Robię habilitację

Wpis

niedziela, 21 października 2018

Młot na doktorantkę

W najnowszym numerze Forum Akademckiego ukazał się kolejny artykuł red. Wrońskiego. Chciałbym skomentować pierwszą jego część. 

 

Otóż pisze prof. Wroński o tym, że na plagiacie przyłapano doktorantkę. Co więcej, rzecznik dyscyplinarny, niczym Zorro, nie czekał ani chwili i już dzień po wszczęciu postępowania wezwał doktorantkę na dywanik i przesłuchał. Równie szybko doktorantkę ukarano, skreślono i aż jestem zdumiony, że nie wybatożono. Sprawiedliwość okazała się rychliwa i skuteczna. A mnie szlag jasny trafił.

 

A  szlag mnie trafił nie dlatego, że ukarano plagiatorkę - ona na to zasługiwała. Szlag mnie trafił, bo co rusz czytam w rubryce Wrońskiego o tym, jak uczelnie ociągają się z postępowaniami dyscyplinarnymi i wymierzaniem kary za plagiaty. Jest jednak jedna ważna różnica między omawianym wyżej postępowaniem a tymi innymi. Otóż tutaj mamy do czynienia z doktorantką, z akademickim nikim, którego ukaranie nie narusza żadnych układów, układzików, ani innych akademickich 'szarych sieci'. Ukaranie doktorantki jest łatwe, a uczelnia sama sobie przyzna order za standardy, którym hołduje.

 

A już w następnej części artykułu autor pisze:

 

Instytuty PAN są dość hermetyczne, a środowisko naukowe niechętnie „pierze brudy” na oczach opinii publicznej. Bez jawności tych spraw nie ma publicznej kontroli, stad sprawy bywają „niedoprane”. 

 

I gdy czytam to, to nie mam wątpliwości, że doktorantkę należało ukarać. Jednak zastanawiam się, czy rzeczywiście należało ją pozbawić możliwości robienia doktoratu. Zastanawiam się również, czy  jej plagiat wynikł z środowiskowego przyzwolenia na nieuczciwość. Chciałbym na przykład, by rzecznik dyscyplinarny zbadał, czy plagiat doktorantki był wyłącznie jej pomysłem i nie wynikł ze środowiska, w jakim była. I czy po prostu ta doktorantka po prostu miała pecha. A jak się już okazało, że miała pecha, to się wszyscy wokół unieśli moralnie oraz stosownie oburzyli.

 

A doktorankta? Doktorantka jest na samym końcu akademickiego łańcucha żywieniowego. Ją, powiedzmy oględniej, da się wypluć z łatwością i rozmachem.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
niedziela, 21 października 2018 19:42

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 20:01:56:

    Jakie wątpliwości? Dla takiej szui nie ma miejsca w nauce.

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 20:26:00:

    Wątpliwości jest wiele, a ja nie wiem, skąd pan wie, że to szuja. A jeśli do tego zachęcono ją w środowisku? A jeśli widziała, że inni tak robią, a reszta przymyka oczy? To też szuja? A uczono ją o tym?

    Ocena plagiatującego profesora jest dość łatwa i jednoznaczna. Ocena plagiatującego doktoranta moim zdaniem nie. Co więcej, przecież to nie plagiat doktoratu, pewnie pierwsza taka wpadka, i od razu z grubej rury?

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 20:37:39:

    Ilu profesorów, od których przecież należy wymagać znacznie wiecej, zostało tak po prostu wyrzuconych z pracy za to, że po popełnili plagiat. Ilu profesorów podwórkowych? Jeśli nie tak wielu, to doktorantki też nie należy wyrzucać z pracy. Może dobrze by stosować te same standardy wobec wszystkich. A jeśli już wyrzucamy doktorantkę, to powinniśmy wyrzucać wszystkich innych po doktoracie. i to z wilczym biletem. Od nich należy wymagać więcej.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 20:40:44:

    Nie rozumiem tej argumentacji. Skoro jest plagiat, to należy to tępić z całą surowością. A jeśli tak się zaczyna, to powinno się delikwenta/delikwentkę wykluczyć z grona potencjalnych akademików.

    Szkoda tylko, że do wszystkich nie są stosowane podobne kryteria, ale to już zupełnie inny problem.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:21:03:

    Andrzej Duda wygłosił wykład inauguracyjny na KUL "Wyzwania dla Polski w stulecie odzyskania niepodległości". - Nie możemy być krajem montowni, ale musimy się stawać krajem ośrodków badawczo-rozwojowych i transferu wiedzy do gospodarki.

    Dobre sobie. Jak mamy stać się ośrodkiem badawczo-rozwojowym gdy PiS przeznacza na naukę jedne z najmniejszych kwot w Europie?

  • cutbold napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:21:05:

    @flamengista
    A ja popieram argumentację habilitant2012. Prawo musi być równe dla wszystkich. Odkąd czytam ten blog były poruszane sprawy co najmniej dwóch plagiatów popełnionych przez profesorów, którzy w całym majestacie dalej pracują na uczelniach (sprawdziłem, jednego naocznie). Po drugie doktorant doktorantowi nie równy. W komentarzach pod poprzednim postem wróciła sprawa doktoratu, który miał arcyplagiat a autor rozprawy w dalszym ciągu pracuje w swojej jednostce. Skoro tamte osoby w dalszym ciągu pracują oznacza to, że jest na to przyzwolenie w środowisku i wilczy bilet dla doktorantki jest żałosną napinką.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:25:45:

    cutbold,
    Jeszcze ciekawszy jest przypadek recenzenta, który zautoplagiatował swoją własną recenzję i miał czelność pojawić się publicznie, wraz z promotorem, na "powtórzonej obronie" doktoratu, którego dotyczył ten autoplagiat, a któryego skalę palgiatorstwa ocenianao, jesli dobrze pamiętam, na bliską 90% (z pewnością sporo powyżej 50%).

    Przecież autoplagiat recenzji to poświadczenie nieprawdy w dokumencie i za to powinien byc paragraf!

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:26:58:

    A ja rozumiem Gospodarza, Któremu zapewne o to chodzi, że doktorantka ma też opiekuna naukowego. I pytaniem zasadniczym jest, jakie wzorce publikacyjne są lub były przekazywane doktorantce. Czy jej sprawa to nie jest jedynie czubek góry lodowej. Bo otóż mamy ukaraną doktorantkę, a gdzie był opiekun naukowy, który powinien sprawdzić artykuł? Poza tym, jak często procedura jest bardzo nieruchawa, tak tu dostała takiego speeda, że nie ma już doktorantki. Ale, co z opiekunem naukowym powtórzę jeszcze raz? Wszak to on/ona powinien/na pokazywać właściwy sposób przygotowania i publikowania artykułów. A z tekstu wynika, że doktorantka była pozostawiona sama sobie i miała przed sobą tylko wymagania. A gdzie wsparcie?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:27:53:

    Natomiast w tym przypadku sprawę załatwiono szybko, bo najwyraźniej doktorantka przyznała się do winy. Ja bym uznał takie a nie inne załatwienie tej sprawy za rodzaj "nadzwyczajnego złagodzenia kary", choć od takich działań powinien raczej sąd.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:32:42:

    kahlkopf,
    Z tym opiekunem to prawda. Ja się teraz "pałuję się" z doktorantem któryś już miesiąc, bo jest jasne, że musimy ("-my" świadome) uzyskać wynik unikatowy w skali świata, innego nikt nam nie przyjmie do przyzwoitego czasopisma, a bez publikacji (liczba dowolnie mnoga, czyli 2 wystarczy) w przyzwoitym czasopiśmie nawet najlepsi koledzy taki doktorat utopią. Myśl, że w tych warunkach możliwy byłby plagiat w ogóle nie przychodzi mi do głowy.

    I to jest ta "drobna" różnica między dyscyplinami, która nie ma żadnego odzwierciedlenia w zasadach ewaluacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:42:41:

    Właśnie o to chodzi. To nie równe traktowanie. Wywaliliśmy doktorantkę, pokazaliśmy jak to przestrzegamy etyki i prawa ... ale czy na pewno. Czemu wcześniej tego artykułu nie przeczytał/a opiekun/ka? A co by było, jakby doktorantka była córką, któregoś z profesorów z uczelni? To te podwójne standardy, podwójna moralność. Tak samo jak słynna sprawa w Politechnice Krakowskiej. Oj, Pi obawiam się, że jakby lepiej pogrzebał, to się okaże, że jest różnica może między humanistyką, a ścisłymi/technicznymi, ale może okazać się niewielka.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:46:11:

    @habilitant
    Jednak zastanawiam się, czy rzeczywiście należało ją pozbawić możliwości robienia doktoratu
    No bez jaj. Plagiatuje, nie zdaje egzaminów - świetny materiał na doktora.

    Jestem w stanie zrozumieć wzburzenie na to, że nie zawsze zastosowana wobec doktorantki procedura działa z taką samą skutecznością. Ale to w żaden sposób nie może działać na korzyść bohaterki artykułu.

    @kahlkopf
    Ale, co z opiekunem naukowym powtórzę jeszcze raz?
    Od kiedy to opiekun naukowy może skutecznie zabronić doktorantowi wysłania artykułu?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 21:52:38:

    @misiekc1
    Oczywiście nie musi, tylko, że świadczyłoby to o słabości lub lenistwie opiekuna. A poza tym od czegoś ten opiekun jest i weźmie za to pieniądze. Tak fajnie, jest potrzebny doktorant do awansu profesorskiego. Tylko, oprócz profitów, też są obowiązki.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:00:31:

    kahl,
    Wg moich *skromnych* doświadczeń polskie nauki techniczne warsztatowo stoją bliżej społ-humów niż ścisłych i przyrodniczych. Ten warsztat wydaje się jakoś tak zbyt lokalny. Ale nie wykluczam u siebie stosowania skrzywionej perspektywy.

    U nas takie sprawy załatwia się jednak innymi, bardziej cywilizowanymi metodami. Główny problem w ścisłych i przyrodniczych to zakres samodzielności prac doktorskich. Plagiaty zdarzają się, owszem, w końcu wszyscy jesteśmy ludźmi, ale wg mojej oceny stosunkowo rzadko.

    Gdybyśmy publikowali w kraju, pod względem warsztatu naukowego niczym nie różnilibyśmy się od innych dyscyplin. Byłby lokalny i tyle.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:06:40:

    @Pi,
    Tak pod względem tzw. umiędzynarodowienia jest dużo lepiej. I jeśli chodzi o nieetyczne problemy, to dużo więcej jest takich jak na świecie, czyli choćby słynne mielenie kotleta. A liści, swiatowa nauka, to i swiatowe przekręty ;o) (z odpowiednim zabużańskim akcentem należy czytać)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:09:54:

    Wszak już jak człowiek będzie taki swiatowyj, to inaczej już oddycha, żre, a i sika. Bo to wtedy wszystko po swiatowemu robi ;o)

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:12:56:

    @flamengista

    Selektywna surowa sprawiedliwość jest skrajną NIESPRAWIEDLIWOŚCIĄ.

    Czy rektor wrocławskiej AM wyleciał z pracy? Czy plagiator Sanetra, któremu szemraną profesurę nadawał AGH, wyleciał z pracy w PK? A jak było z osławioną plagiatorką z NSA? Przestała być sędzią?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:22:20:

    @Zgred,
    Jak sobie dobrze przypomnimy, to w PK problemów nie miał osławiony prof, ale pani, która ujawniła przekręt. I to jest ta właśnie hipokryzja. Tak samo jak sprawa z braćmi G. I tak można wymieniać, gdyż to pięknie opisywał i pewnie nie jedno opisze Kolega Wroński. A ile takich różnych przypadków jeszcze nie ujrzało światła dziennego?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:24:55:

    @kahlkopf
    Bo otóż mamy ukaraną doktorantkę, a gdzie był opiekun naukowy, który powinien sprawdzić artykuł? Poza tym, jak często procedura jest bardzo nieruchawa, tak tu dostała takiego speeda, że nie ma już doktorantki. Ale, co z opiekunem naukowym powtórzę jeszcze raz? Wszak to on/ona powinien/na pokazywać właściwy sposób przygotowania i publikowania artykułów. A z tekstu wynika, że doktorantka była pozostawiona sama sobie i miała przed sobą tylko wymagania. A gdzie wsparcie?

    Polskie spolhumy to pod tym wzgledem rezerwat archeologiczny. Typowy polski profesor bedzie zarliwie argumentowal, ze sprawdzanie artykulow doktoranckich nie jest jego obowiazkiem, a publikowanie wspolnie z doktorantem jest nieetyczne. "Wsparcie" doktoranta polega wlasnie na stawianiu wymagan i pobieznym przeczytaniu pracy doktorskiej pod katem tego, czego ewentualnie moga sie czepiac potencjalni recenzenci, ktorych przeciez promotor dobrze zna.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:27:58:

    A co by było, jakby doktorantka była córką, któregoś z profesorów z uczelni?

    Jak to co? Gdyby sprawa rozgrywala sie w obrebie spolhumow, to artykuly przed publikacja czytalby ojciec czy matka, a nie opiekun naukowy i wszyscy uwazaliby to za normalna kolej rzeczy.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:28:53:

    @Chario,
    Aż przykro się takie rzeczy czyta. Wszak obowiązkiem opiekuna jest jednak wyrobienie odpowiednich nawyków u doktoranta, który uzyskując doktorat, a następnie idąc w świat jest też równocześnie świadectwem o swoim promotorze.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:36:34:

    @kahlkopf
    Promotor czytający artykuły doktoranta .... wolne żarty. Znam JEDNEGO takiego który tak robi. Reszta idzie na żywioł na zasadzie - "to wasze stypendia so wy się męczcie". Moja prywatna promotor czytała jeden z moich artykułów. Przeczytała go 2 razy w ciągu 1,5 roku. Gdzie w jego sprawie usłyszałam jakieś 4 h lamentów jak to ona nie ma czasu na nic. Artykuł nigdy nie wyszedł - mi się znudziło - szkoda bo narobiłam się przy nim strasznie. Resztę pisaliśmy własnymi siłami, siłami doktorantów.
    Mówiąc szczerze, my byśmy bardzo chcieli żeby ktoś nam coś przeczytał, ale nie było woli... Uważam że stąd pochodzą nasze braki warsztatowe. A szczególnie niezdolność do oceny co jest "naprawdę dobre" a co jest "nie złe".

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:43:41:

    Kahlkopf, mysle, ze w polskich polhumach jest bardzo niewielu profesorow, ktorzy zrozumieliby, o co chodzi w tym zdaniu: u doktoranta, który uzyskując doktorat, a następnie idąc w świat jest też równocześnie świadectwem o swoim promotorze. Znam przypadek dopuszczenia do obrony doktoratu wbrew negatywnej opinii promotora - po prostu negatywnego promotora zamieniono na takiego, ktory sie pod praca podpisal, nie poprawiajac nawet oczywistych bledow jezykowych. Przeszlo.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 22:56:47:

    Paradoksalnie, utrwaleniu tej patologii sprzyja zastapienie grantow promotorskich NCN-owskim Preludium, w ktorym kierownikiem projektu jest doktorant. Skoto doktorant jako kierownik projektu o wszystkim decyduje i samodzielnie sie rozlicza z realizacji projektu, to promotor juz nic nie musi, prawda? Wystarczy, jezeli bedzie "sluzyl rada".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:17:50:

    sarjane,
    Promotor czytający artykuły doktoranta - dla mnie to mój podstawowy, żeby nie użyć sformułowania "psi" - obowiązek.

    Nie spotkałem *mojego* doktoranta, który byłby w stanie samodzielnie opublikować cokolwiek powyżej poziomu zeszytów naukowych jakiegoś nadwiślańskiego uniwersytetu badawczego.

    Po to jestem promotorem, by po miesiącach wspólnej pracy doprowadzić artykuł doktoranta do takiej postaci, pod którą mógłbym się podpisać, co też na tym etapie chętnie czynię. W tym celu muszę być pierwszym i teoretycznie najsurowszym recenzentem. Strasznie nie lubię dostawać "rejecty" i szczęśliwie rzadko się to zdarza. Tzn. w tym nie ma żadnego szczęścia, jest mrówcza praca.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:21:54:

    Chario, z tym Preludium to w dziesiątkę. Na szczęście żaden mój doktorant go nie dostał, choć było blisko. Ale mój stosunek do pracy z takim doktorantem *mógłby* ulec zmianie. Jak jest taki dobry, że zgarnia granty, to niech pokaże, co potrafi naprawdę. Nie wiem. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

    Byłoby inaczej, gdyby to preludium było efektem tylko jego pracy. Wtedy - mam nadzieję, na ile siebie znam - nic by się nie zmieniło. Ale ilu doktorantów podpiera się we wnioskach wyłącznie własnym dorobkiem?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:31:01:

    @trzy
    Jakkolwiek się z tobą zgadzam to już dawno ustaliliśmy że żyjemy w innych światach ...
    Dla ciebie celem jest LF dla naszych doktorantów celem jest coś za 10 pkt na B. A szczytem marzeń 15 pkt na konf./WoS. I tyle są czasami w stanie sami osiągnąć.
    Oczywiście że to jest skandal ... ale mówimy o świecie gdzie wielu promotorów nie ma NIC z IF ci którzy mają to jest po 5 publikacji max przez całą karierę. Wybacz ale w takim świecie nie ma możliwości na prawdziwe mentorowanie ( Już pominę takie momenty kiedy promotor jest dopisany do artykułu do 10 pkt i się cieszy że ma coś w tym roku, lub sytuacje kiedy "psim"obowiązkiem jest dopisać promotora niezależnie od tego czy coś robił czy nie).
    Reasumując @trzy ja ci zazdroszczę, ale realia są takie że taka sytuacja jak u ciebie jest rzadkością w skali nauki polskiej.
    I dlatego własnie my odrzutów mamy dużo - bo nie mamy warsztatu w warsztatu nie mamy bo nie ma kto dać. A nie dostajemy grantów (np na sonatine) bo nie umiemy pisać o nie a nie umiemy pisać bo nie mamy współpracy z innymi a współpracy nie mamy bo .... i kółko się zamyka....
    Dlatego się własnie tak wkurzam o tą Miniaturę - bo jak u nas nie ma nic, to przynajmniej do początek jeden wniosek na 5 z wydziału powinien dostać jakieś pieniądze. A na razie mamy 0:5 ...

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:31:16:

    Niestety, to jest problem systemowy. Opiekun in absentia. Ilu znacie doktorantów geniuszy? Co przychodzą poinformować, że opublikowali kolejna mocną pracę? Ja takiego nie widziałem.

    @sarjane
    Resztę pisaliśmy własnymi siłami, siłami doktorantów.


    W szkole czy na studiach nikt młodych ludzi nie uczy pisać przyzwoitych prac po angielsku. Już nie mówię o artykule naukowym. A gdzie formułowanie tematyki badawczej? Planu badań? Wygląda na to, że przyszłość wiążemy z geniuszami samoukami.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:33:10:

    Cóż Pi,
    A ja znam doktoranta, który na dzień dzisiejszy ma lepszy dorobek , niż promotor. I zdziwiłbyś się z jakiej uczelni i wydziału. Dodam tylko, że z centralnej Polski, a uczelnia techniczna, uważająca się za super doskonałą.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:33:30:

    @53 - geniuszami nie, ale samoukami tak....

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:34:46:

    sarjane,
    Mówiąc szczerze, my byśmy bardzo chcieli żeby ktoś nam coś przeczytał, ale nie było woli...

    Od co najmniej 10 lat programowo nie wysyłam artykułu, jeżeli wcześniej nie przeczytał go ktoś, komu ufam, i kto nie znajduje się na liście autorów. To jest absolutnie elementarna sztuczka warsztatowa. Nigdy nie odmawiam takiej usługi kolegom. Nawet jak nie rozumiem tekstu, mogę pokazać, których fragmentów "szczególnie nie rozumiem", zwykle też jestem w stanie poprawić choćby warstwę językową.

    Ta koleżeńska żółta gumowa kaczuszka jest niezłym przybliżeniem recenzenta, a recenzent - czytelnika. On też nie pracował nad naszym artykułem co najmniej roku, nie czytał artykułów, które cytujemy, nasz tekst widzi pierwszy raz w życiu.

    Podkreślę, że wykonywanie koleżeńskich recenzji przed wysłaniem artykuł jest moim zdaniem absolutnie podstawowym elementem warsztatu. Po takiej recenzji moje artykuły ZAWSZE były lepsze. I nie miałbym żadnych oporów dać swojego artykuł do takiej koleżeńskiej recenzji osobie zajmującej znacznie niższą ode mnie pozycję w hierarchii dziobania. W sumie doktorant też jest dobry, bo w artykułach chodzi nie tylko o "message", ale i formę, a więc i czytelność tekstu. Artykuł musi dać się czytać, a jego konkluzje muszą byc czytelne dla każdej osoby z szeroko rozumianej tematyki.

    Nie po to się publikuje, by publikować, tylko by ktoś to z zainteresowaniem i pożytkiem dla siebie naszą publikację przeczytał. Tak, wiem, że w większości przypadków publikuje się na półkę. Dla mnie to bez sensu - szkoda życia.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:35:30:

    @kah
    Ja w momencie obrony miałam lepszy dorobek niż moja promotor ... więc to żaden ewenement. Koleżanka się broniła bo miała jedną publikacje za 40 pkt i broniła z publikacji podczas kiedy ani jej promotor ani promotor pomocniczy do dziś nic na LF nie mają.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:38:13:

    @Sarjane,
    U mnie na wydziale i nie tylko moim jest tendencja, że studenci przychodzący na doktorat mają już na koncie co najmniej jeden artykuł z listy B. Przy czym zdarzyło się tak, że większość co przyszła na doktorat to miała artykuły z IF.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:39:16:

    @trzy
    Nasi promotorzy ogólnie mieli opinie o jakiej już pisałam. A jak już zdarzało nam się pisać nie z ich stricte działki to w ogóle nie mieli ochoty na to patrzeć - bo mówili że się nie znają.
    To są zupełnie inne światy. Widać że to po prostu nie działa. Ale ja nie wiem co by się musiało stać żeby zaczęło.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:40:31:

    @kahlkopf
    Za doktorat odpowiada promotor, ale za artykuł już nie. Nie róbmy jaj sobie z karaniem promotora za plagiat.
    W nowej ustawie nie potrzebny już jest doktorant do tytułu profesora.
    @all
    Tutaj mamy bezczelność doktorantki, która skopiowała kogoś tekst i podpisała własnym nazwiskiem. Czy ktoś z pracowników naukowych, o których wspominacie dopuścił się takiego czynu? Jeśli tak, to powinien również być surowo ukarany i napiętnowany. To nie ulega dyskusji.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:45:17:

    @kah
    Ja od kilku lat "hoduję" doktorantów w kole naukowym. Tzn jeśli ktoś z koła oświadczy ze chce iść na doktorat (nie do mnie bo z przyczyn oczywistych promotorem być nie mogę, a prywatnie ... nie czuję się jeszcze na siłach i myślę że to jeszcze potrwa zanim się poczuję na siłach).
    Ale wracając, jeśli ktoś się deklaruje dostaje zadania bojowe pt. rozliczenie grantów kół (takie dofinansowanie od rektora- głupia nazwa) w postaci publikacji lub innych projektów w postaci publikacji. Ogólnie ma ogarnąć organizacyjnie i o ile da radę merytorycznie projekt. Potem zrobić referat na "prawdziwą konferencję" i napisać publikację - oczywiście pod opieką jednego lub dwóch opiekunów koła zależy czego temat dotyczy. I mamy już kilka osób "wypuszczonych" na doktorat z artykułami albo z B albo z B ale WoS. Idzie to dość powoli ale ludzie mają przynajmniej coś na start i nie snują się po korytarzach bez celu jak reszta 1szego roku studiów doktoranckich.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:46:20:

    @kahlkopf
    A ja znam doktoranta, który na dzień dzisiejszy ma lepszy dorobek , niż promotor.

    Ja tez. Promotor byl na tyle bolesnie niezorientowany w tym, co doktorant wlasciwie robi, ze nie potrafil na obronie ocenic, ktore z uwag recenzentow zawieraja krytyke, a ktore sa pochwalami.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/21 23:48:23:

    @piotrcandida,
    Nie zgadzam się. Artykuł jest częścią całego procesu związanego z doktoryzowaniem. Jeśli promotor tego nie monitoruje lub mu się nie chce, to znaczy, że nie powinien być promotorem. Inna sytuacja, gdy promotor stwierdza, że artykuł do niczego, a i tak doktorant próbuje to wypchać. Jednak doktorant nie jest samodzielnym pracownikiem naukowym i po to ma opiekuna naukowego, by wskazywał właściwy kierunek rozwoju.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 00:07:01:

    @5368696c6c
    Niestety, to jest problem systemowy. Opiekun in absentia.

    Tak, problem jest systemowy. Wszyscy najezdzaja na promotorke, o ktorej faktycznie z artykulu dowiadujemy sie niewiele.

    Z artykulu:
    Przesłuchiwana kilka dni później prof. Z. Janowska stwierdziła, że na zebraniu w katedrze 23 maja 2017 r. doktorantka referowała fragmenty niezłożonego artykułu [...] Maszynopis artykułu był wysłany 5 maja, a na zebraniu 23 maja p. Wenerska nic jej o tym nie wspomniała.

    Nie wiem, jak ukladala sie wspolpraca doktorantki z prof. Janowska w przypadku wczesniejszych publikacji doktorantki. Nie wiem tez, czy dla prof. Janowskiej taka sytuacja jest normalna, ze doktorantka wysyla cos do druku, a pozniej informuje o tym promotora. W moim przypadku takie zajscie skutkowaloby natychmiastowym spadkiem poziomu zaufania do doktoranta do stanow bardzo niskich. Zdarzyla mi sie jednak sytuacja, w ktorej doktorantka informowala mnie o swoich dokonaniach dopiero w sprawozdaniu rocznym - ze skutkiem jak wyzej. Jezeli do takiej sytuacji doszlo, to nie musi byc wcale wina czy zaniedbanie promotora. Jezeli doktorantka tak postapila, to znaczy, ze na tego typu zachowania istnieje przyzwolenie w instytucji prowadzacej. Tu w tym watku tez mamy wypowiedzi stwierdzajace, ze doktorant nie musi - nie musi pytac promotora o pozwolenie, nie musi informowac. Taka kultura pracy obowiazuje w wielu polskich instytucjach naukowych - bo przeciez doktorant jest genialny, a zgred promotor jeszcze by mu z zazdrosci nie pozwolil, albo by wymusil dopisanie swojego nazwiska do pracy, ktorej przeciez nie wykonal. No jak doktorant nie musi, to nie winmy promotora, ze nie dopilnowal.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 00:34:59:

    @charioteer1
    @5368696c6c
    Niestety, to jest problem systemowy. Opiekun in absentia.

    Tak, problem jest systemowy. Wszyscy najezdzaja na promotorke, o ktorej faktycznie z artykulu dowiadujemy sie niewiele.


    Moja spostrzeżenie nie odnosiło się do tej konkretnej sprawy opisanej w Forum Akademickim. Jeśli tak to zostało zrozumiane to prostuję: tą uwagą nawiązywałem do sytuacji opisanej przez sarjane, gdzie doktoranci pisali publikacje bez wsparcia. Niestety, takie sytuacje nie należą do rzadkości - w mojej opinii jest to problem systemowy.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 00:53:14:

    To jest problem systemowy, poniewaz taki model promotorstwa jest instytucjonalnie wspierany poprzez jednostki prowadzace studia doktoranckie oraz poprzez system grantowy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 01:57:43:

    @Charioteer1:

    > To jest problem systemowy, poniewaz taki model promotorstwa jest instytucjonalnie
    > wspierany poprzez jednostki prowadzace studia doktoranckie oraz poprzez system
    > grantowy.

    Czy w Polsce można mówić o jakimkolwiek modelu promotorstwa? Szczerze w to wątpię.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 05:52:38:

    Z pewnością mamy inne wzorce pracy naukowej, publikacji, opieki nad doktorantami. Pokazuje to dyskusja nad rolą promotora w tej sprawie.
    Nie jestem w stanie w żaden sposób zmusić moich doktorantów do tego, aby poddawali mojej kontroli artykuły, które piszą. Oczywiście, mam wpływ na artykuły współautorskie (ponieważ nie toleruję "dopisywania się" i jestem ich rzeczywistym, w zasadzie "większościowym" współautorem). Ale rzeczywiście, w mojej dyscyplinie dominują teksty jednoautorskie. Miło mi, jeśli moi doktoranci pokazują mi artykuły przed zgłoszeniem - ale to wszystko. Jedynie w przypadku rozprawy doktorskiej wymaga się mojego podpisu na składanej pracy - i za to rzeczywiście mogę odpowiadać.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 07:31:03:

    @Kubahum,
    Może to rzeczywiście różnica dyscyplinarna, obszarowa. Może w społhumach przypada za dużo doktorantów na osobę. U mnie w większości sytuacja jest taka, że nie przekracza 3, a często trudno i o tego jednego. Stąd kontrolowanie postępów przez kierownika studiów, jak i opiekuna/promotora jest większe.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 07:55:52:

    @habilitant, @zgred

    Trudno stawiać komisji UŁ zarzut nierównego traktowania doktorantki i profesorów, skoro te drugie przypadki nie pochodziły z tej samej instytucji. Może po prostu na UŁ komisje dyscyplinarne nie bagatelizują przypadków plagiatów, a w niektórych innych instytucjach - tak. Nie da się stwierdzić, która z przyczyn stoi u źródła innego przebiegu postępowań dyscyplinarnych, więc uogólnienie o nierównym traktowaniu jest nieuprawnione. Pamiętam sprawę częściowo splagiatowanego artykułu także wysłanego do czasopisma przez adiunkta UMK, który to plagiat odkryła redaktor czasopisma, a po zgłoszeniu tego do władz UMK sprawa skończyła się nie tylko konsekwencjami dyscyplinarnymi (nie pamiętam dokładnie, jakimi), ale też wyrokiem więzienia w zawieszeniu, a zatem i zakończeniem kariery naukowca.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 07:59:56:

    Doktoranci różnią się mocno pod względem samodzielności i chyba warto to uszanować. Choć chętnie służę radą i pomocą doktorantom, nie uważam, abym miał prawo wymagać sprawdzania ich tekstów przed wysłaniem do publikacji. Jeśli doktorant sam podejmuje taką inicjatywę, to jest to jego prawo (i oczywiście odpowiedzialność). W szczególności, zdarzało się, że doktoranci publikują prace spoza zakresu projektu doktorskiego i spoza zakresu moich kompetencji.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 08:55:50:

    Zauważcie że większość skandali tu omawianych w polskiej nauce dotyczy nauk społeczno-humanistycznych. Obojętnie czy są to sprawy plagiatów, niekompetentnych recenzji, niewłaściwie przyznawanych tytułów i stopni, czy jeszcze coś innego. Po prostu tam gdzie nie ma nauki na porządnym poziomie tam jest jeszcze większe pole do przekrętów i cwaniactwa. Ale to wina ministerstwa bo wszystko można by ukrócić systemowo, ale brak jest przyzwolenia na górze. Te środowiska nie pozwolą na zmiany, które by w nich uderzyły.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:02:33:

    @nobooks
    > Trudno stawiać komisji UŁ zarzut nierównego traktowania doktorantki i profesorów, skoro te drugie przypadki nie pochodziły z tej samej instytucji.

    Przepisy prawa są takie same i praktyka ich stosowania zdecydowanie powinna być zbliżona. W przeciwnym razie będziemy mieli prawa uczelniane, wydziałowe, instytutowe a nawet zakładowe.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:21:04:

    większość skandali tu omawianych w polskiej nauce dotyczy nauk społeczno-humanistycznych

    Jednak jakimś cudem największe diamenty rodzą się w technicznych, przy czym im techniczna zacniejsza, tym diament okazalszy.

    Pro memoriam:
    prenumeruj.forumakademickie.pl/media/archiwum/2015/05/idziak-opinia-dla-ck-odwolanie-rudek.pdf

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:24:43:

    A tu nauki ścisłe:
    prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/07-08/logistyka-plagiatu/
    ("Sprawa profesury...)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:35:56:

    Tu medyczne: prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/07-08/logistyka-plagiatu/

    A była przecież jeszcze słynna sprawa dwóch recenzji pióra tego samego recenzenta tego samego postępowania, każda o przeciwstawnych wnioskach:
    www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Poznan-Recenzent-wydal-dwie-przeciwstawne-opinie-na-temat-tej-samej-pracy-habilitacyjnej,3507,9.html

    Najpierw dziekan zapoznała się z pozytywną weryfikacją pracy. Przeczytała, że cel pracy dr Jacka Pająka jest pionierski, a proponowane rozwiązania kreatywne, nowoczesne i godne uznania. Recenzent nazwał autora dojrzałym i wysoko wykwalifikowanym pracownikiem naukowym zasługującym na tytuł doktora habilitowanego. Tekst recenzji jest kompletny, spójny, rzeczowo uargumentowany. Wprawdzie brakuje pod nim podpisu profesora, ale on się do recenzji absolutnie przyznaje.

    Kilka godzin później do Wrocławia dotarło drugie pismo, w którym ku zaskoczeniu wszystkich recenzujący stwierdza, że to mogłaby być najwyżej praca doktorska, a dr Jarosław Pająk nie spełnia kryteriów stawianych przed kandydatami do stopnia doktora habilitowanego nauk medycznych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:36:46:

    Korekta. Tu medyczne: www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1510148,1,od-plagiatora-do-kunktatora-czyli-am-we-wroclawiu.read

  • forrest_h napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:44:56:

    @piotrcandida
    .....
    Dobre sobie. Jak mamy stać się ośrodkiem badawczo-rozwojowym gdy PiS przeznacza na naukę jedne z najmniejszych kwot w Europie?
    2018/10/21 21:21:03


    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mogę zapewnić że PiS przeznacza na naukę jedną z najwyższych kwot na Świecie.
    Wynika to z prostego przelicznika, dzieląc dowolną kwotę przez prawie zero wychodzi bardzo duża wartość wskaźnika per-saldo.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 09:46:51:

    Gdzie najwięcej skandali? Tam, gdzie najwięcej pieniędzy, zwłaszcza publicznych (nauka jest trudno weryfikowalna, a u nas nawet jej związek z jakimkolwiek rynkiem jest prawie żaden, a ocena ex-post praktycznie nie istnieje). Zatem: najpierw społ-humy, gdy do przekręcenia byli studenci, teraz bardzie sektor technologyczny, bo tu poszła konkretna publiczna kasa. Zapewne przyjdzie pora i na multigrantowców, o ile już jej nie ma.

  • forrest_h napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 10:42:13:

    Nie dostrzegłem aby Amerykanie, Niemczy czy Chińczycy tak ochoczo wydawali środki na coś, czego efektywność jest zerowa. Co więcej w pewnych obszarach nauk technicznych jest przepaść, studenci nie uczą się zagadnień kierunkowych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 11:08:17:

    forrest_h,
    w pewnych obszarach nauk technicznych jest przepaść, studenci nie uczą się zagadnień kierunkowych.

    Po blisko 8 latach reform Kudryckiej i wcześniejszych 5 Woźnickiego?

    PS. Można poprosić o rozwinięcie powyższej myśli o tej przepaści i braku uczenia się zagadnień kierunkowych?

  • forrest_h napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 11:24:06:

    @trzy.14

    forrest_h,
    w pewnych obszarach nauk technicznych jest przepaść, studenci nie uczą się zagadnień kierunkowych.
    Po blisko 8 latach reform Kudryckiej i wcześniejszych 5 Woźnickiego?
    PS. Można poprosić o rozwinięcie powyższej myśli o tej przepaści i braku uczenia się zagadnień kierunkowych?

    Bardzo proszę, zagadnienie, które w dyscyplinie jest marginalną funkcją pomocniczą na dodatek z innej dyscypliny np.: informatyki staje się głównym kierunkiem nauki.

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 11:46:09:

    @trzy.14
    "Po blisko 8 latach reform Kudryckiej i wcześniejszych 5 Woźnickiego? "

    Prawdziwy weteran jesteś, przetrwałeś trudne czasy 8-u lat reform Kudryckiej i wcześniej 5 Woźnickiego? Rozumiem że był to czas dyskomfortu, wcześniej było lepiej.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 11:47:11:

    Akurat pieniądze wydane na naukę informatyki, to jedne z najlepiej wydanych publicznych pieniędzy. Tego bym się nie czepiał.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 11:55:03:

    piotrcandida,
    Z tą informatyką prawdopodobnie w podtekście jest myśl, że informatyka na wielu kierunkach technicznych (i nie tylko) wypiera te kierunki, które pomimo tego wciąż nazywają się po staremu. W jeszcze głębszym podtekście można podejrzewać, że na takich kierunkach jest armia ludzi w rozkroku, co dydaktykę robią z "usługowej", "inżynierskiej", "stosowanej" informatyki, nie prowadząc w niej badań, a stopnie zdobywają i badania naukowe prowadzą w tym, w czym uprawnienia mają ich wydziały i co jest zgodne z ich wykształceniem kierunkowym.

    W sumie więc ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 12:01:19:

    henboot,
    Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. Kudrycka obiecywała naukową pierwszą setkę (co prawda europejską). Wszyscy zaś nawet nie obiecują, tylko z głębokim przekonaniem twierdzą, że poziom dydaktyki jest ściśle i dodatnio skorelowany z poziomem badań naukowych, więc wystarczy uczonkom dokręcić śrubę naukową, a dydaktyka sama, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, osiągnie poziom wszechświatowy.

    A tu co? Przepaść!

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 12:17:48:

    @trzy.14
    "A tu co? Przepaść! "
    Z próżnego to i Salomon nie naleje.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 13:08:13:

    @nobooks
    Doktoranci różnią się mocno pod względem samodzielności i chyba warto to uszanować. Choć chętnie służę radą i pomocą doktorantom, nie uważam, abym miał prawo wymagać sprawdzania ich tekstów przed wysłaniem do publikacji. Jeśli doktorant sam podejmuje taką inicjatywę, to jest to jego prawo (i oczywiście odpowiedzialność). W szczególności, zdarzało się, że doktoranci publikują prace spoza zakresu projektu doktorskiego i spoza zakresu moich kompetencji.

    To jest kwestia, ktora naprawde daleko wychodzi poza samodzielnosc doktoranta, lub jej brak. To sa kwestie dotyczace kultury pracy i kultury instytucjonalnej.

    Przyklady:

    A. Doktorant, nie moj, ale z dziedziny bardzo bliskiej mojej. Bardzo samodzielny, od poczatku aktywnie nawiazuje kontakty miedzynarodowe z osobami, ktore zajmuja sie zagadnieniami zwiazanymi z jego zainteresowaniami. Przy roznych okazjach osoby, z ktorymi doktorant wspolpracuje, pytaja mnie: Dobrze, my mu pomioglismy, ale dlaczego jego promotor zupelnie nic nie robi? Co mam odpowiedziec? Nie moj doktorant.

    B. Doktorantka, niestety moja, wysyla abstrakt na powazna konferencje bez poinformowania mnie o tym. O fakcie dowiaduje sie z programu konferencji. Tematyka bardzo z zakresu tego, czym sie aktualnie zajmuje i z czym mnie kojarza inni. Poniewaz tez jestem na tej konferencji, ide posluchac. Badanie zawiera elementarne bledy metodologiczne na poziomie projektowania eksperymentu i doboru bodzcow, czyli niekorygowalne. Jak mam wytlumaczyc kolegom, ktorzy mnie znaja, ze doktorantka mnie nie poinformowala, ze zglasza referat, a ja nawet nie wiem, ze takie badanie prowadzi, bo nie ma obowiazku mnie poinformowac jako promotora? Wstyd! Po prostu jest mi wstyd i tyle.

    C. Doktorantka wysyla abstrakt na powazna konferencje, zawierajacy wyniki badania, ktorego ustawienie kosztowalo mnie dwa miesiace solidnej pracy. Moj wklad autorski nie podlega dyskusji. Doktorantka o wyslaniu abstraktu informuje mnie po fakcie, mojego nazwiska jako wspolautora nie uwzglednila, bo przeciez sama napisala i w dobrej wierze informuje. Szlag trafia, na szczescie udalo sie to skorygowac.

    To tylko w Polsce tak jest, ze doktorant cos robi na wlasna odpowiedzialnosc, a promotor nie musi o tym wiedziec i w ogole lepiej, zeby sie nie wtracal nieproszony, a w ogole to nic nie musi poza sluzeniem rada. W naukach eksperymentalnych i ogolnie tam, gdzie w przeprowadzenie badania angazuje sie dowolne srodki poza czasem osoby prowadzacej badanie, chocby to byl tylko czas ochotnikow bioracych udzial w badaniu, ktore nie jest wlasciwie nadzorowane, takie postepowanie uwaza sie po prostu za nieetyczne.

    Nie dopisuje sie do badan doktorantow, w ktorych moj wklad ogranicza sie do konsultowania i udzielania porad. Mam doktorantow, ktorzy maja publikacje jednoautorskie i to nie jest dla mnie problem. Glownym problemem systemowym jest brak zrozumienia na poziomie instytucjonalnym, w jaki sposob uprawia sie nauke i okresla obowiazki promotora w cywilizacji.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 14:57:48:

    @chario

    Tak, ale te wszystkie przypadki to nie jest polska specjalność. Widziałem mnóstwo takich na "zachodzie". Plus gorsze, gdzie promotor przywłaszcza sobie pracę doktoranta, nawet o nim nie wspominając.
    A co powiecie na przypadek z uniwersytetu z europejskiego top 10, gdzie prominentny profesor młodszego pokolenia jest promotorem swojej ... żony? Nie idealizujmy zagranicy.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 17:03:01:

    Doktoranci nie mają obowiązku informować promotora o każdej aktywności naukowej. Oczywiście, jeżeli promotor ma wkład w powstanie pracy to po pierwsze powinien znaleźć się na liście autorów, a po drugie powinien mieć pełny wgląd do pracy i bez jego zgody nie powinna ona zostać wysłana do recenzji. Z drugiej strony, jeżeli badania nie mają związku z rozprawą doktorską i promotor nie ma z nimi nic wspólnego to taka aktywność doktoranta nie powinna być blokowana. Oczywiście, dobrze taką pracę przed wysłaniem pokazać do wglądu promotorowi, ponieważ może wyłapać podstawowe błędy metodologicznie. Niestety, przynajmniej u mnie na wydziale spora część doktorantów popełnia ich mniej od "samodzielnych pracowników naukowych", którzy za przeczytanie pracy natychmiast zażądaliby sporego udziału procentowego i wszelkie przejawy samodzielności, własnych zainteresowań i ambicji uznaliby za coś niebezpiecznego.

    To jest dużo głębszy problem kulturowy i systemowy ale nie róbmy z doktorantów dzieci, to są dorośli ludzie. Za plagiat należy karać natychmiastowym zakończeniem pracy naukowej, bezwzględnie.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 17:09:47:

    @nobooks
    Nie idealizujmy zagranicy.

    Nie widze powodu, by idealizowac zagranice. Na wschodzie tez podobno musi byc jakas cywilizacja. Dlatego z pelna odpowiedzialnoscia mowie, ze standardy opieki nad doktorantami w mojej dzialce w Polsce zdecydowanie odbiegaja od standardow opieki promotorskiej w Wielkiej Brytanii czy USA. I tak, wiem, ze oni maja duzy problem z plagiatami Azjatow, a Niemcy czy Hiszpanie zawsze dopisuja promotora nie informujac go, ze zostal dopisany. Standardy opieki promotorskiej w PL budza zdziwienie na szanujacych sie uczelniach przynajmniej w krajach anglosaskich i Skandynawii.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 18:36:23:

    @dwa.718
    Znam przypadki z roznych krajow europejskich, w ktorych promotor inicjuje projekt i tworzy grupe badawcza po to, by zapewnic zaplecze dla doktoranta, ktory juz jest i nad jakims tematem pracuje. Raz nawet proponowano mi udzial w takim projekcie. Sprawa sie rypla z powodow niezaleznych.

    W Polsce mamy doktorantow, ktorzy ukrywaja swoja prace przed promotorem po to, zeby sie nie dopisal i to jest zjawisko absolutnie masowe, sadzac po wpisach na forach internetowych.

    No nie dziwcie sie, naprawde, ze w tym innym swiecie ludzie sie temu dziwia.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 19:20:45:

    @Chario & all,
    Takie zjawisko to brak zaufania pomiędzy promotorem, a doktorantem. I jest to bardzo negatywne zjawisko, gdyż świadczy o tym, że takie osoby nie powinny współpracować ze sobą. W końcu jest też tak, że ten doktorant zostaje na uczelni już jako doktor - i w tym momencie, czy on potrafi z kimś stworzyć zespół naukowy? Przecież współpraca to właśnie m.in. polega na zaufaniu, a nie na wojnie podjazdowej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 19:25:03:

    Przede wszystkim w Polsce promotor za nic nie odpowiada. Choć przecież odpowiada za 4-6 lat czyjegoś życia (tak, wiem że osoby dorosłej) i sporą sumkę, jaką państwo/podatnik wykłada na to kształcenie.

    Ale i doktorant za nic nie odpowiada. Ciekaw jestem, ilu doktorantów rzuciło doktorat po zakończeniu projektów, z których byli finansowani.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 21:32:39:

    @Trzy.14:

    Ciekaw jestem, ilu doktorantów rzuciło doktorat po zakończeniu projektów, z których byli finansowani.

    To informacja publiczna. Proszę zadać swojemu rektorowi pytanie, a dostanie Pan odpowiedź. Swoją drogą, gdyby wysłać takie pytania do wszystkich polskich uczelni wyższych i objąć nimi okres, dajmy na to, ostatnich 5 lat, ciekawa praca badawcza mogłaby z tego wyjść.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/22 21:35:06:

    Poprawka: 10 lat. Można by zbadać wpływ polityki Kudryckiej.

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 00:10:32:

    @charioteer1 @all
    Niestety, w Polsce zdecydowanie częstszym przypadkiem jest podejście doktoranta "chcę zrobić doktorat, chociaż w sumie nie wiem po co" i promotora "przepisy wymagają ode mnie wypromowania doktoranta, jakoś to przeżyje, byle się nie narobić". Nie chcę rzucać konkretnymi liczbami ale zdecydowana większość ludzi mająca prawo do promowania doktorantów się do tego kompletnie nie nadaje. Przede wszystkim dlatego, że sami naukowo zdecydowanie odstają od poziomu międzynarodowego (niestety, w kierunku negatywnym) i nie są w stanie zapewnić doktorantom ani wsparcia merytorycznego, ani odpowiedniego finansowania. Doskonale widzę to u siebie na wydziale, gdzie w naszej jednej katedrze jest blisko połowa doktorantów całego wydziału. W pozostałych katedrach doktoranci są zostawieni całkowicie bez wsparcia i nikt się nimi nie interesuje. Powinien być odgórny zakaz bycia promotorem doktoranta bez posiadania projektu, w którym dany doktorant otrzyma stypendium. Po pierwsze dlatego, że taki projekt w pewien sposób weryfikuje czy promotor ma dorobek naukowy i wiedzę merytoryczną, a po drugie dlatego, że potencjalny kandydat musi wygrać konkurs, aby w ogóle rozpocząć studia doktoranckie. Obecny system, gdzie każdy może rozpocząć studia doktoranckie jest systemem patologicznym. Z jednej strony są jednostki wybitne, które z samym wsparciem finansowym, praktycznie bez merytorycznego, są w stanie publikować za obecne 40+. Z drugiej strony są osoby, dla których napisanie kilku zdań po angielsku i zrobienie czegokolwiek samodzielnie jest niewyobrażalne i przekracza wszelkie możliwości. Tych pierwszych nie należy ograniczać przeciętnym promotorem, tym drugim należy jak najszybciej dać do zrozumienia, że to nieodpowiednia ścieżka kariery.

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 00:48:31:

    Nie zgadzam się z tymi, którzy krytykują szybkość osądu nad doktorantką.
    Wydaje mi się, że popieram pogląd flamengisty.

    Dla mnie kluczowe jest to, jaka instytucja "tak szybko" potępiła doktorantkę. Akurat znam ludzi z UŁ z dwóch wydziałów, i oni nie mieli nigdy afer plagiatowych - są wrogo nastawieni do wszelkich form plagiatu i nie było u nich profesorskich plagiatów - bo są ostro przeciwni plagiatom od pisklaka. Dlatego tak szybko ukarali doktorantkę - bo nie mają powodu do tego aby pozwolić na rozwój plagiatów u nich.

    Argumentacja Habilitanta może miałaby uzasadnienie gdyby ekspresowa kara na doktorantkę była nałożona na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu czy na innych uczelniach, gdzie profesorowie złapani na plagiacie ponieśli niewielkie dolegliwości. Ale na UŁ nie ma tolerancji dla plagiatów i fakt, że plagiatuje doktorantka nie jest okolicznością usprawiedliwiającą.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 00:53:17:

    Czy w świecie szerokim powszechne jest branie doktorantów w celu wypełnienia jednego z kryteriów własnego awansu zawodowego, jak ma to miejsce w Polsce?

    Do tej pory pamiętam zdziwienie pewnego profesora, którego spotkałem na konferencji, że moim promotorem jest profesor belwederski - jak to, belweder i jeszcze chce mu się opieki nad doktorantami?

    Ja już przeżyłem lekko tylko zawoalowaną propozycję napisania pozytywnej recenzji, w ciemno, od osoby potrzebującej dołączenia recenzji awansowej do ankiety profesorskiej.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 01:02:18:

    @dwa.718
    > taki projekt w pewien sposób weryfikuje czy promotor ma dorobek naukowy i wiedzę merytoryczną

    Nie. Taki projekt jedynie weryfikuje, czy jesteś w grupie dopuszczonej do koryta.

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 07:24:29:

    Co ciekawe - zdaniem Nowojorczyka, w sprawie doktorantki zrobiono za mało i zbyt łagodnie się z nią obeszła machina antyplagiatowa UŁ
    Cytat z artykułu:
    Na tym sprawa się zakończyła. Na marginesie chciałbym dodać, że art. 217 ówczesnej ustawy o szkolnictwie wyższym pozwalał na karanie dyscyplinarne studentów i doktorantów do roku od opuszczenia uczelni, zaś art. 214 ust. 6 jasno nakazywał władzom uczelni (tutaj: prorektorowi ds. studenckich), że w razie potwierdzenia zaistnienia plagiatu należy powiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Na wydziale sprawy wśród doktorantów także nie nagłaśniano, nad czym ubolewam, bowiem na cudzych błędach łatwiej się uczyć.
    zrodło cytatu: prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/10/pomylkowy-mail-doktorantki/

  • dwa.718 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 11:01:13:

    @zgred
    Nie wszystkie konkursy grantowe są ustawione, jedynie spora część.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 11:08:53:

    @dwa, tutaj się ze zgredem zgadzam. Idealnie tak, jest projekt, jest doktorant. Ale tak na parwde możliwość otrzymania dofinansowania jest tak mierna że na niektórych wydziałach doktorantów mnie bylo by w ogóle ..

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 12:40:20:

    Dziękuje za żywą dyskusję nad sprawą doktorantki z ostatniego artykulu "Z Archiwum Nieuczciwosci Naukowej", ale chciałem przeprosić za błąd logistyczny: druga część artykułu, gdzie opisuję jak ukryto naruszenie praw autorskich w czołowym Instytucie PAN w Warszawie, powinna być na początku artykułu i tytuł powinien byc "Pod dyrektorskim dywanem". To jest ciekawa rzeczywistość!
    Przy okazji konkretne wyniki głosowania z Lodzi nad doktoratem p. Witolda Głowacza: 31 przeciw nadaniu stopnia, 4 za nadaniem i 6 osob wstrzymujących.
    W dniu dzisiejszym Uczelniana Komisja Dyscyplinarna AGH ukarała NAGANA p. Witolda Głowacza za naruszenie dobrych praktyk akademickich.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 13:01:41:

    @New Yorker:

    > W dniu dzisiejszym Uczelniana Komisja Dyscyplinarna AGH ukarała NAGANA
    > p. Witolda Głowacza za naruszenie dobrych praktyk akademickich.

    Mówiąc w uproszczeniu: doktorantkę UŁ ukarano wyrzuceniem ze studiów za plagiat artykułu naukowego, a doktora AGH ukarano odebraniem stopnia i naganą za plagiat rozprawy doktorskiej. Jestem ciekawy, jakież to okoliczności łagodzące przesądziły o ukaraniu mężczyzny tylko naganą.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 13:32:34:

    @hal
    ubiegłeś mnie ...

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 13:39:42:

    @halucinski
    .... Jestem ciekawy, jakież to okoliczności łagodzące przesądziły o ukaraniu mężczyzny tylko naganą.

    Problemy w radzeniu sobie uczelni z naciskami UB, są to wystarczające okoliczności łagodzące, wspierające rozwój patologii.

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 17:42:44:

    O taką "surową" karę wnioskował Rzecznik, prof. dr hab. Janusz Majta z Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej AGH. Gdyby nie fakt, że obwiniony nie współpracowal w postępowaniu wyjaśniającym i nie przyznał sie do winy, to Rzecznik ukaralby go upomnieniem! Tak wynika z wniosku dyscyplinarnego! Ponieważ Pzrewodniczący Składu Orzekającego Komisji Dyscyplinarnej nie rozszerzył składu do 5 osob, co by mogło skutkowac wydaniem orzeczenia z zakazem wykonania zawodu nauczyciela akademickiego, to Komisja "spasowała"...

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 18:02:18:

    @halucinski
    Gwoli scislosci, doktorantka UŁ nie zostala ukarana dyscyplinarnie wyrzuceniem ze studiow. Nie zostala w ogole ukarana dyscyplinarnie. Ze studiow zostala wyrzucona, poniewaz promotor odmowila zaliczenia seminarium doktoranckiego, najprawdopodobniej motywujac to trwala utrata zaufania do delikwentki.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 18:34:35:

    @Charioteer1:

    > Gwoli scislosci, doktorantka UŁ nie zostala ukarana dyscyplinarnie wyrzuceniem
    > ze studiow.

    Dlatego napisałem: ,,Mówiąc w uproszczeniu''. :)

    To uproszczenie jest, moim zdaniem, uzasadnione, bo niezaliczenie doktorantce seminarium i motywowanie tego trwałą utratą zaufania jest tożsame z karą. Karą, dodajmy, od której nie było chyba możliwości odwołania.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 18:42:27:

    @all
    Porównując sprawy Głowacza i doktorantki, zdecydowanie odwróciłbym dotkliwość sankcji. To doktorantkę potraktowałbym naganą oraz - dotkliwie - utratą stypendium, a plagiatora doktoratu usunął z zawodu. Niemniej, w dalszym ciągu podnoszę zarzut skrajnie tendencyjnego i nierównoprawnego orzecznictwa: plagiatorzy profesorscy są praktycznie bezkarni.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 19:25:35:

    @Staryzgred2012:

    > Porównując sprawy Głowacza i doktorantki, zdecydowanie odwróciłbym dotkliwość
    > sankcji. To doktorantkę potraktowałbym naganą oraz - dotkliwie - utratą
    > stypendium, a plagiatora doktoratu usunął z zawodu.

    W pierwszym odruchu też tak miałem ochotę powiedzieć. Ale zastanówmy się:

    1. Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie przymioty zawodowe naszych winowajców, to więcej przemawia na niekorzyść pana Głowacza: dłuższy staż pracy w Akademii, otwarty przewód doktorski, złożenie rozprawy doktorskiej, zdanie egzaminów doktorskich. Doktorantka pracowała (najprawdopodobniej) krócej i nawet nie otworzyła jeszcze przewodu doktorskiego.

    2. Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie rodzaj czynu, nasi winowajcy są równo obciążeni: i on, i ona popełnili plagiat.

    3. Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie rodzaj splagiatowanej pracy, więcej przemawia na niekorzyść pana Głowacza: splagiatował rozprawę doktorską. Doktorantka splagiatowała ,,tylko'' artykuł.

    4. Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie zakres plagiatu, więcej przemawia na niekorzyść doktorantki: nadała tylko nowy tytuł i zamieniła miejscami pierwsze i ostatnie zdanie streszczenia. Pan Głowacz dokonał licznych zmian redakcyjnych, napisał sporo od siebie, poprzerabiał ryciny, dodał swoje dane.

    5. Jeżeli wciąż pod uwagę wyłącznie zachowanie po popełnieniu plagiatu, więcej przemawia na niekorzyść doktorantki: do samego końca szła w zaparte i zaprzeczała, mimo że okoliczności dowodnie przekonywały o jej winie. Pan Głowacz, skonfrontowany z dowodami, przyznał się do winy.

    Itepe, itede.

    Po zastanowieniu wcale nie jest, moim zdaniem, oczywiste, że pan Głowacz powinien wylecieć z uczelni, a doktorantka dostać naganę i stracić stypendium.

    PS. Powyższe rozważania to kontynuacja mojego ,,mówiąc w uproszczeniu''. Doktorantce, co trafnie zauważyła również Charioteer1, nie udowodniono plagiatu w żadnym formalnym postępowaniu, np. karnym, dyscyplinarnym. Opieram się na informacjach New Yorkera i Copy Huntera, jego alter ego.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 20:20:28:

    plagiat to kradziez. obrzydliwa kradziez. ani dla doktorantki Weneskiej, ani dla doktoranta/asystenta Głowacza, ani dla recenzentow Dyduch i Skomorowskiego nie powinno byc miejsca w zdrowym srodowisku akademiskim. Pierwsza dwojka to zwykli zlodzieje. Druga to wyslugujacy się spoldzielni profesorskiej ignoranci.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:17:25:

    WSzP Haluciński & Zgred,
    To, że trzeba karać takie rzeczy to jest oczywista oczywistość. Tylko, że pan G. miał promotora, który taką pracę dopuścił, miał jeszcze recenzentów, którzy zrobili co zrobili. Jak dla mnie to ma to charakter zorganizowanego przestępstwa. W ogóle mnie dziwi, że pozostałe osoby z wiadomej grupy nie ponoszą żadnych konsekwencji. I to jest ta pewna asymetria. To tu doktorantka W. działała jako samo. Co jednak ze względu na to, że jest doktorantką, rodzi moje pytanie, gdzie jest opiekun i jakich praktyk publikacyjnych była uczona rzeczona studentka? Ilu też doktorantów miała wówczas opiekun?
    Tak tu zgadzam się z Chario, że mamy tu problemy systemowe i to one dodatkowo umożliwiają takie niecne praktyki. Uważam, że to wszystko powinno mimo wszystko być w jakiś sposób ujednolicone dla całej Polski w postaci wyrobionych i właściwie stosowanych procedur.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:24:11:

    A i wracając do tego, co bardzo mądrego napisał nasz Kolega Nowojorczyk. Że takie przypadki powinny być nagłaśniane, ze względu na zbyt często niską świadomość szkodliwości takich przestępstw. I tu właśnie jest bardzo duża rola opiekunów/promotorów uświadamiania młodych adeptów co to jest plagiat i jak tego uniknąć. Obawiam się, że będzie problem narastał, ze względu na pokolenie internetu, która szereg prac kontrolnych w szkole opracowuje właśnie na podstawie danych z internetu, a nauczyciele często nie zwracają uwagi na oryginalność przemyśleń.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:34:24:

    @kragon
    dla recenzentów Dyduch i Skomorowskiego nie powinno byc miejsca w zdrowym środowisku akademickim. (...) to wysługujący się spółdzielni profesorskiej ignoranci.

    W punkt! (choć nie nazwałbym ich ignorantami - to określenie łagodzi ciężar ich przewinienia, a stracili całkowicie akademicką zdolność honorową)

    Postawa recenzentów (i promotora - to dopiero "ignorant"!) doktoratu p. Głowacza to jedna z najczarniejszych kart polskiej Akademii.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:38:02:

    Khal,
    Tylko, że pan G. miał promotora, który taką pracę dopuścił, miał jeszcze recenzentów, którzy zrobili co zrobili. Jak dla mnie to ma to charakter zorganizowanego przestępstwa. W ogóle mnie dziwi, że pozostałe osoby z wiadomej grupy nie ponoszą żadnych konsekwencji.

    10/10!

    Z tym, że mnie to nic a nic nie dziwi. Wystarczy porównać sieć kontaktów społecznych doktorantki i rzeczonej trójki luminarzy nauki polskiej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:39:35:

    W najbliższych dniach mają się odbyć wybory prezesa PAN na kadencję 2019-2022. W wielu konkursach na dużo mniej eksponowane stanowiska, wymogiem jest udział co najmniej dwóch kandydatów. Ale w wyborach na prezesa PAN ostatecznie startuje tylko jeden dotychczasowy prezes Akademii prof. Jerzy Duszyński, choć za kilka miesięcy skończy 70 lat i - wedle przepisów - powinien przejść na emeryturę.
    innpoland.pl/147361,wybory-prezesa-pan-raport-nik-o-nieprawidlowosciach-w-pan

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:45:02:

    @halucinski, @kahlkopf, @trzy.14
    Skomorowski jest dyrektorem instytutu na wydziale z kategorią A+. I dlatego podtrzymuję, że sankcja dla doktorantkj była niewspółmiernie surowa w zestawieniu z "naganą" dla Głowacza, czy zupełną bezkarnością plagiatorów profesorskich, gdzie w jednym przypadku plagiatorka jest CZYNNYM sędzią! W NSA!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 21:47:13:

    The government has announced plans to crack down on grade inflation in universities amid fears that the growing number of first-class degrees being awarded to students is undermining their value
    ...
    In the 2006-7 academic year at the University of Wolverhampton 175 students (5% of the total) were awarded first-class degrees. In 2016-17, 973 students (28% of the total) were awarded firsts.

    In contrast, at Warwick University the proportion of first-class degrees rose from 22% in 2006-7 to 27% a decade later and the proportion of 2:1s remained the same at 54%. Surrey University awarded firsts to 41% of its graduates last year, Oxford 33% and Cambridge 32%.


    www.theguardian.com/education/2018/oct/22/uk-universities-face-grade-inflation-crackdown

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 22:06:50:

    @Trzy.14:

    > w wyborach na prezesa PAN ostatecznie startuje tylko jeden dotychczasowy
    > prezes Akademii prof. Jerzy Duszyński, choć za kilka miesięcy skończy 70 lat
    > i - wedle przepisów - powinien przejść na emeryturę

    Ten fragment artykułu prasowego może być nierzetelny -- trzeba by porównać datę urodzenia prof. Duszyńskiego i datę wyborów. Członek krajowy PAN, który przekroczył 70. r.ż., dostaje status członka-seniora. Co prawda członek-senior nie ma już biernego prawa wyborczego, ale pełni funkcję do końca kadencji, podczas której zyskał ten status (art. 11 ust. 4 i 5 ustawy o PAN). Jeżeli Duszyński zostanie prezesem po raz drugi i skończy siedemdziesiątkę po wyborach, może nim być do końca kadencji.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 22:11:29:

    @Staryzgred2012:

    > gdzie w jednym przypadku plagiatorka jest CZYNNYM sędzią!

    Chodzi o tę panią dwojga nazwisk, tak? (Nie pamiętam, jak się nazywała). A czy wiadomo Panu, czy ktoś w ogóle zawiadomił rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów? Bo może być po prostu tak, że ten rzecznik nawet nie wszczął postępowania dyscyplinarnego, ponieważ nic nie wiedział o popełnieniu przez tę panią przewinienia uchybiającego godności sędziego.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 22:35:55:

    zielonagora.wyborcza.pl/zielonagora/7,35182,21451878,profesor-i-sedzia-splagiatowala-prace-doktoranta-a-potem-go.html

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 22:38:12:

    www.nsa.gov.pl/sedziowie-nsa.php

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 22:59:20:

    @Kahlkopf:

    > A i wracając do tego, co bardzo mądrego napisał nasz Kolega Nowojorczyk. Że takie
    > przypadki powinny być nagłaśniane, ze względu na zbyt często niską świadomość
    > szkodliwości takich przestępstw. I tu właśnie jest bardzo duża rola
    > opiekunów/promotorów uświadamiania młodych adeptów co to jest plagiat
    > i jak tego uniknąć.

    Zgadzam się, że przypadki powinny być nagłaśniane. Ale czy imiona i nazwiska sprawców zawsze powinny być publicznie rozpowszechniane? Mam tu wątpliwości na gruncie prawa.

    Niech Imć będzie łaskaw zwrócić uwagę, że nawet imię i nazwisko skazanego w procesie karnym jest chronione i może być upublicznione dopiero wtedy, gdy on się na to zgodzi lub sąd zawrze taką klauzulę w wyroku. Owszem, proces karny jest, co do zasady jawny, i każdy może wysłuchać na sali wyroku, a następnie opowiadać na lewo i prawo znajomym, że ten a ten został skazany. To jednak nie to samo, co podanie do publicznej wiadomości imienia i nazwiska skazanego. Zasięg informacji rozpowszechnianych wśród znajomych jest jednak zwykle ograniczony do miejscowości lub regionu, natomiast dane osobowe opublikowane na łamach ogólnopolskiego czasopisma czy na portalu internetowym idą w całą Polskę, a wręcz w świat. Jest tu zasadnicza różnica.

    Uważam, że w przypadku podejrzeń plagiatów każdorazowo powinien być powiadamiany prokurator, który uruchomi postępowanie karne. W procesie karnym jest coś takiego jak instytucja organizacji społecznej (art. 90-91 k.p.k.). Jej przedstawiciel może być dopuszczony do postępowania, jeżeli zachodzi potrzeba ochrony interesu społecznego lub interesu indywidualnego, objętego zadaniami statutowymi tej organizacji. Moim zdaniem to przedstawiciel tejże organizacji, jeśli pokrzywdzony plagiatem akademik nie będzie występował w charakterze oskarżyciela posiłkowego, może wnioskować o podanie danych skazanego sprawcy do publicznej wiadomości. Takim pokrzywdzonym może też być przecież wydawnictwo (art. 49 k.p.k.), którego dobro prawne pod postacią dobrego imienia zostało naruszone (przypadek wykrycia plagiatu po publikacji) lub zagrożone (przypadek wykrycia plagiatu przez recenzenta czy redaktora przed opublikowaniem). Jest kilka wyjść, ale za każdym razem publiczne rozpowszechnienie imienia i nazwiska plagiatora jest poprzedzone wyrokiem sądu.

    Jeszcze większe wątpliwości mam w związku z przypadkiem tej doktorantki UŁ. Kobietę skreślono z listy doktorantów, ponieważ jej opiekun naukowa nie zaliczyła jej seminarium doktoranckiego z powodu trwałej utraty zaufania. Jak sam New Yorker zauważył, nie wszczęto postępowania wyjaśniającego ani, tym bardziej, dyscyplinarnego. Jako prawnikowi nie podoba mi się, że doktorantce nie dano realnej szansy bronienia się.

    Jednym z warunków wymierzania sprawiedliwości jest wysłuchanie osoby obwinianej lub oskarżanej, aby mogła przedstawić dowody lub racje na swoją korzyść. Stara rzymska maksyma audiatur et altera pars wciąż jest aktualna. Bez tego mamy do czynienia z sądem kapturowym. Bez tego nie ma sprawiedliwości.

    Chociaż na pierwszy rzut oka doktorantka dopuściła się plagiatu, wydaje mi się, że potraktowano ją niesprawiedliwie. Skreślenie z listy doktorantów powinno było nastąpić nie z powodu decyzji promotorki, ale na skutek prawomocnego orzeczenia komisji dyscyplinarnej dla doktorantów. W tym sensie decyzja promotorki była arbitralna, bo mogła zostać podjęta na podstawie nieugruntowanego przekonania, natomiast orzeczenie komisji musiałoby być należycie umotywowane, co z kolei oznacza, że to grono osób musiałoby rozważyć za i przeciw i wytłumaczyć się ze swojego orzeczenia.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 23:03:26:

    Dzięki za linki, Acanie Kahlkopfie. Teraz to pani profesor ma już dożywocie na uczelni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 23:21:56:

    WW Haluciński,
    Ależ zgadzam się z Waszą Wielmożnością w całej rozciągłości. Choćby z tegoż powodu staram się stosować literki i szereg innych wybiegów. Już precyzyjnie, chodzi mię o nagłaśnianie spraw, czyli pokazania konkretu, w jaki sposób naruszono prawo lub etykę zawodu, co przecież może się odbywać bez wskazywania paluchem konkretnej osoby. I myślę, że warto to podkreślić, że część młodych osób jest słabo uświadomiona odnośnie złych praktyk. Co widzę chociażby nieraz w pierwotnych wersjach prac inż./mgr. Stąd też takie moje natrętne pytania co w tym czasie robił promotor/opiekun, czy rzeczywiście doktorant/ka popełniająca taki czyn była w pełni tego świadoma, łącznie z konsekwencjami. Ogólnie i z Twojej praktyki pewnie też, że świadomość prawa w narodzie bardzo niskim poziomem nieraz stoi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/23 23:24:22:

    Tak, tu niestety w przypadku sędziów dała o sobie znać w sposób negatywny polityka, która obecnie jest uprawiana chyba na rympał.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 00:44:22:

    Halucinski! Doktorantka UŁ zostala wysluchana! Wszczeto postepowanie wyjasniajace i pani doktorantka przyznala sie, ze wyslala plik do czasopisma, tylko omylkowo nie ten wlasciwy. Calkowitym przypadkiem w tym niewlasciwym pliku przeformatowala cala bibliografie. Co mial w tej sytuacji zrobic promotor? Dac zaliczenie seminarium? Za co?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 02:00:42:

    @Charioteer1:

    Doktorantka złożyła wyjaśnienia tylko przed rzecznikiem dyscyplinarnym. Dla mnie rzecznik dyscyplinarny, podobnie jak prokurator, nie jest tak bezstronny jak komisja czy sąd. Bierze się to stąd, że na pierwszym etapie rzecznik (prokurator) zbiera dowody, decyduje, czy wnieść o ukaranie (oskarżać), więc jest perspektywicznie przeciwnikiem obwinionego (oskarżonego) w sporze, który rozstrzygnie dopiero komisja dyscyplinarna (sąd). Z mojego doświadczenia wynika, że większość prokuratorów podejmuje decyzję o oskarżeniu podejrzanego lub umorzeniu postępowania przy wykorzystaniu heurystyki, czy dowody dają realną szansę uzyskania orzeczenia skazującego czy nie. Podobnie zresztą rozumuje większość rzeczników dyscyplinarnych, sam złapałem się na tym, gdy nim byłem. I wtedy zrezygnowałem.

    Więc podtrzymam, że poprzez nieuprawnione umorzenie postępowania dyscyplinarnego odebrano doktorantce możliwość przedstawienia swych racji przed bezstronnym organem -- komisją dyscyplinarną. Zupełnie inną kwestią jest to, czy skorzystałaby z tej możliwości. W tym kontekście bardzo nie podoba mi się, że została wymieniona w artykule z imienia i nazwiska jako plagiatorka. Plagiatu jej nie udowodniono zgodnie z procedurą. Wystarczy, że jej dane osobowe były (zapewne) powszechnie znane na jej uczelni, nie musiały iść na łamy ,,FA''. Było nie było z uczelni wyleciała za niespełnienie innych warunków zaliczenia roku.

    Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie jestem za pobłażaniem plagiatorom. Jestem jedynie za ich sprawiedliwym osądzaniem.

    Przyznaję natomiast, Charioteer1, że błędnie uznałem, że ten fragment: ,,Co do plagiatowego artykułu, to wymagał on pewnej pracy, aby bibliografię 'szczecińską' dostosować do wymogów 'łódzkich'. Jeden z przypisów był błędnie zredagowany'', odnosi się do projektu artykułu, który doktorantka -- jak stwierdziła -- chciała pierwotnie wysłać, ale zamiast którego wysłała przez pomyłkę ten niewłaściwy. Zmylił mnie wcześniejszy fragment: ,,przejęła cały tekst pracy, zmieniając jedynie jej tytuł i przesuwając pierwsze zdanie ze streszczenia na jego koniec, a ostatnie zdanie streszczenia na początek wprowadzenia''. Widać nie przeczytałem artykułu prof. Wrońskiego wystarczająco uważnie. Przepraszam.

    I wystarczy tych moich wywodów. Coś za mentorskie one.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 03:22:17:

    Jestem zdumiony, że Państwo bronią plagiatorki. Plagiat to plagiat: kradzież, oszustwo, chyba najgorsza rzecz, którą można zrobić w nauce. Moim zdaniem sprawa jest prosta: skoro nie mówimy o dziecku, tylko o dorosłej osobie, która popełniła taki czyn, to konsekwencja powinna być tylko jedna - usunięcie z uczelni.
    Oczywiście, wskazują Państwo na nierówność traktowania pana G. i innych plagiatorów. Nie jest to jednak argument na korzyść plagiatorki. Po prostu również oni (wraz z autoplagiatorami recenzji) powinni zostać usunięci. Spostrzeżenie, że ktoś postępuje "gorzej" czy jest traktowany "lepiej" w niczym nie usprawiedliwia autorki plagiatu, czyli oszustwa, kradzieży.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 06:13:27:

    @Kubahum,
    Tu nie tyle chodzi o to czy karać, czy nie. Dlatego, że wszyscy są za. Problem jest adekwatności kar, sposobu ich wymierzania oraz, co właśnie dobitnie napisał tu WP Haluciński podawania w pewnych przypadkach pełnych danych, czego nie robi się często przy przestępcach większego kalibru, a nawet mordercach. To jest często dodatkowa kara, która nigdzie nie jest orzekana, a powinna, czy dany kaliber sprawy nadaje się dodatkowo z piętnowaniem po imieniu i nazwisku. Tu Koledze Halucińskiemu trzeba oddać, że ma ku temu największe z nas doświadczenie i wiedzę jurystyczną. Czyli przestępstwo jest, ale powinno się zapewnić bezstronny, właściwy osąd oraz możliwość obrony, tak by ten kto wyda wyrok mógł w pełni zobiektywizować sprawę. Natomiast jak widać bywa i to wcale nie często, że prokurator jest i sędzią, co nie ma nic wspólnego z zapewnieniem bezstronności sądu w państwie i instytucji prawa, którą winna być uczelnia. Po prostu mamy takie załatwianie spraw jak danej uczelni/wydziałowi/instytutowi pasuje, a nie tak jak powinno to prawidłowo wyglądać. Poza tym powinniśmy pamiętać o godności człowieka i nie poniżać go dodatkowo i ponad miarę. Też nie mogę się do końca zgodzić z patrzeniem na to, że ktoś jest dorosłą osobą. W przypadku zwłaszcza doktorantów mamy do czynienia w sensie naukowym właśnie z niesamodzielnością i zależnością podległości od opiekuna/promotora/mentora. Stąd według mnie, aby w pełni obiektywnie wyrokować nie tylko powinno, a wręcz musi się te zależności ujawnić. W końcu prawidłowe postępowanie powinno też polegać na braniu pod uwagę czynników korzystnych dla osądzanej osoby. Czyli zanim przejdziemy na twarde pozycje ostracyzmu to jednak naszym obowiązkiem, jeżeli chcemy uchodzić za światłą część społeczeństwa, musi być obiektywizacja sprawy. I ta obiektywizacja musi też charakteryzować dobrego badacza, gdyż oto mamy też do czynienia, że sobie byśmy pobłażali, ale innych ostro osądzali. Z innej strony na to patrząc, to przestępstwa białych kołnierzyków nie są proste, a i możliwości ich popełnienia nawet nieświadomego w dzisiejszych czasach spore, ze względu na możliwości technologiczne, jak i często zmieniające się prawo.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 06:52:19:

    A tak, to ja teraz chciałbym zaproponować spojrzenie trochę historyczne na plagiat/autoplagiat.
    1. W XVIII wieku żył sobie w Anglii znany zapewne wielu wielbicielom zwłaszcza muzyki barokowej Georg Friedrich Haendel. Tworzył wspaniałą muzykę. Jednak ówczesne ciśnienie i zapotrzebowanie na opery było spore. I cóż takiego robił ten wybitny wszak muzyk. Otóż mamy dwie piękne arie: "Lascia la spina" oraz "Lascia ch'io pianga", a zgodnie za ciocią Wiki i wujkiem Google: "Aria Almireny Lascia ch'io pianga z II aktu opery Rinaldo oparta jest na instrumentalnej Sarabandzie z III aktu opery Almira, która wcześniej została przerobiona na arię Lascia la spina z oratorium Il Trionfo del Tempo e del Disinganno HWV 46a."
    Z resztą to nie jedyny przypadek "dzieł" Haendla, ale może najbardziej znany, wszak kilka razy sprzedany. Ale pewnie dziś sobie tego posłucham jadąc samochodem w znakomitym wydaniu pewnej młodej sopranistki koloraturowej zza wschodniej granicy.
    Ale idźmy dalej.
    2. I mamy naszego znakomitego Fryderyka Chopina i wspaniałą pełną emocji (wszak romantyk). Jest piękne Scherzo h-moll op. 20. Czy uprawnione było wykorzystanie fragmentu kolędy "lulajże Jezuniu"?

    3. Poza tym jednak są pewne zawsze charakterystyczne takty po których od razu powiemy, o to Mozart, a to pewnie Bach. Z resztą i Ci Panowie mają w współczesnym rozumieniu też trochę grzeszków.

    4. Ok. Żeby nie było, że to tylko przypadki. Pewnie większość z nas zna najpopularniejsze arie, jak choćby aria pikadora. Ale dla ułatwienia znów posłużę się ciocią Wiki: "Habanera (wykonywana przez Carmen podczas I aktu) zaczyna się od słów L'amour est un oiseau rebelle (Miłość jest wolnym ptakiem), które napisał sam Bizet. Jest ona najlepszą charakterystyką głównej bohaterki niezdolnej do stałego uczucia, często zmieniającej kochanków. Pieśń świadczy o tym, że Carmen nie czuje się odpowiedzialna za krzywdę, którą wyrządza usidlonym przez siebie mężczyznom. Co ciekawe, muzyka Habanery, najsławniejszy fragment opery i jedna z najbardziej znanych melodii w ogóle nie jest kompozycją Bizeta, lecz zapożyczeniem z utworu El Arreglito baskijskiego kompozytora Sebastiána Iradiera, który Bizet wykorzystał, sądząc iż ma do czynienia z melodią ludową."

    Ktoś się spyta do czego tu piję? A do tego, że plagiat plagiatowi nierówny i trzeba do tego przykładać odpowiednią miarę. Równocześnie jest pytanie co to jest autoplagiat i na ile wykorzystanie własnego dotychczasowego dorobku jest uprawnione?

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 08:34:18:

    Szanowni Panstwo! Z zaciekawieniem czytam głosy w dyskusji i próby obrony doktorantki. Nie ma żadnych przeszkód prawnych, aby podawać nazwiska w sprawach patologii naukowych, bo nauka jest rozpowszechniana publicznie, a naukowcy są osobami pełniącymi funkcje publiczne. Kiedy prawie 17 lat temu zacząłem jeszcze z Nowego Jorku pisać do "Archiwum Nieuczciwości Naukowej" jedynym moim warunkiem była jawność nazw uczelni i nazwisk. I tak jest do dzisiaj.
    Tak samo wszystkie wyroki sądowe są publiczne na mocy Konstytucji i nie ma żadnych ograniczeń prawnych aby nazwiska ukaranych pisać nawet duzymi literami.
    Rzeczywiście - plagiat plagiatowi nie jest równy, ale nie mam wątpliwości, że Doktorantka popełniająca plagiat nie powinna już wejść do Swiątyni Nauki.
    Pisząc pospiesznie artykuł zapomniałem dodać, ze na pierwszym miejscu to Redakcja czasopisma powinna opublikować "Notę redakcyjną" lub "Editorial" mówiący o wykryciu plagiatu i podający szczególy. To jest szalenie potrzebna prewencja skierowana do przyszlych autorów!
    Dociera do mnie masa powaznych spraw - kilka tygodniowo- i bardzo rzadko piszę plagiatach doktoranckich. Trzeba pamietac, ze doktoranci wg wyroku NSA (Wroński vs Rektor ZUM) są osobami pełniącymi funkcje publiczne i nie ma przeszkód prawnych, aby w przypadkach plagiatów i oszustw naukowych podawac pełne personalia. A to najczęściej w naszym Kraju jest jedyna kara.

    Zdziwiony jestem komentarzem "Halucinskiego", ze doktorantce "nie udowodniono" plagiatu! Przejęła cały obcy artykul (plagiat piracki), dostosowala bibliografie do wymogów redakcyjnych, wyslala do druku i nie jest winna? Pomyliła się? Owszem, znam kilka przypadków kryptomnezji, ale tutaj to nie mialo miejsca.

    W swiecie anglosaskim to czytelnicy, redakcje czasopism (wydawnictwa) oraz uczelnie decydują o tym, co jest plagiatem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 09:17:20:

    WSzK Nowojorczyk,
    Jak dla mnie to ja odczuwam wysoki właśnie dyskomfort i to jest moja osobista opinia, w tak zróżnicowany sposób traktowania osób, w zależności, powiedzmy eufemistycznie umocowania na uczelni. Mało tego, znając ze swojego doświadczenia zależności podległości osób, przyjmuję ze zdziwieniem, że nie są też wyciągane jakiekolwiek konsekwencje wobec osób, które z racji swoich obowiązków powinny kontrolować poczynania naukowe doktorantów. I jakoś tak w obydwu przypadkach tu omawianych, nie widać, by pozostałe osoby zostały pociągnięte do odpowiedzialności właśnie za niedopełnienie swoich obowiązków służbowych. Poza tym dostrzegam głębszy problem, który będzie narastał, że brakuje tej świadomości prawnej u młodych ludzi, którzy przychodzą na studia już ze złymi praktykami z wcześniejszych szkół.
    Natomiast jeżeli taka jest wykładnia prawna, że w tym przypadku dane osobowe mają być jawne, to przyjmuję to, gdyż prawnikiem nie jestem i spierać się tu nie będę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 09:27:09:

    Chciałby tylko dodać, że jestem daleki od relatywizowania takich przypadków, ale także nie chcę podchodzić do tego wszystkiego w sposób dogmatyczny. Dlatego tak - karać należy, jak - adekwatnie.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 09:41:58:

    Bardzo dziwnie dryfuje dyskusja w tym wątku. Za chwilę doczekamy się interpretacji, że doktorantka jest ofiarą politycznych knowań GTW i w zasadzie Harvard powinien po nią sięgnąć oferując do spółki z rządem USA hojne stypendium i status uchodźcy za prześladowania w autorytarnej Polsce z jej zdominowanymi przez samce uniwersytetami, gdzie sekuje się zdolne kobiety... W zasadzie gotowiec na nowy temat jej pracy, z zakresu studiów genderowych.

    Zakładałem, że główna oś sporu dotyczy jednak nie dyskusji nad samym plagiatem, ale nad kwestiami procedur dyscyplinarnych. Tyle że fakty przeinaczono: 1. doktorantka nie przyznała się do winy 2. plagiat był ewidentny (rzadko kiedy praktycznie kopiuje się słowo w słowo, jedynie zamieniając koniec i początek miejscami - nawet niesławny mgr G. znacząco zmienił pracę brata, zanim ją przedłożył do oceny 3. komisja dyscyplinarna nie podjęła żadnej decyzji, bo doktorantka oblała 2 egzaminy, w tym seminarium doktorskie (a trudno się dziwić promotorowi, że po czymś takim jej nie chciał). 4. promotorka bardzo wyraźnie wyjaśniła swój "udział" w sprawie - doktorantka mimo pomocy nie uwzględniała jej uwag metodologicznych, w zasadzie post-factum przedstawiła na zebraniu referat splagiatowanego tekstu do którego dostała uwagi w dobrej wierze. Nie rozumiem, gdzie tu wina promotora.

    Nikt więc doktorantki nie "wyrzucił ze świata akademickiego". Dzięki zachowaniu komisji dyscyplinarnej ta Pani ma "czyste papiery" i może z powodzeniem próbować pisać doktorat dalej, ale nie na UŁ. PT dyskutanci domagający się sprawiedliwości mogą zawsze tą Panią przygarnąć na swoje seminaria doktoranckie, oferując konkretną pomoc i wsparcie.

    Co do kary dla niedoszłego doktora G., zgadzam się w 100% że nagana jest karą jedynie symboliczną.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 10:09:11:

    @Fla,
    Uważam, że tak nie jest i dyskusja dotyczy właśnie: nad kwestiami procedur dyscyplinarnych. A dla mnie też nad wyciąganiem konsekwencji od osób, które powinny dopilnować doktorantkę, jak i doktoranta. Według mnie powstaje po prostu sytuacja, gdzie konsekwencje (i dobrze) ponosi plagiator, ale równocześnie są osoby, które dopuszczają do takiego postępowania (przypadek ewidentny doktoranta i pracownika naukowo-dydaktycznego G) i te osoby są ponad to wszystko. I ważne te osoby przecież dostają jeszcze za to pieniądze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 10:17:27:

    A mało tego. W tym jednym przypadku jest jeszcze ewidentne wspieranie w przestępstwie, jak i szereg dodatkowych naruszeń etycznych i proceduralnych. I gdzie tu jest jakakolwiek kara?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 10:31:14:

    Stąd, czy nie powinno być tak, że osoby, które w przypadku wykazania, że umożliwiły powstanie plagiatu w sposób świadomy i nie dopilnowały swoich obowiązków, czy nie powinny mieć kary w postaci okresowego lub całkowitego zakazu opieki nad doktoratami, jak też uczestniczenia w przewodach doktorskich/habilitacyjnych/profesorskich w charakterze recenzentów, itp.?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 11:14:16:

    kahl,
    To byłaby kara minimalna. Tylko komu zależy na tykaniu obecnego dyrektora A+ lub byłego rektora multi-A+, członka rzeczywistego?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 11:14:32:

    Żeby wymagać czegoś od promotora, najpierw trzeba dać mu instrumenty. W tym przypadku - wpisanie do procedur studiów doktoranckich, że prace nie mogą być wysyłane do recenzji w czasopiśmie bez akceptacji promotora lub - jeśli chcemy uniknąć ograniczania swobód obywatelskich - jasne rozgraniczenie między "własną twórczością doktoranta", a tą która powstaje pod auspicjami promotora.

    Mam 2 doktorantów i na własnym przykładzie widzę jaki jest problem. W przypadku pierwszym, doktorant ciągle się ze mną konsultuje, pierwsze 2 artykuły napisaliśmy razem i ja akceptowałem ostateczny kształt tekstu (nie mówiąc o takich trywializmach jak dobór metod, analiza empiryczna i komentarz do niej).

    W drugim przypadku współpraca jest bardzo trudna, a doktorant w bardzo umiarkowanym stopniu konsultuje się ze mną i słucha moich rad. W takim wypadku trudno, żebym wziął odpowiedzialność za wszystkie prace przez niego popełnione, szczególnie jeśli np. publikuje je wyłącznie pod własnym nazwiskiem (bez mojego współautorstwa).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 11:44:56:

    @flamengista
    > Bardzo dziwnie dryfuje dyskusja w tym wątku.
    > (...)
    > Zakładałem, że główna oś sporu dotyczy jednak nie dyskusji nad samym
    > plagiatem, ale nad kwestiami procedur dyscyplinarnych.


    Dlaczego dziwnie. WSZYSCY zgadzamy się, co do tego, że plagiat jest czymś złym. Niemniej, jak już zwrócił uwagę @kahlkopf, plagiat plagiatowi nierówny. I nie jest to czczy wymysł. Zwróćcie uwagę, że w prawie już od dawna jest rozróżnienie w kwestii przyczynienia się do czyjejś śmierci, czy to było nieumyślne, pobicie ze skutkiem śmiertelnym, zabójstwo w afekcie, zabójstwo celowe itd. (tu przestanę wyliczać, bo i tak @halucinski będzie najbardziej z nas kompetentny, aby skompletować tę wyliczankę). I w zależności od kwalifikacji jest odpowiedni zakres kar.

    A tu jest proponowane tylko jedno: rozstrzelać. I to wybiórczo. Jak płotka to jeszcze przed rozstrzelaniem nabić na pal, a jak protegowany środowiskowego gangstera to tylko "pokiwać palcem, aby to było przedostatni raz".

    Powtórzę raz jeszcze: selektywna surowa sprawiedliwość jest skrajną niesprawiedliwością. Dokładnie tyle!

    Musi być gradacja kar i musi być przynajmniej dążenie do równego traktowania. A tu nie ma ani gradacji, ani nawet pozorów równości wobec prawa.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 14:25:22:

    @Nowojorczyk5:

    > Zdziwiony jestem komentarzem "Halucinskiego", ze doktorantce "nie
    > udowodniono" plagiatu! Przejęła cały obcy artykul (plagiat piracki), dostosowala
    > bibliografie do wymogów redakcyjnych, wyslala do druku i nie jest winna?

    W poście z 2018/10/24 02:00:42 napisałem, że źle zinterpretowałem ten fragment o bibliografii i odniosłem do niewysłanego artykułu. Co tyczy się kwestii udowodnienia plagiatu, proszę rozróżniać znaczenie prawnicze i nieprawnicze (np. potoczne) słowa ,,udowodnić''. Ono wszystko tłumaczy.

    Czy mógłbym prosić o podanie: oznaczenia rodzaju orzeczenia (postanowienie/wyrok), datę wydania orzeczenia i sygnaturę sprawy, w której NSA orzekł, że doktorant to osoba publiczna? Chętnie bym przeczytał to orzeczenie wraz z uzasadnieniem.

    @Flamengista:

    > Dzięki zachowaniu komisji dyscyplinarnej ta Pani ma "czyste papiery" i może
    > z powodzeniem próbować pisać doktorat dalej, ale nie na UŁ.

    I taka decyzja komisji dyscyplinarnej jest dla mnie wyrazem pobłażania plagiatowaniu. To tak, jakby sąd rejonowy umorzył sprawę o kradzież, bo oskarżony o nią opuścił miasto, w którym do tej kradzieży doszło.

    Komisja dyscyplinarna powinna była bezwzględnie doprowadzić postępowanie do końca i wydać merytoryczne orzeczenie.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 14:37:04:

    Jak zwykle na forum część ludzi próbuje stawiać wszystko na głowie. Należy się czepiać, dlaczego inni nie zostali ukarani odpowiednio. Ale nie wolno się czepiać, że doktorantka została ukarana za plagiat. Kara nie jest zbyt surowa za taki przekręt.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 14:46:49:

    @staryzgred2012: ale czego ty oczekujesz po UŁ i Pani promotor? Ma pogłaskać po główce i powiedzieć "nie ma sprawy"? Przecież nie można tego od niej wymagać. A nie sądzę, by po takim smrodzie ktoś chciał ją przejąć pod swoje skrzydła. Nie na tej uczelni.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 15:48:51:

    @Flamengista,
    Jak wszystko w takim postępowaniu powinno być wyjaśnione i udowodnione. Ale też nie możesz zaprzeczyć, że w przypadku afery braci G, więcej osób powinno ponieść konsekwencje.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 16:22:29:

    Panie Pi, właśnie - mamy równych i równiejszych. Dlatego w pełni rozumiem oburzenie Zgreda i Gospodarza. Rację ma też Waszmość Jurysta Haluciński, że sprawy musi się doprowadzać konsekwentnie do końca. A tu wszędzie jakoś tej konsekwencji brakuje, gdzieś te sprawy stają nagle w pół drogi. Z resztą wielokrotnie takie braki Kolega Wroński opisuje, a to prokurator nie został zawiadomiony, a to strona poszkodowana nie wysłuchana, a to coś tam, byleby sprawę jak najszybciej zamieść pod dywan. Tylko, czy takie niedociągnięcia proceduralne nie stwarzają groźby, że plagiator zaskarży takie decyzje i dalej będzie sobie działał? A co jeszcze właśnie z pomocnikami w przestępstwie?

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 18:05:09:

    @kahlkopf: właśnie tym się różnią sprawy doktorantki i braci G. Tu recenzentka od razu wykryła plagiat. Tam CI SAMI recenzenci obu doktoratów nie zauważyli plagiatu, a dodatkowo wnioskowali o nagrodę!

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 18:50:23:

    konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/09/prezentacja-nowe-zasady-20181002.pdf

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 21:47:30:

    @Nowojorczyk5:

    Czy orzeczenie w Pańskiej sprawie, o które pytałem, to wyrok NSA z 25.11.2015, sygn. akt I OSK 2153/14?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 23:06:35:

    doktoranci są osobami mającymi związek z pełnieniem funkcji publicznej i nie dotyczy ich ograniczenie ze względu na prywatność osoby fizycznej, ponieważ otrzymują korzyści pochodzące ze środków publicznych.

    To ładne jest.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/24 23:11:55:

    @trzy.14
    > To ładne jest.

    Nie, to nie jest ładne. To jest totalitarne. Posługując się tym wnioskowaniem można KAŻDEGO zakwalifikować jako osobę publiczną, gdyż KAŻDY otrzymuje jakieś korzyści pochodzące ze środków publicznych.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 00:17:05:

    To nie jest ładne a jakieś kuriozum. Wyciąganie definicji funkcjonariusza publicznego z kodeksu karnego i jakieś mega rozszerzajace interpretacje. W ten sposób kanar w tramwaju staje sie funkcjonariuszem na służbie i może przywalić w mordę w imieniu Rzplitej, potem dokonać rewizji.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 01:01:43:

    Nie przekonuje mnie argumentacja NSA w tym wyroku:

    1. NSA powołał się na definicję osoby pełniącej funkcję publiczną z k.k., ale zinterpretował ją już inaczej, niż zrobiłby to sąd karny. W prawie karnym panuje ogólna zasada, która nie dopuszcza stosowania wykładni rozszerzającej. NSA rozszerzył znaczenie ,,osoba zatrudniona''. W najściślejszym tego słowa znaczeniu zatrudnienie to stosunek pracy, mianowania lub powołania. Żaden z nich nie łączy uczestnika studiów doktoranckich z uczelnią.

    2. NSA napisał:

    W świetle tego uregulowania doktoranci są osobami mającymi związek z pełnieniem funkcji publicznej i nie dotyczy ich ograniczenie ze względu na prywatność osoby fizycznej, ponieważ otrzymują korzyści pochodzące ze środków publicznych. Przykładowo można tu powołać art. 94 ust. 1 pkt 1 lit. b) p.s.w., zgodnie z którym z budżetu państwa uczelnia publiczna otrzymuje dotacje na zadania związane z kształceniem uczestników stacjonarnych studiów doktoranckich; art. 198 ust. 3 p.s.w., zgodnie z którym doktorantowi, po uzyskaniu stopnia doktora, okres odbywania studiów doktoranckich, nie dłuższy niż cztery lata, zalicza się do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze; czy art. 199 p.s.w., który stanowi, że doktorant może otrzymać pomoc materialną. Zgodnie zaś z art. 197 ust. 1 p.s.w. doktorant jest obowiązany postępować zgodnie z treścią ślubowania i regulaminem studiów doktoranckich, w szczególności jest obowiązany szczególności do: a) uczestniczenia w zajęciach dydaktycznych i organizacyjnych zgodnie z regulaminem studiów; b) składania egzaminów, odbywania praktyk i spełniania innych wymogów przewidzianych w planie studiów (w wielu uczelniach jest to obowiązek prowadzenia zajęć dydaktycznych w wymiarze określonym regulaminem studiów); c) przestrzegania przepisów obowiązujących w uczelni.

    Nie wiem, jak to widzą Państwo, ale moim zdaniem relacji doktorant-uczelnia bliżej do relacji student-uczelnia niż asystent/adiunkt/profesor-uczelnia.

    3. Idąc tokiem rozumowania NSA, trzeba by przyjąć, że na światło dzienne można wyciągać brudy plagiatorskie uczestnika studiów doktoranckich, ale już nie osoby, która ma otwarty eksternistycznie przewód doktorski i opłaciła go z własnej kieszeni. Żadne z wymienionych przez NSA praw i obowiązków doktoranta nie dotyczy osoby robiącej doktorat z wolnej stopy za swoją kasę.

    Szkoda, że nie ma on-line zawartości akt sprawy. Ich analiza pewnie wiele wyjaśniłaby.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 09:04:13:

    To prawda, że doktorantce znacznie bliżej do studentki niż pracownicy, jednak występując na konferencji naukowej reprezentowała swoją uczelnią na równi z pracownikami tejże uczelni. Przecież nie miała na czole napisu "jestem tylko doktorantką, nie traktujcie mnie poważnie".

    Czy sprawy nie załatwiłoby udostępnienie dziennikarzowi zanonimizowanego protokołu postępowania dyscyplinarnego?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 11:16:55:

    Nie jestem prawnikiem, ale z perspektywy zdroworozsądkowej argumentacja NSA wydaje się dziwna. Tak jak pisze zgred, korzystanie z funduszy publicznych jest kryterium typu slippery slope. Weźmy choćby korzystających z programu 500+.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 11:42:19:

    Owszem, sprawa jest delikatna. W końcu nawet sekretarki są opłacane z funduszy publicznych.

    Niemniej, ochronę prywatności wykorzystuje się często do ochrony szemranych interesów na majątku publicznym - tu abstrahuję od tej doktorantki.

    Nie widzę żadnego powodu, by utajniać wnioski NCN po zakończeniu zrealizowanych projektów. Tajność projektów NCBiR jest wręcz absurdalna. Nie widzę powodu, by wzorem części amerykańskich uczelni, nasze uczelnie *publiczne* miały obowiązek publikowania listy pracowników, których dochody przekroczyły określony pułap. Przypominam, że każdy Norweg może zajrzeć do deklaracji PIT każdego Norwega.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 11:56:21:

    Co za absurd. Redefiniowali totalitaryzm. Proponuję rozszerzyć to osoby korzystające z usług sektora finansów publicznych i konsumujących różnego rodzaju subsydiowane usługi (wodociągi, metro, tramwaje, koleje regionalne, kanalizacja).

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 12:06:02:

    Flamengisto, ale po co redukowac do absurdu?

    To, co mamy w tej claej sprawie to wlasnie to, ze ona nie zostala zalatwiona. Niby ja ukarano, ale tak naprawde to nie zdala egzaminu, choc wszyscy wiemy, o co chodzi. I szlag czlwoieka trafia, ze nie da sie otwarcie porozmawiac o plagiacie. Ze nie bylo komisji dyscyplinarnej. Moze by sie komisja dowiedziala o tym, dlaczego doktorantka popelnila ten plagiat. Jednak na wszelki wypadek nie dopuszczono do tego.

    A zatem jak zwykle kowal zawinil, Cygana powiesili. I ja tam w tej calej sprawie staje raczej po stronie doktorantki. I wcale bym sie nie dziwil, ze ktos jej zasugerowal 'streszczenie' artykulu, tyko, ze ona go przejela w calosci.

    Ale tego sie juz nie dowiemy, bo doktorantka nie zostala przeciez wyrzucona, tylko nie zdala egzamonow....zenujace.



  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 12:20:19:

    @Dala.Tata,
    Bo tu nie chodzi o wyjaśnienie, czy sprawiedliwe postępowanie. Wg. mnie i to powtórzę chodzi o szybkie zamiecenie sprawy pod dywan, żeby jeszcze nie wyszło przypadkiem coś jeszcze. Stąd w ogóle pytanie, czy plagiatorka została ukarana za plagiat? A może jeszcze ktoś za tym stoi?
    Przykro mi, że nie mam aż takiej wiedzy prawnej by rozsądzać odnośnie jawnego pisania danych osobowych plagiatorów, jeśli nie są ze świecznika. Może i się waham, ale uważam to za dodatkową karę, gdzie jak pisałem, często nawet morderców, czy większych przekręciarzy i to pieniędzy publicznych, danych osobowych się nie ujawnia. Vide kiedyś afera i to wielka w MF.
    I tu przykład: www.wprost.pl/kraj/105134/afera-w-mf-7-oskarzonych.html

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 12:57:44:

    I pozwolę sobie zacytować, za WSzP Nowojorczykiem: Posiedzenie trwało bardzo krótko, postępowanie dyscyplinarne umorzono w całości, gdyż 19 października 2017 r. Agnieszka Wenerska została skreślona z listy uczestników studiów doktoranckich z powodu niewywiązywania się z obowiązków doktoranta i niezdania egzaminów przewidzianych w toku studiów (konkretnie: nie uzyskała zaliczenia z przedmiotu współczesne teorie zarządzania oraz z seminarium doktorskiego w semestrze letnim; obie oceny byly nieodstateczne) oraz nie otworzyła przewodu doktorskiego. Powyższa decyzja została doręczona obwinionej 2 listopada 2017 r., która 7 listopada złożyła przed kierownikiem Studiów Doktoranckich na Wydziale Zarządzania, dr hab. Iloną Świątek-Barylską, prof. nadzw., oświadczenie o zrzeczeniu się prawa do odwołania od tej decyzji.
    Czyli jednak mamy zamiatanie sprawy i załatwianie pod stołem. Na zasadzie my ciebie skreślimy z listy doktorantów, ale nie wpiszemy w papiery, że za plagiat, ty się nie odwołasz i jeśli będziesz chcieć, to zrobisz sobie doktorat, gdzie indziej. Sprawy nie ma, właściwie to w tym świetle, na mój rozum plagiat nie istnieje, są za to niezdane egzaminy.
    I jeszcze następny kwiatek: 6 września 2017 r. rzecznik dyscyplinarny złożył wniosek do Komisji Dyscyplinarnej dla Doktorantów. Był on krótki i zażądano w nim kary skreślenia z listy doktorantów. W uzasadnieniu dr Krakała stwierdził, że wyjaśnienia obwinionej są niewiarygodne. Była ona pod presją czasu i promotora, który oczekiwał poszerzenia badań. Obwiniona przerobiła i dostosowała artykuł szczeciński do wymogów redakcyjnych łódzkich i zapisała plik o godz. 14:34:58, zaś minutę później przesłała cały dokument do redakcji.
    To jak to ma się do orzeczenia komisji dyscyplinarnej?
    Poza tym rzecznik sam stwierdza, że doktorantka była pod presją czasu. Pytanie, jak był wobec tego układ, że doktorantka znalazła się pod presją czasu?
    Podkreślę jeszcze raz, że czyn potępiam, tyle, że całe to "załatwienie sprawy" uważam za wadliwe, żeby nie napisać mocniej.

    @Flamengista,
    Czy jeżeli nie idzie Tobie współpraca z tym jednym doktorantem, to czy możesz zrezygnować z opieki/promotorstwa? Bo jak dla mnie to ja bym się nie chciał męczyć, w końcu to ma być współpraca naukowa i na dodatek taki doktorant zazwyczaj posługuje się wynikami, które powstały w czasie prac zespołu.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 13:47:40:

    @Kahlkopf:

    > Czyli jednak mamy zamiatanie sprawy i załatwianie pod stołem. Na zasadzie my
    > ciebie skreślimy z listy doktorantów, ale nie wpiszemy w papiery, że za plagiat,
    > ty się nie odwołasz i jeśli będziesz chcieć, to zrobisz sobie doktorat, gdzie indziej.
    > Sprawy nie ma, właściwie to w tym świetle, na mój rozum plagiat nie istnieje,
    > są za to niezdane egzaminy.

    > Podkreślę jeszcze raz, że czyn potępiam, tyle, że całe to "załatwienie sprawy"
    > uważam za wadliwe, żeby nie napisać mocniej.

    O to mi od początku chodzi. W świetle prawa doktorantka nie popełniła plagiatu, bo jej tego nie udowodniono. Dano jej wręcz do ręki populistyczne argumenty, np. ,,Popatrzcie, chciałam się bronić przed zarzutami, ale komisja mi na to nie pozwoliła, gdyż umorzyła sprawę'', ,,Jaki plagiat? Dowody były tak słabe, że komisja od razu umorzyła sprawę, choć przecież mogła mnie wezwać, a ja naturalnie stawiłabym się''.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 15:33:02:

    Czyli Acanie Haluciński (świetnie, że masz Pan wykształcenie i doświadczenie, by móc szukać dziury w całym i uzmysłowić nam to, czego my do końca dobrze nie widzimy) mamy sprytne wymiganie się ze sprawy, a nie napiętnowanie plagiatu. To stąd w tym przypadku może nawet rodzić się problem, czy można w sposób oficjalny ujawniać dane osobowe. Cóż, z tego wynika, że może być dużo różnych konsekwencji prawnych. Niby sprawa prosta i powinna być prosto rozwiązana, a tymczasem została ...
    I być może ten przypadek powinien posłużyć, jak nie należy takich spraw załatwiać.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 16:40:32:

    @dala
    Pisze Pan, że w "w tej calej sprawie staje raczej po stronie doktorantki". Po stronie osoby dorosłej, zdrowej psychicznie, świadomej odpowiedzialności za swoje czyny, która bezczelnie, piracko skopiowała czyjś artykuł, podpisała swoim imieniem i nazwiskiem i wysłała do publikacji?
    "Kowal zawinił, a Cygana powiesili"? Czy my myślimy o tej samej sprawie? To wręcz nie do wiary. Gdzie my żyjemy?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 17:16:09:

    @halucinski

    Trochę obok tematu, ale korzystając z Twojej obecności: co reguluje pożądaną formę i treść protokołu posiedzenia komisji awansowej?
    Czy jest to Art. 68. § 1. i § 2. KPA? Czy istnieje jeszcze jakaś nadrzędna regulacja w naszym kontekście prawnym, która stanowi, czym jest protokół?

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 19:05:17:

    @kahlkopf
    Poza tym rzecznik sam stwierdza, że doktorantka była pod presją czasu. Pytanie, jak był wobec tego układ, że doktorantka znalazła się pod presją czasu?

    Obstawiam, ze "presja czasu" w pismie rzecznika pochodzi z zeznan obwinionej podczas przesluchania przez rzecznika. Mozemy tylko zgadywac, co doktorantka miala na mysli - moze to wynikalo z warunkow programu studiow doktoranckich, moze pani promotor sie wkurzyla i postawila twarde warunki w zwiazku z czyms, co wydarzylo sie wczesniej, a o czym nie wiemy, a moze zblizal jej sie termin porodu i chciala zlozyc prace, zanim urodzi.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 19:32:46:

    @halucinski
    W świetle prawa doktorantka nie popełniła plagiatu, bo jej tego nie udowodniono

    Zgadza się! W świetle prawa Jerzy Sanetra też nie popełnił plagiatu, bo nie został za niego skazany prawomocnym wyrokiem. Co więcej, nigdy nie zostanie skazany, bo sprawa się przedawniła, więc w świetle prawa plagiatorem nigdy nie będzie. W świetle tego samego prawa prawdopodonie nadal jest profesorem, bo nie zakończyło się postępowanie odwoławcze dotyczące cofnięcia mu tytułu. Więc o co te pretensje do władz Politechniki Krakowskiej? W świetle prawa, wszystko jest ok.

    Albo bawimy w się w stwierdzenia typu "w świetle prawa", albo nazywamy rzeczy po imieniu. Tylko może niech każdy dyskutant jednoznacznie określi jakiej terminologii używa, a nie zmienia perspektywę w zależności od tezy, do której się zmierza.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 20:03:28:

    @Misiekc1,
    Nie ma co się tak oburzać i porównywać spraw nieporównywalnych, a na dodatek źle rozwiązanych, a właściwie nierozwiązanych proceduralnie. Właśnie błędy proceduralne, w przypadku Sanetry na PK, a w przypadku doktorantki na UŁ, stwarzają niebezpieczną sytuację, że dochodzi do tego, że nie ma stwierdzenia plagiatu. Na dodatek na PK doszło do sytuacji, gdzie zaczęto prześladować osobę, która ujawniła informację o plagiacie. I wtedy co z tego, że my tu sobie będziemy utyskiwać na plagiatorów, a Nowojorczyk będzie je opisywał w FA, jak tak naprawdę nic z tego nie będzie wynikać. I nawet jak przejdziesz się do biura dziekana, czy rektoratu, to co najwyżej stwierdzisz i być może zapytasz, a czemu to taki u was nierówny dywanik. I może otrzymasz wtedy odpowiedź: a wie pan ostatnio dużo spraw musieliśmy pod niego zamieść.
    Może zaczniesz krytykę to dokładnie przeczytaj dyskusję.

    @Chario,
    Pewnie się już tego nie dowiemy. UŁ skutecznie już pozamiatał.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 20:15:38:

    @kahlkopf: w przypadku otwarcia przewodu jest to mocno kłopotliwe i zostanie odczytane jako działanie niepoważne.

    Ewolucja interpretacji sprawy plagiatu doktorantki jest frapująca. Przypominać to zaczyna telenowelę latynoską. Tak, ludzie na UŁ chcieli jak najszybciej pozbyć się kłopotu - trudno do nich po ludzku mieć pretensje. Szczególnie że nawet na tym forum sporo obrońców szukających okoliczności łagodzących - ciekawe jak długo ciągnęłoby się to przed komisją dyscyplinarną.

    Proszę o konsekwencję w tej sprawie. Najpierw źle, że za ostro. Teraz źle, że za łagodnie - oprócz chłosty można było spalić na stosie lub łamać kołem.

    Moim zdaniem cała ta sprawa nie zasługuje aż na tak długą dyskusję. Owszem, można było pociągnąć sprawę do końca angażując mnóstwo wysiłku i czasu. Ja też tak kiedyś zrobiłem i uzyskałem karę nagany dla delikwenta, który znalazł teks na yandex.ru, wrzucił do google translate gdzie przetłumaczono mu to na polski, przekleił i wręczył mi jako pierwszy rozdział pracy. Nie dziwię się więc, jak porządni ludzie wolą pozbyć się przede wszystkim kłopotu, a nie ciągnąć długotrwałej i bezsensownej procedury. Przypomnę, że doktorantka to nie jest "nikt" tylko menedżer wysokiego szczebla w szpitalu publicznym...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 20:37:30:

    @Fla,
    Mnie nie chodzi o to, czy za za ostro, czy za mało. Chodzi o to, że sprawy nie wyjaśniono do końca, kwestia, czy można ujawniać pełne dane osobowe i następnie, że bardzo nierówno traktuje się takie przypadki. Wszak zostało tu przytoczonych całkiem sporo historii, z których wynika, że w zależności od umocowania można nawet wcale nie ponieść żadnych konsekwencji. Poza tym są też osoby, które powinny nadzorować taką osobę i należy tu wyjaśnić, czy miały możliwość wpłynięcia na jej zachowanie. Czy jak w przypadku WG jest wręcz wspieranie w tym procederze. A te osoby w ogóle nie są brane pod uwagę jako współwinne. Przy tym wszystkim oddzielna rzecz to wysokość kary dla tej doktorantki. Musisz przyznać, że jest tu sporo niedomówień i asymetria postępowania.
    Zacytuję: Nie dziwię się więc, jak porządni ludzie wolą pozbyć się przede wszystkim kłopotu, a nie ciągnąć długotrwałej i bezsensownej procedury. Przypomnę, że doktorantka to nie jest "nikt" tylko menedżer wysokiego szczebla w szpitalu publicznym.... To z tym stwierdzeniem pozwolę się nie zgodzić, mam wątpliwości co do tej porządności.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 21:17:49:

    Kahlkopf,
    jakie WG? Chyba Witold Glowacz.
    Jesli nie bedziemy napietnowac spraw po imieniu to zlodzieje pokroju W Glowacza okradna nas ze wszystkiego. Poki okradli z odwagi.... nazywanua rzeczy po imieniu

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 21:48:09:

    Kragon,
    A jak by się Tobie podobało np. Witold G.?
    Poza tym masz rację!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 21:51:30:

    @fla
    Plagiat z tłumaczeniem jest perfidny i trudny do wykrycia programem antyplagiatowym. Również miałem taki przypadek, gdzie tekst pracy seminaryjnej był maszynowym tłumaczeniem oryginału polskiego, ale na angielski (wymagana była praca w języku angielskim). Ponieważ pracę przedstawiła polka o takiej sobiej znajomości angielskiego, a angielski tłumaczenia też był taki sobie, na oko nawet się zgadzało, ale zorientowałem się, że to jest tłumaczenie maszynowe i w końcu znalazłem oryginał. Studentka została skreślona z listy studentów, choć była to uczelnia prywatna.

  • misiekc1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 22:29:58:

    @kahlkopf (2018/10/25 20:03:28)

    1. Dlaczego uważasz, ze jeden plagiat jest nieporównywalny z drugim?

    2. Nieprawdą jest, że w przypadku doktorantki z Łodzi nie stwierdzono plagiatu. Stwierdziła to recenzentka artykułu. W czym niby formalne stwierdzenie tego samego przez jakąś komisję na UŁ byłoby lepsze?

    3. Przeczytałem dyskusję i im dłużej ją czytałem tym bardziej byłem przerażony. Nie mieści mi się w głowie, jak można napisać, że doktorantkę z Łodzi skrzywdzono - trudno o bardziej ewidentny przykład ordynarnego plagiatu.

    4. Naszą jedyną bronią przed plagiatami jest nagłaśnianie takich spraw i pisanie o plagiatorach z imienia i nazwiska. Sądy za nas tego nie zrobią. A nawet jeśli zrobią, to minie tyle lat, że nie będzie to miało większego znaczenia - jak w przypadku profesora z PK, który pewnie profesorem będzie do emerytury.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 22:35:26:

    @Nobooks:

    > Czy jest to Art. 68. § 1. i § 2. KPA?

    Moim zdaniem tak. Nie znam innego aktu prawnego rangi ustawowej, który regulowałby zakres protokołów, spisywanych przez komisje doktorskie i habilitacyjne pod rządami ustawy z 14 marca 2003 o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 22:37:53:

    Zyjemy w kraju, w ktorym wypieprza sie doktorantke nie dajac jej szansy na obrone, a zostawia sie profesorow, ktorym udowodniono plagiaty.

    Pare lat temu byla sprawa znanego polskiego antropolga z papierosem, ktory przepisal duzo, ale powiedizal, ze mu sie pomylilo zapom inalem przypisow dac. I co? ia nadal jest znanym polskim antropologiem. a doktorantke spuszczono wklozecie akademickim. I ja mam z tym problem.

    Nie przekonuja mnie argumety, ze nalezy karac doktorantke i domagac sie kary dla profesora. Moim zdaniem jest odwrotnie. jak juz zaczniemy karac profesorow, bedziemy karac doktorantow.

    Powtarzam, mnie nie chodzi o to, zeby doktorantke poglaskac po ghlowie i powiedziec, oj oj oj. Nie. Ja nadal uwazam, ze ona powinna poniesc kare. Ale uwazam, ze nalezy zobaczyc to, co ona zrobila w kontekscie srodowiska, w ktorym sie wychowala. I ja naprawde nie rozumiem, dlaczego nikt nie pyta o role promotora w tym plagiacie. Naprawde wszyscy mysla, ze tylko ta jedna gupia doktorantka jest tym czornym baranem, a wszyscy sa bielsi niz snieg. Otoz ja w to nie wierze.

    I szlag jasny mnie trafia, jak widze wzmozenie moralne wobec doktorantki. i juz chcemy ja zlinczowac, gdy jakos nie potrafimy jeszcze wypieprzyc z pracy plagiatorow ze stopniami.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 22:48:50:

    @misiekc1
    > Nieprawdą jest, że w przypadku doktorantki z Łodzi nie stwierdzono plagiatu. Stwierdziła to recenzentka artykułu.

    Mylisz się. Ona podniosła zarzut. Od podniesienia zarzutu do stwierdzenia zasadności zarzutu jest spory kawałek drogi. Baaardzo spory. I tym się różnią lincze od systemów prawnych. Zdecydowanie się zgadzam z @dalą, że wzmożenie w przypadku doktorantki było podlane cysterną hipokryzji i obsypane tonami celowej i zamierzonej "niekompetencji" proceduralnej.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 23:13:47:

    @Misiekc1:

    > Naszą jedyną bronią przed plagiatami jest nagłaśnianie takich spraw i pisanie
    > o plagiatorach z imienia i nazwiska.

    Naszą jedyną obroną przed plagiatami jest nagłaśnianie takich spraw, zgłaszanie ich rzecznikom dyscyplinarnym i prokuratorom oraz interesowanie się postępowaniami aż do zapadnięcia merytorycznych rozstrzygnięć. Kiedy komisje dyscyplinarne i sądy wydadzą odpowiednią liczbę orzeczeń uznających winę plagiatorów, kolejne osoby chcące pójść na skróty będą dwa razy zastanawiać się, nim przypiszą sobie autorstwo nieswoich prac naukowych.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 23:53:50:

    Dokładnie Panie Hal. Samo tylko nagłaśnianie nic nie daje, bo widać, że po większości plagiatorach spływa to, jak po kaczce.

    @Misiekc1,
    Dlaczego plagiat, plagiatowi nie jest równy. To jak ma się przy tym przywłaszczenie przez doktorantkę artykułu, w stosunku do próby doktoryzowania się na podstawie w dużej części splagiatowanego doktoratu, a jak się to ma do prawdopodobnego rozliczania grantów, na podstawie nie swoich prac i dodatkowo później starania się o tytuł profesorski na podstawie plagiatu. Wreszcie jakie tu zapadły wszędzie kary i w jak wadliwy sposób próbowano wyjaśniać sprawy. Przecież to wprost prowadzi do możliwości odwoływania i zaskarżania takich postępowań dyscyplinarnych. Przecież taki plagiator może nam się śmiać w twarz i dalej postępować tak samo. A co z panią sędzią dwojga nazwisk prof., która dalej orzeka w NSA. Teraz w nagrodę zgodnie z nową ustawą 2.0 będzie dożywotnio zatrudniona na uczelni. Czy to wszystko według Ciebie jest poważne i rzeczywiście tego samego kalibru?
    Warto też pamiętać, że te wszystkie osoby (teraz poza doktorantką) dalej uczą studentów. I wobec tego, czego one uczą i jaki dają przykład?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/25 23:58:14:

    Prof. Jerzy Duszyński ponownie prezesem PAN

    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31531%2Cprof-jerzy-duszynski-ponownie-prezesem-pan.html

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 08:29:52:

    "nagłaśnianie"?
    przecież plagiator po to plagiatuje aby być sławnym- po nagłaśnianiu właśnie jest sławnym
    plagiatora należy przemilczeć, usunąć jego plagiaty - po cichemu, i w dyskrecji spuścić ze świata nauki - tak aby nikt nigdy więcej o nim nie słyszał w nauce - aby ciocia na pierwszej uroczystości rodzinnej albo sąsiadka pytała - "robiłaś doktorat" i "kiedy obrona" - to jest najdotkliwsza konsekwencja
    Bo teraz z takich "Pań profesor" jak ta z Opola mówi się - bohaterka - Wroński jest dla niej za krótki, a tak pisał na Forum Akademickim nie raz i przy wódeczce konferencyjnej śmieją się z Nowojorczyka a chwalą panią od nie jej publikacji na których zrobiła profesurę w świetle reflektorów z członkiem CK jako recenzentem - mimo "nagłaśniania" przez FA.
    Młodzież się z tego uczy - możesz oszukiwać w nauce, będziesz bezkarny, a dodatkowa reklama ci nie zaszkodzi.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 09:48:44:

    @Rudamaruda1949, 100/100
    I tak właśnie wygląda ten nasz świat, nie ważne, czy mówią dobrze, czy źle ważne żeby mówili. A wtedy sukces gwarantowany, a że "idzie się po bandzie" i "na skróty" - wszak cel uświęca środki. I mamy już nie tylko politykę uprawianą "na rympał", ale i działania "na rympał" pseudonaukowców, którzy chyba celebrytami przede wszystkim chcą być. Według mnie dopóki nie dostaną po kieszeni takie osoby i nie odetnie się ich od fruktów, to z plagiatem się nie wygra.
    Ale tu Zgred ma rację, że trzeba stosować wymagania równo od wszystkich. Jeżeli tak nie jest to system jest postrzegany ogólnie jako niesprawiedliwy i zawsze będzie niewydolny. I konsekwencja! A tu tej konsekwencji wszędzie brakuje.
    Uważam, że ważne jest jeszcze jedna rzecz i chciałbym dać to pod rozważenie Koleżankom i Kolegom. Aby uczelniane procedury i system uczelnianych kar jednak ujednolicić w miarę możliwości w skali kraju. Jak również wziąć pod uwagę pomocnictwo przy tego typu przestępstwie.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 12:16:21:

    Niestety - z powszechną niesprawiedliwością wpisaną w system - musimy się oswoić.
    Mamy 2 przypadki plagiatorów. Nie odnoszę się tu konkretnie do tej doktorantki i tamtej profesor.
    Szanowana powszechnie Pani Profesor - obrosła w relacje - pisała recenzje - promowała doktorantów - wychowała habilitantów - ma 100 publikacji - IH = 8 wg WoS, IH = 9 wg Scopus, nigdy nie pracowała poza uczelnią.
    Dobrze zapowiadająca się ambitna doktorantka - ta sama Pani Profesor - ale 30 lat wcześniej. Jest 2 lata po magisterium. W nauce nikt jej nie zna i z niczym nie kojarzy.
    Obie przez całą karierę plagiatują - nic nie napisały własnego - wszystko to plagiat.
    Różnią się tylko tym, że jedną złapano jak była doktorantką, a drugą dopiero jako Panią Profesor.
    Jedna nie ma nic do stracenia - tylko 2 lata - i przełącza się na praktykę, może na początku ma kłopot ze znalezieniem pracy - ale potem coś znajdzie i będzie OK.
    Dla Pani Profesor to ryzyko końca świata jaki zna.
    Ale jest mądra, ma prawnika, ma kolegów, ale też nikt nie chce po niej wyrwy. Bo po niej zostanie luka, której nikt nie chce. Jest potrzebna i niezastąpiona. Po krótkim wzmożeniu moralnym - wszyscy - nawet najbardziej oburzeni wiedzą jedno - ochrona Pani Profesor i schowanie zarzutów jest we wspólnym interesie wszystkich. Sygnalista - jako zdrajca - powinien być usunięty, kto to widział, aby taki lekkomyślny typ miał mieć kontakt z młodzieżą!

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 12:49:14:

    Uwagi do projektu rozporządzenia w sprawie wykazu czasopism na stronie RCL: legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12314506/katalog/12525466#12525466

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 14:20:16:

    @rudamaruda1949
    Niestety - z powszechną niesprawiedliwością wpisaną w system - musimy się oswoić.

    Ciekaw jestem czy jak zabiorę Tobie 1/2 wynagrodzenia stwierdzając że nie masz takich potrzeb życiowych, ja ma potrzeby, czy z tym się oswoisz?

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 14:29:55:

    @henbut
    Ciekaw jestem czy jak zabiorę Tobie 1/2 wynagrodzenia stwierdzając że nie masz takich potrzeb życiowych, ja ma potrzeby, czy z tym się oswoisz?


    A co pytanie Twoje ma do mojego zdania?
    Plagiatorzy okradają nas wszystkich - i to, że nic z tym się nie robi - jest gorsze niż hipotetyczne zabranie połowy wynagrodzenia. Oni dostają wynagrodzenia za plagiaty - i nikt z tym nic nie robi.

    A z innej beczki - Gowin z jego systemową ustawą właśnie zabiera mi połowę wynagrodzenia systemowo. Mogę wybrać tylko 2 dyscypliny.
    A ja teraz aktywnie pracuję w 4 - mniej więcej po równo w każdej.
    Do tego dochodzi fakt, że ASJC ze Scopus niczym nie przypomina Gowinowej listy - to jak mam się tą klasyfikacją kierować? Wszystkie plagiaty razem wzięte to mniejszy wałek niż ten skok na kasę jaki będzie wynikiem tego systemu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 18:02:21:

    inbum,
    dzięki. To są bardzo interesujące głosy. Kilka miesięcy po uchwaleniu ustawy i miesiąc przed złożeniem pierwszej deklaracji.

    Polecam opinię dziekana białostockiej fizyki:

    legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12314506/12525466/12525469/dokument363381.pdf

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 18:43:35:

    Na końcu jest odniesienie się do uwag. Pokrótce:
    - usunięcie wymogu minimum 4 dziedzin dla (książkowych) wydawnictw prestiżowych i przeredagowanie (?) wymogu globalnej dystrybucji
    - dodanie baz WoS do Scopusa, (ale, jak rozumiem, bez CPCI) oraz specjalistycznych informatycznych
    - możliwość uwzględnienia czasopism _zagranicznych_ z ERIH+, ale nie automatycznie, tylko decyzją ekspertów
    - poszerzenie katalogu wskaźników bibliometrycznych: kilka wskaźników SCOPUSowych i kilka WoS-owych (ciekaw jestem, jak je pogodzą i to wszystko połączą, i tak już było dość karkołomnie)
    - dodatkowa ocena ekspercka korygująca (nie podają zakresu ani w jakiej mierze będą to eksperci zagraniczni, no i kto za to zapłaci)

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 19:05:03:

    Preczytalem druga czesc artykulu p. Wronskiego. I zastanawiam, czy naprawde ktos jeszcze mysli, ze plagiat to plagiat, a doktorantke slusznie ukarano.

    Pod artykulem jest nastepujacy koemntarz.

    Nierzetelności naukowej sprzyja częsta praktyka akceptacji promotora, później zaś recenzentów, którzy nie mają wystarczającego pojęcia o problematyce doktoratu, nie mówiąc już o znajomości języka, w którym jest dostępna niezbędna bibliografia. Promotor i recenzenci nie widza w tym nic niemoralnego, a rady wydziału, instytutów, z CKK na czele, też nie widzą w tym nic nagannego.

    I ja sie z nim w duzej mierze zgadzam. Choc potrafie sobie wyobrazic to, ze doktorant dokonuje plagiatow calkowicie poza plecami promotora, potrafie sobie rowniez wyobrazic sytuacje, w ktorej tak nie jest. I podtrzymuje zdanie, ze wywalenie doktorantki ze studiow bez ustalenia roli promotora jest nie do zaakceptowania.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 19:11:09:

    Tak bałamutnego odniesienia się do zgłoszonych uwag w ramach konsultacji publicznych nawet w tym resorcie i za tego rządu jeszcze nie widziałem. Autorzy uwag zostali totalnie olani, ponieważ ministerstwo powklejało 4 wybrane formułki. Żadnej sensownej odpowiedzi, wyjaśnień, ale cztery formułki w różnych konfiguracjach dla wszystkich... Wiem, naiwnie liczyłem na coś więcej...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 20:04:49:

    Taka ciekawostka odnośnie recenzji i ich ilości
    publons.com/awards/2018/esi/?esi=16&order_by=place

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 20:13:49:

    To są bardzo interesujące głosy.

    No nie wiem, nagle IF lepszy od SNIP. Dla mnie to mało przemyślane reakcyjne głosy.

    Polecam opinię dziekana białostockiej fizyki

    Jest troche kuriozalna. Żadnego odniesienia do tego jakie aspekty wpływu badają poszczególne wskaźniki. Nazwanie SNIP "wzorem matematycznym" zdradza że dziekan nie zapoznał się z metodologią, wydaje mu się ze wszystko to jak IF dodać dwa wyrazy, podzielić dwa razy.

    Zresztą to jest hipokryzja, bo dla ewaluacji ocen studentów średnią stosuje się ze wzruszeniem rąk.

    Ale wszystkie te opinie takie są, ktoś sobie wynalazł jakiś kontrprzykład i pokrzykuje. Odpowiedź ministerstwa byłaby adekwatna co do tonu, gdyby nie niebezpieczne zapowiedzi uwzględnienia co bardziej upierdliwych grup nacisku. Cały ten mętny pomysł wielo-indeksia najszerzej rozwinęli matematycy. Tęgie głowy myślały nad tym jak zamącić żeby się nie dało, stąd wyjątkowy jak na dyscypline brak konstruktywności jak te mętne pomysły potem stosować. Im po prostu chodzi żeby było jak dawniej: ułożenie wszystkich na krzywej (i tu parabola wystarczy, nagle potrzeba sprawiedliwego wskaźnika znika), a dla wybranych ręczne sterowanie, i tuch ich najbardziej boli (tyle ich "rzetelność i przejrzystość ewaluacji", na któą tak nalegają, obchodzi).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 20:15:55:

    @dala
    Tak, plagiat to plagiat.
    A doktorantki wcale nie ukarano.
    Co najwyzej odebrano jej PRZYWILEJ, ktory nie powinien przyslugiwac zlodziejom i oszustom.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 20:24:38:

    @Ruda
    A ta pani profesor z Opola to ma jakieś nazwisko? Nie rozumiem, czemu nie podałaś, albo chociaż linka do opisu sprawy u dra Wrońskiego.

  • charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 22:43:39:

    @fla @halucinski
    Nie dziwię się więc, jak porządni ludzie wolą pozbyć się przede wszystkim kłopotu, a nie ciągnąć długotrwałej i bezsensownej procedury.

    Procedura nie jest wcale skomplikowana. Orzeczenie mozna wydac w trakcie jednego posiedzenia, chyba ze. No chyba, ze obwiniona postanowi sie bronic i zatrudni adwokata, wtedy faktycznie bedzie sie ciagnelo. Naprawde jednak wszyscy boja sie, ze obwiniona wykorzysta cala droge odwolawcza, czyli odwola sie do komisji dyscyplinarnej wyzszej instancji, a potem zaskarzy orzeczenie do sadu. Wtedy sprawa moze ciagnac sie latami, a ostatecznie sad umyje rece i stwierdzi niska szkodliwosc spoleczna.

    @dala
    podtrzymuje zdanie, ze wywalenie doktorantki ze studiow bez ustalenia roli promotora jest nie do zaakceptowania.

    Pani promotor byla przesluchiwana przez rzecznika dyscyplinarnego, wiec nalezy przyjac, ze jej rola zostala ustalona. Doktorantka prezentowala wyniki "swoich" badan na zebraniu naukowym, nie informujac pani promotor, ze te wyniki zostaly juz zlozone do druku. Co faktycznie prezentowala na tym zebraniu naukowym, tego sie nie dowiemy. Jezeli to faktycznie byly cudze wyniki ze Szczecina, to rozpoznalbys na pierwszy rzut oka? Co zrobilbyc z doktorantem, ktory sklada artykul do druku, nie informujac cie o tym? Ja w takiej sytuacji moge sobie tylko pogadac, bo moje wladze stana murem za doktorantem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 23:30:22:

    zitt,
    On porównał 4 wynik działania 4 metod klasyfikacji czasopism plus "Nature Index" z dość powszechnie przyjmowaną - nie tylko w Polsce - klasyfikacją środowiskową (którą utożsamił z Nature Index - wolno mu). Zajęło mu to niecałe dwie strony maszynopisu. Wyszło mu, że wynik pomiaru niemal tak samo zależy od badanego przedmiotu, jak i przyrządu pomiarowego. Cóż więcej trzeba? 

    vanity, vanity, vanity!

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/26 23:48:30:

    ^^^
    No tylko, że to jest bardzo krótka lista, z pewnością daleka od kompletnej listy ważnych czasopism z dyscypliny, zatem od razu nasuwa się pytanie: JAK zostały wybrane czasopisma do tego porównania; czy nie są to na przykład najbardziej jaskrawe przypadki? Jeśli coś porówywać, to wziąć pełne dane (tu się chyba da), ew. nieobciążoną próbę całości. Ja kiedyś liczyłem współzależność między różnymi wskaźnikami i wychodziła zaskakująco wysoka (najbardziej odbiegał SJR).
    Przy czym wiemy mniej więcej, jakie cechy decydują o poszczególnych miarach. W szczególności, SNIP zmniejsza różnice pomiędzy subdyscyplinami, nieco dowartościowując subdyscypliny względnie odizolowane od mainstreamu dyscypliny. Zatem czy nie będzie tak, że jeśli akurat eksperci w danej dyscyplinie będą głównie mainstreamowi, wybiorą IF czy CiteScore, a w innej dyscyplinie będą bardziej niszowi, no to wybiorą SNIP.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 00:13:54:

    Nie wiem jak w astronomii, o której wspominał Jaranowski, ale w fizyce to jest najbardziej reprezentatywna, gdyż uniwersalna lista. Trudno mi sobie wyobrazić fizyka, który prowadziłby badania w tematyce niereprezentowanej w którymś Phys Rev. Chyba w każdej dyscyplinie są setki, tysiące czasopism, a wśród nich kilka, które cieszą się poważaniem całego środowiska. W fizyce takim punktem odniesienia przez lata był Phys Rev.

    Z tym że owszem: Phys Rev publikuje MNÓSTWO artykułów, w poszczególnych poddyscyplinach to może być kilkadziesiąt procent produkcji danej poddyscypliny. Ta inflacja powoduje, że obok prac znakomitych pojawiają się - najwyraźniej w dużej liczbie - prace, które przechodzą bez echa. To byłby argument za SNIP-em lub AIF-em, gdyby nie to, że ten argument opiera się na fałszywej przesłance, że wszystkie artykuły opublikowane w danym czasopiśmie są sobie tożsame, ale już między czasopismami różnice są ho, ho, jak wielkie.

    Nie da się określić jakości czyjejś twórczości naukowej na podstawie li tylko czasopism, w których ten ktoś publikuje.

    Jeśli ministrowi tak zalezy na rankingu szanghajskim, niech da 500 punktów za artykuły, które tam sie liczą i po 10 za resztę.

    Jeżeli zależy mu na grantach europejskich, niech czasopisma podzieli na dokładnie dwie kategorie: te z nature index i resztę. I nie łudźmy się, że bardziej "refined" skala da jakąkolwiek wartość dodaną, zmieni ludzkie zachowania. Reguły muszą być proste, a nie sloty, ułamki, pierwiastki, brzydkie słowa.

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 08:04:53:

    @Dala W tym wypadku Promotorka nic wspólnego z plagiatowym artykułem nie miala. Doktorantka na Seminarium przedstawila zaawansowany projekt artykulu, nad ktorym rzeczywiście pracowała i który opatrzony zostal sugestiami Promotora, co tam nalezy poprawic.

    Jak sie domyslam, Doktorantka nie zdązyła tych poprawek zrobic, a ponieważ termin zaliczenia semestru upływal, zas warunkiem bylo wyslanie maszynopisu do druku, to przerobila bibliografie w nieswoim artykule "szczecinskim" i bez wiedzy Promotorki zupelnie inny maszynopis nie swoich badań- plagiatowy- wyslala do Redakcji.
    Promotorka nie miala żadnej kontroli nad tym dzialaniem Doktorantki i niczego nie mozna Jej zarzucic.

  • nowojorczyk5 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 08:16:24:

    @RudaMaruda : czy myslimy o obecnie "utajnionym" przypadku wroclawskim, ktory zostal "pod dywanem rektorskim", ale Obwioniona odeszla w inne miejsce? Pracuje nad tym i kilkoma innymi powaznymi sprawami. Jest tego BARDZO DUZO !
    Aby coś opisać, muszę miec dowody, a w opisywanym przez RM przypadku ich na razie nie mam.
    Nie mam tez żadnego wplywu na to, jesli mimo opisania, formalnego wniosku do CK, Rada Wydzialu uznaje ze wszystko jest w porządku. Nawet nie mogę tego zaskarzyc do WSA, bowiem nie jestem stroną i nie mam interesu prawnego!
    RudąMarudę prosze o anonimowy kontakt, czy myslimy o tym samym przypadku...

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 08:29:38:

    To byłby argument za SNIP-em lub AIF-em, gdyby nie to, że ten argument opiera się na fałszywej przesłance, że wszystkie artykuły opublikowane w danym czasopiśmie są sobie tożsame, ale już między czasopismami różnice są ho, ho, jak wielkie.
    To jest uproszczenie zwane (też w kontekście reformy) zasadą dziedziczenia prestiżu, na tym uproszczeniu, a dokładniej uśrednieniu, zasadzają się wszystkie tzw. journal-level metrics (w kontraście do article-level metrics).

    Nie da się określić jakości czyjejś twórczości naukowej na podstawie li tylko czasopism, w których ten ktoś publikuje.

    Po pierwsze i zasadnicze, nie taki jest cel przedsięwzięcia. Celem jest ocena masowa, uśredniona, i w tym kontekście miary uśrednione mogą mimo wszystko spełniać swoje zadanie.

    Po drugie, zapewne polska fizyka w ogóle nie potrzebuje tego wszystkiego. Może jest to próba rozróżnienia tego, co rozróżnienia już nie potrzebuje, stąd do głosu dochodzą zupełnie nierelewantne czynniki (jak nieszczęsna kolaboracyjność czy rozdmuchane patenty).
    Natomiast diametralnie inaczej sprawa przedstawia się na przykład w polskiej psychologii, socjologii, językoznawstwie: mamy wydziały czy instytuty, które publikują w obiegu światowym, a mamy takie, które publikują wybitnie lokalnie. Tu narzędzie rozróżnienia jest potrzebne, i nie ma już takiego znaczenia, czy jest to SNIP czy CiteScore, byle był to Scopus (albo Scopus + WoS).

    Nie da się określić jakości czyjejś twórczości naukowej na podstawie li tylko czasopism, w których ten ktoś publikuje.

    Otóż w powyżej wymienionych dyscyplinach - da się. Jeśli polski psycholog publikuje tylko lokalnie, możliwe jest, że są to prace merytorycznie wysokiej jakości (choć nie bardzo prawdopodobne). Taki dorobek wymaga ponownego zrecenzowania.
    Jeśli inny psycholog regularnie publikuje wyniki swoich badań w 1 kwartylu Scopusa lub JCR, to nie ma możliwości, aby były one kiepskie. Mogą być przełomowe lub mniej przełomowe, ale w większości muszą opierać się na aktualnym stanie badań i aktualnych narzędziach metodologicznych. Nie ma możliwości regularnego publikowania wyników nie spełniających tych standardów w czasopismach z górnych przedziałach tych baz. W okolicach IV kwartylu - być może, ale też zwykle wymagany jest poziom, którego typowe publikacje lokalne jeszcze nie osiągają.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 08:50:26:

    @nobooks
    Zgadzam się z Panem w pełni. Polska humanistyka potrzebuje uczciwej oceny dorobku.
    Wszystko ze Scopusa - byle nie tzw. "ocena ekspercka"! To mnie najbardziej martwi. Obawiam się, że skończy się to w ten sposób, że czasopisma, w których publikują "autorytety" z GTW, mimo śmieciowej wartości naukowej, dostaną w takiej "eksperckiej ewaluacji" jakieś niewiarygodnie wysokie punkty. Cieszyłem się na myśl, że ocena publikacji zostanie jakoś zobiektywizowana, ale wprowadzenie oceny "eksperckiej" (piszę w cudzysłowie - nie wierzę w żadnych polskich ekspertów) może pozostawić status quo.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 09:51:41:

    Po przespaniu się - w fizyce także można ocenić pojedynczego naukowca po czasopismach, w których on publikuje - i robi się to powszechnie, wystarczy spojrzeć na recenzje habilitacyjne i profesorskie. Drugim powszechnie stosowanym kryterium jest liczba cytowań (raczej niż Hirsch): wtedy skala jest logarytmiczna: czy ktoś ma dziesiątki setki, tysiące czy dziesiątki tysięcy cytowań, z niejasną poprawką na efekt kolaboracji. Problem w tym, że dotąd mieliśmy system oparty na IF, a zaproponowany, jesli dobrze kojarzę, przez fizyka, prof. Wróblewskigo. Wybrał on IF nie tylko dlatego, że innych miar wówczas nie było, ale i dlatego, że zgrubne oszacowanie rankingu czasopism wg IF dość dobrze lokowało czasopisma fizyczne uznawane za prestiżowe. Fizycy się z tym systemem zżyli, choć rozumiem, że nie ma powodu, by system ewaluacji był ustawiony pod potrzeby jednaj dyscypliny, w dodatku zadzierającej nosa.

    Ja też bym wolał system automatyczny, algorytmiczny, niż ekspercki. Eksperci powinni być potrzebni przede wszystkim do poprawnego przyporządkowania czasopism do dyscyplin, moim zdaniem Scopus robi to *tanio*, a więc niewiarygodnie. Tak jak by to przyporządkowanie robił jakiś pan Kazio z sekretariatu. Do tego dałbym ekspertom prawo przeniesienia o oczko w górę lub dół wybranych czasopism ale tak, by tych oczek w sumie było nie więcej niż, powiedzmy, 10, żeby wyprostować przypadki najbardziej skrajne. Do tego zmieniłbym algorytm wyznaczania parametru C, który w tej chwili przypisuje tę wartość na podstawie położenia środka przedziału, zajmowanego przez artykuły z tego czasopisma, wśród wszystkich artykułów opublikowanych w danej "grupie wspólnej oceny" uporządkowanych wg SNIP-a tego czasopisma. Ten mechanizm jest niesprawiedliwy dla czasopism o dużej liczbie artykułów. Zamiast środka przedziału wolałbym wziąć coś bliżej jego wierzchołka, może nawet sam wierzchołek.

    Po tych zmianach - ze SNIP-em pewnie dałoby się żyć, ale wynik kolejnej ewaluacji i tak byłby całkowicie nieprzewidywalny, raczej słabo skorelowany z ewaluacjami opartymi na IF-ie.

    Trzeba by jeszcze się dowiedzieć, czy wartość SNIP-a nie zależy od składu "grup wspólnej oceny". Jeżeli zależy, to właśnie wszystko diabli wzięli. Wtedy chyba lepiej byłoby się oprzeć na którymś z eigenfactors. AIF. Zrobić wykaz punktacji czasopism wg AIF i czekać na reakcję środowiska - z pewnością komuś on by się baaaaardzo nie spodobał.

    Po przeczytaniu tego co napisałem: system ekspercki jest BARDZO niebezpieczny, bo grozi ustaleniem punktacji pod ewaluację. Ewentualne korekty punktacji w górę mogłyby dotyczyć tylko (grup) czasopism obejmujących bardzo szerokie spektrum tematyk badawczych. Alternatywą mogłoby być... głosowanie internetowe - gdyby nie brak mojej wiary w to, że zaraz potworzą się tematyczne "spółdzielnie" usiłujące wylewarować "swoje" czasopisma.

    Tutaj miara jest jednocześnie celem, a nagroda za jego osiągnięcie jest spora. W tych warunkach punktację, czyli miarę powinien ustalić ktoś z zewnątrz - i tu koło niemożności się zamyka.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 10:59:57:

    SNIP nie jest zależny od grupowania, natomiast ranking według SNIP (jak i każdej innej miary) w obrębie grupy -- w oczywisty sposób TAK.

    SNIP byłby lepszy, gdyby z rangowania wykluczyć czasopisma o małej liczbie artykułów.
    Korekta z użyciem szczytu zbioru artykułów tylko częściowo niweluje opisywany przez Ciebie efekt "spychania" mniejszych czasopism w przypadku dominującego. IMHO lepiej rangować tytułami, jak w poprzednich algorytmach (vide moja symulacja listy).

    Tak, zasięg interwencji eksperckiej powinien być formalnie ograniczony! Przykład praktyczny: czasopismo "polonistyczne" z UW Poradnik Językowy. Rocznie jest tam coś ok. 60 publikacji samych polonistów z UW. Ekspert polonista podwyższa punktację PJ do 200 punktów i w ten sposób uzyskuje A+ dla językoznawstwa na UW.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 11:59:31:

    Poradnik Językowy. Rocznie jest tam coś ok. 60 publikacji

    I to jest bardzo dobry przykład. Matematycy również płaczą że SNIP nie gwarantuje pozycji małym czasopismom. Tylko trzeba się zastanowić nie ile jest małych czasopism (grube procenty) a jaką część obiegu stanowią (małą - znakomita większość się nie liczy, reszta liczy się tak jak nagrody Nobla - nie potrzebujemy punktacji za to, podobnie jak nie potrzebujemy "monografii wybitnych"). Jeśliby sie okazało że Polacy publikują nieproporcjonalnie dużo w małych czasopismach, wtedy jęki matematyków miałyby cień sensu (po zadaniu sobie pytania czemu tak jest i czy nie dlatego że jest to pismo jak wyżej "środowiskowe").

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 12:00:26:

    No cóż, lepsze jest wrogiem dobrego. "Szukając" systemu idealnego łatwo o rezygnację z wszelkich sensownych zmian. Zgadzając się z uwagami noobooksa i trzy.14 na temat korekt proponowanego systemu (często małe poprawki pozwalają na usunięcie największych błędów i paradoksów), dodałbym jeszcze jedną uwagę: czy nie warto było (a może wciąż warto) zasypać Scopus wnioskami (ze strony naszego Ministerstwa) o poprawę i uzupełnienie ich baz danych? Bo widzę, że dla wielu czasopism bezsensowne wskaźniki są efektem luk w bazie Scopus (brakuje wielu artykułów, a nawet numerów).

    Gorzej z przypisaniem do dyscyplin. Wydawałoby się, że w dobie analizy big data nie powinno być trudne podzielenie czasopism na duże klastry (spajane wzajemnymi cytowaniami) będące de facto dyscyplinami, ale czy ktoś podjął się już tego typu projektu (chyba niektóre nowe metryki idą w tego typu kierunku?).

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 12:39:37:

    @js.c.
    Luki w Scopusie oznaczają, że mechanizm pozyskiwania zawartości Scopusa, skonfigurowany dla danego czasopisma (zgłaszający czasopismo i sekcja Content Acquisition wypracowują optymalny mechanizm po przyjęciu czasopisma), w tym przypadku zawiódł: najczęstszą przyczyną są opóźnienia wydawnicze. Skoro on zawiódł, to nie bardzo jest możliwe automatyczne poprawienie tego bez współpracy wydawcy lub kogoś z redakcji. Przyjętym mechanizmem uzupełniania braków i poprawiania błędów jest zgłoszenie ich za pomocą formularza, najczęściej przez kogoś z redakcji lub osobę w wydawnictwie odpowiedzialną za indeksowanie, może to być też autor artykułu. Korekta zabiera 3-4 tygodnie. Jeśli redakcji lub wydawnictwu nie zależy i nie zgłoszą, to trudno chyba o inny mechanizm. Teoretycznie urzędnik MNiSW mógłby porównać zawartość bazy Scopus i spis treści na stronie czasopisma dla wszystkich kilkuset polskich czasopism, ale wydaje mi się to nieco postawione na głowie jeśli chodzi o podział pracy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 12:50:44:

    js.c,
    Na takie dictum Scopus zareagowałby wystawieniem faktury.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 14:26:31:

    @trzy.14
    Nie, nie sądzę. Oni w parę tygodni bezpłatnie poprawiają wskazane błędy.

    @nobooks
    Fakt, że byłoby to trochę postawione na głowie, ale redakcja nie ma interesu w poprawianiu danych, jeśli błędne dane np. windują w górę wskaźniki czasopisma :)

    Nie wiem jak to jest, ale przykłady przytoczone przez matematyków w jednej z tych opinii są niepokojące. Nota bene: moje osobiste doświadczenia (missing citations) - fakt, iż raczej sprzed kilku lat, bo ostatnio nie mam do tego głowy - sugerują, iż obie bazy (Scopus i WoS) są pełne dziur i to w różnych przypadkowych miejscach (zatem korzystanie z obu baz ma pewien sens, zwykle nie gubią tego samego jednocześnie). W obu przypadkach reklamacje są dość sprawnie załatwiane. Wielką wadą np. GoogleScholar jest brak nawet śladu takiej opcji

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 14:34:22:

    @trzy.14
    Nawet tak się zastanawiam, czy za taką wnikliwą analizę Scopusa pod kątem błędów nie dało by się wręcz czegoś wytargować od Elseviera :)
    Chyba powinni być zadowoleni, że przestawiamy się z WoS na ich bazę?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 14:53:31:

    Budowę Radomskiego Centrum Nauki zapowiedział w piątek minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. - Jestem przekonany, że jest to inicjatywa, która pokaże zupełnie inne, nowoczesne oblicze Radomia - powiedział wicepremier. Placówka ma być oddana do użytku do końca 2022 r.

    Czyli jak chcecie mieć (być może kolejne) Centrum Nauki, to tak głosujcie, żeby przed drugą kandydat PiS szedł łeb-w-łeb ze swoim konkurentem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 14:58:56:

    @js.c.
    Nie bardzo wyobrażam sobie, aby pominięcie zeszytu/numeru czasopisma w Scopusie miał być korzystny dla czasopisma. Czy możesz wskazać jakiś konkretny przykład?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:04:06:

    @nobooks
    Nie zastanawiałem się nad tym. Jeśli trudno taki przypadek wymyślić (czyli jeśli kompletność bazy działa na korzyść każdego pisma), to tym lepiej. Wtedy o tego typu sprawy mogą prędzej czy później zadbać redakcje (nie tylko polskie). Oby tak było.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:22:19:

    Wymyślić się da: jakiś zeszyt specjalny na mało chwytliwy temat warto zamieść pod dywan, ale ważniejsze były absolutne minima liczby artykułów. O ile pamiętam, przeskalowanie listy C Scopusem (~2014) z 10 punktów płaskich na {10, 15, 20, 25} było możliwe tylko dla czasopism z 36 artykułami za 3 lata. Znam polskie czasopismo, które poprzez braki w indeksowaniu (spowodowane, a jakże, dużymi opóźnieniami wydawniczymi) nie załapało się na to podwyższenie, bo braki sprowadziły tę sumę poniżej 36 artykułów.

    Skoro przy liczbie artykułów jesteśmy, jedna z uwag mówiła o tym, że SNIP jest mało stabilny przy małej liczbie artykułów. Co do zasady, pełna zgoda, tylko że proponuje się minimum 50 artykułów rocznie. Rozmawialiśmy już kiedyś o tym, a teraz sprawdziłem. W kategorii Language & Linguistics takie ograniczenie wykluczyłoby ... 92% czasopism ze Scopusa!!! To w ogóle nie ma sensu, ta liczba jest za wysoka. Być może chodziło o 50 za poprzednie 3 lata, bo to jest wszak w mianowniku. Takie odcięcie wykluczyłoby ok. połowy czasopism ze Scopusa, chyba ciągle za dużo. 36 jest w porządku, ale jeśli dla niektórych innych dyscyplin powinno być więcej, to może właśnie niech ci eksperci to ustalą? To akurat jest granica charakterystyczna dla dyscypliny, której powinni być świadomi, lub którą łatwo sprawdzić empirycznie.

    Na chwilę wrócę jeszcze do Poradnika Językowego, bo zapomniałem wspomnieć, że PJ jest w Scopusie; cytowań nie ma za dużo, a więc wychodzi mu 20 punktów (z samego algorytmu w ostatniej wersji rozporządzenia wg. wskaźnika C). Inne polskie czasopismo polonistyczne, Język Polski, miałoby aż 70 punktów z algorytmu. To czasopismo nie jest lokalne, jak PJ z UW, nie publikuje też tak dużo, więc nawet jego eksperckie wyniesienie do 200 punktów nie wypaczyłoby prawdopodobnie wyników ewaluacji.
    I szczerze powiem, że choć przeczytałem kilka artykułów z jednego i drugiego, to nie potrafię powiedzieć, które jest lepsze i o ile. Natomiast to, że drugie jest wyraźnie wyżej cytowane, przy podobnym dosyć profilu tematycznym oraz tym samym języku publikacji, do mnie przemawia, i na to bym się zdał.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:30:17:

    Jest to uwaga do rozporządzenia nr 8, autorstwa Rady Głównej NiSzW i jest opisana jako UWZGLĘDNIONA.
    Podejrzewam, że autorzy uwagi mogą mieć na myśli 50 na 3 lata, bo odsetki czasopism, które nie spełniają warunku, są za niskie (40% w humanistyce).

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:30:45:

    @nobooks
    >> Nie bardzo wyobrażam sobie, aby pominięcie zeszytu/numeru czasopisma w Scopusie miał być korzystny dla czasopisma. Czy możesz wskazać jakiś konkretny przykład?

    Przykładem jest Boletin de la Sociedad Matematica Mexicana : www.scopus.com/sourceid/65749

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:30:55:

    Stanowcze NIE dla oceny eksperckiej czasopism i manipulacji na lokalne potrzeby. Bierzemy średnią z IF, SWNIP i coś jeszcze i mamy proste rozwiązanie. Skończmy z promowaniem humanistów, którzy publikują w kiepskich nieliczących się na swiecie czasopismach.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 15:57:05:

    @js.c
    > Chyba powinni być zadowoleni, że przestawiamy się z WoS na ich bazę?

    Niby dlaczego? Jesteśmy dla nich klientem o marginalnym znaczeniu, a przestawienie się w ustawie/rozporządzeniach na ich bazę nic nie zmienia w ich wpływach z naszej strony. UE w całości (mam na myśli Brukselę i jej agendy) bazuje wyłącznie na Scopusie. Większość krajów członkowskich też. Polska była do tej pory dziwolągiem, który politykę finansowo-awansową w nauce sterował WoS-em, a we wszystkich zapisach budżetowych miał odesłania do Scopusa.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 16:37:09:

    @inbum
    Dobry przykład, z tym że to nie są tylko luki, ale długotrwałe braki w indeksowaniu. Ten przykład, z 4 (!) dokumentami w mianowniku za okres 3 lat, łatwo eliminuje ograniczeniem do minimum, powiedzmy, 36 dokumentów za 3 lata.
    Dane za 2016 zostały już uzupełnione, jest obecnie 37 artykułów, tylko że metryki roczne z końca maja nie są aktualizowane (celowo).

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 16:45:24:

    @nobooks

    Napisałem dokładniej o tym przykładzie z Boletin de la Sociedad Matematica Mexicana, ale widzę że w międzyczasie, gdy pisałem, Ty już zorientowałeś się o co chodzi. Mimo to wysyłam, to co napisałem.

    Wyjaśnię dokładniej (ale trzeba będzie trochę ,,poklikać'' na podlinkowanej stronie Scopusa), dlaczego Boletin de la Sociedad Matematica Mexicana ( www.scopus.com/sourceid/65749 ) jest przykładem na to, że pominięcie zeszytu/numeru czasopisma w Scopusie może być dla czasopisma bardzo korzystne. Popatrz na CiteScore 2017: w mianowniku podano że w latach 2014-2016 w tym czasopiśmie opublikowano tylko 4 artykuły, gdy tymczasem w rzeczywistości opublikowano ich 97 (35 artykułów w 2014 r., 25 w 2015 r., 37 w 2016 r. - można to znaleźć na stronnie www czasopisma). Na podstawie tych bardzo dziurawych danych wyliczono wskaźniki: CiteScore 2017 równy 1,75 (ten wyliczono w kwietniu 2018 r.) i SNIP równy 3,861, które w grupie czasopism matematycznych są bardzo wysokie, zwłaszcza SNIP.
    Po zgłoszeniu do Scopusa, że wskaźniki zostały obliczone na podstawie niepełnych danych, w październiku br. Scopus uzupełnił artykuły z 2016 r., natomiast odmówił uzupełnienia lat 2014 i 2015 (rozważą uzupełnienie, jeśli wydawca czasopisma o to poprosi). Nawet samo uzupełnienie danych za 2016 r. powoduje zmianę wskaźnika CiteScore 2017, lecz Scopus pozostawił jego starą, błędną wartość. Aby zobaczyć jak uzupełnienie danych za 2016 r. wpływa na ten wskaźnik SciScore, popatrz na CiteScoreTracker 2018, który już uwzględnia pełne dane za 2016 r. (kliknij w mianownik ,,37 Documents to date"): obecna wartość to tylko 0,27, a więc można przypuszczać że na koniec 2018 r. będzie nie więcej niż 0,5. Gdyby uzupełniono dane za cały okres 2014-2017, to również SNIP by mocno zanurkował.

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 17:09:17:

    SNIP jest fajnym wskaźnikiem, bo jest bardzo trudny do sterowania z punktu widzenia czasopisma. W przypadku IF bardzo opłaca się puszczać autorów o wysokim poziomie samocytowań lub członków "spółdzielni".

    A co do dziur w Scopusie i WoS to jest ich sporo. Jak czyściłem swoje cytowania przed habilitacją, to h-index mi skoczył o 2 w WoS i chyba o 4 w Scopusie.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 17:39:01:

    @horn
    A ta pani profesor z Opola to ma jakieś nazwisko? Nie rozumiem, czemu nie podałaś, albo chociaż linka do opisu sprawy u dra Wrońskiego.

    Na forum DNU w dziale "coś czego google nie widzą" omawialiśmy przypadek Pani Profesor. Pan Profesor Wroński minimum 2 razy opisywał to w FA. I wtedy na forum DNU napisał prawnik Pani Profesor i zagroził sankcjami prawnymi.

    Widzisz, ja jako profesor państwowej uczelni bez prawa do dorabiania na 2 etacie, zarabiam tyle, że nawet nie stać mnie na prawnika, gdyby ten prawnik wytoczył przeiwko mnie działa. Nie znam się na prawie - nie wiem co mogę i co nie - i nie mam jak się tego douczyć - bo mam tyle obowiązków papierkowych i administracyjnych, że jedyną moją rozrywką jest od czasu do czasu bezpłatne czytywanie tego bloga i czasem DNU. Boję się poruszać tego bo mnie ktoś zaatakuje i dla mnie jest to ruina finansowa - a reszta mnie zadziobie. Udaję, że nie widzę, a jak widzę, to udaję, że nie widzę. Przypadek Pani Profesor z Opola, której Wroński nie dał rady upewnia mnie, że promowanie plagiatów jest oficjalną polityką Państwową popieraną przez rząd i służby państwowe.
    Mam w nosie etykę na uniwersytetach - bo jestem w pojedynke i nie mam ani wiedzy ani sil by zwalczac nieetyczne postawy. Jako starsza schorowana osoba za chwilę sobie odejdę i sobie przyjdę raz na jakiś czas na obiadek dla emerytów, na którym rektor plagiator wręczy mi list gratulacyjny, a dziekan, który zrobił habilitację na wymyślonych publikacjach wygłosi kwiecistą mowę.
    Nie mam żadnej wiary w jakiekolwiek struktury - wszystko zostało rozwalone. Kamieni kupa - jak mówił Sienkiewicz.

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 17:45:18:

    @Nowojorczyku
    Powodzenia.
    Chodziło o Opole. Pisałeś na FA nie mniej niż raz. Jedna recenzja negatywna profesora z Poznania. Od członka CK pozytywna.
    Chodziło o Wrocław.
    Ale jestem w głęboko pesymistycznym dole i nie wierzę w sukces jakichkolwiek działań z wyjątkiem działań wobec takich szarych myszek jak jakaś nieznacząca doktorantka - jeśli odpowiedni trzymacze sznurków zza sceny dopuszczą.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 19:58:33:

    @inbum
    lecz Scopus pozostawił jego starą, błędną wartość
    Scopus z zasady nie zmienia tych rocznych metryk, nie ma sensu o to prosić. Finalizują zbieranie cytowań w kwietniu, obrabiają, publikują 1 czerwca i te wskaźniki są oficjalne i trwałe.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 21:40:08:

    @nobooks, @inbum

    Więc widzicie, do jakich absurdów prowadzi ślepy algorytm. Ale pomijając już manipulacje SNIPem...
    - Co z przyporządkowaniem czasopism do dyscypliny? Również kopia SCOPUSa? Podział czasopism może mieć jeszcze większy wpływ na końcowy wynik, niż sama punktacja.
    - Co z czasopismami spoza dziedziny? Tu są dwie możliwości: albo punkty zostaną indywidualnie dopasowane (a więc np. chemia w fizyce dostanie mniej punktów, niż chemia w chemii) albo poszczególne dyscypliny odgrodzą się murem, wywalając wszystkie czasopisma spoza "rdzenia" (ze szkodą dla interdyscyplinarnych).
    - Jak skleić np. konferencje CORE z czasopismami? Czołówka CORE w większości nie ma SNIPa, bo w tym środowisku nikt o Scopusa nie dba.

    Tego się po prostu nie uda ogarnąć algorytmem. Albo chcemy autonomii albo sami sobie nie ufamy.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 22:04:54:

    Scopus ma sporo mankamentów, ale jest bardziej "demokratyczny" i przejrzysty niż WoS.

    Według SSCI WoS mamy 1 czasopismo z ekonomii z Polski, przy 6 hiszpańskich i 4 czeskich. Żadne z tych czasopism nie prezentuje jakiegoś wielkiego poziomu. Tymczasem w "poczekalni" WoS (ESCI) są co najmniej 2, jeśli nie 4 polskie czasopisma ekonomiczne które mają wskaźnik cytowań, ale i jakość cytowań lepszą od tych 10. Ale ciągle do SSCI nie zostały włączone i nie mają IF.

    Te same czasopisma zostały już włączone na Scopus i prawdopodobnie już w przyszłym roku będą miały SNIP, zaś już teraz na bieżąco mają liczony CiteScore.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/27 23:27:38:

    @5368696c6c
    Trochę odpowiedzi na Twoje pytania jest w rozporządzeniu oraz najnowszych odpowiedziach na zgłoszone uwagi w RCL

    - Co z przyporządkowaniem czasopism do dyscypliny? Również kopia SCOPUSa? Podział czasopism może mieć jeszcze większy wpływ na końcowy wynik, niż sama punktacja.
    Kategorie Scopusa oraz WoS są przyporządkowane do polskich dyscyplin - wg. innego forum, lada dzień powinniśmy tę propozycję ujrzeć. Ale NIE, podział czasopism nie powinien mieć wpływu na wynik w świetle przyjętych zasad.

    - Co z czasopismami spoza dziedziny? Tu są dwie możliwości: albo punkty zostaną indywidualnie dopasowane (a więc np. chemia w fizyce dostanie mniej punktów, niż chemia w chemii) albo poszczególne dyscypliny odgrodzą się murem, wywalając wszystkie czasopisma spoza "rdzenia" (ze szkodą dla interdyscyplinarnych).

    Wg. obecnego projektu rozporządzenia dylemat nie zachodzi i żadne z powyższych. Każde czasopismo ma jedną (najkorzystniejszą dla niego) punktację. Chyba, że coś skomplikują jak wyżej.

    Tego się po prostu nie uda ogarnąć algorytmem.
    Zaczyna być ciężko...

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 00:11:03:

    @nobooks

    Co masz na myśli pisząc o "obecnym projekcie rozporządzenia"? Jest już nowa spisana wersja? Ja znam jedynie ustne wypowiedzi ministra.

    Każde czasopismo ma jedną (najkorzystniejszą dla niego) punktację. Chyba, że coś skomplikują jak wyżej.

    W każdej dyscyplinie ma tą samą najkorzystniejszą dla niego punktację? I można zgłaszać czasopisma spoza dyscypliny w dowolnej liczbie? Wątpię żeby takie rozporządzenie docelowo zostało podpisane, bo to jest chaos i anarchia. Gowin wspominał o weryfikacji związku artykułów z badaniami na uczelni, ale to jest nieweryfikowalne.

    Problem nie jest z przypisaniem kategorii Scopusa/WoS do polskich dyscyplin. Problem jest z przypisaniem czasopism do kategorii. To jest przecież jeden z mechanizmów manipulowania SNIPem.

    Dalej, journalindicators nie raportuje SNIPa dla czasopism, które w 2017 miały poniżej 50 artykułów. Usuwamy z wykazu >90% Language & Linguistics? Akceptujemy niepewne wartości SNIP w rankingu? Akceptujemy je jak leci, czy może jednak weryfikujemy na panelu? Czy próg rocznej liczby artykułów powinien być wspólny dla wszystkich dyscyplin (i czy w ogóle powinien istnieć)? Kto o tym powinien zdecydować? My? Scopus? Wos? Algorytm?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 02:05:25:

    Problem jest z przypisaniem czasopism do kategorii. To jest przecież jeden z mechanizmów manipulowania SNIPem.

    Potwierdzam. Moim zdaniem to jest fundamentalne źródło największych problemów z nowym rozporządzeniem.

    Do tej pory czasopismo każde miało JEDNĄ punktację dla wszystkich. Alternatywą byłoby wprowadzenie kilkudziesięciu list czasopism punktowanych, po jednej sztuce na dyscyplinę. To dopiero byłby chaos.

    Jak to miło, że ustawa podpisana, można teraz do niej dopasować rozporządzenia! A może nie do niej, tylko do potrzeb tych, którzy mają złoto?

    Jak można było przegłosować ustawę, nie znając projektów rozporządzeń? Nie wiedząc, czy to, co ustawa zapisała, jest w ogóle realizowalne i jakie konsekwencje ta realizacja przyniesie? Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że PiSowska posłanka-sprawozdawczyni referowała w pierwszym czytaniu ustawę w nieaktualnej od 2 miesięcy postaci i nikt na sali się nie zorientował.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 07:41:48:

    @5368696c6c

    Co masz na myśli pisząc o "obecnym projekcie rozporządzenia"? Jest już nowa spisana wersja? Ja znam jedynie ustne wypowiedzi ministra.

    Mam na myśli poprzednią wersję. W zakresie, którego dotyczą niektóre Twoje pytania ono się raczej nie zmieni, tam zatem można znaleźć odpowiedź.

    Problem jest z przypisaniem czasopism do kategorii. To jest przecież jeden z mechanizmów manipulowania SNIPem.

    Nie rozumiem. Kto manipuluje? Pracownicy Scopusa? Redaktor, zgłaszając czasopismo, podaje tylko dość ogólny obszar tematyczny czasopisma, kategorię przydziela Scopus. Poza tym akurat SNIP jest mało zmienny między kategoriami, w kontraście do CiteScore czy IF. Ja nie widzę żadnej możliwości manipulowania wpływem SNIPa "po polskiej stronie".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 09:18:05:

    journalindicators nie raportuje SNIPa dla czasopism, które w 2017 miały poniżej 50 artykułów

    Przecież to nie prawda. Annals of Mathematics to 40 artykulow w 2017, a SNIP się oblicza. Wgl można też mieć SNIP bez ograniczeń jak ktoś pragnie wybierając opcję 25, 10, albo no minimum.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 11:41:12:

    Jeśli chodzi o tajemniczą liczbę "50":
    Po pierwsze, to nie jest liczba publikacji rocznie, tylko przez trzy poprzednie lata!
    Wydaje mi się, że @5368696c6c powielasz błąd Rady Głównej z uwag do rozporządzenia (na co zresztą nabrał się też trzy.14, przygotowując pierwszą wersję listy czasopism).
    Po pierwsze, to jest domyślny filtr ustawiany w okienku. Na to z kolei ja się kiedyś nabrałem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 11:44:39:

    @trzy
    i nikt na sali się nie zorientował
    Tego nie wiesz. Nie zareagował, ale czy zasady procedowania, formalne czy zwyczajowe, pozwalały na reakcję?
    Ja też stosunkowo często w czasie Senatu słyszę, że Rektor przeinacza fakty, a nie przerywam mu, choć się zorientowałem.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 12:00:42:

    nobooks.
    Tylko kryterium D jest czułe na wartość bezwzględną SNIP-a. 99% czasopism dostanie jednak punktację z kryterium C, a ono fundamentalnie zależy od przypisania czasopisma do dziedzin czy też "grup wspólnej oceny". Jeżeli czasopismo fizyczne trafi wyłącznie do grup matematycznych, jest ugotowane. Jeżeli trafi do wąskiej grupy w "poddziedzinie", ma szanse na spore wywyższenie - o ile jest małe i swoim środkiem nie zahacza o pospólstwo, a dobór czasopism do danej grupy jest dość przypadkowy.

    O, nawet nie wiedziałem, że w angielskim jest słowo snip. Google jako jedno z tłumaczeń podaje "fantastyczna okazja", jako jeden z synonimów - scrap, a stąd już blisko do crap, że się zniżę do małej manipulacji.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 12:00:45:

    @zitterbewegung

    Faktycznie, próg wynosi 50 artykułów za 3 lata, nie za rok. A więc w niektórych HS wylatuje 50% Scopusa (nie sprawdzałem, cytuję za nobooks). I wraca ten sam problem - usuwamy, bo niekompatybilne z Algortmem? Zostawiamy i weryfikujemy? Zostawiamy jak leci?

    Oczywiście można tam wyświetlić bez ograniczeń. Jednak domyślny próg to 50 prac, bo poniżej wyniki są niewiarygodne.

    @nobooks
    Przykłady prób manipulacji masz w uwagach do projektu i dyskusji z inbum.
    Nie uważam, żeby SNIP był złym indeksem. Jednak nie róbmy z tego lub innego indeksu wyroczni, bo wyjdzie pokraczny ranking "dla wszystkich".

    Moim zdaniem pierwotna wersja rozporządzenia została wywrócona do góry nogami. Nie sposób przewidzieć co i w jakim kształcie wejdzie do finalnego rozporządzenia.

    @trzy.14
    Do tej pory czasopismo każde miało JEDNĄ punktację dla wszystkich. Alternatywą byłoby wprowadzenie kilkudziesięciu list czasopism punktowanych, po jednej sztuce na dyscyplinę. To dopiero byłby chaos.

    To nie byłby chaos. To byłaby punktacja dostosowana do wzorców publikacyjnych dyscypliny. Skoro ocena jest w dyscyplinach, to punktacja również powinna być dopasowana do dyscyplin. To już się powoli dzieje, choćby przez podział czasopism na dyscypliny i uwzględnienie rankingów specjalistycznych. Automat wspólny dla wszystkich już mieliśmy i wyszło, że najwięcej do kategoryzacji zgłaszamy z PLoS One za 40 punktów.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 12:30:55:

    Weźmy czasopismo Entropy. www.journalindicators.com/indicators/journal/13715
    Dlaczego ono jest zaklasyfikowane w jednej grupie: "Physics and Astronomy"? Czy korzysta na tym, że w tej grupie nie ma wielu poczytnych pism fizycznych?
    Choćby PRD: www.journalindicators.com/indicators/journal/21100779241
    Jest w innej grupie (też tylko jednej): Physics and Astronomy (miscellaneous)

    Oba przyporządkowania są BŁĘDNE.

    Na swojej stronie Entropy reklamuje się jako czasopismo interdyscyplinarne, publikujące artykuły z pogranicza:
    Fizyki i nauk technicznych;
    Teorii Informacji
    Układów złożonych (jaka to polska dyscyplina?)
    "Inquiry" (wtf?) (zapytania w bazach danych etc.)
    Informatyka (w tym Big Data)
    Chemia
    Biologia
    Uczenie maszynowe i "Systems Theory" (jakie to polskie dyscypliny?)
    Ekonomia

    Jak zmieniłaby się punktacja w naukach ekonomicznych, gdyby czasopisma takie jak Entropy umieścić też w wykazie dla nauk ekonomicznych? Entropy z miejsca dostałoby 200, a marzeniem wszystkich polskich ekonomistów byłoby opublikowanie tam artykułu? O entropii w rachunkowości?

    Przejrzałem kilka prac: autorami są matematycy, elektronicy, neurobiolodzy. Fizycy pewnie też by się znaleźli, ale wg SNIP-a to czasopismo jest tylko
    w fizyce, bo wiadomo - entropia to fizyka.


    Spójrzmy na wykres dla Entropy.
    Rok 2000: 12 artykułów rocznie, SNIP = 2.09, ale przedział ufności to [0, 5.23]. Czyli od 20 punktów do 200! Pełna skala!
    Nawet w 2010 roku, gdy opublikowali 118 artykułów, przedział ufności wynosił [0.72-1.42]

    Teraz spójrzmy na PRD. Rocznie publikują ok. 10 tys. artykułów i przy tej liczbie przedział ufności jest już rozsądnie wąski: 0.06. Ale zaraz, zaraz, jakim cudem, przy tak dokładnym pomiarze, SNIP spadł z 1.39 w 2016 r do 1.06 w 2017 roku? Recenzenci się zbiorowo popili, a może redaktorom zaczęto płacić za każdy przyjęty artykuł?

    Warto też zauważyć silną korelację SNIP-a PRD z liczbą przyjmowanych do publikacji artykułów, ale to już inna sprawa. Natomiast SNIP Entropy rośnie tak, jak rosła popularność PLOS ONE: czasopismo Open Access, prawdopodobnie z niezbyt wybrednymi recenzentami, za to z samonapędzającą się bibliometrią - Chińczycy szturmują! Za kilka lat im spadnie.


  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 12:57:27:

    Snip, to słowo oznaczające również ucięcie rozważań, poza ogólnym znaczeniem przecięcia. Można być sniped przez kogoś, jakiegoś snajpera celnych argumentów.

    Jest nawet taki sport: nerd sniping, co prawda nie prowadzi do ucięcia, a do zapętlenia się przykładowego nerda przykładem którego nie jest w stanie zrozumieć i się zawiesza jak kotek trzymany z tyłu karku. Zjawisko które można podziwiać tutaj w tych niekończących się dyskusjach o wydumanych wpływach szczegółów parametryzacji, które w domyśle rzekomo kogoś realnie dotykają (chyba tylko poczucie estetyki). Parametryzacja jest ergodyczna, polega na uśrednianiu. Nawet gdyby wskaźniki były zupełnie z dupy, a IF był tego bliski, da się ją zrobić. Dla wielbicieli logiki to jest jeden z tych momentów kiedy 0=>1. I nie, SNIP nie fałszuje do N=50, a powyżej 50 jest OK, on wszędzie fałszuje w różnym stopniu, eliminuje za to szereg patologii IF. Wyższy stopień rozjazdu z "prawdą prawdziwą" ma wpływ na uśrednianie tylko wtedy gdyby się okazało, że nauka Polska publikuje głównie w pisemkach po kilka artykułów rocznie. One w naturalny sposób nie stanowią gros strumienia publikacji i byłoby dziwne samo w sobie gdyby w Polsce się okazało inaczej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 13:26:04:

    zitt,
    parametryzacja może i jest ergodyczna, ale ona zapętla się i wraca wirem na poziom pojedynczych naukowców. Już teraz w lokalnych konstelacjach sił w pozycji "nauka" liczy się tylko ten, kto dla wydziału przynosi pieniądze lub punkty ewaluacyjne.

    SNIP ustawia serię Physical Review na poziomie 40-70 punktów, całkowicie ortogonalnie do zwyczajów międzynarodowych. Wydaje mi się, że nie jesteśmy tak silni w nauce, by to inni brali wzorce od nas; zamiast więc przyjmować system teoretycznie piękny, sprawiedliwy i uniwersalny, dzięki któremu w końcu będzie można uczciwie porównać naukową siłę trzy.14, chario, sariane i flamengisty, może byśmy jednak dostosowali się do tego, co jest za granicą z myślą dość prostą, by to, co procentuje w kraju, pozytywnie korelowało z tym, co procentuje za granicą?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 13:51:39:

    @trzy.14
    Tylko kryterium D jest czułe na wartość bezwzględną SNIP-a. 99% czasopism dostanie jednak punktację z kryterium C, a ono fundamentalnie zależy od przypisania czasopisma do dziedzin czy też "grup wspólnej oceny"

    Zależy ono w pewnym stopniu od rozkładu SNIP w ramach subdyscyplin Scopusowych ASJC.

    Jeżeli czasopismo fizyczne trafi wyłącznie do grup matematycznych, jest ugotowane.
    Nie rozumiem, dlaczego?
    Średni SNIP w ASJC fizycznych i matematycznych jest dosyć zbliżony:

    SNIP ASJC
    0.9210 Applied Mathematics
    0.7410 Astronomy and Astrophysics
    0.7560 Atomic and Molecular Physics, and Optics
    0.7100 Biophysics
    0.9335 Computational Mathematics
    1.0465 Computational Theory and Mathematics
    0.8075 Condensed Matter Physics
    0.9705 Discrete Mathematics and Combinatorics
    0.7595 General Mathematics
    0.7135 General Physics and Astronomy
    0.7790 Geophysics
    0.8440 Mathematical Physics
    0.8685 Mathematics (miscellaneous)
    0.8290 Nuclear and High Energy Physics
    0.7270 Physical and Theoretical Chemistry
    0.8590 Physics and Astronomy (miscellaneous)
    0.8850 Statistical and Nonlinear Physics
    >

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 13:57:30:

    W związku z tą bardzo żywą dyskusją nad punktacją czasopism i wyważaniem często otwartych drzwi, pozwolę przypomnieć cytat z niezrównanego "Misia" Stanisława Barei, który jest chyba ponadczasowy i po prostu opisuje nas Polaków:
    - Powiedz mi, po co jest ten mis?

    - Właśnie, po co?

    - Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?

    - Protokół zniszczenia.

    - Zapamiętaj: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach.


    Tak, ta nowa punktacja to będzie miś naszych czasów, to będzie nasz naukowy miś, na miarę nagrody Nobla, gdzie my wszyscy tym wszystkim niedowiarkom, powiemy, tak to nasz polski system.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:00:07:

    @trzy
    parametryzacja może i jest ergodyczna, ale ona zapętla się i wraca wirem na poziom pojedynczych naukowców. Już teraz w lokalnych konstelacjach sił w pozycji "nauka" liczy się tylko ten, kto dla wydziału przynosi pieniądze lub punkty ewaluacyjne.

    Może u Ciebie lub w kilku innych wyjątkowych jednostkach, gdzie są osobniki rozumiejące arkana obliczania publikacji, umiejące liczyć i chcące się tymi umiejętnościami podzielić z decydentami.

    Obraz, jaki ja widzę w jednostkach, o które się otarłem, lub o których rozmawiałem z osobami w nich będącymi, jest taki, że ocena jednostkowa albo w ogóle nie zależy od punktów i jest uznaniowa, albo jest prostą sumą zdobytych punktów. Nie spotkałem się z sytuacją, aby korzyść dla parametryzacji była odwzorowana na poziom indywidualny. Jeśli nie mam niesamowitego pecha, to to zapętlenie jednak nie występuje powszechnie.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:06:16:

    @zitterbewegung

    Parametryzacja zdefiniuje kryteria oceny pracowników. Wszystko fajnie, dopóki mieścisz się we wszechobiektywnym{SNIP|IF|..}. A co jeśli działka, w której działasz zwyczajnie nie jest reprezentowana w jednolitym wszechobiektywnym indeksie? "Robisz swoje" i odstajesz, czy grzecznie wytwarzasz punkty? Bo presja na punkty będzie ogromna. Co gdy okaże się, że te punkty wytwarza się w pismach, o których przed rozporządzeniem nikt nie słyszał (pisemka po kilka artykułów rocznie) a po rozporządzeniu to jest najlepsza fabryka w kryterium wskaźnik/wysiłek? Co gdy punkty produkuje się wrzutkami spoza dyscypliny (zakładając jednolitą punktację dla wszystkich) bo tak jest łatwiej? Wiec gdy sami autorzy SNIP ostrzegają przed wyciąganiem wniosków z wartosci indeksu przy liczbie prac < 50, to może lepiej ich nie ignorować?

    One w naturalny sposób nie stanowią gros strumienia publikacji i byłoby dziwne samo w sobie gdyby w Polsce się okazało inaczej.

    Nie byłoby w tym nic zaskakującego. Optymalizacja pod kryteria. Kategoryzacja będzie wpływać na wzorce publikacyjne. Zaskoczeni mogą być co najwyżej edytorzy, że nagle ich czasopisma stały się tak poczytne w Polsce.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:06:39:

    To jest również myślę odpowiedź po co to. W końcu chodzi o złoto... A tera, kto się odpowiednio wypozycjonuje, ten i wygra ewaluację i jeszcze więcej tego złota będzie miał. W sumie to Gowinowi i Kudryckiej się udało, rozmawiamy o tym jak skrobać punkciki, a ważniejsze rzeczy umykają. Poza tym punkciki będziemy dalej skrobać, punktoza będzie dalej, tylko w innej osłonie. Myślę, że poczekajmy i się nie gorączkujmy, bo może się okazać, że w roku 2019 dalej będziemy stukać punkty po staremu. Zauważcie, że na uczelniach już próbują jakoś zinterpretować to nowe prawo, nawet w ten sposób, że n-d może się liczyć jako 50% do pracownika przeliczeniowego w dyscyplinie. Co ciekawe, to co podał E-Kulczycki prowadzi do tego, że zespoły, zwłaszcza wydziałowe, aby zapełnić sloty będą musiały produkcję artykułów wysokopunktowanych jeszcze zwiększyć.

  • piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:17:38:

    Powtarzam żadnego sterowania ręcznego. Kiedy w końcu niektóre dyscypliny przyjmą do wiadomości, że publikacje w lokalnych zeszytach naukowych nie rozwijają w żaden sposób nauki. Trzeba publikować w uznanych czasopismach międzynarodowych i mam nadzieję, że Gowin nie ulegnie znowu naciskom, bo to staje się to już żenujące.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:26:06:

    nobooks,
    Osobiście rzuciłem się jak Rejtan przed dyrektorem, który chciał nagradzać za sumaryczną liczbę wyfedrowanych kudryków. Raz jeden pomogło.

    Jednak ta świadomość zmienia sie szybko. Sam słyszałem dziekana, nie mojego wydziału, który domagał się "wskazania narzędzi". Kontekst: uzyskanie kategorii nie mniejszej niż B+ w obecnej ewaluacji. Zapewne był to dziekan wydziału z "B", kto wie, czy nie po odwołaniu z "C". O jakie narzędzia mogło chodzić - chyba dobrze się domyślamy.

    ---
    Po zastanowieniu się: trafienie pisma fizycznego lub chemicznego, biologicznego do grupy matematycznej powinno być dla niego błogosławieństwem, bo SNIP zależy od liczby cytowań, czyli dobrze trafić tam, gdzie ich jest relatywnie mało.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:29:25:

    Wy rozmawiacie. U mnie nikt nie rozmawia. Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji zawodowej że go oceniają "posiadaniem impakt faktora", to albo charytatywnie albo pracuje z niepowaznymi ludźmi. Jeśli jego publikacja w Top Journal of X zwraca uwagę dyrekcji przez to, że otrzymała 200 punktów, to jest to obeżywe i samo w sobie wskazanie drzwi, więc on już był na cenzurowanym i wcześniej i i tak by znaleziono sposób oceny.

    Nota bene na tzw. Zachodzie to jest nieco bardziej automatyczne i żyją. Parę osób w Polsce ma publikacje w Annals i na ich pozycje to nie ma przełożenia. Natomiast tam z liczbą takich prac następuje liniowy wzrost wynagrodzenia, ugrantowienia, w ogóle pojedyńcza pierwsza praca to od razu etat. Byli tacy krajanie pracujący na miejscu co nawet tego nie dostali.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:37:10:

    kahlkopf
    Nie! Duże zespoły muszą zwiększyć produkcję CZEGOKOLWIEK!
    Na moim wydziale zgrubne oszacowanie efektu pierwiastka i 4 slotów (bez znajomości ostatecznej punktacji, ale przy bardzo optymistycznym założeniu, że wszystko co miało 40+ teraz dostanie 140+, a tylko to, co co miało 15- będzie koszone ułamkiem) z 5N slotow zrobiło się 3,5N i to tylko po dodaniu publikacji, których w poprzedniej ewaluacji nie było na A. Publikacjami ze starej listy A wg nowych reguł nie zapełnilibyśmy 3N.

    4 indywidualne Ziemniaki Rumuńskie (np. za 40 punktów) są warte mniej więcej (lub wręcz więcej) tyle, co jedno Nature w zespole K-sobowym, K > 1. Bo Nature wymaga sił, środków i czasu, których zabraknie na dopchanie 4K - 1 slotów Ziemniakami Bułgarskimi.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 14:53:37:

    @zitterbewegung

    To wygląda na grę o sumie zerowej. Kryterium wygranej nie da się zignorować. W najgorszym przypadku może ono zwyczajnie popsuć nasze relacje zawodowe. Bo powstanie konflikt między tym jak chcielibyśmy publikować a realiami w jakich działamy. Stawką są perspektywy rozwoju jednostki, uprawnienia czy kierunki studiów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:23:03:

    Pi,
    W świetle obecnych przepychanek, a nawet tego co już jest i patrząc na Twoje i Nobooks symulacje, to wcale nie jestem pewien jak będzie wyglądać ostateczna punktacja. Stąd dla mnie obecna dyskusja może mieć co najwyżej o tyle sens, że pokaże się bezsens proponowanych rozwiązań i na zasadzie burzy mózgów, wyjdzie od nas ciekawsza propozycja. Ja już sprawdzałem po snip w zakresie mnie interesującym czasopisma. I co ciekawe w wielu miejscach nagle okazywało się, że żurnale made in PRC wychodzą na tym najlepiej. Z drugiej strony recenzując już sporo artykułów zza wielkiego muru, ogarnia mnie spory pesymizm, co do jakości wielu prac tych co się ukazują. A w związku z tym, że tam jest naprawdę sporo ludzi, którzy próbują uprawiać naukę i zalewają różne czasopisma swoimi manuskryptami, to nowy system punktacji publikacji, jeśli nie dorobi się zabezpieczeń, to będzie nagle wyróżniał dziwne czasopisma, a te które są wartościowe dołował. Z drugiej strony, właśnie to co napisałeś Panie Pi, że zespoły przede wszystkim wydziałowe będą musiały drastycznie zwiększyć produkcję czegokolwiek nie jest najlepiej nastrajającym na przyszłość. Bo jest to jednak kolejna odsłona punktozy. A teraz i tak w związku z wchodzeniem nowych przepisów i tak mamy dużo wrednej roboty. Tym bardziej, że niskie płace w stosunku do tego co oferuje rynek będzie pogłębiać braki kadrowe i prowadzić do dalszego przeciążenia różnymi pracami. I teraz tak wypadałoby praktycznie porzucić dydaktykę na rzecz nauki (co dziekanom byłoby na rękę ze względu na przyszłą ewaluację), ale z drugiej strony jest żądanie zwiększania jakości nauki. Tylko, że za tym wszystkim nie wzrasta jakość naszych warunków pracy, a przede wszystkim jakość płacy. Ogólnie frustracja.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:23:38:

    5368696c6c,
    Bardzo trzeźwe uwagi!

    Co do gry o sumie zerowej: z tego, co obserwuję, w tej chwili wśród uczelnianych decydentów nikt nigdzie nie traktuje reformy jako szansy na poprawę czegokolwiek, poziomu dydaktyki, nauki, finansowania, tylko jako zagrożenie egzystencjalne - samego bytu jednostki.

    Żadnego dziekana nie interesuje, ile w jego jednostce będzie publikacji w Nature czy grantów ERC; jedyne istotne pytanie brzmi: co zrobić, by było co najmniej B+.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:25:08:

    Przepraszam, miało być jakości nauczania.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:31:50:

    Panie Pi,
    To zależy z czego startuje obecny wydział. Jeżeli z B, to tak gra jest o B, jeżeli z A to o A+, natomiast jeśli A+ to utrzymanie status quo. Poza tym jest przepychanka, żeby wyodrębnić najsilniejsze dyscypliny, a tych najsłabszych się pozbyć i to w różny sposób. Jest tez zastanawianie jak nas zmusić o walczenie o artykuły w żurnalach 140+. Poza tym jest tak dużo różnych sprzecznych interesów, że mimo wszystko zaczyna być widoczny postępujący chaos. Pytanie jest także wielu osób, które w tej chwili nie mają grantu lub im się grant kończy, czy będą DSy na przetrwanie. Ogólnie liczba spraw i konsultacji sprawia, że nauką to chyba mało kto się już zajmuje, chyba, że dązy do tego, aby rzutem na taśmę zrobić habilitację, itp.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:38:58:

    Kahl,
    Zdarzały się spadki z A+ do B. Dlaczego więc jakiekolwiek jednostki A miałyby się czuć bezpiecznie?

    Poza tym walka o A+ nie polega na publikowaniu, tylko ugrantowieniu. Przynajmniej dotąd tak było.

    Z NKN o szkodliwości przenoszenia ocen instytucjonalnych na poziom indywidualny:
    youtu.be/h80WmYO9Xos?list=PLn0HHMZU1VGG8HdYnkRB4CB-L_7Ea4ArW&t=403 (około 1 minuty)

    Ale ta wypowiedź osadzona była w kontekście poprzedniej ewaluacji. Teraz sprawy znacznie bardziej się skomplikowały. Dziekani muszą mysleć o "cięciu ogonów", ba!, muszą je zacząć ciąć, jednocześnie nie doprowadzając do kompletnego załamania funkcji dydaktycznych czy jakichkolwiek innych swoich jednostek.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:51:46:

    Panie Pi,
    To do tej pory. Ale teraz są trzy kryteria i nadal kryterium eksperckie. Stąd o ile kryterium 1 każe ciąć ogony, kryterium drugie zbierać i hodować łowców grantów i tych z dobrymi kontaktami w przemyśle, to kryterium III to wyzwanie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:53:56:

    A walka jednostek A o A+ zabezpiecza je przed spadkiem o pięterko niżej.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 15:58:09:

    kahl,
    Zróbmy eksperyment myślowy: jesteś dziekanem. Jak walczysz o A+? Jakie masz narzędzia, środki? Zwłaszcza że do oceny zostały ci tylko 2 lata.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 16:04:05:

    Co więcej, nie znasz i do końca nie poznasz zasad tej oceny.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 16:04:24:

    powstanie konflikt między tym jak chcielibyśmy publikować a realiami w jakich działamy.

    Tzn. w jaki konkretnie sposób powstanie ten konflikt? Jakiś przykład? Typu masz pomysł A do pisma X, a tu nagl ewaluacja, dziekan dzwoni w nocy tuż przed wysłaniem do domu, tracisz perspektywę na 150zł dodatku dzięki którym dzieci pojadą na kolonie na Białoruś...

    Stawką są perspektywy rozwoju jednostki, uprawnienia czy kierunki studiów.

    Po pierwsze, to jest Twoja stawka, mająca wpływ na Twoje zwyczaje publikacyjne?

    Po drugie bo do tej pory bez obciachu można było marnować komuś życie na zajęciach z kierunku o którym nie ma się pojęcia akademickiego i rozumiem tu nie było problemu działania wbrew sobie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 16:39:07:

    Pi,
    Ciężko zrobić eksperyment taki, w dodatku, gdy nie wiadomo na czym się stoi i gdy trwają przepychanki, jak mają wyglądać wydziały. Problemy z cięciem ogonów to też nie jest prosty problem, gdy przy spadającej liczbie studentów trzeba zapewnić odpowiednie pensum. Dlatego, ja dziekanom wcale nie zazdroszczę.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 16:43:45:

    @trzy.14
    Teraz to chyba już nie dziekani będą walczyć, a rektorzy? Nawiasem mówiąc, łatwo sobie wyobrazić "złośliwe cięcie ogonów", czyli naciskanie ludzi (z ogona), by deklarowali inną dyscyplinę (czy to niszową, czy to z "zaprzyjaźnionego" wydziału). Tylko z poziomu rektora da się to jakoś ogarnąć.

    @all
    Czy ktoś w końcu załapał o co chodzi w tych deklaracjach?
    W pierwszym oświadczeniu deklarujemy co najwyżej dwie uprawiane dyscypliny (prowadząc badania lub biorąc udział, może ktoś czuje różnicę?), z procentami. W drugim oświadczeniu: przynależność do N, też dwie dyscypliny, też procenty.

    Przypadek 1. Jednoetatowiec. 100% w N dyscypliny X. Ale jednocześnie prowadzi badania 50%/50% w dyscyplinach X i Y. Co to oznacza dla parametryzacji? Po dwie publikacje do każdej dyscypliny?? Czy może 4 publikacje do X plus coś tam do Y (w ramach tych, czy innych 20%)?

    Przypadek 2. Naukowiec ma dwa pełne etaty. Przypuśćmy, że ma też bogaty dorobek z dwóch różnych dyscyplin. Co ma zadeklarować, aby urobek liczył się "maksymalnie" dla każdego pracodawcy? Czy to będą dwie publikacje dla każdej jednostki (oraz po 50% udziału w N), czy można "bardziej"?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 17:05:00:

    @trzy.14

    Osobiście rzuciłem się jak Rejtan przed dyrektorem, który chciał nagradzać za sumaryczną liczbę wyfedrowanych kudryków. Raz jeden pomogło.

    Bez komentarza.
    Jak liczycie zatem wskaźnik: prace powyżej progu, czy suma punktów z ograniczonego zbioru najwyżej punktowanych?
    Inaczej: jak przełożyć na poziom lokalny, że 1 praca za 40pkt to więcej niż 2 prace za 20 punktów?

    Po zastanowieniu się: trafienie pisma fizycznego lub chemicznego, biologicznego do grupy matematycznej powinno być dla niego błogosławieństwem, bo SNIP zależy od liczby cytowań, czyli dobrze trafić tam, gdzie ich jest relatywnie mało.

    Ależ nie. Sprawdź jeszcze raz konstrukcję matematyczną SNIP. Żaden z czynników nie zależy od przynależności danego czasopism do ASJC ani też cech czasopism w tym samych ASJC. Citation Potential liczony jest przez wyliczenie partycji pozycji bibliograficznych w bibliografiach tylko tego danego czasopisma zawierającego się w całych bazach Scopusa. ASJC nie ma żadnego wpływu na SNIP! Dopiero przy wyliczeniu polskiego wskaźnika C ma pewien wpływ.

  • mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 17:11:03:

    Mam pytanie do zorientowanych: czy dany autor może wypełnić wszystkie swoje 4 sloty w jednym roku np. 2020? Czy będzie trzeba rozliczać np. 1 slot na jeden rok? Wydawało mi się, że można rozliczać w dowolny sposób 4 sloty, ale na uczelni usłyszałem, że 1 slot rocznie. Z góry dzięki za odpowiedź.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 17:17:59:

    @mch64
    W świetle tego, co wiadomo obecnie, może wypełnić wszystkie sloty w 1 roku.
    NB, 1 slot rocznie od każdego pracownika to byłoby 4N ;-)

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 18:05:44:

    @zitterbewegung

    Tzn. w jaki konkretnie sposób powstanie ten konflikt? Jakiś przykład? Typu masz pomysł A do pisma X, a tu nagl ewaluacja, dziekan dzwoni w nocy tuż przed wysłaniem do domu, tracisz perspektywę na 150zł dodatku dzięki którym dzieci pojadą na kolonie na Białoruś...

    U nas liczą kto ile punktów dowiózł. Już to rodzi presję, żeby nie odstawić od punktozy. A jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo nie walczymy o byt.

    Po pierwsze, to jest Twoja stawka, mająca wpływ na Twoje zwyczaje publikacyjne?

    Mająca wpływ na sposób oceny mojej pracy.

    Po drugie bo do tej pory bez obciachu można było marnować komuś życie na zajęciach z kierunku o którym nie ma się pojęcia akademickiego i rozumiem tu nie było problemu działania wbrew sobie.

    Mam okazję uczyć na przedmiotach, o których mam pojęcie. Tak, byłby to obciach. Niechciałbym być postawiony w takiej sytuacji.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 18:58:50:

    Opowiedz o tym jak wygląda ocena pracownicza. Proszę o konkrety. Przychodzi kolegium dziekańskie i liczą punkty ministerialne? Z której listy? Jakim algorytmem? Jaki jest następnie wynik tej ewaluacji? Ankieta jest publicznie dostępna dla pracowników (jeśli nie, to czemu, to informacja oubliczna)? Kto został zwonlniony, ten kto nie dowiózł punktów, czy ten nielubiany? Finalnie czy na inauguracji przyznawane są medale?

    Od razu powiem że u mnie właśnie są przyznawane. Ostentacyjnie za ostatnie 5 lat, ale dziwnym trafem dostają ludzie 5 lat przed emeryturą. Jak do tej pory są to załużeni ludzie którzy czynią nas obserwowalnymi z zagranicy, choć oczywiscie prorektor, czy dyrektor agendy ministerstwa też.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:17:25:

    @zitterbewegung
    > Opowiedz o tym jak wygląda ocena pracownicza. Proszę o konkrety. Przychodzi
    > kolegium dziekańskie i liczą punkty ministerialne? Z której listy? Jakim algorytmem?
    > Jaki jest następnie wynik tej ewaluacji? Ankieta jest publicznie dostępna dla
    > pracowników (jeśli nie, to czemu, to informacja oubliczna)? Kto został zwonlniony,
    > ten kto nie dowiózł punktów, czy ten nielubiany? Finalnie czy na inauguracji
    > przyznawane są medale?


    Na ten przykład u mnie. Liczą punkty, dzielą przez autorów, z list "A" i "B" (bo próg odcięcia jest niski, jak to u technicznych). Algorytm oceny jest przepisowo zatwierdzony przez senat przed rozpoczęciem okresu ocenianego. Najbliższa będzie brała pod uwagę listę zintegrowaną czteroletnią (czyli dla pracowników lepiej z wyjątkiem tych, którzy mieli pecha ulokować się w "Logistyce", bezprawnie wyzerowanej z mocą wsteczną).

    Benefity ((c) @chalupka): o ile wiem, to ocena ma wpływ na niewielkie podwyżki wewnętrzne i dostęp do funduszy statutowych, a górne rejestry publikacyjne mają dostęp do ekstra nagród rektora, dodatków specjalnych i płatności za artykuły z górnych punktacji JCR.

    Negatywy: wyrzuceń aktywnych nie było, natomiast były na tej podstawie "nieprzedłużenia" dla pragnących ich emerytów.

    Czyli podsumowując: bardziej kształtuje to marchewkę niż kij.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:33:44:

    @js.c.


    W pierwszym oświadczeniu deklarujemy co najwyżej dwie uprawiane dyscypliny (prowadząc badania lub biorąc udział, może ktoś czuje różnicę?), z procentami. W drugim oświadczeniu: przynależność do N, też dwie dyscypliny, też procenty.

    Pierwsze oświadczenie to deklaracja dyscypliny lub dyscyplin (o ile rozumiem, bez procentów, natomiast pierwsza staje się dyscypliną, do której domyślnie przypisywane będą publikacje). Pracownik naukowy lub naukowo-badawczy prowadzi badania. Pracownik inżynieryjno-techniczny może brać udział w prowadzeniu badań lub prowadzić badania - chyba ocenia to sam. W tym pierwszym przypadku wypełnia też oświadczenie do liczby N, w drugim - nie.
    W drugim oświadczeniu - o zaliczeniu do liczby N podmiotu - dyscypliny wskazane z procentem pracy nie mogą wybiegać poza te w oświadczeniu o uprawianej dyscyplinie, ale może to być 100 jednej dyscypliny nawet, gdy w pierwszym oświadczeniu wskazano dwa.


    Przypadek 1. Jednoetatowiec. 100% w N dyscypliny X. Ale jednocześnie prowadzi badania 50%/50% w dyscyplinach X i Y. Co to oznacza dla parametryzacji? Po dwie publikacje do każdej dyscypliny?? Czy może 4 publikacje do X plus coś tam do Y (w ramach tych, czy innych 20%)?

    4 sloty do X w jednej jednostce, tj. wg. oświadczenia o zaliczeniu do liczby N.


    Przypadek 2. Naukowiec ma dwa pełne etaty. Przypuśćmy, że ma też bogaty dorobek z dwóch różnych dyscyplin. Co ma zadeklarować, aby urobek liczył się "maksymalnie" dla każdego pracodawcy? Czy to będą dwie publikacje dla każdej jednostki (oraz po 50% udziału w N), czy można "bardziej"?


    Deklarację do N składa w podstawowym miejscu pracy - 100%, cztery sloty.

    Chyba (ale tu nie mam pewności) może też dorzucić następne cztery sloty spoza liczby N drugiemu pracodawcy na mocy trzeciego oświadczenia (oświadczenie upoważniające podmiot do wykazania osiągnięć pracownika).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:34:10:

    U mnie ocena okresowa póki co nie ma związku z ewaluacją. I całe szczęście! Pracownik ma się wykazać publikacją z listy A raz na dwa lata, a jak nie, to pokazuje wyniki z 4 lat i komisja decyduje, bo mógł mieć załamkę nerwową, zmienić zainteresowania etc.

    "Aktywne wyrzucenia" były, ale to były chyba tylko przypadki typu brak publikacji w ciągu 4 lat czy jedna w ciągu 6. Było sporo "aktywnych braków zgody na przedłużenie zatrudnienia", ale były też przypadki zgód niezwiązanych z poziomem naukowym, lecz np. potrzebami dydaktycznmi.

    Próba wyrzucenia kilku "niepublikujących" oznaczałaby kataklizm w dydaktyce. Dlatego nikt tego nie zrobi.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:39:44:

    Benefity? Nagroda rektora rzędu 10 tys./rok, chyba 3 na wydział. O innych od dawna nie słyszałem. Większy udział w funduszach statutowe byl kilka lat temu, gdy statut był większy - i w ogóle był. Drobne wypłaty za publikacje pamiętają tylko najstarsi górale, skończyło się w okolicach pierwszego roku podwyżek Kudryckiej, która kazała środki na nie zorganizować rektorom.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:40:14:

    @zitterbewegung

    Punktacja jest kopią list ministerialnych z prostym sumowaniem za okres oceny. Wykazy wyfedrowanych punktów są jawne. Historycznie konsekwencje były zarówno w postaci kija jak i marchewki.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:41:20:

    @zgred
    Co to są "płatności za artykuły z górnych punktacji JCR"?
    Czy to są środki na opłacenie ewentualnej opłaty dla czasopisma, czy też premie dla publikujących pracowników, a jeśli to drugie, jaki mniej więcej jest "taryfikator"?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 19:51:39:

    To u mnie jest to bardziej powiązane. Tzn. przeliczniki za nagrody rektora, o którą nie można się ubiegać jeśli nie ma się przynajmniej jednej publikacji z A. Są też dodatkowe obostrzenia odnośnie listy B. Ale granica odcięcia przebiegała praktycznie na dolnej granicy A. Ocena pracownicza jest też głównie powiązana z liczbą punktów za publikacje, tak samo DS. Też oczywiście brane są pod uwagę granty. Stąd wszystko idzie w tym kierunku by praktycznie wyeliminować publikowanie w żurnalach z listy B, tzn. publikacje mogą być, można się chwalić (albo i nie), ale nie za bardzo się liczą. Pytanie, jak ten system wywróci teraz nowa punktacja?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 20:00:21:

    @trzy.14
    > Próba wyrzucenia kilku "niepublikujących" oznaczałaby kataklizm w dydaktyce.
    > Dlatego nikt tego nie zrobi.


    Dlatego ich nie wyrzucaliśmy, ale przenieśliśmy na dydaktycznych.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 20:03:23:

    @nobooks
    > Co to są "płatności za artykuły z górnych punktacji JCR"?
    > Czy to są środki na opłacenie ewentualnej opłaty dla czasopisma, czy też premie
    > dla publikujących pracowników, a jeśli to drugie, jaki mniej więcej jest "taryfikator"?


    To drugie, czyli wypłata dla pracownika. Taryfikacja jest progresywna od 30 punktów wzwyż i zaczyna się, o ile pamięć mnie nie myli, od 4 tys. zł. Zastrzeżenie: kwota do tej pory, nie wiem jak będzie w przyszłości, była dzielona przez liczbę współautorów wydziałowych. Inaczej mówiąc: kwota była na wydziałowe "zdarzenie publikacyjne".

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 20:57:46:

    Nie dychotomia A/B, a datowanie listy to co miałem na myśli pytając o którą listę. Ponieważ lista jest post-hoc, co więcej nie wiadomo wg. listy z którego roku oceniać, bo np ewaluacja nie jest wykonwyana wg. punktów zdobytych na liście obowiązującej w roku ewaluacji, a listy zamykającej okres.

    Ja sobie nie wyobrażam jakichś idiotycznych sum punktów, przeciez sama parametryzacja tak nie działą, więc z czym to ma związek.

    W sumie więc ocena okresowa jest to ocena ekspercka, a kryterium jest po prostu publikowanie ("na liście X"/"powyżej N punktów" to już takie bla bla).

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 21:04:55:

    @zitterbewegung
    > Ja sobie nie wyobrażam jakichś idiotycznych sum punktów,
    > przeciez sama parametryzacja tak nie działą


    Naprawdę? A jak wyliczasz średnią bez użycia sumy punktów?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 21:14:28:

    U nas ocena w teorii jest na podstawie publikacji (grantów i tak u nas nie ma więc nie ma czego oceniać). W teorii w praktyce podciąga się to do nieprzytomność tzn jak ktoś ma jedną publikacje w 5 osób na B za 10 pkt to dziekan paluszkiem pogrozi ale jakość leci. Żeby nie było zdarzyły nam się jak na razie 3 przypadki zwolnienia za uporczywy brak publikowania. Chyba po 2 ocenach okresowych.
    Nagród za publikacje nie ma, można się o nagrodę Rektora strać, jak ktoś coś w A opublikuje to się nawet zdarza dostać.
    Na wydziałach obok dostaje się nagrody (około tyś PLN) za listę A. A na innym jeszcze ewaluacja negatywna bo ani publikach ani zleceń ani grantów - zostaje się zwolnionym (tzn umowy są na 2 lata jak w dwa lata nic to nie ma przedłużenia).

    Panowie tutaj dyskutujący (przepraszam jeśli Panie uraziłam) wydają się wychodzić z założenia że wszystkim "zależy". Ja z mojej perspektywy powiem że to jest absolutnie nie prawda. Jakoś 1/4 do 1/3 wydziału jest zachwycona że będą mogli przejść na dydaktycznych (chociaż poza kilkoma chlubnymi wyjątkami dydaktycy z nich tacy sami jak naukowcy ... jak się do 10 lat programu nie zmienia to coś jest nie tak ...). A z tej 1/3 to większość by padła do stup Rektorowi oraz Ministrowi gdyby się okazało że mogą zadeklarować dyscyplinę w mniej niż 12 osób i absolutnie NIC nie robić. Kraj mlekiem i miodem płynący, nic nie robić i jeszcze narzekać że jest cięzko ...

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 21:21:00:

    A jak wyliczasz średnią bez użycia sumy punktów?

    ALe jaką średnią? W parametryzacji liczy się N najlepszych prac wypełniających sloty, przy czym czy dajesz coś swojej jednostce jest względne od reszty jednostki, tak więc suma Twoich punktów do tego co jednostka z tego ma się tak jak habilitacja do "posiadania impakt faktora". Owszem są takie habilitacje (stąd to określenie mi zapadło w pamięć), ale jest to tak idiotyczne że może być przedmiotem co najwyżej drwin, nie analizy, jeśli się zdarza.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 21:25:30:

    @zitterbewegung
    Sprecyzuj, czy piszesz o parametryzacji poprzedniej, czy o nadchodzącej, której reguły nie są jeszcze zdefiniowane prawnie. Przy czym w obu, wbrew temu co piszesz, średnia z trzech najlepszych publikacji jest istotna, bo parametryzacja na razie nie jest funkcją max.

    Hint: przypomnij sobie, co się dzieje z miarą Ln, gdy n leci do nieskończoności.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 21:45:29:

    @zitterbewegung
    parametryzacji liczy się N najlepszych prac wypełniających sloty, przy czym czy dajesz coś swojej jednostce jest względne od reszty jednostki[

    I już jest presja, żeby nie odstawić od punktozy. A będzie większa, bo lokomotywy tematu nie załatwią. Dlatego tak ważne jest, żeby punktację dostosować do dyscyplin i nie ignorować potencjalnych wypatrzeń jako "problemu dziekana".

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 22:06:15:

    @sarjane
    > Panowie tutaj dyskutujący (przepraszam jeśli Panie uraziłam) wydają się wychodzić
    > z założenia że wszystkim "zależy". Ja z mojej perspektywy powiem że to jest
    > absolutnie nie prawda.


    Nikt takiego założenia nie czyni, bo świadczyłoby to o kompletnym oderwaniu się od realiów. Zazwyczaj 10...20% działa rzeczywiście w obszarze naukowym, a reszta się wiezie na ich plecach, przy czym ta reszta żyje zazwyczaj o wiele wygodniej i materialnie lepiej niż ci pracowici. Dlaczego? Bo mają więcej czasu na fuchy w pracy i cały czas prywatny do swojej dyspozycji. Ci, co ten "naukowy output" wyrabiają są zajechani standardową dydaktyką, a dodatkowo jeszcze poświęcają swój czas prywatny na przygotowanie publikacji. Relacja zysku do kosztów jednoznacznie pokazuje, dlaczego polska nauka leży i kwiczy, a jako tako ma stały, a nie sporadyczny, kontakt ze światem tylko w warunkach sporego finansowania.

    Kasa, misiu, kasa!

    Są pieniądze, PRAWDOPODOBNIE będą efekty.
    Nie ma pieniędzy, NA PEWNO nie będzie efektów.

    I żadne zaklęcia tego nie zmienią. Za pracę się płaci!
    A jak się licho płaci, to uzyskuje się liche efekty.

    Obecna reforma próbuje wprowadzić zasadę dziedziczenia prestiżu instytucjonalnego tzn. nawet jak jesteś łajzą naukową to kasę dostaniesz, bo jesteś z UW, a jak jesteś z np. Rzeszowa to kasy nie dostaniesz, choćbyś był geniuszem. Oczywiste kłamstwo propagandowe, choć wygodne dla urzędników centralnych i takiego choćby Pałysa, który będzie ściemniał na użytek krajowy o "research excellence", choć zestawienie "urobku" z nakładami finansowymi pokazuje wyraźnie, jak nieefektywny jest UW czy UJ w porównaniu z uczelniami średnimi.

  • zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 22:19:39:

    wbrew temu co piszesz, średnia z trzech najlepszych publikacji jest istotna, bo parametryzacja na razie nie jest funkcją max.

    Hint: przypomnij sobie, co się dzieje z miarą Ln, gdy n leci do nieskończoności.


    No i już zmieniasz zeznania. Średnia z trzech. No niestety nie z trzech.

    Po wtóre co to za pieprzenie o nadchodzącej parametryzacji. Podbno już się sumuje punkty, to jest to codzienność w pracy, czy nie?

    No i ten dowcip z przestrzenia L, przecież to jest komiczne do jakiego stopnia wasz aparat poznawczy jest zaangażowany w te konfabulacje. Rozumiem że na kolegium dziekańskim to świetnie rozumieją, dlatego stosują sumę punktów?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 22:32:09:

    @zitterbewegung
    Weź z dziesięć głębszych oddechów, zrelaksuj się, przemyśl jeszcze raz co chciałeś napisać i napisz to. Spójnie. Po kolei.

    Serio, bo na razie to tekstowo odstawiasz Joyce'a i wyładowujesz na nas jakąś swoją frustrację.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 22:36:34:

    Sarjane,
    Ci dydaktyczni będą mieć pracę na uczelni dokładnie tak długo, jak długo będą studenci. W razie jakichkolwiek zawirowań - pierwsi do odstrzału, o ile nie stanie z animi jakiś duży miś. Dowcip bowiem w tym, że na dydaktycznych idzie tylko część "pełnej" dotacji ministerialnej, a jednocześnie zwiększa się im pensum o jakieś 50%, co jest pomysłem fantastycznym, o ile macie nadgodziny. Bez tego dziura w budżecie => zielona trawka.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/28 23:03:21:

    @nobooks
    Zatem do czego nadaje się ta deklaracja uprawianych dyscyplin (a jest z procentami, a jakże)? Chodzi o przypadek, gdy nie zadeklarujemy się do N w tej deklarowanej dyscyplinie.

  • pigwa_polska napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 00:21:16:

    @fla
    skutki reformy Gowina będą mniej więcej takie:
    www.youtube.com/watch?v=1pDjbKryXdY

    mam też do fla pytanie z innej beczki - które to 4 ekonomiczne czasopisma są na Scopus i są tak świetne jak piszesz?

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 07:31:10:

    @ pigwa_polska
    @fla
    skutki reformy Gowina będą mniej więcej takie:
    www.youtube.com/watch?v=1pDjbKryXdY

    mam też do fla pytanie z innej beczki - które to 4 ekonomiczne czasopisma są na Scopus i są tak świetne jak piszesz?


    Nihil Novi, ukształtowanie przez PZPR pod wpływem UB, jedynie słuszne poglądy, utrwalone przez dekady nie pozwalają na szersze horyzonty postrzegania. Do tego problemy geriatryczne negatywny odbiór każdej informacji, depresja.
    Stara ubecka szkoła ma się dobrze wśród geriatrii, jak trzeba kogoś zniszczyć to należy siać propagandę że ten człowiek pochodzi od tego którego wszyscy nie lubią, jeśli pozbawi się ofiarę wsparcia to wtedy można ją spuścić do muszli.
    Takie przepowiednie toż to "Dziady" Słowackiego żywcem wzięte, dziadów ci u nas dostatek, pora ciemności oświecić nauką.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 07:34:22:

    @js.c.
    Przypominam, że zaliczenie do N jest teraz obowiązkowe dla etatów (x-)badawczych.
    Jeśli chodzi o sytuację, gdy w oświadczeniu o dyscyplinie wpisujemy 2 dyscypliny, a w oświadczeniu o zaliczeniu do N jedną dyscyplinę, to choćby po to, że w następnym roku w oświadczeniu o zaliczeniu do N na rok następny możemy wpisać tę drugą (lub obie). To pierwsze jest co dwa lata, to drugie może być co roku.
    Poza tym osoby "biorące udział" (o roli pomocniczej w badaniach) wypełniają tylko to pierwsze oświadczenie. Po wpisaniu do systemu informatycznego, pierwsza z zadeklarowanych dyscyplin staje się domyślnym atrybutem publikacji tej osoby.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 08:30:12:

    @trzy
    U nas są studenci, może nie w nadmiarze jak dawniej ale nadal są. I myślę że raczej ta stała liczba przyjętych się utrzyma. Że mamy stały stan chyba od lat 60 to według nowej reformy akurat uczelni jesteśmy dobrzy we względu na stałą ilość studentów. Tym się nie mogą inne wydziały pochwalić. Wiec tych "dydaktycznych" stanie.
    @Zgred ... u mnie ludzie którzy mają jedna publikacje za 0 pkt na 2 lata mienią się "naukowcami" i mówią że oni ciężko pracują i naukę robią ...

    Co do finansowania: Ostatnio nasz dziekan się nie mógł nadziwić jakim cudem koła naukowe robią tyle badań za tak małą ilość pieniędzy ... Robią bo ciągnie to kilku pracowników, ale ile będzie ciągło za 5 h dydaktycznych rocznie albo nawet nie?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 08:32:55:

    @nobooks
    Czyli dla etatów x-badawczych to pierwsze oświadczenie nie niesie żadnych skutków, poza zawężeniem pola możliwej (punktodajnej) działalności?

    Jeśli tak, to uważam to za mało sensowne rozwiązanie, tylko pogłębiające chaos. Toż już lepiej byłoby wprowadzić 3 różne oświadczenia, dla trzech różnych sytuacji: x-badawczy etat główny, inny pracownik (techniczny czy dydaktyk) oraz x-badawczy drugi etat. Bo z tego, co piszesz, każde z tych 3 oświadczeń de facto ma największe, a może jedyne skutki tylko dla jednej z tych trzech kategorii osób.

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 08:38:14:

    @pigwa_polska: "mam też do fla pytanie z innej beczki - które to 4 ekonomiczne czasopisma są na Scopus i są tak świetne jak piszesz?"

    Entrepreneurial Business and Economics Review
    Equilibrium. Quarterly Journal of Economics and Economic Policy
    Journal of Entrepreneurship, Management and Innovation
    Central European Journal of Economic Modelling and Econometrics

    to jest moim zdaniem najsilniejsza czwórka (przepraszam, jeśli kogoś pominąłem:) Wszystkie są na ESCI/WoS, zaś 2 z 4 (EBER i CEJEME) są też na Scopusie.

    Jestem przekonany, że przynajmniej 1 z tych tytułów wkrótce powinien mieć IF, choć trudno przewidzieć który.

    W zakresie standardów publikacyjnych w ekonomii i zarządzaniu nastąpił znaczny postęp. Również w zakresie odsetka osób publikujących na min. Scopusie lub WoS. Jasne, to jeszcze nie jest zadowalający poziom - ale to oczywiste następstwo reform Kudryckiej.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 08:53:49:

    @flamengista
    W zakresie standardów publikacyjnych w ekonomii i zarządzaniu nastąpił znaczny postęp. Również w zakresie odsetka osób publikujących na min. Scopusie lub WoS. Jasne, to jeszcze nie jest zadowalający poziom - ale to oczywiste następstwo reform Kudryckiej.

    Usiłuję od dłuższego czasu zrozumieć sedno "reform Kudryckiej" i wciąż mi to umyka. W tym kontekście pytanie: jaka była istotna różnica między ewaluacjami jednostek naukowych w latach 2006, 2010 i 2013? Moim zdaniem były one bardzo podobne. W każdym przypadku (a nawet wcześniej) "lista filadelfijska" odgrywała istotną rolę.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:07:16:

    @js.c
    > Usiłuję od dłuższego czasu zrozumieć sedno "reform Kudryckiej" i wciąż mi to umyka. W tym kontekście pytanie: jaka była istotna różnica między ewaluacjami jednostek naukowych w latach 2006, 2010 i 2013?

    Mogę wymienić trzy pociągnięcia, w mojej opinii fundamentalne:
    a) ujednolicony dla wszystkich dostęp do WoS i Scopusa - przypomnę, że wcześniej każda uczelnia musiała sama za to płacić, w efekcie czego albo dostępu nie było, albo byl minimalny tzn. do pięciu lat wstecz,
    b) sprecyzowanie jednolitych warunków do doktoratu, habilitacji i profesury,
    c) określenie postępowania awansowego jako procedury administracyjnej podlegającej KPA.

    Skasowanie przez Gowina punktu (b) otwiera moim zdaniem drogę do nieprawdopodobnych patologii, przy których Ruzomberok go będzie "małe miki".

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:25:49:

    Zgred,
    Między 2010 a 2013 nie było żadnej różnicy, być może poza sformalizowaniem pojęcia slotu (w 2010 stosowano go na zasadzie prawa powielaczowego).

    Między 2006 a 2006 różnica była w liczeniu prac wieloautorskich. Prace kolaboracyjne poza tymi najlepiej punktowanymi (wtedy to chyba było 27 pkt) efektywnie lądowały w koszu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:26:54:

    Istotą reform Kudryckiej było wydzielenie NCN i NCBiR i odżywienie ich pieniędzmi przesuniętymi ze statutu.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:32:06:

    Zgred,
    Punkt b) mógł mieć znaczenie dla dyscyplin "lokalnych", gdzie samo dodanie warunku, że do otwarcia przewodu doktorskiego potrzeba jednego papieru "co najmniej ogólnopolskiego" mogło coś zmienić. U mnie doktoraty raczej pozostały bez zmian (choć wymóg, ze wszyscy recenzenci są zewnętrzni to spory plus dla Kudryckiej), habilitacje się całkowicie rozregulowały, natomiast kilka sformalizowanych warunków profesorskich zatrzymało bardzo słabe kandydatury.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:32:16:

    @staryzgred2012
    To całkiem nowe dla mnie spojrzenie na tę sprawę.
    Osobiście dostęp do WoS czy Elsevier przyjąłem jako miłe udogodnienie, ale nie przełom (choć moja uczelnia extra-dostępu wcześniej nie miała). Punktu c) chyba nie doceniam (możliwe jednak, że w bardziej zdegenerowanych działkach ma on kluczowe znaczenie). Natomiast ciekawy wydawałby mi się punkt b), bo on jest jakby wbrew trendom "anglosaskim" (gdzie doktoraty czy profesury są wewnętrzną sprawą uczelni), które - jak mi się wydawało - były intelektualnym zapleczem ówczesnej reformy.

    Prawdę mówiąc jednak, nie zauważyłem jakichś "twardych" wymogów (poza zmieniającą się parę razy liczbą wypromowanych doktorów koniecznych do profesury). Bardzo trudno jest podać takie wymogi, bo musi to jakoś zależeć od dyscyplin. Nota bene: w swojej dyscyplinie nie zauważyłem żadnych zmian we wzorcach recenzowania habilitacji (w okresie ostatnich kilkunastu lat), poza systematyczną obniżką kryteriów (co wynikało ze wzrostu "socjalnego" znaczenia habilitacji, po słynnym limicie 8 lat: faktycznym pytaniem dla recenzenta nie było to, czy habilitacja jest "doskonała", ale raczej to, czy delikwent zasługuje na wyrzucenie z pracy. A to są zasadniczo inne pytania).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:33:56:

    No i nie zapominajmy o KRK :-) - to chyba też Kudrycka, choć sam system boloński - najszczęśliwszy strukturalny pomysł reformatorów - to chyba wcześniejszy wynalazek.

  • h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:37:08:

    @Ruda, dzięki za wyczerpująca, szczerą odpowiedź. Jasna sprawa, rozumiem.

    Ale tym bardziej jestem ciekaw, co to za zawodniczka ta "profesorka" z Opola, co to łowca plagiatów był za krótki, choć cała jej kariera zbudowana jest na plagiatach. Nikogo oprócz mnie nie interesuje taki pitawal? :)

    @Zgred, o Twoim punkcie "a." często się zapomina, bo po kilku latach wydaje nam się to tak naturalne, jak posiadanie telefonu komórkowego i nie pamiętamy, jak jeszcze niedawno jeździliśmy po mieście w poszukiwanie sprawnego automatu telefonicznego.

    Co do liczenia średniej z punktów ewaluacyjnych, to skoro liczymy średnie ocen naszym studentom ("dostateczna", "dobra", "bardzo dobra", równie dobrze mogłyby się nazywać "czerwona", "niebieska", "zielona") i większość z nas zdaje się nie mieć z tym problemu, to w sumie dlaczego nie? :)

  • adam_beast napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 09:54:50:

    Reformy Kudryckiej wprowadziły również mniej więcej przejrzyste i klarowne zasady przyznawania grantów (NCN, NCBR). KBN-owe leśne dziadki do dziś się w większości nie pozbierały.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 10:05:25:

    @js.c.
    Pewnie tak. Oświadczenie o dyscyplinach osadzone jest w kontekście kompleksowej bazy danych o pracownikach nauki. Z Ustawy nie wynika moim zdaniem, aby trzeba było deklarować procentowy udział dyscyplin. Czy piszesz o konkretnym formularzu oświadczenia powstałym w danej instytucji?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 10:35:25:

    @Adam_Beast
    Tak, kryteria grantowe wyraźnie promowały publikacje z IF, a ponieważ granty są dla konkretnych osób, a parametryzacja dla większej zbiorowości, to właśnie możliwość uzyskania grantu z dodatkiem do pensji było silnym czynnikiem motywującym do publikowania w JCR osoby do tego zdolne.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 11:01:17:

    @js.c, @trzy.14

    Zapominacie, że choć fizyka "od zawsze" miała kontakt ze światem i odpowiedni poziom standardów, to jednak na tle całości populacji polskiej nauki jest "ludnościowo" marginalna.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 11:19:46:

    @nobooks
    Faktycznie: procenty w tym oświadczeniu to już twórczość wewnątrzuczelniana, "poradnik" nie sugeruje tam procentów.

    @adam_beast
    Nie wiem, czy te kryteria są jasne (są jakieś zapisy?), ale przypuśćmy, że jakieś są (wysokość h-indeksu?). Efekt dostrzegalny statystycznie jest tylko jeden: ogromny wzrost finansowania dla uczelni "flagowych" i spadek dla reszty. Przy czym kilkakrotnie większe (na głowę) finansowanie przekłada się na efekty ilościowe i jakościowe w sposób, delikatnie mówiąc, dość umiarkowany. Drugim widocznym efektem jest wielograntowość (jedni dostają granty "zawsze", inni - nigdy). To kiepskie założenie i nawet dyr. Jajszczyk (jak już przestał być dyrektorem) sugerował inne podejście, nawet losowanie.

    Możliwe, że te patologiczne efekty nie zyskały pozytywnej przeciwwagi w dyscyplinach "od zawsze" impaktowych i stąd moja niska opinia (przyjmuję do wiadomości, że w dyscyplinach o małym kontakcie ze światem mógł to być jakiś przełom).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 11:20:38:

    @zgred
    Czyta Pan w moich myślach :)

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 11:42:20:

    Losowanie grano biorców z pewnej puli pewnie polepszyło by sytuacje - w tym momencie wymyśla się abstrakcyjne argumenty żeby odrzucić ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:08:15:

    nobooks,
    Zapominasz, że w mojej dyscyplinie i jej okolicach co najmniej 80% zatrudnionych osób jest "zdolnych do publikowania na JCR". Te 20% zostawiam tylko na wypadek, gdyby część z nas całe życie była podpięta pod lidera grupy - tego się nie da sprawdzić bez powszechnej mobilności po doktoracie lub odejścia/zejścia lidera. Widziałem już takie "sieroty" i wiem, że to zjawisko występuje, zapewne wszędzie.

    Więc u mnie po początkowych nadziejach wielu - większość - jest grantami rozczarowana. Cóż z tego, że przewrócono stolik KBN-owski, skoro jego miejsce zajął stolik NCN-owski? Ja to postrzegam raczej jako proces, w którym step z jedynym w okolicy, przeciętnym baobamem zamienia się na pustynię z jednym baobabem wystawowym.

    Środki grantowe nie sa środkami dodatkowymi, lecz przesuniętymi. Tak się jednak składa, że tym baobabem nikt się nie wyżywi: na nim nie rosną żadne owoce. Spróbuj skontaktować takie baobaby z lokalnymi przedsiębiorstwami, spróbuj ich rzucić do dydaktyki podstawowej, nie wpuszczaj do laboratoriów, bo gotowi się nawzajem pozabijać 9-voltowymi bateryjkami. (w innych jednostkach, w których jest silny eksperyment, *może* być lepiej, ale z pewnością istnieją całe panele NCN, w których właśnie tak to wygląda i z pewnością wszystkie panele NCN, po wyrwaniu z korzeniami elit KBN-owskich, uległy ponownej rekolonizacji nowymi, wspaniałymi elitami).

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:09:41:

    Zgred,
    My o tym doskonale wiemy. Żadna reforma nie była celowana w tradycyjny mat-fiz-biol-chem.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:11:45:

    @Staryzgred2012:

    > b) sprecyzowanie jednolitych warunków do doktoratu, habilitacji i profesury,
    >
    > Skasowanie przez Gowina punktu (b) otwiera moim zdaniem drogę do
    > nieprawdopodobnych patologii, przy których Ruzomberok go będzie "małe miki".

    Bardzo celna uwaga. Dziś pyta się magistrów, kto dał im tytuł zawodowy. Być może za kilka lat będzie trzeba pytać się młodych doktorów, młodych doktorów habilitowanych i młodych profesorów, kto przyznał im stopień naukowy lub poparł wniosek o tytuł naukowy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:18:02:

    Panowie, ale już dobre 10 lat temu CK zauważyła, że poziom doktoratów leży i kwiczy i że oni nie mają sił ani środków, by temu przeciwdziałać.

    Stawiam więc tezę, że Rożenborki to my już mamy, ustawa tylko ułatwi im swoisty coming out.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:22:33:

    Pozwolę sobie na moim zdaniem ważną uwagę. Jeżeli w mojej ocenie w mat-fiz-biol-chemach 80% kadry jest w stanie publikować na JCR, a w wielu innych ten odsetek może nie przekraczać 10%, to co jest tego przyczyną? Czyż nie kadry, "profesura", jakiej dorobiła się dana dziedzina? Kluczem do poziomu doktoratów są promotorzy - ci mieszkający i pracujący tu i teraz. Programy typu NAWA to miły dodatek, ale w tym przypadku liczy się jakość krajowej większości, na której ministerstwo postawiło krzyżyk.

  • henboot napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 12:36:08:

    @trzy.14
    ... Kluczem do poziomu doktoratów są promotorzy - ci mieszkający i pracujący tu i teraz.

    Co prawda to prawda.
    Czasem trudno uwierzyć jak niektóre okazy (psychopatów) mogły się uchować na uczelni, wśród cywilizowanych ludzi.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 13:34:52:

    @trzy
    Nie zapominam, tylko abstrahuję.
    Poza tym, poziom obiektywny to jedno, drugie to to, co w danej dyscyplinie jest na JCR. Nie jestem pewien, jak w fizyce, ale w chemii dolne obszary JCR są zasiedlone przez czasopisma, gdzie próg wejścia jest, mówiąc oględnie, niewysoki.
    W HS wygląda to zupełnie inaczej. Niektórych dyscyplin JCR programowo nie reprezentuje. inne reprezentuje bardzo selektywnie.
    Dlatego z (postępowych) środowisk HS wychodzi postulat rozszerzenia bazy na Scopus.

  • tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 13:37:20:

    Cóż z tego, że przewrócono stolik KBN-owski, skoro jego miejsce zajął stolik NCN-owski? Ja to postrzegam raczej jako proces, w którym step z jedynym w okolicy, przeciętnym baobamem zamienia się na pustynię z jednym baobabem wystawowym.
    W pierwszej dekadzie XXI wieku mogłem sobie być taką sawannową trawką. Jakieś finansowanie z KBN udało się uzyskać i raz, i drugi, i trzeci - jeśli przez układy, to bez mojej wiedzy. Było na badania, i z tego była produkcja i z niezłym IF, i z międzynarodową marką. Jak przyszedł NCN, zaraz uświadomiono mi , że jestem na miejscu przeznaczonym na pustynię. No i teraz mogę zapomnieć o przyzwoitym IF, zostało tylko rzeźbienie punktozy.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 14:21:07:

    @js.c, @trzy.14

    Pytanie do Was jako do fizyków: czy taki profil (link) to jest coś normalnego w świecie fizyki, czy raczej zysk hołdowniczy z zajmowania odpowiedniego węzłowego stanowiska?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 16:38:40:

    Tego nie umie sprawdzić ale podobno pierwsze 2, 3 lata NCN było w miarę obiektywne. Ale teraz to już ...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 17:56:57:

    @staryzgred
    Nie znam kulisów tego typu spraw. Niezależnie jednak od tego, czy jest to jakaś renta lub "przydział" z racji stanowiska, czy też ktoś merytorycznie jest bardzo dobrym elementem tych gigantycznych zespołów, to wrzucanie tego do jednego worka ze zwykłymi publikacjami czy cytowaniami - jest bez sensu. To trzeba by raczej oceniać w kryterium grantowym lub kryterium ostatnim (osiągnięcia).

    Bo to jest trochę tak, jak gdyby oceniać na jednej szali dorobek pojedynczych naukowców i gigantycznych zespołów, o potencjale znacznie większym od wielu sporych uczelni, nie mówiąc o instytutach czy wydziałach. Takie porównanie nie ma sensu. Ma sens, aby oceniać wagę i koszt uczestnictwa w takim projekcie (ale to nie w kryterium 1). Często zresztą jest to kwestia ponad-uczelniana. Reasumując: tego typu "kwiatki" zaburzały ostatnie dwie czy trzy parametryzacje. Teraz jest próba (zobaczymy, czy będzie udana), aby wagę tego zalewu kooperacyjnego ograniczyć. Przy okazji zresztą wylewa się inne dziecko z kąpielą, bo jednak jednoczesny limit 4 na głowę plus zmniejszenie wagi prac współautorskich jest zbyt mocnym ograniczeniem roli "lokomotyw" w parametryzacji.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/10/29 17:57:31:

    @sarjane
    Jakoś też mam takie wrażenie. Coś jest nie tak.

  • serendipitous napisał(a) komentarz datowany na 2018/11/11 17:50:56:

    A propos młota na doktorantkę, zwracam uwagę na hejt na doktoranta
    Tutaj jego wpis publiczny na fejsie

  • serendipitous napisał(a) komentarz datowany na 2018/11/11 17:53:18:

    Przepraszam, tu już poprawny link link do wpisu

    I w wersji surowej na wszelki wypadek
    www.facebook.com/photo.php?fbid=10154967127002325&set=a.10151869242482325&type=3&theater

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide