Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 10 września 2018

Świat nie zadrżał

Kolejny na temat parametryzacji. Polskie Towarzystwo Socjologiczne opublikowało opinię na temat projektów rozporządzeń MNiSW. Moim zdaniem, opinia ta zawiera spostrzeżenia trafne i mam nadzieję, choć dość niewielką, że ministerstwo zapozna się z nią. Podejrzewam jednak, że na zapoznaniu się skończy.

 

Opinia nie zawiera niczego nowego. Pańszczyzna dyscyplinarna, dziwna klasyfikacja dyscyplin (warto tu przypomnieć, że w polskiej nauce znika astronomia - Kopernik się w grobie przewróciła!), zniechęcanie do badań współautorskich, podważanie interdyscyplinarności. Wszystko to wiemy, o wszystkim rozmawialiśmy na blogu, a i przeczytaliśmy w prasie.

 

Ale wydaje mi się, że szczególnie jedna z uwag jest ważna i warto się nad nią zastanowić głębiej. Otóż PTS zwraca uwagę na 6 progów punktowych i wskazuje, że różnica między czasopismami zakwalifikowanymi z 200 i 140 pkt. w rzeczywistości naukowej jest niewielka, jednak w polskiej parametryzacji kolosalna. Zgadzając sie z tym, chciałbym tu dodać swoje trzy grosze.

 

Otóż zmieniając obiekt parametryzacji z jednostki na dyscyplinę, MNiSW wydaje się nie rozumieć, że dyscypliny nie są jednorodne i nie jest tak, że wszystkie subdyscypliny mają podobnie punktowane czasopisma. Oczywiście można argumentować, że przy ocenie wszystkich pracowników z dyscypliny to się 'uśredni' (podobnie jak uśredniało się w parametrzyacji jednostek), jednak wcale nie jest to takie pewne, szczególnie w małych grupach. Wydaje mi się też, na nosa, że różnice subdyscyplinarne ujawnią się wyraźniej w nowym systemie.

 

Znacznie poważniejsze konsekwencje może to mieć przy ocenie pracowników.  Punkty parametryzacyjne nie do tego służą, jednak to one są najczęściej używane w ocenach pracowników. Ja mam niestety tak, że najlepsze czasopisma, w jakich mogę publikować, mają co najwyżej 140 punktów, inne 100, a jedno, bardzo dobre i szanowane czasopismo ma jedynie 70 punktów. Co ciekawe, część czasopism, w których publikuję, relatywnie obniżyła się w ocenach, część została, mniej więcej, na tym samym poziomie. Z dnia na dzień więc, nie robiąc nic, stałem się pracownikem o znacznie gorszym dorobku.

 

Jednak pomimo tego że w polskiej parametryzacji jestem znacznie mniej atrakcyjnym pracownikiem, poza polską nauką, nic się nie zmieniło. Zupełnie nic. I ja nadal mam tak samo przyzwoite publikacje. Nie do końca wiem, jak to ma być z tym umiędzynarodowieniem, jednak nauka międzynarodowa nie za bardzo zwraca uwagę na polskie przepisy parametryzacyjne.

 

Na koniec, to właściwie mam pytanie. Czy poza samym ministerstwem ktoś jeszcze uważa, że pomysły MNiSW mają sens?

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 10 września 2018 12:48

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:03:40:

    @all

    Notowania Gowina wyraźnie spadają. Jak krytyka spada z taaakiej strony (link), to jest to znaczące.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:13:59:

    Jeśli chodzi o parametryzację, to im mniej dyscyplin, tym lepiej. A już zwłaszcza dotyczy to astronomii. W przypadku recenzji awansowych trzeba respektować subdyscypliny, ale tu wystarczyłoby, aby każda dyscyplina wypracowała sobie odpowiedni zwyczaj. Ale akurat astronomowie są łatwo "rozpoznawalni" nawet dla laika, a tym bardziej dla profesora fizyki z RDN.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:14:59:

    Mamy pierwszy sukces Gowina:
    biznes.interia.pl/wiadomosci/news/ogromny-sukces-polskiej-uczelni-w-swiatowym-rankingu,2585040,4199
    Koźmiński 20
    SGH 59

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:17:02:

    @habilitant2012
    > Na koniec, to właściwie mam pytanie. Czy poza samym ministerstwem
    > ktoś jeszcze uważa, że pomysły MNiSW mają sens?


    Ten statek, jakim jest nauka polska, od dawna przeciekał, na pokładzie trwały przepychanki oficerów, kto ma wydawać rozkazy, kto sterować, a kto w mesie podawać drinki. Plebs i tak tylko szuflował w kotłowni. Za kapitan (kapitanki?) Kudryckiej oświadczono, że jeżeli plebs w 8 lat nie będzie awansował na oficera to wyląduje za burtą Po drodze z zaniedbanego statku odpadły kominy, odłamała się rufa, ale w oświadczeniach z mostka biło optymizmem, że za chwilę, że za minutę to będzie "Queen Mary" i "Queen Elizabeth" w jednym, płynące z prędkością ścigacza. Nowy kapitan (Gowin) oświadczył jednak, że na wraku jest za dużo darmozjadów, trzeba sklasyfikować wydajność szuflowania według nowych kryteriów i ograniczyć racje żywnościowe, aby poprawić wyżywienie w mesie oficerskiej. Niestety, według wszelkich znaków na niebie i na wodzie, wrak właśnie rozpoczyna stabilny już zjazd na dno morskie i trzeba zajmować miejsca w szalupach i na tratwach, a tu akurat plebs ma większe umiejętności ciesielskie i bardziej wyrobione łapy do wiosłowania. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że już poprzednio uciekinierzy odpływali w swoich kajaczkach na komercyjne trawlery rybackie i od dawna sygnalizują aldisem, że stawki wyższe, koje czystsze i żarcie lepsze.

    Chyba "bywszymi" oficerami statku "Nauka Polska" zajmą się rekiny...

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:41:33:

    > Ja mam niestety tak, że najlepsze czasopisma, w jakich mogę publikować, mają co najwyżej 140 punktów

    W każdej kategorii ASJC są czasopisma za 200 pkt.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 13:54:38:

    @staryzgred2012
    Martunia niech lepiej pilnuje swojego łóżka, bo potem nie wiadomo czyje dziecko którego męża. Nie wiem kto się w tym jeszcze łapie, już chyba nawet papież w Watykanie nie daje rady, bo nie przesłał na czas papierów na kolejne małżeństwo :)

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 14:03:37:

    Punkty ministerialne są dla ministerstwa i nie róbmy z nich wykładni życiowej. Wiadomo, że dla uczelni lepiej jak tych punkcików będzie więcej ale nie jest to coś ważnego, co miałoby kwestionować reformę. Nie róbmy sobie tutaj jaj.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 14:36:24:

    @piotrcandida
    O naiwności. Niestety, ale uczelnie bardzo łatwo i szybko wprowadzają ewaluację jednostek, a teraz dyscyplin na poziom niższy, czyli oceny pracowników. Poczytaj już wcześniejsze wpisy, to się dowiesz, że machina już ruszyła.
    @WSz Gospodarz
    Czy już są może gdzieś wyceny czasopism? Czy to jeszcze są tylko nasze symulacje?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 14:37:28:

    @Zgred
    A ja myślałem, że będzie walka o Błękitną Wstęgę Atlantyku. ;o)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 17:34:37:

    @staryzgred2012
    Wizja zbyt katastroficzna. Moim zdaniem, stateczek wcale nie ulega ruinie, nawet pięknieje, zwłaszcza oficerskie apartamenty, ale może i w maszynowni to i owo zmodernizowano. Spokojnie sobie płynie, nawet tempo zwiększając (choć ani kapitanowie, ani armatorzy nie za bardzo wiedzą dokąd i po co). Kłopotem mogą być puste ładownie i niedożywiona załoga, której najbardziej fachowa część stopniowo opuszcza pokład, bo ma lepsze alternatywy. A na sensowny nowy zaciąg nie ma co liczyć. To jednak raczej nie skończy się wizją typu Latającego Holendra, gdyż statek ma stały dopływ żywności i paliwa, zatem jakąś tam załogę zawsze się zamustruje (najwyżej statek utknie na jakiejś mieliźnie). Armatorowi zależy jednak na kilometrażu, więc próbuje zmniejszać balast, a nawet demontować sam statek, aby popłynął szybciej. Ma nadzieję, że dodatkowe racje żywności dla części "szuflujących" (kosztem przymierania głodem reszty) pozwolą utrzymać prędkość.




  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 18:12:59:

    @kahlkopf - na razie to nadal symulacje. Przyznam jednak, że nie wstrzymywałbym oddechu i nie zakładałbym, że coś się zmieni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 20:56:18:

    W tych postulatach jest dużo prawdy i obiema łapkami się podpisuję. Warto jednak zauważyć, że nowa punktacja będzie miała bardzo negatywny wpływ na powstawanie nowych zespołów, których członkowie z różnych względów mogą mieć dotychczas słaby dorobek, bądź też w zespoły na dorobku. Proszę zauważyć, że przebijanie się do najlepszych czasopism tzn. takich, które obecnie będą mieć 140-200 pkt. nie jest proste i jest to często proces wieloletni. Stąd takie zespołu raczej będą publikować w czasopismach do 100 pkt. I teraz będą one wielokrotnie karane: raz za to, że publikują w tych "słabszych" (pojęcie względne) czasopismach, czyli dostają do 100 pkt., następnie wylicza się pierwiastki z ułamków, bądź ułamki, czyli kolejne obniżenie zarobku punktowego. Może to powodować wpadanie w zaklęte kręgi i niemożność wyjścia na szersze wody i ugruntować pozycję naukową. Będzie się to z kolei łączyć zapewne z kiepskimi możliwościami finansowymi. Rezultatem będzie zapewne szybkie rozpadanie się takich zespołów i utrata realizacji potencjalnie ciekawych tematów dla nauki.
    Dlatego myślę, że naczelnym hasłem, którym zachłysną się minister i s-ka jest prestiż i jego dziedziczenie. W ogóle mam wrażenie pewnego omamienia tym prestiżem i elitarnością, tak jakby geniusz był przypisany tylko do jednej grupy społecznej.
    Czyli nic innego, jak pozostaje skupianie się ludzi wokół wyg, które ten prestiż mają, bądź są dobrze ustosunkowane. Efekt to prowadzenie do dalszej feudalizacji nauki w Polsce i pozyskiwanie grantów, poprzez fikcyjne zatrudnianie ludzi ze świecznika, bądź całkowite im się podporządkowanie. Czyli na wyjściu otrzymujemy całkowicie coś przeciwnego, niż powierzchowne deklaracje o odświeżeniu nauki, jest równocześnie koniec ze swobodą naukową.
    Uważam, że należy skończyć z tym, że politycy uważają się nie wiadomo za kogo, a swoje okręgi wyborcze, czy tez stołki ministerialne uważają za udzielne księstwa i myślą, że wszyscy powinni wokół nich tańczyć. Trzeba im w końcu wytłumaczyć, że równie dobrze jak są tam na górze, mogą się znaleźć na dole, a ich rola to sługi wobec społeczeństwa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/10 22:32:10:

    @Gospodarz:

    A ja przyznam, że zakończyłem lekturę oświadczenia PTS na punkcie 1.2: ,,Ubolewamy nad tym, że projekty rozporządzeń nie były upublicznione w trakcie debaty nad samą Ustawą 2.0, gdyż pełna i rzetelna debata o reformie mogła być możliwa tylko przy wglądzie do całości dokumentów''.

    Projekty rozporządzeń były znane co najmniej od lutego (linka). Owszem, te opublikowane w sierpniu nie mają tożsamego brzmienia z lutowymi wersjami, ale przecież i projekt samej ustawy został bardzo poważnie zmodyfikowany przez parlament.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 07:33:23:

    Dlatego Panie Haluciński jest pytanie, co my tak naprawdę z tego co nam było wcześniej przedstawiane, otrzymujemy. Z jednej strony przedstawia się nam projekty, niby konsultuje, a i tak na wyjściu otrzymujemy właściwie co innego. Mam wrażenie jakiejś gry i to gry pozorów. I jak to ma się jeszcze do jakości stanowionego prawa.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 17:27:55:

    To jest najlepszy punkt tego oswiadczenia:

    3.1. Postulujemy zastąpić nazwę dyscypliny naukowej nauki socjologiczne nazwą socjologia. Obecnie proponowana konstrukcja jest dziwaczna (określenie socjologia jest od bardzo dawna ugruntowane) oraz niespójna z klasyfikacją OECD. Także dziwaczny i niezrozumiały będzie przekład nazwy nauki socjologiczne na język angielski. Co więcej, absolutnie niezrozumiałe jest w obrębie nauk socjologicznych uwzględnienie dwóch dyscyplin dotychczasowych socjologii oraz nauk o rodzinie. W socjologii istnieje zinstytucjonalizowana subdyscyplina socjologia rodziny. Jakiekolwiek nauki o rodzinie, które nie są socjologią rodziny, powinny być umieszczone w klasyfikacji w innym miejscu.

    MInisterstwo nie wie, co robi i nie chce wiedziec.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 18:00:48:

    E tam, czysta prywata. Umieszczenie demografii w ramach socjologii im oczywiście nie przeszkadza. Mimo, że to zupełnie inna metodologia i na ogół też tematyka.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 18:15:30:

    habilitant2012:
    Czy poza samym ministerstwem ktoś jeszcze uważa, że pomysły MNiSW mają sens?

    Ja uważam zmianę zasad punktacji za zmianę ważną i korzystną dla HS, przede wszystkim dzięki:
    - naprawienia nadmiernego spłaszczenia punktacji, na który, jak pamiętam, wielu forumowiczów i nie tylko słusznie narzekało
    - znaczącej poprawy jeśli chodzi o odzwierciedlenie istotnych czasopism światowych dzięki oparciu listy na znacznie obszerniejszej bazie Scopus
    - zmniejszenia znaczenia ocen formalnych (dawna lista B)
    - gradacji publikacji książkowych, gdzie rozdział w książce wydanej przez OUP nareszcie się liczy, a z kolei książka w byle jakim wydawnictwie nie ma zawyżonej punktacji
    - sensowniejsze ograniczenie udziału książek, rozdziałów i redakcji

    Z drugiej strony, przy tych zmianach i szczególnie wprowadzeniu normalizującego między subdyscyplinami wskaźnika SNIP, przejście na ocenę dyscyplinami nie jest konieczne.
    Zbyt radykalne jest też ograniczenie do max 4 na osobę. Byłbym za 6 na osobę w pierwszej ewaluacji a potem "się zobaczy".

    Problem, który porusza Kahlkopf, wygląda z mojej perspektywy marginalnie. Czasopism wysokopunktowanych zrobiło się zdecydowanie więcej, a nawet artykuł w 100-punktowym w udziale 1/4 to z pierwiastkiem 50 punktów, to ciągle 2,5 raza więcej niż książka u wydawcy spoza wykazu czy artykuł w czasopismie z dawnej listy B, które wygra w konkursie ministerialnym. Te czasopisma 100-punktowe u mnie miały 15-20 punktów (a wiele miało nawet 5, bo spoza wykazu: nie były w ERIH), czyli mniej niż dowolna książeczka lub tyle samo, co czasopismo z listy B za 15 punktów nadane nie wiadomo za co.

    Z innych dobrych (moim zdaniem) pomysłów wymienię marginalizację znaczenia habilitacji i tytułów i poszerzenie "bazy" nowego CK + minimalne kryteria aktualnego dorobku, choć tu zmiany mogłyby pójść dalej.
    Niepokoją mnie rady uczelni, nie podoba mi się zaproponowana koncepcja szkół doktorskich (uznając, że dotychczasowa organizacja studiów doktoranckich też była zła).
    Przygnębiający i niezwykle ważny jest brak realnej poprawy uposażeń, przy czym MNiSW "chciało dobrze", ale, wiadomo, decyzja jest gdzie indziej.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 18:18:57:

    Aha, no i - @kahlkopf - 2 takie artykuły w 100-punktowym czasopismie w zespołach 4-osobowych są całkowicie równoważne 1 artykułowi 100 punktowemu w pojedynkę (tzn. zajmują jeden slot i przynoszą 100 punktów), o czym jakby niektórzy dyskutanci zdają się zapominać.

  • wengi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 21:37:05:

    Dla mnie niezwykle niebezpieczny wydaje się zapis o "autorstwie lub współautorstwie" 4N artykułów. Czytany literalnie może oznaczać, że ilość wystąpienia jednego nazwiska w puli zgłoszonej do ewaluacji jest ograniczona do 4-ch, więc udział autora A (z którego nazwiskiem zgłoszono już 4 prace) w artykułach współpracowników może spowodować, że artykuł staje się przez nich niezgłaszalny... To kompletnie zabija jakąkolwiek współpracę wewnątrz jednostki.

    Oczywiście mam nadzieję, że ta interpretacja jest mylna, ale nie jestem w stanie wydobyć tej informacji z Ministerstwa.

  • wengi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 21:37:35:

    4-ch artykułów a nie 4N oczywiście.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 22:08:11:

    @nobooks,
    Patrzysz tylko przez pryzmat swojej dyscypliny. Jednak inaczej jest w ST. I właśnie z punktu widzenia ST ta ustawa, jak i te rozporządzenia są bardzo szkodliwe. Pytanie jest jedynie o skalę szkodliwości. To co napisałem jest tylko tym, co dostrzegam teraz, natomiast życie pewnie znajdzie jeszcze więcej negatywnych przejawów działania tej ustawy i rozporządzeń. Cóż od wielu już lat w ST monografia praktycznie się nie liczy, ze względu na swój ograniczony zasięg, chyba, że będzie to skrypt dla studentów lub coś w tym rodzaju. Liczy się artykuł. Niestety wiele osób, zwłaszcza z HS (nie wszyscy) podchodzi bardzo lekceważąco do tej formy przekazu naukowego. Tymczasem przygotowanie dobrego artykułu nie jest rzeczą łatwą i to nie jest tak, że jak jest zespół 4 osobowy, to będzie 4 artykuły z obecnej listy A na rok. To nie jest taka prosta arytmetyka, to mimo wszystko funkcja wydajności pisarskiej jest funkcją o wielu zmiennych, a czasem nawet uwikłaną. Owszem jest swoistego rodzaju synergia i zwiększenie możliwości. Jednak dalej artykuły piszemy, tworzymy, a nie produkujemy. Poza tym w większości ST, może poza jakimiś wyjątkami, artykuł musi być poprzedzony badaniami, eksperymentem, obliczeniami, itp. (alternatywa, nie koniunkcja). Te finalne wykresy, tabelki, itp. kosztują małe zespoły dużo pracy, zwłaszcza jeżeli jest jeszcze praca eksperymentatorska. Tu, w polskich warunkach często samemu trzeba przygotować stanowisko badawcze, szukać funduszy, dbać o jego sprawność i przygotować/zaprojektować odpowiednie badania. Następnie ten eksperyment przeprowadzić i zebrać reprezentatywne dane, przeanalizować je, zrobić obliczenia, zinterpretować. Dopiero wtedy można się zastanowić, jak to podzielić sensownie, aby przygotować publikację. Sam proces dostosowania artykułu do wymogów czasopisma też wymaga czasu, cierpliwości i umiejętności. Oczywiście jest zazwyczaj wiodący autor, ale inni też włączają się w pisanie artykułu. Nie rozumiem, dlaczego wielu ludzi podchodzi do pracy zespołowej, że jest wszystko łatwiej. A to nie do końca prawda. Jest inaczej. Trzeba umieć się dogadywać i umieć wykorzystywać najlepsze cechy oraz umiejętności członków zespołu. Należy wiedzieć też, że zespół tym lepiej pracuje jeśli ma sukcesy i co najmniej otrzyma łaskawe spojrzenie od dziekanów/rektorów. Ale teraz się to zmieni, gdyż do zapełnienia tych slotów taki zespół będzie mieć musiał przyspieszenie w wydawaniu wysokopunktowanych artykułów. Jak nie, to już łaskawego spojrzenia nie będzie. Widać żyjemy we światach równoległych, które praktycznie nie mają punktów styczności i myślę, że ekstrapolowanie potrzeb i wymagań części dyscyplin z HS na ST jest błędne. Uważam, że błędem jest stosowana często konfrontacja objętości monografii vs artykułu. Jakość to jest ważniejsze. Można dużo napisać, tylko ile to będzie w rezultacie warte?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 22:20:38:

    Wengi,
    Masz rację. Jedno to są ustawy i rozporządzenia, a drugie to ich interpretacja. I tu, jak choćby dla przykładu z odliczaniem podatku uwzględniającym prawa autorskie mogą dziać się cuda. Spora część tego prawa jest napisana mało precyzyjnie, co wyłapało choćby PTS. A przecież nie znamy jeszcze wszystkich finalnych rozwiązań, a ustawa ma zacząć już działać od 1.10.2018. Moja obawa jest też taka, że nadal nie znamy polskiego przyporządkowania czasopism do dyscyplin i ich wyceny. Żeby nagle nie okazało się tak, że to rozporządzenie przerosło możliwości MNiSW i ukaże się pod koniec przyszłego roku z datą działania 01.01.2019.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 23:47:28:

    @Imć Kahlkopf:

    > Masz rację. Jedno to są ustawy i rozporządzenia, a drugie to ich interpretacja. I tu,
    > jak choćby dla przykładu z odliczaniem podatku uwzględniającym prawa autorskie
    > mogą dziać się cuda. Spora część tego prawa jest napisana mało precyzyjnie,
    > co wyłapało choćby PTS.

    Zanim odniosę się do przytoczonego fragmentu wypowiedzi Acana, zapytam: mało precyzyjnie, czyli mało szczegółowo?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/11 23:57:21:

    Panie Haluciński,
    Mając na względzie, Żeś ciałem na poły prawniczym i że z każdym słowem liczyć, którym niczym pierwsza szabla Rzeczypospolitej władasz, to rzeknę, że o precyzję. Myślę, że się tu zgodzisz ze mną, że szczegółowość w wydaniu polskim, często znaczy przeregulowanym, przegadanym.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 01:19:25:

    Założenie europejskiego prawa kontynentalnego, czyli tego, które wywodzi się ze Starożytnego Rzymu, jest takie, że normy prawne wysłowione w aktach powszechnie obowiązującego mają charakter generalno-abstrakcyjny. Założenie jest racjonalne, bowiem sprawia, że dana norma prawna odnosi się do stanów faktycznych, które są podobne, ale nie identyczne. Ujmując to bardziej po matematycznemu, można powiedzieć, że norma prawna dotyczy określonego zbioru, którego elementami są stany faktyczne o pewnych wspólnych cechach dystynktywnych (podobieństwo stanów faktycznych). Te stany faktyczne różnią się jednak innymi cechami, które zostały uznane za irrelewantne (nieidentyczność stanów faktycznych). To, że ustawy i rozporządzenia są generalno-abstrakcyjnymi aktami prawnymi, pozwala uniknąć nadmiernej szczegółowości regulacji prawnych.

    Tytułem przykładu podam art. 159 k.k., bo prawo karne najbardziej chyba oddziaływuje na wyobraźnię:

    Art. 159. Kto, biorąc udział w bójce lub pobiciu człowieka, używa broni palnej, noża lub innego podobnie niebezpiecznego przedmiotu, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

    Narzędzie: broń palna. Ustawodawca uznał, że cechą relewantną narzędzia, przy pomocy którego realizuje się to przestępstwo, jest wyrzucanie przezeń pocisków, które są napędzane energią kinetyczną, powstałą w wyniku spalania ładunku miotającego. Cechami irrelewantnymi są np. szybkostrzelność, długość lufy, typ pocisku. Taka technika legislacyjna jest lepsza niż wyliczanie: używa pistoletu, pistoletu maszynowego lub karabinu maszynowego. Co by było, gdyby sprawca wystrzelił z karabinu snajperskiego, kopiąc wespół z kolegami leżącą ofiarę. Ano nie mógłby zostać skazany, bo ustawodawca zapomniał wymienić karabinu snajperskiego.

    Jak widzisz, Waćpan, ta ogólnikowość przepisów ma swój cel.

    Subsumpcja to proces polegający na wyróżnieniu w danym stanie faktycznym cech prawnie relewantnych (istotnych) i podciągnięciu go pod odpowiednią normę prawną. Innymi słowy, to proces myślowy, w trakcie którego wyodrębnia się ze stanu faktycznego określone cechy i znajduje się normę prawną, która odnosi się do zbioru stanów faktycznych o takich właśnie cechach. To na tym etapie następuje właśnie indywidualizacja i konkretyzacja normy prawnej.

    Wracamy do przykładu: jeden ze sprawców pobicia tłucze ofiarę kolbą pistoletu. Sędzia stosujący prawo musi rozstrzygnąć, czy tak kreatywne zastosowanie pistoletu odpowiada wyrażeniu ,,używa broni palnej''? Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że odpowiedź jest twierdząca, ale bo pistolet to broń palna i sprawca przecież posługuje nim się. Ale czy na pewno? Cechą stanowiącą o niebezpieczności broni palnej jest miotanie pocisków prochowych, a nie używanie jej obudowy do rozłupywania czaszki. Oczywiście sędzia musi się zastanowić, czy rąbanie kolbą pistoletu po głowie ofiary nie jest przypadkiem używaniem innego podobnie niebezpiecznego przedmiotu, ale to już inna historia.

    Jak widzisz, Acan, stosowanie przepisów wymaga wiedzy prawniczej i, co niemniej ważne, sporej dozy rozsądku. Dlaczego urzędnicy, którzy na co dzień wydają dziesiątki tysięcy decyzji administracyjnych, często stosują przepisy w sposób urągający wszelkim zasadom wykładni? Bo nie będąc prawnikami, nie potrafią wyjść poza literalne brzmienie przepisów i w ten sposób dochodzi do absurdów. Moim zdaniem głównym powodem jest nie zła wola takiego urzędnika, ale brak wiedzy prawniczej. Będąc świadomym swej niewiedzy, zastosuje najprostszy, ale i zarazem najbardziej ograniczający rodzaj wykładni -- wykładnię literalną.

    Przed recenzentami, którzy zwykle nie są prawnikami, stoi trudniejsze zadanie: zinterpretować pojęcie ,,istotna aktywność naukowa (...) realizowana w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej (...), w szczególności zagranicznej'' (art. 219 ust. 1 pkt 3 nowej ustawy). Podejrzewam, że większość pójdzie po linii najmniejszego oporu i uzna, że habilitant musi być po więcej niż jednym dłuższym wyjeździe naukowym do zagranicznej uczelni lub instytucji naukowej, gdzie prowadził badania.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 01:34:05:

    C.d.

    Ale czy to trafna interpretacja? Kiedyś, gdy do kontaktów na odległość służyły tylko telegrafy, telefony i tradycyjna poczta, trzeba było pojechać na miejsce, by prowadzić badania. Ale w dzisiejszych realiach technologicznym jest to zbyt wąska interpretacja. Badanie przedmiotu, zjawiska, stanu czy procesu to nie tylko jego obserwacja, lecz również integracja już przeprowadzonych obserwacji, ich cząstkowa interpretacja, ich scalenie, całościowe zinterpretowanie i wysnucie z tego określonych wniosków. Wiele z tych czynności można wykonać za pośrednictwem ogólnoświatowej sieci. Nie zawsze trzeba być na miejscu, żeby uczestniczyć w badaniach.

    Prawidłowa, moim zdaniem oczywiście, wykładnia wyrażenia ,,istotna aktywność naukowa (...) realizowana w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej (...), w szczególności zagranicznej'' powinna uwzględniać powyższe uwagi. A to prowadzi to jedynie słusznego -- znów wyłącznie w mojej ocenie -- wniosku, że nie zawsze wymagana jest fizyczna obecność w tej innej jednostce. Dla porządku dodam tylko jeszcze, że to nie musi być jednostka zagraniczna.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 01:36:32:

    Dlatego Panie Haluciński, znając dotychczasowe stosowanie uchwalanego radośnie prawa jestem wszelkich obaw. Właśnie to literalne stosowanie prawa, nie zaś pójście z duchem prawa. Ponoć w Niemczech jest prawo dotyczące odszkodowania za konia dla rolników, które zostało uchwalone bodajże w XIX, ale nikt tego prawa nie zmienia, mimo, że niemieccy rolnicy obecnie może co najwyżej hobbistycznie mogą hodować konie, a posiadają ciągniki. Ale orzekanie w takich sprawach dalej się nie zmienia, gdyż nikt literalnie nie czyta, że chodzi o das Pferd, a nie że o der Schlepper. Wszak dalej chodzi o środek do uprawy pola. I chyba ta kultura prawna nas bardzo różni, łącznie ze sposobem uchwalania tegoż prawa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 03:33:35:

    Za tym, że pojęcie ,,istotna aktywność naukowa (...) realizowana w więcej niż jednej uczelni, instytucji naukowej (...), w szczególności zagranicznej'' nie jest synonimem pojęcia ,,staż naukowy'', przemawia też zresztą brzmienie art. 227 ust. 1 pkt 1 lit. a nowej ustawy. Dopiero tam jest mowa o ,,stażach naukowych w instytucjach naukowych, w tym zagranicznych'' jako o jednym z wymogów na tytuł profesorski. W prawie istnieje zakaz wykładni synonimicznej, co oznacza tyle, że dwóm różnym pojęciom, użytym w tym samym akcie normatywnym, nie wolno nadawać tego samego znaczenia. Krótko mówiąc: istotna aktywność naukowa =/= staż naukowy. To dodatkowy argument za interpretacją, że ta aktywność nie musi odbywać się fizycznie w murach innego podmiotu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 03:45:02:

    I ostatnia kwestia.

    Tak myślę sobie, że jeszcze większe kłopoty będą z interpretacją pojęcia ,,osiągnięcie naukowe (...), stanowiące znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny'' (art. 219 ust. 1 pkt 2 nowej ustawy). Przez ,,dyscyplinę'' należy oczywiście rozumieć ,,dyscyplinę naukową'' (art. 16 ust. 3 nowej ustawy). Wyjąwszy usunięcie podoktorskiej cezury czasowej brzmienie tego pojęcia jest właściwie identyczne z dotychczasowym: ,,osiągnięcia naukowe (...), stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej'' (art. 16 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych). Zmieniło się za to otoczenie prawne.

    Po pierwsze, w Gowinowej konstytucji jest preambuła, która też ma znaczenie normatywne. Jest tam mowa o ,,fundamentalnej roli nauki w tworzeniu cywilizacji''. Formułka o misji o szczególnym znaczeniu dla państwa i narodu odnosi się tylko do uczelni i instytucji naukowych.

    Po drugie, klasyfikacji dyscyplin naukowych (i dziedzin nauki) dokona, podobnie jak wcześniej, nasz kochany minister. Różnica jest jednak taka, że obecnie ta klasyfikacja musi uwzględniać m.in. podział OECD i umowy międzynarodowe (art. 5 ust. 3 nowej ustawy). Dotychczasowe wytyczne kazały ministrowi bardziej uwzględniać realia krajowe: istniejące stopnie i tytuły naukowe rozwój dziedzin i dyscyplin nauki oraz obszary wiedzy, z uwzględnieniem obszarów kształcenia określonych w przepisach o szkolnictwie wyższym (art. 3 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych). W nowym przepisie upoważniającym ministra do wydania rozporządzenia z klasyfikacją jest więcej międzynarodowości, w poprzednim -- więcej krajowości.

    Po trzecie, w uzasadnieniu projektu ustawy ciągle jest mowa potrzebie zwiększenia znaczenia polskich osiągnięć naukowych na światowej arenie (np. pkt 1.7).

    Jak dla mnie to wszystko sugeruje, że osiągnięcia naukowe habilitanta powinny stanowić ,,znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny'' na poziomie międzynarodowym. Jestem świadom, że taka wykładnia tego przepisu bardzo wysoko zawiesi poprzeczkę habilitacyjną. Wydaje mi jednak się, że tylko taka interpretacja jest zgodna z celem i duchem ustawy, czyli dążeniem do zwiększenia znaczenia polskiej nauki na świecie (abstrahuję teraz od trafności i adekwatności przyjętych rozwiązań, bo to nie ma tu znaczenia). Rzecz jasna, i tym razem można wyłożyć przepis literalnie i uznać, że skoro brzmi tak samo (nie licząc usunięcia podoktorskiej cezury czasowej), to i wymagania na stopień doktora habilitowanego nie zmieniły się. Byłaby to jednak, moim zdaniem, bardzo aberracyjna interpretacja, godna istniejących klik, koterii i klanów akademickich.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 08:04:48:

    @kahlkopf

    Patrzysz tylko przez pryzmat swojej dyscypliny.
    Zasadniczo tak - trudno, aby było inaczej (i zaznaczyłem to) - aczkolwiek mam pewne doświadczenie badawcze i publikacyjne w więcej niż jednej dyscyplinie.

    Również Ty piszesz z perspektywy swoich doświadczeń, a przy tym wydaje Ci się, że oczywistości, które obszernie opisujesz w drugiej części postu są wyłączną cechą ST. Otóż zapewniam Cię, że w wielu obszarach HS rzeczywiste badania - a nie udawane - posiadają wszystkie wymienione przez Ciebie te cechy. Dokładnie tak samo jest w ST; ja również mogę wskazać "artykuły" z ST napisane na kolanie w jeden wieczór, tak więc światy równoległe istnieją, ale podział nie leży na granicy HS | ST tylko w poprzek.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 09:34:15:

    Nobooks,
    Widzę, że jednak nie zrozumiałeś mojego posta.
    Zacytuję się: "Jakość to jest ważniejsze."
    Piszmy i mówmy o jakości, nie o objętości. Tak znam artykuły napisane w jedną noc. Ale może to być noc niezwykle twórcza, jak choćby dla Galois. Dla mnie nie ma podziału na słabe artykuły (bo mała objętość) i świetne monografie (bo ileś tam tych stron), są po prostu prace złe, średnie, dobre, świetne i ponadczasowe. To się powinno oceniać. Zaś przeliczanie punktów per strona jest błędem, bo za chwilę ktoś dojdzie do wniosku, że punkty trzeba przyznawać za liczbę stron. W końcu nie jedną bzdurę już uchwalono, łącznie z definicją monografii. Tak jest pogoń i to światowa za liczbami - i każdy chce więcej. Efekt to już słynne "krojenie salami", czy "mielenie kotleta", a nawet jego "odgrzewanie". Stąd w czasopismach są obok ciekawych artykułów i takie, które są po prostu kiepskie, ale psim swędem przeszły przez recenzentów. Zaś z monografiami, to bywa niestety w polskich warunkach jeszcze gorzej, co było omawiane na tym blogu nie raz. Poza tym ja nie ukrywam, że patrzę ze swojej perspektywy, cytat: "Jednak inaczej jest w ST. I właśnie z punktu widzenia ST ta ustawa, jak i te rozporządzenia są bardzo szkodliwe." Ja nie chcę ekstrapolować problemów z ST na HS, bo to są często zasadniczo różne problemy, choćby związane z kosztami sprzętowymi (jestem doświadczalnikiem). Choć też wiemy, że w HS jest choćby archeologia, która jest bardzo kosztochłonna, bo też polega w dużej mierze na technice.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 09:43:29:

    A właśnie, czy jest wśród nas może archeolog, który mógłby się wypowiedzieć o ścianach i szklanych sufitach w swojej dyscyplinie. Wszak z tego co się orientuję, to polska archeologia nadal liczy się na świecie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 12:38:04:

    @kahlkopf
    Nie widzę, skąd nagle piszesz o objętości. W starej ewaluacji było minimum objętości w dwóch miejscach i to zostało zniesione.
    Ja też jestem doświadczalnikiem i mam spore koszty aparaturowe, do których konieczny jest grant. Podobnie duża część psychologii. Z reguły potrzeba współpracy kilku specjalistów o różnych obszarach kompetencji, aby robić badania nadające się do czasopism za 140 punktów (i części tych niżej punktowanych).
    Ale wracając do przykładu z 4 autorami: domyślam się, że protestujesz przeciw temu, że jest redukcja punktów i że, w czasopismie za 100 punktów potrzebujesz dwóch artykułów zespołowych dla tych 100 punktów, a nie jednego. Intencja tego systemu jest chyba, aby zaprosić do zespołu więcej wysokiej klasy specjalistów i jednak opublikować w czasopiśmie o wyższych notowaniach. Dla mnie ma to sens. Do czasopism 70-100 punktów nie ma ta aż takiego napływu przełomowych publikacji, a opublikowanie w takich czasopismach w zespole 6 artykułów na 4 lata nie wydaje mi się czymś super wyśrubowanym.
    Krojenie salami natomiast jest już i dalej będzie faktem, a najbardziej obserwuję taką tendencję właśnie u moich zachodnich kolegów. Pracując w zespole trzeba się podporządkować, trudno.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 13:16:38:

    @nobooks
    Zacytuję: "Intencja tego systemu jest chyba, aby zaprosić do zespołu więcej wysokiej klasy specjalistów i jednak opublikować w czasopiśmie o wyższych notowaniach."
    Chyba nie wiesz jakie są realia. A realia są takie, że jak się tworzy zespół z ludzi, którzy są na dorobku, to jest się jedynie petentem dla tych "wysokiej klasy specjalistów". Czyli kręcimy się wokół dziedziczenia prestiżu, próby awansu do jakiejś elity, a nie promowania nowych ludzi i nowych pomysłów. To co proponujesz, to jest umacnianie obecnej sieci powiązań, niż wprowadzaniem zdrowych zasad współzawodnictwa, ale też współpracy. Po prostu z Twojej wypowiedzi wynika, że trzeba mieć protektora i to nieźle umocowanego. A poza tym niestety, ale "Do czasopism 70-100 punktów nie ma ta aż takiego napływu przełomowych publikacji, a opublikowanie w takich czasopismach w zespole 6 artykułów na 4 lata nie wydaje mi się czymś super wyśrubowanym. " Mógłbyś się czasem zdziwić, że to co obecnie będzie mieć te 70, 100 pkt. wcale nie musi też być łatwe do osiągnięcia. I może jednak dużo Ci się tu wydaje. Poza tym: "Pracując w zespole trzeba się podporządkować, trudno." Właśnie po to się organizuje nowe zespoły, unikając tzw. "wysokiej klasy specjalistów", by być traktowanym po partnersku, a nie tylko "się podporządkować". Ale zawsze jest pytanie, co się chce robić w nauce i czy ma się na nią pomysł, tzn. czy chce się być wyrobnikiem, czy chce się realizować jednak własne pomysły. I w końcu, czy chcemy dokonywać przełomów, czy iść utartymi ścieżkami "wysokiej klasy specjalistów". Niestety to, o czym piszesz, lubi też mieć inny wymiar i kończy się dosyć często dopisywaniem znanych nazwisk do publikacji, po to tylko, żeby je przepchnąć. Czy tak ma wyglądać ta idea doskonałości naukowej, odmienianej we wszystkich przypadkach?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 14:29:11:

    Mógłbyś się czasem zdziwić, że to co obecnie będzie mieć te 70, 100 pkt. wcale nie musi też być łatwe do osiągnięcia.
    Nie mówię, że łatwe, tylko możliwe do osiągnięcia (przy pewnym wysiłku, bo chyba o to chodzi, aby się rozwijać). A jak jakieś nie jest, to celować do innego. Czasopism jest naprawdę sporo, warto poszukać też takich, które nie są jeszcze nam znane.
    Również takich, które są wolne od układów i klik, a takich jednak jest większość.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 15:01:16:

    Hello, ale mamy jeszcze przyporządkowywanie do dyscyplin, jak dawniej przywiązanie chłopa do ziemi. Mamy też swoje specjalizacje. Stąd potencjalny target czasopism może być ograniczony. To ograniczenie przenosi się niestety też na to, że dla tych niszowych lub z niekonwencjonalnymi badaniami po prostu czasopism 140 i 200 pkt. może nie być. Ale poczekamy, zobaczymy. Póki co symulacje np. Pi wskazują, że dla niektórych subdyscyplin mogą wystąpić takie problemy. Bo bycie niszowym, z jednej strony oznacza bardzo małą konkurencję, ale z drugiej strony przekleństwo w postaci ograniczonych możliwości publikacji. Warto też pamiętać, że takie nisze są mimo wszystko potrzebne gospodarce.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 16:56:02:

    Tak, mamy specjalizacje, obszary badawcze, subdyscypliny, w których jest tylko kilka czy nawet jedno liczące się czasopismo. Ten trend postępuje wraz z rozwojem nauki, bo rośnie szczegółowość opisu, zakres badanych zjawisk. Racjonalne jest publikowanie w liczących się w tej działce czasopismach, plus od czasu do czasu w czasopiśmie ogólniejszym, choćby po to, aby przekazać badaczom dla miedzy, co się u nas robi. W starej punktacji tylko te ogólniejsze czasopisma miały wyższą punktację. Czasopisma z mojej (sub)dyscypliny miały 15-25 punktów. Czasopisma niszowe z zasady nie mają najwyższej cytowalności. Nie jest to jednak wina MNiSW, po prostu tak to jest.
    W symulacji nowej punktacji czasopisma niszowe wypadają z reguły lepiej niż w starej punktacji, ponieważ SNIP tak działa, że w jakimś stopniu koryguje tę "niszowość", po to właśnie on powstał. Oczywiście to tylko automat i czasem wychodzą dziwne, nieintuicyjne czy krzywdzące wyniki. W momencie kiedy system służy do statystycznej oceny dużych zbiorowości publikacji, takie okazjonalne wyskoki nie wpłyną na wyniki. Problemem jest tylko ślepe stosowanie punktacji do oceny awansowej czy indywidualnej zamiast spojrzenia, czy to jest czasopismo liczące się w danej działce. Na głupotę nie ma rady, tylko trzeba wybierać mądrych do oceny, i tyle.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 16:56:46:

    korekta: badaczom zza miedzy

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 19:05:05:

    @kahlkopf
    Patrząc po dotychczasowej popularności wysokopunkwowanych publikacji w PL, jestem pewien ze na większość 140 i 200 punktowych papierów będzie miejsce w 20% spoza dziedziny, wiec dyscyplinarne przypisanie nie jest w tym zakresie żadnym ograniczeniem.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 19:45:22:

    Boże drogi, czytam sobie taką wypowiedź: "Do czasopism 70-100 punktów nie ma ta aż takiego napływu przełomowych publikacji, a opublikowanie w takich czasopismach w zespole 6 artykułów na 4 lata nie wydaje mi się czymś super wyśrubowanym" i zastanawiam się, w jak różnych rzeczywistościach żyjemy.

    W społ-humach w Polsce jakieś 3-5% autorów regularnie (tzn. co rok-dwa) publikowało w czasopismach z IF, jeśli wliczyć w to publikujących na Scopusie to jest to i tak mniej niż 10%. I są to w większości ogony Scopusa i SSCI, a więc 4, góra 3 kwartyl.

    Proszę sprawdzić w pbn najlepsze wydziały z ekonomii, socjologii, politologii czy nawet psychologii społecznej, jak ktoś nie wierzy.

    Powyższy cytat musiał się z pewnością odnosić do jakiejś nieznanej "island of excelence" albo niszy, bo z pewnością nie do smutnej statystycznej rzeczywistości polskich społ-humów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 20:08:09:

    Adam_Beast,
    Pożyjemy, zobaczymy. Ja mimo wszystko rozpatruje negatywne scenariusze. Wolę się mimo wszystko mile się rozczarować, niż być niemile zaskoczonym. Natomiast, trzeba szukać dziur w tym nowym systemie i odpowiednio, jeśli się da, reagować. Na pewno Kolega też się orientuje, jak wygląda punktacja czasopism choćby np. instrument & instrumentation w Scopus i gdzie się to lokuje.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 20:22:08:

    @khalkopf
    W I&I wyglada faktycznie średnio, ale za to zwykle Electrical Engineering otworzyło mi szeroko horyzonty potencjalnych publikacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 20:22:10:

    lodz.onet.pl/zabraknie-miejsca-w-liceach-koszmar-kumulacji-rocznikow/rbxrwkc

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 21:14:28:

    @nobooks
    Moim zdaniem podejście powinno być zupełnie inne. Tak jak dziewięć kobiet nie urodzi dziecka w miesiąc, tak zwiększanie liczby badaczy nie ma liniowego przełożenia na "produkcje" publikacji. Współpracy nie nawiązuje się po to by przyśpieszyć "taśmę produkcyjną" i publikować więcej. Współpraca ma służyć zwiększeniu jakości publikacji. Jedna osoba ma z natury ograniczoną wiedzę i publikacje jednoautorskie, nawet te bardzo dobre, rozwiązują bardzo konkretne problemy z bardzo konkretnej dziedziny. Natomiast publikacje wieloautorskie napisane przez ekspertów z różnych dziedzin mogą być zdecydowanie szersze i mieć większy "impact". Obecna reforma takiej współpracy w żaden sposób nie promuje, wręcz przeciwnie.

    Oczywiście zdaje sobie sprawę, że w warunkach polskich publikacje wieloautorskie to bardzo często publikacje opracowane przez jedną osobę, która musiała dopisać kilka innych. To jest patologia, z którą należy walczyć, a nie traktować jako coś co jest i być musi. Chociażby wymaganie udziałów procentowych do każdego grantu, stypendium, bądź postępowania awansowego mogą zdecydowanie zmniejszyć ten proceder (czym innym jest np. 4x 25%, a czym innym 1x 85% i 3x 5%, potencjalny recenzent dorobku od razu to widzi).

    W mojej dyscyplinie dla zespołu np. 5 osobowego opublikowanie 20 publikacji za 70+ punktów w ciągu 4 lat jest nierealne (a to zakłada zespół z tego samego ośrodka, jeżeli jest rozproszony to trzeba ich jeszcze więcej!). Z drugiej strony samodzielne opublikowanie 4 publikacji jest jak najbardziej możliwe.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 21:37:57:

    @fla
    Moja wypowiedź była częścią dyskusji z kahlkopfem, zatem dotyczyła zasadniczo zespołów w obrębie ST. W wymienionych przez Ciebie specjalnościach HS tak liczne zespoły nie są jeszcze tak częste (choć w tym kierunku idziemy).
    Jeśli jednak, patrząc na Twą listę, spojrzymy na psychologię, to jest w PL dobrych kilka jednostek (wydziałów, instytutów), które publikują już głównie światowo, i to w większości. Z kolei inne tego nie robią, a te pierwsze zaczęły, bo je do tego skłoniono (tu warto przytoczyć reformę projakościową Lewickiej i Sosnowskiego kilka lat temu na WP UW). Zmierzam do tego, że mamy całkiem sporą rzeszę niezłych badaczy, którzy nie publikują światowo, bo "po co", skoro wygodniej i bardziej opłacalnie było bez wysiłku i ryzyka odrzucenia publikować lokalnie. Podobne zwroty obserwuję w kilku jednostkach z różnych obszarów HS. Należy stworzyć różnorodne bodźce, które takie działania promują. Usunięcie spłaszczenia punktacji to jeden krok, natomiast brakuje niestety odpowiednich bodźców finansowych.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 21:40:58:

    Natomiast publikacje wieloautorskie napisane przez ekspertów z różnych dziedzin mogą być zdecydowanie szersze i mieć większy "impact". Obecna reforma takiej współpracy w żaden sposób nie promuje, wręcz przeciwnie.

    No przepraszam, ale jak przeciwnie? In what universe? Projekty czytałeś? Toż właśnie artykuł autorstwa ekspertów z różnych dziedzin liczy się wielokrotnie, niezależnie dla każdej dziedziny. Ponadto czasopismo z większym impaktem przynosi każdemu autorowi 100% "credit".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 22:10:19:

    @dwa.718
    @nobooks powinien przeczytać klasyczną pozycję Brooksa "Mityczny osobomiesiąc" a i sięgnięcie po "Marsz ku klęsce" Yourdona też by mu się przydało. A już absolutnie powinna to być lektura obowiązkowa naszych reformistów ministerialnych.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 22:14:36:

    @nobooks
    W przypadku publikacji za 140 i 200 punktów - tak. W pozostałych przypadkach publikacja zajmuje pierwiastek slotu i pierwiastek punktacji, co sprawia, że należy ich opublikować zdecydowanie więcej. Co więcej, poszczególne dyscypliny mogą być zdefiniowanie zupełnie inaczej niż sobie tego życzy ministerstwo, co ma kolosalne znaczenie w kwestii punktacji. Przykładem może być "informatyka stosowana", która jest tak obszerna, że można z niej zrobić przynajmniej kilka, bądź kilkanaście poddyscyplin po kilka tysięcy badaczy każda.

    Wracając jednak do publikacji za 140 i 200 punktów. W mojej dziedzinie jest 7 potencjalnych czasopism, które będą tak punktowane (+ 2 konferencje). W ciągu ostatnich 5 lat we wszystkich łącznie znalazły się aż 3 publikacje afiliowane na jednostkę z Polski. Koszty "wyprodukowania" jednej takiej publikacji można liczyć w milionach złotych.

    W innych dziedzinach może być zupełnie inaczej i w nich proponowany system może działać. Chcę jedynie podkreślić to, że wrzucanie wszystkiego do jednego worka i próby uogólnienia oceny dorobku na całą naukę w Polsce to paranoja, która będzie miała zdecydowanie więcej wad niż zalet.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 22:22:48:

    jak tu słusznie zauważył bodaj Euler, łatwiej 5 osobom w 4 lata napisać 20 prac samodzielnych (każdy średnio po 4) niż zespołowych. Bo to nie jest tak, że praca zespołowa w zespole 5-osobowym zajmuje 5 razy mniej czasu. Ja nie widzę w ogóle jakiejś wyraźnej zależności między moim nakładem pracy a liczbą współautorów. Prace wieloautorskie są wieloutorskie nie z chęci dopisywania (choć ciśnienie w tę stronę jest), lecz dlatego, że są trudniejsze. Bo np. wymagają połączenia wyrafinowanych kompetencji z kilku obszarów wiedzy.

    Do czego to doprowadzi - zobaczymy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 22:25:32:

    Ależ ja pracuję w zespołach i doskonale wiem, że synergia zespołu może dać nową jakość, ale nie ilość. Nierzadko już sam proces pisania w 2, 3 czy 4 osoby jest dłuższy niż w pojedynkę.
    Zapytam jednak, jak w takim razie radził sobie w poprzednich okresach ten zespół 5-osobowy z jednej jednostki i jednej dyscypliny (zakładam, skoro mnożysz), publikując w 4 lata łącznie w 5 osób 4 publikacje i nic więcej? Niech to będą dobre publikacje, ale czy nie wystarcza czasu na inne projekty, w innych zespołach? Bo w takim zespole to chyba zaangażowanie danej osoby nie jest na wszystkich etapach badawczych, więc chyba zostaje czas na jakieś inne działania?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 22:52:35:

    Radził sobie tak jak wszyscy, czyli twórczo wykorzystywał obecny system ewaluacji. Obecny system nie jest dobry, jest bardzo zły. Natomiast ten proponowany, mimo wielu pozytywnych aspektów, jest równie zły, jeżeli nie gorszy.

    Jednak poruszając jeszcze kwestie czasu na inne działania. W naukach technicznych to tak nie działa. Badania polegają na pracy koncepcyjnej, zaprojektowaniu systemu, jego zbudowaniu/zaimplementowaniu, etapie produkcji, testowaniu, przygotowaniu i obróbce danych, krytycznej ocenie wyników i wielu innych czynnościach. Generalnie, zawsze jest coś do roboty. Przygotowanie dobrej publikacji za 200 punktów to rok, bądź dwa lata niemal ciągłej pracy kilkuosobowego zespołu (dochodzi jeszcze dydaktyka, która w naukach technicznych zajmuje mnóstwo czasu, śmiem stwierdzić, że nieporównywalnie więcej niż w naukach humanistycznych/społecznych, proponuję prześledzić ile czasu zajmuje przygotowanie i późniejsze utrzymanie jednego ćwiczenia laboratoryjnego).

    Tak, zawsze może sobie po godzinach zrobić samodzielny research i opublikować go za jakieś 40-70 punktów. Tylko po co? Nawet jeżeli będzie parę razy zacytowany to.. po co? Moim zdaniem lepiej w całości się skupić na badaniach faktycznie innowacyjnych, które wnoszą do dyscypliny prawdziwie nowości i są na poziomie topu światowego, a nie rozdrabniać się i poświęcać czas na zapełnianie slotów ministerialnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:03:43:

    W większości wypadków radził sobie... słabo! W tym sensie reforma 2.0 nie wprowadza jakiegoś szczególnego "bata na wieloosobowe grupy badawcze", ona byc może sytuację tych grup pomoże skwantyfikować (wg jakiegoś arbitralnego kryterium, które zostanie uznane za kryterium obiektywne).

    Zgadzamy się chyba, że parametryzacja nie tylko mierzy, ale i kształtuje sposób uprawiania nauki. Dotychczas preferowany styl, przynajmniej naukach umiędzynarodowionych, jak fizyka, był stylem kierowcy TiRa, który zarabia w Niemczech, ale mieszka w Polsce. Tzn, wyjeżdżasz na post-doka na Zachód. jesli jesteś zdolny i masz szczęście, nawiązane tam kontakty utrzymujesz przez kilka-kilkanaście lat i jedziesz na tym, że jesteś członkiem zachodniej grupy, jednak afiliację masz w jednostce polskiej i przez polskiego podatnika jesteś opłacany.

    To się zasadniczo nie zmieni. Tzn. wartość takich naukowców spadnie, ale tylko ze względu na ograniczenie "4". Jeżeli w ten sposób zachęci się takich ludzi do stworzenia na miejscu polskiej grupy, która z 4 zrobi 4N, to tylko przyklasnąć (w zerowym rzędzie rachunku zaburzeń).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:08:50:

    Nobooks,
    Ręce opadają. Z jednej strony piszesz, że wiesz jak to jest z pracą w zespole, a z drugiej strony wychodzi, że jednak nie. A może tak jak napisałeś, że musisz się dostosować do wymagań zespołu, w którym działasz, czyli, że masz bardzo ograniczone pole działania i jakąś podrzędną rolę, być może z doskoku. Ok. Nie ważne. Ważne jest co innego, że wszystkie zespoły nie działają według jednego określonego schematu, nawet w obrębie jednej dyscypliny. Po prostu, każdy zespół jest różny, tak jak są różni ludzie, którzy go tworzą. Jest zróżnicowanie pomiędzy obszarami, dyscyplinami, jak i subdyscyplinami, na to nakłada się jeszcze to, z których ośrodków pochodzimy, a nawet jaki mamy bagaż życiowy. Prawda jest taka, że inne możliwości są w Warszawie, inne we Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie, a jeszcze inne w Rzeszowie, czy Szczecinie. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż to czego Ty, czy ja doświadczam. Stąd, to co Ty uważasz za korzystne, wcale nie musi i często nie jest korzystne dla innych. Dla mnie obecny system punktacji ma dużo więcej zalet, niż ten proponowany, choć i jego wady są aż nadto widoczne. Ale przy odrobinie tylko chęci ze strony MNiSW jest reformowalny, bo ma potencjał.
    Przy czym niechęć do ustawy2.0 nie wolno tłumaczyć tego, tak jak obecni ministrowie MNiSW, jakimś wyimaginowanym lenistwem, brakiem doskonałości naukowej, itp. To nie ta dialektyka. Po prostu tak działamy, jak nam na to środki pozwalają i nie każdego stać, by wysyłać artykuły w Open Access np. do wydawnictwa MDPI.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:09:01:

    dwa.718,
    Dlaczego obecny system ewaluacji jest bardzo zły? Nie żebym był jego fanem, ale werbalizacja argumentacji może być zalążkiem ciekawej dyskusji.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:12:12:

    Rzeczywiście, proponowane zasady wyraźnie gorzej traktują zespoły z tej samej jednostki (w obrębie jednej dyscypliny) niż zespoły międzyjednostkowe (niekoniecznie międzynarodowe), które wcale gorsze być nie muszą, mogą być lepsze Nowe zasady zdają się dawać impuls do rozbijania takich istniejących zespołów, i to nie jest dobre.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:19:27:

    nobooks,
    Ale przedtem było tak samo. Grupa doświadczalna, z definicji lokalna, w konkurencji z pięcioma samodzielnymi, samotnymi teoretykami niemal zawsze dostawała w 4 litery.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:23:40:

    Rzeczywisty problem polega na braku związku kategoryzacji z - będzie górnolotnie - potrzebami społecznymi. Ci, którzy publikują za 140-200, z reguły specjalizują się w jakichś ezoterycznych rytuałach, a ich uczniowie na polskim rynku pracy nie mają czego szukać. Gorzej, że rynek międzynarodowy również jest nasycony, a nawet przesycony uczniami innych, acz podobnych im guru sztuk tajemnych.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:30:09:

    @pi
    Jednym z podstawowych argumentów jest coś, co akurat proponowana reforma znosi i czego idee popieram, a realizacje przeklinam. Mianowicie fakt, że totalne nieroby mogły być rozliczane przez lokomotywy. Patologie, które to zrodziło są nie do opisania. Właśnie przez tą jedną zmianę mój wydział ma spore szanse zostać rozwiązanym, ponieważ ponad 50% kadry nie wniosła de facto nic do ostatniej kategoryzacji poza swoim istnieniem (a otrzymana kategoria mimo tego jest hm.. bardzo, bardzo dobra, więc dalej mogą nic nie robić i balować za sam fakt istnienia).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:39:49:

    Pi,
    Chcesz jeszcze raz mojego poglądu na reformę2.0 i mechanizmy ewaluacji. Nie ma sprawy, powtórzę się. Przede wszystkim minister chce błyszczeć w rankingach międzynarodowych. Do tego potrzebuje tylko paru uniwersytetów, które będą mieć priorytet i pod to jest ustawiona ewaluacja. Będzie prestiż, elita, to co uwielbia obecny min. Wystarczy spoglądnąć na przyznawanie punktów za pozyskiwanie środków z NCN i NCBiR, nie zaś patrzenie na wydajność inwestowanych pieniędzy. Ta "reforma" znacząco osłabia sektor uczelni publicznych, a wzmacnia sektor prywatny, gdzie znosi się sporo dotychczasowych ograniczeń. Nawet dotuje się te prywatne przedsięwzięcia, zwłaszcza, gdy inwestorem jest KK. Wszak obecny podział na dyscypliny faworyzuje niektóre uczelnie, a inne zdołuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:40:26:

    E,
    W ten sposób dałeś wspaniały argument zwolennikom reform Gowina.

    Ale i przeciwnikom: reforma zmusza nas do skoku na główkę do basenu bez informacji, ile w danym miejscu jest w nim wody. Będą spore niespodzianki i mnóstwo odwołań.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/12 23:44:12:

    I poobijanych głów, a nawet połamanych kręgosłupów.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 00:05:17:

    @dwa.718
    > ponieważ ponad 50% kadry nie wniosła de facto nic do ostatniej kategoryzacji poza swoim istnieniem (a otrzymana kategoria mimo tego jest hm.. bardzo, bardzo dobra, więc dalej mogą nic nie robić i balować za sam fakt istnienia).

    50%? Szczęściarzu! U mnie 80% i obecnie są głęboko oburzeni, że ktoś śmie ich poniżać propozycjami przejścia na dydaktyków.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 00:38:56:

    Zresztą, o patologiach kategoryzacji można stworzyć odrębną dyscyplinę badawczą (...).

    Cała ta reforma nie adresuje w ogóle najważniejszych problemów naszej narodowej nauki, czyli dramatycznego niedofinansowania, kolesiostwa, niewłaściwego powiązania nauki z dydaktyką, braku transparentności i postsocjalistycznej mentalności. Wręcz przeciwnie, z wszystkimi powyżej będzie jeszcze gorzej i żadne punkty za publikacje tego nie zmienią.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 01:13:43:

    Euler,
    Jak ma się to zmienić, jak sporo procesów ma się stać tajne/poufne. To przecież jest zaproszenie do pogłębiania wielu obecnych patologii. Do tego dojdzie znaczne ograniczenie demokracji na uczelniach i wręcz wszechwładza rektora. Czyli mamy dodatkowe ograniczanie możliwości kontrolnych. Będą cuda. Tylko, czy o takie cuda nam chodziło?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 08:16:52:

    Rzeczywistym celem reform, w tym parametryzacji, wydaje się trwałe instytucjnalne przesunięcie środków finansowych do UWUJ-a. Przez "instytucjonalne"mam na myśli "skierowane na instytucję" a nie na "doskonałość naukową". Przecież tej psychologii kwantowej nie uprawia się na uczelni w Koluszkach. Zwracam uwagę na słowo "przesunięcie" - nie ma mowy o środkach dodatkowych, tylko właśnie o przesuwanych.

    "Doskonałość naukowa" wyłoni się dopiero jako efekt tego przesunięcia. Jak uczelnia klasy C będzie miała 50 razy mniej środków na badania od uczelni aspirującej jako całość do A+, to oczywiście po kilku latach już nie podskoczy, a cała doskonałość skupi się w "uczelni badawczej". Jeśli komuś te 50 wydaje się przesadzone, wyjaśniam, że to już się dzieje i tego rzędu dysproporcje występują już dziś między UW a np. UO w środkach pochodzących z NCN w przeliczeniu na jednego pracownika n-d.

    Rzeczą niezwykłą w reformie jest pozostawienie wszelkich C samym sobie, jakby nie były to jednostki publiczne.

    To wydaje się fundamentalnym błędem reformatorów. Jeżeli wzorują się na USA, to tam system grantowy nie polega przecież na tym, że za jego pomocą rząd federalny dokonuje "obiektywnej selekcji" jednostek federalnych na te, które mają uprawiać naukę i na te, które od finansowanej z budżetu nauki mają być odcięte. Zmuszanie jednostek rządowych, czyli czyli instytuty PAN i badawcze (PIB), do udziału w wyścigu grantowym uważam za zupełny absurd, zwłaszcza że nagradza się w nim skuteczność w drenażu publicznych środków finansowych, bo tę zmierzyć najłatwiej, a zawsze można argumentować, że za tymi środkami finansowymi z pewnością idą realne efekty, he, he, bo środki te są przyznawane w drodze konkursowej, he, he, przymykając oko na to, że warunki konkursu oraz w dużym stopniu składy komisji konkursowych ustalane są wewnątrz grupy beneficjentów tych konkursów, czyli że są to finansowane z budżetu konkursy środowiskowe. Czy tak samo jest w USA? Trudno mi to sobie wyobrazić.

    Wszystko to sprawia wrażenie, jakby państwo w dalszym ciągu nie miało pomysłu na sektor badań naukowych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 08:50:09:

    @trzy.14
    > Rzeczą niezwykłą w reformie jest pozostawienie wszelkich C samym sobie, jakby nie były to jednostki publiczne

    No patrz Pan, a Balcerowicz po uczynieniu DOKŁADNIE tego samego z przedsiębiorstwami był chwalony i wielbiony przez upasionych cwaniaków nomenklaturowych i użytecznych idiotów od Michnika. Tu będzie DOKŁADNIE to samo: upasiona wąska nomenklatura bonzów rektorskich publicznych i prywatnych cwaniaków typu Rydzyk czy właśnie Gowin.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 08:53:48:

    oko.press/uwaga-rozmowa-sponsorowana-jak-ministerstwo-gowina-placilo-za-zapraszanie-do-polsat-news/

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 08:54:27:

    @trzy.14
    "Rzeczywisty problem polega na braku związku kategoryzacji z - będzie górnolotnie - potrzebami społecznymi. Ci, którzy publikują za 140-200, z reguły specjalizują się w jakichś ezoterycznych rytuałach, a ich uczniowie na polskim rynku pracy nie mają czego szukać."

    Celem nauki nie jest nauczanie ludzi do zawodu. Od tego są szkoły zawodowe. Także bez sensu ten argument.

    "Jeśli komuś te 50 wydaje się przesadzone, wyjaśniam, że to już się dzieje i tego rzędu dysproporcje występują już dziś między UW a np. UO w środkach pochodzących z NCN w przeliczeniu na jednego pracownika n-d. "

    Pieniądze z NCN idą tam gdzie są efekty w postaci dobrych międzynarodowych publikacji i tacy ludzie wygrywają konkursy. To najlepszy sposób wydawania publicznych pieniędzy jaki można wymyślić w nauce. Oczywiście tam też są patologie, ale rozmawiajmy jak je naprawić. Mi np. nie podoba się, że uczelnie kradną od razu 40% tych środków, to prawdziwy wyzysk i pieniądze nie idą tak na prawdę na naukę. Inna kwestia to duże zróżnicowanie przyznawanych środków nie mające powiązania z efektami. Są konkursy, gdzie lidzie dostają ponad milionowe środki i nie jest to związane z kosztami badań laboratoryjnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 09:54:01:

    PioteCandida?
    Jakaż jet inna rola UCZELNI niż przygotowanie młodych ludzi do pracy? Nie myli Pan czasem uczelni z instytutem PAN?

    I owszem, uczelnia wyższa nie jest i nie może być szkołą zawodową przygotowującą do jednej pracy w jednym miejscu pracy. Tylko tu się zgadzamy. Uczelnia musi jednak dać młodemu człowiekowi kompetencje, które pomogą mu się *dobrze* odnaleźć na rynku pracy.

    Co więcej, nie może być tak, że uczeni będą drzeć japy, że polska nauka jest niedoinwestowana, a Polska to jedna wielka montownia, wypuszczając jednocześnie tysiące absolwentów, z których nikt nie potrafi odnaleźć się w nowoczesnym przedsiębiorstwie. Nie może być tak, że zagraniczne korpo będzie postawione przed dylematem: czy inwestować w kraju, w którym kadry są tańsze, ale wymagają dodatkowego roku na ekstra szkolenie bez gwarancji sukcesu, czy też może inwestować od razu w kraju droższym, jak Niemcy czy Izrael, w którym jednak te kadry już są?

    W moim otoczeniu "grupy trzymające granty" zapewniają część kompetencji społecznych, jak umiejętność prowadzenia badań, jednak bez zapewnienia jakichkolwiek umiejętności twardych. Niech Pan sobie teraz wyobrazi przyszłego lekarza, który potrafi opracować statystycznie wyniki pomiarów, ale nie przeszedł "nudnych" kursów anatomii, kardiologii, laryngologii, chirurgii etc. Albo inżyniera bez tak trywialnej rzeczy, jak rysunek techniczny. Doktoranci, którzy wpadną w tryby takich grup, po 4-8 latach orientują się, że ich pozycja na rynku pracy przez te 4-8 lat nie drgnęła ani o milimetr, a często nawet się pogorszyła.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 10:06:54:

    To może podam prosty przykład. Rozmawiałem niedawni z mechanikiem z politechniki. On w całym 5-letnim kursie nie miał równań różniczkowych cząstkowych. Dopiero gdy był doktorantem, promotor wysłał go na takowy kurs na uniwerek. Co więcej, jak go promotor wysłał na uniwerek na metody numeryczne, to doktorant nie dał rady, bo musiałby jeszcze nadrobić kursy z matematyki ogólnej.

    I niech Pan teraz się zastanowi, czy zagraniczne korpo lub polski kapitał, jeżeli się zbierze i zamiast w klub piłkarski zechce zainwestować w high-tech, czy taki kapitał znajdzie tu masę krytyczną pracowników wystarczającą do założenia działu R-D konkurencyjnego z analogicznym działem u Bosha czy Procter-and-Gamble? Mając na rynku tylko mechaników bez pojęcia o numeryce lub numeryków-teoretyków bez pojęcia o mechanice czy inżynierii w jakimkolwiek jej aspekcie?

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 10:12:46:

    @trzy.14
    Co więcej, nie może być tak, że uczeni będą ściemniać latami mnożąc dzieląc przypadkowo wyszukane wzory bez sensu i celu z braku wiedzy kierunkowej.
    Nie może być tak, że uczeni dostają granty na miliony które im nie wychodzą, tematykę 99% istniejących małych firm na polskim rynku i 50% studentów potrafi zrealizować.
    Jak absolwent może odnaleźć się w nowoczesnym przedsiębiorstwie gdy na studiach nie procował z nowoczesnymi technologiami lub widział tylko przez szybę.
    Na wykładach słuchał bajek z przed 50 lat.
    Gdy wykładowcy publikują wynalazki w których twierdzą że to co zostało zaprojektowane do innych celów nie posiada wymaganych własności oni wykorzystują do zadań krytycznych do których coś nie zostało zaprojektowane, niewiedzą że takie zastosowania stwarza olbrzymie zagrożenie dla nas wszystkich.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 10:24:41:

    Piotrcandida,
    Pieniądze w dużej części idą tam, gdzie mają iść, a nie gdzie powinny. Poza tym jest permanentne niedofinansowanie. Budżet nauki rok do roku de facto uwzględniając różne czynniki ekonomiczne jest malejący. A cała reforma nie polega na tym, że się podsypie środków lub stworzy się lepsze mechanizmy pozyskiwania poprzez współpracę np. z przemysłem, tylko wewnętrzne ich przesuwanie. Już tu widać, że liczy się dziedziczenie prestiżu, ulubione słowo ministrodzierżców. Czyli inaczej, są na naszych oczach budowane szklane sufity i w ten sposób skazuje się całą masę ludzi, często z ciekawymi pomysłami na zatracenie, bo nie są w mainstreamowych ośrodkach akademickich lub dobrze ustosunkowanych prywatnych. Ja tego nie mogę pojąć, jak w Polsce od lat marnuje się potencjał badawczy. Z resztą zobaczmy co się dzieje w edukacji tej na poziomie podstawowym i średnim, a dostaniemy odpowiedź z jakimi problemami zetkniemy się już za 4-5 lat, jak ta młodzież z podwójnych roczników zacznie zasilać brać studencką. Wtedy pewnie też będzie się zwalać na nas na niską jakość nauczania, nie zaś na to, że politycy i tu niecenzuralne słowa ... system. Warto tez zobaczyć, jak dalej będzie niszczone szkolnictwo zawodowe, bo jeżeli ktoś zdecyduje się pójść do technikum, to już będzie miał gorsze możliwości w zakresie studiowania.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 11:25:07:

    @kahlkopf
    Powiadasz że średni 38 milionowy kraj, nie jest w stanie kontrolować kierunku rozwoju ?
    Pieniądze przeznaczone na rozwój zgarniają mafie z korzeniami w UB. To są Afrykańskie standardy z lat 90 poprzedniego wieku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 11:34:41:

    Bardzo ciekawy artykuł:
    www.nature.com/articles/d41586-018-06185-8

    Naprawdę nic, co się w Polsce dzieje, włącznie z diamentami wszelkiej możliwej maści, nie jest wyjątkowe czy specyficznie polskie.

    Doczytajcie do końca.

    Np takie opinie:

    One scientist said, I personally dont count them as my papers and dont have them on my CV as such, as there is a distinction between being a named author versus a consortium member authorship.

    Overall, hyperprolific authors might include some of the most energetic and excellent scientists. However, such modes of publishing might also reflect idiosyncratic field norms, to say the least.


    I w tym kontekście (każda) parametryzacja nabiera nowych barw. Zarówno w kontekście statystycznym (jako narzędzia dostarczającego wiedzy o stanie nauki), jak i politycznym (jako narzędzia wywierania wpływu na ludzkie zachowanie).

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 11:46:02:

    @trzy.14
    Ja też boleję że w tym kraju zamiast inwestować w high-tech, w informatykę inwestuje się w humanistykę czy religię. Dotyczy to wszystkich szczebli nauczania od szkoły podstawowej, ale to inny problem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 11:46:18:

    Mezzosopran.Spinto,
    Co prawda wolę soprany koloraturowe, bo są szybkie i muszą być sprawne technicznie, ale nieco niższe mezzosoprany też bywają ciekawe. Myślę, że rola Zerliny bardziej pasuje do mezzosopranu. A przy okazji spinto, chciałbym usłyszeć. Musi się nieźle sprawdzać zwłaszcza w operach romantycznych.
    Po tej dygresji na temat pięknych kobiecych głosów, warto wrócić do tematu. Ja bym tutaj UB już nie mieszał, gdyż mamy już 29 lat od przełomu roku 1989. Ten czas zdążył już wytworzyć nowe układy i powiązania. Natomiast, tak obecnie na uczelniach będą się pogłębiać "standardy" kapitalizmu w najgorszym wydaniu, bo nasz wódz jest wyznawcą neoliberalnych rozwiązań ekonomicznych dla określonej części społeczeństwa, przy równoczesnych ultrakonserwatywnych poglądach społecznych. Oczywiście dla części, bo dla innych, tych co trzeba są inne standardy. Tu wręcz dosadnie i bezkompromisowo, ale jakże celnie, wypowiada się Stary Zgred, za co ma u mnie dużego "+".
    PS
    Oczywiście Stary Zgred niech przez to nie popada w samouwielbienie, za to, że posłodziłem ;o)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 11:54:49:

    Piotrcandida,
    Oj, oj Piotrze, jak Ty nie doceniasz wartości humanistyki. Humanistyka jest niezbędna, ze względu choćby na to, że dzięki niej można nauczyć miękkich kompetencji, które są tak trudno mierzalne. Inną kwestią jest sposób jej uprawiania i zbalansowania potrzeb. Myślę, że czasami warto by wrócić do pojęcia humanisty w sensie renesansowym, tzn. człowieka bardzo otwartego na naukę i nowe pomysły, ale potrafiącego docenić sztukę. Co zaś do religii to pełna zgodna - to w ogóle nie jest nauka.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 13:06:11:

    @kahlkopf

    Ja bym tutaj już nie mieszał,

    Czy można jakoś pomóc ?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 13:29:04:

    Mezzosopran.Spinto,

    Pomóc możemy sobie na wzajem, współpracując. Uważam, że to powinno być nadrzędne hasło w najbliższym nieciekawym okresie, nie prestiż, nie budowanie jakiś zamkniętych elit, nie szukanie ostatnich niedobitków "komuny", a współpraca.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 13:46:28:

    Pytałem czy mogę jakoś pomóc abyś " tutaj już nie mieszał, ... " ?

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 14:50:31:

    @mezzosopran.spinto
    Pieniądze przeznaczone na rozwój zgarniają mafie z korzeniami w UB.
    Jest 2018 rok, zaraz będzie 2019. Skąd ci UB-cy mieli by się wziąć? Dekomunizację na uczelniach zrobił wiek emerytalny.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 15:21:11:

    Nie uwierzysz na jakie kwoty emeryci dostają granty.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 15:22:23:

    Na stronie RCL zamieszczono opinie do projektu w sprawie dziedzin i dyscyplin.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 17:03:49:

    czyli emeryt to UB-ek? W sumie to i racja, na emeryturze prostata zwykle przerośnięta, a wtedy najważniejszą informacją jest lokalizacja tzw. UBikacji.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/13 19:27:52:

    @pi
    w punkt
    @mezzosopran.spinto
    Jak cie bolą profesorskie układy i układziki, to cie zmartwi, ale one przeżyją nawet najgłębsza dekomunizację. Nawet do 2 pokoleń w tył.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 09:35:34:

    @adam_beast
    Jak cie bolą profesorskie układy i układziki, to cie zmartwi, ale one przeżyją nawet najgłębsza dekomunizację. Nawet do 2 pokoleń w tył.

    To jest niemoralne, wyjątkowo podłe, aby oszukiwać i okradać młodych ludzi z szans życiowych, którzy w dobrej wierze przychodzą na studia po wiedzę (dostają ściemę) która determinuje ich status zawodowy, pozycję na rynku pracy i standard życia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 09:50:38:

    mezzosopran.spinto,
    Oj, jaki biedny i oszukany się znalazł. Szukający tylko układów i UBeków.
    Jesteś w błędzie, studenci, tak jak każda duża grupa jest zróżnicowana, są jednostki poszukujące wiedzę, a tych można podzielić na dwie grupy: tym co podać wszystko na talerzu, a to istna utopia, i tych co korzystają z wykładów/ćwiczeń jako wskazówek i studiują (najwartościowsza grupa). Są też studenci i to nie mało, którzy chcą tylko dyplomu. Poza tym realia - gdzie jest kasa na laboratoria studenckie i personel techniczny? Niemoralne to płacenie ochłapów i żądanie nie wiadomo jak wielkiej jakości oraz wydajności.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:02:28:

    @kahlkopf
    Gdybym był studentem takiego uczonego taka wypowiedź by mnie zirytowała.
    Opis otaczającego świata wyłącznie na podstawie wewnętrznych przeżyć, stanów emocjonalnych i wyobrażeń jest problemem medycznym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:03:12:

    Skąd ta fascynacja młodością?
    Przecież wszyscy studenci, być może z wyjątkiem Mulatów, to stuprocentowi postkomuniści!

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:03:56:

    @trzy.14
    [...]
    Dlaczego obecny system ewaluacji jest bardzo zły? Nie żebym był jego fanem, ale werbalizacja argumentacji może być zalążkiem ciekawej dyskusji.


    3N/rok napędza biegunkę publikacją. W praktyce często powstaje presja na cięcie wyników na kawałki. Sloty i N/rok to krok w dobrym kierunku.

    Osobną kwestią są jednolite zasady oceny dorobku we wszystkich dyscyplinach. W mojej działce stymuluje to kiepskie wzorce publikacyjne. Zrównanie konferencji z czasopismami to, ponownie, krok w dobrą stronę. Równocześnie jednak ministerstwo "przypina" wszystkim SCOPUS, w którym nie ma większości liczących się konferencji z mojego ogródka. Mam nadzieję, że za podziałem na dyscypliny pójdzie w przyszłości głębsze zróżnicowanie kryteriów punktacji publikacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:14:03:

    mezzosopran.spinto,
    Jakieś niedowartościowanie? Czy też te twoje emocje, wewnętrzne przeżycia?

    My tu rozmawiamy, a nawet się kłócimy jak trzeba, ale staramy się konstruktywnie. Możemy nie zgadzać się z czyimiś poglądami jak ja ostatnio z Nobooks, ale staramy się poruszać istotne sprawy, a nie szukanie czarownic.

    @Pi,
    Jak byłeś u komunii, to i zostałeś "komunistą", a jak teraz wziąłeś z tym rozbrat, to jesteś "post"? ;o) Właśnie, a tak w ogóle to po tłustym czwartku jest post ...

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:16:43:

    @mezzosopran.spinto
    > Gdybym był studentem takiego uczonego taka wypowiedź by mnie zirytowała.
    Opis otaczającego świata wyłącznie na podstawie wewnętrznych przeżyć, stanów emocjonalnych i wyobrażeń jest problemem medycznym.


    Z której choinki IPN-owsko/PiS-owsko/Macierewiczowskiej urwałeś się, drogie dziecko? Bo takiego odlotu ideologicznego dawno nie widziałem, a sądząc po zetempowskiej żarliwości to jesteś świeżomaturalnym narybkiem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:17:13:

    @5368696c6c,
    Ja obawiam się, że jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie zanim może do czegoś takiego dojdziemy. Najpierw nas czeka trud okresu wprowadzania "reformy" i zobaczenie, czy coś po tym się ostanie.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:24:18:

    @staryzgred2012
    Rozumiem że w tym wieku tekst pisany niema znaczenia, rozumienie tekstu pisanego to problem historyczny którego najstarsi górale nie pamiętają.
    Pozostały utrwalone przyzwyczajenia, wskazać tego złego i stadnie zadeptać.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:27:24:

    Cóż, ten @mezzosopran to jednak faktycznie infantylny dzieciak. Szkoda czasu na jego trollowanie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:28:35:

    StaryZgred,
    Co raz częściej zauważam, że obecna propaganda prowadzi do tego, że niektórzy za chwilę to i zaczną złącze USB dekomunizować. Bo da się złożyć z literek UB i SB. A, czy ten kto wymyślił to złącze, to nie był może jakimś prowokatorem? ;o)

    A tak na poważnie, to ta propaganda zaczyna być sporym problemem. I to bardzo niebezpiecznym, bo rodzącym agresję.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:34:08:

    Mam nadzieję, że obrazek nie jest za płatnym firewallem:

    bi.gazeta.pl/im/ea/cf/16/z23917034Q.jpg

    Kto, komu, kiedy i za co. Do czego i za jak śmieszne pieniądze służy Internet.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 10:36:29:

    @Shill
    To jednak dość przewrotny nick.

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 11:40:40:

    @trzy przecież to elementarz. Wizerunek marki buduje się teraz przez influencer marketing. Kto tego nie rozumie, dalej kupuje bilbordy albo finansuje teatr celebrycie :-) A swoją drogą - ktoś serio jeszcze czyta komentarze na popularnych portalach internetowych?

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 12:21:23:

    Po dyskusji wybitnych uczonych na forach można dostrzec pozytywne przesłanki, że reforma szkolnictwa wyższego, ustawa 2.0 przynosi rezultaty.
    Dostrzegalny jest pozytywny trend. Można szacować że polskie szkolnictwo wyższe dno osiągnie za trzy lata po którym nastąpi odbicie.
    Bez ustawy 2.0 dno zostało by osiągnięte za pięć lat bez odbicia, jedynym rozwiązaniem było by zaoranie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 12:23:09:

    @staryzgred2012
    Nie rozumiem tego komentarza o "odlocie ideologicznym". Przecież mezzosopran nic takiego odlotowego - w moim mniemaniu - nie powiedział.

    Swoją drogą zastanawia mi kontrast między histerią wokół oświadczeń lustracyjnych (tylko oświadczeń, w zasadzie nic za nimi nie szło) w roku, bodajże, 2007, a obecnym brakiem większej nawet dyskusji na temat dość totalnej dezubekizacji (bo to jest dużo więcej niż lustracja) jaką przynosi nowa ustawa.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 12:41:15:

    js.c,
    Sprawa jest prosta, ze względu na to, że większość ludzi uwikłanych w jakikolwiek niejasny sposób w PRL jest albo na emeryturze, albo tuż przed nią. Co najwyżej w tej chwili mogą jeszcze być jacyś członkowie ZSMP, ale po większości sekretarzach zakładowych PZPR ślad praktycznie zaginął w papierach emerytalnych. Jak dobrze policzysz, to pierwszy rocznik, który nie podlega oświadczeniom lustracyjnym, to na dzień dzisiejszy już ma 45 lat. To coś znaczy.
    Poza tym, jednak się z Tobą nie zgodzę, mamy do czynienia z propagandą.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 12:54:44:

    @kahlkopf
    Na emeryturze jest mnóstwo wolnego czasu aby oddać się hobby uprawianemu przez lata zawodowo, udrożnić stare lub mało efektywne kanały "standardów kształcenia kadr".
    Taki emeryt na dopalaczach jest nieobliczalny.
    Za nic nie odpowiada, nie ponosi konsekwencji, wszystko może.
    Trudno zgadnąć czy zapomniał zażyć lekarstwa, czy zapomniał że zażył lekarstwa, przedawkował, nie panuje nad agresją ?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 13:09:01:

    mezzosopran.spinto,
    Trochę więcej pokory, bo sam nie wiesz jak będzie wyglądać twoja starość.

  • mezzosopran.spinto napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 13:18:48:

    @kahlkopf
    Wszystko jest na dobrej drodze abym został zagłodzony przez GTW, nie będzie problemu :)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 14:49:08:

    js.c
    Powody są dwa. Pierwszy przedstawił Khalkopf. To jest puste (czyli zbędne, czyli złe) prawo.
    Powód drugi: nie szkoda róż, gdy płoną lasy. Większość środowisk opiniotwórczych zajęta jest TK, później SN, teraz także KRS-em, a jeszcze od czasu do czasu Janów Podlaski, szaleństwa pana Antoniego, kolejne kuriozalne oświadczenie niejakiego AD, posiedzenie w sali kolumnowej, okupacja sali plenarnej, grodzenie Sejmu, "ludzkie pany", "zdradzieckie mordy", likwidacja gimnazjów, plagiaty kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka, termobaryczne wybuchnięcie blaszanego garażu z namalowanymi oknami, 500+, 300+, Komisja Europejska - dzieje się tyle, że idzie od tego zwariować.

    A przecież dezubekizacja (idiotyczna nazwa, skoro UB rozwiązano 64 lata temu) kwalifikuje się do sądu, a potem pewnie do Strasburga: jak można karać za współpracę z legalnymi organami własnego państwa?

    Przypominam, że lustracja na wyższych uczelniach trwa od ponad 10 lat. Ośmielę się zauważyć, że szału nie było i nie ma. Część poprzedniej GTW zrezygnowała z pełnienia funkcji, ale niczego to nie zmieniło.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 15:05:39:

    Pi,
    Była kiedyś stara nomenklatura, teraz jest nowa, ta bardziej styropianowa. "Reforma", tak jakby spojrzeć na nią oględnie, to nic innego nie proponuje jak podmianę tej nieco starszej na nowszą oraz ew. uwłaszczenie na tym co się jeszcze ostało, bądź ostanie. Tak masz rację dzieje się tyle, a będzie się dziać jeszcze więcej i zastanawiam się, kiedy to wszystko wymknie się w końcu spod całkowitej kontroli. Tyle co jest pootwieranych frontów, to czyste szaleństwo. Choć z drugiej strony rząd jest źródłem totalnego zamieszania/chaosu, tyle, to bardzo pięknie lubi spychać problemy np. edukacji na samorządy. To po to by politycznie nie stracić i móc powiedzieć, że to oni, to nie my. Taka dziecinada z piaskownicy. I tak najprawdopodobniej będzie z wieloma sprawami, a chaos będzie się pogłębiał, a w dalszej kolejności będzie wina totalnej opozycji, a w końcu tego niefortunnego suwerena. W końcu rząd chciał dobrze, a poza tym zawsze się wyżywi, mniejsza z tym, że państwo wygląda jak wygląda.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 16:20:01:

    Cel Gowina i Zalewskiej? (link)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/14 23:48:47:

    @trzy.14
    Prędzej stawiałbym na powód drugi, choć zmodyfikowany (bo jednak obecni 60-latkowie, czyli osoby w rozkwicie sił i wpływu na uczelniach, w stanie wojennym byli już po studiach, zatem spokojnie mogli dać się uwikłać w jakąś współpracę), a mianowicie: może dotychczasowa lustracja okazała się jakoś skuteczna? Tak, czy owak - dziwi mnie to.

    Z pozostałej listy niewątpliwie walka o utrzymanie status quo w sądownictwie wysuwa się na czoło, ale tu sądy zbierają żniwo wielu lat zaniedbań, co zauważyła kiedyś nawet Gazeta Wyborcza. Psychologicznie bardzo sprawę pogarsza zrobienie (przez lata) z sędziów swoistych "świętych krów" (nawet publiczna krytyka wyroków sądowych była konsekwentnie tłumiona). Tę reformę trzeba było zrobić wiele lat temu. Mogła tę sprawę ruszyć PO, ale nie ruszyła, no to PiS ma teraz wykładaną sytuację. Nawet nie muszą specjalnie się starać, czy dbać o szczegóły (a szkoda).

    500+ to punkty zdecydowanie dodatnie. Wypełnienie obietnic wyborczych, czyli prawdziwy rarytas na naszym politycznym rynku. Podobnie gimnazja czy wiek emerytalny. Każdą z tych sprawa można było zręczniej dopracować, ale zdaje się nawet w tej topornej postaci w jakiej to wprowadzono - zagwarantują kolejną kadencję. Zwłaszcza, że PiS radzi sobie z budżetem znacznie lepiej niż inni. Może ma po prostu szczęście do koniunktur, ale szczęście to też atut.







  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 00:27:35:

    Zapomniałem dodać: szkolnictwa wyższego realizacja obietnic wyborczych nie dotyczy. Tu mamy jakąś bardzo ryzykowną wizję zakorzenioną raczej pomysłach poprzedniej ekipy, tyle że znacznie "bardziej" i znacznie skuteczniej. Ale my nie stanowimy liczącego się elektoratu, a nawet we własnych sprawach ciężko o jednolite i jasno wyrażone stanowisko.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 01:23:34:

    js.c,
    Ale w Polsce nie ma reform (przy założeniu, że słowo to ma wyłącznie pozytywne znaczenie) sądownictwa, jest tylko reforma sędziów, a to nie to samo. To jest gaszenie pożaru benzyną. To tak, jak by reformy w szkolnictwie wyższym robić poprzez wymianę CK, prezydium PAN, rektorów i innych newralgicznych punktów ludźmi od fizyki smoleńskiej.

    Plus nieoczekiwany i chyba nieplanowany to znaczne przyspieszenie przemian społecznych w Polsce, jak sądzę. Coś jak bezkrwawa wojna. Powrotu do sytuacji "sprzed PiS" już nie ma, tak jak w 1945 r. nie do pomyślenia był powrót do władzy piłsudczyków.

    500+ byłoby dobre gdyby nie to, że źródłem tych środków są pensje budżetówki, czyli nasze. Wg moich skromnych szacunków aby wyjść na swoje, para nauczycieli lub nauczycieli akademickich powinna dorobić się minimum 4 dzieci.

    Koszt 300+ DZIESIĘCIOKROTNIE przewyższa zaplanowane koszty "podwyżek" w szkolnictwie wyższym.

    W tym nie ma żadnej strategii poza wygraną w totolotka światową koniunkturą gospodarczą oraz chęcią kupienia sobie drugiej kadencji głosami "Polski powiatowej". Przy czym w dopieszczeniu Polski powiatowej nie ma nic złego - to jest polityka, gra interesów i interesami różnych grup społecznych - zły jest brak jakiejkolwiek strategii i sprowadzenie przemian do festiwalu Misiewiczów i Przyłębskich.

    Silnego państwa - deklaratywnego celu Kaczyńskiego, który chyba naprawdę wierzy w to, co mówi - nie zbuduje się na ludziach o złamanych charakterach. Ani na ordynarnym kłamstwie. Na populizmie, na władzy zapatrzonej w słupki sondażowe, zbudować zaś można tylko drugą Grecję.

    Przecież nie dlatego podwyżki będą tak mizerne, bo jest to element zaplanowanej strategii, "planu zrównoważonego rozwoju", luxtorpedy i samochodów elektrycznych, tylko że nikt z nas dotąd nie protestował tak, by powiedział o tym DTV, a tylko tak można dziś dotrzeć do ucha prezesa. I nikt nie zaprotestuje. Przed nami w kolejce daleko z przodu stoją lekarze, pielęgniarki, medyczny personel pomocniczy, nawet nauczyciele a zapewne i policjanci. Górnicy mają obsługę bez kolejki poprzez drzwi na zapleczu.

  • roman_zeta napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 07:33:17:

    @trzy.14 2018/09/14 14:49:08
    A przecież dezubekizacja (idiotyczna nazwa, skoro UB rozwiązano 64 lata temu) kwalifikuje się do sądu, a potem pewnie do Strasburga: jak można karać za współpracę z legalnymi organami własnego państwa ?


    Jeśli UB rozwiązano 64 lata temu to działalność zorganizowanych grup, które korzeniami wywodzą się z UB, za zasługi dla kolegów (nie mylić z zasługami dla nauki) organizują przedemerytalne skoki na kasę (wesołe życie staruszka milionera) jest nielegalna.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 08:22:04:

    @trzy.14
    Też nie mam pewności czy coś sensownego w ramach tych reform czy "reform" wyniknie. W najgorszym przypadku za jakieś 5-6 lat ktoś inny będzie już musiał to zrobić w ramach "sprzątania po PiS-ie". Ale coś się dzieje już teraz: losowanie sędziów, izba dyscyplinarna (to co pisze p. Siedlecka w tym linkowanym tekście, o faktycznym braku odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, jest dla mnie szokujące, wiedziałem, że jest źle, ale nie aż tak). Mam też nadzieję, że może w końcu "odkryją Amerykę", że lepiej każdą sprawę prowadzić szybko (raz, a dobrze, rozprawy dzień po dniu), niż co kilka miesięcy, gdy sędzia zdąży zapomnieć o co w niej chodziło. Na razie strona rządowa przynajmniej coś myśli w tym kierunku. A druga strona odwrotnie: jeden z głównych sędziów opozycyjnych, sam słyszałem, rzekł, że to "się nie da". Wymiana kadr też swoje znaczenie ma (wystarczy spojrzeć, przez analogię, na system nauki), choć diabeł - jak zwykle - tkwi w szczegółach.

    Nie postrzegam 500+ jako konkurenta dla naszych wynagrodzeń. Demografia jest super ważna, bez tego wszystkie pensje i emerytury się wkrótce sypną. Natomiast podobnie jak pieniądze na 500+ można by było wydać o wiele bardziej motywacyjnie w kierunku pro-demograficznym, tak też pieniądze na naukę można by wydać lepiej. Tu akurat naprawdę mówimy o niewielkich (w skali budżetu) pieniądzach, a i tak w sporym procencie marnowanych. A amplitudy finansowe (jedni opływają w bogactwo nie wiadomo czemu, inni żyją powietrzem) są w ogóle obłędne i bez większego sensu.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 08:54:41:

    PiS to partia socjalistyczna, która poza wydawaniem pieniędzy nie potrafi przeprowadzić żadnej sensownej reformy. 500+ to tylko przykład marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Na demografię i ZUS to może nie mieć żadnego wpływu, bo i tak młodzi uciekną na Zachód. Trudna sytuacja z ZUS jest tylko z jednego powodu mamy najwięcej w UE grup uprzywilejowanych dostających wysokie emerytury z krótkiej pracy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 09:10:11:

    @piotrcandida
    No nie wiem. Na pewno to partia socjalistyczna, ale proszę zauważyć, że i 12 lat temu, i teraz, budżet trzymany jest w ryzach. Zatem coś tam jednak potrafią w zarządzaniu (przynajmniej na tle konkurentów).

    500+ ma swoją logikę: dzieci to przyszli podatnicy (nawet najbardziej masowa emigracja, to zaledwie kilka procent społeczeństwa, zatem zdecydowana większość zostanie w kraju, tu już prędzej warto by "pilnować" wydatków na bezpłatną edukację emigrujących lekarzy itp.), zatem państwo powinno wesprzeć tych, którzy biorą na siebie ciężar posiadania i wychowania dzieci. Bo te dzieci będą pracować na emerytury obecnych "singli". Jak socjalizm (a ZUS to socjalizm, tak czy owak), to konsekwentnie.

    Ale w pełni się zgadzam, z diagnozą deficytu ZUS. Tak, wysokie składki jednych to "wina" braku składek od innych (a choćby i od tych sędziów, o których była mowa: wysokie wynagrodzenia - jak na budżetówkę - i chyba zero składek).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 10:33:29:

    @js.c
    Chyba nie o taki mechanizm chodzi, czyli rozdawnictwo pieniędzy. Tak wsparcie rodziny musi być, tylko popatrz na koszty tego programu, popatrz również na wzrost fiskalizmu i cen. Tak, temu rządowi udało się znów, że jest dobra koniunktura, ale z drugiej strony mamy to, że już ponad 100 tys. kobiet, tych najsłabiej wykwalifikowanych wycofało się rynku pracy, żeby dostawać 500+ łącznie z pierwszym dzieckiem. Przepraszam, ale ich dzieci zamiast zasilać rzesze pracowników, to będą zasilać, ale kolejki do MOPS. Bo jaki przykład i jaką naukę dostają od rodziców? Warto sobie też przypomnieć, że obecna sytuacja budżetu wcale nie jest dobra i wiemy, że już od lipca jedziemy na deficycie link. Do tego dochodzi wzrost cen, a także mieliśmy i jeszcze niektórzy ciągle mają na uczelniach do czynienia z działaniem interpretacji MF odnośnie odliczeń z tytułu praw autorskich. A tych programów z "+" mamy co raz więcej, czyli z jednej strony pojawia się co raz więcej sztywnych wydatków, ale jest problem z przychodami, skoro są już zakusy na pieniądze z Lasów Państwowych link. Ja uważam, że znacznie lepiej by było, aby ludzie wychowujący dzieci mieli większe odpisy podatkowe, żeby też była większa kwota wolna od podatku. Czyli z tym ile człowiek pracuje. Proszę zauważyć, że 500+ jest tylko dla dziecka, które nie skończyło 18 lat. A przecież wiemy, że wydatki rosną, zwłaszcza jeżeli chce się, aby dalej kształcić dzieci. Tu powstaje w ogóle pytanie jak ma wyglądać to nasze modelowe społeczeństwo? Obecna reakcja rządu na braki budżetowe, to podwyższanie podatków, najlepiej pośrednich, bo działania ich efektu nie widać tak dobrze, jak podatków bezpośrednich. Stąd mamy wrzucone następne opłaty w paliwie, opłaty za dostarczanie wody, itp. Próbuje się ludzi zmusić do kupowania nowych aut, też nowymi podatkami i nowymi zakazami, nakazami. Proszę zauważyć ile kosztuje nowy hybrydowy samochód lub też elektryczny, a nawet tradycyjny z silnikiem cieplnym. Przecież przy obecnych zarobkach nie wszystkich na to stać. A mamy tak, że nie każdy pracuje w miejscu swojego zamieszkania i nierzadko musi dojeżdżać wiele kilometrów do pracy. Tymczasem kwota wolna od podatku od wynagrodzeń średnich dalej stoi w miejscu, czyli rocznie to ok. 1600 zł. Tak są wieloletnie zaniedbania w wielu dziedzinach, które wynikają m.in. z trudności gospodarczych lat 1990 i nieprzemyślanej polityki a'la Balcerowicz. A teraz mamy rozwalenie gimnazjów i będziemy mieć podwójne roczniki w szkołach średnich, niskie płace nauczycieli i na uniwersytetach, mamy ustawę "deweloper +", itp. A jeszcze mamy projekt ustawy o "matczynych emeryturach". Proszę wobec tego spytać się, jak czują się te matki, które swoje dzieci i wychowują i pracują. A to jest nic innego, jak proszenie się o dalszy deficyt ZUS i powiększanie ukrytego bezrobocia, to jest również upośledzanie przyszłych pokoleń. Warto też pomyśleć, jak w związku z tym będzie wyglądać nasza emerytura, skoro będzie co raz więcej gęb do wyżywienia, ale tych co wnoszą pieniądze do kasy co raz mniej. Js.c. nie wiem, w którym świecie Ty żyjesz, ale ten mój świat jest inny, gdzie każdego dnia trzeba pokonywać co raz więcej problemów, które właśnie stworzył ten rząd. I jestem w stanie wyliczyć sporo takich rzeczy. Źle było za PO, ale teraz jest nie lepiej, a wręcz pod wieloma względami gorzej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 10:40:01:

    @piotrcandida
    W partiach socjalistycznych nie ma nic złego. Pytanie tylko, który typ socjalizmu się preferuje, czy ten wynaturzony typu wschodniego, czy ten zachodnioeuropejski socjaldemokratyczny.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 10:41:14:

    W kwestii polityki budżetowej i demografii: PiS populistycznie odwrócił absolutnie konieczną korektę wieku emerytalnego uwzględniającą ogromne zmiany w długości życia, którą PO odważnie przeprowadziła (na czym dużo straciła na popularności, bo to jest ruch niepopularny). Dla budżetu ZUS i wysokości emerytur jest to pogrążające, że już nie wspomnę o utrwalaniu archaicznych i niesprawiedliwych przepisów jawnie dyskryminujących względem płci.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 12:21:16:

    @kahlkopf
    Socjalizm to zabieranie jednym i rozdawanie innym.

    @nobooks
    Największą dyskryminacją jest wyliczanie takiej samej oczekiwanej długości życia dla mężczyzn i kobiet, gdy kobiety żyją prawie 10 lat dłużej. Kobiety powinny pracować co najmniej 5 lat dłużej, żeby korzystać na takich samych zasadach z emerytur jak mężczyźni.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 12:23:23:

    @nobooks
    PO wydłużyło słusznie czas pracy, ale przy okazji ukradło pieniądze z OFE, które były odłożone na przyszłe emerytury. Za to odpowiedzialni ludzie powinni siedzieć w więzieniach.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 13:37:13:

    Nie bronię PO w kwestii OFE, oczywiście, że to był skok na kasę.
    Wskazuję tylko kluczowy element, gdzie PiS wcale nie pomogło budżetowi ani nie wykazało się podstawowym zrozumieniem mechanizmów demograficznych, a mogli po prostu pozostać przy ten niepopularnej a koniecznej zmianie, która politycznie obciążała PO. Co do wydłużenia czasu pracy kobiet - najpierw trzeba pozbyć się idiotycznej i anachronicznej reguły odwrotnej.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 14:16:36:

    @kahlkopf
    Sorry ale jesli w partiach sicjalustycznych nie ma nic zlego tzn ze w zlodziejstwie nie ma nic zlego. Toz to one przyznaja i legalizuja zlodziejstwo czyli zycie na cudzy koszt.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 14:37:06:

    @kragon

    Ci, co na piedestale stawiali nieograniczoną chciwość i wyzysk, bardzo często kończyli na lampach lub w obozach reedukacyjnych kontrujących ich skrajnie lewackich zbrodniarzy typu Stalin, Hitler, Mao lub Pol-Pot.

    Rabunek skrajnych lewaków jest takim samym bandytyzmem jak nieograniczony wyzysk ze strony chwalonych przez Ciebie posiadaczy wielkiego kapitału. Ten wielki kapitał dziwnym trafem w 99% ma bandyckie i rabunkowe korzenie starannie maskowane legendą o "pucybucie, który stał się milionerem".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 15:03:59:

    @kragon,
    Całkowicie się z tym nie zgadzam z takim poglądem. Dla mnie socjalizm w dobrze pojmowanym zachodnim socjaldemokratycznym wydaniu to równość szans bez względu na osiągane dochody. To także staranie się o równość pomiędzy małymi przedsiębiorcami, a koncernami. I szereg innych spraw społecznych i ekonomicznych. Ttaki nurt reprezentowała przed II WŚ PPS, pomagając m.in. w zakładaniu spółdzielni. Niestety rok 1948 okazał się dla polskiej lewicy tragiczny, gdy siłą doprowadzono do zjednoczenia PPR z PPS, by móc legitymizować ówczesną władzę. Stąd obecnie w Polsce jest mocno wypaczony obraz jak powinna wyglądać socjaldemokracja. Warto pamiętać, że to m.in. olbrzymim wysiłkiem członków PPS i PPSD w roku 1918 Polska odzyskała niepodległość, a nazwiska takie jak Daszyński, czy Moraczewski trwale i pozytywnie zapisały się naszej historii.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 15:27:02:

    A tak poza tym, to czym się różni totalitaryzm komunistyczny Stalina i jemu podobnych, od prawicowych totalitaryzmów rodem a Ameryki Łacińskiej?
    Problem jest w tym, że zdarzają się ludzie, którzy potrafią wprowadzać ideologie i to w skrajnych nieżyciowych wykonaniach i do tych co wymienił StaryZgred należy też dodać: Augusto Pinocheta (którego tak pokochał guru neoliberałów Friedman), Jorge Rafael Videla, Emílio Garrastazu Médici, itp. Do tych komunistycznych należy też dodać Kim Ir Sena i paru innych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 15:53:54:

    js.c,
    Płace w budżetówce są zamrożone od 8 lat. Jaki może być tego powód? Czyżby kryzys? Polska w ruinie? Dlaczego nie można powrócić do starej, na rok podwyższonej stawki VAT?

    Budżetówka to ok 3 mln. pracowników, chyba nawet ponad. Żeby sfinansować 24 miliardy na 500+, wystarczy 3 mln razy 8 tys, czyli każdemu z nas zabrać 650 zł netto miesięcznie. To realna kwota. Żeby ją nam zabrać, wystarczyło przez 5 lat zamrozić nasze pensje. A w odwodzie rząd ma jeszcze inne "osobowe" wydatki budżetowe, jak np. te od lat niewaloryzowane zasiłki dla niepełnosprawnych.

    Przed zamrożeniem płac pensje w budżetówce były wyższe o ok. 30% od średniej pozabudżetowej. Dziś to budżetówka jest pod kreską.

    Budżet jest jeden. Niby te 500+ jest z VAT-u, ale dla mnie hipoteza o tym, że te 500+ finansowane jest z pensji sektora budżetowego jest intelektualnie bardziej ciekawa. Bo skoro jest budżet jeden, to najprościej sfinansować wydatki kosztem innych, rzekomo sztywnych wydatków z tego samego budżetu.

    Tak więc małżeństwo budżetowe jest stratne ponad 1000 zł netto, musi więc dorobić się co najmniej 4 dzieci, by z tym 500+ wyjść na plus.

    A co do dzietności, to spytałbym się kobiet. Moim zdaniem kluczem jest zrobienie wszystkiego, by macierzyństwo nie było tożsame z wypchnięciem matki z rynku pracy. Darmowe żłobki i przedszkola dla wszystkich, zrównanie statusu urlopu macierzyńskiego z urlopem tacierzyńskim. To na początek.
    Na pewno utrzymałbym 500+, ale tylko dla rodzin z 3+ dzieci, od trzeciego dziecka, żeby wielodzietność nie była tożsama z ubóstwem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 15:58:03:

    Pi,
    Nie drażnij mnie tymi nowotworami słownymi ;o), jest urlop ojcowski.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 16:14:27:

    Pi, to też nie jest rozwiązanie, każda rodzina posiadająca dzieci zasługuje na wsparcie. Musimy patrzyć na to, że są problemy też zdrowotne, aby ktoś mógł mieć więcej niż jedno dziecko. Poza tym jest to też swoistego rodzaju podział na dzieci lepsze i gorsze. Powinno być tak, że jak się płaci podatki, to i szereg ulg się należy. Także musi być pewna dystrybucja pieniądza, a to z tego względu, że ponad 10% naszego społeczeństwa zarabia najniższą krajową, która nie spełnia minimum egzystencjalnego. Oczywiście tu musi się zadać pytanie, jak ta forma pomocy powinna wyglądać. Według mnie nie muszą to być od razu pieniądze do kieszeni. Powinno się zadbać np. choćby o minimalny, jeśli nie 0% VAT na artykuły dziecięce. Czyli trzeba najpierw pomyśleć o możliwościach, które nie będą napędzać kosztów dodatkowych, tak jak jest to z 500+, które wymusiło na gminach zatrudnienie dodatkowych pracowników do obsługi programu. I takich możliwości jest znacznie więcej. Oczywiście jest to problem wtedy dla partii rządzącej, bo już wtedy wyborcy nie dostają do łapki czegoś co jest widoczne, ale za to można zaktywizować wiele osób i przede wszystkim zmniejszać problem "dziedziczenia biedy", czy też życia na koszt państwa. Mamy wtedy też mniej urzędników i koszty państwa ogólnie spadają. Państwo musi dawać wędkę, nie rybę i przestać tworzyć upośledzone warstwy społeczne. Na dodatek może się nagle okazać, że są też pieniądze dla rodzin, które muszą się zajmować swoimi obłożnie chorymi dziećmi. Tu jest duże pole do popisu, ale zdaje się, że najpierw POPiS musi odejść.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 17:12:46:

    @all

    Dlaczego Gowin ze swoją deregulacją i korwinizmem jest anachroniczny (link).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 17:31:38:

    Zgadzam się, że państwo powinno być aktywnym graczem. Poza tym bardzo dobry artykuł. Z tego co pamiętam, to część z tych bezczelnych bankierów potrafiła przylecieć swoimi prywatnymi samolotami po wsparcie rządu amerykańskiego (amerykańskiego podatnika), a później jeszcze wypłacili sobie premie.
    @StaryZgred,
    Ostatnio zauważyłem bardzo ciekawe zjawisko. Otóż PiS zaczął poszukiwać intensywnie ludzi na swoje listy. I wysyła swoich sztabowców z propozycjami. Czyżby ławka "speców" w PiS aż tak była krótka?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 18:07:09:

    @kahlkopf

    Ławka jest krótka. W PO zresztą też. Jedyna partia, która jeszcze nie implodowała kompetencyjnie to PSL. Niegdyś też SLD, ale to już przeszłość.

    O implozji zadecydowały dwa czynniki. Pierwszy to "wodzowskość" i PiS, i PO, co doprowadziło do wyrzucenia wszystkich ludzi myślących niezależnie od fuehrerów. PSL uniknął tego losu, gdyż u nich działa zasada, że się wygryzają, ale nie zagryzają. Dla przegranych rywali jest miejsce w strukturze. SLD się zapadło, gdy zanegowało tę zasadę. Drugi czynnik to ekonomiczna nieatrakcyjność stanowisk państwowych. Czternaście lat zamrożenia płac sprowadziło ofertę państwową do poziomu śmieciowego, tym bardziej, że obecnie utraciła atut stabilności.

    Tu akurat można tylko zgodzić się z oceną Bieńkowskiej, że na wiceministra za 6 kzł godzi się tylko idiota, albo złodziej. Wicegowinów klasyfikuję w tej pierwszej grupie z uwagi na ich "produkcję" reformistyczną. Co do samego Gowina to się waham...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 18:09:10:

    A tak wspiera się kapitał w Turcji link. Kragon, czy Tobie właśnie taki model się podoba? Niewypłacanie zaległych poborów, brak ubrań roboczych, itp.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 19:55:22:

    Na warsztacie badacza ściąga ze zmian w habilitacji .
    E. Kulczycki interpretuje dopisane zdanie o "przeprowadza się w ..." tak samo, jak ja, czyli jako możliwość (fakultet): inaczej niż większość na tym forum.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:04:00:

    kahlkopf,
    Pomóc chciałoby się wszystkim dzieciom, i niepełnosprawnym, chorym, a jednocześnie mieć środki na inwestycje i rozwój. Nie da się. Gdzieś trzeba dokonać wyboru i właśnie to jest polityka.

    Byłem ostatnio w miasteczku 50-tysięcznym, choć taksówkarz zaklinał się, że 30-tysięcznym. Wg taksówkarza na 24 zakłady produkcyjne, które tam funkcjonowały, lata 90. przetrwały tylko cztery. Pokazywał mi ruiny dwóch z nich. Zwalniani ludzie, jeśli mogli, zaczęli wyjeżdżać, już wtedy za granicę. A po wstąpieniu do UE, o, panie, to dopiero się zaczęło, i wie pan, w mojej rodzinie chłopak pracował tu jak niewolnik, a w Wielkiej Brytanii ma normalną pracę, wziął kredyt i spokojnie stać go na jego spłatę, a jednocześnie pomaga rodzicom w kraju. Ale wie pan, on już tu nie wróci.

    Abstrahując od tego, na ile ta wizja świata jest wyidealizowana, tu przyczerniona, tam rozjaśniona, "Balcerowicz musiał odejść", a ten, który tę frustrację dostrzegł i wykorzystał, musiał wygrać. I to właśnie też jest polityka.

    Teraz jesteśmy w fazie, gdy to my dostajemy w 4 litery. Trudno. W sumie to dość delikatne nawet nie lanie, a zapomnienie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:24:35:

    Pi, ależ oczywiście, że jest to polityka i oczywiście trzeba umieć wszystko zbalansować, co jest sztuką. Jednak zdrowy rozsądek podpowiada, aby nie wydawać więcej niż się ma, a także, że jeżeli nie można pomóc, to przynajmniej nie wolno przeszkadzać. Czyli żyj i pozwól żyć. A mamy, całkowite zaprzeczenie by wydawało się zdroworozsądkowego podejścia. Dlatego, zauważ, że napisałem, że warto zacząć od takich ułatwień dla rodzin, które mogą być najmniejszym kosztem dla państwa. Tak zgadzam, że chciałoby pomóc się wszystkim, tylko czy też stać nas na to, aby w imię głosów wyborczych rosła rzesza bezrobotnych?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:26:50:

    Kahlkopf

    Miedzy niewyplacanuem naleznosci (co jest kradzieza) a okradaniem pracujacych by kupic glosy wyborcze plepsu (co jest zorganizowana kradzieżą panstwowa) jest mnostwo miejsca. Szkoda ze narodowy socjalizm, najpierw w wydaniu Gomułki/Moczara/Gierka... a teraz Kaczyńskiego nie pozwala Ci tego miejsca dostrzec

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:32:34:

    Zgredzie,

    kocham Ciebie i Twoj jakze prosty obraz swiata. Fizycy tez szukaja prostych teorii. Dlatego kocham ich tez... moze nawet troche bardziej

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:35:38:

    Kragon, mylisz socjalizm z populizmem, czyli rzucaniem ochłapów z pańskiego stołu, a właściwie to z nieswojego stołu. To co było w Polsce i co jest teraz nawet nie ma znamion socjaldemokratycznego podejścia, jest jakąś kolejną skrajnością prowadzącą w ślepy zaułek. Przy obecnej koniunkturze Czechy i Niemcy wykazują nadwyżki budżetowe, a my ciągle jedziemy na deficycie - mniejszym, większym, ale deficycie. Poza tym jakoś rozbudowany socjał pozwala Niemcom się rozwijać. Stąd można, tylko rozsądnie, o co mnie chodzi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:54:11:

    Ja nawet nie wiem, czy to "tylko" populizm. Dla mnie przede wszystkim głupota, pomieszana z arogancją ignorancja, której symbolem jest (wice?)minister środowiska, deklarujący, że jedyną metodą walki z afrykańskim pomorem świń jest wybicie wszystkich, co do ostatniej sztuki, dzików na wschód od Wisły.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 21:56:34:

    kahlkopf

    socjalizm jest populizmem. Jest prawem do cudzego dochodu. W najlepszym wypadku metoda kupowania spokoju społecznego. Kiedys moze bylo to tansze niz tlumienie rewolucji sola (o czym pisze Zgred). Teraz okazuje sue juz piekielnie drogie bo bezmyslny pleps jest ciraz bardziej nienasycony. Chce nawet na cudzy koszt kopulowac i domaga sie 500+.

    A w Czechii czy Germanii pleps jeszcze liczebnie nie przekroczyl masy krytycznej. Tam nie dosc ze sie czyta ksiazki to... w domach slucha sie muzyki (klasycznej!!! a nie tylko rozwydrzonego hałasu).... a nawet die spiewa czy samemu muzykuje.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:04:26:

    no i Czesi to dzieki bogu swojego papieza nie mieli ;-)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:11:28:

    Kragon & Pi
    A co myślicie o tym link?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:21:03:

    Kahl....

    a to w narodowym katosocjalizmie mozna jeszcze myslec?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:33:12:

    Kragon,
    Ta partia, to na pewno by chciała wyeliminować ten niepożądany dla niej proces, promując za wszelką cenę antyintelektualną modę, a nam dając zarządcę, który udaje, że jest. Wszak myślenie wiąże się z zadawaniem często niewygodnych pytań. A tu chcą, aby tylko popierać i jak pewien poseł każe, to podnosić odpowiednio łapkę.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:42:53:

    dzis spedzilem dxien w POLINie. M.in. na wystawie o 68. Moze trzeba reaktywowac Klub Poszukiwaczy Sprzecznosci?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:43:20:

    @kragon
    > kocham Ciebie i Twoj jakze prosty obraz swiata.

    Jak zwykle rozczula mnie Twoje typowe podejście: syty beneficjent systemu mentorskim tonem głoszący swój osąd. Plantator w południowych stanach ganiący leniwych niewolników. Feudał pouczający leniwych chłopów. Kapitalista piętnujący robotników żądających wyższych pensji. I za każdym razem to niezmienne przekonanie tych beneficjentów o ich "przyrodzonym prawie" do wyzysku, niewolenia, rabunku "w majestacie prawa". Prawa przez siebie stanowionego vide skandaliczne bail-outy z publicznych pieniędzy dla banksterów. Typowe: prywatyzacja zysków, nacjonalizacja strat. Nie podzielam Twojego poglądu @kragon, beneficjencie systemu.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:46:01:

    Zgredzie,
    kazdy system ma swoich beneficjentow... teraz czas na wstepowanie do pisu... poprawi Ci się :-)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:46:44:

    @kragon
    > dzis spedzilem dxien w POLINie. M.in. na wystawie o 68.
    > Moze trzeba reaktywowac Klub Poszukiwaczy Sprzecznosci?


    Niewykluczone. Kaczyński to wprost reinkarnacja etatystycznego Gomułki z jego wszystkimi idiosynkrazjami. Pytanie: czy Antoni jest reinkarnacją Moczara?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:53:09:

    Kaczynski jest duzo lepszy od Gomulki. Nie potrzebuje sowieckich czolgow. Ma ambony... rzad dusz... a i Antoni Moczar jest po jego stronie... ciekawe ilu teraz sie dolicza syjonistow....

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 22:58:43:

    Zgred
    on już przerósł Gomułkę, a nawet Piłsudskiego. Wszak pozwala by mówić mu naczelniku, a Suski nawet stwierdził link.
    To może coś w tym jest: link 1 i link2?

  • ibinkaibinka napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:16:01:

    "Ja też boleję że w tym kraju zamiast inwestować w high-tech, w informatykę inwestuje się w humanistykę czy religię."

    Jak czytam takie teksty to mi ciśnienie skacze, mimo że akurat to nie moja działka. Państwo chyba sobie nie zdają sprawy w jakich warunkach często pracują humaniści. Dostają najniższe stawki wynagrodzeń bez szansy na granty lub inne "fuchy". Bardzo często opłacenie wyjazdu na konferencję krajową przekracza możliwości wydziałów, co powoduje że ludzie albo płacą z prywatnych pieniędzy albo nocują po u kolegów aby zaoszczędzić na hotelu. O służbowym komputerze czy papierze do drukarki można tylko pomarzyć, sprzęt do zajęć kupują za własne pieniądze. Nawet publikacja książek stanowi dla wielu wydziału poważny problem finansowy. Podziwiam ludzi, którzy chcą jeszcze pracować w takich warunkach i żądanie od nich wyjazdów zagranicznych/tworzenia międzynarodowych zespołów badawczych itp. jest chyba co najmniej niestosowne skoro nawet znaczek na list na zagraniczną uczelnię stanowi problem. Gdyby powiedzieć nowozatrudnianej pani w dziekanacie żeby przyszła do pracy z własnym komputerem to by się roześmiała w nos.

    Nie znam jednego nawet wydziału nauk technicznych, który pracował by w podobnych warunkach, zatem proponuje stonować żądania w stosunku do humanistów

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:20:29:

    Ibinkaibinka, to jeszcze wielu rzeczy nie widziałaś i to nawet na tych "czołowych" uczelniach.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:23:38:

    ibinka

    a tohumanisci jeszcze nie zauwazyli ze na emaile nie nakleja sie znaczkow?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:37:14:

    @kahlkopf, @kragon

    Fakt, Kaczyński chyba przeskoczył Gomułkę w poziomie totalitaryzmu. Wchodzimy w nową fazę: kreacji przez PiS własnych "elit" (link).

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:50:20:

    Kota nie ma, myszy harcują.
    Jak widzę rozwinęła się dyskusja polityczna na całego. Nie przeczytałem wszystkiego, ale chyba nikt sobie nie skacze do oczu. Prosiłbym jednak o jej zakończenie. Nadal chciałbym, by blog był strefą wolną od polityki na tyle, na ile to możliwe.
    A zatem o polityce tylko wtedy, gdy to bezpośrednio związane z tematami ogólnoakademickimi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/15 23:59:34:

    @WSz Gospodarzu,
    Niestety polityka nas dotyka i to na kilka różnych sposobów. Włazi już wszędzie, wciska, a im bliżej wyborów tym gorzej. Będą atakować plakaty, bilbordy, reklamówki w skrzynkach, a nawet główki na portalach informacyjnych. Najgorsze to w tym, że zbyt mocno rzutuje na nasze finanse i działanie uczelni. Ale tak masz rację, co za dużo to nie zdrowo.
    Ja szara mysz, ja szara gęś, co czasem harcuje ;o)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 00:51:29:

    staryzgred2012
    Najciekawszy jest ton komentarzy pod zalinkowanym przez ciebie artykułem.

    Jeżeli zaś chodzi o jego wypowiedź "zarówno PRL, jak i w dużej mierze III RP - a także wcześniejsze wydarzenia historyczne, jak np. przeprowadzona przez Niemców w 1939 r. Intelligenzaktion, czyli planowy mord na polskiej inteligencji, wpłynęły negatywnie na jakość współczesnych elit.", to mam nadzieję, że on sobie zdaje sprawę, że sam jest produktem tych negatywnych, acz wybiórczo przywołanych zjawisk historycznych.

    Ciekawa jest też opinia "oligarchizacja, czyli koncentracja na interesie własnym, jest jednym z największych zagrożeń współczesnych elit, ponieważ "łatwo jest pozbyć się polskości dla kogoś, kto ma olbrzymie zasoby ekonomiczne, jest wspaniale wyposażony w umiejętności profesjonalne przydatne we współczesnym świecie"."
    Abstrahując od błędu logicznego - oligarchizacja nie ma wiele wspólnego z pozbywaniem się polskości - to jest to ciekawy przykład myślenia w stylu "Back to USSR". Tu osoby niezależne, czyli albo bogate, albo mające w ręku fach uniezależniający od państwa, kojarzy się z lekkoduchami, gotowymi za dodatkowe 100 dolarów wyrzec się swojej narodowości. Czyli bycie bogatym lub fachowcem to zuo. I tu widzę te PRL-owskie de ja vu, że jednak fachowców, w domyśle "inteligentów" XXI wieku, czyli np. informatyków, inżynierów, obywateli świata, trzeba mieć pod kontrolą.

    Czeka nas rozkułaczenie i obozy reedukacyjne?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 08:43:48:

    @ibinkaibinka
    Liczbę humanistów w nauce można by spokojnie zmniejszyć o połowę i nikt w Polsce by tego nie odczuł. Można by w ten sposób poprawić los tych, którzy zostaną. Mamy ich straszny przerost na uczelniach.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 09:04:53:

    @pi
    Jeden z pierwszych komentarzy pod tym artykulem zniechecil mnie do internetu na dziś:
    "Elita wywodząca się z burżuazji budżetowej, 'wykształcona' na uniwersyteckich matecznikach lewackich żerowisk, zawsze będzie koślawa i żałosna. Tylko w warunkach wolności może powstać coś wartościowego. Nigdy w demokracji."

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 09:57:20:

    Adam,
    toz to poezja wolnosciowa wstajaca z kolan :-) sliczne!

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 10:03:40:

    @piotr
    te procedure redukcyjna mozna by corocznie iterowac... bez zauwazalnych strat, ale tez i zyskow...
    {to i tak jest samoodradzajaca sue populacja}

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 10:18:47:

    adam,
    Ja komentarze uporządkowałem wg "popularności" i tego kwiatka nie dostrzegłem. Faktycznie, po czymś takim odechciewa się czytania reszty, chyba że jest się zawodowym badaczem mediów.

    Wracając na grząskie pole interfejsu polityczno-akademickiego, to dla jednych socjalizm to populizm, dla innych solidarność społeczna i mnie bliższa jest ta druga definicja. Na gruncie akademickim - "liberałowie" argumentują, że zrównoważony podział środków na badania to ich trwonienie na "miernoty", czyli akademicki socjalizm, czyli właśnie taki szkodliwy populizm; inni zaś uważają, że system organizacji nauki, w którym zwycięzca bierze wszystko, w dodatku niezależnie od ceny zwycięstwa, najbardziej przypomina XIX kapitalizm, a jego najlepszą ilustracją jest kociołek polskiego piekła, w którym ci, co są głęboko w kotle, ściągają w dół tych, co się uczepili jego krawędzi, ale sami kopniakami odpychają tych, którzy są niżej.

    Problemami polskiej nauki są atomizacja i brak współpracy na poziomie krajowym międzyinstytucjonalnym. To w jakimś stopniu odzwierciedla wszczepianą od co najmniej 2 pokoleń atomizację społeczną, która również wydaje się wyróżnikiem polskiego społeczeństwa. Sama atomizacja nauki wydaje się jednak głównie konsekwencją braku spójnej polityki państwa, które nie stawia żadnych, a zwłaszcza ambitnych, celów, z których osiągnięcia kogokolwiek chciałoby rozliczyć.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 10:36:54:

    WSz Panowie Pi & Adam
    Ależ to wszystko jest realizacją znanej rzymskiej zasady dziel i rządź. Przecież jeżeli byśmy współpracowali, a nie konkurowali o te ochłapy, to byśmy stali się niebezpieczni dla jakiejkolwiek władzy. Bo to byśmy się mogli zorganizować, zastrajkować, a to jeszcze inne przyszłyby nam pomysły, które podważałyby działania na ten czas jedynie słusznej władzy. Przecież ciągle mamy rozgrywanie ludzi, a to jednemu się da jakieś stanowisko, a to drugiemu jakiś pieniądz rzuci. Oczywiście bardzo często wybiera się te osoby do wynoszenia, które mają słabości do wykorzystania. Proszę też zobaczyć jak choćby teraz jak traktuje się dwa związki zawodowe "Solidarność" i ZNP.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 10:40:57:

    I tu nie chodzi tylko o obecną władzę, poprzednia też w tym nie była lepsza. W końcu z rozbitym środowiskiem łatwiej jest rządzić, a wszelkie porażki łatwiej wytłumaczyć. Zawsze też można znaleźć kozła ofiarnego i powiedzieć, że to jego wina, a nie ministra, czy kogo tam innego. Proszę zobaczyć, jak teraz wszelkie problemy z edukacją min. MEN zwala na niechęć, czy też niewydolność samorządów.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 11:04:20:

    @ibin Tak nie jest tylko u humanistów ... u mnie na uczelni wysoce technicznej i z samej góry "doskonałości" jest dokładnie tak samo.

    A co do humanistów i Humanistów. Przepraszam może to nie popularne, ale może by jednak pozamykać te rozliczne filologie angielskie/niemieckie i inne w Ostrowcu, Kielcach, Krosnach i innych takich miejscach gdzie wyrosły wyższe prywatne szkoły które uczą ludzi na takim poziomie że przeciętny licealista widzi że coś jest nie tak (miasta wybrałam przypadkowo - no prawie). Szczególnie jeśli nauczyciel nie umie poprawie przeczytać tytułu książki z której uczy. To tyle co do dydaktyki. I tutaj znowu magiczne słowo "kwerenda" tak serio potrzeba kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy żeby zrobić nadania literaturowe w Sanoku, Jarosławiu i innym mniejszym mieście przez pracowników z Warszawy. Przepraszam bardzo ale gdzie oni śpią czym oni tam lecą, bo na pewno nie jadą.
    Oczywiście że humanistyka to badani socjologiczne eksperymenty psychologów i to już jest inny koszt. Ale w momencie kiedy dostaje się wielkie granty na "kwerendy" pt. Poszukiwanie użycia słowa xxxx w literaturze xxxx wieku" to już na prawdę robi się co najmniej nietyczne.

    "A co do dzietności, to spytałbym się kobiet. Moim zdaniem kluczem jest zrobienie wszystkiego, by macierzyństwo nie było tożsame z wypchnięciem matki z rynku pracy. Darmowe żłobki i przedszkola dla wszystkich, zrównanie statusu urlopu macierzyńskiego z urlopem tacierzyńskim. To na początek.
    Na pewno utrzymałbym 500+, ale tylko dla rodzin z 3+ dzieci, od trzeciego dziecka, żeby wielodzietność nie była tożsama z ubóstwem."
    I tutaj wchodzimy w mentalność ludzką. Na prawdę ogromna ilość ludzi a Polsce jest 100% przekonana że im się "należy". Bo tak. Bo państwo ma dać bo oni pracują albo ktoś kogo znają pracuje i że państwo ma łożyć. Ludzie umieją korzystać z zasiłków i innych dofinansowań tak żeby im się dobrze żyło i nie wpadną na to żeby iść do pracy a już na pewno nie do legalnej "bo nie będę na prywaciorza robić, złodzieja". Dopóki daje się 500+ 300+ miliard plus to tylko napędza się u coraz młodszych taką mentalność. Dlatego jak z pierwszą częścią zacytowanej wypowiedzi się zgadzam to z drugą absolutnie nie. Ja pardoksalnie miałam studentów którzy kończyli studia po to żeby renty po ojcu brać a do pracy się nie wybierali, może gdzieś na sezon albo na zbiory. Ale żeby cały czas pracować, "pani po co, żebym tak jak wy za psie pieniądze robił". ....

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 11:17:33:

    @Sarjane
    Ja dlatego napisałem, że pomoc rodzinie nie musi być poprzez dawanie pieniędzy do ręki, mogą być inne rozwiązania, np. większe odliczenia podatkowe, kwota wolna od podatku, itp. Ale naczelna zasada powinna być taka, że jeżeli nie da się pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzać. Czyli przede wszystkim nie uderzać podatkami, nie utrudniać dostępu do lekarza, itp.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 11:24:11:

    Poza tym wokół rodzin wielodzietnych, czyli 3+ narosło szereg mitów. Taka rodzina wcale ani nie oznacza patologii, nie wiadomo jakiej biedy, zacofania, itp. W końcu też komuś za jednym zamachem mogą zdarzyć się bliźniaki, trojaczki, a nawet więcej.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 11:25:50:

    Mówiąc szczerze ja uważam że 500+ powinno być (jeśli już, bo pomysł z ulgami jest lepszy) tylko dla zatrudnionych (+ szczególne przypadki typu renta/choroba itp. ale to się da zdefiniować).

    A ostatni hit z komentarzy w internecie brzmiał mniej więcej tak: "powinno się bogatym podbierać pieniądze z kont bankowych u nich one się marnują a ja umiał bym z nich skorzystać"

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 11:47:05:

    To teraz definicja tylko bogatego, czy może tak jak w byłym ZSRR po prostu ten, który ma trochę więcej niż nic. I na tej podstawie zaczęło się rozkułaczanie i Pawki Morozowy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 12:51:49:

    Na prośbę gospodarza wracam do ścisłej tematyki Forum i zarazem mam prośbę o poradę (szczególnie liczę na halucińskiego, chario, zgreda, ale nie tylko).
    Jak poprawnie prawnie (tfu!) powinna być sformułowana pozytywna opinia w sprawie nadania stopnia w uchwale komisji habilitacyjnej?
    Widziałem jakiś historyczny przykład, ale na moje (nieprawnicze) oko jest on ewidentnie nieprawidłowy (owszem, nadaje się, ale do treści protokołu: "komisja wyraziłą opinię w sprawie nadania stopnia" - hmm?!). Chodzi mi o samo właściwe zdanie, które w Uchwale wyraża pozytywną opinię. Moim zdaniem Uchwała powinna mówić wprost coś takiego "Komisja rekomenduje nadanie stopnia ...".
    Czym innym jest "uchwala zawierająca opinię w sprawie nadania ...." ?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:17:58:

    Ja je widziałam tylko w postaci podobnej do tego (różnica była w szczegółowości opisów):
    www.imir.agh.edu.pl/modules/media/HAB_ucwala_kom_hab_M_Klaczynski_22_01_2018.pdf

    Ale co do poprawności się nie wypowiem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:26:07:

    @sarjane, dziękuję, przeczytałem
    Mam wrażenie, że Komisja wykracza poza swoje uprawnienia składając wniosek o nadanie stopnia Radzie Wydziału. Wniosek taki składa przecież Kandydat(ka), a Komisja ma wyrazić opinię, czy wniosek jest uzasadniony (czy powinno się nadać stopień). Pierwsza część sentencji wydaje mi się prawidłowa, a uzasadnienie (tu bardzo szczegółowe) chyba lepiej przedstawić oddzielnie poniżej sentencji uchwały?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:35:20:

    "W związku z powyższym Komisja zwraca się do Rady o nadanie doktorowi NN stopnia doktora habilitowanego nauk XX w dyscyplinie ZZ"

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:39:49:

    "Komisja habilitacyjna wnioskuje do Rady o nadanie pani doktor NN stopnia dr hab. nauk XX w dyscyplinie ZZ"

    Wszyscy piszą coś w tym rodzaju, więc skoro to działa, to może dla dobra wszystkich, a zwłaszcza habilitanta/habilitantki, lepiej tego nie ruszać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:41:54:

    Na zdrowy rozum "Komisja rekomenduje..." jest bardziej sensowne i zgodne ze stanem faktycznym, ale chyba nie spotkałem się z takim sformułowaniem.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 13:51:20:

    W temacie habilitacji: czy w ekonomii tyle co np. tu wystarczy na habilitację?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 15:14:10:

    @imb
    Tego nie wiem ale wiem że ta hipoteza by u mnie nie przeszła nawet w zakresie doktoratu. Hipotezy szczegółowe są już nieco lepsze.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 15:56:34:

    inbum
    Tak, to może przejść pomimo b. lokalnego dorobku, ale widzę w tym inny problem: podział prac między dyscyplinę ekonomia i finanse. Wtedy może się okazać, że na i ekonomię lub finanse to za mało.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 16:42:33:

    @trzy.14, @kalkhopf, @sarjane
    Kiedyś też myślałem, że optymalne są mechanizmy typu odpisów podatkowych czy kwoty wolnej, ale po przemyśleniu i prostym przeliczeniu widzę, że to by działało tylko dla zamożnej części społeczeństwa (znacznie zamożniejszej nawet od przeciętnej polskiej profesury). 500+ daje dla trójki dzieci 18 tys. rocznie. Trzeba naprawdę dużo zarabiać, żeby tyle podatku (dochodowego) odprowadzać. Zatem 500+ to dość optymalny transfer społeczny. Wcale nie za darmo: zajmowanie się trójką dzieci za 1500 zł miesięcznie, to nie jest żaden biznes. Jeśli kobieta chętnie rezygnuje z dziadowskiej pracy widząc te (drobne w końcu) pieniądze: moim zdaniem - tym lepiej. Zapewne praca ta nie była wiele warta. Obniżka VAT? Może i tak, ale ona działa dla wszystkich, a tu mamy transfer bardziej ukierunkowany. Czy 500+ wiąże się z biurokracją? Jeśli nawet, to wszystkie inne sposoby wiążą się bardziej. Czy 500+ dla trójki a nie dla dwójki? To już szczegóły techniczne i kwestia decyzji. Niektórzy boleją odwrotnie: że nie ma 500+ dla jedynaka (zwłaszcza, gdy jego rodzeństwo istnieje, ale jest pełnoletnie).

    Reasumując: skoro i tak mamy socjalizm (nie ma żadnej partii z nadzieją na próg 5%, która by była za istotną zmianą systemu; kiedyś był w porywach tylko Korwin), to niech on będzie w miarę sprawiedliwy i sensowny. Najbardziej obrzydliwe (acz powszechne) są systemy socjal-liberalne, gdzie zabiera się równym, transferując to do równiejszych (już i tak bogatszych od harującej reszty).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 17:54:51:

    @js.c
    oczywiscie ze optymalne sa transfery do wlasnej kieszeni. Najlepiej gdy nawet nie zapracuje sie na ich ulamek (18%). Udana kradziez rozgrzeszona prawem to optimum

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 18:09:51:

    @js.c
    Samo 500+ nie rozwiązuje wszystkich problemów przy wychowywaniu dzieci. Natomiast co raz częściej spotykam się z opinią, że skoro masz 500+, to co chcesz więcej, więc płać i płacz. Natomiast naprawdę trzeba się zastanowić nad skutkami takich mechanizmów, bo będzie problem w przyszłości i to duży właśnie kobiet, które zrezygnowały z pracy, bo jest 500+. Pierwszy próg, to będzie, gdy dzieci zaczną kolejno kończyć 18 lat, a następny, gdy trzeba będzie przejść na emeryturę. A co z ubezpieczeniem zdrowotnym? Przecież już teraz widać, że jest to wszystko niewydolne. Uważam, że można to rozwiązać i to lepiej. Natomiast musi być to system, a nie tylko jedno rozwiązanie. Jeżeli też spoglądniesz na to ilu urzędników potrzeba by obsługiwać odpisy z PIT, a ilu trzeba było zatrudnić do rozdziału "500+", to jednak to pierwsze rozwiązanie jest tańsze. Poza tym kwota wolna od podatku. A czemu nie może też być tak, że taka rodzina w ogóle nie zapłaciłaby podatku PIT. Wszak wszystkie inne i to z nawiązką są płacone w podatkach pośrednich od usług i towarów. Poza tym w ogóle jest problem systemu pomocy społecznej i jego wydolności. I w cale nie chodzi mi tu o oszczędności na nim , tylko o to, że jeżeli człowiek potrzebuje naprawdę pomocy, to często ciężko ją uzyskać i dla zwykłego normalnie zarabiającego człowieka, czy dostającego emeryturę, taka pomoc jest kosztowna. Natomiast, przy stałych petentach jakoś to wszystko idzie sprawniej, ot, żeby mamuśka miała kasę na następny tatuażyk, itp. Oczywiście nie wolno uogólniać, bo są różne przypadki. Jednak z perspektywy mojej, jak i innych znajomych osób pracujących (o zróżnicowanych dochodach i statusie majątkowym) wygląda to na zwykły wyzysk. A na koniec jeszcze paradoks. Dzieci w wieku szkolnym, czyli te od 1 klasy dostały wyprawkę 300+, gdzie jest darmowy podręcznik. Natomiast programem tym nie są objęte dzieci w klasach "0", gdzie podręczniki trzeba kupować, a kosztują nie mało. Jaki jest w końcu sens i logika takich programów? Czy rzeczywiście rozwiązują jakieś problemy? Czy chce się na prawdę pomóc, czy tylko zamknąć usta i złowić wyborców?

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 18:25:20:

    @kahlkopf
    takie systemowe rozwiązania już są - nazywają się "bezwarunkowy dochód gwarantowany" i "renta / emerytura socjalna"
    I chyba Unia będzie w tym kierunku szła - jeśli w przyszłym maju nie zmieni się układ po wyborach do organów UE.
    A jak UE to i PL.
    PiS zamiast dawać wszystkim od razu - na początek dryfował w kierunku dania takiej emerytury matkom 4+
    Nie oceniam czy to dobre czy złe. Tam gdzie niedługo idę (zanim to jeszcze wprowadzą) nie ma takich problemów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 18:31:19:

    @rudamaruda1949
    Tak wiem, że takie rozwiązania w Europie już są działając lepiej lub gorzej. W. Brytania też ma lepiej rozbudowany socjał niż Polska. Kwestia jest tylko taka, co się chce osiągnąć? Natomiast polski problem to biedni pracujący, ów prekariat.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 19:23:37:

    @kahlkopf
    > Jeżeli też spoglądniesz na to ilu urzędników potrzeba by obsługiwać odpisy z PIT,
    > a ilu trzeba było zatrudnić do rozdziału "500+", to jednak to pierwsze rozwiązanie
    > jest tańsze


    Zatrudnianie urzędników w gminach było CAŁKOWICIE zbyteczne. Urzędy skarbowe mają CAŁOŚĆ informacji niezbędnej do oceny sytuacji i mają mechanizmy do realizacji wypłaty. Obecnie nawet wzmocnione przez darmowe konta bankowe.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 19:48:22:

    StaryZgred,
    Tyle, że zostali zatrudnieni. Uważam, że istotne jest to, że państwo powinno wyrównywać szanse, a jednym z takich sposobów jest dystrybucja pieniądza. Moje obiekcje są bardziej natury, jak jest to robione, efektywność tego mechanizmu oraz celowość. To znaczy, czy rzeczywiście rozwiązuje się problemy, czy się je pogłębia? Tak za PRL było rodzinne i to nawet nie małe pieniądze, które w latach 1990-tych było obcinane, a w końcu zniknęło. I się powtórzę, że musi być system, a nie pojedyncze programy. Bo są olbrzymie problemy, czy to z przedszkolami, żłobkami, opieką zdrowotną, kosztami szczepionek, itp. A ostatnia reforma MEN spowodowała następne problemy. Czy to tak ma wyglądać?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 19:52:26:

    Zastanawia mnie wypowiedz jednego z panów która brzmiała - piszę z pamięci bo nie mogę tego znaleźć. "jednostki PAN nie powinny się starać o granty".
    Nie rozumiem dlaczego nie? W obecnym systemie skrajnego niedofinansowania zarobki tam są minimalne. Badania w zasadzie nie mają możliwość bytu bez grantów. Zmiana finansowania? Chmmmy nie wiem na jakie? Oczywiście są jednostki o określonym celu np utrzymywanie stacji meteo ale pozostałe... Jak je finansować tak żeby nie musiały mieć granty. I czy idąc dalej czy w tej teorii jednostki PAN nie powinny nie móc przyjmować zleceń od przemysłu. Przyjęcie takiej zasady neguje istnienie niektórych obecnie istniejących instytutów które nie tylko "żyją" z wykonywania pewnych zleceń ale również cała "nauka" w nich opiera się na tych zleceniach. Z drugiej strony ciężko mi wyobrazić sobie ekonomicznie sensowy zespół ekspercki który mógłby wykonywać te zadania w razie przestania istnienia tych jednostek PAN. (Z kolejnej strony wyobrażam sobie przejecie zadań wykonywanych przez jednostki PAN - te realizowane z grantów. Nie mówię tutaj o zdaniach stałych typu stacje meteo)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 20:05:34:

    @nobooks, @piotrcandida
    Emerytury nie są tak oczywistą sprawą. Mamy tu dylemat: niższy wiek emerytalny i niższe wypłaty lub vice versa. Obiektywnie dla nas (naukowców), a także dla innych, którzy mają pracę lekką lub ją po prostu lubią, lepsza jest opcja druga. Ale dla pracowników fizycznych - raczej pierwsza. W głosowaniu wyborczym wygrała opcja pierwsza. Nawet nie wiem, czy opcja pierwsza jest aż tak "populistyczna". To raczej opcja druga pozwala rządowi zachachmęcić trochę pieniędzy (nie wypłacamy emerytur od razu sporemu gronu 60-65 latków, a niekoniecznie równoważymy to odpowiednim zwiększeniem emerytury, zresztą zwiększenie należy się później - tym, co mają krótszy okres pobierania).

    Kobiety. Z pewnym trudem doszukałem się informacji ile emerytur konsumują kobiety, a ile mężczyźni. Otóż mniej więcej tyle samo (mimo, iż mężczyzn-emerytów jest tylko 40%. Zatem emerytury mężczyzn są prawie o połowę wyższe kwotowo Zapewne z powodu wyższych zarobków, może i dyskryminacji kobiet, albo uwarunkowań obiektywnych: mniej pracują. Czyli na emeryturach kobiety "odrabiają" straty, bilans prawie na zero (nawet nie wiem kto wygrywa). Dyskryminacja pozytywna? Jako mężczyzna nie kruszyłbym o to kopii. Ale może nie warto aż tyle jojczeć o dyskryminacji kobiet na rynku pracy :)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 20:06:40:

    @sarjane
    > "jednostki PAN nie powinny się starać o granty".
    > Nie rozumiem dlaczego nie


    Z tego samego, który jest powodem zakazu występowania o niemieckie granty krajowe przez instytuty Maxa Plancka. Dysproporcja środków oraz realnego czasu badawczego pozostającego w dyspozycji pracowników MP jest tak duża, że uczelnie nie miałyby żadnych praktycznych szans. I u nas także, poza UWUJ, nie mają takich szans w starciu z instytutami PAN.

    Instytuty PAN powinny albo realizować prace badawcze dla przemysłu - to było pierwotnym celem ich powołania a później rozbudowy w latach siedemdziesiątych - albo starać się o granty zagraniczne. Bo albo są centrami "excellence", albo powinny zniknąć. Dorabianie im sztucznego uzasadnienia w formie przyszłego UPAN jest nonsensownym zagraniem mającym uzasadnić dalsze ich trwanie w formie faktycznie pasożytniczej i bezproduktywnej.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 20:15:01:

    Jakkolwiek się zgadzam co do całości wypowiedzi szczególnie co do czasu jaki pracownicy PAN mają na "naukę" to w tym momencie niedofinansowanie jest tragiczne ... . Ustawa 2.0 nie zrównuje pensji minimalnych w PAN z Uczelniami co jest skandalem samym w sobie. Z drugiej strony, jakby tak dobrze dofinansować taki PAN (ma poziomie 2x A+)to by na prawdę była kraina mlekiem i miodem płynąca złoty Graal naukowców.

    Na końcu dodam że nie jestem wielbicielem PAN - w niektórych jednostkach "obłożonych" wręcz grantami panuje odrealnienie nie do zaakceptowania. W innych jak nie ma zleceń jest minimalna krajowa (prawie). A szacunku dla dydaktyki jest 0 w tych z grantami a wiele w tych ze zleceniami ...

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 21:29:35:

    @sarjane @staryzgred
    "jednostki PAN nie powinny się starać o granty"

    Nie wiem, czy nie powinny - ale może to powinna być inna pula pieniędzy i inne konkursy. Jasne, pensje na PAN są chore i urągają poczuciu przyzwoitości. Natomiast polityka NCN jest właśnie taka, że niejako z "urzędu" badacze PAN dostają te granty - jest to pośrednio kroplówka finansowa pozwalająca na wyrównanie ich głodowych pensji.

    To jest chore, bo w przypadku grantów krajowych środki powinny służyć na a) stworzenie dodatkowego zespołu projektowego (zatrudnienie research assistants) b) pozyskanie materiału badawczego (sfinansowanie eksperymentu, sprzętu, sondażu etc.) c) konsultację i rozpowszechnienie wyników (konferencje, seminaria, ew. środki na publikacje w trybie OA).

    Środków w NCN jest za mało, by marnować je na socjał dla PANów. Pensje na PAN powinny zostać podniesione do poziomu uczelnianego, zaś reszta pieniędzy - powinna być do wzięcia ze zleceń z biznesu lub z grantów międzynarodowych (gdzie Polska ma ujemną stopę zwrotu - więcej wpłacamy, niż wyciągamy).

    Równocześnie nie może być tak, że ja obrabiam 12 kursów (w tym prowadzę 25 magistrantów lub licencjatów + 2 doktorantów), zarządzam zespołem, siedzę w komisjach i komitetach, współzarządzam kierunkiem studiów, współredaguję 2 czasopisma i jeszcze mam współzawodniczyć z kolegami i koleżankami z PAN w pisaniu grantów o te same pieniądze. To chore, nie mam z nimi żadnych szans bo wbrew temu co piszą zakres obowiązków służbowych u mnie jest ca. 2 razy większy, niż u nich (jasne, ja zarabiam o wiele więcej - zdaję sobie z tego sprawę).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:02:17:

    Dygresja: gdy bierze nas chandra, bo jest źle to warto przeczytać to ([a="ksiazki.wp.pl/moj-pseudonim-grabarz-6293875758573697a)link[/a]). Po lekturze przypomniało mi się hinduskie przysłowie: narzekałem, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem człowieka, który nie miał nóg.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:02:21:

    Instytuty PAN są jednostkami rządowymi. Konkursy grantowe dla jednostek rządowych? To może niech straż pożarna występuje o granty?

    Granty dla instytutów PAN, połączone z żenująco niskimi pensjami podstawowymi, to objaw kompletnego braku pomysłu na to, po co w ogóle te instytuty są. Pomysły po stronie rządu, wyjaśnijmy od razu.

    Granty dla instytutów PAN to (strzelam) o 50% mniejsza pula środków dla uczelni, od których wymaga się wszechświatowej doskonałości mierzonej kolejnymi setkami. Dwie setki to lorneta.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:03:41:

    Poprawny link.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:06:19:

    @trzy.14

    Zapomniałeś, że lornecie zawsze - z mocy ustawy/rozporządzenia - towarzyszyła transferowa meduza. Transferowa, bo chyba tylko skrajny desperat zaryzykowałby jej konsumpcję.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:08:07:

    Tak, nawet druga setka światowego rankingu to kosmos. Właśnie wróciłem z wizyty z uczelni będącej na ca. 150 miejscu. Pomijając warunki pracy (obciążenie dydaktyczno-organizacyjne, obsługa administracyjna, fundusze na badania) - symboliczny był fakt, że oprócz niesamowitego kampusu uczelnia posiada muzeum. Zbiory tego muzeum przekraczają wartością (artystyczną i zwykłą finansową) wszystkie muzea sztuki w Polsce. A to jest tylko działalność, że tak powiem hobbystyczna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:10:16:

    sarjane,
    I dodajmy, że w cywilizacji granty są środkiem na badania a nie formą "socjału". Dodatkowa kasa dla etatowych pracowników zatrudnionych ze środków budżetowych jest objawem ciężkiej choroby. W tym systemie celem grantów przestają być wyniki badań, lecz kasa.

    I dodajmy, że instytuty PAN nie powinny mieć (samodzielnego) prawa do nadawania stopni naukowych. Jakichkolwiek.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:12:12:

    Zgred,
    Lorneta z meduzą to podstawa. Znany mi na szczęście tylko z literatury (Konwicki?)

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:14:13:

    Moim zdaniem NCN nie powinien finansować publikacji OA. Efekty modelu OA bardzo dobrze widać w wynikach ostatniej kategoryzacji:

    ekulczycki.pl/warsztat_badacza/ranking-czasopism-ktore-odegraly-kluczowa-role-w-kategoryzacji/

    Najwięcej zgłoszeń mamy w czasopiśmie, które:

    The worlds first multidisciplinary Open Access journal, PLOS ONE accepts scientifically rigorous research, regardless of novelty.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:31:10:

    @Shill,
    PLoS One jest nierówne (zależy, jaki się trafi redaktor), ale ciągle jednak chyba lepsze niż Annals of Agricultural and Environmental Medicine, Przemysł Chemiczny, czy Archives of Metallurgy and Materials. Poza tym publikacja w PLoS One nie kosztuje dużo. Czasopismo miało zdecydowanie zawyżoną punktację opartym na IF: to jeden z przypadków, gdzie SNIP sprawuje się dobrze, bo w nowym systemie wychodzi mu 70 punktów - w mojej ocenie w sam raz.

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:32:50:

    @5368696c6c

    I co złego jest w publikowaniu w PLOS ONE?
    Moja druga najlepiej cytowana praca tam jest, ale inna, druga od końca pod względem cytowań ;)

    Zaletą PLOS ONE (i kilku innych z tym modelem, jak np. Scientific Reports) to przede wszystkim wspomniane "scientifically rigorous research, regardless of novelty" (choć zamiast novelty, powinno być "impact"), ale także bardzo szeroka dostępność (nie chodzi tylko o OA, ale np. wyśmienitą "guglowalność).

    Problemem jest to, że zdecydowana większość (>99% ?) prac stamtąd to rzeczywiście prace nieprzydatne, czy to z powodu wtórności (rzadziej) czy z powodu tak niskiej "impactowości", że "who cares".
    Ale z kolei ten 1% to prace wybitne, które bardzo zyskały poprzez OA. I właśnie te wybitne prace dyktują, całkiem spory jak na ilość prac tam publikowanych, IF PLOS ONE. A, że to głównie od IF zależały kudryki, to i mamy 1577 publikacji w PLOS, bo ładnie będą podbijać kategoryzację.
    Rzeczywisty problem to czy stanowią one ten 1% czy raczej 99%, a tym samym byłoby to zwykłe marnowanie kasy (podatnika), bo takie to prace to spokojnie możnaby opublikować "taniej".

    I teraz kolejna zagwozdka - ile z tych 1577 miałoby szanse na publikację w "normalnym" czasopiśmie, gdzie jednak prócz "scientifical rigor" brana jest także pod uwagę "novelty"?
    Bo jeśli tutaj odpowiedź nie brzmi 1577 to... mamy problem.

    Zatem dominacja PLOS ONE to zwyczajna odpowiedź systemu na kategoryzację - najlepszy przelicznik czas+pieniądz+wkład własny na kudryki. Ale bez spojrzenia co też te prace konkretnie sobą reprezentują (ot, choćby poprzez analizę zacytowań na tle dziedziny) nie wiemy czy to problem, czy też nie.

    A NCN zdecydowanie i właściwie z przymusu powinien promować, jak nie wymuszać publikowanie w OA! Na wzór amerykańskich grantów federalnych. Wszak podatnik za to zapłacił, stąd i wyniki winny być dostępne (pomijam kwestie, że pasą się na tym OA wydawcy etc. i dlaczego tak, a nie inaczej).

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:35:24:

    Autokorekta:
    Moja druga najlepiej cytowana praca tam jest, ale inna, druga od końca pod względem cytowań ;) - miało być:
    Moja druga najlepiej cytowana praca tam jest, ale także i inna, tym razem druga od końca pod względem cytowań ;)

    @nobooks - 70 pktów wg SNIP ale jaka jest skala. Ponieważ nie jestem jednostką kategoryzowaną, to słabo śledziłem na czym stanęło.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:39:35:

    Jeszcze dodam, że PLoS One to megajournal o ogromnej rozpiętości dyscyplin, więc trudno bezpośrednio porównywać jakąkolwiek liczbę opublikowanych prac z jakimkolwiek "zwykłym" czasopismem.
    A co do wysokiego IF: jest on podbity właśnie z powodu wysokiej widoczności.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:40:52:

    @doktorgolgi, proponowana na dziś skala to:
    200 - 140 - 100 - 70 - 40 - 20

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:42:40:

    A SAGE Open wychodzi 40 punktów.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:49:04:

    @doktorgolgi

    Otóż nieprzypadkowo deklarują chęć publikowania prac "regardless of novelty" a nie "impact". To spora różnica. Szkoda, że jest to pozycja nr 1 w naszej kategoryzacji. NCN nie powinien wspierać takiej polityki.

    Sam argument za dostępnością OA jest już mocno nieaktualny. Z moich obserwacji wnioskuję, że wydawcy już od dłuższego czasu ignorują preprinty dostępne poza paywallem. Nikt o Arxiva się nie gniewa. Nie mówiąc o tym, że osoby mogące faktycznie zrobić użytek z ważnych prac i tak mają dostęp do wydawnictw.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:54:21:

    @doktorgolgi

    Mocną pracę lepiej wysłać do czasopisma z tematu. W przeciwnym razie marnujesz wynik.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 22:57:39:

    Znam czasopisma, które jako najbardziej naturalną drogę przesłania im pracy uważają podanie numeru preprintu na arxiv.org . Z tego punktu widzenia dodatkowe płacenie niemałej kasy za OA jest trochę bez sensu, zwłaszcza że po zaakceptowaniu pracy chyba wszyscy wysyłają tam wersję poprawioną, zgodną z ostateczną wersją co do treści, choć nie formy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 23:10:01:

    My tu gadu, gadu, a decyzje w sprawie OA już zapadły,

    www.timeshighereducation.com/news/european-funders-set-2020-deadline-open-access-publishing

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 23:19:54:

    To niekoniecznie musi być OA. Publicznie dostępny preprint zapewne załatwi sprawę. Arxiv jest już tak popularny, że stwarza poważne problemy z anonimizacją recenzowanych prac. W ubiegłym roku byłem na konferencji na której zrezygnowali z obiadu, żeby zrobić sesję plenarną poświęconą temu problemowi :)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 00:22:32:

    Właśnie skończyłem czytać ten "przewodnik po ewaluacji". To powinno się nazywać "przewodnik po tworzeniu oligarchii": bogatemu dołożą, biednemu jeszcze zabiorą.

    Dlaczego? Bo skala JUŻ została naciągnięta czterokrotnie, a teraz jeszcze wprowadzono TENDENCYJNE i NIERÓWNOPRAWNE skalowanie i punktacji, i publikacji. Teraz mogę już w pełni wiążąco się wypowiedzieć: ten KRETYŃSKI mechanizm zabije jakiekolwiek badania interdyscyplinarne i międzyośrodkowe. Mam nadzieję, że za rok Gowin będzie już tylko wspomnieniem, a nowy minister to kuriozum wyrzuci do śmietnika.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 01:02:33:

    Przeliczyłem kilka przykładów. Ten system preferuje publikacje jednoośrodkowe-jednoautorskie. Typowa ustawka pod humanistów. Prace wieloautorskie są deprecjonowane, a wieloośrodkowe wręcz niszczone.

    Oby ta wdrażana patologia nie dotrwała do roku 2020.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 01:14:04:

    A już zupełnie rozbawiło mnie, że monograficzne bredzenie teologiczne (ale także humanistyczne i społeczne) będzie uzyskiwało 300 punktów, w sytuacji, gdy najwyżej punktowane artykuły - za którymi stoją często lata badań - będą miały 200 punktów.

    Widać jak na dłoni ustawkę humanistyczno-teologiczną w wydaniu socjologa religijnego. Można tylko mieć nadzieję, że ta brednia nie przetrwa do faktycznej kategoryzacji.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 01:25:02:

    Rozdział w monografii teologicznej/humanistycznej/społecznej za 75 punktów, czyli tyle, ile za artykuł w Q1 JCR. Ręce opadają. Z taką punktacją będziemy zgłębiać tajemnice mułu naukowego i bredzenia smoleńskiego.

    Chyba przejdę na radykalniejsze pozycje zajmowane już przez @kragona. Gowin to jest jakieś kuriozum mentalno-intelektualne, a nie minister nauki i szkolnictwa wyższego.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 01:30:23:

    No i kwiatek nieprecyzyjności zapisu tego "przewodnika":

    "za artykuły opublikowane w latach 2017-2018 obowiązuje punktacja na podstawie wykazu Ministra ogłoszonego w styczniu 2017 r."

    czyli KTÓRA?! Ta czteroletnia (kres górny czterolecia)? Czy też ta ostatnia za 2016?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 01:32:52:

    A ten zapis:

    Należy wyraźnie zaznaczyć, że przyjęte w nowym modelu ewaluacji zasady punktacji premiują artykuły interdyscyplinarne oraz publikacje wieloośrodkowe.

    jest zwykłym ordynarnym kłamstwem propagandowym godnym Goebbelsa.

    Wybaczcie, że tyle napisałem, ale krew mnie dosłownie zalała w trakcie czytania. Takiego ładunku imbecylizmu logicznego i arogancji politycznej dawno nie napotkałem.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 05:29:23:

    Zgred,
    czasem warto wyluzowac. Przecie i tak tylko narodowa teologia ma szanse wprowadzic nas do pierwszej setki. A scenariusz jest taki:
    - UW i UJ przygarniaja wydzialy teologii, bo ich jeszcze nie maja
    - politechniki tworza kierunki maryjne i pastoralne (ale bedzie mozna sobie wybrac)
    - za wstawiennictwem przenajswietszego dzejpitu powstanie najbardziej obiektywny, bo boski, ranking uczelni na swiecie,
    - rankingowane beda dyscypliny maryjne i pastoralne, bo taka przecie jest wola Stworcy
    - i w tym rankingu bedziemy w pierwszej setce, a z czasem nawet na czele

    Zgred, nie warto szarpac nerwow... ciemne wieki nadchodza... po dominikanach i jezuitach pilnujacych spraw doktrynalnych przyjdzie chyba czas na redemptorystow.
    Zgred, ile masz do emerytury?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 07:04:49:

    Zgred,
    Nowa kategoryzacja, poprzez dość radykalne odejście od poprzedniej pokazuje tylko, że każda kategoryzacja to vanity, vanity, vanity. Zamiast mechanizmu "sprawiedliwego" rozdziału środków finansowych, potrzebny jest raczej mechanizm osiągania z góry określonych celów, nie bójmy się, politycznych. Powiedzmy, że zdaniem ministerstwa polskie społ-humy powinny ulec większemu umiędzynarodowieniu. Przy tak postawionym celu można się zastanawiać, która kategoryzacja, stara czy nowa lepiej spełnia to zadanie i czy aby nie można wymyślić czegoś tańszego i lepiej realizującego ten cel. Zupełnie jednak nie wiem, jak kategoryzacją sprawić, by polska matematyka czy informatyka była lepsza od tej, którą już mamy. Z kolei fizyce potrzebne jest raczej powiązanie tematyki jej badań ze światem rzeczywistym, czyli rodzaj politechnizacji, bez utraty obecnego jej umiędzynarodowienia. Koncentracja na punktach, IF-ach czy SNIP-ach nie pozwoli na odmiędzynarodowienie, ale raczej oddali niż przybliży fizykę do rzeczywistości, którą powinna badać.

    Najciekawsze wykłady plenarne, jakie ostatnio słyszałem na konferencjach, były ciekawe głównie dlatego, że dotyczyły rozwiązywania konkretnych problemów technologicznych (w dość szerokim sensie, w każdym razie idea jest prosta jak drut: najpierw problem, potem jego "model" a nie najpierw model, a później jego wydumane zastosowania, co u nas jest standardem). I nikt tam się nie chwalił, gdzie swoje wyniki opublikował ani jaki był ich sumaryczny SIF, za to mogły pojawiać się nazwy firm, które współpracują przy rozwiązywaniu danego problemu.

    Więc ja bym się spytał, jaki jest związek parametryzacji z programem "Luxtorpeda" czy "samochody elektryczne w każdym polskim domu" ówczesnego wicepremiera Morawieckiego. Żaden.

    Z drugiej strony wobec osłabiania znaczenia habilitacji i profesury chyba też,
    potrzebny jest jakiś bacik, który skłoni nas do wytężonej pracy przez całe życie. O! Konkret! I znowu mamy jakiś punkt zaczepienia by ocenić, która parametryzacja (a może jednak system hab-prof?) lepiej realizuje tak postawiony cel.

    Parametryzacja z pewnością sprzyja, a nawet wymusza podział, czy nawet dwubiegunową polaryzację uczelni na "badawcze" i "dydaktyczne". Zwłaszcza że znika kotwica w postaci wydzielonych funduszy statutowych. Jeżeli ministerstwo tak określiłoby jej cel, to znowu - można by się zastanawiać, która parametryzacja (lub system hab.-prof.) lepiej go zrealizuje. Tu od razu można powiedzieć, że system hab.-prof. przy tak określonym celu należy odrzucić, gdyż głównym jego celem było wyrównanie poziomu uprawianej w Polsce nauki: teoretycznie habilitacja w Słupsku znaczyła tyle, co w Warszawie. Teraz zaś fakt, że Słupsk jest naukowo wyraźnie gorszy od Warszawy, zostanie uznany za słuszny i zbawienny, a habilitacja stanie się zabawką dla warszawskich elit.

    No i mamy pytanie, czy dla "suwerena" lepszy jest system mocno spolaryzowany i elitarny, czy jednak raczej bardziej rozproszony, egalitarny.


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 07:10:25:

    Tu oczywiście widać groźbę, że zdanie "habilitacja stanie się zabawką dla warszawskich elit" rozwinie się do "uprawianie nauki stanie się sportem dla warszawskich elit".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 08:30:33:

    Niechlujstwo językowe stanowionych przepisów to nie tylko domena MNiSW, ale - co gorsza - MF (link).

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 09:21:14:

    @zgred
    3 uwagi na szybko:
    - ta nieszczęsta stara lista to ta 4-letnia, ze stycznia 2017 (precyzyjny zapis jest w przepisach wprowadzających); ale to akurat nie pomysł Gowina, tylko ustępstwo na rzecz ludzi Dudy
    - 300-punktowe monografie (jak i rozdziały 75-punktowe) dotyczą tylko wiodących światowych wydawców, więc zapewne dla polskiej teologii będzie to zapis martwy; "normalne" rozdziały w polskich wydawnictwach z listy będą po 20 pktów
    - co prawda (z racji nicka) nie wypada mi tego pisać, ale w H opublikowanie książki w CUP, OUP, czy Routledge to rzeczywiście znaczące osiągnięcie

    @trzy
    - społeczna użyteczność badań ma być oceniana poprzez to nowe kryterium (opisy wpływu), to jest chyba wzorowane na societal impact w nowym UK REF; pomysł może i dobry (jak to mierzyć? nieprosta sprawa), choć obawiam się, że realizacja będzie jako kreatywna księgowość post hoc

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 09:24:53:

    @zgred, pamietam, ze krytykowales w starej ewaluacji spłaszczenie punktacji: 50/15 = 3 1/3, gdzie 15 to punktacja dół listy "zagranicznej" i góra rodzimej listy B. Teraz rozpiętość wynosi 200/20 = 10, więc chyba kierunek tej zmiany powinien Ci się podobać?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 09:27:33:

    www.radiozet.pl/Radio/Programy/Gosc-Radia-ZET/Jacek-Sasin-Nigdy-nie-zapowiadalismy-500-dla-emerytow

    Zwracam uwagę na to, że nawet Sasin zauważył 20% wzrost wynagrodzeń "w gospodarce narodowej". Jednocześnie budżetówce proponują +2%, czyli na poziomie przewidywanej inflacji.

    Ech Schetyna, gdzie jesteś? do zagospodarowania 3 miliony głosów, plus rodziny!

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 09:32:37:

    @5368696c6c

    Mocną pracę lepiej wysłać do czasopisma z tematu. W przeciwnym razie marnujesz wynik.

    Przepraszam, ale parsknąłem w tym momencie śmiechem. Nie wiem w jakiej branży robisz (być może w twojej to prawda), ja w biotechu i tu jest raczej jest tak:
    - wybitna praca będzie wybitną i wynik zostanie zauważony "nawet" w OA. W takim przypadku OA nawet pomoże, bo oznacza też lepszą publicity, dostęp dla dziennikarzy, zwykłych ludzi etc. Szczególnie znaczące i wybitne prace to już zupełnie polecą w górę.
    - dobra praca, ale może nie aż tak dobra by wspiąć się na sam świecznik czasopismowy dla danej branży tym bardziej skorzysta na OA. W innym wypadku skazana jest na publikację w "solidnym" czasopiśmie, ale zwykle takim, gdzie zaglądają tylko specjaliści z sub-branży. A tymczasem wyniki mogą być na tyle użyteczne i ciekawe, że skorzystaliby i ci lekko spoza tej malutkiej działki. OA to właśnie ta szansa.
    - kiepska praca, owszem, jej i OA nie pomoże, ale za to...
    - kiepska praca ma szanse się "wypromować" w "dobrym" czasopiśmie. Przecież Nature/Cell/Science w 80% składają się z prac kiepskich, nieciekawych, które tylko dlatego są "hot" bo są w NCS.

    Podsumowując - dobra/wybitna, czyli "impactowa" praca nic nie straci, a może dużo zyskać na OA, za to kiepska zdecydowanie może zyskać nie będąc w OA. Stąd zdecydowanie tezę "marnowania wyniku" uważam za nietrafioną - to nie medium decyduje o wyniku, a sam wynik.

    Niemniej jednak, zdaję sobie sprawy z tego jak się zapatrują ludzie na publikacje w OA vs NCS; i ohy ahy mam papier w Sajens, i do grantów się liczy etc. Ale to słabość systemu, gdzie przestało się patrzeć na rzeczywistą użyteczność wyników badań, a zaczęło te badania oceniać tylko pod kątem tego, gdzie je opublikowano.
    Który program grantowy robi ewaluację po, powiedzmy, 5 latach? Żeby spradwzić, że i owszem - pan profesor X opublikował z tego grantu w 3 czasopismach, IF boski, ale zacytowań po 5 latach jest poniżej średniej?
    A to ostatnie to norma - 10-20% prac wyrabia IF każdego czasopisma... (a w szczeólności w NCS, tam chyba nawet mniej), stąd szansa, że to będzie ta moja praca jest dużo niższa, chyba że praca owa jest serio dobra.

    Stąd dobre wyniki się nie zmarnują... nie zmarnują...

    ps. Oczywiście użyteczność badań nie sprowadza się do samych zacytowań - to tylko i wyłącznie przykład i pewien skrót myślowy, ale wiadomo o co chodzi.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 09:43:16:

    @staryzgred2012
    Powtarzam to już po raz n-ty. W polskiej nauce mamy przerost humanistów, co widać nawet w Sejmie. Wymusili na Dudzie, a ten na Gowinie to co chcieli w nowej ustawie i mamy takie skutki. Dlatego można tylko płakać nad nową ustawą.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 10:07:46:

    @doktorgolgi

    Stąd zdecydowanie tezę "marnowania wyniku" uważam za nietrafioną - to nie medium decyduje o wyniku, a sam wynik.

    Przy tej liczbie prac która jest obecnie produkowana medium jest głównym kryterium filtrowania artykułów do przeczytania. Medium jest również głównym kryterium oceny dorobku.

    Gdyby nawet przyjąć, że OA jest jakoś istotnie lepsze od czasopisma + preprint na Arxiva, to po drodze mamy przecież takiego np. PNASa. Jakoś nie widzę go na froncie poprzedniej kategoryzacji.

    Jak sądzisz, jak zmieni się ranking zgłoszeń kategoryzacyjnych gdy PLoS dostanie np. 70 punktów z dzieleniem przez liczbę autorów?

  • doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 12:24:09:

    @5368696c6c

    Jak sądzisz, jak zmieni się ranking zgłoszeń kategoryzacyjnych gdy PLoS dostanie np. 70 punktów z dzieleniem przez liczbę autorów?

    Znajdzie się nowy PLOS, gdzie jest najlepszy przelicznik czas+pieniądz+wkład własny na gowinki. Nie zaprzeczam. I, niestety, gdy pytałem się retorycznie ile z tych 1577 miałoby szanse na publikację w "normalnym" czasopiśmie, gdzie jednak prócz "scientifical rigor" brana jest także pod uwagę "novelty" - odpowiedź byłaby pewnie: bardzo mało.

    Zdaję sobie sprawę, że większość z tych prac nie załapałaby się do niczego innego o porównywalnie wysokim IF/kudrykach (i pewnie niższym też nie); i nie publikują oni tam dla benefitów publikowania w OA, czy dlatego, że ich wyniki są tak fenomenalne, że mogą publikować się gdziekolwiek.

    Niemniej jednak to jest bez wpływu na moją opinię o OA, o publikowaniu dobrych wyników etc.

    A zgadzam się, że dla niektórych badaczy/instytucji "medium jest głównym kryterium filtrowania artykułów do przeczytania", ale świadczy to o słabym warsztacie, szczególnie jeśli główne znaczy tutaj: jedyne lub niemalże jedyne kryterium.

    Także zgadzam się, że "medium jest również głównym kryterium oceny dorobku" , a to wg mnie jest po prostu chore i jest źródłem wszelkich wypaczeń, których efektem jest ta, czy inna kategoryzacja/ocena/ewaluacja oparta o media właśnie.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 12:25:36:

    a tymczasem: konstytucjadlanauki.gov.pl/projekt-nowego-algorytmu-napisany-ze-srodowiskiem-akademickim-od-dzisiaj-w-konsultacjach

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 14:09:35:

    aha!
    @js.c., prosimy o sprawozdanie
    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12316003/12534053/12534054/dokument358189.pdf
    Szybki rzut oka: składnik kadrowy ma dalej współczynniki uzależnione od stopni/tytułów (2,5; 2; 1,5; 1):
    = 2,5 + 2 + 1,5 +
    Składnik kadrowy natomiast już nie jest (?) skalowany kategorią naukową - to spore chyba zaskoczenie, to wbrew filozofii tzw. "Konstytucji dla Nauki". Tylko składnik badawczy zależy od kategorii (i jego waga nieco zróżnicowana w zależności od typu uczelni).
    Stała przeniesienia maleje 0.5 > 0.45 > ...
    "Bezpiecznik" w 2019 wąski na minusie max -1%, 2020 -2%, ostatnio -5%.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 14:10:21:

    wzór się nie wyświetlił, kolejne wagi dotyczą prof (2,5), hab (2), dr (1,5), mgr (1)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 15:44:53:

    docelowy ssr dla badawczych ma wynieść 10.

    Będzie sie działo!

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 16:04:12:

    Czyli jednak habilitacje muszą być. Z zupełnie prywatnego punktu widzenia mojego to bardzo dobrze. Już się bałam powrotu do wieków średnich kiedy to nikt nie robiła habów bo po co. A potem był wysyp tragicznie słabych habów bo robić trzeba. Z drugiej strony we wspomnianych wiekach średnik haba był tak ciężki że bano się nawet próbować. A znając życie i nasz system prawny za 4 lata znowu haby będą obowiązkowe - więc lepiej zrobić dla spokoju świętego.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 16:12:14:

    Tak, hab na stanowiskach adiunkta będą się uczelni opłacać.
    Co do SSR, w momencie, jak będą deklaracje dyscyplin, można by też SSR ważyć dyscyplinami, definiując inne SSR w naukach doświadczalnych, gdzie dużo laboratoriów, a inne w takich, gdzie w większej mierze wystarcza wykład. Wówczas UE nie musiałyby się borykać z rzekomym niedoborem kadry.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 17:16:51:

    koniec z wieloetatowcami

    "dla których i-ta uczelnia jest podstawowym miejscem pracy"

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 17:33:45:

    Co nagle to po diable. Pracownicy sie licza w dwóch miejsach:
    (1) w składniku kadrowym części dydaktycznej - wg. stopnia/tytułu, jak napisałem jest w 2019, a potem już wg. stanowiska ("profesora (z wagą 2,5), profesora uczelni (z wagą 2), adiunkta (z wagą 1,5) oraz pozostałych (tj. asystenta oraz stanowiskach niewymienionych w ustawie, które uczelnia utworzy na podstawie statutu z wagą 1)").
    (2) w składniku badawczym ludzi mnoży się przez współczynniki kategorii deklarowanej dyscypliny

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 17:47:34:

    sorki nobooks, nie zadeklaruję Twojej dyscypliny.

    To będzie ciekawa kwadratura koła. Jak wydziały "masowe", mające niskie przeliczniki kadrowe (np. prawo) będą mogły się utrzymać na uczelni z ssr = 10? Czy do ssr liczą się też "czyści" dydaktycy? Kto mnie utrzyma, jeśli nie prawnicy?

    Czy uczelnie badawcze naprawdę będą się "opłacać"?

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 18:56:12:

    Najbardziej nieopłacalne będzie zatrudnienie profesora wieloetatowca, który będzie najbardziej kosztowny a i tak nie przyniesie dla uczelni wzrostu dotacji (poza podstawowym miejscem pracy)...
    Już teraz na szybko zaczną się zwolnienia czy może za rok?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 19:16:23:

    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314504/12525380/12525383/dokument358169.pdf

    Dla przykładu strona 12 mnie ubawiła - jak np inż rolna została podzielona miedzy 2 albo 3 dziedziny - no ciekawe jak wydział rolniczy z tego wybrnie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:28:44:

    Bardzo przytomne uwagi prof. Steca:

    piotr-stec.pl/2018/09/17/lawina-idzie-iv-finanse/

  • misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:32:04:

    Czyżby Transport został całkowicie wciągnięty do inżynierii lądowej? Czy nadal jest rozbicie pomiędzy inżynierię mechaniczną a lądową?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:41:33:

    gospodarka.dziennik.pl/praca/artykuly/581266,mlodzi-naukowcy-zarobki-granty-praca-gospodarka-bieda-prl.html

    Zmiany zbiegają się w czasie z końcem grantu. Wtedy tak naprawdę kończy się moja kariera mówi ze smutkiem Joanna.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:43:33:

    Całkiem dobry projekt. Trudno się do czegoś specjalnie przyczepić tak na szybko.

    Kategorie są bardzo dobrze umieszczone, choć dodanie tam kosztochłonności bardzo faworyzuje politechniki i inne kosztochłonne uczelnie, czy wydziały. Dydaktycy będą bardzo nieopłacalni i tylko wyraźne potrzeby dydaktyczne będą usprawiedliwiały ich istnienie, sprytne posunięcie.

    Składnik doktorancki chyba jest źle napisany. Dodawanie kosztochłonności do liczby doktorantów jest bardzo ekscentryczne. Z kolei mnożenie byłoby dość niesprawiedliwe. Nie wiem, co tam miał autor na myśli.

    Składnik grantowy tylko dla uczelni badawczych: bardzo dobrze, ale po co im liczyć tam granty krajowe (w sumie: kwestia gustu).

    Nie wiem, co jest w formularzu PNT-01/s (czy są tam nakłady typu: zakup aparatury, koszty wyjazdów, materiałów itp., czy sumuje się tam wszystko niezależnie od źródła pochodzenia, w tym granty?). Może w tym tkwi motywacja do utrzymania czegoś w rodzaju tradycyjnego BST? Wygląda na celny pomysł.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:43:40:

    "Uwaga dotycząca wydzielenia astronomii jako odrębnej dyscypliny została uwzględniona."

    Warszawa górą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:45:27:

    Dyscyplinę naukową nauki o kulturze i sztuce podzielono na 2 dyscypliny nauki o kulturze i religii oraz nauki o sztuce

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:50:54:

    @Pi
    Jak cię proszę nie wrzucaj czegoś takiego. Wszyscy wiemy jaki jest duł u nas. Ci z artykułu i tak nie mieli najgorzej. Pamiętam podobne dzieło na temat wpływu doktoranty na psychikę doktorantów. Ogólny wniosek był że ponad 60% ma jakieś zaburzenia psychiczne po, stany lękowe depresje itp. Paradoksalnie mam minimum nadziei ze może ustawa 2.0 trochę choć tutaj poprawi sytuację.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:51:02:

    js.c,
    Dydaktycy będą bardzo nieopłacalni

    Dlaczego?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:52:25:

    sarjane,
    Dla mnie sprawa jest prosta: żeby polska nauka odbiła się od dna, naukowcy nie mogą być zmuszani do dorabiania. To jest absolutny fundament czegokolwiek.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 21:56:22:

    Komentarz na to często pojawiający się. "Oni mają po 2 albo 3 tyś to nie głodują. Nie to co my uczciwie pracując w biedronce."

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 22:01:39:

    A ja mam pytanie, bo dla mnie jednak niejasny jest sposób wyznaczania składnika kadrowego. W rozporządzeniu jest naliczanie jedynie dla osób zatrudnionych w podstawowym miejscu pracy i w zależności od stopnia, tytułu natomiast w załącznikach 1 i 2 dla wszystkich niezależnie od tego czy jest to podstawowe miejsce pracy a skłądnik kadrowy jest obliczany na podstawie stanowisk na uczelni.
    Proszę o wyjaśnienie o co w tym chodzi.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 22:04:12:

    @trzy.14
    Dydaktyce będą nieopłacalni, bo składnik kadrowy to tylko 30%, zatem zapewne nie pokryje kosztu etatu. Druga część kadrowa (składnik badawczy) 20% zawiera tylko tych, którzy są w N. Zatem opłacalne jest tylko N i to to, które ma co najmniej B (a najlepiej A czy A+, tu może się to nawet prawie "samofinansować", czyli możliwość etatów badawczych się pojawia).

    Nota bene: czy w N teraz liczą się emeryci (pobierający emeryturę)? A jak będzie w nowych przepisach?

    Ale teraz widzę, że to rozporządzenia ma kilka opcji i opcja docelowa niekoniecznie jest optymalna (ten składnik kadrowy ze stanowiskami: mało logiczne, a przy okazji "dołuje" habilitację, może o to chodziło? ale czemu na początku ją premiować?).
    No cóż, trzeba to przeczytać dokładnie... Strasznie napisane. Forma gorsza niż treść, mam nadzieję.


  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 22:49:43:

    w badawczych składnik studencki to tylko 20%.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 22:51:31:

    Ale tez pensum dydaktyka to 150% pensum "badacza", co efektywnie zamienia 30% w 45%

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 22:57:08:

    No to niezłe jaja. Zamiast "nauki o polityce, administracji i politykach publicznych" będzie: "nauki o polityce i administracji.

    Dla nas to kluczowa różnica.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 23:14:15:

    @jsc
    ten składnik kadrowy ze stanowiskami: mało logiczne, a przy okazji "dołuje" habilitację, może o to chodziło? ale czemu na początku ją premiować?

    Bo zaplanowano zmiany jako ewolucyjne: w 2019 sporo zostaje "po staremu".
    Docelowy składnik kadrowy ze stanowiskami to raz, konsekwentna marginalizacja habilitacji , a dwa, siatka płac minimalnych jest określona wg. stanowisk (tam habilitacja w ogóle nie występuje).
    Gdyby zostało wg. stopni,

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/17 23:38:13:

    do tego dochodzą bardzo ostrożne progi spadkowe, 99% w pierwszym roku. Czyli ministerstwo nie chce natychmiastowego Armageddonu.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 00:13:53:

    @trzy.14
    > Czyli ministerstwo nie chce natychmiastowego Armageddonu.

    A na ich miejscu ryzykowałbyś zagładę uczelni na większą skalę w roku WYBORÓW SAMORZĄDOWYCH i na rok przed WYBORAMI PARLAMENTARNYMI?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 00:26:56:

    @nobooks
    > pamietam, ze krytykowales w starej ewaluacji spłaszczenie punktacji: 50/15 = 3 1/3,
    > gdzie 15 to punktacja dół listy "zagranicznej" i góra rodzimej listy B. Teraz rozpiętość
    > wynosi 200/20 = 10, więc chyba kierunek tej zmiany powinien Ci się podobać?


    Naciągnięcie rozpiętość skali jest OK, tendencyjne manipulacje przy podziale prac wieloautorskich są ZŁE.

    Właściwy, moim zdaniem, jest właśnie ten podział środkowy - dzielący przez pierwiastek z liczby autorów. Jak uczą prace ekonomistów, ergonomistów i klasyka - Brooks ze swoim "Mitycznym osobomiesiącem" - wzrost wydajności grup jest w przybliżeniu wyrażany właśnie pierwiastkiem kwadratowym z liczności, czyli dużo mniejszy niż wzrost liniowy naiwnie rozumiany jako właśnie "osobomiesiące". I w tym przypadku dzielenie dolnych rejestrów przez liczbę autorów jest całkowicie nieuzasadnioną dyskryminacją, a z kolei przyznawanie całej punktacji/publikacji w górnych rejestrach jest całkowicie nieuzasadnioną premią w sytuacji, gdy i tak beneficjenci dostali znacznie powiększoną pulę punktową.

    Gdy rozważysz najczęściej spotykane przypadki, czyli trójautorskie to trzy warianty punktowe: 20, 100 i 140 dzielone obecną propozycją dają odpowiednio wskaźnik udziału: 6,67; 57,73; 140. Gdyby odnieść to do jednolitego dzielenia przez pierwiastek z 3 byłoby to odpowiednikiem realnej efektywnej punktacji wyjściowej: 11,5; 100; 242. A w przypadku punktacji wyjściowej 200 dawałoby to horrendalną punktację efektywną 346. Takie dysproporcje nie mają ŻADNEGO uzasadnienia! Kuriozalne punktacje monografii społ/hum/teol. o wartości 300 punktów - też nie.

    I te punkty dają obraz nieuprawnionej dyskryminacji na dole i równie nieuprawnionej ekstra premii u góry. Takie manipulowanie podziałem skrajnie zafałszowuje obraz. Zwiększenie rozpiętości jest całkowicie wystarczające, a właściwym podziałem powinien być pierwiastek, który ma uzasadnienie empiryczne.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 00:52:25:

    @trzy.14
    Gdyby tak liczyć, to do tej pory dydaktycy (liczeni identycznie w algorytmie jak naukowo-dydaktyczni) byliby super-opłacalni, a nikt tego aż tak nie postrzegał :)

    Na wydziałach nie-masowych opłacalność dydaktyków spadnie teraz chyba do zera. W dyscyplinach masowych kalkulacja jest trochę inna, tam jacyś dydaktycy być muszą i być może per saldo się opłacają.

    Oczywiście przy takim algorytmie deklarowanie dyscypliny , w której nie skompletowano "12" jest zupełnie bez sensu.

    @nobooks,
    Wagi wg stanowisk są metodologicznie chyba zawsze błędne. Dlaczego uczelnia, która szybko awansuje doktorów na profesorów na dostawać więcej pieniędzy od tej, która ma większy próg wymagań na to stanowisko? Mam cichą nadzieję na to, że dotacja kosztów tego awansu... nie pokryje (ale bez danych się tego nie stwierdzi).

    Z kolei gdyby utrzymać wagę za habilitację, to byłoby o tyle dobre, że uczelnia miałaby interes, aby popierać habilitację swego pracownika (i zapłacić chętnie jej koszt). Zwłaszcza przy braku konieczności podwyżki pensji z okazji habilitacji :)



  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 01:22:43:

    Dygresja: jak się ma zasada zaufania do stanowionego prawa wobec objawionej w "przewodniku" całkowitej negacji konferencji indeksowanych w WoS, które nie były indeksowane w Scopusie? W końcu to "objawienie" jest teraz, a ma skutkować wstecz od stycznia 2017!

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 06:19:17:

    Tak z czystej ciekawość jest jakaś wyszukiwarka konferencji indeksowanych w Scopusie ? W WoS wiem jak to znaleźć ale tutaj niekoniecznie.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 06:55:22:

    @fla
    "No to niezłe jaja. Zamiast "nauki o polityce, administracji i politykach publicznych" będzie: "nauki o polityce i administracji.

    Dla nas to kluczowa różnica."

    Etykietka się zmienia, ale zawartość będzie taka sama.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 07:36:58:

    @p-tau "Etykietka się zmienia, ale zawartość będzie taka sama."

    Niby tak, ale chodzi o rozłożenie akcentów. To ma być nowa dyscyplina, więc układ sił nie jest do końca określony. Z nazwy "nauki o polityce, administracji i politykach publicznych" w nowej propozycji ministerstwa znikają "polityki publiczne". Nowa nazwa: "nauki o polityce i administracji" - w zasadzie ogranicza ją do politologii. Co daje argumenty do ręki politologom, że są w tej piaskownicy najważniejsi.

    Tymczasem polityki publiczne to był taki szeroki koncept, pozwalający u nas pomieścić przedstawicieli mniejszych dyscyplin, dla których nie znajdzie się 12 osób do parametryzacji.

    Inaczej brzmi: "mamy nową dyscyplinę, przekwalifikujcie się bo jest nowe otwarcie", a inaczej: "możecie się przekwalifikować na politologię".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 07:48:11:

    Proszę państwa, a dlaczego rozciągnięcie skali jest dobre?

    Ja to kiedyś liczyłem, choć nie wiem, gdzie mam wyniki :-) , ze transformacja jest prosta, czy nie liniowa? z wyjątkiem 200 punktowców, które zostały dodatkowo "uhonorowane". Załóżmy, że transformacja jest liniowa. Gdzie jest haczyk? Do tej pory jednostki, których punktacja nie różniła się o więcej niż 10% były "nierozróżnialne". Próg całkowitej rozróżnialności - tu nobooks będzie lepiej pamiętał, wynosił bodaj 20%.

    w starej punktacji 10% od 35 punktów to jest 3,5 punktu, czyli *nieco* mniej niż odległość do następnego progu punktowego. 20% od 35 to 7 punktów, więcej niż odległość do sąsiedniego przedziału. Jednostka, w której większość publikuje w 40 punktowcach jest z trudem odróżnialna od tej, w której większość publikuje w 35-punktowcach.

    W nowej punktacji 10% od 100 punktów to zaledwie 10 punktów. 20% od 100 do 20 i to jest wciąż daleko od kolejnego progu (70 lub 140). Jednostki zróżnicują się wyraźniej.

    Zmierzam do tego, że w dotychczasowych parametryzacjach kryterium naukowe, pierwsze, było dla wielu (większości?) wydziałów nierelewantne, jednostki różniły się o mniej niż 10%, a jeżeli już różnica była większa, to zwykle z powodu niejednorodności wydziału. Po *przesunięciu* skali, któremu towarzyszy jej rozciągnięcie (czyli nowe punkty = A* stare MINUS B), znaczenie kryterium pierwszego wzrośnie i w końcu to ono może zacząć decydować o ostatecznym wyniku kategoryzacyjnym.

    Ważne więc jest nie tyle rozciągnięcie, co przesunięcie i to wbrew pozorom w stronę zera (tak, jakby starą punktację po prostu zmniejszyć o 10 punktów). W starej punktacji ILORAZ max/min = 50/15 = 3.3. W nowej max/min = 200/20 = 10. Mniej więcej ten sam efekt można było osiągnąć psychologicznie nieakceptowalnym przesunięciem 50->40, 45->35, .... 15 ->5, czyli N -> N - 10.

    Mam nadzieję, że nie popisałem głupot.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:03:27:

    @fla: ciekawa konstatacja.
    Szybki rzut okiem na bazę uprawnień do nadawania stopni doktora (haba nie sprawdzałem):
    nauki o polityce: 22
    nauki o polityce publicznej: 2 (z czego jedna ma też nauki o polityce)
    nauki o administracji: 3 (UWr, UW, UAM -- jednocześnie mają uprawnienia z prawa).

    Jeśli do tego dodamy, że zdaniem bywającego tu wcześniej Maćka politologia jest b. słaba, to oznacza, że raczej tutaj nie ma co spodziewać się jakiegoś szału.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:09:17:

    @3.14
    Ciekawa interpretacja. Sądzę, że nawet nie zmieniając punktacji, a ze względu na ocenę wg dyscyplin nastąpią zmiany i to nie raz o tym była mowa.
    Kierunek zmiany może być taki, że w ramach dyscyplin to będzie mniejsza rozróżnialność (ponieważ fizycy będą osobno, ekonomiści osobno rozpatrywani).
    Mam na myśli pisząc to wydziały liczące większą liczbę reprezentantów dyscyplin niż jedna.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:13:39:

    A teraz o konsekwencjach wydzielenia astronomii.

    Astronomowie będą się kategoryzować między sobą. Może 5 jednostek w kraju. Będzie dziwne, gdyby wszyscy mieli uzyskać A/A+. Czyli niektóre jednostki astronomiczne stracą, bo wylądują w B+. Ponadto, skoro astronomia dotąd nie była parametrtyzowana oddzielnie, nie sposób przewidzieć wyniku kolejnej parametryzacji. Zwłaszcza, że astronomowie będą teraz musieli wyłożyć na stół samodzielnie granty i "impakt społeczny".

    Ale nieoczekiwanie uderzy to w fizyków, do których przytuleni byli astronomowie. Świadomie użyłem czasu przeszłego. Każdy wydział fizyki i astronomii korzystał na symbiozie z astronomami, bo astronomowie publikują dużo i w wysokich impact factorach. Im procentowy udział astronomów w składzie wydziału większy, tym FIZYKOM będzie gorzej.

    No więc dzięki wydzieleniu astronomii jako oddzielnej dyscypliny, FIZYKA w Zielonej Górze ma szansę polecieć na łeb, na szyję.

    I nie chodzi mi tu o samą Zieloną Górę, tylko o to, jak dalekie konsekwencje mają pozornie niezbyt istotne zmiany. Zmiana w astronomii moze spowodować małe trzęsienie Ziemi w fizyce, przy czym WSZYSCY PRACUJĄ TAK, JAK DOTYCHCZAS. Za to radykalnie zmienia się ocena tej pracy.

    Co więcej, jednostka 50-osobowa zostanie rozbita na dwie 25-osobowe podjednostki. W każdym razie z pewnością wszędzie pojawią się tendencje odśrodkowe. To dwa razy mniej szabel.

    Jeśli teraz nawet astronomia będzie miała kategorię A, ale ssr na poziomie 1, i to ssr będzie teraz widoczne jak na patelni, to co powstrzyma rektora od redukcji takiej astronomii w okolice 13-14 etatów przeliczeniowych, tuż nad progiem?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:14:53:

    @zgred
    Rzeczywiście, można było też ująć CPCI, skoro jest nawet ESCI. Zgłosiłeś taką uwagę w konsultacjach?
    Nie wiem, czy miałeś bezpośrednie doświadczenie w zgłaszaniu konferencji do WoS i Scopusa? Ja przerabiałem oba i moje doświadczenie jest krańcowo różne ze wskazaniem na Scopusa (rozumiem jednak, że sporo liczących się konferencji w technicznych tradycyjnie indeksuje się w CPCI, a w Scopusie nie).
    Brak dzielenia autorów przy górnym decylu jest, podejrzewam, ukłonem w stronę kolaboracji, którym limit 4 bardzo pogarsza sytuację. Dzielenie przez niepierwiastkowaną liczbę dla dolnych rejestrów jest chyba odpowiedzią na to, że polskie publikacje mają nadreprezentację dolnych kwartyli.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:17:04:

    EDIT do posta w odp. do @fla
    Zapomniałem, że jest tam jeszcze czwarta dyscyplina:
    nauki o zarządzaniu (dziedzina nauk humanistycznych) -- 1 (UJ).

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:18:32:

    @trzy
    Analiza w pełni słuszna, choć dość oczywista; dlaczego "ci zapatrzeni w gwiazdy" tego nie widzą??

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:19:58:

    Co więcej, fizycy, którzy dotąd żyli wspólnie z astronomami, teraz będą musieli wyłożyć na stów tylko własne granty i własny impakt społeczny.

    I teraz proszę przełożyć to sobie na sytuację na dotychczasowych wydziałach społ-hum, gdzie obok siebie koegzystowały pedagogika, psychologia, historia, filozofia i muzykologia. Albo na wydziały/instytuty politechniczne, gdzie w wielu przypadkach pojawią się podobne dylematy.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:20:36:

    @sarjane
    www.scopus.com/sources.uri
    Na dole po lewej masz filtr, gdzie można wybrać konferencje.
    Są też w Scimago, ale tam nie ma SNIPów.
    Wreszcie, od razu z przewidywanymi punktami, w plikach od trzy.14 lub moim.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:37:35:

    @trzy
    Rozpiętość punktacji
    nobooks nie pamięta, ale sprawdził stare rozporządzenie. Próg nierozróżnialności określał KEJN i wynosił on nie więcej niż 10%, czyli tak jak piszesz. Spojrzałem do nowego projektu i tam w ogóle na razie nie widzę progu nierozróżnialności.
    Co do wartości punktowych: kolejne nowe wartości charakteryzują się mniej więcej stałym ilorazem: p_[n+1] =p_[n] * sqrt(2), z wyjątkiem różnic dolnych. Natomiast w starej punktacji mieliśmy stary interwał. Proste odjęcie punktów tego nie osiągnęłoby.
    @Zgred kiedyś przedstawił propozycję rozpiętości punktacji opartą na kosztach publikacji w czasopismach różnego poziomu. O ile pamiętam, proponowana przez niego wówczas punktacja była jeszcze silniej rozciągnięta niż obecna propozycja MNiSW.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 08:41:01:

    poprawka do powyższego: stary interwał -> stały interwał

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 09:08:13:

    nobooks,
    Ale progi centylowe również uległy zmianie i trzeba uwzględnić sumaryczny efekt obu zmian: punktacji i progów centylowych.

    W nowym rozrządzeniu KLUCZOWY jest próg pełnej rozróżnialności. Bez niego będzie totalny Sajgon. W grantach względem W-wy byliśmy gorsi nie o 20, a o 200 lub nawet więcej procent i ta rozpiętość była (i będzie) powszechnym zjawiskiem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 09:17:04:

    Progi centylowe trochę się zmieniły, ale nie jakoś znacząco:

    stare: 98, 93, 85, 74, 60, 43, 23, 0
    nowe: 97, 90, 75, 50, 25, 0

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 09:33:08:

    @trzy.14
    Tak się zastanawiam nad tą astronomią.
    Na pewno zgadzam się z Twoją analizą, to była i moja pierwsza myśl.
    Ale jest tu i haczyk dodatni:
    można wykorzystać te znaczące wzmocnienia, jakie nowe reguły dają dla współpracy międzydyscyplinowej. Właściwie wiele publikacji będzie się liczyć podwójnie dla uczelni, jeśli taki UZ poradzi sobie z odpowiednim przypisaniem swojego składku kadrowo/autorskiego do tych dwóch dyscyplin :)

    No ale generalnie: małe dyscypliny w mniejszych uczelniach będą cały czas na krawędzi likwidacji. A naukowiec deklarujący dyscyplinę nie mającą przynajmniej kategorii B (w szczególności: nie mający przynajmniej 11 kolegów z tej dyscypliny na uczelni) to - z punktu widzenia algorytmu - deficyt w stanie czystym, gorzej nawet niż dydaktyk. Żaden rektor nie będzie chyba tego tolerował. Nie rozumiem zapału reprezentantów małych dyscyplin do tej samolikwidacji.

    Może chodzi o zafiksowanie się na kwestie recenzenckie w procedurach awansowych? Ale to naprawdę można było jakimiś innymi środkami uzyskiwać (wprowadzenie poddyscyplin tylko na potrzeby recenzenckie itp., ale chyba nawet wystarczyłby zdrowy rozsądek; zwłaszcza w kwestii astronomii, bo każdy nawet laik odróżni astronoma od "zwykłego" fizyka).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 10:06:39:

    @trzy.14
    > Mniej więcej ten sam efekt można było osiągnąć psychologicznie
    > nieakceptowalnym przesunięciem[/i}

    Właśnie: psychologicznie nieakceptowalnym, więc NIE MOŻNA tego osiągnąć. Pamiętasz z rachunku wariacyjnego: wariacje dopuszczalne?

    @nobooks
    > Rzeczywiście, można było też ująć CPCI, skoro jest nawet ESCI.
    > Zgłosiłeś taką uwagę w konsultacjach?


    Których? Tych ogłoszonych, gdy byłem już na urlopie i starannie zamkniętych już po upływie tygodnia, aby nikt nie zorientował się, że w ogóle były? Poza tym jest to taka "oczywista oczywistość", że pominięcie CPCI można podciągać pod świadome i celowe "...lub czasopisma". Jest to tym bardziej skandaliczne pominięcie, że CPCI wchodzi w skład WoS CoreCollection, które jest przywołane w rozporządzeniu MNiSW. Nieuwzględnienie tego jest świadomym i celowym działaniem na szkodę rozliczanych instytucji.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 10:08:43:

    @trzy.14
    Nasycenie kryterium nie jest niczym nadzwyczajnym i są znane techniki rozciągnięcia skali na takich "wypłaszczeniach", choćby logitem: zamiast wprost kryterium I wprowadzasz odpowiednio skalowany przedziałowo logit tego kryterium i masz taką rozróżnialność, że dowolnie mikre różnice uchwycisz wyraźnie.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 10:12:35:

    @jsc
    No ale generalnie: małe dyscypliny w mniejszych uczelniach będą cały czas na krawędzi likwidacji. A naukowiec deklarujący dyscyplinę nie mającą przynajmniej kategorii B (w szczególności: nie mający przynajmniej 11 kolegów z tej dyscypliny na uczelni) to - z punktu widzenia algorytmu - deficyt w stanie czystym, gorzej nawet niż dydaktyk. Żaden rektor nie będzie chyba tego tolerował. Nie rozumiem zapału reprezentantów małych dyscyplin do tej samolikwidacji.
    To jednocześnie oznacza, że "myk" ze wskazaniem innych dyscyplin słaby dorobkowo pracowników nauk-dydk. niż te ewaluowane nie przejdzie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 10:14:59:

    @p-tau
    Myk przejdzie, ale jest działaniem bez sensu (zatem zapewne jakoś będzie tępiony przez władze uczelni).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 10:19:50:

    @j.sc.
    tak, chodziło mi o to, że nic nie da. Algorytm uwzględnia tylko tych pracowników co mają dyscyplinę B i wyżej.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 12:30:31:

    Dziękuję za link. Przynajmniej widzę że kolejna konferencja na którą wyślę studentów ma sens.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 14:15:42:

    Tak mnie zastanawia jedna rzecz. Jeśli zaczną istnieć "uczelnie badawcze" ze śladową liczą studentów, skoncentrowane na badaniach to gdzie tu jest miejsce dla instytutów PAN? Tzn. czy ta konstrukcja "uczelni badawczych" i jakby celowe wyłączenie PAN z ustawy nie sugeruję próby docelowej likwidacji instytutów? (tudzież scalenia ich z uczelniami badawczymi)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 14:42:28:

    @sarjane

    Bardzo prawdopodobne - scalenie lepszych, eksterminacja słabszych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 15:33:45:

    Ale czy uczelnie badawcze się opłacają? Jeżeli ssr = 10 zamiast 13, to w składniku studenckim na dzień dobry jest manko. Czy zwiększony składnik badawczy oraz dodatkowe 10% to zrekompensują i to z nadwyżką?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 15:35:33:

    Moim zdaniem instytuty PAN powinny być docelowo włączone w struktury uczelni. Jest jednak jedno niemałe "ale": większość z nich znajduje się w Warszawie, a nwet UW takiej fuzji by nie nie przeżył.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 15:47:26:

    Ja nie wiem czy "nie przeżyły" t jest dobre kreślenie. Na pewna niektórzy byli by w ciężki szoku jak praca na uczelni wygląda.
    Ale ja raczej pytałam intencje ustawodawcy niż na temat naszych prywatnych chęci raz czy przy takich zapisach ustawowych możliwe jest żeby własnie t chodził0.
    Pamiętam taki moment kiedy miał być zapis w ustawie o włączenie PAN do uczelni, ale on się w końcu nie pojawił.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 17:05:11:

    @zgred
    Oficjalny termin terminem, ale właśnie sprawdziłem, że formularz zgłaszania uwag do tego Rozporządzenia nadal działa, więc właśnie zgłosiłem propozycję dołączenia CPCI do § 6. 1. Rozporządzenia z uzasadnieniem.

    Masz rację, że matematycznie nasycenie skali można skorygować odpowiednią transformacją, natomiast próg nierozróżnialności był zabiegiem celowym i odzwierciedlał pogląd, że różnice do pewnego pułapu powinny być zaniedbane.
    Wspominałem już kiedyś, że stary algorytm cierpi na problem kilkukrotnej dyskretyzacji (na kilku etapach). Ostatnią jest przyznanie dyskretnej kategorii. Ta wielokrotna dyskretyzacja moim zdaniem niepotrzebnie dodatkowo rozregulowuje parametry pomiaru (przy założeniu, że są one w ogóle trafne).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 20:01:26:

    mniej więcej 4x - 40, czyli jest przesunięcie ujemne.
    15 -> 20
    20 -> 40
    25 -> 60
    30 -> 80
    35 -> 100
    40 -> 120
    45 -> 140
    50 -> 160 + ekstra 40

    W drugą stronę i to dość dokładnie:
    nowe stare
    200 -> 48,7
    140 -> 43
    100 -> 35,4
    70 -> 27
    40 -> 20,5
    20 -> 15

    To oczywiście baaardzo grube przybliżenie, bo IF -> SNIP oraz WoS -> Scopus, więc mamy znacznie więcej czasopism na liście, raczej w okolicach jej ogona, percentyle w górnych rejestrach przesunęły się w dół, więc nowe 200 może w rzeczywistości być bliższe staremu 45 iniz wyliczonemu przez mnie 48.7 i tak dalej w dół.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 20:06:14:

    nobooks,
    Zauważ, że seria Physical Review A-E, która dotąd była zaliczana w solidnym "35" z odskokami do "40", teraz niemal w całości ląduje w nowym 70, co odpowiada staremu "25", a to "25" to dotąd było **niemal** KOMPLETNE DZIADOSTWO. Stąd nie tylko u mnie piana na ustach w związku z nową punktacją.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 20:22:17:

    @trzy.14
    Jeżeli ssr = 10 zamiast 13, to w składniku studenckim na dzień dobry jest manko. Czy zwiększony składnik badawczy oraz dodatkowe 10% to zrekompensują i to z nadwyżką?

    Uczelnie badawcze tworzą osobną grupę (to jedna z największych zalet tego algorytmu), zatem ich poziom odniesienia (10) nie ma żadnego związku z poziomem odniesienia drugiej grupy (13). Na początku zapewne wszystkie uczelnie badawcze będą miały SSR rzędu 13-14, zatem nikt specjalnie nie straci (zresztą składnik studencki ma dość małą wagę). Potem decydować będzie szybkość osiągnięcia SSR=10. Kto się opóźni, może stracić. Ale łagodne tempo zmian parametru M (13-12-11-10 w kolejnych latach) nie powinno komukolwiek sprawić problemu...

    Owszem, uczelnie badawcze będą dostawać chyba trochę mniej na jednego studenta ze składnika studenckiego (niż zwykłe uczelnie akademickie), co wynika z mniejszej wagi składnika studenckiego.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 20:28:38:

    Obniżenie ilości studentów z 16 na 12 na nie dużym wydziale zajmuje 2 do 3 lat więc obniżenie jest realne i nie powinno stanowić problemu (takie z 10 na 13)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 21:20:01:

    kto ustala, jaki ułamek kwoty całkowitej idzie na badawcze, a jaki na trochę-badacze?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 21:35:32:

    Wykres i dane do niego

    www.jottacloud.com/s/1505fa4353a8dd943b2bbad476029186490

    Doktorancie! Jeżeli rysunek, to tylko w Gnuplocie!

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 21:42:42:

    @trzy.14
    Minister ustala. Ale tu chyba nie będzie brzydkich niespodzianek. Po pierwsze, jest piękny precedens akademickie/zawodowe (od ponad 10 lat): wydaje się, że podział był zaskakująco sprawiedliwy, nawet, gdy skład obu grup ulegał zmianie. Po drugie, są bardzo silne więzy na możliwy spadek subwencji (2%), zatem przesunięcie większych środków od akademickich do badawczych jest po prostu niemożliwe. Osobna grupa badawcza ratuje sprawę. Zapewne będzie to zrobione precyzyjnie (akademickie dostaną w sumie tyle co rok temu plus epsilon, badawcze: tyle co poprzedni rok plus 10% wykombinowane "z zewnątrz", to pewnie będzie z 300 mln ekstra). Plus kilkaset milionów na te mikre podwyżki. Doktorantów sprytnie wkombinowano w algorytm, zatem ich stypendia jakoś "się wygospodarują". Zwłaszcza uczelnie badawcze, mając względne nadwyżki, nie będą mieli z tym problemu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 22:27:56:

    js.c,
    Badawcze, jesli chcą konkurować z światem spoza firewalla, muszą wygospodarować fundusze na większe podwyżki. Zresztą "niebadwcze" też...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 22:33:44:

    www.wprost.pl/edukacja/10153901/konflikt-na-politechnice-opolskiej-domagaja-sie-obnizki-pensji-rektora.html

    Dlaczego w Politechnice Opolskiej ktokolwiek miałby przejmować się kategoryzacją? Skoro rektora nie da się znaleźć za mniej niż 33 tysiące miesięcznie, sytuacja na rynku pracy jest tak dobra, że zarabiający nieco ponad 3 tysiące akademicy powinni gremialnie rzucić pracę :-)

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 22:40:58:

    @trzy.14
    O Phys Rev rozmawialiśmy: dostają sporego kopa z powodu zagospodarowania górnych kwantyli przez "ciało masowe", bo jest tu spora różnica między symulacją Twoją (jednostką jest artykuł) a moją (jednostką jest czasopismo).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/18 22:56:28:

    @trzy.14
    Badawcze, jesli chcą konkurować z światem spoza firewalla, muszą wygospodarować fundusze na większe podwyżki. Zresztą "niebadwcze" też...

    No cóż, z pustego i Salomon nie naleje, i konkurencja ta (na gruncie czysto ekonomicznym) chyba skazana jest na porażkę. Ale projekt nowego algorytmu "robi co się da", aby tę sprawę jakoś popchnąć do przodu. Bardzo duże przesunięcie akcentów na nauki przyrodnicze i techniczne. Zwłaszcza na uczelniach badawczych. Chyba odwróci się hierarchia "deficytowości". To nie Fizyka będzie deficytowa, ale np. Prawo. W dłuższej perspektywie: z pensji odchodzącej profesury prawniczej, pedagogicznej czy nawet humanistycznej, da się sfinansować znaczące podwyżki dla kadry pro-technologicznej.

    Na uczelniach nie-badawczych skala tego zjawiska będzie znacznie mniejsza (mniejsze pieniądze, nieco inny algorytm), ale np. Fizyka chyba wszędzie przestanie być deficytowym "chłopcem do bicia". Inni zajmą to miejsce.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 06:41:52:

    Prawie 200 polskich niepublicznych uczelni wyższych od lat nie odprowadza składek emerytalnych za swoich pracowników. Dług sięga już 86 mln zł. ZUS chce zajmować prywatne majątki władz uczelni.

    długi wobec ZUS mają już 184 prywatne uczelnie wyższe.

    Uczelnie po prostu nie odprowadzają składek m.in. emerytalnych i rentowych za swoich wykładowców oraz innych zatrudnionych pracowników. Dotyczyć to może w sumie nawet 20 tys. osób zatrudnionych.

    Rekordzistą jest jedna z warszawskich uczelni, która od 2001 do 2018 r. nie przelała na konta swoich 263 pracowników aż 14 mln zł składek.

    Dlaczego ZUS nie ściągnął zaległości? Z prostego powodu - prywatne uczelnie w większości nie mają żadnego majątku.

    - Gdy analizujemy sytuację finansową poszczególnych uczelni, okazuje się, że często nie mają w dyspozycji ani jakichkolwiek nieruchomości, ani też ruchomości. Działają w wynajmowanych budynkach, a sprzęt taki, jak tablice czy rzutniki w większości mają w leasingu

    Obowiązujące w Polsce prawo nie daje Zakładowi możliwości wystąpienia o upadłość wyższej uczelni, jak to się dzieje w przypadku innych dłużników. Dlatego ZUS po raz pierwszy w swojej historii chce sięgnąć po najbardziej radykalne środki. Chce wejść na prywatny majątek władz uczelni, które doprowadziły do zadłużenia. Wtedy komornik będzie mógł więc zlicytować dom lub samochód rektora, czy jego zastępcy.

    Dodatkowo Zakład rozważa przejęcie wierzytelności zadłużonych wyższych uczelni, które te mają u swoich studentów.


    wyborcza.pl/7,155287,23911980,prywatne-uczelnie-od-lat-nie-placa-skladek-za-swoich-pracownikow.html

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 08:02:06:

    @3.14 piękne kwiatki.
    Z wcześniejszego linku urzekło mnie to:
    Wydaje się, że uczelnia tych problemów nie rozwiąże własnymi siłami i konieczne będzie działanie instytucji zewnętrznych uważa naukowiec.
    A póki co Pan Rektor przetrzyma ten hejt ze strony wrogich związków zawodowych, skrupulatnie odkładając co miesiąc na kupkę 13 k zł. Eh.,...


  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 09:14:57:

    Czy w świetle opublikowanego algorytmu podziału środków finansowych korzystne będzie łączenie się uczelni z mniejszych miast, takich jak np. Uniwersytet Rzeszowski i Politechnika Rzeszowska?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 09:37:29:

    @inbum w algorytmie to nie wiem, ale jako budowanie większego potencjału to tak. A to może się przełożyć wynik finalny.
    Gdzieś słyszałem, że w przypadku fuzji/integracji/federalizacji nie zostaje zmniejszona.

    Natomiast mnie ciekawi interpretacja w algorytmie liczenia pracowników względem starych a nowych dyscyplin:
    jak liczyć pracowników deklarujących nowe dyscypliny, w których uczelnie nie mają uprawnień?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 10:01:15:

    p-tau,
    Zwłaszcza jeśli nie maja tych uprawnień, gdyż - jak astronomia - dane dyscypliny nie były parametryzowane. Aj, przecież żadna dyscyplina nie była parametryzowana. Jak to ogarnąć? Deklaracją? Skąd wziąć dofinansowanie po rozwiązaniu wydziałów a przed ogłoszeniem ostatecznych wyników kolejnej parametryzacji (2021 ?).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 13:41:41:

    @3.14
    Nawet bardziej miałem na myśli sytuację taką, że stare dyscypliny mają kategorię B i w nowej klasyfikacji można w niektórych przypadkach jakość logicznie je przepisać, ale w przypadku nowych dla danej uczelni (nie w znaczeniu nowych w klasyfikacji).
    O dyscyplinach wspomina się w algorytmie w składniku badawczym w roku 2019 jeszcze po staremu A+, A i B, a także w y oznacza liczbę dyscyplin naukowych lub artystycznych, w których i-ta publiczna uczelnia akademicka prowadzi działalność naukową i w których posiada kategorię naukową, ; i dalej gdzie mowa o kosztochłonności (tutaj pewnie nowy podział kosztochłonności powinien być opracowany ze względu na łączenie dyscyplin, choć nie sprawdzają czy te połączone mają ten sam współczynnik).

    To co mnie zastanowiło dodatkowo to Nij: oznacza liczbę pracowników (w przeliczeniu na pełne etaty, z jednym miejscem po przecinku) w i-tej publicznej uczelni akademickiej, prowadzących działalność naukową w j-tych dyscyplinach naukowych lub artystycznych (z uwzględnieniem czasu pracy związanej z prowadzeniem działalności naukowej w poszczególnych dyscyplinach), w których i-ta uczelnia posiada kategorię naukową wyższą niż C, którzy złożyli oświadczenie, o którym mowa w art. 265 ust. 5 ustawy, według stanu na dzień 31 grudnia roku poprzedzającego rok przyznania subwencji,

    czyli na potrzeby ewaluacji oświadczenie składać trzeba do 30 listopada br, a ewentualne nowe po dwóch latach, czyli w 2020 r., ale jeszcze dodatkowo co rok.
    Sądziłem (zapewnie naiwnie), że choć jesteśmy w połowie okresu ewaluacji to jeszcze w uczelniach jest szansa przez dwa lata dokonać korekt po dyscyplinach i popatrzeć gdzie jest lepiej a gdzie gorzej, itd.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 14:30:48:

    @trzy.14, @p-tau
    To wygląda na grubą niedoróbkę, tak jakby autorzy tego algorytmu nie za bardzo znali niuanse parametryzacyjne. Tam w zasadzie nic nie trzyma się kupy.
    Nawet to deklarowanie grudniowe jest bez sensu. Aż ponownie przyjrzałem się, czy aby subwencja nie jest od razu przyznawana na 4 czy 5 lat. Ale nie, wygląda na to, że tradycyjnie, co roku. No więc (abstrahując na razie od faktu, iż do 2021 roku dyscypliny kategorii nie mają): Niech uczelnia ma dyscypliny o kategoriach A i B. Wybieramy kozła ofiarnego (czyli jedną z dyscyplin A) i przypisujemy tam deklaracjami jak najwięcej kadry (a zwłaszcza tej najsłabszej), innym dyscyplinom zostawiając "samą śmietankę", przynajmniej 12 sztuk. Dotacja skacze w górę przez 4 lata, a w następnej parametryzacji dyscyplina "ofiarna" zyskuje B lub C, natomiast cała reszta poprawia kategorie i tak w koło Macieju. Gdyby B lub C dyskwalifikowało (np. uczelnia badawcza), to trzeba by to robić ostrożniej, ale też się da. Gruba patologia, a kreatywność w narodzie jest przecież jeszcze większa.

    Chyba jedyne sensowne rozwiązanie to "dziedziczenie kategorii" (mamy dobrą pogodę dla dziedziczenia): uczestnik kategoryzacji nabywa (do czasu kolejnej parametryzacji) kategorię uzyskaną przez wydział czy dyscyplinę (mnożoną przez czas pracy w ramach tego wydziału/dyscypliny podczas POPRZEDNIEJ kategoryzacji). Delikwent mógłby zmieniać wydział czy dyscyplinę (na potrzeby PRZYSZŁEJ parametryzacji), ale jeśli oceniono go (zbiorowo) jako B, to jako B pozostaje do kolejnej oceny. Owszem, wszystko się rzutuje wstecz, ale tak to już z tym algorytmem jest, on zawsze patrzy w tył. W każdym składniku.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 15:42:17:

    @nobooks
    Wspominałem już kiedyś, że stary algorytm cierpi na problem kilkukrotnej dyskretyzacji (na kilku etapach). Ostatnią jest przyznanie dyskretnej kategorii. Ta wielokrotna dyskretyzacja moim zdaniem niepotrzebnie dodatkowo rozregulowuje parametry pomiaru (przy założeniu, że są one w ogóle trafne).

    Świetna uwaga. To jest naprawdę robione "za dokładnie", do granic absurdu, a potem dość przypadkowo wyskakuje z tej punktozy i grantozy jedna liczba (A+, A, B, C), często - tak na zdrowy rozsądek - niezbyt sensowna.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 16:02:58:

    @j.sc
    Ha! Żeby to dziedziczenie było takie łatwe! Ale w uczelniach ekonomicznych jest tak, że uprawnienia z tej samej dyscypliny ma więcej niż jeden wydział :)
    Ewaluacja po dyscyplinach powoduje, że pracownicy usługowi względem mainstreamowej ekonomii jak prawnicy, socjologowie itp. nie mają gdzie się podziać.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 16:35:03:

    @p-tau
    Jest łatwe.
    I to niezależnie od sposobu kategoryzacji (wydziałami czy dyscyplinami),
    a niuanse w strukturze uczelni ekonomicznych chyba nic tu nie przeszkadzają :)

    Po prostu: byłeś zaliczony do "N" w ocenianej jednostce czy dyscyplinie i oceniana jednostka/dyscyplina otrzymała B, to "dziedziczysz" to B dopóty, dopóki jakaś kolejna parametryzacja (być może w innej tym razem dyscyplinie) przypisze Ci inną kategorię. Nie brałeś udziału w żadnym "N" (jako usługowiec czy dydaktyk), trudno - nie masz kategorii, czyli w tym algorytmie masz tyły (nie wchodzisz w skład składnika badawczego). Przypomnę: to nie jest koncepcja tego rozporządzenia. To pomysł na to, jak to rozporządzenie poprawić.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 18:09:39:

    Tak w medycynie podważa się stare dogmaty: Effect of Aspirin on Cardiovascular Events and Bleeding in the Healthy Elderly:

    ,,The use of low-dose aspirin as a primary prevention strategy in older adults resulted in a significantly higher risk of major hemorrhage and did not result in a significantly lower risk of cardiovascular disease than placebo''.

    Wyniki jednego badania oczywiście jeszcze niczego nie przesądzają, ale zdecydowanie skłaniają do pogłębienia i poszerzenia analizy efektów prewencyjnego zażywania kwasu acetylosalicylowego. Redakcja NEJM niewątpliwe uznała pracę za bardzo ważną, bo artykuł od razu udostępniono za darmo.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 20:24:51:

    haluciński,
    Warto zwrócić uwagę na rozmach tych badań i liczbę zaangażowanych w nich osób i instytucji.

    Już myślałem, że w tych badaniach ktoś z Polski uczestniczył, ale okazało się, że jej afiliacja to National Institute on Aging, Bethesda.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 22:25:27:

    @Hal
    Trochę to smutne. Biorąc pod uwagę to jaki odsetek amerykanów bez ubezpieczenia albo z marnym bierze aspirynę na wszystko. A wręcz je jedną pastylkę dziennie, bo podobno pomaga.

    Inna sprawa że zarówno aspiryna jak i jakieś coś bez recepty na uczulenie co brałam w USA miało piorunujący na mnie efekt (aspiryna dosłownie zwalała z nóg).

    Info o tym zadłużeniu uczelni prywatnych prawie weszło na pierwsze miejsce zaraz po tym jak się dowiedziałam że 2gi najlepiej publikujący pracownik został przesunięty na stanowisko techniczne. Bo tak ...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 22:33:20:

    No dobra, muszę to napisać. Ale brzydkie wykresy, już by się postarali dodać coś do standardy wygenerowanego. I chyba w jednym miejscu jest błąd w nazwach. Poza tym bardzo przystępnie napisany artykuł i ciekawy. Dziękuję za link.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 22:46:29:

    Do rozważenia macherom z NCN:

    To be a successful scientist, you should just keep drawing the lottery and hope for the best.

    www.nature.com/articles/d41586-018-06627-3

    Nigdy nie udało mi się uzyskać pozytywnej korelacji między przewidywanym "impaktem" moich prac czy odkryć w momencie wysyłania ich do redakcji a ich rzeczywistą cytowalnością. Co więcej, korelacja między cytowalnością a moim obecnym odczuciem co do istotności moich wyników nadal pozostaje luźna...

    Co więcej, cytowalność potrafi równie nagle zgasnąć, jak i zostać wskrzeszoną z popiołów.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 23:39:07:

    @Trzy.14:

    > Warto zwrócić uwagę na rozmach tych badań i liczbę zaangażowanych w nich osób
    > i instytucji.

    To już norma, jeśli chce się publikować w najlepszych międzynarodowych czasopismach medycznych.

    > Już myślałem, że w tych badaniach ktoś z Polski uczestniczył, ale okazało się, że jej
    > afiliacja to National Institute on Aging, Bethesda.

    To też, niestety, norma, że Polaków jest, nomen omen, jak na lekarstwo.

    > www.nature.com/articles/d41586-018-06627-3

    Artykuł w ,,Nature" ciekawy, ale mnie frapuje jedno pytanie, na które być może Pan mi odpowie: jaki jest sens prowadzenia badań nad algorytmami obliczającymi szansę sukcesu naukowego określonej osoby w zadanym okresie? Trochę kojarzy mi się to z robionymi regularnie od dwustu lat przewidywaniami, jak będzie wyglądała technika za pół wieku. Nikomu to się chyba jeszcze nie udało.

    @Sarjane:

    > No dobra, muszę to napisać. Ale brzydkie wykresy, już by się postarali dodać coś
    > do standardy wygenerowanego. I chyba w jednym miejscu jest błąd w nazwach.
    > Poza tym bardzo przystępnie napisany artykuł i ciekawy. Dziękuję za link.

    Oj, marudzi Pani... ;) Też mógłbym podważać, że w artykule jest mowa o dawce dziennej aspiryny 100 mg, że standardowo zaleca się 75 mg w Europie i 81 mg w USA i że różnica, odpowiednio, 25 mg i 19 mg może mieć znaczenie, ale byłoby to czepianiem się dla samego czepiania. Jak dla mnie ta praca (i dwie pozostałe) to kawał wyśmienitej roboty. Co tu wiele mówić, zazdroszczę im tych publikacji. :)

    Swoją drogą, godne zauważenia jest to, że autorzy, przygotowując badania w 2009, wiedzieli, że porywają się na powszechnie uznany dogmat, co w każdej chyba dziedzinie nauki utrudnia przebicie się z wynikami do szerszego audytorium.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/19 23:45:55:

    Czy ja wiem. Jeszcze na studiach jak miałam zajęcia ze statystyki w medycynie robiliśmy bardzo podobne przykłady obliczeniowe. Prowadzący, bardzo dobry specjalista od tego typu analiz mówił że często współpracuje z medykami w sprawie dawkowania/sensowności stosunku placebo/dawka leku itp. On już te kilka lat temu wspominała o analogicznych wynikach tylko z tego co pamiętał mówił że badali jeszcze dawkowanie. Mieli mniejsza próbę. Więc może akurat tego typu statystyki nie są jakoś szczególnie trudne do przebicia się może nie publikacyjne ale konferencyjne. Inna sprawa gdzie publikują czy w jurnalach statystycznych czy medycznych. Ja też poniekąd muszę się uciekać do publikowanie nie stricte u mnie bo sama metodyka była by za słaba za to metodyka+interpretacja już jest w cenie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 00:25:17:

    @nobooks
    > Oficjalny termin terminem, ale właśnie sprawdziłem, że formularz zgłaszania
    > uwag do tego Rozporządzenia nadal działa, więc właśnie zgłosiłem propozycję
    > dołączenia CPCI do § 6. 1. Rozporządzenia z uzasadnieniem.


    O! Dziękuję, choć, na podstawie moich dotychczasowych takich kontaktów z MNiSW, mam wątpliwości, czy ktoś te uwagi czyta.

    > Masz rację, że matematycznie nasycenie skali można skorygować odpowiednią
    > transformacją, natomiast próg nierozróżnialności był zabiegiem celowym i
    > odzwierciedlał pogląd, że różnice do pewnego pułapu powinny być zaniedbane.


    Gdyby tam była wyraźna stratyfikacja to miałoby to pewien sens. W sytuacji, gdy następuje kompletne wysycenie to dodatkowe jeszcze ujednorodnienie prowadzi do kompletnego zafałszowania klasyfikacji.

    > Wspominałem już kiedyś, że stary algorytm cierpi na problem kilkukrotnej
    > dyskretyzacji (na kilku etapach). Ostatnią jest przyznanie dyskretnej kategorii.
    > Ta wielokrotna dyskretyzacja moim zdaniem niepotrzebnie dodatkowo
    > rozregulowuje parametry pomiaru (przy założeniu, że są one w ogóle trafne).


    Moim zdaniem jest gorzej: te kilkukrotne dyskretyzacje prowadzą do powstawania artefaktów - sztucznego różnicowania jednostek, które w "raw data" byłyby tuż koło siebie. W dodatku występuje tu klasyczny przypadek nadmiernej precyzji, która stwarza pozór, ale tylko pozór, wiedzy szczegółowej, zdobywanej w dodatku przy nakładach (robocizna tych tłumów kolekcjonujących, sprawdzających, wpisujących itd.) nieproporcjonalnie dużych w stosunku do zysku informacyjnego.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 00:28:21:

    @Sarjane:

    > Czy ja wiem. Jeszcze na studiach jak miałam zajęcia ze statystyki w medycynie
    > robiliśmy bardzo podobne przykłady obliczeniowe. Prowadzący, bardzo dobry
    > specjalista od tego typu analiz mówił że często współpracuje z medykami
    > w sprawie dawkowania/sensowności stosunku placebo/dawka leku itp. On już te
    > kilka lat temu wspominała o analogicznych wynikach tylko z tego co pamiętał
    > mówił że badali jeszcze dawkowanie. Mieli mniejsza próbę.

    ,,The New England Journal of Medicine'' wychodzi nieprzerwanie od 1812, to najstarsze czasopismo medyczne na świecie. ,,Przegląd Lekarski'' ukazał się po raz pierwszy w 1862 i jest najstarszym polskim czasopismem medycznym. To tak, aby porównać.

    Artykuł o aspirynie z najnowszego numeru NEJM przeczytała już Pani, teraz proszę rzucić okiem na podobny (drżą mi palce, gdy piszę ten przymiotnik) artykuł w najnowszym numerze PL: Efficacy of omalizumab in severe allergic asthma - preliminary experience from the University Hospital in Cracow, Poland.

    ,,The study included 31 patients recruited to the omalizumab regimen in keeping with the national program. The study was prospective and observational, without a control group. The patients were evaluated at the baseline and after 16, 52 and 104 weeks of the omalizumab therapy. All the subjects were tested for clinical, basic laboratory and spirometry parameters at the baseline and at each assessment point''.

    I niech to służy za mój komentarz do Pani wypowiedzi.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 00:58:24:

    @halucinski

    Rozmach badań jest wprost funkcją zaangażowanych środków finansowych.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 06:51:58:

    Nie chodził mi próbę. Tylko sam fakt że już podobne próby publikacji braku skutków aspiryny były.
    A próba ... u nas jest choroba małych prób. Znam doktorat w którym próba wynosiła słownie 3. I były próby robienia na tym rozlicznych analiz i przenoszenia wyników na duży 0bszar. Ale tutaj wychodzi inny problem. Tó znaczy totalnie nie zrozumienie idei dobru raz wielkości próby. Dla przykładu w mim 0stanim artykule prowadzę szereg analiz dokładności uzyskanych wyników. M0i współautorzy zupełnie nie rozumieją dlaczego nie przestrzelam na analizie jeden pary i nie przeniosłam jej wyników na poprzednie. Wręczy była próba blokowania analiz b0 ich zdaniem pogarszasz czytelność. Recenzenci jednak wiedzieli o co chodzi i ta część została doceniana.
    Tylko że t jest zwykłe podejść jak ludzie który nie mają nic wsplnego z matematyką/techniką używają narzędzi i dla nich wystarczy wynik. A to jak to się stał ze się pojawił to sprawa wtórna, jest wynik widać działa.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 08:06:39:

    @haluciński
    Dogmaty w medycynie zmieniają się jak u człowieka skarpetki. Dzisiaj jest coś polecane a jutro będzie zabraniane. Te badania medyczne to wielki pic na wodę a wydajemy miliardy dolarów. Dla mnie medycyna nie jest nauką sensu stricte.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 08:17:47:

    Hal,
    Spojrzałem na tabelkę. Tam np. punkt "Asthma Control Questionnaire, number of points" i wyniki po j, k, l, m miesiącach od terapii.

    I tu sobie uświadomiłem, że jako pacjent miewałem już chwile zwątpienia, czy zdrowiałem dzięki lekom, czy też gdybym ich nie zażywał, powrót do zdrowia zachodziłby w podobnym tempie.

    I podobnie jest z badaniami bez grupy kontrolnej, mam rację? Cholera wie, czy te badania wykazały zbawienny wpływ omalizumabu czy też zdolność organizmu do samodzielnego zwalczania np. stanu zapalnego (zresztą: sam fakt, że pacjent wykazuje objawy ciężkiej astmy w skali 1-5 nic nie mówi o jej przyczynach, a tymi mogły być poddające się (innemu?) leczeniu "sąsiednie" schorzenia potęgujące astmę w chwili naboru pacjentów do programu).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 08:56:50:

    piotrcandida
    Oczywiście, że medycyna nie jest nauką. Dlatego jak Pan zachorujesz, idziesz Pan do cyrulika, kowala, księdza, zielarki, kręgarza, nigdy do lekarza.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 09:10:55:

    @Trzy.14:

    > I podobnie jest z badaniami bez grupy kontrolnej, mam rację?

    W rzeczy samej, proszę Pana. Dobór grupy kontrolnej jest trudny, ponieważ w idealnej sytuacji badawczej jej charakterystyka powinna różnić się tylko tym, że pacjenci nie zażywają leku, którego właściwości farmakologiczne są przedmiotem badania. Innymi słowy, trzeba starać się wziąć pod uwagę nie tylko wiek, płeć i chorobę podstawową, ale także inne zażywane medykamenty, używki czy dietę, które mogą wchodzić w interakcje z badanym lekiem. Myślę, że -- tak jak w wielu innych naukach empirycznych -- odpowiedni dobór grupy kontrolnej jest połową sukcesu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 11:18:40:

    obywatelenauki.pl/2018/09/podsumowanie-ankiety-o-zatrudnieniu-w-sektorze-akademickim/

    Wnioski z badań zawierają inną, paradoksalną w swoim wydźwięku konkluzję zjawisko braku ofert, ustawionych naborów współwystępuje z poważnym deficytem kompetentnych kandydatów, o czym donoszą ankietowani poszukujący pracowników. Oczywiście, nikogo nie dziwi pojawiający się jak bumerang temat niekonkurencyjnych względem sektora prywatnego wynagrodzeń, co dotyczy nawet niektórych stanowisk finansowanych z grantów. Osoby chcące zatrudnić nowych pracowników postulują wyraźne zwiększenie wynagrodzeń oraz działania na rzecz stabilizacji zatrudnienia, co pozwoliłoby na przyciąganie dobrych merytorycznie kandydatów do pracy zamiast obecnie obowiązującej selekcji negatywnej. Osoby kierujące grantami wolałyby mieć większy wpływ na wybór pracowników i zwiększać elastyczność zatrudnienia w grantach. Jednocześnie pojawił się postulat poprawy jakości kształcenia na wcześniejszych etapach kariery i upowszechnienia mentoringu nie tylko dla studentów, ale też dla pracowników naukowych.

    Najpowszechniejszym wnioskiem z danych uzyskanych w ankiecie wydaje się jednak postulat zwiększenia stabilności zatrudnienia, wydłużenia kontraktów w grantach i zniesienia barier administracyjnych/większej elastyczności (w) administracji.


    Ja tu nie widzę żadnego paradoksu. I naprawdę trzeba było aż tylu lat grantozy, by odkryć jej najsłabsze i chyba nienaprawialne deficyty?

    No bo jak zwiększyć stabilność zatrudnienia projektowego? Przez ich wydłużenie, czyli ograniczenie liczby? A może przez szybszą rotację stałej kadry? Ale zaraz, zaraz, czyżbyśmy mieli zwiększyć stabilność jednym, the choosen ones, odbierając ją drugim?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 11:26:07:

    Z raportu: Prowadzi to do uzasadnionego wniosku, że polityka NCN prowadzi do (nie-)zatrudnialności tzw. perma-doców

    I co na to NCN?

    Trzeba przy tym wziąć pod uwagę, że są to wyniki badań ankietowych "bez grupy kontrolnej", a więc charakteryzujące specyficzny podzbiór środowiska naukowego osób związanych z ruchem ON, co kojarzy mi się z podzbiorem z silnym przechyłem w stronę Włatców Grantów. Stąd i to rozgoryczenie, które jest obce większości środowiska, które o kierowaniu grantami NCN może sobie poczytać w gazetach.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 13:35:48:

    Postanawiałem sobie, że z trollami nie będę dyskutował, ale trudno przeoczyć pewien znaczący drobiazg:
    Pan @piotrcandida chce zabłysnąć łaciną, lecz bez sukcesu: disce puer Latine! - "stricte" albo "sensu stricto", a nie inaczej. Humanistyka okazuje się potrzebna, żeby robić wrażenie inteligenta.
    Ponadto ujawnił się na tym blogu "arbiter elegantiarum", który chce wyrokować, co jest nauką, a co nie zasługuje na jej miano. Przecież to najgorsze wydanie kudryckizmu-gowinizmu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 13:39:09:

    Będą 44 dyscypliny naukowe i 3 artystyczne. Gowin podpisał rozporządzenie do ustawy 2.0

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 14:07:17:

    @trzy.14
    Ja akurat nie chodzę do lekarzy, bo nie widzę potrzeby, pomijając urazy, choroby można leczyć metodami naturalnymi. Ale to akurat nie jest żaden argument za traktowaniem medycyny jako nauki. Gdyby w każdej innej nauce paradygmaty zmieniały się co kilkanaście lat, to zostałby one wyśmiane.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 14:20:14:

    @Kubahum:

    > Postanawiałem sobie, że z trollami nie będę dyskutował, ale trudno przeoczyć
    > pewien znaczący drobiazg: Pan @piotrcandida chce zabłysnąć łaciną, lecz bez
    > sukcesu: disce puer Latine! - "stricte" albo "sensu stricto", a nie inaczej.
    > Humanistyka okazuje się potrzebna, żeby robić wrażenie inteligenta.

    Aż mnie ręce świerzbiły, żeby napisać tę uwagę. Nieznajomość łaciny nieznajomością łaciny, ale wychodzi na to, że Piotrcandida nie zna nawet podstaw metodologii, bo myli pojęcie dogmatu (,,Dogmaty w medycynie zmieniają się jak u człowieka skarpetki'') z pojęciem paradygmatu (,,Gdyby w każdej innej nauce paradygmaty zmieniały się co kilkanaście lat, to zostałby one wyśmiane'').

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 14:47:57:

    "Ja akurat nie chodzę do lekarzy, bo nie widzę potrzeby, pomijając urazy, choroby można leczyć metodami naturalnymi". Na przykład można się położyć w mikrofalówce na 3 zdrowaśki.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 15:04:29:

    Swoją drogą jednak ciekawe, że coraz liczniejsze na tym forum polskojęzyczne błędy ortograficzne takiej reprymendy się jeszcze nie doczekały :)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 15:20:20:

    Panie Piotrze,
    Jak panu trochę siwych włosów na głowie przybędzie, to zrozumie Pan, że spora (większa?) część medycyny zajmuje się nie tyle (wy)leczeniem chorób, co przedłużaniem i/lub poprawą komfortu życia.

    To, że dziś rzeka pańskiego życia płynie leniwie, nie znaczy, że kiedyś nie zamieni się w wodospad. Ten wodospad to oczywiście uniwersalny dowód płaskości Ziemi: każdy żółw kiedyś musi się skończyć.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 15:23:48:

    @dr.kanaga @halucinski - na upór, kołtuna i błoto nie ma lekarstwa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 16:36:22:

    Tym, co odróżnia Polskę od państw zachodnich, jest m.in. obecność na tej liście teologii. Z analizy naszych prawników wynika, że to wymusza konkordat przekonywał Gowin.

    wyborcza.pl/7,75398,23946163,nowym-podzial-dyscyplin-naukowych-jest-astronomia-i-teologia.html

    Konkordat:
    Artykuł 15

    1. Rzeczpospolita Polska gwarantuje Kościołowi katolickiemu prawo do swobodnego zakładania i prowadzenia szkół wyższych, w tym uniwersytetów, odrębnych wydziałów i wyższych seminariów duchownych oraz instytutów naukowo-badawczych.

    2. Status prawny szkół wyższych, o których mowa w ustępie 1, a także tryb i zakres uznawania przez Państwo kościelnych stopni i tytułów oraz status prawny wydziałów teologii katolickiej na uniwersytetach państwowych regulują umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną przez Stolicę Apostolską.

    3. Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie i Katolicki Uniwersytet Lubelski są dotowane przez Państwo. Państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej odrębnym wydziałom wymienionym w ustępie 1.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 16:45:32:

    W tym artykule sa ciekawe informacje, które pozwalają wywnioskować, że nowy podział na dyscypliny jest potrzebny tylko i wyłącznie do tego, by kategoryzację można było przeprowadzać dyscyplinami.

    Przed zmianą w ponad 20 proc. dyscyplin badania naukowe uprawiało jedynie ok. 100 badaczy. Były trzy takie dyscypliny, gdzie nie było nawet 24 badaczy (geofizyka, reżyseria dźwięku, rytmika i taniec), a to, jak twierdzi MNiSW, uniemożliwia rzetelną ocenę.
    ...
    Z listy ostatecznie usunięto biotechnologię, bo uznano, że ta dyscyplina musiałaby należeć do aż czterech różnych dziedzin.

    Z szacunków MNiSW wynika, że w najmniejszych dyscyplinach, jak np. astronomia, pracować będzie ok. 200 naukowców, a w największych, jak np. nauki medyczne ok. 10 tys. osób. Uczelnie na przypisanie pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych do nowych dyscyplin mają czas do 31 grudnia 2020 r. Ewaluacja na podstawie nowej listy (z ewaluacją powiązane jest finansowanie z budżetu państwa i prawo do prowadzenia studiów doktoranckich) przeprowadzona zostanie w 2021 r.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 17:12:15:

    @trzy.14
    > Z listy ostatecznie usunięto biotechnologię, bo uznano, że ta dyscyplina
    > musiałaby należeć do aż czterech różnych dziedzin.


    Po prostu... gałązki opadają. A teologia jest, choć powinna należeć też do kilku dziedzin, bo i literatura (w tym fantasy), i biochemia, i synteza, i lotnictwo...

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 17:32:42:

    @Staryzgred2012:

    > Po prostu... gałązki opadają. A teologia jest, choć powinna należeć też do kilku
    > dziedzin, bo i literatura (w tym fantasy), i biochemia, i synteza, i lotnictwo...

    O medycynie Pan zapomniał, wszak w teologii jest medycyna pastoralna.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 17:33:55:

    @trzy.14
    Jeżeli chodzi o komfort życia, to jest z pewnością odwrotnie. Ludzie obecnie coraz więcej chorują a ostatnie lata życia to już wegetacja. Może średnia długość życia się wydłużyła dzięki działaniom medycznym, ale jednak wiele osób woli eutanazję niż takie długie życie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 18:18:19:

    @piotrcandida
    > Może średnia długość życia się wydłużyła dzięki działaniom medycznym,
    > ale jednak wiele osób woli eutanazję niż takie długie życie.


    Jesteś jak mały pociąg, ot jak "Tomek i przyjaciele", który dopiero co ruszył ze stacji, jest chwacki, zawadiacki i świat do niego należy. Zmienisz zdanie, gdy w oddali zacznie ci się majaczyć stacja końcowa. A już zdecydowanie zmieni ci się optyka, gdy przestawią cię na końcową bocznice i zobaczysz przed sobą odboje, za którymi nic już nie ma, wagoniku.

    Piszesz, że wiele osób woli eutanazję, a ja ci odpiszę, że o wiele więcej ludzi woli trochę jeszcze pożyć.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 18:38:17:

    @trzy.14
    "Stabilne finansowanie etatów z grantów" to przecież oksymoron. Etaty grantowe to etaty niestabilne, i tyle. Pieniądze z NCN na post-doków, to pieniądze zmarnowane. To samo, albo i lepiej, można by mieć (właściwie za darmo) odpowiednim ustawieniem algorytmu.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 19:34:18:

    @Panie Hal,

    I wskrzeszenia ... ;o)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 20:30:58:

    @all

    Wytyczne dla pracowników w nowej rzeczywistości? Kształtowanie "właściwej postawy moralno-politycznej"? (link).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/20 21:54:07:

    Proszę Pana WiekowegoZgreda - cudowny komentarz :) "Po prostu... gałązki opadają. A teologia jest, choć powinna należeć też do kilku dziedzin, bo i literatura (w tym fantasy), i biochemia, i synteza, i lotnictwo.."

    Piotr ... to co piszesz o medycynie jest po prostu straszne. Aż się boję zapytać czy czy nie należysz do płaskoziemców albo antyszczepionkowców albo innych wyznawców doktora Pudełko.

    U uroczo - jestem z podziedziną włókiennictwo - swoją drogą to ciekawe.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 08:27:56:

    Odnośnie szczepionek już się wypowiadałem. Każdy powinien mieć wolny wybór czy chce się szczepić i własne dzieci. Nie powinno się tego robić z publicznych pieniędzy jakimi są obowiązkowe składki na NFZ. Wymuszanie tego typu działań jest terrorem za którym stoi medycyna.
    Nie kwestionuję osiągnięć medycyny w leczeniu urazów oraz w diagnostyce. Tu akurat to głównie zasługa innych dziedzin, które rozwinęły odpowiednie narzędzia, bo diagnozy samych lekarzy są często błędne.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 08:41:07:

    @piotrcandida
    kazdy tez powinien miec wolny wybor czy odzilowac groznych dla siebie niezaszczepionych indywiduow nie mogacych przewidziec konsekwencji swojego postepowania.... nawet izolacji eternalnej... czyz nie?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 10:39:23:

    wyborcza.pl/7,75400,23943613,w-piatek-ostatni-dzien-lata-czy-razem-z-piekna-pogoda-skonczy.html

    z budżetu Instytutu wynoszącego rocznie ok. 100 mln zł zostało 35 mln.

    Władze IMGW zamierzają zwolnić 150 z 1,5 tys. pracowników, drugie tyle przenieść na niżej płatne stanowiska, chcą też zlikwidować oddziały terenowe.


    Mój stosunek do tej informacji jest ambiwalentny. 1,5 tys. pracowników toż to chyba mała uczelnia, a sporo zadań, które 50 lat temu wykonywało się ręcznie, dziś zostało zautomatyzowanych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 10:45:13:

    Z drugiej strony te 35 mln na 1300 pracowników nie pokrywa nawet ustawowej pensji minimalnej z ustawowymi benefitami (trzynastka, grusza i staż pracy pewnie też obowiązują w PAN) i składką pracodawcy. Chyba że przestali płacić ZUS. A gdzie koszty bieżące działalności? Coś mi się wydaje, że w tej informacji brakuje jakiś elementów, tzn. że IMGW musi mieć jeszcze jakiś inne źródło finansowania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 10:55:34:

    @js.c + ekonomiści
    Czy istnieje coś takiego, jak naturalny wzrost kosztów działania uczelni (choćby energia) i czy ma coś wspólnego z inflacją?
    Jaki jest związek corocznych zmian wielkości budżetu państwa z (a) zmianą PKB i (b) zmianą wynagrodzeń w "gospodarce narodowej"

    Chodzi mi o to, czy ograniczenie w nowym rozporządzeniu możliwego spadku finansowania uczelni o 1-2 % rocznie w kwotach bezwzględnych, co wygląda niegroźnie, nie jest aby w rzeczywistości spadkiem rzędu 5% w kwotach względnych względem (a) najlepszych uczelni i (b) "gospodarki narodowej".
    Po drugie, jak oszacować neutralny wzrost gowinowego budżetu, czyli wzrost odpowiadający wzrostowi sumarycznych wydatków budżetowych? Powyżej/poniżej jakiego progu Gowin mógłby mówić o sukcesie/porażce? Jak oszacować, co w danej chwili jest priorytetem rządu, a co te priorytety finansuje?

    Szacuje się, że wzrost płac "w gospodarce narodowej" w 2018 wyniesie 7-8%; w samej budowlance - 10%.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 11:42:05:

    Pensje w nauce za ostatnie 4 lata realnie w porównaniu do średniej pensji w gospodarce skurczyły się o ponad 20%. To jest z pewnością sukces Gowina.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 11:43:37:

    @trzy.14
    Widełki (-5%,+5%) poprzednio, czy (-1%,+6%) albo (-2%,+6%) uważam za mało logiczne (bo nie znany jest przyszły poziom zerowy czy przeciętny). Powinno się to odnosić te widełki do średniego wzrostu. Bo gdyby na przykład dotacja wzrosła o 4-5%, co wcale nie jest wykluczone, to +6% jest w zasadzie blokadą wzrostu. Chyba większość uczelni dostałaby wtedy to maksimum. Nawiasem mówiąc, nie bardzo wiem jak sztywny zapis o maksimum 6% ma się do zapisu, że subwencja badawczych wzrasta o co najmniej 10%. Zapewne chodzi o +6% OPRÓCZ tamtych +10%, ale z zapisanego tekstu jakoś tego nie jestem w stanie wywnioskować. Mętnie albo sprzecznie napisane.

    Spadek o 1-2% nie jest groźny (bo na podwyżki to chyba będzie dodatkowa dotacja, zapewne nie pokrywające całości, ale większość podwyżek), wzrost kosztów energii itp. chyba można zaniedbać. Uderzenie -5% - mało sensowne - było w 2017. Teraz jakby "pieredyszka". Chyba noża na gardle nikt nie ma. Czy jakieś uczelnie planują jeszcze fuzję (nie konfederację, ale połączenie), które podwyższy przecież dotację? Podejrzewam, że może już nie. +3%, a potem gwarancja braku spadku, to jednak nie jest duża pokusa, jeśli na drugiej szali jest tylko minus 1-2%.

    Ale uczelnie "badawcze" w roku 2020 zanotują wzrost zapewne co najmniej rzędu 10-15%, co jest w tej sytuacji nie do pogardzenia (to nie są aż takie gigantyczne pieniądze dla budżetu, zapewne rzędu 400 mln, mam nadzieję, że skądś to wysupłają bez dobijania reszty, nowy algorytm sugeruje, że może i tak będzie). Czyli zanosi się na poprawę dla uczelni badawczych (zero-jedynkowa sytuacja dla paru uczelni na granicy, nie lubię takich arbitralnych rozwiązań...), status quo dla najlepszych akademickich i lekkie pogorszenie dla reszty, zwłaszcza dla uczelni o niskiej kosztochłonności. Koncentracja środków teoretycznie jest dobrym rozwiązaniem, ale robi się to w sposób skrajnie mało konkurencyjny, zatem trudno spodziewać się jakichś efektów, skoro nawet wymagań nie postawiono.

    Duże znaczenie (negatywne dla budżetu wielu uczelni) będą miały chyba podwyżki stawek minimalnych. Uczelnie mające duży procent kadry poniżej minimum mogą dodatkowo stracić, bo chyba nigdy podwyżki nie były w pełni rekompensowane. Ale z tego co słyszę, to badawczy in spe są też w tej sytuacji, a tu na biednego nie trafiło :)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 11:51:23:

    @piotrcandida
    Nowy algorytm dla uczelni badawczych bardzo dowartościowuje wydziały ścisłe i przyrodnicze, kosztem pozostałych wydziałów. Profesura na wydziałach kategorii B, a nawet wydziałach kategorii A typu Prawo czy Pedagogika staje się zupełnie deficytowa, a zatrudnienie tam - nadmiarowe, z powodu redukcji liczby studentów. Zresztą składnik studencki - tylko 20%. Zatem dość oczywista restrukturyzacja tych uczelni plus wzrost budżetu nawet i o 15% da w pełni możliwość podwyżek nawet i o 20% na niektórych wydziałach. A przecież tam mamy też liczne "kominy" grantowe.
    Możliwości są. Która uczelnia z nich skorzysta, ta może i stanie się badawcza przez te 6 lat.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 12:18:45:

    c.d.
    Na uczelniach badawczych bardzo opłacalna będzie wszelka kadra naukowa na wydziałach kosztochłonnych (składnik badawczy aż 30%). Zatem podwyżki "profesorskie" dla szczególnie cennych doktorów oraz "zalegalizowanie" na stały etat post-doków powinny być na porządku dziennym. Kwestia dobrej woli, czy raczej dobrej strategii.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 12:22:12:

    @Js.c:

    > a nawet wydziałach kategorii A typu Prawo czy Pedagogika staje się zupełnie
    > deficytowa, a zatrudnienie tam - nadmiarowe, z powodu redukcji liczby studentów.

    A jak się ma do tego fakt, że wydziały prawa największych uczelni przynoszą ogromne dochody z racji prowadzonych studiów niestacjonarnych?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 12:44:33:

    @halucinski
    W algorytmie do 2016: przynosiły, na pewno. W algorytmie 2017-2018 nie jestem pewny czy przynoszą, a już na pewno nie "ogromne". Decyduje SSR: nadmiarowi (ponad 13) studenci, a zwłaszcza zaoczni, przynoszą znaczny deficyt w dotacji/subwencji. Owszem, wpłaty zaocznych rekompensują zapewne ten deficyt, ale czy bilans jest aż tak bardzo dodatni - nie mam pewności. Natomiast projekt algorytmu jeszcze bardziej to pogłębia (bardzo niekorzystne zmiany dla Prawników w składniku kadrowym, obniżenie wagi składnika studenckiego), a już zwłaszcza na uczelniach badawczych. Tam prawie na pewno Prawo w swym obecnym rozroście (kadrowo-studenckim) będzie generować spory deficyt.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 12:55:00:

    @Js.c:

    Dziękuję Panu za odpowiedź.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 13:13:45:

    @Js.c
    Tak może być, ale nie musi. Tzn. jeżeli wydziały prawa nie były by wydziałami, tylko oddzielnymi uczelniami, to byłby problem. Jednak są to wydziały, co znacznie może pomóc w rekompensowaniu nadmiernej liczby studentów. W końcu na uczelniach są wydział, gdzie SSR jest nawet niższy niż 13. A liczy się właśnie nie dla poszczególnych jednostek uczelni, tylko globalnie dla całości. Teraz pytanie, jakie są wewnętrzne regulacje na danej uczelni, czyli, czy rozdział pieniędzy na dydaktykę jest zgodny z ministerialnym systemem, czy wewnątrz pieniądze już tylko idą za studentem. Nie jest to rozwiązanie rzadkie, stąd wcale SSR nie musi dotykać tak bardzo wydziałów z nadmiarowymi studentami.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 13:20:39:

    @kahlkopf
    Ależ oczywiście. Tak, jak dotychczasowa wieloletnia duża deficytowość, np. Fizyki, nie doprowadziła do jej likwidacji, tak i teraz drastycznych zmian być nie musi. Ale tendencja jest jasna. Zwłaszcza na uczelniach badawczych. Wydział Prawa zapewne się ostanie, ale jako wydział elitarny. Na UW nawet Fizyka ma chyba SSR rzędu 6, co już jest blisko docelowego (dla całej uczelni) 10. Tam nie będzie sensu utrzymywania niskokosztochłonnych wydziałów masowych, bo i po co? Deficytowe niegdyś wydziały naukowe przynosiły choćby jakiś prestiż i rangę międzynarodową, a masowe kształcenie studentów, mocno już nieopłacalne, co może dać uczelni badawczej? Tylko kłopoty i koszty.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 13:23:37:

    Decyduje SSR: nadmiarowi (ponad 13) studenci, a zwłaszcza zaoczni, przynoszą znaczny deficyt w dotacji/subwencji.

    Jak to "zwłaszcza" zaoczni? Mają inne wagi?

    Poza tym tylko w połowie subwencji, w części gdzie SSR jest też jednym z wielu czynników. "Silnie nieliniowa zależność" to jest eufemizm. Do tego dochodzi, że subwencja jest dzielona WZGLĘDEM pozostałych uczestników, tzn jeśli na innych uczelniach nic się nie zmienia, to subwencja nie ewoluuje (poza momentem jej wprowadzenia). O całości subwencji da sie powiedzieć tyle że jej zmiana jest ograniczona do 5% rocznie (i to TEŻ ma wpływ na algorytm podziału). W pozostałych aspektach przestałbym w ogóle odnosić sie do pewności a do pojęcia - "nie mam pewności" i "prawie na pewno" zamieniłbym na "nie mam pojęcia" i "wydaje mi się".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 13:53:23:

    @zitterbewegung
    Zaoczni mają wagę 0, zatem do składnika studenckiego wchodzą w tylko jako element gilotyny tnącej dotację. Na każdym chyba uniwersytecie studenci z wagą 2.5 (biol-chem-fiz) powiększają dotację, nawet gdy SSR>13. Zatem waga ma spore znaczenie w tym kontekście.

    Co do pozostałych uwag: tu właściwie wszystko da się ustalić z dość dobrą dokładnością, zastrzeżenia typu "chyba" piszę nieco na wyrost :) Natomiast absolutną prawdą jest to, że korytarz ograniczający wahania dotacji jest wąski, zatem spowolnienie bodźców jest spore. Kto się dostosuje do nowego algorytmu wygra kilka procent rocznie, kto się nie dostosuje - zachowa obecną dotację, może odrobinkę straci. To nie jest super-silna motywacja. Ale składnik studencki miał jeszcze słabszą siłę, ale jakie "efekty" przyniósł po 15-20 latach. Szaleńcza i wyniszczająca pogoń za studentem. Kropla drąży skałę...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 13:56:33:

    c.d. Motywację uczelni badawczych do zmian osłabi zapewne też to, że aż +10% dostaną tak, czy owak, i to właściwie za darmo. Byle się do tego "żłobu" dopchać...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:15:32:

    Nowy algorytm dla uczelni badawczych bardzo dowartościowuje wydziały ścisłe i przyrodnicze, kosztem pozostałych wydziałów. Profesura na wydziałach kategorii B, a nawet wydziałach kategorii A typu Prawo czy Pedagogika staje się zupełnie deficytowa

    Dlaczego? Jaka zmiana w algorytmie prowadzi do tego wniosku?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:23:37:

    Nie widzę gdzie mają wagę 0. Wskaźnik dostępności dydaktycznej d jest obliczany jako kwadrat ilorazu liczby referencyjnej z sumą bez wag.

    Dotacja na głowę studenta była liniowa.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:30:45:

    Tak, w tej "gilotynie" (czyli d) nie ma wag.
    Natomiast zaoczni nie partycypują w tym liniowym liczniku.
    To mam na myśli mówiąc o wadze zero. Nic (pozytywnego) nie wnoszą do składnika studenckiego.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:30:59:

    Skłądnik studencko-doktorancki ma wagę 0.4 w stosunku do tej połowy dotacji która od niego zależy, kadrowy ma tam 0.45. Wpływ na całość dotacji to więc 1/10. Ale tylko wtedy gdy dana uczelnia prowadzi inną politykę niż uczelnie razem wzięte. Gdyby wszystkie uczelnie zemknęły zaoczne prawo to wszystkie wyszłyby z tym na zero, podobnie gdy trend się nie przyjmie. Istotą zmiany algorytmu jest początkowe przesunięcie środków w stronę uczelni które są najbliższe kryteriom. Dla pozostałych pomyślano ograniczenie 5%. Związek z dalszą ewolucją jest bardzo luźny. Szczerze to ja go w ogóle nie widzę.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:38:56:

    1/5

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:40:24:

    ważniejsza polityka, niż sztuka

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 14:56:21:

    @kahlkopf

    Hm, ale tu popis upolitycznienia i strzelania focha to dał Preisner, a nie Magierowski.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 15:13:29:

    @zitt
    Uczelnie wolno reagują na zmiany algorytmu (to obiektywne: trudno tak od razu wyrzucić nawet studenta, nie mówiąc o pracowniku, w druga stronę zresztą - podobnie, kategoria na ogół będzie trwać przez 4 lata itd.). Z tym większą pewnością można obliczać wartość MAŁYCH zmian (kilka czy kilkadziesiąt nowych etatów, kilkuset studentów w te czy wewte, itd.). Gdyby WSZYSCY zrobili jednocześnie te małe zmiany, to trzeba na takie zjawisko brać poprawkę (w sumie też nie za wielką). To się stało z SSR. W zasadzie wszystkie uczelnie dążą do 13. Ale globalna nadwyżka "ponad 13" nie jest wielka, nawet rok temu było to jakieś kilkanaście procent. Teraz może kilka procent. Ale uczelnie badawcze dostaną teraz ambitniejsze zadanie: "10", a mają nieco ponad 13, na ogół.

    No i najważniejsze. Na uczelni badawczej nastąpi bardzo skokowa zmiana parametrów. Składnik studencki spada docelowo z 40% do 20%. Składnik kadrowy do 20%, a reszta, z nawiązką, "konwertuje się" w składnik badawczy: bardzo korzystny dla kosztochłonnych dyscyplin i vice versa. Oczywiście można nic nie robić, ale jeśli choć jedna uczelnia się "wyłamie", to zgarnie 6% premii, rok po roku. Więcej nawet niż te badawcze 10% (bo to będzie stała kwota, nie wzrost). Na studentach zyskiwano znacznie mniejsze kwoty, a pogoń była, ze aż hej. Poza tym, tym razem zmiany wymuszane przez algorytm idą w ciekawym kierunku, całkiem sensownym.

    Szkoda tylko, że dydaktyki w tym zupełnie nie uwzględniono. Nawet takie banalne rzeczy jak związek formalnego współczynnika kosztochłonności z rzeczywistym (etatowym) kosztem studiów. Likwidacja minimów kadrowych, bez wprowadzenia innego mechanizmu (chyba, że za takowy uznamy mechanizm, że 50-75% zajęć prowadzą "etatowcy", ale on wygląda słabo) prowadzi w niewidomym kierunku.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 15:25:51:

    @StaryZgred,
    Ja nie komentuję, kto, co, tylko daję przykład, jak ta polityka wchodzi wszędzie i jak polaryzuje postawy ludzi. Można się jedynie zastanawiać nad przyczyną.
    Uważam to za złe, ja staram się zostawiać przekonania polityczne przed wejściem na uczelnię.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 15:40:28:

    Nie rozumiem. Jestem głupi. Temat jest powtarzany w kółko co któryś post, a do mnie nie dociera.

    Zmiany nie były powolne. Weźmy ostatnie 20 lat w krokach po 4 lata to jest 5 kroków. To nie są powolne zmiany.

    Uczelnie nie goniły studenta a starały się nie wypaść z gry? Przykład: fizycy nie że chcieli mieć 100 studentów, a musieli tyle mieć. W przypadku prawa mogli chcieć bo wykłady dla 1000 osób w 3 aulach teoretycznie się da. Potem mieli pretensje że rzekomo sponsorują w ten sposób wydziały ścisłe.

    Nie widzę żeby wszystkie uczelnie dążyły do 13. Widzę że niektóre się po poczuły bardziej komfortowo i nie przyjmują każdego. Inne więcej przyjmować musiałby dokłądnie za darmo. Uwaga: niestacjonanre nie są za darmo. Wydział prawa ze studenta niestacjonarnego ściąga więcej niż dostaje na studenta stacjonarnego. Podobnie wydziały medyczne, przy obecnych stawkach rynkowych doszło do tego że prywatnym się zaczęło opłacać inwestować w infrastrukturę dla prowadzenia studiów medycznych (którą publiczne już mają zamortyzowaną przez studentów stacjonarnych).

    Rozumiem, że algorytm ściąga wszystkich w danym kierunku gdy na początku nastąpi chaotyczne zaburzenie, jak w przemrożonej wodzie. Ale to musiałoby być wydarzenie zewnętrzne. Algorytm sam z siebie nie uruchamia bodźca. Nie rozumiem na czym miałby on polegać. Jak dana uczelnia miałaby się "wyłamać"? Zamknąć niestacjonarne prawo? (To nie da 6%?)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 18:35:56:

    @js.
    Zdziwił by się Pan ciężko jak łatwo pozbyć się na niektórych wydziałach pracownika. Wręcz znikają w oczach jak tylko przyszło widmo 2.0. Nasz rektor "zasugerował" że mają być zwolnienia i są.

    Co do zaocznych oraz podyplomówek. Tutaj bardzo ważna była polityka wydziału. Na niektórych pieniądze z podyplomówek poza koszty stałe typu wynajęcia sali, sprzątanie itp (+% daniny dla dziekanatu za użycie loga) szedł w wypłata dla pracowników prowadzących. Na innych wydziałach podyplomówki oraz zaoczni wliczali się w pensum (z braku godzin, a zatrudnienie trzeba było utrzymać bo granty i zlecenia same się nie zrobią). Więc samo to że się zaoczni słabo wliczali nie znaczy że nie ma sensu ich mieć. Wręcz można i zdarza się zatrudnić pracownika na stanowisku adiunkta albo asystenta do studiów zaocznych. On ma wtedy nieco inne obowiązki i pensum tylko na zaocznych. Ustawa tego nie zabraniała a co nie jest zabronione jest .... .

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 18:53:19:

    Powtarzam pytanie:

    Która zmiana w algorytmie prowadzi do wniosku, że ścisłym i przyrodniczym będzie lepiej, a prawnikom gorzej?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:22:31:

    @zitt, @sarjane
    Zaoczni naprawdę są o wiele mniej opłacalni niż poprzednio. Postawiłbym tezę, że większość z nich jest deficytowa (a na politechnikach: może nawet wszyscy).

    Zostawmy może prawników (zaoczny dowolnego kierunku liczy się tak samo). Konkretny, realistyczny przykład. Weźmy uczelnię ekonomiczną, mającą 7 tys. stacjonarnych, 3 tys. zaocznych i 538.5 pracownika (tak, aby SSR=13, gdyby byli sami stacjonarni). Pytanie: ile dotacji stacjonarnej dodatkowo uzyska rektor (gdyby nie było ograniczenia wzrostu dotacji do 5%) jeśli nagle znikną wszyscy zaoczni (poza tym oczywiście zaoszczędzi na wynagrodzeniach osób prowadzących zajęcia i innych drobiazgach składających się na koszt zajęć). Odpowiedź: ponad 18.7 mln zł (osiemnaście milionów), z tego połowę, czyli ponad 9 mln od razu, reszta w kolejnych latach w stałej przeniesienia. Oczywiście prawie na pewno byłby to wzrost ponad 5%, ale to już detale. Wiadomo, że studenci nie znikają od razu. Trzeba było (od dwóch lat) tylko odpowiednio podnieść czesne nowym studentom zaocznym (co zapewne ograniczyłoby przy okazji ich nabór).

    Otrzymanie powyższych liczb to proste ćwiczenie dla matematyków i (mam nadzieję) ekonomistów. Przypomnę, że składnik studencki obcina gilotyna (13/S) do kwadratu, gdzie S to liczba studentów. Tylko jedna dana jest potrzebna, wziąłem ją z tabeli 2 , gdzie podana jest kwota 3331 zł na jednego stacjonarnego studenta przeliczeniowego (w 2018 zapewne jest więcej, bo liczba studentów spadła, przyjąłem ostrożnie 3500 zł). Połowa (1750) płatna od razu, reszta w stałej przeniesienia w latach kolejnych. Student Ekonomii ma wagę 1.5.

    Jeśli czesne jest dość duże (rzędu 7-8 tysięcy), a koszty kształcenia niskie, to może się to zbilansuje. Z niewielkim zyskiem uczelni. Przy czesnym 5 tys. uczelnia (moim zdaniem) dopłaca do tego interesu, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy :).

    Tak jest dziś. W nowych regułach (2019), zwłaszcza na uczelni badawczej, efekt ten wzmocni się jeszcze bardziej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:22:56:

    Trafiło mi się, dzięki Gospodarzowi, zajrzeć na stronę
    prokulski.net/index.php/2018/09/20/kto-pisze-teksty-prezydenta-dudy/

    I refleksja całkowicie apolityczna: co zrobić, by nasza kadra była w stanie tak płynnie nauczyć takich "sztuczek" naszych absolwentów? A przecież te "sztuczki" nie mają nic wspólnego z badaniami naukowymi (poza ich oprzyrządowaniem), więc nacisk na zdobywanie punktów z pewnością nie wprowadzi na uczelnie Władców Języka R lub Python. Generalnie byłoby ciekawe dowiedzieć się, ilu w Polsce naukowców w wieku 40+ posługuje się językiem R lub Python. A wygląda to tak, jakby pytać się w nieco innym kontekście, ilu z nas potrafi posługiwać się smartfonem, bankowością internetową i tym podobnymi użytecznymi rzeczami trywialnymi dla nastolatków. Czy wręcz, ilu z nas posługuje się komputerem do pisania artykułów naukowych.

    Przypominam, że parę lat temu okazało się, że całkiem spora grupka członków PAN nie posiada poczty e-mail.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:26:40:

    @trzy.14
    Przede wszystkim, ale nie tylko, składnik badawczy, a w nim waga: kosztochłonność. Poza tym opłacalność zaocznych prawników leży w gruzach (zob. niżej). U ekonomistów czesne 6 tys. chyba jest dość typowe, ale u prawników są to mniejsze kwoty, może nawet 4 tys.? Niech wypowiedzą się znawcy tej problematyki :)



  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:29:08:

    js.c
    Ale z tego wynika, że politechniki (z kosztochłonnością 3.0) górą!

    A propos. Jak będą finansowane akademie muzyczne? Algorytmem Gowina czy też jakimś innym, ustalanym przez inne ministerstwo? Ogólnie: czy istnieją uczelnie publiczne niepodlegające Algorytmowi? Może wojskowe?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:36:45:

    @trzy.14
    Oczywiście, że politechniki górą, ale przy dobrym zarządzaniu. Np. mogą bez sensu "sponsorować" zaocznych studentów zarządzania, tracąc miliony. Kto im zabroni :)

    Każda grupa uczelni to własny świat. Czy są jakieś dane liczbowe dla tamtych światów? Chyba nie ma. Zatem niewiele wiadomo. Nowe rozporządzenie nie dotyczy tych innych grup, poza PWSZ-ami oraz - nie wiedzieć czemu - lotnictwem cywilnym (kto to kształci? chyba nie Dęblin?). Zatem tam zostaje po staro/nowemu (algorytm Gowina poprzedni).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:36:56:

    @Pi,
    Według mnie żadna, a teraz przy ewaluacji nawet jeszcze odżyją, bo za monografię nawet 300 pkt. mogą otrzymać. Poza tym, to i tak jeszcze jest dużo niewiadomych, które zweryfikuje pragmatyzm. Póki co mamy za to dużo niepotrzebnych emocji i rozgrywek, jak na Politechnice Opolskiej.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:43:59:

    Autokorekta. Zbyt pochopnie napisałem, że efekt się wzmocni w nowym algorytmie. Będzie trochę inaczej (ale równie kiepsko dla prawników). Wkład studentów stacjonarnych bardzo zmaleje. Zatem "gilotyna" będzie cięła mniejsze kwoty i jednak zaoczni będą mniej obciążeni tym gilotynowym haraczem (ale haracz, i to liczony w tysiącach na głowę: będzie). To już każda uczelnia musi sobie starannie przeliczyć.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 19:48:39:

    @Kahlkopf
    Punkty mają tu zerowe znaczenie. Po pierwsze, pogorszenie dotyczy nawet Prawników kategorii A+ (kwestia spadku opłacalności zaocznych jest uniwersalna). Po drugie, punktacja jest istotna tylko wewnątrz dyscypliny. Porównywanie punktów pomiędzy dyscyplinami do niczego nie służy, może do nadymania się :)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:01:00:

    Chyba nikt już się tak na prawdę nie porównuje między dziedzinami. Najwyżej wyraża alb ciężkie zdziwienie albo święte burzenie że u innych jest tak wysk/nisk.
    A każda uczelnia ma pensum, pensum sam się nie zrobi, zakiś kilku zaocznych w odwodzie dobrze mieć. Szczeglinie jak się zdarzają lat że nawet 40% dziennych nie przechodzi. (U nas standard to 0 do 20%, 40 już stanowi apokalipsę).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:07:56:

    @sarjane
    80% zalicza pierwszy rok????
    co to studia?
    u mnie zdaje jakies 15-20%.
    potem pod naciskiem dziekana kolega adiunkt pyta w drugim terminie i ze swoim lagodnym sercem jest w stanie zaliczyc kolejnym kilkunatu osobom.
    Razem 1 rok zalicza jakies 30-33%

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:09:15:

    @Pi,
    Kwestia do czego chcesz używać pakiet R lub Pythona. Ciężko to z resztą nazwać wg. mnie językiem. Równie dobrze można się spytać kto potrafi posłużyć się MATLABem, MATHCADem, AutoCADem, Origin, STATISTICA, SciLab, itp. Ale według mnie to błędne pytanie, prawidłowe powinno brzmieć, czy jeżeli będzie potrzebne Tobie takie narzędzie, to będziesz nim się umiał posłużyć, tzn. sam się nauczyć? Generalnie większość programów graficznych opartych o wektorówki ma bardzo zbliżoną do siebie filozofię, podobnie jak środowiska do obliczeń inżynierskich, czy statystycznych. Kwestia jest taka, na ile mi jest to coś w pracy potrzebne i jak głęboko? Dzisiaj wiele tych narzędzi jest mocno rozbudowane o różne toolboxy, nakładki. Te komercyjne mają świetnie rozbudowane wsparcie w postaci helpów, stron z dyskusjami, itp. Narzędzia się zmieniają, dziś jako pomocnicze narzędzie chętnie jest wykorzystywany Python, jutro może być już coś innego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:11:42:

    @Kragon,
    To macie duże możliwości odsiewu. Niestety nie na każdych kierunkach tak jest, stąd ostrożnie się podchodzi, aby nie podcinać gałęzi, na której się siedzi.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:30:09:

    No ale te 4 tysie u prawników to jest nadal więcej niż prawnicy dostają na jednego spośród tysiąca studentów stacjonarnych.

    To miło że podajesz aż tyle cyfr znaczących, ale wciąż nie widzę wykazania w Twoich analizach pochodzenia tego bodźca.

    Ciężko nawet mówić o bodźcu przyjmowania mniejszej ilości studentów do systemu, podczas gdy ona sama z siebie szybko spada z przyczyn demograficznych. Algorytm jest dostosowaniem do tej sytuacji. Gdyby miały zachodzić te (porządane) zjawiska, musiałby ją jeszcze przeganiać i wyprzedzać.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 20:58:01:

    @zitterbewegung
    Tak, to prawda. Ale moim celem było nie tyle pokazanie, że studenci stacjonarni dla SSR>13 są nieopłacalni (bo to już traktuje się jako oczywistą oczywistość), ale pokazanie, że - wbrew pozorom - żywa gotówka ze studiów płatnych także może być per saldo nieopłacalna i dotyczy to zaskakująco wysokich kwot czesnego.

    Nota bene: wspomniana wyżej "oczywista oczywistość" też na swoje niuanse. Bo dotyczy tylko studentów o niskiej kosztochłonności (w tym przede wszystkim Prawników czy Pedagogów), a nie dotyczy - przynajmniej na większości uczelni, oprócz politechnik - Biologów, Chemików czy Fizyków.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 21:02:43:

    @js.c
    > Zaoczni naprawdę są o wiele mniej opłacalni niż poprzednio. Postawiłbym tezę, że większość z nich jest deficytowa (a na politechnikach: może nawet wszyscy).

    Zaoczni już od dawna są tylko tytułem płatniczym dla kadry, a nie realnym dochodem dla instytucji.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 21:07:40:

    @staryzgred
    Na to wygląda :)

    Od jesieni 2016 jest tak na 100%.
    Wcześniej też mogło tak być na niektórych kierunkach. Przy niskim czesnym i kombinacjach typu "wyrabianie pensum na zaocznych". A może były jeszcze inne "ciekawe" pomysły.


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 21:23:44:

    @zitt
    Po tym, co zauważył Zgred chyba już jest jasne, że to nie o bodźce tu chodzi. Grupy trzymające władzę mają niewielki tylko interes w dbaniu o dobro instytucji. Co najwyżej oczywiste "bodźce", widoczne gołym okiem lub ogłoszone ex cathedra przez Ministerstwo (np. poprzednio liczba studentów, teraz SSR=13, i niezmienne zafiksowanie na punktozie) mogą liczyć na jakiś odzew.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 21:42:34:

    @kal
    Co do programów - to trafiłeś w sedno
    @Kragon
    Bez obrazy ale to już jest pastwienie się. Wy przyjmujecie wszystkich (robiąc im nadzieje) a potem wyrzucanie połowę? Bo poza informatyką, medycyną, prawem oraz bardzo unikalnymi lingwistykami nie wyobrażam sobie czegoś takiego że tylko 30% dobrze z rekrutowanych z dobrym progiem punktowym z matury i właściwie dobranymi przedmiotami branymi pod uwagę nie jest wstanie przejść pierwszego roku.
    Albo może i wyobrażam. Jak studiowałam Matematykę to własnie tak to się odbywało. Brali bardzo dużo studentów a potem z 6 grup po pierwszym semestrze zostawały 3 albo 4 a potem 3 albo dwie. I z tego miejsca powiem ci że nie było to mądre. To już było stanowcze pastwienie się i oblewanie ludzi na siłę.
    Przy mnie pewien nie-Świętej pamięci prof (mała litera zamierzona) oblał bardzo zdolną koleżkę (sadząc bo jej wynikach z innych przedmiotów oraz dalszej karierze) słowami "tak odpowiedział pani bardzo dobrze, lepiej niż wszyscy dziś ale moim zdaniem Pani się nie nadaj i niech Pani nie przychodzi na drugi termin". Efekt był taki że te studia kończyło 30% zdolnych wybitnych, 20% upartych (w tym ja) raz 50% ludzi którzy byli w stanie ściągnąć zadani i bez jakiekolwiek zrozumienia tematu wykuć na blachę definicje/twierdzenia/dowody i płynnie je wyrecytować.

    Powiem jeszcze skąd u nas był 2 krotne taki armagedon i 40% odpadło. Mieliśmy mały nabór i Rektor zasugerował wybranie innego przedmiotu maturalnego. Mimo protestów prowadziliśmy taki eksperyment przez 2 lata. Z tych z rekrutowanych z innego przedmiotu niż nasz preferowany do 4 roku zostało mniej więcej 15 do 20 %. Potem darowaliśmy sobie takie eksperymenty. I stan wrócił do pierwotnego.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 22:06:39:

    kahlkopf,
    Mnie chodzi nie o naukę konkretnego narzędzia, tylko o uświadomienie studentom tego, co tym narzędziem można osiągnąć. I że te cele, na poziomie podstawowym, można osiągnąć stosunkowo niewielkim kosztem. I że umiejętność osiągnięcia tych celów od razu zwiększa "wartość" studenta jako przyszłego pracownika, naukowca, każdego, kto będzie pracował głową.

    I o to, że kadra z reguły nie zna tych narzędzi, więc nie jest w stanie przekazać kompetencji, które są istotne. Że świat poza Akademią rozwija się szybciej, niż Akademia, że to nie my inicjujemy, lecz się dostosowujemy, zwykle z opóźnieniem jednego pokolenia, czyli tradycyjnych 20 lat.

    Jeszcze inaczej: student każdego kierunku ścisłego powinien zapoznać się z oprogramowaniem typu Mathematica/Maple/... oraz z pakietem statystycznym typu R/SciPy/... i z pakietem numerycznym matlab/Octave/... tylko po to, by miał świadomość, do czego one służą, jakie problemy można nimi rozwiązać, jakie sa ograniczenia każdego z nic, jak się zabrać za rozwiązanie przy ich pomocy jakiegoś poważniejszego problemu, np. w przyszłej pracy. Inżynierom i przyrodnikom oszczędziłbym Mathematica. Za to pakiety statystyczne powinny być w obowiązkowym curriculum wszystkich.

    Ze smutkiem stwierdzam, że nasze akademickie kompetencje dydaktyczne, mimo iż z zewnątrz mogą sprawiać wrażenie wystarczających, takimi nie są.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 22:10:02:

    sarjane
    Waszym głównym przedmiotem maturalnym powinna być matematyka na poziomie rozszerzonym. Czyżby rektor zasugerował matematykę podstawową? Bo nic innego mi do głowy nie przychodzi, żadna fizyka czy nie daj Boże informatyka. Tylko matematyka rozszerzona.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 22:18:06:

    @trzy
    Ja nie pracuję na Matematyce - skończyłam ją jako drugi kierunek. Tam gdzie pracuje matematyki jest bardzo dużo a Rektora nam zaproponował .... coś co z nazwy jest do nas podobne - skończyło się to ciężką katastrofą. Zamieszanie z tego do dziś jest tragiczne bo z stosunku 1/16 zeszliśmy do 1/12 w niecałe 3 lata. Pensum nadal nam się nie zamyka po tym genialnym pomyśle. Z resztą to nie było mądre. Jak można uważać że ludzie z podstawą matematyką będą wstanie przetrwać semestr gdzie jest Algebra, Analiza i Fizyka.
    Przepraszam za literówki od południa walczę z tą klawiaturą i jak a razie udało mi się zlokalizować potencjalne miejsce problemu.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 22:25:37:

    @trzy
    Jeszcze inaczej: student każdego kierunku ścisłego powinien zapoznać się z oprogramowaniem typu Mathematica/Maple/... oraz z pakietem statystycznym typu R/SciPy/... i z pakietem numerycznym matlab/Octave/... tylko po to, by miał świadomość, do czego one służą, jakie problemy można nimi rozwiązać, jakie sa ograniczenia każdego z nic, jak się zabrać za rozwiązanie przy ich pomocy jakiegoś poważniejszego problemu, np. w przyszłej pracy. Inżynierom i przyrodnikom oszczędziłbym Mathematica. Za to pakiety statystyczne powinny być w obowiązkowym curriculum wszystkich.

    To jest argument trafiony tylko znowu. KONIECZNIE ktoś musi pilnować co i jak jest uczone. Pakiet Mathematica u nas dość często uczą pracownicy jednego wydziału wszędzie. I im to jest doskonale wszystko jedno czy wykładając na 2gim roku matematyki na 4 metali "drewnianych" czy na 3 socjologii. Już nawet nie piję do tego jakie są przykłady (dlaczego ja miałam akurat zajęcia ze statystki medycznej na studiach doktoranckich tez) ale do tego jaki poziom wiedzy ogólnej z z zakresu pakietu jest robione. Po prostu robienie tego do środka (bo od zmiennych sobie doczytacie) i na przykładzie powiedzmy zasady dziel i rządź na populacji pingwinów na Galapagos doprowadza do sytuacji że potencjalny student budowy maszyn górniczych frustrując się na tym że nie ogrania od czego zacząć pisanie czyta o tym co to jest to Galapagos i dlaczego pingwiny tam rządzą.
    Zmierzam do tego że nawet najlepszy dydaktyk jeśli źle dobierze materiał przykładowy osiągnie żadne wyniki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:01:37:

    U nas są osobne zajęcia z "Mathematica", prowadzone przez wybitnego (bez ironii) naukowca, który chciałby w 30 godzin przekazać studentom całą swoją wiedzę i wieloletnie doświadczenie. Jest to więc jednocześnie jeden z przedmiotów z największą determinacją omijanych przez studentów.

    Natomiast jeżeli "najlepszy dydaktyk źle dobierze materiał przykładowy", to nie jest najlepszym dydaktykiem. Jak to było? Oksymoron?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:15:29:

    @sarjane
    Wracając do nieco wcześniejszego wątku, tzn. robiłaś cross-validation?
    Trochę nie dziwię się obiekcjom współautorów, bo poza hardcorowymi czasopismami statystycznymi czy ML, to (jeszcze?) nie weszło. Już wyobrażam sobie miny recenzentów w czaspismach, gdzie ja celuję... osobiście na razie się nie odważyłem wysłać artykułu z cross-validation.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:29:56:

    @trzy.14

    z tym uczeniem narzędzi nie jest aż tak źle. Ale sama znajomość narzędzi pozwala robić jedynie... sztuczki. A żeby wytłumaczyć studentowi co tam się po drodze działo trzeba by zrobić osobny przedmiot. Moim zdaniem z takimi sztuczkami należy uważać, żeby nie uczyć ludzi aplikacji czarnych skrzynek.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:30:40:

    @Pi,
    "Jeszcze inaczej: student każdego kierunku ścisłego powinien zapoznać się z oprogramowaniem typu Mathematica/Maple/... oraz z pakietem statystycznym typu R/SciPy/... i z pakietem numerycznym matlab/Octave/... tylko po to, by miał świadomość, do czego one służą, jakie problemy można nimi rozwiązać, jakie sa ograniczenia każdego z nic, jak się zabrać za rozwiązanie przy ich pomocy jakiegoś poważniejszego problemu, np. w przyszłej pracy. Inżynierom i przyrodnikom oszczędziłbym Mathematica. Za to pakiety statystyczne powinny być w obowiązkowym curriculum wszystkich. "
    Czy Ty chcesz, aby był robiony przewodnik po dostępnych pakietach inżynierskich?
    Według mnie trzeba to pokazać studentom, to co potencjalnie wykorzystuje się zawodowo w danym kierunku lub niedalekiej odległości od niego.
    Mimo wszystko są spore różnice w stosowaniu środowisk obliczeniowych przez fizyków ciała stałego, fizyków jądrowych, a inne przez chemików, inżynierów chemików, inżynierów budownictwa, geodetów, geologów, elektrotechników, automatyków, itp. W końcu nie każdy musi umieć posłużyć się LabView, tak samo jak MCNP, czy Surfer pisząc o bardziej specjalistycznym oprogramowaniu.
    A czasem to najlepiej zacząć w ogóle od Excela i excelo podobnych, bo z doświadczenia wiem, że potrafi być tu wiedza i umiejętności wręcz dramatyczne. Tak młode pokolenia są obeznane z komputerami, ale w większości poprzez gierki, fejsiki, instagramy, itp. bzdety.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:31:29:

    @nobooks
    Ja z uwagi na brak funduszy celuje artykuły "metodyczne" (nie lubię tej nazwy - ale nie ma lepszej). Czyli testowanie programowania, metod i algorytmów. To samo w sobie nie jest trudne bo różnice w wynikach po prostu widać. Problemem jest wytłumaczenie dlaczego i do tego potrzebne mi jest cały szereg analiz porównawczych rożnych próbek itd. Ogólnie mieszkanie w kotle z danymi aż ustali się co, dlaczego i w efekcie do czego się nadaje a do czego nie. Dla "środowiskowców" to jest ból istnienia, dla mnie cała masa mało przyjemnej dłubaniny.
    Za to wyjątkowo fajne jest to że potem można już prawie w ciemno robić kolejne testy na innych obiektach jak się już to całe rzeźbienie przebrnie. I spójnie pisać że coś jest z taką a taką dokładnością.
    Moim standardowym problemem, od zawsze jest brak nazwijmy to grupy testowej lub poziomu odniesienie (lub poziom odniesienia na małej próbie). Moim współautorzy w ogóle nie ogarniają "po co to jak z tego co mamy wychodzi", a w recenzjach tłumaczę się z tego permanentnie. (nie kupie sprzętu za milion)
    Ja nie pisze do statystyków do tego jestem za cienka w uszach. Ale u mnie jest cała potężna gałąź analiz dokładność która dużą grupę świetnych specjalistów. Dlatego recenzyjnej zazwyczaj są bardzo szczegółowe a z doświadczenia wiem że im szybciej odpisze nawet na wstępnie negatywną recenzję (podając wyniki dodatkowych analiz które wcześniej zrobiłam ale nie zamieściłam) tym większą szansę mam na wydruk.

    Z resztą, daleko mi do ludzi którzy analizują pomiary milimetrowe i w takie wpasowani modeli ciągłych ja siedzę w cm i raczej z nich nie wyjdę.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:32:45:

    @nobooks

    www.pnas.org/content/113/28/7900

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:38:52:

    @5368696c6c
    Problem to w ogóle jest czarnoskrzynkowe podejście większości studentów, ale nie tylko. Oni chcą tylko naciskać guziczki i to najlepiej kolorowe. Mało kto się zastanawia nad procesem pomiaru i możliwymi konsekwencjami popełnionych ew. błędów, czy też przybliżeń. Wszyscy tylko chcą pracować na najlepszej aparaturze, oprogramowaniu, a z kulturą techniczną często tak ciężko, że aparatura na widok delikwentów sama odmawia współpracy ;o)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:39:29:

    @kah
    Młode pokolenie nie ogarnia jaki ma system operacyjny i nie odróżnia laptopa od tableta upozorowanego na laptop....
    A jakiś rodzaj pakietów statystycznych i programowania choćby skryptowego by się i rolnikom i leśnikom przydał. Nie w zakresie super zaawansowanym. Raczej po to żeby kiedyś jak będzie trzeba już w "zawodzie" wiedzieli od czego zacząć. Napisanie skryptu w matlabie powiedzmy licząc statykę drzew z danego gatunku o danej średnicy z pomierzonego obszaru by ich nie zabił a na pewno wniósł trochę z zrozumienie że "programowanie" aż takie straszne nie jest.
    Za to 100% się zgadzam - zajęcia z exela powinny być obowiązkowe dla wszystkich. Bo tutaj jest dramat. Teoretycznie to powinno być zrobione w liceum. Ale to teoretycznie to jest jak w starym dowcipie o politechnice.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:45:05:

    @Sarjane
    Do takich rzeczy, to już wystarczy spokojnie ten Excel, ewentualnie, jak ktoś chce już pobawić się bardziej czymś zaawansowanym to STATISTICA, ew. darmowy pakiet R. I tu się z Pi mogę zgodzić, że dziś nauka statystyki powinna być również związana z poznaniem podstawowych pakietów statystycznych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/21 23:46:58:

    W końcu nawet za pomocą Excela można zrobić dużo podstawowych symulacji, również z wykorzystaniem metody MC.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 00:28:44:

    czarna skrzynka to niestety już standard. Przecież nikt z was młodszych ode mnie co najmniej o 10 lat nie uczył się jakiegokolwiek języka programowania od lektury książki. A ja tak (FORTRAN 77) i Zgred pewnie też. Nikt nie czyta instrukcji smartfona, a jakoś większość jego użytkowników daje sobie radę. Itp., itd.

    Pytanie gdzie te czarne skrzynki i jak gęsto.

    No i owszem, ja sobie wyobraziłem, jaki to byłby fajny kierunek z metodami numerycznymi 1, 2, 3, 4 i 5, tak po jednym semestrze w roku przez 5 lat. A zaraz potem sobie uświadomiłem, że każdemu takiemu semestrowi powinny towarzyszyć minimum 2 semestry "tradycyjnej" matematyki. No i jeżeli na końcu miałby z tego wyjść mechanik, to jeszcze trzeba by gdzieś zmieścić przedmioty "mechaniczne". A żeby to miało ręce i nogi, trzeba by tam zgromadzić najzdolniejszą młodzież w kraju. A do tego dobrać najbardziej kumatą i chętną kadrę w kraju. No i wyszło takie nierealne gdybanie. Bo po co fabrycznemu mechanikowi 5 semestrów metod numerycznych i 600 godzin matematyki?

    Ale międzynarodowemu profesorowi mechaniki chyba by to nie zaszkodziło...

  • ga_kin napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 02:59:53:

    Porównanie Nauki Polskiej do statku (staryzgred2012) jest nader trafne. Z małymi poprawkami: Statek jest z dykty i stoi jako atrapa, na placu zabaw, przy piaskownicy. Dzieci wierzą nieodmiennie, że kiedyś będzie pływał w pobliskim stawku, ćwiczą wiec gale mundurowe i flagowe, ustalają wachty na mostku, stopnie i szarże. W ostatnim czasie z wypiekami na twarzy mierzą długość spodenek i spódniczek, co zajmuje i podnieca zarówno mierzących jak i mierzonych, widać to na blogach. Statek z dykty nigdy nie będzie pływał, wiedzą o tym kolejni kapitanowie i dla swojej wygody i podtrzymania złudzeń dzieciaków, odsuwają wodowanie na bliżej nieokreślona przyszłość.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 06:52:03:

    TO że coś się da zrobić również w exelu nie znaczy że nie trzeba pokazywać tego w Statistice czy R. Chodzi mi bardziej pokazanie na przystępnym przykładzie. Żeby student poznawał program a nie zastanawiał się nad samą ideą problemu i próbował zrozumieć pojęcia w problemie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 10:26:12:

    Nie ma sensu uczyć instrukcji obsługi kalkulatora; wystarczy pokazać, że umożliwia on szybkie i pewne wykonanie rachunków, których wykonanie ręczne zabrałoby lata oraz że wszystkie kalkulatory działają podobnie.

    Wyobraźmy sobie zadanie projektowe: zbadaj, czy przemówienia Dudy pisze więcej niż jedna osoba. Żadne z narzędzi intelektualnych, w które wyposażyła mnie na studiach moja uczelnia kilkadziesiąt lat temu, nie nadaje się do choćby zbliżenia się do rozwiązania tego rodzaju problemu. Zauważmy, że co prawda autor linkowanego artykułu też go nie rozwiązał, ale posłużył się prostymi narzędziami, które są dostępne każdemu na wyciągnięcie ręki i przynajmniej coś w miarę sensownego o języku Dudy był w stanie powiedzieć.

    Chodzi mi o to, że pojawiła się masa narzędzi, których opanowanie jest niewiele trudniejsze od kalkulatora, a które pozwalają szybko rozwiązywać praktyczne problemy, których rozwiązywanie dotąd nawet nam się nie śniło. I teraz pytanie, kto i z jaką wprawą powinien takich narzędzi używać i gdzie uczyć się ich obsługi.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 10:55:30:

    @trzy.14
    > A ja tak (FORTRAN 77) i Zgred pewnie też.

    Ehm, FORTRAN 77 to już był później. Najpierw to byl FORTRAN IV i Algol 60 na dogorywającej Odrze 1304 z Georgem 3, z kilkoma terminalami i "ostrym" programowaniem za pomocą żyletki, bo dziurkarki z demobilu były mocno zużyte.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 11:08:10:

    Hm.
    W analizie przemówień Dudy z jednej strony mamy imponująco sprawne pisanie skryptów, z drugiej jednak autor nie zadał sobie trudu, aby zastosować właściwe do zapytania narzędzia, tylko poszukuje niejako w ciemno. Sęk w tym, że zastosowane miary niekoniecznie są szczególnie wrażliwe na autorstwo przemówień. Authorship attribution to spora działka badawcza, a w badaniach autorstwa Polska akurat ma się czym pochwalić, Maciej Eder i Jan Rybicki są w absolutnym światowym cutting edge i do Krakowa przyjeżdża wiele osób z całego świata się od nich uczyć warsztatu. I tak, akurat pracują w R, zob. sites.google.com/site/computationalstylistics/stylo

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 12:07:45:

    Przede wszystkim po ukończeniu kursu ze statystyki czy metod numerycznych powinno się wiedzieć, jakie są konieczne założenia, żeby dana metoda mogła być użyta i umieć sprawdzić, czy dostępne dane spełniają te założenia. To czy samemu napisze się do tego skrypt w Matlabie, R, Fortranie, VB czy użyje gotowego pakietu jest sprawą drugorzędną.
    Zapewne programowania z książek uczyli się wszyscy, którzy nie mieli dostępu do internetu w domu (ja również), więc to kwestia powiedzmy ostatnich 20 lat.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 12:46:59:

    Wszystko to fajnie dopóki bawimy się w sztuczki. Jeśli jednak za tą naszą analizą mogą pójść jakieś decyzje to może się okazać, że wypadałoby uzasadnić, że przyjęliśmy dobry model, jakiś przedział ufności policzyć... im dalej w las tym więcej drzew.

    Dlatego ja preferuje program, w którym student na kolejnych przedmiotach widzi ścieżkę od algebry liniowej, rachunku prawdopodobieństwa, podstaw statystyki, itd. do obecnie omawianego zagadnienia. Jak to się gdzieś po drodze urywa to warto się zastanowić, czy nie nadużywamy czarnej skrzynki.

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 13:46:40:

    @5368696c6c
    Powiedz to diamentowemu strażnikowi texasu od ściemniania i skoku na wielką kasę przed emeryturą.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 13:47:32:

    Zgadzam się z @cutboldem, przy czym niektóre pakiety/funkcje obejmują sprawdzenie (niektórych) założeń. Ja myślę, że potrzebna jest świadomość nie tylko założeń, ale też "co to robi i dlaczego" (czyli nie black box). Łatwiej nieco postępować z taką świadomością uzyskać w środowiskach skryptowych niż w pakietach point-and-click (Statistica), gdzie można wszystko wyklikać jak małpa. Trudniej bez zrozumienia pisać w skrypcie, choć czasem da się też przekleić gotowy skrypt.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 14:25:47:

    @Nobooks,
    To tak nie do końca. Skrypty zazwyczaj służą w większości do wywoływania dostępnych funkcji. Chyba, że ktoś chce, aby sięgać do matematycznej podstawy metody, ewentualnie testuje nowy algorytm, to może pisać właściwie swój programik. Wbrew pozorom STATISTICA oferuje możliwości ustawień wielu parametrów. I tu ważne jest zrozumienie, czym są te parametry, jaki mają wpływ na obliczenia. Podobnie, jak w R, gdzie większość to użytkownicy, a nie twórcy, któregoś z pakietów. Stąd obojętne, czy muszę parametr ustawiać w linii tekstowej, czy w okienku. Muszę najpierw zrozumieć czym on jest i jak działa. Kwestia, czy okienko, czy linia tekstowa, to dla kogo, co komu lepiej leży.
    Co zaś do nauki narzędzia, to nie da się porównać 20 lat wstecz, a dziś, gdzie nawet dostępne są interaktywne tutoriale. Kwestia jest tylko otwartości człowieka na poznawanie nowych rzeczy i chęć nauki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 16:29:27:

    @kahlkopf
    Tak, oczywiście - nie do końca tak, ale jednak trochę (albo i więcej) tak, bo znacznie łatwiej jest klikać prawie na ślepo, niż uruchamiać z palca funkcje, które jednak na ogół wymagają wpisania jakichś parametrów; wtedy otwiera się pomoc i człowiek chcąc niechcąc się uczy. Może u Ciebie tak nie jest, ale, z moich własnych doświadczeń, w HS, ale także w medycynie i niektórych T, klikanie na ślepo jest na porządku dziennym, a potem wklejanie wszystkiego, co pakiet wypluje, jako "wyniki".

    No właśnie, interaktywne tutoriale są super. Przy tej okazji zapytam, czy komuś może udało się uruchomić DataCamp for the Classroom? Ma być niby gratis na semestr dla grupy większej niż bodaj 8 studentów. Ja wypełniłem zgłoszenie i cisza (choć początek wpisałem 4.10).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/22 16:48:25:

    Jak ogólnie się zgadzam to w szczególe mam pewną uwagę. Kluczowa jest interpretacja wyników również. Jeśli po budowie modelu wyjdzie że wycena działki z modelu ma wartość "-" to trzeba aby osoby liczące wiedziały że coś jest nie tak. Tutaj piszę o rzeczach oczywistych ale są rzeczy dużo subtelniejsze mniej widoczne na które osoba wykonując obliczenia powinna umieć na etapie wyniku zwrócić uwagę. Szczególnie jest to istotne choćby ze względu na prawa autorskie, brak dostęp do skryptu, kodu a w instrukcjach brak dokładnego opisu algorytmu. Co doprowadza to sytuacji kiedy klika się w czarną skrzynkę wychodzi wynik i trzeba na tym właśnie etapie wykazać się zmyśleniem.
    A takiego myślenia uczą nie lubiane zajęcia ze skryptowania.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide