Robię habilitację

Wpis

czwartek, 23 sierpnia 2018

Ocena z mainstreamu

Jeszcze jeden post z tweetu prof. Jaskułowskiego. Tym razem Profesor wskazuje na uzależnienie oceny parametrycznej uczelni od wysokości zdobytych grantów. Sam pomysł nie jest oczywiście nowy. Wielokrotnie brałem udział w dyskusjach na ten temat, które wskazywały na takie rozwiązanie w Wielkiej Brytanii. Mnie jednak uderza co innego.  Otóż moim zdaniem mechanistyczna parametryzacja fundowana nam od lat przez MNiSW weszła na nowy poziom absurdu. 

 

Nie ma bowiem żadnego sensu, by punktować wysokość uzyskanych grantów nie uwzględniając kontekstu dyscyplinarnego. Nawet zakładając, że można porównywać fundusze na postdoka w różnych dyscyplinach (co wskazano na Twitterze), to jednak w każdym  porównywaniu filozofowie muszą przegrać z fizykami i farmakologami, bo taka jest 'natura rzeczy'.I nie przekonuje mnie to, że nie ma bezpośrednich porównań między dyscyplinami. Granty w filozofii to zupełnie co innego niż granty w medycynie. I przeciętny projekt w medycynie musi kosztować więcej niż w filozofii (a jeśli nie kosztuje, to powinniśmy się bardzo bać o stan polskiej medycyny badawczej).

 

Ale mam też parę uwag co do sensowności oceniania wysokości funduszy na granty. Nie podoba mi się to i to nie podoba bardzo. Na Twitterze napisano również, że

 

prestiżowe nie są granty, ale odkrycia naukowe.

 

I moim zdaniem warto o tym pamiętać. Jakiś czas temu przeczytałem, że w medycynie najlepsze artykuły nie mają podziękowań dla fundacji finansujących badania. Nie wiem, czy to prawda, wiem jednak, że nie wszystkie granty kończą się epokowymi, a nawet zwykłymi odkryciami. Co więc oceniamy? Umiejętność pisania grantów? Umiejętność wpisywania się w mainstream metodologiczny i modę badawczą? Mam duże wątpliwości co do tego, czy te umiejętności warto oceniać i czy powinny być przedmiotem parametryzacji.

 

PS. Kilka dni temu znajomy prawnik odradził mi napisania postu. Taki mamy klimat.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
czwartek, 23 sierpnia 2018 21:00

Polecane wpisy

  • Nie ma amatora na tego potwora

    Parę dni temu dostałem maila, w którym czytam, że Uniwersytet Zielonogórski zażyczył sobie od pracowników oświadczeń, że nie prowadzą i nie będą prowadzić badań

  • Młodzi, prestiżowi i wybitni

    Przesłano mi odpowiedzi ( linka i druga linka Akademii Młodych Uczonych PAN w sprawie tego, jak MNiSW określa wybitność młodych uczonych. No

  • Nauka pod specjalnym nadzorem

    Kilka dni temu dowiedzieliśmy się , że brytyjski doktorant został skazany na dożywocie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oczywiście wiem tyle, co nap

Komentarze

Dodaj komentarz

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 21:40:08:

    Odradził? To Gowin Młotkodzierżca ((c) @trzy.14) wdraża własne służby specjalne? Nie przesadzajmy. Terror prawny (aka ściganie warchołów) osiąga co prawda nowe poziomy, ale warto rozważyć na poważnie "listę hańby" ulokowaną na zagranicznym, najlepiej amerykańskim serwerze, gdzie będzie się piętnowało i dokumentowało ekscesy aparatczyków partyjnych, aby nie zostały zamiecione pod dywan i aby tacy oportuniści jak Gowin zostali na trwałe usunięci z polskiej polityki, nawet jeśli unikną odpowiedzialności karnej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 22:05:11:

    Płacenie za granty krajowe pochodzące ze środków publicznych oznacza, że państwo chce płacić jednostkom tym więcej, im bardziej kosztowne są ich badania. Im bardziej ktoś wydyma państwo, tym państwo bardziej jest zadowolone.

    To jest absurd!

    Po drugie: jaką rolę pełni to kryterium w zarządzaniu jednostką? Czyż świadomość uzyskiwania zwykle niemałych kosztów pośrednich nie jest wystarczającą zachętą dla kierownictwa, by chuchać i dmuchać da grantobiorców? Cóż więcej może zrobić kierownictwo?

    Jest to więc nic innego jak bezpiecznik, by w wynikach parametryzacji nie było niespodzianek.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 22:26:37:

    Można też, powinno się postawić pytanie: skoro parametryzacja jest stosowana od co najmniej 12 lat, jakie są jej konsekwencje?

    Jestem pewien, że kryterium 1 zmieniło postawy wielu indywidualnych naukowców oraz wpłynęło np. na politykę kadrową wielu jednostek.

    Stare kryterium II szczęśliwie zniknęło.

    Obecne kryterium II to stare kryterium III, grantowe. Jestem całkowicie pewien, ze to kryterium jest całkowicie ignorowane przez kierownictwa jednostek oraz decyzje indywidualnych naukowców. Nikt nie występuje o granty z myślą o kryterium II. I kierownik, podpisując wniosek grantowy, nie ma z tyłu głowy nawet śladu myśli o krterium grantowym parametryzacji.

    To po co jest to kryterium?

    I ostatnie kryterium, użyteczności lokalno-wszechświatowej. Tutaj także jestem pewien, że nikt w kierownictwach jednstek ani pojedynczy naukowcy nie podejmują żadnych decyzji choćby w pijackim zwidzie kierując się kryterium uzytecznościowym. Jak przychodzi czas kategoryzacji, dziekan (lub wyznaczony przez niego prodziekan, pełnomocnik kategoryzacyjny) PO OMACKU zbiera osiągnięcia, które można wykazać. Zawsze PO OMACKU, bo kategoryzacja zawsze jest TAJNA! Znamy punktację, ale nie wiemy, za co konkretnie punkty przyznano. Nie można więc kryterium III zastosować do świadomej działaności ani na poziomie indywidulanym (zrobię coś w czynie społecznym, ale potem dziekan mnie wirtualnie ozłoci, bo umieści moje osiągnięcie w kryterium III jednostki), ani na poziomie kierownictwa jednostek.

    Kryteria II i III są więc funkcjonalnie zbędne, chyba że chodzi o funkcjonalność polegającą na możliwości centralnie-ręcznego sterowania wynikami kategoryzacji.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 22:33:38:

    I jeszcze jedno. Granty są wyceniane na od -0.2 do +0.2 punktu, przy czym ocena ostateczna waha się między -1 a +1.
    Warszawa ma jak w banku w tym kryterium +0.2, a my -0.2. Różnica wynosi 0.4 punktu. 40% wartości maksymalnej. Przepaść. I o tej przepaści wiemy już dzisiaj. Co więcej, różnice w zdolności grantobiorczej jednostek są tak ogromne, że w mojej dyscyplinie może tylko 3-4 jednostki nie dostaną -0.2 punktu.

    Jednocześnie jest niemal pewne, że większość recenzentów grantów pochodzi z jednostek grantobiorczych. Podwójna motywacja, by w razie wątpliwości wskazywać "jednostki wiodące".

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 22:46:53:

    @Habilitant2012:

    > PS. Kilka dni temu znajomy prawnik odradził mi napisania postu. Taki mamy klimat.

    Ale dlaczego?! Przecież w tym poście nie pomawia ani nie znieważa Pan nikogo.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 22:56:10:

    @Staryzgred2012:

    > Terror prawny (aka ściganie warchołów) osiąga co prawda nowe poziomy

    Oj, igra Pan z wiceministrem sprawiedliwości... ;)

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/23 23:38:01:

    W przypadku grantów krajowych powinno być właściwie odwrotnie: urobek punktowy z publikacji powinien być ważony przez kwotę finansowania z budżetu.

    Premia powinna być tylko za granty międzynarodowe, bo tu od lat jesteśmy płatnikami netto - zarówno w ERC, jak i na poziomie innych programów europejskich.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 00:25:46:

    fla,
    Premie powinny być za środki pozabudżetowe przeznaczone na R&D, ze szczególnym uwzględnieniem środków zagranicznych.

    Z tym że w pierwszej z powyższych kategorii uniwersytety bezprzymiotnikowe sromotnie sromotnie przegrywają z politechnikami. A to mogłoby zachwiać wiarą w ich predestynację badawczą.

    Z drugiej strony: czy uczelnie publiczne mają/powinny/mogą zamienić się w działy badawczo-rozwojowe jakichś firm?

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 08:34:08:

    @Flamengista
    Premia powinna być tylko za granty międzynarodowe, bo tu od lat jesteśmy płatnikami netto - zarówno w ERC, jak i na poziomie innych programów europejskich.
    Mam wrażenie, że brakuje ich nie tylko ze względu na poziom, ale na brak adekwatnego lobby. Nie byłoby to kryterium mierzalne odnośnie poziomu badań.

    @Trzy.14
    Premie powinny być za środki pozabudżetowe przeznaczone na R&D, ze szczególnym uwzględnieniem środków zagranicznych.
    Tu premie w postaci punktów niekoniecznie są potrzebne, bo i tak są pieniądze z badań, czyt. podwykonawstwa, a to jest dostateczny powód do działania.

    Ogólnie kategorycznym przeciwnikiem punktowania grantów czy zysków z R&D nie jestem, ale zmniejszyłbym znacznie ich wagę. Np. grant powinien być traktowany tak, jak artykuł albo monografia. Podobnie np. każdy zarobiony milion jak pewna ilość punktów. Tak to się często przekłada na oceny okresowe pracowników.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 08:43:48:

    Przecież tu nie chodzi o poziom badań, tylko o presję o ty, aby uczelnie brały jak najwięcej pieniędzy z zewnątrz i tworzył w grantach etaty post-doków. Gdyby o naukę chodziło, to w humanistyce, gdzie wciąż bardzo często badania prowadzi się indywidualnie, punkty przyznawano by również za to, że pracownicy uczelni zdobywają indywidualne fellowsips, np. pracownik dostanie Fulbrighta albo Humboltda, ale punktów uczelnia za to nie będzie miała. Dlaczego?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 09:43:56:

    @kananga
    Akurat w ostatniej ocenie były za to punkty.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 09:55:28:

    Ale w tej nic o tym nie widzę

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 10:18:39:

    były, ale gdzieś upchane wśród kilkunastu innych fragmentarycznych osiągnięć. Ułamek promila ostatecznej punktacji.

    Natomiast faktycznie, co najmniej do 2010 roku nie słyszałem, by ktoś od nas wyjechał na dłużej, czyli do pracy naukowej, za pieniądze polskiego państwa. A jeździło się dużo, niemal każdy gdzieś chociaż rok, no, pół roku był. Potem też nie, ale przynajmniej zaczęli przyjeżdżać do nas, za pieniądze polskiego państwa (a nawet jeśli europejskie, to ich dysponent zawsze jest lokalny). Inna sprawa, że części z tych przyjezdnych chyba na oczy nie widziałem (!)

    Co otwiera pytanie o audyt polityki NCN. Co się stało z tymi doktorantami i postdokami utuczonymi tłustymi grantami?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 11:13:41:

    aaa

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 11:23:03:

    Przepraszam za poprzedniego posta - był powiedzmy na próbę.

    Przepraszam, ale aż mi szczęka opadła i potoczyla się po betonie.
    Co to znaczy "każdy z nas był za granicą przynajmniej na rok, półtora"??
    Co to znaczy "każdy z nas" - ja wysyłam od 2 lat podania na post-doki i nic. Więc jakim cudem "każdy z nas". Czy jest jakiś magiczny sposób żeby to zorganizować?

    A tak z bardziej realnych pytań. Czy ktoś z państwa się orientuje czy w nowej ustawie jest obowiązek bycia kierownikiem grantu do habilitacji? Pamiętam projekt w którym to było.

    I jeszcze jedno pytanie. Czy są jakieś przepisy określające co się dzieje z tytułami naukowymi nadanymi w dziedzinach które ani bezpośrednio ani pośrednio według nowej klasyfikacji nie istnieją. Co ze specjalnościami (przy dr mogły być dwie) jeśli teraz obie lądują w innych dziedzinach? I ważniejsze pytanie. Czy nie nieistniejąca dziedzina w dr jakoś rzutuje na potencjalne habilitacje w przyszłości?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 12:31:36:

    @trzy.14
    Jednocześnie jest niemal pewne, że większość recenzentów grantów pochodzi z jednostek grantobiorczych. Podwójna motywacja, by w razie wątpliwości wskazywać "jednostki wiodące".

    Widać, że się Pan nie orientuje w obecnym funkcjonowaniu NCN. Ponad połowa, w niektórych dziedzinach większość recenzji jest wykonywana przez obcokrajowców spoza Polski.
    Pozyskiwanie pieniędzy na badania spoza uczelni jest jednym z kluczowych elementów i powinno być oceniane. Tego nie można krytykować, bo tak jest na całym świecie, chyba nie mamy stać się zaściankiem naukowym. Można jedynie krytykować sposób tej oceny, ale to zupełnie inna sprawa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 12:39:05:

    sarjane,
    Widocznie pracujemy w innych branżach.
    Niemal nie znam koleżanek i kolegów z mojej branży, którzy nie wyjechaliby choćby na pół roku. Jeśli ktoś nie wyjechał, najlepiej w trakcie lub tuż po doktoracie, to raczej ze względów rodzinnych.

    Jednak jeżeli ktoś pobyt przedłuży ponad rok, to już nie wraca.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 12:43:56:

    piotrcandida
    Zanim wniosek dojdzie do recenzji, musi przejść przez sito lokalnych ekspertów. To ich mam na myśli.

    Do recenzentów nie mam żadnych pretensji. I jak Pan mówi, u mnie w zdecydowanej większości zdają się być z zagranicy.

    Pozyskiwanie środków na badania jest ważnym sposobem SELEKCJI NAUKOWCÓW. Tylko dlaczego odbywa się to tak dramatycznie nietransparentnie?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 12:59:41:

    W NCN jest panel ekspertów - to lokalsi (najczęściej ci co już mieli granty NCN) - jeżeli wniosek przejdzie do II etapu to wysyłany jest do zagranicznych receznentów ale ostateczną decyzję podejmuje panel ekspertów-lokalsów, który nie jest związany punktacją zewnętrznych recenzentów. Tak więc 3.14 ma rację.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 13:10:40:

    @trzy.14
    Dlatego też mój post był nieco okraszony ironią. Znam 1 osobę która w przeciągu ostatnich 10 lat na inna uczelnie wyjechała (nie wrócił - nie ma o co go winić).

    Ale ponieważ temat mnie interesuje zadam jeszcze jedno pytanie. Czy wyjazdy z waszej branży odbywają się tak ze doktor/doktorant wysyła zapytania na uczelnie na ogłoszone konkursy czy wcześniej znaj (z konferencji, kontaktów między starszymi pracownikami) uczelnie/jednostki przyjmujące?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 13:11:47:

    i jest im też znany.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 13:29:49:

    @dr.kananga
    Na podstawie tego, ze eksperci ostatecznie podejmują decyzję, nie można wyciągać wniosku, że ignorują opinie recenzentów.

    @trzy.14
    Jak ktoś nie publikuje w dobrych międzynarodowych czasopismach, to ciężko, żeby wygrywał granty. Tu są proste zasady.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 13:44:48:

    Nie tylko masz problem z myśleniem, ale i z czytaniem, nie tylko niewiele wiesz o uczelniach, ale też nigdy nie byłeś w NCNowskim panelu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:02:32:

    @piotrcandida
    Dla tego panelu ekspertów to może być też tak, że jedna recenzja to świetnie, naprawdę dobry projekt, dorobek światowy, a druga projekt słaby, a ocena tego samego dorobku jako lokalna. Pomimo, że artykuły dane do oceny są z wysokopunktowanych, impaktfaktorowych czasopism, cenionych w branży. Mnie już nic nie zdziwi w NCN. Nawet to, że po recenzji/komentarzach widać laika.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:07:58:

    Właściwie to się zastanawiam, co to znaczy mieć dorobek/artykuły na poziomie światowym? W ogóle to po tych komentarzach to się zastanawiam, jak wygląda dorobek ekspertów? Czy oni się publikują tylko w Nature i Science?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:12:10:

    H2 i H3 jak publikują na Słowacji to już jest światowo.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:12:49:

    HS2 i HS3 rzecz jasna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:21:03:

    Doktorant wysłał wniosek do Preludium. Wniosek został zaakceptowany, jednak nie został skierowany do finansowania z powodu wyczerpania funduszy. Eksperci zalecili ponowne złożenie go za pół roku. W kolejnym konkursie, tym po pół roku, inni eksperci uznali, że wniosek jest tak słaby, że doktorant dostał karencję na składanie wniosku w najbliższym konkursie. Bez flaszki nie razbieriosz.



  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:23:11:

    Myślałem, że w twardej "science" są mniejsze wahania, co jest dobrym badaniem, a co nie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:25:34:

    Tu nie ma co myśleć, tu twarda rzeczywistość. Liczy się pies przewodnik w tym lesie. Po prostu mają dostać ci, co mają.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:30:44:

    @dr.kananga
    Nie błaźnij się, trzy14 napisał, że większość recenzentów grantów pochodzi z jednostek grantobiorczych. Co nie jest prawdą, bo tak nie jest. Eksperci ostatecznie ustalają listę otrzymujących grant, ale nie mogą tego robić w oderwaniu od recenzji. Chyba, że tak jak pisze kahlkopf recenzenci to zrobili w niewłaściwy sposób, co jest ewidentne.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:31:53:

    Oczywiście, że mogą i to robią.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:36:27:

    @trzy.14
    Z wnioskiem były recenzje, widocznie padły jakieś zarzuty. Z sufitu tego nie wzięli. Być może wniosek był sprawdzany przez lepszych fachowców, trudno coś w ciemno sugerować.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:38:43:

    @dr.kananga
    W "twardej" "science" są bardzo rozbudowane panele takie jak S10 gdzie swoje pomysły dostarczają badacze a bardzo wielu branż (nauki o ziemie ale i inżynierskie). W efekcie niestety zdarza się że recenzenci nie do końca rozumieją co recenzują.
    Tutaj nawet nie chodzi o złą wolę ale o to że taki "przyrodnik" (z braku lepszego określenia) ma mierne zrozumienie tematu "dokładności" i technologii pomiaru i dlatego taki grant jest dla niego a)nie ciekawy i b)nie ważny.
    (nie będę się pastwić nad tym jak "przyrodnicy"wyciągają z pomiaru 30 metrowego zmiany na poziomie 20 cm).
    Po prostu w niektórych panelach porównuje się nie porównywalne. A nie zawsze uda się tak dobra przez wnioskującego kategorie żeby osoby rozumiejąca problematykę dostały do recenzji.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:50:02:

    @dr.kananga

    Po pierwsze, są takie czeskie czasopisma, w ktorych publikują uczeni całkiem nie z Polski i nawet nie z naszej części Europy. Po drugie, nieładnie generalizować.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:52:51:

    W sumie w HS2 czy HS3 jest podobnie. I zasadzie końcowa lista po 2 etapie pokrywa się z listą na I etapie: jeżeli eksperci zdecydują, który projekt jest zły, a który dobry, to zewnetrzne recezenzje wiele tu nie zmieniają, bo eksperci wiedzą swoją albo recenzji nie rozumieją, albo odrzucają jako nazbyt entuzjastyczne albo nadkrytyczne.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:55:00:

    Mówię o swoich doświadczeniach. I nie o tym, że humaniści nie publikują międzynarodowo, tylko o tym, że eksperci w NCNie, zwłaszcza w HS2 są często źle dobierani.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 14:59:49:

    @Sarjane
    To nie jest tylko to. Ja mam nawet takie wrażenie, że część z tych osób nawet nie wie co to jest ten Hirsch, co już na tym blogu było poruszane. Wiadomo, że wskaźniki bibliometryczne też są brane pod uwagę, ale widać, że wybiórczo i zależy na kogo padnie. Dla jednego H=4 to będzie mało, dla drugiego będzie to osiągnięcie. Dla jednego będzie to jeden z powodów przyznania/odrzucenia wniosku, inny napisze, że to tylko fetysz. A teraz spojrzy człowiek na listę ostateczną przyznanych grantów i się okaże, że na pierwszym miejscu jest osoba z H=1 i to z grantem na niezłą sumkę. Czy to nie jest zastanawiające? Dla mnie jest zwłaszcza jak dostaję bardzo rozbieżne oceny. Poza tym jeszcze mi się nie zdarzyło otrzymać recenzji w języku innym niż polski. Więc, gdzie są ci zagraniczni eksperci, zwłaszcza w ST?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:08:40:

    @kahlkopf
    To jest słabość nauk humanistycznych, mało publikują w uznanych czasopismach międzynarodowych, pewnie nawet rozsądnych ekspertów ciężko zebrać z odpowiednim dorobkiem.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:09:15:

    @sarjane
    Większość załatwiania post-doców w mojej dziedzinie wygląda tak, że dany doktorant jeszcze na studiach doktoranckich próbuje się dostać na topową konferencje, na której poznaje ludzi i szuka tzw. "jobs board". Na takiej też konferencji bardzo często odbywa się wstępna rozmowa kwalifikacyjna na podstawie publikacji konferencyjnej. Bardzo często chcą też by pokazać im jedną, najlepszą pracę, w której jest się głównym autorem (czyli trzeba mieć coś z górnego zakresu obecnej listy A - wystarczy jedna sztuka). Nie spotkałem się z post-dociem uzyskanym na zasadzie aplikacji osoby "znikąd".

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:14:37:

    OK - czyli mniej więcej tak jak się spodziewałam. I tutaj wchodzimy niestety w podstawowy problem którzy brzmi: na wydziałach w B gdzie nie ma grantów (nawet jeśli są na dobrych uczelniach) nie ma pieniędzy na konferencje. I to w zasadzie kończy temat. I nic nie pomogą publikacje z wysokim IF.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:14:54:

    @piotrcandida
    Ja tu piszę o twardej ST. A i tak pewnych rzeczy nie napisałem i raczej na dzień dzisiejszy zostawię to dla siebie. Tak zgadzam się tu z twierdzeniem, że nie powinno się brać do oceny pozyskiwania grantów z NCN. Prędzej z NCBiR, pod warunkiem, że skończy się to co najmniej patentem międzynarodowym i/lub wdrożeniem.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:17:17:

    @dr.kananga
    Tak, przepraszam. Źle zrozumiałem.

    @pc
    Trelemorele. W wielu panelach recenzentami są Zasiadający, którzy plotą bzdury w recenzjach, nie mając pojęcia, co czytają. To prawda. Ale w Hs2 jest cała masa ludzi z międzynarodowym dorobkiem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:24:57:

    A tu mamy ciąg dalszy sprawy: wiadomosci.onet.pl/kraj/rzecznik-praw-dziecka-terlecki-zapowiedzial-zbadanie-kontrowersji/x7cwjn9
    Myślę, że tej sprawie nie sprzyja tło polityczne. Czy kolega Nowojorczyk chciałby się wypowiedzieć coś na ten temat? Czy też woli pewnie, jak większość z nas ostrożnie, właśnie ze względu na political background? Tak, czy tak sprawa z naszego punktu widzenia jest ważna, wszak może to rzutować na dalsze postrzeganie naszego środowiska. I nie ważne, czy ktoś HS, czy ST.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:43:52:

    @Kahlkopf
    W świetle ostatnich ustaleń NIK dotyczących wdrożeń i NCBR, wyróżnienie tegoż na tle NCN nie jest optymalnym rozwiązaniem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 15:59:10:

    @Naukowiec2.0
    Dlatego to moje stwierdzenie było bardziej ze znakiem zapytania. Tak, czy tak, widać olbrzymią słabość instytucjonalną, która jest warunkowana fatalną polityka naukową, jak i w ogóle polityką, w której brakuje przede wszystkim przejrzystości. Wręcz myślę, że minister MNiSW, jak i przede wszystkim MEN nie powinni być w żadnym wypadku politycy, a wysocy urzędnicy, z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu edukacją. Tu wręcz powinniśmy mieć do czynienia z długofalową polityką, charakteryzującą się w pewnym zakresie stabilnością, jak i przewidywalnością. Jednak problem w Polsce jest taki, że wszelakie stanowiska traktuje się jako łup polityczny, co kończy się często bardzo negatywnie do zarządzanych gałęzi, czy to gospodarki, czy też życia społecznego. Stąd mamy tez niepotrzebne mnożenie bytów i rozdzielenie np. ministerstw edukacyjnych na MNiSW oraz MEN. Niestety u polskich polityków występuje nagminnie brak dojrzałości obywatelskiej i umiejętności ponoszenia konsekwencji za własne decyzje, czy też decyzje podległych bezpośrednio pracowników.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 16:07:13:

    Def. Wysokiego Urzędnika: www.youtube.com/watch?v=RMpCZkLWH-w

  • kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 16:14:00:

    @sarjane

    Naprawdę czasem ludzie szukają chętnych do projektów na zachodzie przez ogłoszenia. I o ile osoby ze znanych ośrodków mają łatwiej, to Polacy z odpowiednimi umiejętnościami nie są bez szans. Sama znam kilka osób, które tak znalazły postdocka w dobrych miejscach.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 16:35:08:

    Będę nadal próbować.

    Chociaż dziś edytor jednej gazetki mnie rozczulił - najpierw mi napisał że nie wysyła do recenzji bo są okropne błędy językowe. Po czym jak mu napisałam grzecznie o co chodzi wysłał mi poprawione streszczenie w którym to strasznym błędem było
    - brak jednego "a"
    - brak jednego "the"
    - oraz użycie "-" zamiast zrobienie ze zlepki wyrazów jednego słowa (zaznaczam że słowo nie istnieje w Collinsie w formie bez "-")
    No na prawdę - "zbrodnia to niesłychana" - a ja mam kolejne 3 dni stracone na szukanie tego typu kwiatków.
    Ale to chyba ja mam jakiegoś ewidentnego pecha do edytorów. Poprzedni mnie odpytywał z tego co to są pieniądze statutowe ...

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 18:43:18:

    Statystyki konkursów NCN z 2017 i UW i UJ dostały granty na sumę mniej więc taką jak 8 pozostałych największych benfecijentów: ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/statystyki/NCN_statystyki_2017.pdf

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 19:48:01:

    1. Bez dwóch zdań UJ i UW wiodą prymat, jeśli chodzi o liczbę wniosków i całkowitą wysokość przyznanych środków (s. 35). Ale jak się już wyliczy średnią wysokość przyznanego finansowania, to UJ, UW, UAM i UWr idą niemal łeb w łeb:
    UJ -- 0,437 mln zł/projekt,
    UW -- 0,425 mln zł/projekt,
    UAM -- 0,408 mln zł/projekt,
    UWr -- 0,42 mln zł/projekt.

    2. Zastanawiająca jest różnica między wysokością środków przyznanych mężczyznom i kobietom (s. 44). Każda płeć złożyła mniej więcej tyle samo wniosków, zakwalifikowano nieco więcej męskich aplikacji niż żeńskich, ale rozziew między otrzymanym finansowaniem jest już bardzo duży, bo wynosi 7:4 na korzyść mężczyzn. Dane są zbyt skąpe, żeby wyciągać z nich jakieś wnioski, niemniej przykuwają uwagę.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 20:08:10:

    Sarjane:

    > wysłał mi poprawione streszczenie w którym to strasznym błędem było
    > - brak jednego "a"
    > - brak jednego "the"
    > - oraz użycie "-" zamiast zrobienie ze zlepki wyrazów jednego słowa (zaznaczam że słowo nie istnieje w Collinsie w formie bez "-")

    Proszę się nie przejmować. Ładnych kilka lat temu przetłumaczyłem kolegom artykuł. Wrócił z adnotacją, że wymaga korekty językowej. Redaktor uznał, że ma być ,,shooter'' zamiast ,,firer'', ,,ammunition'' zamiast ,,munition'', ,,analyze'' zamiast ,,analyse'' itp., chociaż regulamin pisma nie zastrzegał, że prace mają być w American English.

    Co do stosowania rodzajników, polecam książkę Michaela Swana pt. ,,Practical English Usage''. Jeżeli zna Pani jeszcze podstawy podstaw logiki (tzn. wie Pani, czym jest nazwa abstrakcyjna i konkretna, nazwa jednostkowa i ogólna, nazwa indywidualna i generalna oraz nazwa w supozycji materialnej, formalnej i prostej), i odniesie to Pani sobie do wykładu Swana, wiele aspektów używania rodzajników stanie się prostszych. Nie bez powodu ten podręcznik jest polecany przez wielu native-speakerów, uczących angielskiego.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 20:13:50:

    I ostatni post:

    Od kilku tygodni odnoszę wrażenie, że na naszym forum coś się zaczęło zmieniać. Dotąd udawało się nam wymieniać poglądami, rozmawiać ze sobą, a nawet spierać się w pozbawiony agresji sposób, za co lubię to miejsce (pod tym względem to taka perełka w polskim internecie). Niestety, ostatnio zauważam coraz więcej docinków, wycieczek osobistych itd. Jestem przewrażliwiony czy coś istotnie jest nie tak?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 20:33:54:

    Bardzo dziękuję - tak podręcznik znam. Jest wyjątkowo dobry - czasami udzielam się jako tłumacz (niestety tylko ustnie, moja dysleksja skutecznie mnie blokuje), dokształcam się w tym zakresie cały czas.

    Wydaje mi się że w tym przypadku mamy zabawę pt. odrzucamy dopóki nie będzie miejsca w wydawnictwie a każde takie odrzucenie "zeruje" zegar i można się szczycić szybkimi recenzjami. To już niestety też przerabiałam ...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:07:17:

    Acanie Haluciński,
    Myślę, że to w dużej mierze może być niepewność jutra, spowodowanym reformą 2.0. Polityka brutalnie wchodzi z buciorami w życie. Obcinanie pieniędzy, itp. Poza tym chyba też ulegamy temu ogółowi społeczeństwa, gdzie atomizacja i brutalizacja życia postępuje. Wszak Akademia i tu przestaje być constansem. Przykro to stwierdzić ale masz rację. Nie wolno szukać wymówek i pracować nad sobą. Więc pozwolę sobie pierwszy posypać symbolicznie głowę popiołem i rzeknę: mea culpa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:23:29:

    @Sarjane:

    > czasami udzielam się jako tłumacz

    No tak, w sumie wyszło tak, jakbym ojca uczył dzieci robić. Przepraszam Panią.

    @Kahlkopf:

    Czyli nie jestem przewrażliwiony, Waści. Tyle dobrze.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:35:41:

    @halucinski
    Nie jest to Pańskie złudzenie. Jest to skutek wtargnięcia na ten blog dość prostackich w przekazie propagandzistów pro-gowinowych. Prostackich, a przez to prymitywnych w argumentacji, niekompetentnych i często urągających elementarnym zasadom logiki. Można to dość długo znosić, ale kiedyś każdemu kończą się zasoby cierpliwości. W takiej chwili wolę się wycofać i poczekać, aż mi ciśnienie zejdzie, bo wypowiedzi typowych smarkatych korwinistów, którzy niewiele widzieli, niewiele doświadczyli, ale mają apodyktyczne uniwersalne receptury doprowadzają do wściekłości, ale i do rozpaczy, bo ta horda rozwydrzonych hunwejbinów to właśnie "intelektualne" zaplecze Gowina i tej chaotycznej pseudoreformy. Stąd też moja determinacja, aby tę naszą "bandę czworga" w przyszłości na trwałe wyeliminować z jakjchkolwiek funkcji publicznych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:37:18:

    Zacny Kolego Haluciński,
    Myślę, że to dobrze, że dzielisz się swoimi doświadczeniami jako tłumacz i jako prawnik. Wszak nie to czasem ważne kto kim jest, lecz experience & skills. Wierz mi, lub nie, wszak to Twój wybór, ale Twój głos, często otwiera mi oczy na inne aspekty spraw, które poruszamy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:43:48:

    @sarjane

    Zdziwisz się. albo nawet spadniesz z krzesła: jeden z naszych doktorantów "został dostrzeżony" dzięki swojej stronie internetowej. Prawda, że to nieoczekiwany sposób? Oczywiście na tej stronie były tez linki do publikacji.

    Inne mechanizmy to znajomości promotora (to chyba najbardziej standardowa droga) lub 50+ cefałek rozesłanych po całym świecie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:45:29:

    @StaryZgred2012
    Niestety, ale poziom dyskusji w Polsce osiągnął rynsztok. Właściwie każdy przekrzykuje, byleby oponenta zakrzyczeć, stłamsić. Nawet na Youtube, mamy teksty: jak to ktoś kogoś zmasakrował, zniszczył, czy jeszcze mocniejsze rynsztokowe słowa. Tu nie ma miejsca na erystykę. Tu w Polszcze ma się niszczyć przeciwnika, aby mojsza prawda była na górze nad Twojszą w końcu: www.youtube.com/watch?v=faPFQq8Od4I

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 21:54:11:

    @Pi & Sarjane
    Dużo zależy od naszej przedsiębiorczości, przebojowości, a często i zwykłego szczęścia. Czasami wystarczy być w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Ja powtarzam swoim studentom, czy też doktorantom, że nie po to się jedzie na konferencję by wygłosić referat, czy pokazać poster, ale żeby zawrzeć nowe, wartościowe znajomości. Stąd dróg do znalezienia postdoka jest w tej chwili dużo: można szukać tu www.euraxess.pl/, a także tu researchgate.net, wykorzystać dobre konferencje, wykorzystać znajomości promotorów, bądź mentorów (z tym jest często trudno), wysyłać maile i CV, wysyłać granty w stylu miniatura w NCN (co nie gwarantuje sukcesu). I bardzo ważne w naszej naukowej pracy, że liczą się powiązania i znajomości /b].

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 22:29:14:

    @Haluciński
    Ja akurat lubię rady językowe - zakładają że nie odnoszą się do mojej inteligencji (tzn nazywanie mnie ćwierć-inteligentem bo nie rozróżniam pomorze/pomoże)
    Tak czy inaczej bardzo dziękuję.

    Co do grantów - moja promotor niestety z pogardą odnosiła się nie tylko do mnie ale również do uznanych autorytetów w jej branży. Nie sądzę aby miała jakiekolwiek kontakty, gdyby je miała nie podzieliła by się na pewno nimi ze mną.
    Problem "dobrych" konferencji jest niestety dość niespójny w czymś na kształt mojej hybrydy (albo hybryd) którymi się zajmuje. Tzn. gdybym nawet miała dofinansowanie to miał bym ciężką zagwozdkę.

    Co do Miniatury :) - jestem beneficjentem ciekawego zjawiska - pozytywnych recenzji z mała ilością punktów. Przypuszczam że komuś z moim pomysłem badawczym (nie startowałam do konferencji) nastąpiłam na odcisk dość mocno. (Na koniec recenzji ogólnie pozytywnej - jako zarzut przedstawiono ilość publikacji :) ).
    Chciała bym jednak zwrócić uwagę na pewną rzecz, teraz recenzenci są nieco milsi - jak mi odrzucono (przy drugim podejściu - gdzie w pierwszym były tylko uwagi techniczne) Preludium zostałam poinformowania o moich niedostatkach mentalnych oraz innych w sposób bardzo dosadny) Teraz jak czytam recenzje jest jakoś milej.

    Chyba jednak muszę założyć sobie stronę internetową - miałam nadziej ze YT spełni tą rolę częściowo ale się myliłam.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 22:37:20:

    @Sarjane
    W tej chwili chyba takim najszybciej rozwijającym się kanałem typu social media dla "naukowców" jest researchgate.net, w mniejszym stopniu Mendeley. Poza tym myślę, że trzeba iść wielotorowo, czyli nie zdawać się tylko na jeden sposób. Ale tak, w większości przez świat naukowy jesteśmy oceniani poprzez pryzmat naszych artykułów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 22:41:50:

    universityrightswatch.wordpress.com/2018/08/19/najczestsze-uwagi-do-rozporzadzen-i-procesu-konsultacji/

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 22:57:28:

    moja promotor niestety z pogardą odnosiła się nie tylko do mnie

    Promotor odnoszący się z pogardą do doktoranta???
    Pogarda czy poczucie wyższości względem kogokolwiek są uczuciami, które, wchodząc mury uczelni, należy wieszać na haku w szatni.

    Ale pogarda do doktoranta to recepta na porażkę obu stron. Po co wchodzić w takie toksyczne związki? Tak, wiem, łatwo się mówi, trudno robi, zwłaszcza ża ja sam miałem szczęście do bardzo życzliwego i empatycznego promotora.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 23:04:34:

    To jest temat na zupełnie inną rozmowę. Ale żeby zobrazować najprościej sytuację obroniłam się 2,5 roku po tym jak praca była gotowa. Na wydziale trwały zakłady kto wytrzyma ja czy ona.
    Z perspektywy czasu
    - na pewno jakaś część winy była po mojej stronie,
    - tak na prawdę nie chodziło o mnie, byłam dobrym materiałem na zemstę się na całym otoczeniu (taki pokaz siły słabej osoby nagle znikąd do władzy wyniesionej).

    Nie ma sensu teraz tego rozpatrywać, błędu są już nie do naprawienia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 23:14:10:

    @Sarjane
    Błędów nie popełnia jedynie ten co nic nie robi. Takie rzeczy trzeba zostawić za sobą i przeć do przodu. A tu najważniejsza jest inwencja twórcza i przebojowość. Niestety, nie za każdym razem mamy na wszystko wpływ. I na początku drogi człowiek jest postrzegany przez pryzmat promotora. Trzeba dużo pracy i zacięcia, aby samemu zapisać swoją kartę.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 23:27:56:

    Wydaje mi się że jednak kluczowy w doktoracie jest wybór mentora (promotora) i powinny być obostrzenia kto może a kto nie powinien - habilitacja nie powinna być warunkiem wystarczającym.
    Niestety nie umiem ich zdefiniować. Na pewno nie powinny być to decyzje dziekanów/kierowników studiów (na zasadzie ty możesz ty nie możesz), to by doprowadzało do patologii. Ale jakieś kryteria być powinny. Choćby z uwagi na to że zły (pod różnymi względami) promotor blokuje rozwój doktoranta.
    Znam sytuacje w których doktorant nie miał dostępu do sprzętu bo mu promotor zakazał, nie mógł jechać na konferencje (mimo tego że dostał grant właśnie na nią). Myślę że na dużych wydziałach problem może być mniejszy, jak się doktorat-promotor nie dogadują to jeśli promotor odda temat to można pisać dalej o kogoś innego zajmującego się podobną tematyką. Ale na małych wydziałach ... Może szkoły doktoranckie coś zmienią ale to jest raczej długi proces.
    Tragiczne jest jednak to że słaby promotor sprowadzi bardzo zdolnego doktoranta na swój poziom - zmawiając mu np. że tego nie da się na LF publikować albo promując zachowania patologiczne (kupowane monografie o niczym).

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/24 23:51:41:

    @sarjane
    Zgadzam się, że dodatkowe kryterium jest potrzebne, natomiast również nie mam pomysłu jak miałoby ono wyglądać. Podobne procesy zauważam u siebie w jednostce, gdzie bardzo przeciętni pracownicy samodzielni, najczęściej osoby, które uprawnienia do bycia promotorem uzyskały bardzo dawno temu, jedynie blokują rozwój doktoranta. Często nie jest to nawet robione specjalnie i z jakiejkolwiek złośliwości. Spora część obecnej kadry profesorskiej nie zna realiów nauki międzynarodowej.

    Natomiast co do oceny wniosków składanych przez doktorantów. Tutaj niestety bardzo dużo zależy od ludzi. Jeden z doktorantów od nas z katedry dostał Preludium za pierwszym razem z bardzo merytorycznymi recenzjami i pozytywnym feedbackiem. Jego dorobek był w porządku, 2 dobre publikacje i kilka konferencji na po 2.5 roku doktoratu. Z drugiej strony, z zaprzyjaźnionej katedry piętro niżej, moim zdaniem wybitny doktorant (główne autorstwo 4 publikacji 35+, uzyskanie patentu międzynarodowego w czasie składania ostatniego wniosku, ponad 200 cytowań - u nas w dziedzinie ludzie habilitacje robią z mniejszym dorobkiem) nie przebił się nigdy przez pierwszy etap oceny merytorycznej, otrzymując recenzje na poziomie poniżej jakiejkolwiek krytyki. Co ciekawe, jakiś czas po obronie doktoratu złożył bardzo podobny wniosek o Opusa do innego panelu i grant otrzymał za pierwszym podejściem. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że wszystkie oceny ekspertów/recenzentów powinny być jawne i nieanonimowe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 01:27:34:

    dwa.718,
    jawne, ale anonimowe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 10:20:16:

    Analizując wpis Gospodarza, jak i inne wpisy na temat przyszłej ewaluacji, zaczynam dochodzić do wniosku, że brakuje w tym wszystkim jednego - zdrowego rozsądku . Choć z drugiej strony widzę, że trudno go oczekiwać od osób, które dawno już "poszły w posły i senatory" i abstrahują od rzeczywistości, postrzegając jedynie swoją działalność poprzez odpowiedni marketing. Jest to olbrzymi problem, gdyż działania PR nad rozwagą przeważają i przenikają już praktycznie wszystko.

  • kohlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 12:58:39:

    Parę słów prawdy o słowackich habilitacjach (i nie tylko) w opinii diamenta polskiej humanistyki:
    www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1753478,1,prof-dr-hab-boguslaw-sliwerski-o-wypaczeniach-w-szkolnictwie-wyzszym.read

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 14:08:11:

    Nikt nie wspomniał, że podwyżki płac minimalnych będą z budżetu uczelni?

    Zgadnijmy, komu zabierzemy, żeby było na wyższe płace minimalne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 14:15:15:

    A tu raptem zostałem podrobiony i mam swojego sobowtóra różniącego się literką.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 14:32:14:

    Nowa ustawa zakłada połączenie funduszy statutowych z funduszami zasadniczymi (płac) to znaczy że uczelnie w B w których naukowcy mogli liczyć na od 500 PLN do 1200 PLN rocznie ze statutu na naukę nie dostaną nic. Sytuacja tych w C będzie tragiczna.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 15:46:10:

    Pytanie w ogóle jest takie, które powtórzę: Jakie są rzeczywiste koszty reformy i skąd na nie pieniądze?
    Obawiam się, że po propozycjach konstrukcji nowego budżetu, będzie to wszystko kosztem uczelni.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 16:28:46:

    Nie siejcie paniki. Pieniądze na podwyżki są zabezpieczone i nikomu nie trzeba zabierać:
    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C30487%2Cmnisw-uspokaja-srodki-na-minimalne-wynagrodzenia-na-uczelniach-zabezpieczone

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 16:30:34:

    Do tej pory ministerstwo szacowało koszt podwyżek, które mają wejść w życie dopiero od stycznia 2019, choć ustawa od października 2018, na 100 (okres niemowlęcy projektu) do 150 (okres dojrzały) mln zł. Podwyżki mają objąć tylko uczonych najuboższych. Nikt nie wie, jak tę biedę ująć w algorytmie. Można się więc domyślać, że te 100-150 mln zostanie rozsmarowane po uczelniach w miarę po równo. Ale bieda nie rozkłada się po uczelniach równo! Więc z pewnością część podwyżek, które nie są nawet cieniem wyrównania czy indeksacji płac, przejmą na siebie uczelnie.

    Połączenie dotacji statutowej z dotacją podstawową w naszym przypadku oznacza transfer statutu w nasze pensje. Nie w podwyżki, tylko w pensje ustawowe minimalne. Innymi słowy,, oznacza odciążenie finansowe wydziału prawa, który dotąd finansował nam brakującą część wynagrodzeń.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 16:44:23:

    Minister rżnie głupa?
    Przepisy uchwalonej ustawy zapewniają coroczną obligatoryjną waloryzację środków na naukę i szkolnictwo wyższe,

    Tak było w projekcie styczniowym. Zniknęło w marcowym. Jeśli jest w tej ustwie uchwalonej, to gdzie?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 16:52:31:

    [@trzy.14]
    Ta, minister klasycznie rżnie głupa, zgrywa Greka i wali mowę do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik. Podobnie jak jego propagandowi klakierzy pracowicie się produkujący na tym blogu. Cóż, trzeba docenić wysiłek fizyczny młodzieżówki Gowina nawet wtedy, gdy im kompetencji intelektualnych i organizacyjnych nie staje. Nie wystarczy zetempowski zapał wicka-doktoranta, czy nawet doktoraty z Dublina czy z Oxfordu, bo te doktoraty nie były z zarządzania. Trzeba mieć DOŚWIADCZENIE, którego smarkateria nie ma. I nie ma kasy, aby tę fikcję utrzymać przy życiu choć prze rok czy dwa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 16:53:29:

    Art. 383.

    Ktoś mógłby mi wytłumaczyć, o co w nim chodzi?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 17:07:53:

    off topic: przejrzyjmy się w rumuńskim lustrze

    Kilka tygodni temu Dragnea dostał trzy i pół roku więzienia za to, że pozwolił zatrudniać partyjne sekretarki na fikcyjnych posadach w rządowej agencji. Sprawie ma ukręcić łeb ustawa przepchnięta przez parlament przed miesiącem. W zaledwie dwa dni posłowie i senatorowie przyjęli ponad 237 poprawek do prawa antykorupcyjnego. Senatorowie mieli przed głosowaniem godzinę, żeby się z nimi zapoznać.

    Jedna z nich mówi, że do przestępstwa dochodzi dopiero wtedy, gdy udowodni się oskarżonemu, że z łapówki lub defraudacji odniósł finansową korzyść. Oznaczałoby to, że Dragnea jest niewinny, bo na zatrudnianiu sekretarek sam nie zarobił.

    Inna poprawka uchyla zarzut korupcji, jeśli obwiniony na publicznej posadzie zarabiał mniej niż 1900 lei (ok. 1800 zł). Kolejna: jeśli skazany za korupcję skończył 60 lat, następuje automatyczne darowane dwóch trzecich kary. Parlament obniżył też maksymalny wyrok za korupcję z siedmiu do pięciu lat.
    ...
    Najgorszą sławą cieszą się dwie prywatne stacje: Antena 3 oraz Romania TV. ... Antenę 3 stworzył w latach 90. XX wieku potężny oligarcha Dan Voiculescu, którego majątek w 2009 r. szacowany był na 1,5 mld euro. Później okazało się, że telewizja powstała dzięki jego zyskom z lewej prywatyzacji jednej z państwowych firm. W 2014 r. został skazany na 10 lat więzienia, ale wyszedł po trzech za dobre sprawowanie i dzięki twórczości naukowej prawo pozwalało bowiem wówczas na obniżenie wyroku za napisanie rozprawy.
    ...
    Z każdym dniem protestujących ubywa. Morosano Ceausescu wścieka się, gdy w weekend przychodzi tylko około setki ludzi: Jak można w tak ważnych dniach siedzieć i spokojnie pić piwko?! Ludzie nie rozumieją, co się dzieje! Mają wyprane mózgi!
    ...
    Gdy prezydent potępił pacyfikację z 10 sierpnia, socjaldemokraci stwierdzili, że opowiada się po jednej ze stron i wspiera nielegalny pucz. Na paskach Anteny 3 natychmiast pojawiło się hasło: Iohannis dąży do zamachu stanu.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 17:08:46:

    @Sarjane
    jeśli promotor odda temat[\i]
    Trudno tego oczekiwać. To stwierdzenie to klucz. Ludzie w nauce mają ambicje. I działa to w obie strony (prom./dokt.).

    @Pi
    jawne, ale anonimowe.[\i]
    Mogą być anonimowe. Ale: Wysłać 3-stronowy wniosek zawierający cele + tabelkę z kosztami do oceny do 5 - 7 zagranicznych recenzentów (jak w czasopiśmie). Wyciągnąć średnią ich punktacji. Odrzucić wnioski zawierające przynajmniej jedną recenzję o charakterze negatywnym. Oczywiście ocenić kwalifikowalność wydatków - ale zostawić to pracownikom NCN. Wniosek ma być anonimowy, z zagwarantowaną anonimizacją cytowań, np. nie więcej niż jedno własne, przy czym wszystkich powinno być wtedy przynajmniej 5 więcej. Odrzucić wnioski odnoszące się do własnych badań, stwierdzenia typu "moje wcześniejsze wyniki" itp. Zapomnieć o tzw. panelu. Pewnie część środków będzie przyznana na wyrost, ale przynajmniej będzie sprawiedliwie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 17:13:38:

    Podwyżki pójdą głównie do małych uczelni z mniejszych ośrodków. W większych ośrodkach raczej nikt nie zarabia na dolnych widełkach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 17:14:08:

    Waloryzacja jest. Nie jest to ten dynamiczny przyrost, czy pogoń za mitycznym 1.8% PKB, ale inflację powinno wytrzymać, a nawet lekko przegonić. Jak rozumiem mamy tu sumę dwóch wskaźników: pierwszy to lekka nadwyżka nad wzrost PKB (np. jak PKB wzrośnie o 4%, to wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe wzrosną o 5%, potem nieco więcej) plus jakiś wzrost związany z wzrostem cen, ale tu chodzi chyba tylko o wydatki rzeczowe, siłą rzeczy niewielkie w porównaniu np. z funduszem płac, zatem ten dodatkowy wzrost chyba jest tylko małą poprawką (przy małej inflacji, oczywiście).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 17:54:57:


    piotrcandida,

    ha, ha, kabareciarz z Pana!

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 18:11:36:

    @piotrcandida

    Uhm. Na mojej, jednej z największych uczelni w tym kraju, WSZYSCY poniżej tytularnego profesora zarabiają minimum.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 18:36:46:

    u mnie tak samo, uczelnia jedna z większych, a wszyscy minimalne pensje, bogatsze wydziały, np. prawo we własnym zakresie dodatki mają.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:03:56:

    @piotrcandida - znowu brak doświadczenia. Co to za tekst, że być może coś tam coś tam Ministerstwo Zabiega. Jak nie masz w ustawie, to nie masz w kieszeni. Proste.

    "MNiSW zwróciło przy tym uwagę, że niezależnie od propozycji ustalenia wynagrodzenia minimalnego oraz obligatoryjnej waloryzacji nakładów w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego, na etapie prac nad projektem budżetu państwa na 2019 r. resort nauki zabiega o dodatkowe środki na podwyżki dla wszystkich pracowników uczelni publicznych."

    To tak ja ja zabiegam o Nobla dla prof. Mariana w komitecie noblowskim, a oni mi mówią "We don't understand Polish. Who are you anyway?".

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:07:06:

    @naukowiec2.0
    Co do tematu - mój by om. nawet oddała, ale nie było nikogo kto merytorycznie był by w stanie to przejąć. Ale zdarzają się przekazania - ze względów politycznych zazwyczaj ale się zdarzają.

    Piotr
    Twoja wypowiedz o tyle nie ma sensu iż oznaczała by że wszyscy zarabiamy tyle że żadne podwyżki nam nie potrzebne, więc reklamowanie "podwyżek" przez twórców ustawy było by kłamstwem.

    Pracuje na uczelnie która ma najwyższe stawki w całym mieście (mocno akademickim) a i tak ustawa daje mi jakieś 100 PLN podwyżki.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:33:53:

    Widocznie nie robicie stopni i tytułów naukowych. U mnie było tak, że ci co pracują naukowo zarabiają więcej. Ja nie dostanę podwyżki i zacznę wszystko bardziej olewać, bo czy się stoi, czy się leży, to i tak się należy. Po prostu nie ma sensu się wygłupiać.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:44:51:

    @piotrcandida
    Nie wyczuwa Pan istoty sprawy. Otóż uczelnie finansowane są wg algorytmu, w którym nie ma mowy o zapewnieniu konkretnym pracownikom jakiejś pensji minimalnej, wręcz przeciwnie. Natomiast rozporządzenie nakaże uczelniom płacić większe wynagrodzenia pracownikom, bezwzględnie. Być może w pierwszym roku rzucone zostaną jakieś ekstra środki (poza algorytmem), ale jeśli nawet - to tylko w pierwszym roku. Potem trzeba sobie "radzić samemu". Właściwie jest tylko jedna skuteczna metoda: trzeba ograniczyć zatrudnienie (zwolnienia, brak odnawiania opuszczonych etatów itp.) i w ten sposób uzbierać fundusze na podwyżki dla tych, którzy zostają.

    Dla większości uczelni powyższy scenariusz jest właściwie najprostszym wyjściem, choć niekoniecznie optymalnym (zobaczymy jaki właściwie będzie nowy algorytm, dotychczasowy "nowy algorytm" dość mocno premiuje zatrudnianie kadry, zatem zwalniać, zwłaszcza z "tanich" etatów - zupełnie się nie opłaca w średniej nawet perspektywie czasowej, bo w najkrótszej perspektywie, roku-dwóch zwolnienia opłacają się zawsze).

    W przypadku uczelni "najlepszych" będzie inaczej. Ustawa mówi wyraźnie: uczelnie badawcze w liczbie ok. 10 otrzymają wzrost dotacji o ponad 10%. To jest pewne. Na podwyżki wystarczy z nawiązką. Nawet przy założeniu, że na wielkich uczelniach zarabia się - nie wiedzieć czemu - mało.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:52:18:

    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314506/12525472/12525473/dokument352562.pdf
    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314505/12525429/12525430/dokument352542.pdf
    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314504/12525386/12525387/dokument352517.pdf
    legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12314401/12524918/12524919/dokument352233.pdf

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 19:56:55:

    Z innej beczki: wiadomosci.onet.pl/kraj/zalewska-dokonala-plagiatu-dziennikarz-tp-odpiera-zarzuty/dyg817y

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 20:44:33:

    i z jeszcze innej beczki:
    www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/gowin-wyrzucil-6-mln-zl-w-bloto/x62fjpx#slajd-4

    Tego, jak rzeczywistość komentuje Fakt czy Pudelek, bym nie lekceważył.
    Najciekawszy jest jednak ton komentarzy internautów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 21:07:26:

    Pi toż Monty Python przy tym jest cienki z tym ministerstwem głupich kroków: www.youtube.com/watch?v=OgV4iBQVNyU

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 21:33:44:

    @pc

    Racja! Co więcej, chodzą słuchy, że na Wydziałach samoistnie zawiązały się KURZ - Komitety Upraszające Rektora o Zniżkę. Lubię Pana wypowiedzi, może nawet nie same wypowiedzi, ile godny pozazdroszczenia upór w lansowaniu tezy, że białe w żadnym wypadku nie jest białe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 22:46:37:

    The Guarian zastanawia się,

    how Oxbridge is better than Wolverhampton, for example, other than that they get first pick of school-leavers.

    co skojarzyło mi się z jedynym niewirtualnym gościem tego blogu, prof. Galsińskim: czy gdyby pracował na Oxbridge a nie w Wolverhampton, to automatycznie byłby lepszym naukowcem? I nawet: czy "by lepszym naukowcem" to szczyt marzeń pracownika wyższej uczelni? Jak by zapewne rzekł Gombrowicz: pupa, pupa, pupa, pupa! A może gęba?


    Tak naprawdę jednak the Guardian, piórami swoich czytelników, zastanawia się, czy brytyjski system kształcenia ewoluuje we właściwym kierunku. Ja zaś zastanawiam się, dlaczego żadne ogólnopolskie "medium" nie wytworzyło takiego forum dyskusyjnego o organizacji nauki i edukacji wyższej jak Guardian?

    www.theguardian.com/education/2018/aug/19/an-educational-system-not-fit-for-purpose

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 23:01:24:

    A mnie zastanawia inna sprawa. Jeśli teraz rektorzy będę mieli prawo do powoływania nowych stanowisk, to czy nie będzie tak, że jeśli zabraknie pieniędzy na pensje, dajmy na to adiunkta, to rektor powoła dla niego inne stanowisko i z mniejszą pensją?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/25 23:15:49:

    @trzy.14
    Wytworzyło. Ten blog jest takim ogólnopolskim medium, w dodatku bardziej - madrością zbiorową - kompetentne od dowolnego pojedynczego eksperta a tym bardziej dziennikarza, związanego wytycznymi redakcji lub coraz częściej zagranicznego, tendencyjnego politycznie wydawcym

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 09:58:34:

    ibinkaibinka,

    Póki co, rektor *jest* z naszej krwi i kości, czyli ze starego rozdania, czyli ostatnią rzeczą, jakiej będzie chciał, to konflikt z pracownikami. Co zrobi rektor nowy - tego nikt nie wie.

    Jeżeli zabraknie pieniędzy, to każdy rektor będzie próbował zatrudnić tańszych pracowników, co najłatwiej zrobić, zamieniając stanowiska zwalniane przez emerytów czy uciekinierów stanowiskami tańszymi. Jednak pracownik tańszy to pracownik gorszy, więc najpewniej trzeba będzie zdecydować, że dana uczelnia rezygnuje z akademickości i koncentruje się na dydaktyce, na studiach, przy których są jeszcze studenci i pieniądze. Będzie też próbował "racjonalizować" zatrudnienia w pionie administracyjnym czy technicznym, choć dokładnie nie wiem, co to znaczy ani jak się to skończy.

    Moim zdaniem cały system, od naukowców, przez dydaktyków, po administrację wydziałową, jest na skraju załamania (poza jednostką piotracandidy). Nie dlatego, że ludzie głodują, lecz że coraz wyraźniej widzą, że za płotem trawa jest naprawdę zieleńsza.

    Ministerstwo nie podzieliło się jeszcze z nami projektem rozporządzenia o zasadach finansowania naszych cyrków. Do tego czasu wszelkie dywagacje na temat "co zrobi rektor" to czyste wróżenie z fusów.

    System jest "rozwibrowany". Jeżeli ktoś się dobrze ustawi, to może z niego spijać śmietankę przez grubą słomkę i może mu się wydawać, że bieda bierze się wyłącznie z lenistwa, głupoty, alkoholu lub innych używek, a nawet z wyroków boskich. Jeśli jednak spojrzeć nie na pojedyncze drzewa, lecz na cały las, to lekarzom już obiecano +2% PKB, w szpitalach brakuje personelu pomocniczego, niedawno mieliśmy protest okupacyjny opiekunów osób niepełnosprawnych, już mamy strajk włoski policji (!). Tymczasem władza inwestuje w socjały: 500+ a teraz 300+.

    Zbliża się sezon wyborczy. Jaka jest nasza "branżowa" siła przebicia w Polsce powiatowej? O czym świadczy przesunięcie zapowiadanych podwyżek dla "najuboższych" naukowców na styczeń przyszłego roku?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 10:24:23:

    Pi
    Sprawa jest taka, że jesteśmy póki co państwem w większości montowni i call center. Cała prywatyzacja, jak i inwestowanie kapitału zagranicznego nie polegało na transferze nowoczesnych technologii, czy też tworzeniu nowych laboratoriów, które mogłyby zatrudnić wykształconych Polaków. Nawet obecny rząd chwalił się, że Mercedes zainwestuje w Polsce, tyle, że znów to kolejna montownia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 10:26:41:

    www.tygodnikprzeglad.pl/prof-andrzej-walicki-o-prywatyzacji-reprywatyzacji-milczeniu-lewicy-spadku-balcerowiczu/

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 11:03:03:

    Dla mnie od samego początku pewne było, że żadnych większych pieniędzy na naukę nie będzie. W takiej sytuacji każda propozycja głębokich reform jest po prostu szkodliwa.

    A teraz postawię jeszcze jedną, pesymistyczną tezę. Otóż docelowo w reformie nie chodzi nawet o dodanie tym co już są nieźli i zabranie słabszym. Ostatecznie skończyć się to ma zmniejszeniem środków na szkolnictwo wyższe w taki sposób, by ci najlepsi mogli "jakoś" się wyżywić. A słabsi - niech giną. Rząd postępuje dokładnie tak jak w reformie oświaty - skoro jest niż, to tniemy środki.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 11:05:17:

    A mnie zastanawia inna sprawa. Jeśli teraz rektorzy będę mieli prawo do powoływania nowych stanowisk, to czy nie będzie tak, że jeśli zabraknie pieniędzy na pensje, dajmy na to adiunkta, to rektor powoła dla niego inne stanowisko i z mniejszą pensją?

    I to jest bardzo dobre pytanie. Przy dostosowywaniu istniejacych stanowisk do przepisow ustawy trzeba bedzie zdegradowac wykladowcow i starszych wykladowcow bez doktoratu do stanowiska asystenta. Statut moze przewidywac dla tych degradowanych specjalne stanowiska, ale wysokosc pensji bedzie zalezala od stanu kasy uniwersyteckiej. Jezeli sie zdegraduje wykladowcow, to czemu by nie degradowac innych przy okazji tez?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 11:53:18:

    @Charioteer1
    Jeżeli ktoś się wywiązuje z własnych obowiązków rzetelnie, to tak nie można zrobić. Jest to sprzeczne z obowiązującym kodeksem pracy. Choć z tym rządem nic nie wiadomo, to póki co wszelkie degradacje uzasadnione tylko sytuacją ekonomiczną, są dla uczelni przegraną sprawą w sądzie pracy. Myślę, że tu znacznie lepiej jest to wytłumaczyć Kolega Haluciński. Poza tym wchodzą też w takim przypadku związki zawodowe, tzn. ZNP. Stąd może okazać się nawet pożądane, aby należeć do związku. Wbrew chyba intencjom Gowina, ZNP może zacząć przeżywać renesans na uczelniach.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:00:04:

    @kahlkopf
    Ale zauważyłeś, że ustawa wyłączyła (moim zdaniem bezprawnie, bo wbrew dyrejtywie unijnej) w sporej części zatrudnianie pracowników n-d spod Kodeksu Pracy m.in. w kwestii maksymalnego czasu zatrudnienia na umowie terminowej? Rozwydrzenie korwinistów w MNiSW pozostaje w tak wielkiej sprzeczności z de facto populistyczno-socjalistycznym programem PiS, że nie wróżę Gowinowi długiego trwania tej ustawy w firmie tak zdziczałej pracowniczo.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:02:32:

    Miało być "dyrektywie" i "formie". Niestety, stukanie w klawiaturę ekranową na mikrym ekranie telefonu naraża na liczne literówki.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:04:18:

    @kahlkopf
    Sąd orzeknie, ze stanowisko profesora uczelni nie jest tym samym, co stanowisko profesora nadzwyczajnego, a stanowisko adiunkta w ustawie Gowina nie jest tym samym, co stanowisko adiunkta w ustawie Kudryckiej, poniewaz zmienily sie ogolne uwarunkowania systemowe, habilitacja juz sie nie liczy przy zatrudnianiu na stanowiska itd. itp. Uczelnia moze sobie zapisac w statucie takie wymagania przy zatrudnianiu na stanowiskach, jakie chce i moze sobie ten statut nowelizowac chocby raz do roku w zaleznosci nie tylko od sytuacji ekonomicznej, ale rowniez ukladu gwiazd na niebie. Pracownik ma szanse wygrac w sadzie tylko, jezeli udowodni, ze zostal potraktowany gorzej niz inni w podobnej sytuacji.

    Zwiazki zawodowe to w tej chwili faktycznie jedyna mozliwa forma wplyniecia na polityke wladz uczelni.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:16:35:

    c.d.
    Rozwazajac dalej hipotetyczne mozliwosci, wprowadzajac plan oszczednosciowy bez nowelizacji statutu, rektor moze wszystkich od adiunkta wzwyz przeniesc na stanowiska dydaktyczne zwiekszajac w ten sposob pensum do 360h wszystkim lacznie ze zwyczajnymi, a pozostalych zwolnic. Formalnie degradacji nie bedzie, poniewaz wszyscy zostana na swoich stanowiskach, zmieni sie tylko zaszeregowanie tych stanowisk i wymiar obowiazkow.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:17:41:

    Ja będąc rektorem zostawiłbym najlepszych naukowców z dobrymi publikacjami na stanowiskach naukowych a tych co mają mierny dorobek poprzesuwał na stanowiska dydaktyczne. To gwarantuje dobrą punktację i kategorię A. Proste rozwiązania są najlepsze.
    Jeżeli rzeczywiście wchodzi niż i jest mniej studentów, to nauczycieli dydaktycznych należałoby ograniczyć, ale zależy to od konkretnej uczelni a nawet wydziału. Wystarczyłoby zapewne nie zatrudniać nowych dydaktyków w miejsce odchodzących na emerytury.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:28:23:

    @piotrcandida
    Sort of obvious. Mozna tez wyczarterowac kilku cudzoziemcow na stanowiska naukowe bez dydaktyki, zeby pracowali na kategorie, a pozostalych przesunac na stanowiska dydaktyczne. Mozliwosci naduzywania tej ustawy sa naprawde bardzo duze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:44:52:

    @Chario & Zgred
    Istnieje tu zagrożenie (w końcu rządzący zwołują sejm w nocy, uchwalają, a rano mamy nową rzeczywistość), podobnie jak teraz sobie wymyśliła Zalewska, że nauczyciel ma mieć do 22 godzin dydaktyki, co powoduje, że nauczyciele zamiast podwyżek mają obniżkę pensji. Z resztą warto sobie przypomnieć choćby przekręt z odebraniem dodatków nauczycielom, a później dania niby-podwyżki. Dlatego, oprócz wydłużenia czasu awansu na nauczyciela dyplomowanego do 15 lat, jak i ciągle zmieniającego się prawa oświatowego, to praca nauczyciela jest w tej chwili w ogóle nieatrakcyjna, zwłaszcza dla młodych ludzi. I tak zgadzam się ze stwierdzeniem, że te wszystkie działania raczej prowadzić mają w dalszej perspektywie na oszczędzaniu i obcinaniu pieniędzy na edukację. Jest to działanie sprzeczne nawet z tym co się działo w 20-leciu międzywojennym, na które tak chętnie powołują się obecni rządzący. Raczej przypomina to działania polskich konserwatystów w Galicji, zwłaszcza Stanisława Badeniego. Czyli możemy się tu spodziewać znowu prób zabrania nam pieniędzy, jak np. w przypadku praw autorskich, albo jeszcze w inny sposób. Wszak nowy sposób wyboru rektora, to nic innego jak chęć sterowania ręcznego uczelniami ze stołka ministerialnego. Według mnie trzeba najbliższy czas wykorzystać również na lepsze zorganizowanie, aby zachować jak najwięcej pozytywnych rzeczy, zgodnie ze stwierdzeniem Zgreda. Myślę, że może być podobnie jak z MEN, że najpierw po cichu poodbierają nam pieniądze, a później pójdzie propaganda, że dają nam podwyżki, które nawet nie wyrównają dotychczasowych strat. Podejrzewam, że przy takiej polityce w dalszej perspektywie można spodziewać się raczej eksodusu, zwłaszcza młodych, perspektywicznych naukowców. Pozostaną Ci, którzy nie mają wiele czasu do emerytury, bądź jeśli jeszcze ktoś się uchowa to idealiści. Jakby nietknięci i mogą znacznie lepiej żyć to łowcy grantów (a i to nie wszyscy, wszak pieniędzy będzie co raz mniej) i oczywiście GTW. Jest to dla mnie zastanawiające, że ludzie, którzy w ruchu solidarnościowym upatrują swoich korzeni, tak chętnie demontują demokrację, a nade wszystko samorządność. Przynajmniej mam o tyle dobre samopoczucie, że ja nigdy nie identyfikowałem się z tą organizacją.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 12:49:58:

    Chario,
    Póki jeszcze prawo nam to gwarantuje, wszelkie przesunięcia i zmiana warunków pracy musi odbyć się za zgodą pracownika. Ale tak jak napisałem, tu wystarczy jedna ustawa, jedno posiedzenie sejmu, a sąd w Strasburgu będzie miał mnóstwo pracy. Mam nadzieję, że mimo wszystko Polska to jeszcze nie Turcja.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 13:09:04:

    Z mojego punktu widzenia poza ewidentną chęcią ręcznego sterowania uczelniami, celem tej ustawy jest redukcja ilości uczelni oraz kadry.
    Jeśli chodzi o pierwszy punkt - to nie jestem do niego aż tak negatywnie nastawiona. Wyższe Szkoły Pieśni Tańca i Śpiewu produkują rożnych absolwentów. Ale w momencie kiedy kadra składa się z emerytowanych (już długo) pracowników innych uczelni i doktorantów z tychże, zajęcia praktyczne/komputerowe są ograniczone do minimum a plan zajęć zakłada zajęcia tylko wieczorami żeby studenci mogli iść do pracy (nawet słyszałam propozycje weekendowych studiów dziennych ...) to doszliśmy do ściany.

    Co do redukcji etatów, u mnie już się to zaczęło, na poziomie mojego wydziału były negocjacje a jeżeli pacjent nie rokował informacja że do końca semestru X się rozstajemy. Na innych wydziałach negocjacji nie było .... pacjenci nie rokujący (z różnych przyczyn, ogólnie brak publikacji/habilitacji ale podobno były i inne) zdaniem ...... dostawał oficjalne pismo że za 6 miesięcy się rozstajemy. Przynajmniej dawali czas żeby czegoś poszukać.
    I tutaj mam poważny problem, bo ja osobiście uważam że jeżeli pacjent nie rokuje (1 publikacja za 11 pkt w 5 lat, nieobecność na zajęciach itp.) to po prostu trzeba się go pozbyć. Upadek mojego wydziału w części wynika z takiego zachowania. Z drugiej strony ... boje się że zostanie wylane dziecko z kąpielą. Np usunięty publikujący dobrze doktor który została "oblany" na habilitacji ze względów, jakby to ująć, nie merytorycznych. Lub usunięcie "niewygodnego"pracownika dla obecnej władzy Wydziału/Szkoły/Uczelni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 14:22:45:

    sarjane,
    A czy pod wydziałem ustawia się kolejka chętnych do zastąpienia tych co "1 publikacja za 11 pkt w 5 lat, nieobecność na zajęciach itp."? I czy ewentualni kolejkowicze wrotowywani zdają się być w lepszej kondycji od tych wyrotowywanych?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 14:33:09:

    Mamy założoną blokadę etatów do odwołania (na razie na rok). Ogólna wizja góry jest żeby redukować. U mnie już od kilku lat był problem żeby odtwarzać etaty po emerytach a w tym momencie już tego nie ma. To zresztą poniekąd ma to sens. U nas spadła ilość studentów o prawie 40% w ostatnich 8 latach. W tym momencie godzin ledwo wystarczy (tak na prawdę nie wystarczy). Więc redukcje są konieczne.
    Co do chętnych ... bardzo twardo - nie przyjmujemy nikogo. Bo nikt nie chce precedensu (z powodów bardzo ważnych) ....

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 14:49:34:

    Ale czy są chętni, którzy w dodatku mają potencjał, by wydział nieco podźwignąć? Bo do nas na ogłoszenia o konkursach odpowiadają już niemal tylko obcokrajowcy (!), chyba nie wiedzą, ile płacimy. Zgłoszenia z innego polskiego miasta nie pamiętam od dawna.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 14:51:08:

    Sarjane,
    Właśnie to nie ma sensu, takie zwalnianie. Utrzymuje się pensa godzin dydaktycznych dla n-d i d, które nawet w słabszych ośrodkach na zachodzie są wygórowane. Wymusza się również utrzymywanie dużych grup studenckich. Chyba nie muszę tłumaczyć, co to oznacza dla jakości zajęć dydaktycznych, jak i prowadzonych badań naukowych. Pytanie w związku z tym powstaje, jak bardzo mogą się jeszcze pogorszyć nasze warunki pracy i jak bardzo to odbije się zarówno na procesie dydaktycznym, jak i jakości badań. Wszak z pustego i Salomon nie naleje. Chciałbym też przypomnieć, że nawet jak był wyż demograficzny, co jeszcze parę lat wstecz obserwowaliśmy, to już były blokady stanowisk i ograniczenia w zatrudnieniu. W rezultacie powstały olbrzymie kominy nadgodzin. Stąd to dalsze ograniczanie to już chyba należy odczytywać jedynie, jako likwidacja jednostek. Co ciekawe, wielu adiunktów było naprawdę tak dociążonych dydaktyką, że jakież było zdziwienie, jak trzeba było złożyć wniosek habilitacyjny, a tu publikacji brakowało. Ale jakoś nikt się nie spytał dlaczego adiunktowi brakowało czasu.
    I wracając do tej całej reformy 2.0 to właśnie jest jej słabość, że ci, którzy są jej motorem nie przeprowadzili w rzeczywistości właściwej diagnozy, dlaczego nauka na polskich uniwersytetach tak wygląda. Stąd i mamy w ustawie szereg bzdur, które nijak mają się do rzeczywistości, jak choćby upinanie ludzi w sztywne granice dyscyplin.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 15:07:06:

    Inaczej: twórcy reformy zdają się być zapatrzeni w Ivy League. Tam na jedno opening spływa ponad 100 podań. Ja się pytam, czy w Polsce na każdy konkurs też napływa 100 podań? Czy możemy w kandydatach przebierać jak w ulęgałkach? Czy jesteśmy pewni, że potrafimy utrzymać choćby tych "nierobów", którzy co prawda nie decydują o kategoryzacji jednostki, za to posiadają umiejętności rynkowe, jak choćby przysłowiowe trzymanie lutownicy, i w każdej chwili mogą zmienić pracodawcę, co całkowicie rozłoży dydaktykę?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 15:17:15:

    W mojej "firmie" na konkurs odpowiadały osoby z innych miast, które traktowały uczelnię jak drugie miejsce pracy. Ale zwykle aplikuje na konkurs 1-5 osób, przy czym najczęściej to 2-3.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 15:34:02:

    W mojej działce na stanowisko adiunkta i asystenta jest bardzo mało konkursów, do jednego startuje od kilkunastu do kilkudziesięcu osób, nawet w tak naukowo egzotycznych miejscach jak Olsztyn.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 15:34:13:

    Chętnych "lepszych" chyba nigdy nie było - my jaki nauka/branża - nie wiem jak to nazwać przez wiele lat żyliśmy w mrokach średniowiecza że się "nie da". Teraz powoli się daje. Ale ponieważ na większości "naszych" wydziałów jest jeszcze gorzej niż u nas to ciężko o to żeby był ktoś "lepszy". Chociaż 2 precedensy były i jak na razie można je uznać za sukces (może jeszcze nie ogromny ale podejście naukowe jest publikacje powoli też więc czasami się zdarza - ale rzadko). U nas pracuje 100 osób - 2 osoby to duża zmiana.

    Ale to są ludzie z epoki "walki o stypendium pro jakościowe" - ono akurat nam dużo dało, choćby przyzwyczajenie że pisać trzeba, badać trzeba i nie ma że boli. Odnoszę wrażenie że nieco starsi tego nie odczuli ... i są efekty.

    Co do ilości studentów - ja jestem zachwycona że mamy ich mniej - sami zapchaliśmy rynek nadprodukcją (plus Wyższe szkoły tańca i śpiewu). Zarobki w branży są dramatycznie niskie - więc i mniej tym praktyczniej. Jak mnie zatrudniono miałam jakoś w okolicach 640 godzin - teraz mam 240 i grupy są mniejsze nieco. Ja akurat pomniejszenia grup jakoś bardzo nie odczułam, ale wiem że inni są zadowoleni.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 16:21:00:

    Uwaga! Poniżej Przymiarka do kategoryzacji.
    Najciekawsze dane są w katalogu wyniki/fields.
    Najpierw pobrać ASJC.csv - zawiera zbiór kluczy i odpowiadajacych im nazw "dyscyplin".
    Potem pobrać i otworzyć w excelu lub libreoffice plik ${klucz}.csv , gdzie za ${klucz} podstawiamy 4 cyfry odczytane z poprzedniego pliku. Ujrzymy przymiarkę do punktacji waszej ulubionej dyscypliny, zgodnie z rozporządzeniem i dostępnymi danymi.

    Dane w kolumnach po prawej pozwalają zrozumieć, dlaczego dane czasopismo jest w klasyfikacji tam, gdzie jest: tam są pary "percentyl" / "nazwa dyscypliny", od największego do najmniejszego. Czasopismo może być w jednej dziedzinie albo nawet chyba w 6. Liczy się max. No i do tego okazjonalnie trzeba uwzględnić "kryterium D".

    Mam nadzieję, że nie ma tam rażących błędów.

    linka: www.jottacloud.com/s/15006d3f47e8fe84587912b36c414ee01b9

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 16:24:39:

    U mnie konkurs otwierany jest tylko wtedy, kiedy znana jest osoba, która jest nim zainteresowana. Odkąd pracuje, nigdy nie zgłosił się nikt z zewnątrz. To samo dotyczy pozostałych katedr na wydziale. Warto wspomnieć, że proponowane zarobki są dość sporo wyższe niż minimalne po nadchodzących podwyżkach, natomiast w naszej dziedzinie są wciąż zdecydowanie zbyt niskie by przyciągnąć kogokolwiek (nawet przeciętnego).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 16:27:20:

    @trzy.14
    W ostatnich dwóch latach z dwudziestukilku osób odeszło trzech takich "co potrafią trzymać lutownicę". Czterech innych udało się zatrzymać tylko dzięki temu, że ich specjalistyczną dydaktykę skomasowano w dwa i pół dnia, zostawiając im resztę tygodnia na zajęcia wysokokomercyjne. Kasy, aby zatfzymać ich argumentem finansowym nie było. Ich odejście rozkłada dydaktykę CAŁKOWICIE, bo to co robią to nie nauka, ale obligatoryjny kanon zawodowy, i robią go - dydaktycznie - znakomicie. Trzy kolejne konkursy na zapełnienie dziury po tych dwóch, co odeszli całkiem zakończyły się niepowodzeniem: NIE ZGŁOSIŁ SIĘ NIKT!

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 16:30:39:

    Miało być: "po tych trzech, co odeszło". Wybaczcie literówki, ale szału dostanę z tą miniaturą ekranową.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 16:45:10:

    Zgred, łączę się w bólu!

    (Z panem NIKT zaczynam żyć w coraz lepszej komitywie, konkursy już DESPERACKO nieustawiane!).

    Od nas też zaczynają odchodzić adiunkci, inni, na których opiera się dydaktyka, już taki krok rozważali. Jeszcze więcej młodych ludzi po doktoracie nawet nie zawracało sobie głowy pracą na uczelni, a część wręcz przerwała te doktoraty. Ba! Sporo inteligentnych ludzi doskonale odnajduje się w systemie bolońskim, kończąc edukację na licencjacie.

    Najwięcej "złego" robią żony, a dzieci, te śliczne bobaski, niemowlęta - to już po prostu katastrofa. Matką chrzestną kryzysu jest jednak Kudrycka, która kazała w jakichś projektach startować, w których adiunktów powysyłaliśmy na staże do firm. No i oni sobie poszli, popatrzyli zwłaszcza na stan konta w banku i coś im się w **** poprzewracało.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:03:25:

    @trzy.14
    Co oznaczają punkty przy czasopismach w plikach wyniki, C, D?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:27:27:

    "percentyl | punkty w kryterium C"

    Na podstawie percentyla ustala się punktację. Osobno w kryterium C i D, a potem max z tych dwóch. Ten max jest w punkty.csv.

    Percentyl mówi, chciałby mówić, jak dobre jest czasopismo. Na przykład w kryterium C po przekroczeniu 97% czasopismo otrzymuje 200 punktów, w kryterium D próg wynosi 99%.

    Polecam rozporządzenie.

    Porównanie tych list z dotychczasową listą ministerialną lub z IF-ami wiele mówi o poczytalności kolejnych doradców ministerialnych.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:28:56:

    @trzy.14 - to wstrząsające, co piszesz.

    Słyszałem już o wielu osobach w nauce, które żądają pieniędzy za wykonywanie pracy. Nie będę się rozpisywał o nielojalności młodych adeptów nauki, o ich lenistwie i roszczeniowości.

    Jak ja zaczynałem pracę zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż, po nocach tylko zlizywałem farbę drukarską z najlepszych publikacji i ssałem kartki tłustych impact factorów. Dla rozrywki słuchałem azbestu w ścianach instytutu.

    Miejsca do pracy nie mieliśmy w ogóle. W styczniu pisałem doktorat w publicznym kiblu w parku. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i prof. Marian usuwał go z uczelni. Po godzinach w tym samym kiblu czyściliśmy sedes własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały całkami na części.

    Teraz ludzie narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy obliczenia do publikacji w Odessie za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie z papieru toaletowego.

    To wstrętne. Boję się, że jak tak dalej pójdzie to ludzie nie będą nawet chcieli pracować bez wypłaty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:29:08:

    Alternatywa:
    www.journalindicators.com/indicators
    Wybrać swoją specjalność.
    Powinno wyjść z grubsza to, co w tych plikach csv, tyle że csv zawierają dane z 3 lat i jest w nich wyznaczony max po wszystkich C_i oraz D.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:33:32:

    czlowiek.z.makulatury

    A mam ci napisać, jak bezczelnie zachowują się młode kandydatki do pracy w administracji wydziałowej? To dopiero wstrząs! Nie godzą się na 2435 + 20% premii! Fancy that!

    A przecież 2435 to liczba niemal doskonała, każda cyfra niepowtarzalna!

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:38:37:

    @ trzy.14 - za moich czasów paliło się takie czarownice!

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:39:38:

    Wolę liczbę 2345. Bo też niepowtarzalna, drugiej takiej nie ma, też tanio - a szybciej się piszę w konkursie o pracę.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 18:43:05:

    @trzy.14
    > Porównanie tych list z dotychczasową listą ministerialną
    > lub z IF-ami wiele mówi o poczytalności kolejnych doradców ministerialnych.

    Owszem, mówi bardzo wiele. I dlatego nie zamierzam NIC zmieniać w mojej strategii badawczej i publikacyjnej, gdyż ten idiotyzm nie będzie miał długiego żywota a ja za długo pracowałem na swoją pozycję, abym miał ją niszczyć z powodu aberracji polityczno-ekonomicznych jednego ministra, jego korwinistycznych przydupasów i garstki "użytecznych idiotów", choćby mieli doktoraty z Dublina i Oxfordu. Niestety, od lat rządzą nami kiepsko wykształceni humaniści, którzy z logiką, ekonomią i podstawami zarządzania nie tyle są na bakier, ale oni z nimi nigdy się nie spotkali nawet przelotnie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 19:01:58:

    @czlowiek.z.makulatury
    > My w 1992 sporządzaliśmy obliczenia do publikacji w Odessie
    > za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie
    > z papieru toaletowego.


    Rozbawiłeś mnie tą humoreską, ale z kolei zupełnie na serio z moich wspomnień: w roku 1987 kolega ostro liczący elementami skończonymi, sam ówcześnie programujący takie systemy, dostał z CPBR-u, w którym brał udział, 386-kę, która jako pierwsza u nas miała cache i dużo pamięci obsługiwanej przdz DPMI. Skompilował swój system Fortranem Laheya, odpalił podprogram do tesselacji, który normalnie pracował godzinę i po minucie wrócił mu kursor DOS-a. Zaklął przekonany, że program wywalił błąd. Zaczął przeglądać log i nic nie znalazł. Odpalił po raz drugi i znów po minucie wrócił kursor. Bluzgi leciały nieziemskie. Dopiero po chwili ktoś delikatnie mu zasugerował, że może program... po prostu skończył tak szybko obliczenia. No i była to prawda, i jednocześnie koszmar naszego ówczesnego szefa, bo wszyscy ruszyli z postulatem wymiany swoich komputerów.

  • kohlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 19:07:01:

    "Istotą punktozy jest publikowanie przede wszystkim w celu uzyskania punktów, a zatem w takim miejscu i formie, by było to jak najbardziej opłacalne, a nie tam, gdzie miałoby to największy sens ze względu na problematykę prowadzonych badań. Obecne rozporządzenie bynajmniej nie niweluje zatem owego zjawiska, a jedynie zmienia reguły tej gry, niekoniecznie na korzystniejsze."

    "Przyznawanie punktów bezpośrednio za gromadzone środki finansowe to ekstremalne rozwiązanie, które nie istnieje nawet w szczególnie skomercjalizowanym systemie brytyjskim. Uzyskanie środków finansowych na badania to wszak efekt badań naukowych."

    "Wystawienie polskich uczonych na sprostanie głównie wymagań zewnętrznych jest jednocześnie groźbą podejmowania przez nich problemów badawczych, na które jest zapotrzebowanie na świecie, a nie w Polsce. Inaczej mówiąc nie będą badać tego, co domaga się zbadania, tylko to, co ma dużą szansę wpisania się w mody badawcze, co znacznie ograniczy rozwój polskiej nauki i będzie li tylko podążaniem za innymi, a nie tworzeniem własnych specjalności naukowych. "

    Te i inne opinie Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej na temat rozporządzeń:
    kkhp.pl/2018/08/17/opinia-w-sprawie-ewaluacji-jakosci-dzialalnosci-naukowej/
    kkhp.pl/2018/08/17/opinia-o-sprawie-sporzadzania-wykazow-wydawnictw-monografii-naukowych-oraz-czasopism/
    kkhp.pl/2018/08/17/opinia-dotyczaca-projektu-sprawie-dziedzin-nauki-oraz-dyscyplin/

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 19:49:53:

    @staryzgred2012 - wiesz no, "It's funny because it's true".

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 21:30:41:

    Dla dyscyplin językoznawstwo oraz literaturoznawstwo akurat nowe listy są lata świetlne lepsze od tego, co było. Przede wszytkim wchodzi duża liczba dotychczas niemieszczących się w ciasnych ramach JCR, a liczących się realnie czasopism. JCR w ogóle nie uwzględniał czasopism literaturoznawczych, a językoznawcze były tam bardzo nieliczne i niekoniecznie najlepsze. Dlatego uwzględnienie Scopusa to zmiana jakościowa.
    Jeśli chodzi o przydział punktów, to nie widzę dużo rażących niesprawiedliwości.
    Owszem, wśród tych za 200 jestem w stanie wskazać może ze dwa, które nie mają bardzo wysokiego prestiżu, kilka więcej wśród tych za 140. Większość jednak wygląda OK.
    Przyznam też, że dziwią mnie dość liczne uwagi tu i na DNU, że nowy ranking jest zły, bo różni się od tego opartego na JCR IF. Przecież wtedy, gdy był oparty na IF, były ciągłe (i słuszne) narzekania, że IF tak sobie odzwierciedla jakość czasopisma, ponadto jest w pewnym zakresie negocjowalny i podobno negocjowany był (poprzez manipulację "citable documents"). Głębszy zarzut był taki, że w obrębie kategorii JCR znajdują się poddyscypliny o różnym potencjale cytowalności, przez co niektóre stoją na z góry gorszej, by nie powiedzieć straconej pozycji. SNIP nie posiada przynajmniej tych dwóch ostatnich wad. Nie można jednak oczekiwać, aby proste miary oparte na cytowalności idealnie odzwierciedlały prestiż czy (zwłaszcza) jakość. Dla celów statystycznej oceny dużych zbiorów publikacji (ocena parametryczna) to powinno zadziałać. W ocenach indywidualnych natomiast to już recenzenci powinni stosować bardziej zindywidualizowane kryteria.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 21:50:56:

    @nobooks
    Czy jednak SJR albo choćby CiteScore nie miałyby podobnych zalet dla, np. językoznawców, będąc przy tym o wiele bliższe aktualnej klasyfikacji (w naukach ścisłych chociażby)?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 21:51:51:

    A ja znalazłam przynajmniej 8 wydawnictw z fragmentu "mojej branży" gdzie ten fragment uprawiający twierdzili dotychczas że nie da się tego w niczym dobrym publikować (szach-mat). I to są tylko te które pasują z nazwy (bo tylko w tych zakres sprawdziłam). Więc jak na to że poprzednio z całości "naszych" (ale innych niż ten kawałek) rzeczy był z nazwy i zakresu pasujących około 6 do 8 (jakby odrobinę ponaciągać) to jest pewien postęp.
    Przepraszam za złośliwość - ale tylu latach tekstów że się nie da i tym co ostatnio próbowało przejść jako habilitacja to tak troszkę mogę.
    Sytuacja jest z grubsza patologiczna - wszyscy muszą w czymś sensowym, choćby czymś za 15 punktów - a jedna katedra ma te kupione monografie 10 autorskie na 70 stron ... .

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 22:18:38:

    @js.c
    No właśnie CiteScore (czyli de facto IF 3 letni) mocno promuje niektóre specyficzne subdyscypliny, a karze inne, szczególnie te bardziej izolowane (np. translation studies). SJR jeszcze bardziej wzmacnia efekt "rich get richer". Poza tym SJR jest produktem podmiotu prywatnego (i nie ma chyba ujawnionej metodologii, którą możnaby niezależnie replikować).
    Myślę też, że naszą uwagę naturalnie przyciągają wyniki nieoczekiwane. Warto może popatrzeć na wycinek listy i zatrzymać też wzrok na tych czasopismach, których ocena punktowa wydaje się OK. Czy rzeczywiście nie jest ich większość w waszych ASJC? Warto też pamiętać, że wiele czasopism jest też w innych ASJC (rekordzista ma bodaj 11 kategorii) i stamtąd mogę "przynieść" wyższe punkty, więc najlepiej sprawdzać je na liście zbiorczej od trzy.14.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 23:29:38:

    @nobooks
    Wiem, że są różne argumenty... SNIP być może wyrównuje punkty między dyscyplinami, ale to jest mniej istotne (bo parametryzacja i tak jest tylko w ramach dyscyplin). Natomiast bardzo "miesza" w obrębie dyscypliny. Zwykle in minus, mocno dołując klasyczne, duże, solidne czasopisma. SJR premiuje cytowania z lepszych czasopism (większa waga), podobnie jak AIS oparty na JCR. Ten kierunek bardzo mi się podoba. Nie widzę tu zbytniej możliwości niechcianych efektów. Natomiast w SNIP - widzę. Chociażby krąg kilku czy kilkunastu czasopism, cytujących tylko w ramach tego kręgu, z nie za dużymi bibliografiami. Typowa spółdzielnia. A SNIP będzie windował się w górę, o ile rozumiem jego metodologię. Natomiast SJR działa tu w kierunku odwrotnym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/26 23:54:50:

    SNIP ma ciekawą właściwość:
    przeglądówki mają duży SNIP, bo są z natury często cytowane. Jednak cytowania w przeglądówkach są z punktu widzenia SNIP niemal bezwartościowe, bo w jednej przeglądówce są ich setki albo tysiące. Czyli zapewne istnieje korelacja, że cytowanie w artykule z dużym SNIP bynajmniej nie jest tym cytowaniem, które się najbardziej "opłaca", a może być wręcz cytowaniem (niemal) bezwartościowym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 00:05:29:

    nobooks,
    W skali instytucji to się pewnie uśredni, jednak kategoryzacja ma wpływ na decyzje na poziomie indywidualnym. Gdyby nie miała, to po co ją przeprowadzać?

    No i teraz masz dylemat: inne papiery liczą się w kategoryzacji (SNIP), inne w grantach NCN (IF_5), inne mogą się liczyć, jeśli ktoś zechce zawalczyć np. o granty europejskie. Co optymalizować na poziomie indywidualnym?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 00:29:57:

    A w rozporządzeniu o kryteriach oceny habilitacji każą dalej liczyć SIF czy już SSNIP?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 00:34:12:

    @pi
    U mnie w katedrze ptaszki ćwierkają, że NCN oraz ogólnie cały OSF ma zostać wkrótce przystosowany do nowej oceny dorobku bez wykorzystania JCR i IF.

  • kohlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 00:42:48:

    "Po zapoznaniu się z rozporządzeniem dot. czasopism i wydawnictw dochodzę do wniosku, że jego opiniowanie raczej nie ma sensu, skoro pod koniec uzasadnienia pada zdanie, że ministerstwo nie widzi i nie zakłada możliwości żadnych alternatywnych rozwiązań. Można oczywiście krytykować to, że bazą punktowanych czasopism ma być Scopus i część WoS, a nie inne lub także inne bazy (w tym bardziej lokalne), ale to prawie na pewno nic nie da, no i ja nie jestem kompetentna, by taki czy inny wybór dobrze uzasadnić. Można kwestionować sposób wyliczania wskaźników C i D, ale to jest tak techniczny punkt, że jego analiza wymaga specjalistycznej wiedzy o wyliczaniu "wpływu". Można ogólnie krytykować wskaźnikologię, ale to beznadziejne, skoro już przyjęto to za fundament nowej ewaluacji."
    To jedna z opinii dot. konsultacji ministerialnych projektów rozporządzeń, prezentowanych na blogu:
    sliwerski-pedagog.blogspot.com/2018/08/wakacyjne-konsultowanie-projektow.html

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 07:56:27:

    @trzy.14
    Świetny przykład z tymi przeglądówkami. Cytowania w renomowanych monografiach czy pracach przeglądowych to, moim zdaniem, jedno z największych wyróżnień. Zatem istnieją prace z bardzo długą bibliografią, na której znalezienie się jest zaszczytem. Z drugiej strony, istnieją prace dyletanckie, w których autor prawie niczego nie cytuje (głównie z powodu swej ignorancji) poza niewielkim kręgiem swej "spółdzielni". SNIP traktuje oba te efekty w sposób niewłaściwy, karząc za pierwszy i nagradzając za drugi.

    @nobooks
    Możliwe, że dużym problemem jest też podział na te kategorie ASJC. Jaka tu jest metodologia (o ile w ogóle jakaś jest)? Gdyby zastosowano jakąś metodologię spójną ze SNIP-em (takie bardzo duże kręgi powiązane wzajemnymi cytowaniami), to może coś sensownego by z tego wyszło. Czy są próby takiego "automatycznego" przyporządkowania czasopism do dyscyplin?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 08:05:15:

    Czy może tak być, że czasopismo z wyższą wartością SNIP ma mniej punktów niż czasopismo z niższą wartością SNIP?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 08:43:15:

    @piotrcandida
    Oczywiście, że może tak być i często będzie. Choć korelacja jest dość wysoka, chyba wyższa, niż poprzednio pomiędzy IF a punktami ministerialnymi.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:07:24:

    Przede wszystkim wielkie podziękowania dla autora obliczeń.

    Moje pierwsze spostrzeżenia co do nowej punktacji: wbrew pozorom została strasznie spłaszczona. Moja przeglądówka w przeciętnym czasopiśmie indeksowanym w Scopus (SNIP = 0.49) będzie za 40 punktów. Z kolei mój najlepiej cytowany tekst, w czasopiśmie z top5 z przedsiębiorczości byłby teraz wyceniony na punktów 70. Podobnie jak tekst w czasopiśmie z IF>2, absolutny top (nr. 2 w swojej działce).

    Wszystko jest wywrócone do góry nogami. Przyzwoite czasopismo socjologiczne Global Networks jest za 140 punktów. Tyle samo co za Entrepreneurship Theory and Practice - a w obu publikują ci sami autorzy i teksty na podobne tematy. Tyle że ETP jest swoistym "złotym gralem" w przedsiębiorczości - 1 tekst ustawia cię jako wielką rybę w tej działce.

    W demografii International Migration Review jest za 200 punktów, a Journal of Ethnic and Migration Studies za 100 - każdy badacz powie, że są to czasopisma absolutnie równorzędne. IZA Journal of Migration and Migration Letters są za 70 punktów - tyle samo co za International Migration, które zawsze było czasopismem nr. 3 (za IMR i JEMS).

    Myślę, że każdy może podać podobne przykłady. To pokazuje, że ta punktacja mimo pewnych zalet (dostrzeżenie humanistyki) wywraca wszystko do góry nogami. Problem w tym, że TYLKO W POLSCE. Nikt na zachodzie nie ocenia czasopism wg. SNIP: liczy się przede wszystkim IF.

    Zgred ma całkowitą rację, więc przytoczę esencję jego strategii (którą też będę realizował): "nie zamierzam NIC zmieniać w mojej strategii badawczej i publikacyjnej, gdyż ten idiotyzm nie będzie miał długiego żywota a ja za długo pracowałem na swoją pozycję, abym miał ją niszczyć z powodu aberracji polityczno-ekonomicznych".

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:19:17:

    Update: Physical Review Letters - 140 punktów. Chinese Physics C - 200 punktów. To absolutny hit:)

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:25:52:

    @flamengista
    Mam podobne odczucia przeglądając swoje publikacje. Mam nadzieję tylko, że ocena indywidualna dorobku przy tytułach i stopniach czy grantach nie pójdzie tą zła drogą. Tam nie jest potrzebna normalizacja między naukami, która jednak powoduje wypaczenia w odniesieniu do niektórych czasopism.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:37:23:

    @nobooks
    Problem nie jest ze SNIP-em jako takim. Problem jest z MNiSW i jego bezdennie durnymi decyzjami:
    a) "przypisanie chłopa do ziemi", czyli przypisanie naukowca na sztywno do dyscypliny,
    b) "przypisanie radła do ziemi", czyli przypisanie czasopisma na sztywno do dyscypliny,
    c) wprowadzenie klasyfikacji kompletnie odstającej od powszechnie stosowanej na świecie.

    Właśnie z tego powodu wyraziłem się, że gowinologię mam tam, gdzie słońce nie dochodzi i nie zamierzam zmieniać swoich strategii badawczych i publikacyjnych, bo są zgodne ze środowiskowymi NA ŚWIECIE. Nie w Polsce. Takim jak Gowin czy Mueller, humanistom z zaścianka, może się wydawać, że całość nauki w Polsce leży tak jak pedagogika czy politologia, a absolutnie nie jest to prawdą. Z kolei Górski czy Letki mają zawężone spojrzenie tunelowe ograniczone tylko do swoich dyscyplin i rzutują to na całą Polskę.

    Problemem fundamentalnym jest katastrofalne niedofinansowanie dyscyplin, które już średni poziom światowy osiągnęły, ale wyczerpały wszystkie rezerwy proste i teraz potrzeba KASY.

    Z GÓWNA BATA NIE UKRĘCISZ, panie ministrze Gowin!

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:37:40:

    @flamengista
    Gdyby to tylko takie drobiazgi były, to w ogóle nie byłoby o czym mówić...
    Zresztą te przykłady (na "przewrócenie do góry nogami") nie są zbyt trafne. Global Networks oraz Enterpreneurship mają i obecnie tyle samo (40 pkt).
    Obecnie 45-50 pkt ma nieco ponad 1000 czasopism, 140-200 pkt będzie miało ponad 3000. Zatem obecna 40 w zasadzie "powinna" dostać 140 - i w obu tych przypadkach tak jest. International Migration ma obecnie tylko 20 pkt, zatem 70 pkt może być postrzegane jako (zasłużony?) awans. No może "rozjechanie się" obecnych 35-tek, jakimi są IMR oraz JEMS (ściślej, "wywyższenie" IMR) robi jakąś różnicę. Ale nie jest to wielki szok. Jedno z bardzo dobrych pism (IMR) dostało się do obecnie bardzo licznego (prawie 900 sztuk) grona 200-tek. Gdybym miał je skreślić z tej listy (degradując do 140), zawahałbym się: jest wiele innych, bardziej na to zasługujących.

    Natomiast w fizyce degradacja wielu klasycznych 35-tek (np. seria Physical Reviews) do 70, a nawet 40-tek, jest dość bulwersująca. Kilka matematycznych awansów (np. Boletin de la Sociedad Matematica Mexicana) z zera do... 200 jest w ogóle jakimś dziwactwem.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 09:41:13:

    c.d.
    Phys Rev Lett i obecnie ma "tylko" 45, zatem te 140 to już taki jego los. Natomiast te 200 pkt Chińczyków, to faktycznie hit. Journal of High Energy Physics (obecnie 40) będzie miało wciąż tylko... 40, co jest wielką degradacją. To też jest hit.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 10:17:40:

    Zgred ,
    Dużo prawdy rzeczesz! Bo będzie jeszcze ciekawiej po roku 2021, czyli w nowej perspektywie budżetowej UE, gdzie wiadomo, że jest mniej kasy i wiadomo, że kosztem nauki ma się odbyć dofinansowanie chyba polityki spójności (lub innej). Warto sobie tu przypomnieć, że sporo grantów dotychczas, które były dla nas dostępne nie pochodziły od rządu polskiego, tylko jednak z Brukseli. Wystarczy popatrzeć na źródła grantów choćby w FNP, NCBiR, by się przekonać, że czekają nas co raz chudsze lata. Stąd nie zapominajmy, że dla rządu nie jest ważna nauka, co dało też do zrozumienia MF Gowinowi w sławnym i przytaczanym tu liście. Wniosek może być choćby taki, że jeżeli się uda, a musi, to jeszcze będą próby oszczędzania kosztem szkolnictwa wyższego i nauki. Czyli rację masz Zgredzie, że najprawdopodobniej będzie przyjęta polityka głodowa dla sporej części uczelni, a przetrwać będą mogły tylko te największe i to pewnie siłą rozpędu. Biorąc pod uwagę podejście a la Korwin, chodzi raczej o wzmocnienie sektora prywatnego, czyli szkół wiadomo kogo. Chyba nie na darmo sejm pochylił się teraz z pozytywną opinią dla UKSW odnośnie medycyny. A i dotacji państwowych też się nie szczędzi. Czyli z jednej strony jest jakiś rzucony socjał dla ludu, żeby nie było. Słupeczki odpowiednie są i wszystko można teraz wprowadzać co się chce, bo suweren to łyknie, wystarczy odpowiednio to przedstawić.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 10:56:35:

    @kahlkopf

    Gowin skłania się już do postępowania kryminalnego (link), bo tym będzie zignorowanie orzeczenia TSUE wbrew przyjętym i RATYFIKOWANYM umowom międzynarodowym.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 11:25:11:

    @js.c
    Nic nie pisałem o wyrównywaniu różnic między dyscyplinami (w rozumieniu ASJC), bo -- tak jak zauważasz -- proponowany system to i tak kompensuje, tylko właśnie między SUBdyscyplinami, tj. stosunkowo izolowanymi obszarami badawczymi mającymi po kilka czasopism. W znanych mi kategoriach efekt tego wyrówania jest całkiem satysfakcjonujący; rozumiem, że w fizyce i matematyce tak nie jest.
    Być może problem tu leży właśnie, jak pokazywał trzy.14, w centylach opartych na liczbie artykułów a nie tytułów czasopism, jak do tej pory, gdzie wysoką punktację "konsumuje" parę bardzo dużych czasopism.

    @zgred
    O ile mi wiadomo, ten system puktacji czasopism nie jest akurat polski-narodowy, tylko wzorowany na wprowadzanych powszechnie na zachodzie, wzorem jest chyba system norweski.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 11:40:41:

    Cytowania w renomowanych monografiach czy pracach przeglądowych to, moim zdaniem, jedno z największych wyróżnień.

    Z całą pewnością spotkałem się z tym argumentem przy okazji jakiegoś postępowania habilitacyjnego. To dość zrozumiałe: przeglądówki czyta masa ludzi. Jeżeli ktoś nas zacytuje w przeglądówce lub solidnej monografii, a już najlepiej poświęci naszemu wynikowi akapit i wymieni nazwisko pierwszego autora, to jak byśmy wygrali na loterii.


  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 11:44:31:

    Nie, system norweski jest inny: uwzględnia również czasopisma spoza WoS i Scopus na podstawie opinii ekspertów, a cały system punktacji jest znacznie prostszy, są tylko dwa poziomy czasopism: 1poziom: czasopisma naukowe, 2 poziom - czasopisma prestiżowe (ok. 20% wszystkich czasopism).

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 11:54:43:

    Chociaż też jest dziwaczny: poziom 1 mają zarówno czasopisma z JCR, jak i np. polskie czasopisma (są też takie na liście).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:14:54:

    Ja tylko zwracam uwagę na to, że punktację wyliczyłem wg obecnych danych.
    Oznacza to, że
    a) ministerstwo każe nam wskoczyć do basenu, nie przetestowawszy, czy jest tam woda lub
    b) ministerstwo od co najmniej pół roku ma jakieś inne dane, a Scopus z jakichś powodów nie chce ich upublicznić.

    Te dane to przypisanie czasopism do kategorii AJSC. Poprzez bardziej rozsądne przypisanie można przynajmniej część czasopism o rażąco zaniżonej punktacji przesunąć o oczko w górę.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:14:55:

    @zgred
    b) "przypisanie radła do ziemi", czyli przypisanie czasopisma na sztywno do dyscypliny

    Kategorie ASJC mają być przyporządkowane do tych nowych polskich dyscyplin. Ma to być przyporządkowanie many-to-many. Zatem, jak rozumiem, typowe czasopismo poprzez swoje ASJC (liczba pojedyncza lub, częściej, mnoga) znajdzie się w kilku polskich dyscyplinach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:26:26:

    @nobooks
    Według mnie nie jest to wszystko jeszcze takie pewne, jak i do końca wyglądająca punktacja, a to z tego względu, że czasopismo otrzyma najwyższą punktację z dyscyplin, do których zostało przypisane. I teraz zagadka jest taka, że skoro polski wykaz dyscyplin nie pokrywa się do końca z wykazem dyscyplin ASJC, to jak będzie wyglądała rzeczywista punktacja. To co wykonał Pi (o chwała Ci wieczna i wieniec laurowy) to jest symulacja i pewnie pod wieloma względami bliska tego co będzie. A jednak pozostaje pewien margines. Po prostu, póki nie będziemy mieć w łapie ostatecznej wersji rozporządzenia, to to co robimy obecnie są tylko i wyłącznie dywagacjami.

    @Euler
    Czy ptaszki na drzewie zaśpiewały już, kiedy ten NCN i OSF się dostosują?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:28:10:

    @nobooks
    "Many-to-many" to za mało. Sporo ciekawych metod analizy danych powstało na potrzeby badań zlokalizowanych w różnych dyscyplinach, przy których pełniły rolę służebną. I obecnie ta debilna klasyfikacja stwierdza, że prace o takim charakterze nie mają dla mojej dyscypliny żadnego znaczenia. Jest to całkowity biurokratyczny DEBILIZM, który gowinologię kompromituje w sposób całkowity i absolutny. Dowodzi dodatkowo, że pomysłodawcy są klasycznie "narrow-minded", ograniczeni aktywnością do jądra jednej dyscypliny i nie są w stanie intelektualnie ogarnąć koncepcji zespołowej pracy interdyscyplinarnej, więc idącą stąd ostrą krytykę deprecjonują pejoratywnym określeniem "spółdzielni".

    Więc bez ogródek i bez owijania w bawełnę: debile i idioci skoncentrowani tylko na zagarnianiu pieniędzy i prymitywnym piarze.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:34:56:

    @kalkhopf, @nobooks
    Trzy.14 zrobił to chyba dokładnie tak, jak wynika z rozporządzenia (modulo ewentualne błędy wynikłe z ogromu materiału i nie zawsze pewnych danych).

    Ale czy nie lepiej byłoby zmodyfikować rozporządzenie tak, aby chodziło nie o dyscypliny ASJC, lecz o te ok. 45 "polskich" dyscyplin? Byłyby to większe liczebnie zbiory, rzędu 1000 pozycji, zatem konsekwencje różnych błędów byłyby mniejsze, a wyniki powinny być bardziej sensowne.

    Oczywiście uprzednio musi nastąpić rzeczone wzajemne przyporządkowanie dyscyplin polskich i dyscyplin ASJC. Ale to i tak musi być zrobione (i to jak najszybciej, bo od tego zależą strategie, a nawet struktura, uczelni).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:37:24:

    nobooks.
    Każda dyscyplina ma swoje standardy i jak zauważył Zgred, to są często standardy światowe.

    Ja mam w głowie zafiksowane dwa progi. Jeden to zdolność do systematycznego publikowania w Phys Rev A,B,C,D,E, drugi to zdolność do systematycznego publikowania w Phys Rev Lett a pewnie też do tego grona należy zaliczyć nowy, bardzo wybiórczy Phys Rev X. Z rozmów z kolegami na Zachodzie wiem, że tam bardzo cenione są też publikacje w Nature czy PNAS, ale tu już nie każda specjalizacja znajdzie swoje miejsce, a do serii Phys Rev. aspirować może każdy, łącznie z ekonomistami i lingwistami. Chodzi o publikowanie jako autor główny a nie na doczepkę, rzecz jasna. Wbrew pozorom (Phys Rev publikują rocznie dziesiątki tysięcy artykułów) poziomu pierwszego nie osiągnęło sporo habilitowanych, co zawsze mnie dziwiło. Pracujących w Polsce Polaków, którzy osiągnęli poziom drugi zapewne dałoby się policzyć na palcach obu rąk. Jeden z nich jest tu: scholar.google.com/citations?user=2DPVFdoAAAAJ&hl=en i spójrz, gdzie ukazały się jego najlepiej cytowane prace.

    Jak widzisz, system jest niezwykle prosty. Tyle że niemal całkowicie ortogonalny do każdych przepisów ministerialnych (które dostrzegają tylko poziom drugi).

    O randze czasopisma decyduje nie tyle jego IF czy SNIP, tylko czy ukazują się w nim artykuły mające istotny wpływ na dyscyplinę czy nawet szerzej niż dyscyplinę, a to, nawet nie będąc specjalista, zwykle poznaje się po cytowaniach, ale wyłącznie tego konkretnego artykułu a nie całego czasopisma. O randze decyduje nie to, ile razy artykuły są wypożyczane z biblioteki, ale ile czasu ktoś poświęca na ich studiowanie, ile razy stały się inspiracją dla innych badaczy. Nie wiem, czy to się da ująć algorytmem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 12:59:39:

    Zgred,
    A czy te słowa Gowina, w bardzo nieprzypadkowej gazecie, nie są elementem walki o schedę po Kaczyńskim? Byłoby z nim aż tak źle?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 13:03:37:

    @trzy.14
    Przy obecnym poziomie analizy danych zapewne da się to zrobić. Oczywiście trzeba zacząć od dodania pewnych założeń a priori. Na przykład: zakładamy, że Phys Rev Lett to pismo najwyższej rangi, bo tu chyba nie ma sporu (tu już detalem jest, czy damy 140 czy 200 pkt, ale skoro 200-tek będzie blisko 900, to naprawdę 200 pkt "należy się" dla PRL jak psu buda). Potem pytanie: jakie pisma cytowane są w Phys Rev Lett? To da pojęcie o "poziomie 2". I tak dalej. Być może jest jakiś drugi godny uwagi "obieg" (Chiny, Rosja?) i wtedy też trzeba zgodzić się na jakiś wybitny journal z tego kręgu.

    Inna, może bardziej obiektywna, metoda: gdzie publikują nobliści? kogo cytują nobliści i jakie czasopisma cytują/czytują?

    Dobrze byłoby, aby jacyś zawodowi bibliometrzy przeliczyli parę tego typu możliwości. Może coś w tym kierunku się dzieje?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 13:09:02:

    @zgred
    mnie jeszcze ta wypowiedź Gowina z porannej trójki zastanowiła:
    wydarzyło się przy okazji Ustawy 2.0 coś bardzo cennego: środowisko akademickie zaczęło ze sobą dyskutować. Pojawiły się nowe koncepcje.

    Powinniście podziękować zatem Gowinowi za podanie tematu do dyskusji.
    Innym wdzięcznym tematem jest zapowiedź nieuznania wyroku TSUE.

    Obawiam się, że nie o taki dyskurs w nauce chodzi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 13:20:40:

    środowisko akademickie zaczęło ze sobą dyskutować.

    A ministerstwo kolejną fazę operacji Barbarossa rozpoczęło od konsultacji z Parlamentem Studentów RP.

    www.pap.pl/aktualnosci/news,1537867,gowin-rozpoczynamy-konsultacje-dotyczace-wdrazania-ustawy-20.html

    "Wiceminister nauki Piotr Mueller ogłosił:"
    "Przewodniczący Parlamentu Studentów RP Tomasz Tokarski powiedział"

    Mueller był przewodniczącym PSRP w kadencji 2013-2014.
    A Tokarski?

    Studiował prawo i bezpieczeństwo narodowe na KULu. Rzecznik prasowy Studenckiego Forum Business Centre Club. W 2014 r. kandydował do Parlamentu Europejskiego z list komitetu Polska Razem Jarosława Gowina.
    W wyborach 2015 startował z listy KWW Kukiz'15

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 13:21:08:

    @all

    Gowin jak ulał pasuje do Morawieckiego poziomem niekompetencji ustawodawczej: "Konstytucja dla nauki" jest takim samym chaosem jak "Ulga na start" vide (link).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 13:40:41:

    Zgred
    Warto przeczytać komentarze poniżej podanej przez Ciebie informacji.
    Bareja miałby robić o czym filmy!
    Pi, P-tau
    Czy, żeby wywoływać kolejne dyskusje, to min. będzie następne swoje głupoty uchwalał? Czy naprawdę już tak abstrahuje od układu odniesienia, że nie tylko za 17 tys. per miesiąc nie może wyżyć, klaskał, ale nie cieszył się, itp., to jeszcze bzdurami chce wywoływać dyskusję? Ale o cccooo chooodziiiiiiiiii? Aż chciałbym się spytać ponownie o pewną sprawę.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 16:35:38:

    Po analizie mojej działki - zrobił się ogromny rozstrzał między wydawnictwami poprzednio podobnymi. Nie było przewrotek, ale różnice są ogromne. Wydawnictwo za 30 poprzednio ma 1400 a takie za 25 ma 400. Trochę dużo ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 16:59:37:

    sarjane,
    Każdy zauważył pewnie, że z jednej strony istnieje oczekiwana korelacja między kudrykami a gowinkami ("Nature" na szczycie, "Acta *** Polonica" bliżej dołu). z drugiej zaś wiele tytułów jakby zupełnie nie korelowało...

    Gdyby zamiast SNIP użyć czegoś innego, np. eigenfactor, efekt byłby zapewne podobny i to zarówno względem IF-a, jak i SNIP-a.

    Ja wnioskuję, że dla większości czasopism zwyczajnie nie ma dobrej miary stopnia ich "doskonałości naukowej", a cała ta zabawa w kategoryzację to vanity, vanity, vanity. Dust to dust, ashes to ashes, gowinki to kudryczki.

    Być może minister mógłby w ścisłych, technicznych i przyrodniczych zdefiniować poziom 1 (profesorski lub wręcz PAN-rzeczywisty) jako czasopisma ujęte w rankingu Nature (chyba ok. 100 tytułów, z silnym przechyłem w stronę klonów Nature, ale dla mnie to półka kosmiczna i prawdziwe wyzwanie by było, a o to przecież chodzi?), poziom 2 = WoS (doktorski), poziom 3 = Scopus (doktorancki), Poziom 4 = cała reszta (magistrzy?). Poziom 1 = 125 pkt, poziom 2 = 25 pkt, poziom 3 = 5 pkt, poziom 4 = 1 pkt.

    Powtarzam: tylko w ścisłych, być może też przyrodniczych i technicznych. Dla społ-humów można użyć innej "punktacji". Każdemu wg potrzeb, od każdego wg zdolności, he, he.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 17:21:25:

    Chmmy ...
    Są takie dwa jurnale. Nazywają się podobnie, obecnie mają tyle samo 400 pkt (skandalicznie mało - szczególnie że jeden z nich stanowi swego rodzaju wyznacznik dla swojej branży - w każdym razie na Europe a drugi jest bardzo ważny w PL). Jeden jest trudny do dostania się - 2 lata na prawdę p###$ z całą masą recenzji i poprawek drugi jest wydawany u nas. Drugi jest dobrego poziomu, lecz jest tam niektórym dostać się łatwiej niż innym. Teraz mamy poziom obu zrównany. Będzie się branża cieszyć, ale czy to rzeczywiście jest dobrze?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 18:46:14:

    @zgred
    Zgadzam się, to są (a raczej: bywają) te ulotne "znaczne wkłady w rozwój", i to nie nawet dyscypliny, ale nauki szerzej.
    Dlatego, jak już tu pisaliśmy, ASJC typu applied statistics powinny być podpięte pod wszelkie dyscypliny empiryczno-ilościowe.
    Z drugiej strony trzeba przypomnieć, że istnieje margines 20% publikacji spoza dyscypliny i takie istotne kontrybucje powinny się bez problemu zmieścić (bez aluzji do Smoleńska), bo to 20% prac jednostki, nie danego człowieka. Jak rozumiem rozporządzenie w obecnej formie, będzie OK, jeśli nawet Twoje 4 prace (czy 4 sloty przy ułamkowych) będą spoza zadeklarowanej "osobiście" dyscypliny i mogą pracować na punktację dyscypliny. 20% to naprawdę niemało (w przewodniku donoszą, że w tym zakresie zrobili symulację).
    Ostatnia uwaga, zupełnie na marginesie i personalnie, don't take it the wrong way: bardziej ceniłem Twoje posty, gdy było w nich nieco mniej inwektyw, a więcej meritum.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 19:00:43:

    @nobooks
    Czyli te deklaracje a priori to jakby określenie 'etatu na którym się pracuje" (czyli odpowiednik obecnej, chyba raczej nigdzie niespotykanej, kombinacji: np. pól etatu na wydziale fizyki, pól etatu na wydziale matematyki)? Jeśli jednak chcę, aby wszystko co moje szło "na konto fizyki", to deklaruję tylko fizykę, a publikacje z dyscyplin pokrewnych (matematyka, informatyka, chemia, inżynieria materiałowa itp.) bez problemu wchodzą do kategoryzacji dyscypliny Fizyka, tyle, że w ramach tego 20%?

    Nota bene: czy ten przewodnik stawia gdzieś jasno kwestię tych procentów w kontekście dydaktyki (tzn., czy pracownik naukowo-dydaktyczny to takie samo 100% czasu, jak pracownik czysto naukowy, oraz inny problem: czy deklaracja dyscypliny wiąże się z jakimś pensum zajęć na rzecz tej dyscypliny)?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 19:09:20:

    @js.c
    Jak rozumiem, deklaracje te są ważne dla określenia:
    1) Minimum 12 przeliczeniowych etatów, aby dyscyplina mogła być ewaluowana
    2) Liczby N

    Jeśli jednak chcę, aby wszystko co moje szło "na konto fizyki", to deklaruję tylko fizykę, a publikacje z dyscyplin pokrewnych (matematyka, informatyka, chemia, inżynieria materiałowa itp.) bez problemu wchodzą do kategoryzacji dyscypliny Fizyka, tyle, że w ramach tego 20%?
    Dokładnie tak rozumiem rozporządzenie. Przy czym 20% nie jest "użyte", jeśli choć jedno ASJC czasopisma zostało (także) przypisane do deklarowanej dyscypliny.

    Żadnego związania z dydaktyką nie widzę. Każdy etat związany z badaniami (czy to badawczy, czy badawczo-dydaktyczny, czy badawczo-techniczny) daje 100% do ewentualnego podziału, chyba, że jest to etat ułamkowy, to daje stosowny ułamek (np. zatrudnienie na pół etatu daje 50%).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 19:25:38:

    Zatem instytuty PAN konkurują z uczelniami bez żadnego "wyrównania szans".

    Czy jest więc tam gdzieś przepis (lub jakaś furtka, by przepis taki wprowadzić, czy ustawa to blokuje), że uczelnie i instytuty startują w odrębnych grupach (takie jakby dwie GWO w każdej czy prawie każdej dyscyplinie)?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 19:35:04:

    I wszyscy przegrywają.
    PAN w nowej ustawie nie dostał gwarancji podwyżek (a zarobki bywają dramatyczne), a naukowcy na uczelniach muszą konkurować z naukowcami PAN w tych samych kategoryzacjach tylko mając 30 do 40% mniej wolnego czasu na naukę/pisanie artykułów.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:03:31:

    @nobooks
    > bardziej ceniłem Twoje posty, gdy było w nich nieco mniej inwektyw, a więcej meritum

    Przyjmij, proszę, do wiadomości, że słowa pisanego staram się używać precyzyjnie i epitety, a nie jak napisałeś inwektywy, są stosowane przeze mnie w celu wyrażenia treści a nie mojego wzburzenia, bo gdy mi ciśnienie rośnie to nie piszę, ale czekam w spokoju, aż mi przejdzie. Jeżeli piszę to treść mam zazwyczaj przemyślaną.

    Określenie "debilny" o ustawie, rozporzadzeniach i ich bezpośrednich autorach użyłem z rozmysłem, w takim znaczeniu, które dawniej było stosowane do deficytów intelektualnych. Te twory i ich autorzy na określenie w pełni zasługują.

    Sformułowania "przydupasy" i "użyteczni idioci" użyłem w celu rozróżnienia dwóch grup stojących za Gowinem:
    a) przydupasów - bezrefleksyjnych karierowiczów biurokratyczno-partyjnych, gotowych wykonać dowolne polecenie swojego politycznego patrona, choćby miało to wykonawcę polecenia stawiać w roli pachołka oraz
    b) użytecznych idiotów - młodych, ideowych i naiwnych, którzy są przekonani, że to właśnie im LOS dał SZANSĘ, aby NAPRAWDĘ dokonać DZIEŁA; kończą zazwyczaj jako wypalone "mięso armatnie".

    Pseudoreforma Gowina coraz wyraźniej ukazuje mi swoje trzy zasadnicze cele:
    a) skoncentrować środki w kilku namaszczonych apriorycznie ośrodkach, a przy tym
    b) doprowadzić do zagłodzenia a docelowo do likwidacji większości uczelni publicznych, by
    c) poprzez zdławienie przepustowości szkolnictwa publicznego nagonić klientelę prywaciarzom od "gotowania na gazie", którzy już nie muszą starać się o odpowiednią kadrę, a ta prekaryzowana będzie tłukła gotowce programowe zatwierdzone przez MNiSW.

    Pytanie do @halucinskiego: czy publiczne nawoływanie wyższego urzędnika państwowego do JAWNEGO nierespektowania wyroków sądowych nie podpada przupadkiem pod ściganie z oskarżenia publicznego?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:06:22:

    @Sarjane
    Jakie 30-40% mniej na naukę, a 80%. Na mojej uczelni adiunkt z dr ma max. możliwych godzin dydaktycznych, czyli 240, dr hab. ma zniżkę 30h i pensum 210. Jeżeli poważnie chce się traktować też tą część dydaktyczną, to naukę uprawia się w przerwach międzysemestralnych lub to co ja praktykuję kiedy tylko się da, co odbywa się też kosztem zdrowia i rodziny. Dlatego ta ustawa poza podnoszeniem poprzeczki i pogarszaniem warunków pracy nie daje nic pozytywnego. Tu poza propagandą nie ma pozytywnych rozwiązań, a przynajmniej ja ich nie widzę.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:14:33:

    Ja się zgadzam oczywiście z tym. Z mojego punktu widzenia w momencie kiedy uczę to na prawdę nie ma takiej siły żebym jeszcze coś napisała. Niestety moi znajomi z PAN nie są w stanie zrozumieć tego konceptu. Wręcz stoją na stanowisku że przesadzamy ... i że oni jak prowadzą zajęcia na studiach doktoranckich to też im to czas zajmuje (nie skomentuje tego litościwie).
    Czy zajmuje mi to 80% czasu nie wiem. Koło naukowe zajmuje mi masę czasu. Jeśli chodzi o inne zajęcia bardzo staram się o komasacje. Tak że jak uczę to noostop a potem dajce mi święty spokój. Gorzej że mam małe stadko dyplomantów co roku i kolejny miesiąc nie mój...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:24:46:

    @nobooks
    "ASJC typu applied statistics powinny być podpięte pod wszelkie dyscypliny empiryczno-ilościowe. "

    To jaka będzie ich punktacja? Jak obliczana? Czy w ministerstwie wiedzą, że w takich czasopisma publikują ludzie ze wszystkich dyscyplin?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:30:39:

    Czy ja dobrze rozumiem wasze wpisy, że koniec z osobnymi GWO dla uczelni i PAN-ów, i PAN-instytutów-badaeczych? Że znowu, jak na początku, wszystko wrzuci sie do jednego worka???

    To Duszyński jest największym zwycięzcą tego rozdania - a jego pracownicy największymi przegranymi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:34:26:

    A tu list dziekanów i dyrektorów najzacniejszych wydziałów i instytutów fizyki:

    crzljx.webwavecms.com/

    I co państwo o nim sądzą?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:36:00:

    Liczmy wszystko, realnie patrzmy, co to nowe rozdanie nam daje. I to jest wielkie rozczarowanie. I tu komentarze Zgreda, choć dosłowne są niezwykle trafne i oddają także w dużej mierze mój pogląd na tą "reformę", jak i "konsultacje", choć ja bym użył innych sformułowań. Tu o czym innym się mówi, a co innego wychodzi w formie ustaw, czy też rozporządzeń. Sam przewodnik po ewaluacji jest pompatyczny w wielu miejscach, ale równocześnie czasem wręcz obraźliwy dla nas ludzi nauki. Zwłaszcza w Zakończeniu zatytułowanym "10 największych mitów dotyczących ewaluacji jakości działalności naukowej". Czytając to poczułem się jakby mnie ktoś traktował jako bezrozumną masę, którą można kierować za pomocą propagandy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:44:43:

    Pi i są to naprawdę poważne i znaczące osoby, które to podpisały, w przeciwieństwie do wielu innych tego typu podobnych pism. Niemniej jest to próba ratowania niefunkcjonalnego mechanizmu poprzez przyklejenie srebrnej taśmy klejącej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:53:13:

    Niemniej jest to próba ratowania niefunkcjonalnego mechanizmu poprzez przyklejenie srebrnej taśmy klejącej.

    Lepiej bym tego nie ujął! Brawo!

    Ale najciekawsza w tym piśmie jest nie tyle strona merytoryczna opinii, którą ministerstwo zlekceważy, ile świadectwo stanu świadomości decydentów, którzy reformę będą wprowadzać. Myślę, że na wyższym stopniu, w rektoratach, nie jest lepiej. Co prawda na rzeczywiste wdrażanie jest jeszcze rok, choć na przygotowanie założeń nie więcej niż pół roku, jest trochę czasu, niemniej, już widać, że reformę będziemy wdrażać we mgle.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:54:17:


    @trzy.14
    > Uwaga! Poniżej Przymiarka do kategoryzacji. Najciekawsze dane są w katalogu wyniki/fields.

    W arkuszach w katalogu wyniki/fields, w których czasopismom przypisano nowe punkty, do wyliczenia wskaźnika Ci (oraz D) dla 2017 r. powinna być użyta liczba artykułów opublikowanych w danym czasopiśmie w okresie 2014-2016, czyli liczba P dla 2017 r. z arkusza JournalIndicators.csv. Zamiast tej wartości została błędnie użyta suma liczb P dla lat 2015, 2016, 2017. Dotyczy to również liczby "Opublikowane art." (w szóstej kolumnie w arkuszach w ,,fields"; powinno tam być P dla 2017 r.).

    Przy okazji: liczba artykułów (dokumentów) opublikowanych w danym czasopiśmie w latach 2014-2016 podawana przez Scopus może się bardzo różnić od podawanej przez CWTS (trzy.14 użył danych z CWTS). Na przykład dla "Nature" Scopus podaje 7860 dokumentów, a CWTS tylko 2899. Projekt rozporządzenia nie nie mówi, którą z tych liczb wybrać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 20:59:01:

    inbum
    bardzo dziękuję za czujność!
    1) mnie to już męczy i nie będę poprawiał.
    2) jeżeli liczba artykułów w latach 2015-17 znacząco różniłaby się od liczby artykułów z lat 2014-2016, to całą tę kategoryzację o kant rozbić.
    3) cały czas podkreślam, że coś mi w dostępnych danych "brzydko pachnie".


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:02:46:

    W każdym razie nie zawiodła mnie intuicja "naukowca", by oprócz wyników podać i surowe dane wejściowe. Podałbym i implementację algorytmu, ale się wstydzę :-) jeszcze by to ktoś studentom pokazał czy coś w tym guście, a tam jest łata na łacie, byle szybciej, za tydzień sam nie będę rozumiał, co tam jest napisane.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:06:21:

    @Staryzgred2012:

    > czy publiczne nawoływanie wyższego urzędnika państwowego do JAWNEGO
    > nierespektowania wyroków sądowych nie podpada przupadkiem pod ściganie
    > z oskarżenia publicznego?

    Proszę wpierw uważnie przeczytać fragment tego w wywiadu w ,,Do Rzeczy'' z Młotkodzierżcą, następnie odpowiedni paragraf, potem definicję i wreszcie napisać sine ira, czy Pańskim zdaniem to, co powiedział nasz Naukowódz, jest nawoływaniem. Jestem ciekaw Pańskiej interpretacji.

    Później napiszę, jak ja to widzę.

    Wywiad:
    Redakcja: Mówi pan, że nad nierozwiązywalnymi sporami trzeba przejść do porządku dziennego i i iść dalej. Tylko jak przejść dalej nad faktami, choćby w przypadku wniosku skierowanego przez Sąd Najwyższy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, odnośnie wydania orzeczenia wstępnego na temat przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Sąd do czasu uzyskania orzeczenia zawiesił obowiązywanie rządowych ustaw. Tutaj nie ma środka.

    Jarosław Gowin: To jest coś dużo poważniejszego niż zawieszenie działania prawa. To uchylenie w istotnym obszarze, jakim jest wymiar sprawiedliwości, obowiązywania porządku demokratycznego. Sędziowie SN mieli oczywiście prawo zadać pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości, ale całkowicie bez podstaw prawnych i konstytucyjnych podjęli próbę zawieszenia obowiązywania ustawy, której nie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. To jest dramatyczny moment w dziejach Unii Europejskiej. Jeżeli Trybunał w Luksemburgu uzna się za instancję władną usankcjonować takie stanowisko grupki polskich sędziów, będzie to paliwo dla środowisk eurosceptycznych w całej Europie. Zakwestionuje to bowiem fundamentalną dla całej UE ideę suwerenności państw narodowych.

    Art. 255 § 1 k.k.
    Kto publicznie nawołuje do popełnienia występku lub przestępstwa skarbowego,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

    Definicja
    Nawoływać -- wzywać do czegoś, zachęcać, nakłaniać. (Źródło: Uniwersalny słownik języka polskiego, tak samo: Współczesny słownik języka polskiego)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:29:50:

    @trzy.14
    Z propozycji Dziekanów przemawia do mnie złagodzenie tego maks 4N, przy czym podobny efekt prościej można osiągnąć tak, jak proponował js.c, czyli przez zwiększenie maksimum do 5N (lub 6N). Przynajmniej w ocenie 2021, aby dać czas jednostkom do restrukturyzacji etatów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:36:44:

    @nobooks
    Co to znaczy w Twoim pojęciu: restrukturyzacja etatów?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:50:44:

    @halucinski
    Niestety nie widzę całego wywiadu, a jedynie wstęp, natomiast w innhm miejscu był dość jednoznaczny cytat:

    Jeżeli TSUE dopuści się precedensu i usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd Najwyższy, to nasz rząd zapewne nie będzie miał innego wyjścia, jak doprowadzić do drugiego precedensu, czyli zignorować orzeczenie TSUE jako sprzeczne z traktatem lizbońskim oraz z całym duchem integracji europejskiej" - ocenił Gowin w rozmowie z "Do Rzeczy".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:51:04:

    > Jarosław Gowin: To jest coś dużo poważniejszego niż zawieszenie działania
    > prawa.

    Cytat za Rz:
    "Decyzja SN ma jednak swoje umocowanie w prawie Unii Europejskiej i orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości UE. Możliwość zawieszenie stosowania ustawy krajowej wynika z kilku fundamentalnych zasad prawa unijnego, tj. zasady efektywności, zasady bezpośredniego skutku oraz zasady pierwszeństwa prawa UE. Możliwość, a niekiedy konieczność, zawieszenia przepisu krajowego podejrzewanego o sprzeczność z prawem UE do czasu wyroku TSUE, jest elementem unijnego prawa do sądu, który zapewnia art. 47 Karty Praw Podstawowych UE, a szerzej zasada efektywnej ochrony prawnej wynikająca z art. 19 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej."

    > To uchylenie w istotnym obszarze, jakim jest wymiar sprawiedliwości,
    > obowiązywania porządku demokratycznego.

    Duby smalone. Każdy obszar działania państwa jest ważny. zawieszenie jest umocowane w prawie UE i nie łamie porządku demokratycznego. Porządek ten jest łamany wtedy, gdy ustawy przepycha się nocą na siłę bez poszanowania konstytucji a wcześniej zapewnienia możliwości wypowiedzenia się opozycji sejmowej i pozaparlamentarnej.

    > Sędziowie SN mieli oczywiście prawo zadać pytania prejudycjalne
    > do Trybunału Sprawiedliwości,

    Gowin jest prawnikiem? Skąd to słownictwo? Czy też wcześniej znal pytania?

    > ale całkowicie bez podstaw prawnych i konstytucyjnych

    Kłamie jak z nut. Kluczowe pytanie przecież brzmi: czy w Polsce obowiązuje tylko prawo krajowe? Nawet w PRL-u tak nie było.

    > podjęli próbę zawieszenia obowiązywania ustawy,

    próbę jak się wydaje skuteczną. A może nie? I to jest dramat i cios w porządek demokratyczny.

    > której nie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny.

    Ale pytanie nietrywialne brzmi: czy obecny TK jest tym TK, o którym mówi konstytucja RP? Czy wszyscy jego sędziowie mogą skutecznie brać udział w jego posiedzeniach?

    > To jest dramatyczny moment w dziejach Unii Europejskiej.

    Nie hamletyzujmy. To jest dość trudny moment w dziejach Polski. Ale spokojnie, nikt nie utonie, ani Polska, ani UE.

    > Jeżeli Trybunał w Luksemburgu uzna się

    ładne: "uzna się" implikuje uzurpację, nie zaś wykładnię europejskich traktatów, które sami podpisaliśmy.

    > za instancję władną usankcjonować takie stanowisko grupki

    stanowisko. I tak lepiej, niż opinia. grupka sędziów - i tak lepiej niż grupa kolesi. A gdzie odniesienie do prawa europejskiego?

    > polskich sędziów,

    ulżyło mi, już myślałem że oni wszyscy mieli dziadka w Wehrmachcie.

    > będzie to paliwo dla środowisk eurosceptycznych w całej Europie.

    Freud uczy, że tą wypowiedzią Gowin stawia się wśród eurosceptyków.

    > Zakwestionuje to bowiem fundamentalną dla całej UE
    > ideę suwerenności państw narodowych.

    Gowinie drogi, jak idea państw narodowych ma się do funduszy strukturalnych? Wspólnej polityki rolnej? Wspólnej polityki wschodniej? Europolu? Wspólnej ochrony granic? Traktatu z Schengen? Zniesienia opłat roamingowych? Po cholerę w Brukseli obraduje Parlament Europejski i po co wybieramy doń swoich przedstawicieli? Jeśli równie suwerenni jesteśmy w NATO, to co polscy żołnierze robią na Litwie, a amerykańscy w Polsce?
    Czyżby chodziło w tej idei państw narodowych o to, by móc latami siadać przy wspólnym stole, nażreć się, beknąć, pierdnąć, z uśmiechem na ustach udać się na zasłużony spoczynek, po czym kolejnego dnia to samo, bo jesteśmy suwerenem?


    Nie, za te słowa Gowina do żadnej odpowiedzialności pociągnąć nie można. Co najwyżej politycznej, w wyborach. Ale przecież nieprzypadkowo słowa te skierował w piśmie zwolenników PiS

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 21:54:20:

    @inbum
    Brawo za wychwycenie tej pomyłki z latami, a także za dostrzeżenie rozbiezności między Scopusem i CWTS. Faktycznie, różnica jest uderzająca i ma duży wpływ na punktacje innych czasopism (nie byłoby tego, gdyby rangowaniu podlegały tytuły).

    @all
    Ponieważ liczba publikacji w danych trzy.14 okazuje się nieprawidłowa, postanowiłem podzielić się moją symulacją punktacji, która powstała, zanim zorientowałem się, że rangowanie ma być wg. pojedynczych artykułów. Zatem ta symulacja traktuje każdy tytuł jako 1, czyli tak, jak w poprzednich listach. Można ją potraktować jako (prostszą) alternatywę. Ciekaw jestem, czy obserwowane "spłaszczenie" się trochę poprawiło?
    Zzipowany plik csv, niecały 1MB do pobrania tu, także na danych ze strony CWTS (dane te prawdopodobnie zawierają niekompletne identyfikatory kategorii ASJC):
    app.box.com/v/altpunkty

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:03:26:

    nobooks,
    W fizyce rządzi Warszawa, a kategoryzację większości wydziałów (chyba tylko poza Poznaniem) robią kolaboracje. Zwiększenie limitu 4 do 8 slotów dla 20% pracowników to powrót do status quo. Równie dobrze można ten zapis całkowicie usunąć. Wniosek ten pewnie pozostaje słuszny dla wszystkich dyscyplin.

    Pismo, ewidentnie pisane pod Warszawę, AGH i może UJ, podpisuje dziekan czy dyrektor z Bydgoszczy, która przecież idzie pod nóż. Po co?

    Z kolei biadolenie, by 20% "interdyscyplinarek" zwiększyć do 50% oznacza, że dziekani sami nie wiedzą, co się u nich publikuje. Ja sprawdziłem. Te 20% SLOTÓW (jak mniemam) u mnie w jednostce powinno wystarczyć z dużym nadmiarem, a prac interdyscyplinarnych jak się wydaje mamy sporo. Jednak przeważnie w pismach z naszej dyscypliny! Tylko po co to wszystko, skoro parametryzacja będzie dyscyplinami i te publikacje zdecydowanie spoza własnej dyscypliny można "pożyczyć" sąsiednim dyscyplinom, *zmniejszając swoje N*, samemu być może od innych coś biorąc?

    No bez jaj. Jak dziekan fizyki może biadolić, że mu do kategoryzacji uwzględniają tylko 20% prac z, powiedzmy, czystej biologii (a nie biofizyki)?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:06:36:

    @trzy.14
    > Ale przecież nieprzypadkowo słowa te skierował w piśmie zwolenników PiS

    W piśmie PRAWICOWYM - tak, ale zdecydowanie nie nazwałbym tego czasopisma pismem "zwolenników PiS". Takimi są z pewnością "Gazeta Polska" czy "W sieci". "Do Rzeczy" oceniam raczej jako prawicowo-centrowe; jego odpowiednikiem po lewej stronie jest "Polityka".

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:14:31:

    @trzy.14
    Właśnie też sobie tak pomyślałem, że to próba ratowania kolaboracji (wychodząca z AGH przecież), stąd zdziwiły mnie też podpisy niektórych dziekanów, których to wydziały właśnie przez nadmierny wpływ kolaboracji dostały kategorię B.

    Z tym proponowanym 50% też to samo pomyślałem,co napisałeś.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:20:51:

    @nobooks
    Dziękuję za kolejną wersje. U mnie jest duża zmiana. Jeden z analizowanej przemienienie pary ma 70 a drugi (ten polski ) 40.
    Za to w obu listach to w czym obecnie mam w recenzji jedne artykuł ma taką sama ogromną ilość punktów i jestem tym lekko przerazona (chyba jednak przeszarżowałam z tym artykułem ...)

    Edit: przeprowadziłam dalsze obserwacje w branży z tych 2 artykułów. Ta klasyfikacja jest bardziej sensowna, spłaszczenie znikło i pojawiła się dywersyfikacja. Nie potrafię ocenić czy słuszna czy nie (bo ja zajmuje się w małym stopni tylko częścią tej działki) ale różnice są uwidoczniane.

    Ciekawe za to jest ze jurnal matka X i jurnal córka X letters mają odpowiednie 1 do 1/2 punktów. Podczas kiedy poprzednio stosunek był 1 do 2/3.

    Tak chyba rzeczywiście lepiej to działa. Tak czy inaczej dziękuję obu Panom za symulacje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:22:14:

    Pi
    Z całym szacunkiem, ale na WFiIS jest jeszcze coś takiego jak fizyka medyczna, jak i fizyka środowiska. Więc jest to problem tylko 20% slotów na czasopisma spoza dyscypliny, z resztą nie tylko dla tego wydziału. Po prostu zazwyczaj badania aplikacyjne skutkują w wielu przypadkach publikacjami spoza dziedziny, gdyż zespoły zajmujące się aplikacją muszą być zbudowane o specjalistów z różnych dziedzin. Na AGH najprawdopodobniej ostaną się wydziały, które dalej będą pod wieloma względami bardzo autonomiczne. Stąd pracownicy raczej będą deklarować dla danej dyscypliny 100% swojego czasu, żeby przy tym nowym algorytmie wspierać wydział. W końcu to dalej wydziały będą rozdzielać zajęcia dydaktyczne i organizować ich rozkład. I podejrzewam, że będzie tak na większości uczelni.

    @nobooks
    Nie odpowiedziałeś mi na pytanie: co to znaczy w Twoim pojęciu restrukturyzacja etatów?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:23:35:

    @trzy.14
    Pismo, ewidentnie pisane pod Warszawę, AGH i może UJ,
    Też mi się tak wydaje (niekoniecznie w tej kolejności).
    Na przykład passus o grantach oraz max=8 dla lokomotyw.
    Zgadzam się też co do 20% spoza dyscypliny. Wystarcza i w teorii, i w praktyce. Ciekawy problem: czy rektorzy/dziekani zobaczą te kuszące możliwości "wymiany" między-dyscyplinowej?

    Nota bene: kolaboracje uderzone są mocno na co najmniej 3 sposoby (dzielenie na współautorów, znaczne obniżenie punktacji podstawowych pism, oraz max=4).

    @nobooks
    zwiększenie maksimum do 5N (lub 6N)
    chodzi oczywiście o maksymalnie 5 (niechby nawet 6, przynajmniej na początek) slotów od jednego pracownika. 3N-3N0 niech zostanie (nawet podobałoby mi się niewielkie zmniejszenie tej liczby).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:24:17:

    @trzy.14
    Dziekani nie mają pojęcia co się u nich publikuje... Jeśli na wydziałach jest 2 nie krzyżujące się kierunki to dziekan z jednego z kierunków ma mierną wiedzę o tym co robi jego kolegium dziekańskie. Jak są punkty to dobrze jak nie to źle. Tzn - ja pamiętam jednego Dziekania który to wiedział. Ale on wiedział wszystko.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:31:26:

    właśnie sobie uświadomiłem znaczenie tej 4. Niech jednostka ma N = 100. Może wypełnić 300 slotów. 300/4 = 75. Czyli w sprawozdaniu, które wypełnia 100% slotów, musi się pojawić co najmniej 75% składu osobowego jednostki. Niesamowite! Ale przecież nie jest tak, że wszyscy "z górnych 75%" w 4 lata wypełnią po 4 sloty (wystarczy pomyśleć o większych grupach eksperymentalnych, zwłaszcza jeśli współpracują z jednostkami zewnętrznymi).
    Więc do parametryzacji przyłoży się pewnie z 90% "załogi". Każdy będzie ważny (lub przesunięty na stanowisko dydaktyczne). Szok!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:34:45:

    kahlkopf,
    Jeżeli fizyka medyczna publikuje w pismach choćby trochę fizycznych, to w czym problem? Jesli nie, to z czego robią doktoraty, habilitacje? Jeśli z medycyny (żartuję), to czemu nie mogą być klasyfikowani jako medycy?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:35:26:

    @Staryzgred2012:

    > Jeżeli TSUE dopuści się precedensu i usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd
    > Najwyższy, to nasz rząd zapewne nie będzie miał innego wyjścia, jak doprowadzić
    > do drugiego precedensu, czyli zignorować orzeczenie TSUE jako sprzeczne
    > z traktatem lizbońskim oraz z całym duchem integracji europejskiej" - ocenił
    > Gowin w rozmowie z "Do Rzeczy".

    Trzeba oczywiście patrzeć na całość wypowiedzi, ale pozwoliłem sobie wytłuścić ten fragment. Co jak co, ale -- zgadzam się z Trzy.14 -- to nie jest nawoływanie do popełnienia przestępstwa.

    1. Naukowódz nie wzywa, nie zachęca, nie nakłania do tego, on po prostu rozważa na głos jedno z możliwych posunięć rządu na wypadek niepomyślnego wyroku. Poza tym jest, jak na polityka przystało, cwany, bo okrasił to predykatem modalności epistemicznej ,,zapewne''. Co więcej, gdyby Pan zajrzał do piśmiennictwa specjalistycznego (np. Rytel, Bralczyk), zobaczyłby Pan, że ,,zapewne'' to niższy stopień przekonania niż ,,na pewno''. Synonimami ,,zapewne'' są (podaję z pamięci) np. ,,pewnie'', ,,przypuszczalnie'', ,,prawdopodobnie''.

    2. W art. 255 nawoływanie musi być zdecydowane, kategoryczne oraz skierowanie do nieokreślonej i nieograniczonej liczby adresatów. Tu tego nie ma. Co więcej, ta wypowiedź nie jest nawet -- moim zdaniem -- adresowana do rządu. Ot, taka głupia (i szkodliwa) myśl rzucona głośno w eter, której treść w istocie nie jest adresowana do nikogo.

    3. Jest jeszcze jeden problem: Naukowódz mówi o potencjalnym wyroku. Orzeczenie sądowe, które kontestuje, jeszcze nie funkcjonuje w porządku prawnym. Na tym etapie nikt -- włącznie z sędziami TSUE, którzy wciąż nie zaznajomili się z materiałami sądowymi (nie mylić z materiałami prasowymi!) -- nie wie, czy ten wyrok zapadnie i jaką będzie miał treść. Nawet gdyby dzisiaj Gowin powiedział w telewizorni bez ogródek: ,,Wzywam prezydenta, premiera, ministrów, posłów, senatorów i urzędników państwowych do nieuznawania wyroku TSUE!'', wątpię, czy można przedstawić by mu zarzut. Nie jestem praktykiem, więc mogę się mylić, ale intuicja podpowiada mi, że najwcześniejszy moment, w którym taka wypowiedź mogłaby być przedmiotem postępowania karnego, to tuż po ogłoszeniu publicznym przez TSUE sentencji wyroku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:38:05:

    @js.c
    Tak, źle napisałem, chodziło mi o maksimum 4*N dla N=1 ;-), czyli maksimum od jednej osoby.

    @kahlkopf
    Mam na myśli przesunięcie pracowników niepublikujących na stanowiska niebadawcze. Nawet, gdyby to zrobiono teraz, natychmiast (a nie jest to takie hop, siup), to jest już połowa okresu parametryzacyjnego.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:39:17:

    @trzy.14
    Każdy będzie ważny (lub przesunięty na stanowisko dydaktyczne). Szok!

    To trochę za mocne uderzenie. Rezerwa być musi. 5 lub 6 jest lepsze od 4. No i jednak lokomotywy powinny mieć jakiś solidniejszy wpływ na ocenę jednostki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:43:10:

    js.c,
    Lokomotywy wciąż będą miały potężny wpływ, jeżeli będą lokalnie organizować wokół siebie grupy badawcze: doktoranci (będą wręcz bezcenni!) i adiunkci. Z filozoficzenego punktu widzenia to najlepsze, co mogłoby się naszej nauce przytrafić.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 22:44:09:

    @sarjane
    Dziękuję za interesujący raport.
    Aby nie było niedomówień, chcę jeszcze raz podkreślić: moja symulacja NIE jest zrobiona ściśle według aktualnej wersji rozporządzenia, bowiem ignoruje liczbę opublikowanych artykułów. Dlatego znika z niektórych kategorii spłaszczenie, które w algorytmie z rozporządzenia jest wynikiem "zmonopolizowania" najwartościowszych górnych centyli przez bardzo małą liczbę (w szczególnym przypadku równą 1) dużych czasopism, które znajdują się w niektórych kaettgoriach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 23:03:57:

    @trzy.14
    Może masz rację.
    Ale to się nie da zrobić w rok-dwa. Poza tym, co z jednostką mającą mało (lub zero) doktorantów? [Moim zdaniem sprawiedliwe byłoby zaliczanie - ułamkowe - doktorantów do liczby N: może 1/4, wtedy doktoranci nie tyle MOGLIBY wypełnić 20%, co POWINNI to wypełnić] No i kooperantom to nic nie pomoże. 5 to rozsądny kompromis :)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 23:04:42:

    Pi przypomnij sobie choćby habilitację Biecka i gdzie miał sporą część swojego dorobku, jak również w której dziedzinie ją otrzymał. I to będzie odpowiedź na Twoje pytanie. Poza tym, my do końca nie wiemy, jakie będzie przyporządkowanie czasopism. Z mojego horyzontu widzenia wszędzie jest fizyka, co nie znaczy, że MNiSW to dostrzeże. Tylko, że ja patrzę na naukę jako jedność, nie dyscypliny - szuflady. Z tym, że u mnie jest inny problem, jak będą klasyfikowane dyscypliny inżynierskie i jak będzie się to miało do mojego specyficznego wydziału.
    Myślę, że nie warto obracać się tylko w "czystości dyscyplinarnej".

    @nobooks
    Przesuwanie pracowników na etaty niebadawcze jest możliwe pod warunkiem, że są na to możliwości. Dydaktyczne, że zapewnisz pensum dydaktyczne, czyli 360h, techniczne, pod warunkiem, że masz na to pieniądze. W obecnej sytuacji pracownicy czysto dydaktyczni mogą stać się tylko obciążeniem budżetowym. Techniczni już od dawna są problemem, stąd ja obserwuję wyzbywanie się tego typu pracowników na wszelkie sposoby. Warto się zastanowić nad tym co będzie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 23:06:35:

    @trzy.14
    2) jeżeli liczba artykułów w latach 2015-17 znacząco różniłaby się od liczby artykułów z lat 2014-2016, to całą tę kategoryzację o kant rozbić.

    Użyta przez Ciebie liczba nie jest liczbą artykułów z lat 2015-2017, tylko taka suma sum kroczących:
    2012 + 2013 + 2014
    ............ 2013 + 2014 + 2015
    ..........................2014 + 2015 + 2016
    ==============================
    2013 + 2*2013 + 3*2014 + 2*2015 + 2016

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 23:08:57:

    js.c,
    Wliczenie doktorantów do kategoryzacji jako ułamka pracowników mi się podoba. Byc może spowodowałoby to większą odpowiedzialność komisji rekrutacyjnych i większą troskę o postępy samych doktorantów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/27 23:31:40:

    nooboks,
    Policzyłem dobrze tyle że źle zrozumiałem znaczenie symbolu "P" w tabeli :-)
    A wprowadzenie tego błędu kosztowało mnie mnóstwo pracy.
    Niemniej, ten błąd z grubsza skaluje licznik i mianownik przez 3, więc wielkiego wpływu na wynik końcowy mieć nie może.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide