Robię habilitację

Wpis

poniedziałek, 01 października 2018

Dna nie ma

Oto niedawne postępowanie profesorskie, na które zwrócono uwagę na Twitterze. Przynajmniej dwe recenzje w tym postępowaniu przejdą do historii nauki polskiej; przez dziesięciolecia będziemy mówić o tym postępowaniu jako o tym, które wyznaczyło nowe otchłanie nauki polskiej.

 

Otóż prof. Wróbel z Uniwersytetu Warszawkiego pisze:

 

Pracę ściśle naukową Andrzeja Zybertowicza oceniam krytycznie, jego działalność organizacyjna i dydaktyczną więcej niż pozytywnie. Osobiście uważam, że raz wyzwolona wola stania się profesorem jest nie do zatzymania. Jeśli Andrzej Zybertowicz uznał, że są powody, aby przyznać mu profesrurę, to zapewne tak jest.

 

Z kolei prof. Król z tej samej uczelni pisze:

 

Opinia moja jest wyjątkowo krótka, ponieważ przedstawione do oceny prace naukowe są nieliczne, a ich konkluzje na tyle nie dopracowane, że trudno o polemikę. Jednak prace te są.

 

A zatem pierwszy recenzent pisze to tym, że nie dorobek, lecz chęć szczera zrobi z ciebie belwedera, drugi recenzent pisze recenzje egzystencjalną - dorobek jest. Oczywiście dopuszczam możliwość, że recenzenci postanowili być w swych konkluzjach ironiczni, chcieli puścić oko do czytelnika. Tak mogło być, jeśli jednak tak było, to ja bym proponował, żeby swoją ironią recenzenci puknęli się w łeb. Recenzje awansowe nie są od tego, żeby w nich dodatkowe przesłania przesyłać.

 

Za każdym razem, gdy czytam tego typu recenzje, zastanawiam się nad tym, czy osiągnięto już dno. I gdy czytałem te dwie recenzje, doznałem olśnienia. Otóż pytanie, które zadawałem, było z gruntu bez sensu. Bowiem te recenzje pokazują, że żadnego dna nie ma. Są tylko poziomy bezednia, otchłani, w której znajduje się, jak się okazuje, również polska socjologia.

 

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
poniedziałek, 01 października 2018 11:44

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 12:13:31:

    Od dawna jestem za uregulowaniem minimów na habilitację czy profesurę. Szczególnie to powinno dotyczyć humanistów. Gdyby był wymóg określonej liczby publikacji z impct factorem to nie powtarzałby się takie skandaliczne sytuacje. A tak swoi będą dostawać tytuły dalej a polska nauka będzie taplać się w błocie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 12:15:05:

    A może by tak naukowcom zaproponować takie rozwiązanie?
    "Podwyżki dla lekarzy za rezygnację z dodatkowej pracy. "
    www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/podwyzki-dla-lekarzy-za-rezygnacje-z,1,0,2417409.html
    Lekarze są traktowani jak święte krowy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 13:20:47:

    piotcandida
    Żadne święte krowy. Jak lekarz wyjedzie, to każdy z nas to odczuje. Jak wyjedzie naukowiec, zawsze kogoś na jego miejsce się zatrudni i nikt różnicy nie zauważy; co więcej, po wyjeździe najlepszych w nauce zapanuje mizeria i ministerstwo będzie miało pretekst do niekończących się reform, więc w interesie ministerstwa leży, by nie zatrudniać najlepszych :-)

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 14:53:08:

    @trzy.14
    Najlepsi w sianiu propagandy na forach, ściemnianiu i skokach na kasę są zatrudnieni od niepamiętnych czasów, innych niema, dawno zostali wytępieni - marudzili o nauce studentach, przeszkadzali.
    Jak wyjedzie "naukowiec" nikt różnicy nie zauważy, co prawda to prawda. Stawiam tezę że gdyby wszyscy "najlepsi" wyjechali polska nauka odbiła by się od dna.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 16:08:25:

    Jezeli Pan Profesor tak wuaza, to znaczy, ze tak jest. Mamy wiec odrebna kaste profesorow, ktorych opinia stanowi fakty dokonane.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 16:09:08:

    edit:

    Jezeli Pan Profesor tak uwaza, to znaczy, ze tak jest. Mamy wiec odrebna kaste profesorow, ktorych opinia stanowi fakty dokonane.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 17:12:02:

    minimów na habilitację

    A co z minimami na recenzję? Też by sie takie sytuacje nie powtarzały!

    Oto prof. dr hab. Marcin Król, historyk idei, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za pracę jako intelektualne zaplecze III RP, pisze tak:

    "w niniejszej recenzji (opinii)"

    Otóż nie, profesorze idei i odrodzenia Polski, recenzja to nie opinia.

    Dalej profesor uważa że dorobek jest niewystarczający żeby wchodzić z nim w polemikę. Przepraszam, ale profesor chciał w recenzji polemizować? Recenzja to list do redakcji (Centralnej Komisji)?

    Oczywiście ta uwaga wstępna profesorowi polemiki jednak nie uniemożliwiła... W felietonie opiniotwórczym, przepraszam, recenzji jest coś o rozwiązaniach siłowych i dyskusji o demokracji. Nie zrozumiałem kontekstu, być może kontekstem jest polemika którą profesor miał na myśli?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 17:29:54:

    W przypadku opinii biegłego sądowego musi ona zawierać pewne elementy, nie wolno też biegłemu wchodzić w rolę sądu. Analogicznie recenzja to nie jest miejsce na polemikę, ani na opinię, powinien zostać przedstawiony kontekst dorobku i jak w nim wypada jego ocena. Nie jest to też miejsce na poprawki redakcyjne i interpunkcyjne (jak prof. SKomorowski w autoplagiacie swojej recensji w postępowaniach braci z AGH).

    Recenzje niebędące recenzjami powinny być karalne jak fałszywe opinie biegłych sądowych.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 17:41:57:

    @zitterbewegung
    "A co z minimami na recenzję? Też by sie takie sytuacje nie powtarzały! "

    Pisze Pan jakby nie znał polskiej nauki i był młodym, zapalonym naukowcem po studiach. W Polsce recenzji prawie nikt nie pisze na poważnie, a szczególnie, gdy może się narazić. Tego się nie da zmienić, szczególnie przy recenzjach na tytuły i stopnie, gdy recenzent sam nie ma porządnego dorobku.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 17:47:37:

    recenzji prawie nikt nie pisze na poważnie

    Poziom opinii biegłych sądowych też jest bardzo niski. Jednak muszą to być ekspertyzy a nie felieton o odczuciach autora. I są rzadkie bo rzadkie przypadki kiedy biegły idzie do kicia. To nie chroni przed nieuczciwymi biegłymi działającymi w zmowie, ale przed wygłupianiem się takich zwykłych biegłych.

    Nie uważam też że nikt nie pisze recenzji na poważnie. Widziałęm wiele poważnych recenzji. Być może większość nie była pozbawiona niedostatków, ale były to normalne recenzje, a nie np. referaty z dokumentacji opatrzone wnioskiem i inne dziadostwa.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:37:28:

    Było pukanie od spodu? To teraz recenzje dr. hab. Krzysztofa Szczerskiego, szefa gabinetu Prezydenta:

    www.ck.gov.pl/promotion/id/17222/type/k.html

    Recenzenci piszą, że publikacje to 11 artykułów po uzyskaniu stopnia dr. hab., z czego 7 nie spełnia wymogów bycia artykułem (za krótkie) (we współautorstwie). Są one publicystyczne i nienaukowe, ale ostatecznie wnioskują o profesurę bo "upór, dynamizm i promocja młodych kadr"

    pbs.twimg.com/media/DoblHFkXoAgKXdv.jpg:small
    pbs.twimg.com/media/Dobj6NqW0AIz2W2.jpg:small



  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:42:13:

    Też dobre:

    pbs.twimg.com/media/DobkfX2XUAAEWyn.jpg

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:42:35:

    Człowiek z makulatury,
    Właśnie chciałem o tym samym. Więc tylko dodam "kwiatek" z twittera:

    pbs.twimg.com/media/DobhAE-W0AEUgu9.jpg:large

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:47:54:

    Zaangażowanie poza-akademickie nie jest wytłumaczeniem braku dowodów empirycznych w postaci artykułów na posiadanie wiedzy i zdolność jej kolportowania w zakresie dalszym niż prowadzane przez siebie grupy.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:49:23:

    pbs.twimg.com/media/DobkfX2XUAAEWyn.jpg
    To jest jakiś bełkot

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:55:34:

    Czy Szczerski spełnia watrunek

    posiada doświadczenie w kierowaniu zespołami badawczymi, realizującymi projekty finansowane w drodze konkursów krajowych lub zagranicznych ?

    Przejrzałem jedną z recenzji i tam nic o tym nie ma. Jest o tym, że był członkiem konsorcjów, ale to nie to samo.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 21:57:34:

    Wygląda na to, że więcej energii wkładam w poprawność językową swoich postów na anonimowym blogu, niż utytułowani recenzenci w oficjalnych dokumentach w postępowaniu profesorskim.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:15:39:

    Podchwytliwe pytanie: którą wersję ustawy o "stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki" należałoby stosować w przypadku tego postępowania? Jeden z recenzentów przyjął zapis z roku 2018, ale 1 lutego weszła w życie nowelizacja i nie udało mi się w rozsądnym czasie dotrzeć do wersji z roku 2017, kiedy - jak się domyślam - składano wniosek.

    Myślę, że do każdego wniosku awansowego w RP powinno się dołączać komplet stosownych ustaw i rozporządzeń w brzmieniu z dnia składania wniosku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:21:08:

    czlowiek.z.makulatury,

    Jednak nie zdefiniowałeś SŁOWNIKA pojęć, jakich używasz na blogu. A jeden z recenzentów zdefiniował takie pojęcia jak "kandydat" czy "osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym". Tzn. uruchomił młyn wodny i całą stronę lał i lał, i lał tę wodę.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:34:11:

    zdefiniował takie pojęcia jak "kandydat"

    Ach to stąd Kandydat wielką literą, jako nazwa własna. Ale jak wytłumaczyć wymienianie Bytu wypełniającego tę formę (Kandydacji) również z dużej litery? Należnym Mu szacunkiem, czy prześmiewaniem Jego?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:34:28:

    Ale jajcarz! Teraz rozumiem rozterki recenzentów, którzy usilnie szukali uzasadnienia, że książka profesorska jednak nie jest niezbędnym wyróżnikiem wniosku profesorskiego.

    Profesorant dołączył książkę "pd redakcją" z 2012 r., stron 342. Jest w niej współautorem "swoistego wprowadzenia (ss. 7-17)", "krótkiego tekstu współautorskiego (ss 19-26)" oraz "podsumowania (ss 291-305)".

    Nawet jeżeli recenzenci nie uznali jej za książkę profesorską, czymże ona jest, jeśli nie książką profesorską?

    Należy koniecznie zamknąć serwer CK i skończyć ze zboczonymi praktykami publikowania recenzji.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:37:55:

    Gdzie w ustawach bądź rozporządzeniach mowa o książce profesorskiej?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:40:18:

    Nigdzie.
    Jednak po co dołączył *do dokumentacji* tę książkę?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/01 22:43:19:

    czlowiek.z.makulatury,
    Te recenzje trzeba czytać w kontekście. To są nauki społeczne, politologia. Nie wierzę, by którykolwiek z recenzentów spotkał się wcześniej z wnioskiem profesorskim niepopartym książką profesorską. Być może Szczerski też się z czymś takim nie spotkał, więc dorzucił do wniosku cokolwiek, co miał pod ręką. Taką mam koncepcję.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 09:09:55:

    Ponawiam wczorajsze "pytanie do bardziej zorientowanych Koleżanek i Kolegów. U mnie na uczelni (a pewnie i na innych) nieprzeterminowani adiunkci mają zwykle umowy o pracę na czas nieokreślony, ale w takiej umowie w którymś z dalszych punktów jest wpisany obowiązek zrobienia habilitacji do kiedyś tam. Co z tym obowiązkiem dzieje się pod nowa ustawą? Czy można oczekiwać/żądać usunięcia tego zapisu?"

    Myślę, że ta kwestia interesuje nie tylko mnie :)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 11:20:24:

    Jeśli uczelnie będą - a moim zdaniem będą - dążyć do redukcji zatrudnienia to tego warunku nie będą likwidować. Ustawa raczej na pewno ich do tego nie obliguje a warunki dodatkowe w umowie można wpisać dowolne. Warunkiem może być np pozytywna ocena końcowa co rok a ustawa też tego nie reguluje.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 12:00:25:

    Horny, warunki zatrudnienia okresla ustawa i statut uczelni, a nie umowa o prace. Nie znam sytuacji, w ktorej pracodawca wpisywalby do umowy termin uzyskania stopnia. Stad zwiazki zawodowe toczyly spor prawny o interpretacje zapisow w ustawie Kudryckiej, konkretnie o to, czy zerowanie terminu po wejsciu w zycie ustawy dotyczy wszystkich, czy nie wszystkich. Sad wyraznie wskazal wtedy, ze to musi byc jednoznacznie okreslone w statucie, a jezeli nie jest, to termin sie zeruje wszystkim bez wyjatku poza zatrudnionymi na czas okreslony, ktorym konczy sie umowa.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 12:04:24:

    Sarjane, przepisy przejsciowe do ustawy okreslaja termin, w ktorym umowy o prace i statuty uczelni musza byc dostosowane do warunkow nowej ustawy. Skoro ustawa okresla warunki, w ktorych nie wolno od pracownika wymagac zrobienia habilitacji, to taki zapis w umowie prawdopodobnie bedzie mozna podwazyc jako prawnie niewiazacy. Ustawa i statut uczelni dla nauczycieli akademickich sa aktami prawa pracy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 17:27:05:

    Pozwolę sobie powtórzyć moje pytanie z poprzedniego wątku. Kilka miesięcy temu część uczelni zaczęła wypłacać akademikom pensje bez 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu. Jeden z przepisów Gowinowej ustawy, który wszedł w życie pod sam koniec sierpnia, przywrócił 50% k.u.p. Czy dostali Państwo wynagrodzenie za wrzesień i październik z uwzględnieniem 50% k.u.p.?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 19:02:52:

    U nas do końca roku wypłaty mają być po staremu

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 19:38:35:

    sarjane przecież pisałem, że podwyżki są dopiero od przyszłego roku i tylko dla wybrańców.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 19:45:22:

    Piotr - nie piszę o podwyżkach tylko o kosztach uzyskania czyli o to o co pytał @Hal.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 19:52:48:

    Ze zdumieniem patrzyłem na początku roku, jak kolejni rektorzy, i to poważnych czasem uczelni, "dawali ciała". Nasze władze akurat w tym temacie zachowały się dobrze. Przerzucając może trochę ryzyka na pracownika (jakieś oświadczenia, jakaś dokumentacja) zostawiono k.u.p. po staremu. Jedyne zmiany odbędą zatem się w papierologii, ale tak czy owak będę to kompletował tylko w mało prawdopodobnym przypadku wezwania do urzędu :). Chyba, że ktoś się bał i nic nie podpisał, wtedy pewnie dostanie wyższe k.u.p. w tym ostatnim kwartale, ale nie interesowałem się tym wątkiem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 20:10:23:

    U mnie KUP też nie był ruszany.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 21:41:46:

    U mnie powiedziano wprost - zobowiązanie podatkowe jest zobowiązaniem indywidualnym. Jak sobie będę chciał, tak mogę rozliczyć, a jakby była kontrola, to nie mieli z tym nic wspólnego. Przy okazji zaprzestano wypełniać PITy za pracownika, żeby nie było lipy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 21:47:15:

    @czlowiek.z.makulatury
    Moim zdaniem, to znacznie gorsza opcja. Urzędy mogą być wyczulone na rozwiązania niestandardowe (np. człowiek z budżetówki "sam sobie" coś wylicza), co zwiększa prawdopodobieństwo kontroli. Natomiast PIT-11 wypełniony przez budżetowego pracodawcę wygląda typowo i niewinnie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/02 22:04:51:

    @człowiek.z.makulatury
    Cofam swą pochopną wypowiedź. Zapomniałem, że US nie widzi tego PIT-11 (chyba, że mają już jakiś program to kojarzący), zatem obie opcje wyglądają podobnie (jeśli się umiejętnie te kup tam wpisze).

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:04:50:

    @chario, dziękuję za odpowiedź.

    Czyli, że trzeba poczekać i zobaczyć, czy nowy statut (bo u nas jeszcze go nie ma...) jakoś się do tego problemu (tj. "co z nieprzeterminowanym adiunktem, z którym podpisano umowę o pracę w poprzednim reżimie , tj. w warunkach rotacji - czyli co z wymogiem habilitacji do dnia tego a tego") odniesie, czy nie?

    Co do wpisu terminu habilitacji do umowy, to u mnie (duża uczelnia publiczna) było/jest to regułą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:06:43:

    Sprawa zrobiła się głośna

    wyborcza.pl/7,155287,23994355,profesorska-jazda-bez-trzymanki-recenzenci-dorobku-naukowego.html

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:09:53:

    Eureka!
    Zybertowicz skończył właśnie 64 lata. Musi zrobić "starą" profesurę, jeżeli chce się utrzymać na uczelni (nie wiem, jak tę sprawę reguluje nowa ustawa, ale on składał papiery z rok temu, pod rządami starej, nie wiedząc, co i kiedy będzie w nowej).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:11:08:

    A gdyby Andrzej Zybertowicz była kobietą z sufitem ustawionym na wysokości 60 lat?

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:20:51:

    To by miała inne imię... Żenująca sytuacja, ale to tylko szczególnie drastyczny przykład nagminnej praktyki w naukach społecznych.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 08:36:21:

    Przepraszam - poranny overlaps z drugim omawianym tu przypadkiem zabiegów belwederyzacyjnych. Dorobek Zybertowicza nie jest chyba taki zły na tle dyscypliny.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 09:01:01:

    @trzy.14
    Moim zdaniem sprawa ta nie nadaje się na afisz. "Twarde" wskaźniki (nawet staże zagraniczne i 4 prace w Scopusie) są całkiem dobre. no może rozkład scopusowych cytowań kiepski, bo kilkadziesiąt cytowań ma jedna książka (wydana po habilitacji), a reszta prawie. Ale większość społ-humowej profesury to i tego nie miewa. Zresztą liczba cytowań tej książki - imponująca w tym kontekście. No i dobre cytowania w GoogleScholar, co też jest raczej wyjątkiem niż regułą. Bardzo dobrze (nawet przez największych krytyków) oceniany jest jego wpływ na młodą kadrę, a nawet dokonania około-habilitacyjne. Gdyby standardy naszej profesury były niezwykle wyśrubowane, to można by kręcić nosem, że tu jest jakaś ekstra ścieżka, ale jest odwrotnie: na ogólnym tle cała sprawa wygląda całkiem dobrze. Moim głównym zdziwieniem było: czemu dopiero teraz występuje. Trzy.14 znalazł jedną z odpowiedzi. ja bym dorzucił drugą: zapewne zaangażowanie w działalność polityczną opóźniło mu napisanie zwyczajowej książki (i przy okazji być może obniżyły jej jakość).

    Już prędzej można krytykować co poniektórych recenzentów, którzy wyraźnie "nie zapracowali" na swoje sute wynagrodzenie, pisząc recenzje dość byle jakie, sprawiające zresztą wrażenie, iż chcieliby się poważnie przyczepić, ale jakoś nie mogą. Krytyka jest bardzo powierzchowna, taka osobista raczej ("nie podoba mi się, i już"). Toż już trzeba było napisać 3 razy dłuższą recenzję, w wyważony sposób punktującą niedociągnięcia i błędy metodologiczne, a na koniec dać negatywną konkluzję. Wtedy można by mówić o sprawie niedoszłego profesora, a tak, to mamy raczej sprawę recenzentów.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 09:10:14:

    Twarde wskaźniki to międzynarodowe publikacje po habilitacji. Tych jak na lekarstwo.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 09:35:56:

    @horny
    Jezeli faktycznie jest zapis w umowie o prace (u mnie nie ma, tez duza uczelnia publiczna), to kluczowe bedzie dostosowanie umowy do warunkow nowej ustawy, czyli faktycznie uczelnia powinna tez zapis z umowy usunac.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 09:39:15:

    A gdyby ... była kobietą z sufitem ustawionym na wysokości 60 lat?

    Donna Strickland otrzymała nagrodę Nobla z fizyki zanim została profesorem. Dziennikarz zapytał ją w wywiadzie dlaczego jest wciąż asystentem i nie chciała odpowiadać. Co prawda to w Kanadzie jest bardziej honorowy niż faktyczny stopień awansu, ale mamy też 2018 rok, UJ i Bryn Mawr wstydzą się już prawie 100 lat za świństwo jakie robili Marii Skłodowskiej-Curie i Emmie Noether. Pojedyńcza praca Strickland sprzed 20+ lat ma 4600 cytowań. Do wczoraj nie miała hasła w Wikipedii bo jakiś ch*j edytor (90% to trole) skasował wiele lat temu za brak dokonań...

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 09:58:35:

    Przecież te publikacje Zybertowicza na Scopusie to 3 rozdziały książkowe + współautorstwo książki z 2000 roku. Ok, cytowania książki robią wrażenie ale to było 20 lat temu. W dodatku patrząc na jego dorobek, zdominowany przez publikacje polskojęzyczne zastanawiam się jaki miał wkład (współautorka to profesor University of Ottawa, regularnie publikująca w dobrych czasopismach anglojęzycznych).

    Pamiętajmy też, że postępowanie odbywa się w czasie nagonki na społ-humy za małą internacjonalizację i jakość badań. Gdyby nie ten kontekst, dorobek Zybertowicza byłby ok. Ale skoro właśnie podnoszą poprzeczkę i puszczają "swojego" dołem, to jest to bardzo daleko od ok.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:00:34:

    Zitt, faktycznie!
    W polskiej wikipedii miejsce należy się dopiero profesorom, Biniendom i Łągiewkom. Z tym że w angielskiej wikipedii jej hasło także pojawiło się dopiero wczoraj!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:01:48:

    @js.c
    Co to za bzdurne powoływanie się na Google Scholar, które wyłapuje wszystko jak leci. Przecież to nie są poważne wskaźniki. Wiemy bardzo dobrze jak to jest z pracami magisterskimi licencjackimi/inżynierskimi, czy doktoratami, że dyplomanci często cytują opiekunów prac. A teraz te prace są często dostępne w sieci i wyłapywane przez GS. Stąd powoływanie się na GS jest według mnie błędem przy wskazywaniu na oddziaływanie swoich prac. Na dzień dzisiejszy to przede wszystkim SCOPUS i WoS mogą być w miarodajne, gdzie uwzględnia się cytowania w publikacjach o zasięgu międzynarodowym. Wracając do sprawy, to skoro są 4 (we współpracy) tylko prace w Scopus i to część Humanistów uważa za osiągnięcie, to bardzo kiepsko wygląda ta część humanistyki, zwłaszcza na tle nauk technicznych, ścisłych, o ziemi i medycznych. Dla przypomnienia są wydziały w Polsce, które habilitacji nie chcą przepuścić jeżeli kandydat nie ma minimalnego H=3, a profesorant H=7. Proszę mi wybaczyć, ale zaczynam mieć jeszcze gorsze zdanie o zdanie o politologach i socjologach. A tu Twoja argumentacja jest taka, że się należy pomimo, że kiepsko wygląda, bo inni nawet tego nie mają, a profesorami zostają. Jak nisko kryteria te musiały upaść, aby do czegoś takiego dochodziło. A może tych kryteriów po prostu nigdy nie było, co by już świadczyło o całkowitej degrengoladzie. Proszę wyprowadzić mnie tu z tego czarnego krytycznego spojrzenia, jeśli jest inaczej!

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:13:10:

    @chario - dzięki!

    @@ kahlkopf, fla
    Zgadzam się z js.c. Myślę, że oceny trzeba jednak dokonywać "na tle". Tło jakie jest, każdy widzi. Nawiasem mówiąc, kahlkopf, skąd pomysł, że "bycie na scopusie świadczy o międzynarodowości"?!

    @zitt
    Możesz rozwinąć o Bryn mawr i Noether? Bo w wiki możemy przeczytać: "Bryn Mawr College provided a welcoming home for Noether during the last two years of her life".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:14:01:

    Ciągnąc dalej, to u mnie w tej chwili na wydziale, jak przychodzą doktoranci to już większość potrafi się pochwalić 1-2 pracami w czasopismach z listy A. Natomiast wszyscy mają artykuły punktowane lub konferencyjne. Stąd zaczynamy pisać i mówić o dorobku profesorskim, który jest mniejszy niż doktoranta na wymienionych przeze mnie naukach!

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:18:02:

    Trzy.14 napisał:
    "W polskiej wikipedii miejsce należy się dopiero profesorom, Biniendom i Łągiewkom. Z tym że w angielskiej wikipedii jej hasło także pojawiło się dopiero wczoraj!"

    Rozbawiło mnie to "z tym że" :)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:18:06:

    @H_H
    ok. SCOPUS widzi też czasopisma w języku polskim, podobnie niektóre WoS. Niemniej te czasopisma musiały spełnić warunki, żeby znaleźć się w bazach. Oznacza to ni mniej ni więcej, że można mieć dorobek lokalny. Jednak zalecenia wewnętrzne wydziałów, stawiają już tą barierę, że nie da się tylko ciągnąć na tym lokalnym wyłącznie.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:24:17:

    To rzeczywiście powód do dumy dla Bryn Mawr, małego koledżu. Ale nie zaoferowano jej wyższego stanowiska, nawet w szkole dla dziewcząt. Oczywiście prawdziwym problemem było zachowanie całej reszty, i na tym tle Bryn Mawr wypada dobrze.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:31:34:

    Takie to niestety były czasy. Tu zresztą też kontekst ("ocena na tle") w pas się kłania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:32:48:

    H.H.
    Angielska Wikipedia jest o 3 poziomy powyżej polskiej. Stąd moje zdziwienie.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:39:18:

    Zagłębiłem się trochę w omawiamy tutaj dorobek. Jeżeli faktycznie wyróżnia się on pozytywnie na tle innych w dyscyplinie, to całą dyscyplinę należy zaorać i o niej zapomnieć. To są już naprawdę żarty z nauki, systemu edukacji i pieniędzy podatników. Pomijając kwestie organizacyjno-dydaktyczne, których nie znam ale taki dorobek naukowy jest słaby nawet jak na mierny doktorat.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 10:46:28:

    Zastanawia mnie (i nie piszę tego kahlkopf do Ciebie!) takie przywiązanie do "listy A" albo do Scopusa. Przyznam, że jak patrzę na naukowców z mojej działki, to za "umiędzynarodowionych" uważam takich, którzy mają papery w 5-6 wiodących journalach z mojej działki (oczywiście 90% z tych journali jest na liście A). To, że ktoś ma papery w różnych "Baltic Journal of Moja Działka" (lista A) i "Italian/Slovak/Scientific Journal of Moja Działka" (Scopus) nie robi na mnie - jako na potencjalnym recenzencie - na dzień dobry ŻADNEGO wrażenia. Przyznaje samokrytycznie, że ponieważ nie mam habilitacji, to mogę być jedynie recenzentem w tych wiodących journalach z mojej działki - kudy mi tam do recenzowania na krajowym podwórku...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:02:09:

    Zybertowicz ma na Scopusie 3 pozycje (2 są powtórzeniem tego samego artykułu).

    Ta dobrze cytowana książka, która jest widoczna na Scopusie, ma jako współautorkę polską profesor z Uni. Ottawa. Czyli standard: żeby się "tam" przebić, trzeba mieć kogoś "tam".

    W tym kontekście dużo ciekawszy jest fakt, że udało mu się wypromować, jeśli dobrze pamiętam, 4 doktorów i kierować dwoma grantami (MniSW oraz NCN).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:02:37:

    @kahlkopf, @dwa.718
    No cóż, o zaoraniu politologii to już tu pisano nie raz (zwłaszcza, podnosił ten temat maciek.magik, jeśli nie przekręcam nicka). Na tym tle sprawa naprawdę wygląda co najmniej dobrze. A jeszcze mocniejszym tłem jest słynny slajd prof. Duszyńskiego (ponad 40% profesur nadanych w 2016 ma h=0 wg Scopusa, a z tego chyba tylko ćwierć to humaniści, reszta to pewnie społeczni lub nawet gorzej). Opinię o GS w zasadzie podzielam, ale u społ.-humów jest to miara poważnie brana pod uwagę. Może "z braku laku".

    Najistotniejszym argumentem są jednak recenzje. Proszę zauważyć, jakże inaczej wyglądałaby sprawa, gdyby dano ze dwie recenzje negatywne, a potem (może po kumotersku) sprawę by przepychano. To byłaby istotnie pożywka do ciekawych sporów (i racje byłyby po obu stronach). A tak, to co najwyżej można ogólnikowo spojrzeć na to jako przykład słabych standardów w politologii. Standardowa, może nawet wzorcowa, profesura, a recenzje też zapewne typowe. Rozgrzewanie tej sprawy może mieć skutki przeciwne do zamierzonych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:02:44:

    H_H
    To wynika z prostego faktu, że wszystkie znaczące w mojej działce, jak i większości ścisłych/technicznych/o ziemi/ medycznych też tam są. Stąd dla mojej działki jest to w miarę dobry estymator do zgrubnej oceny dorobku, ewentualnie może to być wskaźnik patentów i wdrożeń, mapy dla kartografów i geologów, szczególne rozwiązania architektoniczne. Z tych prac jak wiadomo artykuły ukazują się z rzadka bądź z opóźnieniem. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że jeżeli patenty są międzynarodowe to WoS widzi takie zdarzenia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:04:46:

    HH
    Naukowiec umiędzynarodowiony to taki, który jest widoczny w świecie. Najprostszym miernikiem tej widoczności jest Scopus (GS jest jeszcze prostszy, ale dużo mniej miarodajny).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:08:40:

    @Js.c
    To jeżeli: Opinię o GS w zasadzie podzielam, ale u społ.-humów jest to miara poważnie brana pod uwagę. Może "z braku laku". i ktoś patrzy przez pryzmat tych nauk na resztę dyscyplin, to nie dziwię się, że tak kiepsko wszyscy jesteśmy oceniani. Tylko, czy przez lenistwo i złe nawyki jednej grupy mają cierpieć także inni. Dlaczego wobec tego są wyciągane konsekwencje zbiorowe w postaci tak fatalnej ustawy2.0?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:13:17:

    A tak przy okazji, czy do Was też dotarły słuchy, że ustawa, która właśnie co weszła ma być już nowelizowana na wiosnę przyszłego roku?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:20:06:

    Faktem jest jednak, że skandaliczność recenzji jest oczywista, a co do dorobku profesoranta, to trzeba by go oceniać na tle standardu krajowego, czyli być w branży, a jednocześnie nie mieć emocjonalnego stosunku do osoby o silnym zabarwieniu publicystyczno-politycznym. Nie wiem, czy istnieją tacy recenzenci...

    Lektura Zybertowicza bywa jednak ciekawa, np.:
    The very same rationale that makes decommunisation necessary renders it
    impossible.
    Decommunisation should be implemented due to the persistence of informal parasitical power networks that undermine the rule of law, and partly account for the facade-like character of Polish democracy (see Skórzynski, 2003; Zybertowicz, 2002). However, the strength of these very networks has made a civilised (i.e. legally designed and implemented) decommunisation highly unlikely. Among other things, this is due to the fact that infiltration of the democratic opposition groups has made it extremely difficult today to differentiate between those to be purified and the potential purifiers.


    można traktować jako zwięzłe podsumowanie "mentalności pisowskiej" i wytłumaczenie brutalności sposobu "reformowania" państwa.

    Ciekawy jest też dobór źródeł - podstawy intelektualnie atrakcyjnej tezy. Jednym źródlem jest sam Zybertowicz. Drugim - "Skórzyński, 2003" - jest to praca zbiorowa pod redakcją Skórzyńskiego, opisana gdzie indziej następująco: "Przyczyny kryzysu państwa analizują dziennikarze oraz współpracownicy dziennika Rzeczpospolita, opisując i komentując wydarzenia ostatnich miesięcy.". Z całym szacunkiem, czy Zybertowicz uprawia w nauce naukę czy publicystykę? Dlaczego nie potrafi poprawnie zacytować źródeł BADAŃ (???) na których opiera swoje tezy?

    Ech, łza się w oku kręci za kolejną konferencją smoleńską, w których to poprzednich konferencjach tak ochoczo uczestniczył...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 11:20:58:

    kahl,
    Że ma być nowelizowana - tak.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 12:39:11:

    @all

    Właśnie wysłuchałem teletransmisji z wystąpienia Gowina na inauguracji roku akademickiego w Politechnice Krakowskiej: deklarował całkowite odejście od limitowania obcych dyscyplinarnie czasopism oraz całkowitą transparentność danych źródłowych zgłaszanych przez uczelnie do kategoryzacji.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 13:10:05:

    Co, minister rok w rok zaszczyca osobą swą Polibudę K.? Był na inauguracji i w zeszłym.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 13:11:36:

    Tak, o nowelizacji jeszcze w tym roku już wróbelki ćwierkają, jak również o radykalnej zmianie rozporządzenia ewaluacyjnego, w tym odejście tylko od SNIP i innych historii, które były i na tym blogu krytykowane.

    Co będzie, to zobaczymy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 14:36:27:

    @p-tau
    > jak również o radykalnej zmianie rozporządzenia ewaluacyjnego, w tym odejście tylko od SNIP

    O tym też mówił, aczkolwiek dość mętnie, wspominając jedynie o jakiejś mieszance wskaźników typu SNIP, IF itd., która ma dostarczyć wstępne rangowanie, a potem grupa namaszczonych mędrców dokona oceny i końcowego przypisania punktacji. Z nazwisk wspomniał dość wyraźnie o Żyliczu, co oznacza, że biologia molekularna przystąpiła agresywnie do kontruderzenia na pozycje, które społhumy uważały za już trwale zdobyte. Wygląda na to, że na społhumowy "Krym nasz!" jest jednak trochę za wcześnie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 14:46:19:

    @halucinski
    Właśnie się wkurzyłem, bo nie dość, że od 4 lat żadnej podwyżki, to dostałem obniżkę wynagrodzenia w postaci większego podatku. Co ten PiS wyrabia to woła o pomstę do nieba.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 14:47:58:

    Nowelizacja ustawy to rozumiem w celu poprawy błędów, bo każda inna spowoduje tylko ośmieszenie tego ministerstwa.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 15:14:06:

    Nie wiem jak jest w Waszych uczelniach, ale u mnie za wakacje nie są wcale naliczane 50% koszty autorskie uzyskania przychodów.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 16:10:15:

    @zgred
    a potem grupa namaszczonych mędrców dokona oceny i końcowego przypisania punktacji
    I wtedy zobaczymy dziwy, przy których zatęsknimy za jakimkolwiek rozwiązaniem mechanicznym.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 16:14:56:

    Ja tu czegoś nie rozumiem
    Czemu politologia kierunek prawie z nazwy międzynarodowy nie ma znaczących publikacji międzynarodowych i jest oceniany przez pryzmat publikacji polskich.Nie rozumiem

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 16:52:07:

    @nobooks
    To prawda. Mam cichą nadzieję, że "mędrcy" ujrzawszy ogrom pracy i wzajemne blokowanie się, zdecydują się na użycie jakiegoś wskaźnika, albo ich kombinacji. Jedynie degradowanie o stopień lub dwa czasopism otrzymujących 200 (a może i 140 punktów) oddałbym chętnie ekspertom. Nawet na zasadzie: jeden ekspert postuluje degradację - punkty lecą w dół (ale warto ujawnić, co kto skreślił, niech uzasadni w razie czego). Podkreślam: degradację, nie awans (bo tu działyby się cuda).

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 17:05:19:

    "Mędrcy" potrzebni są tylko po to, aby konkretne czasopisma, w których publikują odpowiednie osoby było dostatecznie wysoko. Cała reszta będzie obliczana automatycznie. Przecież jesteśmy zbyt starzy by wierzyć, że będzie inaczej..

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 17:08:08:

    W tym programie Wsparcie dla czasopism też będą cuda. Czy widzieliście jakie tam są kryteria przyznawania tych środków? Poziom merytoryczny nie ma praktycznie żadnego znaczenia, bo stanowi tylko 15% punktów.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 18:28:03:

    A dlaczego poziom merytoryczny ma mieć znaczenie, skoro program ten nie doprowadzi do niczego poza przekazaniem kasiorki i punkcików w ręce kolegów bądź przypadkowych wygranych

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 18:55:35:

    dwa.718,
    10/10

    sarjane,
    Bo - klękajcie narody! - jesteśmy narodem wybranym.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 19:11:52:

    @trzy no OK ale serio nie mamy politologów którzy robili by coś innego niż zwalenie wszystkiego na komunę, post komunę, endecje, sanacje, UB/SB i dziakda mroza tylko np analizowali by sytuacje kraju w kontekście nie wiem zmian poglądów na politykę społeczną w krajach wschodu albo coś nieco bardziej globalnego?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 19:24:56:

    @sarjane
    Niestety, wszystko wskazuje na to, że nie mamy. A nawet jeżeli jacyś się znajdą, to maksymalnie kilka jednostek.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 19:37:48:

    @pi, sarjane

    Geografii też to dotyczy
    www.andrzejrysuje.pl/rysunek/geografia-polityczna

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 19:42:39:

    sarjane,

    Który politolog jeździ wypasioną furą, a który tramwajem - ten, który miesiącami, latami przeprowadza badania terenowe, czy to socjologiczne, czy polegające na "przeglądzie literatury", w tym aktów prawnych i publicznych deklaracji polityków, w tym źródeł zagranicznych, czy ten, którego mądra głowa na szklanym ekranie z głębokim przekonaniem mówi to, co akurat miłe jest władzy?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 20:32:35:

    @trzy - ale ja nie pytam o Zybertowicza i jego podobnych ale o to czy w nauce mającej wszelkie przesłanki do bycia publikowaną jesteśmy aż tak słabi że nawet zaściankiem nas nie można nazwać?
    I co za tym idzie tytuły są nadawane za dorobek "nieliczny". Tzn. u mnie jest ciężko, nie ma się co czarować ale jednak są aspiracje i próby żeby robić coś bardziej uniwersalnego i godnego zauważenia mimo że nie mamy potencjału międzynarodowego i jakoś tak małe bo małe ale sukcesy są. Ale tutaj to jest COŚ. I nic się zagraniczne nie dzieje!? to jest nie do uwierzenia.

    geografowie - przynajmniej ci mi znani bardzo dobrze publikują.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:12:49:

    Tymczasem edytorka Physics Today opublikowała właśnie (amerykocentryczną) pracę o historii idei recenzowania scholarlykitchen.sspnet.org/2018/09/26/the-rise-of-peer-review-melinda-baldwin-on-the-history-of-refereeing-at-scientific-journals-and-funding-bodies/ Tak naprawdę jest to relacja z czytania protokołów przesłuchania NSF w kongresie w 1975, uzupełniona uogólnieniami z anegdotek o reszcie świata, niemniej jednak może być pomocne historykom idei w zrozumieniu jakie wymagania utarło sie stawiać recenzjom sci-hub.tw/10.1086/700070

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:26:01:

    Between 1948 and 1953, ederal spending on scientific research in the United States increased by a factor of twenty-five, adjusted for inflation.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:27:32:

    @dwa.718, @trzy.14
    "Mędrcy" potrzebni są tylko po to, aby konkretne czasopisma, w których publikują odpowiednie osoby było dostatecznie wysoko. Cała reszta będzie obliczana automatycznie. Przecież jesteśmy zbyt starzy by wierzyć, że będzie inaczej...

    Ale właśnie 20-letnie już doświadczenie empiryczne uczy, że jednak punkty na liście A (dawniej "filadelfijska") zawsze były liczone automatycznie wg reguły zewnętrznej wobec "mędrców" (wszystkie punkty, a nie tylko "cała reszta"). I na tym opieram swoje nieśmiałe nadzieje. Owszem, zapewne wybór tej reguły będzie na rękę tym czy owym, ale to już drobiazg: i tak trudno powiedzieć, który ranking jest "obiektywnie dobry" (choć swoich faworytów mam). A na liście B: vice versa. Tu nieomal na pewno będą się działy "cuda nad urną", co potwierdza bodaj 10-letnie doświadczenie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:31:02:

    js.c
    Lista Filadelfijska i IF zostały wybrane dlatego, że prawidłowo faworyzowały czasopisma, w których publikowali ówcześni mędrcy.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:35:26:

    @sarjane
    Wprawdzie pytanie nie do mnie, ale nie mogę powstrzymać się od odpowiedzi: tak, jesteśmy tak słabi (w HS-ach, które znam).

    Padło tu w dyskusji zdziwienie, że w HS posługujemy się GS - oczywiście, ponieważ mało kto (może poza psychologią) publikował do tej pory cokolwiek indeksowanego w Scopusie czy WoS. Nie dlatego, że jesteśmy tacy głupi, ale dlatego, że to po prostu się nie opłacało: jeśli za lepszy artykuł z listy B mam 10-15 punktów, to po co miałbym się trudzić wysyłaniem na listę A, gdzie mogą mnie jeszcze odrzucić?

    Teraz pewnie to się zmieni - ale wciąż jednak dominuje ta profesura, która nawet o tym, czym jest Google Scholar, nie mówiąc już o Scopusie czy WoS, nie ma większego pojęcia. Przykład nie do uwierzenia: w ubiegłym roku, w czasie posiedzenia rady wydziału związanego z habilitacją, sekretarz komisji z dumą zakomunikował, że habilitant jest cytowany, ponieważ jego indeks Hirscha w bazie Google Scholar wynosi 1 (sic!). Zatkało mnie. Ale poza kilkoma osobami nikt, włącznie z sekretarzem, nie zrozumiał kompromitującej wymowy tych słów. Oczywiście habilitacja przeszła.
    Nasz Profesorant na tym tle, ku mojej rozpaczy, niestety wygląda nieźle.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:40:37:

    @trzy.14
    No i bardzo dobrze. Ale, prawdę mówiąc, jaki był inny wybór? A jaki jest teraz? Chyba dwie bazy do wyboru (w zasadzie Scopus wygląda na przesądzony, ale to w sumie niewiele zmienia). Teraz pytanie: SNIP, SJR, czy - po staremu - CiteScore (bo to chyba scopusowy IF). A może jakaś mieszanka. Niewielki wybór i każda opcja ma swoje plusy i minusy. Podtrzymuję tylko swe zdanie o tym, aby dać recenzentom czerwony długopis skreślający sporą część 200-tek, może nawet połowę. Tego naprawdę wychodzi za dużo i nic nie zmienią ułamki centyli, zawsze coś kiepskiego wypłynie na wierzch (a przynajmniej wyprzedzi naszych celebrytów typu Science czy Nature).

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:50:38:

    js.c,

    ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że - po stosownych symulacjach - wybrany zostanie wskaźnik który będzie najbardziej pasował "mędrcom" i zgodnie z którym dalej nimi pozostaną ...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:51:06:

    @kubahum
    dlatego, że to po prostu się nie opłacało (...) po co się trudzić wysyłaniem na listę A, gdzie mogą mnie jeszcze odrzucić?

    Niezbyt rozumiem taką postawę. Dla mnie wysłanie czegoś w nowe rejony, opublikowanie w ambitnym i kompetentnym piśmie spoza mego wąskiego kręgu jest wyzwaniem samym w sobie, kolejnym osiągnięciem, potwierdzeniem wartości uzyskanego wyniku. Tu nie muszę mieć wielkiej zachęty w punktach, wystarczy aby nie przeszkadzać... Pewnie, że nie robi się tego co roku (nie wszystko się zresztą nadaje), ale raz na jakiś czas i uzbiera się tego trochę. Z tym, że my nie mamy lęku przed negatywnymi recenzjami. Trzeba z tym nauczyć się żyć. Poprawić pracę, przekonać recenzentów, lub zmienić czasopismo.



  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 21:56:10:

    @js.c
    Całkowicie się zgadzam. Ale tu istotna jest kwestia motywacji. Ostatnio spotkałem się z pewnym profesorantem, który niemal na końcu swojej naukowej kariery spotkał się z pierwszą w życiu rzetelną, krytyczną i niestety negatywną recenzją.
    Ja sam nauczyłem się pisania artykułów dopiero wtedy, kiedy moje pierwsze próby na liście A spotkały się z odrzuceniem, ale za to z rzetelnymi, merytorycznymi uwagami i radami. Teraz to doceniam. Ale dla wielu moich kolegów taka postawa jest wciąż niezrozumiała.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 22:20:05:

    @kahlkopf napisał:
    "H_H
    To wynika z prostego faktu, że wszystkie znaczące w mojej działce, jak i większości ścisłych/technicznych/o ziemi/ medycznych też tam są" [na liście A].

    No tak, ale mnie chodziło o to, że jest tam też (na liście A) cała masa nieznaczących....

    @trzy.14 npisał:
    "HH
    Naukowiec umiędzynarodowiony to taki, który jest widoczny w świecie. Najprostszym miernikiem tej widoczności jest Scopus (GS jest jeszcze prostszy, ale dużo mniej miarodajny)".

    Nie mam nic przeciwko tej Twojej definicji. Na własny użytek będę jednak nadal stosował swoją.


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 22:46:46:

    @dwa.718
    Może nie ma sensu ciągnąć tej wymiany zdań, ale powtórzę istotę mej tezy: jeśli do wyboru jest tylko kilka reguł, każda w miarę dobra, to naprawdę mało mnie obchodzi, że ostateczny wybór zależy od chęci ukontentowania kilku osób, a nie, np. od losowania.

    Jeszcze bardziej ewidentna sytuacja ma miejsce przy wyborze algorytmu podziału dotacji/subwencji. Tu chyba nawet się nie ukrywa, iż symulacje muszą zadowolić głównych graczy. Ale wybrane reguły żyją własnym życiem i jeśli są rozsądne (a widać tu bardzo duży postęp), to naprawdę nikomu zbytnio nie szkodzą, a nawet i uczelnia spoza kręgu wybrańców może je wykorzystać na swoją korzyść.



  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 22:56:25:

    Odnośnie GoogleScholar: ma on też swoje plusy, bo na przykład łapie dużo cytowań w książkach/monografiach, które uważam za niezwykle ważne, a inne bazy raczej to pomijają. Nawiasem mówiąc, spora część jednej z moich recenzji awansowych (fizyka!) poświęcona była krytyce baz komercyjnych i pochwale GS (sic!). To nawet nie miało na celu dowartościowania mego dorobku (czy vice versa), bo cytowań w GS mam w sumie raptem o 50% więcej, zatem ten sam rząd wielkości. Po prostu, recenzent wyraził swój pogląd. Zatem GS ma swoich zwolenników nie tylko w HS. Komercyjność gigantów wydawniczych jest dla niektórych drażniąca ponad wszystko.


  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/03 23:18:59:

    H_H
    Żeby były te znaczące to i muszą być też te mniej znaczące, czyli aspirujące do tego, żeby być znaczącymi czasopismami. Cóż taki urok baz. Trzeba jednak, co sam praktykujesz umieć odpowiednio wybrać. Jak również wiesz, nasze wzorce publikacyjne są w dużej mierze przebitką wzorców ogólnie panujących w danej dyscyplinie, jak również pytaniem do kogo chce się dotrzeć. I tu a i owszem są pewne czasopisma, które są popularne w danej gałęzi przemysłu, a nie ma ich w SCOPUS i mają mało punktów. A jednak i do takich czasopism przygotowuje się artykuły, które nie raz kosztują więcej czasu na przygotowanie niż do tych dobrych czasopism, przede wszystkim by mieć kontakt i możliwości kontaktu z przemysłem. Tak samo, jak jeździ się na pewne konferencje nie ze względu na punkty, ale ze względu na kontakty naukowe, bądź z przemysłem. A to już można nazwać pewnie marketingiem.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 07:04:04:

    @kubahum
    dlatego, że to po prostu się nie opłacało (...) po co się trudzić wysyłaniem na listę A, gdzie mogą mnie jeszcze odrzucić?

    Jeżeli profesorant tak podchodzi do sprawy do dyskwalifikuje go do miana naukowca. Tak jak było pisane, pisane na IF ma to do siebie że sprawa jest trudna, recenzje bywają negatywne ale się poprawia i jakoś to powoli leci. Jeżeli ktoś aspiruje do tytułu profesora to powinien być w stanie odrzuć które z jago działań "naukowych" nadaje się na IF które jest słabsze ale może już na konf. z 15 pkt WoS a które co najwyżej na jakiś esej na 2 strony za 5 pkt na starym B. To czy publikuje i gdzie jest wyznacznikiem jego umiejętności prowadzenia badań - podobnie jak ilość cytacji (nie będącymi cytacjami wsobnymi - autocytacje, cytacje w doktoratach jego doktorantów).
    Jeżeli potencjalny prof - działa na zasadzie bo się nie opłaca/boi się negatywnych recenzji to nie dorósł do bycia profem.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 07:45:03:

    Odnośnie problemu konfrontowania się z nauką światową: bieżąca dyskusja pokazuje, jak wielka jest częstotliwość występowania przedstawicieli "nauki równoległej". Czyli osób, które nie czytają literatury międzynarodowej, nie wchodzą z nią w dialog tylko funkcjonują w wąskich koteriach krajowych, a nawet lokalnych.

    W rezultacie mamy takie kwiatki, jak w opowiadaniu mojej Koleżanki (młodej Pani Profesor, usiłującej wprowadzić międzynarodowe standardy w swojej dyscyplinie). Otóż pewien profesor przesłał pracę do jej czasopisma. Dostał 2 recenzje - dość krytyczne, ale dające szansę na poprawę (major revision). Otóż ten gagatek odpowiedział redakcji, że on "nie zwykł poprawiać swoich prac".

    W zasadzie to stwierdzenie nadaje się na sygnaturkę dla niektórych;) I pokazuje realny problem. Ten facet na serio nigdy nie spotkał się z krytyczną uwagą co do swojej twórczości naukowej! Teraz jest profesorem i jest przekonany co do doskonałości i swojej nieomylności. To naprawdę przerażające.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 08:31:35:

    @sarjane
    > @kubahum
    > > dlatego, że to po prostu się nie opłacało (...) po co się trudzić wysyłaniem
    > > na listę A, gdzie mogą mnie jeszcze odrzucić?
    >
    > Jeżeli profesorant tak podchodzi do sprawy do dyskwalifikuje go
    > do miana naukowca.



    Albo uprawiasz hipokryzję, albo faktycznie jesteś bardzo młoda i naiwna. Dlaczego? Bo albo skrycie negujesz rachunek ekonomiczny i racjonalność podejmowania wysiłków, albo nie masz o tym bladego pojęcia i jesteś podatna na zewnętrzne sterowanie bez własnej oceny zjawisk.

    Nauka to jest czynność społeczna uprawiana w konkretnej grupie, w konkretnym kontekście ekonomicznym, społecznym i politycznym. A skoro jest czynnością grupową to wymaga dostosowania się do norm środowiskowych pod rygorem wykluczenia. W tym momencie włącza się rachunek zysków i strat:
    co warto robić, aby wyróżnić się z tła, ale w taki sposób, aby nie spowodować odrzucenia.

    A ty działając w innym kontekście grupowym, z innymi kryteriami oceny, próbujesz tenże swój kontekst i kryteria podać jako jedynie słuszne i deprecjonujesz wszystkie inne, w dodatku wykazując się rażącym ahistoryzmem, kiedy obecne kryteria przykładasz do działań sprzed kilkunastu...kilkudziesięciu lat. Dosłownie tak, jak młodociani hunwejbini z IPN-u, którzy zawsze wiedzą najlepiej, jak należało się zachować 50...80 lat temu.

    Przypuszczam, że dużo więcej i kompetentnie może na ten temat powiedzieć @dala.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 08:51:40:

    Cytaty z wystąpienia Gowina na inauguracji roku akademickiego na Politechnice Krakowskiej:

    - O publikacjach spoza zadeklarowanej dyscypliny:
    ,,Postanowiłem znieść ten limit 20% publikacji, które mogą być poddane ewaluacji, publikacji ukazujących się w czasopismach spoza danej dziedziny. Po to, aby wspierać interdyscyplinarność, znosimy ten limit. () Wprowadzimy taki model skandynawski, model otwartych okien, czyli wszystkie dane przedstawiane przez uczelnie do ewaluacji będą ogólnie dostępne. Nie będzie żadnego limitu, jeżeli chodzi o publikowanie w czasopismach związanych z innymi dyscyplinami, ale to samo środowisko akademickie będzie sprawdzało, czy nie ma nadużyć, i przyszły Komitet Ewaluacji Nauki będzie miał prawo uchylać takie zgłoszenia, które są w ewidentny rażący sposób niezgodne z daną dyscypliną.

    - O punktowaniu publikacji wieloautorskich:
    ,,Chcę też powiedzieć, że aby wspierać współpracę z czołowymi zagranicznymi ośrodkami naukowymi, () w inny też sposób będziemy punktować ostatecznie publikacje wieloautorskie, które ukazują się w tych prestiżowych czasopismach naukowych.

    - O rozporządzeniu o zasadach sporządzania wykazu czasopism:
    ,,To sporządzanie będzie miało charakter dwuetapowy. Na etapie pierwszym zastosujemy szereg obiektywnych wskaźników, nie tylko SNIP, jak to próbowaliśmy to w pierwotnym projekcie. Dla informatyki dużo adekwatniejszym wskaźnikiem jest (?), są dyscypliny w których odpowiednim wskaźnikiem jest Impact Factor, CiteScore, i tak dalej. Więc na tym pierwszym etapie uszeregujemy ranking czasopism według tych odpowiednich wskaźników, odpowiednich, najodpowiedniejszych dla danej dyscypliny. Ale będzie etap drugi, decydujący. Na tym etapie drugim poprosimy państwa o współpracę i oprzemy się o waszą mądrość. Mówiąc konkretnie, w każdej z tych czterdziestu kilku dyscyplin wyłonimy grupy czołowych naukowców i to oni ustalą ostateczny ranking czasopism dla danej dyscypliny."

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 08:55:10:

    @zgred
    Nie neguje rachunku ekonomicznego w zupełności - jak napisałam dalej - w przeciągu powiedzmy 2 lat robi się rożne badania - niektóre wybitne one idą na IF (2 lata proces wydawniczy) inne gorsze ale również ciekawe na konf na WoS (rok proces wydawniczy) a słabsze ale "bo się trafiło" na listę B (5 miesięcy) i w każdej ocenę okresowej w efekcie jest COŚ a co jakiś czas, jest ciągłość publikacji. Ale rachunek ekonomiczny robi się do oceny okresowej a nie że w jej imieniu nie będę nic na IF publikował bo po co?
    No chyba zgodzisz się ze mną że trzeba to wypośrodkować?

    A już zupełnie abstrahuję od tego że znam jedną jednostkę PAN gdzie nie liczy się nic co nie jest na IF a w 15pkt-WoS mogę co najwyżej doktoranci publikować.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:00:59:

    I proszę cię nie obrażaj mnie porównaniem do IPN. Istnieją pewne granice kultury dyskusji a na poziomie dyskusji na forum akademickim takie porównanie jest chyba jedną w większych obelg.

    Profesor ma być profesorem a nie oportunistom obawiającym się krytyki (cywilizowanej) - co to za profesor który nie waliduje sowich prac poza sowim ścisłym środowiskiem. Ostatecznie całe to forum podnosi temat szacunku dla pracowników naukowych - jaki szacunek może mieć oportunista?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:05:36:

    I jeszcze powiem jedną rzecz. U mnie publikuje się mało, bo jesteśmy słabi światowo, bo jest mała ilość wydawnictw barażowych, na te prawdziwe jesteśmy za słabi wiec publikujemy na opłotkach nauki światowej (ale ciągle na A). Ale nikt nie ma wątpliwości że publikować trzeba - nie idzie nam. Ale publikować trzeba bo inaczej się nie da polepszyć sytuacji i w paramilitaryzacji i w konotatkach międzynarodowych i w grantach więc (poza jedną katedrą..) próbujemy, lepiej, gorzej ale próbujemy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:07:15:

    Zgred,
    10/10
    Politologia na swój obecny stan pracowała 70 lat. Ciężka praca, wielkie osiągnięcia! No bo kto, do cholery, najczęściej pokazuje się w okienku po Misiu Coralgolu?

    Parametryzacja jest dyscyplinami. Politolodzy parametryzują się w "naukach o polityce i administracji". Jeżeli na wydziale/w dyscyplinie 100-osobowej pojawi się jedna osoba publikująca za granicą, dla parametryzacji tej grupy nie będzie to miało żadnego znaczenia, natomiast osoba ta może mieć kłopoty, bo jest leniem, skoro publikuje jeden zamiast 12 papierów rocznie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:11:32:

    sarjane,
    Dla co najmniej 2 wydziałów fizyki w Polsce próg odcięcia w ostatniej parametryzacji wynosił 40 punktów, dla zdecydowanej większości - 35. Zapewne podobnie jest w okolicach biotechnologii i chemii. To tyle na temat dziedzinowych schematów publikacyjnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:14:50:

    inbum,
    Ja pier***! Przecież tego nie da się zrobić w tym roku, a do 30 listopada musimy złożyć oświadczenia dyscyplinarne, ważne dwa lata, a więc praktycznie do końca obecnej ewaluacji!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:16:02:

    inbum,
    Skąd te cytaty? Ktoś włączył dyktafon? Bo Google tego nie widzi.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:30:10:

    @trzy.14
    Wystąpienie Gowina jest tu, od 45 minuty

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:32:43:

    @sarjane
    > I proszę cię nie obrażaj mnie porównaniem do IPN.

    Coś mi chyba umknęło, bo nie dostrzegam miejsca, w którym CIEBIE porównałem do IPN. Natomiast tak, twój mechanizm rozumowania ZDECYDOWANIE porównuję do identycznego mechanizmu rozumowania dostrzeganego przeze mnie w działaniach młodzików z IPN: naiwny autorytaryzm uznający się za alfę i omegę, a reszta do tej pory tylko siedziała na drzewach nieuświadomiona.

    > Istnieją pewne granice
    > kultury dyskusji a na poziomie dyskusji na forum akademickim takie porównanie
    > jest chyba jedną w większych obelg.


    Nonsens. Obelgą byłoby porównanie ciebie do sfanatyzowanego Cenckiewicza lub osób z jego otoczenia. Zapominasz, że w IPN działają nie tylko grupki fanatyków prawicowych, ale także zupełnie normalni ludzie badający zbrodnie hitlerowskie, bolszewickie i upowskie. Oni pracują zupełnie przyzwoicie i kontynuują m.in prace dawnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

    > Profesor ma być profesorem a nie oportunistom obawiającym się krytyki
    > (cywilizowanej) - co to za profesor który nie waliduje sowich prac poza sowim
    > ścisłym środowiskiem. Ostatecznie całe to forum podnosi temat szacunku dla
    > pracowników naukowych - jaki szacunek może mieć oportunista?


    Prośba: stosuj jakiś słownik ortograficzny, bo "a nie oportunistom" taki razi w oczy, że zniechęca do czytania. I nie wywijaj się hasłem o "klawiaturze", bo to z klawiaturą nie ma nic wspólnego, a dysleksja przy pisaniu na komputerze może usprawiedliwiać interpunkcję, ale nie ortografię.

    A teraz ad rem: strach się bać pracować w twoim otoczeniu. Dlaczego? Bo taki pistolet idący na wojnę, nawet jak sam przeżyje, to spowoduje wycięcie w pień wszystkich swoich pracowników. "Profesorowatość" to przede wszystkim odpowiedzialność za podległych ci ludzi, ich losy, ich kariery. Chcesz iść na wojnę, to najpierw się wyizoluj, bo nikt nie ma ochoty być "mięsem armatnim" na cudzej wojnie dla cudzej chwały lub pełnego hipokryzji samozadowolenia "przegrałam, ale jestem moralnym zwycięzcą".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 09:40:29:

    @trzy.14
    > Dla co najmniej 2 wydziałów fizyki w Polsce próg odcięcia w ostatniej
    > parametryzacji wynosił 40 punktów, dla zdecydowanej większości - 35. Zapewne
    > podobnie jest w okolicach biotechnologii i chemii. To tyle na temat dziedzinowych
    > schematów publikacyjnych.


    Zapomnij o tym. Lokomotywy zapełniały cudze sloty. Obecnie albo będzie przycięcie kadry n-d (konwersja na dydaktyków), albo lokomotywy muszą intensywnie dopisywać ghost-autorów, na co mogą już nie mieć ochoty. Oczywiście, zawsze istnieje bardzo konkretna argumentacja rektora - prośbą ale i groźbą - lecz tylko w rozmowie w cztery oczy. Spora część osób może nie mieć czym dopełnić slotów, a uśrednianie po obszarach niezapełnionych spowoduje silne obniżenie średniej, nawet gdy publikacje będą z górnych rejestrów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:00:23:

    Zgred,
    Ale słyszałeś, że buldogi już walczą pod dywanem, by nic się nie zmieniło?
    Dla mnie informacja o zmianie zasad "punktowania publikacji wieloautorskich" oznacza zapowiedź powrotu kolaboracji z tarczą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:03:16:

    Gowin majaczy.

    Są państwa, np. Izrael, które od dawna finansują naukę na poziomie 3% swojego PKB

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:14:57:

    @zgred:
    Obecnie albo będzie przycięcie kadry n-d (konwersja na dydaktyków),
    Ale w algorytmie za dydaktów nie ma extra punktów, a składnik badawczy to 30%, więc zostaje:
    albo lokomotywy muszą intensywnie dopisywać ghost-autorów
    :)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:18:50:

    Świeżynka: NIK o systemie oceny jakości kształcenia w szkołach wyższych (linka do szczegółowego raportu jest w prawej kolumnie).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:40:35:

    Izrael Od 20 lat praktycznie nie schodzi poniżej 4 (czterech!) procent PKB w wydatkach na BADANIA I ROZWÓJ (tzw. GERD). Do 4% bardzo szybko dobiła Korea pPd. 3% ma Japonia i Niemcy, 2.8 USA, średnia OECD to nieco ponad 2%, Polska podniosła się z 0.5% (2006) do ok. 1% PKB (2016).

    Ile z tych wydatków to badania w sektorze szkół wyższych?

    USA: 0.3-0.4 % PKB
    EU 28 wzrost z 0.3 do 0.45% PKB od 1996 do 2015
    Polska: 0.27% PKB.
    Dania: 1%PKB.
    Szwajcaria - 0.88% PKB (pomyślcie, skąd się bierze potęga ETH i EFPL)

    Ile sektor rządowy, czyli nasze instytuty PAN?
    USA: 0.3%
    EU28: 0.25%

    Reszta to biznes.

    W Izraelu zaledwie 12% wydatków GERD to badania przeprowadzane w szkolnictwie wyższym. W Korei - 9%. Polska - 30%. OECD i EU-28 : ok 20%.

    Sektor rządowy, największy udział w GERD ma w krajach:
    Argentyna, Rumunia, Rosja, Słowacja, Luxemburg, Polska, Grecja ( 25% - 40%). Niemcy: 15%, Dania 2%, Japonia 8%, USA ok. 12%.

    Do średniej europejskiej polskim uczelniom brakuje ok. 0.15% PKB na badania (to nie są pieniądze na pensje, jak się domyślam).

    Wychodzi mi dodatkowe ok. 2,6 mld złotych w budżetach NCN i NCBiR zarezerwowane wyłącznie dla uczelni (poza zasięgiem rządowych instytutów PAN) jako minimum, przy którym mozna poważnie mówić o gonieniu Zachodu. To nie są przeciez nieosiagalne środki (powtarzam: osobną kwestią jest fundusz płac ujęty, jak się domyslam, w wydatkach na szkolnictwo wyższe a nie na R&D).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:44:27:

    p-tau,
    Przyznam, że już sugerowałem dyrekcji, by przeprowadziła z lokomotywami rozmowy uświadamiające - i nie w kontekście ghost authorships, tylko intensyfikacji wewnętrznej współpracy, w tym zwrócenia większej uwag na doktorantów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:46:42:

    @Sarjane
    Mam olbrzymią prośbę do Pani. Czy Szlachetna Pani nie mogłaby się bardziej by przyłożyć do umieszczanych tekstów, tak, aby lepiej Acankę się czytało?
    Ja też popełniam błędy, ale Szlachetna Pani zdecydowanie jakby z większą częstotliwością, przez co ciężko zrozumieć o co chodzi.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 10:54:53:

    @trzy.14
    Rzeczywiście zapowiada się długa procedura. Wg nowego pomysłu Gowina, w drugim etapie punktowania czasopism, w każdej dyscyplinie oddzielnie punkty czasopismom przyporządkują wyłonieni przez Gowina ,,czołowi naukowcy'' z danej dyscypliny. Może się zdarzyć że po tym etapie to samo czasopismo otrzyma różną liczbę punktów w różnych dyscyplinach (są czasopisma publikujące z kilku dyscyplin jednocześnie). Chyba będzie wtedy potrzebny trzeci etap, aby te punkty ujednolicić (żeby to samo czasopismo miało taką samą punktację we wszystkich dyscyplinach). Chociaż z drugiej strony, związek między czasopismem i dyscypliną nie będzie grać aż tak dużej roli jak planowano w rozporządzeniu o ewaluacji, bo jak zapowiedział Gowin, nie będzie żadnego limitu w publikowaniu w czasopismach z innych dyscyplin - ,,samo środowisko akademickie będzie sprawdzało, czy nie ma nadużyć''.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 11:35:18:

    pomysłu Gowina, w drugim etapie

    W drugim etapie za rok są wybory i Gowina daj boże rzuci na inny odcinek, może być obrony narodowej, tam zdaje się już nie ma co psuć.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 11:36:05:

    Dziękuję Panie Hal za linkę,
    Bardzo ciekawa lektura. Tylko widzę, że ci co przeprowadzali ten audyt i pisali raport mają problemy ze zrozumieniem, skąd się bierze część zjawisk. Na przykład mamy takie stwierdzenie: wysoki odsetek osób, które bronią prace dyplomowe po
    terminie (nawet do 70% na niektórych kierunkach)
    .
    Tu chyba warto by dziewczęta i chłopców nikowców poinformować, że spora część studentów, a zwłaszcza na kierunkach poszukiwanych np. informatyka, zaczyna pracować w firmach już na 3 roku studiów. I ta praca jest dla nich ważniejsza niż napisanie pracy dyplomowej w terminie. W ogóle dobrze, że i tak te prace w końcu bronią. Ale chyba jeszcze ważniejsze, że mają z czego żyć, a tego nie rozumieją widać ci, co żyją na państwowym garnuszku. Niech sami spróbują równocześnie pracować na cały etat w poważnej firmie i jeszcze studiować na dziennych kierunkach. Zaprawdę powiadam wam, że jako prowadzący zajęcia na starszych latach trzeba wykazać dużą elastyczność i życzliwość, tyle żem ja to też przechodził swego czasu. Zaś niektórym nie wytłumaczy, bo białe jest ...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 11:47:58:

    Panie Zitt,
    Czyżby powstała na naszych oczach nowa klasa zawodowa, czyli z zawodu jestem minister.
    I tak mi się to skojarzyło: W drugim etapie za rok są wybory i Gowina daj boże rzuci na inny odcinek, może być obrony narodowej, tam zdaje się już nie ma co psuć.
    link
    Chyba mam deja vu z filmem Barei "Poszukiwany, poszukiwana".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 11:58:29:

    zaczyna pracować w firmach już na 3 roku studiów. I ta praca jest dla nich ważniejsza niż napisanie pracy dyplomowej w terminie

    PW w informatorze dla nowoprzyjętych wskazuje podejmowanie pracy jako główny powód niekończenia. A dla mnie to jest problem impedancji między tematami jakie kadra zdolna jest promować a z jakimi studenci przychodzą z pracy. To często jest różnica między rozumieniem swojej dziedziny a przekwalifikowaniem się do niej i operowaniem tylko kalkami zrozumienia. Na przykład student wykonuje odtwórczą pracę w języku Java (the new COBOL) ale stosując przy tym szereg nieformalnych kulturowych heurystyk, na przykład dependency injection. I jest w tym ekspertem. Bez szwanku dla naukowości można promować taką pracę. A jednak w przypadku który znam konspekt był przerzucany między ludźmi przez 3 lata, podczas gdy z zadowoleniem proponowali tematy typu rozprawka na kilkadziesiąt stron na temat algorytmu z ksiażki w jakimś wariancie (N wariantów do wyboru dla dowolnego N dyplomantów). Jedyna ciekawa cześć takiej pracy to kontekst i rys historyczny, a ponieważ nikt nie ma czasu pisać literatury pięknej, więc to oczywiście pełne plagiatów.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 12:15:45:

    Czyli po woli Gowin wycofuje się z kolejnych reform. Nie będzie limitu 20% publikacji dla dziedziny. Dalej będzie można np. nabijać punkty publikacjami niezwiązanymi z daną nauką. Dalej będą punkty nabijać spółdzielnie, wszystko będzie po staremu. Tylko po co było tyle szumu robić z tą śmieszną reformą?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 12:21:45:

    @Piotrcandida
    Pozwolę się nie zgodzić. Dziś trzeba proponować rozwiązania do konkretnych zidentyfikowanych problemów społecznych, środowiskowych, itp. Czyli trzeba współpracować z przedstawicielami różnych dyscyplin. Natomiast wielkie kolaboracje to jednak mają produkcję dziedzinową artykułów, vide cząstki elementarne. Natomiast zespoły interdyscyplinarne są w większości znacznie mniejsze.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 12:37:34:

    zespoły interdyscyplinarne

    Jakieś gdzieś pewnie istnieją. Znacznie częściej matematyka albo fizyka parametryzuje się za informatykę. W Poznaniu był nawet taki przypadek że bodajże anglistyka najważniejsze prace miałą w fizyce ciałą stałego.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 12:53:21:

    @kahlkopf - tak jak mówisz. Studenci nie piszą prac na zakończenie studiów wszystkich etapów, bo są słabi, ale dlatego, że są coraz bardziej potrzebni w gospodarce.

    Traktowałbym to jako wielki plus i zaletę polskiego systemu kształcenia, ponieważ dowodzi dużej elastyczności w stosunku do zapotrzebowania społeczeństwa.

    Piszę serio.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 12:59:24:

    człowiek.z.makulatury,
    Po pana ostatniej deklaracji chętnie wypiłbym z Panem piwko, choćby bezalkoholowe.

    Moim najważniejszym zadaniem jako pracownika nauk-dyd. publicznej uczelni wyższej jest
    a) nie szkodzić
    b) w miarę możliwości pomagać
    w rozwoju studentów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 13:07:51:

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24001024,najwyzsza-izba-kontroli.html
    praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1286863,raport-nik-o-ocenie-jakosci-ksztalcenia.html

    NIK: Niska jakość kształcenia uczelni wyższych. Coraz słabsi uczą coraz słabszych

    Trudno się z tą tezą nie zgodzić: z każdym krzyżykiem na karku jestem słabszy, pamięć coraz gorsza, mam nadzieję, że tam, gdzie neuronów ubywa, udaje mi się to jeszcze skompensować jakością połączeń tych, które mi jeszcze pozostały... Choć artykul jest oczywiście o czymś innym.

    Aby dostać się np. na informatykę na Uniwersytecie Opolskim, wystarczyło 30 proc. punktów z obowiązkowych przedmiotów na maturze. W czterech kontrolowanych uczelniach na niektórych wydziałach prowadzących kierunki politechniczne i ścisłe uruchomiono dodatkowe zajęcia dla studentów I roku, których celem było podniesienie wiedzy z przedmiotów ścisłych, a w szczególności z matematyki

    U nas chyba zwyczajowo niczego nie trzeba.

    Nie wiem, jak wygląda oryginal raportu NIK, ale oba doniesienia prasowe, zwłaszcza ten w GW, zaledwie dotykają naprawdę istotnych problemów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 13:11:05:

    Pi, a ze mną to już nie wypije!
    Zapamiętam to sobie ;o)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 13:17:46:

    Pi, linkę dał tu wielki rycerz, o jeszcze większym duchu i zgrabnym piórze Mości Haluciński. Dla Ciebię to liści powtórzę, atoliż ma w swym duchu nadzieję, żem o plagiat nie zostanę oskarżon: Informacja o wynikach kontroli - SYSTEM OCENY JAKOŚCI KSZTAŁCENIA W SZKOŁACH WYŻSZYCH

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 14:15:57:

    @kahlkopf
    To jest tylko teoria, bo w praktyce na przykład w naukach ekonomicznych królują wydziały politechnik, których publikacje nie mają żadnego związku z tymi naukami. Nawet na uniwersytetach ekonomicznych do oceny były zaliczane prace rolnicze, medyczne techniczne nie mające żadnego związku z dziedziną. I po to była ta cała reforma, żeby takie rzeczy zlikwidować, ale jak widać się nie udało, Gowin wywiesił białą flagę.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 15:01:20:

    @piotrcandida
    > Gowin wywiesił białą flagę.

    Nie sądzę. Raczej realistycznie redukuje zamierzone zmiany do zakresu, który jest adekwatny do możliwych nakładów, przy którego wdrażaniu będzie gwarantowany niezbędny poziom stabilności całego systemu, a same zmiany zostaną utrwalone.

    Rewolucyjne postulowanie programu maksimum zazwyczaj kończy się chaosem, ogromnymi stratami i zmarnowanymi latami.

    Obecnie trwają już, przynajmniej u mnie, sensowne zmiany zatrudnieniowe. Gapowicze przestają udawać, że uprawiają naukę, produktywnym naukowo redukuje się pensum w zamian za górne rejestry publikacyjne, a łajzy już kompletne są zwalniane. To jest wzmocnienie procesów, które zainicjowała Kudrycka i większość pozytywnych zmian jest już nieodwracalna. Bycie "leśnym dziadem" z lokalnym dorobkiem przestało być powodem do chwały a stało się "obciachem". Nawet zdegenerowana politologia ma już jednak w swoim gronie takie drapieżniki jak Letki czy @maciek_magik. Będą przyciągać naśladowców.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 15:01:27:

    @piotrcandida
    > Gowin wywiesił białą flagę.

    Nie sądzę. Raczej realistycznie redukuje zamierzone zmiany do zakresu, który jest adekwatny do możliwych nakładów, przy którego wdrażaniu będzie gwarantowany niezbędny poziom stabilności całego systemu, a same zmiany zostaną utrwalone.

    Rewolucyjne postulowanie programu maksimum zazwyczaj kończy się chaosem, ogromnymi stratami i zmarnowanymi latami.

    Obecnie trwają już, przynajmniej u mnie, sensowne zmiany zatrudnieniowe. Gapowicze przestają udawać, że uprawiają naukę, produktywnym naukowo redukuje się pensum w zamian za górne rejestry publikacyjne, a łajzy już kompletne są zwalniane. To jest wzmocnienie procesów, które zainicjowała Kudrycka i większość pozytywnych zmian jest już nieodwracalna. Bycie "leśnym dziadem" z lokalnym dorobkiem przestało być powodem do chwały a stało się "obciachem". Nawet zdegenerowana politologia ma już jednak w swoim gronie takie drapieżniki jak Letki czy @maciek_magik. Będą przyciągać naśladowców.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 15:23:58:

    @inbum
    Wielkie dzięki za transkrypcję wypowiedzi Gowina.
    Zupełnie sobie nie wyobrażam tych mędrców oceniających wszystkie czasopism. Nawet jeśli wyszukają w Scopusie czy WoS ludzi z publikacjami tam, to w wielu kategoriach z HS nawet jak wezmą 10% ludzi z największą liczbą publikacji w bazie, to i tak nie będą oni mieli zielonego pojęcia o jakości ok. 80% (bardzo ostrożnie szacując) czasopism z listy. A jeśli wezmą z innego klucza, np. z CK czy typowanie przez jednostki, to bezpiecznie można powiedzieć, że nawet 95%. Strach się bać, jaka z tego wyjdzie punktacja. Przy takim planie nowej listy czasopism nie zobaczymy raczej przed grudniem 2019, a to może też oznaczać, że za cały okres "nowej" parametryzacji wezmą starą listę czasopism - co uzasadnia cudzysłów powyżej.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 16:43:59:

    Gowin obiecuje też podwyżki płac: w 2019 o 7%, w 2019-2021 łącznie o 30%, o ile "gospodarka nadal tak świetnie będzie się rozwijać".
    W przemówieniu na UAM (youtu.be/MzJvkNvcL0w?t=9087), bardzo podobnym w treści, Gowin ujawnia też, że humaniści przekonali go też do uwzględnienia indeksu ERIH+. Gdyby ktoś nie wiedział, to jest taka baza, gdzie każdy może czasopismo zgłosić, jest tylko kilka wymagań formalnych.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 16:54:07:

    Wystąpienie Gowina oceniam mimo wszystko pozytywnie: zrozumiano, że pierwotny pomysł rozporządzenia stał w kontrze do deklarowanego celu deformy, jaką jest wzrost jakości badań naukowych, w tym promowanie interdyscyplinarności.

    Ja w tym nawet widzę pewną szansę dla małych zespołów z niszowych dyscyplin - będzie ich można afiliować w "dużej" dyscyplinie do parametryzacji.

    Z kolei w działanie grupy ekspertów zmieniających klasyfikację po prostu nie wierzę - zdecydowana większość klepnie 99% propozycji, bo nie będzie miała na to czasu i ochoty. A na jawną jazdę po bandzie w stylu przyznanie 200 punktów Ziemniakowi Polskiemu czy Bydłu nie ma szans.

    Pojawia się jednak podstawowy problem: rozporządzenie ws. publikacji będzie najwcześniej na lato 2019. A parametryzacja ma być za okres 2017-2020. W dodatku nachodzą na to wybory parlamentarne. Wydaje mi się, że można oczekiwać przesunięcia w terminie parametryzacji np. na 2021, a nawet na 2022. Co nie wyklucza sytuacji, że nowe "dyscyplinarne" jednostki wyłonione w 2019 roku nie poddadzą się dobrowolnej parametryzacji wcześniej, by poprawić ocenę (np. jeśli teraz odziedziczą B).

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 17:34:16:

    @nobooks
    Wszystko wskazuje, że reform praktycznie nie będzie. A podwyżki tylko dla tych najmniej zarabiających, czyli z reguły tych nic nie robiących. A reszta ma mieć kolejny rok realnego spadku wynagrodzeń.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 17:56:31:

    @zgred
    Uznajmy że mamy remis - ja się nie czepiam ty się nie czepiasz.

    Dobra jestem w stanie uznać że jestem idealistom. Dlaczego bo u mnie się wymaga publikowania - dlaczego bo moja stara dziedzina była pamateryzowana z wydziałami gdzie poza "nami" byli inni, niezbyt podobni ale duuuużo lepiej publikujący. W efekcie mój wydział z czysto moją dziedziną był najwyżej z podobnych ale ciągle w B. A wystarczyło żeby na wydziale poza nami byli ci niezbyt podobni i już było w A lub wręcz A+. Teraz nic się nie zmieni bo dalej jesteśmy w tym samym worku z tymi niezbyt podobnymi. Dalej będziemy w B albo niżej bo jeszcze dojdą ci słabi niezbyt podobni do zeszłego miesiąca na innym wydziale a równie słabo jak my publikujący (no nowa kadra do nowego na uczelni kierunku i jeszcze siłą rzeczy nie znani).

    I teraz powiedz mi czy tobie się to podoba że w jednej dziedzinie jest spoko cool i trendy mieć profa bez IF a w drugiej która jest równie lokalna (bo na zachodzie czasami jest czasami nie ma a czasami jest inna) nie jest bo tutaj jest się w worku z nie-do-końca-podobnymi. Ja nie mówi że taki politolog powinien mieć dorobek jak fizycy z Cernu - ale jak już jest kierownikiem 2 grantów to może by mógł jednak coś wyskrobać. Tak jak @piotr pisze - może jakieś minimum przyzwoitości żeby mnie krew nie zalewała że żeby zrobić haba muszę mieć przynajmniej 4 IF w cyklu + ze dwa w WoS jeszcze ze IF 2 z poza dorobku i Hirsha przynajmniej 6 bo miesiąc temu mało nie oblali kogoś bo miał tylko 5. A działka jest mała, cytacje rosną powolutku.
    Reasumując - tak ocenienie przez pryzmat - ale nie w taki sposób że jednym "wybaczamy" ze zupełnie zaściankowo a inni mają być wybitni bo z nazwy wpadają do dziwnego worka.

    Zgred :) i nie bój się - to jest tylko takie moje gadanie. Ja wiem że i tak wszyscy to mają gdzieś i ile się da jest po najmniejszej linii oporu. Ale zawsze można mieć nadzieje że jednak coś się zmieni.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 18:08:30:

    zitterbewegung
    pomysłu Gowina, w drugim etapie

    W drugim etapie za rok są wybory i Gowina daj boże rzuci na inny odcinek, może być obrony narodowej, tam zdaje się już nie ma co psuć.


    A ja mam szczerą nadzieję, że wyda rozporządzenie właśnie w takim kształcie. Przypinanie wszystkim dyscyplinom jednolitych kryteriów punktacji to jedna z większych patologii obecnej ewaluacji.

    inbum

    Chyba będzie wtedy potrzebny trzeci etap, aby te punkty ujednolicić (żeby to samo czasopismo miało taką samą punktację we wszystkich dyscyplinach).


    Dlaczego miałyby być ujednolicane? Dlaczego ludzie "robiący" w poszczególnych dyscyplinach nie mogą wskazać, gdzie te dyscypliny się dzieją?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 18:27:11:

    Wskazać mogą ... ale powiedz mi czy to "wskazanie" nie skończy się na miejscu gdzie kolega koledze recenzuje?

    Wydaje mi się że o to się ten spór tutaj rozbija - żeby mieć porównywalnie trudno. Wiem, wiem @zgred znowu powie że się mnie boi (słuszna reakcja :)) i że to konstrukt teoretyczny. Ale kurcze nauka tak zupełnie we własnym sosie ludzi znających się nawzajem, lokalnie pracujących ... nie wiem mi się to wydaje mało stymulujące? Ale może się mylę, może własny lokalny sos działa najlepiej?

    A jak się pokłócą to co:) w sumie nic nie mieni się frakcja A będzie publikować w gazetkach zarządzanych przez frakcje A a B w B - jak w publicystyce :)

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 18:52:08:

    sarjane

    Wskazać mogą ... ale powiedz mi czy to "wskazanie" nie skończy się na miejscu gdzie kolega koledze recenzuje?


    Moim zdaniem nie. Patrząc na moje środowisko + te dyscypliny o których mam jakaś anegdotyczną wiedzę, wychodzi mi, że wskażą z gruba to co się na świecie szanuje. Lista rankingów, którą Gowin rzucił na PK również wygląda całkiem rozsądnie.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 19:10:27:

    @sarjane
    Wydaje mi się, że jesteś osobą bardzo młodą, bo u takich właśnie najczęściej widać używanie "om" tam gdzie powinno być "ą". Ale to nic złego.
    Różnorodność dyscyplinarna jest konieczna, co najlepiej obrazuje pojawienie się SNIPa, polecam zapoznanie się z artykułami w jaki sposób ten wskaźnik opracowano. Nawet jak będziemy się odnosić do świata, są dziedziny, w których publikuje się mniej, albo tylko regionalnie. Np. w geodezji bardzo ciężko opublikować coś za granicą skoro się pracuje na polskich mapach, które na zachodzie nikogo nie obchodzą. A to akurat zachodnie czasopisma dopchały się do JCR. I dlatego Scopus jest sprawiedliwszy jako kryterium oceny, bo tym co mają wysoko w JCR nie ubywa.

    A na koniec, powiem ci, że im węższa działka tym łatwiej rosną cytowania i indeks h.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:04:41:

    5368696c6c
    Dlaczego miałyby być ujednolicane? Dlaczego ludzie "robiący" w poszczególnych dyscyplinach nie mogą wskazać, gdzie te dyscypliny się dzieją?

    Tak, ja też akurat na ten fragment wypowiedzi patrzę pozytywnie. Bardzo podobałaby mi się sytuacja, gdy ten sam artykuł ma różną punktację, w zależności od dyscypliny na rzecz której te punkty się oblicza. Poszedłbym nawet dalej: dlaczego humaniści nie mogliby sobie zażyczyć, aby publikacje w czasopismach ewidentnie spoza HS (np. Scopus nie przypisał im żadnej dyscypliny HS) nie były brane pod uwagę (albo brane pod uwagę z niską punktacją)? Rzeczywiście, to mogłoby motywować ludzi do bardziej "uczciwego" deklarowania dyscyplin.

    Matematycy to w ogóle mogliby się pokusić o ekspercką klasyfikację (tam powinno to być w miarę łatwe), bo u nich bibliometria zawodzi na całej linii. Fizycy i przyrodnicy zapewne wolą zostać przy znajomym IF-ie lub jakiejś jego projakościowej modyfikacji (AIS?) nawet negując listę B en bloc. Taka różnorodność mogłaby być nawet ciekawa. Chociaż (pomijając może matematyków) bałbym się oddać w ręce ekspertów ręcznego ustalania punktacji. Wystarczy, aby wskazali sposób, regułę (jaka baza, lub jej podzbiór, jaka reguła przyporządkowania punktów). Zapewne ręczna degradacja pism, którym "za dużo" punktów wychodzi powinna być elementem dobrego systemu (tu akurat nie boję się ekspertów, mam nadzieję, że się nie mylę).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:13:26:

    @flamengista
    Bardzo popieram ideę afiliowania się dyscyplin niszowych przy jakiejś "siostrzanej" dużej dyscyplinie (dlatego - podobnie jak Obywatele Nauki - uważam, że najlepiej byłoby pozostawić ograniczenie 20%, albo choćby 10%, ale skreślić zapis o "merytorycznym związku", aby się nikt nie mógł czepiać, że mała dyscyplina ma za mały związek z tą dużą).

    Natomiast propozycja zniesienia progu 20%, przy jednoczesnym wezwaniu wszystkich wokół właśnie do "czepiania się", może tym małym dyscyplinom zbytnio się nie przysłużyć. Przysłuży się raczej ekspansji dużych dyscyplin na obszary sąsiednie.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:19:42:

    @js.c.
    Zapewne ręczna degradacja pism, którym "za dużo" punktów wychodzi powinna być elementem dobrego systemu (tu akurat nie boję się ekspertów, mam nadzieję, że się nie mylę).

    A ja się boję. Efekt sour grapes: obniżę im, bo mnie nie chcieli.

    @sarjane
    Co do zasady się zgadzam, tyle że nie IF z JCR, tylko coś ze Scopusa właśnie, ponieważ TR/CA z wyboru NIE uwzględnia w JCR (=nie nalicza IF) czasopismom z obszarów nauk humanistycznych, choćby nie wiem jak dobrych/cytowanych, zatem nie można liczyć IF badaczom z tego obszaru, bo jak coś mają, to niejako przez przypadek.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:20:52:

    Oczywiście fatalnym będzie danie nieograniczonego czasu tym "ekspertom od punktacji" w poszczególnych dyscyplinach. Nie dałbym więcej niż 3-4 tygodni czasu na wydanie opinii. W końcu to chodzi tylko o ustalenie bazy i reguły na okres 2 lat. Żeby cała ta zabawa z deklaracjami miała sen, rozporządzenie/komunikat o punktach (lista czasopism) musi być wydane w listopadzie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:25:03:

    @nobooks
    No może i tak. Ale gdy ograniczymy się do 200-tek (ewentualnie 140-200), to chyba ten argument już nie działa? :) A to właśnie zbyt słabe pisma za 200 pkt ośmieszają cały system. Niechby miały 100, góra 140, i też im krzywdy nie będzie.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:29:22:

    @adam
    Miło mi ale aż taka młoda nie jestem.
    Mam bardzo "oryginalną" wersję dysleksji (tak na prawdę cały zespól dysfunkcji, nie ważne) która w połączeniu z brakiem pamieć wzrokowej oraz drobnym wypadkiem z dzieciństwa który pozostawił po sobie zaburzone słyszenie niektórych dźwięków - daje to co widać. Przy maksimum moich dobrych chęci i po wielu latach pracy jestem mniej więcej w stanie na-bieżąco pisać jak widać ( w efekcie pisanie artykułów wygląda tak 40% czasu - badania,eksperymenty, opracowanie, literatura, 20% czasu - pisanie tekstu, 40% czasu - poprawianie tego co napisałam pod względem ortograficznym - emocje jak na rybach :( ). Nie ważne - liczę że albo się znudzi komentowanie tego co piszę źle, albo zostanę usunięta - co zazwyczaj mi się zdarza z różnych forum - cóż. Widać takie jest życie - przynajmniej moje.

    Co do geodetów to bym nie przesadzała - po pierwsze jest cały fascynująco original kataster. Po drugie mapy same w sobie są fascynując - choćby analiza map górniczych na śląsku tam jest około 100 układów, punktów odniesienia, to że nie koniecznie były rysowane północ-południe stanowi realny problem w obecnym górnictwie i u nas i w Czechach. Wraz z komputeryzacja kartografia "dynamiczna" czyli automatyczne generalizowanie lub zmian symboli wraz ze zmianą skali podczas zoomu. Do tego np. zmiany linii brzegowej Bałtyku w analizie fotomap z polski i okolic które chyba były robione od okolic 1902 albo 1912 - to są fascynujące tematy - choć niszowe. Nieliczne bo nie liczne ale artykuły na ten temat są.



  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 20:51:19:

    js.c
    Bardzo popieram ideę afiliowania się dyscyplin niszowych przy jakiejś "siostrzanej" dużej dyscyplinie (dlatego - podobnie jak Obywatele Nauki - uważam, że najlepiej byłoby pozostawić ograniczenie 20%, albo choćby 10%, ale skreślić zapis o "merytorycznym związku", aby się nikt nie mógł czepiać, że mała dyscyplina ma za mały związek z tą dużą).


    Przy rozsądnej punktacji ten limit nie jest potrzebny. Punktowane będą te czasopisma/konferencje/wydawnictwa (w zależności od dyscypliny), w których dana dyscyplina przynajmniej bywa publikowana.

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 21:09:19:

    Wracając do Zybertowicza, ja już dawno temu pisałem, że recenzje grzecznościowo-pozytywne oraz recenzje bardzo krytyczne, ale z pozytywnymi wnioskami końcowymi, to plaga polskiej nauki. Prowadzi to do inflacji, w tym wypadku do inflacji tytułu naukowego. No i co teraz recenzenci mieli zrobić z Zybertowiczem? Słabsi, a w każdym razie niewiele lepsi od niego dostawali recenzje z pozytywnymi wnioskami końcowymi. Potraktowanie Zybertowicza inaczej ze względu na jego zaangażowanie polityczne mogło się wydać nie fair. Zostało tylko puszczanie oka...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 21:29:26:

    @5368696c6c
    Chyba się nie rozumiemy. Odcięcie się od siebie dyscyplin poprzez bardzo precyzyjne wskazanie czasopism prowadzi właśnie do stłamszenia czy likwidacji dyscyplin niszowych.

    Chodzi właśnie o to, aby można było z premedytacją zadeklarować jedną (w praktyce: dużą) dyscyplinę, a publikować w czasopismach z innej dyscypliny (w praktyce: niszowej, poniżej 12 osób) i mając te publikacje zaliczane do parametryzacji tej dużej dysycpliny - bez groźby, że KEJN się przyczepi, albo konkurencja zakabluje, że może tu brak "związku merytorycznego". Żeby jednak ta możliwość nie prowadziła do patologicznego rozmywania się dyscyplin (deklaruje się jedno, publikuje się drugie), to jakiś limit jest konieczny, może nawet niski, typu 10%, ale bez restrykcji "quasi-merytorycznych".

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 21:39:14:

    @5368696c6c 
    Dlaczego miałyby być ujednolicane? Dlaczego ludzie "robiący" w poszczególnych dyscyplinach nie mogą wskazać, gdzie te dyscypliny się dzieją? 
    @js.c
    Tak, ja też akurat na ten fragment wypowiedzi patrzę pozytywnie. Bardzo podobałaby mi się sytuacja, gdy ten sam artykuł ma różną punktację, w zależności od dyscypliny na rzecz której te punkty się oblicza.

    Rozważmy czasopismo z dwóch różnych dyscyplin, np. z pedagogiki i z psychologii. Wg Gowina takie czasopismo ma mieć przyporządkowane punkty oddzielnie w każdej z dyscyplin: przez grupę ,,czołowych pedagogów i niezależnie przez grupę ,,czołowych psychologów. Może się zdarzyć, że ,,czołowi pedagodzy przyznają czasopismu 200 pkt, a ,,czołowi psycholodzy tylko 20 pkt. Załóżmy, że czasopismo publikuje wspólny artykuł pedagoga i psychologa. Gdyby trzymać się dyscyplin, to pedagog za publikację otrzymuje 200 pkt, a psycholog tylko 10 pkt. Ale wg Gowina dyscypliny już nie są ważne, więc pedagog i psycholog powinni otrzymać tyle samo punktów. Dlatego to samo czasopismo nie powinno mieć różnej punktacji w zależności od dyscypliny, a więc taka rozbieżna punktacja musiałaby być ujednolicona dla wszystkich dyscyplin związanych z danym czasopismem.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 22:05:22:

    @inbum
    Ten przykład mnie nie przekonuje, wręcz przeciwnie. Można założyć, że pedagodzy publikują w słabszych pismach i - zwłaszcza gdyby pozwolić ich ekspertom na punktację "po uważaniu" (czemu jestem mocno przeciw, wolę bazy i reguły) - wybiorą parę takich "słabszych pism" jako swoje 200-tki. Trudno. Bez sensu byłoby jednak, aby ostro motywować psychologów do publikowania na tym słabym pedagogicznym terenie, gdzie mogliby łatwiutko zdobywać kolejne dwusetki, bijąc na głowę "uczciwych" psychologów, ciułających po 70 czy 100 punktów z mainstreamu swojej branży.

    Aczkolwiek nie rozumiem "wg Gowina dyscypliny już nie są ważne". Są bardzo ważne, cała obowiązująca już ustawa jest nimi nasączona. Od tych deklaracji i kategorii zależy dosłownie wszystko. Jak rozumiem, "nie jest ważne" przypisanie czasopism do dyscyplin (zapewne nie wyrobiono się z taką listą, albo zorientowano się, że "tak się nie da", że jednak dyscypliny nie jest tak łatwo zdefiniować poprzez czasopisma). Natomiast z tych wypowiedzi wynika jakby chęć zastąpienia takiego przyporządkowania (czasopismo-dyscyplina) odmiennymi punktacjami w poszczególnych dyscyplinach. Jakby dobrze to zrobić: może mieć to sens.


  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 22:55:29:

    @inbum

    Twój argument sprowadza się do stwierdzenia: nie może być tak, że za ten sam artykuł jeden współautor dostaje więcej punktów a drugi mniej. Otóż nie ma w tym nic nadzwyczajnego. JACS, dla przykładu, to będzie zapewne górna półka chemii. Ale flagowy periodyk fizyki to już raczej nie jest, choć wśród autorów znajdzie się i fizyków.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 23:47:09:

    No dobrze. Słyszałem już o dwóch grupach astronomów w dwóch różnych miastach, którzy zastanawiają się - z własnej lub dziekańsko-rektorskiej inicjatywy - czy aby nie powinni jednak przefarbować się na fizyków.

    No i co państwo na taki efekt gowiniady? Zwłaszcza że to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej pełnej podobnych dylematów?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/04 23:56:07:

    Albo przymiarki do zadeklarowania ogona z N0 do dyscypliny technicznej nie uprawianej na danej uczelni bezprzymiotnikowej. Cóż tam, że dotacja będzie mniejsza, skoro mołojecka chwała wydziału A może zostać zachowana?

    Tyle że co to za dyscyplina, której liczebność formalnie zmniejszy się z 30+ do 20+? Jaka będzie jej lokalna siła? Małe będzie piękne, ale na śmietniku. Co robić, kurna, co robić? Wyrzucić ne można, bo padnie dydaktyka, a zastępców brak. Włączyć do N, to zaraz zaprosi się B. Wyrzucić do nieuprawianej technicznej, to dostanie się mniej kasy z dotacji, a i zaraz jakiś KEN się przyczepi że jak to, skąd ta dziesiątka? A przerzucić na dydaktycznych też źle, bo polecą nadgodziny i inne takie, no i sami zainteresowani mogliby focha strzelić i całkiem pójść do przemysłu... Co robić, jak żyć?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 00:25:35:

    @trzy.14
    Krótko: nie widzę tu problemu. Astronomowie sami sobie zgotowali ten los, a możliwość dalszej koegzystencji z fizyką tych pozostawionych na lodzie jest dobrym wyjściem z tej głupiej sytuacji.

    Fortel z celowym deklarowaniem dyscypliny niszowej uważam za niegroźny dla systemu (o ile algorytm pozostanie taki jak w projekcie). Ruch ten jest w zasadzie nieopłacalny, chyba, że potrzebujemy pilnie obsadzić jakieś zajęcia przez (de facto) dydaktyka, ale z niskim pensum. A czasem potrzebujemy, czyż nie ? :)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 01:03:17:

    Jasiek & Pi
    Uważam, że i tak wszystko rozbije się o kasę. Tzn. pytanie jakie są aspiracje uczelni, czyli:
    a) Doskonałość Wszechnaukowa w skali kraju (uczelnia badawcza),
    b) Doskonałość Naukowa Regionalna.
    I teraz kalkulacja. Zapewne po tej kalkulacji będzie, czy to prikaz dziekana, czy też rektora, jezdli mała uczelnia, co mają zadeklarować. Stąd ten przykład, jak i pytania są raczej o przyszły model biznesowy uczelni. Oczywista oczywistość, to będzie pewnikiem też sprawdzenie dotychczasowej wydajności naukowej i dydaktycznej delikwentów.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 08:46:52:

    @js.c.
    Ale gdy ograniczymy się do 200-tek (ewentualnie 140-200), to chyba ten argument już nie działa? :) A to właśnie zbyt słabe pisma za 200 pkt ośmieszają cały system. Niechby miały 100, góra 140, i też im krzywdy nie będzie.

    W fizyce, tak. Nie doceniasz różnic dyscyplinarnych. Problem w tym, że, jak napisałem, wielu potencjalnych mędrców z dyscyplin HS nisko umiędzynarodowionych naprawdę nie będzie w stanie rzetelnie odróżnić w tym małym zbiorze 200-punktowców czasopism świetnych i takich sobie. Zauważą tylko te polskie i chętnie dadzą im 200 punktów, może nawet w wierze, że tyle się należy. Przypomnę stwierdzenie NPK: prace magisterskie pod jego kierunkiem biją na głowę artykuły z jakichś tam JCR.
    Wcale zatem nie bagatelizowałbym ryzyka, że śmieciowe czasopisma zostaną wyniesione w kosmos w tych dyscyplinach.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 08:57:03:

    47 proc. Polek i Polaków uważa, że rodzic ma prawo nie szczepić dziecka.

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 10:03:52:

    @trzy.14 Parafrazując znane powiedzenie brexitowców, Poland has had enough of experts. To zresztą nie tyle ciemnota, ile anarchia mylona z wolnością.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 11:25:45:

    pfg,
    "Anarchia mylona z wolnością" - coś w tym jest. Ale chyba także upadek ("demokratyzacja") autorytetów. W końcu jeżeli profesor Matczak w innej materii z własnej, nieprzymuszonej woli wchodzi w twitterowe utarczki słowne z niejakim Matką Kurką i oczywiście zostaje sprowadzony do poziomu tegoż i pobity doświadczeniem, to każda opinia staje się równa opinii profesorskiej. To samo zjawisko mieliśmy w "społecznym śledztwie smoleńskim internautów" - i oczywiście nie jest to zjawisko specyficznie polskie.

  • martinique napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 11:43:56:

    @trzy.14

    Izrael Od 20 lat praktycznie nie schodzi poniżej 4 (czterech!) procent PKB w wydatkach na BADANIA I ROZWÓJ (tzw. GERD). Do 4% bardzo szybko dobiła Korea pPd. 3% ma Japonia i Niemcy, 2.8 USA, średnia OECD to nieco ponad 2%, Polska podniosła się z 0.5% (2006) do ok. 1% PKB (2016).

    Czy mógłbym poprosić o źródło danych (link do raportu, opracowania etc.)? Dane mogą okazać przydatne w mojej pracy badawczej. Dziękuję za pomoc.

  • martinique napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 11:45:51:

    oczywiście *"okazać się przydatne"

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 12:17:00:

    @martinique
    Teraz to bardzo łatwo wszystko znaleźć w sieci. Na przykład pierwsza z brzegu praca (wykres 3). Nie najnowsza, ale po odnośnikach dokładnie widać, gdzie trzeba szukać update'u. Przy okazji widać, że tematyka ta jest już przedmiotem badawczego namysłu ;)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 13:47:04:

    @Trzy.14:

    > 47 proc. Polek i Polaków uważa, że rodzic ma prawo nie szczepić dziecka.

    Sędziów dobrej zmiany TK i SN da się przenieść ustawą w stan spoczynku, ale żadna ustawa nie uzdrowi ani nie wskrzesi niezaszczepionych dzieci, które staną się kalekami lub umrą wskutek chorób zakaźnych.

    Jak dla mnie parlamentarna debata nad obowiązkiem szczepienia dzieci jest najważniejszą w tej kadencji. To starcie nauki, wiedzy i oświecenia ze znachorstwem, ignorancją i średniowieczem.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 14:07:36:

    Z tego co się orientuję, to nie ma pewnych dowodów, że szczepionki chronią przed chorobami. Ludzie nie są coraz bardziej zdrowsi jak zaczęto ich masowo szczepić, wprost przeciwnie coraz więcej chorują. Narzucanie siłą innym co mają robić jest raczej ignorancją i średniowieczem.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 14:37:39:

    Ma ktoś jakieś przekonujące dane na temat skuteczności szczepień? Na przykład liczba zgonów (na daną chorobę, w kolejnych latach, w danym kraju) w rozbicie na: szczepiony/nie szczepiony, plus procent dzieci szczepionych na tę chorobę w każdym poprzednich kilkunastu lat, plus liczba zgonów związanych z powikłaniami po danej szczepionce. A może jakiś jeszcze bardziej konkluzywny zestaw danych? Może i kalectwo da się uwzględnić? To ciekawy i ważki temat, surowe dane chyba nie trudne do uzyskania, zatem powinno być masę prac i konkretnych polemik na te tematy.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 14:46:58:

    Widząc swą własną radę nieco niżej usiłowałem znaleźć coś o "skuteczności szczepień" w Google, ale pojawia się kakofonia na ogół gołosłownych wpisów i w sumie - poddałem się. Pierwszy konkretniejszy wpis jest jednak negatywny:
    The Lancet już 10 sierpnia 1974 roku publikował wyniki badań 50 000 pracowników poczty. W celu wyłudzenia pieniędzy od dyrekcji poczty stosowano te same argumenty, jakie stosują handlarze obecnie w Polsce, że ludzie nie będą chorowali, a więc absencja się zmniejszy etc. Wnioski z tych badań są jednoznaczne:
    Brak dowodów na zmniejszenie absencji chorobowej wśród osób zaszczepionych, w porównaniu do grupy kontrolnej. W tych warunkach, na podstawie przeprowadzonych badań wynika, że coroczna oferta szczepień przeciwko grypie nie spowoduje istotnego spadku liczby zachorowań. Stosowanie szczepionek jest więc ekonomicznie i zdrowotnie nieuzasadnione.

    Muszę przyznać, że powyższy argument (o ile kolejne badania go nie obaliły), na pewno do szczepień anty-grypowych nie zachęca. A reklam, istotnie, pełno w mediach.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 15:05:46:

    No cóż, w Polsce - zwłaszcza w roku 1974 - zwolennik szczepionek mógłby taki wynik badania zinterpretować jako brak istotnej zależności pomiędzy "absencją chorobową", a rzeczywistą zachorowywalnością :)

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 16:16:54:

    Dane analizuje sie wtedy kiedy mechanizmy są nieznane. W przypadku szczepień znany jest biologiczny mechanizm. Wiadomo także że prowadzi do ewolucji i że nie jest statyczny, ale co do zasady działania nie trzeba wykazywać statystycznie.

    Analiza takich rzeczy jak absencja chorobowa czy umieralność, czyli z kolejną warstwą pośrednią jest kłopotliwa. Widać to na przykładzie statystyk długości i komfortu życia. Praktycznie wszystkie są fałszywe, metodologia zmienia się z roku na rok, a rzetelne aktuarialnie są tajemnica firm ubezpieczeniowych. Jedyne co jest pewne to umieralność dzieci i młodocianych znacząco spadła wpływając na średnią, biorąc tylko tę poprawkę pod uwagę nie jest trudne argumentować, że efektów statystycznych medycyny na przykład nie-szczepionkowej w ogóle nie ma. W dokładnie odwrotny sposób odwrotna ideologicznie szarlataneria w typie Pinkera "udowadnia" tezy odwrotne. Jedyne co tu może być naukowe to badania socjologiczne na które typy przekłamania bardziej są podatni ideologicznie js.c, czy pfg.

    Co do argumentu z 1974 to on się sam obala. Skoro choroba została wyparta szczepionkami, to zanim ponownie epidemiologiczną masę krytyczną to wygląda jak by jej nie było.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 16:28:47:

    @zitterbewegung
    "Dane analizuje sie wtedy kiedy mechanizmy są nieznane", "Co do argumentu z 1974 to on się sam obala. Skoro choroba została wyparta szczepionkami"

    Zawsze sądziłem, że dane się analizuje zwłaszcza wtedy, gdy mechanizmy są znane. Przynajmniej tak jest w fizyce. A w tej historii z 1974 nic nie napisano o "wyparciu choroby", już prędzej na odwrót.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 17:47:12:

    @piotrcandida
    Z tego co się orientuję, to nie ma pewnych dowodów, że szczepionki chronią przed chorobami. Ludzie nie są coraz bardziej zdrowsi jak zaczęto ich masowo szczepić, wprost przeciwnie coraz więcej chorują. Narzucanie siłą innym co mają robić jest raczej ignorancją i średniowieczem.
    Wyjdź, zamilcz, nie wracaj. Jesteś trollem i to niebezpiecznym.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 17:48:46:

    Ja bym bardzo prosił, by jednak nie zniżać się do poziomu antyszczepionkowców i nie toczyć z nimi dyskusji. To sens podobny do tego jak dyskusja z kreacjonistami czy zwolennikami poglądu, że ziemia jest płaska.

    Albo jesteśmy naukowcami i wierzymy w racjonalność i odkrycia rozumu, albo hipokrytami i szarlatanami nie nadającymi się do tego zawodu.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 18:03:00:

    @js.c.
    Nie ma sensownej odpowiedzi na tak ogólnie postawione pytanie: zależy od konkretnej szczepionki. Jest szereg szczepionek o bardzo wysokiej skuteczności.
    Szczepionki przeciw grypie sezonowej, o której wspominasz, na pewno do takich nie należą, a wskazówki za ich stosowaniem nie są jednoznaczne. Jednym z czynników dość zresztą powszechnie znanych jest tempo mutacji patogenów. Kilka lat temu w BMJ (chyba) ukazało się obszerne meta-study, które pokazywały, że dowody na skuteczność szczepionek przeciw grypie sezonowej są co najwyżej słabe (po zapoznaniu się z tamtym artykułem przestałem się szczepić szczepionką podjednostkową). Szczepienie to być może jest uzasadnione w przypadku pracy w dużych zbiorowościach ludzkich (wykładowca prawa, ale może już nie fizyki ;-)).

    Natomiast nie ma sensu przenosić tych wyników na szczepionki przeciw innym chorobom o wysokiej udowodnionej skuteczności, które włączane są do programów szczepień.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 18:07:14:

    @zitter
    W naukach medycznych mechanizm działania jest często "filtrem" inspirującym poszukiwania, natomiast od dziesięcioleci w cywilizowanych krajach nie stosuje się procedur medycznych bez długotrwałych i wieloetapowych empirycznych badań skuteczności i bezpieczeństwa, na odpowiednio dużych zbiorowościach i prowadzonych w wielu ośrodkach.

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 18:32:49:

    Hi, @zitter. Ja też cię lubię.

    @fla, mimo wszystko:

    @js.c W XVIII wieku czarna ospa (ospa prawdziwa) zabijała rzędu 400,000 Europejczyków rocznie (w 80% dzieci). Potem zaczęto wprowadzać szczepienia, wreszcie w lach '60 XX WHO postanowiła przeprowadzić masowy program szczepień, zaszczepić praktycznie całą populację. No i - kto by pomyślał? - czarna ospa została całkowicie wyeliminowana. Ostatni przypadek śmiertelny miał miejsce w 1978 na skutek błędu w laboratorium. Wówczas choroba już od kilku lat nie występowała w środowisku.

    A tutaj masz wykres obrazujący liczbę przypadków odry w Stanach, z zaznaczonym momentem wprowadzenia szczepień.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 19:25:00:

    mechanizm działania jest często "filtrem" inspirującym poszukiwania

    Poszukiwania znalezionego?

    nie stosuje się procedur medycznych bez długotrwałych i wieloetapowych empirycznych badań skuteczności

    Bezpośrednich, a i wtedy sygnały należą do delikatnych, pewności nabieramy właśnie dzięki bezpośredniości.

    czarna ospa została całkowicie wyeliminowana

    To po co szczepić?

    dyskusja z kreacjonistami () wierzymy w racjonalność

    Dyskusja w sprawach publiczych jest obowiązkiem nauki. Wiara jest kwestią prywatną, inaczej terroryzuje. Nauki na wiarę to też dotyczy. Poza tym kreacjonistami są też nobliści.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 19:36:24:

    Ze szczepionkami to jest tak: ilu gruźlików państwo znają? Ja jednego, jeszcze ze studenckich czasów. Zastanawiam się ilu gruźlików z XIX wieku znam. Szopen? Czyli cały XiX wiek kontra cały XX i część XXI wieku i mamy 1:1, remis, szczepionki nie działają.

    Podobnie porównajmy HIV. Nie znam osobiście nikogo, kto by przyznawał się do HIV. Z całej literatury pięknej, jaką przeczytałem, nie tylko XIX-wiecznej, nie kojarzę nikogo z HIV. Wniosek: HIV nie istnieje.

    Piotrcandida też nie istnieje.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 19:41:06:

    No i jak tu sie dziwić, że znaleźli się naukowcy wspierający teorię zamachu smoleńskiego? Kwiat nauki polskiej łyka bez popicia proepidemiczne brednie. Może jeszcze się państwo wypowiecie na temat płaskiej ziemi?

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 19:46:26:

    @zitter Toteż przeciwko czarnej ospie (ospie prawdziwej) już się nie szczepi. js.c. pytał generalnie o skuteczność szczepień, a szczepienie przeciwko ospie prawdziwej jest najbardziej spektakularnym przykładem. Choroba, która zabiła wiele milionów ludzi, została, dzięki szczepieniom, całkowicie wyeliminowana.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 19:47:03:

    zitterbewegung
    > > czarna ospa została całkowicie
    > > wyeliminowana
    >
    > To po co szczepić?


    A szczepią? O ile dobrze pamiętam, to szczepienia przeciw ospie zostały zaniechane w latach osiemdziesiątych.

    Szczepi się przeciw patogenom obecnym w środowisku i zagrażającym nam. Odra, polio itp. wciąż występują, nie dalej jak za wschodnią granicą. Biorąc pod uwagę wzrastający odsetek nosicieli patogenów aka "uchodźców" mamy sytuację, w której działania antyszczepionkowców są jawną akcją wyjątkowo groźnego sabotażu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 20:26:17:

    Dla mnie podejście naukowe w najmniejszym stopniu nie kojarzy się z przyczepieniem adwersarzowi naklejki z odpowiednio stygmatyzującą nalepką i uznaniem, że to zamyka dyskusję. Takiego dogmatyzmu to nie ma nawet w Kościele katolickim (ostatni papieże to chyba nawet akceptują teorię ewolucji, łącząc ją z jakąś odmianą kreacjonizmu, jak mniemam). Nobooks chyba optymalnie podsumował: są szczepionki niezwykle skuteczne i są szczepionki znacznie gorsze. Zależy od choroby, zależy od szczepionki. Przykład czarnej ospy, dane podane przez pfg, są istotnie powalające na kolana. A nachalna reklama szczepionek przeciw grypie zapewne napędza klimat antyszczepionkowy. Wrzucanie wszystkiego do jednego worka też temu klimatowi sprzyja (bo jeden przykład negatywny rzutuje wtedy na całość).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 20:45:39:

    Tak naprawdę niemal cała literatura aż do połowy XX wieku przyjmuje gruźlicę czy koklusz jako zjawiska tak normalne i powszechne, jak burza piorunami.

    Tak na szybko, gruźlica była w Zbrodni i Karze, Czarodziejskiej Górze, koklusz w Ani z Zielonego Wzgórza. Więcej jest tu: oceansoul.waw.pl/choroby-w-literaturze czy tu: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Medycyna_Nowozytna_studia_nad_historia_medycyny/Medycyna_Nowozytna_studia_nad_historia_medycyny-r2011-t17-n1/Medycyna_Nowozytna_studia_nad_historia_medycyny-r2011-t17-n1-s41-78/Medycyna_Nowozytna_studia_nad_historia_medycyny-r2011-t17-n1-s41-78.pdf

    w 1927 r. wśród uczniów szkół powszechnych Wilna stwierdzono 10% zarażenia gruźlicą, a w Państwowej Szkole Technicznej 19,4%. Według danych statystycznych, na gruźlicę umierało 54% nauczycieli szkół powszechnych

    Kto z państwa widział dziecko chorujące na krztusiec? Kto widział gruźlika plującego krwią? Może słyszeliście o takich przypadkach?

    Ja oprócz jednego "gruźlika", który dziś ma się bardzo dobrze, kojarzę jeszcze jedną osobę (dosłownie) dotkniętą w dzieciństwie przez polio.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 20:51:30:

    @js.c
    Fanatyzm to taka granica, za którą argumenty już nie docierają. Antyszczepionkowcy, płaskoziemcy itp tacy właśnie są. Dyskusja jest tylko stratą czasu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:08:50:

    @adam_beast
    Fanatycznych wypowiedzi anty-szczepionkowych w tej dyskusji nie zauważyłem.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:16:30:

    @piotrcandida
    Kurczę. Jako osoba, która zna się na średniowieczu, zapewniam, że ludzie masowo umierali na choroby dzisiaj wyeliminowane, między innymi dzięki szczepionkom. Sa na to twarde archeologicznej dowody. Ostatnio znajoma znajomej pytała za pomocą twarzoksiążki, czym można zastąpić chlorowanie wody w basenie. Jedna znawczyni poradziła jej rozpuszczenie witaminy C w wodzie. To, co pomyślałem o tej pani, myślę też o antyszczepionkowcach..

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:16:43:

    @trzy.14
    Nie trzeba popadać jednak w jednostronny ogląd sytuacji (szczepionki jako panaceum na wszystko). Dopiero w 1854 roku Snow wpadł na pomysł, że przyczyną epidemii cholery może być zakażona woda. Potem Pasteur i antybiotyki. Poprawiały się warunki życia. Pojawiały się liczne nowe leki, większość chorób, w tym gruźlica, stała się uleczalna itd. itp. Szczepionki to tylko jeden z elementów tej układanki. Możliwe, że najważniejszy, ale to wypadałoby uzasadnić. Zapewne w przypadku czarnej ospy - najważniejszy.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:21:11:

    Ja nie mam zamiaru dyskutować na temat skuteczności szczepień z kimś, kto twierdzi, że tego nie należy badać statystycznie, tylko uznać za pewnik. Nie zniżę się do tak dennego poziomu. Chodzi mi o przyzwoitość wobec innych ludzi, żeby nie narzucać im co mają robić. Jeżeli ktoś wierzy, że szczepienia go chronią przed chorobami, to niech się szczepi, ale nie narzuca siłą tego innym osobom. Każdy odpowiada za swoje życie, a nie za życie innych.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:23:40:

    @leros76
    A nie przyszło Ci do głowy, że te choroby wymarły z powodu poprawy higieny, poziomu życia, lepszego odżywiana? Większość epidemii rozwijała się w slamsach albo po wojnie gdy ludzie byli wycieńczeni i niedożywieni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:31:28:

    @Piotrcandida
    Może i tak, ale jest też wymagana w społeczeństwie demokratycznym także odpowiedzialność za współobywateli. Wówczas mamy do czynienia z społeczeństwem obywatelskim, gdzie mechanizmy demokratyczne są bardzo mocno zagłębione, a wolność jednostki nie jest rozumiana jako anarchia, która naraża to społeczeństwo na straty. I tak jest z ruchem antyszczepionkowym jest to źle pojmowana wolność jednostki, gdyż powoduje, że naraża się całą społeczność na możliwe epidemie. Widać, że to co ty pojmujesz, jako demokrację, wolność, to jest nic innego jak anarchia i atomizacja społeczeństwa. Warto jednak abyś zapoznał się z historią medycyny i zobaczył choćby ile trudu i ile czasu trzeba było, aby przekonać ludzi do mycia rąk, a nawet wymusić na lekarzach tą czynność, która dziś jest uważana za oczywistą oczywistość.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:41:00:

    @Piotrcandida
    Znów błędne teorie: @leros76. A nie przyszło Ci do głowy, że te choroby wymarły z powodu poprawy higieny, poziomu życia, lepszego odżywiana? Większość epidemii rozwijała się w slamsach albo po wojnie gdy ludzie byli wycieńczeni i niedożywieni.
    Cóż chyba jednak to prawda, że historia to nauczycielka życia, która jeszcze nikogo, niczego nie nauczyła.
    Część chorób, jak choćby czarna ospa, dotyczyła każdej warstwy społecznej, tak samo jak tajemnicza "czarna śmierć", czy "angielskie poty", czy gruźlica. Obracasz się w stereotypach, czego prawdziwy naukowiec nie powinien robić. A twierdzisz, że nim jesteś. Jest teraz dużo książek na temat higieny, czy historii medycyny, choćby "Historia brudu".
    @Panie Pi
    Co do Chopina to istnieje poważne i uzasadnione podejrzenie, że mógł chorować na mukowiscydozę, która pod wieloma względami w przebiegu przypomina gruźlicę.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 21:55:22:

    Tak, poziom dyskusji niektórych uczestników idealnie pasuje do tytułu. Wstyd umarł.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 22:04:32:

    "Projekt likwidujący obowiązek szczepień skierowano do sejmowej komisji ds. rodziny. Tym samym powraca dyskusja, która od lat dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników wakcynacji.

    Z badań amerykańskich naukowców opublikowanych w "American Journal of Public Health" wynika, że podział może nie być przypadkowy. Podsycają go bowiem liczne wpisy w portalach społecznościowych, które - zdaniem badaczy - pochodzą od rosyjskich trolli.

    Internet Research Agency, firma rzekomo powiązana z rosyjskim rządem - miała stać za ponad 90 proc. spośród 1,8 mln publikacji wzmagających wątpliwości wokół szczepień. Badaczom udało się zidentyfikować blisko 4000 kontrolowanych przez nią kont. Część z nich to zwykli użytkownicy, część to boty, czyli automaty powielające określone treści.
    Wykorzystać podziały

    Amerykańscy naukowcy nie tylko odkryli skalę działań trolli, lecz także ich mechanizm. Posty były tak konstruowane, by wpisywały się w bieżące konflikty czy animozje. Jednym z przykładów jest wpis pochodzący z konta #VaccinateUS. Jego autor pyta "dlaczego tylko elita dostaje czyste szczepionki". Sugeruje tym samym, że "zwykli" ludzie są szczepionkami podtruwani. Inny wpis z tego konta jest jeszcze ostrzejszy.

    Informacja nie jest jednak poparta jakimkolwiek dowodem. "
    Więcej: next.gazeta.pl/next/7,151003,24005834,rosyjskie-trolle-tylko-elita-dostaje-czyste-szczepionki.html#a=339&c=145&t=2&g=b&s=BoxBizLink

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 22:33:17:

    nobooks,
    Po przejrzeniu tego: www.cdc.gov/flu/about/qa/vaccineeffect.htm
    chyba jednak w tym roku się zaszczepię (na grypę) (robię to sporadycznie, jak sobie przypomnę).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 22:42:44:

    Wracając do kontroli NIK, zadał on sobie "Pytanie definiujące cel główny kontroli: Czy system oceny jakości kształcenia w szkołach wyższych jest skuteczny?"

    Pytanie dobre, aczkolwiek bez czytania raportu odpowiem tak: jest to system całkowicie fasadowy.

    I dalej: "1. Czy Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego podjął wystarczające działania nadzorcze i legislacyjne w celu zapewnienia wysokiej jakości kształcenia?"

    Moja odpowiedź: tego tematu w ogóle nie było i nie ma na tzw. agendzie Konstytucji dla NAUKI.

    Generalnie wszelkie "kontrole" czy audyty skupiają się na tym, czy w terminie przedstawiłem studentom warunki zaliczenia i ogłosiłem godziny konsultacji, nikogo jednak nie interesuje, CZEGO czy JAK uczę i jaki to ma związek z potrzebami studentów.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 22:48:15:

    Z tego co się orientuję, to nie ma pewnych dowodów, że szczepionki chronią przed chorobami. Ludzie nie są coraz bardziej zdrowsi jak zaczęto ich masowo szczepić, wprost przeciwnie coraz więcej chorują.

    Klasyk metodologii badan. W czasie I wojny swiatowej w armii pruskiej postanowiono w sposob naukowy sprawdzic skutecznosc helmu nowego typu. Czesci zolnierzy w okopie wydano helmy nowego typu, czesc byla w starych. W ten sposob postanowiono sprawdzic, w ktorej grupie bedzie wiecej rannych. Niestety, okazalo sie, ze wiecej rannych bylo wsrod zolnierzy w helmach nowego typu. Helm prawdopodobnie nigdy nie wszedlby do uzytku, gdyby ktos przytomnie nie zauwazyl, ze wsrod tych w helmach nowego typu bylo wiecej zywych.

    Ze szczepionkami jest dokladnie tak samo. Ludzie wiecej choruja, poniewaz generalnie wiecej przezywa.

    Jezeli jestesmy przy anegdotach. W moim roczniku w liceum byla kolezanka po polio. Nie dostala obowiazkowej szczepionki, prawdopodobnie ze wzgledu na jakies komplikacje zdrowotne mniejszego kalibru. To wystarczylo.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 22:49:58:

    konstytucjadlanauki.gov.pl/praca-nauczycieli-akademickich-jest-praca-tworcza-informacje-o-kosztach-uzyskania-przychodu

    Czyżby 50% KUP nie byl przesądzony, że minister musi aż pisać coś w rodzaju noty dyplomatycznej do ministra finansów?

    @Haluciński
    Podwyżki jednak od 1 stycznia? To jest koszmar jakiś!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:02:31:

    Pieniądze na naukę, ale ze składek zdrowotnych i bez konkursu:

    www.politykazdrowotna.com/37212,mz-rekordowe-pensje-w-nowej-agencji-wyzsze-niz-szefa-nfz-nbp-czy-premiera

    Co ważne, mimo wysokich zarobków prezes oraz jego zastępcy zgodnie z zapisami w projekcie ustawy będą mogli za zgodą ministra lub prezesa (w przypadku wiceprezesów) podejmować dodatkowe zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym lub związanym z wykonywaniem zawodu lekarza.

    Gorąco polecam cały artykuł.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:08:40:

    @trzy.14 - Czego się spodziewać, jeżeli celem kolejnych reformatorów jest aby "wypaść kurła dobrze w rankingu szanghajskim"? Dlatego w żadnej reformie nie porusza się kwestii dotyczących kształcenia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:23:18:

    ranking szanghajski to zasłona dymna dla przesunięcia środków od "dydaktyków" (zwykle "wieloetatowych", bo tylko tak można na dydaktyce zarobić; wieloetatowością ukrytą są/były też nadgodziny, zwłaszcza z zaocznych) do "prawdziwych naukowców".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:34:17:

    @trzy.14
    Ale przecież trzeba było tak zrobić. Jeśli chodzi o finansowanie to powstaje system o wiele lepszy od dotychczasowego. Szkoda, że nie można powiedzieć tego o ustawie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:40:45:

    Przeglądam sobie FB Obywateli Nauki i stąd takie różne kwiatki tu wrzucam.

    Np. ta petycja o likwidację systemu grantowego, choć inaczej sformułowana, jest arcyciekawa: www.petycjeonline.com/ncn_postdoc

    Podpisało się już 500 luda. Głównie z surprise! - Krakowa i Warszawy. Głównie z "nauk o życiu" - biologia, biotechnologia, nauki medyczne.

    Mamy już całą armię młodych ludzi, którzy całkiem dobrze sobie żyli na projektowych "śmieciówkach" i chcieliby, by ta chwila trwała wiecznie.

    Dlaczego Warszawa nie chce młodych doktorów z Poznania czy Rzeszowa?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/05 23:42:01:

    js.c,
    Tylko po co ta argumentacja z rankingiem? Niech tak będzie tak, a nie - nie.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 00:31:47:

    Bosze zielony - Piotr - dlaczego?
    Nie rozumiem jak można narażać (górnolotnie) świat na anty-szczepionkowców. Miałam jedną studentkę z gruźlica - to było straszne, dla niej dla otoczenia a najbardziej chyba dla jej psychiki.
    Nie rozumiem po co ryzykować aż tak bardzo. A jeśli ryzykować chce życiem własnego dziecka to proszę bardzo - tyle że zakaz uczęszczania do publicznych szkół i przedszkoli- jeśli prywatne za zgodą rady rodziców się zgodzi to ok. Ale nie publiczne. To jest nie do opisania co ja bym zrobiła gdyby była szczepionka na moją przypadłość ... a tutaj ryzykować ... nie rozumiem ...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 08:49:22:

    @sarjane
    Biorąc szczepionki narażasz się czasami na znacznie gorsze powikłania niż same choroby. Jak można żądać siłą i przymusem aby ludzie narażali życie swoich dzieci na bycie kaleką do końca życia, bo takie rzeczy też się zdarzają, trzeba być pozbawionym wartości moralnych, żeby takie coś propagować.
    Ty chcesz segregować ludzi i decydować kto zasługuje na publiczne przedszkola i szkoły, to prowadzi do takich wynaturzeń jak faszyzm.
    Dysleksja to nie choroba, teraz każdemu dziecku można taki papierek załatwić w 2-3 godziny.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 08:58:39:

    @trzy.14
    Nie bardzo wiem, o którą wypowiedź o rankingach chodzi, ale istotnie było takich wypowiedzi dużo. Myślę jednak, że to dość naturalne podejście, bo nie mając sektora technologicznego w dostatecznie dobrym stanie, w Polsce nie jest możliwe uczynienie go punktem odniesienia. A najprostszym punktem odniesienia do zagranicy są popularne rankingi. Owszem, mógłby to być ranking "kto więcej wydaje", ale po pierwsze ten ranking jest najtrudniejszy do ogarnięcia :), po drugie, może lepiej patrzeć na efekty niż na wydatki, zwłaszcza w kraju nie należącym do najbogatszych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:24:37:

    już się nie szczepi. js.c. pytał generalnie o skuteczność szczepień, a szczepienie przeciwko ospie prawdziwej jest najbardziej spektakularnym przykładem. Choroba, która zabiła wiele milionów ludzi, została, dzięki szczepieniom, całkowicie wyeliminowana.

    Być może to mój nieświadomy już nawyk odczytywania cudzych wypowiedzi w maksymalnie korzystnym świetle, bo ja to odczytałem jako "gdzie jest granica". Swoim pytaniem popychałem w kierunku wspomnianiej przez siebie ewolucji. Tamte choroby wyeliminowano, jednak nadal się szczepi. Czy można nazwać szczepienia skutecznymi jesli choroba ewoluuje szybko? No i można, ponieważ mechanizm się nie zmienia. SKuteczność jest, statystyka jest konieczna w epidemiologii nowych wariantów. Premier Kopacz swojego czasu nie kupiła szczepionki, zaryzykowała że nie trzeba.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:25:33:

    petycja o likwidację systemu grantowego, choć inaczej sformułowana, jest arcyciekawa: www.petycjeonline.com/ncn_postdoc

    I jakże perwersyjna. Post-doc jakoś z definicji jest dla ludzi bez stałego zatrudnienia. Nie słyszałem, żeby ludzie na tenure-track dodatkowo byli postdokami w tzw. świecie.

    "ciągłość zapewniają osoby () z wieloletnim doświadczeniem na stanowisku typu post-doc (senior post-doc)"

    Ci ludzie coś wąchali?

    Pierwsze z brzegu ogłoszenie senior postdoc z google:
    - must have completed at least two years of postdoctoral training at () different from the one where you obtained your PhD
    - (our) Ph.D. graduates may apply for Senior postdoctoral training only if they have completed at least two years of postdoctoral training at another academic institution
    - may re-apply only once

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:27:26:

    sarjane,
    Zamknięcie antyszczepoionkowców w gettach ma sens tylko jako straszak, forma uświadomienia, że żerują na szczepieniach dokonanych przez większość społeczeństwa.

    O ile mi wiadomo, żadna szczepionka nie daje gwarancji odporności na zachorowanie. Szczepionki "zaledwie" statystycznie zwiększają odporność na dany patogen, np. z prątkami gruźlicy żyje w dobrej komitywie podobno co trzeci z nas. Podobnie szczepienie na grypę zaledwie zmniejszają częstotliwość zachorowań oraz łagodzą ich przebieg, choć w wielu wypadkach działają jak placebo.

    Stąd też główną rolą szczepień jest ich rola społeczna: zmniejszenie roli człowieka jako wektora chorób. To dlatego przy wyjeździe do niektórych krajów należy obowiązkowo się zaszczepić, by zminimalizować ewentualne koszty przywleczenia jakiegoś paskudztwa do Polski.

    Jeżeli więc w antyszczepionkowym przedszkolu wybuchnie epidemia odry, to niemal na pewno dotknie ona także populacji zaszczepionej, choć w mniejszym stopniu.

    Jeżeli więc wymagamy - ze względów na koszty społeczne - jazdy w zapiętych pasach bezpieczeństwa, tym bardziej powinniśmy wymagać szczepień tam, gdzie ma to społeczne (a nie indywidualne) znaczenie.

    Np. w niektórych krajach dyskutuje się zniesienie *obowiązku* szczepień przeciwgruźliczych noworodków nie dlatego, że szczepionka nie działa, tylko dlatego, że prawdopodobieństwo zachorowania nieszczepionego dziecka jest już tak małe, że zaczyna być porównywalne z prawdopodobieństwem wystąpienia poważnych skutków ubocznych szczepionki w warunkach niemal 100% wyszczepialności populacji. I z takim argumentem można dyskutować.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:30:01:

    wartości moralnych () faszyzm () Dysleksja to nie choroba, teraz każdemu dziecku można taki papierek załatwić

    Moralność jest jak biodra, każdy ma swoją, czego jesteś ilustracją.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:37:24:

    @piotrcandida

    A jakim zniewoleniem jest zmuszanie ludzi do jazdy po prawej stronie jezdni? Toz to terror i zemsta prawakow :-) podpiszesz petycje o zostawienie swobody w wyborze?

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:38:05:

    @piotrcandida
    Ja nie mam zamiaru dyskutować na temat skuteczności szczepień z kimś, kto twierdzi, że tego nie należy badać statystycznie, tylko uznać za pewnik.
    Może zamiast ogladac antyszczepionkowe filmiki na youtube poświęć troche czasu na poczytanie wyników badań naukowych? Podobno jesteś naukowcem.
    @sarjane, pi
    Ja akurat się zgadzam na przymusową izolację antyszczepionkowców. Oni świadomie chcą wywoływać epidemie. Edukować należy wątpiących. Ten kto ignoruje wyniki wszystkich badań za wyjatkiem tych sfałszowanych o autyzmie zasługuje na izolację od społeczeństwa. Tylko dzieci szkoda, ale może lepiej odbierać?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 09:52:03:

    Zitt, ale ci ludzie *nie mają stałego zatrudnienia*! Oni mają zaledwie etat, a to dwie różne pary kaloszy. W przeciwnym wypadku nie byłoby płaczu, że bez grantu NCN rozpadnie się grupa badawcza.

    Ja to rozumiem tak. Od samego początku priorytetem NCN jest tworzenie "nowych grup badawczych". Bardo słusznie, stare grupy badawcze mają lat 45+ i nie uciekną do przemysłu, im wystarczy miska ryżu. No i produkuje się tych doktorów na upasionych grantach, przestało nas dziwić, że ugrantowiony doktorant zarabia więcej niż nieugrantowiony profesor. Tylko jak to wpływa na tych doktorantów? Ja znam jednego, który przez 2 lata był jednocześnie w 3 grantach (nie wiem czy i ile brał z nich pieniędzy) i to może być dla niego szokiem poznawczym, gdy do konkursu o nagrodę ministra wystawia się kogoś, kto o grantach czytał w gazetach. Znam też opinię pracownika IChF PAN o studiach doktoranckich z czasów Kudryckiej: "bonanza". I naszego doktoranta, że "samo robienie doktoratu może być intratnym zajęciem, więc nie ma się co śpieszyć".

    No i teraz wyobrażam sobie całkiem piękne stadko młodych doktorów, którym wydaje się, że życie upasionego grantami doktoranta to tylko gra wstępna do wspaniałego życia adiunkta i zaraz potem profesora (przecież jestem tak świetna, skoro chcą mnie w 3 projektach i przed 35 rokiem życia zjeździłam z konferencjami pół świata).

    Ta petycja to płacz sierot po NCN-ie (oraz ich promotorów). Osób z etatowym zatrudnieniem na czas wykonywania grantu NCN. Stąd taka dominacja Krakowa i Warszawy. Prawdopodobnie stąd też dominacja nauk biologicznych, po których trudno w Polsce uciec do nieistniejącego przemysłu (co innego informatycy, matematycy a nawet przefarbowani na pierwszych lub drugich fizycy).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 10:04:40:

    To jest fatalna polityka, małpująca jeden z najgorszych fragmentów zachodniego systemu (oparcie się na niestabilnych etatach w nauce i dydaktyce). Chcąc odmłodzić czy zdynamizować kadrę badawczą trzeba było wymuszać na uczelniach stałe zatrudnianie laureatów konkursów NCN (chcecie grant: znajdźcie normalny etat), po części jako warunek konkursu, po części poprzez zapisy w algorytmie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 10:33:39:

    @zitterbewegung
    > Tamte choroby wyeliminowano, jednak nadal się szczepi.

    JEDYNĄ chorobą uznaną za trwale wyeliminowaną jest ospa prawdziwa i przeciw niej JUŻ SIĘ NIE SZCZEPI. Pozostałe, przeciw którym się nadal szczepi, wciąż występują, więc Twoje zdanie jest FAŁSZYWE.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 10:44:45:

    Pozostałe, przeciw którym się nadal szczepi

    Wtedy na wiele z nich się nie szczepiło, więc Twoje zdanie jest "FAŁSZYWE".

    Ludzie spotykają takie argumenty, a potem listę fąfnastu szczepionek na wątpliwe choroby i coś im nie gra i to im trzeba tłumaczyć, oraz to skąd i do czego bierze się w tym statystyka.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 10:49:18:

    js.c,
    Główne pytanie brzmi: po co? W artykule linkowanym przez Zitta jest informacja, że w USA po wojnie w 5 lat rząd federalny zwiększył nakłady na "badania naukowe" o ponad 20 razy. W tych warunkach naturalne jest pytanie, kto i jak te środki wykorzystuje. Rozsądek podpowiada, że powinny one iść do najlepszych w całym kraju wielkości subkontynentu i już mamy mobilność jako coś, co zwyczajnie się opłaca, choć kosztuje. Przecież tak samo działają korporacje. Co więcej, mamy zmianę podmiotu działalności, tzn. nikogo nie interesuje (w pierwszym rzędzie rachunku zaburzeń), czy jakaś uniwersytecka grupa badawcza się rozpadnie, tylko czy wojsko dostanie swoje zabawki.

    W Polsce nie zaistniały żadne z dwóch, a nawet trzech powyższych warunków (nie jesteśmy krajem wielkości subkontynentu, z jednymi z największych na świecie złóż surowców mineralnych, w tym ropy naftowej).

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 10:51:09:

    @Adam_Beast,
    Ależ tak antyszczepionkowców należy izolować i jest to doskonale znana praktyka obrony społeczeństwa przed epidemiami zwana kwarantanną. Ta praktyka została wprowadzona po raz pierwszy we Włoszech bodajże w średniowieczu, dla przybywających okrętów ze świata, gdy było podejrzenie zarażenia czarną śmiercią. Może to być też złe skojarzenie, jak z wyspami, czy też wioskami w dżungli trędowatych, ale cóż głupota jak widać też może być zaraźliwa i 40-to dniowa izolacja mogłaby być zbawienna.
    @piotrcandida
    Wszelkie zachorowania po podaniu szczepionek były związane z dwiema rzeczami:
    1. Niewłaściwą diagnostyką lekarską przed podaniem szczepionki.
    2. Dopuszczeniem do sprzedaży partii szczepionek źle przygotowanych.
    Biorąc jednak pod uwagę, że zdarzeń związanych z powikłaniami po podaniu szczepionki jest znacznie mniej, niż przypadków śmiertelnych w czasie epidemii, to należy uznać, że szczepionki to sukces.
    Natomiast jest też ruch antyszczepionkowy też niezwykle niebezpieczny, gdy rodzice robią sobie party z np. ospą wietrzną i świadomie zakażają swoje dzieci.
    Te wszystkie ruchu sprawiają, że mam takie przeświadczenie, że poziom głupoty w narodach jest stały, co najwyżej może on być teraz bardziej maskowany ze względu na osiągnięcia technologiczne. Z tym, że technologie informacyjne powodują, że jeszcze szybciej przepływają informacje bzdurne siejąc tylko zamęt.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 11:07:54:

    @piotcandida
    W związku z troską o Twoją właściwą edukację polecam ze swojej strony bardzo fajną popularnonaukową książeczkę: Wayne Biddle "Słownik zarazków" w przekładzie Piotra Jędrusika, Wydawnictwo Amber 1996. Oczywiście ze względu na 22 lata od jej ukazania się część informacji zwłaszcza dotyczących HIV będzie niepełna, to jednak na początek świetna lektura. Są też kontrowersje dotyczące "czarnej śmierci" i jest dyskusja, czy był to wirus, czy bakteria Yersinia pestis. Ale to są szczegóły, a od czegoś trzeba zacząć. Jest też ciekawy "Słownik bakterii" Wiktor Mizerski, Beata Bednarczuk, Magdalena Kawalec, Wydawnictwa Adamantan z 2008 roku. Myślę jednak, że są tu koledzy i koleżanki, którzy wskażą lepsze źródła.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 11:12:53:

    @zitterbewegung
    > Wtedy na wiele z nich się nie szczepiło, więc Twoje zdanie jest "FAŁSZYWE".

    W epoce kamiennej nie szczepiło się w ogóle, czyli nie należy szczepić W OGÓLE?
    Logika Twojej argumentacji jest licha. Masz gorszy dzień?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 11:31:25:

    czyli nie należy szczepić W OGÓLE?

    O tym napisałem na samym początku.

    Masz gorszy dzień?

    Ja generalnie jestem przeciw takiej nauce ze świętego przekonania popartego dętymi przykładami z arystotelejskim błędem kategorii.

    Przypominam w jakiej atmosferze Popper wprowadził pojęcie falsyfikowalności. Chodziło obalanie pozytywistycznej wiary w rozum (Popper jest post-pozytywistą), ale także o politykę, dokładnie scientyzm w polityce. Popper przeciwstawiał się mechanistycznym filozofiom zarówno Róży Luksemburg jak Ayn Rand. Nawet twierdzenie Godla było motywowane przeciwstawianiem się tego typu scientycznym nurtom totalitarnym na gruncie filozoficznym.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 11:45:51:

    Przecież epidemie występują nawet w obecnych czasach. Umierają głównie ludzie chorzy, słabi, starzy i niedożywieni. Tutaj żadne szczepienia nie pomagają i ludzie umierają bo mają słabe układy odpornościowe. Od tego zależy czy dany człowiek zachoruje i poradzi sobie z patogenem, czy nie.
    Porównywanie ruchu prawą stroną do przymuszania brania szczepionek, które mogą wywołać poważne zaburzenia jest po prostu komiczne i żenujące. Godne widocznie zwolenników szczepień, skoro używają takich argumentów.
    Zmuszanie ludzi do szczepień gdy nie ma pewnych dowodów na to, ze szczepionki ograniczają zachorowanie na choroby jest podobne do działań faszystowskich czy komunistycznych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 11:57:35:

    Umierają głównie ludzie chorzy, słabi, starzy i niedożywieni

    Albo w każdym razie grzeszni.

    żadne szczepienia nie pomagają () patogenem

    Nie używaj słów których nie rozumiesz.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:01:57:

    Albo w każdym razie grzeszni.

    Wróć.

    podobne do działań faszystowskich

    Przecież jesteś faszystą. Twoja filozofia nie jest podobna, bo jest taka sama.

    Co więcej to jest udowadnianie tego jak być powinno przez to jak jest. Zresztą temu często służy reakcyjna "statystyka".

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:09:55:

    @jsc
    >>Chcąc odmłodzić czy zdynamizować kadrę badawczą trzeba było wymuszać na uczelniach stałe zatrudnianie laureatów konkursów NCN (chcecie grant: znajdźcie normalny etat), po części jako warunek konkursu, po części poprzez zapisy w algorytmie.<<

    Za KBN jak pojawili się doktoranci bezetatowi - była polityka, że tylko ten doktorant dostawał etat, który miał grant. To około 2000+ roku było

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:49:55:

    Czyli gdzie jest problem? Problem jest w aspiracjach młodych ludzi, którzy chcieliby dużo zarabiać i to na stałym etacie na państwowej uczelni. Jest na to rada!

    Najlepszym lekiem na zmniejszenie tych oczekiwań zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut


    Quiz: kto jest autorem tych słów?

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:54:00:

    kto jest autorem tych słów?

    Nie żaden sitwiarz a prawdziwy mężczyzna (Kaczyński takich lubi).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:55:22:

    Obywatele Nauki wynaleźli jeszcze taki cymes-cytacik z Przyjaciół Mądrego Ptaszka:

    NN - Ma jakąś fundację, stowarzyszenie albo firmę?
    MM: - Ma firmę, na pewno ma.
    NN: - Zapytajcie go tak po cichu. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś.


    Jak się do tego doda zapis o dożywotnim zatrudnieniu swoich sędziów na uczelniach publicznych, można dojść do ciekawych wniosków na temat rzeczywistej funkcji systemu nauki i szkolnictwa wyższego w państwie polskim.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 12:58:14:

    Inaczej na to patrzę: stabilność jest dużą wartością. Nie mamy pieniędzy na godziwe wynagrodzenia, trzeba dodać "w naturze", np. stabilność. Oczywiście trzeba dobrze ustawić próg wejścia do systemu.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 13:11:50:

    stabilność jest dużą wartością

    Stabilność wielokrotnego przedłużania dwuletniego postdoka w jednym miejscu? Stabilność potrójnego zatrudnienia?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 13:14:46:

    W kontekście nauki i jej finansowania to raczej bym przypomniał słowa Premiera Morawieckiego "Ludzie mają ZAPIE*DALAĆ za miskę ryżu".

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 16:40:59:

    @trzy.14 Bój się Boga, gdzie ty w tej petycji widzisz sprzeciw wobec systemu grantowego?!

    Jeśli chodzi o meritum, autorzy petycji sprzeciwiają się administracyjnemu wymuszaniu mobilności. Rzecz nie jest czarno-biała. Z jednej strony mobilność w nauce faktycznie jest cenna, jest ważne, aby ludzie choć na jakiś czas znaleźli się w innym środowisku, częściowo zmienili tematykę i tak dalej, bo to wszystko otwiera umysły, zaś zespoły badawcze, biorąc kandydatów z zewnątrz, faktycznie mogą zdobyć kandydatów lepszych, a w każdym razie mających pewną świeżość spojrzenia. Z drugiej w Polsce mobilność jest utrudniona tak ze względów ekonomicznych, jak i kulturowych (nb, nawet legendarna mobilność amerykańska nie jest już taka, jak dawniej), więc jej administracyjne wymuszanie może okazać się przeciwskuteczne, przynajmniej w niektórych wypadkach.

    Dlaczego Warszawa nie chce młodych doktorów z Poznania czy Rzeszowa? Ważniejsze pytanie brzmi, czy młodzi doktorzy z Poznania i Rzeszowa chcą do Warszawy. Zważywszy na wyraźnie wyższe koszta życia, odpowiedź nie musi być oczywista.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:06:10:

    @zitterbewegung
    Każda stabilność jest wartością, ale tu miałem na myśli przede wszystkim stabilność pojedynczego zatrudnienia. Dotąd wiązała się raczej z dydaktyką oraz drabinką stopni i tytułów. Nauka była gdzieś obok, jakoś przyczepiona do dydaktyki. System grantowy doczepiony do tego wszystkiego na słowo honoru. Nawet nie wiem, co powiedzieć, bo nie widziałem żadnej analizy czy danych na temat jego efektów. Ale te niestabilne etaty są - moim zdaniem - mało sensowne, nie mówiąc o konkursach na "anonimowych wykonawców". Może są jakieś dziedziny, gdzie to ma sens (biochemia? medycyna?), ale we wszystkich znanych mi rejonach planowanie grantu bez znajomości OSÓB, które to będą wykonywać - wygląda absurdalnie.

    @pfg
    W pewnym sensie jest to sprzeciw przeciw systemowi grantowemu, którego sednem jest akcyjność i niestabilność.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:13:41:

    Ważniejsze pytanie brzmi, czy młodzi doktorzy z Poznania i Rzeszowa chcą do Warszawy

    Są mapy migracji. Czy doktorzy różnią się jakoś szczególnie od reszty społeczeństwa? Gdyby były podstawy tak sądzić to by było naprawdę ważne pytanie, a tak to jest po prostu reakcyjne.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:16:59:

    @js.c
    > Każda stabilność jest wartością,

    Nie każda. Nie jest wartością stabilność uczelnianych sitw "leśnych dziadów". Nie jest wartością stabilność obecnego zdegenerowanego systemu grantów i nie jest wartością stabilność pasionej przez ten system oligarchii.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:19:00:

    Na dzień przed ogłoszeniem przyznania nagrody Nobla Donnie Strickland odbył sie w CERN wykład takiego bucka, który za pomocą rozkładu normalnego i "kulturowego marksizmu" (termin używany wymyślony przez faszystów przeciw szkole frankfurckiej) dowodził że kobiety wybierają inne kariery niż nauka.

    Wszystko jest w porządku a o tym jak powinno być powinniśmy wnioskować z tego jak jest.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:28:53:

    planowanie grantu bez znajomości OSÓB, które to będą wykonywać - wygląda absurdalnie

    Konkursy też wyglądają absurdalnie?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:29:29:

    @staryzgred2012
    Jak to nie jest wartością? Wartością jest, tylko daną nie temu komu trzeba i nie wtedy kiedy byłoby lepiej :)

    Innymi słowy, zamiast szastać stabilnością na rzecz szemranych sitw, lepiej użyć tej "monety" w szlachetniejszym celu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 17:34:41:

    @zitt
    W grantach: ma ogół tak. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że ktoś potrzebuje człowieka do zadań specjalnych, nie bardzo wie skąd go wziąć, i nagle ogłasza konkurs, i oto zgłasza się kandydat idealny. Chyba, że etat w grancie traktujemy jako jakieś beneficjum, jako dobro, które trzeba przydzielać/rozdzielać z maksymalną starannością, zachowując zasady sprawiedliwości społecznej.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:00:38:

    @zitterbewegung
    Faszysta to ten, który przymusza a nie ten, który propaguje wolność. To jest żenujące co tu wygadujecie.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:09:07:

    @Kahlkopf
    "Niewłaściwą diagnostyką lekarską przed podaniem szczepionki."

    Nie jestem antyszczepionkowcem, ale wg mojej subiektywnej obserwacji jej nie ma. Mi młoda pani lek med nie potrafiła udzielić odpowiedzi na podstawowe pytania. Dyskretnie wyszła zapytać pielęgniarkę, wróciła i zmieniła temat uznając, że wszystko jasne. Na szczęście pani pielęgniarka od szczepień wyglądała na doświadczoną, więc JEJ zaufałem. Nie chce mi się googlać. ale podejrzewam też, że brak jest rzetelnych albo przynajmniej powszechnie aprobowanych przez środowisko publikacji na temat skuteczności i przeciwskuteczności szczepień (o ile można mówić o tym drugim zjawisku), albo przynajmniej brak jest właściwej informacji/propagandy na ten temat. Ciekawe byłyby rzetelne badania czy w Polsce AD 2018 warto szczepić dzieci.

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:10:58:

    @js.c. W instytucie, w którym pracuję, blisko 1/4 pracowników jest już na "soft money", czyli na pieniądzach z grantów. Zagraniczny postdoc lub zatrudnienie po doktoracie w (miejscowym) grancie staje się coraz bardziej standardowym etapem kariery: Osoba, która była na postdocu lub pracowała w grancie, ma z reguły większy dorobek, niż ktoś świeżo po doktoracie, więc ma większe szanse w konkursie na stałe stanowisko. No i owszem, całkiem dużo konkursów na etaty w grancie ogłaszanych jest w ciemno. Przychodzą kandydaci zewnętrzni (w tym bardzo zewnętrzni, spoza Polski), raz okazują się świetni, innym razem nie aż tak świetni, jak to w życiu. Ale w grantach, których celem lub ważnym elementem jest zbudowanie nowej aparatury, rzeczywiście występują preferencje dla swoich, którzy w budowaniu tej aparatury już uczestniczyli.

    @zitter - no tak, wydaje mi się, że doktorzy statystycznie różnią się od pozostałych mieszkańców Polski :-)

    W mojej dziedzinie, jeśli ktoś stara się o wyjazd na postdoca, w założeniu czasowy, to stara się o wyjazd za granicę, nie do innego miasta w Polsce. Owszem, i w mojej dziedzinie znam osoby, które po doktoracie przeniosły się z Krakowa do Warszawy, ale była to decyzja o wyjeździe w zamierzeniu na stałe, nie na dwa-trzy lata.

    Ale są i takie przypadki, jak pewien jegomość, nie z mojej dziedziny, który dostał postdoca w Znanym Instytucie Humanistycznym PAN w Warszawie. Zjawiał się tam raz w tygodniu, a tak normalnie to siedział w Krakowie i pisał książkę, którą potem grzecznie afiliował przy Znanym Instytucie. Mobilność jak jasna cholera.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:19:57:

    @pfg
    "Ale są i takie przypadki, jak pewien jegomość, nie z mojej dziedziny, który dostał postdoca w Znanym Instytucie Humanistycznym PAN w Warszawie. Zjawiał się tam raz w tygodniu, a tak normalnie to siedział w Krakowie i pisał książkę, którą potem grzecznie afiliował przy Znanym Instytucie. Mobilność jak jasna cholera."

    Typowy przykład dojenia PANu przez cwaniaków / frajerów przez PAN. Klasyka. Czy pracownicy Znanego Instytutu pojawiali się w pracy codziennie i dyskutowali przy porannej kawie, II śniadaniu, lunchu, spacerze, wspólnych wizytach w teatrz itp? Wszak to humaniści przecież. Był ferment?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:24:20:

    pfg,
    Protestujący powinni chyba dostrzec, że to, przeciw czemu protestują, jest naturalną cechą systemu grantowego.

    A dlaczego nasi doktoranci niechętnie wybierają się do W-wy? Może są za słabi (zupełnie serio, z palcem wskazującym skierowanym we własne piersi), może im się to zwyczajnie finansowo/zawodowo nie opłaca, może ich umiejętności rozbiegają się z tym, czego od nich oczekiwałaby Warszawa, może nie szukają miejsca w W-wie a Wa-wa też do nich nie wyciąga ręki? Może nie interesuje ich kontrakt czasowy z marną szansą przedłużenia realizowany w miejscu, w którym nie ma mieszkania rodziców? Nie wiem.

    Wielu w ogóle rezygnuje z wiązania swojej przyszłości z nauką i szuka raczej dobrego wejścia w biznes. To dla nas nowa sytuacja, ale całe szczęście, że do niej doszło, bo to powiew normalności.

    Jeżeli w Polsce będą 2 ośrodki "badawcze" i bida z nędzą wokół, to o jakiej mobilności (i konkurencyjności) będziemy mówić?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:32:22:

    @Naukowiec2.0,
    Pod tym względem mam różne doświadczenia i te dobre i negatywne. Ale fakt, że w Polsce służba zdrowia jest fatalnie zorganizowana i co raz bardziej niewydolna. A i o rzetelną informację trudno. Pewnie i to może powodować co raz większą popularność takich dziwnych ruchów, jak i znachorów.
    Co do tych negatywnych doświadczeń mógłbym wiele opowiedzieć. Uważam, że na ten stan rzeczy mają duży wpływ politycy, którzy obsadzają stanowiska dyrektorów szpitali, jak i stanowiska kierownicze w instytucjach zarządczych. Stąd też marnotrawstwo środków.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:33:27:

    Zitt, pfg
    planowanie grantu bez znajomości OSÓB, które to będą wykonywać - wygląda absurdalnie

    Ależ powyższe zdanie to najczystsza prawda z perspektywy niewielkiego ośrodka, w którym doktorantów jest tak mało, że nie wiadomo, czy nawet za 4-5 tys. netto da się przyciągnąć kogoś, kto ten grant naprawdę będzie realizował. Zwłaszcza jeśli kierownik grantu ma obowiązki dydaktyczne, administracyjne i inne, więc potrzebuje kogoś do roboty a nie żeby go niańczyć. Planować trzeba defensywnie, czyli przy założeniu, że nikt spoza naszego ośrodka się nie zgłosi - a jak się zgłosi, to super, zapominamy, pod kogo pisaliśmy projekt i robimy prawdziwy konkurs.

    Z jakichś powodów liczba doktorantów, którzy przyszli do nas z innego miasta w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat nie przekracza 10%, pewnie nawet jest poniżej 2% i to się nie zmieni, mimo że projekty z pieniędzmi dla doktorantów są.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:36:34:

    Zitt,
    Konkursy też wyglądają absurdalnie?

    Dotychczasowa praktyka była taka, że nie ogłaszało się konkursu póki nie miało się zaklepanego choćby jednego kandydata. On nie musiał być tym, który ostatecznie wygra, ale pragmatyka zawsze była jak powyżej. Dlaczego - jestem za mały, by znać przyczyny od kuchni.

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:38:07:

    @trzy.14 - dlaczego uważasz, że mobilność postdoców jest naturalną cechą systemu grantowego? Pewnie jest naturalna w Ameryce, z tamtejszymi uwarunkowaniami społecznymi, kulturowymi i ekonomicznymi. Ale Polska to nie Ameryka.

    może im się to zwyczajnie finansowo/zawodowo nie opłaca [...] Może nie interesuje ich kontrakt czasowy z marną szansą przedłużenia realizowany w miejscu, w którym nie ma mieszkania rodziców? No właśnie.

    "Wejście w biznes" to wcale nie jest taka nowość. W latach '90 cała masa ludzi z doktoratami i doktorantów poszła do biznesu, bo płacił o wiele lepiej, niż akademia. Nowością, jak sądzę, jest to, że obecnie sporo studentów i doktorantów kierunków ścisłych rozważa to jako normalną ścieżkę kariery.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:41:37:

    W instytucie, w którym pracuję, blisko 1/4 pracowników jest już na "soft money"

    U nas też liczna jest ta gromadka, choć nie aż tak liczna.

    No dobrze, jakie macie ssr? My chyba poniżej 3.

    Czy gdybyśmy/gdybyście uczyli 2 tysiące studentów, to stać nas by było na zatrudnienie 1/4 kadry na "soft money"?

  • pfg napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 18:56:54:

    @trzy.14 Nie pamiętam. Chyba coś koło 9 (no bo my mamy też inne kierunki, zwłaszcza pewien konkretny inny kierunek). Teraz może trochę spadnie.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 19:25:42:

    Mobilność to zabawny pomysł. Ja pracuję na jednej z dwóch wiodących uczelni technicznych w PL. Ewentualnie mógłbym się przenieść na tą drugą, ale tak naprawdę robimy coś na tyle innego ze za bardzo sensu nie ma. Ruch na inną uczelnię to degradacja (i mniejsze szanse na granty itp).
    A ruszyć się z Polski na stałe nie mogę bo mam rodzinę i kredyt hipoteczny.
    A co do doktorów z Rzeszowa czy Poznania to chętnie bym przyjął do mojego zespołu ale za pensję adiunkta będzie im się ciężko tu utrzymać.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 19:29:39:

    doktorzy statystycznie różnią się od pozostałych mieszkańców Polski :-)

    W czym?

    to stara się o wyjazd za granicę, nie do innego miasta w Polsce

    Tak jak 2 mln polaków, więcej niż migracja wewnętrzna.

    I uczynienie polskich postdoków prawdziwymi postdokami jest bez sensu bo prawdiwe postdoki są tylko za granicą?

    W matematyce w ramach któregoś z programów wydawania kasy europejskiej już coś takiego funkcjonowało przez 5 czy 6 lat i są tacy matematycy którzy z Wrocławia do Poznania, stamtąd do Warszawy, albo z Zielonej Góry do Poznania i do Krakowa. Są też tacy którym łatwiej było do Leeds niż do Warszawy.

    W mojej dziedzinie

    A dziedzina nie pomyliła sie z końcem własnego... instytutu? Świetnie z Krakowa znasz motywacje Zielonej Góry. Dobrze, że w Montrealu tak nie znali Twojej. Nota bene nie wiem co ma dyskusja o postdokach do dyskusji o mobilności. Człowiek który nie wyjechał na takowego na stałe powinien to wiedzieć.

    @trzy.14

    Może są za słabi (zupełnie serio, z palcem wskazującym skierowanym we własne piersi)

    Raczej nie, bo we Wrocławiu robi się też rzeczy wyjątkowe. Paradoksalnie jest bliżej do świata niż do Warszawy która w większym stopniu zajmuje się kopiowaniem średniactwa.

    konkursu póki nie miało się zaklepanego choćby jednego kandydata

    A ja myśle że żeby mieć kandydata to jednak trzeba mieć najpierw konkurs. To myślenie powyżej poniosło klęskę w tych nielicznych grantach ERC które w Polsce przyznano. Rekrutacja się jeszcze bardziej nie udaje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:10:01:

    Jeżeli uznamy, że postdock w miejscu, w którym zrobiło się doktorat, to rzecz naturalna, to jaka jest różnica między postdokiem a etatem na czas określony? Jeżeli my zatrudniamy SWOICH doktorów na zaszczytnym stanowisku asystenta, a później nawet adiunkta, to czy ci adiunkci a zwłaszcza asystenci właśnie odbywają swoje postdoki? Ach, nie, nie wygrali konkursu krajowego tylko lokalny (tzn komisja była lokalna), w którym konkurowali z jakimiś świrami, bo nikt normalny za te pieniądze jakoś nie chce się zgłaszać. Więc to się nie liczy.

    Jeżeli zaakceptujemy te lokalne postdoki jako normę, to za chwilę NCN zostanie sprowadzony do roli płatnika regularnych etatów naukowych lub naukowo-dydaktycznych. Czyli zacznie wyręczać ministerstwo w utrzymaniu podstawowego "potencjału badawczego".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:11:12:

    @zitterbewegung
    A ja myśle że żeby mieć kandydata to jednak trzeba mieć najpierw konkurs. To myślenie powyżej poniosło klęskę w tych nielicznych grantach ERC które w Polsce przyznano.

    Jak się ta klęska objawiła? Rozumiem, że byli (najpierw?) kandydaci, potem wygrali (?) konkursy, a potem... Klęska? W czym się przejawiła?

    PS. Moje zastrzeżenia co do sensowności konkursów nie dotyczą kandydatów na doktorantów, bo tu faktycznie głównym kapitałem kandydata jest potencjał (mierzony ocenami ze studiów i opiniami profesorów) oraz wysoka motywacja do pracy nad wskazaną tematyką. Konkurs tu pasuje. Ale czy kształcenie doktorantów powinno być celem agencji grantowych? Może raczej celem uczelni?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:15:20:

    zitt,
    Nie ma znaczenia, czy robi się rzeczy wyjątkowe, czy nie, tylko jak długie jest CV. Długość i solidność CV młodego doktora zależy oczywiście od niego samego, ale też od osobowości promotora a także ilości dostępnych środków finansowych.

    Póki co wszystko zmierza w takim oto kierunku, że jak Morawicki przypomni sobie o tych samchodzikach elektrycznych, to ich konstrukcją zajmą się spece od cząstek elementarnych, bo wcześniej reszta zostanie poddana całkowicie logicznej grantowej kannibalizacji ("pieniądz, a więc i ludzie, idą do najlepszch").

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:27:14:

    A ja myśle że żeby mieć kandydata to jednak trzeba mieć najpierw konkurs. To myślenie powyżej poniosło klęskę w tych nielicznych grantach ERC które w Polsce przyznano.

    Piękna idea! Gdy jednak patrzę na zwycięzców większości konkursów grantowych w mojej jednostce, niemal wszyscy są osobami, które wcześniej znały szefa grantu.

    Byc może to kwestia kultury "korporacyjnej"? Bo szukać kandydatów, organizować konkursy etc. też trzeba umieć i mieć ku temu wsparcie jednostki.

    Aczkolwiek w ostatnim konkursie na prawdziwy etat i w dodatku naukowy (cud!) drgnęło i dostaliśmy dwucyfrową liczbę zgłoszeń, uwaga, podobno niemal wyłącznie z zagranicy. I nawet było w kim wybierać. W konkursie motywowanym potrzebami dydaktycznymi tradycyjnie nie zgłosił się nikt. Widać dydaktyka jest trudniejsza od nauki. Nie, nie jest. Ale wymaga kompetencji, które można znacznie łatwiej spieniężyć poza Akademią, i to po całkiem korzystnym kursie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:28:48:

    js.c,
    Konkursy na doktorantów to również piękna idea. Jeżeli kandydatów jest więcej niż miejsc.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 20:34:15:

    Co do tej mobilności i naukowca zatrudnionego w PAN w Wawie. Moje zdanie jest takie na ten temat, że dziś przy tak ogólnym dostępie do internetu, to całkiem sporo rzeczy i to o wiele wydajniej można zrobić zdalnie. Natomiast jazda do miejsca pracy to wtedy jest potrzebna, gdy trzeba zrobić dydaktykę, coś pozałatwiać i oczywiście zrobić badania w labie. Ale jeżeli mam pisać artykuł, przygotować papiery do grantu lub do jakiejś kolejnej administracyjnej bzdurki, to równie dobrze mogę siąść w domu i to zrobić. A zrobię to i szybciej i lepiej, niż na uczelni, bo nikt mi nie przeszkadza, a czuję się bardziej komfortowo. Mnie to w ogóle zadziwia myślenie wielu osób, które uważają, że należy przyjść i siedzieć w kanciapie. Tylko, że z tego ich siedzenia często mniej wynika, niż z mojej niebytności. I wracając teraz do wyjazdów, współpracy, itp. To tak od czasu do czasu trzeba się zobaczyć, bo lepiej się rozmawia osobiście i wiadomo, że zespoły potrzebują integracji, tak samo jeżeli trzeba coś u kogoś zmierzyć, a wcześniej ustawić pomiar, tak wyjazd niezbędny. Jednak jak mam już obrobić wyniki, to lepiej zamknąć się w 4-ech ścianach i na spokojnie liczyć, a wcześniej wyznaczyć sobie deadline.

  • naukowiec2.0 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 21:33:55:

    @Kahlkopf
    100% słuszności. Tam, gdzie ludzie muszą siedzieć, bo im szef każe, często tracą zwykle cenny czas, który nie jest z gumy. Na szczęście młode pokolenie, widząc wzorce pracy zdalnej szczególnie w informatyce, nie jest już tak naiwne. Niestety powstają jeszcze budynki, w których wiatr hula, a sale seminaryjne pozamykane są na klucz.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 21:34:33:

    @ kahlkopf - mam to samo podejście.

    ___________________________

    Jeśli zaś chodzi o NCN i post-doki.

    Otóż była to całkiem sprytna próba wychędożenia systemu. Post-doki są wyjątkowo dobrze płatne. Wysokie koszty miały być motywacją do mobilności,jednak w praktyce idą do kieszeni przebierańców. W ten sposób w sztuczny sposób ściągają bardzo dużą część grantowej kołderki i cieszę się, że wzięliśmy się za tę fikcję udawanej mobilności. W praktyce za jednego pseudo-postdoka możemy sfinansować trzy"zwykłe" granty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 21:49:22:

    czlowiek.z.makulatury

    Przebierańców! Ha, ha, ha! Made my day!

    Ja nawet nie wiem, jakie sumki tu chodzą, ale w sumie te skoncentrowane na kilku osobach sumki dają kwotę porównywalną ze środkami statutowymi całego wydziału. I, doprawdy, nawet jeżeli adresaci sumek mają wyraźnie pozytywny wkład do kategoryzacji, nie może on nawet w najdzikszych marzeniach równać się wkładowi wydziału (jeśli PJN, Parametrzacja jest najważniejsza). Przy czym adresat po pewnym czasie znika, choć nierzadko niemal nikt go nie widział, a wydział zostaje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 22:18:07:

    Bo daliśmy się zwariować, jakimś hasłom, które nic nie mają wspólnego z uprawianiem nauki, albo mają co najwyżej rzekomy. Według mnie liczy się pomysł i jego realizacja. To czy ma sens to widać później przy odbiorze publikacji, współpracy, patentach, itp. Natomiast część wymysłów polityków, wierchuszki naszej urosła do rangi jakiś dziwnych norm naukowych. W tym mamy m.in. słynną mobilność. W tym momencie warto sobie przypomnieć jednego z najmniej ruchawych wielkich naukowców XVIII wieku, czyli o Kancie. Jakoś jemu podróże nie były potrzebne. On był poza tym bardzo mobilny, bo podróżował, ale w głąb siebie. Ogólnie uważam, że jest tak dużo różnych możliwości uprawiania nauki i to często tej dobrej i solidnej, że nie trzeba wymuszać jeszcze jakiejś mobilności. To wszystko winno wynikać z własnych potrzeb. A najlepsza nauka w końcu może też być robiona w niesztampowy sposób.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 22:22:40:

    Piszesz "nawet jeżeli". Możemy sobie taki model teoretyczny zrobić.

    Celem grantodawcy jest wysoki poziom naukowy. Istnieją naukowcy "zakorzenieni" i "mobilne postdoki". Środkiem do celu w postaci wysokiego poziomu naukowego jest mobilność, w rozumieniu, że mobilne post-doki mają znacząco wyższy poziom naukowy, niż "zakorzenieni" naukowcy. Być może dlatego, że konkuruje się o nich z całym światem (to dyskusyjne dla mnie, ale ok). Opłaca się zatem postdokowi dać więcej, żeby osiągnąć wyższy poziom naukowy.

    Drugim założeniem jest, że istnieją "przebierańcy", a ich "post-dokowanie" polega na zwolnieniu się "na chwilę" z zakorzenionej jednostki. Z powyższych założeń nie mają wyższego poziomu naukowego - mają wyższe tylko koszty wynagrodzeń i nic poza tym dla celu grantodawcy.

    Siłą rzeczy powoduje to paradoks, że w tej samej jednostce mogą być dwa granty o tym samym poziomie prowadzone przez dwóch "zakorzenionych" naukowców, z czego jeden prowadzony przez "przebierańca" załapanego na "post-doka" z wysokimi kosztami wynagrodzeń, a drugi prowadzony przez niezałapanego frajera za miskę ryżu (copyright premier Morawiecki).

    Dlatego grantodawcy opłaca się wyplenić tę patologię, co oczywiście wywołuje Weltschmerz w tylnej części ciała u przebierańców.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 22:34:08:

    @czlowiek.z.makulatury
    W polskich warunkach założenie, iż człowiek nie mający stałego etatu reprezentuje (średnio) wyższy poziom niż ten, który stały etat ma, jest nader ryzykowne. Za granicą: też nie byłbym taki pewien...

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/06 23:05:38:

    Ależ oczywiście, co zaznaczyłem (dla mnie dyskusyjne, ale ok), bo ja osobiście z całą koncepcją mobilności w ogóle się nie zgadzam. Dla mnie to może być jakiś tam środek do celu, ale promowanie mobilności przy procedurach awansowych, finansowych itp., to absurd. To jak promowanie sportowców w czerwonych butach - bez związku z wynikiem.

    Więc first-best w moim modelu byłoby takie, żeby w ogóle post-doków nie premiować finansowo, wtedy też automatycznie znikną przebierańcy. Ale second-best jest tępienie przebierańców, jak już ktoś wpadł na "genialny" pomysł promocji mobilności.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 00:21:46:

    Problem z naszymi grantami polega na tym, że o ile się orientuję, w Ivy League know-how labów leży w rękach i głowach starannie dobranych i przyzwoicie opłacanych pracowników technicznych. U nas jednak każdy musi być habilitowanym generałem: techniczne know-how jest w gestii osób na etatach naukowo-technicznych. Mobilność takich pracowników to rozwalenie lokalnego know-how.

    Co napisawszy widzę, że w naszym specyficznym podejściu do zatrudniania kryje się kolejny problem: żeby utrzymać takiego pracownika technicznego na stanowisku naukowo-technicznym, zwłaszcza opłacanym z grantu, a jakże, naukowego, potrzebna jest spora kreatywność w kwestii autorstwa artykułów czy wręcz całych osiągnięć awansowych. To z kolei przekłada się częściowo na inflację stopni i tytułów, ale przede wszystkim na odebranie im wartości informacyjnej: ok koleś, masz doktorat, ale jaki naprawdę jest twój wkład?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 07:08:03:

    Mieliśmy już tutaj ożywioną dyskusję o mobilności i widzę te same argumenty:)

    Mobilność ma tylko wtedy sens, gdy
    a) naukowiec jedzie do lepszego ośrodka po naukę
    b) naukowiec jedzie do gorszego ośrodka by zostać tam liderem i uczyć

    W warunkach polskich szczególnie punkt a) jest dyskusyjny. Ogólny poziom społ-humów jest tak niski, że nie widzę wielkiego sensu w mobilności. Jedynym znanym mi udanym przykładem mobilności wewnętrznej jest pewien demograf z Wwy który zrobił u nas doktorat u najlepszego z ekonometryków, a teraz pracuje na zachodzie i szefuje jednemu z najlepszych czasopism w tej działce. Ale to też była mobilność "zawieszona" - on po prostu dojeżdżał na konsultacje i zebrania naukowe, a nie siedział cały czas na 4 literach u nas w biurze.

    Po prostu masa krytyczna w większości dyscyplin z nauk społecznych nie istnieje, więc koszty mobilności nie zrównoważą korzyści. Co innego w przypadku mobilności zagranicznej - tu aż prosi się o sponsorowanie półrocznych i rocznych wyjazdów do najlepszych ośrodków. Po naukę i wyrobienie kontaktów właśnie. Mam nadzieję, że w tym sensie NAWA pomoże. Sam jestem beneficjentem postdoka zagranicznego i wiem jak bardzo mnie to rozwinęło. Ale też nieśmiało zauważam, że nikt mnie do wyjazdu nie zmuszał - pojechałem, bo chciałem się rozwijać.

    Co do punktu b, to problemy są 3. Pieniądze, pieniądze i pieniądze. Jeśli logika deformy polega na zabraniu małym i daniu dużym, sens przenoszenia się na prowincję naukową by ją rozwinąć jest ograniczony. I to mimo tego, że mamy pewne przykłady, że to się sprawdza (fizyka na URz, historia i socjologia na UwBł). Po prostu nawet team świetnych naukowców nie pomoże, jeśli zostaną odcięci od finansowania.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 15:31:32:

    A propos siedzenia w miejscu pracy.

    O warunkach jakie mam już pisałem i niektórzy z Państwa również opisywali, że PIP jakby przyszła to by się zdziwiła.
    Ale rozmawiałem z kolegami z Włoch. Dojeżdżają góra 1-2 razy w tygodni po 150 km i załatwiają sprawy dydaktyczne w jeden dzień, a jak trzeba to najmują pokój na mieście na kolejny. Główny powód? Koszty życia niższe w mniejszych miejscowościach.
    Z resztą mam kolegów co też dojeżdżają -- różnie: od 50 do 110 km. Właściwie gdyby nie konieczność konsultacji to niektórzy w ogóle by nie zaglądali do swoich pokojów.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 19:23:38:

    Hm, "do mnie do pracy" by PiP nie przyszła, bo w ogóle nie mam "pokoju". Przyjęte jest, że pracuje się w domu, chyba że jest się na zajęciach.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 20:37:46:

    nczas.com/2018/10/04/zmasakrowali-lewackich-naukowcow-kopulacja-psow-jako-objaw-patriarchalnej-kultury-gwaltu-hitler-jako-feministka-naukowcy-demaskuja-brednie-nauki-gender-i-feminizmu/

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 21:14:21:

    inbum,
    Ale o co chodzi z tym linkiem? O porównanie poziomu rzemiosła dziennikarskiego, por. www.nytimes.com/2018/10/04/arts/academic-journals-hoax.html ?

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 21:15:50:

    @inbum
    Dla kontekstu dodaję link do pracy autorów przekrętu/projektu bo "Najwyższy czas" sobie dość liberalnie poczyna zwłaszcza z motywacją autorów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 21:22:57:

    A tu jest oryginalny tekst: link
    Natomiast ten polski dziennikarz to dramat, czy on wie co to znaczy słowo masakra? Jednak poziom dziennikarstwa w Polsce jest żenujący. Z resztą nie tylko dotyczy tego czasopisma, ale także np. tygodnika "Polityka".

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 21:23:40:

    @Adam
    Uprzedziłeś mnie ;o)

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 21:49:55:

    Moim zdaniem ten "przekręt" obnaża coś jeszcze. Otóż prawo do takiej dominującej narracji mają tylko "swoi", posługujący się odpowiednim kodem kulturowym. Autorzy byli oczywiście fałszywi/wymyśleni, ale język i styl którymi się posługiwali - już nie.

    Tym samym tu nie liczą się odkrycia i metodologia, tylko "telling nice stories".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/07 23:18:54:

    Sprawa jest znacznie poważniejsza niż standardowe ośmieszanie mało znanych predatory journals, choćby przez Kulczyckiego et al. Pismo, o którym mowa ma 35 pkt, a będzie miało zapewne co najmniej 100. Zatem "poważne" czasopismo.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 00:36:37:

    Co to jest "dominująca narracja"?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 08:27:02:

    Pi: chodzi o to, że gdybym ja siadł i dla beki napisał taki artykuł, to prawdopodobnie zostałby on odrzucony. Z powodu zbyt prostego stylu i jakości angielskiego.

    Do wciskania aż takiego kitu potrzebny jest piękny styl literacki, wykształcony w Ivy League czy Cambridge. To jest ten kod kulturowy, którym elity odróżniają się od plebsu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 10:30:04:

    fla,
    Ten kod kulturowy jest wszechobecny, a całe "nieszczęście" humanistyki polega na tym, ze nie wykształciła specjalnego, hermetycznego języka, którym posługują się nauki ścisłe.

    Zapewne stąd bierze się konflikt nauk ilościowych z jakościowymi: w tych drugich trzeba by oprócz języka sprokurować także dane. Oczywiście jest to możliwe, ale na tyle toporne, że nikogo by to nie wzruszyło i nikt nie uznałby tego za "hoax": recenzenci nie mają dużych szans odkryć fałszowania danych. Natomiast powinni odkryć, że recenzują tekst bez sensu, ładu i składu.

    OK. Czy to hoax czy fragment artykułu naukowego:

    I employed participant observation over the course of two years, four days a week, for two to six hours a day in several local gyms on the West Side of Los Angeles from 1996 to 1998. One site, which I refer to as "Elite Gym," had a membership fee of about $1,300 per year, with an additional $1,300 required up front. In this site, any comfort I had from having years of sport and fitness knowledge was quite separate from the discomfort that came from being among so many individuals who could afford a vigorous and expensive cult of consumption. Members were mostly white, with a scattering of black men and a very small number of black women, Latino /a men and women, and Asian men and women. Participants at Elite Gym often pulled up to the site in their shiny Mercedes, Porches, BMWs, and other luxury vehicles and had the option of valet parking. Members frequently entered "the club" with impressively toned and buff bodies that reflected dominant ideals. Their bodies were draped in luxurious work clothes, complemented by gleaming accessories, shined shoes, and expensive leather bags and briefcases. Their fitness gear was a sampling of the latest and greatest sneakers, commodified urban wear, and flashy lycra wear, accompanied by expensive high-tech props.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 11:00:42:

    Odnośnie "dominującej narracji" w nauce niesamowity wywiad:
    wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,24001905,ipn-wyrzuca-naukowcow-polakow-mozna-przedstawiac-tylko-w.html

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 13:49:49:

    Wszystko fajnie, tylko to wszystko w sumie już było. Zresztą widziałem, że niektóre periodyki mówią o "the new Sokal hoax". Taka uroda humanistyki - bzdury się trafiają i czasem budzą uznanie. Mnie raczej męczy to, że humanistyka chce się za wszelką cenę upodobnić do nauk ścisłych, np. tempem rozwoju (literaturoznawcy piszą w piątek tomy o wierszach opublikowanych w czwartek wieczorem), narzędziami (historycy odkryli istnienie programu Statistica). Nie zawsze to źle, a czasem nawet bardzo dobrze. Ale namysł wymaga czasu i dystansu. Co pewnie z perspektywy mojej dyscypliny jest łatwiejsze.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 13:58:49:

    Chwila, ale w oryginalnym "raporcie" z hoaxowania (napisanym paszkwilanckim językiem) przez kilka ekranów jest epatowanie oburzeniem, a na końcu dowiadujemy się że wszystkie ataki autorów zostały odrzucone, artykuł będący kopią Mein Kampf dostał się za trzecim razem do pisma z IF=0,8.

    Dokonanie tego wyczynu zajęło im 10 miesięcy spamowania chorymi pomysłami na ataki. Najwięcej mówi to o wyobraźni autorów jakich porównań bardzo chcieli dokonać.

    Opis procesu jest nierzetelny i pełen manipulacji. Długo omawiany jest chłam który poszedł prosto do kosza stwarzając wrażenie że się dostał. Są cytowani "pozytywni" recenzenci tego co poszło do kosza, że przynajmniej ich się dało ośmieszyć. Z tym że to jest zmanipulowane, jeden recenzent jest cytowany wiele razy i do prowokacji w różnych pismach stwarzajac wrażenie mnogości takich recenzentów i konsensusu między nimi. Dopiero na końcu uważny czytelnik dowiaduje się ze konsensus sprowadził się do straight out rejection, nawet bez szansy na resubmit. Inną manipulacją jest Hypatia. Autorzy najpier omawiają artykuł tam nadesłany, potem mówią że ich artykuł został tam przyjęty i załamują ręce, a gdzieś zupełnie indziej mówią w końcu że przyjęty przez Hypatię został INNY ich artykuł, będący taką sobie dyskusją tego czy hoaxy akademickie są akademickie.

    Poza tym ogólnie goście domagają się żeby peer-review był replikacją, tj. żeby recenzent podejmował własny projekt badawczy zadany przez hoaxerów w celu jego replikacji, innymi słowy chcą żeby inni też spędzali 10 miesięcy nad ich wypocinami, a potem krzyczą ze inaczej jest nienaukowo.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 14:17:08:

    Klęska? W czym się przejawiła?

    Przeciez nikt nie spodziewa się dostania ERC. Wsyscy się już pasą na NCN.

    Nie osiagnięto celów przy zatrudnianiu. Po prostu znajomych masz tylko tylu, i wszyscy już mają fuchy bo nie są idiotami. Jak w końću któryś jednym półdupkiem przysiądzie to tylko ci spieprzy. A normalnej rekrutacji nie potrafisz zrobić i dostajesz przychlasty.

    Poza tym są wymagania żeby opłacić postdoka komuś z Europy. Okazało się ku zaskoczeniu niektórych, że do tego trzeba zorbić taki inny konkurs, na serio.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 14:22:59:

    Wiele razy padało słowo mobilność. Czy staż podoktorski to mobilność?

    Można się zastanawiać czy stażowanie doktorów przez nie wiadomo ile lat jest pożądane, ale jak się już decydujemy robić niedługie staże w równie niedługich grantach, to niech to będą staże dla stażystów.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 14:38:28:

    @trzy.14

    Hoax, czy tegoroczny noblista z ekonomii na twitterze:

    "A rough guide to the doubling time for any rate of growth is to divide it into 70. For example, if something grows at 7% per year, you can infer that it doubles every 10 years because 70 / 7 = 10. If it grows at 3.5% per year, it takes 20 years to double. Taking twice as long to double may not sound so bad, but remember the difference between using just the white squares or all the squares on the chessboard."

    twitter.com/paulmromer/status/1049248050328358912

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 15:20:08:

    Hmmm, nikt jak on przed chwilą nie nauczył mnie, że warto zapamiętać, że ln(2) = 0,70(1) i jak można to wykorzystać w codziennym życiu.

    Weźmy np. 4% wzrostu płac nominalnych w sektorze przedsiębiorstw, dość stała wartość od wejścia do UE. 70/4 = 17,5. Tyle lat trzeba, żeby dochody Kowalskiego wyrażone w USD (skoro kurs dolara do złotówki od lat jest pi razy drzwi stały) uległy podwojeniu. Nawet jeśli towarzyszy temu inflacja wartości dolara, jest ona mniejsza od 4% a to oznacza, że w jednym pokoleniu mogliśmy doświadczyć niebywałego skoku zamożności względnej, co rodzi zapewne jakieś skutki społeczne. 70/4 - genialne!

    Najciekawsze jest jednak to, do czego mu te proste rachunki są potrzebne. Np. do tego, by określić, jakie czynniki miały wpływ na wzrost gospodarczy w Chinach i dlaczego ostatnio był on większy niż w Indiach i czy ten model można zastosować na poziomie globalnym. Co więcej, on nigdzie nie liczy wykładnika Hursta ani żadnej z entropii. "Szok"!

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 16:00:53:

    proste rachunki

    paulromer.net/mathiness/

    "mathiness lets academic politics masquerade as science () economists I cite in this paper are not living up to basic standards for what constitutes acceptable mathematical theory"

    Moim zdaniem za mało o tym, że praktycznie cała teoria jes przemycana w złaożeniach, no i potem oczywiście "udowodniona" przez samo zastosowanie matematyki w trybie GIGO...

    Z drugiej strony ja nie wiem o co chodziło z szachownicą. Może mu się skrótowo pomyślało o tym klasycznym przykładzie z ziarnkami ryżu na szachownicy.

    "instead of making tight links, it leaves ample room for slippage between statements in natural versus formal language"

    No i sam nie wiem czy nie jest winny tego co krytykuje.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 16:28:22:

    Szachownica jest tu: paulromer.net/economic-growth/

    Jemu chodzi o to, że o ile człowiek ma dobrą intuicję w wielokrotnym dodawaniu, czyli w mnożeniu, to wielokrotne mnożenie, czyli potęgowanie, sprawia naszej wyobraźni kłopoty. Jeżeli ktoś nas spyta, jaką kwotę uzyskamy, jeżeli 100 razy ktoś da nam 3 zł, nie ma problemu. Ale co, jeżeli ktoś 100 razy pomnonoży nasz kapitał 3-krotnie? Lub bardziej realistycznie: czym różni się państwo ze wzrostem 3,5% od państwa ze wzrostem 7%. Na pierwszy rzut oka różnica 3,5% jest niewielka, jednak w perspektywie 100 lat może przypominać zagadkę z szachownicą, na której podwaja się liczbę ziarenek pszenicy albo tylko na białych, albo na wszystkich polach.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 16:43:04:

    A guzik, dalej pisze, że ludzie nie rozumieją, że "possibilities do not merely add up; they multiply"

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 17:20:28:

    @trzy.14, @zitterbewegung
    W teorie Romera na razie wnikać nie mam czasu, ani (być może) kompetencji, natomiast przykłada z podwajaniem jest uroczy. Tak powinno się uczyć wszystkich, a już zwłaszcza nie-matematyków.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/08 17:25:30:

    "Dna nie ma" - wpis o Zybertowiczu, a tu taki smakowity kąsek pióra Adama Leszczyńskiego przegapiliśmy:

    W pewnym momencie zabrała głos młoda dziewczyna, chyba doktorantka, albo świeża absolwentka i emocjonalnie powiedziała, że metodologicznie i etycznie to ten wykład był sprzeczny ze wszystkim, czego ją uczono na studiach, że nie powinniśmy jako socjologowie mówić o konkretnych ludziach, ale o procesach, i że w ogóle jest w szoku, a to jej pierwszy kongres. No i dostała frenetyczne oklaski, bo w sumie większość się z tym zgadzała, że metodologicznie i etycznie to było delikatnie mówiąc wątpliwe napisał do OKO.press socjolog, który był świadkiem tej sceny.

    oko.press/tropi-uklad-czytajac-gazety-metoda-badawcza-prof-andrzeja-zybertowicza/

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 07:06:05:

    Pytanie
    Było u nas spotkanie na którym Dziekan powiedział coś takiego - Jeżeli autor ma 5 artykułów, to może zgłosić tylko 4 w 4 slotach. Jeśli ma 5 artykuł ani on ani jego współautor nie mogą tego artykułu zgłosić w sowich slotach". Kolejna informacja brzmiała "są 4 sloty na rok".
    Czy coś się zmieniło przez ostanie 5 dni jak byłam odcięta od świata czy to się nie zgadza z dotychczasową interpretacją?
    I jeszcze jedno - jeśli jestem na wydziale X a zadeklaruje dziedzinę Y to potencjalną habilitacje będzie głosować rada dziadziny Y. A jeśli zadeklaruje 80% X i 20% Y kto będzie głosował. Ewentualnie czy składając habilitacja ja decyduje o radzie dziedziny (do której chce składać) nie zależnie od wcześniejszych deklaracji ?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 07:09:44:

    @sarjane

    Rozważając wypowiedź dziekana kontekście "Przewodnika po ewaluacji" można stwierdzić, że bredzi w całej rozciągłości.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 07:43:46:

    @zgred
    Dziękuję za odpowiedz - wydawało mi się że coś jest nie tak. W kontekście tego że chwilowo Dziekan wymyśla nowe nazwy kierunków i próbuje ugadać się w dwóch radach specjalności to mógł coś źle zrozumieć na spotkaniach z rektorem.

    A ktoś z Państwa ma pomysł co w relacji mojego pytania rada-deklaracja-habilitacja ?

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 07:48:50:

    Z aktualnością wspomnianego przewodnika może być bardzo różnie. U Was na wydziałach też słychać głosy, że całkowicie zrezygnowano z przypisywania czasopism do dyscyplin?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 07:52:21:

    Nie - wręcz Dziekan zasugerował że jak mamy coś "lepszego" to żeby z wysyłaniem do kwietnia czekać.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 08:11:46:

    Na inauguracjach minister mówi jednoznacznie, że są bardzo duże zmiany w tych rozporządzeniach. Zatem ów "przewodnik" ma chyba już tylko rolę historyczną.

    Bardzo groźne byłoby ograniczenie habilitacji tylko do deklarowanej dyscypliny. Na szczęście taki zapis jest chyba wręcz technicznie niemożliwy (bo co zrobić z osobami kilkakrotnie dyscyplinę zmieniającymi?), zatem chyba nikomu - oprócz, jak widać, co poniektórych dziekanów - nie przyjdzie on do głowy.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 09:06:30:

    @j.s.c
    Potencjalne niebezpieczeństwo istnieje w łopatologicznym myśleniu RDN lub rencenzentów, ponieważ skoro wskazano dyscyplinę X dla danych publikacji, to nie mogą być brane pod uwagę przy ocenie dorobku w dyscyplinie Y. Oczywiście pod względem prawnym są to dwa osobne byty: ewaluacja osoby a ewaluacja instytucji, ale głowy uciąć sobie nie dam, czy rzeczywiście o tym będzie się pamiętać.

    Taką opinię słyszałem od osób mających teraz monografie na potrzeby habilitacji napisane. Obawiają się, na przykład, że jak zaznaczą nauk o polityce i administracji na potrzeby ewaluacji, to ich dzieło nie zostanie uwzględnione w ocenie dorobku jako prawo.
    Znam takie przypadki, w których wąsko rozumiana czystość dyscyplinarna powodowała negatywne recenzje, ponieważ dorobek nie mieścił się w dyscyplinie.

    Odnośnie slotów -- to graficznie wyjaśnił to E. Kulczycki na swoim blogu. Faktem jest, że w przewodniku slot=publikacja choć to niepoprawne i stąd może wywoływać te rozbieżne opinie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 09:35:37:

    @p-tau
    Przecież recenzenci we wniosku habilitacyjnym raczej nie będą mieli danych o tym co i kiedy kto deklarował (w każdym razie: wielką głupotą byłoby, gdyby narzucono podawanie takiej informacji (np. we wzorze wykazu dorobku). Jeśli natomiast będą chcieli "dokopać" komuś spoza swego kółka wzajemnej adoracji, to i tak trudno im będzie tego zabronić.

    Nawiasem mówiąc: deklarowanie czegokolwiek "w ciemno", nie znając ostatecznej postaci rozporządzeń o algorymie i ewaluacji, jest - delikatnie mówiąc - mało rozsądne. Szczególną głupotą jest przedwczesne wymaganie (przez władze uczelni) podpisywania tych deklaracji .

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 09:57:57:

    Trochę się pogubiłam - czy rada dziedziny (czy jak to się tam będzie nazywać) nie musi najpierw podjąć uchwały że jest władna daną habilitacje prowadzić (może nie władna a kompetentna). Tak było dotychczas. I teraz jeśli osoba X publikuje w X a chce się habilitować w Y czy rada nie ma podstaw (tylko na podstawie deklaracji, podanych artykułów do oceny okresowej itp) podjąć uchwały że jest nie władna?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 10:18:03:

    @Js.c
    Niestety masz wymóg ustawowy i termin 31 grudnia bieżącego roku. Chcesz, czy nie musisz się zadeklarować. Ja dla przykładu mam przypisaną dyscyplinę, którą dotąd deklarowałem, bo taka była wygodna dla mojego wydziału. Teraz zmienię, bo inna będzie wygodna i już. W końcu nie będę podcinał gałęzi, na której siedzę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 10:21:23:

    Bardziej to mnie martwi wypełnianie slotów. Ale widzę, że lokomotywy będą dalej ważne, bo będą mogły wypełniać 4 sloty, podczas, gdy ci słabsi wystarczy, że min. 1.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 10:23:01:

    @kah
    Ja mam problem bo bym chętnie podała to co będzie miało większość mojego wydziału ale mam daleko idące wątpliwości czy tam gdzie publikuje to nie jest na tyle daleko od dziedziny (mimo że wykorzystuje narzędzia) że moje publikacje mieścić się w dziedzinie nie będą. Dla mnie osobiście ten podział jest wybitnie sztuczny bo stosuje narzędzia techniczne/inżynierskie do opisu zjawisk przyrodniczych lub dokumentacji i rekonstrukcji i tutaj jest problem. Bo publikacje są środowiskowe a nie techniczne.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 10:26:03:

    @kah
    4 sloty to bardzo mało dla prawdziwej lokomotywy (dotychczasowej) - nawet "naukowiec", "na dorobku" jak ja w 2 lata jest je w stanie relatywnie sensowe (w ramach poziomu mojej starej dziedziny) wypełnić. Lokomotywy to te 4 robią sensownie (bez relatywnie) w rok do 1,5 roku.
    A druga strona 1 jeden, (Znowu) relatywnie sensowy może być problemem w 4 lata.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 12:12:50:

    @js.c
    > Na inauguracjach minister mówi jednoznacznie, że są bardzo duże zmiany
    > w tych rozporządzeniach. Zatem ów "przewodnik" ma chyba już tylko rolę
    > historyczną.


    Niekoniecznie. Z oglądu wystąpienia Gowina wywnioskowałem, że zmiany dotyczą sposobu wyliczania punktacji czasopism i anulowania przypisania czasopism do dyscyplin, natomiast późniejsza analiza punktów tzn. dzielenie, pierwiastkowanie itd. pozostaje bez zmian.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 14:02:24:

    @kahlkopf
    Termin jest chyba (dla uczelni) 30 listopada. Ale u nas, szaleńczo, już teraz zbierają deklaracje, w ciemno. Co z tego wyniknie, nie mam pojęcia. Zero namysłu nad sytuacją, w każdym razie.

    @staryzgred2012
    Tak, najwięcej mowy o czasopismach. Ale i o pierwiastkach coś tam (fakt, że z niższego chyba szczebla) słyszałem, że jakoby i dla 100 może nie być pierwiastka. A samo wyliczanie kategorii dyscypliny przed 2021: jakaś ekwilibrystyka. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach, zwłaszcza w tego typu sprawach...

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 14:21:25:

    @kahlkopf
    W jaki sposób słabszym wystarczy tylko 1 slot, skoro do oceny idą 4 sloty od każdej osoby?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 15:46:08:

    @piotrcandida
    Do oceny idą maksymalnie cztery sloty od osoby. A do oceny brane jest 3(N-N0), o ile dobrze pamiętam odejmowany składnik. Zatem może być tak, że 75% takich, co mają 4 prace "wyręcza" 25% tych, co mają tylko jedną pracę i bilans wychodzi na zero (a gdy N0 jest różne od zera, to procent "jedynek" może być nawet wyższy). Obecnie "lokomotywy" mają o wiele większy wpływ "wyręczający resztę, ale ślady tego wpływu wciąż jeszcze pozostały.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 17:19:32:

    @J.sc.
    W świetle przypisania współautorstwa do jednej osoby, to jednak lokomotywy mogą trochę zaszaleć, chyba że się mylę w tym przykładzie:
    -- Lokomotywa ma tekst ze mną i z moim kolegą i wypełnia mój slot.
    -- Mamy drugą wspólną publikację i tym razem wypełni slot kolegi.
    -- Przy trzeciej wypełni slot swój.

    A mamy jeszcze sześć kolejnych slotów wolnych.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 17:46:22:

    Macie chyba jeszcze 9 slotów, skoro są trzy osoby.
    Jak jest z tym przypisywaniem publikacji do jednego współautora? Czy jest to przypasanie wyłącznie na potrzeby oceny parametrycznej wydziałów? Czy może mieć jakiekolwiek znaczenie dla pozostałych autorów z punktu widzenia ich dorobku naukowego?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 18:07:12:

    Centralne planowanie to system, który bohatersko walczy z problemami przez siebie stworzonymi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 18:11:58:

    @Piotrze Candida
    A, że weź poczytaj niejakiego E. Kulczyckiego ;o) ekulczycki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 18:14:08:

    @Czlowiek.z.Makulatury
    I wiecznie są nowe problemy. To taki świetny generator problemów. Chyba minister myśli, że nam się nudzi, tak jak jemu.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 19:01:27:

    @p-tau
    Tak, oczywiście, współpraca taka niezwykle się opłaca. Jeszcze bardziej opłaca się, gdy koledzy zadeklarowali różne dyscypliny (czyli artykuły są wielodyscyplinowe). Ale z tymi szczegółowymi stwierdzeniami, to jednak lepiej poczekać do ukazania się rozporządzeń. Bo niewielkie zmiany obecnego projektu mogą prowadzić do diametralnie innych wniosków na temat korzystnych i niekorzystnych strategii postępowania...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 19:08:39:

    Taka dygresja się nasuwa: otóż decyzją polityczną powinno być, które strategie uczelni są pożądane, a które nie. Pod to powinno się dopasować algorytmy (co już jest technicznym, dość prostym, zadaniem). Niestety zawsze jest na odwrót: rozporządzenia i algorytmy są wytwarzane w sposób dość niejasny (a nawet jakby przypadkowy) , a potem trzeba się domyślać co właściwie z nich wynika. Decyzji politycznej właściwie nie ma, poza ogólnikowymi (i niekoniecznie przez algorytmy wspieranymi) nawoływaniami do lepszej jakości czy ilości (kiedyś studentów, obecnie artykułów).

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 19:34:00:

    Ha! Wiec jednak!

    Gowin: nie wolno oczekiwać od środ. akademickiego reformy bez wzrostu nakładów


    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31329%2Cgowin-nie-wolno-oczekiwac-od-srod-akademickiego-reformy-bez-wzrostu-nakladow

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 19:49:05:

    @p-tau
    No ale jednym tchem jest dodane iż te dodatkowe nakłady są zaplanowane. No i trochę tego wzrostu będzie, tak jak to określono już w ustawie. Ale szału nie ma i nic ekstra nowego się raczej nie szykuje.

  • oluuu napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 19:57:46:

    Zaraz, zaraz. Rozporządzenie dotyczące minimalnego wynagrodzenia profesora obowiązuje od 01.10.2018 i zgodnie z nim podwyżka już powinna być na koncie pracownika, a premier teraz mówi:

    Wicepremier przypomniał, że od 1 stycznia 2019 r. ruszą podwyżki dla pracowników uczelni. "Mówię o wszystkich, chociaż mam świadomość, że zasada autonomii uczelni oznacza, że to same władze uczelni będą decydowały o skali tego wzrostu. Generalnie rzecz biorąc nasz rząd przewidział ten proces podnoszenia wynagrodzeń w rozłożeniu na trzy lata. W przyszłym roku - czyli od 1 stycznia - fundusz płac wzrośnie o siedem procent. W następnych dwóch latach wzrośnie mam nadzieję, że wyżej, ale nie byłoby uczciwie z mojej strony w tej chwili mówić, jakie będą te konkretne wzrosty, bo to będzie zależało od tempa rozwoju gospodarczego Polski" - zastrzegł Gowin.

    To podwyżki dopiero od 1 stycznia i tylko o 7%, a nie o te 20%? Czy ktoś może to wyjaśnić?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 20:03:15:

    @olu
    U nas mówili na spotkaniu że podwyżki, jeśli w ogóle to w 3 transzach ministerstwo planuje (planuje jak na razie pieniędzmi uczelni bo nic konkretnego nie wiadomo). Na razie to mamy czekać. A żeby było zabawniej, nowo awansowani prof uczelniani (od czerwca) do dziś nie dostali podwyżki. Tak że ładnie się bawimy dalej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 20:03:35:

    W przyszłym roku - czyli od 1 stycznia - fundusz płac wzrośnie o siedem procent.

    Siedem procent to jest wzrost wynagrodzeń w "przedsiębiorstwach". To zaledwie utrwali obecny poziom (nie)atrakcyjności zawodu nauczyciela akademickiego. ALe może przynajmniej rozstrzygniemy trzeci, czwarty, dziesiąty konkurs na sekretarkę (podobno dwa pierwsze nie przyniosły rozstrzygnięcia z braku chętnych).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 20:06:25:

    oluuu,
    Czy w chwili obecnej funkcjonuje stanowisko profesora?
    Co prawda w tej sprawie w styczniu nic się (chyba) nie zmieni w stosunku do października, więc dlaczegóż jakiekolwiek podwyżki od stycznia?
    Może więc to rozporządzenie to tylko opinia grupy kolesi?
    Reasumując: nie mam pojęcia.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 20:09:59:

    @trzy
    To było chyba najdłuższe "nie wiem" w historii :)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 21:07:46:

    At a meeting of CE7, a group of seven research-intensive universities in Central Europe, their rectors rejected the idea of mandatory regional quotas, calling on MEPs to keep excellence as the most important criteria for awarding Horizon Europe research grants.
    ...
    These quotas would be the result of political decisions which are not merit-based in terms of scientific quality, Marcin Palys, rector of the University of Warsaw told Science|Business.
    ...
    Horizon Europe should also incentivise researchers from western Europe to join teams in the EUs newer member states, to reverse brain drain and boost brain circulation instead. The new research programme should encourage researchers to rotate between universities, said Deketelaere.

    sciencebusiness.net/framework-programmes/news/leading-research-universities-central-europe-reject-geographic-funds

    Co Pałys powiedziałby na ideę odwrócenia krajowego drenażu mózgów przez Waw-ę (o ile nie jest to miejska legenda) i przekierowanie grantów NCN na promocję rotacji tychże mózgów pomiędzy różnymi ośrodkami krajowymi?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 21:18:54:

    Z tego co zrozumiałem, rektor UW jest konsekwentny. Wspiera centralizację środków i na arenie krajowej, i na arenie europejskiej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 22:49:33:

    js.c,
    Ale jaki to ma sens? Z europejskiego punktu widzenia UW jest pariasem. Popieranie centralizacji na poziomie europejskim przez UW to jak popieranie centralizacji środków na badania na poziomie krajowym przez Rzeszów.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:22:36:

    @oluuu
    Fundusz płac rośnie o 7%, czyli niektórym wynagrodzenie nic nie wzrośnie, a innym wzrośnie o 20%. Jest tendencja socjalistyczna do wyrównywania płac, niezależnie jak pracujesz i jakie masz tytuły.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:27:13:

    @trzy.14
    A bo ja wiem? Może chodzi o to, co tu wiele osób zauważa: te środki europejskie są bez znaczenia dla naszych flagowców. Oni żyją ze środków krajowych. Konsekwentna postawa może sprawiać wrażenie większego obiektywizmu, a w sumie niewiele im umniejsza. A może naprawdę w to wierzą?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:33:44:

    Article 6 a
    Principles of EU funding
    1. Research and innovation activities carried out under Horizon Europe shall have a focus on civil applications.
    2. The collaborative parts of the Programme should cover the whole value chain, including lower TRLs to ensure that Europes stays at the cutting-edge of research and to maximise EU added value.
    3.. The Programme shall ensure the effective reduction of the RDI divide by
    50% within the Union and promote broad geographical coverage in collaborative projects. Particular attention shall be paid to ensuring European geographical balance, subject to the situation in the field of research and innovation concerned, in funded projects, evaluation panels and in bodies such as boards and expert groups.

    ...


    Jak Pałys mógł wystapić przeciwko temu punktowi? A może "European geographical balance" dotyczy nie krajów, a regionów??? Wtedy Warszawa by traciła, Bułgaria i Rumunia w każdym wypadku zyskiwały najwięcej, a rektor UW byl takim swojskim "psem ogrodnika".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:37:56:

    Dodam, że bez "geographical balance", Polska przez pokolenia będzie eksporterem młodych, wykształconych pracowników. Z tych samych powodów bez zrównoważonego rozwoju na poziomie krajowym mniejsze ośrodki w Polsce wykrwawiają się z lokalnej inteligencji na rzecz ośrodków większych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:38:30:

    Pałys dał albo popis absolutnej arogancji, albo kompletnego skretynienia.

    Zastanawiam się, który z tych dwóch przypadków dotknął władcę największej krajowej oligarchii naukowej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/09 23:40:26:

    @trzy.14
    > Dodam, że bez "geographical balance", Polska przez pokolenia będzie
    > eksporterem młodych, wykształconych pracowników.


    Od dawna piszę, że brak zagwarantowania sobie minimalnej stopy zwrotu wpłaty do programów unijnych był pokazem całkowitej niekompetencji polskich negocjatorów. W biznesie nic takiego nie mogłoby mieć miejsca, bo jakikolwiek prezes firmy po takim wyskoku natychmiast przestałby być prezesem.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 07:51:49:

    To jest przerażające. Rektor UW nie ma pojęcia o realiach nauk społeczno-humanistycznych w Polsce, również tych prowadzących badania na solidnym, międzynarodowym poziomie. A zwłaszcza zespołów prowadzących takie badania na własnym uniwersytecie.

    Ten człowiek był jednym z współtwórców i orędowników ustawy - dlaczego jego pracownicy nie protestują? Przecież to uderza w socjologów, psychologów, ekonomistów, politologów z UW właśnie. Czy Pałys chce mieć UW bez nauk społecznych? To, że chemia "jakoś" sobie poradzi bez środków unijnych, to wiemy. Choć i oni będą stratni.

    Czy naprawdę trudno zrozumieć, że przy obecnej NIEprofesjonalizacji obsługi administracyjnej, w tym braku wsparcia dla pisania, prowadzenia i rozliczania projektów jesteśmy cały czas AMATORAMI w walce o fundusze UE na polskich uczelniach. Nieliczne granty jako liderzy pozyskujemy głównie dlatego, że ktoś nad nami się lituje, albo tak jest korzystniej dla budowanego konsorcjum.

    Włosi, Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, kraje Beneluksu i Hiszpanie tak już nam odjechali, że bez parytetu geograficznego dostaniemy nędzne ochłapy w postaci 10-20% wpłaconych przez nas środków.

    W dodatku jeśli Pałys myśli, że liczy się tylko "academic excelence", to naiwność porażająca. Doskonałość naukowa nie pomoże, gdy dobry naukowiec otoczony jest bandą niekompetentnych urzędników, którzy nie dość że nie pomagają, to robią wszystko by wniosek grantowy miał mniejsze szanse powodzenia.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 08:16:02:

    @flamengista
    > bez parytetu geograficznego dostaniemy nędzne ochłapy
    > w postaci 10-20% wpłaconych przez nas środków


    Niepoprawny optymista. Bardziej 3...5%.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 09:10:29:

    Ten blog ma jedną zaletę - potwierdza to co zawsze podejrzewałam o nauce polskiej

  • janusze_nauki napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 11:29:19:

    Mam pytanie dotyczące wyboru dyscyplin: czy by artykuły spoza dyscypliny ewaluowanej weszły do 20%, zgłaszający je pracownik musi zadeklarować dyscyplinę ewaluowaną?

    Na przykładzie: na uczelni są ewaluowane 2 dyscypliny: ekonomia i zarządzanie. Pracownik, który publikuje w czasopismach z zakresu zarządzania chce by jego publikacje policzono dla ekonomii (by weszły do 20% zarezerwowanych dla "spoza dyscypliny"). Czy by to zrobić musi zadeklarować ekonomię jako swoją dyscyplinę?

    Wydawało by mi się to logiczne, ale taki pracownik może mocno przestrzelić, bo jeśli jego publikacje z zakresu zarządzania nie wejdą do 20% (inne publikacje, np. zgłoszone przez fizyka je "wypchną") to pracownik będzie traktowany jak N0.

    Czy dobrze to rozumiem?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 11:50:08:

    janusze_nauki,
    Tak (zgłoś ekonomię, jeżeli chcesz być parametryzowany w ekonomii).

    Nie (w sprawie twojej interpretacji N0).

    N0 to nie są osoby, których dorobek nie zostanie uwzględniony w parametryzacji, gdyż inni mają lepszy, tylko ci, którzy w ogóle nie mają dorobku.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 11:59:23:

    flamengista,
    1) Rektor UW nie ma mandatu, by wypowiadać się w imieniu całej społeczności akademickiej.

    2) Na tak rozumianej "execllence-oriented" polityce stracą w Polsce wszyscy, w tym techniczni, ściśli, przyrodnicy. Zwróć uwagę na "broad geographical coverage in collaborative projects" - czyli że nie chodzi o to, byśmy samodzielnie dostawali kasę na to, co nam się tu geograficznie w grajdołku zamarzy, tylko by nas dołączać do badań prowadzonych w obiektywnie silniejszych ośrodkach. Taka mobilność bez zmiany miejsca zatrudnienia i w dodatku za cudze pieniądze i prawdopodobnie na sporą skalę połączona z przepływem projektowego know-how. Trzeba być kretynem albo nawąchać się jakiegoś zioła i napruć tanim winem, żeby z takich możliwości dobrowolnie rezygnować.

    Podobnie jest na podwórku krajowym. Społeczeństwo polskie prawdopodobnie bardziej skorzystałoby na podciągnięciu Białegostoku, Częstochowy, Opola w okolice obecnego poziomu UW, UJ czy UWR/UŚ niż z przepchnięcia UW/UJ w chińskim rankingu do jednej setki wyżej.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 12:19:28:

    Dopiero teraz widzę, że w ustawie jest mowa o dwóch oświadczeniach (art. 265, ust. 5, oraz art. 265, ust. 13). Pierwsze: zaliczenie do liczby N. Drugie: upoważnienie do wykazania osiągnięć pracownika przez uczelnię.

    Pytanie: czy te oświadczenia mogą być różne? Czy w ogóle ma sens podpisywanie dwóch (identycznych???) oświadczeń. Domyślam się intencji typu: każdy pracownik naukowy czy naukowo-dydaktyczny MUSI być w jakimś N (i o tym mówi art. 265, ust. 5?). Czy suma procentów tu musi być 100%?

    Natomiast drugie oświadczenie (art. 265, ust. 13) dotyczy "innych" (dydaktyków? kogo jeszcze?). Ale wtedy byłyby to rozłączne dwa oświadczenia? Albo jedno albo drugie.

    Czy ktoś to rozumie? Może są jakieś wyjaśnienia w innym miejscu przepisów?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 13:26:19:

    @trzy.14
    > Trzeba być kretynem albo nawąchać się jakiegoś zioła i napruć tanim winem,
    > żeby z takich możliwości dobrowolnie rezygnować.


    Masz rację. To jednak był ze strony Pałysa KRETYNIZM, a nie zwykła arogancja.

    @js.c
    > Czy ktoś to rozumie? Może są jakieś wyjaśnienia w innym miejscu przepisów?

    Zwykłe niechlujstwo prawodawcze (aka świecka tradycja Sejmu), które będzie czyszczone przy okazji nowelizacji.
    Oczywiście, będą wprowadzone nowe błędy ((c) Murphy: "Jeżeli udoskonalasz coś dostatecznie długo na pewno to zepsujesz").

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 13:43:22:

    @staryzgred2012
    Niechlujstwo niechlujstwem, ale z tych przepisów coś wynika (do zastosowania w tym roku, albo nawet "na jutro"). Moje pytanie dotyczy rzeczywistości kreowanej przez te przepisy, na razie abstrahując od ich sensowności.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 14:13:07:

    ustęp 5 dotyczy wszystkich na stanowiskach naukowych i naukowo-cośtam.
    Ustęp 13 otwiera furtkę dla uwzględniania w parametryzacji osiągnięć pozostałych osób, np. pracowników dydaktycznych oraz DOKTORANTÓW.

    Czy to ma sens?

    Jeśli tak, to jakie będą tego konsekwencje?

    TRZECIE OŚWIADCZENIE wynika z art 353 ust 7
    "Osoba prowadząca działalność naukową i osoba biorąca udział w prowadzeniu działalności naukowej nie częściej niż raz na 2 lata składa rektorowi, dyrektorowi (...) oświadczenie o dziedzinie i dyscyplinie, którą reprezentuje." - ten zapis zdaje sie zdublowanym zapisem z ustępu 5 Art 265, tyle że znajduje się w rozdziale poświęconym POLONowi a nie ewaluacji. Nie wiem jednak, jak odróżnić osobe prowadzącą od osoby uczestniczącej w prowadzeniu badań naukowych. Czyżby doktoranci tylko uczestniczyli w badaniach? A może chodzi tu o pracowników technicznych?

    Dubla dosłownego nie ma, bo ART 353 ust. 8 gwarantuje, że osoba 6-etatowa może łącznie zadeklarować maksymalnie 2 dyscypliny: Art 353 działa w przestrzeni ponaduczelnianej.

    PS. U mnie na uczelni minimum STO osób, w zdecydowanej większości profesorów, czyta te popieprzone przepisy i usiłuje zrozumieć, co autor miał na myśli.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 14:19:55:

    ustęp 5 dotyczy kasy jednostki na bieżącą działaność naukową (składnik badawczy?) i ma zastosowanie co roku

    ustęp 13 dotyczy parametryzacji jednostki i ma praktyczne zastosowanie raz na 4 lata, choć pamiętajmy, że parametryzacja jest procesem ciągłym.

    art 353 dotyczy polonu i stosowany jest co roku globalnie w skali kraju.

    Czy te 3 oświadczenia mogą sie różnić co do tresci i procentów? Z ustawy nie wynika, że nie mogą. Co by to w praktyce oznaczało - nawet Gowin nie wie.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 14:22:43:

    Trzy.3 - pewnie się mylę ale czy to nie otwiera furtki do liczenia dwu etatowców (w sensie tutaj jestem zatrudniony a tam mam godziny i tam gdzie mam godziny na umowę zlecenie tez mogę z 1 art do paramilitaryzacji wrzucić ?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 14:32:05:

    @trzy.14
    Osoba uczestnicząca w N automatycznie i w konieczny sposób podlega parametryzacji (zatem te drugie oświadczenie, gdyby tu grała rolę jakaś logika, nie jest w takim przypadku potrzebne). Ale istnieją ponoć jakieś osoby (pomijam doktorantów, bo oni zawsze są osobno wymienieni, w sposób dość faworyzujący, trzeba przyznać), których publikacje mogłyby się "liczyć". Które to osoby mogłyby być? Chyba tylko dydaktycy albo techniczni, którzy "mogą, ale nie muszą" brać udziału w parametryzacji. Może to tylko ich dotyczy to drugie oświadczenie?

    [A tak w ogóle to ustawa, powinna zapowiedzieć/nakazać wydanie wzoru odpowiednich oświadczeń, to wtedy nie my byśmy się nad tym głowili, ale ministerstwo, które zresztą być może wie, co miało na myśli].

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 15:36:16:

    Wzory są w przewodniku ewaluacji na końcu jak się nie mylę.
    Wszystkie 3.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 15:59:07:

    @p-tau
    Faktycznie, jest nawet 6 wzorów oświadczeń :)
    Przy okazji ze zdumieniem zauważyłem, że to wieloetatowcy są tym przypadkiem, który mi jakoś umknął. Czyżby teraz mogli każdy swój artykuł zaliczyć do kategoryzacji każdej jednostki, w której pracują?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 19:45:05:

    js.c
    Doktoranci to w ogóle fajna grupa.
    Powiedzmy, że N = 100, ale obok jest 30 doktorantów. Doktoranci mogą do parametryzacji dostarczyć 120 publikacji. Kadra potrzebuje więc wypełnić nie 300, a 180 slotów, a to oznacza, że w parametryzacji może "aktywnie" wzięć udział tylko połowa kadry, reszta zaś musi dbać jedynie o to, by nie popaść w N0.

    Innymi słowy: drogie lokomotywy! Pamiętajcie o doktorantach!

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 20:05:24:

    @trzy.14
    Tak, to już wiem. Teraz zastanawiam się, czy podobnej roli (a nawet lepszej, bo bardziej samodzielnej) nie mogą pełnić drugoetatowcy? [Z tym, że oni mniej się liczą w algorytmie od doktorantów].

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 20:29:59:

    Ja od dawna powtarzam, że z Unii dawno powinniśmy już wyjść, bo dalsze przebywanie tam przynosi tylko straty. Jesteśmy na tyle dużym krajem, że spokojnie byśmy sobie poradzili gospodarczo.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 20:40:31:

    piotrcandida,
    Czy potrafimy samodzielnie, bez licencji, wyprodukować choć jedną szczepionkę? Antybiotyk? Pytam z ciekawości, bo nie wiem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 20:44:15:

    js.c,
    A mnie zastanawia co innego. Efekt "grantów promujących tworzenie nowych grup badawczych". Grantobiorca dostaje kasę na badania, jeleni do roboty, dodatkowe sloty w parametryzacji, dodatkowe punkty w nowym kryterium drugim. To wszystko w jednym grancie. Żyć - nie umierać.

    jestem pewny, że A+ jest silnie skorelowane z liczebnością stadka doktoranckiego, a w niwej parametryzacji ta zalezność może być tylko jeszcze silniejsza.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 21:09:04:

    @trzy.14
    A co mają wspólnego szczepionki i antybiotyki z UE?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 21:21:35:

    @trzy.14
    Na pewno sprawiedliwiej byłoby inaczej traktować dorobek doktorantów (powinni wchodzić do N, być może z mniejszą wagą). Granty - wiadoma sprawa (podwójne lub potrójne dyskontowanie tej samej roboty), ale w tych nowych regułach jest - jednak - chyba pewien postęp. Na przykład uczelnie akademickie nie mają składnika grantowego.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 21:23:47:

    korekta: Doktoranci powinni wchodzić do N (na pewno z mniejszą wagą).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/10 23:19:23:

    piotrCandida
    A co ma Bareja do pańskich tez?
    Które gagi w Misiu to rzeczywistość, które to rzeczywistość przerysowana, a które to kompletna fikcja?

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 08:50:02:

    Rozmawiajmy o faktach a nie o filmach. Do Unii już dopłacamy netto, a jeszcze na każdym kroku ograniczają nam środki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 09:05:10:

    @trzy.14
    Powiedzmy, że N = 100, ale obok jest 30 doktorantów. Doktoranci mogą do parametryzacji dostarczyć 120 publikacji. Kadra potrzebuje więc wypełnić nie 300, a 180 slotów, a to oznacza, że w parametryzacji może "aktywnie" wzięć udział tylko połowa kadry, reszta zaś musi dbać jedynie o to, by nie popaść w N0.

    Nie 120, tylko maksymalnie 60, ponieważ pozostaje ograniczenie do 20% prac autorów spoza liczby N.

  • leros76 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 09:28:17:

    @pc
    To tak na serio? Myślałem, że naukowcy myślą, zanim coś powiedzą. Autarkia sprawdza się w przypadku państw z innym potencjałem. Własciwie to nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek istniało takie państwo. Ale to dowodzi naprawdę tylko jednego - historii powinno być więcej w szkole i powinna być rozumniej uczona.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 10:32:44:

    @piotrcandida,
    Ja rozumiem, mamy okres wyborczy, ale przestań Pan siać tutaj propagandę polityczną korwinistycznej opcji. Póki co, to wrzucasz Pan takie głodne kawałki lub jak kto woli odgrzewane kotlety, które nic wspólnego nie mają z rzeczywistością, zwłaszcza naszą akademicką. Ja rozumiem, że jest spora część osób, które pragną, aby Polska była jeszcze większym grajdołkiem niż jest, ale wolę to przemilczeć. Stoimy teraz przed poważnymi wyzwaniami związanymi z reformą 2.0, są też problemy związane z (nie)uczciwością naukową, itp. Ten blog, dzięki Gospodarzowi, stał się świetną platformą wymiany poglądów pod tym kątem. Ale nie dajmy się za daleko ponosić.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 11:41:22:

    Leros76, myślę, że PC nie zrozumiał Pi, że bareizmami pisze. Jeśli dopisek 76, to rocznik, to Pan wie co trzeba.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 11:51:03:

    Oczywiście, to nie temat na ten blog. To była tylko dygresja odnośnie tego co pisze Pi, że nic nie dostajemy z Unii na badania.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 12:16:00:

    Krytyka Polityczna o aferze Zybertowicza, a raczej Króla
    kulturaliberalna.pl/2018/10/02/zybertowicz-polska-nauka-recenzje-profesor/

    Skandaliczne w tym wszystkim jest jednak raczej zachowanie recenzentów, którzy w tej osobliwej maskaradzie biorą udział. Nauka jest praktyką społeczną, która ma z założenia charakter publiczny. Tak jak publicznie dostępny i dający się tym samym ocenić jest dorobek Andrzeja Zybertowicza, tak publiczne i poddające się ocenie są recenzje profesorów Wróbla, Manterysa i Króla. To oni podpisują się pod decyzją, której niby są przeciwni. To oni przykładają się do reprodukcji patologii w naszej nauce. Wygląda na to, ze od czasu premiery Barw ochronnych Krzysztofa Zanussiego w 1976 roku odczytywanych mylnie jako metafora realnego socjalizmu, a nie po prostu obraz polskiej nauki niewiele się zmieniło.

    Jeśli jedynym kryterium oceny prac naukowych jest ich fizyczne istnienie, to biblioteki uniwersyteckie niczym nie różnią się od składów makulatury.

    Rażące podwójne standardy będą jednak integralną częścią polskiej humanistyki i nauk społecznych, dopóki system będzie musiał radzić sobie z polityczną kwadraturą koła: poprawiać jakość całości, a więc podnosić w jakiś sposób średni poziom polskiej nauki i tworzyć przestrzeń dla badaczy wybitnych, a jednocześnie wykuwać nowe, lojalne i patriotyczne elity.

    Po wstrząsającej lekturze recenzji dorobku Andrzeja Zybertowicza naprawdę trudno sprzeciwić się tezie, że Polska nauka tu zwłaszcza humanistyka i nauki społeczne wymaga nie tyle reformy, co zburzenia i zbudowania od nowa. To mało konstruktywne, bo trudno wchodzić w skomplikowane niuanse, kiedy ma się przed sobą obraz tak dramatyczny. Wydaje się po prostu, że nic, co minister Gowin zaproponuje, nie będzie w stanie już stanu polskich nauk społecznych i humanistycznych pogorszyć, należy raczej mieć nadzieję, że dojdzie to całkowitej rekonstrukcji, a Minerwa rozpozna swoich.



    Autor w akapicie 3 mija się jednak z sednem problemu. Nie wydaje mi się, by do 2015 roku władza polityczna usiłowała wykuwać elity polityczne wg określonej przez siebie sztancy, a i później ta sztanca była bytem raczej wyimaginowanym, jak MaBeNa stworzonym raczej na potrzeby bieżących deklaracji politycznych. Mimo tego, "rażące podwójne standardy" przetrwały w najlepsze co najmniej od czasów sportretowanych przez Zanussiego.

    Istota problemu polega na tym, że publiczna działalność naukowa jest "działalnością o niskiej szkodliwości społecznej". Nikomu nie przeszkadza, jeśli analizy Zybertowicza czy Króla nie mają niczego wspólnego z rzeczywistością. Ta "niska szkodliwość" nie dotyczy jednak tylko nauk humanistycznych i społecznych: to jest zjawisko powszechne, stąd i pacjent chory jest w całości.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:24:27:

    @all

    Jak waszym zdaniem wygląda sprawa osób na wieloletnich urlopach bezpłatnych? Wchodzą do N i generują sloty, czy też nie? Logicznie podchodząc, skoro pracodawca w tym czasie nie ma żadnych relacji z pracownikiem, to i żadnych obowiązków pracodawcy nie powinno być, ale należy pamiętać, że polskie prawodawstwo koło logiki nawet nie leżało.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:38:06:

    @zgred
    Żeby wejść do N to musza złożyć oświadczenie.

    Administracja u mnie nie bierze pod uwagę takich osob: przy deklarowaniu dyscyplin (takim wstępnym, wewnętrznym) nie wysłała do kolegi na postdoku polecenia uzupełnienia tego oświadczenia. Ale czy to praktyka indywidualna czy ogona to nie wiem.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:38:29:

    Edit: Czy ogółu a nie ogona miało być.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:48:56:

    I jeszcze jedna kwestia o której usłyszałem.
    Otóż byłem przekonany ze oswiadczenie dot. dyscyplin można po dwoch latach zmienić, czyli teraz złoże za okres 2017-18, a potem, w listopad/grudzień 2020 mogę kolejne za lata 2019-2020.
    Tymczasem interpretacja jest taka, ze to co teraz zadeklaruje dotyczy lat 2017-18 i 2019-2020. Łudziłem się, ze po dwóch latach ewaluacji, na uczelni zostanie dokonany audyt osiągnięć, który da wskazówki do optymalizacji dorobku wg dyscyplin. A jeśli jest jest jak powyżej to już teraz wiążemy sobie ręce nie znając przecież konsekwencji ze względu na brak rozporządzenia.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:51:54:

    @zgred
    Liczba N jest liczbą rzeczywistą ustalaną wg. okresu zatrudnienia na stanowisku badawczym. Na przykład, jeśli dr X był adiunktem w sumie przez 4 miesiące na 1/2 etatu i zadeklaruje jedną dyscyplinę D, to X wnosi do liczby N dyscypliny D składnik: 1/4 * (4/12) * (1/2) = 0,04 ("z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku").
    Natomiast N0 dotyczy osób zatrudnionych przez minimum 24 miesiące.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 13:58:09:

    PS.
    Takie urlopy nie powinny się liczyć, ponieważ pracownik nie świadczy pracy w tym czasie; do tej pory tak było i inaczej byłoby absurdalne. Trudno wymagać, aby pracownik prowadził badania przebywając na urlopie.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 14:02:18:

    @nobooks

    Moje pytanie nie dotyczy kwestii zatrudnienia, ale statusu na tym zatrudnieniu, czyli czy zaciąganie stanu zatrudnienia z POLON-u będzie uwzględniało, że niektóre osoby są na urlopach bezpłatnych wieloletnich, czy też nie? Bo formalnie zatrudnieni SĄ i w POLON-ie także są, ale właśnie pojawia się kwestia tego urlopu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 16:21:07:

    Art 265
    2. Ewaluacja obejmuje osiągnięcia wszystkich pracowników prowadzących działalność naukową w podmiotach, o których mowa w ust. 1.
    ...
    6. Ewaluacją obejmuje się osiągnięcia, które powstały w związku z zatrudnieniem lub odbywaniem kształcenia w podmiocie.
    7. Ewaluacją obejmuje się także osiągnięcia artystyczne, które powstały bez związku z zatrudnieniem lub odbywaniem kształcenia w podmiocie.



    Na zdrowy rozum wyklucza to pracowników na urlopach bezpłatnych prowadzących działalność gościnną np. na zagranicznych post-dokach czy w instytucjach typu CERN, gdzie można dostać zatrudnienie, jeżeli jest się urlopowanym/delegowanym z europejskiej instytucji akademickiej. Wyklucza też osiągnięcia osiągnięte na zewnętrznych fuchach, z wyjątkiem osiągnięć artystycznych.

    W poprzedniej ewaluacji liczyła się afiliacja. To prowadziło do ciekawej sytuacji, że punkty przynosiły nie tylko osoby od lat urlopowane i niewidziane w jednostkach macierzystych, ale nawet zatrudnione przy projektach osoby na umowach cywilnoprawnych. Wszystko lege artis, moje głębokie ukłony w stronę NCN.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 17:07:35:

    @trzy.14
    Ale jeśli ktoś jest na urlopie bezpłatnym, to zatrudniony w podmiocie - jest. Osiągnięcia natomiast - mogły "mieć związek".

    Na przykład ktoś jest na urlopie bezpłatnym w latach 2018-2019, ale publikuje wtedy z datą 2018 i 2019 prace, które mogły powstać na bazie lub z dużym udziałem badań przeprowadzonych "w podmiocie" w roku 2017 i wcześniej. Co więcej, to nie jest teoretyczna dywagacja, ale zrelacjonowanie typowego stanu faktycznego :)

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/11 17:15:39:

    Pociągnę dalej podany wyżej przykład. Na wszelki wypadek, jeśli "bezpłatność" urlopu robi różnicę, załóżmy, że pracownik bierze pensję z obu - polskich - instytucji,
    czyli jest dwuetatowiec, afiliujący wszystkie publikacje na obie instytucje. Czy każda z instytucji może sobie wpisać dowolne jego cztery publikacje? A jeśli on ma tylko 4, to czy one mogą być rozliczone (jako pełna czwórka) i tu, i tu?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 08:02:18:

    W ustawie słowo "etat" nie występuje.

    Za to w uzasadnieniu projektu rozporządzenia znajduje się taki fragment, którego ni w ząb nie rozumiem:

    W ewaluacji zostaną uwzględnione te osiągnięcia artystyczne, których autorzy albo współautorzy byli pracownikami podmiotu zatrudnionymi na podstawie umowy o pracę i zostali uwzględnieni przy określeniu liczby N w danej dyscyplinie artystycznej albo w okresie objętym ewaluacją byli doktorantami w szkole doktorskiej prowadzonej przez dany podmiot. Warto przy tym zaznaczyć, że w przeciwieństwie do ewaluacji w ramach dyscyplin naukowych w ramach dyscyplin artystycznych nie będzie się uwzględniać osiągnięć tzw. pracowników wieloetatowych. Wynika to z wyjątku wprowadzonego dla podmiotów prowadzących działalność naukową w zakresie twórczości artystycznej od zasady, że osiągnięcia uwzględniane w ewaluacji muszą powstawać w związku z zatrudnieniem w danym podmiocie. W przypadku dyscyplin artystycznych ewaluacją będą objęte także osiągnięcia artystyczne, które powstały bez związku z zatrudnieniem lub odbywaniem kształcenia w podmiocie (art. 265 ust. 7 ustawy). W przypadku prowadzenia działalności naukowej w ramach dyscyplin artystycznych będzie obowiązywało natomiast w pełni założenie, że każde osiągnięcie artystyczne będzie uwzględniane w danym podmiocie w ramach danej dyscypliny artystycznej tylko raz.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 08:18:16:

    @trzy.14
    Proste: architektom będzie się liczyło wszystkie fuchy po biurach projektowych, a pozostałym fuch liczyło się nie będzie. Cała reszta tamtego tekstu to już tylko zaciemniająca "wata".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 08:19:44:

    @all

    Utrudnię rozważania: co z urlopami wychowawczymi przy liczeniu N?

  • 40cztery napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 08:31:34:

    To ja chcę profesurę ze zdrady za upór zdradzania

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 08:36:20:

    @ piotrcandida

    Ja od dawna powtarzam, że z Unii dawno powinniśmy już wyjść, bo dalsze przebywanie tam przynosi tylko straty. Jesteśmy na tyle dużym krajem, że spokojnie byśmy sobie poradzili gospodarczo.

    Angola, Kongo, Sudan, Czad, Irak i Afganistan to rowniez duze kraje. Spokojnie sobie nie radza gospodarczo i spokojnie sobie umieraja, jak jakas kleska glodu sie trafi. Ale kolega pewnie za mlody, zeby kartki na wyroby czekoladopodobne pamietac, wiec co ja tu bede o glodzie.

    Ile ruscy placa za taka propagande? Bo juz nawet nie chce mi sie zastanawiac, czy troll, czy idiota. Co za roznica?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 09:09:11:

    To że Piotr ma załamujące poglądy rodem z propagandy Korwina. I uważa unię za worek z pieniędzmi to nie problem. Problemem jest to że moim koledzy w pracy, poważni naukowcy, mają podobne poglądy. "Unia jest zła bo nie możemy robić co chcemy". Ciekawe że nie pamiętają że do tego"robienia co chcemy" nie zaliczają przejazdów prze granice bez problemu lub możliwość pracy w "europie" bez wizy.
    Ale spoko najważniejsza jest "wolność" i "niezależność" i "patriotyzmu" - czymkolwiek one są. A jak sobie nie "damy radę" sami to pewnie będzie też winna unii.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 10:22:43:

    @charioteer1
    > Ale kolega pewnie za mlody, zeby kartki na wyroby czekoladopodobne
    > pamietac, wiec co ja tu bede o glodzie.


    A kartki na cukier wprowadzone już 1976 r. to nie łaska wspomnieć? Środek propagandy sukcesu, a tu już były kartki. I wtedy, raptem sześć lat po Gomułce, nagle wszyscy z łezką w oku wspominali, jak to narzekali, że "nie ma szynki, tylko schaby i schaby". W dokładano rymowankę z lat sześćdziesiątych "jedzcie dorsze, gówno gorsze" (excusez le mot).

    > Ile ruscy placa za taka propagande? Bo juz nawet nie chce mi sie zastanawiac,
    > czy troll, czy idiota. Co za roznica?


    To nie ruscy. To jest własny propagandowy dorobek ultranacjonalistów z IPN-u, wychowanków Moczulskiego i Macierewicza, sfanatyzowanych do granic możliwości.

    @sarjane
    Unia nie jest zła. Unia jest jak demokracja: niedoskonała, ale każdy wariant alternatywny jest gorsze. Problemem jest to, że Unia została skolonizowana przez lewaków roku 1968 (osławiony "długi marsz przez instytucje" Dutschkego i jego popłuczyn), a obecnie w ich rękach jest narzędziem obłąkanego projektu (?) socjotechnicznego na skalę kontynentu mającego na celu rozwalenie obecnej struktury narodowościowej. Jest obojętne, czy jest to celowy projekt (dlatego dałem znak zapytania), czy też jedynie wypadkowa drobniejszych działań, które w sumie dają pozór działania celowego. Niejeden proces w przyrodzie z odpowiednimi sprzężeniami krótkozasięgowymi daje pozór działania celowego.

    Kluczową sprawą jest odcięcie ultrasów od kierowania Unią i przywrócenie jej równowagi politycznej bez obecnego skrajnego przechyłu lewackiego vide Juncker (ex-maoista), Mogherini (chyba wciąż czynna włoska komunistka) itd. To jest jedyna droga, aby zahamować inwazję skrajnej prawicy i ultranacjonalistów, bo jeżeli oni dojdą do władzy, to ja zaczynam szukać wolnej chatki w Nowej Zelandii.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 10:30:37:

    @Zgred
    może nie do końca się z tobą zgadzam (chociaż coś w tym jest) ale uważam że pomysł z "wyjdźmy z unii bo sami sobie damy radę" uważam za zły. Niebezpieczny w kontekście gospodarczym, społecznościowym a nawet militarnym (mimo braku wojska unijnego). Jak nam się unia nie podoba to trzeba ją reformować a nie wychodzić "bo tak". Suma summarum, wolę być w niedoskonałej grupie zachodniej niż w perfekcyjnie zarządzanym jednoosobowo bloku wschodnim. A ostanie 10 lat pokazało że państwa w rozkroku i samodzielne to mrzonka.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 12:22:28:

    Ciekawe ile płacą za straszenie jak to źle jest poza Unią? Takie państwa jak Norwegia, Islandia, Liechtenstein i Szwajcaria radzą sobie lepiej niż większość w Unii. Ciężko się czyta takie niedorzeczności bez pokrycia w faktach. Trzeba chyba brać jakieś mocna zioła żeby odlecieć z Angolą, Kongo, Sudanem, Czadem, Irakiem czy Afganistanem :)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 14:36:55:

    A co z osobą, która w czasie 4-latki ewaluacyjnej była pół roku na studiach doktoranckich, a jednocześnie lub przed lub po przez pół roku była zatrudniona na etacie asystenta w tej samej jednostce?
    a) czy ma prawo zając 4 sloty czy 1/2?
    b) jeżeli zgłosiła jako asystent 2 dyscypliny, to czy w każdej z nich, jako należących do tej samej dziedziny nauki, może zająć łącznie do 4 slotów doktoranckich czy też tylko 1/4 slotu pracowniczego?
    c) jak zinterpretować sytuację, gdy doktorant-asystent jako asystent zadeklaruje inną dyscyplinę niż ta, w której robi doktorat? Czy da to jednostce jakieś dodatkowe fory?
    d) Hmmm, a jeżeli ktoś pracuje w jednostce A, a studia doktoranckie robi w jednostce B?
    e) Lub nawet studia doktoranckie robi w A, a pracuje (synchronicznie lub asynchronicznie) w kilku jednostkach, powiedzmy, B i C?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 14:38:18:

    Co w przypadku,. gdy NN porzuci studia doktoranckie w jednostce A i zapisze się na studia doktoranckie w jednostce B. Ile slotów może w sumie wypełnić? W ilu dyscyplinach, skoro studia doktoranckie nie muszą być w tej samej dyscyplinie?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 14:48:45:

    3.14 jesteś mistrzem w znajdowaniu tych smaczków, ale sadze ze te wątki są neutralne względem tej ewaluacji i były w poprzedniej. Nie wiem jaka jest skala takich przypadków i czy ich uwzględnienie to już niebyloby przeregulowanie.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 14:55:25:

    @p-tau
    Waga każdego takiego przypadku poprzednio była prawie żadna. Teraz w grę wchodzą grubsze pieniądze oraz różne inne konsekwencje (choćby uprawnienia). Poza tym doktoranci są mocno uprzywilejowani "slotowo", co poprzednio było zupełnie bez znaczenia (nie było powszechnego ogranicznika max=4), a teraz nabiera dużej wagi.

    Ale faktycznie: zapewne jakaś pragmatyka była i jest wypracowana i być może ministerstwo już wie jak powinno traktować każdy z tych przypadków. Warto, aby dziekani czy rektorzy pociągnęli ich za język. A może i oni już wiedzą :)

  • kinlizsan napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 15:37:29:

    "Staliśmy się płatnikami netto do tego unijnego programu w zakresie badań naukowych i innowacji. Ujemne saldo między środkami uzyskanymi przez polskie instytucje i organizacje a wkładem Polski w finansowanie wspomnianego programu szacuje się na ponad 7 mld zł. To kwota porównywalna z rocznymi wydatkami budżetowymi na naukę w Polsce!"

    Źródło: konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/08/ewaluacja-dzialaln-naukowej-przewodnik.pdf

    Czyli za tą kwotę można by na przykład:
    - podnieść pensje wszystkim naukowcom DWUKROTNIE, albo
    - sfinansować 6 razy więcej projektów z NCN (jego obecny budżet to 1,2 mld zł)

    Myślę, że te dane powinny zakończyć toczącą się tutaj dyskusję na ten temat. Bilans członkostwa Polski w UE w kwestiach nauki jest jednoznacznie negatywny. I nie ma żadnych racjonalnych argumentów, które, przy takiej skali nierównowagi, mogłyby to zmienić. Zwolennicy UE mogą jedynie używać argumentów emocjonalnych, sentymentalnych, czy wyzywać od korwinistów czy ruskich trolli, co widać także i w tej dyskusji.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:11:23:

    @piotrcandida
    23 czerwca 2016 mialo miejsce referendum, w ktorym Brytyjczycy zadecydowali o wyjsciu z UE. Dzien przed referendum, 22 czerwca 2016, kurs funta wynosil 5,7080 PLN. Po ogloszeniu wynikow referendum kurs funta polecial na pysk i do dzisiaj sie nie podniosl. To sa pieniadze Brytyjczykow, ktore literalnie wyparowaly.

    Twierdzenie, ze Polska jest na tyle duzym krajem, ze da sobie rade bez UE, jest po prostu bzdurne. Wielkosc kraju nie ma nic wspolnego z PKB, wiec prosze sie laskawie nie obruszac na Kongo i Angole. Jaki argument, taka replika - na lepsza nie zasluguje. Kraje wieksze od Polski sa wsrod dziesiatki najubozszych na swiecie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:15:22:

    kinlizsan,

    Potrafi się Pan wypisać z UE tylko w zakresie badań naukowych, pozostawiając nietknięte dopłaty do rolnictwa, infrastruktury komunikacynej, wspólną przestrzeń prawną, swobodę przepływu kapitału, towarów, usług i ludzi?

    Przepraszam za uwagę osobistą, ale jak każdy wyznawca helu w trotylu termobarycznym, miesza Pan porządki, czy też jednostki miar. Z kontekstu wynika, że rzeczone 7 mld dotyczy całego, 7-letniego programu ramowego Horyzont2020. Czyli rocznie to TYLKO 1 mld zł. Tyle to wkrótce będziemy topić w IPN. Więcej wydaliśmy na 300+. Tyle wystarczyłoby na ok. 10% podwyżkę pensji. SZAŁU NIE MA.

    Po drugie, dlaczego z wniosku, że Polska jest płatnikiem netto w Horison2020 wyciaga Pan wniosek, że należy wypisać się zarówno z tego programu, jak i UE? Czy wina leży po stronie unijnej czy polskiej? Dlaczego inni potrafią podnieść te środki a my nie?

    Dlaczego i jak długo mamy być beneficjentem netto w każdej "dyscyplinie" europejskiej? Bo jesteśmy biedni Polacy i nam się należny? Za Chrobrego, Jogiałłę co Niemców pobili, za Wallenroda i kamienie rzucone na szaniec?

    Znajomy młody naukowiec chciał wystapić o ERC Starting Grants. Dowiedział się, że wszystko pięknie, ale będzie musiał podpisać cyrograf, że zmniejszy swoje zatrudnienie etatowe na uczelni do 50% i pozostałe 50% swojego czasu przeznaczy na pracę na rzecz Horzyzontu 2020. Za pensję odpowiadającą wynagrdzeniu na jego stanowisku. Czyli za te same pieniądze miałby wziąć na siebie z milion euro na 4-5 lat, za tego rzędu pieniądze miałby szukać doktorantów, postdoków itp itd. Zaklął, puknął się w głowę i składa wniosek o Sonatę czy coś w tym rodzaju. Nawet jeśli został źle poinformowany, oznacza to, ze coś u nas nie gra - i to nie na poziomie naukowców, tylko organizacyjnym.

    Jak to jest, że gdy byliśmy w przedsionku Unii, programy ramowe traktowaliśmy jak mannę z nieba, a gdy się już do niej dopisaliśmy, jak dopust boży? Zmiana pokoleniowa? Czegoś nie dopatrzyliśmy w systemie edukacji?



  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:20:53:

    Dokładnie, nadal H2020 się u nas ZUPEŁNIE NIE KALKULUJE. W zasadzie oznacza to obniżenie pensji przy dodaniu sobie pracy. A to dlatego, że nie można dorabiać (w tym innymi grantami), a znika 13tka.

    Ja już musiałem odmówić w zaawansowanej fazie tworzenia konsorcjum, gdy dowiedziałem się jak bardzo stracę w wypadku wygrania konkursu.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:29:32:

    @zgred

    > Ile ruscy placa za taka propagande? Bo juz nawet nie chce mi sie zastanawiac,
    > czy troll, czy idiota. Co za roznica?

    To nie ruscy. To jest własny propagandowy dorobek ultranacjonalistów z IPN-u, wychowanków Moczulskiego i Macierewicza, sfanatyzowanych do granic możliwości.


    Nie chce mi sie szukac linka. Polska prasa niedawno sie o tym rozpisywala. Ktos zrobil powazne badanie naukowe. Wzieli pod lupe konta oficjalnie zidentyfikowane jako nalezace do ruskich trolli i przeanalizowali tematy, na jakie te konta wypowiadaly sie czesciej niz przecietni uzytkownicy. Jedyne, co wyszlo statystycznie znaczace, to wypowiedzi antyszczepionkowe. Ma sens? Ma sens. Pogorszenie sytuacji epidemiologicznej na terenach uznanych za nalezace do przeciwnika zawsze go w jakis sposob oslabia.

    Dlatego mnie jest ganz egal, czy to ruski, czy nie ruski. Wszystko po jednych pieniadzach idzie, nawet jezeli to krajowy idiota z autentycznego przekonania agituje. Za Wanda Wasilewska, ZPP, PKWN itd. tez agitowali autentycznie przekonani.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:31:58:

    Polska nie byla w stanie samodzielnie zbudować piep... Gawrona. Armaty do chluby armii, armatohaubic Krab, sprowadzaliśmy z UK a później z F, silniki z DE, a podwozia z Korei (Samsung). Czy potrafilibyśmy zbudować odpowiednik Harriera, który wygrał wojną o Falklandy - blisko pół wieku temu? Czołgi mamy niemieckie. Okręty podwodne - tu nie kojarzę, zdaje się że marzeniem byłyby niemieckie lub szwedzkie. Tylko broń strzelecką mamy własną i na przyzwoitym poziomie. Bo o Patrioty płakać w rękaw wujka Sama chcemy, choć chyba nie musimy.

    Przykłady wojskowe są spektakularne, stąd od nich zacząłem. Gdzie są polskie globalne marki jak Samsung, LG, Siemens, Philips, BP, Airbus, Boening etc.?

    Skąd więc te sny o autarkicznej potędze? Skąd te demony wychynęły, z jakich niedomkniętych katakumb? Czy to kolejne produkty rozkładu myśli Dmowskiego?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 18:41:51:

    Sprawa bilansu z UE jest skomplikowana. A warto to dokładnie robić, choćby po to, aby mieć dobre argumenty w negocjacjach finansowych. Na pewno niezwykle istotnym czynnikiem jest przepływ ludzi (utracone składki emerytalne) i kapitału. Ale Schengen nie jest tożsame z UE.

    Skąd się wzięły te przepisy, że Horyzont jest aż tak nieopłacalny? Przecież to jawne rzucanie kłód pod nogi. I nie robią tego krasnoludki. Ale nawet gdyby to poprawiono, to pozostaje multum innych spraw, sprowadzających się z grubsza do tego, iż motywacja do konkurencji z zagranicą jest niewielka, bo ci, którzy mogliby konkurować są zazwyczaj wręcz zawaleni łatwymi środkami krajowymi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 19:23:30:

    js.c,
    Bilans rzeczywisty jest zrobić trudno, bo on obejmuje nie tylko składniki materialne, ale i niematerialne. Np. kraje bałtyckie tylko przez sam fakt przyjęcia euro automatycznie silniej związały się z UE, w tym z jej lokalnymi potęgami jak DE i F, co przekłada się na automatyczne, niezależne od wynikającego z członkostwa w NATO zwiększenie własnego bezpieczeństwa militarnego i politycznego.

    Podobnie, analizując przepływ kapitału, trzeba też uwzględnić przepływ środków finansowych przesyłanych do rodzin w PL a także przepływ kapitału społecznego związanego z zaimportowaniem, wraz z zachodnimi menedżerami, tamtejszego stosunku do pracowników. To przykład pierwszy z brzegu. Prawdę mówiąc średnio obchodzą mnie przepływy pieniężne netto (choć autostrady czy wyremontowane linie kolejowe bardzo doceniam). Najcenniejszą rzeczą, jaką daje unia, jest zmiana mentalności.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 19:52:17:

    @Pi,
    Co do broni, nawet ręcznej to muszę Ciebie rozczarować, tak naprawdę jedyne co dziś jest całkowicie polskiej konstrukcji to pistolety WIST, PM-98, snajperskie "Tor" i "Wilk". Reszta to przeróbka. To co jeszcze jest dobre to radary. Ale odkąd jest PGZ to różne rzeczy się dzieją, z resztą tak jak i wcześniej. Wypadki MiG-29 też o czymś świadczą, a są one po polskiej modernizacji. Problemem ponoć też są najnowsze rakiety następcy zestawu "Grom". Śmigłowce "Sokół" też mają swoje problemy, choćby z wałem śmigła. Stąd jest uzbrojenie z polskim rodowodem. Ale też należy napisać, że wprowadzanie nowego sprzętu , a wcześniej jego projektowanie i testowanie to ogromne koszty. Stąd na zachodzie od wielu lat funkcjonują konsorcja międzynarodowe. Nie czarujmy się Polski nie stać finansowo na to, żeby wprowadzić swoje rozwiązania typu nowy polski czołg, itp. Można też spojrzeć jak długo ciągnie się też program "Loara", jak kiepsko idzie z zakupem know-how na rakiety. Można dawać jako przykład Izrael, ale i to państwo samo wszystkiego nie wytwarza i kooperuje z innymi krajami. I to powinno już dać odpowiedź dlaczego warto być w UE. Natomiast to jak nam idzie to zależy przede wszystkim od nas. Ale bardzo chętnie nasze niepowodzenia lubimy usprawiedliwiać czynnikami zewnętrznymi, tajnymi spiskami, itp. Tymczasem zamiast wykorzystać dzisiejszą koniunkturę, zamiast rzeczywiście inwestować rozsądnie w nowe technologie, my wolimy się zadowalać technologiami pod wieloma względami generycznymi. Zaś politycy, poza hasłami nic nie potrafią zaoferować. Wystarczy przypomnieć elektryczne samochody Morawieckiego, żeby daleko się nie cofać wstecz.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 20:08:00:

    3.14 trafnie wskazał największa korzysc: zmianę mentalności. Jasne, możemy żyć tak jak nasi dziadzowie, bez kontaktów zagranicznych, będąc zaściankiem, bo niby czemu nie?
    Obserwacja rzeczywistości politycznej świadczy o tym ze zmiana mentalności nie nastapila u wszystkich.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 20:18:36:

    Zmiana mentalności? Zbytnio nie zauważam. Nie wiem też na ile tak ulotne rzeczy można wiązać z Unią. Widać wzrost zamożności, ale w końcu minęło prawie 30 lat od zmiany ustroju, znacznie więcej niż okres międzywojenny...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 20:19:13:

    konstytucjadlanauki.gov.pl/dialog-trwa-rozporzadzenie-ws-ewaluacji-w-grudniu-2018-r-po-uwzglednieniu-uwag-srodowiska
    natomiast dzięki uwzględnieniu opinii wybitnych przedstawicieli poszczególnych dyscyplin ostateczne rozstrzygnięcia dotyczące punktacji czasopism spotkają się z akceptacją środowiska akademickiego
    Można by się nawet pośmiać, gdyby to nie było żałosne...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 20:20:32:

    @Nobooks,
    Ja bym to bardziej podkreślił ...tak bardzo żałosne.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 21:07:38:

    "Mapowanie" czasopismo-dyscyplina więc będzie. Dobre i to. Ale czyżby dopiero w marcu? Musztarda po obiedzie?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/12 22:03:29:

    Natomiast dużo wcześniej, bo na przełomie października i listopada, przeprowadzone zostaną konsultacje środowiskowe dotyczące przypisania dyscyplin do czasopism naukowych ujętych w międzynarodowych bazach czasopism Scopus i Web of Science.
    Skoro coś do konsultacji już będzie, więc ogólny zarys będzie znany. Konsultacje natomiast polegać będą zapewne na nieposkromionym przypisywaniu wszystkiego do wszystkiego (co i tak nie ma znaczenia, "jak podkreślamy").

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide