według nast jesteś socjologiem bo czasopisma w których publikujesz i dyscyplina w której zgłosiła cię jednostka to nauki socjologiczne...

    @ 3.14: obawiam się, że symulacja parametryzacji została zrobiona dla jednej dyscypliny i na jednej uczelni, więc po prostu pomysłodawcy nie mają o tym pojęcia. Mi też wychodzi na to, że "próg odcięcia" dramatycznie się obniży - do "rozliczenia się" wystarczy 1 rozdział w monografii i 2 teksty w czasopiśmie objętym programem ministerstwa. Ogólny poziom prac zgłaszanych do parametryzacji znacząco się obniży. Wywoła to określone skutki: bodźce dla lokomotyw, produkujących masowo wysokoimpaktowane publikacje zostaną całkowicie zlikwidowane. Na niektórych uczelniach zaczęto płacić - wzorując się na ChRL - za publikacje na liście A. Teraz będzie sens płacić, ale tylko do 4 prac za 4 lata.

    Powstaje oczywiście bodziec do publikowania prac za 140 i 200 punktów. Ale obawiam się, że w naukach społecznych będą to tak wypasione czasopisma, że dla 99,5% naukowców jest to kompletnie nieosiągalne, więc i bodźca nie będzie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 19:54:05:

    @nobooks

    Jeżeli jest tak jak piszesz, czyli podziałowi podlega i punktacja, i slot, to jest to kretynizm, który przekroczył moje najczarniejsze przypuszczenia. Inaczej mówiąc, nie doceniłem stopnia niekompetencji, arogancji i zwykłego skretynienia hałastry pseudohumanistyczno-prawnej, która skupiła się za Gowinem i projekcje swoich schiz środowiskowych rzutuje na całą działalność naukową, w tym publikacyjną w obszarach, o których nie ma nawet najbardziej bladego pojęcia.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 20:02:23:

    @nobooks
    > Pierwiastek z 1/4 to 1/2, to razy 100 to 50 punktów za artykuł, ale też 50/100 slotu.
    > Czyli oba artykuły zajmuja 1 slot i dają 100 punktów, tak jakbyś napisał jeden sam.


    Coś nie gra w tej "arytmetyce". Jeżeli masz dwa razy po pół slotu pięćdziesięciopunktowego, to po scaleniu masz cały slot dalej tylko pięćdziesięciopunktowy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 21:21:14:

    Ja gratuluję panu Pokornemu samozadowolenia, ale cóż to "doradca" i to po KUL.
    Dla mnie ta cała "reforma" jest także wspaniałym przykładem jak można pokomplikować procedury i dołożyć dodatkowej roboty. O nie tu w ciągu najbliższych lat raczej nie będzie zbyt dużo czasu na pracę naukową, a na pewno nie na zwiększenie jakości. Tu w najbliższych latach trzeba będzie odnaleźć się w nowym systemie i go rozgryźć. A jak się nie da, no cóż ... emigracja. W końcu ile można kopać się z koniem i znosić widzimisię rządców.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 21:41:22:

    Prenumeruję biuletyn elektroniczny MNSiW. Przed chwilą otworzyłem skrzynkę pocztową, a tu list od ministra do rektorów (list). Podkreślam: do rektorów, nie do środowiska akademickiego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 21:55:52:

    Hal, to czeka nas bardzo ciężki rok papierologii stosowanej.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:03:26:

    A ja cały czas nie mogę się nadziwić, dlaczego znowu ocena nie będzie sprawiedliwa i publikacje z lat 2017-18 nie będą praktycznie brane do oceny, bo punktacja za lata 2019-20 drastycznie rośnie. Publikacja za 20-30 pkt w 17-18 nie będzie w stanie konkurować ze słabszymi publikacjami i monografiami z 19-20. A wystarczyło wprowadzić prosty przelicznik, ale jak to w Polsce wszystko musi być na głowie, bo tacy geniusze tworzą nam prawo.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:05:44:

    @zgred
    Jest tak, jak opisałem w przykładzie. Ja to konceptualizuję jako podział punktów oraz slotu, może to różnica nomenklatury. Nie wiem, co tak Cię oburza. To nie jest polski wymysł. Moim zdaniem uczciwiej traktuje współautorstwo, niż poprzednie rozwiązanie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:20:10:

    @piotrcandida
    To tak dziwaczne, że aż nieprawdopodobne (zwłaszcza, że podobnego byka strzelono już przy jednej z poprzednich parametryzacji, ale tam amplituda zmiany była znacznie mniejsza). Tu w zasadzie trzeba by przeprowadzić dwa odrębne rankingi w Kryterium 1 (za oba półokresy oceny) i jakoś uśrednić czy unormować ich wyniki,

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:34:11:

    Zgred,
    Konceptualnie myśl wyłącznie o podziale slotu. Slot jest wagą publikacji, od prawie zera do 1, natomiast każdy artykuł, monografia, recenzja zawsze ma z góry określoną punktację. Punktacja publikacji jest niepodzielna. Twój urobek to suma s_i * p_i, gdzie s_i to slot, p_i to punktacja i-tej Twojej pracy. W sumie bierze się sloty tak, by ich suma nie przekroczyła 4. Jeśli przekroczy, ostatni w ciągu obcina się tak, by suma s_i wynosiła dokładnie 4. Sloty wybiera się z Twoich publikacji tak, by zmaksymalizować urobek, czyli porządkuje się pary (p_i, s_i) malejąco względem p_i. Oczywiście to działa tylko wówczas, gdy z Twojej jednostki tej samej pracy nie zgłoszą dwie osoby, co zdaje się jest wykluczone. Gdyby nie było, goście od tej optymalizacji liniowej problemu wyboru slotów dla pracowników mieliby przerąbane, a liczba odwołań kosmiczna. A tak problem odwzorowania uczonków w "ich" publikacje spadnie na jednostki.

    Ta zasada ze slotami obowiązywała w poprzedniej kategoryzacji, tyle że sloty miały tylko 3 dyskretne wartości: 0.5, 0.75 i 1.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:37:38:

    js.c,
    Przede wszystkim katastrofą jest efektywne robienie dwóch kategoryzacji w okresach 2-letnich. Uśrednienie ich niewiele by pomogło. Dwa lata w działalności naukowej nic nie znaczą. Fluktuacje będą ogromne. Mogli sobie odpuścić 2017-2018 i nowy okres rozpocząć od 2019 z jednolitymi zasadami dla 4 lat.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/10 23:56:30:

    @nobooks
    > Nie wiem, co tak Cię oburza.

    JEŻELI będzie tak jak twierdzisz, czyli zarówna punktacja, jak i slot będą podzielne, to taka klasyfikacja będzie skrajnie tendencyjna: zawyża udział autora zaniżając punktację publikacji, co przy limitowanych slotach prowadzi do skrajnego zafałszowania wyników. 1/4 udziału w 100 punktowym artykule to nie będzie to samo, co 70% udziału w 50 punktowym. LIMITOWANIE SLOTÓW!

    @trzy.14
    > Punktacja publikacji jest niepodzielna.

    Ale właśnie @nobooks twierdzi, że jest jak najbardziej podzielna.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:00:30:

    @nobooks
    Miało być:
    1/4 udziału w 100 punktowym artykule to nie będzie to samo, co 50% udziału w 50 punktowym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:21:11:

    Kto Gowinowi napisał ten list? Ona naprawdę myśli, że rektorzy nie wiedzą, że wzrost nakładów o 700 mln oznacza stagnację jeśli nie degrengoladę a nie wzrost? Wzrost PKB prognozuje się na 5%. Budżet ministerstwa to 25,7 mld naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C460300%2Cbudzet-w-2018-r-ponad-92-mld-zl-na-nauke-i-ok-165-mld-na-szkolnictwo-wyzsze.html . Czyli te 700 mln to ok. 2,7% budżetu ministerstwa. Tymczasem na podwyżki chcą dać 150 mln z tych 700, 0.6%. Czyli dalsza jazda po równi pochyłej.

    Gowin na reformy nie dostał ani grosza.

    Wyprawki 300+ mają kosztować ok. 1,5 mld zł. Dziękuję za uwagę.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:28:34:

    @all

    MEN ujawnił nazwiska autorów podstaw programowych (link). Może analogicznie warto zażądać od MNiSW ujawnienia RZECZYWISTYCH autorów tej "reformy", a w szczególności rozwiązań zawartych w ustawie i rozporządzeniach?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:31:16:

    Poprawka: w tym roku Gowin wg informacji z linku dostał ekstra 800 + 561 mln zł. Więc co to za sukces, jeżeli w przyszłym roku na szkolnictwo wyższe oraz naukę dostanie w sumie 700 mln? Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że autor listu nie rozróżnia tych dwóch pozycji, co nie raz już ministerstwo swymi wypowiedziami dowodziło.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:37:46:

    Czy ten zapis:

    " uczelnie, które w dniu 1 października 2018 ľ. prowadzą w swojej siedzibie studia
    na co najmniej 2 kierunkach o tym samym poziomie i profilu oraz tej samej nazwie lub których programy określają takie same efekty kształcenia, przyporządkowane do tej samej dyscypliny, połączą te kierunki w terminie 12 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy."

    był gdzieś wcześniej omawiany? Punkty za publikacje punktami, ale spróbujcie sobie wyobrazić skutki tego wymagania na uczelniach gdzie np. jest 5 informatyk na różnych wydziałach. Nie wyobrażam sobie połączenia tego wszystkiego w rok. Co z obecnymi studentami?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:44:12:

    e,
    Zmiany programowe, w tym połączenie kierunków, zawsze dotyczą NOWYCH studentów. Obecni będą kształceni wg dotychczasowych programów. Będzie burdel kosmiczny tam, gdzie trzeba będzie utrzymywać jednocześnie starych studentów ze starymi programami, przydziałami sal, przydziałami zajęć wykładowcom, sylabusami, wymaganiami egzaminacyjnymi i nowych, na zmerdżowanych zajęciach. Kto tym będzie zarządzał? Może sam obywatel rektor, he, he?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 00:54:42:

    Dodam, że stare kierunki trzeba będzie przynajmniej formalnie utrzymywać tak z 5 lat, póki nie pokończą ich lub nie zrezygnują ze studiowania wszyscy "spadochroniarze".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 08:32:21:

    @trzy.14
    > Dodam, że stare kierunki trzeba będzie przynajmniej formalnie utrzymywać
    > tak z 5 lat, póki nie pokończą ich lub nie zrezygnują ze studiowania wszyscy
    > "spadochroniarze".


    Nie, nie trzeba. Spadochroniarze w razie spadku na nieistniejący już kierunek mają wyznaczane różnice programowe do uzupełnienia.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 08:56:50:

    Tak się martwimy o kryterium publikacyjne (1), a nie wiemy jakie wagi będzie miało kryterium 2 i 3. Dla mnie oburzające jest to, że nadal nagradza się za już bycie nagrodzonym. Skoro ktoś dostał więcej grantów z NCN i NCBiR to w zasadzie jego finansowanie powinno wejść jako waga do mianownika.

    Większość moich publikacji (w tym zarówno pozyskiwanie danych, jak i praca nad nimi) finansowana jest z unijnych lub wręcz zagranicznych projektów, na które polski podatnik wyłożył albo znikome pieniądze albo wręcz nie dołożył ani złotówki. Nie widzę powodu dla którego jednostki które już raz zostały nagrodzone i dostały dodatkowe fory - jeszcze raz nagradzać w kryterium 2. Co innego granty ERC gdzie jesteśmy płatnikami netto oraz inne granty aplikowalne, gdzie chodzi o współpracę z biznesem lub regionalną administracją (np. projekty INTERREG).

    Natomiast kryterium 3 wydaje się najbardziej subiektywne i tu mogą być spore nadużycia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 08:59:19:

    flamengista
    Te procenty są w rozporządzeniu i w tym 100-stronicowym przewodniku. W mojej dziedzinie: nauka: 60%, pokoik w Warszawie: 20%, wódka z członkami KEJN: 20%.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 09:03:10:

    fla, pamietaj, że w tej grze sa plusy dodatnie i plusy ujemne. 100% w nauce i 0 % w kryteriach 2. i 3. da w sumie 0.6 - 0.2 - 0.2 = 0.2. Z samej nauki nikt nie dostanie A+ ani chyba nawet A.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 09:50:21:

    Z budżetu powinna być finansowana tylko nauka, dydaktyka na szczeblu wyższym powinna być poddana zasadom rynkowym. Osoba, która prowadzi badania poziomie międzynarodowym powinna zarabiać co najmniej dwa razy tyle co dydaktyk czyli nauczyciel.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 10:59:47:

    piotrcandida,
    Kto zapłacił był za Pana wyższe wykształcenie? Ile ma Pan dzieci?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:13:06:

    @piotrcandida
    To w zasadzie "już było".
    Przez bite 25 lat mieliśmy system quasi-rynkowy i pogoń za studentem,
    płatnym i bezpłatnym. Czy było dobrze? Chyba niezupełnie.

    Co prawda w systemie ówczesnym przeoczono kluczowy element
    (wartość prestiżu), ale odbudowanie tego w prosty sposób wydaje się trudne. W pewnym sensie coś się dzieje w tym kierunku (kategoria naukowa na piedestale, odejście od premiowania za wzrost liczby studentów itp.).


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:15:39:

    @trzy.14
    Zgadzam się, że utrzymanie starej punktacji jest bez sensu, ale samo uśrednianie ("po dużym zespole", a nie po czasie) może mieć sens i poprawi sytuację. Coś w rodzaju hipotezy ergodycznej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:29:56:

    @piotrcandida
    > dydaktyka na szczeblu wyższym powinna być poddana zasadom rynkowym.

    Kompletna bzdura, jeden ze sztandarowych mitów turbokapitalizmu lansowany w Polsce przede wszystkim przez beneficjentów tej "prywatyzacji" typu właśnie Gowin, Kudrycka czy Majchrowski, z których dwoje aktywnie działało i działa na rzecz rozwalenia szkolnictwa publicznego, ograniczenia jego przepustowości i zapewnienia handlarzom dyplomów odpowiedniej podaży studentów.

    Komercjalizacja studiów w USA doprowadziła do skrajnego zadłużenia absolwentów, prekaryzacji pracowników uczelni i jedynie wielki kapitał, "jak zwykle", zanotował rosnące zyski. Ostatnio w ten amok popadło UK. Reszta Europy Zachodniej starannie się broni przed tą bzdurą. Czym innym jest KOMERCJALIZACJA studiów, która w Polsce okazała się jedynie humbugiem nastawionym na wypłukanie naiwnych z kasy w zamian za bezwartościowe dyplomy, a czym innym jest kwestia rozliczenia absolwenta za koszty studiów. Tu jest rola państwa i kształtowania indywidualnie podwyższonej stopy podatkowej na rzecz zwrotu kosztów. Ale podwyższona stopa podatkowa nie grozi eksmisją z mieszkania, a kredyt komercyjny na rzecz handlarza dyplomami - tak.

    A jak wyglądała sytuacja w USA w 2013 można sprawdzić tu (link). Obecnie jest jeszcze gorzej a jedyną ścieżką dla gorzej sytuowanych jest robienie studiów jak forma wynagrodzenia za wstąpienie do armii.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:45:45:

    @piotrcandida
    > Osoba, która prowadzi badania poziomie międzynarodowym powinna zarabiać
    > co najmniej dwa razy tyle co dydaktyk czyli nauczyciel.


    Dlaczego? W polskich warunkach użyteczność społeczno-gospodarczą ma w zasadzie tylko dydaktyka, uprawianie nauki nie ma znaczenia praktycznie ŻADNEGO. To jest kolejny mit lansowany przez kręgi beneficjentów grantowo-wyjazdowych, że nauczanie na poziomie wyższym (licencjat/magisteria) wymaga uprawiania nauki na jakimś niebotycznym poziomie. Na poziomie licencjackim jest to CAŁKOWICIE zbyteczne - wystarczy znajomość "state-of-the-art" na poziomie odtwórczym i talent dydaktyczny, którego wybitnym naukowcom bardzo często BRAKUJE. Na poziomie magisterskim nieomal identycznie. Dopiero na poziomie doktoranckim jest niezbędne uprawianie nauki na poziomie światowym.

    Ale ILU DOKTORANTÓW potrzeba obecnie w Polsce? Tego nie wie nikt, a w szczególności nie wie MNiSW. Cała "reforma" to typowy kult cargo nastawiony na rankingi, z których realnie nic nie wynika, co dobitnie ładnych kilka lat temu wykazała Alma Mater @trzy.14, gdzie przez pomyłkę w pierwszych latach nie odróżniano obecnego UWr od przedwojennego. Gdy skorygowano okazało się, że odcięcie historii z okresu sprzed 80 lat zepchnęło uczelnię kilkaset miejsc w dół. Dlaczego? Bo wyparowali niemieccy nobliści. Nobliści sprzed 80 lat! I tyle są warte mitologizowane przez Gowina rankingi międzynarodowe.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:46:30:

    Ja jestem zwolennikiem zasad rynkowych, minimalnych podatków a nie polityki socjalnej typu 500+, bo widać do jakich patologii to prowadzi. Dydaktyka mogłaby funkcjonować na zasadach rynkowych.
    @staryzgred2012
    To są dane po kryzysie finansowym, wszyscy kredytobiorcy znaleźli się wtedy w trudnej sytuacji.
    @trzy.14
    Dużo ludzi płaci za swoje studia obecnie, bezpłatne studia to fikcja.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:52:20:

    @staryzgred2012
    Nauki nie da się sprywatyzować, chyba tu wszyscy się co do tego zgadzamy. Jeśli ma jednak być dotowana z budżetu to powinna być robiona na międzynarodowym poziomie, bo inaczej to marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Do tego potrzebna jest odpowiednia kasa, żeby pracowali tam ludzi, którzy się nadają do tego. Nauka powinna być oddzielona od dydaktyki, bo dydaktyka może działać na zasadach rynkowych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:54:46:

    @piotrcandida
    > Nauka powinna być oddzielona od dydaktyki,
    > bo dydaktyka może działać na zasadach rynkowych.


    To jest mit z obszaru Korwina-Mikkego i Gowina, który bezrefleksyjnie powtarzasz, jak większość ich "wyznawców". Po przekroczeniu trzydziestki to zauroczenie mija, bo okazuje się, że świat jest bardziej skomplikowany niż objaśnia pajacujący Korwin czy sekciarski Gowin.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 11:55:58:

    @piotrcandida
    > To są dane po kryzysie finansowym, wszyscy kredytobiorcy znaleźli się
    > wtedy w trudnej sytuacji.


    Jaki kryzys? W 2013 w USA nie było już żadnego kryzysu. Rozkręcał się rykoszetem w Europie. Doczytaj daty i fakty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 12:28:26:

    piotrcandida,
    Dydaktyka na zasadach rynkowych działa zapewne m.in. w Kongo, Zimbabwe, Meksyku itp. Sercem Europy są Niemcy. Czy w Niemczech dydaktyka jest skomercjalizowana?

    Dydaktyka na zasadach rynkowych wytnie z uczelni całe Science. Pierwsza polegnie fizyka i cała humanistyka poza filologiami obcymi nowożytnymi. Zaraz potem biotechnologia i pewnie biologia, a liczba chętnych na chemię spadnie do tej z lat 80. ub. wieku.

    Od powszechnej (>50% populacji) edukacji wyższej (=pomaturalnej) nie ma odwrotu. Dlatego w USA zadłużają się głównie studenci Ivy League, a poziom community colleges jest przeróżny.

    Więc co, robimy sobie polską ligę bluszczową i komercjalizujemy TYLKO UW i UJ? To byłby niezły eksperyment społeczny. Jak w 2 lata zniszczyć dorobek lat 500.

    Nic nie dzieje się w izolacji. Płatne UW wymagałoby zmiany mentalności, oczekiwań społecznych, innego rynku pracy, mniejszych podatków, dania czasu na oszczędzanie na studia swoich dzieci (a wcześniej kilkudziesięciu/kilkuset lat akumulacji rodzinnego kapitału), a i tak w tej chwili wszyscy potencjalni studenci wyfrunęliby na studia na Zachód.

    Przypominam, że Gowinowi nie stykało do pierwszego, gdy miał na utrzymaniu bodaj 2 córki na studiach. To nie jest przypadek.

    Praktycznie wszędzie (w cywilizacji), gdzie szkolnictwo wyższe jest odpaństwowione, szybko rosną wydatki na ten sektor. Stąd uzasadnione pytanie brzmi: czy przewaga prywatnego szkolnictwa wyższego wynika z jego wewnętrznej lepszości czy też ze zwiększonych nakładów finansowych?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 12:43:30:

    @piotrcandida
    Twoje poglądy, to prosta droga do prekariacyzacji sporej części ludzi wykształconych. Przebija też przez Ciebie beznadziejne niedocenianie pracy dydaktycznej. Jeżeli chcesz uprawiać tylko naukę, to powinieneś pracować w instytucie PAN. A jeżeli chcesz zasad wolnorynkowych, to najlepiej, jakbyś sam założył instytut badawczy i popróbował gry rynkowej. Jestem bardzo ciekaw, jak za parę lat będziesz pisał. No cóż była już moda parę lat temu wśród studentów na hasła Korwina-Mikkego. Widać, że przeszła, choć jeszcze nie wszyscy się z tego uleczyli. Cóż jak się jest pięknym, młodym i zdrowym, to takie hasła mają wzięcie, z wiekiem jednak przechodzi. Ja zawsze byłem w opozycji wobec bzdur głoszonych przez tego osobnika, który chciałby tylko rządzić i uprawiać swoją hipokryzję. Jak jest taki anty do UE i reszty, to czemu bierze pieniądze właśnie z UE? Mnie zastanawia postawa ludzi z kręgu Mikkego, którzy z jednej strony głoszą skrajnie neoliberalne poglądy gospodarcze, z drugiej strony podejście do wiary wybitnie konserwatywne (choć tu Korwin daje niezłe popisy), a z trzeciej bardzo chętne moszczenie się na posadach państwowych. Zacytuję jeszcze Piłsudskiego: "Kto nie był socjalistą za młodu, ten na starość będzie skurwysynem." Może teraz się o tym niechętnie pamięta, ale Piłsudski był jednym z czołowych działaczy PPS. Mimo, że z dużym dystansem podchodzę do tej postaci, głównie ze względu na to co było po 1926 roku, to niektóre jego spostrzeżenia są trafne i pasujące do dzisiejszej rzeczywistości.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 12:49:37:

    @Pi
    Brniesz w ślepy zaułek. Najpierw Sobie odpowiedz na pytanie, dlaczego nie ma w Polsce prywatnych uczelni technicznych, ale tych z prawdziwego zdarzenia, dlaczego nie ma prywatnych szkół średnich o profilu technicznym? Oczywiście można w tym momencie napisać, że są, bo informatyka, kosmetologia, itp. A co z mechaniką, elektroniką, górnictwem, metalurgią, itp.? Jaki jest koszt laboratoriów, koszt tego typu studiów? A jaki jest koszt studiów informatycznych, prawniczych, itp.?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 12:57:45:

    Dziwi mnie że zamiast kwestionować fakty Wasz rozmówca nie kwestionuje definicji, jak to zwykle ideologowie.

    Ponieważ zwyczajową obroną tej ideologii rynkowej jest wskazanie że i owszem, jak zauważa Pi, Kongo i Somalia, bo USA to w żadnym razie, bo tam panie kredyty są SUBSYDIOWANE co więcej NIE MOŻNA ZBANKRUTOWAĆ i to nie jest wolny rynek. Kredytodawcy zachowują się nieracjonalnie i wciąż udzielają pożyczek humanistom, zgroza!

    Dlatego nasi ideolodzy proponują Jedyny Prawdziwy System. Taki z ocenianiem przyszłej zdolności kredytowej na podstawie matury, międzybankową giełdą opcji futures na wykształcenie kredytobiorców i całą nową klasą instrumentów finansowych nieznanych nigdzie na świecie.

    moda parę lat temu wśród studentów

    He, he, hehe, heh... powyższego nie wymyślił student (choć nie wiadomo jaki jest t poziom rozwoju) a prof. dr hab. Krzysztof Diks, lifetime coach, w starym wywiadzie (trzeba przeczytać jeszcze wiele innych bzdur, na których tle ten wątek wydaje sie jeszcze mało odjechany):

    wyborcza.pl/7,75968,21109711,jak-poprawic-polskie-uczelnie-kierunki-humanistyczne-zostawmy.html?disableRedirects=true

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 13:21:59:

    kahlkopf,
    Nie wiem, gdzie ten ślepy zaułek. Większość Polaków nie oszczędza i nie ma oszczędności a w dodatku masa ludzi już zaciągnęła kredyty hipoteczne. Już choćby z tego powodu wprowadzenie powszechnych płatnych (choćby częściowo) studiów wyższych wyprowadziłoby ludzi na ulicę - choć prawdą jest, że jakoś miliony Polaków z zwykle nędzną edukację jednak płaciło i płaci.

    To, ze nie ma prywatnych szkół *średnich* technicznych rzeczywiście jest ciekawe. Można to próbować wytłumaczyć kosztami. OK. Ale dlaczego nie ma i nie będzie prywatnych szkół średnich matematycznych? Tu koszty minimalne.

    Jednak jakoś majętność rodziców w mojej wyobraźni w żaden sposób nie łączy się z sukcesami naukowymi.

    Nasi studenci pod względem społecznym wyglądają na zupełnie przeciętnych. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek z nich chciał za swoją edukacje płacić. W kadrze także nie kojarzę nikogo "majętnego". Nauka to nie jest ścieżka kariery umożliwiająca odtworzenie elitarnego statusu majątkowego.

    Płatność można zapewne wprowadzać stopniowo, przez, powiedzmy, 20 lat. Tylko po co, skoro jedynym celem tego zabiegu byłoby odciążenie budżetu państwa na 300+ i 500+ tu i teraz?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 13:26:14:

    @piotrcandida: nie ma możliwości, by dydaktyka mogła sprawnie funkcjonować tylko na zasadach wolnorynkowych i przynosić korzyści społeczne, a nawet czysto ekonomiczne.

    Najprostszym przykładem popierającym tą tezę jest sukces branży B2B w Krakowie, gdzie w ciągu 10 lat powstało ponad 70 tys. dobrze płatnych miejsc pracy. Zapomina się dziś, że głównym powodem przyjścia wielkich centrów serwisowych międzynarodowych korporacji do Krakowa była wysoka podaż absolwentów studiów wyższych, a w szczególności - dostęp do specjalistów językowych.

    W latach 2000-nych głównie UJ pootwierał takie egzotyczne kierunki jak iberystyka, luzytanistyka, japonistyka, filologia szwedzka, ukrainistyka etc. Na każdym z tych kierunków studiowało po 10-20 osób rocznie i były (są pewnie nadal) wybitnie deficytowe. Ale to właśnie dzięki produkcji takich specjalistów w rzadkich językach korporacje takie jak Shell czy BP stworzyły w Krakowie centra outsorcingowe, bo można było w nich zatrudnić młodych ludzi ze znajomością portugalskiego, którzy obsługiwali klientów w Brazylii czy Angoli.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 14:11:47:

    @staryzgred2012
    Większość statystyk dotyczy 2011 roku, radzę lepiej przeglądać artykuły, które się linkuje. To był najtrudniejszy okres gdy USA zaczęło wychodzić z kryzysu.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 14:26:47:

    Abstrahując od tego, czy te czy owe idee są słuszne w idealnym świecie, w momencie wprowadzenia w tym kraju płatnych studiów 80 procent z nas straci pracę w tej branży. Czasem naprawdę dyskutuje się w naszym środowisku problemy nieprzystające do rzeczywistości, skąd nie może dziwić fakt, jak jesteśmy przez niektórych postrzegani.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 14:37:46:

    Wczesniejszy komentarz flamengisty jest bardzo celny. Ja rowniez mysle, ze to sztuczne okreslanie dyscypliny moze miec konsekwencje dla postepowan awansowych.

    To moze byc potezny bat na niesfornych habilitantow i, potencjalnie, dla innych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 15:13:00:

    @Pi
    Właśnie wprowadzanie dodatkowych odpłatności jest tym ślepym zaułkiem, nawet w dalszej perspektywie czasowej. Natomiast to, że mamy takich studentów a nie innych jest według mnie złożonym problemem. Na pewno jednym z problemów jest niestabilność systemu edukacyjnego i w związku z kiepską płacą i prestiżem zawodu negatywna selekcja (pięknie podrywanym przez kolejnych ministrów postsolidarnościowych). To nam w najbliższych latach będzie odbijać się czkawką. Tu ze swojej strony widzę bezsilność, bo rozmowa z obecnymi władzami MEN, jak i z naszymi to jak rzucanie grochem o ścianę. Tu żadne argumenty nie trafiają, na dodatek widać, że społeczeństwo wcale nie jest zainteresowane sprawami edukacji. Stąd mamy piękny zjazd w dół.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 16:12:41:

    @kahlkopf
    > społeczeństwo wcale nie jest zainteresowane sprawami edukacji.

    Panie, a no ci mi ten dyplom? Mam uprawnienia na koparko-ładowarkę i na wózek widłowy i zarabiam trzy razy tyle co ten inżynierek. I to mnie chcą podkupić a nie jego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 16:51:09:

    @Staryzgred2012
    To jedna z postaw. Bo ten inżynierek po raz pierwszy widzi jak się heftuje i jak wygląda koparko-ładowarka.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 17:23:57:

    Argumentum ad americanum liberum marketum jest inwalidą jak chemtrailsy powodujące obumieranie komórek mózgowych. Amerykański system szkół ivy league funkcjonuje w takim otoczeniu gospodarczo-instytucjonalnym, który jest nam kulturowo zupełnie tak samo obcy, jak mieszkanie w chatce ulepionej z gówna i posuwanie kozy w Somalii. Na absolwentów najlepszej na świecie edukacji jest popyt ze strony ludzi, którzy:

    1. dostrzegają różnice pomiędzy Ivy League a uniwerkiem stanowym, co nie występuje w Polsce.
    2. chcą za tę różnicę płacić, co nie występuje w Polsce.

    Następnie jest na tych ludzi popyt w najlepszych i najdroższych zajęciach na świecie ze strony biznesu, , co nie występuje w Polsce. Dlatego na tych uczelniach są sponsorzy biznesowi, są rady sponsorów, nie ma tytułów państwowych i wszyscy sobie mówią na ty.

    Żaden z tych elementów nie funkcjonuje nie tylko w Polsce, ale szerzej - w Europie, gdzie jest ogólne ssanie na pracowników, niekoniecznie najlepszych, ale posiadających pewien otwarty umysł, łatwych do przyuczenia, a nie jakoś wyraźnie sprofilowanych - takich jakich właśnie dostarczamy. Całe finansowanie i problem optymalizacyjny jest zupełnie inny, sponsor jest państwowy, system kwalifikacji jest państwowy i biznes ssący technologie też jest państwowy. To też jest system, który działa, tylko w zupełnie inny sposób.

    Nie da się przeszczepić jednego elementu działającego systemu do drugiego działającego systemu. To jak przeszczepić koło od traktora do malucha i narzekać, że jechało i zdechło. A my jak Papuasi zrobić lotnisko z bambusa i czekać aż samoloty z żywnością przylecą, więc dyskutujemy czy punkty powinno się czystować dyscyplinarnie czy znieczystować, co jest zjawiskiem zupełnie ortogonalnym do naszych prawdziwych problemów (że goła dupa zasłonięta tylko spódniczką z bambusa).

    W zasadzie ta ustawa poprzez przywrócenie uznaniowych kryteriów oraz utajnienie obrad różnego rodzaju sądów kapturowych ciągnie nas z powrotem do dżungli wycierając sobie gębę hasłami przeciwnymi.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 18:24:06:

    @piotrcandida
    Co za różnica? Czy dasz +500 czy podniesiesz wydatki na policję?
    Żul musi za coś jeść i za coś się napić. Jeśli nie dostanie pomocy społecznej - to będzie agresywny, i pobije syna krawaciarzowi, który potem grzecznie przyniesie +600 żulowi.
    Oczywiście możesz wzmocnić policję. Ale to kosztuje. Możesz zaostrzyć wyroki. Ale to kosztuje. Musisz potem zamiast dać +500 zapłacić za złapanie żula i potem za jego utrzymanie z nakarmieniem i obsługą - żul nie tylko będzie bardziej agresywny ale też będzie cię kosztował więcej niż +500 i do tego będzie żył w ciepłym lokum ze służbą (służbą więzienną - ale służbą) a krawaciarze będą mieli zamknięte osiedla, powszechne pozwolenie na broń (piotrcandida zamiast pisać 1 papier rocznie więcej, będzie 5h tygodniowo na strzelnicy i 3h tygodniowo więcej będzie dzwonić do wszystkich członków rodziny drżąc o ich życie).
    A może jeszcze skończy się wariantem jak zasłyszany, że są państwa o tak dużej liczbie porwań, że krawaciarze helikopterem z otoczonego osiedla przelatują do fortecy zwanej biurowcem.
    Czy to bedzie taniej i lepiej?

    Nie mam pewności.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 19:21:50:

    @pigwa_polska
    > krawaciarze helikopterem z otoczonego osiedla przelatują do fortecy
    >zwanej biurowcem


    Tylko do czasu, gdy Stingery stanieją. Albo Igły. I przestrzeń do pułapu 3500 metrów będzie zamknięta. Co wtedy @piotrzecandida? Zaczną drążyć tunele do biurowców?

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 20:22:14:

    Obawiam się, że wtedy tunele już będą przekopane. Jak w Gazie wokół Izraela.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 22:32:36:

    A mnie zastanawia oddziaływanie Komitetu Polityki Naukowej na ustawę 2.0 i nie tylko, a oto jego aktualny skład, zgodnie za FA: prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/07-08/kronika-wydarzen/aktualny-sklad-komitetu-polityki-naukowej/

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 22:40:03:

    A ta a propos dyscyplin: prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/07-08/kronika-wydarzen/duze-wydzialy-instytuty-dyscyplinowe/
    I właśnie nagle może się okazać, że reforma może spowodować zwolnienia i to nie ze względu na wydajność naukową, a właśnie ze względu na: Okazuje się, że są takie dyscypliny, nad których przyszłością trzeba się zastanowić, bo nie mamy w nich 12 pracowników. To oczywiście kwestia polityki naukowej: które dyscypliny chcemy utrzymać i wzmocnić, a które nie wydają się nam potrzebne. Są też dyscypliny niszowe i tu nawet mała liczba pracowników może być potrzebna do kształcenia studentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 22:51:46:

    kahlkopf,
    Naprawdę ciekawe jest pytanie odwrotne: dlaczego ktoś zostaje członkiem KPN. Przecież nie za osiągnięcia naukowe, tylko za poglądy. No i teraz pytanie, jakie trzeba mieć poglądy, żeby dostać zaproszenie do KPN i jak to zmieniało się w czasie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 23:11:03:

    Cóż Pi, pytania się mnożą, tylko jakby konkretnych odpowiedzi brak.

    A tak wracając do meritum sprawy i wpisu naszego Gospodarza, to świetną ilustracją tego co się może dziać jest sprawa dra hab. inż. Arkadiusza Antończaka. Przy czym pozwolę sobie na przytoczenie komentarza spod artykułu Pana Juliana Daszkowskiego: Jestem psychologiem, a nie technikiem , więc nie jestem w stanie wypowiedzieć się o meritum sprawy. Jednak zarówno zawodowe doświadczenia pozapsychologiczne (np. dwuletnia praca w Oddziale Informacji Naukowej Politechniki Warszawskiej, później roczna praca w branżowym ośrodku badawczo-rozwojowym), jak i specjalistycznie psychologiczne (motywacja w dynamice grupowej) nasuwają mi bardzo jednoznaczne hipotezy.
    Jednym z przekleństw życia naukowego w ogóle, i ze szczególnym nasileniem u nas, są nadwrażliwi strażnicy "proceduralnej czystości". Są to najczęściej osoby, których INDYWIDUALNE naukowe osiągnięcia mają walor warsztatowej poprawności w ramach powszechnie przyjętych i wyraźnie zwerbalizowanych norm pisanych. A pisane normy polskiej nauki w POSTĘPOWANIACH AWANSOWYCH nie przewidują wysokiego wartościowania prac zespołowych (są tylko apele o takie wartościowanie), nie doceniają konieczności tworzenia zespołów w badaniach interdyscyplinarnych (w postępowaniach awansowych pracę zespołową uważa się za rodzaj wady) i kwestionują ogólny sens wykorzystywania zespołowych osiągnięć interdyscyplinarnych dla formalnego awansu naukowego (bo kto właściwie i z czego konkretnie ma uzyskać ten stopień?), a wreszcie zabraniają posiłkowania się w postępowaniach awansowych syntezami wyników z wielu lat (przecież już dawno o tym pisał, i to czasem tylko jako współautor!).
    Opisana wyżej specyfika, tworząc trudności same w sobie, jest niestety pożywką dla osobowościowych i klikowych nadużyć w recenzenckich praktykach. Nie rozwijając tej myśli, chciałbym jako psycholog zauważyć, że w świetle dostępnych informacji zarzut o autoplagiacie i niejasności co do własnego udziału jest na tyle bezzasadny, że usprawiedliwia poszukiwanie innych motywacji jego postawienia. Powtarzam też, że moje uwagi w żaden sposób nie odnoszą się do naukowej i praktycznej oryginalności oraz wartości wszystkich pomysłów pechowego autora.

    I chyba właśnie to niezrozumienie prowadzenia badań interdyscyplinarnych, a przede wszystkim też umiejętności zbudowania zespołu i współpracy w zakresie prowadzonych prac tak bardzo uwypukliło się w tej haniebnej ustawie i szykowanych nam rozporządzeniach. Teraz hunwejbini czystości dyscyplinarnej będą mieć pożywkę i możliwość wyżycia się na ludziach choćby takich jak ja, którzy działają na styku wielu dyscyplin, bo tego wymaga podejmowana tematyka.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 23:46:32:

    To oczywiście kwestia polityki naukowej: które dyscypliny chcemy utrzymać i wzmocnić, a które nie wydają się nam potrzebne.

    I tyle w kwestii interdyscyplinarnosci. Kto odwazy sie zadeklarowac jako druga dyscypline, ktora pan rektor moze uznac za zbedna?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/11 23:47:05:

    @kahlkopf

    Dlatego należy piętnować takich ludzi jak Gowin, Mueller czy Dardziński, którzy mając mizerne kompetencje merytoryczne, niebotyczną bezczelność i arogancję plus umocowanie polityczne demolują kolejne obszary aktywności publicznej.

    BTW: Index Copernicus pojawił się reaktywowanej liście "fake metrics" (link).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:16:42:

    @Chario
    A kto zabroni rektorowi czegokolwiek po wejściu ustawy 2.0, jak będzie na uczelni praktycznie drugim po Bogu, podobnie do kapitana statku? Teraz dopiero mogą rozgorzeć konflikty interpersonalne, które w piękny sposób mogą doprowadzić do eliminacji niewygodnych nie tylko ludzi, ale całych grup. Konsekwencją może być znikanie niszowych, ale ważnych dla społeczeństwa i gospodarki grup badawczych. Teraz jeszcze brakuje tylko powołania strażników czystości dyscyplinarnej - SCzyD, tak na wzór tego co było w ZSRR.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:34:53:

    Ja mam pytanie do Szacownych Koleżanek i Kolegów, bo nie ukrywam, że -- raz -- jeszcze nie przestudiowałem dogłębnie tych projektów rozporządzeń i -- dwa -- zupełnie nie ogarniam tej algebry parametryzacyjnej. Czy, wedle Państwa przewidywań, będzie dobrze widziane przez jaśnie oświeconego rektora, jeśli nauczyciel akademicki zatrudniony na wydziale lekarskim zadeklaruje, z uwagi na zainteresowanie prawem medycznym, jako dyscyplinę prawo (wyłącznie lub w jakimś tam procencie obok medycyny)?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:41:46:

    kahlkopf,
    Więc ja jako domorosły psycholog zaryzykuję tezę, że nasz kult osiągnięć indywidualnych ma swoje źródło w PRL-u, gdzie szczytem osiągnięć był wyjazd do zagranicznego ośrodka naukowego. Najlepiej na jakieś minimum roczne stypendium, co człowieka ustawiało później zarówno naukowo ("dyfuzja" pomysłów, współpraca, artykuły), jak i materialnie (ach, do tej pory pamiętam, jak przeliczałem kawę na niemieckiej stacji benzynowej na swoje dniówki). Przecież na taki wyjazd nie zabierze się labu, grupy, lecz tylko siebie.

    Ten kult indywidualizmu jest jedną z przyczyn naszych porażek w zdobywaniu projektów międzynarodowych. Ale to jest chyba jakaś cecha narodowa - "radź sobie sam". Nigdzie za granicą nie spotkałem się z taką społeczną atomizacją jak w Polsce. Na szczęście im ludzie młodsi, tym lepiej sobie z tym radzą.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:41:59:

    @halucinski
    > Czy, wedle Państwa przewidywań, będzie dobrze widziane przez jaśnie
    > oświeconego rektora, jeśli nauczyciel akademicki zatrudniony na wydziale lekarskim
    > zadeklaruje, z uwagi na zainteresowanie prawem medycznym, jako dyscyplinę prawo
    > (wyłącznie lub w jakimś tam procencie obok medycyny)?


    I jeżeli jeszcze przyniesie wysokoimpaktowe artykuły opublikowane przezornie w czasopiśmie "multidisciplinary", które łapie jednocześnie i medycynę, i prawo? Na piedestale podstawi. Ozłoci. Za wzór będzie pokazywał! Bo wówczas ten artykuł poleci jako wysokowydajna pompka dla prawa, a nie dla medycyny, bo tam impaktów pod dostatkiem.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:44:16:

    @trzy.14
    > Na szczęście im ludzie młodsi, tym lepiej sobie z tym radzą.

    Mając nad sobą takich decyzyjnych Gowinów, Muellerów, Dardzińskich i innych niedokończonych "humanistów-indywidualistów"? Przestaną sobie radzić albo natychmiast z tego nieszczęsnego kraju uciekną. Ale wtedy to będę optował za TS dla Gowina. I to wcześniej niż dla Dudy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:47:49:

    @staryzgred @halucinski

    Ozłoci. Za wzór będzie pokazywał! Bo wówczas ten artykuł poleci jako wysokowydajna pompka dla prawa, a nie dla medycyny, bo tam impaktów pod dostatkiem.

    Ale tylko i wylacznie w przypadku, jezeli halucinski pracuje na uniwersytecie, ktory posiada wydzial prawa. Jezeli halucinski pracuje na uniwersytecie medycznym, to w zadnym razie nie powinien nigdzie deklarowac prawa jako ulamka swojej dyscypliny, poniewaz prawo jest na jego uczelni zupelnie i calkowicie zbedne parametryzacyjnie. Przeciez uniwersytet medyczny nie otworzy wlasnego wydzialu prawa, bo jak by to wygladalo?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 00:50:54:

    halucinski,
    Rektor z pewnością takich szczegółów nie ogarnie. Teraz będzie opracowywał na nowo statuty, regulaminy, dzielił jednostki, scalał jednostki, korespondował z ministerstwem, wysyłał prorektorów na szkolenia. Zawsze będą jednostki pośrednie, jakieś wydziały, instytuty, szkoły. I teraz wszystko zależy od tego, jak tę sprawę nakreśli szef Pana jednostki rektorowi.

    Albowiem z jednej strony jeżeli publikuje Pan wysoko, a nie ma na uczelni 12 "prawników przeliczeniowych", to pana deklaracja jako np. pół-prawnika byłaby dla uczelni stratą. Z drugiej strony cóż znaczą 2 publikacje? Być może Pana deklaracja prawnicza pozwala wam prowadzić samodzielnie jakieś specjalistyczne zajęcia - wtedy nikt Panu złego słowa nie powie.

    Wszystko zależy od rozsądku. Ja wiem, że parametryzacja zmienia się co 4, najpóźniej co 8 lat, co jest z punktu widzenia uczelni mgnieniem oka, rozsądny szef nie będzie podejmował pochopnych decyzji, żeby za 4-8 lat, po zmianie wiatrów, nie okazało się, że strzelił sobie lub swojej jednostce w stopę.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:01:25:

    @charioteer1
    > Przeciez uniwersytet medyczny nie otworzy wlasnego wydzialu prawa, bo jak by to wygladalo?

    Ale każdy uniwersytet bezprzymiotnikowy z przyjemnością przytuli medycznych, aby sobie podreperować wskaźniki, tak jak to zrobił już lata temu UJ, a obecnie przymierza się UW. I wtedy taki hybrydowy @halucinski będzie bardzo cenny.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:02:49:

    @Panie Pi & Acan Halucinski
    Niestety z deklaracją trzeba poczekać, a i pewnikiem przekonsultować na wydziale, co by się nie podłożyć. Wszak dziś to wiatry szatana są puszczane przez gowinowców, a nie wind of change Scorpions. Stąd i smród większy, a jeszcze może być większy. Moja rada: to poczekać na sowiet wydziału, co by wypowiedział się w tejże kwestii.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:14:38:

    Kluczowe pytanie: czy trzeba będzie *z wyprzedzeniem* deklarować PROCENTY.

    - Jeśli nie, to podtrzymuję swoją opinię, że każdy na wszelki wypadek powinien deklarować dwie dyscypliny, a potem się zobaczy.
    - Jeśli tak, to trzeba szukać nowego zajęcia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:19:57:

    Uch, ech, ja - jak każdy z nas - chyba coś tam już deklarowałem, w jakiej czy jakich dyscyplinach pracuję, bez procentów rzecz jasna. Nie pamiętam nawet, czy wpisałem tylko dyscyplinę główną, czy coś jeszcze. Nigdy nie uważałem, by to oświadczenie do czegokolwiek mnie zobowiązywało, raczej staram się, by wypełnianie głupich formularzy nie zajmowało mi zbyt dużo czasu.

    I co, teraz te jak dotąd zupełnie niewinne, wypełniane od niechcenia oświadczenia zostaną wykorzystane w kategoryzacji za lata 2017-18? Ale jaja!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:24:37:

    @All:

    Dziękuję Państwu za odpowiedzi. Nie, nie pracuję na uniwersytecie, w strukturze którego jest i wydział lekarski, i wydział prawa. Z deklarowaniem też mi się nie spieszy, zrobię to, jak przystało na prawdziwego Polaka, w ostatnim możliwym dniu.

    @Staryzgred2012:

    > Ale każdy uniwersytet bezprzymiotnikowy z przyjemnością przytuli medycznych,
    > aby sobie podreperować wskaźniki, tak jak to zrobił już lata temu UJ, a obecnie
    > przymierza się UW. I wtedy taki hybrydowy @halucinski będzie bardzo cenny.

    Kurczę, może na Zachodzie by tak było, tego nie wiem, ale moje doświadczenie życiowe przekonuje, że u nas jest inaczej. Kiedy prawie dwa lata odszedłem z uczelni, gdzie byłem na etacie technicznym, część decyzyjnych poobrażała się na mnie, część miała muchy w nosie. Ale gdy przez trzy wcześniejsze lata usilnie prosiłem o etat naukowo-dydaktyczny, nikt mi go nie chciał dać. Były nadgodziny (i to na więcej niż jeden etat), przed którymi koledzy bronili się rękami i nogami, a ja nawet dostawałem co roku oficjalną umowę na dydaktykę ze studentami anglojęzycznymi. To dlatego uważam, że pojedynczy pracownicy nie interesują uczelni.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:34:35:

    @Pi:

    > Kluczowe pytanie: czy trzeba będzie *z wyprzedzeniem* deklarować PROCENTY.

    Też tak myślę. Nie ma wacka na Heńka -- nie potrafię i nie będę potrafił *trafnie* przewidzieć, ile w danym okresie napiszę publikacji z medycyny, a ile z prawa. To tak, jakby kazać oświeconym z ul. Gospodarskiej zadeklarować wiążąco, że spośród uchwalonych w 2019 ustaw 83% będą stanowić nowelizacje, a 17% całkowicie ustawy nowe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 01:41:20:

    A tak może wyglądać hipotetyczna komisja czystości dyscyplinarnej, pod przewodnictwem nowego typu superrektora wedle ustawy 2.0 ;o)
    www.youtube.com/watch?v=If1IW4PcbzI

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 02:46:21:

    To tak, jakby kazać oświeconym z ul. Gospodarskiej zadeklarować wiążąco, że spośród uchwalonych w 2019 ustaw 83% będą stanowić nowelizacje, a 17% całkowicie ustawy nowe.

    He he, a potem im zrobic ocene okresowa na podstawie tej deklaracji. I co bedzie, jak sie okaze, ze ponadnormatywnie stanowia nowe prawo, ale zle nowelizuja, gamonie jedne?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 09:47:00:

    Tak więc jeżeli procenty trzeba będzie podawać a priori, to wszelka interdyscyplinarność ginie w mgnieniu oka i na długie lata. Jeśli zaś a posteriori, to ministerstwo otwiera pole do ciekawych kombinacji. Na przykład jeśli przyjmą mi pracę 2-autorską w 200- lub 140- punktowcu, a mam współautora z tej samej jednostki, czyli uczelni, czyli przy biurku obok, to przecież rozsądek podpowiada, byśmy podali ministerstwu 2 różne dyscypliny. Wtedy dostaje się pełny slot = 1.0 w każdej z dyscyplin! Czyli jedną pracę można zaliczyć w 100% np. w fizyce i matematyce albo medycynie i prawie. No to teraz wyobraźmy sobie 3 współautorów! A na końcu tej układanki jest KEJN, który za 3 lata ręcznie weryfikuje dyscyplinarność setek tysięcy "zdarzeń ewaluacyjnych".

    Ten czarny scenariusz zakłada brak "współpracy" i "zrozumienia" ze strony środowiska. No ale jak tu współpracować i rozumieć i grać fair, jeżeli dotąd zagrywki nie-fair były doskonale tolerowane? Jeśli zagramy fair, a 2 inne jednostki zagrają w "łowienie kategoryzacji" i niebotycznie wywindują jednostkę referencyjną, to"w nagrodę" za niewinność spadniemy do B?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 09:55:50:

    @flamengista
    Być może państwo powinno wspierać (zamawiać na rynku) dydaktykę jakiś niszowych kierunków, ale to byłyby marginalne sytuacje. Nie widzę argumentów przemawiających za finansowaniem publicznym dydaktyki.

    @pigwa_polska
    Oczywiście należałoby finansować lepiej milicję i skończyć z pobłażliwym traktowaniem przestępców.

    @kahlkopf
    Chyba Pan nie zrozumiał co napisałem. Nauka powinna być finansowana z budżetu. Zamiast socjalisty Piłsudskiego wolę Dmowskiego.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 10:08:54:

    W poradniku o ewaluacji napisano ze te udziały czasu pracy składa się w oświadczeniu na dzień 31 grudnia każdego roku objętego ewaluacja..
    Do 15 stycznia uczelnie maja wprowadzić te informacje do POLonu.

    Do tego dochodzi drugie oświadczenia o przynależności do dyscypliny które można składać co 2 lata. Pierwsze do 30 listopada.

    Powyższe trochę jednak wiąże możliwości twórczego układania dorobku. Jeszcze dodajmy ze rytm publikacyjny nie zamyka się w obrębie roku kalendarzowego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 10:20:40:

    piotrcandida,
    W XVI|I wiecznej Francji król też nie widział potrzeby finansowania dydaktyki plebsowi i niestety wyszło z tego takie zamieszanie, że w kościołach działy się iście dantejskie sceny i w ogóle szło stracić głowę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 10:34:36:

    Dlatego jest to Requiem dla Interdyscyplinarności.

    @piotrcandida
    I właściwie to wszystko wyjaśnia.
    Takie podejście: Być może państwo powinno wspierać (zamawiać na rynku) dydaktykę jakiś niszowych kierunków, ale to byłyby marginalne sytuacje. Nie widzę argumentów przemawiających za finansowaniem publicznym dydaktyki.
    To nic innego, jak dalsze prowadzenie do prekariacyzacji zawodu nauczyciela akademickiego, z równoczesną likwidacją jakiegokolwiek autorytetu. Przy tym jest widoczny Twój brak widzenia zależności pomiędzy prowadzeniem badań naukowych, a dydaktyką.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 10:41:19:

    kahlkopf,
    Gorzej, on nie widzi, że Akademia jest częścią społeczeństwa i jedno na drugie ma ogromny wpływ.

    Dlaczego dopiero PRL wprowadził darmową edukację wyższą? Bo jego głównym celem była wymiana elit. Darmowa, powszechna edukacja wyższa jest podstawowym czynnikiem mobilności społecznej, podstawową szansą dla klas niższych na wybicie się do klasy średniej. Mobilność społeczna jest zaś podstawowym czynnikiem (choć oczywiście nie gwarantem) umożliwiającym merytokrację zamiast nepotyzmu, kumoterstwa, feudalizmu itp.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 11:13:49:

    Tako rzecze przewodnik po ewaluacji:

    Skąd wiadomo ilu pracowników jest zatrudnionych w podmiocie w danej dyscyplinie? Pozyskanie takiej wiedzy jest możliwe dzięki oświadczeniom, które każdy z pracowników zatrudnianych w podmiocie jest zobowiązany złożyć do 14 dni od daty zatrudnienia (art. 265 ust. 5). W oświadczeniu tym pracownik wskaże jedną lub dwie dyscypliny, w których prowadzi on działalność naukową. ...
    Warto przy tym zauważyć, że liczba 12 pracowników, wskazana jako minimalny warunek, który należy spełnić aby dana dyscyplina była poddawana ewaluacji, nie musi oznaczać w praktyce konieczności zatrudnienia tylko 12 pracowników realizujących działalność naukową w danej dyscyplinie. Jest to liczba minimalna, dodatkowo liczona jako sumowanie wymiaru czasu pracy pracowników poświęcanego na działalność w danej dyscyplinie. ... W liczbie tej będą bowiem zawierać się zarówno pracownicy zatrudnieni na część etatu (deklarujący poświęcanie całości swojego tak określonego wymiaru czasu pracy na działalność w ramach jednej dyscypliny) jak i ci pracownicy, którzy mogą być zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy ale deklarują poświęcanie jedynie części swojego czasu pracy na działalność w zakresie dyscypliny A, a pozostałą część swojego zaangażowania pracowniczego deklarują w zakresie dyscypliny B. Przykładowo, osoba prowadząca działalność naukową na pograniczu biologii i chemii może zadeklarować swoje zaangażowanie pracownicze np. w 60% na rzecz nauk biologicznych prowadzonych w danej uczelni lub instytucie a pozostałe 40% - jako zaangażowanie na rzecz nauk chemicznych. Stopień zaangażowania w poszczególne dyscypliny zależy w całości od ustaleń między pracodawcą a pracownikiem. Informacje o tak określonym czasie pracy, związanej z prowadzeniem przez pracownika działalności naukowej w dwóch dyscyplinach, powinny zostać wprowadzone do systemu teleinformatycznego POL-on w ramach obowiązku sprawozdawczego wynikającego z art. 343 ust. 1 pkt 16 przez kierowników podmiotów poddawanych ewaluacji.


    Bez procentow nie da sie okreslic liczby N.

    Deklaracja o dyscyplinie jest deklaracja o czasie pracy.

    Deklarowany czas pracy w dyscyplinie nalezy wprowadzic do systemu POL-on.
    To nie dziala tak, jak deklaracja o zaliczeniu do minimum kadrowego, gdzie kazdy pracownik mogl sobie wybrac, na jakiej uczelni chce byc zaliczony do minimum. Skoro stopień zaangażowania w poszczególne dyscypliny zależy w całości od ustaleń między pracodawcą a pracownikiem, to znaczy, ze rektor moze wezwac pracownika do skorygowania zlozonej deklaracji o czasie pracy, tzn. rektor okresli, w jakiej dyscyplinie ktos ma pracowac w ramach stosunku pracy, a jaka moze sie zajmowac co najwyzej hobbystycznie w czasie wolnym od pracy.

    Wszystko na razie wskazuje na to, ze zgodnie z ta logika procenty trzeba bedzie deklarowac a priori.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 11:20:06:

    Pi,
    Mnie zastanawia, że hasła o odpłacie za edukację często wychodzi od ludzi, którzy zmianę swojego położenia zawdzięczają właśnie systemowi bezpłatnej edukacji. Ale widać, że korwinowcy najchętniej oceniają wartość człowieka po diengach, które może przynieść, nie zaś po tym jakim jest człowiekiem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 11:34:17:

    Chario,
    I na dodatek będziemy mieć to raczej narzucone.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 12:22:54:

    @kahlkopf
    Zupełnie się nie zgadzam. Pensje dydaktyków być może by się zmniejszyły, ale naukowców powinny wzrosnąć, jeśli nie chcemy marnować zasobów na naukę.
    Widzę związek między dydaktyką i nauką, ale większość dydaktyki jest dla studentów, którzy nie potrzebują dydaktyki na bardzo wysokim poziomie, a ci którzy chcą zostać naukowcami i tak muszą radzić sobie sami. Tu akurat wystarcza dydaktyka, która byłaby dodatkiem do pracy naukowców.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 12:40:00:

    Wszystko to zaczyna nabierać swoistego sensu. Dyscyplina jakby przejmuje dotychczasową rolę pełnioną przez wydziały. Pracownik a priori przypisany jest do jednego lub dwóch takich nowych "księstw". Dla biurokratów to oczywiście o wiele wygodniejsze, bo zamiast klasyfikować dość zróżnicowane wydziały mają 45 standardowych przegródek.

    Interdyscyplinarność chyba jest możliwa i może nawet być korzystna (np. jakieś formy ekonofizyki), ale wymaga specjalnego podejścia i docenienia ze strony rektora.

    @trzy.14
    Jeśli chodzi o deklarację dwóch dyscyplin, to - moim zdaniem - wszystko zależy od struktury uczelni. Jeśli wydział (zatrzymajmy chwilowo starą nazwę) będzie miał w sobie obie te dyscypliny: w uzgodnieniu z dziekanem warto zadeklarować dwie. Jeśli druga dyscyplina należy do innego wydziału, to bez wyraźnego polecenia z góry chyba lepiej się nie wychylać i zadeklarować tylko dyscyplinę wydziałową. Chyba, że ktoś ma na tyle duże wpływy na uczelni, że jest w stanie wpływać na zmiany w jej strukturze i utworzenie nowych jednostek (np. interdysycplinarnych, poza dyscyplinowymi wydziałami, specjalnie finansowanych przez rektora) - ale obecnie rektorzy chyba faktycznie nie znajdą czasu na takie "drobiazgi", co będzie zresztą sporym błędem z ich strony. Nowa struktura uczelni jest kluczowa.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 12:52:45:

    @js.c

    Racja, tylko co mają w tym ukłądzie zrobić ludzie z małych uczelni (gdzie jest niewiele dyscyplin) albo z instytutów PAN, w których często będzie tylko jedna dyscyplina? Jeśli pasują profilem do mainstreamu to OK, jeśli publikują w różnych dyscyplinach to wypad?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 12:55:14:

    Zgadzam się w pełni z padającymi tu głosami o zagrożeniu dyscyplin niszowych. Zdecydowanie będzie to miało miejsce. Rozkwitną dyscypliny związane z kierunkami masowymi, a dyscypliny bez studentów na mniejszych i średnich będą dogorywać. Owszem, w rzadkich przypadkach (kategoria A) może i przetrwają jakiś czas, ale nierówna konkurencja ze strony dodatkowo finansowanych uczelni badawczych i zmniejszające się tło jednostek kategorii B (bo rektorzy będą je prędzej czy później "kasować") sprawią, że i na nie przyjdzie czas. Oby dotrwały do kolejnej reformy :)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 13:08:45:

    @js.c
    I to chyba właściwie jest clou tego wszystkiego, tu ma być łatwiej urzędnikom gowinowym, a nie jakiś tam rozwój nauki. Po prostu szuflady, szufladki, teczki, teczuszki. W końcu o ile łatwiej będzie można dać komuś po łapach za nieprawomyślność?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 14:01:09:

    kahlkopf,
    Powtórzę się. Moim zdaniem tu nie chodzi o urzędników, tylko o przepływy finansowe w stronę wybranych "ośrodków doskonałości" w ramach sztywnego budżetu. Od 1989 wydania na R&D w sektorze uczelni wynoszą 0,18% PKB +- 0.2% i za naszego życia się to nie zmieni.

    Wyłonienie się nowych uczelni publicznych, masowa nadprodukcja "samców" - to wszystko spowodowało, że w ramach tego samego procentu PKB przeznaczanego na badania, w jednostkach takich jak UW zaczęło ubywać kasy. Po utworzenku NCN, który miał nas wprowadzić do Europy i jest wzorowany na ERC, sukcesów europejskich dalej nie ma, za to połowa dawnych środków statutowych została przekierowana na ogólnopolski system grantowy i w tej chwili w Polsce mamy dzięki temu *bardzo* niejednorodny ("konkurencyjny") strumień finansowania, wciąż sprzężony ze "starym", homogenizującym systemem hab.-prof. Ten system należało więc znieść, by niejednorodność finansowania utraciła jakiekolwiek systemowe hamulce czy przeciwwagi.

    Na końcu tej drogi jest kilka (czyli mniej niż 10) jednostek wysysających 80% środków na badania, a w ich tle szara masa uczelni zawodowych. Miejsca dla uniwersytetów "niebadawczych" i "niezawodowych" w tej logice nie widzę, choć ma ono poczesne miejsce w ministerialnym pijarze. Kolega pfg nazwał to powrotem do PRL.

    Być może taka struktura ma sens. OK. Jeśli jednak tak, to głównym tematem NKN-ów powinno być nie to, jak zwiększyć dostawy papu dla jednostek już upasionych na grantach, tylko los obecnych uczelni przymiotnikowych i części bezprzymiotnikowych (np. w Opolu). Ministerstwo ma na to jednak fantastyczną odpowiedź: zwiększamy wam demokrację, czyli radźcie sobie sami.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 14:03:39:

    korekta: "zwiększamy wam demokrację" -> "zwiększamy wam AUTONOMIĘ"

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 14:12:38:

    Ależ Pi, w żadnym stopniu z tym co Ty napisałeś nie stoi moje twierdzenie. Wręcz się uzupełniają. Przecież, ktoś ten układ będzie musiał cementować, poprzez pokazywanie suwerenowi odpowiednich statystyk.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 14:20:10:

    @Piotrcandida:

    > Pensje dydaktyków być może by się zmniejszyły, ale naukowców powinny
    > wzrosnąć, jeśli nie chcemy marnować zasobów na naukę.

    To ile moi koledzy wykładowcy powinni dostawać miesięcznie zamiast bajońskiego 2,2 tys. zł netto? Może 1,8 tys. zł netto za miesiąc? Czy to już jest kwota, która nie marnuje zasobów na naukę? A może 1,5 tys. zł?

    > Widzę związek między dydaktyką i nauką, ale większość dydaktyki jest dla
    > studentów, którzy nie potrzebują dydaktyki na bardzo wysokim poziomie, a ci
    > którzy chcą zostać naukowcami i tak muszą radzić sobie sami. Tu akurat wystarcza
    > dydaktyka, która byłaby dodatkiem do pracy naukowców.

    Dlaczego niby studenci, którzy nie widzą swojej przyszłości w nauce, zasługują na dydaktykę o niższej jakości? Przecież społeczeństwo potrzebuje wysoko wykwalifikowanych specjalistów z wielu dziedzin.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 15:11:30:

    Hal, tu nie masz co tłumaczyć, po prostu jak ktoś nie rozumie ile kosztuje przygotowanie zajęć, to żadne dalsze tłumaczenie nic nie wskóra. Już w tej chwili godzina dydaktyczna jest bardzo słabo wyceniana, podobnie i w szkole. Stąd olbrzymia deprecjacja zawodu nauczyciela. Po prostu w tej chwili jak widać nauczanie nie jest w cenie, tzn. może inaczej, większość ma oczekiwania, że ho ho, ale nie ma pojęcia o tym, że jakość kosztuje. Największe koszty są z przedmiotami zawodowymi, które wymagają dobrych laboratoriów i zaplecza. I tu się zastanawiam, jak ktoś jeszcze chce zmniejszać koszty takich zajęć. Oczywiście jest pula zajęć ogólnych, które już teraz właściwie podlegają w pewnym zakresie zamówieniom, ale zajęcia specjalistyczne, to strzał w kolano.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 15:18:21:

    @halucinski
    Wydaje mi się, że w przeliczeniu na liczbę godzin taki nauczyciel dydaktyk i tak zarabia lepiej od nauczyciela w szkole podstawowej. Nauczyciele w szkołach też bardzo narzekają.
    Społeczeństwo potrzebuje wielu rzeczy, ale państwo prawie zawsze robi to nieefektywnie gdy chce wyręczać ludzi.

    @trzy.14
    Zamiana środków statutowych na NCN była właśnie bardzo dobrym posunięciem, które bardzo pochwalam. Pieniądze statutowe to było olbrzymie marnotrastwo często bez jakichkolwiek efektów.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 15:53:59:

    @piotrcandida
    Po Pana wpisie na temat "olbrzymiego marnotrawstwa" związanego ze środkami na badania statutowe odnoszę wrażenie, że jest Pan studentem albo że nie jest Pan związany z pracą akademicką.
    Skąd Pan to wie? Zarzuca Pan ludziom różne ciemne sprawki, rozsiewa Pan oskarżenia i totalną "korwinowską", prowadzącą donikąd krytykę polskiej nauki i tych, którzy się nią zajmują.
    Niezależnie od Pana wieku i doświadczenia naukowego warto być jednak roztropniejszym i uczciwszym w ocenach.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 16:07:27:

    @Kahlkopf:

    > Największe koszty są z przedmiotami zawodowymi, które wymagają dobrych
    > laboratoriów i zaplecza. I tu się zastanawiam, jak ktoś jeszcze chce zmniejszać
    > koszty takich zajęć. Oczywiście jest pula zajęć ogólnych, które już teraz właściwie
    > podlegają w pewnym zakresie zamówieniom, ale zajęcia specjalistyczne, to strzał
    > w kolano.

    Zgadzam się. Zainteresowałem się tym niedawno. Znam dwa uniwersytety medyczne, w których zajęcia kliniczne przy pacjencie (w nomenklaturze Acana to zajęcia zawodowe) odbywają się w grupach 10-osobowych, chociaż taka grupa studencka powinna formalnie liczyć nie więcej niż 5 osób. I teraz proszę wyobrazić 10 studentów przy łóżku pacjenta w wieloosobowej sali chorych. Jak tu zebrać od pacjenta wywiad? Jak zbadać fizykalnie pacjenta? Zresztą nawet w pięć osób jest to trudne.

    Często chełpimy się, że absolwenci polskich uczelni medycznych dają sobie radę na oddziałach lepiej niż ich zachodni koledzy, bo u nas nie ma wiele sprzętu specjalistycznego, więc muszą bardziej polegać na sobie. No to jest wierutne kłamstwo. Studenci, którzy wracają z rocznych Erazmusów we Francji czy Portugalii mówią wprost: medycyny klinicznej uczyliśmy się tam. To tam, nie tu, asystent idzie do pacjenta z dwoma studentami; to tam, nie tu, pokazuje wszystko i na bieżąco koryguje błędy; to tam, nie tu, każdy student na każdych zajęciach bada po kilku pacjentów; to tam, nie tu, studenci asystują przy zabiegach operacyjnych, anestezjologicznych itd. Gorzka prawda jest taka, że polscy studenci medycyny są uczeni teorii. Nasi absolwenci wychodzą bez niezbędnych umiejętności praktycznych.

    Pewnym światełkiem w tunelu są centra symulacji, które powstały już w kilku uniwersytetach medycznych, a dalsze uczelnie przymierzają się do ich budowy. Pierwsze roczniki studentów są bardzo zadowolone z zajęć, bo dopiero tam mają możliwość nauczenia się szycia prostych ran skórnych, zakładania opatrunków gipsowych, prowadzenia resuscytacji z użyciem defibrylatora, przyjmowania porodu itd. Niestety, znów wszystko rozbija się o kadrę, bo uczelniom nie opłaca się zatrudniać takiej liczby instruktorów, która pozwoliłaby zmniejszyć grupy studenckie.

    Owszem, można -- jak postuluje Piotrcandida -- poddać rekrutację tej kadry zasadom wolnego rynku, tyle że zapłata oferowana przez uniwersytety medyczne jest zbyt niska, by przyciągnąć wykwalifikowanych lekarzy-instruktorów. Nawet w dużych miastach, gdzie jest ogromna konkurencja między lekarzami na rynku prywatnym i przez to ceny wizyt w prywatnych gabinetach są niższe niż na prowincji, taki lekarz bez stopnia naukowego* za wizytę weźmie min. 80 zł. I nawet jeśli nie chce załatwiać pacjentów jak na fabrycznej taśmie, zdoła w ciągu godziny przyjąć trzech, zebrać solidny wywiad, zbadać i wypisać recepty lub skierowania. Ile to daje? 240 zł/godz. Żadna uczelnia medyczna nie jest w stanie zaoferować tyle lekarzowi-instruktorowi w centrum symulacji na umowę zlecenie za godzinę dydaktyki. Tu wolny rynek nie zadziała.

    *Zresztą stopień naukowy w medycynie klinicznej nie wyznacznikiem niczego. Liczą się tylko wiedza, umiejętności i doświadczenie. Większość profesorów czy doktorów habilitowanych medycyny ma te tytuły i stopnie naukowe za pracę badawczą w dziedzinach, które nie mają nic wspólnego ze specjalizacją, w której prowadzą działalność kliniczną. Tyle że pacjenci tego nie wiedzą, bo tego nie sprawdzają. Profesor Tadeusz Brzeziński, historyk i etyk medycyny, napisał dlatego kiedyś, że uczciwy lekarz powinien zamieszczać na pieczątce swoje stopnie i tytuły zawodowe tylko wtedy, kiedy prace badawcze, na podstawie których uzyskał te stopnie i tytuły, są *bezpośrednio* związane z działalnością leczniczą, bo w przeciwnym razie wprowadza pacjentów w błąd. O ile mi wiadomo, sam tak robił. Takie postępowanie oczywiście nie przyjęło się w środowisku lekarskim.

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 16:30:16:

    @halucinski
    "Tu wolny rynek nie zadziała."

    Zadziala, zadzial... jak wszedzie.
    To ze teraz uczelnie nie placa rynkowej ceny dowodzi tego ze wyzyskuja pracownikow.
    Dlaczego oni sie na to zgadzaja? - bo odbijaja to sobie inaczej. Nierzadko kradnac czas prac swojej (wlasnego wkladu) badz uzywajac narzedzi pracy do celow prywatnych (w tym rowniez uzaleznianie siwadczen od korzystania z praktyki prywatnej).

    Akurat w tzw opiece medycznej brak wolnego rynku prowadzi do jednych z najwiekszych naduzyc.
    Zreszta.. dlaczego podatnik ma doplacac do budowy miejsca pracy komus kto studiuje (i na tym potem zarabia) a sklepikarzowi (ktory otwiera swoj sklep) nie?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 16:38:48:

    @Lessthenmore:

    > Zreszta.. dlaczego podatnik ma doplacac do budowy miejsca pracy komus kto
    > studiuje (i na tym potem zarabia) a sklepikarzowi (ktory otwiera swoj sklep) nie?

    Jak mniemam, odniesienie o dopłacaniu do miejsca pracy studiującej osobie dotyczy lekarzy. Czy mógłby Pan (Pani) uściślić, o kogo chodzi?

    > Dlaczego oni sie na to zgadzaja? - bo odbijaja to sobie inaczej. Nierzadko kradnac
    > czas prac swojej (wlasnego wkladu) badz uzywajac narzedzi pracy do celow
    > prywatnych (w tym rowniez uzaleznianie siwadczen od korzystania z praktyki
    > prywatnej).

    To akurat zmienia się od kilkunastu lat. Oczywiście zjawisko jest naganne i wciaż istnieje, ale nie jest już powszechne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 16:56:46:

    @lessthenmore
    Wiara w wolny rynek jest ułudą i wcale nie zabezpiecza przed nadużyciami. Natomiast opisywane zdarzenia są już poważnym oskarżeniem.

    Hal, to co opisujesz jest konsekwencją już tylko i wyłącznie polityki państwa, które z jednej strony chce mieć świetnych lekarzy, pielęgniarki i to dużo. Z drugiej strony wycena świadczeń lekarskich jest na bardzo niskim poziomie, z resztą zajęć też, choć często i gęsto uczelnie też potrafią przy tym spekulować. Wiadomo też, że do jednego, jak i drugiego systemu państwo dosypie raczej symboliczne pieniądze, bo będzie mniej na koryto+. Natomiast puszczenie tego wszystkiego na wolny rynek spowodowałoby, że wielu ludzi o zarobkach średnich i niższych miałoby bardzo utrudniony dostęp do świadczeń. Problemem też jest to, że ciągle nie mamy sprecyzowanego koszyka świadczeń podstawowych, a ostatnia reforma Radziwiłła pogłębia tylko chaos. Według mnie po prostu w naszym państwie zbyt dużo ustaleń odbywa się w tajnych pokoikach.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 17:00:20:

    W swoim życiu poznałem tylko jednego Piotra, który zajmował się naukowo grzybami z rodzaju Candida. Tak bezczelnie organizowanych przez tegoż osobnika kolokwiów, podejścia do pracy dydaktycznej i zachowania nie widziałem ani nigdy wcześniej, ani nigdy później. Mam nadzieję, że nie muszę łączyć komentatora Piotrcandida z tymże jegomościem. To tak na marginesie tejże dyskusji.
    Bolączką wielu starszych dydaktyków, szczególnie tych wykładowych, nie ćwiczeniowych, jest zbytnie przywiązanie do niuansów teoretycznych przy całkowitym zaniedbaniu praktyki. Stąd też bardzo często nie rozróżniają ludzi, którzy opanowali bardzo dobrze swój zawód (teoria + praktyka) od ludzi, którzy bardzo dobrze nauczyli się materiału na pamięć (teoria). Powoduje to szereg komplikacji, szczególnie w naukach eksperymentalnych.

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 17:04:18:

    @halucinski,
    mowiac o doplacaniu do budowy miejsca pracy mam na mysli pokrywanie kosztow studiow (czesnego). Dotyczy to i lekarzy i informatykow ale i pieknoduchow... Dlaczego ta inwestycja (w przyszle dochody) ma byc pokrywna przez podatnika, a inwestycja w inne sposoby zarabiania nie?
    Tak wiem... to sie nazywa socjalizm. Ale nie kazdy musi byc socjalista. Rozumiem, ze piotrcandida i ja mozemy nimi nie byc i miec inna wizje regulacji tych spraw. Choc wiem tez ze to wizja przegrana, bo chcacych zyc na cudzy koszt jest wiecej, niz chcacych wziac odpowiedzialnosc za wlasne zycie - i tak dlugo jak dlugo bedzie tzw "demokracja" chcacy zyc na cudzy koszt beda wygrywac.

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 17:07:40:

    @kahlkopf
    "Natomiast puszczenie tego wszystkiego na wolny rynek spowodowałoby, że wielu ludzi o zarobkach średnich i niższych miałoby bardzo utrudniony dostęp do świadczeń."

    Byc mozd tak by bylo. Tearz tez ludzie o nizszych dochodach maja utrudniony dostep do wielu dobr. Moga pracowac lepiej/wiecej

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 17:13:11:

    @Lessthenmore:

    Dziękuję za doprecyzowanie. Rzecz jasna, to, co wywiodłem, pisałem w kontekście obowiązującego modelu szkolnictwa wyższego. Mojej wypowiedzi nie należy odbierać jako pochwały bezpłatnego szkolnictwa wyższego. To, czy jestem zwolennikiem czy przeciwnikiem tego modelu, nie ma tu najmniejszego znaczenia. Pisałem jedynie o obecnych realiach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 17:41:25:

    @lessthenmore
    Byc mozd tak by bylo. Tearz tez ludzie o nizszych dochodach maja utrudniony dostep do wielu dobr. Moga pracowac lepiej/wiecej
    To zdanie wybitnie obrazuje brak znajomości rynku pracy i możliwości ludzi, które niestety często są uwarunkowane tym, gdzie się człowiek urodził i z jakiej rodziny pochodzi. Można też jeszcze napisać, że zawsze mogą się ludzie udać na emigrację do takich krajów jak Szwecja, Niemcy, Francja i mieć lepszy social niż w Polsce.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 18:03:25:

    haluciński,
    A wie Pan, że mieliśmy zajęcia zamawiane na U Medycznym? Jak sobie zażyczyli 250/godz, to podziękowaliśmy zarówno im, jak i ewentualnym studentom (kwota wzięta z zawodnej pamięci, ale chyba bliska prawdy).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 18:11:53:

    @lessthenmore
    > Zadziala, zadzial... jak wszedzie

    Tak, zadziała, i dostęp do lepszych, ale WYSOKOPŁATNYCH studiów będzie miało może 10% obecnie studiującej młodzieży. Pozostali zostaną z niczym. I to będzie bardziej nic niż obecne "dyplomy gotowania na gazie". Czy ten efekt prywatyzacji jest brany pod uwagę przez jej apologetów?

    Dodatkowo, zanim system o długiej stałej czasowej się ustabilizuje minie co najmniej kilkanaście lat. Gowin i jego zaplecze też nie biorą pod uwagę, że obecnie ujawniają się dopiero PIERWSZE ZASADNICZE efekty reformy Kudryckiej. Czy brane jest pod uwagę, że to będzie kolejne "stracone pokolenie" zarówno wśród studiujących, jak i pracowników uczelni? W miarę upływu lat coraz bardziej skłaniam się w kierunku pociągania do odpowiedzialności, w tym pozbawiania biernego prawa wyborczego, polityków, którzy swoimi chaotycznymi działaniami wyrządzają wielkie szkody gospodarcze i społeczne. Wąsacz, ku mojemu głębokiemu ubolewaniu, wywinął się od tego i jeszcze złapał pezetpeerowską synekurę w Stalexporcie autostradowym. Gowin, mam nadzieję, już się nie wywinie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 18:30:23:

    @Pi:

    > A wie Pan, że mieliśmy zajęcia zamawiane na U Medycznym? Jak sobie zażyczyli
    > 250/godz, to podziękowaliśmy zarówno im, jak i ewentualnym studentom (kwota
    > wzięta z zawodnej pamięci, ale chyba bliska prawdy).

    Wierzę Panu. Moja uczelnia żąda tyle od innych uniwersytetów za godzinę zajęć prowadzonych przez adiunkta ze stopniem doktora. Ale, żeby nie było wątpliwości, adiunkt dostaje stawkę uczelnianą, czyli kilkadziesiąt złotych...

    @Staryzgred2012:

    > W miarę upływu lat coraz bardziej skłaniam się w kierunku pociągania do
    > odpowiedzialności, w tym pozbawiania biernego prawa wyborczego, polityków,
    > którzy swoimi chaotycznymi działaniami wyrządzają wielkie szkody gospodarcze
    > i społeczne. Wąsacz, ku mojemu głębokiemu ubolewaniu, wywinął się od tego
    > i jeszcze złapał pezetpeerowską synekurę w Stalexporcie autostradowym. Gowin,
    > mam nadzieję, już się nie wywinie.

    Przypominam Panu, że gdy parę lat temu było głosowanie nad postawieniem przed TS obecnego ministra sprawiedliwości za jego wcześniejsze decyzje na tym stanowisku, zabrakło głosów, ponieważ część posłów nie przyszła. Nie wiem, czy jeden z drugim zasługują na pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej, wiem natomiast, że tak się nie stanie. Było nie było politycy są solidarni, jeżeli chodzi o tę kwestię. Wiedzą, że jeśli aktualnie rządzący postawią poprzednio rządzących przed TS, to następna ekipa, będąca spadkobiercami politycznymi oskarżonych, zrobi to samo ze swoimi poprzednikami u władzy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 18:42:59:

    @piotrcandida
    > Pieniądze statutowe to było olbrzymie marnotrastwo często bez jakichkolwiek efektów.

    Marnotrawstwo. Matura zobowiazuje.

    Dlaczego pieniadze statutowe to bylo marnotrawstwo bez efektow? Poniewaz uczelnie w sposob calkowicie autonomiczny wydatkowaly je w sposob calkowicie nieprzejrzysty, bez jakiejkolwiek oddolnej kontroli.

    Znam osobiscie jeden pozytywny wyjatek od tej reguly. Mala uczelnia na zabitej dechami prowincji postanowila rozdysponowywac te pieniadze na zasadach konkursowych jako granty wewnetrzne. Nawet wpadli na to, zeby premiowac osoby zaczynajace prace, ktore jeszcze nie zdazyly zgromadzic zadnego dorobku. Nie wiem, jakie mieli wyniki w skali uczelni, ale znam jedna osobe, ktora na tych grantach doszla od zera po doktoracie do calkiem przyzwoitego poziomu naukowego.

    Tu jeszcze cv pana z innego kraju, ktore bardzo ladnie pokazuje, jak w cywilizacji laczy sie finansowanie wewnetrzne z zewnetrznym: s3.amazonaws.com/l3atbc-public/pub_pdfs/jkhartshorne-cv.pdf

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 18:45:29:

    @3.14

    > korekta: "zwiększamy wam demokrację" -> "zwiększamy wam AUTONOMIĘ"

    Koniecznie nalezy dodac, ze zwiekszeniu ulega autonomia uczelni. Autonomia badan naukowych ulega ograniczeniu, co zostalo juz w tym watku zobrazowane.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 21:13:29:

    Tak zwana "służba zdrowia" (powinno być służba chorych) to już ogromne marnotrawstwo publicznych pieniędzy i to że wszyscy muszą się na to zrzucać obowiązkowo to dla mnie skandal. Ale w socjalizmie tak jest że większość narzuca mniejszości swoje zdanie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/12 21:58:48:

    @piotrcandida
    Cóż dla mnie skandalem są ludzie, którzy siedzą na państwowych posadkach i mają takie twierdzenia, jak Ty. Z resztą co Ty wiesz o socjalizmie, skoro posługujesz się tu jakimiś mitami.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 09:22:29:

    @piotrcandida
    Dla mnie dziwne wydaje się twierdzenie, że dydaktyk nie naukowiec jest lepszy do prowadzenia zajęć. Z dyskusji jakie widziałem większość osób przyjmowała, że naukowiec będzie lepszym dydaktykiem, ale dydaktyk naukowcem.

    Może to zależy od dyscypliny. Zatem w jakiej branży Szanowny Pan uczy?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 09:35:38:

    @all
    jak Państwo postrzegacie stanowiska dydaktyczne w świetle ustawy i ewaluacji?
    Do ewaluacji można powiedzieć, że są zbędni, ale z drugiej strony są potrzebni, żeby ktoś wypełniał pensa.

    A może z perspektywy dydaktyka to nowe przepisy to szansa?
    1. Znika presja na robienie awansów naukowych -- można w spokoju skoncentrować się dydaktyce.
    2. Pozyskanie finansów na badania to walka, niepewność.
    3. Finansowanie badań jest na tak niskim poziomie, że trzeba się bardzo starać, kombinować, żeby coś zrobić ambitniejszego -- takiej wytężenia pracy nie ma na stanowisku dydaktycznym.
    4. W formule e-learningu może być nie więcej niż 30% godzin prowadzonych, więc zastąpić kursami on-line człowieka się nie zastąpi.
    5. Dydaktyk będzie mógł został zatrudniony na stanowisku profesora.
    6. Dydaktyk ma o 120 godzin większe pensum od prac. badawcz-dydakt.: na pewno więcej czasu niż 120 h zajmuje przygotowanie dobrych badań, realizacja badania i przygotowanie tekstu na jego podstawie.


  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 09:47:09:

    @chario

    W tym CV s3.amazonaws.com/l3atbc-public/pub_pdfs/jkhartshorne-cv.pdf
    są kwoty 500 USD a nawet 140 USD
    Czy w takim razie każdą konferencję mam raportować jako grant wewnętrzny (800 zł konferencja, 400 zł 2 noclegi, 500 zł dojazd = 500 USD do wpisania do CV jako grant wewnętrzny / zewnętrzny
    Może o to chodzi?
    Ryza papieru wyżebrana od sekretarki instytutu - grant wewnętrzny 3 USD?

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 10:02:56:

    @Charioteer1
    Racja. Statutowe rozdysponowane proporcjonalnie do osiągnięć spełniają swoją rolę. Też znam takie przypadki. O grant z NCN trudno, o statutowe na wielu uczelniach też. Degrengolada postępuje.

    @Piotrcandida
    Wie Pan, służba zdrowia czy chorych - wszystko jedno. Proszę obejrzeć w telewizji choćby jeden reportaż o umierających dzieciach i dalej podtrzymywać poglądy. Pana idee nie ulepszą stanu rzeczy, a na pewno pogorszą.

    @All & js.c
    Owszem, w rzadkich przypadkach (kategoria A) może i przetrwają jakiś czas, ale nierówna konkurencja ze strony dodatkowo finansowanych uczelni badawczych i zmniejszające się tło jednostek kategorii B[\i]
    Mnie tu zastanawia jedna rzecz: gdy w jakiejkolwiek innej branży budżetowej mowa jest o zmianach (np. gimnazja), to związki (zwykle ZNP) mówią: "szacujemy utratę iluś tam tysięcy miejsc pracy. Stracą głównie ...". I tu jest wyliczanka: młodzi, starzy, przed emeryturą, po śmierci itp.
    Brakuje mi takich statystyk w naszym przypadku. Główną armatą przeciw tej pseudoreformie jest fakt, że nie wiadomo co będzie, albo wiadomo, ale jakaś tam tylko grupa osób wie. Ale to nie wystarczy. Związki powinny machać zgrubnymi szacunkami strat na lewo i prawo. A tak wychodzi na to, że wszystko jest cacy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 10:34:14:

    @naukowiec2.0
    To nie takie proste, bo te procesy nie są szybkie.
    Na przykład, reguły dotychczasowe ("pogoń za studentem" i opłacalność redukcji kadry akademickiej) działały powoli, ale działały. Na mojej uczelni, typowy uniwersytet prowincjonalny, spadek kadry akademickiej o ok. 20% od roku 2010.
    Teraz, po wprowadzeniu SSR<13, w zasadzie zwolnienia per saldo się nie opłacają.

    Można przewidywać pewne tendencje, ale na pewno nie będą one działać zbyt szybko. Dlatego swój wpis zakończyłem o dotrwaniu do kolejnej reformy. Może się uda. Oparcie wszystkiego na kategoryzacji rozumianej jako "ostatni są eliminowani" zapewne będzie zabójcze dla niszowych (czyli nie-masowych studencko) dyscyplin, bo tylko liczące się w skali kraju będą utrzymywane przez rektorów (komu jest potrzebna fizyka lub filozofia kategorii C?), a i tak ostatnie z tych "liczących się" będą w zasadzie musiały otrzymać kategorię co najwyżej B. Po paru obrotach kategoryzacyjnych eliminuje to większość małych dyscyplin na prowincji. Zwłaszcza, że likwidowane jest autonomiczne BSt i rektor może "zadusić" czy wygasić każdy wydział czy dyscyplinę. Ale to może być nawet kilkanaście lat. Może wcześniej taka reforma zdechnie.

    Ratunkiem jest po pierwsze ustanowienie zasad konkurencyjnych (bez obecnych preferencji dla "dużych i bogatych"), po drugie zasad znanych przed okresem oceny (aby nie było tak, że ktoś poprawi wszystkie wskaźniki i to znacznie, a kategoria mu spada i traci różne uprawnienia). Ale niestety, na razie wydaje się, że plan polega właśnie na tym, aby było tak jak jest, czyli aby cześć zlikwidować, po to, aby pozostałym żyło się nieco lepiej.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 10:49:14:

    @js.c
    Rozumiem. Tak jeszcze sobie myślę, że teoretycznie zagrożeni są w zasadzie wszyscy pracujący w B i C. To daje spory procent. I tym można wymachiwać.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:05:07:

    @p-tau
    Nie twierdzę, że dydaktyk jest lepszy do prowadzenia zajęć. Jest po prostu wystarczający dla całej masy studentów. Naukowiec powinien zajmować się nauką, a dydaktyką zajmuje się maksymalnie kilka godzin w tygodniu i szkoli na najwyższym poziomie np. doktorantów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:23:33:

    @piotrcandida
    Nie rozumiem, dlaczego dydaktykę wyliczasz tylko do tych "godzin tablicowych". A przygotowanie zajęć, a ich rozliczenie, sprawdzanie prac kontrolnych i ich przygotowanie.
    @All
    Według mnie to w tej całej "reformie" to brakuje tak naprawdę rozdziału pomiędzy pracownikami nauko-dydaktycznymi, a dydaktykami. W końcu większość z nas to n-d i wiemy jak ciężko jest godzić obydwie role. Dobrze by było, czy to na poziomie uczelni, a jeszcze lepiej rozporządzenia ministra skonkretyzować obowiązki i uprawnienia n-d i d. W końcu, czy to n-d i tak obciążeni ponad miarę powinni zasiadać w komisjach rekrutacyjnych, czy spraw jakości dydaktyki?
    Z resztą ta "reforma" to w ogóle nie ma na celu zwiększenia jakości nauczania, jest skupiona na rankingach, które przede wszystkim mierzą wydajność naukową.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:29:22:

    @naukowiec2.0
    Wymachiwać można, ale myślę, że na uczelniach publicznych dyscypliny związane z masowymi kierunkami studiów mogą wręcz zyskać. Bowiem, aby prowadzić taki kierunek ogólnoakademicki trzeba mieć co najmniej B (a kierunki "praktyczne" są chyba mniej prestiżowe, bardziej kosztowne i kłopotliwe, bo jakieś praktyki itp.), zatem zwiększy się liczba słabych uczelni występujących o kategoryzację różnych dyscyplin "masowych", zwiększy się 'zaplecze' słabeuszy. Obecne solidne B mogą wręcz awansować (bez poprawy wskaźników) do A, a na pewno do B+, na tle słabej reszty. Zatem po krótkim okresie gdy nowy algorytm nieco osłabił kierunki masowe wszystko chyba wróci do "normy" sprzed kilku lat.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:36:49:

    @js.c
    Na jakiej podstawie uważasz, że: a kierunki "praktyczne" są chyba mniej prestiżowe, bardziej kosztowne i kłopotliwe, bo jakieś praktyki itp.
    Wszystkie kierunki inżynierskie są kierunkami praktycznymi, jak i większość przyrodniczych i medycznych. Wszystkie potrzebują praktyk, są kosztowne i społeczeństwo oraz gospodarka nie mogą się bez nich obejść. O prestiżu nie wspomnę. Nawet prawnicy i ekonomiści z HS potrzebują praktyk, a są kierunkami masowymi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:37:53:

    @js.c
    Co według Ciebie oznacza prestiż?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 11:55:51:

    @kalkhopf
    W roku 2013 informator MNiSW podawał, że tylko ok. 1% (jeden procent) kierunków na uczelniach technicznych to kierunki praktyczne (na rolniczych podobnie, na ekonomicznych nawet mniej), na uniwersytetach "aż" 9%. Na PWSZ-ach to ponad 40%, a medycznych ponad 65%.

    Zatem, pomijając medycynę, inne uczelnie "nie palą się" do kierunków praktycznych (nawet w dyscyplinach ewidentnie z praktyką związanych). Możliwe, że nie chodzi tu o prestiż (to tylko takie luźne skojarzenie, zresztą obecne w nowej ustawie, że "kierunek "praktyczny" to kierunek właściwy dla PWSZ"), ale o koszty i konieczność długich praktyk. Z jakiegoś powodu kierunki ogólnoakademickie są jednak "w cenie" i zapewne popyt na kategorię B wzrośnie w ramach nowych reguł gry.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 12:12:00:

    @kahlkopf
    > Nie rozumiem, dlaczego dydaktykę wyliczasz tylko do tych "godzin tablicowych".
    > A przygotowanie zajęć, a ich rozliczenie, sprawdzanie prac kontrolnych i ich
    > przygotowanie.


    I w tym momencie widać, jak na dłoni, że @piotrcandida nie jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym uczelni, lecz studentem/doktorantem/urzędnikiem nie mającym najbardziej nawet bladego pojęcia o prowadzeniu dydaktyki, gdyż całkowicie bezmyślnie powtarza ograne slogany o "znikomym obciążeniu", którymi biurokracja rządowo-ministerialna od lat deprecjonuje nauczycieli szkół podstawowych i średnich. Nikt, kto prowadził jakąkolwiek dydaktykę, do której musiał się przygotować i w tym przygotować materiały, nie wypowiadałby tak piramidalnych głupot. Coraz bardziej podejrzewam, że ten blog jest systematycznie odwiedzany przez gowinowych "agentów wpływu" - najpierw półjawnie vide @maciek_magik, a potem pod przykrywką - którzy próbują przekierować tematykę na nieistotne bzdety godnościowe i wygasić istotne zarzuty kierowane pod adresem tej "reformy". A jak już kiedyś wspomniał @nowojorczyk, ten blog ma duże oddziaływanie środowiskowe i prawdopodobnie nie umknęło to uwagi gowinowych propagandzistów - stąd ostatnio taki zlot wpisów korwinolubnych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 12:15:19:

    @js.c
    > W roku 2013 informator MNiSW podawał, że tylko ok. 1% (jeden procent)
    > kierunków na uczelniach technicznych to kierunki praktyczne (na rolniczych
    > podobnie, na ekonomicznych nawet mniej), na uniwersytetach "aż" 9%. Na PWSZ-ach
    > to ponad 40%, a medycznych ponad 65%.


    To typowe "kłamstwo statystyczne", gdzie prezentowany wynik zależy od definicji - przypomnij sobie, jak "kreatywnie" zmniejszano bezrobocie pozbawiając osoby bezrobotne rejestracji uprawniającej do zasiłków. WSZYSTKIE kierunki techniczne są praktyczne i WSZYSTKIE kierunki techniczne mają praktyki zawodowe.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 12:15:32:

    Ruda, popatrz uwaznie na daty. Te smieszne kwoty sa z czasu studiow i sprzed doktoratu. To jest wzglednie mlody czlowiek.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 12:28:18:

    @StaryZgred2012
    Trzeba się tu z Tobą zgodzić, że zaczęło pojawiać się sporo opinii, które całkowicie abstrahują od rzeczywistości akademickiej. Rozumiem, że ma się różne poglądy i trwa dyskusja, jednak wypowiadanie swojej opinii ex cathedra, jako tej najwartościowszej jest dla mnie sprzecznym z ideą akademii. Ja nie będę wyliczał swojego doświadczenia, a powiedzmy sobie, że jadłem chleb z niejednego pieca i zadziwiają mnie poglądy części osób. Są one po prostu sprzeczne z moim dotychczasowym doświadczeniem (ok. 20 letnim).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 12:46:06:

    @staryzgred2012
    To bardzo ciekawe.
    Zatem dlaczego kierunki techniczne tak bardzo rzadko formalizują ten status?
    Co złego lub podstępnego jest w (formalnej) "praktyczności", że nikt się do tego nie pali? Chyba wyższy koszt, czyż nie?
    Czy teraz "popyt" na formalną praktyczność może wzrosnąć (po to aby "uciec" od konieczności uzyskania kategorii, czego koszt przecież także jest niemały, może i większy)?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 13:27:49:

    @js.c
    Prawo, dotychczasowe algorytmy. Czysty pragmatyzm.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:16:51:

    @kalkhopf
    Usiłuję się więc dowiedzieć, w czym tkwi istota problemu.
    Od tego bowiem zależy odpowiedź na pytanie, czy konieczność kategorii B do prowadzenia kierunku ogólnoakademickiego spowoduje wzrost liczby chętnych do kategoryzowania się, czy raczej odwrót od kategoryzacji i przemianowywanie kierunków studiów na praktyczne.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:28:02:

    @js.c

    Formalno-prawna definicja "kierunku praktycznego" powoduje, że spełnienie jej przez kierunki techniczne nie jest możliwe, gdyż żaden zakład nie będzie chciał takiej szatkownicy zajęć uczelnianych/fabrycznych. Godzą się na praktyki wakacyjne, a dłuższe już nie.

    To z kolei jest łatwe do spełnienia w warunkach medycznych, gdzie długotrwałe praktyki są "od zawsze" przeplatane zajęciami teoretycznymi, czy biurowych, gdzie upycha się studentów PWSZ, ale nie tych z kierunków technicznych. Aczkolwiek, w świetle uwag @halucinskiego, nabieram podejrzeń, że ta "praktyczność" medyków jest też tylko na papierze.

    Tak jak pisałem: wszystko zależy od definicji, a @kahlkopf tu już słusznie zauważył:
    to byt określa świadomość, a nie odwrotnie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:33:29:

    @staryzgred2012
    Gdzie napisałem, że popieram biurokrację dydaktyczną. Każdy wie, że poziom dydaktyki od lat spada a rośnie według biurokratycznych papierków, które nie są nic warte.
    Oczywiście, że przygotowanie nowego wykładu czy ćwiczeń to duży wysiłek, jednak gdy prowadzi się te same zajęcia po raz n-ty, to praktycznie nie wymaga żadnych przygotowań.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:36:59:

    @js.c
    Wszystko zależy od ambicji uczelni. Ale większość, które znam są ambitne i zależy im na utrzymaniu przyznawania dr, jak i hab. Sama kategoria nie ma wpływu na prowadzenie studiów, to są dotychczas zbiory rozłączne. Bo i budżety były rozłączne: osobna dotacja dydaktyczna i osobna dotacja na naukę. Kategoria A+,A,B+,B,C dotyczy tylko i wyłącznie w tej chwili nauki. Dopiero w następnym rozdaniu po podziale na uczelnie badawcze i inne będzie inaczej. Będą inne wymogi co do formy zajęć, liczby studentów w grupach i rzeczywiście pojawiają się wymagania co do liczby kierunków ogólnoakademickich. Ale jak dla mnie to w większości to etykiety. W końcu jak wykształcić inżyniera, czy nawet przyszłego naukowca bez laboratoriów i praktyk. Jak dla mnie to papier wszystko zniesie. Przynajmniej tak jest dotychczas.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:39:10:

    Nie wnikałem tak szczegółowo, więc mam pytanie, czy to znaczy, że na uniwersytecie z prawami dr/hab w myśl nowej ustawy może być jednostka C, o ile ma kierunek praktyczny?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:43:25:

    @Naukowiec2.0
    Już nie będzie jednostek w sensie dotychczasowego rozumienia. Są dyscypliny, a to oznacza, że dyscyplina z kategorią C na uczelni nie ma prawa przyznawania dr i hab., co nie oznacza, że przekreśla takie uprawnienia dla innych dyscyplin uprawianych w danej uczelni, jeśli tylko posiadają kategorię min. B+.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 14:47:42:

    @Piotrcandida
    Tak, też uważam, że przy w miarę stabilnej sytuacji, jeśli nie dostaje się co roku innych zajęć, po 2-3 latach rutyna bierze górę i nie trzeba się specjalnie przygotowywać. Problem pojawia się tam, gdzie dynamicznie zmieniają się wymagania tzw. otoczenia społeczno-gospodarczego. I tak na tym samym kierunku bywa kilku takich, którzy od 30 lat wykładają to samo i kilku takich, którzy nie śpią, bo zajęcia trzeba przygotować. Jednak papier przyjmie wszystko i jeżeli będzie to możliwe, ludzie wybiorą najbardziej opłacalną opcję: n, n/d, d bez względu na faktyczny udział pracy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 15:04:16:

    @piotrcandida
    I znów mitologia/stereotypy: Oczywiście, że przygotowanie nowego wykładu czy ćwiczeń to duży wysiłek, jednak gdy prowadzi się te same zajęcia po raz n-ty, to praktycznie nie wymaga żadnych przygotowań.
    O ile treści mogą się nie zmieniać, to mamy jednak do czynienia z ludźmi i zmieniającymi się pokoleniami. Stąd trzeba za każdym razem dostosować to co ma się przekazać do poziomu grupy. A to wymaga jednak przemyślenia i wysiłku intelektualnego. Kończą się czasy starych wykładowców, którzy z pożółkłych kartek i starych transparencji robili ćwiczenia i wykłady. Do tego dochodzi wymóg kontaktów ze studentami, już nie tylko w ramach godzin konsultacji, ale i przez choćby ten e-mail. A jak prowadzisz laboratorium, to dopiero wtedy jest dużo wrednej roboty, bo i ćwiczenia wcześniej trzeba ustawić, o aparaturę zadbać, dostosowywać instrukcje ćwiczeń, oceniać sprawozdania, a i sprawdzian zaliczeniowy zrobić. Przy tym dobrze jest skorelować wykład z tymi ćwiczeniami. Natomiast przy wykładach kierunkowych. Cóż tu trzeba śledzić jednak co się dzieje i aktualizować przekazywaną wiedzę. Dodatkowo teraz, w związku z co raz większym naciskiem na umiędzynarodowienie studiów wprowadza się co raz więcej wykładów i ćwiczeń, a nawet całych kierunków w jęz. angielskim. I teraz następny kwiatek jak dostaje się grupę międzynarodową, to musi się rozpoznać poziom tej grupy, aby odpowiednio dostosować do niej program, który trzeba zrealizować. A przecież, to właśnie ci studenci obecnie stają się najważniejsi, bo idą za nimi znacznie większe pieniądze.
    Tu StaryZgred2012 ma rację, że nie rozmawiamy z praktykiem.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 15:09:30:

    @piotrcandida

    Oczywiście, że przygotowanie nowego wykładu czy ćwiczeń to duży wysiłek, jednak gdy prowadzi się te same zajęcia po raz n-ty, to praktycznie nie wymaga żadnych przygotowań.

    Jasne. Nie trzeba czytac prac studenckich, nie trzeba robic kolokwiow ani sprawdzac egzaminow. Program studiow jest dany raz na zawsze i nigdy sie nie zmienia, i nigdy tez nie wpadaja zadne zajecia, ktore trzeba pilnie poprowadzic w ramach zastepstwa za kogos, kto akurat jest urlopowany, albo jeszcze cos tam mu sie przydarzylo. Nie ma okienek, bo plan zawsze da sie ulozyc optymalnie i nie trzeba tez siedziec na zadnych konsultacjach dla nieogarnietych studentow, ktorzy zawsze przychodza, kiedy im sie powie, ze maja przyjsc. Nie ma poprawek i komisow, na ktore trzeba robic kolejna iteracje tego samego testu. Cud, miod i malina. Kolega od dawna na bezrobociu?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 15:41:35:

    @Naukowiec2.0
    I tu się Kolega grubo myli i pozwoli, że zacytuję: Jednak papier przyjmie wszystko i jeżeli będzie to możliwe, ludzie wybiorą najbardziej opłacalną opcję: n, n/d, d bez względu na faktyczny udział pracy.
    To nie ludzie będą wybierać dla siebie najbardziej opłacalną opcję, tylko władze rektorskie/dziekańskie/kierownicze w zależności od strumienia finansowania. Dziś w cale tak łatwo nie jest przejść na etat wykładowcy, bo trzeba takiemu delikwentowi zapewnić 360 h zajęć dydaktycznych, podczas, gdy n-d ma mieć max. 240. Prawda jest taka, że forma zatrudnienia będzie zdeterminowana i jest determinowana przez ekonomię. Czyli przejście na etat czysto n też nie jest łatwe, bo tu się trzeba wykazać dobrym publikowaniem (pieniądze dla uczelni/wydziału poprzez punkty) lub ściąganiem grantów, współpraca z przemysłem, czyli wszystko się kręci wokół tego jakie pieniądze się umie ściągnąć. W nowych warunkach, żeby przejść na etat n, to pozostaną już tylko dwie ostatnie opcje granty/współpraca z przemysłem. Zacytowane przeze mnie twierdzenie staje się tym samym zwykłą naiwnością, nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Podejrzewam, że nawet uczelnie badawcze przy obecnych pieniądzach będą miały trudności w wydzielaniu etatów czysto n lub d. Dalej optymalnym rozwiązaniem pozostają pracownicy obciążeni ponad miarę, czyli n-d.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 15:50:21:

    Narzekacie na dydaktykę gorzej niż nauczyciele w szkole podstawowej. A czy oni nie mają klasówek, przygotowywania zajęć? Takie są realia dydaktyki.
    Oczywiście nikt nie będzie prowadził zajęć po angielsku za te śmieszne pieniądze. Tu muszą ekstra płacić i dydaktyk może sobie dorobić jak chce. Ja kiedyś w to się bawiłem, ale poziom tych studentów był żenujący (zbieranina z Erasmusa), do tego zajęcia wymagające sporego wysiłku, więc to olałem.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:03:30:

    @Kahlkopf
    Tak, tu nawet nie ma sprzeczności: Będziemy wybierać tak, jak nam zasugerują władze, żeby było wygodniej im, o ile będziemy cokolwiek wybierać, a my dostaniemy poczucie posiadania wyboru i będziemy szczęśliwi, że wybraliśmy. Przecież niektórym jest praktycznie wszystko jedno, czy są n-d czy d, bo i tak robią tylko dydaktykę. I myślę, że akurat to się nie zmieni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:18:33:

    @Naukowiec2.0
    Tu już tak nie będzie kolorowo pomiędzy n-d, a d. Zauważ, że w tej chwili wchodzi ocena dyscypliny poprzez jej pracownika, gdzie każdy musi przedstawić 4 prace punktowane na 4 lata. Kończą się w tym momencie lokomotywy wydziałowe. A wydziały kogo jeszcze mogły przy obecnym finansowaniu to przerzuciły na d, żeby nie wchodzili do N, podwyższając tym samym sztucznie swoje szanse na uzyskanie lepszej kategorii w ostatnim rozdaniu. Poza tym wchodzi też wymóg 12 osób deklarujących pracę naukową w dziedzinie, co może być kolejnym haczykiem determinującym liczbę pracowników d w stosunku do n-d. Podejrzewam, że władze będą teraz bardzo ostrożne przy zmianie formy zatrudnienia, jak i przy zatrudnianiu nowych pracowników. Jedyną rzeczą, która sprawi ulgę części n-d, to to, że nie ma wymogu hab. Ale nie oznacza to, że nic naukowo nie można robić. Dlatego mimo wszystko będzie rozkwit czasopism typu "ziemniak polski", które dają jakiekolwiek punkty, byleby minimum spełnić.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:20:40:

    Inaczej też mówiąc/pisząc uczelnia musi mieć interes w tym, żeby zatrudniać kogoś na danym stanowisku, w tym oczywiście liczą się bardzo układy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:22:25:

    @piotrcandida
    Ręce opadają na Twoje wywody.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:24:14:

    @piotrcandida
    Pracowniik dydaktyczny z magisterium, czyli o kwalifikacjach porownywalnych z nauczycielem szkoly publicznej, ma 540h rocznie, czyli 18h tygodniowo, czyli dokladnie tyle, co nauczyciel w szkole. Czy to wychodzi mniej, czy wiecej za godzine dydaktyczna, to prosze sobie sprawdzic w odpowiednich tabelach. Jezeli chodzi o rzeczywisty naklad pracy, to wszystko zalezy od szczegolowego obciazenia dydaktycznego i nauczanych przedmiotow - inne sa wymagania wobec nauczyciela polonisty, inne wobec wuefisty. Z reguly innego rodzaju zajecia prowadzi tez lektor, czy instruktor, a inne profesor na uczelni wyzszej. Czytanie prac dyplomowych nie jest porownywalne z poprawianiem klasowek i wypracowan szkolnych. Od nauczycieli szkolnych nie wymaga sie rowniez zazwyczaj prowadzenia zajec wedlug autorskich programow nauczania, w przeciwienstwie do uczelni wyzszej, gdzie wszystkie programy nauczania sa autorskie, choc nie zawsze autorem jest ten, kto je prowadzi.

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:27:17:

    @kahlkopf

    co jest zlego w tym ze w koncu pracodawca zacznie sie zastanawiac jaki ma pozytek z zatrudniania konkretnego pracownika?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:35:11:

    @lessthenmore
    Szukasz czegoś, czego nie ma w moich postach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:38:48:

    @Chario
    Szkoda palców i klawiatury na tłumaczenie, skoro podejście @piotrcandida do dydaktyki to: Oczywiście nikt nie będzie prowadził zajęć po angielsku za te śmieszne pieniądze. Tu muszą ekstra płacić i dydaktyk może sobie dorobić jak chce. Ja kiedyś w to się bawiłem, ale poziom tych studentów był żenujący (zbieranina z Erasmusa), do tego zajęcia wymagające sporego wysiłku, więc to olałem.
    Czyli nie mamy do czynienia z kimś kto zna realia.

  • lessthenmore napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:39:03:

    @kahlkopf

    przepraszam wiec za nadinterpretacje.
    Ale jzezeli dojdzie do tego ze, jak napisales " uczelnia musi mieć interes w tym, żeby zatrudniać kogoś na danym stanowisku" to bedzie choc troche normalniej. Moze np zmniejszy sie chow wsobny bo nie bedzie sie zatrudniac kolejnego "wybitnego specjalisty" z bardzo dobrze reprezentowanej u nas dyscypliny ziemniaczenie polskie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:52:10:

    @lessthenmore
    To jaki jest układ stanowisk na danej uczelni/wydziale już od dawna zależy od interesu uczelni. Jedynym wyjątkiem są staży pracownicy, zwłaszcza tuż przed emeryturą, gdzie jeszcze utrzymuje się ich stanowiska, zwłaszcza techniczne, bądź ci z układami. W większości dotychczasowa polityka uczelni była taka, żeby jeśli się nie musi to nie zwalniać, a zmniejszać zatrudnienie w sposób naturalny, czyli poprzez odejścia na emeryturę, co ładnie opisał StaryZgred2012, czy J.Sc poprzez stałe czasowe. Ale widzę, że i Ty nie masz zbytniej styczności z realiami, bo o takich działaniach to na uniwersytetach każdy zatrudniony wie. To co opisuję, to nie jest jakaś wiedza tajemna. Nowe zasady będą się tyczyć głównie młodych osób. Natomiast o tym: Moze np zmniejszy sie chow wsobny bo nie bedzie sie zatrudniac kolejnego "wybitnego specjalisty" z bardzo dobrze reprezentowanej u nas dyscypliny ziemniaczenie polskie. to czyste mrzonki przy obecnym finansowaniu nauki, chyba, że z krajów jeszcze biedniejszych jaj Polska.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 16:55:47:

    @kahlkopf
    Znajomosc realiow w przypadku @piotrcandida jest taka, jakiej mozna oczekiwac od dokoranta, ktory przeprowadzil jakies zajecia dwa razy rok po roku i wydaje mu sie, ze wie, jak dziala uczelnia wyzsza. Korzysc poznawcza z tej dyskusji jest taka, ze wlasnie do mnie dotarlo, ze osoby z magisterium nie mozna zatrudniac juz dalej na stanowisku wykladowcy lub starszego wykladowcy. Ci ludzie, o ile nie sa w wieku okoloemerytalnym, prawdopodobnie poszukaja sobie innej pracy. W praktyce to moze oznaczac, ze nie bedzie kim prowadzic podstawowej dydaktyki, czyli nadgodziny dla pracownikow nd.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 17:13:30:

    @Chario
    Ależ oczywista oczywistość: Ci ludzie, o ile nie sa w wieku okoloemerytalnym, prawdopodobnie poszukaja sobie innej pracy.
    Raz ze względu na kiepskie finansowanie zwłaszcza dydaktyki, drugie to szukanie łatwych pieniędzy, a często i lenistwo. Po prostu prowadzenie dydaktyki na odpowiednim poziomie wcale w Polsce nie jest łatwe i są to jedne z najciężej zarobionych pieniędzy. Zwłaszcza jeżeli się weźmie, że obecnie nadgodzina jest wyceniana jako min. 67 zł brutto. Tymczasem przygotowanie 1.5 h wykładu z przedmiotu kierunkowego/zawodowego to często nakład pracy nawet 2-4 tygodni.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 17:41:55:

    @kahlkopf
    Glownym problemem jest to, ze ludzi kiedys zatrudnionych do prowadzenia podstawowej dydaktyki, ktorzy nigdy nie pracowali naukowo i nie porobili doktoratow, a obecnie sa zatrudnieni jako wykladowcy, albo starsi wykladowcy, teraz trzeba bedzie degradowac. Dla nich to oznacza nizsze zarobki i zwiekszenie wymiaru pensum z 360h do 540h rocznie. Dla filologii obcych to bedzie duzy problem. Problemem bedzie rowniez utrzymanie kadry w studium jezykow obcych, o ile uczelnie nie znajda jakiegos pozaustawowego rozwiazania.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 17:43:40:

    @kahlkopf
    To się już obserwuje. U mnie na wydziale zaczęli zatrudniać obcokrajowców ze wschodu. Oni godzą się pracować za darmochę a poprawiają statystyki internacjonalizacji. Niebawem odczujemy na własnej skórze najazd przybyszów ze wschodu.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 17:49:16:

    Oni godzą się pracować za darmochę

    Tzn. na jakim stanowisku? Pytam, poniewaz kodeks pracy obowiazuje rowniez w przypadku zatrudniania cudzoziemcow, co oznacza, ze nie mozna zatrudniac cudzoziemca na gorszych warunkach niz polskiego obywatela o podobnych kwalifikacjach. Cudzoziemcy wygrywali przed polskimi sadami sprawy o dyskryminacje w zatrudnieniu.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 19:13:41:

    Tzn. na jakim stanowisku?

    Mam na myśli stawki zatrudnienia takie jak dla wszystkich pracowników. Skoro w Biedronce można dostać więcej na kasie, niż adiunkt, to można powiedzieć, że niektórzy pracują za darmochę.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 20:08:58:

    Nie wiem, czemu się tak obruszacie na to, co pisze @piotrcandida w kwestii nakładu pracy na dydaktykę. Prawdą jest, że solidne prowadzenie dydaktyki wymaga wiele czasu, tylko że jest też prawdą, że solidne prowadzenie dydaktyki jest rzadkością. Byle jakie prowadzenie dydaktyki nie wymaga wiele czasu. To, co słyszę od studentów, i to wydziałów z A, to że jest fajnie, jeśli prowadzący w ogóle przyjdzie na zajęcia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 20:37:00:

    @nobooks
    O nierzetelnie prowadzonej dydaktyce możemy tak samo rozmawiać jak o nierzetelnie prowadzonych badaniach naukowych. Tak jest to problem, u mnie na wydziale w zaniku i tępiony, tak samo jak skracanie czasu dydaktyki poprzez łączenie grup. Ale tu mamy już do czynienia po pierwsze z etyką pracy, a po drugie wyciąganiem konsekwencji prawnych od pracowników, którzy nie wywiązują się ze swoich obowiązków.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 20:38:06:

    Nobooks, to znaczy, ze chyba funkcjonujemy w paralelnych rzeczywistosciach. Ostatnie takie przypadki kojarze gdzies sprzed 30 lat. Sprzed kilku lat - pretensje w ankiecie anonimowej, ze jednej grupie wypadlo wiecej zajec niz drugiej, przy czym studenci byli informowani o mozliwosci odrobienia zajec z wyprzedzeniem i obie grupy zrealizowaly ten sam material. Z ostatniego roku - agresywne maile od studentow w czasie zwolnienia lekarskiego, oburzonych, ze mnie nie ma i jak w ogole smiem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 22:16:00:

    Prawda, że nieprzychodzenie na zajęcia to przykład dość jaskrawy, choć, o dziwo, ciągle nierzadki. Natomiast powielanie zajęć z roku na rok z eliminacją elementów wymagających pracy typu sprawdziany wiedzy (łatwiej dać wszystkim piątki) są ciągle na porządku dziennym. Inny przykład: na jednym ze znanych mi wydziałów nagminne jest, że magistrant w ogóle się nie widuje ze swoim (formalnie) promotorem, a w imieniu profesorów prace prowadzą magistrzy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 22:39:59:

    chario,
    Z czego wynika że (starszy) wykładowca będzie musiał mieć doktorat?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 23:06:42:

    @3.14
    Art. 116 ust. 1 okresla rodzaje stanowisk, na jakich moga byc zatrudniani nauczyciele akademiccy. Te same rodzaje stanowisk przewidziano dla pracownikow badawczo-dydaktycznych i dydaktycznych. Nie ma wsrod nich stanowiska wykladowcy, ani stanowiska starszego wykladowcy. Na stanowisku adiunkta może być zatrudniona osoba posiadająca co najmniej stopień doktora (ust. 2 pkt. 3), co oznacza, ze dla osob bez doktoratu pozostaja wylacznie stanowiska lektorow i instruktorow. Zgodnie z ust. 4 "statut uczelni może określać również inne stanowiska dla nauczycieli akademickich niż określone w ust. 1 oraz wymagania kwalifikacyjne niezbędne do ich zajmowania", ale nie ma takiego obowiazku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 23:10:09:

    @chario
    Czyli stanowiska wykładowcy i st. wykładowcy będą tylko wówczas, jeśli statut danej uczelni je określi?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 23:18:01:

    @nobooks
    Tak.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 23:23:46:

    Myślę, mogę się mylić, że Państwo rozmawiają o różnych obliczach tego samego. Piotrcandida i Nobooks twierdzą, że dydaktyka jest często traktowana po macoszemu: każdego roku akademickiego przekazuje się studentom treści zeszłoroczne, skraca się wykłady, seminaria i ćwiczenia, a nawet nie przychodzi się na nie. Kahlkopf i Charioteer1 z kolei utrzymują, że dydaktyka bardzo angażuje: co roku opracowuje się na nowo treść wykładów, seminarium i ćwiczeń, regularnie sprawdza się prace studenckie, równie często poświęca się czas studentom na konsultacjach. Sądzę, że i jedni, i drudzy mają rację. Pytanie jednak brzmi: co potraktować za normę, która ma stanowić podstawę pieniężnej wyceny pracy dydaktyków? Pierwszy rodzaj postępowania czy drugi rodzaj postępowania?

    Ja uważam, że normą jest ten drugi rodzaj zachowania, To on powinien stanowić punkt odniesienia przy ustalaniu wynagrodzeń za dydaktykę, nawet jeśli to będzie oznaczało, że przez jakiś czas część dydaktyków (może większość, może mniejszość, nie wiem tego), idąca po linii najmniejszego oporu, będzie z tego korzystać, dostając wyższą pensję za niewielką pracę. Tylko w ten sposób nie skrzywdzi się tych, którzy rzetelnie uczą studentów. Sądzę, że to ich dobro powinno być priorytetem przy ustalaniu rzeczonego punktu odniesienia wynagradzania za dydaktykę.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/13 23:37:56:

    Sytuacje, w ktorych mozna olac dydaktyke, sa naprawde specyficzne. Na pewno nie pozwoli sobie na to cwiczeniowiec, ktory musi przygotowac grupe do egzaminu. Takie sytuacje moga zachodzic na malym kierunku. Tam, gdzie jest kilkanascie grup cwiczeniowych na tym samym poziomie, to zostanie natychmiast wylapane.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 00:02:09:

    Charioteer1:

    > Tam, gdzie jest kilkanascie grup cwiczeniowych na tym samym poziomie, to
    > zostanie natychmiast wylapane.

    Chyba, że jest jak na mojej uczelni, he, he... Robi to jak jeden mąż cały zespół katedry z kierownikiem na czele. Przedmiot jest ich, oni układają egzamin testowy, większość pytań jest znana studentom i powtarza się, więc i zdawalność nie odbiega specjalnie od uczelnianej przeciętnej.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 08:36:14:

    U mnie władze specjalnie powiększyły grupy ćwiczeniowe ze względów oszczędnościowych. W rezultacie liczą one ok. 40 osób.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 08:59:06:

    @Kahlkopf
    Tu już tak nie będzie kolorowo ...
    Owszem. Ale są decyzyjni, którzy wierzą, że będzie tak, jak było, ponieważ wszystkich będą dotyczyły te same zasady. A że podejście indywidualne do nauki/dydaktyki będzie ewoluowało powoli, bo nie da się go zmienić samym kijem, co już tu było nie raz dyskutowane, to i nie ma co liczyć na wielkie rewolucje czy upadki. Zauważ, że po zmarginalizowaniu lokomotyw, poziom "w dolnych rejonach tabeli" bardzo się wyrówna. @Halucinski mówi o normach: są dwie - w każdym aspekcie. Do tej dolnej środowisko bardzo nawykło.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 09:47:33:

    Jeśli stanowisko wykładowcy określi statut uczelni, to ciekawe, jak będzie wyglądał Algorytm. Każdemu wg wielkości żołądka, czyli po równo? Bo jeśli wg stanowiska, to statut można sobie wsadzić w autonomię. Jeśli wg stopnia i tytułu. to dlaczego ministerialne tabele przewidują 0 zł. dodatku za habilitację?

    Tak sobie myślę, że Algorytm nie ujrzał jeszcze światła dziennego nawet w formie przecieku. bo ministerstwo nie ma pojęcia, jak istniejące środki finansowe wpasować w nowe ramy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 09:53:38:

    naukowiec2.0
    po zmarginalizowaniu lokomotyw, poziom "w dolnych rejonach tabeli" bardzo się wyrówna.

    Może tak, ale nie dlatego, że "ogon" nagle zacznie publikować w Sajęs, tyko że zostanie przesunięty do dydaktyki, a tam, gdzie studentów nie starczy - na zieloną trawkę.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 09:59:46:

    @Trzy.14
    Dokładnie. To może być ta dolna "norma".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 10:00:06:

    @trzy.14
    Jedyną chyba opcją jakoś spójną z tabelką płac minimalnych jest: 1.0 mgr, 1.5 dr (z hab.. lub bez), 2.0 prof. (tytularny). Ale logika nie jest najsilniejszą stroną decydentów, zatem: zobaczymy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 10:02:08:

    I muszę się zgodzić z js.c. Reforma Gowina zdaje się być śmiertelnym zagrożeniem dla wszelkich "prowincjonalnych" ośrodków *naukowych* (= z niemasową dydaktyką).

    No bo proszę spojrzeć, jaki to prosty argument:
    a) nie masz dostatecznie wielu studentów (np. 13), by dotacja centralna pokryła twoje wynagrodzenie?
    b) nie masz stałego finansowania grantowego?
    c) i masz więcej niż 35 lat?
    - więc jesteś miernotą - wypad!

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 10:12:25:

    @3.14
    Jeśli stanowisko wykładowcy określi statut uczelni, to ciekawe, jak będzie wyglądał Algorytm. Każdemu wg wielkości żołądka, czyli po równo? Bo jeśli wg stanowiska, to statut można sobie wsadzić w autonomię.

    To jest bardzo dobre pytanie, ktore nalezy zadac, zanim sie ucieszymy, ze przeciez uczelnia moze sobie okreslic stanowiska w statucie. I w tym momencie tu juz nie chodzi tylko o wykladowcow bez doktoratu. Przepisy ustawy okreslaja jedynie, na jakich stanowiskach musza byc zatrudnieni tytularni. Skoro starszego wykladowce bez doktoratu mozna zdegradowac do instruktora, to wszystkich nadzwyczajnych mozna cofnac na adiunkta. To zalatwi tez przy okazji sklad senatu na nastepna kadencje, jako ze liczba miejsc w senacie dla adiunktow jest ograniczona.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 10:36:03:

    Tylko jak zareaguje starszy wykładowca po degradacji do instruktora, za czym idą dodatkowe godziny pensum (znacznie przewyższające już tygodniową liczbę godzin pracy nauczyciela szkolnego, choć z dłuższymi "wakacjami"), jak zareaguje profesor uczelniany zdegradowany do adiunkta, za czym nawet jeśli nie pójdzie obniżenie pensji, to z pewnością pójdzie jej zamrożenie na lata (bo po cóż innego byłaby ta degradacja)?

    U nas kilku adiunktów (wierzchołek góry lodowej, który jestem w stanie dostrzec) w wieku około 40-ki (!!!) rozważało już zmianę pracy z własnej woli, a odejście każdego z nich to niemal śmiertelny cios w naszą zdolność do prowadzenia niektórych specjalizacji czy wręcz kierunków dydaktycznych (oczywiście tych "interdyscyplinarnych", bo tylko na granicach własnych możliwości nie jesteśmy w stanie się nawzajem zastępować).

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 11:01:34:

    @Trzy.14
    I tu jest cały klucz: ministerstwo nie doceniło ludzi, którzy coś potrafią. Ok 40-stki można się jeszcze w miarę szybko przekwalifikować i odejść do przemysłu, a może oni już są w przemyśle, a na uczelni dorabiają. Nędza owszem, grozi "czystym" naukowcom, ale potencjalny brak miejsc do studiowania innowacyjnych kierunków spowodowany wyjałowieniem kadry to kolejny cios w polskie elity - a raczej w proces ich tworzenia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 11:11:58:

    naukowiec2.0,
    Bo np chario może mieć na myśli starszych wykładowców wśród filologów. Nie wiem, jaka jest podaż doktorów chętnych do pracy na anglistyce czy germanistyce, ale zastanawiam się, ilu w ogóle w Polsce jest sinologów czy nawet bliższych nam rumunistów czy specjalistów od j. bułgarskiego (a przecież to są członkowie UE!) i ilu spośród nich w ogóle chciało się robić jakiś doktorat? Bo przecież pracy wokół mają w bród i uczelnia, zwolniwszy ich, tak naprawdę sobie strzeli w kolano, a im może zrobić przysługę.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 11:28:53:

    @3.14
    Filologie obce to przede wszystkim native speakerzy, ktorzy sa zatrudnieni po to, zeby uczyc jezyka. Ci ludzie beda wiac, gdzie pieprz rosnie, jezeli dostana pensum 540h + 270h bezplatnych nadgodzin + obnizka pensji. W nastepnej kolejnosci do likwidacji studium jezykow obcych, bo tam tylko hobbysci maja doktoraty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 11:34:27:

    W każdym razie pamiętam jak jeden z poprzednich moich niegdysiejszych rektorów narzekał, że filolodzy to strasznie się obijają naukowo, starsi zaś moi znajomi twierdzili, że zasada "8 lat" Kudryckiej nie utrzyma się przez ustawowe 2+8 lat, bo byłby to koniec większości filologii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 11:45:02:

    @3.14
    Mysle, ze to przesada. Filologie obce to taka sama humanistyka, jak filologia polska i, niestety, podobne zwyczaje publikacyjne. Natomiast specyfika filologii obcych polega na tym, ze tam sa potrzebni ludzie, ktorzy beda uczyc jezyka, a do tego nie trzeba byc naukowcem. Poza nauczaniem jezyka prowadzi sie tam normalna dzialalnosc naukowa i normalne przedmioty kursowe, jak na innych wydzialach, ale tego czesto rektorzy nie rozumieja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 12:09:01:

    Ale czyż nie jest tak, że dotąd z powodów czysto socjalnych często zatrudniało się osoby pełniące de facto funkcje wyłącznie dydaktyczne na stanowiskach dydaktyczno-naukowych? Jeżeli to ma się skończyć, to jak rozwiązać kwestię wynagrodzeń na różnych stanowiskach i "specjalizacjach" (czysto naukowa, n-d z różnym podziałem między n i d, czysto dydaktyczna) oraz dostosowania tychże do obciążenia pracą?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 12:14:21:

    Ale czyż nie jest tak, że dotąd z powodów czysto socjalnych często zatrudniało się osoby pełniące de facto funkcje wyłącznie dydaktyczne na stanowiskach dydaktyczno-naukowych?

    Pod rzadami nowej ustawy nie ma przeszkod, by osoby zatrudnione na stanowisku profesora bezprzymiotnikowego poprzesuwac na stanowiska czysto dydaktyczne.

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 12:48:16:

    @ Wszyscy

    Czy macie pod ręką dane z POLON albo z innych źródeł, które odpowiadają na następujące pytanie:

    a) Jaki odsetek wszyskich zgłoszeń ewaluacyjnych stanowiły publikacje mające więcej niż 10 autorów?
    b) Jakieś dane na temat dziedzin, których to dotyczyło (dane, bo intuicje z palucha to mam swoje, stawiam, że to mała grupa fizyków cząstek, plus kilka osób z bio-med).

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 13:40:27:

    @redezi
    Taka analiza była robiona w komentarzach kilka miesięcy temu

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 16:09:10:

    @3.14 "starsi zaś moi znajomi twierdzili, że zasada "8 lat" Kudryckiej nie utrzyma się przez ustawowe 2+8 lat"

    No i nie utrzymała się.

    Co do spłaszczenia tabeli parametryzacyjnej na dole: przecież to było już tłuczone n razy. W ekonomii i zarządzaniu jest prosta sprawa: większość slotów wypełnią "monografie" i "rozdziały" w nich, będące tradycyjnie referatami z cyklicznych konferencji towarzyskich. Pozostałe - publikacje w czasopismach objętych programem wsparcia przez ministerstwo (najważniejsze tytuły nie będące na Scopus/WoS dostaną wsparcie z urzędu - 20 pkt) oraz publikacjami za lata 2017-2018 z listy B (zakładam, że tu próg odcięcia będzie na poziomie 13-14 pkt).

    W ten sposób spokojnie zapełni się z 80% 3N. Resztę będzie się upychało dodatkową publikacją lokomotyw.

  • andantee napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 17:11:44:

    Ale monografie i rozdziały chyba nie mogą wypełnić większości slotów - jest granica 20 procent zapisana w rozporządzeniu

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 17:22:56:

    redezi,
    jeszcze astronomia. wydaje mi się też, że w "med" byłoby więcej niż kilka takich osób.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 19:19:43:

    @andantee: tylko i aż 20%. Jeśli się potwierdzą plotki, to większość uczelnianych wydawnictw będzie na liście i gwarantuje min 20 pkt. za rozdział. W tym 20% slocie można więc upchnąć najbardziej "problematycznych" autorów. U nas to są tacy, na których szef wymuszał pisanie 1 tekstu do badań statutowych, który potem też szedł do uczelnianych zeszytów naukowych. W ten sposób przynajmniej "coś" publikowali, a więcej im się nie chciało.

    Do tego należy doliczyć całe multum obecnych czasopism z listy B, które znajdą się na nowej liście bo zostaną objęte programem wsparcia czasopism z ministerstwa. I wszystkie publikacje z całej listy B za lata 2017-2018. W rezultacie jeśli ktoś sprytnie zarządzał dorobkiem jednostki, to już ma zapewniony próg odcięcia na poziomie 14-15 punktów. Wystarczyło wyznaczyć 1 numer czasopisma (np. jesień 2018) na konferencje wydziałową, w której obowiązkowo publikuje każdy z pracowników wydziału. A decyzja, że punktacja zostaje na 2018 rok była wiadoma w zasadzie na początku tego roku. Radzę się przyglądnąć ostatnim numerom czasopism krajowych z 2018, będą niezłe kwiatki:)

    Rozpisuję się tylko po to, by pokazać że "bat na leni" zaplanowany w rozporządzeniu zadziała dokładnie na odwrót. Pozorujący naukę stosunkowo łatwo i bezboleśnie rozliczą się z publikacji na 2017-2020. Pretensje będą za to do lokomotyw, bo tym razem niewiele pomogą. Docelowo może to prowadzić do ciekawej redystrybucji środków na utrzymanie potencjału, bo teraz BSt znikną i zostanie to w gestii rektora.

    Z perspektywy rektora teraz opłacać się będzie inwestować przede wszystkim w przeciętniaków, by wysyłać ich na konferencje "gwarantujace" publikację na WoS/Scopus (oczywiście w czasopismach krajowych lub w zaprzyjaźnionych krajach demokracji ludowej, gdzie indziej to raczej nie przejdzie). W lokomotywy nie ma sensu, bo a) i tak sobie poradzą, bo mają granty b) zawsze te 4 świetne publikacje wniosą, a więcej nie ma sensu.

    W skrajnie patologicznych układach może też dojść do nacisków na lokomotywy, by dopisywały "leni" do swoich tekstów, bo inaczej się "zmarnują". W takiej sytuacji może za parę lat dojść do szokującej poprawy produktywności w niektórych obszarach leżących odłogiem, które ministerstwo zakwalifikuje jako wielki sukces.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 20:27:48:

    Limitu 20% na rozdziały już nie ma; w obecnym zapisie limit ten dotyczy tylko autorstwa i redakcji monografii. Wydaje mi się, że zamiast tego wprowadzono limit 2/osobę publikacji "książkowych".

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/14 23:13:03:

    Bardzo dużo osób pisze tutaj o możliwości dopisywania do publikacji przez "lokomotywy" osób, które nic nie robią i nie mają z daną publikacją nic wspólnego.

    W związku z tym pytanie. W Waszych jednostkach takie coś naprawdę jest możliwe i którykolwiek pracownik się na takie coś zgodzi? Osobiście nie wyobrażam sobie czegoś takiego w mojej jednostce, ani po znajomości, ani tym bardziej na polecenie jakiejkolwiek władzy zwierzchniej (w tym rektora).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 09:05:49:

    @2.72
    tez sobie czegos takiego nie wyobrazam.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 09:24:18:

    @2.718 @ kragon: no to słabą macie wyobraźnię. Oczywiście jest cała grupa naukowców, którzy ciężko pracowali na swoje sukcesy i w głowie im się nie mieści dopisywanie i to z różnych powodów: a) moralnych b) ekonomicznych (sztuczne wyniesienie miernoty na wyższy poziom - ten sam który się osiągnęło ciężką pracą) c) psychologicznych (czemu inni mają mieć za darmo to co się osiągnęło kosztem wielu wyrzeczeń).

    Natomiast jest wiele ludzi, którzy za władzę i pieniądze są w stanie zrobić wiele. A przecież dopisanie kogoś do artykułu łatwiej przychodzi niż kradzież, fałszowanie wyników czy plagiatowanie. Opory będą więc mniejsze, a naciski z góry i ze środowiska - większe.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 09:37:10:

    @flamengista
    nie wszystkie srodowiska sa az tak zepsute jak ekonomisci-akademicy

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 09:45:12:

    @kragon: akurat w ekonomii mało jest klasycznych lokomotyw. Wystarczy popatrzyć na ranking ideas/reperc. W ekonomii zasadniczo teksty mają max. 3 autorów i większość publikujących na zachodzie w dobrych czasopismach ma teksty w takiej konfiguracji. Dopisanie czwartej osoby marginalizuje znaczenie dotychczasowej 3ki i samego tekstu w środowisku. Dopisanie trzeciej osoby do tekstu dwuautorskiego jest jeszcze bardziej bolesne - zazwyczaj w przypadku 2 autorów daje się zrobić idealny podział 50/50. Większość współautorów (często z zachodnich uczelni) nie wyrazi na coś takiego zgody.

    Nie, ja piłem głównie do "diamentowych" dyscyplin, gdzie etyka - jak w sprawie obrony mgr. G. - jest postrzegana w dość specyficzny sposób, zaś wiele tekstów publikowanych jest w składzie wyłącznie polskim, do tego w polskich czasopismach (jak na ironię - z wysokim IF).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:05:17:

    Fla, naprawde srodowiska zmagajace sie z konkurencja swiatowa jak biologia, chemia, fizyka czy matematyka sa jeszcze na tyle zdrowe ze tam dopusywanie jest trudne do wyobrazenia

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:10:42:

    fla (o ekonomii): "Dopisanie czwartej osoby marginalizuje znaczenie dotychczasowej 3ki i samego tekstu w środowisku."

    Hm, zupełnie tego nie widzę w ramach mojego obszaru badawczego. W żurnalach, które uważam za referencyjne, czwórka autorów nie jest niczym niezwykłym. Zdarza się (co prawda sporadycznie) i więcej. Nie wykluczam, że to dlatego, że w mój obszar to badania empiryczne (a nie prace formalne), co sprzyja komparatystyce, a poza tym jest tu spory potencjał do prowadzenia badań interdyscyplinarnych.

    fla (o ekonomii): "Dopisanie trzeciej osoby do tekstu dwuautorskiego jest jeszcze bardziej bolesne - zazwyczaj w przypadku 2 autorów daje się zrobić idealny podział 50/50".

    Mnie nigdy nie udało się zrobić idealnego podziału, ale przyznaje, ze nigdy też nie wydawało mi się to istotne - jeśli tylko bez tej drugiej osoby artykuł by nie powstał. Zauważ, że z takiego punktu widzenia "dopisanie" kolejnej osoby przez lidera staje się wręcz mniej bolesne (np. postrzegany podział np. 75/25 vs 50/25/25 vs 40/25/20/15), a wkład pracy znajduje odzwierciedlenie w kolejności autorów.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:26:48:

    @kragon
    Gratuluję głębokiej znajomości aż czterech środowisk :) Przy okazji mógłbyś dowyjaśnić, jaki jest wpływ "konkurencji światowej" na "brak zepsucia"? Czy zachodzi zjawisko deus ex machina, czy też jest to nieco bardziej skomplikowane?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:26:55:

    Przy takiej władzy rektora i tak ustawionych przepisach może się wiele rzeczy wydarzyć, których dziś nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym umysłem. W przypadku widoku na konkretne pieniądze związane z kategoryzacją będą działy się cuda. Przy czym g... patenty z pewnej uczelni, czy wysyp rozdziałów w monografiach z innej, masowe przenoszenie (na pewien okres) pracowników na etaty dydaktyczne by nie liczyli się do N będą mogły uchodzić jeszcze za etyczne. Podejrzewam, że wiele zachowań będzie zależało od toksyczności danego środowiska, a plagiatowanie, kradzieże wyników, złośliwości, itp. mogą w niektórych środowiskach się nasilić. Oczywiście już nie w imię hab., a w imię wymogu 4 pkt. publikacji na 4 lata. Tylko, że Kolega Nowojorczyk będzie miał trudniej w tropieniu nieuczciwości naukowych. Problemy się będą nasilały tam, gdzie niż demograficzny i sytuacja ekonomiczna będą powodowały, że władze nowych wydziałów lub innych jednostek będą mieć nóż na gardle z przetrwaniem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:37:20:

    e, kragon
    Z pewnością będzie nacisk na włączanie nowych członków zespołów do takich lokomotyw, co samo w sobie jest OK. Tyle że prawdopodobnie obniży się próg oddzielający autorstwo od podziękowań.

    Mogę sobie wyobrazić grupy, w których autorem zostaje się za sam udział w dyskusji na seminariach. Nie jest to sobie trudno wyobrazić, bo przecież doktoranci od samego początku socjalizowani są do dopisywania promotrów choćby nie wiem co.

    p. Haluciński zaraz tu jeszcze napisze, że w medycynie nie publikuje się bez zgody ordynatora, a tę najłatwiej uzyskać, umieszczając go na liście autorów.

    Jest też wyjątkowo ciemną liczbą liczba doktoratów "zrobionych" tak naprawdę przez promotorów z myślą o profesurze. A przecież rozporządzenie mówi klarownie o doktoracie jako pracy *samodzielnej*.

    Mimo wszystko tego "dopisywania" nie będzie jednak (chyba) dużo i nie powinno to istotnie zaburzyć wyników. Jeżeli ktoś, kto dziś rocznie publikuje 2-3 papiery wyłącznie we współpracy zagranicznej poszuka sobie współpracownika wśród doktorantów lub młodych adiunktów, to tylko przyklasnąć. Jezeli w kolaboracji, która produkuje jeden papier średnio raz w tygodniu ktoś u nas "doda" 1-2 osoby, to uratuje tylko 4-8 slotów i to też nie powinno mieć większego znaczenia.

    Z drugiej strony w środowiskach takich jak u Janiaka czy tych braci z AGH nikt tnie będzie miał żadnych oporów. Napompowanie 1-2 osób nic by nie zmieniło, ale napompowanie całego ogona - czemu nie, zwłaszcza jeśli uzbierać 3N będzie znacznie trudniej.

    Natomiast mnie znacznie bardziej interesuje możliwość wpływania na kategoryzację poprzez manipulowanie dyscyplinami. Praktycznie każdy fizyk-teoretyk może sobie dopisać matematykę (niezależnie od tego, co sobie o tym mogliby pomysleć matematycy), a sporo matematyków - fizykę. Mnie chodzi o możliwość tworzenia artykułów "interdyscyplinarnych" w zespołach dotychczas monodyscyplinarnych na bazie dokładnie takich samych prac, jak dotychczas. Rozporządzeniodawca pisząc o pracy, której autorami jest fizyk i chemik, miał na myśli uniwersytet wydziałowy, w którym chemicy są dość ściśle odseparowani od fizyków. Ja zaś widzę już uniwersytet kipiący i amorficzny, w którym albo ktoś sam wpadnie na pomysł żonglowania dyscyplinami, albo zostanie do niego przekonany przez władze.

    Byli już tacy, co skutecznie żonglowali patentami (choć z boku wydaje się to niemożliwe). I tacy, co + przy A dostali za publikacje we własnym, uczelnianym (wydziałowym !?) wydawnictwie. Jesteśmy socjalizowani do wolnej amerykanki, więc ministerstwo dostanie to, czego chciało: punkty.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 11:53:20:

    @horn
    to samosprzezenie: istnienie w dobrym srodowisku miedzynarodowym wymaga zachowań do niego adekwatnego a równocześnie uczy takich zachowan. Mowie o prawdziwej nauce a nie udawania janiakowo-taudeusiewiczowego czy glowaczowego, o jakiej ze slusznym obrzydzeniem wspomina 3.14.

    BTW, czy wyobrazasz sobie pi takie karkolomne naduzycia w fizyce? Zwlaszcza teoretycznej?

    Tak moze byc nacisk ba wlaczanie do zespolow mlodych ludzi. Ale to akurat bylby dobry ruch, gdyby konczylo sie wieksza aktywnoscia. To jednak zupelnie cos innego od dopisywania kogos kto nie zrobil nic

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 12:02:22:

    Dopisywanie "koleżeńskie" widywałem sporadycznie, ale uciął je początek lokalnych "rozliczeń" dorobku, gdzie wszelkie współautorstwo lokalne skutkowało dzieleniem punktów - w tym momencie dopisywanie stało się realnym kosztem dla faktycznego autora. Ew. zdarzyć się mogło dopisywanie szefa zespołu lub kierownika grantu.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 12:06:12:

    @trzy
    Tak, sztuczne mnożenie dyscyplin ma duży potencjał; zapis o wielokrotnym liczeniu tego samego artykułu do wszystkich dyscyplin może być kostką w trakcie prowadzącym do Uniwersytetu Szatańskiego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 12:09:31:

    @Nobooks
    Jest zapis, że dany artykuł jednostka może zaliczyć tylko raz.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 12:19:57:

    @kragon
    Okej, zapewne inaczej niż Ty zrozumiałem użyte przez Ciebie pojęcie "konkurencja". Sadziłem, że chodzi Ci o "presję", a Tobie chyba bardziej chodziło o uczestniczenie w międzynarodowym systemie, z wykształconymi tam instytucjami formalnymi i nieformalnymi, a nie krajowym silosie. Jeśli tak, to zgoda.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 13:15:29:

    kragon,
    Moje środowisko jest *całkowicie* wolne od dopisywania przełożonych - tego jestem pewien. Jeśli ktoś ma inne informacje, proszę nie wybudzać mnie ze snu. Natomiast można zaobserwować produkcję słabych doktoratów, co pozwala się domyślać występowania jakiejś formy dopisywania w drugą stronę. Niewykluczone jednak, że mam spaczoną hierarchię wartości, bo swój doktorat zrobiłem praktycznie sam i ten poziom jest dla mnie punktem odniesienia dla oceny jakości doktoratu.

    Dopisywanie będzie występować tylko wtedy, gdy będzie przynosić korzyści. Dotąd nie miało to sensu, więc jeśli występowało, to marginalnie.
    Jednak teraz bez problemu widzę miękkie polecenie dopisania "N0" do choć jednej pracy szefa zakładu albo opłacenie temu "N0" jakiegoś artykułu w Open Access znanym z tego, że publikuje wszystko. Mogłyby być to materiały pokonferencyjne np. z konferencji ku czci jakiegoś zasłużonego lokalnego profesora.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 13:29:18:

    kahlkopf,
    Tak, tylko raz, ale najwyraźniej w co najmniej 2 dyscyplinach.
    Spójrz na ten przewodnik MNiSW, strona 50:

    Przykład: Artykuł w czasopiśmie za 140 pkt autorstwa dwóch fizyków i jednego chemika z podmiotu X

    Punktacja dla podmiotu X w dyscyplinie w zakresie nauk fizycznych - 140
    Punktacja dla podmiotu X w dyscyplinie w zakresie nauk chemicznych - 140


    Faktycznie, nie ma informacji, czy jednostka może zaliczyć tę samą pracę jednocześnie w naukach fizycznych i chemicznych, wypełniając jedną pracą 2 sloty w dyscyplinach.

    A gdyby chemik był z innej jednostki, to przecież obie jednostki wypełniłyby po jednym slocie.

    Teraz wróćmy do przykładu z jedna jednostką. Niech artykuł będzie za 80 pkt.
    Gdyby autorami było 2 fizyków lub chemików, jednostka dostałaby komplet 80 pkt. Jednak jeśli jeden jest chemikiem, a drugi fizykiem, trzeba te 80 pkt podzielić przez pierwiastek z dwóch. Jaki to miałoby sens, jakie konsekwencje, gdyby taką spierwiatkowaną pracę zaliczano by tylko do jednej dyscypliny?

    Przecież MNiSW wielokrotnie podkreśla, że zasady punktacji PREMIUJĄ interdyscyplinarność!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 14:18:07:

    Przewodnik o ewaluacji (konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/08/ewaluacja-dzialaln-naukowej-przewodnik.pdf):
    Przykład
    Załóżmy, że w okresie 4 lat objętych ewaluacją (2017-2020) pracownik w instytucie badawczym pracował w wymiarze czasu pracy równym jednemu etatowi
    wg danych na dzień 31 grudnia poszczególnych lat objętych ewaluacją (czyli w okresie 4 lat, wg danych na dzień 31 grudnia każdego roku objętego ewaluacją, był zatrudniony w pełnym wymiarze czasu pracy). Zgodnie ze złożoną deklaracją, 80 procent swojego czasu pracy badacz ten poświęcał na działalność naukową związaną z dyscypliną nauki chemiczne. W związku z tym, w dyscyplinie nauki chemiczne, pracownik będzie miał do dyspozycji 3,2 slotu publikacyjnego na zgłoszenie swoich publikacji, gdyż 4 * 0,8 (średnia wartość iloczynu wymiaru czasu pracy i udziału czasu pracy w dyscyplinie nauki chemiczne) = 3,2.

    I jeszcze inny beispiel:
    Przykład
    Pracownik był zatrudniony w podmiocie na pełen etat przez cały okres objęty
    ewaluacją (według danych na 31grudnia kolejnych lat objętych ewaluacją, czyli 2017, 2018, 2019 i 2020) i prowadził działalność naukową w jednej dyscyplinie naukowej, oraz upoważnił podmiot do wykazania w ewaluacji swoich osiągnięć naukowych. Był też współautorem artykułu naukowego z inną osobą prowadzącą działalność w innej dyscyplinie naukowej, za opublikowanie którego przyznaje się 40 pkt. Zgodnie z rozporządzeniem, średnia wartość iloczynu wymiaru czasu pracy i udziału czasu pracy związanej z prowadzeniem przez daną osobę działalności naukowej w danej dyscyplinie wynosi: (1 (wymiar czasu pracy w 2017 r.) * 1 (100% działalności w dyscyplinie w 2017 r.) + 1*1(dla 2018 r.) +1*1(dla 2019 r.) +1*1(dla 2020 r.)) / 4 = 1. Wobec tego liczba publikacji naukowych takiego pracownika, które mogą być uwzględniane w ewaluacji, wynosi 4 gdyż: 4 * 1 (średnia wartość iloczynu wymiaru czasu pracy i udziału czasu pracy związanej z prowadzeniem przez daną osobę
    działalności naukowej w danej dyscyplinie)= 4. Za wzmiankowany powyżej artykuł naukowy podmiotowi zostanie przyznane 28,4 pkt (szczegóły dotyczące sposobu obliczania punktów dla publikacji wieloautorskich znajdują się w dalszej części tego rozdziału). Bez uwzględnienia ważenia liczba możliwych do zgłoszenia pozostałych publikacji naukowych danej osoby zmniejszyłaby się o pełen slot publikacyjny, czyli można by jeszcze uwzględnić dla niego maksymalnie 3 publikacje naukowe. Natomiast jeśli uwzględnimy ważenie, wtedy liczba pozostałych publikacji naukowych takiego pracownika zmniejszy się o nie o 1 slot publikacyjny, lecz
    o wartość 0,71 (wynik dzielenia liczby punktów przyznanych podmiotowi za ten artykuł naukowy czyli 28,4 i liczby 40 czyli maksymalnej liczby punktów przyznawanych za taki artykuł naukowy. Oznacza to, że do ewaluacji w takim przypadku można będzie uwzględnić w przypadku tego pracownika jeszcze 3,29
    jego innych publikacji.

    Z resztą proszę sobie poczytać na str. 31 i 32 o dalszych ograniczeniach.
    @Pi
    To w przypadku prac >= 140 pkt. I to rzeczywiście może spowodować, że ci rozdający będą praktycznie do niedoścignięcia przez pozostałych. Natomiast dla tych prac < 140 pkt. jest to co ja wcześniej napisałem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 14:28:49:

    Czy to nie są pańskie jaja, że ewaluację przeprowadzać będzie KEN, w którego składzie będzie po 3 reprezentantów DZIEDZIN? Jak oni ocenią kryterium III? Albo chociaż adekwatność przypisania artykułu do dyscypliny? I w tym kontekście - dlaczego teologia nagle awansowała do rangi dziedziny? Żeby do końca zakisili się we własnym sosie? Ups, sosie+ oczywiście.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 14:30:59:

    A ja tak sobie mysle, ze skoro ministerstwo chce by poprawic jakosc publikacji to do ewaluacji powinni brac 4 najgorsze (anie najlepsze) prace.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 17:20:30:

    The Dutch are concerned that English is taking over universities. All psychology studies, for example, are carried out in English (except for Tilburg and Utrecht)
    In 2016, De Volkskrant published statistics on how dominant the English language is in the Netherlands. It found that 60% of the 1,632 different degree courses in all of the countrys universities (13 in total) were in English
    Only 30% of masters degrees are taught in Dutch
    90% of Dutch people speak English as a foreign language, and agree that it is imperative to speak or at least understand English
    Article 7.2 of the Dutch Higher Education and Research Act states that teaching and exams must be in Dutch unless a guest lecturer from another country is involved, or "if the specific nature, structure or quality of the teaching or the origin of the students makes this necessary"


    newsmavens.com/news/smoke-signals/1100/english-invasion-in-dutch-universities

    (niestety, oryginał po flamandzku)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 17:29:15:

    Ciekawy jest ten przykład publikacji dwu-autorskiej "fizyk-chemik" z jednej uczelni.

    Czy oznacza to, że:

    1) Każda dyscyplina jest de facto traktowana jak swojego rodzaju odrębna jednostka?
    (uczelnia dostaje za tę jedną pracę ponad 100%, bo 70% w ramach fizyki i 70% w ramach chemii?)

    2) Deklarowanie dyscypliny, w której uczelnia nie skompletuje "12" jest tak bezsensowne, że rząd nawet nie przewiduje takiej opcji?
    (Gdyby na tej uczelni nie było dyscypliny "fizyka", a była chemia, to ten pojedynczy fizyk sprawiałby, że uczelnia traci na tej publikacji: ze 100% do 70%. Zatem jedyną sensowną opcją jest zadeklarowanie przez tego fizyka dyscypliny "chemia")

    Ciekawe, co byłoby, gdyby zdegradowano tego fizyka na etat dydaktyczny, co np. na politechnikach może być nierzadkie. W takiej sytuacji jego udział w publikacjach jest dla uczelni... zawsze niekorzystny. Czy to rzeczywiście tak działa? To byłby chyba mało sensowny efekt uboczny tego szatkowania na dyscypliny. Być może dydaktycy powinni pełnić mieć tu status podobny choćby do doktorantów.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 17:56:59:

    Przewodnik jest jednoznaczny w kwestii tego, że artykuł pierwiastkowany może przynieść swoje punkty razy 2 w przypadku 2 dyscyplin, a zatem logicznie artykuł 140+ może przynieść punkty razy 2 w przypadku 2 dyscyplin (czy razy N w przypadku N dyscyplin).
    I tak, z rozporządzenia wynika, że pracownik na stanowisku dydaktycznym, który opublikował coś fajnego może być faktycznie traktowany jak doktorant po wypełnieniu tego trzeciego oświadczenia.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 18:04:56:

    "że artykuł pierwiastkowany może przynieść swoje punkty razy 2"
    - tam był symbol pierwiastka w Unicode, ale się nie zapisał: razy pierwiastek z 2

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 18:46:27:

    @trzy.14
    Uważam to zjawisko za bardzo pozytywne dla nauki. Niektórzy - niestety, tzw. "polscy humaniści" - mówią o redukcji znaczenia polszczyzny. Oczywiście, mają rację. Ale ja zajmuję się czasem średniowiecznymi tekstami łacińskimi: w nich widać prawdziwy internacjonalizm tej dawnej nauki (filozofii, teologii, początków nauk przyrodniczych...). Do czasów przebudzenia języków narodowych jako języków literackich wymiana naukowa w Europie, po łacinie, była dość prosta.
    Sądzę, że tę rolę może dzisiaj pełnić angielski. Mimo pewnych strat kulturowych zyski dla nauki byłyby większe z przejścia na ten język.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:06:23:

    kubahum,
    Mnie chodzi o dydaktykę. My prowadzimy pewne zajęcia po angielsku od lat. Słyszałem wykładowców na seminariach. Powinien im towarzyszyć jaki Google Translator, który na żywo wyświetlałby przynajmniej transkrypcję tego, co usiłują powiedzieć.

    Moim zdaniem dydaktyka w j. obcym prowadzona w języku Poglisz to bardziej walka z tym Pongliszem wykładowcy niż z merytoryczną stroną kursu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:27:45:

    Rozporzadzenie:

    paragraf 7, punkt 6. Każde osiągnięcie naukowe jest uwzględniane w danej dyscyplinie naukowej, w której podmiot prowadzi działalność naukową, tylko raz.

    To chyba kończy dowód.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:33:46:

    @kubahum

    Jest kolosalna różnica pomiędzy łaciną jako międzynarodowym językiem nauki a angielskim. Łacina była dla każdego językiem wyuczonym (nawet jeśli w stopniu dla nas niewyobrażalnym), angielski, francuski, niemiecki zawsze będzie dawał fory rodzimym użytkownikom. Jako tzw. "polski humanista" uważam, że rolą humanistyki jest też zachowanie języka. Szwedzi publikują głównie po angielsku, ale dbają też o szwedzki - raz na kilka lat uaktualniają, np.pisaną po szwedzku historię literatury (od starożytnej po dzisiejszą).

    Nie widzę powodu dla którego nie można zachować równowagi - publikować artykuły po angielsku, ale dbać też o przekłady tekstów literackich (myślę głównie o starożytności i średniowieczu) na polski.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:39:13:

    a jakajest wartosc jezykow narodowych? podtrzymywanie nacjonalizmow, i co jeszcze?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:44:41:

    ktagon,
    Komunikacja, czyli wymiana myśli. Tak po prostu. Chyba nie rozmawiasz z dziećmi po angielsku?

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 19:57:44:

    @leros76
    W "polskim humaniście" nie było u mnie cienia ironii. Sam nim jestem. Chodzi mi o zauważalną w moim (w naszych?) środowisku niechęć do pisania po angielsku, usprawiedliwianą troską o polszczyznę, o polską kulturę, tradycję. Sądzę, że nie od tego jest nauka. To jest raczej sfera kultury.
    To prawda, że w porównaniu ze średniowieczną łaciną my, "nienatywni", jesteśmy w gorszej sytuacji. Ale na to nie da się nic poradzić. Nie wiem zresztą, czy jest to jakiś problem: nie zdarzyło mi się, aby w recenzji czasopism ktoś wytknął mi ten fakt. Solidna nauka języka (nawet jeśli ma się już stopnie i tytuły, nie oznacza to, że nie warto już się uczyć) jest konieczna także dla pracowników nd.

    @trzy.14
    Sam mam część zajęć po angielsku. Wymaga to rzeczywiście o wiele większego poszukiwania (skoro w tym wątku była już mowa o dydaktyce), ale ja to odbieram jako "błogosławieństwo" - chcąc nie chcąc, mam kontakt nie tylko z literaturą, ale z żywym, mówionym językiem moich studentów.
    Na "Ponglish" pewnie nic nie poradzimy - to chyba kwestia rozsądnych dziekanów, ale także uczciwej krytyki studentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 20:11:02:

    kragon,
    Nie będzie dopisywania "uczonych", co najwyżej pilnowanie, by nie popadli w N0. Ale widzę potencjał w dopisywaniu doktorantów. Doktorant może wziąć "na klatę" 4 sloty, nawet jeżeli był doktorantem tylko miesiąc. Cała reszta ma sloty przeliczane proporcjonalnie do czasu pracy. Czyli gościu na rocznych występach gościnnych może jednostce wypełnić tylko 1 slot.

    w okresie objętym ewaluacją odbywały kształcenie w szkole doktorskiej prowadzonej przez podmiot i przygotowywały rozprawę doktorską w dyscyplinie naukowej albo w dziedzinie nauki, do której należy dana dyscyplina

    To sa pańskie jaja do kwadratu! PrzygotowyWAŁY - przy pierwszym czytaniu przeczytałem PrzeczyTAŁY, w trybie dokonanym. No, to byłoby coś! Ale nie, zaledwie przygotowywały, a przecież każdy doktorant przygotowuje, zwlaszcza jak ma jakąś publikację, co upowaznia do otwarcia przewodu, a otwarty przewód to dowód przygotoWYWANIA.

    Oczywiście jako czarnowidz dostrzegłem, że doktoranci muszą się wpasować jedynie w dziedzinę. No to, panie kolego, doktoracik masz Pan z fizyki, ale w tej czterolatce swoimi wspólnymi publikacjami z promotorem-fizykiem wesprzesz matematyków, bo musimy mieć / zasługujemy na A.

    Poza tym istnieje kombinacja z doktorantem zatrudnionym we własnej jednostce (po obronieniu doktoratu, ale co z równoległym zatrudnieniem?): nieco zwiększa N, ale z całą pewnością umożliwia wypełnienie całych 4 slotów. Gdyby przeniósł się do jednostki Y, dla poprzedniej jednostki dawałby 4 sloty bez śladu w N, a w nowej już tylko proporcjonalnie do czasu zatrudnienia, czyli w wariancie najbardziej optymistycznym młody człowiek może wypełnić 7,99 slotu. Chyba że będzie studiował w 2 szkołach doktorskich z przerwą na 3-letnią pracę w roli asystenta. Wtedy 11 slotów jak w banku. Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale w kombinacji szachowej liczy się jej uroda.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 20:14:40:

    @3.14
    alez inne jezyki tez sie nadaja do komunikacji.
    A z dziecmi... hmmm teraz juz nie rozmawiam po ang, ale bedac z nimi w stanach gdy chodzily do szkol to rozmawialem :-) by im bylo latwiej.

    Im szybciej sie zunifikujemy tym bedzie latwiej... Przynajmniej bedziemy sie baparzac o kase a nie o bzdety narodowo religijne

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 20:15:10:

    @3.14
    alez inne jezyki tez sie nadaja do komunikacji.
    A z dziecmi... hmmm teraz juz nie rozmawiam po ang, ale bedac z nimi w stanach gdy chodzily do szkol to rozmawialem :-) by im bylo latwiej.

    Im szybciej sie zunifikujemy tym bedzie latwiej... Przynajmniej bedziemy sie naparzac o kase a nie o bzdety narodowo religijne

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 21:24:37:

    @3.14 'Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale w kombinacji szachowej liczy się jej uroda'.

    A najpiękniejsze kombinacje to te z ofiarami...

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 21:53:26:

    @kubahum

    Podzielam to spostrzeżenie, ale byłbym ostrożny - mój doktorant, który pisze pracę po angielsku, nie jest w stanie napisać artykułu po polsku. Kiedyś spróbował i spędziłem długie godziny, poprawiając tekst. To jest jednak jakiś problem. 90 % moich publikacji jest po angielsku, ale czasem po prostu chcę napisać po polsku, uważam, że powinienem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/15 23:18:53:

    leros76,
    Och, jestem całkowicie pewien, że dużo poważniejszym problemem niż sam język angielski jest dość powszechna nieumiejętność posługiwania się jakimkolwiek językiem "literackim". Artykuł naukowy ma przecież w sumie dość schematyczną strukturę, jednak doktoranci zdają się być jej całkowicie nieświadomi. Gwałt na strukturze i logicznej kompozycji jest dużo poważniejszym błędem niż wszystkie Ponglisze razem wzięte. Zboczenie to uprawiane jest też przez całkiem sporą grupkę naukowców starszych, którzy przyczyn swoich niepowodzeń na arenie międzynarodowej upatrują wszędzie, tylko nie w sobie.

    Kiedyś nawet wpadłem na to, by wziąć jakiś uznany tekst naukowy i przeanalizować go z doktorantami, ale nie pod kątem merytorycznym tylko funkcjonalnym. Np. akapit po akapicie - jaką one pełnią funkcję, co autor za ich pomocą osiąga. Taką analizę można by rozciągnąć w górę i ujrzeć IMRAD oraz w dół, by dostrzec, dzięki jakim elementom języka zdania przechodzą płynnie jedno w drugie i łączą się w większe całości. Pozostało to w sferze marzeń, bo uświadomiłem sobie, że w takiej amatorskiej lingwistyce byłbym tylko uzurpatorem, a i tak przygotowanie takich amatorskich warsztatów pochłonęłoby MNÓSTWO czasu (o czym tu niedawno dyskutowaliśmy). Niemniej, to jest to miejsce, w którym widziałbym rolę dla "zwyczajnych polonistów" w kształceniu praktycznie każdego doktoranta.

    kragon,
    Twoje doświadczenie jest nieskalowalne na całą populację naukowców.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 03:00:28:

    @3.14
    Wszystkie kursy typu seminaryjnego zaczynam wlasnie od takiej analizy na poziomie IMRAD - co jest w tej czesci tekstu? gdzie to jest napisane? ktore dokladnie zdanie? itd. itp. Ostatnio 3. rok licencjacki bardzo ladnie mi "wskoczyl" w tego rodzaju analize tekstu. Na ogol potrzebuja pomocy ze zrozumieniem w ogolnym zarysie czesci analitycznej, ale ucza sie tez przy okazji identyfikowac to, czego konkretnie nie rozumieja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 09:33:25:

    chario,
    U nas warstwa językowa, czy też ogólnie sposób komunikacji wyników - nikogo nie obchodzi. Liczy się tylko "wynik naukowy". To błąd. Przecież tylko naprawdę naj-naj-najważniejsze wyniki można mieć nadzieję dobrze sprzedać bez należytego opakowania.

    Ja mam w pamięci pracę kolegów, którzy napisali prawdopodobnie interesującą pracę, w każdym razie wynik matematycznie ścisły, co w tej dziedzinie należy do dużej rzadkości, powinien więc być dostrzeżony, choćby w jakiejś przeglądówce, gdzie cytowania mogą być maszynowe ("problem analizowano metodą A [1-50], B [51-80] i C [81-100]" ). Patrzę na References, a tam standardowe monografie z lat 60.-70. i kilka artykułów z lat 70. i 80. Przeglądam wstęp, a tam brak odniesień do podobnych wyników, kompletna ksobność i wiara, że każdy czytelnik będzie miał chęć i intelektualne możliwości przebicia się przez kilkanaście stron gęstych rachunków, by dostrzec rangę osiągnięcia. Z ciekawości mniej więcej co roku sprawdzam liczbę cytowań tego dzieła, które miało być podstawą habilitacji jednego z autorów. Doskonałe, niewzruszone zero.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 13:31:15:

    A tu przeżywają, jakby było o co:
    wiadomosci.onet.pl/kraj/ranking-szanghajski-uw-i-uj-w-pierwszej-500-zestawienia/q3v6r9g

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 13:53:02:

    @3.14
    Mam o tyle latwiej, ze nie musze tlumaczyc studentom artykulu od strony rachunkowej. Wystarczy, jezeli zrozumieja, jaka metoda zostala zastosowana do rozwiazania problemu. Nie ucze w ten sposob pisania tekstow naukowych, ucze czytania. Dla piszacych mam jeden artykul modelowy, w ktorym autorzy na kazdym etapie mowia czytelnikowi, o czym teraz pisza i z czego to wynika, ktory polecam jako wzor.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 14:17:39:

    Niektórzy mogliby pomyśleć że StaryZgred czasem przesadza. Tymczasem:

    wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,23789031,gangsterzy-w-partii-gowina-podpalanie-biur-ostrzeliwanie.html

    "Firma należąca do Beaty Żołnieruk, członkini władz krajowych partii Porozumienie Jarosława Gowina, jest oskarżana przez konkurentów o stosowanie gangsterskich metod: podpalanie biur, ostrzeliwanie pojazdów, grożenie śmiercią."

    A chodziło o wielkie pieniądze: "przetargami na transportowanie uczniów w dwóch podwałbrzyskich gminach".

    A ktoś tu sie dziwił że ci ludzie od Gowina się łaszą na granty na paręset tysięcy, albo stanowisko kanclerza.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 14:40:55:

    @chario,
    Czy możesz zdradzić, co to za artykuł modelowy?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 14:44:49:

    Ja jakoś nie jestem zaskoczony takim działaniem osób z partii ministra. Miałem interakcje z polskimi politykami i mam na ich temat bardzo negatywne zdanie. Zaledwie kilku okazało się być na poziomie. Niestety dwóch z nich już nie żyje.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 15:38:48:

    @nobooks
    Artykul jest scisle z naszej dziedziny badan. Email gazetowy?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 22:11:23:

    piotr-stec.pl/2018/08/15/lawina-idzie-czesc-iii-ewaluacja/

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 22:22:58:

    @chario
    Sorry, ale nie działa ten email, nie da się aktywować. Nie takie ważne.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 22:54:13:

    Na świecie w większości nauk książek nie traktuje się poważnie, a w Polsce przyznaje sowite punkty i jeszcze taki prawnik narzeka, że za mało. To są jaja. Według mnie tak duża punktacja za książki to porażka tej parametryzacji.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 23:01:58:

    w ogole mieszanie humanistyki z nauka to nieporozumienie.

    Ale tak, humanistyka, teatry, filharmonie, wystawy sa potrzebne. Tyle ze nie tylu tzw profesorow tzw filozofii

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/16 23:18:07:

    Co tu się dziwić. Profesor, prawie 10 lat po habilitacji, a dopiero w ostatnich dwóch latach napisał pierwsze w życiu artykuły w języku angielskim. I tacy ludzie jeszcze próbują wypowiadać się na temat polskiej nauki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 10:08:19:

    piotrcandida mieszka sobie w naukowej równikowej dżungli, a Piotr Stec na Antarktydzie i oto ten pierwszy dziwi się, że pingwiny nie skaczą po drzewach.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 11:11:58:

    @kragon

    No już naprawdę się nie da tych bzdur wytrzymać. Nie ma profesorów filozofii, są profesorowie HISTORII filozofii. Może niektórzy z nich mają się za filozofów, nie wykluczam.

    Bo ludzie nie składają sie tylko z atomów, a świata nie da się - nie powinno - tłumaczyć tylko jako serii matematycznych formuł i fizycznych praw. I naprawdę nie rozumiem, jak można uważać się za wykształconego człowieka, negując to, że humanistyka - bez której nie byłoby tego, co dzisiaj nazywa się po angielsku "science" - jest potrzebna. I że nie toczymy jakiejś absurdalnej wojny ze sobą.

    I tak samo nie rozumiem tego zadęcia sugerującego, że większość humanistów to nic, ale za to wszyscy ścisłowcy to tylko popychają te naukę do przodu, aż świat trzeszczy w posadach. Wątpię. Nędzni naukowcy są w każdej dyscyplinie. I przeciętni. I wybitni.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 14:14:33:

    Nikt tu nie kwestionuje przydatności nauk. Chodzi tylko o merytoryczną ocenę, która nie będzie sprzyjała istniejącym patologiom. A sytuacja w naukach historycznych i społecznych wygląda tak, że większość naukowców w Polsce publikuje prace w uczelniach zeszytach naukowych, których nikt nie czyta, bądź w książkach powstałych jako materiały pokonferencyjne, których nikt nie czyta. To są tak zwane rozdziały w monografiach. Sukcesem jest jak wydadzą własną monografię we własnych wydawnictwie uczelnianym, której zwykle nikt nie czyta.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 14:54:27:

    E, no nie. Wyraźnie było o tym, że humanistyka to nie nauka.

    Nie twierdzę, że polska humanistyka to, cytując Buffy, uściski i szczeniaczki, ale generalizacje zawsze są nieprawdziwe. Nie wszyscy publikują w Nature czy Lancecie, prawda?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 18:34:30:

    leros76,
    Spokojnie. Tak humanistyka to nie jest nauka. Wyraznie to widac w terminologii angielskiej. Wyraznie tez napisalem ze humanistyka jest potrzebna. I dobra humanistyka jest wartosciowa. Tak jak dobra fizyka jest wartosciowa. Tyle ze humanistyka nauka jej tzw tezy nie sa weryfikowalne - dotycza na ogol przeszlosci.

    NB warto pamietac ze do historii filozofii przechodza filozofowie a nie historycy filozofii :-)

    Nikt tez nie pisal ze humanisci to nic a scoslaki to cos. ja w kazdym razie wyraznie napisalem ze humanistyka ma wartosc. Ale tyle tzw humanistow (ktorzy z duma tak sie okreslaja) nie jest potrzebnych na garnuszku podatnika. Zwlaszcza ze ta duma z duma jest wspierana nierozumieniem matematyki, fizyki czy nawet chemii.

    W swoim zyciu spotkalem wielu rozsadnych ludzi, w tym sporo humanistow. Wielu z nich sobie bardzo wysoko cenie. Spotkalem tez niedorozwinietych inzynierow czy matematykow lub biologow (znacznie rzadziej fizyków czy chemików). Statystyka jest jednak bezlitosna....

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 18:37:27:

    @leros76 cd

    A nie uznawanie humanistyki za bauke jej tylko na dobre wyjdzie. Nie bedzie pidlegac takim wymogom jak nauka. Bo i podlegac nie powinna. Nie jest bowiem w stanie spristac rygorom naukowym.

    Stad moj apel o niemieszanie humanistyki z nauka.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 19:52:22:

    @kragon
    Muszę się zgonić, na uczelniach jest za dużo humanistów, dla których nie ma pracy. Pieniądze podatników są marnowane, a mogłyby pójść na inne nauki. Niestety humaniści mają cały czas ogromną siłę, co było widać po naciskach i wymuszonych zmianach w nowej ustawie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 20:11:39:

    mały off-topic

    To ma już 85 milionów cytowań:
    www.youtube.com/watch?v=KtBbyglq37E

    Ale to jest jeszcze lepsze:
    youtu.be/XHsnZT7Z2yQ?t=44

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 20:22:56:

    Pi w rytmie soulu uprawiasz naukę?
    Oczywiście poza tym warto wspomnieć wielką gwiazdę.
    A jak już wspominamy to warto też:
    www.youtube.com/watch?v=pCTsjixou5c
    Choć bez tylu "cytowań".

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 20:51:21:

    Bez urazy, ale to, co czytam świadczy tylko o tym, że nie ma Pan zielonego (lub w dowolnie innym wybranym kolorze) pojęcia, czym jest humanistyka. A tego o niespełnianiu wymogów nauki nie skomentuję, bo szkoda wirtualnego atramentu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 21:06:11:

    @Leros76
    Cóż dla niektórych np. matematyka nie jest nauką, a co najwyżej wyrafinowanym narzędziem, coś w rodzaju multi-tool, ew. akumulatorową wiertarko-wkrętarką z opcją udaru. Moim zdaniem nie ma co tu wchodzić na tą grząską ścieżynę i udowadniać co nie jest, a co jest nauką. Najlepiej ignorować takie wpisy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 21:31:09:

    kahlkopf,

    Podesłałem coś na twoje "gazeta.pl", jeżeli masz i używasz.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 21:46:46:

    @Pi
    Niestety nie używam. Ale myślę, że Aretha teraz śpiewa razem z Ellą, Billie i Niną:
    www.youtube.com/watch?v=eYSbUOoq4Vg
    www.youtube.com/watch?v=2Gn9A-kdsRo
    www.youtube.com/watch?v=4P0hG3sD0-E

    @All
    Nie kłóćmy się, a szukajmy wspólnych konstruktywnych rozwiązań. Albo też jak Waglewski z Maleńczukiem siądźmy i obmalujmy komu co potrzeba, napijmy się winka. Ale nie kłóćmy - nie warto.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 21:55:14:

    Nie masz, nic ważnego.
    Zwykle radio nastawiam przed włączeniem laptopa. Najczęściej słucham RMF Classic. Teraz leci Schubert, którego słyszałem ze 100 razy, a i tak nie daje pracować.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 22:07:26:

    Co nam dała humanistyka?
    www.youtube.com/watch?v=uvPbj9NX0zc

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 22:13:21:

    Owszem słucham RMF Classic, jak mogę. Teraz akurat jestem na youtube słuchając The Yardbirds, Cream, Lemon Pipers. Czy ktoś kojarzy? Natomiast ze względu na to, że mam trochę km do pracy, mam zmieniarkę i słucham, dużo słucham muzyki. Ostatnio nie Schubert, który średni mi podchodzi, ale Porpora, Haendel jak najbardziej.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/17 23:28:23:

    @leros
    Sadzac po zainteresowaniach, to znany troll dyskutuje se swoim alter ego


    Muszę się zgonić, na uczelniach jest za dużo humanistów, dla których nie ma pracy. Pieniądze podatników są marnowane, a mogłyby pójść na inne nauki.

    Jak to nie ma pracy? IPN ma wiekszy budzet niz PAN.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 09:11:52:

    Jak to nie ma pracy? IPN ma wiekszy budzet niz PAN.

    To jest właśnie przykład marnotrawstwa publicznych pieniędzy na humanistów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 10:09:29:

    I tu się zgadzam, że IPN to kompletnie nie ma nic wspólnego z nauką. Tu mamy przykład działalności antynaukowej, naznaczonej głęboko polityką jednej opcji. Tymczasem prawdziwa nauka nie może mieć barw politycznych. Prawdziwy naukowiec nie może podchodzić do badanego obiektu, zjawiska, itp. z uprzedzeniami i z góry założonymi tezami, które na siłę chce udowodnić.
    W ogóle IPN to dla mnie nieporozumienie.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 11:47:11:

    Bo IPN powinien być instytucją przerobową, skutecznie katalogującą dokumenty, publikującą raporty i analizy. Oparte na absolutnie wszystkich dokumentach. Obecnie jest maszyną odpalaną na czas porachunków.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 12:06:17:

    @Alpacone
    I zdaje się może też teraz być narzędziem w tzw. dekomunizacji uczelni. Pytanie tylko, do którego pokolenia człowiek będzie musiał wykazać swoją prawomyślność? Czy już może trzeba zacząć przygotowywać samokrytykę?
    www.youtube.com/watch?v=Mo4WStjDUcY

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 13:54:29:

    IPN zły, bo humanistyczny? A czyż to nie na wydziale fizyki UJ po raz pierwszy wprowadzono na naukowe salony nauki smoleńskie? Iluż ścisłowców i inżynierów poszło zabawiać się z polityką w takim miłosnym uniesieniu, że nawet nie zauważyli, że się zeszmacili? A czyż kompletnych durniów nie ma wśród lekarzy, chemików, informatyków?

    IPN jest zły nie dlatego, że humanistyczny, lecz że nieprofesjonalny i trzeba będzie kiedyś po nim sprzątać.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 15:52:59:

    Alez humanistyka jest wazna i moze byc dobrze uprawiana. Tak jak sztuka. I tak jak w przypadku sztuki inne winna miec wymagania, np co do dorobku, wymagan publikacyjnych czy awansowych.

    A ipn nie jest ani humanistyczny (bo jest antyhumanistyczny) ani nie jest naukowy (bo jest ideologiczny).

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 19:53:30:

    Ja sie nie znam, nie jestem historykiem, ale dla mnie ocena dzialalnosci IPN wcale nie jest jednoznaczna. Poza politycznym umocowaniem i propagandowo-ideologicznym zadeciem, prowadzi sie tam rowniez wazne prace dokumentacyjne. Rzeczywistosc jest o wiele bardziej skomplikowana.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 20:30:54:

    @Chario
    Czy o takie ważne prace dokumentacyjne chodzi: www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dokumenty-ipn-na-smietniku,90845.html
    wyborcza.pl/1,76842,6490566,Listy__a_w_srodku_teczki_z_IPN.html ?

    A może tak to ma wyglądać:
    wiadomosci.onet.pl/kiosk/klamstwa-i-wpadki-ipn/wp5b2 ?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/18 21:22:19:

    tzw instytut tzw pamieci tzw narodowej jest formacja ubecka pisu. I jako taka nalezy go traktowac. W UB tez pracowali humanisci. Nie ukrywam ze mialo to pewien wplyw na moj obraz humanisty. Wyjatkowo gorliwie dopasuwujacego fakty do swoich tez.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 00:09:44:

    off-topic

    Z naukowego punktu widzenia Pauling oszalał. Przypadłość, która go dotknęła, znana jest dziś jako 'choroba noblowska', a jego przypadek (z blisko 30 innych) uważany jest za jeden z najcięższych i najbardziej spektakularnych.

    Choroba noblowska polega na tym, że noblista staje się orędownikiem wyjątkowo głupich i absurdalnych teorii. Praktycznie zawsze dotyczą one obszaru wiedzy wychodzącego poza kompetencje chorego, są jednak głoszone z absolutną pewnością i przekonaniem, a poparte autorytetem laureata.

    W 1970 roku Pauling wydał książkę, w której przekonywał, że duże dawki witaminy C zapobiegają przeziębieniu i je leczą. Rozpoczął prace mające dowieść - o czym był święcie przekonany - że duże dawki witaminy C będą skutecznym remedium także w terminalnym stadium raka.

    W drugim wydaniu książki do listy chorób zwalczanych przez kwas askorbinowy dodał grypę. Potem HIV, zaćmę, odklejenie siatkówki, ugryzienie węża, choroby układu krążenia i nowotwory. Na koniec oświadczył, że ta witamina opóźnia starzenie i odsuwa śmierć. Ludzie przyjmujący wysokie dawki witamin żyją dłużej o 25-35 lat - przekonywał.

    I wtedy na punkcie witaminy C zwariowali wszyscy. W ciągu roku po publikacji książki Paulinga "Witamina C i przeziębienie" sprzedaż suplementu w amerykańskich aptekach wzrosła dziesięciokrotnie.


    wyborcza.pl/7,75400,23796086,witamina-c-najwieksza-sciema-wspolczesnej-medycyny.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 00:12:08:

    ha, ha,

    A co z przeciwutleniaczami w kosmetykach? Tu są dwie wiadomości: dobra i zła. Dobra jest taka, że zawartość antyoksydantów w kosmetykach jest niewielka, a w dodatku niemal nie przenikają przez skórę - więc nie zaszkodzą. A zła? Tej mogliście się spodziewać: nie pomagają ani trochę

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 08:31:02:

    Na koniec oświadczył, że ta witamina opóźnia starzenie i odsuwa śmierć. Ludzie przyjmujący wysokie dawki witamin żyją dłużej o 25-35 lat - przekonywał.

    Też pewnie chciałbyś żyć tyle ile Pauling. Medycyna tego Ci na pewno nie zapewni.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 10:26:37:

    @kahlkopf
    Chodzilo mi raczej o dokumentacje rzezi wolynskiej, czy operacji polskiej NKWD. To nie zostalo na szczescie upolitycznione, wiec malo kto o tym wie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 10:31:05:

    Pauling umarl na raka. Witamina C nie pomogla.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 10:58:34:

    @Chario
    Ale jakoś takoś z tymi innymi rzeziami, czy przestępstwami nie za bardzo idzie ta dokumentacja. Tu jest dla mnie problem taki, że rozlicza się to co jest niezbędne dla użytku polityki wewnętrznej. Natomiast brakuje, żeby dokumentować i rozliczyć przestępstwa popełnione także na mniejszościach narodowych, czy w ogóle ludności cywilnej przez tzw. zbrojne podziemie. Tak zgadzam się z tym, że wojna z ludzi wyciąga czasami to co najlepsze, ale niestety częściej to co najgorsze. Zgadzam się też z tym poglądem, że z naszego fotela to wygląda inaczej, niż dla tych ludzi wtedy żyjących. Ale odczuwam spory dyskomfort, gdy stawia się pomniki, czy nazywa ulice imieniem ludzi, którzy mają za pazurkami, a na dodatek honoruje się wysokimi odznaczeniami. Krytykujemy chętnie Ukraińców, Litwinów, itp. A nie potrafimy obiektywnie spojrzeć co zrobili nasi współobywatele, rodacy, a nawet ojcowie, czy dziadkowie. Tak była wojna, ale nie jest to usprawiedliwienie do załatwiania porachunków politycznych, osobistych, itp.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 11:45:05:

    Albo jeszcze to inaczej ujmując, należy dokumentować każdą taką zbrodnię i wskazywać konkretnych ludzi za nią odpowiedzialnych. I nie usprawiedliwiać. Przede wszystkim po to, aby więcej takie rzeczy się nie powtórzyły i żeby nie powtarzać też błędów. W końcu jeżeli kogoś chcemy pouczać, to najpierw powinniśmy być świadomi własnej niedoskonałości. To z tego powinniśmy m.in. czerpać siłę do zbudowania w końcu prawdziwego państwa obywatelskiego, a nie na mitach.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 11:45:05:

    @kahlkopf
    Ja sie z tym wszystkim zgadzam, tylko ze IPN nie odpowiada za to, kto czyim imieniem nazywa ulice. Poza tym, jezeli mowimy o wyborze tematow badawczych, to historycy uniwersytetcy tez nie sa calkowicie bez winy. Operacja polska NKWD nie interesowal sie nikt, poki nie zajal sie tym Rosjanin zatrudniony na Uniwersytecie Opolskim. Relacje swiadkow rzezi wolynskiej sa bezcenne. Do niedawna tez nikt tego nie zbieral i nie spisywal. To sa dwie dziedziny, w ktorych przez 20 lat, kiedy juz wolno bylo badac, nie zrobiono nic.

    Przy okazji, motyw, ktory powtarza sie w wielu relacjach ocalalych z rzezi wolynskiej to to, ze przed 1943 zadnych konfliktow na tle narodosciowym na Wolyniu nie bylo. Z tych relacji wylania sie zupelnie inna rzeczywistosc niz opisywana przez zarowno ukrainskich, jak i polskich historykow. Sa olbrzymie polacie historii, ktorej ostatni swiadkowie jeszcze zyja, a ktorej nie badal nikt ani w IPN, ani poza IPN.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 11:58:27:

    Ależ tak, należy. Tylko trzeba podchodzić do tego obiektywnie i równocześnie z odpowiednim wyczuciem. Z resztą powinieneś wiedzieć, że nie tylko był Wołyń. Tu jest problem, ze względu na to co u nas i na Ukrainie się dzieje. Tak, czy tak nie potrafimy rozmawiać z innymi, doprowadzając do panoszenia się skrajnych nacjonalizmów, co można choćby zobaczyć w ukraińskiej wersji wiki, ale i w polskiej choć na mniejszą skalę też. Naszą wadą jest to, że to my chcemy przewodzić i narzucać nasze zdanie, zamiast współpracować. Traktujemy inne narody często po szlachecku, ale zapominamy, że 80% lub więcej naszego społeczeństwa to ma korzenie na wsi. Ja nauczyłem się mimo wszystko pewnej pokory, ze względu na to, że zainteresowałem się pochodzeniem mojej rodziny i wiem, że nic nie jest czarno-białe.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 12:00:34:

    Albo jeszcze to inaczej ujmując, należy dokumentować każdą taką zbrodnię i wskazywać konkretnych ludzi za nią odpowiedzialnych.

    Relacje ocalalych z rzezi wolynskiej to relacje ludzi, ktorym ktos pomogl i dzieki temu ocaleli. Te relacje wlasnie pokazuja, ze rzeczywistosc nie byla czarno-biala. Jest relacja swiadka, ktory jako dziecko ukrywal sie z rodzina w dole po lnie wykopanym na podworzu. Nad tym dolem stanal upowiec z bronia i krzyknal do swoich, ze nikogo tam nie ma. Kto inny pojechal kilka lat temu do tej wsi i ustalil nazwisko tego Ukrainca, ktory wtedy stal nad tym dolem. Ludzie we wsi wiedzieli, ze byl w UPA, bo tak trzeba bylo, ale nie popieral. To taki maly przyczynek do badan nad totalitaryzmami.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 12:06:29:

    No to inny temat ogórkowy: światowa produkcja naukowa nauk humanistycznych (1. kolumna) indeksowanych w Scopusie, 2015-2017.

    50 798 Arts and Humanities (all)
    116 078 Arts and Humanities (miscellaneous)
    173 255 History
    131 662 Language and Linguistics
    44 693 Archeology (arts and humanities)
    18 059 Classics
    10 157 Conservation
    36 713 History and Philosophy of Science
    126 032 Literature and Literary Theory
    6 654 Museology
    18 958 Music
    106 553 Philosophy
    68 499 Religious Studies
    63 646 Visual Arts and Performing Arts

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 14:42:24:

    Twierdzenie G-kategoryzacyjne Pi:

    Czasopismo, które w każdej poddyscyplinie naukowej, do jakiej zostało przypisane przez Scopus, publikuje więcej niż 6% artykułów w danej poddyscyplinie i zaindeksowanych przez Scopus, nie może być wycenione na 200 pkt. Analogicznie żadne czasopismo, które w swoich poddyscplinach publikuje ponad 20% światowych artykułów w danej poddyscyplinie, nie może uzyskać 140 punktów.

    Wniosek 1. Jeżeli duże, renomowane, nobliwe czasopisma (głównie amerykańskie), które zdążyły się rozrosnąć do rozmiarów, które czynią je jednymi z najchętniej wybieranych czasopism, chcą dalej otrzymywać artykuły z Polski, muszą się podzielić na mniejsze jednostki.

    Dowód: "znamienitość" każdego czasopisma lokuje się w połowie jego produkcji naukowej, uporządkowanej wg wartości SNIP. Próg dla 200 pkt wynosi 97%, a dla 140 pkt - 90%. Dalej wystarcza elementarna matematyka.

    Komentarz. W niektórych poddyscyplinach pojedyncze amerykańskie (duży wewnętrzny rynek) czasopisma zgarniają 1/3 światowego rynku, a historycznie mogły obejmować nawet ponad 50% rynku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 16:30:20:

    Dla miłośników kudryków i gowinków:

    pokazywarka.pl/8b0h0a/

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 21:32:08:

    @Pi
    Coś więcej na temat tej ryciny? Skąd pewność, że punkty tak właśnie się rozkładają? O ile mnie pamięć nie myli w rozporządzeniach chyba nie było przeliczników lub nawet czemu odpowiadają nowe progi gowinków (a szkoda).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 21:34:50:

    @trzy.14
    No tak, przy braniu pod uwagę tych najdrobniejszych poddyscyplin scopusowych to faktycznie będzie "wesoło".

    Aby wyeliminować dołowanie niezłych pism przez ten efekt, może trzeba wprowadzić kolejny współczynnik, związany z "dużymi" dyscyplinami (np. cała matematyka, czyli 26xx), i brać pod uwagę najlepszą wartość dla czasopisma?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/19 23:27:05:

    Niektóre z tych czasopism mogą mieć 200 z tytułu współczynnika "D" - zapewne po to go wprowadzono.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 10:20:00:

    rycina na zamówienie nobooksa. Wszystkie dane są dostępne w necie, rozporządzenie też. Rzeczywista punktacja może się nieco różnić (np. nie znam zestawu 500 wspaniałych z obecnej listy B), mogłem się gdzieś w rachunkach rąbnąć (uwzględniając znaczenie programu, powinno go robić 2 ludzi przez minimum 3 miesiące a nie 1 przez niecałe 2 dni, z czego 2,5 miesiąca to testowanie).

    Intuicja js.c jest dobra. Głównym problemem jest przydział czasopism do poddyscyplin. Tu jest lista 10 dyscyplin Scopusa, w których w 3 lata opublikowano najwięcej artykułów:

    Liczba artykułów Identyfikator dziedziny Nazwa
    2103387 2700 Medicine (all)
    1101967 2208 Electrical and Electronic Engineering
    1017705 3104 Condensed Matter Physics
    873382 1600 Chemistry (all)
    698719 2500 Materials Science (all)
    686586 2210 Mechanical Engineering
    678132 2504 Electronic, Optical and Magnetic Materials
    630090 1303 Biochemistry
    580868 1706 Computer Science Applications
    531418 3100 Physics and Astronomy (all)
    531208 1300 Biochemistry, Genetics and Molecular Biology (all)
    521976 1312 Molecular Biology
    505896 2604 Applied Mathematics
    504911 2505 Materials Chemistry

    Widać, nad czym pracuje najwięcej z nas. Na co idą pieniądze.

    Tylko dlaczego "Physics and Astronomy(all)" nie obejmuje "Condensed Matter Physics?" Czy istnieją artykuły przyporządkowane do "Biochemistry", ale nie do "Biochemistry, Genetics and Molecular Biology (all)", a jesli tak, to dlaczego?

    Tu jest wykaz liczby czasopism przyporządkowanym poddyscyplinom fizycznym (druga kolumna to kod dyscypliny):

    208 3100
    37 3101
    42 3102
    69 3103
    399 3104
    118 3105
    66 3106
    161 3107
    50 3108
    40 3109
    50 3110

    Czasopisma uwzględnione TYLKO w niszowych poddyscyplinach albo nagle zaliczają 200 punktów, choć dotąd miały ich 15 (np. Thermophysics and Aeromechanics jako zwycięzca w dyscyplinie Radiology), albo zaliczają głęboki spadek w drugą stronę (Chaos spadł z 45 kudryków do 70 gowinków).

    Drugi problem to dyskryminacja czasopism dużych, o czym mówi wielkie twierdzenie G-kategoryzacyjne.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 10:32:24:

    A tu są liczby czasopism w kategoriach o najmniejszej liczbie czsopism. Druga kolumna to identyfiktaor poddyscypliny.

    0 3502 Dental Assisting
    0 3608 Medical Terminology
    0 3615 Respiratory Care
    1 2744 Reviews and References (medical) -> Core Evidence 100 pkt
    1 3503 Dental Hygiene -> Oral health & preventive dentistry 70 pkt
    1 3606 Medical Assisting and Transcription -> Journal of Physician Assistant Education 70 pkt
    3 2709
    3 2915
    3 3604
    4 2923
    5 2401
    6 1801 Decision Sciences (miscellaneous)
    6 3613
    7 1504 Chemical Health and Safety
    7 2903
    7 2904
    7 2920
    8 3402 Equine (co to jest????)

    Byc może publicznie dostępne dane od Scopusa są do bani, a może właśnie tak jest, jak powyżej.



  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 13:22:27:

    @trzy.14
    Te kategorie na ogół nie zawierają się w sobie. Zatem całą "dużą" dyscyplinę trzeba zwykle "skleić" z kilku czy kilkunastu podkategorii. Może dopisek "all" oznacza, że dane pismo w zasadzie dotyczy całej kategorii, a nie tylko wąskiej podkategorii?

    Pisma najwyżej-SNIPOwe, mające kategorię 1303 a nie mające 1300:
    Acta Crystallographica Section A: Foundations and Advances
    Annual Review of Biochemistry
    Nature Methods
    Wiley Interdisciplinary Reviews: Computational Molecular Science
    Trends in Biochemical Sciences
    Natural Product Reports
    Advances in Carbohydrate Chemistry and Biochemistry
    Blood
    Annual Review of Biophysics
    Journal of the American Chemical Society

    Pisma najwyżej-SNIPOwe, mające kategorię 3104, a nie mające 3100:
    Annual Review of Fluid Mechanics
    Nature Nanotechnology
    Advances in Physics
    Acta Crystallographica Section A: Foundations and Advances
    Annual Review of Condensed Matter Physics
    Surface Science Reports
    Zeitschfrift fur Kristallographie
    Materials Today
    Progress in Solid State Chemistry
    Laser and Photonics Reviews
    Progress in Surface Science

    A te malutkie kategorie powinny być jednak chyba wykluczone (pytanie tylko co jest progiem tej małości). Albo przynajmniej punktacja w takiej mini-kategorii nie powinna się zaczynać od 200. Ale jakiś próg eliminujący w ogóle z rozważań ekstremalnie małe kategorie (choćby 7 czy 10 pism) powinien istnieć z zasady.

    Ciekawa jest sprawa z Acta Crystallographica Section A. Miewało 50-tkę i "po staremu". Teraz 200-tka wychodzi na kilka sposobów, jak by nie liczyć. A czasopismo wydaje się raczej "średnie".

  • ga_kin napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 16:45:30:

    Rozmowy między Panem Wójtem a Plebanem. Dyskusja nt. docenta, kwantyli i kwartyli, recenzentów, habilitantów. Czy naprawdę ktoś kupuje "konstytucję dla nauki" ?
    1) tzw. "Nauka Polska" nie istnieje. Potencjał naukowy to mniej niż 30% obecnie zatrudnionych na stanowiskach naukowych.
    2) Utrzymywanie fikcji istnienia badań naukowych jest potrzebne politykom i dziennikarzom ("polski łazik marsjański", "zderzak Łągiewki", "polski grafen")
    2) tzw. Nauka Polska zarządzana jest przez struktury o charakterze mafijnym. Dotyczy to m.in. awansów i dużych środków (programów).
    4) Stosunki mafijne wywodzą się z "dawnych" czasów, przy czym zostały w w znakomity sposób ulepszone, a "młoda kadra", w tym profesorska, sklonowała się i jeszcze lepiej wpisała w system.
    3) Organizacją przestępczą, służacą wypracowaniu i utrzymaniu obecnego status quo jest CK. Potwierdza ona nieprawdę o "znaczących osiągnięciach" dla osób protegowanych przez naukową mafię (przez co osiągają one korzyści materialne wynikające z tytułów, stanowisk, etc.). "Nowa" ustawa zmienia nazwę CK.
    5) Konflikt "stara - młoda prężna kadra" jest generowany sztucznie przez polityków dla uzasadnienia ich posunięć.
    6) Ustawa wkłada władzę w ręce rektorów. Co jeśli wśród nich są przestępcy przez duże "P" (ustawione przetargi, pieniądze na własne konta, kradzione projekty, nepotyzm) ?
    7) Nagrodą za nieudane reformy polityczne (w tym w zakresie tzw. "Nauki Polskiej") są (i pewnie będą) dla polityków stanowiska w EU lub w administracji centralnej. Vide Kleiber, Kudrycka, Łybacka + List_of_members_of_the_European_Parliament_for_Poland,_201419

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 18:14:12:

    Przyrzałem się cytowalności Acta Crystallographica Section A w JCR na przestrzeni lat i wygląda to dość podejrzanie.
    Co do nowego i starego: miary IF JCR mają kontrowersyjny mianownik "citable items", których ustalenie w konkretnych przypadkach, jak wiele źródeł raportuje, mogło być przedmiotem nacisków, targów i manipulacji wydawców czasopism.
    Miary Scopusa (tzn. CiteScore i obliczany z niego SNIP) przynajmniej tej wady nie posiadają.
    Druga zaleta Scopusa to znacznie lepszy zasięg, szczególnie dla HS.
    Trzecia zaleta to publiczna dostępność miar (bez logowania) i jawność danych o cytowaniu (wystarczy kliknąć na licznik lub mianownik CiteScore).
    Czwarta zaleta to decyzje o przyjęciu/odrzuceniu czasopisma, które opierają się też na eksperckich recenzjach zawartości (choć nie zawsze tak było w przeszłości).
    Biorąc pod uwagę także przejęcie WoS i JCR przez firmę chińską i wynikające z tego indeksowanie chińskich materiałów konferencyjnych dawniej nieprzyjętych, Scopus wydaje się lepszą bazą referencyjną.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 18:55:55:

    A jak za kilka lat Chińczycy kupią Elseviera ze Scoposem to ministerstwo znowu będzie szukać nowych baz i punktacja znow stanie na głowie :)

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 20:19:34:

    @ga_kin
    Trochę chyba przesadzasz.

    @All
    Scopus zawiera czasopisma z drugiej ligi, więc to ukłon w stronę słabszych, żeby dostali chociaż jakieś punkty. Należałoby zlikwidować listę B i zostawić tylko listę A opartą na JCR usuwając z niej czasopisma słabe, które mają marginalny IF. Ministerstwo wybierając Scopus promuje dalej mierność. Dokładnie tak jak promuje mierność poprzez wysokie punkty za książki, które nie podlegają praktycznie żadnej ocenie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 20:20:56:

    @dr.kananga
    Przypuszczam, że jedynym kryterium istotnym dla obecnej decyzji o wyborze Scopusa była "druga zaleta", czyli znacznie większa reprezentacja HS. Inne zalety, to raczej szczęśliwy bonus. Dla mnie miłą zaletą Scopusa jest też automatyczne (i dość dobre) identyfikowanie i rozróżnianie autorów o podobnych nazwiskach i inicjałach. W ogóle jakoś wygodniej się go używa.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 20:53:53:

    Książki nie są oceniane, czyli wiem co zjem. Widać, że się nie publikowało w humanistyce w dobrym wydawnictwie nigdy.

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 23:54:11:

    Czasami mam wrażenie, że jedyne książki, jakie miał kiedykolwiek w ręku @piotrcandida, to kryminały Remigiusza Mroza i na ich podstawie wyrobił sobie opinię o humanistyce...

  • profesorant napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/20 23:57:58:

    A czy nie jest tak, że ERC ocenia Scopusowego Hirsha?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 00:33:58:

    "equine"=koński.

    Znaczy się, medycyna końska?

    I tak oto Equine Veterinary Journal dostanie 140 punktów? Naprawdę, szkoda że nie 200. Equus by się uśmiał!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 07:47:22:

    Ale co jest śmieszne, że tematyka?
    Niezwykle społecznie ważna do niedawna.
    Na starej liście ma 40 punktów.

  • szary.doktor napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 08:31:49:

    @js.c
    Akurat moje nazwisko i inicjały sprawiają Scopusowi taki problem, że nigdy przenigdy nie znajdziesz wszystkich moich prac. Dziwne, bo WoS łapie wszystko bez kombinowania.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 08:39:53:

    @ford.ka
    Nie rób sobie jaj. Nawet w dobrych wydawnictwach podaje się nazwiska znajomych na recenzentów książek, wiec krzywdy nie zrobią. Nie słyszałem, żeby w uczelnianych wydawnictwach odrzucili jakąś książkę z publikacji. Publikuje się wszystko z urzędu, więc często jest to poziom makulatury. Takie są realia polskiej nauki. Za granicą jest podobnie, bo kilku znajomych opublikowało tam bardzo słabe książeczki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 08:57:46:

    @szary.doktor
    W Scopusie możesz to bez problemu sam poprawić.
    Natomiast w WoS jest to znany problem o dużej skali i konsekwencjach, zob. np.:
    harzing.com/publications/online-papers#esi

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 09:00:29:

    Widzę, że rozminęliście się o definicję "dobrego" wydawnictwa. Chyba nie ma nikt na myśli Wydawnictwa Uniwersytetu -skiego, tu oczywiście, że recenzent często jest kolegą. W renomowanych światowych wydawnictwach jednak takie rzeczy nie mają miejsca. "Zagranica" jest niedopuszczalnym uproszczeniem, bo z zasady większość wydawnictw też jest słaba.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 09:43:27:

    @Szary.Doktor
    Ależ to wszystko da się pięknie i ładnie rozwiązać, czasem trzeba poczekać. Owszem jak napisał Nobooks można ustawiać część rzeczy samemu, ale nie wszystko. Ale jeżeli są problemy, których samemu nie można rozwiązać, to wypełnia się formularz zgłoszeniowy tłumacząc o co chodzi. Ja też miałem problemy, a okazało się, że wszystko teraz pięknie w Scopus działa. Mam nawet takie wrażenie, że konkurencja ze strony Scopus wymusza na WoS postęp w zakresie udogodnień w obsłudze. Choć trzeba przyznać, że nadal trudno nazwać to user friendly.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 09:46:18:

    Co do wydawania monografii za granicą. Jest w tej chwili cała masa takich agresywnych wydawnictw, które po każdym zamieszczeniu artykułu w dobrym czasopiśmie już mnie atakują z mail'a bym pisał monografię właśnie dla nich. Tak samo jak wydawnictwa ze śmieciowymi żurnalami.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 10:53:27:

    @piotrcanddida, twoje uogolniajace wynurzenia nt ksiazek, ktore nie odlegaja zadnej ocenie, maja tyle wspolnego z rzeczywsitoscia co kino Luna z ksiezycem. I ja nie rozumiem, po jaka cholere takie bzdury gadac.

    Pomijajac juz to, ze przecietny autor ksiazki chce miec dobra ksiazke, to wyddawnictwu zalezy na tym, by ksiazka byla jak najlepsza. A zalezy im dlatego, bo oni decyduje sie zainwestowac forse w te ksiazke i chca, zeby sie sprzedala.

    Oczywiscie, mozna argumentowac, ze ksiazka, ktora sie sprzedaje nie musi byc naukowo dobra. Jednak wydawnictwo, ktore wydaje monografie naukowe, nie sprzeda ich, jesli nie beda dobre. A im wiecej takich kwiatkow, tym szybciej wydawnictwa straci reputacje i przestanie przyciagac szanujacych sie badaczy.

    Ja nigdy niczego nie opubikuje w Peterze Langu nie dlatego, ze mam uprzedzenia, ale dlatego, bo oni wydaja wszystko, co sie rusza i nie ucieka do morza. To nie znaczy, ze wszystko, co wydaja, jest zle, jednak wydaja wystarczajaco duzo chlamu, zeby mnie odstraszyc. Bez watpienia to jest model biznesowy, ktory dziala, ale mnie on nie interesuje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 11:11:45:

    @Dala.Tata
    Ależ tak jest z każdym wydawnictwem, monografii, rozdziałów w ..., artykułów, itp. Liczy się zarówno postrzeganie danego wydawnictwa w środowiskach z którymi pracujemy lub współpracujemy, jak i przede wszystkim to co chcemy przekazać i w jaki sposób. Po prostu Quality. Były kiedyś takie znaczki z literką Q i nie wiem, czy nie warto by do tego wrócić, choć z drugiej strony namnożyło się już też sporo wskaźników projakościowych. Chyba jednak w tym całym szale związanym z ustawą 2.0 zaczynamy się zatracać i za nadto dochodzi co raz częściej do podważania czyjeś wartości pracy, pomimo, że nawet nie wiemy, czym się osoba kryjąca za danym nickiem dokładnie zajmuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 11:30:08:

    nobooks
    Nie, ne to że ważna, ale dlaczego w jednych dziedzinach się tak rozdrabniają, a w innych nie? To może zróbmy osobną kategorię dla badaczy krów, osobną dla badaczy Szekspira, a osobną dla marksizmu?

    Moim zdaniem głównym problemem jest głupie przypisanie czasopism to dyscyplin. To powinna zrobić jakaś krajowa komisja. Tyle że wówczas zaraz odezwą się głosy, że ustawka.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 11:40:50:

    @Pi
    Bo teraz mamy walkę o pozycjonowanie się środowisk, o dostęp do kasy o wygryzienie, tych co niepoprawni, o utrwalanie i powstawanie nowych GTW. Wszak teraz to najlepszy czas, jak ktoś ma odpowiednie dojścia to może załatwić dla swoich takie warunki, że konkurencję wykosi. Piękny przykład to teologia. A tu jeszcze się pewnie wiele rzeczy dowiemy. Wszak będzie musiał być zachowany odpowiedni strumień pieniędzy do odpowiednich GTW, a równocześnie zachowane pozory postępu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 11:55:38:

    Kolejny problem to oczywiście brak wyraźnej korelacji między stara i nową punktacją. No i teraz załóżmy, że wysłałem art do czasopisma, myśląc, że to czasopismo za 35, przy odrobinie pecha za 30, przy odrobinie szczęścia - za 40. Artykuł ukaże się w 2019. A pół roku później minister ogłosi, że ten artykuł jest wart 20 punktów w skali 20-200?

    A przecież mogłem go wysłać do czasopisma, które teraz warte jest 25, a w nowej skali będzie warte 100.

    Kolega na seminariach ogólnych od 4 lat gardłuje, by koncentrować się na czasopismach 35+ i jemu oraz jego zespołowi to się wspaniale udało. Czy ma się przekwalifikować na nowe czasopisma? W sumie nie jest to trudne, ale dziwne. W 2010 publikowaliśmy w X, w 2015 unikaliśmy go, w 2019 publikujemy tylko tam. A wszystko bez związku z poziomem naukowym, za to z rozporządzeniami, kategoryzacjami, *finansowaniem*.

    Mnie to męczy i przez łzy śmieszy, zaczynam mieć to w d***, ale z drugiej strony pamiętam, że gdybyśmy dostali ok. 1/100 punktu mniej, zamiast A pracowałbym w B, więc nie mogę na te punkciki machnąć ręką!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 12:06:35:

    kahlkopf,
    No ja już widzę zupełne przewartościowanie lokalnej hierarchii, o ile będzie oparta na punktach, bo w sumie na czym innym, skoro za punktami idzie kasa? Osoby pracujące samodzielnie na niskich półkach nagle staną się fundamentem kategoryzacji. Ja stracę motywację do współpracy zagranicznej, bo
    a) jak dotąd miałem tego pecha, że niemal zawsze to nasza krajowa grupa robiła większość roboty, z zagranicy nie dostałem prawie nic poza (zwłaszcza w młodości) tematyką
    b) ale taka współpraca dobrze wygląda w CV, wnioskach grantowych, awansowych etc.
    c) ale teraz oznaczać będzie jakieś pierwiastkowanie. A przecież ci zagraniczni też mają doktorantów i grupy badawcze na utrzymaniu i swoje raporty, aplikacje, awanse, więc pierwiastek będzie bolesny.
    d) bo ci zagraniczni mają inne punkciki, inne listy, oni często są zainteresowani tym, co u nas liczyć się będzie np. za 70 pkt. A jak się te 70 spierwiastkuje... I wcale nie jest tak, że NASZ CZAS włożony w taką publikację też będzie pierwiastkowany!

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 12:29:02:

    @trzy.14
    I bardzo dobrze, skończy się współpraca, która praktycznie nic nie wnosiła, a zostanie ta która rzeczywiście przynosi owoce.
    Ustalanie punktacji po fakcie to najbardziej frustrująca rzecz w tym całym systemie, a można by przecież ustalić zasady do przodu na 2-4 lata, ale w tym kraju nikt nie myśli racjonalnie.

    @dala.tata
    Ile takich książek w rzeczywiście renomowanych wydawnictwach światowych publikuje polska humanistyka w roku? Czy to jest więcej niż palców u jednej ręki? Nie uzasadniajmy tym potrzeby wspierania produkcji makulatury, która odbywa się w większości polskich wydawnictw, gdzie można opublikować prawie wszystko.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 12:43:19:

    3.14:
    Mnie to męczy i przez łzy śmieszy, zaczynam mieć to w d***, ale z drugiej strony pamiętam, że gdybyśmy dostali ok. 1/100 punktu mniej, zamiast A pracowałbym w B, więc nie mogę na te punkciki machnąć ręką!

    Ale czy rzeczywiście jest to 'problem' Pana? Może normą powinno być to co bodajże P. Stec pisał o tym, że w niektórych uczelniach są doradcy publikacyjni / pełnomocnicy ds. polityki publikacyjnej.

    Wyobrażam sobie to tak, że składam tekst takiemu specjaliście i on wskazuje gdzie najlepiej byłoby dany tekst skierować, uwzględniając sytuację całej dyscypliny w jednostce itd.

    Czy ktoś z Państwa spotkał się z takim stanowiskiem?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 13:15:52:

    p-tau,
    Bardzo przepraszam: Dawno pracuje Pan/Pani w nauce? "pełnomocnik ds. polityki publikacyjnej" przekroczył poziom Mrożka.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 13:42:41:

    @piotrcandida
    A co w ogóle jest w tym kraju wartościowe? W ogóle to ktoś wie jaki jest cel tych zmian i w którym kierunku ma iść polska nauka?

    Panie Pi,
    Tak to Mrożek, Kafka, Bareja i pewnie ktoś i coś by jeszcze się znalazło ze sztuki absurdu. A taki doradca, jak to opisał Pan P-tau powinien być teraz jeszcze jak Matplaneta, która wszystko spierwiastkuje i przecałkuje (www.youtube.com/watch?v=74qLicCAQZg). A tak właściwie, to to wszystko jest nieprofesjonalne, gdyż w żadnym z tych wzorów nie ma całki, a ni nawet zwykłej pochodnej.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 13:52:29:

    Ale jaki Mrożek, jaka Bareja? Prosta konsekwencja całej tej histerii pt. "To ja TERAZ już nie wiem gdzie mam publikować".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 13:59:04:

    Więc ja doceniam, że społ-humy będą zadowolone ze Scopusa. Podobnie informatycy, którzy w końcu będą mogli się rozliczać konferencjami. Ale jakie będą uboczne skutki wpuszczenia konferencji do parametryzacji na równych prawach?

    Ta konferencja wyceniana byłaby na 70 punktów:

    XXV Polish Russian Slovak Seminar Theoretical Foundation of Civil Engineering, www.sciencedirect.com/journal/procedia-engineering/vol/153

    158 sztuk "research article - open access".

    Płacisz, piszesz, masz publikację (to nie o tej konferencji, ale o modelu biznesowym Springera w serii "Procedia XXX"), a w tym przypadku przy okazji wniesienia opłaty dostajesz 70 punktów.

    Eldorado diamentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:01:32:

    Korekta: nie Springera, tylko Elseviera.

    Konferencyjny Open Access to nie tylko duża wygoda dla naukowców, ale i żyła złota dla wydawców.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:01:50:

    Korekta: nie Springera, tylko Elseviera.

    Konferencyjny Open Access to nie tylko duża wygoda dla naukowców, ale i żyła złota dla wydawców.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:08:01:

    H_H
    Może i histeria, a może i pytanie egzystencjalne, ależ jakże na czasie. Przez te 2 lata była oto propaganda, że się słabo publikuje, zwłaszcza w humanistyce. Że o to, iż wspaniałych prac humanistów polskich nie widać w światowych czasopismach. A ta wspaniała reforma 2.0 miała zmienić to na lepsze. Tyle, że to już nawet otrzymujemy nie ciepłe reformy, nie seksowne stringi, slipki a nawet komfortowe bokserki. Na wyjściu mamy dziwnie skrojone ... gacie, gdzie już nie widać gdzie przód, a gdzie tył. I jakoś tak mało komu pasują. Stąd te pytania, kto tu fit?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:11:19:

    "Za granicą jest podobnie, bo kilku znajomych opublikowało tam bardzo słabe książeczki". Panie PC. Naprawdę jest pan tak głupi?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:11:34:

    Procedia Engineering publikuje ok 10 tys. papierów rocznie. Wg moich obliczen będą wyceniane na 70 pkt.
    A tak wyglądają liczby papierów w Procedia Computer Science (40 pkt.) od 2011:

    358
    1164
    1821
    2668
    3205
    5840
    7039

    Trend wyraźny i nienasycony.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:12:32:

    "Społ-humy będą zadowolone ze Scopusa". Za daleko idące uogólnienie. Kto będzie, ten będzie. Zadowoleni nie będą ci, co chcą konfrontować swoje badania/wyniki z kolegami ze świata i dlatego SIŁĄ RZECZY (a nie dlatego, że coś jest w JCR czy na Scopusie) starają się (z różnym skutkiem...) publikować tam, gdzie ich wynika mają szanse być zauważone.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:13:09:

    @trzy.14
    Skąd wiesz na ile punktów co będzie wyceniane?
    To dla mnie kolejny absurd, żeby przyznawać punkty za materiały konferencyjne. W tym ministerstwie poupadali na głowy. Oni chcą kompletnie zniszczyć polska naukę albo zostawić w rękach cwaniaków.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:14:25:

    Panie dr.kananga, Pana teksy też są głupie, ale to nie jest powód, żeby kogoś obrażać.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:17:27:

    @kahlkopf
    Ale ja nie o tym, ze jest teraz dobrze, tylko o tym, że świerszcz, który miał 40 kudryków a teraz ma 5 gowinków nie spadł (pardon le mot) na ryj z dnia na dzień.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:19:15:

    też? Przynajmniej zdobył się Pan na samokrytykę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:19:55:

    piotrcandida,
    Rozporządzenie jest znane. Potrzebne dane ze Scopusa też. Do tego 2 dni pracy.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:29:54:

    @Trzy.14
    Informatycy do tej pory nie mieli źle. Model coś tam raz na jakiś czas do dużego żurnala plus masa konferencji za 15 nie był taki zły. Informatyka będzie jeszcze długo na fali, więc w miarę ogarnięty informatyk bez problemu rozprowadzi swoje publikacje po gowinkodajnych źródełkach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:33:07:

    Oczywiście 2 dni to mało, moge się mylić. Jednakże:

    A) Przymiarka do nowej punktacji powinna być znana co najmniej PÓŁ ROKU przed planowanym uchwaleniem ustawy. Powtórzę: nie tylko samo rozporządzenie, ale gotowa przymiarka punktacji! Wtedy byłoby miejsce na dyskusję i rzeczowe uwagi do ministerstwa.
    B) W tym celu ze środków, jakie przeznaczono na NKN-y należało wyjąć 100-200 tys. i przygotować profesjonalne oprogramowanie do obsługi punktacji i zarezerwować drugie tyle na ewentualne poprawki w specyfikacji.

    nobooks pisze mi, żebym zgłosił uwagi do ministerstwa.

    Owszem, jednocześnie jestem aktorem i widzem tego cyrku, ale przy takim sposobie wprowadzania reformy odpowiadam: nie moja małpa, nie mój cyrk.

    A przecież nie znamy najważniejszego elementu układanki: zasad finansowania cyrku.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:38:08:

    @piotrcandida
    Czy Ty umiesz rozmawiać na jakimś normalnym poziomie, bez używania języka piaskownicy?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 14:59:04:

    W każdym razie mam (niewielką) nadzieję, że ministerialni sexperci w chwili przygotowywania projektu rozporządzenia mieli dostęp do jakichś innych danych niż publikuje Scopus, a jeśli nie, to że mieli świadomość, że niektóre poddyscypliny reprezentowane są przez kilka (lub zero!) czasopism; że czasopisma publikujące dużo są dyskryminowane; że sposób przypisania czasopism do kategorii czasami wydaje się przypadkowy (np. czasopism z XXX w nazwie nie ma w kategorii XXX). Że Elsevier nie jest obiektywnym obserwatorem rynku wydawniczego, lecz jego bardzo aktywnym graczem i może używać wskaźników do swoich celów.

    Że w końcu ten algorytm nie jest obiektywną miarą, lecz drogowskazem naszych działań. To jest jedno z rozporządzeń, które będzie zmieniać sposób uprawiania nauki w Polsce. Kategoryzacja powinna ograniczyć się do oceny jednostek, ale dobrze wiemy, że ta ocena szybko przejdzie na poziom poszczególnych naukowców. A jednocześnie oba rozporządzenia (to plus to o zasadach kategoryzacji) nie dają żadnej pewnej wskazówki kierownictwu jednostek co do właściwego kierunku rozwoju swoich jednostek, zwłaszcza że dotychczasowe jednostki znikają.

    Ktoś zamieszał, by potem mocą swojej centralnej mądrości ustalić Nowy Porządek. I jeszcze stwierdzić po fakcie, że ten Nowy Porządek jest wynikiem "autonomicznych" działań uczelni...

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:30:09:

    @pi
    Jesteś pewien, że w dyscyplina w rozporządzeniu to dyscyplina według Scopusa, a nie ministerstwa? Mógłbyś podlinkować odpowiedni fragment rozporządzenia?

    Przeglądając wcześniej ten projekt rozporządzenia wywnioskowałem (być może błędnie), że punktacja na podstawie SNIPu będzie w ramach dyscypliny ministerialnej (te 40+ dyscyplin), a nie tych setek, jeżeli nie tysięcy dyscyplin Scopusowych. W konsekwencji wszystkie dyscypliny Scopusowe mające np. po 10 czasopism zostały by dołączone do większej dyscypliny ministerialnej, co w pewien sposób "rozwiązuje problem" (który ministerstwo samo dzielnie wygenerowało).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:35:20:

    Nie pamiętam, czy ktoś już to podlinkowywał, ale jest to też głos w dyskusji i coś pokazuje: amberediting.pl/ewaluacja-czasopism-na-nowych-zasadach/

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:36:35:

    @e,
    2. Wskaźnik C stanowi największa wartość spośród wartości wskaźników C_i wyliczonych odrębnie dla każdej kategorii ASJC przypisanej do danego czasopisma naukowego albo recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowej.

    c.k.d.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:42:06:

    A tu bardzo obiektywnie: pg.edu.pl/documents/611754/69512535/Strategia%20wyboru%20czasopisma%20%E2%80%93%20w%20stron%C4%99%20nowej%20ustawy.pdf

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:42:39:

    @pi
    Dziękuje. Czyli kolejny raz nikt tego nie przemyślał. W sumie, nie jestem specjalnie zaskoczony.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:45:46:

    No nie, "doradcy publikacyjni / pełnomocnicy ds. polityki publikacyjnej" przekraczają nawet moje granice tolerancji dla absurdu i głupoty.

    Jeśli to urzędnik będzie mi mówił, gdzie mam wysyłać swoje teksty, to będzie koniec nauki i mojej pracy na uczelni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 15:59:11:

    dwa.718,
    Ale jednak co wiele głów, to nie jedna! Faktycznie! Minister musi jeszcze wydać rozporządzenie, które przypisze kategorie ASJC polskim dziedzinom i dyscyplinom! Na jakiej podstawie? Po prostu wraz z nowym wykazem czasopism pojawi się nowa kolumna z dyscypliną lub dyscyplinami przypisanymi każdemu czasopismu? Ale czad!

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 16:31:44:

    3.14 & fla
    Sam sobie tego nie wymyśliłem.
    Teeet p. Steca z sierpnia:

    Niektóre uczelnie już mają stanowislo specjalista ds polityki publikacyjnej.

    Jak długo P. Stec pracuje na uczelni ze tak pisze to możecie Panowie sami sprawdzić.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 16:43:40:

    Proponuję: specjalista ds. polityki publikacyjnej i analizy konkurencji

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 16:48:26:

    @Trzy.14:

    > Bardzo przepraszam: Dawno pracuje Pan/Pani w nauce? "pełnomocnik ds. polityki
    > publikacyjnej" przekroczył poziom Mrożka.

    @Flamengista:

    > No nie, "doradcy publikacyjni / pełnomocnicy ds. polityki publikacyjnej"
    > przekraczają nawet moje granice tolerancji dla absurdu i głupoty.

    W innych realiach, gdzie nie przywiązywałoby się żadnej wagi do punktów za publikacje, propozycja P-tau byłaby na pewno absurdalna, ale dziś, gdy ocena pracy naukowej opiera się na parametryzacji, wcale nie jest tak absurdalna, jak wydaje się na pierwszy rzut oka.

    Jeżeli dobrze zrozumiałem wypowiedź P-tau, to taki doradca nie mówiłby, co należy publikować, bo od tego jest uczony, ale przedstawiałby takiemu naukowcowi, jak opublikowanie pracy w takim czy innym czasopiśmie przełoży się na jego ocenę okresową.

    To wcale nie jest absurdalne, zważywszy, że gros toczących się tutaj dyskusji dotyczy właśnie zależności między liczbą autorów i rodzajem reprezentowanych przez nich dyscyplin a ostateczną oceną punktową dla każdego z nich. Innymi słowy, taki doradca robiłby to, czym część P.T. Forumowiczów dzieli się tutaj: wykonałby symulację i spośród przedstawionych przez takiego uczonego czasopism wskazałby te, w których publikacja najbardziej opłaci się pod względem gowinków.

    Ci z Państwa, którzy wykonują takie symulacje, chyba zapominają, że nie wszyscy są ścisłowcami, którzy to potrafią. Tytułem przykładu: ja, będąc przedstawicielem medycyny i prawa, niewiele rozumiem z różnorakich obliczeń Trzy.14, które tu przedstawia. Jest dla mnie naturalne, że Trzy.14, który jest ścisłowcem, może robić takie symulacje i obliczenia, bo to dla niego bułka z masłem. Dla mnie, i zapewne dla większości nie-ścisłowców, to coś niewykonalnego, więc nie widzę racjonalnego powodu, dla którego uczelnia, która bierze sobie 20-30% z każdej pozyskanej przeze mnie kwoty pieniężnej (granty, ekspertyzy itd.) na opłacenie rozrastającej się jak rak administracji, nie miałaby zatrudnić takiego doradcy od parametryzacji, który służyłby mi rzeczywistą pomocą.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 16:51:26:

    @haluciński

    Albo niech ministerstwo zamówi aplikację na smartfona, można ją nazwać, np. punkcior

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:06:37:

    @kahlkopf

    Język piaskownicy to reprezentuje dr.kananga a tak poza tym to proszę o merytoryczne wpisy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:09:41:

    @halucinski
    Gdyby uczelnia zabierała 20-23% to można by jeszcze jakoś przełknąć. Teraz zabierają 40-50% kasy z grantów. Przecież to rozbój w biały dzień i wszystko za aprobatą ministerstwa. Nie dość, że mało zarabiamy, to jeszcze jawnie nas się okrada.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:19:02:

    Chyba jednak nie ma się tu z czego śmiać. Bardzo istotne będzie przypisanie pracownika do dyscyplin. Jest to dość nieoczywisty proces, możliwy do nadzorowania tylko z poziomu rektora.

    Jest tu składowa banalna (przypisanie dorobku pracownika z ostatnich kilku lat do ministerialnych dyscyplin via lista czasopism, o której wspomina trzy.14) oraz składowa strategiczna (które z tych dyscyplin najbardziej przydadzą się uczelni i w jakiej proporcji). Na koniec (albo i na początek, jeśli rektor puści wszystko "na żywioł") jest jeszcze deklaracja pracownika, który też ma swoje zdanie o tym, co zamierza lub jest w stanie zrobić w bliskiej przyszłości. W każdym razie słowa "polityka publikacyjna" nabierają sensu, trochę analogicznie do dotychczasowego przenoszenie się z wydziału na wydział (z przyczyn zazwyczaj dydaktycznych, bo do tej pory "rządziła" dydaktyka), lub prowadzenia zajęć na innym wydziale. W obu przypadkach kluczowe są jakieś rozliczenia (tym razem między-dyscyplinowe) lub zarządzanie takimi przypadkami bezpośrednio przez rektora.

    Nawiasem mówiąc: czy ktoś widzi jakieś sprzężenie "nauka-dydaktyka" (lub miejsce dla niego w jakimś rozporządzeniu). Chodzi mi o to, że N pracowników dyscypliny wypracowuje kategorię naukową. Czy jest jakiś wymóg, aby osoby te uczestniczyły w dydaktyce kierunku związanego z tą dyscypliną (teraz uczestnicy "minimum kadrowego" jakąś drobną liczbę godzin, bodaj 30, muszą na tym kierunku mieć)?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:19:22:

    Chyba jednak nie ma się tu z czego śmiać. Bardzo istotne będzie przypisanie pracownika do dyscyplin. Jest to dość nieoczywisty proces, możliwy do nadzorowania tylko z poziomu rektora.

    Jest tu składowa banalna (przypisanie dorobku pracownika z ostatnich kilku lat do ministerialnych dyscyplin via lista czasopism, o której wspomina trzy.14) oraz składowa strategiczna (które z tych dyscyplin najbardziej przydadzą się uczelni i w jakiej proporcji). Na koniec (albo i na początek, jeśli rektor puści wszystko "na żywioł") jest jeszcze deklaracja pracownika, który też ma swoje zdanie o tym, co zamierza lub jest w stanie zrobić w bliskiej przyszłości. W każdym razie słowa "polityka publikacyjna" nabierają sensu, trochę analogicznie do dotychczasowego przenoszenie się z wydziału na wydział (z przyczyn zazwyczaj dydaktycznych, bo do tej pory "rządziła" dydaktyka), lub prowadzenia zajęć na innym wydziale. W obu przypadkach kluczowe są jakieś rozliczenia (tym razem między-dyscyplinowe) lub zarządzanie takimi przypadkami bezpośrednio przez rektora.

    Nawiasem mówiąc: czy ktoś widzi jakieś sprzężenie "nauka-dydaktyka" (lub miejsce dla niego w jakimś rozporządzeniu). Chodzi mi o to, że N pracowników dyscypliny wypracowuje kategorię naukową. Czy jest jakiś wymóg, aby osoby te uczestniczyły w dydaktyce kierunku związanego z tą dyscypliną (teraz uczestnicy "minimum kadrowego" jakąś drobną liczbę godzin, bodaj 30, muszą na tym kierunku mieć)?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:23:40:

    @piotrcandida
    Okrada się co najwyżej mniejsze uczelnie, odcięte od systemu grantowego. Wysoki narzut jest po prostu formą kolejnego ekstra-dofinansowania wielkich uczelni, zgarniających lwią część grantów. Narzut jest prostym zabiegiem dopisania odpowiedniej kwoty kosztów pośrednich we wniosku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:27:20:

    js.c,
    Politykę publikacyjną widzę w szerszym kontekście: rektor może (a nawet powinien) wskazać kierunki przez władze rektorskie preferowane. Może to oznaczać, że fizyk przeżyje tylko wtedy, jeśli będzie potrzebny w grantach, albo jeżeli przekwalifikuje się na informatyka, biofizyka, geofizyka, inżyniera-materiałoznawcę, jakiegokolwiek inżyniera etc. zależnie od aktualnej polityki uczelni.

    haluciński,
    Do tej pory było to tak proste, że żaden doradca nie był potrzebny. A dla Pana wciąż będzie proste, bo medyków jest za mało i chyba nikt nikogo u was nie zwolni (z jednostki klinicznej) tylko dlatego, że mało/słabo publikuje?

    Niemniej, gdyby jakiś doradca był potrzebny, to czyż nie wystarczy kierownik zakładu/katedry? W ostateczności dyrektor/prodziekan ds naukowych?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:32:07:

    js.c: w punkt!
    Wysoki narzut w grantach jest rekompensatą dla uczelni "badawczych" za odebrane wszystkim uczelniom środki statutowe, z których obecnie finansuje się system grantowy. Dzięki temu te uczelnie stać na utrzymanie specjalności, które są z jakichś powodów potrzebne (np. radiologia/fizyka jądrowa do prowadzenia zajęć na styku fizyki i medycyny), a nie rokują nadziei na sukcesy grantowe.

    Panie piotrze: granty nie operują dodatkowymi funduszami, tylko funduszami, które dawniej szły by w miarę po równo w statut.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:36:17:

    @trzy.14
    Taką opcję, owszem widzę, ale widzę jako opcję trochę niebezpieczną. Owszem, w przypadku fizyków może ma ona sens, ale generalnie może być wykorzystana do "czystek kadrowych". Mam jednak nadzieję, że będzie to przebiegało łagodnie, trochę tak, jak wchodzenie na nowe obszary dydaktyczne (chyba nie jest to obecnie narzędzie szeroko wykorzystywane do pozbywania się "niewygodnych" przez nakazanie im zajęć w ramach ich zakresu niekompetencji? a przecież tu nie ma żadnych deklaracji, wystarczy polecenie dziekana). Pracownik powinien mieć (i chyba ma?) swobodę w podpisaniu deklaracji? Nękać lub nęcić go można co najwyżej wielkością środków na badania naukowe.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 17:41:39:

    @piotrcandida
    Im więcej czytam twoich wypowiedzi to tym bardziej jestem przekonany ze jesteś albo studentem/doktorantem albo prowokatorem ( w naszym gronie troll wydaje się nieodpowiedni). Ty naprawdę nie wiesz jak cokolwiek się na uczelni robi, ani od strony nauki, ani dydaktyki, ani organizacji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 18:12:15:

    PiotrCandida,
    Teraz zabierają 40-50% kasy z grantów. Przecież to rozbój w biały dzień i wszystko za aprobatą ministerstwa. Nie dość, że mało zarabiamy, to jeszcze jawnie nas się okrada.

    Naprawdę Pan uważa, że to Pana ktoś okrada? Że może te 40-50% narzutu należą się Panu?

    Na moim wydziale BSt spadło o ok. 50%. Ale bibliotekę musimy z czegoś utrzymać, prawda? I nie są to jedyne wydatki stałe. Czy myśli Pan, że dotacja ministerstwa pokrywa 100% pana wynagrodzenia etatowego z wszystkimi należnymi dodatkami? A z czego uczelnia bierze środki na pensje adminisrtacji, tej wydziałowej i ogólnowydziałowej? Czy te etaty są uwzględnione w Algorytmie?

    Z innej beczki: czy zna Pan wiele cywilizowanych krajów, w których granty pełnią funkcję socjalną jako forma premii do regularnego wynagrodzenia? Czy w związku z tym pisząc wniosek grantowy, ma Pan na myśli "możliwość dokonania odkrycia naukowego" czy zasobność własnego portfela? A jako recenzent - o czym Pan myśli, o odkryciach czy portfelach?

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 18:13:32:

    @Halucinski
    Gdyby te symulacje były bardzo skomplikowane (wieloautorskie prace interdyscyplinarne) to takie stanowisko się opłaci, pod warunkiem, że ktoś a priori zechce przeprowadzić analizę na 4 lata, dla całej uczelni, przy założeniu, że prace będą przyjęte do druku w tym czasie. Ale to jest oczywiście niewykonalne. Poza tym pewnie powstanie coś typu punktacjaczasopism.pl z uaktualnieniem do dyscyplin. Ciekawie mogłoby to zresztą wyglądać, gdyby sporządzono plany zakładów i zapytano, gdzie i jaki pracownik planuje coś wysyłać w najbliższym czasie i porównać te dane z poprzednimi 4 latami oraz z faktycznymi wynikami za 4 lata.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 18:17:33:

    @Trzy.14
    czy zna Pan wiele cywilizowanych krajów, w których granty pełnią funkcję socjalną jako forma premii do regularnego wynagrodzenia?[\i]
    Pytanie nie jest do mnie. Ale na pewnej uczelni zapytano kiedyś minister Kudrycką o podwyżki. Odpowiedziała mniej więcej tak: "piszcie granty". Wobec tego, chyba tak, oficjalne stanowisko ministra w tej kwestii to funkcja socjalna. Z takim też podejściem starałem się uzyskiwać swoje granty. Dziś to już się nie opłaca. Rynek zweryfikował. Ale wciąż można dla sportu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 18:26:01:

    jsc.
    No tak. Pamiętam, jak za młodej Kudryckiej wyrzuciliśmy człowieka. Dziś z pocałowaniem ręki, orkiestrą i czerwonym dywanem przyjęlibyśmy go do dydaktyki. Miałem na myśli raczej to, że wydziały w większości są za małe/biedne/niezainteresowane, by prowadzić jakąś politykę rozwojową, niezarekwirowane przez rektora nadwyżki raczej przejadają, chyba że mówimy o zmianach o czasie własnym rzędu 20-30 lat. Więc rektor mógłby np. gdzieś trochę kasy przetoczyć, gdzieś zabrać, gdzieś etaty otworzyć, gdzieś czekać na kolejne odejścia na emeryturę, by te transformacje trochę przyspieszyć.

    Ja widzę, że wraz z redukcją wydziału do czegoś na kształt instytutu, wielomilionowe manko na naszym koncie znów stanie się "przedmiotem troski" rektora, tyle że teraz jego pozycja będzie dużo mocniejsza. Obecny rektor tego nie wykorzysta, ale co zrobi jego następca?


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 18:48:40:

    @trzy.14
    Przy algorytmie z 2017=2018 roku bardzo trudne (w zasadzie niemożliwe) jest obliczenie "manka wydziału". Tu raczej trzeba rozważać zagadnienie typu: czy dane posunięcie poprawi (w tej czy innej perspektywie) budżet uczelni. No i zwalnianie pracowników samo w sobie opłacalne teraz nie jest, na pewno nie jest to taki budżetowy samograj jak poprzednio. Uniwersytetom bardzo się opłaca zwiększenie liczby studentów np. fizyki, zatem i taką strategię może promować rektor. Oczywiście najłatwiej przeć na przekwalifikowanie w kierunku informatyki stosowanej (note bene: ciekawe jak zostaną "czasopismowo/scopusowo" rozdzielone "informatyka" i "informatyka stosowana", to może być niełatwe zadanie; ale tak, czy siak, na uniwersytecie fizyka może i powinna anektować tę drugą).


  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 19:07:23:

    @Trzy.14:

    > A dla Pana wciąż będzie proste, bo medyków jest za mało i chyba nikt nikogo
    > u was nie zwolni (z jednostki klinicznej) tylko dlatego, że mało/słabo publikuje?

    Myli Pan się: zwalnia się medyków, i to niemało.

    Proszę nie utożsamiać szpitala uniwersyteckiego z uniwersytetem medycznym. To są odrębne byty, które kierują się innymi interesami: uczelnia -- dydaktyką i nauką, szpital -- działalnością leczniczą. Rektor uniwersytetu medycznego nie ogląda się na dyrektora szpitala uniwersyteckiego i zwalnia tego, kogo uzna za osobę bez gratów.

    > Niemniej, gdyby jakiś doradca był potrzebny, to czyż nie wystarczy kierownik
    > zakładu/katedry? W ostateczności dyrektor/prodziekan ds naukowych?

    Jakby to Panu rzec... w kompetencjach matematyczno-statystycznych kierownicy i dziekani nie odbiegają od średniej medycznej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 19:34:08:

    js.c,
    kategoria 1706 to "Computer Science Applications"
    Zawiera aż 554 czasopisma, prawda że to naturalny biurokratyczny kandydat na "informatykę stosowaną"?

    Jest tu np. Computational Linguistics (200 pkt!),
    Computers and Geotechnics (200 pkt!), IEEE Transactions on Medical Imaging (200 pkt) i - uwaga - Journal of Computational Physics (200 pkt).

    Ale też "International Journal of Modern Physics C" (kompletny absurd)

    Ale np. "Computer Physics Communications" zaszufladkowano w kategoriach informatycznych do "Hardware and Architecture" co jest absurdem (choć ta kategoria też pasuje do informatyki stosowanej, z definicji inżynierskiej).


  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 20:08:55:

    @adam_beast
    Proszę o konkrety albo lepiej nie zabierać głosu.

    @trzy.14
    Nie mogę się z tym zgodzić. Można składać granty przez inna organizację. Dużo osób z SGH składa wnioski poza uczelnią przez jakieś towarzystwo i zamiast haraczu 40% oddają kilkanaście procent. To oszczędność kilkudziesięciu, może nawet stu tysięcy złotych. Chytry traci dwa razy i pieniądze im uciekają. Czy uczelnia zwolni takie osoby? Nie sądzę, bo to najzdolniejsi ludzie, więc nie może sobie na to pozwolić. Dla mnie wysokie podatki są grabieżą i tak samo wysoki narzut uczelni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 20:25:08:

    Hmm... Przy poprzednich zasadach "moja" grup(k)a badawcza była w stanie wyprodukowac 3N papierów w 4 lata. Po wprowadzeniu ułamków i pierwiastków nie ma o tym mowy. Jeżeli wśród innych jest podobnie, a przygwożdżą ich też 4N sloty, to mi wychodzi, że opłaca się mi/nam publikować cokolwiek, byle w ramach mojej jednostki (bez pierwiastka) w liczbie rzędu N/4 lata, żeby w razie czego dołożyć coś do tych 4 przydziałowych slotów. Nie jest to dużo, ale jest to ciekawa zmiana perspektywy jeśli zważyć, że intencją ustawodawcy było ograniczanie chłamu i punktozy.

    Jestem niemal pewien, że w zdecydowanej większości jednostek umiędzynarodowionych nowy próg odcięcia znajdzie się poniżej nowych 20 punktów, czyli każda praca wykonana wyłącznie w jednostce wejdzie do kategoryzacji. Dość nieoczekiwany wniosek.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 20:39:55:

    @piotrcandida
    Jakie konkrety? Że nie rozumiesz po co są koszty pośrednie w projektach? Czy że nie wiesz na jakiej zasadzie działa finansowanie uczelni?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 20:59:39:

    @adam_beast
    > Im więcej czytam twoich wypowiedzi to tym
    > bardziej jestem przekonany ze jesteś albo
    > studentem/doktorantem albo prowokatorem


    Albo wiceministrem, który będąc tylko właśnie doktorantem nie ma bladego pojęcia o funkcjonowaniu uczelni?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:02:17:

    sorki, napisałem głupoty. Pierwiastki i ułamki redukują szerokość wypełnianych slotów a nie punktacje czasopism. Niemal na pewno nie ma sensu jeździć na dziadowskie konferencje, bo sloty będą wypełniane od góry publikacjami o najwyższej punktacji. Ten system może nawet mieć sens. Gdyby jeszcze poprawić przyporządkowanie czasopism do "poddyscyplin"!!!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:23:14:

    Haluciński,
    Mogę w końcu podac Panu prostą, użyteczną radę, jak publikować.
    W największym skrócie: tak jak dotychczas.
    Zmienia się:
    - punktacja (i sama lista) czasopism. To może być duża zmiana.
    - przestaje opłacać się *dopisywanie* kolegów z innych uczelni
    - wystarczą 3-4 *dobre* artykuły na 4 lata.

    Jeśli jednak stanie Pan przed wyborem: współpraca z pochodzącym z innej jednostki 20-osobowym zespołem nad artykułem do Lanceta lub samodzielna publikacja w "Procedia Sraki w Khaki", proszę zawsze wybierać Lancet. Nie martwić się pierwiastkami, ułamkami czy czym tam, tylko starać się publikować tam, gdzie lista ministerialna pokazuje dużo punktów, chyba że ma Pan inne priorytety (np. grant NCN opierają się wciąż nie na SNIP, tylko IF więc osoby mierzące w granty NCN mogą optymalizować IF) albo Pana te optymalizacje nie obchodzą.

    A jeszcze prościej: róbmy swoje! Nowy algorytm NIE karze za publikowanie w dobrych czasopismach!

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:25:31:

    @adam_beast
    Myślisz, ze do zaksięgowania kilku moich zakupów i wyjazdów potrzeba kilkudziesięciu tysięcy złotych? Rzeczywiste koszty obsługi tych grantów to kilka procent, reszta to haracz uczelni.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:27:39:

    @trzy.14
    No właśnie, czasopismo z wysokim IF będzie zawsze miało wysoka punktację i nie ma co się rozwodzić, bo to strata czasu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:28:18:

    Panie Pi!
    Ten system może i miałby sens, gdyby nie to upychanie czasopism do dyscyplin raz, a dwa to liczenie jeszcze procentów od tego ile ktoś jest fizykiem, matematykiem, chemikiem, czy elektronikiem, jak to często bywa np. w fizyce technicznej, czy ogólnie tam, gdzie ważny jest eksperyment w naszym małym laboratorium. Gdyż, azaliż proszę zauważyć, że co z tego, że człowiek w dobrej wierze pięknie i wspaniale, być może nawet przełomowo opublikuje się w 200 punktowcu, a będzie nie z dziedziny? Nie ma, nic, null. Gorzej jakby się opublikować w byle czym za 20, czy 40 pkt. Tu nawet sytuacji może nie uratować te 20% sloty na tęże inność. Ot, tak po prostu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:40:22:

    Panie Pi,
    Ależ nowy może wspaniale karać za publikowanie, nawet w tych świetnych czasopismach. Wystarczy spoglądnąć na mój wcześniejszy post. A i temat wpisu gospodarza wskazuje właśnie karalność systemu. Po prostu wbrew sloganowi ze sławetnej już instrukcji str. 49, co cytuję: Należy wyraźnie zaznaczyć, że przyjęte w nowym modelu ewaluacji zasady punktacji premiują artykuły interdyscyplinarne oraz publikacje wieloośrodkowe. W świetle pierwiastków z ułamków i ułamków jest kłamstwem, co pokazują też przykłady tabelkowe. I tu podkreślam, dla małych interdyscyplinarnych zespołów, bądź zespołów "na dorobku", to zabójstwo. Tu nadal mamy premiowanie dużych zespołów o ustalonej już renomie. Proszę zauważyć, że kolaboracje CERNowskie, HASYLAB będą miały się jeszcze lepiej, bo dla nich wyprodukowanie artykułu w 140 lub 200 punktowcu jest o wiele prostsze niż dla zespołu interdyscyplinarnego do 10 osób.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 21:52:28:

    A pisma, które są na JCR a nie ma ich na Scopusie? Zdaje się, że za nie jest tylko 20 punktów....

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 22:17:10:

    @pi
    Czasopisma, które podałeś akurat w pełni zasługują na 200 i to w "dyscyplinie informatyka stosowana". Są zdecydowanie bliżej informatyki niż odpowiednio lingwistyki/geotechniki/medycyny/fizyki i w swoich działkach są czytane oraz cytowane. Są to czasopisma dla "informatyków stosowanych" stosujących ją w danych dyscyplinach.

    Natomiast pokazuje to absurd sztywnego podziału na dyscypliny i to tym bardziej tak ogólne. Obecnie na świecie większość badań to badania interdyscyplinarne, czego zaproponowane rozporządzenie ewaluacyjne w żaden sposób nie promuje, a jedynie utrudnia. Ten system można było zrobić dużo, dużo lepiej eliminując wiele obecnych absurdów. Wymagałoby to jednak zespołu ekspertów, którzy nie proponowaliby rozporządzenia, bo "komuś coś się wydaje" tylko zrobili sensowne symulacje zakładając również najbardziej patologiczne przypadki. Niestety, takie coś kosztuje i nikt nie uznał, że jest opłacalne.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 22:27:02:

    @kalkhopf
    W przypadku 140-tek i 200-tek istotnie "premia za współpracę" jest większa niż dotąd, bo zawsze dostaje się 100%. Dla naukowców z rozbudowaną współpracą (czy wręcz "turystyką publikacyjną") to bardzo duża premia. Ale zespoły uczelniane przynajmniej mają teraz z nimi równe szanse i będą teraz bardziej docenione.

    [Akurat dla kolaboracji to bez znaczenia. Każdy kolaborant dostanie 4 sloty po co najmniej 140 pkt, prawie niezależnie od reguł dzielenia punktów i nie więcej. Co najwyżej mogą pojawić się 200-tki, najwyżej 4 (ale tu już bez żadnego manewru samego zainteresowanego, zależnie od polityki publikacyjnej tej kolaboracji). Akurat tu nowe (korzystne) reguły mogą dopomóc, bo nie wiem, czy dla kolaboracji jest typowe aby mieć ponad dwa 200-tki rocznie.]

    @trzy.14
    Z tą informatyką to sam nie wiem. Zwłaszcza, iż klasyfikacyjnie często pokrywa się z niektórymi działami matematyki, czy - z drugiej strony - elektroniki czy automatyki.

    @dr,kananga
    Są jeszcze takie pisma?


  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 22:30:26:

    @Trzy.14:

    No, czyli wychodzi na to, że dalej kierujemy się zdrowym rozsądkiem: publikujemy w dobrych, międzynarodowych żurnalach, a nie w wydawnictwach krajowych, nie dopisujemy padlinożerców i stawiamy na jakość publikacji, nie ilość. To chciałem usłyszeć. Dziękuję Panu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/21 23:38:20:

    @Gospodarz

    To wydaje się być ciekawy temat, choć chyba już o tym dyskutowaliśmy, jednak nie w kontekście kandydatki na rzeczniczkę praw dziecka:

    wnp.aps.edu.pl/habilitacje-i-profesury/przebieg-post%C4%99powa%C5%84-habilitacyjnych-nowy-tryb/sabina-zalewska/

    Zwłaszcza harmonogram.

    Mnie się w pale nie mieści. że można habilitację UMORZYĆ ewidentnie po posiedzeniu komisji habilitacyjnej!

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 00:38:54:

    Na temat tej pani jest jeszcze artykuł: Plagiaty kandydatki PiS na Rzecznika Praw Dziecka.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 00:48:26:

    PS. Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin w Warszawie (pkt 3.2 autoreferatu) brzmi równie niepoważnie co anegdotyczna Wyższa Szkoła Gotowania na Gazie. Kto takie nazwy wymyśla?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 01:06:06:

    Wielce Szacowny Kolego Haluciński, reprezentujący dwie zacne dyscypliny,
    Wszak to aliści ma to podkreślać wielką bogobojność, tudzież chrześcijańskość uczelni. W sumie to taka nowomowa a'la tow. "Wiesław" tylko w przeciwną stronę. Drzewiej pewnie by się to zwało: WSzPRzM-L lub WSzPM-L.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 01:34:23:

    www.newsweek.pl/polska/polityka/sabina-zalewska-kandydatka-pis-na-rzecznika-praw-dziecka-plagiatuje-cudze-artykuly,artykuly,431767,1.html

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 04:05:46:

    @Kahlkopf:

    > Wszak to aliści ma to podkreślać wielką bogobojność, tudzież chrześcijańskość
    > uczelni.

    Aż skojarzyła mi się ta historia z nieszczęsną propozycją przemianowania UJ na ChUJ...

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 08:07:53:

    Pragnę jednak zauważyc, że ta propozycja jest nieco spóźniona, bo UJ już przemianowano. Teraz jest UJwK - Uniwersytet Jagielloński w Krakowie.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 08:19:31:

    Ilekroć ktoś komentuje na tym blogu jakiś skandalik, odzywają się głosy że gorzej się nie da. A potem przychodzi nowy kwiatek i następne...

    Tu widzę wniosek habilitacyjny w którym autor popełnił 3 (słownie trzy) artykuły w czasopismach z listy B, w tym 2 z macierzystej uczelni i jeden też z Warszawy za łączną sumę 24 punktów, więc średnio 8 na 1 tekst. Reszta to rozdziały w pokonferencyjniakach/zbiorówkach + 3 książki - wydane u siebie na uczelni.

    I to wszystko dzieje się nie w Olsztynie, nie w Kielcach czy Kaliszu ale w Warszawie.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 08:19:57:

    @jcs Nie wiem ale samo ministerstwo o tym wspomina, w którymś z dokumentów mowa o tym, że pisma z IF ale bez wylicznonego SNIP dostają zdaje się 20 punktów - zdaje się, że w przewodniku po ewaluacji.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 08:25:39:

    To pedagogika i teologia. Właśnie dlatego Gowin wyodrębnił teologię.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 08:45:38:

    A to Polska właśnie.

    Jaki ten Wyspiański był przewidujący. I ciągle ten chocholi taniec.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 09:14:04:

    trzy.14
    "Rozporządzenie jest znane. Potrzebne dane ze Scopusa też. Do tego 2 dni pracy. "
    Czy chodzi o SiteScore? Czy będzie to wskaźnik z 2017 czy może 2018 roku?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:04:18:

    Co do przypisania dyscyplin do ASJC, to zapowiedzi były takie, że będzie ono "inclusive" i liberalne. Oby - okaże się, niestety, dopiero. Jednak jeśli tak, to czasopisma z elementem informatycznym nie muszą być rozdzielane.
    Co do współpracy z zagranicą, przypomnę, że 140 i 200 punktów się nie dzielą, natomiast przykładowo 2 artykuły współautorskie po 100 (70) punktów, gdzie stanowimy 1/4 zespołu są równoważne jednemu artykułowi za 100 (70) punktów (zajmują cały slot i przynoszą 100 (70) punktów). Podobnie 3 artykuły w zespołach, gdzie stanowimy 1/9 zespołu. Mi się to wydaje fair.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:04:34:

    @piotrcandida
    > Myślisz, ze do zaksięgowania kilku moich zakupów i wyjazdów potrzeba
    > kilkudziesięciu tysięcy złotych? Rzeczywiste koszty obsługi tych grantów to kilka
    > procent, reszta to haracz uczelni.

    Ale koszty pośrednie nie służą do obsługi tylko twojego grantu... Jakby nie było katedry/wydziału to by i grantu nie było. A funkcjonowanie tychże nie jest do pokrycia z dotacji statutowej i dydaktycznej. Nie mówiąc już o takich ekscesach jak pracownicy techniczni, nowe komputery (których z grantów za bardzo się już nie da kupić) czy takie fanaberie jak remonty. Patrzysz na wszystko z końca własnego nosa, co świadczy o tym, że nie miałeś styczności z niczym więcej niż obsługa jakiegoś Preludium z NCN.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:16:54:

    @fla
    ten przykład mnie dobił...

    @dr.kananga ma rację -- po to wydzielenie teologii żeby we własnym środowisku własnymi regułami się rządzić, nie wchodząc w kryteria oceny innych nauk. Taka specyfika dyscyplin -- może właśnie od takich należy wymagać coś więcej niż smagać batem przedstawicieli innych dyscyplin?

    @3.14
    Mnie się w pale nie mieści. że można habilitację UMORZYĆ ewidentnie po posiedzeniu komisji habilitacyjnej!
    Zrewanżuję się Pana pytaniem-cytatem:
    "Bardzo przepraszam: Dawno pracuje Pan/Pani w nauce? [ten przykład] przekroczył poziom Mrożka. "

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:21:00:

    @dr.kanaga: pewnie tak, ale lokalność ma jednak pewną stopniowalność. Większość pedagogów czy teologów to obieg krajowy. Ale siedzieć w W-wie i publikować tylko w pisemkach z macierzystej uczelni to jednak szczyt lokalności.

    Gdyby tam były publikacje solidniejszych czasopismach listy B. Z tej branży są np. Horyzonty Wychowania, w których publikował mój doktorant. Wydaje to Ignatianum, ma to 14 punktów i są prawdziwe 2 recenzje udostępniane autorom do których trzeba się odnieść. W czasopiśmie za 8 punktów raczej tego nie ma.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:23:01:

    adam.beast,

    Patrzysz na wszystko z końca własnego nosa,

    O, to, to! Nie wszystko w królewskim mieście stracone! Głębokie ukłony!

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:27:17:

    Jak lokalnie, przecież to Warszawa, centrum świata ;)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:32:07:

    fla,
    I to wszystko dzieje się nie w Olsztynie, nie w Kielcach czy Kaliszu ale w Warszawie.

    Ba! Wg enuncjacji "Wprost", co najmniej 1, a może nawet 2 członków KH skłonnych było tę habilitację zaakceptować!

    @p-tau
    O umarzaniu oczywiście słyszałem, ale co innego usłyszeć, co innego zobaczyć na własne oczy. Zastanawiam się, czy u nas by coś takiego przeszło. Jak dotąd nikt nie próbował.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 10:41:23:

    Ba, nawet ma jedną monografię w języku angielskim, a więc nawet umiędzynarodowienie jest. Pewnie przeżyła szok: jak to przecież wszystkie wymagania z naddatkiem spełniałam.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 11:57:13:

    @3.14
    ja już widziałem takie umorzenia przez habilitanta jak były znane recenzje (negatywne).
    W rezultacie habilitant "papiery" miał czyste i bez karencji drugi raz złożył dokumentację w innej dyscyplinie, w której przeszedł.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 13:29:16:

    @adam_beast
    Nie mówiąc już o takich ekscesach jak pracownicy techniczni, nowe komputery (których z grantów za bardzo się już nie da kupić) czy takie fanaberie jak remonty.

    Jeśli z pieniędzy NCN na badania naukowe mają być opłacani panowie od przykręcania śrubek albo remonty na uczelniach, to nóż mi się otwiera w kieszeni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 13:45:04:

    Haluciński,
    Kto jest stroną w postępowaniu habilitacyjnym jako postępowaniu administracyjnym? Czy jest nią tylko habilitant(ka), czy może też RW, ale to byłoby dziwne, gdyby RW była i stroną, i organem decyzyjnym. Kto więc w postępowaniu administracyjnym zobowiązany jest dbać o interes społeczny?

    Kontekst pytania:
    "Organ administracji publicznej może umorzyć postępowanie, jeżeli wystąpi o to strona, na której żądanie postępowanie zostało wszczęte, a nie sprzeciwiają się temu inne strony oraz gdy nie jest to sprzeczne z interesem społecznym.

    Czy za zaniedbanie interesu społecznego przez Organ grożą jakieś konsekwencje?

  • ford.ka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 13:45:47:

    @piotrcandida
    Przeszarżowałem z tym Mrozem, widzę wyraźnie, że wiedza o funkcjonowaniu uniwersytetów pochodzi prosto z kryminału Anny Bińkowskiej "Tu się nie zabija". Kto jeszcze nie czytał, polecam na wakacje!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 14:36:22:

    piotrcandida,

    Niemal wszystkie pieniądze, jakimi dysponuje uczelnia, są pieniędzmi publicznymi. NCN jest tylko jednym z kanałów ich dystrybucji. Gdyby narzut zmniejszyć do 10%, pana granty uległyby proporcjonalnej redukcji!

    Pan jest zapewne liberałem i zwolennikiem powszechnie radosnego wolnego rynku. A wie Pan, jakie narzuty winszują sobie firmy komercyjne? Gdyby grant zdobyłby Pan jako pracownik takiej firmy, jaki byłby wewnętrzny narzut takiej firmy, jaki byłby zakres Pana swobody w jego realizacji?

    Czy w razie wtopy z grantem sam Pan wynajmie prawników, a kary zapłaci z własnej kieszeni, czy poleci płakać w rękaw rektorowi? Ach! Hosanna! Przecież NCN podpisuje umowę z rektorem a nie z Panem!

    A może ma Pan swój lab, jak Bujnicki Lab? To dlaczego ani on, ani Pan nie wyjdziecie z instytutów i uczelni i nie założycie własnych firm? Mam nawet propozycję nazwy: CandidaLab.

    Czym Pan się różni od kolesi, którzy na uczelnię wpadają po kilka godzin w tygodniu odbębnić zajęcia (oby osobiście!), a potem lecą do "prawdziwej pracy" na drugi lub trzeci etacik?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 15:20:01:

    @trzy.14
    Można się zgodzić co do badań laboratoryjnych, ale w naukach społecznych, humanistycznych, czy badaniach teoretycznych w innych naukach żadna uczelnia na ogół nie jest potrzebna do tych badań. Podawałem przykład, że na SGH wiele osób realizuje granty poprzez zewnętrzne stowarzyszenie, które pobiera minimalny narzut.
    Mówienie, że miliardy złotych idą na badania jest śmieszne, gdy prawie połowę zjada od razu uczelniana biurokracja.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 15:38:46:

    @piotrcandida

    Doucz się, co to są koszty stałe jednostki i w jaki sposób wylicza się wskaźnik narzutów na koszty ogólne, bo co wpis to bardziej ujawniasz swoją niekompetencję i błaźnisz się dziecinnymi twierdzeniami powtarzanymi jak papuga za Korwinem. Korwin jednak głosi swoje tezy z czystym cyniznem żerując na dostawach nowego świeżego politycznego mięsa armatniego, które niezmiennie wykrusza mu się po osiągnięciu trzydziestki i dorośnięciu. @adam_beast ma całkowitą rację: jesteś świeżyną doktorancką i o funkcjonowaniu uczelni w zzczególności a dużych przedsiębiorstw w ogólności masz takie pojęcie jak przysłowiowy Jaś o toczeniu wojny.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 15:44:19:

    @Trzy.14:

    > Kto jest stroną w postępowaniu habilitacyjnym jako postępowaniu
    > administracyjnym? Czy jest nią tylko habilitant(ka), czy może też RW, ale to byłoby
    > dziwne, gdyby RW była i stroną, i organem decyzyjnym.

    Nie siedzę w prawie administracyjnym, więc nie znam dobrze orzecznictwa i doktryny. Skłonny byłbym powiedzieć, że postępowanie habilitacyjne nie jest postępowaniem administracyjnym sensu stricto, ale ,,tylko'' stosuje się w nim odpowiednio k.p.a. w zakresie nieuregulowanym przez przepisy ustawy o stopniach naukowych. Rozróżnienie jest dość subtelne, ale czasami może znaczenie. Niemniej w postępowaniu habilitacyjnym w sensie funkcjonalnym rada wydziału jest organem administracji publicznej, a wnioskodawca (habilitant) -- stroną. Ma Pan oczywiście rację, że nie może dojść do kumulacji ról procesowych, więc rada nie jest stroną.

    Moim zdaniem z umorzeniem postępowania habilitacyjnego dr Zalewskiej (linka do uchwały) są trzy problemy.

    Po pierwsze, w uchwale brakuje mi uzasadnienia, dlaczego rada wydziału zdecydowała się zastosować odpowiednio art. 105 k.p.a. To nie jest tak, że w postępowaniu habilitacyjnym w tych kwestiach, które są nieuregulowane w ustawie o stopniach naukowych (u.s.n.), automatycznie stosuje się k.p.a. Jego stosuje się odpowiednio, więc trzeba za każdym razem zważyć racje. Tu mówimy o uprawnieniu rady do umorzenia postępowania habilitacyjnego na wniosek habilitanta, toteż trzeba rozważyć, czy u.s.n. celowo milczy, bo ustawodawca nie chciał dać radzie takiego uprawnienia, czy też pomija tę kwestię, gdyż ustawodawca dopuszcza odpowiednie stosowanie art. 105 k.p.a.

    Żaden przepis nie istnieje w próżni. Art. 14 ust. 4 u.s.n. daje on radzie wydziału uprawnienie do zamknięcia przewodu doktorskiego w określonych sytuacjach. W zakresie postępowania habilitacyjnego u.s.n. jednak milczy. Czym się różni przewód doktorski od postępowania habilitacyjnego? Aby zakończył się nadaniem stopnia doktora, wnioskodawca (doktorant) musi wykonać szereg czynności: złożyć rozprawę, zdać egzaminy doktorskie itd. Innymi słowy, doktorem zostaje się za to, co się zrobiło po otwarciu przewodu doktorskiego. W postępowaniu habilitacyjnym wnioskodawca (habilitant) nie musi wykazywać się żadną aktywnością, bo ocenia się to, co poprzedzało złożenie wniosku.

    Te różnice między przewodem doktorskim a postępowaniem habilitacyjnym są dla mnie argumentem przeciw odpowiedniemu stosowaniu art. 105 § 2 k.p.a. w postępowaniu habilitacyjnym.

    Uważam natomiast, że rada wydziału ma uprawnienie do umorzenia postępowania habilitacyjnego tylko w przypadkach bezprzedmiotowości tego postępowania, tj. śmierć habilitanta lub w tzw. międzyczasie odmowa nadania stopnia doktora po wznowieniu przewodu doktorskiego z powodu plagiatu rozprawy doktorskiej. Ale to uprawnienie wypływa z art. 105 § 1 k.p.a.

    Po drugie, jeśli Pan przeczyta art. 105 k.p.a. (oba paragrafy!), a potem raz jeszcze tę uchwałę rady wydziału o umorzeniu postępowania habilitacyjnego, zobaczy Pan, że rada podała jako podstawę prawną umorzenia art. 105 § 1 k.p.a., ale dalej powołuje się na racje z art. 105 § 2 k.p.a. Co więcej, rada jednocześnie powołuje się na bezprzedmiotowość i obowiązek umorzenia. Cały czas miesza te dwa przepisy.

    Po trzecie, przy założeniu, że można odpowiednio zastosować art. 105 § 2 k.p.a., rada powinna rozważyć, czy interes społeczny nie sprzeciwia się temu. Z uchwały nie wynika, czy rada to uwzględniła. Interes społeczny to klauzula generalna, czyli z założenia niedookreślone pojęcie, mające dać luz decyzyjny. Czy umorzenie postępowania habilitacyjnego, gdy wpłynęły już negatywne recenzje (chyba tak było?), jest niesprzeczne z interesem społecznym. Moim zdaniem to nietrafny wniosek i jest wprost przeciwnie.

    Mam nadzieję, że mój wywód jest jasny.

    PS. Niepytany, milczę ws. postępowań habilitacyjnych, bo mnie do tego etapu daleko. Nie lubię wypowiadać się o czyichś osiągnięciach (lub ich braku) w nauce, gdy sam ich nie mam.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 15:46:09:

    @Trzy.14:

    > Czy za zaniedbanie interesu społecznego przez Organ grożą jakieś konsekwencje?

    Cesarsko-królewscy mogą ograniczyć, zawiesić, a nawet cofnąć radzie wydziału uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego. To są konsekwencje. Inna sprawa, że cesarsko-królewscy rzadko z nich korzystają.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 16:01:06:

    @staryzgred2012
    To co wiadomo, to że koszty stałe na polskich uczelniach są proporcjonalnie znaczne wyższe niż za granicą, o czym była tutaj mowa. Przerost pracowników nienaukowych. Spora grupa to rodziny i znajomi dziekanów, profesorów. Wystarczy przejrzeć pracowników w rektoratach uczelni. U mnie na wydziale w dziekanacie do niedawna pracowały kobiety, które nie potrafiły obsługiwać dobrze komputera. Na szczęście większość poszła już emeryturę. Nie widzę powodu, żeby pieniądze z badań naukowych miały jeszcze utrzymywać te rozdmuchane koszty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 16:33:54:

    haluciński,
    Przeczytałem pana wyjaśnienie, potem rzeczone paragrafy, jeszcze raz Pana wyjaśnienie i ślicznie dziękuję za tak wyczerpującą i klarowną odpowiedź.

    Dla mnie - zdziwię Pana - najważniejszą lekcją jest to, że w sformułowaniu "stosuje się odpowiednio" słowo "odpowiednio" ma jakieś specyficzne, dla Pana oczywiste a dla mnie niejasne znaczenie prawnicze i nie może być po prostu pominięte. Czyli do interpretacji prawa potrzeba wiedzy prawniczej, choćby po to, by nie przejechać się na tym "odpowiednio" albo żeby rozumieć, w jaki sposób (w oparciu o jakie zasady) zapisy prawa byłoby interpretowane, gdyby doszło do sprawy sądowej.

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 16:39:15:

    @piotrcandida
    "U mnie na wydziale w dziekanacie do niedawna pracowały kobiety, które nie potrafiły obsługiwać dobrze komputera"
    To dobry wydział !
    Przyjmij do wiadomości że są wydziały w naukach technicznych na wiodących uczelniach w których milionowe granty dostają emeryci, którzy nie wiedzą do czego służy komputer.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 16:52:19:

    @piotrcandida

    Załóżmy, że zdobył Pan do realizacji projekt, w którym jest pewien luz w planowaniu wydatków. Może Pan zaplanować udział w dodatkowej konferencji lub dodatek dla obsługi finansowej Pana grantu lub dołożyć te środki do własnego wynagrodzenia. Warunki brzegowe:
    - osoba, której dałby Pan te dodatkowe środki, rzędu 100 zł netto miesięcznie (ile to będzie w grancie, ha?), i tak by wykonała tę pracę w ramach obowiązków służbowych.

    Co Pan wybiera?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 17:45:58:

    @trzy.14

    Pracownicy naukowi w Polsce pracują za takie grosze, że wybieram zwiększenie wynagrodzenia. Dzięki temu nie dorabiam, nie biegam za dodatkowymi fuchami, które odrywają od nauki, to oczywiste.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 18:13:27:

    piotcandida,
    I dziwi się Pan, że nikt z administracji Pana nie lubi i wszelkie pana sprawy idą jak po grudzie?

    A zastanawiał się Pan kiedyś, ile zarabiają uczelniane sekretarki, pracownice dziekanatów, uczelniani informatycy? Dlaczego administracja uczelniana jest tak silnie sfeminizowana?

    W tym roku w sprawozdaniu mojej jednostki pojawiła się kwota rzędu 20 tys. na umowy cywilnoprawne dla pracowników administracji. Mną zatrzęsło, bo 20 tys. to niemałe pieniądze, a wśród naukowych bida. Przeszło mi, gdy się dowiedziałem, że to poszło na 10 osób, i pewnie w tych 20 tys. był uwzględniony haracz ogólnouniwersytecki - a jakie te osoby mają pensje podstawowe mam orientację z innych źródeł.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 19:31:04:

    @Trzy.14:

    > A zastanawiał się Pan kiedyś, ile zarabiają uczelniane sekretarki, pracownice
    > dziekanatów, uczelniani informatycy? Dlaczego administracja uczelniana jest tak
    > silnie sfeminizowana?

    Na mojej poprzedniej uczelni pracownik obsługi administracyjnej lub zaplecza technicznego, posiadający wykształcenie wyższe dowolnego kierunku, zarabiał więcej od asystenta. Jego pensja była wyższa od pensji asystenckiej o 1/4--1/3. Nie wszędzie administracja zarabia gorzej od kadry naukowo-dydaktycznej.

    > I dziwi się Pan, że nikt z administracji Pana nie lubi i wszelkie pana sprawy idą
    > jak po grudzie?

    W wielu znanych mi jednostkach uczelnianych, w których wydaje się dużo ekspertyz, pracownicy administracyjni, którzy zapewniają obsługę biurową, dostają miesięcznie dodatek rzędu 60-80% pensji. Mimo to jest problem, by taka osoba napisała za uczonego-eksperta pismo w sprawie związanej z ekspertyzą. Jak widać, dodatkowy pieniądz nie zawsze jest czynnikiem motywującym.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 20:03:22:

    @halucinski
    Administracja jest czesto zdemoralizowana, są jednak wyjątki, mam np. jedną Panią, która ogarnia wszystkie granty na tyle sprawnie, że nawet sama nowe konkursy znajduje. Ale też staram się dla niej jak najwyższe dodatki zapewniać.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 20:26:52:

    Mamy ciąg dalszy: wiadomosci.onet.pl/kraj/sabina-zalewska-zarzut-plagiatu-nie-ma-uzasadnienia/g4tkpsx

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:00:38:

    kahlkopf,
    Mnie zdziwił ton komentarzy pod tym artykułem. Każde kolejne wybory bedą bardzo ciekawe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:06:21:

    A co do porównania pensji administracji z pensją ASYSTENTA, to administracja jest ludem wolnym, bezrobocie za oknem nie przekracza 2%, nikt *rozsądny* za aż tak niskie wynagrodzenie do roboty nie przyjdzie. Dlatego konieczne są te dodatki, umowy-zlecenia etc., bo pensje podstawowe są bliskie minimalnej ustawowej, ale oczekiwania nieco wyższe. Taka prawda. Asystent zwykle przynajmniej ma perspektywę szybkiego przeskoczenia na adiunkta, szeroko rozumiana administracja - nie.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:06:39:

    Słabe zarobki administracji nie mogą być żadnym usprawiedliwieniem. Ja mam zasadę, że dobrą pracę zawsze szanuję - i to nie tylko dobrym słowem, tylko chętnie się dzielę pieniędzmi z moich grantów. Więc jak ktoś mi pomaga, to płacę dodatki i na koniec grantu jak coś zostaje jeszcze dorzucam bonus. Mimo to ciągle rzuca mi się kłody pod nogi - najczęściej przez zazdrosnych współpracowników moich kolegów w administracji którzy dostają wynagrodzenie z grantu. Jakoś nigdy nie przyszło im do głowy, że gdyby byli pomocni to chętnie bym ich do kolejnego wziął i zapłacił (bo te wyjątkowe rodzynki są przeładowane pracą).

    W dodatku odnoszę wrażenie, że to dla mnie nie ma często szacunku - ile razy już słyszałem "co my mamy z waszych grantów", a "administracja się sama wyżywi". Jakby nie rozumieli, z czego im się płaci pensje. To poważniejsza kwestia niż wynagrodzenia, to problem złej kultury korporacyjnej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:13:14:

    Dla przypomnienia: asystentowi ministerstwo oferuje 2450 brutto. Rektor pewnie mógłby dać nieco więcej, ale z zasady nie daje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:16:09:

    Warto to porównać z zarobkami w szkole, uwaga:
    nauczyciel stażysta 2417 brutto
    nauczyciel kontraktowy 2480 brutto
    I potem się dziwią, że zwłaszcza w dużych miastach w zawodzie nie ma matematyków, fizyków a o informatykach to juz w ogóle szkoda gadać.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:27:52:

    @flamengista
    Dokładnie. Mam pieniądze w grancie i nie mogłem znaleźć ludzi do pracy, bo ci co coś umieją są obłożeni i zarobieni, a ci nie umieją się po prostu nie nadają.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:53:07:

    Bezczelna baba.
    Nie plagiatowała w artykułach?

    Tu jest jej dzieło: ecitydoc.com/download/asystencja-jako-szczegolny-dialog-wychowawcy-i_pdf

    A tu oryginał rozdziału 3 "Salezjańska tradycja", plagiatem jest całość tego rozdziału być może poza pierwszym akapitem. Korektor TP w tym jednym tekście znalazł zapożyczenia z aż 4 autorów!

    opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/donbosco201009_wychowac.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/22 21:55:58:

    To niewiarygodne, wklepuje się początki kolejnych akapitów, a Google podaje pierwowzór, np ten:

    salezjanie.pl/czytelnia/2006/01/30/asystencja-serce-wychowania

    "Asystencja jest bodaj najważniejszą..."

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 10:38:21:

    Odnośnie wysokości zarobków w administracji. Kilkanaście już bodajże lat temu (chyba ok. 2010 r.) w mojej Alma Mater były zrobione zestawienia wynagrodzeń dla różnych grup pracowniczych i jak mnie pamięć nie myli to średnia dla pracowników administracyjnych wyniosła 5000 zł. Trochę krew się zagotowała wtedy asystentom, adiunktom i wykładowcom. Później było wyjaśnione, że jest to brutto brutto i uwzględnia oprócz pensji co miesięcznych także i premie, umowy zlecenia itd.
    Niestety po tym jak ten raport udostępniono, tak w kilka dni go już nie było.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 11:59:40:

    @pi
    Nie nazwałbym tej sytuacji niewiarygodną. Przypominając sobie sprawę braci z diamentowego wydziału AGH cała ta sprawa zupełnie mnie nie dziwi.

    @p-tau
    U nas też kiedyś było podobne zestawienie i uśredniona pensja pracownika administracji centralnej była większa od uśrednionej pensji adiunkta (administracja wydziałowa miała wynagrodzenia trochę niższe). To pokazuje kolejny absurd i traktowanie pracowników naukowych jak dojne krowy.


    W kwestii kosztów pośrednich. Każdy kto chociaż trochę miał okazje zaznajomić się z obecnym trybem działania uczelni wie, że są one niezbędne (co nie oznacza, że obecny tryb działania uczelni jest dobry, mam na ten temat zupełnie inne zdanie). Niemniej, to co obecnie umożliwia NCN, czyli 40% to absurd i rozbój wynikający przede wszystkim z ukrytego bezrobocia i nepotyzmu. W pierwszej kolejności w administracji centralnej, a następnie wydziałowej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 14:02:56:

    dwa.718.

    Nie. Te 40%, podobnie jak cały NCN, to świadoma polityka tworzenia uczelni badawczych. Kosztem całej reszty, która o grantach może pomarzyć. Nikt nie każe Pałysowi przeznaczać tych 40% na administrację, prawda?

    Wynagrodzenie administracji i okolic podaje rektor UW w dorocznym sprawozdaniu. "średnie uposażenie ZASADNICZE"
    - referenci 3346 zł
    - samodzielni referenci 4004
    - główni specjaliści 6189
    - dyrekcja 7954
    - robotnicy 2816
    - informatycy 5470
    - bibliotekarze 3429
    - naukowo-techniczni 4364


    wychodzi na to, że informatyk na UW zarabia lepiej niż adiunkt z habilitacją. Widocznie wśród tych adiunktów podaż przewyższa popyt :-)

    Wynagrodzenie CAŁKOWITE
    - prof zw. 9623
    - prof UW 7562
    - adiunkt 5536
    - asystent 4018
    - docent 6809
    -starszy wykładowca 5157- lektor/instruktor 3951

    teraz uwaga, wynagrodzenie całkowite adiunkta:
    - biologia 3742,14
    - fizyka 6106,13

    asystent:
    - Artes liberales 4739
    - biologia 4222 (więcej od adiunkta)
    - Orientalistyka, Geografia - ok. 2700

    profesor zwyczajny
    - Zarządzanie: 12904
    - Dziennikarstwo 12156
    - Biologia 7373
    - Psychologia 7123

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 14:27:21:

    @trzy.14
    Oczywiście, że jest to świadoma polityka ministerstwa uzgodniona z rektorami największych uczelni w Polsce. Mój rektor to przecież potwierdził. To nie zmienia jednak, że jest to jawne złodziejstwo wynikające z oligopolu tych uniwersytetów w Polsce. W naukach nie wymagających badań laboratoryjnych można z tym walczyć poprzez odrębne towarzystwa, które nie będą pobierać takiego haraczu. Byłem przeciwny kiedyś takiemu postępowaniu ale to jedyne rozsądne rozwiązanie.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 16:00:07:

    Gowin: Przestrzegałem, że trzeba będzie operować młotkiem.

    ,,Odchodząc ze stanowiska ministra sprawiedliwości przestrzegałem środowisko sędziowskie, że jeśli będą tak zamknięci na jakiekolwiek reformy - a te reformy są niezwykle potrzebne - to wcześniej czy później zamiast operować skalpelem, trzeba będzie operować młotkiem - powiedział wicepremier Jarosław Gowin, komentując forsowane przez rząd PiS zmiany w sądownictwie''.

    Za to w przypadku środowiska akademickiego Gowin Młotodzierżca i jego młotkowi nawet nie rozważali mikrochirurgii, tylko od razu zoperowali nas młotkiem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 19:36:34:

    Ostatnim problemem, na który zwraca uwagę większość środowisk to to, że bez zwiększenia finansowania uczelni, większość ośrodków nie ma środków na wprowadzenie podwyżek. A kwoty są niebagatelne, np. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu będzie potrzebował na podwyżki 6 mln złotych w skali roku.

    Ha, ha, ha! Od początku było jasne, że te podwyżki sfinansują uczelnie.

    serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1226192,opinie-o-podwyzkach-na-uczelniach.html

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide