Robię habilitację

Wpis

wtorek, 28 sierpnia 2018

Ogon macha psem

Pod poprzednim wpisem kardla napisała:

 

Niestety już teraz dostaliśmy maila od szefostwa z poleceniem służbowym dostosowania strategii publikacyjnej do nowych przepisów. I informacją, że w przypadku wyboru złej strategii, najprawdopodobniej konieczne będą zwolnienia... 

 

Bo chociaż jeszcze nie wszystko wiemy, to wiemy już wystarczająco dużo, by instytucje reagowały na doniesienia z MNiSW. No i zareagowała przynajmniej jedna, jestem przekonany, że inne podążą jej śladem. I teraz kilka komentarzy.

 

1. Mam nadzieję, że uczelnie powstrzymają się przed tak idiotycznymi nakazami. One przecież nie mają sensu. Ogon zaczął machać psem! My mamy publikować w najlepszych pismach nadających się do opublikowania naszych badań, a nie tam, gdzie minister uzna za stosowne.

 

2. Mam wrażenie, że obecne plany parametryzacyjne to próba ręcznego sterowania nauką wedle pomysłu jednego czy drugiego urzędnika. Warto pamiętać, że prędzej (miejmy nadzieję) czy poźniej, zasady parametryzacji się zmienią. Mam nadzieję, że szkody, które zapowiadane zmiany dokonają, nie będą drastyczne.

 

3. Po raz kolejny piszę, że w nauce polskiej umiera interdyscyplinarność. I nie jest to wcale piękna śmierć. Wszyscy ci, którzy znajdują się w mainstreamie swych dyscyplin, będą zachwyceni nowymi zasadami. To czystość dyscyplinarna będzie decydować o jakości badań, dokładnie odwrotnie niż w świecie, którym warto się przejmować. Nigdy nie słyszałem, by badacz amerykański czy brytyjski martwił się o to, czy publikuje 'w dyscyplinie'. Nauka polska jak zwykle toruje nowe drogi - tym razem wprost do XIX wieku.

 

4. To, co mnie (i pewnie innych) przeraża w nowych doniesieniach, to to, że ci którzy jeszcze rok temu byli świetnymi badaczami, bardzo przydatnymi dla uczelni, z dnia na dzień mogą się znaleźć na aucie. Z dnia na dzień minister Gowin dokona rewolucji w polskiej nauce. I nie, nie będzie to rewolucja 'projakościowa', jak to przekonywali dyscyplinarni mainstreamowcy. Nie, 'konstutucja nauki' spowoduje, że tym, którzy świetnie sobie radzą żonglując dyscyplinami w przestrzeni pomiędzy nimi, mówimy, że są do bani. A nas jest znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

 

Konstytucja nauki wywraca naukę polską do góry nogami. Moim zdaniem, sądząc po tym, co wiemy dzisiaj, to tylko zła zmiana.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
wtorek, 28 sierpnia 2018 19:13

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 19:26:57:

    Pozwolę sobie to skomentować tak:
    www.youtube.com/watch?v=3yh2InVsFag

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 19:33:28:

    Mi się nie chce wierzyć, że są jednostki które już wydają dyrektywy dotyczące "nowego ładu publikacyjnego". To jakaś podpucha - władza dopiero powoli wraca z wakacji i ew. zalicza pierwsze zebrania. Obstawiam, że większość jeszcze nie przeczytała rozporządzeń które nas tak bulwersują.

    A przecież nadal nie ma najważniejszego - rozporządzenia dotyczącego zasad finansowania. Nie ma też dokładnej klasyfikacji czasopism, czyli nie wiemy które czasopisma są przypisane do której dyscypliny. Mało tego, nadal nie ma pewności które subdyscypliny są przypisane do nowych - ja np. nie mam 100% pewności z demografią. Chyba nauki socjologiczne, ale tego w projekcie (tabelka na końcu) - nie ma!

    Realnie to takich dyrektyw można się spodziewać dopiero po przyjęciu rozporządzeń i odkryciu wszystkich kart przez ministerstwo. To będzie prawdopodobnie dopiero w listopadzie. Czyli gdzieś w grudniu mogłyby przyjść polecenia, by publikować tylko w czasopiśmie X, a nie np. w Y.

    Problem w tym, że większość tekstów które mają się ukazać w 2019 została już dawno złożona w 2017 lub 2018. Proces publikowania w czołowych czasopismach z IF czy nawet Scopusa jest dość długi. Więc na reakcję nie ma czasu. W zasadzie tylko pisząc obecne teksty powinniśmy mieć na uwadze "czystość dyscyplinarną". Bo może się załapią do 2020 roku.

    Realnie więc rada StaregoZgreda by robić po swojemu ma sens. Absurd nowych przepisów wyjdzie wkrótce i moim zdaniem nastąpi korekta. Jedyne, co warto zachować to zimną krew.

    Owszem, konsekwencją tego "nowego ładu parametryzacyjnego" będzie przede wszystkim ogromny chaos i nerwowość. Zwycięsko wyjdą z niego ci, co będą robić wysokojakościową naukę i publikować w najlepszych czasopismach o renomie międzynarodowej. Jesteśmy bowiem na tyle zapóźnioną semi-peryferią, że i tak prędzej czy później przyjmujemy standardy krajów rdzenia. A standardy zachodnie są powszechnie znane.

    Martwić się mogą przede wszystkim ci, co złożą wnioski habilitacyjne i profesorskie po kwietniu 2019, a nie są w "mainstreamie". W warunkach przejściowych faktycznie mogą za swoją interdyscyplinarność dostać srodze po siedzeniu. Dlatego radziłbym przeczekać ten okres anarchii, szczególnie że licznik habilitacyjny zostanie wyzerowany.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 19:40:01:

    I jeszcze update, bo może nie jestem dość precyzyjny. Uważam, że największe straty nie będą wśród tych, co już są na odpowiednim poziomie - zbyt dużo zainwestowali, by radykalnie zmieniać strategie publikacyjne.

    Największe koszty będą raczej - jeśli już - wśród ASPIRUJĄCYCH do międzynarodowego poziomu. I dotknie to najbardziej nie lokomotywy polskiej nauki w postaci fizyki czy biologii, ale nauki społeczne. Patrząc na ranking Scopus gołym okiem widać progres, wywołany (sic!) reformami Kudryckiej. Coraz większa liczba osób z socjologii, ekonomii, zarządzania, czy nawet politologii zaczyna publikować w dolnych rejestrach Scopusa i listy filadelfijskiej. Jeśli aspirująca do takiego poziomu osoba zacznie "grać bezpiecznie", wybierając "bezpieczne dyscyplinarnie" tematy i czasopisma, zatrzyma się w rozwoju na publikacjach z końcówki 4 kwartyla w Scopusie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 20:04:31:

    @flamengista
    Zgadzam się poza jedną rzeczą. W naukach społecznych na tyle mało jeszcze publikuje się w renomowanych czasopismach, żeby ktokolwiek musiał zaprzątać sobie głowę tymi dyscyplinami czasopism. Wszystko wejdzie w ramach 20%.

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 20:37:15:

    Ja się zastanawiam nad sensem/celem tego całego oceniania dyscyplinami, bo skoro Ministerstwo robiło "symulacje" i wyszło im, że 20% buforu (20% ziemi można orać obcym radłem) pozwoli na zachowanie interdyscyplinarność, to czy nie mamy sytuacji takiej przed jak ta przed którą uchronić nas miała ta ocena względem dyscyplin. Nadaj jako hipotetyczny prawnik publikujący w wysokoimpaktowych czasopismach medycznych będę zawyżał kryterium 1, bo większość prawników nie publikuje w wysokoimpaktowych czasopismach prawniczych. Wystarczy, żebym ze swoją grupą/spółdzielnią nie przekroczył w ramach całej dyscypliny 20%. Naprawdę to było tak nagminne, że niektóre wydziały ekonomiczne publikowały w czasopismach z fizyki? Ile było ziaren (szczerej interdyscyplinarności) od plew (posiadanie na wydziałach pracowników z innych, wyżej punktujących dyscyplin), że musimy to teraz rozdzielać i to za pomocą młotka?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:18:00:

    Wyjątkowo zgadzam się z @piotrcandida.

    Oraz, może warto zapytać, jaka jest ta nowa "narzucona strategia publikacyjna" ? Bo jeśli mówi ona, by publikować 1 pracę rocznie w jak najlepszym czasopiśmie oraz nie więcej niż 2 rozdziały na 4 lata, to z mojej perspektywy już jest to sukces nowych zasad, bo otoczenie, które znam, publikuje rocznie po kilka nierecenzowanych rozdziałów w lokalnych zbiorach u koleżanek i kolegów (ew. w Cambridge Scholars) i na tym wyczerpuje się dotychczasowa strategia.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:24:28:

    @nobooks
    Jesteś publikacyjnym singlem, czy masz współautorów z innych dyscyplin, a już szczególnie z innych ośrodków? Bo to radykalnie zmienia postrzeganie tej ewaluacji.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:38:41:

    @zgred
    Mam współautorów z innych dyscyplin i dziedzin (w polskim znaczeniu) i z innych ośrodków i krajów. I podam taki przykład: właśnie złożyliśmy artykuł do istotnego czasopisma, które w Scopusie jest i w Linguistics i w Computer Science (na nowej liście ma 140 i prawie otarło się o 200). Jeden ze współautorów jest w Computer Science w UK i jest bardzo niezadowolony, bo twierdzi, że ten artykuł nie będzie "REFable", bo nie jest ... w jego działce Computer Science (i chyba wie, co mówi, bo jest odpowiedzialny za research w swojej jednostce). Więc publikujemy drugi artykuł w IEEE proceedings, "dla niego".
    Gdyby pracował w polskiej jednostce, nie miałby problemu z zaliczeniem tego artykułu do parametryzacji. Ja wiem, że to, że gdzieś jest może gorzej, nie zawsze jest dobrym pocieszeniem, ale często tu UK było stawiane jako wzór wolny od gorsetów dyscyplinarnych.
    Odpowiadając na pytanie z poprzedniego wątku: wybierzcie przede wszystkim czasopismo dobre wśród tych za 140 punktów, a jak się da, to za 200 i o wysokim SNIP (nie patrząc na dyscypliny). Wtedy nie macie pierwiastka.
    Jakoś gdy zastanawiamy się z partnerami zagranicznymi (bardziej tymi z mojej dyscypliny) nad wyborem następnego czasopisma docelowego, to tak się składa, że i oni uważają za najlepsze te, co w nowym systemie mają dużo punktów, więc wszyscy są zadowoleni.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:44:34:

    I jeszcze jeden dopisek: to, że punkty nie dzielą się dla górnego decyla Scopusa, motywuje poszukiwania partnerów zagranicznych, ale nie takich sobie, tylko na tyle dobrych, aby mieć sporą szansę wspólnego publikowania w tych czasopismach. W mojej ocenie to jest sensowny mechanizm, bo tych, którzy dają radę publikować tak wysoko bez współpracy, nie jest niestety za dużo.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:52:54:

    "poszukiwanie dobrych partnerów zagranicznych" - marzenie ... ściętej głowy

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 22:54:08:

    @trzy.14
    Super, że poprawiłeś listy, dzięki!

    Hint: gdyby ktoś chciał stworzyć sobie jedną listę z kilku ASJC, to wystarczy ściągnąc te pliki z ASJC, połączyć je w jeden txt, nastepnie sort | uniq (bez nagłówków) i mamy jedną listę bez duplikatów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 23:00:25:

    nobooks, ty linux?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 23:16:58:

    Powiedźcie, czy dobrze rozumiem. Jeżeli mamy fikcyjne pismo Journal of Chemistry in Biology Whatever, które jest zaliczone do działki pt. chemia, gdzie ma 98%, i do działu biologia, gdzie ma 90%, to punkty liczy się 200 gdybym zadeklarował za miesiąc chemię lub 140 gdybym zadeklarował biologię?

    Bo serio jestem w takiej sytuacji, więc wolałbym wiedzieć na pewno.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 23:31:02:

    @człowiek z makulatury
    Niezależnie od deklaracji Twojej czy jednostki zawsze liczy się najkorzystaniejszy centyl.
    Dane czasopismo ma dla wszystkich tyle samo punktów. Na pewno.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 23:43:25:

    "Odpowiadając na pytanie z poprzedniego wątku: wybierzcie przede wszystkim czasopismo dobre wśród tych za 140 punktów, a jak się da, to za 200 i o wysokim SNIP (nie patrząc na dyscypliny). "

    @nobooks, ale nie ograniczaj sie. Czy nie lepiej od razu zapytac ministra, jakie czasopismo wybrac?

    Jedno z lepszych czasopism, w ktorym publikowalem ostatnio wlasnie spadnie na 70 pkt. To oczywiscie za malo, wiec w czasopismie opublikowac sie nie da. Tyle, ze jak nie to, chiolera wie, czym je zastapic.

    Teraz ogolniej. Parametryzacje, ktora kaze miedzynarodowo znanemu badaczowi zmienic to, jak publikuje, jest do dupy. I jest dokladnie ogonem, ktory macha psem. Cala ta rozmowa tutaj to stawianie uprawiania nauki na glowie. I jak patrze na to wszystko, coraz bardziej doceniam brytyjska parametryzacje, ktora ma wiele wad, nawiasem mowiac. Jednak polska parametryzacja bierze z niej te wady, robi z nich katastrofalne wady i kaze sie parametryzowac.


  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/28 23:51:36:

    @nobooks - wielkie dzięki. To na szczęście ogranicza moje dylematy deklaracyjne.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 00:07:55:

    @habilitant2012
    Nie tylko jedna instytucja. U nas administracja centralna na polecenie Gmachu Głównego rozpoczęła przyporządkowywanie (!) ludzi do dyscyplin. Co więcej, postanowiła już o rezygnacji z jednej dyscyplin, w której pracuje blisko 40 osób (osoby nieaktywne naukowo, brak publikacji, prowadzą dydaktykę) i zapowiedziała przenoszenie ludzi na stanowiska dydaktyczne oraz absolutne zamrożenie zatrudnienia. Uczelnia nie może sobie pozwolić na ani jedną kategorię C. Aż się dziwie, że od razu nie zapowiedzieli redukcji etatów.

    Należy jeszcze wspomnieć, że wstępne przyporządkowanie, które dostaliśmy ma się nijak do rzeczywistej tematyki badawczej i nie zostało nam wyjaśnione na podstawie czego zostało sporządzone.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 00:14:01:

    Chciałem jednocześnie zaznaczyć. Niestety nie jest dla mnie typowym wydarzeniem, w zasadzie udało mi się ten jeden jedyny raz i bałem się, że się nie będzie liczyć dla mojej jednostki.

    Dlaczego boję się, że więcej się nie uda.

    Uważam tak dlatego, że mobilizacja "Kudryckiej" dała efekt pospolitego ruszenia, które przyniosło niezłe efekty. Niemniej jednak takie pospolite ruszenie może trwać ograniczoną ilość czasu. A starcie z jednorazowym pospolitym ruszeniem to nie jest wyzwanie dla regularnie publikującej armii, dla których żadne pieniądze nie są wyzwaniem, żaden dopływ nowych frajerów nie jest przeszkodą. W regularnie publikującej armii generał czy nawet szeregowy nie musi dbać o to, czy faktura jest opłacona, czy przetarg rozstrzygnięty na papier do dupy, ponieważ jest możliwa specjalizacja.

    Obecna ustawa nic nie zmienia w warunkach organizacji pospolitego ruszenia, bowiem nadal będzie założenie, że będzie dominować amatorka, a nie profesjonalizm. Nie ma żadnych zachęt do specjalizacji, w zasadzie wszystko będzie nadal się odbywać na zasadzie "ja z synowcem na czele" w nadziei, że na grządce w ziemniaku polskim zakwitną roboty.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 00:16:21:

    Właśnie Dala.Tata, to mamy nową odsłonę punktozy. Wyszukujemy 200 pkt., ewentualnie 140 pkt. Czyli nie jest to ważne, do którego środowiska chcemy trafić z naszymi badaniami, aby być zauważonymi i cytowanymi, czy ewentualnie złapać współpracę. Tyle, że jest pewien haczyk, że najzwyczajniej w świecie mogą nam odrzucić ze względu, że tematyka może nie pasować. I zazwyczaj teraz to możemy słać do innego żurnala. Ale teraz już tak nie będzie, bo dodatkowo - gorsecik dyscyplinarny, a i może się okazać, że łapniemy się dopiero do 100 pkt. Łatwo nie będzie, zwłaszcza tam, gdzie badania bardziej aplikacyjne, niszowe i do tego w Polsce za małą kasę robione.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 06:40:45:

    Zmień "za małą kasę" na "za pomocą handlu wymiennego" lub "prostytucją naukową" (artykuł za branie udziału w projekcie). I będziesz miał racje.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 08:28:44:

    @czlowiek.z.makulatury
    Celne obserwacje. Zagłodzenie finansowe przez kilka lat spowoduje, że później ewentualna odbudowa sensownej nauki potrwa dekady.
    Możemy sobie dyskutować na różne szczegóły, natomiast przyzwoite finansowanie jest warunkiem podstawowym.

    @kahlkopf, @dala
    Przecież nie chodzi o dowolne wysokopunktowane czasopisma. Chodzi o czasopisma, w których i tak chcielibyśmy publikować.
    Patrząc na symulację listy ja stwierdzam, że możliwości wyboru przy sensownej punktacji się dramatycznie poprawiły. Do tej pory zderzałem się z sytuacją, że wybrałem odpowiednie czasopismo, a tu zonk - nie ma w ogóle na liście MNiSW, a więc 5 punktów.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 09:17:00:

    @dwa.718

    U nas administracja centralna na polecenie Gmachu Głównego rozpoczęła przyporządkowywanie (!) ludzi do dyscyplin. Co więcej, postanowiła już o rezygnacji z jednej dyscyplin, w której pracuje blisko 40 osób (osoby nieaktywne naukowo, brak publikacji, prowadzą dydaktykę) i zapowiedziała przenoszenie ludzi na stanowiska dydaktyczne oraz absolutne zamrożenie zatrudnienia. Uczelnia nie może sobie pozwolić na ani jedną kategorię C. Aż się dziwie, że od razu nie zapowiedzieli redukcji etatów.

    Z punktu widzenia uczelni jest to rozsądne działanie. U mnie też to jest planowane.

    Wskaźnik student/kadra nie sprzyja redukcji kadry.

    @fla
    zgodnie z rozporządzeniem demografia do teraz nauki socjologiczne, ponieważ w rozporządzeniu

    nauki socjologiczne składają się z "socjologia (z wyłączeniem etnologii)" wg OECD, a wg OECD socjlogia składa się z:
    5.4.a Socjologia
    5.4.b Demografia
    5.4.c Antropologia, etnologia
    5.4.d Problematyka społeczna (feminologia i badania nad płcią kulturową; problemy
    społeczne; nauka o rodzinie, praca socjalna)

    Zatem wyłącza się z nauk socjologicznych tylko etnologię (trafia do "nauki o kulturze i sztuce").

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 09:55:26:

    W regularnie publikującej armii generał czy nawet szeregowy nie musi dbać o to, czy faktura jest opłacona, czy przetarg rozstrzygnięty na papier do dupy, ponieważ jest możliwa specjalizacja.

    O!
    Przede wszystkim nie musi się martwić o to, czy mu współpracownicy nie złożą w okolicach maja-czerwca wypowiedzenia. Bo ludzie jednak są cywilizowani i nie odchodzą w środku roku akademickiego. A żeby to zmartwienie nie było trwogą, musi przymykać oczy na to, że adiunkt gdzieś na dzień, dwa wybywa "do prawdziwej pracy". A jak się zacznie nad tym zastanawiać, to dociera do niego kryzys \sout{wieku} portfela średniego: co ja tutaj robię?

    My nawet konkursu na sekretarkę nie możemy sfinalizować, bo jak się kandydatki dowiadują o pensji, to w słuchawkę telefonu wybuchają śmiechem, co jest bardzo niekorzystne dla elektroniki, a Gowin chce jakieś setki gonić?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 10:02:52:

    artykuł za branie udziału w projekcie

    Powiedzmy otwarcie: za branie wynagrodzenia z projektu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 10:07:01:

    o, kolega Euler w badawczej pracuje.

    Jeśli ten blog czytają Gowinowcy, to po przeczytaniu

    postanowiła już o rezygnacji z jednej dyscyplin, w której pracuje blisko 40 osób (osoby nieaktywne naukowo, brak publikacji, prowadzą dydaktykę) i zapowiedziała przenoszenie ludzi na stanowiska dydaktyczne

    zacierają ręce: ustawa jeszcze nie obowiązuje, a już działa i to zgodnie z założeniami!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 10:41:23:

    > ustawa jeszcze nie obowiązuje, a już działa i to zgodnie z założeniami!

    No dobra, ale czy utrzymywanie na stanowiskach badawczo-dydaktycznych osób, które udają, że prowadzą badania, albo wcale nie udają, nie jest patologią?

    Policzmy z grubsza.
    etat badawczo-dydaktyczny: 180h
    etat dydaktyczny: 360h
    W składzie jednostki 90% b-d, 10% dydaktycznych. Z b-d połowa prowadzi realne badania i publikuje pozalokalnie (wiem - w niektórych, może u fizyków, to będzie 80%, w niektórych 10%). Bierzemy i z tych 45% ok. połowę przesuwamy na etat dydaktyczny, a z połową się rozstajemy. Obsługujemy tyle samo dydaktyki przy 78% kadry. Zaoszczędzone środki z funduszu wynagrodzeń rozdzielamy między pozostałych i mamy już jakąś odczuwalną podwyżkę, plus oszczędności ze środków na badania, które też można przejeść albo skoncentrować na mniejszej grupie badawczej. To wszystko bez dodatkowego finansowania, które oczywiście jest bardzo potrzebne, ale jakoś to trochę poprawia sytuację pozostałych.
    To wydaje się mieć sens (no tylko że... składnik kadrowy algorytmu i nieszczęsny SSR).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 10:45:06:

    nobooks
    240h dla n-d nie łaska?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 10:49:07:

    nobooks korwinizm w czystej postaci. Nie wiem na, której jesteś uczelni, że macie takie luksusy w postaci 180h, ale u mnie nawet jak jest się kierownikiem grantu, to cięzko o obniżkę pensum.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 11:01:23:

    @nobooks
    Z połową się rozstajesz? I ze studentami w liczbie tamta połowa razy trzynaście też?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 11:30:46:

    @zgred
    W tym przykładzie 22,5% kadry.
    O problemie z SSR napisałem w ostatnim zdaniu.

    @kahlkopf
    Naprawdę nie obserwujesz licznych przypadków osób, które są na państwowym głównie dla ZUSu, dydaktykę odwalają, badania symulują, a zarabiają gdzie indziej?
    Jeśli nie, to gratuluję świetnie zarządzanej jednostki.
    Opisuję sytuację, jak ją widzę (w tym te 180 i 360).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 11:32:19:

    Raczej preferowałbym ne zwalnianie, a inne rozłożenie pensum. W szczególności zmniejszenie pensum naukowo-dydaktycznych. Ja mam 240, choć różnymi sztuczkami (opieki) efektywnie co nieco zmniejszone.

    240 jest od czasów pierwszej podwyżki Kudryckiej, którą finansowały uczelnie. Rektorom się spodobało i tak już zostało. A spodobało się dlatego, że jest mniej nadgodzin, czyli łatwiej domknąć budżet, choć niekoniecznie pracownikom. Dokładnie tak samo jak z tymczasowym podniesieniem VAT-u czy kryzysowym zamrożeniem płac w budżetówce. To juz 10 lat mija?

    Ale jak to przesunięcie pensum zadziała tam, gdzie jeszcze są nadgodziny, czyli jednak dodatkowe pieniądze, wyłącznie w dydaktyce?

    I jak na to zareagują ci adiunkci, którym oferujemy więcej pracy (dydaktycznej) w zamian za spokój z nauką (którą pewnie i tak się nie przejmują) i te same lub nawet gorsze (żegnajcie nadgodziny) pieniądze?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 11:41:27:

    nobooks,
    Noż ja o tym piszę, że chyba w końcu komuż tu na dole, w jednostkach, zaczną zawadzać ludzie, którzy w szkolnictwie wyższym się "wożą", traktując uczelnie jak frajera płacącego ZUS.

    Praca naukowa zabiera koszmarną ilość czasu, często tego domowego i urlopowego, nieprawdaż? Znacie przykład "a successful scientist", który nie byłby pracoholikiem? Możliwe, że całkiem sporo osób z ulgą weźmie te 360, o ile zagwarantuje im się, że poza jakimiś administracyjnymi fuchami nikt nie będzie od nich wymagał tych właśnie "naukowych" poświęceń.

    Idealnie byłoby, gdyby pracy i zarobków było tyle, by nikomu do głowy nie przychodziło (systematyczne) dorabianie poza uczelnią (tak, zaraz haluciński napisze o lekarzach-klinicystach, a jakiś prawnik o zbawiennym wpływie pracy w kancelarii adwokackiej - to inna para kaloszy)

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 11:52:43:

    @p-tau
    Nie twierdzę, że obecny system działa poprawnie. Natomiast reformowanie go pod przykrywką czystości dyscyplin i na drodze absolutnej rewolucji jest skrajnie nieodpowiedzialne.

    W rzeczywistości, w większości wydziałów mojej uczelni publikacje wykazane w poprzedniej kategoryzacji pochodziły od maksymalnie 40% kadry n-d. Pozostali mieli publikacje poza progiem odcięcia i co prawda administracja tak podziałała by N0 nie istniało ale.. to nie zmienia faktu, że 60% pracowników praktycznie nie wchodziło do kategoryzacji. Na jednym z małych wydziałów całą kategoryzacje załatwiły prace 4 osób! Proponowany system 4N (który uważam za słuszny) wywraca system oceny uczelni o Pi radianów. Dla większości wydziałów (po reformie dyscyplin) brak kategorii A oznacza bankructwo.

    Jako, że jak Pi słusznie zauważył uczelnia "aspiruje do miana badawczej" nie może sobie pozwolić na niskie kategorie w żadnej z zgłaszanych dyscyplin. Skończy się to tym, że pewnych dyscyplin nie zgłosi i rozpocznie restrukturyzacje etatów, a tym samym wygaszanie niektórych kierunków kształcenia.

    Osobiście jestem rękami i nogami za przenoszeniem ludzi nieaktywnych naukowo na stanowiska dydaktyczne. Niestety, ministerstwo nie zdaje sobie sprawy, że z uwagi na niskie pensje, niski prestiż oraz fatalne warunki pracy nikt się do tych stanowisk nie garnie. Natomiast w przypadku ludzi, którzy nie robią absolutnie nic wystarczyłaby realna ocena okresowa i zwolnienia, nie potrzeba do tego nieskalanej czystości dyscyplin, a odpowiedniego zarządzania.

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 12:12:04:

    Czy wg nowej parametryzacji uczelnia dostaje punkty za obronę dr/hab./prof. swojego pracownika?

    "Należy jeszcze wspomnieć, że wstępne przyporządkowanie, które dostaliśmy ma się nijak do rzeczywistej tematyki badawczej i nie zostało nam wyjaśnione na podstawie czego zostało sporządzone."

    No to u Was nie jest tak źle bo przynajmniej Was przyporządkowali. Nam polikwidowali dyscypliny i nie wiadomo teraz co ze sobą zrobić, dopisać się gdzie indziej? Ale przecież dziekan innej jednostki wcale może nie chcieć takich pracowników, nawet jeśli byli aktywni naukowo ale w działce obok

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 12:35:52:

    @Trzy.14, Nobooks
    Idealnie byłoby, gdyby [...]
    ... profesor nie zarabiał mniej niż dajmy na to operator koparko-ładowarki. Na ten moment to wielki szacunek dla ludzi, którzy pracują na uczelni i poza - za zaradność. Bo Gowin i cała reszta nic nam nie da!

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 12:45:33:

    @trzy.14
    Nie, własnie nie za branie udziału, za samo to że ci pozwolą wziąć udział, zapłacą za dojazd (nie zapłacą za diety) nie dostaniesz nic dodatkowo poza czasami przelotem czasami przelotem i noclegiem. Za samo to że gdzieś jesteś i że możesz coś dla kogoś zrobić. Jak coś wymyślisz to może jeszcze coś dla siebie wymyślisz.
    Nie zdażyło mi się jeszcze dostać wynagrodzenia za pracę dla innego wydziału/jednostki, albo z jakiegokolwiek grantu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 12:52:48:

    ibinkaibinka,
    Zdecydowanie nie.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:08:32:

    @dwa
    Ogólnie się z tobą niestety zgadza. To niestety wynika z tego że ja nadal nie rozumiem jak to jest możliwe że osoby które nic nie publikują (1 publikacja na 2 lata w 4 osoby to nie jest publikacja) i jeszcze robią problemy ze studentami mają ocenę pozytywną.
    I przykro mi ale nie akceptuje tego że kierunek zatrudniania się - bo ona/on ma rodzinę i trzeba go szybciej. A zwalniania no ten jest niby lepszy naukowo ale rodziny nie ma więc go zwolnijmy.
    Z mojego punktu widzenia jeśli ktoś w przeciągu 2 lat nie jest wstanie spreparować nawet konferencyjnej za 15 punktów (albo wykazać że ma np 2 albo 3 manuskrypty w czymś lepszym ale w recenzjach) to powinien automatycznie być zwalniany. I jego ilość dzieci, połączenia rodzinne nie powinny mieć znaczenia. I już się nawet nie czepiam - niech będzie to w 3 4 osoby, ale niech będzie ...

    Niestety wynika z tego że do parametryzacji u mnie rzeczywiście dokłada się jakoś 50 do 40% pracowników. Ale do publikacji światowych to może 20 do 25% ...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:10:08:

    Ta wykazania w te 4 osoby to zazwyczaj u nas jest za 4 do 7 punktów ....

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:11:50:

    Z tym, że z pragmatycznego punktu widzenia propozycja nobooksa, by zwolnić część kadry, a zaoszczędzone fundusze przekazać pozostałym, jest bez sensu. Ministerstwo zaraz ten ruch w płacach dostrzeże i uzna, że sprawa "sama się załatwiła", więc może oddać tę kasę Bieńkowskiej na nowe 200+, albo samo przeznaczyć ją na program Kolęda+, skoro Polonez nie wypalił.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:20:24:

    Niestety tak. Co nie neguje mojego zdania że to jest to do czego ministerstwo dąży, do zmniejszenia ilości pracowników na uczelniach, utrzymania wypłat na obecnym poziomie i przekazywać ewentualnie "nadwyżki"na mniej lub bardziej zbożne cele.

    I tu mi się cytat przypomniał - może nie do końca właściwy ale jakoś tak zawisł w powietrzu.
    "Oddam swoją duszę zadowolonemu bogu który potrafi ją znaleźć" terry pratchett pomniejsze bóstwa

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:20:53:

    *Oddam swoją duszę dowolnemu bogu który potrafi ją znaleźć" terry pratchett pomniejsze bóstwa

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:21:52:

    @sarjane
    Są też przypadki, że ktoś nie ma rodziny, albo dzieci ma odchowane, a i tak nie ma nic, pomimo tego, że wydawałoby się, że ma mnóstwo czasu. A na dodatek potrafią olewać zajęcia ze studentami. Tak dla tego typu ludzi nie powinno być miejsca. Poza tym bywa też takie schorzenie, że jak ktoś robi, to lubi się go jeszcze dociążyć następnymi obowiązkami, za to nieroby dalej nic nie robią. I to jest właśnie ta zła organizacja pracy, jak i działanie GTW. Tyle, że jak tu przyciągnąć tych dobrych, jeżeli kiepska płaca i kiepskie warunki pracy.
    Poza tym nie piszemy o ilości dzieci, tylko o liczbie. Moje dzieci nie są dla mnie powietrzem i jestem je w stanie policzyć, tak samo studentów.
    Co do funkcjonowania w grantach, to słabo negocjujesz.

    @Euler
    Pozostaje nic innego jak zgodzić się z Twoim stwierdzeniem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:26:43:

    Pi pomyliłeś Bieńkowską od klimatu z Rafalską od pińcset+ i czysta+.
    Poza tym jak działa propaganda: wiadomosci.onet.pl/kraj/anna-zalewska-w-nowym-roku-szkolnym-min-zmniejszenie-pensum-i-podwyzki-dla/cphsd6v
    Póki co i to wiem dokładnie od nauczycieli to podwyższono im pensum do 22h/tydzień w tych samych pieniądzach. MEN wymyślił też nową ocenę, z czego szereg punktów jest zwykłą bzdurą. Ale cóż papier wszystko przyjmie.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:31:56:

    Sarjane, też tak kiedyś myślałem, gdy byłem młodszy. Rodzina, stan społeczny, potrzeby wszystko zmieniają. Ile mkw mieszkania możesz kupić za pensję asystenta, adiunkta, nawet profesora? Kiedy odłożysz na samochód? Samochód, a nie opcję samochód+stały serwis u "zaprzyjaźnionego" mechanika. Wspomniałaś coś o wynagrodzeniach za współpracę. Ile daje NCN? Przecież szkoda czasu na pisanie wniosku za te pieniądze. Łatwo jest myśleć o światowych artykułach, jak się nie ma nic oprócz tego na głowie. Ja akurat w nauce gmeram, ale rozumiem kolegów, którzy olewają parametryzację. I powodzenia dla władz wydziału w zwalnianiu takich osób - pewnie nawet zrobią im przysługę, bo uwolnią od wielu patologii zbierając na siebie gromy w postaci nieobsadzonych stanowisk dydaktycznych. Co do rodziny zatrudnionych - na szczęście nie mam takiego przypadku. Ale czy nie pomogłabyś własnej rodzinie albo kumplowi "od kieliszka"? Ja proponuję działać poprzez przykład - własny. W dodatku w branżach gospodarczo pożądanych rynek i jego niewidzialna ręka zmieniają w ostatnim czasie nieoczekiwanie dużo i pewnie zmienią jeszcze więcej. I myślę, że "prawdziwi" naukowcy niedługo mogą być w cenie - ale nie spodziewaj się w nagrodę pieniędzy, tylko gowinków albo kudryków.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:32:18:

    Nie mam pola do negocjacji, negocjacje odbywają się na zasadzie jak się trochę dokładasz to jedziesz jak nie to przyjemy.

    Co do dociążania .... tak to własnie działa.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:38:23:

    @pi
    Jestem pewien, że ministerstwo dostrzega również postępujący wzrost wypowiedzeń ze strony pracowników. U mnie na wydziale w 2017 roku ubyło ponad 6% kadry, głównie ludzi, którzy faktycznie dobrze uczyli i dobrze publikowali. W tym roku nie jest lepiej. Wypowiedzenia złożyli młodzi asystenci po złożeniu rozpraw doktorskich. Po wprowadzeniu reform, bez drastycznych wzrostów wynagrodzeń (minimalnie dwukrotnych względem tego, co jest proponowane) dobrzy pracownicy dalej będą rezygnować, bo na rynku pracy istnieje wiele zdecydowanie lepszych alternatyw.

    Dobrzy pracownicy naukowi zazwyczaj nie mają kosmicznych wymagań finansowych. Nie chcą kombinować, a zarabiać godnie oraz proporcjonalnie do osiągnięć. Na dzień dzisiejszy nie ważne czy opublikujesz 4 publikacje po 50 punktów czy 1 publikacje za 20, dostaniesz taką samą wypłatę.

    Podstawowym krokiem do poprawienia sytuacji w tym zakresie powinno być drastyczne podniesienie płac, potężne podniesienie wymagań do oceny okresowej, jasne zasady premii za osiągnięcia naukowe oraz klarowność systemu wynagrodzeń. Jeżeli ludziom nie będzie się opłacało kombinować to nie będą i to najprostszy sposób pozbycia się osób, które nic nie robią, a pobierają pensje za samo istnienie. Jednym z największych czynników demotywujących do pracy jest istnienie specjalnej kasty, która nie robi nic (jak zostało wspomniane wyżej, 7pkt na 4 osoby w ciągu 4 lat..), a dostaje lepsze wypłaty od aktywnych naukowców.

    Swoją drogą, podobną klarowność i ocenę efektów powinno się wprowadzić dla dydaktyków. Jednak w tym przypadku jest to zdecydowanie trudniejsze.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:40:13:

    Może i racja - tyle że. a dobra będzie przykład
    Mam znajomego, pasjonat swojej dziedziny, zakochany w badaniach. Ma rodzinę dom dzieci - powoli bo powoli ale skutecznie się drobił.
    Ale badania robi za swoje - tzn. stara się do dofinansowanie z uczelni i bierze i ile dają ale jak trzeba dopłacić to też się nie szczypie. Grantu nigdy nie dostał (a stara się do lat). Ma publikacje, również samodzielne że zupełnie dla mnie nieosiągalne ilości punktów. On twierdzi że robi tak bo uważa że inaczej by to wszystko sensu nie miało. A spokojnie da się jakoś tam żyć.
    Tak że to jest chyba kwestia podejścia.... Ale nie wiem mi się wydaje że jakoś z 10, 15 lat przerzedną jakoś łatwiej to wszystko szło. Była jakaś ustalona ścieżka kariery i się pokonywało szczeble. A teraz to jest szarpanina i dział się po omacku. Mam znajomych 5 lub 6 lat starszych i oni są w zupełnie innej sytuacji niż my. Coś tam mieli nagrane, coś ustalone, kogoś się znało i wszystko było. A my tutaj tak się szarpiemy we wszystkie strony żeby to jakoś ogarniać.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:41:34:

    @Dwa.718
    Podstawowym krokiem do poprawienia sytuacji w tym zakresie powinno być drastyczne podniesienie płac, potężne podniesienie wymagań do oceny okresowej, jasne zasady premii za osiągnięcia naukowe oraz klarowność systemu wynagrodzeń.
    Ale naprawdę będzie tak:

    potężne podniesienie wymagań do oceny okresowej

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:46:42:

    @naukowiec2.0
    Wiem i skończy się to tym, że wszyscy realnie pracujący naukowy złożą wypowiedzenia.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:48:18:

    Dokładnie. Bo wtedy praca na uczelni była jeszcze czymś konkretnym. Biznes dawał mniej, nie było 500+ itp. W dodatku trudno było o pracę. Więc najlepsi zostawali na uczelniach i jakoś to było - musieli ciułać więc ciułali. I jeszcze łudzili się, że jest (będzie) dobrze.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 13:57:19:

    @all
    > Jest kilka podstawowych cech, jakie winno posiadać idealne społeczeństwo. Jasne, że nigdy się nie osiągnie ideału. Ale należy zbliżać się do niego maksymalnie. Pierwsza rzecz to równe szansę. A więc powszechny dostęp do wykształcenia. Ten warunek spełniliśmy. Mamy powszechne wyższe wykształcenie. Dawniej się mówiło: trzeba mieć papierek", reszta nieważna. Kto miał ten papierek", miał większe szansę. Kto go nie miał, pozostawał z poczuciem, że ten brak decyduje o wszelkich niepowodzeniach. Usunięto to źródło społecznej frustracji. Wprowadzono powszechne wyższe studia. Obowiązkowe! A jeśli miały stać się obowiązkowe, trzeba było umożliwić każdemu ich ukończenie. Umożliwić to znaczy dostosować poziom wymagań do poziomu studentów. Teraz już nikt nie powie, że nie dano mu szansy.

    Czyż to nie piękna kwintesencja deformy polskiego szkolnictwa wszystkich szczebli począwszy od haniebnej destrukcji a la Handke. A Zajdel to profetycznie opisywał w roku 1980 w "Limes inferior" (tytuł dołączam dla młodszych, bo z tą powieścią mogli się nie zetknąć). Nawiasem mówiąc, biorąc pod uwagę klimaty polityczne polecam uwadze "Paradyzję" i "Całą prawdę o planecie Ksi" - przewodnimi survivalu jak znalazł

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 14:29:20:

    staryzgred2012

    Moim zdaniem problem jest gdzie indziej. Nigdy nie wolno było dopuścić, by na politechniki i studia ścisłe można było przyjmować ludzi bez 30% (al epiej: 505) z matury *rozszerzonej*.

    Przy zasadzie, że pieniądz idzie za studentem, to by szybko doprowadziło do likwidacji kilku kierunków studiów i całych dyscyplin naukowych. Więc zmusiłoby Centralę do działania 15-20 lat temu, gdy rekrutację można było jeszcze ratować.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 14:31:42:

    korekta: 30-50% z matematyki rozszerzonej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 15:08:25:

    Pi nie można było zrobić. Tych przyczyn było według mnie kilka. Tak zgadza się, że chciano, aby było więcej ludzi z wyższym wykształceniem, ale ważniejsze było to, aby przytrzymać trochę młodych ludzi na studiach, by zbyt wcześnie nie zasilili rzeszy bezrobotnych. Z resztą ciekawie w końcu też zrobiono, aby absolwentom studiów, jak i szkół średnich nie płacić zasiłku, to wymyślono kategorię poszukujących pracy. Takie osoby nie wliczały i nie wliczają się w oficjalne statystyki bezrobotnych więc kolejne rządy, zwłaszcza po schładzaniu gospodarki przez Balcerowicza mogły się chwalić sukcesami w walce z bezrobociem. Jakby innym aspektem były ambicje władz lokalnych, aby był uniwersytet, czy chociażby Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa. Te PWSZ miły spełniać dwie zasadnicze role, z jednej strony dla miast tracących status wojewódzki miały stać się rekompensatą traconego prestiżu. Drugi aspekt, to to na co zwracacie uwagę, czyli upowszechnienie wykształcenia wyższego zawodowego. Natomiast bujny rozwój uniwersytetów, to jak już napisałem ambicja głównie lokalnych władz, stąd łączenie Wyższych Szkół Pedagogicznych z ośrodkami zamiejscowymi uznanych uniwersytetów. A, że brakowało kadry, stąd te szkoły wyższe posilały i dalej się posilają emerytami, czy wieloetatowcami. Znamy tu przykład rodzica ważnej osoby w naszym państwie. A, że postarano się o to, by ambicją ludzi stało się wyższe wykształcenie, to i nastąpił bujny rozwój szkolnictwa wyższego prywatnego. Cóż teraz mamy niż demograficzny, co odczuwają wszyscy. Ale wiadomo interes musi się kręcić. Teraz przy tym jak uczelnie państwowe się popowiększały i łapie się studentów zwłaszcza na kierunkach słabo obleganych i nie trzeba nie wiadomo za to ile płacić, jak na prywatnych, to jest problem. Stąd mamy teraz te kolejne reformy niby projakościowe. Tylko, że nic jakoś nie chce dotyczyć też sektora prywatnego. Mało tego część rozwiązań na uczelnie państwowe jest wprowadzana rodem ze szkolnictwa prywatnego. Dla mnie staje się uzasadnione pytanie: jakie są rzeczywiste cele reformy2.0? Czy czasem nie ma to być prywatyzacja jednej części uniwersytetów, a pozostałych zagłodzenie, tak, aby kręciły się interesy odpowiednio ustosunkowanych interesantów?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 15:18:33:

    Tak z ciekawości. Ktoś z Państwa powiedział że jedna ze specjalności na ich uczelni już jest rugowana. Tak z ciekawości o jaką chodzi? (może być tylko określenie ja grupa naukowa)

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 15:30:18:

    @Kahlkopf
    Ciekawą myśl mi podsunąłeś. Skoro jest pruralizm, to niech pruralistycznie jednostki C stracą prawo nadawania mgr, przy obowiązkowym poddaniu się katogoryzacji przez uczelnie prywatne. Niezły lament by wtedy powstał, a i zarobki na uczelniach dla "prawdziwych" naukowców może by drgnęły. Ale komu starczy odwagi na wprowadzenie tej projakościowej zmiany?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 15:31:37:

    @kahlkopf
    > Dla mnie staje się uzasadnione pytanie: jakie są rzeczywiste cele reformy2.0? Czy czasem nie ma to być prywatyzacja jednej części uniwersytetów, a pozostałych zagłodzenie, tak, aby kręciły się interesy odpowiednio ustosunkowanych interesantów?

    Pozwolisz, że zacytuję sam siebie sprzed dwóch wątków:

    Pseudoreforma Gowina coraz wyraźniej ukazuje mi swoje trzy zasadnicze cele:
    a) skoncentrować środki w kilku namaszczonych apriorycznie ośrodkach, a przy tym
    b) doprowadzić do zagłodzenia a docelowo do likwidacji większości uczelni publicznych, by
    c) poprzez zdławienie przepustowości szkolnictwa publicznego nagonić klientelę prywaciarzom od "gotowania na gazie", którzy już nie muszą starać się o odpowiednią kadrę, a ta prekaryzowana będzie tłukła gotowce programowe zatwierdzone przez MNiSW.


    Kluczowe kwestie:
    a) dwóch "reformistycznych" ministrów (Kudrycka i Gowin) jest czystą emanacją, wręcz lobbystami szkolnictwa prywatnego,
    b) działania Gowina koncentrują się na destrukcji i gwałtownym zmniejszeniu szkolnictwa publicznego przy jednoczesnym
    c) zdjęciu wszelkich regulacji i wymogów ze szkolnictwa prywatnego.

    To nie jest minister szkolnictwa wyższego k nauki. To jest klasyczny lis w kurniku, wilk w owczej skórze i diabeł w ornacie ogonem dzwoniący na mszę. To dosłownie tak, jakby Zandberga mianować reformatorem Episkopatu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:13:38:

    @Zgred
    Ok, jak Zandberg na reformatora episkopatu, to może dla mnie stanowisko rektora KUL lub UKSW?
    Czyli nie tylko ja mam takie spostrzeżenia. Myślę, że warto śledzić przepływ dotacji państwowych i unijnych, które pokazują potencjalnych beneficjentów reformy2.0. Z drugiej strony zastanawiam się, też czy nie chodzi wspieranie kuźni kadr dla odpowiednich opcji politycznych, choć może trafniejsza nazwa to biznesów politycznych.

    @Naukowiec2.0
    Właściwie tylko, czy o jakość chodzi? Myślę, że nasze zarobki nie mają szansy też się podnieść, póki nie będzie w tym kraju przynajmniej kilku laboratoriów z prawdziwego zdarzenia R&B przy sensownych firmach produkcyjnych. Musi być konkurencja płacowa i rynek naukowy. Póki co, to jak człowiek sam własnego patentu nie wdroży (czyli założy własną firmę) lub nie sprzeda za granicę, to ciężko o zainteresowanie w Polsce.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:20:11:

    Ok, z życia wzięte, czyli z planu naprawczego publicznej jednostki C. Plan z wiosny, po uchwaleniu ustawy wrzucony do kosza. Posłuchajmy:

    Osiągnięcia naukowe części pracowników nie są zadowalające i rzutowało to na ocenę całego Wydziału. Przyczyn tej sytuacji należy dopatrywać się w bardzo niestabilnej sytuacji kadrowej. Przez pewien czas kadra samodzielnych pracowników była oparta na pracownikach drugoetatowych, dojeżdżających, zazwyczaj na jeden dzień. Nie sprzyjało to działaniu seminariów naukowych i ogólnej pracy naukowej. Dwukrotnie dochodziło do katastrofy kadrowej: prawie wszyscy pracownicy drugoetatowi rezygnowali z pracy. Wtedy ich obowiązki spadały na młodszych pracowników. Nie mogło się to nie odbić na ich pracy naukowej, która na wiele lat znacznie osłabła. Wydział poniósł tez straty w wyniku przejścia młodych, aktywnych adiunktów na inne uczelnie, które oferowały lepsze warunki pracy. W ten sposób odeszli wszyscy statystycy i probabiliści, co zmusiło innych do przejęcia ich zajęć dydaktycznych

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:26:16:

    Jakiś wydział matematyki jest w C. No to mnie zaskakuje. Ale to chyba jets jakiś relatywnie nowy wydział.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:28:09:

    @Pi
    Politechnika Radomska?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:29:02:

    Wydział czegoś i czegoś. Hybryda heterogeniczna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:32:08:

    Naprawdę nieważne, jaki to wydział, ważne są te słowa o katastrofach kadrowych na uczelni publicznej. O latach tolerowania wymuszonego ustawami opierania działalności jednostki publicznej na klientach PKP. O fikcji związku stopni i tytułów z jakością czegokolwiek. No i wszyscy statystycy i probabiliści mogą czuć się dowartościowani

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 16:54:47:

    @sarjane
    Jedna z subdyscyplin inżynierii materiałowej.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 17:42:39:

    To nadal jest dość "oryginalne". Tzn. znane mi osoby które pracują na 2 uczelniach publicznych z niektórymi prywatnymi też tak jest) i one maja obowiązek tam też publikować (może być drobnica ale żeby było coś).
    To że wszyscy rezygnują to raczej wygląda jak ustawka żeby wymusić pensje. Albo ruch pt - na chwile mi w mojej kazali się zwolnić ale zaraz im przejdzie.

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/29 23:24:50:

    Bajkopisarzom nie przetłumaczysz że bajki to nie nauka.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 10:50:29:

    @all
    Memento dla rektorów zbyt chętnych do przykręcania śruby (link). Można łatwo zerwać gwint!

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:08:50:

    @staryzgred2012
    obecni rektorzy za wiele nie zwojują ze względu na to, że ich możliwości działania mają ograniczone przez harmonogram wdrażania deformy i mam wątpliwość czy zapału i chęci im starczy na przygotowanie gruntu dla nowego rektora.

    Podam tutaj przykład myślenia, którego autorem jest przedstawiciel starszego pokolenia (nie wiem czy akurat wiek tu ma znaczenie), jaki usłyszałem w trakcie dyskusji zmian pod koniec kadencji: dlaczego mam szyć buty, w których ktoś inny będzie chodził?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:15:05:

    Jest wielu pracowników n-d i d, którzy nie bardzo mają alternatywę poza uczelnią, bo ich kompetencje nie są gdzie indziej potrzebne, przyzwyczaili się też do elastycznego charakteru zatrudnienia na uczelni (na przykład nie porzebują dodatkowej opieki dla dzieci czy chorych w rodzinie). Teoretycznie możliwy jest odpływ za granicę, ale tam nie każdy się nadaje, a konsekwencje dla rodziny są ogromne: nie każdy jest gotów na przeprowadzkę z rodziną.
    Natomiast rośnie skala problemu odpływu (i braku nowego) personelu pomocniczego. Tu przepaść w płacach między tym, co oferują uczelnie, a inni prcodawcy gwałtownie rośnie, a charakter pracy jest podobny, więc pracownice (głównie) biurowe się przenoszą i znajdują pracę gdziekolwiek indziej. Za chwilę to będzie dramat. Relacja między pensją profesora a sekretarki czy pracownika technicznego jest właściwa, tylko płac poziom jest żałosny.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:31:34:

    @nobooks
    Tak jest wielu, którzy nie mają alternatywy i jest wielu, którzy mają. Pytanie jaka to skala? Tak, czy tak, to widać, choćby z historii tu opisywanych, jak i z własnego doświadczenia, że kto może to się ewakuuje. Rośnie też skala nieskończonych doktoratów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:45:57:

    A i zapomniałbym, ludzie też przechodzą na emerytury. I tu następuje problem, że zdarza się, pytanie jak często, że trzeba przywrócić pracownika na jakąś umowę, bo nie ma kto poprowadzić zajęć specjalistycznych. Jak długo też będzie można polegać na emerytach?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:51:27:

    @sarjane
    To nie jest żadna ustawka. Wyobraź sobie, że masz około 30-35 lat i Twoja pensja bazowa na uczelni to 4k netto mieszkając w mieście takim jak Warszawa/Kraków/Gdańsk/Wrocław/Poznań. Maksymalne nagrody, na które możesz liczyć to z 5k rocznie. Średni czas pracy to 10-12h dziennie, czasami również w weekendy.

    A teraz wyobraź sobie, że dostajesz ofertę stabilnego zatrudnienia na umowę o pracę, 40h tygodniowo z dodatkowo płatnymi nadgodzinami, gdzie stawka jest ponad dwukrotnie, a czasami nawet trzykrotnie wyższa. Zadania w pracy są bardzo podobne do tych na uczelni.

    Co wybierasz? To nie jest ustawka tylko logiczny wybór.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:54:18:

    @nobooks
    Będę brutalna - "przyzwyczaili się" - no cóż, ciężka sprawa to się odzwyczają. Mamy jeszcze wolny rynek więc tek ten świat wygląda. Jak jeszcze nic nie robią tylko grzeją podsadki to ich przyzwyczajenie każdego średnio rozgarniętego pracodawce powinno słabo interesować. Oczywiście, i tutaj nie mam wątpliwości, wylewanie dzieci z kąpielą - czyli usuwanie lepszych (publikujących, lepsza dydaktyka) w imię znajomości czy też kryterium rodzinnego będzie, to jest pewne. Ale w ogólnym przypadku Rektora (Bo stanowiska Dziekana chyba w ustawie nie ma) powinno to interesować mniej niż kolor elewacji budynku.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 11:58:03:

    @dwa.
    Ustawka - chodziło mi o to że ustawką było odejście nagłe połowy kadry - w celu wymuszenia. Wiem że coś takiego w jednym miejscu miało miejsce - na bardzo małej państwowej uczelni. Tam udało się na dziekani wymusić to co chcieli. Bo jednostka mała a bez nich by minimum kadrowego nie było.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:15:35:

    sarjane,
    Jaka połowa? Powiedzmy że liczba mnoga to 2. 2 statystyków + 2 probabilistów to 4. Z tych 4 2 mogła zejść na emeryturę, a 2 za podwójną lub potrójna kasę do jakiegoś Hindusa z własnym mini-korpo z filią w dużym mieście akademickim, czyli żegnaj PKP. No, habilitowani to raczej jednak nie do Hindusa, bo kto w takim wieku zgodzi się na biuro 8-15 i to może jeszcze w jednym dużym pomieszczeniu z jakimiś młokosami? A do tego cała kadra matematyczna to, powiedzmy 20 osób. 4 z 20 to 20%, kadrowy nokaut.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:29:46:

    Rośnie też skala nieskończonych doktoratów.

    Tak, ale co ciekawe, doktoranci zauważyli, że samo robienie doktoratu może być bardzo dochodowym zajęciem! (cytat z pamięci)

    Prof. Bilewicz wywołał mały skandalik wpisem na TT:

    Tak, uważam, że Sroczyński i Woś są coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. Bajki o głodujących doktorantach; oburzanie się na byłą prezes PAN, że śmie zarabiać 10 tysięcy; wizja opartej na wzajemnym szacunku koalicji PiS-Razem;
    wzrastające bezrobocie i postępująca prekaryzacja. To wszystko prawda, ale 10 lat temu. Dziś zarobek 10k lokuje wybitną profesor nieco poniżej średniego stanowiska w korpo, wielu doktorantów dobija do tej kwoty, prekaryzacja i bezrobocie spadają. A #WelfareState nadal brak.


    Po fali krytyki:
    Połączenie kilku z poniższych opcji oraz dydaktyki wykraczającej poza małe doktoranckie pensum pozwala dobić do dychy. Nie jest to bardzo rzadkie, choć wolałbym, żeby zamiast tych "kominów" wszyscy aktywni naukowo doktoranci mieli po 4 tysięcy zagwarantowane przez całe studia.
    i link: twitter.com/Michal_Bilewicz/status/1034151569334435842
    Jestem członkiem Komisji Doktoranckiej mojego wydziału i wielokrotnie chcieliśmy ukrócić nieco "kominy" tak by umożliwić większej liczbie doktorantów jako takie utrzymanie się. Nie jest to niestety możliwe: regulacje na poziomie uczelni są w tym względzie jasne.

    Czy u państwa też niczym niezwykłym, choć nie powszechnym, jest doktorant dobijający do 10 tys.? Ja z aż takimi kwotami się nie spotkałem, ale tego środowiska specjalnie dobrze nie znam. 4-5 tys na rękę to i owszem, bywa. Ile zarabiają doktoranci, którzy studia doktoranckie (i stypendium) łączą z pracą zawodową - nie mam pojęcia.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:35:32:

    @Kahlkopf
    Właściwie tylko, czy o jakość chodzi? Myślę, że nasze zarobki nie mają szansy też się podnieść, póki nie będzie w tym kraju przynajmniej kilku laboratoriów z prawdziwego zdarzenia R&B przy sensownych firmach produkcyjnych.
    O jakość bezpośrednio nie chodzi - masz rację. O nią się nawet nie martwmy - ja myślę o jakości moich badań i na tym się skupiam. Ale o pensje w jakiś sposób można by zadbać, przemycając w przepisach konieczność zatrudniania realnych naukowców jako n-d na etatach również w wyższych szkołach prywatnych. Wtedy uczelnie publiczne i prywatne musiałyby zabiegać o co lepszych autorów. A to, być może, dawałoby miejsce do wymuszenia wzrostu płac. Oczywiście są ograniczenia, bo to powoduje koszty (polityczne, biznesowe, a może i społeczne). Nie wiem, jak je pokonać. Tak daleko moja wizja nie sięga. To taka luźna propozycja.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:36:26:

    @sarjane
    Teraz minimum kadrowego nie będzie. Podejrzewam, że jest to ukłon w stronę prywatnych "uczelni". Ale to i tak nie rozwiąże problemu, a wręcz będzie nowym. Zwiększa ciągle się na nas presję, głównie wyników naukowych, ale praktycznie ciągle w tych samych, a właściwie co raz mniejszych pieniądzach, co przy inflacji oznacza tak naprawdę malejący budżet. Z drugiej strony państwo też nie dba o jakość inwestycji w polską gospodarkę. Ściągając inwestycje przede wszystkim w montownie i call center. A jak wiemy tu zależność pomiędzy tym co się dzieje na uczelniach technicznych, a gospodarką jest bardzo mocno skorelowana. To widać choćby po kierunkach górniczych, jak jeszcze parę lat wstecz, gdy węgiel miał dobrą cenę i był bum na łupki, ale cena ropy była też wysoka, jak napędzało to studentów i jak wysokie były progi punktowe. Teraz z tego co się orientuję jest naprawdę kiepsko. I tak wymyśla się różne bzdury z podnoszeniem wymagań, tyle tylko, że mało kto chce zostawać na uczelni, gdyż z rozmowy ze studentami wiem, że chcą coś więcej niż na miskę ryżu. I to są ich słowa, nie moje. Jeżeli już szukają miejsca na doktorat, to jest to co raz częściej zagranica. Nawet w Czechach wolą nasi studenci robić doktoraty, niż w Polsce. Dramat już jest, a będzie jeszcze większy, bo pieniędzy na horyzoncie nie widać. Za to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mogą być jeszcze mniejsze, zwłaszcza w nowej perspektywie budżetowej UE. Obecny rząd w Polsce, naprawdę nie widzi sensu inwestycji w nauce. I widać to jak rozjeżdżają się deklaracje od faktów. Dlatego ja wolę się skupiać nawet na tym, nie to co powiedział ten, czy ów premier, wice, minister, czy jeszcze jakiś inny zausznik lecz o faktach, czyli też o tym jak wygląda moje konto bankowe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:53:34:

    @Naukowiec2.0
    Nie wiem dlaczego u nas wzrost płac, ale przede wszystkim polepszenie warunków pracy ciągle tłumaczy się dobrem biznesu. Oczywiście tego wielkiego i ustosunkowanego, który może lobbować, żeby nie napisać mocniej. Tak przecinki, kropki spójniki w każdej ustawie są ważne. Natomiast ten mały, drobny ma ciągle pod górę i to co raz bardziej stromą i lodowatą. Trzeba też zauważyć, że źródłem dochodu polskiego budżetu są głównie mali i średniacy. Czyli małe i średnie firmy, ale też mało i średnio zarabiający pracownicy. Ze względu na to rządowi najłatwiej jest robić takie regulacje, żeby jeszcze bardziej wycyckać tych, co w głównej mierze zasilają ten budżet. Natomiast trzeba też zauważyć, kto w Polsce może prowadzić prywatną uczelnię, i jak ich stan wygląda, a przede wszystkim kogo reprezentują nami rządzący. I tu będziemy mieli pełną odpowiedź, że obecnemu rządowi taka regulacja, bardzo rozsądna, którą proponujesz jest nie na rękę. Z resztą warto też zauważyć, jak w wielu zawodach tzw. "uwolnienie", którego twórcą był obecny min. MNiSW doprowadziło do szkód. To stąd m.in. dzisiaj mamy tak ekscytujące prasę informacje o znalezieniu "złotego pociągu". Ale też dochodzą co raz częściej informacje o trefnych przewodnikach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 12:59:23:

    wiadomosci.onet.pl/kraj/problemy-w-sluzbie-zdrowia-w-szpitalach-moze-zabraknac-lekarzy/270her7

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 13:44:43:

    @kah
    Co do tego górnictwa to bym tak nie przesadzała, ceny węgla trochę wzrosły, miedzi też, w Polsce produkuje się dużo maszyn górniczych do czego potrzeba też ludzi po górnictwie a nie tylko po mechanice obróbce itp. Dodatkowo przemysł odkrywkowy kwitnie. Wydziały górnicze raczej mają stał ilość chętnych (lepszych lub gorszych). Ich problemem jest raczej utrzymanie tych studentów (zazwyczaj po pierwszym roku znika 20 do 30% bo dochodzą do wniosku że to nie dla nich). A lekko liczą 50% ma już nagrana robotę na 5 roku studiów. (Częściowo prze uczelnie, częściowo rodzina...). Górnictwo dla dobrego studenta a we Wrocławiu znającego jeszcze język to nie jest zły pomysł.

    Na pytanie za dochody doktoranta. Zakładając że nie jest na etacie asystenta (wtedy + jeszcze 2 tyś) to ma stypendium doktoranckie 1100 PLN, Naukowe do 500 do 900 PLN (zależny od polityki) + projakościowe około 1000 do 1200 PLN. Tu zakładając że się wystara o każde z nich. Jeszcze jest socjalne do 500 do 1000 PLN. I może jeszcze mieć spokojnie 2/3 etatu gdzieś lub pracować w grancie. Jeśli dostanie preludium albo dofinansowanie marszałka albo ministra to kolejny 1000 do 2000 tys.
    Jeszcze są studia doktoranckie na "wiodących ośrodkach" to się chyba KNOW nazywało - tam chyba wszyscy mieli na start jakoś 2500 a jak byli b. dobrzy (IF) to jakoś 4,500 PLN.
    To wszystko zależy - mi na doktoracie źle finansowo nie było - jak się przetrwało 1szy rok kiedy nie dostawaliśmy kasy wcale. To potem zrozumieliśmy o co chodzi, zaczęliśmy pisać artykuły to się stypendia pojawiły + 1 albo 2 dni w tygodniu do pracy i było na prawdę fajnie.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 13:47:13:

    @kah
    Co do tego górnictwa to bym tak nie przesadzała, ceny węgla trochę wzrosły, miedzi też, w Polsce produkuje się dużo maszyn górniczych do czego potrzeba też ludzi po górnictwie a nie tylko po mechanice obróbce itp. Dodatkowo przemysł odkrywkowy kwitnie. Wydziały górnicze raczej mają stał ilość chętnych (lepszych lub gorszych). Ich problemem jest raczej utrzymanie tych studentów (zazwyczaj po pierwszym roku znika 20 do 30% bo dochodzą do wniosku że to nie dla nich). A lekko liczą 50% ma już nagrana robotę na 5 roku studiów. (Częściowo prze uczelnie, częściowo rodzina...). Górnictwo dla dobrego studenta a we Wrocławiu znającego jeszcze język to nie jest zły pomysł.

    Na pytanie za dochody doktoranta. Zakładając że nie jest na etacie asystenta (wtedy + jeszcze 2 tyś) to ma stypendium doktoranckie 1100 PLN, Naukowe do 500 do 900 PLN (zależny od polityki) + projakościowe około 1000 do 1200 PLN. Tu zakładając że się wystara o każde z nich. Jeszcze jest socjalne do 500 do 1000 PLN. I może jeszcze mieć spokojnie 2/3 etatu gdzieś lub pracować w grancie. Jeśli dostanie preludium albo dofinansowanie marszałka albo ministra to kolejny 1000 do 2000 tys.
    Jeszcze są studia doktoranckie na "wiodących ośrodkach" to się chyba KNOW nazywało - tam chyba wszyscy mieli na start jakoś 2500 a jak byli b. dobrzy (IF) to jakoś 4,500 PLN.
    To wszystko zależy - mi na doktoracie źle finansowo nie było - jak się przetrwało 1szy rok kiedy nie dostawaliśmy kasy wcale. To potem zrozumieliśmy o co chodzi, zaczęliśmy pisać artykuły to się stypendia pojawiły + 1 albo 2 dni w tygodniu do pracy i było na prawdę fajnie.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 15:27:50:


    Odnośnie 6kk na promocję deformy JG:
    Nie widzę w tej kwocie niczego szokującego, niczego bulwersującego. Warto zapłacić za to, by Polacy ze sobą rozmawiali i uczyli się szacunku do siebie

    za: www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/308289975-Gowin-o-ustawie-20-6-mln-zl-to-wcale-nie-tak-duzo.html

    Miałem to skomentować szerzej, ale powstrzymałem się.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 15:48:03:

    P-tau:

    > Nie widzę w tej kwocie niczego szokującego, niczego bulwersującego. Warto zapłacić
    > za to, by Polacy ze sobą rozmawiali i uczyli się szacunku do siebie (linka)

    To fascynujące, jak biurokratom łatwo przychodzi wydawanie lub uzasadnianie wydawania nieswoich pieniędzy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 16:53:31:

    @flamengista napisał (w poprzednim wątku):
    Nie ma fizycznie możliwości, by w nawet w ultra-liberalnej wersji to czasopismo [Journal of Cleaner Production] przypisano do dyscypliny zarządzanie

    Mam optymistyczną wiadomość. Zgodnie z uspakajającymi stwierdzeniami nobooksa czasopismo to ma aż 4 kategorie ASJC, w tym...
    Business, Management and Accounting: Strategy and Management .
    Zatem jest nie tylko "możliwość", ale wręcz pewność, że pismo to zaliczane będzie m.in. do dyscypliny Zarządzanie (o ile takowa będzie, lub dyscypliny Zarządzanie zawierającej).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 17:34:26:

    Ważne!

    Dzisiaj opublikowano ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2018 r. poz. 1668) oraz ustawę z dnia 3 lipca 2018 r. - Przepisy wprowadzające ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2018 r. poz. 1669).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 18:04:55:

    Dzięki Hal!
    I ja już tu mam pierwszy zarzut:
    "Członkowi rady uczelni, o którym mowa w art. 19 ust. 1 pkt 1, przysługuje miesięczne wynagrodzenie, którego wysokość nie może przekroczyć 67% minimalnego miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego dla profesora w uczelni publicznej określonego w przepisach wydanych na podstawie art. 137 ust. 2, zwanego dalej wynagrodzeniem profesora. Wysokość wynagrodzenia ustala senat."

    Otóż mamy w tym momencie tworzenie z uczelni miejsca utrzymania dla osób, które mogą być z nadania politycznego. Wg. mnie osoby w radzie, jeśli ona już ma być, nie powinny dostawać pensji, tylko dietę. Działalność rady powinna wyglądać bardziej jak działalność rady miasta/gminy. Dieta powinna być wypłacana za obecność na posiedzeniach rady. Bycie członkiem rady uczelnianej powinno być traktowane jako szczególne wyróżnienie, prestiż. Tymczasem ma się stać kolejnym źródłem zarobku. Stąd bycie w radzie prędzej stanie się źródłem "dojenia" uczelni, niż rzeczywistej działalności na jej rzecz, tym bardziej, że mamy zapis o min. 50% członków rady spoza uczelni. I nie ma co do nich jakiś szczególnych wymagań.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 18:26:13:

    Blisko dekadę temu (bliższą lub dalszą) marszałkowie samorządów wojewódzkich dostali z ministerstwa wydawania pieniędzy unijnych pulę na stypendia doktoranckie. Każdy doktorant który cokolwiek miał w papierach że go jakaś komisja stypendialna oceniła za dostateczną wybitność żeby zostać beneficjentem udawał się do swojego urzedu marszałkowskiego po podwojenie i dostawał. Znam wielu takich obecnie doktorów.

    Informacje Bilewicza są więc aktualne, ale 10 lat temu.

    Nie wierzę, że na socjologii Bilewicz ma kominy 10000zł+, a nawet jeśli ma to przecież ma liczbę doktorantów idącą w setki, więc jaka jest skala tego zjawiska?

    Reszta jego wypowiedzi jest bez sensu, pani profesor prezes PAN zarabiająca poniżej "średniego szczebla" w korpo (w jakim korpo? w bankach inwesycyjnych jest na przykład kilka tysięcy wiceprezesów, wszyscy analitycy dostają taki tytuł, ale w Polsce prawie nie ma takich korpo w morzu fakturowni) razi dlatego, ze RESZTA PAN zarabia poniżej minimum egzystencji. Jej pensja powinna oburzać dlatego że jest tak niska, GDYBY reszta zarabiała przynajmniej tyle co motorniczy trmawaju.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 18:36:35:

    Zitt
    To były takie rodzaje grantów dawanych przez marszałków województwa (doctus to się nazywało). Reguły różniły się między województwami ale zazwyczaj trzeba było mieć otwarty przewód po pierwszym roku, być zameldowanym w województwie i udowodnić że praca będzie wykonane na danych z województwa i działa na jego korzyść. To były kwoty rzędy 100 tyś na 3 lata. Jakoś po 3 tyś miesięcznie. Dość dużo tego było, w niektórych edycjach było na tyle mało chętnych że nawet 50% dostawało. Ludzie sobie mieszkania zaraz po dr za to kupowali.
    Więc jeśli mieć to (3 tyś) + 3 stypendia (3 tyś) + jakiś projekt/albo praca (2tyś) to szło mieć około 9.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 18:42:34:

    p-tau,
    Pytanie nawet nie za ile, tylko kto był faktycznym organizatorem. Czy aby nie partyjni koledzy Gowina?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 18:59:27:

    Tu muszę się z Gowinem zgodzić. 6 mln na konsultację bardzo ważnej ustawy, która ma regulować funkcjonowanie bardzo istotnego dla państwa obszaru działalności - to kwota adekwatna.

    Problem w tym, że mimo tych konsultacji ustawa i rozporządzenia są do bani i będzie nieziemski bajzel. Ale to już inna sprawa.

    Gdyby na przykład wydano 6 mln na konsultację reform Zalewskiej i udałoby się wycofać choć z części bardzo złych pomysłów, byłyby to świetnie wydane pieniądze:)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:05:12:

    Ha! Co trzy głowy to nie jedna! Z grantami od marszałka to nawet u socjologów dostrzegam te 10 tys. Przy czym jeżeli marszałkowie dzielili kasę unijną, to ta kasa była nie tylko nieuzusowiona, ale nawet nieopodatkowana i niewykazywana w zeznaniu PIT. Wystarczył jeszcze załapać się na jakiś tłusty projekt z okolic NCBiR, ale tam to kicha zupełna, co prawda ZUS-u nie było, ale podatek - owszem. Jeśli jednak od umów o dzieło, to był to bardzo znośny podatek.

    Zasada jest prosta: the winner takes all. Nie dziwi mnie, że te same osoby wygrywały wszystko, w czym składały papiery, bo u nas też mniej więcej tak było.

    Wcale bym się nie zdziwił, gdyby taki multi-stypendysta miał jeszcze uprawnienia do otrzymywania pomocy socjalnej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:07:06:

    flamengista,
    Ernst & Young wziął "tylko" pół bańki za swój raport, jeśli dobrze pamiętam, a jakie było oburzenie! Więc jak szaleć, to na całego! Czymże te 6 baniek przy Caracalach czy Adelajdach!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:11:18:

    Generalnie im dłużej robiło się doktorat, tym perspektywa zakupu tego mieszkania była wyraźniejsza. Prawda, że każdy z nas spotkał się z takimi przykładami?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:11:44:

    trzy często tak było.
    To wynikały z moich doświadczeń bardzo często ze specyfiki promotora. Przewód musiał być otwarty na 1-szym roku. Zazwyczaj to promotor wymyślał temat dowiadywał się kiedy i jak składać i pomagał pisać. Dobry promotor, dobry pomysł, dobry wniosek. Jak promotor był dobry to jeszcze jakieś zlecenie i kasę na badania załatwił. I jakoś to leciało. Tak zazwyczaj jak był doctus to było też dużo innego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:14:01:

    Aż przykro się robi, że człowiek za wcześnie się urodził i został dzieckiem ciągłej transformacji, gdzie na nic nigdy nie było pieniędzy. A teraz jest nawet więcej grantów dla młodych, niż dla nieco starszych.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:14:12:

    trzy - zazwyczaj nie - doctus był na 3 lata. Więc opłacało się doczekać do końca nawet jak się go na 3 cim roku dostało ale nie dłużej. Ale ci ludzie mieli komfort psychiczny - wiec bronili się w terminie zazwyczaj (ale nie wcześniej).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:17:20:

    kah
    Nie przejmuj się mnie też wszystko co dobre ominęło (taki flagowy przykład do brak 0.1 średniej do stypendium lub 0.01 do wyższej oceny na dyplomie).
    Nie każdy ma szczęście.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:18:02:

    promotor wymyślał temat dowiadywał się kiedy i jak składać i pomagał pisać

    A kasę brał doktorant.

    I jak tu nie zgadzać się z tezą, że dziedzictwem Kudryckiej są doktoranci jako najbardziej zdemoralizowana grupa w szkolnictwie wyższym?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:21:21:

    trzy
    Tego nie umiem potwierdzić. Za to bardzo im zazdrościłam. To byli ludzie który nie musieli się starać o kasę, nie musieli kombinować handlu wymiennego. Mieli plan, zapisany w doctusie. Za prace dostawali coś na kształt comiesięcznej wypłaty. Było z czego dołożyć do badań. Nie powiem żeby te doktoraty wychodziły wybitne .... ale nie były złe. A poza tym ci ludzie nie byli obarczeni az tak bardzo walką o byt. A dla zrowia psychicznego to ważne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:31:10:

    sarjane
    Ogólnie dla zdrowia. Każdemu lubi siąść coś innego, w zależności od preferencji genetycznych. Dziś mi z tego oraz dzisiejszego czasu walki o byt, doskwierają problemy, że muszę mieć osobisty kontakt z lekarzem specjalistą, przynajmniej raz na pół roku.
    Niemniej, tak nóż w kieszeni się otwiera, jak człowiek po tym co przeżył widzi ludzi, którzy uważają, że wszystko im się należy, a ja mam im jeszcze wszystko ułatwiać.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:46:08:

    Rozumiem to i niestety .... no nie ważne.
    Raczej zmierzałam do ogólnego wniosku że przy dobrym promotorze wszytko jest dobre. A co innych wniosków, jak ludziom całe życie szło łatwo to im się wydaje że im się należy. To jest tak bardzo ogólna teza.
    Z mojego punktu widzenia robienie doktoratu, wdrożenie się w badania naukowe, ogarnięcie czasu/dyscypliny spraw technicznych jest na tyle stresujące że przynajmniej odium polityki i staranie się codzienne o pieniądze powinno dochodzić do doktoranta w możliwie najmniejszym stopniu. Więc nie miałam nic przeciwko takim programom. Inna sprawa że niektórzy na stracie mieli już OK losując odpowiedniego proma reszt się męczyła.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:50:09:

    @Flamengista:

    > Tu muszę się z Gowinem zgodzić. 6 mln na konsultację bardzo ważnej ustawy,
    > która ma regulować funkcjonowanie bardzo istotnego dla państwa obszaru
    > działalności - to kwota adekwatna.

    Nie, a to dlatego, że kierunek zmian był już przesądzony w umyśle projektodawcy w chwili przekazania projektu ustawy do konsultacji ze środowiskiem akademickim. Przeprowadzone konsultacje były tylko teatrzykiem, który miał pokazać, że Naukowódz liczy się z opinią środowiska.

    Te sześć baniek to pieniądze, wyrzucone lekką ręką, w błoto.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:56:06:

    @Kahlkopf:

    > Aż przykro się robi, że człowiek za wcześnie się urodził i został dzieckiem ciągłej
    > transformacji, gdzie na nic nigdy nie było pieniędzy. A teraz jest nawet więcej
    > grantów dla młodych, niż dla nieco starszych.

    Ma Waćpan rację. Zazdroszczę studentom dzisiejszych możliwości (zazdrość =/= zawiść). Ale też cieszę się, że bez większego trudu prawie każdy z nich może pojechać na Erasmusa zagranicę. To fajnie, że młodsze pokolenie ma lepsze perspektywy niż moje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:56:57:

    a, doctus, Małopolska... www.mcp.malopolska.pl/realizowane-dzialania/pokl-2007-2013

    Jeden z tych braci z AGH też się załapał.

    Generalnie trzeba być kretynem, by pieniądze dawać tylko tym doktorantom, którzy zdążą otworzyć przewód na 1. roku. U nas chyba nie było takiego przypadku. Ale gdyby dawali za to pieniądze, nie takie rzeczy byśmy ujrzeli.

    Widocznie urzędnicy chcieli mieć jak najmniej roboty, a to wymaga koncentracji projektu na jak najmniejszej liczbie "beneficjentów", czyli dużei długie stypendia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:57:29:

    Dokładnie Hal,
    Nasz Młotkodzierżca zrobił to z premedytacją. Ale jak widać niektórzy lubują się w fasadowych działaniach, jak np. klaskałem, ale nie cieszyłem się. I to mówi chyba wszystko.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 19:58:20:

    Hal,
    "Te sześć baniek to pieniądze, wyrzucone lekką ręką, w błoto."

    Nie! To tylko sześć baniek wydanych na promocję Ucznia Księdza Tischnera i jego Kanapy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:01:23:

    Tak zgadzam się z Acanem, to są bardzo dobre rozwiązania, których bardzo brakowało w naszych czasach.
    Tyle też, że nierzadko są osoby, które próbują wręcz wszystko i wszystkich nagiąć pod siebie. I to już nie jest fajne, że ktoś nie potrafi docenić takich udogodnień, a one nie muszą być raz na zawsze dane.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:02:12:

    sarjane,

    Tak więc ten doctus to taki NCN-"grantus" w pigułce. W doctusie dzielili miliony, w grantusie dzielą miliardy. Mechanizm z grubsza ten sam. To teraz Pani rozumie, co mam przeciwko naszemu "dorosłemu" szaleństwu grantowemu.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:03:21:

    Co to są "grantusie?"

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:04:43:

    Czy tych kongresów nie organizowano za pieniądze z Dialogu albo czegoś podobnego? Jakieś Dziedzictwo? Z całą pewnością widziałem takie pozycje na listach laureatów jakichś konkursów ministerialnych, *naukowych*.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:21:20:

    jeśli doktoranci mają doctus, to "dorośli naukowcy" mają grantus. Taka zbiorcza nazwa dlla grantów NCN, NCBiR i tym podobnych. Też nikt nad tym nie panuje, też można łączyć i łączy się wykonywanie wielu na raz. I też obowiązuje złota zasada, że zwycięzca bierze wszystko, a im będzie droższy, tym jest lepszy.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:29:58:

    Trzy
    Nie wiem skąd się ta kasa brała. Wiem że pokarpacie też to miało. I na pewno Wrocław. Z ciekawostek. Z ludzi którzy je mieli może 1/4 na uczelni zostało - reszta poszła tam gdzie była kasa.
    A co do grantów ja wiem jedno jak ktoś dostaje, do dużo i różne. A jak ktoś nie dostaje to gdzie by nie złożył nie dostanie. Tzn. może rzeczywiscie jak pomysł dobry to każda jego odnoga dobra, a może ....

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:37:54:

    Pomysł nie ma znaczenia. Smutna prawda.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 20:40:53:

    @ haluciński: oczywiście, ja mówię tylko o scenariuszu science-fiction w którym mamy prawdziwą debatę i konsultacje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 21:43:26:

    Fla
    Byłem na jednym z NKNów. I cóż mam przeświadczenie takie, że to tylko o klakę i światła jupiterów chodziło dla Nukodzierżcy. No cóż, ale nie da się raczej kupić poparcia tylko za kieliszek wina i wyżerkę. Mam nadzieję, że to w naszym środowisku nie zawsze działa.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/30 22:35:22:

    science-fiction w którym mamy prawdziwą debatę i konsultacje.

    Jednak nie warto mieszać tych porządków i nazywać rzeczy po imieniu. Gowin wyjątkowo parszywie skompromitował ideę społecznego wyłaniania rozwiązań. Jakieś ustawione konkursy na ZAŁOŻENIA? Wyobraźmy sobie że nie ma Elbanowskich i Zalewska sobie ich tworzy/wynajmuje w drodze jakichś grantów na swoje założenia, przecież to nawet w PiS nie są tak bezczelni. Do dziś wielu, i w tym wątku zastanawia sie po co ta reforma, jakie były cele? Wszystko mówiąc, że oto kopiujemy sprawdzony model konsultacji z Danii. Nic podobnego.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 00:04:19:

    rządzący nami przeczytali książki Orwella: i slepy by dosrzegl rok 1984 i folwark zwierzecy - ale zamiast przyjąć je jako ostrzeżenie - potraktowali je jako poradniki

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 00:11:52:

    "Członkowi rady uczelni"
    już ustaliliśmy, że wynagrodzenie to będzie tak niskie jak możliwe i że do RU będą rekomendowani tylko ci co zadeklarują, że swoją gażę wpłacą w całości - a mają do niej trafiać jak Grażyna Kulczyk czy Janusz Filipiak

    a co wyjdzie w praktyce?

    janusze byznesu i ich szwagry z polytyky co im przetargi ustawyły

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 00:51:10:

    Na forum ciekawa dyskusja, jak ograć system, którego jeszcze nie znamy.

    Padła propozycja, jeśli dobrze ją rozumiem, by ta część N, która prawdopodobnie słabo wypadnie w parametryzacji, deklarowała dyscyplinę, w której w jednostce nie będzie 12 etatów przeliczeniowych. Prawdopodobnie na taką osobę będą przychodzić pieniądze jak na etat naukowo-dydaktyczny, ale jej słabe wyniki nie obciążą wyniku kategoryzacji, bo nie wejdzie do N. Na UW chyba się w ten sposób za dużo nie ugra, ale w przypadku małych jednostek, np z 20 pracownikami w dziedzinie, to może być hit sezonu

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 07:45:18:

    @3.14
    istotnie jest to ciekawy pomysł. Jak dla mnie kwestia zasadnicza to jak elementy składowe algorytmu, który może wyłączyć osoby niewliczone do dyscyplin ewaluowanych, albo w którym ta grupa będzie stanowiła osobną kategorię (między pracownikami dyd.-bad. a dyd.)

    PS. Wczoraj w GW ukazał się głos zawiedzonych astronomów, którym dyscyplinę się kasuje. A dziś rano zobaczyłem mema na TT z Gowinem tle, a napis głosił: badaniami nieba zajmie się teologia.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 07:55:45:

    Dzięki wysokim IFs astronomowie mogą być gwiazdami na teologiach w ramach tych 20%.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 09:38:47:

    @trzy.14
    Jedna reformistka "na rympał" właśnie zderza się z rzeczywistością (link).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 10:17:44:

    @zgred: wcale mnie nie dziwi.
    To samo będzie w szkolnictwie wyższym.

    U mnie boom na zatrudnienie był w latach 1998-2000, a później coraz mniej osób wybierało karierę na uczelni. O liczbie kandydatów na nowe stanowiska już pisaliśmy. W konsekwencji robi się duża luka pokoleniowa.

    Wcześniejsza fala to urodzeni w latach 1949-1951 spowoduje dalsze kłopoty kadrowe.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 10:32:00:

    @P-tau
    Ciekawe, czy będą zamykane wydziały tak, jak w szpitalach wydziały. Parafrazując, będziemy zmuszeni do "odejścia od ławek studentów".

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 10:32:44:

    *oddziały

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 10:35:47:

    A tu jedni chcą inni nie, ale pieniądze pewnie wszyscy będą musieli wyłożyć. Poza tym następny program z "+". "Mosty+": www.money.pl/galerie/artykul/sprawdzamy-gdzie-powstana-mosty,46,0,2413614.html
    Wskazuje to, że skoro nie ma jeszcze programu np. "uczelnia+", "nauka+", "badania+", bądź "student+", tzn., że mamy niski priorytet. I wiadomo o co chodzi w tej "reformie".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 10:54:56:

    wiadomosci.onet.pl/kraj/astronomia-znika-z-listy-dyscyplin-naukowych/bzk09rj?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:06:09:

    @naukowiec2.0
    Coś podobnego na tej zasadzie, a dokładniej wieszczone tutaj przekształcanie mniejszych uczelni w szkoły zawodowe.
    Ci co mają potencjał zgarną dostępne w systemie grantowym kasę na rozwój (vide statystyki NCN).
    Reszta chcąc nie chcąc bez finansowania badań podupadnie w ewaluacji i będzie broniła się rękami i nogami, np. poprzez łączenie się.
    Piszę to z perspektywy uczelni przymiotnikowej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:08:15:

    Dziś pochmurno, więc dziś nie poogląda się Wenus, Jowisza, Neptuna, Saturna i Marsa. Ale dla pocieszenia już za chwilę będziemy mieć piękne jesienne niebo z dobrą widocznością M42 w Orionie oraz M31 w Andromedzie. Jak zapewne niektórzy, co się tym interesują za ok. 3 mld lat nasza galaktyka i M31 mogą się zderzyć. Może być to ciekawe zjawisko. Ziemia będzie wtedy jeszcze istnieć wypalana przez rozszerzające się Słońce. Co do ludzkości, to oczywiście nic nie wiadomo, może teologia coś podpowie i wywróży. Cóż natomiast ja będę być może to odczuwał jako zbiór nieskoordynowanych atomów rozsianych nie wiadomo gdzie, jako część wypalanej Ziemi.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:13:52:

    @P-tau, w samo sedno. Moje pokolenie miało szansę zdobyć na prowincji całkiem niezłe wykształcenie - był poziom, były jakieś ambicje, można było się rozwijać, jeśli wystarczyło chęci. Teraz już chyba poziom, ambicje, chęci można będzie zapomnieć. Albo inaczej: będą, ale na jeszcze większą miarę możliwości niż dotychczas, co jest smutne i robi się powoli nawet śmieszne zarazem, gdy spojrzeć na dostępne środki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:34:20:

    Protest astronomów medialny (nawet Onet podchwycił), natomiast przekaz jest typu "Gowin zamyka astronomię", a przecież nic takiego się nie dzieje. Dalej ponadprzeciętny dorobek polskich astronomów będzie widoczny w WoS, bo tam klasyfikacja się nie zmieni.
    Moja dyscyplina istnieje w niektórych krajach, a w Polsce nie ma jej w nowej klasyfikacji ani nigdy nie było, a nie przeszkadza mi to szczególnie ani w badaniach, ani w publikowaniu.
    Niemniej ten protest jest symptomatyczny i przewiduję ich więcej. Polski system wartości wysoko ceni "naszość". Dlatego pomysły na niektórych uczelniach, aby rozbić istniejące jednostki organizacyjne i połączyć na nowo według nowych dyscyplin są bardzo ryzykowne, bo podział na dyscypliny nie będzie raczej stabilny.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:38:10:

    @Naukowiec2.0
    Ok. Skoro małe uczelnie mają się zamienić w zawodowe, to co z PWSZtami?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:44:22:

    NB po trosze strzelają sobie w stopę, bo przy zachowaniu proponowanych zasad każde rozdrobnienie dyscyplin zaciska gorset dyscyplinarny.

    Przy okazji, w petycji czytamy:
    "Dowodem jest statystyka prowadzona w światowym serwisie Web of Science, według której poziom cytowalności prac naukowych polskich astronomów jest o ok. 25% wyższy od średniego poziomu światowego. Podkreślamy, że jest to jedyna dyscyplina w Polsce, która lokuje się tak wysoko w światowych rankingach" - przypominają."

    Czy ktoś zorientowany wie, jak dokładnie oni to liczą?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:47:07:

    nobooks,
    Gowin precedens zrobił z teologią, gdy biskup przyszedł. Ja rozumiem, teraz nauka świecka nie w modzie. Ale skoro jedni mogą, to dlaczego inni nie?
    Natomiast:
    "Dlatego pomysły na niektórych uczelniach, aby rozbić istniejące jednostki organizacyjne i połączyć na nowo według nowych dyscyplin są bardzo ryzykowne, bo podział na dyscypliny nie będzie raczej stabilny."
    A masz jakiś inny genialny pomysł na sposób zarządzania dużą uczelnią np. AGH - 16 wydziałów. Ja wiem, można napisać, że Gowin pozwala teraz na robienie ze strukturą wewnętrzną co się chce. Tylko, że przytoczę: jak żyć, panie jak żyć ...

  • redezi napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:48:02:

    @ p-tau i halucinski

    "Coś podobnego na tej zasadzie, a dokładniej wieszczone tutaj przekształcanie mniejszych uczelni w szkoły zawodowe. "

    Bzdura. Zabiedzona uczelnia paraakademicka to nie porządna szkoła zawodowa. Porządne wyższe szkoły zawodowe wymagają dużo większych środków i zupełnie innego podejścia. PWSZ mogłyby być taką instytucją, gdyby nie głupota i krótkowzroczność zarówno kadr MNiSW jak i reszty akademii.

    Bo nikt nie uzna, że wykładowca-praktyk w PWSZ powinien zarabiać porównywalnie do habilitowanego (koło 5k). A i tak wtedy będziemy w stanie tylko złapać praktyków, kórzy chcą odpocząć, albo mają chęć dydaktyczną etc. Studenci "praktycy" też musieliby zaakceptować, że trzeba tłuc projekty i być ocenianymi a nie balować.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:48:34:

    nobooks,
    No właśnie. Moim zdaniem likwidacja astronomii jako odrębnej dyscypliny nie zmienia praktycznie niczego, poza zablokowaniem możliwości zrobienia szwindlu poprzez utworzenie szkoły doktoranckiej z połączenia obecnych studiów doktoranckich fizyki i astronomii.
    Przecież np. recenzentów wybiera się wg kryterium merytorycznego a nie dyscyplinarnego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:54:23:

    Pi, "Przecież np. recenzentów wybiera się wg kryterium merytorycznego a nie dyscyplinarnego" tu byłbym bardzo ostrożny. Nie spotkałem jeszcze nowego rozporządzenia w sprawie uzyskiwania tytułów od dr wzwyż, ale były zapowiedzi też superrecenzentów tajnych/poufne. Więc nie wiadomo, czy to kryterium merytoryczne będzie za każdym razem spełnione. Więc co wiemy, tyle, że nic nie wiemy, dopóki nie zostanie podpisane i ogłoszone. Ja wiesz, to co było dotychczas, nie musi być dalej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 11:55:50:

    nobooks
    Pytanie, czy poziomem odniesienia dla tych 25% jest poziom cytowalności światowej całkowitej czy tylko w astronomii. Astronomia jest w Polsce dyscypliną uprawianą przez stosunkowo mało ludzi, a jednocześnie silnie umiędzynarodowioną, co już gwarantuje wysoką cytowalność wszechświatową. W szczególności jest tu dużo współpracy quasi-kolaboracyjnej, tzn. listy autorów nie mają po tysiąc+ autorów, ale 20-50 autorów jest częste.

    Źródłem większości danych dla astronomów nie są już pojedyncze instrumenty w Polsce, ale satelity, np. kepler, czy obserwatoria w Chile. Stąd umiędzynarodowienie jest naturalne.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:15:34:

    PWSZ-ty (s)toczą się na wzór obecnego szkolnictwa powszechnego:

    Tymczasem dyrektorzy nie chwalą się wcale, że nie są w stanie nikogo zatrudnić, raczej to ukrywają i starają się zaradzić sytuacji na różne sposoby. Zwiększają więc niebezpiecznie liczbę godzin pracującym już nauczycielom (niby są przepisy które to ograniczają, ale...), albo zatrudniają kogo bądź, z namiastka kwalifikacji, byle załatać dziurę. Do nauczania informatyki, fizyki, chemii nakłania się ludzi, którzy liznęli te przedmioty na studiach przed wielu laty. Absolwent fizyki, który przyszedł do szkoły dostaje na dzień dobry, nim jeszcze poprowadził jakakolwiek lekcje godziny z matematyki i informatyki. Z ulgą zatrudnia się matematyka po podyplomówce, o której wiadomo, że jest tylko atrapą studiów. Nauczycieli jest na styk i każdy z nich ma dodatkowe prace - nie ma więc mowy o normalnych zastępstwach, stąd dodatkowy kłopot z realizacją podstawy. Pod tym względem szkoła cofnęła się znowu o dekadę.

    Ratowaniu sytuacji w Warszawie mają służyć podwyżki pensji ostatecznie przyklepane wczoraj. No i pewnie służą, bo ten i ów zawaha się nim złoży rezygnację. Rośnie też karta przetargowa szkół publicznych względem niepublicznych. Ale ta podwyżka ma swoje złe skutki. Objęła raptem 40% nauczycieli, wpisuje się więc w scenariusz antagonizowania środowiska nauczycielskiego. Na dodatek podwyżki w Warszawie to wysysanie młodszych i energiczniejszych nauczycieli ze szkół w szerokim pasie wokół Warszawy. Wprawdzie powiaty położone wokół miasta zdają sobie sprawę z sytuacji i także podnoszą uposażenia nauczycielom, ale mimo to są daleko w tyle. Trzeba brać pod uwagę, że o ile na razie Warszawa pozyskiwała głównie prowincjonalnych nauczycieli dla szkół podstawowych i przedszkoli, to w tym roku zacznie się drenaż nauczycieli szkół średnich. A gminy wokół Warszawy już maja kolosalne kłopoty, są szkoły które nie mają kim obsadzić ważnych przedmiotów, czasami braki to więcej niż kilka osób. Wygląda jakby nad tymi sprawami nikt nie czuwał.


    wyborcza.pl/7,75398,23843831,szkoly-poluja-na-nauczycieli.html (komentarze)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:19:08:

    I to:
    Nauczyciele poszukiwanych specjalności pracują w Warszawie wielokrotnie za dużo. Wszyscy przymykają na to oko - dyrektorzy i kuratorium - bo to łagodzi braki kadrowe, MEN - bo ci ludzie zarabiają dzięki temu rzeczywiście mityczne pieniądze Anny Zalewskiej 5000-6000 zł na rękę, czy nawet więcej, co daje im szanse na utrzymanie rodziny w stolicy. Tylko że to jest praca ponad siły, a konsekwencje przenoszą się na nasze dzieci. Ci nauczyciele będą coraz słabiej wywiązywać się ze swoich obowiązków. Pensum dla nauczyciele to nie jest wymysł z księżyca - ono ma zagwarantować, że po dwóch latach nie będzie on wypalonym wrakiem. Praca wykonywana odpowiedzialnie jest bardzo ciężka.

    4. Dyrektorzy w Warszawie zatrudniają zupełnie przypadkowe osoby. Jeszcze dwa lata temu niektórzy dyrektorzy przeprowadzali lekcje próbne z kandydatami, dzwonili po opinie. Ale to już przeszłość. Teraz trwa polowanie na nauczyciela. Każdy, kto się zgłosi, natychmiast dostaje pracę. Nikogo się nie zwalnia, choćby bumelował i stale przebywał na zwolnieniach. Mam krewniaczkę, która kilka lat temu zrezygnowała z pracy w szkole bo nie bardzo się tam odnajdywała - jej dawna dyrektorka dzwoniła w ostatnim czasie non stop z propozycjami i obiecywała złote góry, więc ta zgodziła się wrócić od września. Ilu takich nauczycieli "z gwałtu" będzie uczyć nasze dzieci?

    5. Najbardziej dramatycznym skutkiem działań Anny Zalewskiej, które można chyba przyrównać do wizyty słonia w składzie porcelany, jest zupełna posucha w dziedzinie powołań nauczycielskich. W Warszawie w tym roku ze świecą można szukać praktykantów poszukiwanych specjalności nauczycielskich. Praktykantów nie mają nawet słynni warszawscy matematycy, którzy mieli ich co roku po kilkoro. Anna Zalewska, odkąd nastała opowiada banialuki, że nauczycieli jest za dużo. Pensja dla stażysty to połowa sumy, którą od tygodnia kusi w wielkim ogłoszeniu mój podwarszawski Lidl (4050 zł!). Skutki posunięć Anny Zalewskiej będą nam towarzyszyły przez lata, bo młode kadry są szkole koniecznie potrzebne, a czas potrzebny na przygotowanie do zawodu nauczyciela jest długi.

    Reasumując: W Warszawie już jest dramat jeśli chodzi o nauczycieli - dramat, z którego część rodziców nie zdaje sobie sprawy, bo są mamieni opowieściami, że nauczyciele ich dzieci zmieniają się co chwilę z powodów losowych. Jest źle, a będzie po wielokroć gorzej, szczególnie od września 2019, gdy nowych nauczycieli będą potrzebowały szkoły średnie, tymczasem część ich sprawdzonej kadry przejma szkoły niepubliczne.


    warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23372417,szkoly-i-przedszkola-w-warszawie-szukaja-blisko-900-nauczycieli.html (komentarze)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:25:06:

    Moja dyscyplina znika a z ręką na sercu na mojej uczelni nie ma ją logicznie do czego włączyć. Wydziały przestają istnieć mają być szkoły. Ale szkoła może być tylko jeśli ma dziedzinę. Jeśli na moim wydziale żaden z 3 kierunków nie ma dziedziny co mamy zrobić. Wymyślić naprędce nowy kierunek w istniejącej dziedzinie? Raczej nie. Konieczne będzie chociaż formalnie połączenie nas z jakimś relatywnie bliskim wydziałem. I tu się zaczyna jazda bo 2 wydziały może by i nas niechętnie wzięły. Ale
    Ale mamy jeden z kierunków wspólny (tzn jeden kierunek prowadzą 3 wydziały równolegle swoimi pracownikami). No i co dalej. Szef tego połączonego cyrku, przy ewidentnych brakach godzin dla kadry na każdym z wydziałów kierunek oczywiście zachowa. Ale czy zachowa cała kadrę z przyklejonego wydziału? A problem jest ważny bo nowa ustawa zakłada że jedna uczelnia nie może tego samego kierunku na rożnych szkołach prowadzić. Więc znikają wszystkie zwielokrotnione IŚ, Informatyki, OŚ, Inżynierie Materiałowe itp.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:28:08:

    @ trzy
    serio 20 - 30 autorów. To się w ogóle liczy jako publikacja - ile to ma stron ?

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:28:20:

    @Kahlkopf
    Nie wiem, mam nadzieję, że czarne sny się nie spełnią. Dajmy ludziom stabilnie (może nawet godnie) żyć w całym kraju, a nie tylko w trzech miastach :)

    Jeszcze ws. astronomii. Też myślę, że podział dziedzinowy nie jest taki ważny. Zwykle jest ona ściśle związana instytucjonalnie z fizyką. Obawy mam odnośnie rozrzutu informatyki pomiędzy różne dyscypliny. W praktyce wszyscy są stosowani - bo każdy ma ambicje zrobienia czegoś użytecznego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:33:26:

    Jeśli na moim wydziale żaden z 3 kierunków nie ma dziedziny co mamy zrobić.

    Kto powiedział, że kierunek nauczania musi się w swojej nazwie pokrywać z nazwą dyscypliny/dziedziny?

    Każdy kierunek nauczania jest skojarzony z co najmniej jedną dyscypliną naukową i to się pewnie nie zmieni. Więc:
    a) jak każdy, będziecie musieli przejrzeć dokumenty "założycielskie" każdego kierunku nauczania i byc może zaktualizować wpisaną tam dyscyplinę. Już widzę, jak przy okazji aktualizuje się cele nauczania, KRK i tabelki pokryć i nuż mi się w kieszeni otwiera, ale zapewne włąśnie to WSZYSTKICH NAS czeka.
    b) mając to przyporządkowanie, wiecie, w jakich dyscyplinach uczycie.
    c) odnajdujecie więc swoją dyscypllinarną tożsamość naukową.

    Z tym że d)
    skoro będą szkoły a nie wydziały, to was ani nikogo innego i tak nie ma. Czym się martwisz? Wystarczy, że głowy bolą waszych dziekanów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:42:55:

    sarjane,
    journals.aps.org/prl/abstract/10.1103/PhysRevLett.116.061102
    "This is the first direct detection of gravitational waves and the first observation of a binary black hole merger."
    2500 cytowań w nieco ponad 2 lata.
    Tu jest otwarty pdf, można policzyć autorów (na końcu): journals.aps.org/prl/pdf/10.1103/PhysRevLett.116.061102

    O ile dobrze pamiętam, autorów jest nieco ponad 5 tysięcy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 12:59:36:

    Odnośnie tej cytowalności. Okazuje się, że mam(y) dostęp do WoK InCites. Niedawno jeszcze nie działało.
    Wg. domyślnej klasyfikacji (WoS) nie ma Space Science. Jest Astronomy and Astrophysics (oops! ;-)) i tutaj tzw. Category Normalized Citation Impact dla Polski jest o 19% wyższe niż dla krajów OECD.
    Szukamy dalej. Kategoria Space Science ujawnia się po zmianie Category Scheme na Essential Science Indicators. Tu różnica w CNCI jest niższa, 17%.
    Ale CNCI to jest miara oddzielnie normalizowana dla zbioru, chyba nie jest prawidłowo obliczać dla niej iloraz.
    Weźmy po prostu Times Cited / Web of Science Documents, czyli średnia liczba cytowań na opublikowany artykuł.

    > (PL = 229597/7998) # Poland Space Science Published/Cited
    [1] 28.7068
    > (OECD = 674054670/34065166) # OECD Space Science Published/Cited
    [1] 19.78721
    > PL/OECD
    [1] 1.450775

    Wow, żadne 25% tylko 45% więcej niż OECD (innej wielkości "światowej" w InCites nie widzę). Astronomowie, czemu nie napisaliście 45%

    To teraz weźmy z tej samej kategoryzacji Physics:

    > (PL = 1109568/72026) # Poland Physics Published/Cited
    [1] 15.4051
    > (OECD = 51421844/2143706) # OECD Physics Published/Cited
    [1] 23.98736
    > PL/OECD
    [1] 0.6422176

    Cóż, można zacząć rozumieć, że niektórzy astronomowie nie chcą być w jednej piaskownicy z fizykami. Tylko że na cytowalność bardzo wpływają właśnie kolaboracje. Może ukolaboracyjnienie polskiej astronomii jest większe niż (pozostałej) fizyki?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 13:05:13:

    Korekta: w powyższym wpisie wszędzie powinno być opisane Cited/Published.
    Przy okazji jeszcze porównanie dla Astronomy and Astrophysics (kategoria WoS) - prawie równo:
    > (PL = 396479/15560) # Poland Astronomy and Astrophysics Cited/Published
    [1] 25.48066
    > (OECD = 15236995/575646) # OECD Astronomy and Astropysics Cited/Published
    [1] 26.46938
    > PL/OECD
    [1] 0.9626463

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 13:05:26:

    @redezi
    "Bzdura. Zabiedzona uczelnia paraakademicka to nie porządna szkoła zawodowa"

    Bzdura, nie bzdura, ale w ustawie stoi, że uczelnią zawodową jest ta która nie ma oceny B+.

    A co z PWSZ? Proszę o to przykłady:
    www.bankier.pl/wiadomosc/Uniwersytet-Zielonogorski-laczy-sie-z-PWSZ-w-Sulechowie-3719532.html
    www.dzieje.pl/edukacja/sandomierska-pwsz-wejdzie-w-struktury-uniwersytetu-w-kielcach

    Co za problem, żeby potraktować taki przejęty PWSZ jak wydział zamiejscowy. Dawniej były zamiejscowe oddziały dydaktyczne i się jeździło po powiatach. Teraz z resztą też tak niektórzy robią, ale to w ramach drugiego etatu.

    Proszę pamiętać, że piszę to z uczelni przymiotnikowej. Szanse konkurowania z bogatym w zasoby wydziałem/dyscypliną z UW, UJ są nikłe. Jeśli odpalą wrotki i odjadą w dal, to uczelnie regionalne nie dogonią je.

    Tak, wiem, jest to możliwe i w ubóstwie pisać wysokoimpaktowe artykuły, jedząc suchary i popijając wodą, ale dla mnie to nie jest norma, to nie jest standard, do którego powinniśmy dążyć.

    Dlatego też alternatywny kierunek to będzie łączenie czyli uczelnie federacyjne.

    A tutaj dowód na to, że olśnienie ma znaczenie:

    Za Jaskułowskim:
    pbs.twimg.com/media/Dl6vwbpWwAEHKjK.jpg:large


  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 13:14:07:

    To jeszcze dla porównania dwie dyscypliny nie-science, w których uważa się, że Polska wypada stosunkowo dobrze. Obie wypadają żałośnie. To są wszystko dane za długi okres 1980-2018 (domyślny w InCites).

    > (OECD = 1142729/140277) # OECD Linguistics Cited/Published
    [1] 8.146232
    > (PL = 2992/1325) # Poland Linguistics Cited/Published
    [1] 2.258113
    > (OECD = 1142729/140277) # OECD Linguistics Cited/Published
    [1] 8.146232
    > PL/OECD
    [1] 0.2771973
    > (PL = 8473/1112) # Poland Psychology Cited/Published
    [1] 7.619604
    > (OECD = 5570919/265192) # OECD Psychology Cited/Published
    [1] 21.00712
    > PL/OECD
    [1] 0.3627154

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:00:56:

    "Tak, wiem, jest to możliwe i w ubóstwie pisać wysokoimpaktowe artykuły, jedząc suchary i popijając wodą, ale dla mnie to nie jest norma, to nie jest standard, do którego powinniśmy dążyć. "
    Da się tylko po co. Jak się patrzy na statystyki NCN to takie podwórkowe/sucharowe szkoły gratów nie dostają. Wieczna chwało ok - ale takim kosztem jeśli są ludzie który uprawiają to z powołania to ok. Ale ilu takich znajdziesz ?

    @trzy
    Matwie nie martwie. Bardziej zależy mi żeby wiedzieć na czym stoję. Bo chwilowo są nawet podchody do zamknięcia naszego grajdołka, zostawienie kadry tylko na główny kierunek bo mamy dużo chętnych i to tylko tyle żeby były przedmioty obowiązkowe. Włączenia nasz do innego dużego wydziału/szkoły. I pozostałe przedmioty obsadzenie nimi.
    Co do tych dokumentów założycielskich bo tutaj nie ma takiego optymizmu - bo tu jest zasadniczy problem. Jeden kierunek pod nic poza informatyką się nie podpina, a tego nie możemy wykorzystać. Drugi jak pisałam jest na innych wydziałach - i wchodzi na inne nauki o ziemi a reszta jest techniczna. A główny to hybryda czegoś na nauk technicznych, prawa i jeszcze czegoś.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:01:27:

    @nobooks
    > To są wszystko dane za długi okres 1980-2018 (domyślny w InCites).

    A dlaczego nie od 1945? Byłoby jeszcze bardziej tendencyjnie dla założonej przez Ciebie tezy o "żałosności". Sensowne porównania to od najdalej 1990, bo wcześniejsze sensu nie mają.

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:07:49:

    "Czym się martwisz? Wystarczy, że głowy bolą waszych dziekanów".

    Zwolnienia?

    Jak dla mnie brak wyodrębnionej dyscypliny, zwłaszcza z mniej liczną kadrą to:
    a) słaba pozycja we wszystkich gremiach ogólnopolskich
    b) mniej szans na uzyskanie finansowania w ramach konkursów bo komisje będą wolały dać "swojakom"
    c) mniejsze przebicie na uczelni
    d) problem z awansami, bo w każdej dyscyplinie są różne praktyki publikacyjne i nie zawsze mogą być honorowane przez przedstawicieli z innych dyscyplin
    e) w skrajnych przypadkach - gdy brak wyodrębnionych kierunków studiów i "swoich" studentów - zamieranie dyscypliny.

    Moim zdaniem jednak jest się czym martwić, no chyba że ogląda się świat z punktu widzenia tego "silniejszego"

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:10:13:

    Tak - to jest dobre podsumowanie tego czym się martwie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:38:27:

    Sarjane, jest kupa zmartwień, zwłaszcza jak ktoś niszowy i mimo swoich dokonań może się okazać, że to wszystko nic nie warte w świetle ustawy. To jest właśnie przykład wylewania dziecka z kąpielą. w ogóle i w szczególe się zastanawiam, czy tam z tych wyżyn ministerialnych to już taki smoothing zrobiono i kompresję danych, że nie potrafią dostrzec, że wszystko jest bardziej skomplikowane niż im się wydaje? Że oprócz tych dużych struktur są też mniejsze.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:40:32:

    @zgred
    Nie miałem takiej tezy; wręcz przeciwnie, oczekiwałem niezłego wyniku polskiej lingwistyki i psychologii.
    Zgadzam się, to jest za długi okres, ale pierwszy raz w życiu dostałem się do InCites (przedtem nie było dostępu poprzez konto uczelniane) i nie od razu zauważyłem zakres danych.
    Dla przedziału 2012 do 2018 jest już nieco lepiej, ale ciągle wyraźnie gorzej od średniej OECD.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:46:16:

    Cała ta reforma wygląda jakby ja księgowy robił. Katalogowanie ludzi tak żeby do tabelek pasowało i cięcie kosztów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 14:59:53:

    astronomia:

    www.ncn.gov.pl/finansowanie-nauki/panele-ncn

    ST-9. Warto rozwinąć. Laikowi wydaje się, że tam jest wszystko.
    Z tym, że wydaje mi się, że to zostało opracowane na podstawie paneli ERC i część "podpaneli" może nie byc reprezentowana w Polsce lub reprezentowana przez nieliczne grono badaczy.

    Posiadanie własnego panelu NCN to jednak wielka siła.

    Gdyby ktoś spytał, czy istnieje panel lub podpanel dedykowany dla tego, co robię - to odpowiadam, że nie istnieje. Mogę aplikować w 3 panelach, czyli nigdzie :-)

    Byłoby niezwykle ciekawe ujrzeć statystykę, które podpanele dostają jakie finansowanie i co z tego wynika.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 15:03:18:

    @Zgredstary2012:

    > Jedna reformistka "na rympał" właśnie zderza się z rzeczywistością

    I tu się Pan bardzo myli: nie ona, tylko uczniowie i samorządy. Jej oczywiście włos z głowy nie spadnie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 15:03:56:

    Sarjane, dokładnie. Wszak o to chodzi, żeby było łatwiej ręcznie rządzić ze stołka ministerialnego i na dodatek wkładać swoich ludzi w odpowiednie miejsca. Przecież nie o dobro tu nauki polskiej chodzi i chodziło, jak i jakość wykształcenia. To są frazesy. O rzeczywistych celach to się dowiemy w najbliższym czasie, gdy powstaną sławetne rady uczelniane i zderzymy się z nową rzeczywistością mniej lub bardziej brutalnie. Poza tym jak łatwo będzie robić wszelkie rozkłady pseudostatystyczne i wmawiać suwerenowi, jak to teraz jest wspaniale.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 15:10:53:

    Hal masz rację, ona w nagrodę ma się dostać do parlamentu UE. Jak dla mnie to taki Rysio Ochódzki. Chociaż, nie to nawet nie ta klasa:
    www.youtube.com/watch?v=a7DDCjg4M6Y

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 15:11:17:

    @trzy
    Dobrze że Pan zwrócił na to uwagę bo ja już nawet nie chciałam się czepiać.
    1. I co teraz po reformie z panelami NCN.
    2. Astronomia ma "swój" ja jestem w panelu razem na naukami przyrodniczymi i technicznymi i czasami do nas fizycy i chamicy zaglądają a jeszcze częściej biologowie.
    Podział paneli jest delikatnie mówiąc dość losowy. I jak już wcześniej pisałam. Ocenianie u mnie jest nieadekwatne bo trafia się na recenzentów zupełnie nie rozumiejących tematu. Dla przykładu, taki pierwszy lepszy, akurat nie moja ale adekwatny - termowizja w laboratorium i pod mikroskopem to inna termowizja niż ta satelitarny a te dwie nijak się mają do ręcznych kamer naziemnych które znowu średni się mają do czujniku temperaturowy. Za to gwarantuję że w ST10 mógłby złożyć o grant z każdego z wyżej opisanych tematów geolog, fizyk, oceanograf, itd. a pewnie oceniany był by przez kogoś kto akurat tym tematem się nie zajmuje ale kiedyś termometr miał w ręce.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 16:00:31:

    sarjane
    No tak, tylko jaką rolę pełni NCN?

    Proszę wybrać jakiś "swój" panel i sprawdzić tytuły zaakceptowanych wniosków. Prawda, że widać tam nadreprezentację pewnych tematyk i całkowity brak innych? Nawet 3/4 tematów może dotyczyć niemal tego samego? Skąd to? Czyżby w panelach ekspertów NCN pojawiły się, ech, oligarchie?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 16:04:35:

    Oj ja nie mam wątpliwości jak to działa. Ale zawsze jest te powiedzmy 30% wniosków ocenianych rzetelnie - bo już ci co mieli dostać dostali i można coś reszcie rzucić. Ale w tych pozostałych chciał bym żeby oceny przynajmniej wskazywały na to że ktoś czytający streszczenie (bo przecież nie cały wniosek) miał chociaż ogólne pojęcie co czyta.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 16:14:59:

    Ja nie napisałem, że nierzetelnie. Podejrzewam raczej rodzaj "tunelu poznawczego" czy też czegoś, co po angielsku zwie się "bias": lepiej oceniamy tych, których znamy lub którzy zajmują się tym, co znamy. Po pewnym czasie wśród oceniających znają się nawzajem wszyscy i tworzy się kółko wzajemnej adoracji, bo oni przecież oceniają nie tylko pisemnie, ale i o tych wnioskach dyskutują. Poza tym, skoro są ekspertami, to reprezentują "doskonałość naukową", więc z natury wszystko inne traktują jako mniej doskonałe.

    W takim systemie nic, co jest "disruptive" się nie przebije. Z drugiej strony pada argument, że środków jest za mało, by finansować pomysły niesprawdzone lub choćby od niesprawdzonych ludzi.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 16:26:20:

    A mi się wydawało naiwnie że nauka opiera się na rzeczach niesprawdzonych :)

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 17:02:21:

    @sarjane
    Jak to? Przecież nauka polega na zdobywaniu grantów i punktów.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 17:13:15:

    Oj to chyba jakiś obieg dokumentów mnie ominą

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 19:06:53:

    Europa Zachodnia powinna pamiętać, że po 1945 roku zostawiła tę środkowo-wschodnią część pod okupacją sowiecką i rządami komunistów. To, że tamte kraje przez pół wieku miały uprzywilejowaną sytuację, nie powinno być podstawą do zadzierania nosa do góry i patrzenia z lekceważeniem na tę biedniejszą, ale przecież dużo dynamiczniej w ostatnich latach rozwijającą się część Europy - powiedział Gowin.
    ...
    Powiedziałem, że są trzy źródła prawa: prawo krajowe, ponad nim prawo wspólnotowe, a ponad tym konstytucje poszczególnych państw.
    ...
    Dzisiaj nic na to nie wskazuje, by przyszłe dotacje dla Polski były w jakiś sposób zagrożone. To demagogia i próba straszenia polskiego społeczeństwa - uważa wicepremier.


    poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,23847051,jaroslaw-gowin-w-poznaniu-krytycznie-o-prezydencie-miasta-jacku.html

    W sztuce demagogii Gowin robi zatrważające postępy.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 21:22:49:

    @3.14 nie, to nie jest demagogia. On naprawdę wierzy, że Europa Zachodnia jest nam coś winna, bo nas zostawiła za żelazną kurtyną. Równoczesny kompleks niższości połączony z megalomanią. To bardzo typowe myślenie martyrologiczne inteligencji polskiej o ukierunkowaniu prawicowym - jest to jego główna i jedyna nić porozumienia z Prezesem. Bardzo szkodliwe wishful thinking. Ale tradycyjne w naszej historii od jakiś 200 lat.

    W zasadzie to świetny materiał badawczy dla historyków psychiatrii. No ale badania interdyscyplinarne nie są teraz w cenie:/

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 21:54:00:

    fla,
    Ja nie mam wątpliwości, że dla prezesa fundusze strukturalne to nic innego, jak niemieckie repatriacje wojenne.

    I nie traktuję tej wypowiedzi jako opinii samego Gowina, lecza raczej całego obozu władzy, a przynajmniej jego ścisłego centrum. Oni ze sobą rozmawiają i racjonalizują to, co się wokół dzieje.

    A że w każdym zdaniu co najmniej jedno kłamstwo czy też takie wishful thinking - cóż, przypomina mi się zadnie Kołakowskiego, cytuję z pamięci: "Gdyby komunizm wybudowano na pustyni, wkrótce zabrakłoby tam piasku". Jeśli Gowin ma rację, piasku wkrótce zabraknie w starej Unii; jeśli jednak się myli, najszybciej zabraknie go w Polsce.

    Niestety, bankructwo starej Unii to dla nas natychmiastowa katastrofa, z czego nawet on musi sobie zdawać sprawę. Tak czy owak - piasku nam zabraknie :-)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 22:17:21:

    repatriacje -> reparacje (przyjmijmy, że to dysleksja)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 22:33:23:

    @trzy.14
    Niezależnie od schiz Gowina i PiS problem jest:
    a) polska gospodarka jest w zależności neokolnialnej od gospodarki niemieckiej,
    b) zachodnia część UE ma realny problem z ucieczką kapitału i innowacji.

    Oczywiście, zanim gruby, upasiony kolonialnie i później neokolonialnie, schudnie to z chudego nic nie zostanie. Ale też trzeba postawić pod dyskusję inny mit polskiej inteligencji, mit koniecznej zgodności ideologicznej. Ze strony Zachodu to tylko czysta retoryka i fsktyczne twarde interesy vide wycinanie naszych transportowców.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 22:43:51:

    Zgred,
    1) Ja tę zależność od gospodarki niemieckiej postrzegam jako historyczną szansę. Gdyż za punkt odniesienia biorę rok 1988. No, wtedy byliśmy mocarstwem a nie kolonią, tylko zły Balcerowicz nas zneokolonizował. Zresztą, porównaj bezrobocie w Polsce, która z Niemcami sąsiaduje, z bezrobociem w "peryferyjnych" włoszech, Grecji, Hiszpanii.
    2) Polska momentalnie awansowałaby w hierarchii państw europejskich, gdyby dostrzegła ten (niejedyny) problem Europy i zaproponowała jakieś rozwiązanie. Jak choćby długofalowe inwestycje w lokalny R&D zamiast w polit-socjał. Polska ma potencjał, by stać się żywą (a nie montownianą) częścią europejskiej gospodarki. Sama jednak nie chce dostrzec tej szansy. Zamykając się w sobie i koncentrując na swoich problemach wewnętrznych, sama ustawia się na pozycji przedmiotu a nie podmiotu polityki międzynarodowej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 22:47:41:

    Oh, pełniący funkcję P, AD też majaczy Kaczyńskim i to tym całkiem młodym, z lat 90. "Płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję 1989 roku." Skąd to zaczadzenie "genialnym strategiem"?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/08/31 23:41:11:

    Pi u nas bezrobocie jest niskie, bo jest sporo inwestycji za pieniądze europejskie w infrastrukturę. Tylko zmniejszy się strumień i będziemy mieli problem. Przecież przerobiła to już Hiszpania, Portugalia, Grecja. Również tam powstały autostrady donikąd, jak i budynki bezużyteczności publicznej. Problem w Polsce jest też taki, że nie potrafimy dobrze gospodarować pieniędzmi. Podobnie jak było z offsetami. Chcemy więcej i więcej, ale nie inwestujemy dobrze. Jakoś nie widzę hi-tech. A co do Balcerowicza to ja bym był ostrożny. Wystarczy sobie przypomnieć słynne schładzanie gospodarki i dziurę Bauca. A może jednak warto przypomnieć 5 wielkich "reform" AWS - korzenia PiS i PO, z których do dziś ostała się jedna - nowy podział administracyjny. Najlepsze jest to, że te reformy zlikwidowały partie postawuesowskie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 08:41:51:

    inwestycje w lokalny R&D zamiast w polit-socjał

    Takike jak w produkowanie biotechnologów bo a nuż od ich koncentracji w Polsce powstanie przemysł biotechnologiczny? (Mamy wyjątkowo wykwalifikowanych przedstawicieli handlowych, ogrodników itp). Czy w przedsiębiorstwa państowe (komunizm nierealny za Balcerowicza, w nielicznych przypadkach rozkradziony jak w stoczniach).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 08:57:05:

    zitt,
    więc jednak węgiel i ziemniaki?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 08:59:07:

    @3.14
    Oh, pełniący funkcję P, AD też majaczy Kaczyńskim i to tym całkiem młodym, z lat 90. "Płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję 1989 roku." Skąd to zaczadzenie "genialnym strategiem"?
    Komentatorzy zwracają uwagę, że alternatywnie rewolucja powinna być krwawa, to by nie trzeba było płacić ceny.

    A tutaj ciekawy tytuł "Prestigious US universities worse at teaching, major study finds". niestety za paywallem.

    www.timeshighereducation.com/news/prestigious-us-universities-worse-teaching-major-study-finds

    Nawiązuje to do wczesniejszej dyskusji, że dobrzy badacze to dobrzy dydaktycy.

    Powyższa obserwacja wydaje mi się być konsekwencją z innego tekstu z THE "Most higher education leaders are now ruled by their accountants, who seem to think that the most important mission for universities is to make money. The balance sheet, it appears, carries more weight than quality pedagogy".




  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 09:59:25:

    p-tau,
    rejestracja, np kontem od spamu, daje dostęp do kilku artykułów miesięcznie.

    A major study has concluded that teaching standards are lower in the US most prestigious universities than in its less celebrated higher education providers.

    For the paper, published in Higher Education, 60 higher education experts were sent to observe 587 courses at nine US institutions, ranging from some of the most prestigious in the country to broad-access rural colleges.

    Despite leading universities eminent faculty and sizeable budgets, the assessments found that teaching quality was actually stronger at the less prestigious institutions.

    The results contradict the common assumption that higher prestige institutions in the US have better in-class educational experiences, said Corbin Campbell, associate professor of higher education at Columbia University and one of the co-authors of the paper.

    The in-class evaluators assessed teaching in three ways: on subject matter learning, which is how lecturers are able to pass on core ideas in their subject; prior knowledge, which assesses how tutors are able to support students who come to the course with different types of knowledge; and supporting changing views, which assesses how staff work when students have a conflicting understanding of a subject.

    Dr Campbell said that, in the first area, there was no difference between prestigious and less prestigious universities, which was surprising given the research expertise of their staff. For the second two, the authors found that the less prestigious institutions scored higher.

    However, we did find a higher level of cognitive complexity in higher prestige institutions than [in] the courses in the broader institutions, she added.

    These are important findings, Dr Campbell said, because studies of the public show that teaching quality is considered the most important factor in what makes the best university, over employment rates and research prowess.

    Interestingly, when I talk about my findings, members of the public are surprised, but when I tell faculty who teach in prestigious institutions they are not at all surprised, Dr Campbell added.

    Teaching isnt valued in prestige measures in the US, where the reward structures focus on research and pull away from teaching, Dr Campbell said. For this study, prestige was determined by an institutions position in the rankings produced by US News and World Report.

    We need to do better to value teaching in the US, Dr Campbell said. If prestige doesn't measure good teaching, then how can we better direct the public to think about teaching in their selection process?

    Paul Ashwin, professor of higher education at Lancaster University, said the articles findings about the way in which prestige distorts our understanding of the quality of higher education are correct.

    We need to find ways of providing information about the quality of degrees without them being distorted in this way, he said.

    In the UK, the introduction of the teaching excellence framework has been an attempt to place higher value on teaching. Not all the research-intensive Russell Group institutions are currently rated gold, and many post-92 institutions are.

    However, for Professor Ashwin, each subsequent version of the TEF has moved back to focusing on institutional prestige rather than the quality of education because of the increasing focus on employment outcomes.


  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 10:32:14:

    @trzy.14
    Cóż, JAK ZWYKLE dotrzemy do tych wniosków z dziesięć...piętnaście lat po USA, gdyż taki jest - od trzydziestu lat - czas propagacji idei do głów naszych politycznych, czysto naśladowczych, zakompleksionych Papuasów.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 11:08:58:

    @3.14 dziękuję.
    @zgred, też tak pomyślałem, ale i teraz koncentracja pracowników na coraz lepszej dydaktyce kosztem czasu, który mógłby być przeznaczony na badania jest -- z punktu widzenia nie tylko uczelni, ale i samego pracownika -- niedobre.


  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 11:44:59:

    @p-tau
    @zgred
    Prawda, ale częściowo wynika to z tego, że research quality mierzy się (mimo wszystko) łatwiej (a przynajmniej jest wrażenie obiektywnego pomiaru) niż teaching quality. Owszem, można mierzyć ankietami studenckimi, ale te wyniki często można "kupić" stawiając wszystkim 5. Dokładnie tak się od lat dzieje w USA, u nas już też, jeśli ankiety są wykorzystywane do oceny pracowników. Kolejna droga to hospitacje/wizytacje, ale te dają zupełnie wypaczony obraz typowych zajęć - tak wypaczony, jak tego zechce oceniany nauczyciel. No chyba, żeby wszystko filmować i oceniać losowo - nie słyszałem o takim rozwiązaniu, problem z utrwalaniem wizerunku studentów, którzy mogą sobie tego nie życzyć.
    Tak jak piszą w artykule, zatrudnialność nie jest dobrą miarą, bo bardziej zależy od abstrakcyjnego prestiżu uczelni, w ten sposób nie ocenimy pojedynczego nauczyciela, pojedynczych zajęć, ani nawet pojedynczego kierunku, bo prestiż zwykle rozlewa się na całą uczelnię.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 11:45:49:

    Ja nawet zauważyłem, że podobna zależność dotyczy promotorów. Normalnemu Kowalskiemu, który chce robić doktorat, a nie ma ewidentnych zadatków na noblistę, radziłbym wybrać promotora wagi średniej, za to nieobciążonego innymi doktorantami, komisjami, etc. Choć w czasach grantozy ta obserwacja traci na znaczeniu, bo jednak trzeba iść tam, gdzie jest perspektywa kasy - nawet nie dla niej samej, ale by nie musieć dorabiać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 11:54:24:

    Z tego artykułu wynika jednak, że dydaktykę można w większości "obskoczyć" magistrami...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 12:08:44:

    a nie można ....?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 12:19:03:

    @3.14.
    "Z tego artykułu wynika jednak, że dydaktykę można w większości "obskoczyć" magistrami..."
    Tylko że jak pisałem wcześniej, np. u mnie na uczelni ich nie uświadczysz.
    Ale mgr nie poprowadzi wykładu, więc doktor by się przydał. Chociaż nie jestem pewny czy veniam legendi jeszcze występuje.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 12:22:41:

    @3.14.
    "Z tego artykułu wynika jednak, że dydaktykę można w większości "obskoczyć" magistrami..."
    Tylko że jak pisałem wcześniej, np. u mnie na uczelni ich nie uświadczysz.
    Ale mgr nie poprowadzi wykładu, więc doktor by się przydał. Chociaż nie jestem pewny czy veniam legendi jeszcze występuje.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 12:48:39:

    @Trzy.14 & Sarjane:

    > Z tego artykułu wynika jednak, że dydaktykę można w większości "obskoczyć"
    > magistrami...

    > a nie można ....?

    To chyba zależy od kierunku i rodzaju zajęć, nie? Nawet nie wiedzą Państwo, jak żałośnie wyglądają ćwiczenia kliniczne dla studentów dwóch ostatnich lat medycyny, prowadzone przez doktorantów I czy II roku lub asystentów z rocznym lub dwuletnim doświadczeniem. Tacy studenci umieją już (przynajmniej w założeniu) zbierać wywiad i badać fizykalnie, więc zajęcia kliniczne powinny skupiać się na prezentacji przypadków chorobowych i analizie diagnostyki i leczenia. Czego tenże młody lekarz może nauczyć tych studentów, kiedy sam nie ma żadnego doświadczenia? Wyrecytuje im podręcznik, który sami mogą przeczytać?

    Nie wiem, jak jest u Państwa, ale powierzanie dydaktyki najmłodszej kadrze jest nieporozumieniem. Niestety, tak się często dzieje.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 13:03:42:

    Miało być:
    Nie wiem, jak jest u Państwa, ale na medycynie powierzanie dydaktyki najmłodszej kadrze jest nieporozumieniem. Niestety, tak się często dzieje.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 13:09:51:

    @hal
    To była ironia.
    A pomijając ją - czasami są przedmioty które nie wymagają wiedzy kosmicznej. Ja jestem w stanie spokojnie wyrecytować 3 które mogą prowadzić doktoranci. To są przedmioty typowo - powiedziała bym - wprowadzające do zawodu. Są konieczne żeby się ludzie potem nie pozabijali sprzętem, niczego nie zepsuli potrafili podstawowe rysunki robić. Te zajęcia spokojnie można dać doktorantom. Akurat mieli by szansę obyć się z uczeniem, a nie sprawili by zbyt wiele problemu gdyby się coś nie udało. Różnica między 1szym rokiem a 1 szym rokiem doktoratu to pięć lat - czyli wystarczy. I tak było dawniej. Teraz kiedy nie mamy godzin - robią to doktorzy w asyście doktorantów.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 13:26:54:

    @Sarjane:

    > To była ironia.

    Okej, nie załapałem.

    Jasne, u nas przedmioty podstawowe, np. anatomię, biochemię, biofizykę, fizjologię, też może wykładać najmłodsza kadra. Ale już takiej propedeutyki chorób wewnętrznych czy propedeutyki pediatrii nie pozwoliłbym prowadzić najmłodszym. Owszem, umieją badać, ale to dopiero doświadczeńsi lekarzy pokażą studentom jak modyfikować zbieranie wywiadu i badanie fizykalne w zależności od stanu pacjenta.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 13:33:17:

    Tylko to są problemy które powinny być zarządzane lokalnie. U nas był taki moment kiedy nie było nikogo na tyle kompetentnego żeby jeden z bardziej zaawansowanych przedmiotów na poziomie wykładów prowadzić i emerytowany pracownik był do tego najmowany przez kilka lat aż się kadra nie wyrobi. Podobnie. Doktoranci byli na pierwszy rzut wysyłani na studia zaoczne żeby tam "poćwiczyli" a potem na 2gim 3cim roku wracali na dzienne. Ale teraz godzin nie ma więc walka trwa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 14:10:17:

    A u nas unikatowe kompetencje mają zarówno emeryci lub niemal emeryci, jak i zupełna młódź. Młodzi są niezastąpieni tam, gdzie występuje najszybszy postęp technologiczny, a dydaktyka dotyczy nie tyle "nauki" (akademickiej), co rzemiosła.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 15:15:57:

    ups! coś doskonałość naukowa ma pecha w dzisiejszych niusach jakie czytam:

    "The 2014 REF results show only a very weak relationship between excellence in research and achieving societal impact"
    blogs.lse.ac.uk/impactofsocialsciences/2017/07/19/what-do-the-2014-ref-results-tell-us-about-the-relationship-between-excellent-research-and-societal-impact/

    Nie dość, że słabo uczy, to jeszcze słabo oddziałuje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 17:57:16:

    kujawsko-pomorskie.onet.pl/tadeusz-rydzyk-nie-moze-byc-tak-ze-jedni-studenci-placa-a-inni-nie/q93e405
    I wiadomo po co reforma2.0

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:07:34:

    Pomijając osobę Dyrektora. Nikt nie broni tymże studentom studiować na uczelniach publicznych. Jeśli zdali maturę słabo, nikt nie broni podejść jeszcze raz.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:21:41:

    @p-tau
    Coś zamotany ten artykuł i dane wybrane jakoś podejrzanie (tylko 4*).
    Bardziej przemawia do mnie wykres z cytowanej analizy journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0168533
    Fig. 2, r = 0.64, to nie jest zła korelacja.
    Inna sprawa, na ile oceny opisów Impacts są rzetelne, a na ile pod wpływem apriorycznych założeń co do poziomu jednostki. U nas też to będzie problem w następnej ewaluacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:22:28:

    @Sarjane
    Tu nie chodzi o studentów, tu chodzi o dopłacanie do czyiś prywatnych biznesów. A na dodatek mamy też umniejszanie naszych osób, poprzez używanie słów w kontekście pejoratywnym. I myślę, że liczy się tu właśnie ten cały kontekst, jakim było spotkanie naukowodza z rmwodzem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:26:32:

    @nobooks, sorry, ale korelacja rzędu r = 0.64, jest żadną korelacją (r^2=0.41).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:34:43:

    Mówiąc szczerze mój komentarz miał być czysta polityką [pozbawioną korelacji religijnych/biznesowych/politycznych. Tak żeby nie wchodzić w kwestie niebezpieczne tylko zwrócić uwagę na brak logiki argumentu wyjściowego.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 18:35:11:

    zamiast polityką miało być polemiką

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 19:28:07:

    @kahlkopf
    Teraz już wiadomo w jakim celu ta klerykalna marionetka rozwala publiczne szkolnictwo wyższe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 20:03:04:

    @Zgred
    I ja i Ty pisaliśmy o tym. Teraz stało się to tylko jaśniejsze. A medycyna na UKSW? Tak jakby te puzzle poukładał, to wychodzi cały plan. Oczywiście jest też uczelnia "naszego" wodza.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 20:11:49:

    To było już tok temu:

    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C460246%2Cgowin-studenci-uczelni-niepublicznych-powinni-byc-traktowani-sprawiedliwie.html

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 21:00:16:

    PER RECTUM AD ASTRA

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 22:20:18:

    @kahlkopf
    Nie zgodzę się. Ogólne stwierdzenie tego typu nie ma sensu: zależy, w jakich zjawiskach, a w tym przypadku nie jest to mała korelacja.
    Gdyby była bardzo duża, nie byłoby sensu oddzielnie mierzyć tej wielkości.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 22:50:16:

    @nobooks
    To jak przyjmiesz teraz sobie taki model i będziesz próbował go zastosować, to jak duży błąd będzie przewidywań?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/01 22:57:42:

    Mówimy o sile związku między dwoma predyktorami w angielskiej ocenie parametrycznej, to nie jest więc pełny model.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 00:28:51:

    cytat:
    Absolwenci szkół średnich walczą o to, żeby się dostać do najlepszych uniwersytetów wschodniego wybrzeża, w tym na Harvard. Ale nie zdają sobie sprawy z tego, że nauka na poziomie licencjackim w tych uniwersytetach pozostawia bardzo wiele do życzenia. Profesorowie często uczą tego, co lubią lub co ich pasjonuje, a nie tego, co interesuje studentów lub co jest im potrzebne. Wiele zajęć prowadzą studenci wyższych lat294, a nie profesorowie. Większość kadry koncentruje się na badaniach, a nie na nauczaniu, gdyż rezultaty badań łatwiej mierzyć i osiągnięcia badawcze prowadzą do awansów, pieniędzy, prestiżu i szacunku. Wszelkie próby zmiany tej sytuacji okazują się mało skuteczne, gdyż silny popyt kandydatów na studia w sławnych uniwersytetach czyni argumenty o konieczności zmian mało przekonującymi
    źródło:
    Szkolnictwo wyższe. Wyzwania XXI wieku. Polska, Europa, USA. J Thieme (Diffin, 2009).
    rozdział: Amerykańskie szkolnictwo wyższe, 4.5.9: Niekorzystne tendencje

    Hmm. Profesorowie często uczą tego, co lubią lub co ich pasjonuje, a nie tego, co interesuje studentów lub co jest im potrzebne. to był mój uniwersytet, który kończyłem, choć nie było to Wschodnie Wybrzeże, a zapyziała wschodnioeuropejska prowincja. Z perspektywy czasu i "mądrości wieku" nie jestem tylko pewien, czy wszyscy uczyli tego, co ich pasjonowało, czy raczej tego, co umieli i co zabierało im najmniej czasu.

    Czy na tej aspirującej do posługiwania się widelcem prowincji przetrwały gdzieś takie uniwersytety? I czy jest czego żałować?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 00:31:02:

    I muszę dodać, że słowa Thiemego były prorocze: u nas zmiany rozpoczęły się dokładnie wtedy, gdy skończyła się podaż studentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 00:38:31:

    www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0272775717302315

    We investigate the relationship between research quality and teaching quality, by comparing students that follow the same course, taught by different teachers. We use publication records of teachers as a measure for research quality. Teaching quality is measured by both student evaluations of the teachers and by final student grades. We find that being taught by teachers with high quality publications leads to higher grades only for master students. This is not fully reflected in the student evaluations of teachers. Master students do not give higher scores to teachers with high quality of publications, bachelor students give lower scores.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 08:56:49:

    @3.14: "Profesorowie często uczą tego, co lubią lub co ich pasjonuje, a nie tego, co interesuje studentów lub co jest im potrzebne".

    A ja się spytam (prowokacyjnie): a) czy studentów coś interesuje b) czy wiedzą, co im jest potrzebne?

    I to nie jest moja myśl, tylko pewnego wybitnego skandynawskiego badacza systemów edukacyjnych, który sensownie dowodzi że większość studentów nie ma niezbędnych kompetencji do oceny swoich profesorów i programu nauczania.

    Gdybym miał uczyć moich studentów tego, co ich interesuje, musiałbym zacząć od "zarządzaniem wizerunkiem w sieci przy użyciu yt, instagrama i twittera". Oraz analizować melodykę i teksty Sławomira tudzież Margaret. Natomiast co do tego, co im jest potrzebne - niestety oni tego sami nie wiedzą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 10:01:25:

    fla,
    Za moich czasów profesorowie w większości uczyli bez jakiegokolwiek namysłu nad tym, co studentom jest potrzebne. Teraz przynajmniej u mnie jest trochę lepiej, bo studentów jest strasznie mało i musimy o nich dbać. Tu jednak mój wymarzony plan studiów rozbija się o zbyt wąskie i zbyt tradycyjne kompetencje kadry więc plan zamiast wymarzonego jest realny.

    Oczywiście że masz rację, że studenci, zwłaszcza młodszych lat, nie sa w stanie ocenić, co im będzie przydatne. Ja to szczególnie jaskrawo widzę na matematyce, która z mojego punktu widzenia uczona jest na poziomie elementarnym (więc praktycznie cała w nauczanym zakresie jest potrzebna), natomiast zaczyna być potrzebna później niż jest nauczana i do tego dość wybiórczo (tzn. innym studentom na różnych zajęciach może się z niej przydać co innego). Jest więc tak, że matematyki uczy się "na zapas", tymczasem ludzki mózg stosuje bardzo sprawne strategie oporu przed zaśmiecaniem się wiedzą "zbędną".

    Niemniej, doskonale pamiętam spotkanie naszego roku po kilkudziesięciu latach. Parę osób zostało nauczycielami. Wydaje mi się, choć sam nie uczę w szkole, że studia przygotowały ich jednak do czegoś innego niz zawód nauczyciela i jestem pewien, że w tamtych czasach nikt tym sobie nie zaprzątał głowy. Teraz zresztą też, z prozaicznego powodu - od wielu lat przyszłych nauczycieli na całych studiach magisterskich można policzyć na palcach jednej ręki, trudno takiej garstce proponować jakieś wodotryski czy choćby - uwaga - dedykowaną i wyspecjalizowaną kadrę dydaktyczną. W tej chwili ta wyspecjalizowana kadra, która zna szkołę od wewnątrz, liczy sobie jedną osobę.

    Dlaczego więc mamy prawo do kształcenia nauczycieli? Bo mamy habilitacje! I SIFy!

    Ponieważ większość studentów i tak pracuje potem w innych zawodach niż "wyuczone", system boloński 3+2 uważam za bardzo, ale to bardzo dobry pomysł.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 10:23:54:

    fla, jeszcze jedno.
    Ja kończyłem uniwersytet humboltowski. Jego jedynym celem była reprodukcja kadry naukowej, a kto nie został naukowcem, miał sobie poradzić w życiu dzięki zdobytej ogładzie umysłowej i ponieść tę ogładę w świat. Ok. 10 osób z mojego roku porobiło doktoraty. Na uczeniach pracuje z 5.

    ale świat się zmienia, zresztą nigdy cały uniwersytet nie był humboltowski. Przecież haluciński, patrząc na studentów, nie widzi w nich przyszłych naukowców, tylko lekarzy, którym powierzy ludzkie zdrowie i życie. Zgred nie widzi w swoich studentach przyszłych noblistów czy choćby łowców grantów, a projektantów mostów, sieci energetycznych, koparek. I ty Fla też tych swoich studentów nie kształcisz na przyszłych Stiglitzów.

    Mam nadzieję, że na uniwersytecie medycznym nie do wyobrażenia jest kadra, która sama nie miałaby (na bieżąco uzupełnianego) doświadczeniu w praktyce medycznej (niekoniecznie cała, bo anatomii mogą pewnie uczyć "teoretycy" po biologii). Podejrzewam jednak, że na pozostałych uczelniach, z politechnikami włącznie, już tak dobrze nie jest.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 11:15:37:

    Pi, z mojego doświadczenia wynika, że tak naprawdę to można rozmawiać o sensie, czy bezsensie programu studiów z byłymi studentami lub studentami, którzy przynajmniej z rok czasu popracują w zawodzie lub w czymś zbliżonym. Nawet niech mają dobrą praktykę. Ale musi to być coś, gdzie mogą dotychczasową wiedzę przetestować w praktyce. I wtedy zmienia się myślenie tych ludzi. Nagle się okazuje, że mojej przedmioty do których studenci mieli ale, okazują się, że są ważne, a mnie dziękują, że czegoś się nauczyli. Uważam, że prowadzenie dydaktyki nie jest prostą sprawą. Jeżeli prowadzi się przedmiot, który jest kierunkowy, to trzeba i dać wiedzę dotychczas ugruntowaną, jak pokazywać trendy zmian i rozwiązania najnowsze. Oczywiście studenci chcą mieć dostęp do najnowszego sprzętu i tylko z nim pracować, tyle, że ich podejście jest często czarnoskrzynkowe. Włączę, coś zmierzę i coś mi wynik wypluje. Nie zastanowią się nad tym. I tu jest właśnie nasza rola, uświadomienia, że nie może tu być automatyzmu, że cały proces pomiaru od przygotowania i sprawdzenia sprzętu, czy też przygotowanie całego pomiaru, tak by otrzymane dane były jak najmniej obarczone możliwymi błędami. W końcu nie chodzi tylko o dane ilościowe, ale później trzeba to przekuć interpretacyjnie i dać też wynik jakościowy. Tak tu problemów jest najwięcej, to jest ten mur, na który ja się natykam u studentów. Wszak interpretacja danych wymaga nie tylko wiedzy, ale i doświadczenia, które wręcz podpowiada, że nie można wszystkiego traktować z automatu, że nie ma tabelek, które wszystko ogarniają i jak jest to i to, to ma wyjść to. Albo podstawić do wzoru co się zmierzyło i wychodzi wynik i koniec. I tam takie dziwne wrażenie, że do szkoły trafiają dzieci kreatywne, chętne do myślenia, po czym ta szkoła, (gimnazjum), szkoła średnia ich tego oducza. A na studiach znów ta dziecięca ciekawość by się przydała i tu ... halo... zong... jej nie ma.
    I dochodzimy wreszcie do biurokracji, że to już wszystko zaczyna przenikać, tabelki, szufladki, teczuszki, może i pracowicie, ale jakżeż odtwórczo. I tak niestety zaczyna część zajęć wyglądać.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 11:29:32:

    Pi, przesadzasz. Mam w rodzinie fizyka teoretycznego i literaturoznawce. I tak na pierwszy rzut oka, to studia, na dobrych uniwersytetach, daly jedna najwazniejsza rzecz - umiejetnosc myslenia. Tak, daly im rowniez cala mase wiedzy (bardziej fizykowi niz literaturoznawcy), jednak to umiejetnosc popatrzenia na swiat, otwartosc umyslu, daje im najwiecej. Przynajmniej ja to tak widze.

    I ja osobiscie gdybym mial zmienic cos w moich studiach uniwersytetkich, to wlasnie zmienilbym to, ze moje studia pakowaly mi do glowy w cholere rozenj wiedzy i przygotowywaly np. pracy w szkole, ale nie uczyly mnie dyskutowac, chciec poznawac nowe rzeczy.

    Moim skromnym zdaniem, studia powinny dawac mozliwosc, elastycznosc,a nie przygotowywac do zawodu. Zapewne sa roznice i inzyniera trzeba inaczej przygotowac niz psychologa. ALe jak patrzysz, jak sie w polsce uczy psychologa, ktory w dzien skonczenia studiow moze isc pracowac do szpitala psychiatrycznego pracowac z pacjentami, to zeby bola. Bo my ich czasem uczymy prostych (i durnych) zasad przygotowujacych do zawodu - jak zrobisz to, to sie stanie to. ale w ogole nie uczymy ich refleksji nad tym, po co maja to robic i czy to ma w ogole sens. Moim zdaniem, to drugie jest wazniejsze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 11:56:10:

    @Dala
    I inżynierowi, a może przede wszystkim jemu jest niezbędna ciekawość, refleksja i myślenie. Chyba zapominamy, że zawód inżyniera jest zawodem twórczym. Uczenie zawodu może być tak na prawdę w zawodówce. Nawet w technikum powinno wymagać się od uczniów twórczego podejścia do podejmowanych tematów. Przecież jeżeli inżynier projektuje urządzenie, to i powinien sobie wyobrazić, kto będzie jego użytkownikiem. Musi zaprojektować je tak, żeby nie tylko było dobre, ale, żeby było wydajne musi być ergonomiczne, user friendly. Wyobraźnia, widzenie przestrzenne, umiejętność myślenia, a przede wszystkim umiejętność zadawania pytań, jak i dobrze rozumiana kreatywność, to cechy niezwykle pożądane u inżynierów. Wszak już na etapie projektu dobrze by było, żeby taki inżynier widział w wyobraźni, jak będzie wyglądać, to nad czym pracuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 12:22:09:

    Dala,
    Ale oni uczyli się w innych czasach.
    Dziś wykształcenie uniwersyteckie nie jest już nawet masowe: ono jest powszechne. Czyli "zwyczajne". To brak tego wykształcenia staje się jego wyróżnikiem a nie jego posiadanie.

    Jaki sens w epoce powszechnego wykształcenia wyższego mają licencjackie studia z fizyki, chemii, biologii? Nawet po weterynarii ponad połowa studentów nie podejmuje pracy w zawodzie.

    Czy fizyki teoretycznej mamy uczyć na każdej uczelni "akademickiej"? Czy już na licencjacie? A z drugiej strony: jak zagwarantować, że będziemy jej uczyć choć na jednej uczelni? I najciekawsze pytanie: o której fizyce teoretycznej rozmawiamy :-)

    Czy studia psychologiczne naprawdę muszą być 5-letnie? A jeśli ktoś zrozumie po roku, dwóch, że psychologiem nie będzie, albo że nie chce nim być, to co, albo traci te dwa lata, albo kolejne 3-4 - tym razem dla papierka?

    Studia licencjackie powinny dawać dość konkretną ukierunkowaną wiedzę przydatną na aktualnym rynku pracy, bo co najmniej 3/4 absolwentów tych studiów pójdzie bezpośrednio do pracy (zresztą - coraz trudniej spotkać studentów, którzy nie zaczynaliby pracy już na studiach), a jednocześnie rozwijać ich możliwie szeroko, co już wygląda na żenienie ognia z wodą. "Szerokość" jest potrzebna choćby dlatego, że rodzajów pracy tu i teraz jest zatrzęsienie, a i mało prawdopodobne i wręcz tragiczne byłoby, gdyby nasi absolwenci całe życie jak automaty robili to samo.

    Więc ponieważ za płotem trawa jest zawsze bardziej zielona, mnie konceptualnie pociąga system major-minor lub major + duży procent zajęć wybieranych przez studentów z *całej* oferty uczelni. W takim systemie przyszły fizyk-teoretyk odnalazłby się doskonale, podobnie jak przyszły administrator sieci komputerowej. I być może na zajęcia z fizyki kwantowej przyszłoby paru filozofów, zwłaszcza gdyby te zajęcia dopasować do ich wiedzy matematycznej. Pomyśl o tych zapewne ściśle rozseparowanych pięciu informatykach na AGH.

    Czy coś by się strasznego stało, gdyby uczelnia zorganizowała zajęcia z mechaniki kwantowej czy nawet szerzej, z fizyki współczesnej, dedykowane dla osób, które z założenia nie będą zawodowymi fizykami?

    Osłabienie wydziałów to konieczny krok w tym kierunku. Zawsze jakiś plus potencjalnie dodatni.

    Zwróć uwagę, że powyższy tekst napisałem z pozycji studentocentrycznych. Cała zaś dyskusja w sferze publicznej odbywa się językiem akademickocentrycznym, gdzie "akademicko-" to *my*, pracownicy naukowo-dydaktyczni, nasze stanowiska i godziny pracy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 12:28:49:

    @Dala.tata:

    Podpisuję się rękoma i nogami pod tym, co Pan napisał.

    Ja wpierw skończyłem medycynę, gdzie naładowano mi do głowy mnóstwo wiedzy teoretycznej. Praktyki właściwie nie było żadnej: nawet nie pokazano nam, jak się szyje rany. Tej praktyki nauczyłem się na stażu w szpitalu, niezwiązanym z uniwersytetem medycznym. Do dziś ciepło myślę o tamtejszych lekarzach i pielęgniarkach, których uważam za swoich prawdziwych nauczycieli, mimo że nie byli akademikami. To oni -- i lekarze, i pielęgniarki -- przekazali mi podstawy zawodu.

    Później zrobiłem sobie dla przyjemności prawo. Dopiero te studia otworzyły przede mną horyzonty myślowe. Pokazały mi, że istnieje nauka, operująca na bytach abstrakcyjnych. To tam po raz pierwszy zetknąłem się z filozofią i logiką. Większość nauczycieli akademickich była fajna, to oni nauczyli mnie, że nie należy brać za pewne tego, co jest napisane w podręcznikach, że do wszystkiego należy podchodzić krytycznie. Tego na medycynie nigdy nie miałem. Tam jest nakaz uczenia się od strony do strony i zakaz kwestionowania prawdy objawionej, podawanej w podręcznikach i na wykładach.

    Wykładając swoje przedmioty, staram się uświadomić studentom medycyny, że nie można podchodzić bezrefleksyjnie do zaleceń, wytycznych, rekomendacji i standardów. Niestety, ci młodzi ludzie tego nie rozumieją, bo już zostali negatywnie uformowali podczas wcześniejszych lat studiów. Oni już zinternalizowali, że nie podaje się w wątpliwość tego, co piszą i mówią autorytety medyczne. Niestety.

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 12:37:19:

    Jeśli dobrze pamiętam to UW ostatnio rozpoczęło studia doktoranckie informatyczno-filologiczne. Jak dla mnie rewelacja ale czy do zaakceptowania przez nową reformę?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 12:38:45:

    @Trzy.14:

    > Więc ponieważ za płotem trawa jest zawsze bardziej zielona, mnie konceptualnie
    > pociąga system major-minor lub major + duży procent zajęć wybieranych przez
    > studentów z *całej* oferty uczelni.

    Na wydziałach prawa UJ i UW już od kilkunastu lat obowiązuje ten model. Studenci muszą złożyć kilkanaście obowiązkowych egzaminów. Są one z przedmiotów, które stanowią trzon prawa: prawoznawstwo, logika, prawo rzymskie lub jeden inny przedmiot prawnohistoryczny, prawo konstytucyjne, prawo cywilne materialne i proceduralne, prawo karne materialne i proceduralne, prawo administracyjne materialne i proceduralne oraz prawo europejskie. To daje jakieś 100--150 punktów ECTS. Resztę przedmiotów studenci tych dwóch uczelni wybierają według własnych upodobań: ktoś chce być doradcą podatkowym czy radcą prawnym, nie musi studiować prawa karnego wykonawczego, kryminologii, kryminalistyki itp. To jest bardzo fajne.

    Na UWr jest inaczej: prawie wszystkie przedmioty są obowiązkowe. Pula przedmiotów fakultatywnych jest niewielka. Każdy student, bez względu na swoje zainteresowania, musi nauczyć się podstaw prawa rolnego, prawa podatkowego itd. Dla mnie to jest niepożądany model kształcenia.

    Jak jest na innych uniwersytetach, nie wiem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 12:49:11:

    dala,

    I ja osobiscie gdybym mial zmienic cos w moich studiach uniwersytetkich, to wlasnie zmienilbym to, ze moje studia pakowaly mi do glowy w cholere rozenj wiedzy i przygotowywaly np. pracy w szkole, ale nie uczyly mnie dyskutowac, chciec poznawac nowe rzeczy.

    Wbrew pozorom - tu się doskonale zgadzamy. Moje studia wbijały mi do głowy niesamowitą ilość informacji jako właśnie wiedzy "pewnej" i niekwestionowalnej, zamkniętej, Nie pamiętam, bym wiele razy usłyszał, że "tu dotykamy problemów, nad którymi głowią się najtęższe umysły", a jeśli już coś takiego usłyszałem, to uznawałem to za najcenniejsze informacje. Otwierasz książkę, wkuwasz, i masz wrażenie, że nic więcej nie ma, że to już koniec. Weź mechanikę. Otwierasz podręcznik. Jeden, drugi. Formalizm matematyczny goni drugi formalizm i ściga się na piękno. Dopiero po latach zdajesz sobie sprawę, że tam są poruszone tylko te problemy, które można rozwiązać przedstawionymi w tych książkach "pięknymi" metodami. I że to tylko mikroskopijny ułamek rzeczywistości "mechanicznej". Myślałeś, że mechanika jest skończona, martwa, a okazuje się dziedziną żywą, ale w regionach, o których w tych podręcznikach nie było ani słowa.

    Na studiach chyba nigdy nie mieliśmy do czynienia z problemami otwartymi. Czyli badawczymi. Każde zadanie miało jedno rozwiązanie i było jasne, że to rozwiązanie istnieje i jest osiągalne poznanymi metodami. To nie jest prawdziwe życie.

    U mnie jedynym wyjątkiem była praca magisterska. Ta była całkowicie badawcza.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 13:05:17:

    Może jeszcze inaczej, przez całe studia, z definicji przygotowujące wyłącznie do pracy badawczej, uczyły mnie osoby występujące w roli nauczyciela, nigdy badacza. Było jasne, że ci nauczyciele zajmują się też jakimiś badaniami, ale te ich badania chyba nigdy nie miały odzwierciedlania w prowadzonych przez nich zajęciach. Czyli 5 lat szkółki. Na doktoranckich było *nieco* lepiej.

    To się *trochę* poprawiło, mam nadzieję.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 13:37:16:

    Hal
    Model z przedmiotami obowiązkowymi i obieralnymi, jak najbardziej pożądany. Problemem jest to, że mamy maksymalnie ustawione pensa dydaktyczne. To powoduje, że prowadzi się często od 4 do nawet 6 różnych przedmiotów, z których część to zwykłe wypełniacze. Tu nie chodzi tylko o zwiększenie jakości badań, ale także jakości dydaktyki, gdyby te pensa zostały obniżone do sensownej liczby godzin, czyli dla n-d max 150, łącznie z pracami dyplomowymi. Oczywiście praca dyplomowa musi być też sensownie wyceniona. Nie może tak być, że za prowadzenie pracy mgr dostaje się w zależności od uczelni jakieś śmieszne godziny. Tu powinno się wrócić do tego, że jednak prowadzenie magistranta, to tak jakby prowadziło się zajęcia w pełnym wymiarze przez cały semestr. Z resztą jeszcze gorzej wygląda rozliczenie prac inżynierskich/licencjackich. Tylko wtedy, gdy zostanie zwiększona kultura pracy i pójdą za tym pieniądze można liczyć na wzrost jakości zarówno badań, jak i dydaktyki.

    Pi studia może w tej chwili są powszechne, ale póki co nieobowiązkowe. To nie jest wytłumaczenie, że musi być licencjat/inżynier, żeby ktoś miał jakiś tytuł, bo "stracił czas na studiowanie", czegoś w czym się w dalszej perspektywie nie widzi. Przepraszam, ale rozmawiamy o ludziach dorosłych i odpowiedzialnych? To, że teraz nadal jest sytuacja, że prawie wszyscy latają za studentem, aby raczył się zapisać na jakiś tam kierunek jest bzdurą. To mówienie przez tyle lat, że uniwersytety powinny nie wiadomo jak konkurować o studenta, właśnie przyniosło pomysły nawet na poważnych uczelniach bardziej marketingowe, niż rzeczywiście coś dające, poza tym papierem. Doprowadzono takim głupim rozumowaniem do powstawania kierunków, które racji bytu nie mają, tak samo do dziwnych mód na pewne kierunki. To znaczy wszystko powinno być wypośrodkowane, z żadnym przesadzaniem.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 13:38:16:

    @Trzy.14:

    > To się *trochę* poprawiło, mam nadzieję.

    Na wydziałach lekarskich nie ma bodźców, które wywołałyby takie zmiany na lepsze. Wyże czy niże demograficzne nie wpływają na liczbę studentów medycyny. Zawsze było, jest i będzie po dziesięciu lub więcej kandydatów na jedno miejsce. Studenci mówią, że wciąż króluje zasada 3Z, a z nauczaniem praktycznym jest kiepściutko. To swego rodzaju uprzywilejowanie sytuacyjne uczelni medycznych paradoksalnie działa na niekorzyść jakości dydaktyki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 13:43:25:

    WSzP Haluciński,
    Bo może nie trzeba robić jakiś ogólnych od razu reform, które rozwalają wszystko jak popadnie, czy działa dobrze, czy źle. Może lepiej by było, żeby zająć się przeglądem i reformą danego typu studiów oraz danej branży naukowej. Jak już kiedyś pisałem leczenie celowane. Nikt pewnie lepiej nie zna złych przypadków stosowania leczenia ogólnego jak Ty.
    Tyle, że już wiemy, że obecnie nie o to chodzi młotkodzierżcy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 13:57:12:

    @Acan Kahlkopf:

    No, to jasne. Celem reformy, jeżeli ona w ogóle ma jakikolwiek uświadomiony sobie przez jej twórców cel, na pewno nie jest podniesienie jakości czegokolwiek w szkolnictwie wyższym i nauce.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 14:55:03:

    Tu jest taki problem, że poza wymyśleniem nazwy kierunku jeszcze do uczenia pewnych rzeczy trzeba mieć ludzi. Wiem, że to niemodne.

    I zaroiło się od studiów typu Big Data/Data Science i to jest wszystko bez wyjątku jeden wielki dowcip, bo prowadzą to ludzie, którzy sami nauczyli się tego na 10 minutowym kursie youtube. A jakby coś umieli, to nie męczyliby się ze średniozainteresowanymi absolwentami instagrama za 100 złotych za godzinę. Ludzie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 15:39:21:

    @ibinkaibinka
    Jest to jak najbardziej zgodne z duchem reformy, bo szkoły doktorskie muszą być łączone.
    Istotnie, problemem dotychczasowych studiów doktorskich było zamknięcie w murach wydziału. Czy to jest rozwiązanie - nie jestem przekonany.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 18:12:18:

    czlowiek.z.makulatury,

    Bo życie, jak big data, coraz częściej zwyczajnie wyprzedza uczelnie.

    Tak, jak to rozumiem, do big data potrzeba połączenia kompetencji co najmniej z zakresu "informatyki stosowanej", "statystyki stosowanej" i "ekonomii". Co więcej, big data narodziła się raczej w przedsiębiorstwach (typu google, ale potem zeszło to dużo niżej) niż na uczelniach.

    U nas, żeby stworzyć "szkołę naukową", trzeba minimum pokolenia. Stare musi zwyczajnie wymrzeć, gorzej, że robiąc miejsce raczej sobie podobnym ("kontynuacja szkoły"). W przemyśle - potrzeba polecenia przełożonego (o ile firma dostatecznie duża).

    Jasne, że dramatyzuję i upiększam, ale chyba co do zasady się nie mylę.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 18:45:38:

    Ja się może wypowiem jako "ofiara" (z przymrużeniem oka) takiej metody wybierania przedmiotów. U nas był taki system że już od 2giego semestru 2giego roku około połowa była przedmiotami obieralnymi. O dziwo niektóre były wspólne między licencjatem a studiami mgr. Żeby pójść na niektóre, co bardziej oblegane specjalności konieczne było zaliczenie niektórych z tych obierków. I tutaj się pojawiał poważny problem. Ja nigdy nie poszłam na teorie grafów. Bardzo żałuję bo ogromnie chciałam na nią iść. Dlaczego. dlatego że poziom poznawalności był na poziomie mniej więcej 1/3. A technicznie rzecz biorąc prowadzący przedmiot wybierał sobie kto potem pójdzie na jego specjalność (bo specjalności opiekunem był). Egzamin był trudny, i stronniczy. Ja akurat na tą specjalność się nie wybierałam ale stwierdziłam że nie ma co ryzykować semestru kontrolnego .... Ale zmierzam do czegoś innego. Przy takim systemie wyboru, mniej więcej połowa studentów szła tam gdzie łatwiej, tzn nawet nie tam gdzie wiedza była prostsza - bo teoria dystrybucji absolutnie prosta nie jest, ale tam gdzie było wiadoma że da się zdać. System obieralny jest fajny, ale na wydziale gdzie godzin jest masę prowadzący z pobudek bardzo rożnych prowadzą te przedmioty również bardzo różnie.

    Zupełnie inna sprawą jest mój odwieczny postulat że egzaminy z każdego (a przynajmniej ważnych) przedmiotu były prowadzone rotacyjnie, dwóch wykładowców zmieniających się co semestr. Wtedy jest szansa że ograniczy się sytuację kiedy wykładowca oblewa te same osoby dla sportu.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 18:59:14:

    Tia .... big data ... a potem ci "experci" od google i big data będą mi wmawiać że ze zdjęć o pixelu 30 m na 30 m określą ruch obiektu do cm. Ktoś z państwa mówił o tym że poza pomiarem konieczna jest interpretacja jakości. I ja przepraszam jeśli kogoś urażę, ale geograf który był na 2 dniowym kursie obsługi GPS geodezyjnego wie tyle o pomiarach GPS ile diatlonista na temat koloru świateł drogowych - wszystko jest fajnie dopóki wiszą w odpowiedniej sekwencji. Minimalna zmiana ułożenia - i już nie ma takiej możliwości żeby to zinterpretować. Więc wniosek oczywisty - najwyraźniej jest dobrze.

    Co do dzieci i myślenia. Ja niestety będę to nadal zwalać na słabych nauczycieli. Jak robiłam staż pedagogiczny to byłam przerazona nauczycielką informatyki. Jej polecenie która miało wypełnić 3 zajęcia brzmiało "zróbcie mi jakąś prezentacje na dowolny temat w power point". I ona była ciężko zdziwiona na klasa sama z siebie trudna (dużo spadkowiczów) nie raczy nawet komputera włączyć i wisieli na lampach (prawie) dosłownie. A już z podziwu nie mogła wyjść jak ja na lekcji prowadzonej przemnie rozdałam konspekty, dane do tematu i nie dość że wszyscy mieli oceny to jeszcze kilka osób został chwilę na przerwę żeby skończyć zadanie i dostać pół stopnia wyżej (mieli zrobić kartkę świąteczną w gimpie, zadanie było 4 stopniowe - za zrobienie 1szego stopnia było 3+ drugiego 4 itd, za coś od siebie na podstawie opisu z podręcznika 6).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 19:51:14:

    @sarjane
    I nie będzie lepiej dydaktycznie, gdyż każda minuta poświęcona na doskonalenie dydaktyki to w obecnym i nadchodzącym systemue minuta stracona dla własnej kariery i pieniędzy. Model fiński, doceniający, także materialnie, nauczycieli nie jest nawet z innej galaktyki. On jest z innego wymiaru.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:13:45:

    W nowej ustawie praktycznie nawet nie ma wspomnienia o jakości dydaktyki. Jest jakiś teoretyczny podział na d i n-d. Gdzie jak wiadomo przy obecnym finansowaniu oraz niżu demograficznym tylko d są nieopłacalni. Z resztą i tak widać, że dotacje mają już swoich ważnych beneficjentów. Inaczej jeszcze, uczelnie państwowe będą w tym nowym systemie nie najważniejszym beneficjentem. Może trzeba sobie powiedzieć o tym wprost. Studentom tez w końcu trzeba uzmysłowić, że w nowym systemie są praktycznie mało ważnym elementem.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:31:05:

    Studenci to jest insza inszość. Tzn. mam trochę bardzo zaangażowanych i nawet na etapie naukowym. Tzn. studenci z ciekawości chcą robić naukę, zobaczyć jak to jest i coś podziałać. Ale ogólna większość bez ogródek pisze maile że mają prace i nie mogę przyjść na zajęcia bo to koliduje z ich pracą .... Ja w prawdzie mam cały zestaw odpowiedzi na takie maile. Ale osobiście uważam ze to powinno iść automatycznie do komisji dyscyplinarnej - tyle że komisje mają minimalne kompetencje.
    W sumie to im zazdroszczę. Jak jak studiowałam nie byłam w stanie znaleźć nić poza pracą na wakacje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:46:16:

    Prawda jest taka, że jak się pozbędziesz zbyt dużej liczby studentów, to za chwilę będzie za mało grup, a jak będzie za mało grup, to brak godzin do pensum. W ten sposób utrzymuje się fikcję.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:46:24:

    @Sarjane:

    > Ale ogólna większość bez ogródek pisze maile że mają prace i nie mogę przyjść
    > na zajęcia bo to koliduje z ich pracą .... Ja w prawdzie mam cały zestaw odpowiedzi
    > na takie maile. Ale osobiście uważam ze to powinno iść automatycznie do komisji
    > dyscyplinarnej - tyle że komisje mają minimalne kompetencje.

    Proszę się nie obrazić, ale nie rozumiem takiego podejścia, jakie Pani zaprezentowała. Przecież ci ludzie pracują między innymi po to, aby uzyskać wykształcenie. Widać ich rodziców nie stać na utrzymywanie dzieci na studiach. Oczywiście jest grupa studentów, którzy idą do pracy, bo chcą wcześniej zdobyć doświadczenie, ale większość z pracujących -- o ile mi wiadomo -- wolałaby prowadzić takie w pół beztroskie życie jak ich koledzy i koleżanki, których utrzymują rodzice. Ja bym tym szedł pracującym na rękę i zwalniał ich z zajęć, gdy tylko jest to możliwe, a oni mają taką rzeczywistą potrzebę. Przecież niechodzącym na zajęcia jest (zwykle) trudniej zaliczyć przedmiot. Rzetelnie przeprowadzone zaliczenie i gzamin i tak zweryfikują poziom osób, które często były nieobecne.

    > W sumie to im zazdroszczę. Jak jak studiowałam nie byłam w stanie znaleźć nić
    > poza pracą na wakacje.

    Szczerze mówiąc, nie widzę tu niczego, czego można by tym studentom zazdrościć. Studia powinny być czasem takiego połowicznego opuszczenia rodzinnego gniazda: trzeba się uczyć (jak w szkole średniej), pozostaje się na utrzymaniu rodziców, ale mieszka się już z nimi (inaczej niż w szkole średniej).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:47:40:

    Powinno być: ale *nie* mieszka się już z nimi (inaczej niż w szkole średniej).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 20:52:48:

    teoria dystrybucji?
    Ktoś tam na głowę upadł? Po co?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 21:01:20:

    Miałby Pan racje gdyby:
    1. To nie było tak że pracują w 3 miejscach (ja akurat jestem w tej dobrej i złej sytuacji że wiem gdzie i za ile i to nie jest wykładanie w nocy w Carefurze które dawniej sie uprawiało)
    2. Osobiście pisałam części z nich opinie do stypendiów.
    3. Na początku semestru konsultuje zajęcia i specjalnie przenoszę je tak żeby wszystkim pasowało - do tego stopnie że raz nieodpłatnie z 3 grup zrobiłam 4 żeby było ok i pozwalam dowolnie przychodzić na terminy zajęć.
    4. Konsultacje i zajęcia mam powyżej 2 roku po południami. Konsultacje zdarza mi się robić między 20 a 22.
    5. Zgadzam się na odrabianie zajęć z zaocznymi
    No już na prawdę nie wiem jak mam im jeszcze iść na rękę.
    Ja żałuje że mi było tak ciężko znaleźć pracę - bo nawet dzięki tej którą znalazłam dużo się nauczyłam. Moi obecni studenci pracują w zawodzie ja też tak pracowałam dlatego doceniam. Ale mimo wszystko traktowanie studiów jak hobby (szczególnie jak się pracuje w zawodzie) to już jest gruba przesada. Poza tym oni pracują nie bo walczą o byt. O byt się walczy jak się zarabia poniżej 1000 oni mają znacznie więcej.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 21:06:10:

    @trzy.14
    Teoria dystrybucji była nawet ciekawa, szczególnie że jakoś przypadkiem miałam ją dwa razy w różnych podejściach ale tam sam zapis matematyczny jest morderstwem. Chociaż w dziwny sposób do dziś wydaje mi się na poziomi akademickim bardzo stymulujący mentalnie (na poziomie studiów magisterskich był co najmniej bezużyteczny). Na pewno wyniosłam z niego znacznie więcej niż z teorii sterowania, chociaż może nie, to był jeden z tych przedmiotów z których do dziś nie wiem czy go rozumiem czy jednak nie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 21:12:39:

    @Sarjane,
    To błąd, a za błędy się płaci, jeśli idzie się tak daleko studentom na rękę. Za chwilę będą wymuszać następne ustępstwa. I w ten sposób nie tylko nie ma się czasu na życie prywatne, ale nawet na uprawianie nauki. Mimo wszystko trzeba zachować pewien dystans i zasady zaliczenia muszą być jasne, tak samo jak jasno muszą być postawione granice. Z resztą po to podaje się zasady zaliczenia przedmiotu na samym początku, aby było wiadomo co za ile i kiedy. Oczywiście trzeba wykazywać pewną elastyczność, ale jasność zasad i sprawiedliwość oceny najważniejsza.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 21:24:45:

    @trzy.14
    Co do upadku na głowę. To był on najprawdopodobniej z bardzo wysoka. Tam było dużo takich kwiatków. Tamten wydział miał/ma nadprodukcje godzin i pozwalali tworzyć obieraki hobbistycznie. Czyli jak jakiś prof miał wizje to ja sobie realizował - nikt pytań nie zadawał. Wybranie tego jako 2 kierunek nie było najmądrzejszym pomysłem w moim życiu....
    Tzn obiektywnie była to chyba jedna z 3 najgorszych decyzji w moim życiu co nie zmienia faktu że bez tych studiów na pewno nie zrobiła bym u mnie doktoratu i nie była w stanie tak płynnie przeskakiwać między poszczególnymi specjalnościami ma moim wydziale. Jestem o wiele za głupia żeby bez odpowiedniego przygotowania matematycznego robić to samodzielnie. A tak w pracy naukowej bardzo się to przydaje. W przemyśle było by zupełnie bezsensu.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 21:28:19:

    @kah
    Dlatego właśnie ustalam na początku semestru kiedy co i ile można. Każda próba wymuszenia na mnie czegokolwiek ponad to kończy się właśnie jednym ze wspomnianych maili. Ja od nich wymagam dużo ... czasami myślę że za dużo. Ale z jakiś powodów od kiedy ten przedmiot jest są też chętni.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 22:33:24:

    @sarjane

    W pełni zgadzam się z @kahlkopfem i @halucinskim. Masz niezborną ocenę sytuacji. Pamiętaj, że stare i niezmiennie słuszne przysłowie mówi, że jak ktoś chce mieć miękkie serce to musi mieć twardą...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 22:36:22:

    Przypuszczalnie macie racje ... .

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/02 22:55:55:

    @Jane
    Nie przypuszczalnie tylko mamy rację, popartą latami doświadczeń. I niestety reformy Kudryckiej jeszcze bardziej rozpuściły to towarzystwo. W sumie to na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć studentów, którym zależy i mógłbym im powierzyć sprzęt do pomiarów. W ogóle bardzo dużo teraz postaw roszczeniowych i niestety bywają co by chcieli to urządzić mój grafik pod swój, tak jakby nie istniała też reszta studentów. Po prostu nie liczą się z nikim, nawet ze swoimi koleżankami i kolegami. Ale jest to symptomatyczne, że w tej chwili nie ma nawet zrozumienia i porozumienia (nie pisząc o jedności) pomiędzy studentami z tej samej grupy. Jest za to podgryzanie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 00:40:28:

    Konsultacje 20-22. A świnie latają. Teoria dystrybucji to przestarzałe pojęcie, chyba że uczyłaś się wyłącznie definicji przestrzeni Sobolewa, co jest niemożliwe bo byłby to kurs dwuzajęciowy. W innym przypadku był związany z zastosowaniami.

    Roszczeniowości towarzystwa które spowiada wam się z zarobków i wszystko o nich wiecie (stalking jest karalny) nie skomentuję, bo tu problem jest w czyichś głowach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 07:37:02:

    I to należy uznać za pozytywną w końcu informację:
    wiadomosci.onet.pl/kraj/tcl-uruchamia-pod-warszawa-centrum-badawcze/qxfvmqe
    Może się w końcu zacznie zmieniać obraz polskiej nauki.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 14:43:29:

    Konsultacje u nas między 20 a 22 są dość częste (zajęcia mamy do 20.30) - jeszcze na pierwszym roku studiów mieliśmy taki system zaliczania że cała grupa miałam zaliczać jednego dnia więc ostatnia osoba wchodzili o 21.30. To jest i tak jakoś mały problem i jak i tak mam w każdym semestrze takie 2 albo 3 dni że ganiam za nimi albo po budynku albo w plenerze cały dzień to jak jeszcze ktoś mi przyjdzie się skonsultować koło 21 jak akurat skończę zajęcia to w sumie żadna różnica.

    A co do teorii dystrybucji - to nie było nawet najdziwniejsze co mieliśmy do wyboru. Ale mówiąc szczerze tutaj przynajmniej coś z tego rozumiałam.
    Mimo wszystko była bardziej sensowna niż 3 semestry "metod obliczeniowych" - odbywających się w takie sposób "dziś mamy czwartek to piszecie transformatę ....(jakąś)" w c++ razem z wizualizacją (jakąś). Ale my nie wiemy co to jest bo jesteśmy na 2-gim semestrze a C++ nie mieliśmy wcześniej. Nie ważne, do przyszłego czwartku się dowiecie. Dość szybko się okazywało że w kolejny czwartek nikt nas o nic nie pytał, tylko pojawiało się kolejne pytanie o zaprogramowanie np. twierdzenia Gerszgorina (tak mi ten temat jakoś zapadł w pamięć). I tak dalej.
    Jak kiedyś ktoś nieopatrznie zapytał dziekana czemu nie mamy nic praktycznego, to dziekan wskazał bardzo przytomnie że wydział może mi ma "stosowana" w nazwie, ale kierunek już nie więc nie mają obowiązku uczyć nas zastosowań.


    Tutaj niestety wraca jak bumerang temat tego czego my uczymy. I tu się zaczyna dramat. Bo jak są braki godzinowe to katedry (za zgodą dziekana) ciągną w swoją stronę tylko żeby mieć godziny. Jeśli problem jest na etapie złej kolejności zajęć to jeszcze jest do przełknięcia. Ale w momencie kiedy przedmioty ewidentnie (w 80%) się dublują. Albo co gorsze - i z tym ostatnio walczę na kole naukowym i na obierakach. Na 3 rożnych zajęciach robi się tylko (po łebkach, na zasadzie pokazu) tą fajną (bo się kręci) i prostą (bo kręci się samo) część zadania. A nikt nie robi reszty, bo trwa, bo sal mało bo ... księżyc krzywo świeci. To się zaczyna dramat robić. I nic się nie zmienia ... Od kiedy skończyłam studia program się 2 razy zmienił. I nadal są duble, tylko na innych frontach. A to co jest potrzebne na tu i teraz nikt nie robi. I jeszcze nasz światły pro-dziekan wymyślił że te luki powinny koła naukowe wypełniać ... . No już nie wiem jak to skomentować

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 14:48:44:

    @zitt
    Nikt nam się nie spowiada - dużych firm jest słownie 7 w okolicy, stawki są znane bo są na stronach. Dodatkowo przy tak małym rynku jak jest problem z tych firm przychodzą pytania do nas. To nie jest jakaś wiedza tajemna ile zarabia student w danej firmie. Szczególnie że oni mają obowiązki zrobić przynajmniej raz na studiach staż. Jak firma jest sprawdzona to tych lepszych studentów sami kierujemy w jej stronę. Jeśli pracują w mniejszych, to można się dość sensownie domyśleć znając stawki za daną usługę na rynku. To jest małą branża.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 15:41:27:

    @sarjane
    Opis bardzo przypomina te wszystkie techniczne wydziały matematyki stosowanej, na której jest tylko matematyka teoretyczna. Mam racje?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 16:02:01:

    Tia. Z tym że to był wtedy relatywnie nowo wydzielony samodzielny Wydział.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 19:43:05:

    Cóż, wszystko sie da zepsuć, nawet rachunek dla 1 roku, to nie znaczy że analiza nadaje sie zupełnie do niczego.

    Każda branża jest mała jak się śledzi. Mnie przeszło bardzo dawno temu, zanim jeszcze przestałem źle zarabiać. Teraz już zresztą nie pamiętam jak to było, może dlatego nie potrafię sobie wyobrazić frustracji jaka mogłaby mnie pchnąć do takich rozkmin.

    Też miewam zajęcia do wieczora, ale każdorazowo musze przypominać portierowi. Raz zostaliśmy zamknieci, innym razem automat wyłączył światło w pionie. Klucze zabrali nam dawno temu, wprowadzili karty z uprawnieniami, moja po 20 działa tylko do wychodzenia.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 20:04:47:

    U nas wydział działa całodobowo. W zasadzie od zawsze. Czasami są pomiary 24h, portierzy nawet się nie przejmują - sprawdzają tylko co godzien dwie czy ktoś jest. Nikogo nie rusza że ktoś wychodzi o 1szej w nocy bo i tak pewnie pierwsi się pojawią o 4 sprawdzić czy instalacja na dachu działa. I w drugą stronę. Jak kogoś nie ma przez tydzień poza czasem kiedy ma zajęcia to najwyraźniej go nie ma. Nie należy mu przeszkadzać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 22:53:45:

    www.newsweek.pl/polska/polityka/szkoly-branzowe-czy-moga-zapewnic-wykwalifikowanych-pracownikow-,artykuly,432364,1.html

    Sensownie napisane i potencjalnie interesujące zwłaszcza dla inzynierów.

    Dla mnie jednak skandaliczna jest ta informacja:

    Od 2016 r. model powszechnej edukacji zawodowej w Polsce jest oparty jest na dwóch filarach: I-ego i II- stopnia. Ten pierwszy trwa trzy lata i kończy się uzyskaniem uprawnień zawodowych. Szkoły II-stopnia (nie wiadomo jeszcze, ile z nich faktycznie przetrwa) mają być dwuletnie, kończyć się egzaminem maturalnym i umożliwiać pójście na studia. Kłopot w tym, że absolwenci branżówek nie będą mieli tych samych praw, co inni maturzyści. Rekrutacja do szkół wyższych będzie otwarta dla nich tylko na kierunkach o profilu praktycznym (a nie ogólnoakademickim) i zamknie się na etapie uzyskania licencjatu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 23:06:25:

    @Trzy.14:

    > Dla mnie jednak skandaliczna jest ta informacja

    To może zniechęcić dużą część młodzieży do nauki w szkołach branżowych. Było nie było w społeczeństwie wciąż pokutuje, nie bez kozery zresztą, przekonanie o konieczności zdobycia dyplomu magisterskiego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 23:20:39:

    Hal.
    To jest regres o 100 lat. Teraz po technikum masz otwartą drogę na studia - musisz tylko, jak każdy, zdać maturę. A tak w w wieku kilkunastu lat jesteś stygmatyzowany na całe życie. Dla mnie to straszne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 23:43:41:

    O widzę, że znowu powtarzamy bzdurę szkół branżowych, które powstały po "reformie" Handkego, a które upadły, gdy się okazało, że po nich nic nie ma (tzn. żadnych uprawnień zawodowych). Z tymi technikami to kompletna bzdura. Wg. mnie nie istniej podział na złe technika i świetne licea. Po prostu albo się kończy dobrą szkołę, albo złą. Poza tym dobre technika potrafią naprawdę świetnie przygotować do studiowania na politechnikach i nie tylko. Z resztą ja sam jestem po technikum.
    Widzę jednak, że niszczenie szkolnictwa zawodowego idzie dalej. Jest źle, a za chwilę nie będzie już nic.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 00:05:22:

    @Trzy.14:

    > A tak w w wieku kilkunastu lat jesteś stygmatyzowany na całe życie. Dla mnie
    > to straszne.

    To produkcja mas słabo wykształconych robotników, którymi łatwiej sterować.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 00:17:27:

    Ok, to fajnie, że uczymy, ale reforma nie dotyczy tego co uczymy.

    Przypuśćmy teraz, że mamy:

    1. Istnieje Pan Fizyk na Wydziale Biologii.
    2. No i dajmy na to Pan Fizyk jest słaby, jak ławka kadrowa partii rządzącej, ale na biologii jakaś biofizyka musi być i on od tego jest. Wszyscy są zadowoleni.

    Teraz parametryzujemy po dyscyplinach i Pan Fizyk wybrał Fizykę. Fizycy z Wydziału Fizyki są wkurwieni, ponieważ Pan Fizyk nie czuł potrzeby publikowania na Wydziale Biologii i Pan Fizyk swoim NO dziabnął im kolaborację za 4N*140 punktów, której przez Pana Fizyka nie było gdzie upchnąć.

    Jakimi narzędziami Wydział Fizyki wymusi na Panu Fizyku, żeby porzucił profil na FB "szlachta nie pracuje"? Przecież nie może go zwolnić, potrącić z pensji, nic nie może.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 06:50:21:

    Problem teraz musi zobaczyć i rozwiązać Rektor Wszechmogący i przesunąć Pana Fizyka na etat dydaktyczny.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 07:02:02:

    Co nie rozwiąże problemu bo Pan Biolog może być równie słaby dydaktycznie jak naukowo

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 07:05:02:

    A jeżeli takich dydaktycznych fizyków jest cała katedra na uniwersytecie medycznym lub przyrodniczym, z którym federalizuje się Uniwersytet Badawczy?

    Jasne, recepta ta sama, ale opór jakby nieco inny, zwłaszcza że tak jak z jednego fizyka zrobiła się katedra, tak z katedry może zrobić się...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 08:10:26:

    @nobooks
    Dokładnie, fizyk został zatrudniony w celach dydaktycznych, nie robi nic naukowo na tym wydziale, więc powinien być dydaktykiem. Proste rozwiązania są najlepsze i najbardziej skuteczne.

    @trzy.14
    Na uniwersytecie badawczym trzeba zmniejszyć liczbę studentów, mówił o tym Gowin. Tam się prowadzi badania naukowe. Zwolnić dydaktyków, jak jest za dużo i zatrudnić naukowców, którzy powinni więcej zarabiać.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 09:02:30:

    A zadeklarowanie przez tego Fizyka biologii i mniej lub bardziej naciągane podpinanie dorobku pod to "poza-dysycplinowe" 20% nie byłoby bardziej optymalne? Jeśli Fizyk coś grubszego publikuje, rzecz jasna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 10:09:29:

    Problemem nie jest Pan Fizyk, tylko Mnogie Katedry Fizyki (i innych doskonałości).

    I to jest ciekawa sprawa. Mój rektor N-2 pukał się w głowę, gdy rektor N-1 chciał się sfederalizować czy wręcz połączyć z Przyrodniczym, bo temu N-1 w rachunkach wyszło, że w ten sposób wskoczymy o jedno oczko do góry w Wszechświatowym Rankingu "Perspektyw" Wszechświatowych Perspektyw Doskonałości Naukowej. A i parę milioników zdaje się miało skapnąć na restrukturyzację, co piechotą nie chodzą.

    A tu nagle parametryzacja dyscyplinami. I okazuje się, że pomalowanie trawy na zielono nie wystarczy, przeznaczenie tych milionów na utworzenie Wszechrektoratu nie wystarczy, trzeba optymalizować kadry.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 10:23:27:

    A swoja drogą, czy na takim AGH, gdzie jest nieskończoność wydziałów informatyki stosowanej, wszystkie mają tę samą kategorię, niewątpliwie A?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 10:26:59:

    Pi, nie bluźnij. AGH jest wszechświatową wyspą doskonałości, co widać, słychać i czuć.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 10:32:04:

    A poza tym skoro te informatyki istnieją, to znaczy, że mają swoje uzasadnienie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 10:54:38:

    Jeszcze o astronomii:

    wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,23857366,gowin-chce-usunac-astronomie-z-listy-dyscyplin-naukowych-naukowcy.html

    Dla mnie najciekawsza jest, jak by to określić, metaanaliza? tego tekstu i reakcji nań. Nikt, absolutnie nikt z wypowiadających się nie ma pojęcia, o czym jest ta reforma. Ewentualnie to ja nie mam takiego pojęcia, co jest prawdopodobne, skoro wszyscy wokół rozumieją ją inaczej niż ja.

    Jak wprowadzać w życie coś, czego sensu nikt nie rozumie? A przecież w tej całej reformie są znacznie "cięższe" punkty, który stopień zrozumienia jest równie żaden!

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 11:01:49:

    Na agh są chyba 2 wydziały z informatyką w nazwie i są chyba w A albo A+. Ciekawsze są kwiatki typu Informatyka i Geoinformatyka na geologii. Żeby oddać bogu co boskie, prężna katedra, zdolni ludzie, dobre publikacje i jakościowo bardzo dobre studia. Ale to mimo wszystko jest dziwny kwiatek. W prawdzie oni się dokleją na dzienny informatyka (z ich publikacjami 0 problemu), ale informatyka jest chyba w naukach technicznych a wydział geologii od teraz w przyrodniczych. Więc będzie ciekawie. Wydział geologii jest chyba w A+ (na pewno przynajmniej w A).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 11:24:59:

    Mnie to najbardziej się zawsze podoba wszechogarniająca "wiedza" dziennikarzy. Bardzo podoba mi się też zdjęcie, na którym jest refraktor Celestron AstroMaster 90 EQ R-90/1000 na statywie z montażem paralaktycznym, który jest taką zabawką dla początkujących astronomów amatorów z max. dobrym powiększeniem 180 razy. Tak ważne jest to, żeby rozpowszechniać to ciekawe hobby, ale nie mylmy z astronomią jako nauką. Daje to z resztą pojęcie o tym jak rozumie się astronomię. W Polsce jakoś dziwnym trafem większość zna się na wszystkim, zwłaszcza dziennikarze spod znaku GW, UważamRze, GP, Rzepa, ND, Sieci, itp.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 15:50:26:

    Ok, w takim razie. Kontynuujemy wątek Pana Fizyka, który znalazł się na Wydziale Biologii. Przypomnę, wcześniej był potrzebny jako dydaktyk, teraz nagle ciągnie Wydział Fizyki w dół. Rektor wszechmogący ma go odgórnie przesunąć na dydaktyka.

    1. Czy rektor będzie na pewno posiadał taką moc prawną?
    2. Na ile Wydział Biologii będzie zdenerwowany taką ingerencją i może temu przeciwdziałać na zasadzie "jak go dziabniemy na dydaktyka, to sobie pójdzie"?

    To bardzo istotne pytania.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 16:02:27:

    @czlowiek.z.makulatury
    W nowej regulacji rektor może wszystko a Wydział Biologii, o ile będzie istniał, nie będzie w ogóle mógł wyartykułować swojego stanowiska.

    SATRAPIA ANTE PORTAS!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 16:05:40:

    czlowiek.z.makulatury,
    W tym przypadku mądry Rektor poradzi Fizykowi zarejestrować się w telekomunikacji albo energetyce. Gorzej, jak takich fizyków będzie 12. Wtedy na pomoc trzeba będzie wzywać architekturę. Prawdziwy pech, jeśli to się dzieje na politechnice. Wtedy w odwodzie pozostaje już tylko filozofia, w końcu ten fizyk ma PhD?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 16:25:19:

    I niech ręka boska uchroni Fizyka przed opublikowaniem czegokolwiek, dopóki nosi sukienkę energetyka lub filozofa, aby nie zdradził się przed Filistynami z RDN!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 17:29:42:

    Pi masz błędne informacje, co do jakości czasopism w energetyce, czy telekomunikacji, a nawet w górnictwie. Jeśli ktoś jest słaby, to nie ma czego szukać na wydziałach, które potrzebują osiągnąć odpowiednią kategorię. Dla przykładu: www.journals.elsevier.com/international-journal-of-hydrogen-energy

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 17:30:55:

    Pi to jest mitologia lub jak kto woli stereotypy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 20:48:27:

    kahlkopf,
    Nie zrozumiałeś mojej ironii.
    Chodziło mi o skłonienie Fizyka z przykładu człowieka.z.makulatury do zdeklarowania jakiejkolwiek dyscypliny, w której na danej uczelni nie ma 12 pełnoetatowych pracowników naukowych. Prawdopodobnie dotacja będzie szła na takiego pracownika normalnie, ale nie zostanie on wliczony do N. A chyba o to chodziło pytającemu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:02:41:

    To wybacz, za moje faux pas. Być może jestem trochę w tej materii przewrażliwiony, ale spotkałem się już różnymi dziwnymi twierdzeniami, że w pewnych naukach to się o wiele trudniej robi habilitacje, a najłatwiej to w technicznych, co prawdą nie jest. To takie umniejszanie, że jedni och i ach, a inni to...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:12:07:

    I bardzo chciałbym zobaczyć, jak RDN będzie wyłapywać takich przeflancowanych "fizyków" (pomysł nie jest mój i był tu już omawiany). Skoro ścieżka wydaje się istnieć, nie ma bata, by ktoś z niej nie skorzystał.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:12:59:

    Z tym że w różnych dziedzinach jest różna trudność to się akurat zgodzę (ale to akurat z różnych, czasami bardzo obiektywnych powodów). Ale żeby w technicznych było prościej niż np przyrodniczych to ciężko mi to sobie wyobrazić.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:15:30:

    Tak się zastanawiałam nad dzisiejszą rozmową. Nie wydaje mi się żeby był nacisk na sztuczne "dozbieranie" do dziedziny 1 albo 2 osób. Taka dziedzina i tak była by dość chwiejna a jeśli by źle te osoby były dozbieranie to mogła by ciągnąć całą uczenie na duł. Raczej się chyba będzie opłacać nie mieć takiej dziedziny. Oczywiście perspektywa się zmieni na małych uczelniach ale na dużych to raczej w tą pójdzie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:28:34:

    Recenzowałem kiedyś zagraniczny projekt, którego warunkiem była współpraca uczelni różnych typów. U mnie to był uniwersytet i politechnika, albo i politechniki, z różnych miast. Akurat część "teoretyczna" była moim zdaniem najsłabsza, jakaś udziwniona, natomiast część "doświadczalna" nie obiecywała złotych gór, za to dawała w zasadzie pewność przesunięcia granicy tego co znane w ważny kierunku. W Polsce BARDZO brakuje takich projektów. Oraz zmiany kultury z kultury konkurencji aż po eliminację wroga na kulturę współpracy partnerów, nawet jeśli byliby to partnerzy różnej wagi.

    No i współpracowałem z kolegami z politechniki. Nabraliśmy szacunku, jak mniemam - wzajemnego :-)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:35:07:

    @all
    Kolejne memento dla darwinistycznego Gowina i jego zwolenników "z nanprostszymi, więc najlepszymi rozwiązaniami" (link). Jak się śrubę rygoryzmu i zaniżonych zarobków za mocno przykręci to gwint puszcza - ludzie rzucają papierami.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/04 21:45:06:

    @trzy.14
    Ja powiem jak pisane czegoś takiego wygląda od środka. Napisze taki techniczny jak ja coś. Da to środowiskowemu do dodania do projektu, środowiskowy naciska żeby to poobcina bo są to jego zdaniem "pierdoły techniczne". No to się to obcina. A potem się okazuje że pytania są tylko o te pierdoły techniczne. Bo jak ktoś się trochę na tych"pierdołach" zna to wyżej wymienionego postępu w naukach środowiskowych nie będzie bez tych "pierdół". Akurat cały zeszły miesiąc poprawiałam takie dzieło - najpierw zostało obcięte na prośbę "środowiska" a teraz dopisuje to co wycięłam najpierw ...
    Albo i to jest tragiczne, wymienione "pierdoły techniczne" piszą środowiskowi którym się wydaje że wiedzą co robią - bo na kursie 2 dniowym byli albo im ktoś coś pokazał.

    A i tak wszystko zależy czy się trafi w recenzjach tego od "pierdół" czy od środowiska". Ja niestety mam smutną konstatację że tym od środowiska się wydaje że nie potrzebują tych od "pierdół" bo się sami znają. A jeszcze ich zdanie potwierdza wysyłanie do czasopism (nawet dobrych) ale środowiskowych w których nikt nie wychwyci ewidentnych błędów w metodyce. Mam jedne zajęcia gdzie pastwię się ze studentami nad tymi kwiatkami ... . A to się już na prawdę przykre wtedy robi.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 00:12:51:

    @pi
    Nic RDN nie wyłapie, bo na jakiej podstawie, skoro publikacji brak?
    Negative evidence, stupid!

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:01:57:

    @trzy.14, @nobooks
    Nie wiadomo jednak (tak mi się wydaje), jak będą finansowane etaty "niekategoryzowanych" dyscyplin.

    Czy tak samo jak dydaktycy (czyli zero quasi-BSt, ale dotacja jest? Nota bene: ciekawe jaki przelicznik wykombinują dydaktykom, czy np. będzie przypisanie dydaktyków do dyscyplin i odnośnych współczynników? ale co wtedy z brakiem kategorii (<12) więc i brakiem współczynnika?

    Bez takiego info, trudno cokolwiek wyrokować o sensowności opisywanych manewrów.



  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:10:26:

    Biorąc pod uwagę że wiadomo nie wiele to ciekawa jestem jak to nie wiele będzie egzekwowane.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:19:00:

    @trzy.14,
    Jeśli chodzi o astronomię: jest chyba tylko kilka jednostek w Polsce mających 12 astronomów (podejrzewam, że są to tylko jednostki mające uprawnienia habilitacyjne i doktorskie, w liczbie raptem 7, a i tam nie wiem, czy trochę fizykami się nie podpierają...), na ogół na uczelniach aspirujących do "badawczości" (poza UZ). Gdy to będzie osobna dyscyplina, ktoś będzie musiał dostać B, czy B+. A to już grozi likwidacją albo jakąś marginalizacją. Tak naprawdę na tej akcji zyskuje tylko CAMK, który w ten sposób ma duże szanse na kategorię A+. Nota bene: w ostatniej kategoryzacji CAMK był kategoryzowany razem z instytutami... fizyki (zdobywając "tylko" A).

    @nobooks,
    Obecnie uprawnienia doktorskie czy habilitacyjne dotyczą "językoznawstwa" i "literaturoznawstwa" (chyba ogólnie, bez precyzowania, np. "polonistyka" czy "anglistyka"). Jak sobie z tym radzą wydziały czy CK?
    Chyba poloniści nie recenzują anglistów czy germanistów?
    Nota bene: akurat w tym temacie nowa ustawa zachowuje status quo (wbrew biadaniom niektórych humanistów), czy może czegoś nie dostrzegam?

    Czy naprawdę zmniejszenie liczby dyscyplin oznacza tendencje likwidacyjne wobec tych "wchłoniętych"? Mam bowiem wrażenie, że nowa ustawa jest bardzo niebezpieczna (właśnie likwidacyjna nieomal) dla dyscyplin małych, zatem może bezpieczniej jest małej dyscyplinie pokojowo koegzystować w ramach czegoś większego?

    Nie wiem dlaczego, ale jako fizyk matematyczny (czyli jeszcze "gorzej" niż zwykły fizyk teoretyk) nigdy nie obawiałem się, że w postępowaniu awansowym recenzentem będzie doświadczalnik, albo, że rada zdominowana przez doświadczalników zignoruje opinie mniejszości teoretycznej. Chyba i astronomowie jakoś "przeżyją" w koegzystencji z fizykami...



  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:22:59:

    @sarjane
    Na razie nie wiadomo, ale zapewne przed końcem listopada rozporządzenie o algorytmie już będzie (przynajmniej w fazie zaopiniowanego projektu). A egzekucja, jak zwykle, będzie bezwzględna. W roku 2017 uczelnie nie miały nawet cienia szansy, aby dopasować się do nowego algorytmu, który był dość zaskakujący. Nie uchroniło to wielu uczelni przed dużymi obniżkami finansowania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:34:16:

    js.c,
    Wątpię, by poza CAMK jakakolwiek astronomia w Polsce samodzielnie nadawała jakiekolwiek stopnie i tytuły. Wszyscy stanowią mniejszość na wydziałach uprawnionych, czyli wydziałach fizyki lub fizyki i astronomii. Samodzielnie astronomia, jako dyscyplina pozbawiona praktycznie studentów, nie ma szans egzystencji.

    Dlatego włączenie astronomii do fizyki w ogóle mnie nie wzrusza. Natomiast Twój argument, że samodzielnie jako dyscyplina by stracili, bo by się (w skali Polski) skurczyli, do nie przemawia

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/05 23:43:54:

    @js.c
    Na razie raczej nie recenzują (z pewnymi niekoniecznie złymi wyjątkami), ale niedługo może zaczną masowo, jeśli rada wyznaczająca recentó będzie zdominowana przez polonistów.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 07:08:41:

    @trzy
    Tylko że nowa ocena np u mnie wywróci sprawy zupełnie do góry nogami. Obecnie żaden wydział w Polsce z moją "dziedziną" nie jest wyżej niż w B. Mojemu najmniej brakowało do A. Ale jest około 5 wydziałów bez tej "dziedziny" w nazwie które są w A albo A+. Czy to znaczy że są lepsze. Nie, w tej dziedzinie wydziały są dramatycznie słabe ale ciągnie ich reszta do A.
    Teraz jakbyś w dziedzina byli oceniani to klasyfikacja by się wywróciła zupełnie - na korzyść wydziałów właśnie z tą dziedziną w nazwie. No i teraz hit. Ponieważ nasza dziedzina będzie likwidowana to musimy się do czegoś dopiąć i ok. Tylko że wszyscy na od typów wydziałów podpinamy się sztucznie. A nasze ocena będzie znacząco zależeć od tego do kogo się dopniemy. (Wszyscy dopniemy się do jednej dziedziny ale pytanie kogo mamy do dopięcia jeszcze w danym ośrodku).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 07:33:16:

    @nobooks
    Teraz rozumiem. Kluczowym elementem było dopuszczenie mniejszości (np. w radzie wydziału) do w miarę samodzielnego i autonomicznego działania. Teraz obowiązek wyznaczania recenzentów przesuwa się do RDN, gdzie żadnej mniejszości nawet nie będzie. Zatem faktycznie: może być bardzo źle. Może i na Fizyce się pogorszy...

    Brakuje więc elementu typu: rada wydziału (gorzej, ze czasem niczego podobnego nie będzie, tylko zupełnie niekompetentny senat) przestawia 10 kandydatów na recenzentów, z których RDN - czasem, ale bez przesady, nieco modyfikując tę pulę - losuje czy wyznacza recenzentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 09:40:42:

    Dalej nie widzę wielkiego zagrożenia w tym sensie, że dotąd, przynajmniej w mojej dyscyplinie, CK swoich recenzentów wybierała całkiem rozsądnie, może nawet bardziej rozsądnie niż wydział (bo jednak wydział zwykle wybiera recenzentów swoim pracownikom, co niemal zawsze skutkuje ciążeniem ku kumoterstwu).

    OK. Nauki ekonomiczne nauczyły nas, że dopiero na poziomie CK kumoterstwo może się rozwinąć do rozmiarów wymagających likwidacji CK. RDN pierwszej kadencji będzie od tego wolny, ale za 4-8 lat wszystko wróci w stare koleiny. W części dyscyplin recenzenci będą w miarę kompetentni, a w innych będą kompetentni inaczej.

    Dlaczego sekcja nauk ścisłych może działać inaczej niż ekonomicznych? Dlaczego niektóre sekcje pojawiają się na tym forum w kontekście negatywnym, a inne nie?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 09:41:58:

    js.c
    W RDN mniejszość będzie jednoosobowa. To będą ciekawe mniejszości. Nawet tego kumoterstwa instytucjonalnego nie da się zaimplementować.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 09:58:09:

    @trzy.14
    > Nauki ekonomiczne nauczyły nas, że dopiero na poziomie CK kumoterstwo może się rozwinąć do rozmiarów wymagających likwidacji CK. RDN pierwszej kadencji będzie od tego wolny,

    O! Ciężki atak ufności i naiwności?!

    > ale za 4-8 lat wszystko wróci w stare koleiny.

    Aaa, już Ci przeszło...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 09:58:59:

    Poza tym ciekawe, jak będą wyglądać wybory do RDN. Tylko 3 osoby na duże dyscypliny. Raczej nie będzie miejsca na tradycyjne koalicje geograficzno-instytucjonalne. Może pojawią się koalicje poddyscyplinarne?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 10:01:45:

    Zgred,
    Zakładam, że nastąpi zerwanie ciągłości personalnej między CK a RDN. Jeżeli tak się stanie, w RDN nie będzie już diamentów z 20-letnim stażem w cesarsko-królewskim namaszczaniu i wyznaczaniu kierunków. Skundlenie wymaga czasu.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 11:30:53:

    Oj to się geografom skończyć może.
    RDN pierwszej kadencji będzie od tego wolny,

    O! Ciężki atak ufności i naiwności?!

    > ale za 4-8 lat wszystko wróci w stare koleiny.

    Aaa, już Ci przeszło...

    A mi się wydawało (naiwnie) że reforma ma poprawić też tą sytuacje.

    "Zakładam, że nastąpi zerwanie ciągłości personalnej między CK a RDN."
    ja tu bym była ostrożna - po pierwsze - to trzeba chcieć być częścią tej komisji - a zauważam daleko idącą niechęć w mojej okolicy (do CK tez chętnych nie było)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 18:48:34:

    RDN -- Rada Diamentów Nauki.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 20:34:02:

    RDN ma byc rozlaczna z CK. Beda wspolistniec od pazdziernika 2019.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 21:24:56:

    Ale tylko w okresie przejściowym, dopóki będą procedowane postępowania w "starym" trybie?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/06 22:08:41:

    Czy w nowej ustawie/rozporządzeniu są nowe wymogi do habilitacji?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 00:09:09:

    @Trzy.14:

    Rada Diamentów Nauki wstępuje w prawa Cesarsko-Królewskich od 2021.

    @Sarjane:

    Tak, proszę przeczytać art. 219 i następne.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 00:11:25:

    Dziękuję

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 11:14:22:

    A mnie ciekawi sposób procedowania profesur/habilitacji, których wnioski zostaną uruchomione w kwietniu 2019. Bo jeśli stary tryb to RW, których już przecież na niektórych uczelniach nie będzie

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 11:22:06:

    Któryś z Panów jest prawnikiem - mam pytanie
    "wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną w więcej
    niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury, w szczególności
    zagranicznej."
    Chodzi mi o 2 sprawy.
    1. Czy formalny miesięczny staż w innej instytucji się do tego może zalicza.
    2. Fraza "w szczególności zagranicznej" oznacza to że musi być ta aktywność zagraniczna czy że może ale nie musi?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 11:44:38:

    sarjane

    Dobrze pamiętam transmisję z obrad komisji sejmowej dyskutującej reformy Kudryckiej. Jedna z ważnych person, pewnie poseł, raczył wtedy stwierdzić, że o rzeczywistym znaczeniu uchwalanego prawa dowiemy się dopiero, gdy zacznie ono być stosowane przez sądy. Innymi słowy, dopóki kwestia "istotnej aktywności naukowej" czy "w szczególności zagranicznej" nie trafi na wokandę, nie wiadomo, co te zapisy znaczą.

    W praktyce: dla jednego recenzenta miesiąc za granicą wystarczy, dla mnie niemal na pewno byłoby to mało, ale też z braku zagranicznych wojaży naukowych nie robiłbym wielkiego halo, gdyby dorobek był mocny. Przecież te wyjazdy są środkiem a nie celem.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:04:01:

    Ta część o sądzie nie była pocieszająca ...
    Bardziej chodzi mi o to czy konieczne są jakiekolwiek wyjazdy zagraniczne (a w kolejnym kroku czy liczą się polskie placówki naukowe za granicą). Tutaj akurat interesuje mnie czysty formalizm czyli czy na etapie składania wniosku jest wyjazd zagranice konieczny. Jego zakres na pewno będzie na pewno mocno się zmieniał między dziedzinami. Dlatego interesuje mnie właśnie ta strona formalna.

    Biorąc pod uwagę twoje kryterium to chyba tylko jedna zanan mi osoba z ostaniach 5 lat miała by jakiekolwiek szanse za bycie branym przez ciebie pod uwagę (bo był na 5 tygodni na jakimś programie dla przedsiębiorców w usa) + jedna osoba pracująca od lat za granicą i tylko u nas robiąca haba. Smutne to ...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:20:30:

    @trzy.14
    Nie można dyskryminować ludzi, którzy są chorzy i nie mogą np. wyjeżdżać na zagraniczne staże albo mają małe dzieci. Są dziedziny nauki gdzie zagraniczny wyjazd nie jest do niczego potrzebny, a współpracuje się z ludźmi na całym świecie za pomocą Internetu. O tytułach powinny decydować merytoryczne przesłanki i publikacje w renomowanych czasopismach.

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:24:24:

    Sarjane

    Myślę, że to bardzo zależy od dyscypliny i recenzentów. Widziałam habilitacje gdzie ta sama aktywność przez jednego recenzenta została oceniona entuzjastycznie, zaś drugi zmieszał ją z błotem

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:25:58:

    dlatego tak ważne by być ocenianym przez specjalistów ze swojej dyscypliny a nie z dyscypliny obok, stąd widzę problem przy wchłanianiu dyscyplin - oczywiście problem dla ttych, które znikną z klasyfikacji

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:31:15:

    @ibi
    dlatego pytam o tą frazę "w szczególności" - bo chce wiedzieć czy brak jakiejkolwiek aktywności/wyjazdu za granice automatycznie doprowadza do nie spełnienia warunków.

    Co do drugiej części oczywiście się zgadzam - zakres będzie zależał od recenzenta i racjonalności jego wyboru. Łączenie dziedzin nie sprzyja tutaj. Ale to już jest zakres - mnie interesuje czy warunkiem koniecznym (ale nie wystarczającym) jest w ogóle wyjazd.

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 12:36:48:

    Sarjane
    Tego się chyba nie dowiesz dopóki nie złożysz wniosku.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 14:18:30:

    Do mojego składania wniosku jeszcze daleko ale:
    1. Mam znajomych którzy są tuż tuż, nie mają żadnego stażu ani współpracy z zagranicą. I teraz sytuacja jest dość przykro jako że dotychczas czekali żeby niejako "dopiąć"dorobek. Ostatni artykuł co cyklu, czekanie na ostanie cytacje itp. A jeśli pojawi się taki wymóg to sprawy zmienia zupełnie.
    2. W przypadku moim, pytanie jak planować kolejne 2, 3 lata czy wkładać maximum energii w szukaniu kontaktów na na razie odpuści sobie projekty na bieżąco czy jednak pisać robić badania i publikować. Ja fizycznie nie jestem w stanie obu rzeczy jednocześnie robić.
    Stąd jest to dość ważne

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 15:13:33:

    @sarjane
    > Ja fizycznie nie jestem w stanie obu rzeczy jednocześnie robić.

    Jeżeli masz wybór wzajemnie się wykluczający to albo

    a) siedzieć na miejscu i "pisać robić badania i publikować" wzmacniając dorobek, albo już teraz

    b) "wkładać maximum energii w szukaniu kontaktów", wyjechać na Zachód i nigdy już tu nie wracać, bo nie warto, chyba że na emeryturę.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 15:22:34:

    @sarjane: ten zapis jest pozostałością konika reformatorów, jakim była tzw. wymuszona mobilność (czyli by nie można było się zatrudnić tam, gdzie robisz doktorat/habilitację - na szczęście to upadło).

    Bardzo o to zabiegał przede wszystkim wiceminister Dardziński, który z ogniem w oczach argumentował u nas, jakie to niesłychane korzyści płyną z mobilności. Faktycznie, w jego wypadku dojazdy z KRK do N. Sącza na wykłady pozwoliły podreperować domowy budżet.

    Reasumując: na chłopski rozum ten zapis będzie egzekwowany zero-jedynkowo. Byłeś na stażu - ok, nie byłeś - out. Natomiast furtką jest brak definicji stażu i współpracy naukowej. Teoretycznie już 2 tygodnie pobytu na Słowacji mogą być "zagranicznym stażem naukowym". I tu wszystko będzie zależało od recenzenta i specyfiki dyscypliny.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 15:42:07:

    OK
    Dziękuję za odpowiedzi. To może i jest jakimś cudem do zorganizowania. Nad rodzajem cudu trzeba się będzie zastanowić.
    Mobilność w sensie silnej współpracy z ośrodkami za granicą - nawet nie musza być wybitne wystarczy inne spojrzenie nie jest złe. ale mobilność warszawa sacz - nie spełnia definicji mobilności ...

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:14:24:

    @Sarjane:

    > "wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną
    > w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury,
    > w szczególności zagranicznej."
    > Chodzi mi o 2 sprawy.
    > 1. Czy formalny miesięczny staż w innej instytucji się do tego może zalicza.
    > 2. Fraza "w szczególności zagranicznej" oznacza to że musi być ta aktywność
    > zagraniczna czy że może ale nie musi?

    Z uzasadnienia (linka, str. 50): ,,Zostanie dodane również wymaganie dotyczące aktywności naukowej lub artystycznej, która wykracza poza mury jednego podmiotu. Szczególnie akcentuje się w tym względzie osiągnięcia międzynarodowe osoby ubiegającej się o stopień doktora habilitowanego''.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:22:37:

    Za wcześnie wysłałem post. Oto ciąg dalszy:

    W prawie zwrot ,,w szczególności'' wprowadza przykładowe wyliczenie. Tutaj ma ono charakter jednoelementowego zbioru, ale to nie odbiera mu przymiotu przykładu. Innymi słowy, art. 219 ust. 1 pkt 3 wymaga ,,istotnej aktywności naukowej'' w więcej niż jednej jednostce i akcentuje, że dobrze byłoby, aby jedna z tych jednostek znajdowała się zagranicą. Taki Cesky Tesin czy Gorlitz w sumie już wystarczyłby.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:32:12:

    Czyli jak rozumiem nie ma twardego wymogu "za granicą" jest za to mocna sugestia?
    Czyli wnioski bez współpracy zagranicznej ale ze współpracą Polską mogą zostać rozpatrzone pozytywnie.

    Coś mi się skojarzyło w tym momencie. Czyli osoby zatrudnione w dwóch jednostkach powiedzmy na UJ i Wyższej Szkole Pieśni, Tańca i Anglistyki w Nadrybiu Mniejszym spełniają ten warunek tak na prawdę z definicji?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:39:38:

    Pragnę jeszcze zwrócić tylko uwagę, że w wymaganiach na stopień dr. hab. jest mowa o ,,istotnej aktywności naukowej w więcej niż jednej uczelni, instytucji''. Z prawniczego punktu widzenia automatyczne przyjmowanie, że chodzi o staż zagraniczny, jest błędną interpretacją. Należy przyjąć założenie racjonalności ustawodawcy*: gdyby chciał, żeby to był staż zagraniczny, wpisałby to do ustawy. Nie zrobił tego.

    *) Tak, wiem, w praktyce nieraz trudno się z tym zgodzić, ale taka zasada obowiązuje przy wykładaniu znaczenia przepisów.

    Jak niektórzy z Państwa trafnie zauważyli, można współpracować z obcą uczelnią (instytucją), nie opuszczając murów swojej uczelni (instytucji). W erze nowoczesnej komunikacji jest to możliwe (przynajmniej w części dziedzin). Z prawnego punktu widzenia nic nie stoi więc na przeszkodzie, by ta ,,istotna aktywność naukowa'' była efektem współpracy z inną jednostką, prowadzonej zza biurka w macierzystej uczelni (instytucji).

    Tytułem przykładu: ten artykuł naukowy o zarejestrowaniu fal grawitacyjnych powstał przy udziale polskich fizyków. Ktoś z Państwa napisał, że to ważne osiągnięcie, nie znam się na tym, więc przyjmuję takie założenie. Nawet jeśli współpraca tych naszych fizyków z resztą autorów wyglądała tak, że cząstkę badań lub interpretację fragmentu wyników wykonywali tu w kraju, to -- z prawnego punktu widzenia -- wciąż będzie można uznać takie współautorstwo za ,,istotną aktywność naukową w więcej niż jednej uczelni, instytucji''.

    Wypowiedź posła, zrelacjonowana przez Trzy.14, jest nie do końca trafna. Owszem, praktyka, czyli stosowanie prawa, pokaże, czym jest np. ,,istotna aktywność naukowa w więcej niż jednej uczelni, instytucji'', ale tę praktykę ukształtują przede wszystkim recenzenci. Dotychczas sądy administracyjne odmawiały oceniania dorobku. Uzasadniały to tym, że nie są do tego kompetentne. Myślę, że ta linia orzecznicza nie zmieni się.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:45:22:

    @hal
    Dziękuję. Ten fragment to bardzo dobra wiadomość "Dotychczas sądy administracyjne odmawiały oceniania dorobku. Uzasadniały to tym, że nie są do tego kompetentne. Myślę, że ta linia orzecznicza nie zmieni się."

    Co do współpracy to też się nad tym zastanawiałam czy artykuły w kolaboracji międzynarodowej będą mogły być liczone jako współpraca. Podobny problem może być z proszonymi wykładami. I z zupełnie innej strony. Czy np dla botaników - wyprawa do Patagonii finansowana z NCN i organizowana samodzielnie przez jedną lub dwie instytucje w Polsce lub rejs Ocenią na daleką północ jest osiągnięciem międzynarodowym czy już nie?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:50:29:

    @Sarjane:

    > Czyli jak rozumiem nie ma twardego wymogu "za granicą" jest za to mocna
    > sugestia? Czyli wnioski bez współpracy zagranicznej ale ze współpracą Polską
    > mogą zostać rozpatrzone pozytywnie.

    Z brzmienia przepisu nie można tego wyinterpretować. Jak wspomniałem, z czasem praktyka pokaże, jak ten przepis rozumieć. Niestety, owa ,,istotna aktywność naukowa w więcej niż jednej uczelni, instytucji'' to pojęcie niedookreślone i potencjalnie bardzo pojemne. Samo w sobie to jest złe, ale staje się problemem, gdy osoby stosujące przepis albo nie znają reguł wykładni, albo cechują się złą wolą.

    > Czyli osoby zatrudnione w dwóch jednostkach powiedzmy na UJ i Wyższej Szkole
    > Pieśni, Tańca i Anglistyki w Nadrybiu Mniejszym spełniają ten warunek tak
    > na prawdę z definicji?

    Tak, jeśli robią w obu uczelniach lub dla obu uczelni coś ponad dydaktykę, to jest spełnienie tej części warunku, która mówi o więcej niż jednej uczelni lub instytucji.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 16:58:59:

    Czyli koło się zamknęło. I osoby które pracują w dwóch miejscach i afiliują swoje prace dwoma miejscami zatrudnienia lub - np. prze pewien czas będąc pracownikiem uczelni macierzystej byli kierownikiem katedry na innej uczelni mają ten punkt za sobą.
    Tyle że idąc dalej. Jeśli ktoś przed habilitacją pracowała na uczelnia A (tam publikował coś działał) potem zwolnił się z A i zatrudnił w B (pytanie czy tutaj też już musiał coś podziałać czy może być świeżakiem dobrze się zapowiadającym) i startuje z B do habilitacji to teoretycznie również spełnia ten wymóg.
    Czyli reasumując uczciwa praca na jednej uczelni nie ma sensu. Trzeba było jak był bum błagać siły wyższe żeby drugi etat na znajomej uczelni załatwiły. To miło ze strony ustawodawcy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 17:17:20:

    > Czy np dla botaników - wyprawa do Patagonii finansowana z NCN i organizowana
    > samodzielnie przez jedną lub dwie instytucje w Polsce lub rejs Ocenią na daleką
    > północ jest osiągnięciem międzynarodowym czy już nie?

    Moim zdaniem w przepisie nie chodzi o miejsce przygotowywania badań, ich prowadzenia, interpretowania wyników itd. Chodzi o to, by była jakaś tam współpraca z co najmniej drugą, zewnętrzną instytucją. Innymi słowy, ważne nie miejsce, ale podmioty uczestniczące (i ich liczba).

    Jam mam innym problem z art. 219 ust. 1 pkt. 3 nowej ustawy. Wymóg ,,istotnej aktywności naukowej w więcej niż jednej uczelni, instytucji'' zdaje się wykluczać możliwość zdobycia stopnia doktora habilitowanego przez osoby niezatrudnione w żadnej uczelni lub instytucji ani niewspółpracujące z żadną uczelnią bądź instytucją. Przecież w niektórych dziedzinach, niewymagających drogiego zaplecza laboratoryjnego, da się prowadzić działalność naukową, i to wartościową, poza murami uczelni i instytucji naukowych. W tym kontekście ten przepis nierówno traktuje habilitantów. W sposób nieuprawniony utrudni, a właściwie uniemożliwi, zdobycie habilitacji osobom, które są słuchane i poważane w świecie nauki, bo ich prace wnoszą coś ważnego, ale które z różnych przyczyn nie zdecydowały się na pracę w uczelni (instytucji) lub na współpracę z nią. Owszem, grupa tych pokrzywdzonych będzie nieliczna, nawet bardzo nieliczna, ale to nie zmienia faktu, że przepis nierówno traktuje kandydatów do dr. hab.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 17:29:36:

    @hal
    Też na to zwróciłam uwagę, szczególnie że znam dwie osoby zatrudnione w w firmach prywatnych z działem badawczym których osiągnięcia są wybitne. Jeden jest profesorem, drugi miał się starać o habilitacje jak się z nim ostatnio widziałam. Poza tym duże firmy międzynarodowe lubią "mieć" doktorów na stanie w swoich działach badawczych bo bardzo przychylnie patrzą na publikacje wysoko-punktowane - jest to dla nich reklama. Te działy badawcze nie mają żadnego umocowania uczelnaniano isnstytutowego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 19:21:47:

    halucinski,
    Tak,recenzenci.
    Mnie jednak w tamtej wypowiedzi uderzyła przede wszystkim samoświadomość ustawodawcy (indywidualnego czy grupowego), że w momencie uchwalania ustawy brakuje mu pełnej świadomości konsekwencji tejże ustawy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 19:42:35:

    hal,
    Tak, to rzeczywiście ciekawa konsekwencja i zapewne niedopatrzenie w stylu Kudryckiej. Jednak odpowiada to stanowi faktycznemu: w 99.9% przypadków habilitacja to żaden stopień naukowy tylko awans w firmie pod przykrywką stopnia naukowego. Bez firmy nie ma awansu, nieprawdaż?

    Prof. Stec już z 2 miesiące temu zauważył, że wymóg ,,istotnej aktywności naukowej w więcej niż jednej uczelni, instytucji" najłatwiej będzie spełnić wieloetatowcom, dzisiejszym lub zaprzeszłym.

    Natomiast dla mnie jest oczywiste, że tu chodzi o MIEJSCE a nie sam fakt współpracy, bo "ustawodawca jest racjonalny" i gdyby chodziło mu o współpracę, to by to słowo zawarł w rzeczonym przepisie.

    W naukach ścisłych czy przyrodniczych naprawdę dość trudno byłoby znaleźć doktoranta, cóż dopiero habilitanta, nie spełniającego warunku współpracy z inną uczelnią czy instytucją naukową. Naprawdę tak jest. To byłby dość trywialny warunek na habilitację. Nie znam chyba żadnego habilitanta, który by tego warunku nie spełniał.

    Z całą pewnością ten przepis to pozostałość marzeń reformatorów o wymuszonej mobilności. Im się mogło wydawać, że tym przepisem przynajmniej wymuszą choćby połowiczną mobilność sektora naukowego. A tu pan Haluciński przedstawia odmienna interpretację...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 19:49:26:

    I skoro to nie sąd nada tym przepisom treść, lecz recenzenci, czyli także ja, to informuję (nie po raz pierwszy), że mój niepokój w przepisie

    > "wykazuje się istotną aktywnością naukową albo artystyczną realizowaną
    > w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej lub instytucji kultury,
    > w szczególności zagranicznej."

    wzbudza użycie czasu teraźniejszego. Wykazuje się ... realizowaną ... w dniu składania wniosku? W ciągu ostatnich 2 lat? Ale na pewno nie 10 lat temu! Bo wtedy byłoby napisane "realizowaną lub zrealizowaną". W końcu ustawodawca jest racjonalny, a ustawy są czytelne dla zwykłych zjadaczy chleba?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:01:52:

    "W naukach ścisłych czy przyrodniczych naprawdę dość trudno byłoby znaleźć doktoranta, cóż dopiero habilitanta, nie spełniającego warunku współpracy z inną uczelnią czy instytucją naukową. Naprawdę tak jest"
    Przykro mi niezmiernie ale ośmielę się nie zgodzić. Ani w technicznych ani w przyrodniczych nie jest t norma. Zdarzają się takie jednostki ale norma? Chyba że przyjmiemy że sprawdzanie raz do roku na konferencje za darmo 5 ukraińców to jest ta współpraca. Albo robienie przez rektora co jakiś czas spotkań ogólno uczelnianych w przyjeżdżającymi chińczykami. Wydaje mi się że Pan pisze z perspektywy nie dość że wydziału z dużymi tradycjami to jeszcze z historią grantów i co najmniej kategorii A. A przynajmniej z perspektyw wydziału gdzie przez lata była stała wymiana profesorów którzy wiedzieli jak działać żeby było dobrze i latami ciągnęli wydziały za sobą przekazując sobie nijako pałeczkę.
    Przepraszam jeśli mój wpis jest zbyt gwałtowny, ale ja będąc w miejscu zupełnie innym widzę takie wydziały instytuty jak przypadkiem zdarzy mi się że nasze drogi się skrzyżują. Ale u mnie tego nie ma. I nie będzie, nie spełniamy teraz żadnego z wymienionych warunków. A współpracy po prostu nie ma. Jak próbowałam postarać się o taki minim grant europejski dla młodych naukowców to się nie udało, bo po pół roku pisania maili w poszukiwaniu partnera za granicą doszłam do wniosku że to nie ma sensu. A te granty dostaje masę osób, wystarczy mieć partnera ...
    Nie jest Pan pierwszą osobą z którą prowadzę taką rozmowę i rozumiem że wydaje się to nie realne. Ostatnio jakiś blogu nie mógł zrozumieć jak można publikować na LF nie nie jeździć na konferencje za granice. No cóż można ... Jak nie ma innego wyjścia to można.
    A potem szanowny minister dziwi się wielce że nie wszyscy publikują. No fajnie ale w momencie jak trwa walka o odczynniki na zajęcia i papier do drukarki to na prawdę publikowanie to jest marginalny problem. A temat współpracy nie istnieje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:20:02:

    sarjane,
    Jeżeli pracuje Pani na jakiejś politechnice i nie pracuje na wydziale typu PPT lub chemia, to nie pracuje Pani w naukach ścisłych ani chyba nawet w przyrodniczych, tylko w technicznych. To są różne światy jeśli chodzi o zwyczaje publikacyjne.

    Proszę zwrócić uwagę na to, że nie napisałem, że normą jest współpraca międzynarodowa doktoranta, tylko współpraca z inna jednostką. Zwykle krajową. W moim otoczeniu liczba doktorantów broniących doktorat, a nie mających żadnego doświadczenia (formalnego, tzn wspólnych publikacji) we współpracy z innymi jednostkami, jest mniejsza niż 50%.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:29:43:

    Pierwszy przykład z brzegu, ogłoszenie o obronie pracy doktorskiej na FUW:

    www.fuw.edu.pl/praca-doktorska/event6708.html

    Szukam w Goole Scholar.
    Ta praca

    journals.plos.org/plosone/article/authors?id=10.1371/journal.pone.0077536

    ma w GS 42 cytowania. Ma 10 autorów z trzech instytucji, w tym Wydział Fizyki UW, Wydziału Psychologii SWPS i Instytut im. Nęckiego. Ten doktorant, zdaniem Halucińskiego, juz 5 lat temu spełnił jeden z wymogów habilitacyjnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:38:13:

    Choć podobno już na geologii potrafią przejść profesury nie tylko bez współpracy, ale nawet listy A w ciągu ostatnich 5 lat.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:42:28:

    @Trzy.14:
    > Prof. Stec już z 2 miesiące temu zauważył

    Sorry, nie wiedziałem, nie wyważałbym otwartych drzwi.

    > Natomiast dla mnie jest oczywiste, że tu chodzi o MIEJSCE a nie sam fakt
    > współpracy, bo "ustawodawca jest racjonalny" i gdyby chodziło mu o współpracę,
    > to by to słowo zawarł w rzeczonym przepisie.

    Fair enough, jak mawiają na Wyspach. Już tylko nasze dwie propozycje, wymyślone w naprędce, pokazują, jak różnie będzie w przyszłości interpretowany ten przepis. Zresztą od pewnego czasu chodzi za mną ochota napisania dłuższego posta na temat znaczenia pojęć ,,istotna aktywność naukowa'' i ,,znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny naukowej'' w starej i nowej ustawie. Już teraz pozwalam sobie zwrócić uwagę, że w wykładni drugiego pojęcia należy wziąć pod uwagę zmniejszenie liczby dyscyplin. Habilitant-specjalista czegoś, co jeszcze jest samodzielną dyscypliną, a stanie się maleńką częścią nowej dyscypliny, powstałej w wyniku fuzji kilku-kilkunastu dotychczasowych dyscyplin, może mieć pod górkę. Może okazać się, że jego istotny wkład w rozwój dotychczasowej dyscypliny, nie będzie już postrzegany jako istotny wkład w rozwój nowej dyscypliny, bo jego dotychczasowa dyscyplina będzie stanowić tylko jakiś tam marginalny aspekt nowej dyscypliny.

    > mój niepokój w przepisie
    > wzbudza użycie czasu teraźniejszego.

    Tu też jest czas teraźniejszy:

    Art. 148 § 1. Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

    A tu czas teraźniejszy wzbudza Pańskie wątpliwości?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 20:56:04:

    Temat profesury to jest temat rzeka. Profesura sama w sobie jest tak nieokreślonym zagadnieniem. Znam w miarę nową profesor która współprace ma - była na 2 projektach za granicą za to nie ma ani jednej publikacji z IF. Co dla mnie osobiście jest zupełnie niepojęte.
    U mnie na wydziale byłam może jedną z 5 albo 6 doktorantów którzy przed obraną doktoratu meli coś na LF. Sumaryczny IH jeśli jest w okolicy 5 na habilitacji to jest już spokojnie akceptowalny wynik. Nie pamiętam nikogo kto miał by więcej niż 10 (ale tutaj się mogę mylić bo nie na wszystkie prezentacje habilitacje chodzę). U nas jest masa habilitacji i doktoratów z zewnątrz bo jako nieliczni mamy/mieliśmy możliwość habilitowania. A ci zewnętrzny są często (oczywiście nie zawsze) słabsi od nas.

    Czy jesteśmy techniczni - mówiąc szczerze nie wiem. Ale jeśli by przyjąć że informatyka i górnictwo to nauki techniczne to na pewno. Mi jako mi bliżej nieco do nauk przyrodniczych, bo takie mam obiekty badawcze za to używam zaawansowanych narzędzi technicznych. Nie jestem fizycznie w stanie na to pytanie odpowiedzieć

    A co do jakości hab/doktorat.... Byłam na kilku habilitacjach które gdybym ja te prace prowadziła miały by ciężki problem żeby być pracą inżynierską i na kilku absolutnie genialnych doktoratach. Nie wiem czy tak jest wszędzie ale u nas są katedry które robią rzeczy kosmiczne - na prawdę jakość i pracy jest wyjątkowa. Ale z powodów dla mnie trudnych do zrozumienia nie wszędzie jest nacisk na publikacje i ich nie ma. Ja to osobiście widzę to jako wyjątkowo zmarnowane szanse. Bo to co oni robią gdyby nawet na jakimś WebOfConferences publikować miało by na pewno przełożenie w zakresie cytacji.
    A są takie które się "uparły" że będą pilnować swojego płotu, że nie da się z tym wyjść w świat. (czego zupełnie nie rozumiem). Dodatkowo ich etyka pracy jest - w sumie chyba jej nie ma.
    I tutaj upatruje ogromną przepaść między jakością hab/dr.

    Ale abstrahując. I tutaj będę nawracać jak pijany do płotu. Przy nakładach na naukę na poziomie 1000 PLN rocznie na osobę i "egzotycznym" powodom uzyskania lub nie grantu. Jakom byśmy nauką nie byli współpracy z zagranicą nie zrobimy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 21:09:20:

    Muszę sobie zapamiętać: nie należy się sprzeczać z prawnikiem na temat prawa.

    Chociaż można się wiele nauczyć.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 22:45:05:

    @trzy.14, @haluciński
    Ja bym jednak ten spór pociągnął. "Kto zabija" ma, po pierwsze, trochę inne znaczenie niż "kto zabił" (w tym pierwszym przypadku może oznaczać czynność niedokonaną, bo np. nieskutecznie zabijanego delikwenta jakoś odratowano, choć być może prawnicy nie biorą pod uwagę tego niuansu?), po drugie zaś słowa "kto zabija" są przesłanką jednoznaczną: kto zabija, podlega karze. W momencie dokonania/dokonywania czynu zaczyna wisieć nad nim ta kara. Tylko złapać trzeba.

    W przypadku tej "aktywności" tak nie jest. Nie każdy kto kiedyś jednorazowo lub nawet częściej "przejawił aktywność" od razu zasługuje na habilitację. To nie jest warunek dostateczny. Zatem czas teraźniejszy może mieć znaczenie.

    Nota bene: w podobny sposób można by próbować obalać ten nieszczęsny wymóg jednego otwartego przewodu. Każdy przewód kiedyś tam był otwarty i niezamknięty. Ale jakoś widać, że to naciągany argument...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 23:35:50:

    Tyle, że czas teraźniejszy jest atrybutem czasownika "wykazuje się", co jest bliskie "legitymuje się".

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 23:40:34:

    @trzy.14

    "Choć podobno już na geologii potrafią przejść profesury nie tylko bez współpracy, ale nawet listy A w ciągu ostatnich 5 lat. "

    Do profesury nie było wymogu współpracy i nie będzie takiego wymogu jednoznacznego, bo pojawia się tam słowo "lub".

    Do profesury nie trzeba było mieć i nie będzie trzeba mieć publikacji z IF. Wystarczy, że recenzenci ocenią publikacje w zeszytach naukowych czy książkach jako znacznie przekraczające wymagania habilitacyjne i sprawa załatwiona. Pisałem, już dawno, że to są jaja z polskiej nauki, ale to są fakty.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/07 23:46:26:

    @Nobooks:

    > Tyle, że czas teraźniejszy jest atrybutem czasownika "wykazuje się", co jest bliskie
    > "legitymuje się".

    Zwięźle i od razu w samo sedno. Bardzo, bardzo lubię takie argumenty.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 00:23:53:

    @nobooks
    Tak, to mnie przekonuje
    (prawdę mówiąc, umknęło mi, że kluczowym słowem jest tu "wykazuje", a nie "przejawia", które wziąłem nie wiem skąd).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 10:36:18:

    To dlaczego nie napisali "realizowaną bądź zrealizowaną"? Wtedy nikt nie miałby wątpliwości.

    No bo jednak analogia z tymi profesorskimi otwartymi przewodami sama się narzuca

    posiada osiągnięcia w opiece naukowej - uczestniczyła co najmniej:
    ...
    b) raz w charakterze promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia lub uczestniczy w charakterze promotora w otwartym przewodzie doktorskim

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 13:05:21:

    @trzy
    W przeciwieństwie do zapisu o przewodach, "realizowaną" i "zrealizowaną" nie różnią się czasem gramatycznym, bo to są imiesłowy. Różnią się aspektem gramatycznym, dlatego związek z czasem realnym nie jest taki bezpośredni. Porównaj:
    "W trakcie konferencji Polski Ziemniak 1984 mieszkałem w stodole wynajmowanej od rolnika."
    Użycie aspektu niedokonanego pozwala np. uwzględnić tu przeszły epizod współpracy, który zakończył się bez sukcesu (np. przerwany grant).

    @js.c, @haluciński
    Dokładnie tak samo myślę z tym zabijaniem. Akt kryminalny zaczyna podlegać karze (becomes prosecutable) z chwilą jego dokonania.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 13:08:21:

    Jeszcze co do aspektu, zapomniałem napisać, z tym Ziemniakiem Polskim nie oczekujemy, że wynajem trwa do dziś, prawda?
    Aspekt niedokonany przekuje nie tylko i nie zawsze zakończenie czynności, ale też podkreśla jego rozłożenie w czasie, a nie chwilowość. W przypadku współpracy badawczej rozłożenie w czasie jest naturalne.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 13:38:44:

    korekta: przekuje -> przekazuje
    PS. Przystępne omówienie podstaw aspektu w języku polskim, gdyby ktoś chciał doczytać:
    pl.wikipedia.org/wiki/Aspekt_(językoznawstwo)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 14:19:17:

    @nobooks
    Ale gdyby w tym przepisie napisać: "wykazał się istotną aktywnością naukową", to znaczyłoby to to samo, nie powodując wątpliwości...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 19:10:59:

    nobooks
    Przeczytałem. Czuję się jak pan pan Jourdain.

    To jednak miło sobie uświadomić, że podobne katusze jak my, gdy bezskutecznie usiłujemy nauczyć się rozróżniania aspektów simple, continuous i perfect w języku angielskim, przechodzą i Angliczanie, gdy próbują odróżnić nasz aspekt dokonany od niedokonanego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:35:32:

    wyborcza.pl/7,75400,23896050,psychologia-kwantowa-czyli-pseudonauka-na-uniwersytecie-warszawskim.html

    Czy ktoś pamięta, jak nazywał się ten "psycholog kwantowy", którego habilitację kilka lat temu tu omawialiśmy?

    Na dzień dzisiejszy zweryfikowana naukowo teoria kwantowa, w tym zasada nieoznaczoności Heisenberga, wskazuje na niemożliwość poznania wiary względem jej wielkości

    "Prof. Turski i prof. Iwo Białynicki-Birula zauważają przy tym, że druk książki sfinansował Uniwersytet Warszawski, a pozytywne recenzje dali jej profesorowie Jerzy Kwaśniewski i Władysław Misiak, którzy pracują tam, gdzie autor książki, czyli na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW. Te pozytywne recenzje można przeczytać na stronie wydawnictwa." www.ksiegarnia.difin.pl/psychologia-pedagogika/34/resocjalizacja-przez-sztuke-sakralna-w-kontekscie-psychologii-kwantowej/tomasz-rudowski/2856

    prof. dr hab. Władysław Misiak:

    Autor książki w sposób zajmujący wskazuje na zdumiewające osiągnięcia nie tylko fizyki kwantowej, ale też możliwości psychologii kwantowej, zwłaszcza w zakresie wpływu monitorowanego sumienia oraz świadomości kwantowej wewnętrznej i zewnętrznej na życie każdego człowieka. Podaje przykłady, do których przyszli uczeni mogą odnieść się w swoich teoriach i koncepcjach badań naukowych.

    prof. dr hab. Jerzy Kwaśniewski:

    Nowa książka Tomasza Rudowskiego wzbogaca naukową dyskusję nt. zastosowań arteterapii w wychowaniu i resocjalizacji jednostek niedostosowanych społecznie, więźniów, o idee i koncepcje psychologii poznawczo-humanistycznej oraz kwantowej, a także o wartości sztuki sakralnej i modlitwy. Autor przedstawia także interesującą własną koncepcję badań arteterapii, nawiązującą do założeń psychologii kwantowej w kontekście układu zmiennych percepcji obrazów pt. Ukamienowanie św. Szczepana, Ecco Homo, oraz modlitwy i wizerunku własnej osoby.


    Witamy w Warszawskim Uniwersytecie Badawczym!

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:36:42:

    @nobooks, @trzy.14
    Po przeczytaniu tego hasła w Wiki mogę z całą pewnością twierdzić, że składnia i semantyka osławionego PL/I są proste jak konstrukcja cepa w porównaniu z tym "aspektem". A już na pewno konstrukcje formatujące wyjście w FORTRAN-ie IV.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:36:56:

    Profesor Duszyński wylewa krokodyle łzy i pisze na FB:

    "Profesorowie Jerzy Kwaśniewski i Władysław Misiak, recenzenci tej pozycji co najmniej powinni utracić możliwość recenzowania prac doktorskich, habilitacyjnych i wydawniczych. Czy prof. Tomasz Rudowski ma zajęcia i kontakt ze studentami? Czy naucza ich między innymi o psychologii kwantowej? Apeluję do pana Rektora UW o wyjaśnienie sprawy i podjęcie zdecydowanych działań".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:42:00:

    staryzgred2012,
    Być może problem nie jest w aspekcie, tylko w tym haśle Wikipedii. Bardzo często temat rozjaśnia się po przejściu na wiki angielskojęzyczne - ale w tym przypadku nie próbowałem; sam aspekt znalazł zaś moją szczękę na podłodze.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:43:26:

    Profesorów Kwaśniewskiego i Misiaka należy niezwłocznie rekomendować do RKDN! (Rada Kwantowej Doskonałości Naukowej)

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 22:50:09:

    No dziwię się wam. Facet po prostu wskoczył na nowy poziom tak chwalonej tutaj interdyscyplinarności. Skąd te pretensje?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/08 23:53:05:

    Idąc za ciosem, może zacznijmy rozwijać dyskretną pedagogikę ciała stałego, bądź też stosowaną politologię teorii chaosu?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 00:09:49:

    Sorry Euler,
    Ale zjawisk ciekawych zjawisk społecznych, gdzie by dojrzeć można by jakieś atraktory pewnie byłoby nawet sporo. W końcu powiedzenie "historia kołem się toczy" może mieć jakiś sens. Nie raz wydaje się coś nam podobne, a jednak trochę jakby inne. Natomiast ciekawe by było znalezienie np. psychologicznych solitonów. Może nawet warto by zastosować elementy teorii ergodycznej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 00:18:51:

    Chociaż myślę, że świetlaną przyszłość może mieć politologiczna chromodynamika kwantowa. I teraz możemy zacząć rysować jakieś fajne diagramy Feynmana np. dla oddziaływujących polityków. Oczywiście kolor kojarzony z daną partią byłby rozumiany jako liczba kwantowa :o)
    Moim zdaniem to kwestia odpowiedniego spojrzenia i dostrzeżenia paraleli.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 00:59:38:

    A Pan Antoni jest nośnikiem dziwności?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 01:16:36:

    To może też być ciemna materia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 10:03:29:

    Jest 9 września. Dostałem takiego symptomatycznego maila:

    International Journal of Engineering Inventions (IJEI)
    Call For Paper (September 2018)
    Impact Factor 10.1
    ...
    IJEI provides hard copy of journal & certificate.
    ...
    Important dates
    1 Last date of paper submission 15th September, 2018
    2 Acceptance notification One to two Week
    3 Paper publication date 20th September, 2018
    4 Hard copy & Indexing 25th September, 2018
    ...
    IJEI is indexed in major indexing like Google Scholar, Issue, Academia, Research Gate, Index Copernicus, Jour Info, ANED, ESCI World etc.

    For Online publication & hard copy of certificates Charges 75 USD/ 3200 INR


    To, co uderzyło mnie w nim najbardziej, to wyjątkowo nieskrywane podobieństwo do propozycji biznesowej od wdowy po Mobutu Sese Seko. Takiego spamu dostaję czasem po kilka sztuk dziennie, fala narasta, a jej poziom nie potrafi odnaleźć dna.

    Nie wiem, gdzie oni szukają kretynów, INR sugeruje, że głównie w Indiach. Zastanawiam się jednak, czy my z tymi całymi SNIP-ami i pierwiastkami idziemy bardziej w stronę cywilizacji czy Azji i czy aby nie pogrążamy się w wirze jakiegos światowego szaleństwa? W USA też wszytko przelicza się na punkty?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 10:36:57:

    Pi, liczba maili z takim spamem zależy wprost proporcjonalnie od naszej aktywności pisarsko/wydawniczej. Czyli im więcej masz artykułów w dobrych czasopismach lub artykułów open access z konferencji, a jesteś corresponding author to musisz się liczyć z zalewem podobnych maili z ofertami czasopism, które są dziwnie indeksowane, konferencjami, ofertami napisania monografii, rozdziału w dziwnych wydawnictwach. Tak jest agresywna reklama w naszym kierunku. I to zalew tego chłamu jest co raz większy, dlatego ważne jest tak pilnowanie i sprawdzanie choćby poprzez punktacjaczasopism.pl. Ja dostaję nawet po kilka dziennie takich ofert. Być może, że pobawię się nawet w zrobienie listy takich dziwnych efemeryd. Co do wysyłających tego typu maile, to nie są tylko ludzie z Indii, ale też z Rosji, Ukrainy, itp., czyli tam, gdzie jest duże zróżnicowanie w dochodach i mimo wszystko narody na dorobku.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 10:56:25:

    @trzy.14
    Nie powiedziałbym, że idziemy w tym kierunku: raczej bardziej od niego odchodzimy (a przynajmniej tak było w pierwotnym projekcie).
    Nie sprawdzałem tego, ale być może w Indiach autor publikacji w czasopiśmie indeksowanym w określonej liczbie indeksów. Przypomnę, że podobnie było na polskiej liście B!
    Tymczasem indeksowanie na WoS i Scopusie to jednak jest inna kategoria, rzadkie są przypadki, gdy na taki indeks zdoła wejść czasopismo zupełnie śmieciowe.
    I tak, z punktu widzenia dobrych, umiędzynarodowych dyscyplin, w dolnych rejestrach WoS i Scopusa można znaleźć czasopisma takie sobie i niezbyt wymagające, ale to ciągle są sensowne czasopisma w kontekście czasopism katedralnych i zakładowych, w której obecnie publikuje większość polskiej HS.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 11:35:14:

    Pi, najlepszy to ten IF computed by AQCJ. Ciekawe co to takiego i jak liczone. Zgred posyłał już linkę do strony, gdzie są podejrzane impaktfaktorownie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 11:59:02:

    Ciężko powiedzieć, co do za "Impact Factor".
    Może wyssany z palca, na stronie czasopisma nie podają.

    Za to w interesującej formie prezentują politykę publikacyjną czasopisma:
    IJEI does not aim to publish more paper. It aims to publish only and only quality research/review paper.

    Również, jak autorzy otrzymać egzemplarz, musieć płacić:
    If authors want to hard copy of Journal, they required to pay extra charges

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 12:09:59:

    Poza tym, ku pełnej zgodności:
    Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 12:39:30:

    @kahlkopf
    @pi
    Co do listy "chłamu i spamu" to już taką mamy: beallslist.weebly.com/ , czyli słynna lista Bealla. Jest kilka fajnych historii o niej też, a sama stała się już sławna:
    en.wikipedia.org/wiki/Beall%27s_List

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 12:45:18:

    Poza tym polecam zakładkę "others" ze wspomnianej:
    beallslist.weebly.com/

    Mamy tam m.in. beallslist.weebly.com/misleading-metrics.html a w nim Index Copernicus... tak tak :) Tutaj chodzi głównie, że rzeczony indeks zawiera podejrzanie wiele szemranych tytułów.

    Oczywiście lista nie jest bez błędów, była krytykowana za liberalną inkluzję opartą tylko o przeświadczenie i podejrzenie, niemniej jednak jest bardzo wartościowa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 12:50:23:

    Dzięki DoktorGolgi,
    I wszystko jasne: AQCJ - African Quality Centre for Journals.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 15:18:09:

    Aha!
    Na tej liście znajduję sporo dobrych czasopism, z bardzo różną punktacją.
    Czasopismo Second Language Research, bardzo dobre, znajduje się na pozycji 3. Ale to samo czasopismo znajduje się również na pozycji 16, z innym współczynnikiem.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/09 16:51:04:

    Co do indeksów, tych powiedzmy... szemranych, jak wspomniany AQCJ, to nie wszystko co w nich obecne to automatycznie jest do rzyci. Zasadniczo nawet sporo do rzyci być nie musi, ale zdecydowanie szemrane są te czasopisma, które są tylko i wyłącznie w tych dziwnych indeksach.
    A i idę w zakład, że niektóre te indeksy dodają czasopisma bez wiedzy tych ostatnich (zresztą zgoda nie jest wymagana), żeby podnieść swój prestiż i później proponować promocję/rankingowanie za kasę każdemu naiwnemu, który się nawinie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide