Robię habilitację

Wpis

piątek, 18 stycznia 2019

Gorzów a nie grób dla kolegów!

Dopiero co poznaliśmy punktację wydawnictw, którą zaproponowało łaskawie nam panujące ministerstwo, a na Twitterze już awantura. No bo czy, na przykład, zapewne zacne wydawnictwo Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim (o której niestety nigdy nie słyszałem), które znane jest, powiedzmy sobie wprost, jedynie autorom i ich rodzinom, powinno mieć tyle samo punktów co międzynarodowy Palgrave?

 

Z pewnym wstydem piszę, że ja również nie wiedziałem o istnieniu Instytutu Kaszubskiego, nie mówiąc już o jego wydawnictwie, ale żeby od razu zestawiać go z Wolters Kluwer czy de Gruyterem? Wydawnictw Uniwersytetu Opolskiego czy Politechniki Świętokrzyskiej, której istnienie również mi umknęło, jakoś również nie umieściłbym obok Manchesteru czy Indiany. Pomińmy już to, że Routledge za 200, to to samo wydawncitwo co Taylor & Francis za 80 punktów.

 

Mamy więc listę, na której lokalne i bardzo lokalne wydawnictwa zestawiane są z wydawnictwami międzynardowymi. Co więcej, mamy na liście wydawnictwa, których nie wiedzą nawet niektórzy pracownicy uczelni, na których te wydawnictwa działają, a obok nich są wydawnictwa leżące bardzo blisko kategorii vanity press. To wydawnictwa, które za pieniądze opublikują każdego, co się rusza i do wody nie ucieka.

 

Wydawnictwa na liście za 80 pkt. mają ze sobą wspólnego tyle, że wydają wydawnictwa zwarte. Nowa ustawa, jak się okazuje, kładzie nie tylko kres interdyscyplinarności i współpracy. Tego jednak było za mało. Ministerstwo właśnie kładzie też kres nie tylko idei umiędzynarodowienia polskiej humanistyki i nauk społecznych, ale również promowaniu ich doskonałości.

 

To, co napisałem, nie oznacza jednak, że jestem przeciwny wysokiej punktacji polskich wydawnictw. Nie, nie jestem. Są w polskiej nauce wydawnictwa, które warto by punktować wysoko, jest ich niewiele, ale są.  Jednak mnie się marzyło, by to zrobiono przyjmując perspektywę wszechświata, w którym wszyscy żyjemy. Wydawnictwo z Gorzowa, z całym należnym szacunkiem dla jego autorów, nie ma nic wspólnego z wydawnictwem z University of Manchester. Nic. Oni funkcjonują w innych światach akademickich. I dobrze by nie udawać, że jest inaczej.



 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
habilitant2012
Czas publikacji:
piątek, 18 stycznia 2019 18:28

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:26:44:

    Wiele osób nie wie, ale moje posty nie są żartami. Ale wracam do pisania z prof. Marianem, 101 monografii na 101 lecie Polski nie napisze się samo, trzeba użyć przecież google translate!

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:32:37:

    Słuchajcie, jak takie są jaja z listą wydawnictw uprawnionych do drukowania (bo nie przygotowania i redagowania) monografii, to co dopiero będzie z listą czasopism!

    Ciekawe co na to dyżurny entuzjasta deformy i ministerstwa.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:36:42:

    Umberto.z.makulatury,

    Pański talent nie może się dłużej marnować! Wydawnictwo Czarne* czeka na jakąś prozę akademicką, jakieś współczesne Imię Mariana. Albo choćby Tożsamość Wyliżucha.


    * Wydają bardzo przyzwoitą literaturę piękną

  • flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:40:31:

    Proszę nie ośmieszać świetnych wydawnictw, które na liście "akademickiej" znalazły się przypadkiem w tym ZNAK i moje ukochane Czarne. Publikują świetne książki, ale z nauką nie mają nic wspólnego.

    Ta lista to jakiś żart, kompletna kpina. Podobnie jak cała deforma, minister i dwór. Parodia.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:44:44:

    Słowiańscy królowie Lechii - 80 pkt.
    Chrześcijańscy królowie Lechii. Polska średniowieczna. - 80 pkt.
    Cywilizacje kosmiczne na Ziemi - 80 pkt.
    Prokosz. Kronika Słowiańsko-Sarmacka - 80 pkt.
    Alkohol i Muzy. Wódka w życiu polskich artystów - 80 pkt.

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 21:44:57:

    Rzeczywiście. Kompletna kpina. To jedyne co przychodzi do głowy. Jak widać już nawet nikt się stara się zachować pozorów, że chodzi o zmianę na lepsze.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:14:58:

    In vitro zagrożona godność - 80 pkt.
    By rodzina była Bogiem silna... - 80 pkt.
    Efektywność cieplno-przepływowa ciepłowni lokalnej, część pierwsza (w magazynie - 49 sztuk) - 80 pkt.

    Tak się kończy uchwalanie ustawy na pond pół roku przed przedstawieniem choćby projektów rozporządzeń. Komplet będzie pewnie nie wcześniej niż rok od uchwalenia ustawy.

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:16:57:

    Mnie najbardziej zdziwił Wiley - tzn. że go nie ma na pierwszej liście, bo w ścisłych ma znakomite publikacje (w mojej subdziedzinie w ogóle topowe na Świecie, pisane przez noblistów), które wymagają ogromu pracy.

    Z drugiej strony napisanie rozdziału to jedno, a publikacja w czasopiśmie z pierwszego centyla to zupełnie inna, znacznie trudniejsza bajka - i to też powinno być uwzględnione.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:29:29:

    Żałośnie to wygląda...
    Ale z pewną nadzieją zadam pytanie (bo nigdy nie wnikałem w niuanse punktowania monografomanii) : czy dotąd aby nie było jeszcze gorzej, tzn. że zamiast tej listy 500 wydawnictw była całkowita wolnoamerykanka?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:29:48:

    Gdy prof. Z. Makulaturowy czyścił paznokcie i próbował zdjąć z siebie odór naftaliną,
    Madzia G. wpadła do rektora Uniwersytetu Wszechdoskonałości Naukowej im. Kota z M. Ł. Prez. Naj. K.
    -Ty k... jak żywisz ludzi! Smród, wszystko nieświeże, zupki chińskie, i ta mikrofala. Ty k... myślisz - nie przebierała w słowach Madzia.
    -A, gdzie oni siedzą, w schowkach! Ja chyba muszę zadzwonić po brata Piotrusia, to ci naprostuje co to socjał!
    Rektor zrobił się jakby mniejszy i mniejszy. Już szukał tunelu czasoprzestrzennego, by bilokować się na KH, gdy zadzwonił telefon...
    To sekretarka, która ledwo co mogła złapać oddech - Mmmaaagggnificencjo - wydusiła z siebie - jest nowa lista wydawnictw!
    - I co, jak stoimy! - rzekł zdenerwowany rektor Uniwersytetu Wszechdoskonałości Naukowej im. Kota z M. Ł. Prez. Naj. K.
    Madzia z lekkim zainteresowanie podsłuchiwała.
    - Nasze wydawnictwo jest na liście! Mamy tyle samo gowienek co Wiley, Elsevier, czy Springer, a nawet IPN!
    Rektor chwilę otępiały pospozierał chwilę na Madzię.
    W końcu rzucił - mamy 80 gowienek - chodźmy pisać książki kucharskie! Na początek "Gotowanie w mikrofali dla adiunktów. 100 prostych potraw na wodzie i karaluchach."

    I tak zaczęła się wszechdoskonała naukowo seria wydawnicza. Radosny rektor nawet obiecał, że prof. Z.Makulatury i dr Wyliżuch będą mogli zredagować większość pozycji, a nawet dopisać do niej rektora ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:48:40:

    Pytania bez cienia ironii:

    1) Czy jakiekolwiek wydawnictwo prywatne w Polsce robi rzetelną recenzję naukową?
    2) Czy jakiekolwiek polskie wydawnictwo akademickie robi rzetelną recenzję naukową, zwłaszcza w stosunku do autorów z własnej jednostki?
    3) Czy też obowiązek zadbania o recenzentów i recenzje spoczywa na tym, kto jest bezpośrednim płatnikiem faktury?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/18 22:50:02:

    Jak napisze, że jestem w szoku, to tak jakbym nic nie napisał.
    Choć przewidywałem, że nadchodzą świetne czasy dla historyków. Zdaje się, żeby zrobić wrażenie równowagi, to wstawiono też Krytykę Polityczną. Nie chodzi oczywiście o to, że jestem przeciw KP, jednak mam pewien dysonans poznawczy, jeżeli chodzi o zestawienie z Elsevier, Springer, Wiley. I w ogóle, zestawienie wydawnictw naukowych prawdziwych z wydawnictwami, które wydają w większości beletrystkę.
    W ogóle, dlaczego zrobiono tylko dwie ligi - super za 200 i ni to krajówkę, ni to międzynarodówkę za 80.
    Dlaczego wobec tego nie utworzono jeszcze jednego poziomu rozgrywek ligowych za 140 lub 100 gowienek? A kto będzie miał te czysta gowienek w HS?
    Jakimś takim lekko wstrząśnięty, nie zmięszany ...

    PS
    Człowiek.Z.Makulatury,
    k.. Wydajemy powieść! Przynajmniej w 10 częściach!
    Może też wydawnictwo założymy: Robot Ziemniak i ska Wszechnicy Wszechdoskonałej Wszechnauk.
    W następnej ewaluacji chce mieć 200 gowienek.
    Czy ktoś by chciał dołączyć? Chyba będzie warto, bo będzie się działo. Łoj będzie!

  • dockan napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 01:21:43:

    Wy tu gorszy sorcie śmichy-chichy, a prawdziwi naukowcy otwierają szampany:

    sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/01/wreszcie-opublikowano-wykaz-wydawnictw.html

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 02:03:21:

    Masz rację Dockan,
    Powinniśmy wobec tego zacząć inaczej i Gospodarz też, skoro tuzy pieją z zachwytu: Allelulia mamy komunikat o punktacji najwspanialszych wydawnictw!

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 08:43:27:

    Jeśli czasopisma mają być do 200
    i wybitne monografie do 200
    to jest co było
    Jeśli zwykłe monografie - z listy - mają być za 80 na 200 - a byly za 25 - na 50 - to jest to a obniżka punktacji - "docenienie monogrfii" jest tu rozumiane jako "ponowna wycena" a nie "wzrost wyceny".
    kiedy lista czasopism?

  • rudamaruda1949 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 08:45:46:

    acha - skoro tak wygląda lista monografii - to spodziewam sie, ze niedlugo wroca minima np. 14 profesorów i 8 prawdziwych habów aby mieć B+
    prawdziwych - znaczy nie 21a czy jaki to byl numerek?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 08:48:17:

    3.14.
    Ad 1. Tak. Osobna kwestia czy uwagi recenzenta są później uwzględnianie.
    Ad 2. Tak, u mnie tak jest. Przy książkach habilitacyjnych to była ostatnia bariera przed złożeniem wniosku. Komisja wydawnicza wybiera recenzentów, a redaktor naukowy pilnował a nawet ingerował w treść pracy. Np. ja musiałem zmienić tytuł choć żaden recenzent nie napisal tego, ale bez zgody redaktora naczelnego to by się nie wydało.
    Ad 3. Zależy. Raz się wskazuje kilku potencjalnych a komisja wybiera. W prywatnych nieakademickich ale to na bazie jednostkowego doświadczenia kierownictwo naukowe serii wybiera.
    Natomiast mi wydawnictw krajowe mające w nazwie naukowe odmówiło wydania bo książka była zbyt naukowa i się nie sprzeda. Widać maja jakaś kalkulacje wewnętrzna i finansowanie wydania traktują jako pokrycie kosztów.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 09:22:05:

    Jakiś czas temu przewidywałem tutaj, że będzie kontratak. Myślałem raczej, że wydawnictwa typu WUW, UAM, WUJ znajdą się wśród 200 (300) punktowców, a nie że zdeprecjonują poważne wydawnictwa, które zostały zrównane z garażowymi (chciałem zwrócić uwagę, że w wykazie często nie ma wydawnictw, tylko uczelnie - to znaczy, że wszystko co dana uczelnia/katedra/wydział wyda - byle tylko była o tym informacje w stopce itd. - a złożyć i wydać może już w garażu - będzie miała 80 p. Ministerstwo napluło nam w twarz i się śmieje.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 09:33:10:

    Dr.kananga.
    Teoretycznie to wydawnictwo powinno być właścicielem isbn. Teraz każdy może uzyskać numery isbn i już widziałem takie monografie wydawane przez katedrę jako wydawcą z podpisem nazwy uczelni. Wg mnie to nie powinno się liczyć.

    Wydawcnitwa uczelniane, małe, średnie, są tylko po to żeby wydawać prace pracowników danej uczelni, jako skrypty, podręczniki, i w w przypadkach awansu książki habilitacyjne i profesorskie.

    Np. W zarządzaniu prawie każda własna uczelnia ma swój własny rekomendowany podręcznik przygotowany przez swoich pracowników.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 09:36:10:

    @all
    Ponawiam swoje pytanie: czy w regułach dotąd obowiązujących każda monografia (w tym garażowa, czy predatorska) liczyła się tak samo?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 09:54:14:

    p-tau,
    Ja miałem bliski kontakt z jednym z wydawnictw prywatnych z listy. Te wydawnictwa wzięły się stąd, że usługi w wydawnictwach uczelnianych 10 lat temu były przynajmniej 2 razy droższe od cen rynkowych. Więc droga od np. wydawcy kalendarzy do listy ministerialnej nie powinna dziwić.

    No więc kiedyś chcieliśmy wydać skrypt w nakładzie skromnym. Dajemy wszystko gotowe, nawet okładkę, potrzebny tylko druk.

    No i słyszę, że jak byśmy dodali 2 recenzentów, to drukarnia/wydawnictwo da ISBN i wtedy autor będzie mógł tę książeczkę włączyć do dorobku habilitacyjnego. I coś w rodzaju, że głupotą jest nie dać tego ISBN-u.

    To było sporo lat temu. Może coś się zmieniło, ale niby dlaczego? Na podstawie tego doświadczenia uważam, że tego rodzaju wydawnictwo gwarantuje profesjonalny skład, redakcję językową, druk, dystrybucję (krajową), ale nie ma nikogo, kto potrafiłby ocenić wartość naukową. Działa na zasadzie dobrych osobistych kontaktów z uczelnianą profesurą=dysponentami środków finansowych i recenzji. Nawet nie wiem, czy nasze uczelniane wydawnictwo przeżyło tego rodzaju konkurencję. Chyba nie.

    No i teraz: z pewnością w tym wydawnictwie ukazało się mnóstwo wartościowych pozycji naukowych, jednak to nie wydawnictwo odpowiada za ich stronę merytoryczną. Równie dobrze można byłoby daną monografię, zbiór rozdziałów etc. wydać w każdym innym wydawnictwie z podobnym efektem, tzn. za stronę merytoryczną odpowiada ten, kto płaci, wydawnictwo dba o - w uproszczeniu - wiszące spójniki, bękarty i wdowy.

    Więc ta lista w tej postaci nie ma sensu - poza spuszczeniem części powietrza z kilku przyjaciół pałacu prezydenckiego.

    Niemniej, lista jest zgodna z filozofią "dziedziczenia prestiżu". Zapewne każde z tych wydawnictw wydało w przeszłości wartościowe pozycje i to w znacznej liczbie, pewnie każde ma w portfolio jakieś naukowe czasopismo lub serię wydawniczą. A teraz wciąga się dla nich drabinę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 09:56:54:

    Reasumując, jak ktoś chce profesjonalnie i relatywnie tanio wydać książkę doktorską, habilitacyjną, profesorską czy każdą inną, to proszę o kontakt na priva :-)

    Makulaturowy?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 10:04:44:

    Aaaaa, tylko skąd wziąć punkty?

    Czy jak się da "swój" ISBN, a w stopce napisze zgodny z zatrudnieniem "Uniwersytet Makulaturowy", to punkty się naliczą?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 10:11:03:

    @ j.sc -- tak, nie miało znaczenia, byleby książka spełniała definicję monografii w rozporządzeniu (recenzja, pow. 6 ark. wydawniczych).

    @3.14 -- z moich doświadczeń jak ktoś drukował poza wydawnictwem własnym to chodziło o czas. Procedury wydawnicze trwają długo, a jak termin rotacji się zbliżał to zależało na sprawnym wydaniu, nawet pod warunkiem, że są ci sami recenzenci.

    Ot, moje ostatnie doświadczenie ze współpracą z uczelnianym wydawnictwem. Czas od przekazania manuskryptu do wysyłki do recenzentów wyniósł prawie dwa miesiące!!!

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 10:50:38:

    @p-tau
    Zatem tragedii nie ma: będzie chyba nieco lepiej niż było. Największym potencjalnym zagrożeniem jest ta "lista A" (200 pkt), ale jej krótkość i totalna zagraniczność sprawia, iż na razie jest chyba O.K. (o wiele gorzej wyglądała propozycja listy 200-punktowych czasopism, prawie 900 pozycji).

    Kluczowe są ograniczenia na produkcję monografii. Jeśli by to była jedna na głowę na 4 lata (czy aby tak nie ma być?), to w sumie nie byłoby tak źle. Na pewno nie idealnie, ale zawsze jakiś postęp w zestawieniu z tym co było.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:05:11:

    j.sc
    proszę docenić wartość punktową za redakcję (150 pkt, 100 pkt dla SH) i rozdział w monografii z poziomu II (50 pkt, 75 pkt dla SH) w zbiorówkach i zestawić to z punktami za artykuł.
    Albo dla poziomu I: rozdział w monografii 20 pkt vs 20 pkt za artykuł z listy A ale o niskich wskaźnikach bibliometrycznych.

    Zachwiana jest relacja między krajowymi a międzynarodowymi (a deklarowano większe umiędzynarodowienie polskiej nauki) i między kanałami publikacyjnymi bez uwzględnienia specyfiki dyscyplin (książki, rozdziały a czasopisma).

    W rezultacie dla HS nie będzie powodu do zmiany praktyk publikacyjnych. Ambitniejsi będą przedkładać zbiorówki do międzynarodowych wydawnictw, które podobno już teraz obserwują wzmożone zapytania z PL.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:21:10:

    @p-tau
    Zgoda. To wygląda niedobrze. Zwłaszcza zrównanie "rozdziału" z publikacją z listy A, podobnie zresztą: zrównanie dolnej części listy A z tą "500-tką" arbitralnie wybranych czasopism krajowych. Gdyby tę listę A odsunąć (od jednych i drugich, ale zwłaszcza tych drugich: czasopism krajowych) choćby na 10 pkt (z 20 na 30), to robiłoby dużą różnicę.

    Kluczowe jest jednak ewentualne ograniczenia na liczbę monografii i rozdziałów. Niestety dla HS jest wysoki limit (40% chyba?). Zresztą, aby ukrócić potencjalne manipulacje trzeba definiować limit odwrotnie: np. "co najmniej 60% artykułów z czasopism w ramach 3N-3N0". Wtedy "rozdziały" przestaną mieć aż takie znaczenie, tę pulę będzie się raczej wypełniać całymi "monografiami".


  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:42:10:

    @js.c.
    Limit na monografie 40% zgłoszonych publikacji w HS to był w 2017. Ten limit w projekcie ewaluacji został zmniejszony o połowę, do 20%. To na plus. Nie da się już wykręcić dobrego wyniku ewaluacji samymi książkami po 80 punktów. Nawet jak sztucznie upcha się te 20%, to punktacja czasopism teraz jest zróżnicowana mocniej i w ramach tych 80% lepsze czasopisma przeważą szalę.
    Ponadto w tej mniejszej porcji 20% silniej zarysują się wydawnictwa z górnej półki, gdzie w HS ma być 300 pkt za autorstwo, 150 za (współ)redakcję i 75 za rozdział. To uwzględnienie redakcji i rozdziałów w najlepszych czasopismach jest znaczącym bodźcem projakościowym.
    Drugi limit pogłowny to 2 na osobę, przy czym jest to limit łączny na autorstwo, redakcję i rozdziały.
    Ogólnie, wygląda to znacznie lepiej niż było.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:43:18:

    korekta: w najlepszych wydawnictwach , nie czasopismach

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:46:57:

    Js.C.,
    Oczywista oczywistość, że to dobrze nie wygląda. Lista wydawnictw za 80 pkt. to proszenie się o katastrofę. Część polskich wydawnictw to wydaje w dużej części beletrystykę, książki dla dzieci, podręczniki. Nie jestem w stanie też zrozumieć ekspertów wrzucających do jednego wora wydawnictwa vanity press z wydawnictwami, które jednak mają i ugruntowaną renomę, jak i dobry poziom (Elsevier, Springer, CRC, IOP, Wiley). Tak samo jak są zróżnicowane polskie wydawnictwa, wystarczy porównać Bellonę z PWN, WKiŁ, czy nawet wydawnictwami UW, UJ, czy AGH. Tu powinien być podział. Póki co to Bellonę to znam z serii wielkich bitew i kupy denerwujących literówek. W ogóle spora część wydawnictw na tej liście to jakaś pomyłka. A może i nie, tylko celowa gra MNiSW, by napędzić frukta.
    Uważam, że powinien koniecznie znaleźć się jeszcze jeden poziom oceny np. za 100 lub 140 pkt.
    Będzie patologia i to rosnąca lawinowo.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:50:06:

    @nobooks
    No, jeśli to jest już tylko 20%, to faktycznie: spory postęp i nie ma co rozdzierać szat.

    Ale podwyższenie 20->30 pkt dolnej granicy "listy A" (przy zachowaniu 20 pkt dla rozdziału oraz 20 pkt dla tej "500-tki") dodatkowo poprawiłoby sytuację.

    W ogóle fatalnym dziwolągiem jest dychotomiczny podział polskich pism: jedni ("500") dostają wszystko (zrównani z listą A) inni zostają na lodzie (5 pkt?). Przecież już lepiej byłoby punktowo zostawić to co jest, konkurs ograniczając do ewentualnych dotacji na "dostosowanie się" czasopisma do wymogów listy A.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:54:52:

    @kahlkopf\
    Już lepiej nie dodawać poziomu 100 czy 140 (dla wydawców), otworzy to puszkę Pandory. Nota bene: Springer publikuje różnie, za pieniądze dużo tam można upchnąć. Zatem dobrze, że nie ma go na szczycie.

    Generalnie: istotniejsze jest "pilnowanie", aby poziom 200 pkt był jak najwęższą i prestiżową kategorią, niż dywersyfikacja poziomu niższego na kilka kategorii.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:55:39:

    Nobooks,
    Tyle, że lista jest dla wszystkich dziedzin. A jednak w STEM to postrzeganie poszczególnych wydawnictw wygląda inaczej. I to może być wykorzystywane w sposób nie do końca uczciwy. Choć ograniczenie monografii i rozdziałów do 20% może być pewnym zabezpieczeniem, jednak przy tak skonstruowanej liście czarno to wszystko widzę. Pytanie następne, to jakie kwiatki znajdziemy w najważniejszej liście czasopism. I to będzie dopiero wskaźnik, w którą stronę system pójdzie. Z obecnych przecieków, to nie wygląda póki co to dobrze. Stąd zmian projakościowych w zakresie nawyków publikacyjnych bym nie oczekiwał, wręcz przeciwnie. Zwłaszcza może się to odbić w STEM i ustępstwa dla humanistyki pociągnął w dół poziom ST.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 11:57:57:

    @dr.kananga
    chciałem zwrócić uwagę, że w wykazie często nie ma wydawnictw, tylko uczelnie - to znaczy, że wszystko co dana uczelnia/katedra/wydział wyda - byle tylko była o tym informacje w stopce itd. - a złożyć i wydać może już w garażu - będzie miała 80 p. Ministerstwo napluło nam w twarz i się śmieje.

    To akurat nie ministerstwo: nakazuje to obowiązujący zapis (poprawka w komisji) Ustawy o przepisach wprowadzających.
    Natomiast to już ministerstwo uzupełniło listę Zespołu o polskie wydawnictwa średnio naukowe i po linii ideologicznej.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 12:00:39:

    Js.C.,
    Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem lista 200 gowienek powinna być ścisła. Jednak zróżnicowanie wśród wydawnictw za 80 jest zbyt duże, żeby były w jednym worze. Co do Springera owszem, zgadzam się, dlatego powinien mieć np. 100 pkt.
    Przeanalizuj dokładnie te wydawnictwa, przecież spora część z nich to ten prestiż ma teraz sztucznie dodany przez MNiSW. Wg. mnie jest skandaliczna.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 12:03:45:

    Nobooks,
    Natomiast to już ministerstwo uzupełniło listę Zespołu o polskie wydawnictwa średnio naukowe i po linii ideologicznej.
    Dokładnie, to jest największe zagrożenie dla nauki - ideologizacja. A tu takich zideologizowanych wydawnictw jest zalew, tak samo jak sporo szkół prywatnych. Jak rozumiem biznes musi się kręcić.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 12:05:49:

    @js.c.
    Niedawno @fla tu pisał, że nowa skala czasopism to ponoć 40-70-100-140-200. Byłoby to OK, o ile te 40 nie będzie dotyczyło czasopism z konkursu.
    Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi uwagami.

    @kahlkopf
    Nie widzę zagrożenia dla STEM ze strony skali punktacji. Limit monografii to zaledwie 5%.
    Rozpiętość punktowa czasopism jest zdecydowanie większa, dodatkowo jest zróżnicowanie zasad podziału punktów za współautorstwo od poziomu, co powinno pomóc na poprzednio obserwowane spłaszczenie wyników.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 12:07:23:

    Wg. mnie nauka będzie na tym lepszym poziomie, im mniej będzie w niej polityki. Tu jest odwrotnie. Jak rozumiem, to ukłony w kierunku pewnych osób.
    Stąd , jak dla mnie to już nie jest reforma czegokolwiek, to niszczenie. Ja wybrałem dlatego STEM, że stwarza możliwości apolityczność, z daleka od ideologizacji. A teraz...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 12:09:08:

    Nobooks,
    To się okaże przy ewaluacji, jak będą wszystkie już listy i przyznane punkty. Obym się mylił.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 14:14:01:

    Polecam każdemu promotorowi lekturę tego wyroku. Co prawda orzeczenie było omawiane przez prasę, ale jego uzasadnienie jest warte przeczytania od deski do deski.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:15:57:

    Hal, można prosić o główne wnioski?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:20:59:

    Nobooks

    Przepisy przejściowe to też dzieło ministerstwa. "A 150 za (współ)redakcję i 75 za rozdział. To uwzględnienie redakcji i rozdziałów w najlepszych wydawnictwach" - to nie jest żaden projakościowy bodzieć tylko misz masz. Bo na poziomie 2 są przypadkowe wydawnictwa: Brill czy Edynburg Press to nie OUP czy nawet Routledge, a jeżeli jest Routledge to powinniem być też Springer i wiele innych wydawnictw. Nie ma tym żadnego sensu. Chyba, że akurat tak się złożyło, że pewne grupy ludzi po prostu częściej publikują w Routledge a nie np. w Palgrave.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:36:43:

    @kahlkopf
    Patrzę na to wszystko w sposób względny, czyli w odniesieniu do sytuacji dotychczasowej. Jeśli chodzi o punktację, to 80 pkt oznacza mniej więcej status quo. Tym gronem więc się niezbyt przejmuję (np. dywersyfikacji tam nie ma i zrównuje się Springera czy Elseviera z Paradyżem, czy Belloną, ale do tej pory wszyscy byli zrównani ze wszystkimi, było więc jeszcze gorzej).

    Natomiast trzydzieści kilka wydawnictw zagranicznych wywyższono do 200 pkt. Czy ktoś dostał te punkty na wyrost? Chyba nie, choć aż takim ekspertem od wydawnictw to nie jestem, aby mieć tu jakąś pewność. Zatem - chyba dobrze, bo wydanie czegokolwiek w wydawnictwach np. w CUP, czy OUP, to i duży wysiłek i wielki prestiż, zatem tu nawet te 200 pkt nie jest samoistną motywacją. W końcu wiele wydawnictw pominięto, w tym różne "no name", bardzo słabe i predatory, i to jest w sumie wartość dodana tego posunięcia. Zatem w sumie zgadzam się z nobooksem, że per saldo jest to krok do przodu.

    Jeśli chodzi o ST, to książki są tu obiegiem raczej mało istotnym i lepiej aby tak pozostało. Być może można by faworyzować publikacje anglojęzyczne, ale to też nie takie oczywiste i zaraz odezwą się obrońcy publikowania na rzecz polskiego przemysłu i niesienia kaganka postępu technicznego na niwie krajowej.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:43:24:

    Jest sporo na wyrost. Równocześnie znika definicja monografii. Mogę sobie wydać 32-stronicowy zeszyt w Siedlcach w oprawie z byczej skóry i będę miał monografię.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:45:17:

    Sporo na wyrost wśród tych 200 punktowców

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 15:54:43:

    dr. Kananga
    Nie ministerstwo: ta poprawka była dodana w komisji.
    Moje doświadczenie jest takie, że Routledge trzyma znacznie wyższy poziom niż Springer; choć to zależy od serii, dyscypliny.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 16:08:31:

    @dr.kananga
    "32 strony" - wymóg 6 arkuszy był łatwo obchodzony, stąd rezygnacja z niego na rzecz wskazania wydawnictw, zapewne domniemanie jest takie, że jeśli jakieś wydawnictwo uniwersyteckie będzie robiło takie numery, to zniknie z listy MNiSW.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 16:10:35:

    Rzecz dyskusyjna. Ja widzę w Routledge sporo pokoferncyjniaków bez ładu. Na pewno bliżej Routledge do Springera czy Amsterdam University Press niż do OUP. Już nawet nie wspomnę na przykład o Brillu, Edynburg University Press czy Peeters Publishers - to nie są topowe wydawnictwa. Podobnie np. Bloomsbury Publishing, Edward Elgar Publishing, University of Minnesota Press, Taylor & Francis Group to są decent international publishers ale nie zasługują na 200 punktów, biorąc pod uwagę, że wydawnictwa o podobnej renomie są na liście 80-punktowców. Ta lista nie ma sensu.



  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 16:23:43:

    Prof. Marian i Makulaturowy nigdy się na to nie zgodzą: nie po to nogami upchnęli wydawnictwo na liście, żeby teraz z niej wyleciało.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 16:34:43:

    dr. kanaga "Chyba, że akurat tak się złożyło, że pewne grupy ludzi po prostu częściej publikują w Routledge a nie np. w Palgrave."
    Trafiłeś w dziesiątkę!

    Jako ciekawostkę Państwu przytoczę wypowiedź rektora UW, który zakomunikował, że zrezygnuje z własnej uczelnianej listy wobec ministerialnego tworu, które z resztą ocenił negatywnie. Miał na swojej liście podział na 4 grupy: A+, A, B i wydawnictwa lokalne (polskie).
    A wspomniany tu Routledge plasował się ex aequo z innymi wydawnictwami na 36 pozycji w grupie A:

    Taylor & Francis Ltd/ Ashgate Publishing Ltd /Auerbach Publications/Garland Science/CRC Press/ Chapman & Hall/Pickering & Chatto Publ/ Routledge/ Kegan Paul/Spon Press/ Aldine-Transaction Publishers/ Frank Cass/ Science Publishers/ Westview Press/ Arnold,London/Belhaven Press, London/ M.E. Sharpe

    Oczko wyżej jest Springer i inne (Springer/Copernicus/ Gabler Verlag/ Physica-Verlag Gmbh & Co/ TMC Asser Press/ Leske & Budrich)
    a nad nim SAGE.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 17:46:16:

    Prof. Jaskulowski zapytuje JG:
    m.facebook.com/jaskulowski/posts/2967199393305884

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 18:24:20:

    @p-tau
    >> Prof. Jaskulowski zapytuje JG:

    Skład zespołu doradczego do spraw opracowania wykazu czasopism naukowych i wykazu wydawnictw naukowych: www.bip.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2018_10/dcd315c1bb5e48d5b53cb3d4e2ef065d.pdf

  • krzysztof.jaskulowski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 18:52:09:

    Dziękuję. Przeoczyłem to rozporządzenie, zatrzymałem się na tym z 12 stycznia. Ale reszta jest aktualna: chciałbym wiedzieć według jakich reguł ten wykaz sporządzono.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 19:35:32:

    @krzysztof.jaskulowski

    Zgodnie z § 1 rozporządzenia z 12 stycznia ten zespół został powołany na okres od dnia 12 stycznia 2018 r. do 31 grudnia 2018 r. Zgodnie z § 3, do zadań zespołu należało m.in. ,,przygotowanie i przedstawienie ministrowi (...) projektu wykazu czasopism naukowych wraz z liczbą punktów przyznawanych za artykuły naukowe''. Ten okres już się skończył, więc zespół zakończył pracę i zapewne przedstawił ministrowi projekt wykazu czasopism.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 19:51:51:

    Nie, ten zespół z 12 stycznia nie dotrwał do końca roku w tym składzie. 28 września został zmieniony, a właściwie poszerzony i w tym poszerzonym składzie przedstawił albo zatwierdził wykaz wydawnictw.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:05:04:

    Moim zdaniem, nie ma za bardzo sensu rozmawianie o liscie A. Nie ma wydawnictwa, ktore publikuje tylko perly. Czy rzeczywiscie jest dramatyczna roznica miedzy, powiedzmy, OUP a Routledge? Moim zdaniem nie. Osobiscie nie dalbym do listy lepszej Edwarda Elgara, ale ilez bedzie tych ksiazek EE w danym cyklu parametryzacji? 3? 13? I naprawde warto o to kruszyc kopie?

    Problemem jest lista za 80 pkt. To jest lista, ktora konczy rozmowe o miedzynarodowosci, o projakosciowosci, juz nie bedzie mozna nawet pomyslec o tym, zeby poslka humanistyka wyszla z zascianka. Jesli ksiazka w tak dobrym wydawnictwie jak Palgrave (ktore w niektorych dzialkach jest absolutnie na topie na swiecie) liczy sie tak samo, co skiazka z Gorzowa, Siedlec czy Czestochowy, to to jest naprawde koniec swiata (akademickiego w Polsce). I koniec myslenia o jakosci w polskiej humanistyce.

    I mnie osobiscie martwi dyskusja na temat listy 200. Szkoda czasu i wysilku. To dyskusja na temat niuansow - nie ma tam niczego, co mrozi krew w zylach. Tak, ja bym stamtad (raczej) wywalisl kilka pozycji, ale jak sa, to sa. Spoko.

    Natomiast dyskusja na temat listy 80 to dyskusja na temat przyszlosci polskiej humanistyki. Ta lista te przyszlosc konczy.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:18:25:

    dala.tata
    Krótko i dosadnie w samo sedno.

    Jako nie-książkowiec dodać się ośmielę, że nie zgadzam się z js.c, choć formalnie on ma rację. Niby jest lepiej, bo ta lista wycina garaże powiatowe. OK. Ale jednocześnie daje glejt międzynarodowej doskonałości naukowej garażom wojewódzkim.

    Pamiętam, jaki efekt na nauki ścisłe miało wprowadzenie ministerialnej listy czasopism. Faktycznie, przestało się liczyć, co zrobiłeś, a nawet gdzie opublikowałeś: od pewnego czasu liczy się niemal wyłącznie tylko to za ile opublikowałeś. I nawet jeżeli lista rozwiązała - czy raczej wydobyła na światło pewne problemy, sama stworzyła nowe. Z taką tą wydawnictw książkowych będzie tak samo, tylko szybciej i głębiej.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:35:54:

    Przecież ta lista nie eliminuje garażowych wydawnictw - bo wiele z nich takich właśnie jest, a niektóre na tej liście się całkowicie fikcyjne, istnieją tylko na papierze. Jest cała masa wydawnictw, które w ogóle nie powinny się znaleźć na tej liście. Jest też cała masa wydawnictw, które - jeżeli mają być tylko 2 poziomy - są źle ulokowane bo właśnie powodują, że nie opłaca się dbać o jakość i umiędzynarodowienie, to nie unikniemy dyskusji o też o tym,co ma mieć 80 a co 200.

    BTW, Stockholm University Press obok Szkoła Główna Służby Pożarniczej :)

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:35:56:

    Panie Pi,
    A to tylko pierwszy element i to ten z mniejszym impaktem w przyszłej ewaluacji. A co będzie jak urodzi się ostateczna lista czasopism, a tam będą podobne kwiatki, czyli Zeszyty Nadwydziału Uniwerystetu Doskonałego Ministerialnie z punktacją taką samą, jak czasopisma co są w Scopus i WoS. To dopiero będzie jazda i to bez trzymanki. Bo przy tych ułamkach, pierwiastkach z ułamków nagle może okazać się, że artykuł samodzielny za 40 gowienek w Zeszytach będzie cenniejszy niż w czasopiśmie z IF k. 2, ale napisanym w zespole 5 osobowym.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:37:43:

    Pi: swietnie powiedziane!! Garaze wojewodzkie moga sie grzac w odbitym swietle miedzynarodowej chwaly. I dokladnie to jest problem.

    Lista 80 jest jednym wielkim demotywatorem. Po jakiego .... wydawac np. w takim Palgrave, jesli mozna isc do Siedlec. To jest przeciez tak glupie, ze mozna sie rozplakac z wscieklosci.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:44:41:

    Dr.Kananga,
    I to jest właśnie ta tragedia grecka w polskim wydaniu. A przecież nawet to wrzucenie zusammmen do kupy dobrych polskich wydawców naukowych z wydawcami beletrystyki jest bardzo poprawnie pisząc niepoważne. A do tego dochodzą garażowce. Ale przyjdzie ewaluacja i wtedy zobaczymy, o ile te dwa periody 2017-18 i 2019-20 zostaną jakoś rozdzielone, jak będzie się zmieniać struktura publikacji. Może być tak, że jeszcze zatęsknimy za kudrykami.

  • inbum napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:46:42:

    @dr.kananga

    Słusznie, po drodze było zarządzenie z 28 września ( www.bip.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2018_10/dcd315c1bb5e48d5b53cb3d4e2ef065d.pdf ). Zmieniło ono § 3 zarządzenia z 12 stycznia, ale jako zadanie zespołu pozostawiło: przygotowanie i przedstawienie ministrowi projektu wykazu czasopism naukowych, wraz z przypisaną liczbą punktów. Okres pracy zespołu się skończył i JG powinien już mieć projekt listy czasopism z punktami.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 20:52:22:

    Dala.Tata,
    A to dopiero początek. Zobacz też ile tu wydawnictw zideologizowanych, a zgodnie z rozporządzeniem będą traktowane jako naukowe.
    Powiedzmy sobie prawdę, że sporo wydawnictw z listy 80 jest dużo lepszych niż te idolo i wojewódzkie garaże. Na dodatek nawet jest spora różnica w jakości między polskimi uniwersyteckimi. Jak wygląda wyd. z Akademii w Grudziądzu przy wydawnictwie z UW?

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 21:00:29:

    Kahlkopf, pelna zgoda. Ta idiotyczna urawnilowka jest masakryczna. Nagle benedyktyni z Tynca staja sie oaza naukowosci. Przeciez to sie nigdzie nie miesci.



  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 21:49:58:

    @trzy.14
    Zupełnie nie jestem dogmatyczny w tych sprawach. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Właściwie nie mam nawet teoretycznej koncepcji jak można by w miarę rzetelnie rozliczać naszych humanistów z ich pracy.

    Wolałbym tu jakieś reguły zamiast enumeratywnej i w sumie wręcz dziwacznej listy.

    Kontrargument o "braku motywacji" do publikowania monografii za granicą, bo tyle samo punktów dostanie się w Gorzowie - do mnie nie trafia. Kto jest w stanie napisać cokolwiek sprzedawalnego jako monografia za granicą, nie będzie sobie głowy zawracał Gorzowem, a nawet wydawnictwem UJ. Takiej monografii nie pisze się w celu produkcji punktów.

    Ciekawym argumentem jest natomiast problem kosztów (podnoszony tu wcześniej przez parę osób): uczelnia nie da pieniędzy na prestiżowe publikowanie za granicą, skoro uzysk punktów będzie taki sam, jak za (tańszą?) publikację w kraju, czy wręcz we własnym wydawnictwie. Ale dałem znak zapytania, bo nawet kilka quasi-predatory dużych wydawnictw globalnych oferuje publikację... za darmo. Poważne renomowane wydawnictwa: tym bardziej (choć nikt nie pogardzi kasą i zapewne różne kanały przekazu tu istnieją).

    Dla mnie wydawnictwo publikujące prace naukowe za darmo (czy w obiegu światowym, czy krajowym), powinno z automatu znaleźć się na tej liście "80": bo skoro są w stanie na siebie zarobić, to znaczy, że są w stanie nieźle ocenić jakość publikacji, zatem zapewne mają akceptowalny system recenzji czy weryfikacji jakości.
    Publikowanie za pieniądze zawsze wydaje mi się podejrzane, bo wtedy wydawca ma mocno obniżoną motywację do weryfikacji jakości tekstu.





  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 22:11:46:

    Całkowicie off-topic, ale to po prostu trzeba zobaczyć:
    twitter.com/Bart_Wielinski/status/1086710065325883392

    Swoją drogą ciekawa jest nieobecność Gowina. Czyżby zdawał sobie sprawę, że spalił za sobą wszystkie mosty i odwrotu już nie ma?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/19 22:26:22:

    Pi,
    Pewnie limuzynę mu naprawiali: link

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 12:15:56:

    js.c - tak, widze argument, ze osoba, ktora jest w stanie, i tak nie bedzie zawracac sobie glowy Gorzowem. Ja jednak zostane przy swoim. Bo ja sobie mysle, ze jak widzisz, jak ci sie kolega smieje w twarz, bo on w 2 miechy machnal monografie i ma tyle samo co ty, po 3 latach, to ci sie pisac odechciewa. i wolisz se netflix poogladac a nie pieprzyc z dobrymi monografiami.

    Twoj argument to argument, ze nam die i tak bedzie chcialo, bo my chcemy satysfakcji, ktora nam to 'prawdziwe' osiagniecie. To jest znany argument o tym, ze naukowcom nie trzeba dobrze placic, bo oni maja wynagrodzenie w symbolizmie OUP. I musze ci powiedizec, ze po 30+ latach pracy, ja mam serdecznie dosc symbolizmu. I mysle ze nie jestem sam w tym. w 'drugiej' czesci swojej kariery zaczynasz rozumiec, ze juz wiecej nie osiagniesz. masz jakas pozycje naukowa i ona nie zmieni sie dzieki kolejnej ksiazce w Palgrave. A jesli tak, to po jaka cholere sie meczyc?

    Zyejmy w zlotym wieku telewizji....ksiazki wydaja....po jaka cholere sie meczyc, gdy, na dodatek, jak sie tak umeczysz, to sie na smiesznosc wydajesz.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 12:22:02:

    A co od argumentu o kosztach, to ja nie wiem o co chodzi. Lacznie z redagowanymi, wydalem 9 ksiazek 'za granica' i nigdy pensa/centa za to nikt nie musial zaplacic.

    a argument, ze jak sie wydawnictwo utrzymuje, to dostaje 80 pkt jest tak od czapy, ze trudno sie do niego powaznie odniesc.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 12:32:12:

    "Ja się nie znam ale się wypowiem". Monografii wydawać nie planuję nigdy z powodów dość oczywistych.
    Argument @dala jest moim zdaniem trafny (do bólu) z całym szacunkiem ale po co się męczyć, wydanie gdzieś za granicą trwa, kosztuje więcej, lokalna Pani Marzenia nie wystarczy jako tłumacz bo będą chcieli nativa ( nie bez powodu). A tutaj my ze szwagrem coś tam stowrzyli. W kontekście tego że ustawa sobie o habilitacjach a rektorzy sobie (z resztą słusznie bo to że teraz na chwile wymogu nie ma to nie znaczy że kolejna władza znowu na gwałt go nie wprowadzi) będzie znowu pewna grupa ludzi którzy na wczoraj habilitować się muszą albo prozaicznie potrzebują książeczki do autopromocji bo nowe wytyczne wymyślili albo jeszcze coś innego. Takie akcje też są może nie często ale się zdarzają.

    Jedyną blokadę widzę tylko w kontekście grantów NCN nale w naukach tech-przyr monografie chyba miały marginalne znaczenie (mylę się?) a w humanistyce nie wiem i nie wiem czy było rozróżnienie światowe/polskie - może ktoś wie ?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 12:41:25:

    @P-tau:

    > Hal, można prosić o główne wnioski?

    Red. Słowik całkiem nieźle streścił sedno wyroku (linka).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 13:16:19:

    @Hal dziękuję za link - przyznam że próbowałam czytać całość ale mój stan psychofizyczny na to chwilowo nie pozwala.
    Spodobał mi się drugi komentarz pod artykułem
    "Orzeczenie, które ze sprawiedliwej przyczyny, nakłada na promotora wymóg graniczący z niemożliwym do wykonania. Publikując, zawsze drżę, czy koncepcja która przedstawiam, nie została już przez kogoś napisana tymi samymi słowami."
    I to że chodzi o 5% pracy, możliwe że kluczowe 5% ale jednak ... . To musiał być jakiś wybitnie drażliwy urywek że Autor oryginału to zauważył. Ciekawi mnie też jak duża objętościowo była praca ?

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 13:41:41:

    @Sarjane:

    > Ciekawi mnie też jak duża objętościowo była praca ?

    W uzasadnieniu wyroku znajdzie Pani takie szczegóły. ;)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 13:46:40:

    Hal,
    Mnie w tym artykule razi użycie słowa promotor w odniesieniu do opiekuna pracy dyplomowej. Promotor jest tylko w doktoracie.

    Po drugie, w głowie mi się nie mieści, by dopisać się, i to na pierwszym miejscu, do pracy dyplomowej swojego dyplomanta. Przecież prace dyplomowe sa samodzielne? A w artykułach nie jesteśmy autorami-widmami? Co innego, gdyby artykuł był rozwiniętą, przerobioną pracą dyplomową, ale wtedy należałoby o tym wspomnieć w artykule, a pracę dyplomantki umieścić w spisie literatury.

    Reszta nie wydaje mi się żadną rewelacją. Jest dla mnie oczywiste, że jeżeli piszemy w N>1 osób artykuł, to wspólnie i solidarnie bierzemy na siebie chwałę z jego sukcesu, ale i odpowiedzialność za błędy, oszustwa naukowe, plagiaty i tym podobne nieprzyzwoitości.

    Nauka opiera się na zaufaniu. Dlatego ja ufam swoim doktorantom, że nie spisują swoich fragmentów naszych wspólnych prac z innych artykułów. Że nie fabrykują wyników. Jedno i drugie byłoby trudne, bo praca nad artykułem zwykle trwa rok, a wymiana myśli jest bardzo intensywna. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby opiekun doktoratu nie wiedział, co robi (naukowo) jego doktorant.

    Prace dyplomowe to inna para kaloszy. Z reguły nie nadają się do (bezpośredniej) publikacji, choć zdarzają się wyniki, które podstawą publikacji być mogą, ale praca dyplomowa a artykuł naukowy to są dwa różne światy. Dla mnie jest oczywiste, że prace dyplomowe są samodzielnymi pracami studentów, ja zaś tam pełnię tylko funkcję doradcy, korektora i redaktora językowego, pierwszego recenzenta naukowego. Ale w najmniejszym stopniu nie czuję się ich autorem. To samo z doktoratami. Szczerze mówiąc, to nawet nie uważam za swój obowiązek wyszukiwać w takich pracach plagiatów. Nie moje autorstwo, nie mój cyrk. Reaguję tylko wtedy, jak dostrzegę plagiat "przy okazji", ale nie podejmuję żadnych działań mających plagiat wykryć. Zresztą, teraz wszystko idzie przez APD i system antyplagiatowy.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 14:04:05:

    @Trzy.14:

    Oczywiście zgadzam się z Panem. Ujął to Pan ładniej, niż ja bym to zrobił.

    Nie siedzę zbytnio w prawie autorskim, więc mogę się mylić, ale... wydaje mi się, że ten wyrok będzie ważny z dwóch przyczyn. Po pierwsze, wydał go sąd apelacyjny. Orzeczenia z tych sądów zdecydowanie kształtują praktykę stosowania prawa. Po drugie, sąd przedstawił nie tylko stan faktyczny, podlegający ocenie, ale także kontekst sprawy, a ponadto dość szczegółowo przeanalizował charakter prawny relacji.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 15:50:16:

    To musiała być jakaś wybitnie zdolna dyplomantka że jej praca nadawała się o od razu do publikacji. Chociaż na podyplomówce to może. To że opiekun był 1szym autorem w pracy która była nie poprawianą pracą dyplomową to co najmniej dziwne.
    Snuje mi się w głowie teoria spisków na temat stosunków skazanego z powodem i że może to nie był pierwszy raz ... ale może to tylko takie moje odczucia.

    @Hal przeczytam całość - dołożyłam sobie do zakładek ale to za jakieś 2 miesiące jak będę bardziej koherentna

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 17:16:01:

    @dala.tata
    A co od argumentu o kosztach, to ja nie wiem o co chodzi. Lacznie z redagowanymi, wydalem 9 ksiazek 'za granica' i nigdy pensa/centa za to nikt nie musial zaplacic. (...) argument, ze jak sie wydawnictwo utrzymuje, to dostaje 80 pkt jest tak od czapy, ze trudno sie do niego powaznie odniesc.
    Właśnie: nic Pan nigdy nie musiał płacić. I o to chodzi. W Polsce natomiast wydanie książki to przede wszystkim "zorganizowanie" pieniędzy na jej wydanie :) To tylko umacnia moje przekonanie o tym, że gdzieś tu leży być może klucz do problemu "monografii".

    Mogę przystać na to, że bezkosztowość wydania nie musi być warunkiem wystarczającym do 80 pkt, ale coraz bardziej wydaje mi się, że bezkosztowość powinna być warunkiem koniecznym do umieszczenia (przeciętnego) wydawnictwa na liście punktowanej.

    jak widzisz, jak ci sie kolega smieje w twarz, bo on w 2 miechy machnal monografie i ma tyle samo co ty, po 3 latach, to ci sie pisac odechciewa
    Czy ja wiem? U nas nie ma korelacji punkty-zarobki. Co najwyżej: produkujesz mało punktów - możesz wylecieć z pracy. Ale: gdy ktoś jest takim mistrzem, że opublikuje coś w OUP, czy choćby Springerze, to może w parę weekendów machnąć jakaś monografię czy dwie, po polsku, by trochę punktozę nadgonić. Ale generalnie: argumenty rozumiem, co do meritum prawie się zgadzam, chodzi mi bardziej o kwestie praktyczne (czy i jak ustawić taką idealną listę itp.) i że czasem lepsze jest wrogiem dobrego.

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 17:44:51:

    Moda na Sukces 2.0 odcinek 2348

    Zaprawdę. Dziś debatowano nad przywróceniem kolokwium habilitacyjnego. Postanowiono dołączyć do niego ramy KRK:
    1. Habilitant wie kogo i gdzie pocałować w dupę.
    2. Habilitant posiadł umiejętność zakładania spółdzielni.
    3. Habilitant rozumie, że prof. dr hab. Marian jest synem Bożym.

    A Marian wam pokaże wieczernik wielki, usłany, i tam przygotujcie Radę Wydziału.
    Odszedłwszy zaś znaleźli, jak im powiedział, i przygotowali słone paluszki i wodę mineralną.

    A gdy przyszła pora, prof. Marian zasiadł do stołu, i dwunastu N w dyscyplinie razem z nim.
    I rzekł im: "Pożądaniem pożądałem pożywać tę makulaturę z wami, zanimbym cierpiał.
    Gdyż wam powiadam, że odtąd nie będę jej pożywał, aż się wypełni w parametryzacji."

    A wziąwszy kielich dzięki czynił i rzekł: "Weźcie, a podzielcie tę monografię rozdziałami między siebie.
    Albowiem wam powiadam, że nie będę redagował makulatury, aż przyjdzie grant z NCNu."
    A wziąwszy papier, dzięki czynił, łamał, i dał im, mówiąc: "To jest makulatura moja, która się za was wydaje."

    "To cytujcie na moją pamiątkę."

    "Wszelako, oto ręka tego, co mnie wydaje w garażu, ze mną jest na stole, pozdro doktorze Wyliżuchu, szwagruniu mój, mordo moja."

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 17:56:54:

    A Hirsche były ich niewielkie.
    I takoż też się stało.
    opowiedział chór grecki zza sceny

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:01:20:

    A jeszcze podkład muzyczny, gdy prof. Marian wychodził:
    Chóry wszechdoskonałe zaśpiewały

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:04:48:

    I rzekł Ty jesteś habiliant [czyli Opoka]i na tej opoce zbuduję Kościół z makulatury, a bramy ewaluacyjne go nie przemogą.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:06:15:

    Tak w ogóle to ja już się z odpowiednimi podkładami muzycznymi i psalmami dziękczynnymi przygotowuję na nową listę z gowienkami, traktując listę z wydawnictwami, azaliż przygrywką będącą.
    Jednakowoż w wielkiej konfuzyji jestem, boć zawżdy nie wiem jakie dysputy podówczas będą na tychże stronach nas czekać.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:07:59:


    !!!!!!
    Nobel z literatury makulaturowej!

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:14:01:

    jsc - pewnie tak, zeby zaczac myslec o wydawnictwie jako o powaznym, ono musi wydawac ksiazki, bo uwaza, ze sa dobre, a nie dlatego, ze ktos im zaplacil za ich wydanie.

    Tu nie chodzi o zarobki przeciez. Tu chodzi o siwety spokoj. Kolega, ktory w 2 miesiace pisze ksiazke (a ja takie cuda widzialem - no, moze 3-4 mieisace), gdy ja musze siedziec 3 lata nad nia, ma 2 lata i 10 miesiecy swietego spokoju!! Co wiecej, moze szybciutko machnac jeszcze jedna i ma dwa razy wiecej punktow ode mnie. I to ja bede zagrozony, a nie on. I to jest tak glupie, ze mi dech odbiera.

    I ja rozumiem, ze inni maja inaczej i dla samej chwaly beda sie poswiecac, mnie niestety podoba mi sie to coraz mniej.

    Co do idealnej listy? Takiej nie ma i nie bedzie. Nie ma wydawnictw, jak juz wskazalem wczesniej, ktore wydaja tylko perly, albo tylko gnioty. Nie ma!!! I pomimo tego, ze nie tylko w polskiej nauce mamy listy wydawnictw, nie zmeinia to tego, ze listy sila rzeczy nie sa zadna ocena badan czy publikacji, tylko dosc prymitywnym szufladkowaniem publikacji.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:17:50:

    Dala.Tata
    I tym to że sposobem, mamy punktozę tylko w innej odsłonie.
    Ale zapowiedzi były szumne.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:21:49:

    Pi,
    Myślę, że Nobel, to za mało, oj za mało. Musisz dorzucić jeszcze Oskara, Złote Globy i nagrodę MTV, jeszcze jakiś ekskluzywny wywiad w Playboyu. No, wiesz, czasy się zmieniają...

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:22:11:

    Piosenka humanisty

    Publikowałem w Palgrave, Gallimardzie i Springerze
    Miałem książkę nawet w Elsevierze
    Wszystko chuj, o ja wam mówię wszystko chuj
    O może czasem trochę mniejszy, ale potem jeszcze większy

    Pisałem w wojsku i w szpitalu, w pierdlu i na kupie szmalu
    Pisałem w górach i na plaży i żonaty cztery razy
    Wszystko chuj, o ja wam mówię wszystko chuj
    O może czasem trochę mniejszy, ale potem jeszcze większy

    Pisałem w bibliotece, byłem w pracy, miałem prenumeraty
    Przychodzili po mnie z rana, potem biurko, word do rana
    Wszystko chuj, o ja wam mówię wszystko chuj
    O może czasem trochę mniejszy, ale potem jeszcze większy, większy... yee

    Aaa, pisałem w Ryjo, pisałem w Bajo, miałem bilet na Hawajo
    Pisałem na wsi... pisałem w mieście... pisałem nawet w Bukareszcie
    Wszystko chuj, o ja wam mówię, ja wam mówię
    Może czasem trochę mniejszy, ale potem jeszcze większy.

  • dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:26:18:

    Zeby znow sie kos nie przyczepil - ja nadal uwazam, ze lepiej pubikowac w miedzynarodowych czasopismach, a nie w wojewodztwie. Po pierwsze, lepsze towarzystwo, po drugie, lepsza kontrola jakosci (a na kontroli jakosci powinno przede wszystkim zalezec samym autorom!!!), po trzecie, znacznie wiekszy zasieg wydanej ksiazki.

    Wydalem w wydawnictwach za 200 i za 80 (wg nowej punktacji) kilka ksiazek. Nie mam poczucia, ze one sie roznia znacznie jakoscia, doniosloscia czy jeszcze czym innym. Tak sie sklada, ze moje dwie ulubione obecnie ksiazki opublkowane zostaly jedna w wydawncitwie za 80, druga za 200 pkt.

    Ale z powodow powyzszych na razie przynajmniej nie wyobrazam sobie publikowania w wydawnictwach wojewodzkich.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:26:56:

    kompletny off-topic, ale ten artykuł prof. Matczaka wart jest uwagi nie tylko prawników. Ja bym powiedział, że dla mnie on przywraca wiarę w nauki społeczno humanistyczne.

    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24373654,marcin-matczak-jezeli-zepsujemy-panstwo-to-mozemy-miec.html

    Kończy się tak:

    Jest takie stare powiedzenie, że jeżeli walczysz z potworami, to musisz uważać, żeby samemu nie stać się potworem, a pewne kuszenie pojawia się, żeby być agresywnym, kiedy inni są agresywni, a wtedy ja tylko pogłębiam to ich przerażenie i ten ich strach.

    W związku z tym koniecznie jest, żebyśmy wspólnie, także jako wspólnota uniwersytetu, podjęli nie podzieloną refleksję nad każdym kawałkiem rzeczywistości z osobna, ale wspólną refleksję, ażeby prawnik usiadł z psychologiem, socjologiem i zastanowił się nad tym, jaka jest ta rzeczywistość, bo rzeczywistość nie daje się podzielić na dyscypliny uniwersyteckie. Ona jest wspólna, tylko my ją dzielimy.

    I musimy w tych momentach, w tym przerażającym momencie - w którym w środku Europy na początku XXI wieku z państwa będącego członkiem Unii Europejskiej jest wyrzucany uniwersytet, czyli uniwersytet przegrywa z autorytaryzmem - stanąć wspólnie i trochę tak jak Leonidas powiedzieć: To jest uniwersytet, tu nie kopiemy z półobrotu, nie wrzucamy do studni, ale tu walczymy rozumem. I jeżeli wspólnie wokół tego problemu się zjednoczymy, to mamy szansę, żeby go rozwiązać. I tego państwu życzę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:34:37:

    Panie dochtorze, Panie dochtorze Kananga,
    Pan tu jakiś podkład elektrycznych gitar, a tu, trzeba w disco polo inwestować ;o)

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:39:35:

    jako osoba, która nigdy nie napisała i nie napisze żadnej książki naukowej, za to ma klkudziesięcioletnie doświadczenie z czasopismami, odczuwam pełną solidarność z dalą. Wśród publikacji, które uważam za ważne w mojej karierze, które zostawię po sobie, są takie w pismach z IF < 1 i z IF > 2 (u mnie IF na poziomie 2-3 to już szczyt). A także takie, które są cytowane i takie, których niemal nikt nie cytuje. A nawet takie, które zaczęły być z wolna cytowane po 10 latach zapomnienia. Mam też w największej obojętności część ze swoich najlepiej cytowanych artykułów, bo wiem, że tam nic nie ma, poza miłym argumentem w jakimś wniosku awansowym, przypadkowa przynęta na którą zawsze ktoś się nabierze, a której nawet nie mogę wycofać, bo dorobek to dorobek.

    Nie zauważyłem różnicy w nakładzie mojej pracy czy taż jakości recenzji w artykułach z 4. i 1. kwartyla WoS. Inna sprawa, że nie wysyłam niczego do "śmieci", czyli tam, gdzie wiem, że jak zapłacę, to wszystko przyjmą. Szkoda życia, by świadomie zostawić po sobie makulaturę.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 18:55:59:

    Panie Pi,
    Z tym płaceniem też tak nie jest do końca, jak niektórzy na to patrzą. Niedawno pisaliśmy tu o czasopismach wydawnictwa MDPI. To, że się płaci za wydanie artykułu, z resztą płatne też są open access i w tych, co też wydają za darmo. Jednak wracając do rzeczy są na rynku płatne i niepłatne. Pytanie, jak recenzenci i czasopismo/wydawnictwo podchodzi do danego manuskryptu. Czyli, czy jest porządna recenzja, czy jej nie ma. Proszę zauważyć, że nawet te topowe czasopisma miewają nieco gorsze artykuły, a nawet czasami wpadki. Ale z drugiej strony, ten nie ma wpadek, co nic nie robi.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 19:07:14:

    A tymczasem z życia ministra nauki: "Wręczałem dziś puchar zwycięzcy w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem.Gratulacje dla Stefana Krafta! Po raz pierwszy od kiedy mam okazje to robić, nie było Polaka na podium :(.". Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Zająłby się lepiej właśnie wręczeniem, zamiast polską nauką.

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 19:24:48:

    @trzy.14

    "Nie zauważyłem różnicy w nakładzie mojej pracy czy taż jakości recenzji w artykułach z 4. i 1. kwartyla WoS."

    No nie zawsze musi wszystko wyjść dobrze, albo tak jakbyś chciał - a czasopisma jednak są ukierunkowane na wyniki. Negatywne wyniki są fajne i też wnoszą do nauki, ale publikowane są niechętnie (choć nam raz się w udało opublikować wyniki które w sumie pokazywały że nasze pomysły nie działają w dobrym Q1). To o nakładzie.

    Ja natomiast w mojej działce widzę ogromną różnicę pomiędzy recenzjami z dołu Q1 a góry Q1. A już recenzje w czasopismach z pierwszego centyla to jest mistrzostwo Świata - wszyscy recenzenci są dobrani na prawdę w punkt i są rzeczywiście ekspertami w tej wąskiej dziedzinie z której jest praca.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 20:08:42:

    Tak - tylko my tutaj mówimy o ludziach którzy przykładają się do pisania. Nie ważne czy jest to mały przyczynek czy coś większego. A wiadomo że w nauce mamy ludzi (nie tylko w PL) którzy albo mają ograniczone zdolności albo idą po najmniejszej linii oporu. Więc jest pewna rzesza autorów którzy piszą w zasadzie to samo w różnych iteracjach - bo tak łatwiej. I tutaj publikacje płatne, są wybawieniem. Bo jak nie złapie jedno to złapie drugie albo 5 - w końcu ktoś się na to złapie (jak ładnie wygląda). W płatnych system publikacyjny a przynajmniej recenzyjny jest zazwyczaj (nie zawsze) krótszy. I można się bawić.
    Ponadto są ludzie którzy na uczelni zajmują się zarabianiem a nie nauką (tzn. nauka w tym jest ale nie jest celem samym w sobie). Dostaną zadanie "habilitacja" więc zadanie ma być wykonane, wykonujemy je robiąc publikacje płatne, nap ze zleceń grantów itp. W celu zapewnienia sobie dalszego bytu. I tak dalej. Czy te publikacje są gorsze? ciężko powiedzieć - są wynikiem lat pracy. Na pewno przyświeca im inny cel niż "nauka".

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 20:11:09:

    @dala, @trzy.14
    Taki efekt, czy jego brak, zaobserwujecie, jak od razu macie dobry materiał. Nie będzie widać różnicy :)
    Prawdziwy test wydawnictwa jak i czasopisma to wysłanie złego tekstu (you should try it some time ;-)).
    Tak jak pisze trzybar, w tych najlepszych często recenzują najlepsi, bo tym mniej odmawiają, niż tym z dołu. "Niżej" częściej pojawiają się recenzenci "z łapanki", koledzy redakcji, jak merytoryczni odmawiają lub ignorują.
    Co do płacenia, zgadzam się z js.c., to może być jakaś wskazówka, ale są częste wyjątki w obie strony (np. Lambert publikuje za darmo w konwencji print-on-demand, ale nie recenzuje w ogóle).
    Zespół złożył te dwa poziomy z innych rankingów i nawet dałoby się to strawić, gdyby nie "dosypane" polskie wydawnictwa. Tyle że bez polskich czasopism nie dałoby się przepchnąć żadnego zróżnicowania, to jest taki trudny kompromis.
    Więcej poziomów? Tym większe problemy klasyfikacji i większa wojna, że polskie wydawnictwa sekowane (już i tak słychać oburzenie KKHP, że jak to, nie ma polskich wydawnictw w ekstraklasie).

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 20:34:48:

    Już nie wiem czy nie wolałbym polskich w ekstraklasie. Za cenę włączenia nie wiem: Universitas, UMK, WUJ i paru innych, odsiałoby się kompletny chłam. Po polsku też się ukazują dobre książki, ale nie w Szczytnie, u Paradyża czy Służbie Pożarniczej. Niech będzie nawet ten zgniły kompromis ale nie zapleśniały i zgrzybiały jak teraz.

  • kubahum napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 21:40:22:

    @dr. kananga
    Jednym z niewielu plusów tej listy jest właśnie to, że wśród 300-punktowców nie ma polskich wydawnictw. Przecież umieszczenie tam polskiego wydawnictwa tylko wzmogłoby patologie: wzrosłyby koszty publikacji albo dostęp do nich mieliby "krewni i znajomi królika". Stałoby się to, co już się dzieje w procesie tworzenia uczelni badawczych: nie jest ważne, jaki ktoś ma dorobek - ważne, gdzie pracuje i kogo zna.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 22:18:57:

    Zainteresowała mnie otoczka prawna tego komunikatu ministerialnego w sprawie wykazu czasopism.

    1. Upoważnienie ustawowe (art. 267 ust. 2 pkt 2 lit. a Constitutio Gówniania) mówi, że rozporządzenie w sprawie wykazów wydawnictw monografii naukowych ma określać:
    a) sposób sporządzania tych wykazów,
    b) sposób ustalania i przypisania punktów tym wydawnictwom,
    przy tym ma uwzględniać:
    c) ,,uznaną renomę wydawnictw'',
    d) ,,podział [wydawnictw] na grupy odpowiadające ich randze''.

    Co to jest ,,renoma''? Wg USJP ,,renoma'' znaczy tyle, co ,,pochlebna opinia; sława, rozgłos, wziętość'', ,,prestiż''. Ta renoma ma być ,,uznana''. Ten sam słownik definiuje to słowo: ,,o człowieku: mający ugruntowaną, wyrobioną dobrą opinię, cieszący się sławą: [...] uznany specjalista'' i ,,cieszący się dużym rozgłosem, znany, popularny: uznany film, uznana powieść''.

    Czyli tak naprawdę wytyczne do rozporządzenia są niejasne. Nie wiadomo, co minister ma brać pod uwagę, gdy będzie określał w rozporządzeniu wytyczne do sporządzania tych wykazów.

    2. Siódmego listopada 2018 minister wydał rozporządzenie w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych... (Dz.U. poz. 2152). Jest tam część dotycząca żurnali i pokonferencyjniaków, ale ją teraz pomijam.

    Zgodnie z § 2 rozporządzenia sporządza się listę wydawnictw. Ujęte na niej wydawnictwo powinno:
    a) ma spełniać etyczne i naukowe standardy wydawnicze, tj. stosować wytyczne Committee on Publication Ethics (COPE) i mieć ustalone procedury recenzyjne,
    b) publikować recenzowane monografie naukowe, które mają istotny wkład w rozwój światowej nauki,
    c) mieć taką politykę wydawniczą, która przyczynia się do upowszechniania monografii w skali światowej,
    d) być uznane przez środowisko naukowe, z uwzględnieniem pozycji w klasyfikacjach wydawnictw.
    e) traktować tak samo propozycje publikacji, za które ktoś zapłaci bądź nie.

    Z powyższych list KEN sporządza wykazy wydawnictw i przypisuje im punkty (§ 3 rozporządzenia). Wydawnictwo, które spełnia warunki a-e, otrzymuje 200 punktów. Wydawnictwo, które spełnia tylko warunki a-b, otrzymuje 80 punktów.

    I teraz odnosimy to do treści upoważnienia ustawowego, omówione w punkcie tego posta:
    1a) Rozporządzenie w § 2 rzeczywiście określa sposób sporządzania wykazów wydawnictw.
    1b) Rozporządzenie w § 3 rzeczywiście określa sposób przypisania punktów tym wydawnictwom, tj. mówi, że spełnienie danych warunków skutkuje przypisaniem do grupy za 80 albo 200 punktów. Ale rozporządzenie, moim zdaniem, nie określa sposobu ustalania punktów -- nie wiadomo, dlaczego akurat 80/200, a nie 50/150, 60/240 itd.
    1c) Rozporządzenie w § 3 rzeczywiście uściśla wymóg uznanej renomy -- zob. pkt 2d posta.
    1d) Rozporządzenie w § 3 rzeczywiście dzieli wydawnictwa na dwie grupy -- za 80 i 200 punktów. Jest to zgodne z przepisem ustawowym: skoro ma być ,,podział na grupy'', to przynajmniej na dwie.

    C.d.n.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 22:28:36:

    C.d.

    3. Komunikat realizuje wytyczne rozporządzenia, mówiące o ,,podziale na grupy'', bo mamy dwa poziomy. Te poziomy odpowiadają przypisaniu 80 lub 200 punktów, co także jest zgodne z rozporządzeniem.

    Wymienione w komunikacie wydawnictwa za 200 pkt powinny spełniać wytyczne opisane w punktach 2a-2e tego posta. Wszyscy chyba się zgadzają, że to bardzo dobre wydawnictwa i zasługują na zakwalifikowanie do pierwszej ligii polskiej. ;)

    Ale wykaz wydawnictw za 80 pkt powstał z listy wydawnictw, które spełniały tylko dwa postulaty, opisane w punktach 2a+2b tego posta. Aby sprawdzić, czy spełniają warunek 2a (standardy COPE i ustalone procedury recenzji), trzeba by wystąpić do ministra z wnioskiem o informację publiczną.

    Mam spore wątpliwości co do realizacji warunku 2b przez większość wydawnictw za 80 punktów. Ich publikacje mają mieć ,,istotny wkład w rozwój światowej nauki''. Czy monografie naukowe publikowane mają rzeczywiście istotny udział w rozwoju nauki na świecie? Dotychczasowy wymóg na dr.hab. (art. 16 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych) to m.in. osiągnięcie naukowe mające znaczny wkład w rozwój dyscypliny naukowej. Rozporządzenie ws. wykazu wydawnictw zawiesza poprzeczkę wyżej: istotny = znaczny, ale w rozporządzeniu chodzi o rozwój światowej nauki, takiego wymogu tak naprawdę nie było dotąd nawet na dr.hab.

    Wniosek 1: według rozporządzenia wydawnictwo za 80 pkt powinno dotąd mieć wśród swoich publikacji monografie o znaczeniu większym niż prace na dr.hab. (Za 200 oczywiście też, ale zgadzamy się chyba, że CUP, OUP, MIT itd. realizują ten warunek). Ile wydawnictw za 80 pkt spełnia ten warunek?

    Wniosek 2: jak na mój gust minister w rozporządzeniu wyszedł poza ramy upoważnienia ustawowego, tzn. wprowadził więcej wymogów, niż dopuszcza to przepis ustawy. Ale, jak dla mnie, większość wpisanych do wykazu 80 pkt wydawnictw nie spełnia tych wymogów. Trudno powiedzieć, czy te wydawnictwa spełniają też ustawowy warunek ,,uznanej renomy wydawnictw'', bo to bardzo niedookreślony termin. Moim zdaniem większość nie spełnia go.

    To taka szybka analiza w przerwie pisania rekonstrukcji. Pewnie można by z tego zrobić solidną ekspertyzę. Ale nie chce mi się.

  • 5368696c6c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 22:32:08:

    @Publikacje płatne.

    Rolę płatnych publikacji w naszych uwarunkowaniach dosyć dobrze obrazuje podsumowanie zdarzeń ewaluacyjnych opublikowane na blogu E. Kulczyckiego. Jak to jest, że taki płatny PNAS tam się nie pojawia?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 22:50:23:

    Bo PNAS to szczyt. I to, czy jest płatny, czy nie, nie ma znaczenia.
    Im niżej w hierarchii, tym płatność zaczyna znaczenia nabierać, na dole wręcz dominuje.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/20 23:17:28:

    @5368696c6c
    Jest dokładnie tak, jak wskazuje niżej trzy.14. Zresztą czasopisma ze szczytu są czasem dość liberalne w pobieraniu opłat i uwzględniają prośby o zwolnienie z opłaty. Zresztą celowo w swoich postulacie dodałem przy "wydawnictwach" słówko "przeciętne" (w tym: np. wszystkie krajowe). Wydawnictwom z samego topu nie ma sensu stawianie tego typu wymagań.

    Natomiast sytuacja w Polsce jest zupełnie jednoznaczna: co najmniej 90% tych wydawnictw to instytucje publiczne i decyzje na temat pobierania (lub nie) opłat, czy drukowania (lub nie) makulatury, której nikt nie czyta, ani nawet do biblioteki nie zamawia, takie decyzje oznaczają tylko różne sposoby wydatkowania publicznych pieniędzy. Moim zdaniem stan obecny to zarówno marnotrawstwo funduszy jak i zaciemnienie lub wręcz zanik selekcyjno/recenzenckiej roli wydawnictw.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 08:48:09:

    Z wydawnictwami (książkowymi) jest w ogóle problem generalny, zresztą wskazywany w związku z co najmniej kilku czasopismami z tych (obu) list: jak odcedzić literaturę naukową od beletrystyki czy popularyzacji. Może punkty powinny dotyczyć nie tyle (albo nie tylko) wydawnictw, co serii wydawniczych?

    Problem ten zresztą dotyczy i czasopism (choćby "Nature", gdzie obok artykułów naukowych są zamieszczane jakieś listy, opinie czytelników, czy artykuły pisane przez zatrudnionych tam redaktorów), ale tam ma raczej małe natężenie i chyba jest jakoś opanowany (choć całkowitej pewności nie mam).


  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 08:52:28:

    oczywiście: "co najmniej kilku czasopismami" -> "co najmniej kilku wydawnictwami"

  • klamczuchosiedlowy napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 09:41:08:

    A może to jest metoda na reformę SW:
    wyborcza.pl/7,161389,24367334,montessori-pod-babia-gora.html
    ?

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 11:46:31:

    @5368696c6c
    Żeby opublikować coś w PNAS to rzeczywiście trzeba mieć coś do powiedzenia w temacie, tam kryterium opublikowania naprawdę nie jest zależne od zapłaty, ale jakości merytorycznej tekstu. Podobnie jest z innymi czasopismami płatnymi, które są rozpoznawalne i mają wysokie parametry bibliometryczne. Na dowód proponuję wysłać komuś niedopracowany artykuł do któregoś z tych czasopism i czytać jak walec recenzyjny rozjeżdża wszystko w umiłowaniem.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 12:21:28:

    Zawżdy jestem z tej głębokiej Galicyji, co z wielką konfuzją stwierdzam, że minister także, a juści.
    Ale ja chciałbym wam dać przepis, jak po prawdzie opisywać przybycie najświatlejszego ministra:
    Jaki był dzień przyjazdu ministra? Promienny.
    Co wznosiły tłumy publiczności? Entuzjastyczne okrzyki.
    Jaki był wjazd ministra? W całym tego słowa znaczeniu uroczysty.
    Czym się stał? Pełną szczerego zapału manifestacją.
    Czym minister przeszedł korytarz z parkingu? Elastycznym krokiem.
    Jakie znaczenie miały przemówienia? Doniosłe politycznie.
    Czym była nacechowana odpowiedź ministra? Niezwykłą łaskawością.
    Co towarzyszyło ministrowi w powrocie do stolicy? Wdzięczność narodu
    *


    Parafraza

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 13:58:59:

    @alpacone

    Ja tylko dodam że niedopracowane artykuły w bardzo dobrych czasopismach (nie musi być PNAS) to wyłapuje edytor i rozjeżdża walcem, oczywiście w bardzo miłych słowach. W najlepszych czasopismach 40-60% publikacji w ogóle nie przechodzi przez edytora do recenzji.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 14:25:30:

    A Gowin nawet nie tyle, że się nie cieszy, ile zamikł. Podobno urzędnicy dopisywali do listy - bez żadnego trybu - dziesiątki wydawnictw. Stąd pewnie słynne już na całą Polskę, jeżeli nie kulę ziemską, renomowane firmy wydawnicze typu Biały Kruk czy Benedyktyni z Tyńca. Aż dziw że się nie znalazly obok CUP czy OUP.

  • profesor_marian napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 16:18:37:

    Szanowni Państwo,

    Wszystkich chętnych zapraszam do pisania ze mną monografii, zarówno współautorstwa, jak i rozdziały w edytowanych wolumenach, są mile widziane. Wydajemy to w jednym z renomowanych wydawnictw m.in:
    Centrum Naukowo-Badawcze Ochrony Przeciwpożarowej im. Józefa Tuliszkowskiego
    Edycja Świętego Pawła
    Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim

    Szanowni Państwo, nie traćcie czasu na jakieś zagraniczne gnioty, tu jest 80 punktów do wzięcia od ręki!

    zgłoszenia proszę wysyłać do Pani Krysi lub dr Wyliżucha w nieprzekraczalnym terminie.

    z poważaniem Wasz Profesor,
    --
    prof. zw. dr hab. h.c. multiplex
    zasiadam, piastuję, inicjuję, namaszczam

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 16:53:15:

    Szanowni Państwo

    Mamy też ofertę lux: światowe pomniki z makulatury. Książki wydane z prof. Marianem Pani Jadzia, co kończyła anglistykę przetłumaczy i puści się je w Brillu lub Peetersie. Jeden warunek tylko, że o kulturze naszej narodowej lub polskiej myśli teologicznej muszą być. Wtedy makulaturowy, co ma wejścia w NRPH, wydrepcze w korytarzach MNiSW grant na tłumaczenie i 300 punktów do wora. Będzie jak znalazł.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 17:25:36:

    Jarosław Gowin ma świetną wymówkę: to nie on a zespół ekspertów złożonych z samych naukowców skonstruował listę.
    Trochę straszno jeśli istotnie to creme de la creme nauki preparował zestawienie.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:07:28:

    Oczywiście, my się tu nabijamy z tego rozporządzenia i nie tylko. Ale, tak po prawdzie jest nad czym zapłakać. Poczytałem też dyskusję pod blogiem prof. Kulczyckiego, widać tam naszych uczestników. Z nie wszystkimi opiniami się zgadzam. Jednak uważam, że zrównywanie nierównego Springera z wydawnictwami lokalnymi lub beletrystyki uważam za niepoważne. Tym bardziej, że parę fresh tomatoes Springer wydał w STEM. Jednak jak nic przydałby się poziom pośredni w punktacji. Nawet, jak w STEM monografie to max. 5%, to i tak taka lista raczej zachęca do bylejakości. Dla mnie ta lista jest szokiem i niezbyt miłą zapowiedzią najważniejszej listy - listy czasopism. Czekam, z wielkim niepokojem.
    Ciekawy jest numer nowego Forum Akademickiego. W tym dalsza saga rodziny G.
    Jednak moja smutna konstatacja jest taka, że przy tak krojonym prawie wysiłki prof. Marka Wrońskiego to para w gwizdek.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:10:33:

    A jaki jest ciąg dalszy Sagi Zmierzch G. ?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:14:29:

    Ja tam nie widzę kremu w tym zespole...

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:18:36:

    @kahlkopf
    A może rozwiązanie typu: w STEM dodatkowe 5% na monografie zagraniczne 80 pkt?

    Bo ja się obawiam poziomu pośredniego. To byłoby aż ze 140 pkt i już bez dzielenia na autorów, jak rozumiem. A na pewno na zagranicznych wydawnictwach tu się nie skończy. Wślizgnie się wiele krajowych. Już lepiej postulować poziom niższy (40 pkt?) degradując połowę wydawnictw pod tym czy innym pretekstem. Ale to będzie trudne psychologicznie, bo "kto daje i odbiera...".

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:19:44:

    c.d Przy okazji można by zdegradować kilka wydawnictw 200 -> 80, bo tym czy owym się należy.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:23:47:

    A po co w ogóle w STEM monografie?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:29:59:

    @kahlkopf
    Monografie są głównie dumą humanistyki i nie ma byka, gdyby wprowadzili poziom 130, to prędzej zadomowiłyby się tam wydawnictwa uniwersyteckie niż Springer. A nawet jak i te, i te, to i tak byłoby jeszcze mniej ciekawie.
    Przy okazji, kto de facto w wydawnictwach UW i UJ wybiera recenzentów książek?
    Na nigdy nie napisałem żadnej książki, ale z tego, co słyszałem, to w wydawnictwach uczelnianych z reguły jest to sam autor. Przeciwne wieści słyszałem tylko o wydawnictwie UMK, co nie znaczy, że inne nie istnieją. Jak jest w naszych flagowych?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:35:19:

    PS. przez "uniwersyteckie" rozumiem tu "polskie uniwersyteckie". Co do niektórych zagranicznych uniwersyteckich, których na razie prawie na liście nie ma, to nie protestowałbym.
    @js.c, tego samego bym się obawiał.
    Dobrze byłoby, gdyby KEN, która ma się ukonstytuować 1 marca 2019, wyposażono w możliwość usuwania wydawnictw; tylko że zdaje się tradycją jest, że te wszytkie ciała przedstawiają "propozycje", a decyduje organ MNiSW.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:37:51:

    To bywa różnie. W bardzo nielicznych wydawnictwach to redaktor decyduje kto będzie recenzentem nawet nie pytając autora. W nielicznych autor może zasugerować. A większości autor przychodzi z maszynopisem i gotowymi recenzjami :). BTW, nie wiem jak w STEM ale w niektórych nawet w topowych JCR pismach z hum-społ. autor również proponuje recenzentów, oczywiście redaktor nie musi wziąć tych sugestii pod uwagę.

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:43:04:

    I oprócz tych bardzo nielicznych: wszystko odbywa się jawnie. Autor wie kto jest recenzentem i recenzenci kto jest autorem.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:44:43:

    @kananga
    No to idealnie byłoby wziąć ten czynnik pod uwagę, tylko jak ustalić prawdę? Ani wydawnictwo, ani autor nie ma interesu w szczerości.
    Co do czasopism: opcja proponowania recenzentów jest często dlatego, że jest wbudowana w platformę obsługi zgłoszeń, ale redaktorzy dobrych czasopism rzadko korzystają z tych sugestii (inaczej szybko przestałyby być dobre, bo byliby to "ustawiani" recenzenci, zresztą były takie przypadki).

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 19:53:16:

    tak ala tych samych platformach np. manuscript scholar w jednych czasopismach jest ta opcja w innych nie, wiec te platformy można chyba jakoś dostosować do wymagań czasopisma

    Trzeba sprawdzać wydawnictwa, mystery potential author na wzór myster shopping :D en.wikipedia.org/wiki/Mystery_shopping

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 21:48:45:

    @Nobooks:

    > Przy okazji, kto de facto w wydawnictwach UW i UJ wybiera recenzentów książek?

    W tym drugim jeszcze jakieś 4-5 lat temu autorzy z szeroko pojętych nauk społeczno-humanistycznych de facto sami wybierali recenzentów, bo ich propozycje były rzadko kiedy kwestionowane. Jak jest teraz, nie wiem, ale pewnie niewiele zmieniło się.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 21:49:16:

    Dr.Kananga,
    W STEM też są potrzebne monografie, ze względu na to, że porządkują pewien zakres wiedzy i zbierają ją do kupy. Same artykuły są zamknięciem badań na danym etapie i są jakimś wycinkiem (puzelkiem) większego kawałka, który to właśnie może monografia ogarnia.
    Taką choćby ponadczasową monografią jest Bendata i Piersola "Random Data: Analysis and Measurement Procedures" wydaną przez teraz niedocenionego Wiley & Sons. Czyli na dzień dzisiejszy, tak ważna publikacja to 80 pkt. Też fajną rzecz wydał Zieliński "Cyfrowe przetwarzanie sygnałów" WKŁ.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 21:50:39:

    Sarjane,
    Jak widać dalsza część jest i będzie.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:13:34:

    dr.kananga,
    W STEM książki nie są nośnikiem czy platformą dystrybucji nowych wyników - są raczej platformą dystrybucji podręczników czy też na wyższym poziomie - syntez istniejącej wiedzy. Gdybym miał napisać książkę naukową, co się nie zdarzy, to na rok zapadłbym w bibliotece (czyli w artykułach czytanych w komputerze oraz książkach ściągniętych przez bibliotekę) i po tym roku powstałaby synteza wyników w temacie X. Ale i tak wątpię, by starczyło materiału na książkę: po roku byłbym w stanie napisać długi artykuł przeglądowy, czyli 50-100 stron, wciąż za mało na książkę.

    W STEM monografii naukowych nie pisze się w ogóle, z wyjątkiem próby ominięcia wymogu przedstawienia oświadczeń współautorów podczas procesu awansowego, a książki z rozdziałami to łatwy sposób na rozszerzenie swojej listy osiągnięć naukowych *towarzyskimi* publikacjami proceedingsów konferencyjnych.

    W STEM w mojej dyscyplinie recenzent z zasady zna personalia autorów, autorzy nigdy nie znają personaliów recenzentów. Podczas wysyłania artykułu można wskazać kilka nazwisk potencjalnych recenzentów lub osób, z którymi jest się w konflikcie. Nigdy nie wskazywałem nikogo z Polski, ale chyba jestem wyjątkiem. Kilka razy dostałem do recenzji artykuły *znajomych i w jakimś sensie zależnych ode mnie* Polaków, z czego wnoszę, że redaktor w Elsevierze poszedł na łatwiznę, bo moje dopasowanie do tematyki tych artykułów było takie sobie, moje nazwisko musiał zasugerować autor. Generalnie więc autor w STEM uważa, że w książkach nie ma nic nowego, a recenzje proceedingsów są towarzyskie, dlatego jego odczucia względem tego kanału dystrybucji "wiedzy" zawierają sporą domieszkę pogardy.

    W tym sensie warto pamiętać, że o znaczeniu książek w życiu polskich naukowców decydują TAKŻE osoby takie jak ja, dla których książka nie jest jakimkolwiek kanałem dystrybucji nowej wiedzy i nie książki były dźwignią ich obecnej pozycji towarzysko-naukowej. Niewykluczone, że takie osoby mogą reprezentować nie tylko STEM (bez engineering, czyli w polskich warunkach ze STEM zostaje SM!) ale i HS.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:18:11:

    Przy czym nauki techniczne w STEM to inna bajka niż nauki ścisłe czy przyrodnicze. Mam na półce kilka nikomu niepotrzebnych monografii awansowych z nauk technicznych. W tym sensie nauki techniczne jedną nogą stoją tam, gdzie stoją HS.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:24:27:

    Dzisiaj mamy Dzień Babci, jutro Dzień Dziadka. Widzę, że jeszcze nie złożyliśmy najlepszych życzeń leśnym babciom i leśnym dziadkom. Ode mnie niech popłyną te pierwsze.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:26:52:

    Pi,
    Ja bym nie mieszał mimo wszystko monografii awansowych, choć i wśród nich coś się znajdzie ciekawego z monografiami poważnymi. I tak tu jestem za tym, że monografia w STEM jako nośnik syntezy kilku/kilkunastu przeglądówek jest potrzebna. Dlaczego? Choćby dla młodych naukowców stając się punktem wyjścia do badań literaturowych przed przystąpieniem do zasadniczych eksperymentów. Do dowiedzenia się podstaw i dojścia do punktu, od którego trzeba by coś nadpisać. Czyli, żeby nie wyważać już otwartych drzwi. Może się jednak jeszcze zastanowisz nad syntezą swojej wiedzy, tak by pokazać, gdzie zacząłeś i gdzie może skończysz?

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:30:35:

    Moda na Sukces 2.0 odcinek 2349

    Dziś na Radzie stanęła sprawa plagiatu pracy dyplomantki doktora Wyliżucha. Wstępnie przyjęto, że to dr Wyliżuch przepisał pracę magistrantki, dlatego, że praca magistrantki była pięć lat wcześniej niż rozdział w monografii z wydawnictwa Jakuba z Paradyża autorstwa tego wkrótce renomowanego badacza za 80 pkt.

    W tym momencie prof. Marian słusznie zauważył, że "liniowość czasu jest koncepcją ściśle kulturową, wywodzącą się ze spojrzenia na czas z perspektywy kultury Zachodu. Tymczasem w innych kulturach bieg czasu jest postrzegany bardziej jako powtarzające się koło tych samych wydarzeń. Tym samym to, że praca była obroniona najpierw przez dyplomantkę, a potem ukazała się jako artykuł dr Wyliżucha o podobieństwie 99%, świadczy na niekorzyść dyplomantki, bo wszystko już było i co więcej zdarzy się ponownie."

    Dlatego też bezczelną recydywistkę usunięto z uczelni, a jej stopień anulowano.

    Dr Wyliżuch otarł z potu swoje nieco ulżone od stresu oblicze i wstał. Odkaszlnął.

    "Prawda, no. khy, khy, tak bywa. Aby jednak uniknąć takich gorszących wydarzeń proponuję Krajowe Ustalenia Pracy Akademickiej (w skrócie KUPA), który to system byłby internetowym systemem recenzowania pracy przy pracach dyplomowych w skali kraju i uzupełniałby punktowy system ewaluacji w ramach Gówienków oraz kontroli jakości zajęć CzeKa. "

    W kolejnych posiedzenia zarysował się ostateczny kształt systemu KUPA, któremu przyświecała koncepcja Włodzimierza Lenina "ufaj, ale sprawdzaj". Każdy promotor musiałby recenzować swoją pracę z dyplomantem odpowiadając na wystandaryzowane pytania, czy spotkał się z dyplomantem osobiście, czy rozmawiał przez telefon, czy zna rodziców dyplomanta, czy nie za dużo literatury kazał czytać, czy poprawiał literówki, czy trzymał za rękę, gdy dyplomantowi się źle śniło na temat obrony i miał sraczkę. Wszystko oceniano by w punktach KUPY, które byłyby liczone w postępowaniach awansowych w przeliczniku 0.14 na każdy punkt impakt faktora razy pierwiastek kwadratowy z liczby Gówinków za liczbę popełnionych plagiatów.

    Prof. Z. Makulatury, który dotychczas odpisywał na maile - taki jest zaznajomiony z najnowszymi technologiami statystyczno-informatycznymi - zaproponował z entuzjazmem: "Proponuję, żeby zgodnie z tryndem BIG DATA system działał wyłącznie z uczelni i niemożliwe było logowanie zdalne oraz żeby KUPA wieszała się na każdym pytaniu i żeby było minimum 1000 znaków na każde pytanie (taki limit obowiązkowy). No i żeby oprócz tego to co w internecie trzeba było wydrukować, podpisać i przypieczątkować, żeby cały dzień na tym spędzić bujając się po mieście."

    Zaproponowano również, żeby systemy oceny zintegrować, aby uzyskać system "KUPA CzeKa na Gówienka.

    Przedstawiciel studentów zapytał nieśmiało: "Czy pozwoli to usprawnić pracę przy pracach?"

    Dr Wyliżuch odpowiedział: "Nie wiem, ale kogo to obchodzi. Ważne że wszyscy zapomnieli od czego się zaczęło posiedzenie."

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:41:53:

    Czlowiek.Z.Makulatury
    Ja mam takie nieśmiałe pytania:
    1. Czy posiedzenie było w głównej auli, czy w głównym wychodku Uniwersytetu?
    2. Czy, jeżeli było w głównym wychodku, to starczyło dla wszystkich papieru?
    3. Czy wychodek był koedukacyjny i zapewnił wszystkim równość dostępu?
    4. Czy wychodek przeszedł kontrolę czystości i jakości?
    5. Czy w trakcie posiedzenia były dostępne napoje i poczęstunek certyfikowane przez Madzię?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 22:50:23:

    @kananga
    Moduły można włączać i wyłączać, ale mało kto to robi, redakcje używają "prekonfigurowanych" instancji platform. Kto sporo wysyła/recenzuje do czasopism wykorzystujących platformy (czyli większości ważniejszych), z pewnością zauważył, że emaile potwierdzające złożenie, przypominające o terminie, oznajmiające o wyniku, itp. jednobrzmiące dla wielu czasopism. Nawet tych szablonów redakcje na ogół nie ruszają, choć mogą, natomiast o włączanie/wyłączenie modułów trzeba zwracać się do administratora całej platformy (w dodatku za tego typu zmianę wydawca może być obciążany opłatą).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 23:05:17:

    @człowiek
    Jakkolwiek zrobiło się niesmacznie ... nieco ... to fragment o drukowaniu jest bardzo prawdziwy, a nieliniowość czasu jest genialna

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 23:34:59:

    Sarjane,
    E tam, niesmacznie. Jak były paluszki i Cisowianka to nie było tak źle ;o)

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 23:40:17:

    1. Czy posiedzenie było w głównej auli, czy w głównym wychodku Uniwersytetu?

    Co za różnica.

    2. Czy, jeżeli było w głównym wychodku, to starczyło dla wszystkich papieru?

    Papier toaletowy produkowany jest z makulatury, a u nas makulatury nigdy nie brakuje.

    3. Czy wychodek był koedukacyjny i zapewnił wszystkim równość dostępu?

    Jak dowodzą Badania Prof. Mariana "Encefalopatia w encyklikach Jana Pawła II", które będą wydane w wydawnictwie Akademia Biznesu Vistula (80 pkt.), kobiety mają mniejsze mózgi niż mężczyźni, dlatego powinny siedzieć cicho i donosić kanapki.

    4. Czy wychodek przeszedł kontrolę czystości i jakości?

    W wychodku była kontrola PKA i orzekła, że nasze sylabusy świetnie się do niego nadają.

    5. Czy w trakcie posiedzenia były dostępne napoje i poczęstunek certyfikowane przez Madzię?

    Oczywiście były to niedopieczone paluszki słone (kryterium: cena 100%) i Cisowianka.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/21 23:47:56:

    Dziękuję, za wyczerpująca odpowiedź.
    Właśnie z kolegami zakupiliśmy składkową paczkę chrupek w Biedronce i z niecierpliwością czekamy na kolejną część.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 01:46:57:


    oko.press/uczelnia-zwolnila-eksperta-prawnego-pis-za-plagiat/

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:00:50:

    Widzę, że jest moda, jak zauważył Makulaturowy na sukces, ale i też na nagrody wszelakie, ordery. Widać, że niektórzy uwielbiają takie rzeczy, tzn. kaban, uścisk rączki, jubelek.
    My też możemy pokusić się o nadawanie bardzo nieprestiżowej nagrody za plagiat, jak też nieprestiżowy tytuł plagiatora roku. Może taka akcja, by pozwoliła na dodatkowe uświadomienie, ośmieszenie również takich ludzi bez skrupułów?
    Czy prof. Wroński też myślał o tym, aby tak próbować jeszcze ośmieszyć plagiatorów?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:02:22:

    A może niehonorowy tytuł doktora plagiatora.

  • alpacone napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:04:11:

    @trzybar
    To prawda, aż można poczuć ekscytację po mailu edytora. Szczęściem jest tylko to, że niektóre redakcje pracują szybko i biurkowe odrzuty robią w ciągu kilku dni.

    @temat wybierania recenzentów
    Zawsze podaję w propozycjach takich recenzentów, którzy są mocno rozpoznawalni w tej/zbliżonej tematyce badań. Oczywistym jest, że edytor i tak wybierze kogo uważa za słuszne, ale świadomość, że potencjalnie mogą mnie recenzować najlepsi nastraja do wytężonej pracy.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:11:08:

    Zanim doczytałam do końca to zastanawiałam się po co on się chce odwoływać - przeczekał by rok i by wszyscy o tym zapomnieli ale jak doczytałam do końca to widzę że ma to dużo implikacji. Z innych wniosków
    1. To musi być bardzo głośna sprawa że nawet rektor UP zwolnił go - UP nie zależnie do fajnej atmosfery nie jest raczej znane z poziomu naukowo-dydaktycznego ... (nie mówię o wszystkich)
    2. Sprawa jest duża - jeśli dojdzie do sprawy karnej to .... jak mu się trafi sędzie który jego ekspertyzy czytał to może być ciekawe
    3. Jako skazany plagiator - jaki on ma "mandat morlany" do w ogóle wystawiania takich ekspertyz - a mniej górnolotnie, czy osoba skazana w taki sposób może formalnie te ekspertyz - gdyby kolejne były potrzebne wystawiać i jaką wagę mają te wystawione po zaistnieniu plagiatu i przed wyrokiem (potencjalnym)?
    4. Reakcja obu uczelni zaskakująco szybka i właściwa

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:15:32:

    Alpacone,
    @temat wybierania recenzentów
    Tu rzeczywiście są różne zwyczaje, np. w jednym żurnalu żądają 5 recenzentów, przy czym min. 3 powinno w tym czasopiśmie publikować w ciągu ostatnich 5 lat i należy w opisie wyboru recenzentów przytoczyć ich publikacje. A i tak z tego co zauważyłem, recenzje trafiają też do ludzi, których się nie polecało. Stąd chyba raczej jest to sprawa uwiarygodnienia autorów manuskryptu, że są w środowisku.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:20:54:

    Sarjane,
    Zależy o poziomie, którego wydziału chcesz pisać, ale mają też bardzo mocne dydaktycznie wydziały.
    Ogólnie, co teraz dobrze funkcjonuje, żeby rzeczywiście wypełniać swoje obowiązki, ale wszystkie, nie np. tylko stronę naukową? Jest pogłębiający się chaos, związany z reformą 2.0 - i to widać, już nie tylko my, studenci też to widzą. A to znaczy, że jest źle.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:26:19:

    @alpacone
    Może i nastraja - mnie akurat przeraża, co akurat działa na mnie motywująco. Z drugiej strony, nigdy nie dostałam recenzji w której było by coś dla mnie nowego - w senesie, ja zazwyczaj wiem jaki jest problem z moimi badaniami i po prostu recenzent zwraca na to uwagę (nie zawsze doczytując się że rozwiązanie, może nie idealne, ale jednak jest - ale to jest problem z moim zawiłym sposobem pisania).
    Za to już kilkukrotnie dostałam recenzje że treść jest ok - ale artykuł trzeba wywrócić do góry nogami i napisać zupełnie inaczej (i w sumie wtedy pisze wszystko od początku) i wtedy będzie OK.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 09:33:29:

    @kah
    Dlatego napisałam że nie wszystkie, tam ogólnie jest dość egzotyczny typ uczenia na niektórych kierunkach (np zatrudnianie ludzi na kilka lat na asystentów do przedmiotów typowo pedagogicznych od których nie wymaga się w ogóle robienia dr a potem ich zwalnia jak już nie można ich trzymać) na innych znowu jest dużo osób z urzędów co też jest ciekawe. Ogólnie UP moim zdaniem dobiło pogoń za byciem Uniwersytetem, oni byli świetną Akademią w tej działce - uczenia żeby uczyć - sprawdzali się idealnie i produkowali świetnych nauczycieli. Za to udawanie że robią cokolwiek innego jest po prostu udawaniem. Oczywiście jak wszędzie są chwalebne wyjątki, ale to są wyjątki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 10:08:48:

    Sarjane,
    Ot i problem tych reform, że uczelnia, która powinna przygotowywać świetnych nauczycieli i robić badania w zakresie dydaktyki i pedagogiki próbuje konkurować w innych zawodach sportowych, do których nie została stworzona. Ciekawe, co jeszcze te nasze p... reformy zdziałają. Ale póki co, to są raczej antytezą reform.
    Stąd póki co Ciemność, ciemność widzę.

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 12:43:52:

    Uchwała 1/2019 Uniwersyteckiej Komisji Nauki (z 21.01.19):

    www.uw.edu.pl/apel-uniwersyteckiej-komisji-nauki-w-sprawie-kierunku-zmian-w-szkolnictwie-wyzszym/

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 13:27:17:

    Ale czego oni chcą? Jak mam wspierać kierunki zmian wypisane w ostatnim akapicie?
    Sądziłem ze ten apel to do ministerstwa powinien być skierowany w pierwszej kolejności p.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 13:37:44:

    Skąd ten raban w UMK?
    torun.wyborcza.pl/torun/7,48723,24386392,senator-terminski-pisze-do-ministra-w-obronie-wydzialu-umk.html#S.1-K.R-P.1-B.1-L.2.zw
    Nie mogą uzbierać 12 w naukach o polityce i administracji?

  • dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 14:07:26:

    @3.14. Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 18:49:41:

    dr.kananga,

    A jeszcze trzeba pamiętać o informatykach, którzy mają zupełnie odrębne zwyczaje publikacyjne: umiłowanie konferencji. Tak więc nawet w STEM istnieją i doskonale funkcjonują niemal rozłączne wzorce uprawiania nauki.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 19:07:20:

    Panie Pi,
    Właśnie i to jest całe clue tej sprawy z tą skandaliczną listą wydawnictw. Jak tak patrzę po koleżankach i kolegach z różnych wydziałów, to niby uczelnia techniczna i dla wielu osób powinniśmy mieć wszędzie takie same wzorce publikacyjne, a jednak różnice są. I rzeczywiście inaczej jest u informatyków, geologów, chemików, czy mechaników. Nawet zróżnicowanie przy wymogach co do osiąganych tytułów. Czasem są to niewielkie różnice, ale są.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/22 22:25:48:

    @kah
    Jak ty chcesz mieć te same normy publikacyjne jeśli każdy wydział ma inne finansowanie, skrajnie różną ilość grantów a co najważniejsze zupełnie inne wydawnictwa w kontekście ich ilości. Nie ma takiej możliwości żeby Górnik Geolog Wibroakustyk, Fizyk i Elektronik mieli wspólne standardy ...

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 00:05:59:

    Moda na Sukces 2.0 odcinek 2350

    Dziś prof. Marian przyszedł odmieniony. Powiedział już w kuluarach, że właśnie rozmawiał z JMR Rektorem, który nakazał rosnące ugrantowienie uczelni i naszej jednostki. W trakcie obrad prof. Marian wszedł na stołek i w sztruksowej marynarce model 1986 zaczął perorować: "dziś oto nadszedł ten dzień, dziś on nadszedł, że złożymy wniosek do OPUSA."

    Dalej coś mówił, że temu szczytnemu przedsiemwzięciu on zgodzi się przewodniczyć, ale dorobek weźmiemy od prof. Z. Makulatury, który ma impakt faktoła z Dżejsiar uzyskanego w kwartalniku "Wood" (d. "Drewno).

    Wstępnie powołaliśmy się zatem na jego nieoceniony interdyscyplinarny dorobek w społecznych naukach medyczno technicznych. Ściśle przeanalizowaliśmy publikacje, które zamierzamy splagiatować, a także przeprowadziliśmy kwerendę prac pisanych przez dyplomantów naszej uczelni, aby przekopiować do naszego wniosku, co lepsze zdania na zasadzie doskonałości naukowej i dziedziczenia prestiżu.

    Rzecz jasna powołaliśmy się na Notatki Osobiste Świętego Papieża Jana Pawła II, które przed wykonaniem testamentu ("notatki osobiste spalić") ocalił dla polskości przyjaciel Wielkiego Polaka, kardynał Dziwisz. W encyklikach tych analizowaliśmy oceny kryzysu finansowego dla higieny intymnej w Polsce, bo taki temat wyznaczył Prof. Marian.

    Terminy goniły, bo zasiadaliśmy w 49 komisjach CzeKa, Radzie Dyscypliny, Radzie KUPA, Radzie Szkoły Doktorskiej, Radzie Szkoły Magisterskiej i Radzie Szkoły I Stopnia, ale dzięki życzliwemu ignorowaniu obrad udało się wniosek złożyć na czas.

    Już pół roku później przyszła odpowiedź. To znaczy przyszła po 3 miesiącach, ale w rektoracie wpadła za kaloryfer i tam przeleżała drugie trzy miesiące. Nieważne. Nasz wniosek został zaakceptowany!

    Tak staliśmy się członkami OPUS DEI. Wizytujący dr Ismail Ibrahim z Teknikal Juniwersyty of Groznyj, też.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 08:47:44:

    Człowiek jak bym była złośliwa to bym powiedziała że opisujesz jak Maciek_Magik dostał tego swojego Opusa z którym walczy magistrantami

    @kah
    dodając do mojej poprzedniej wypowiedzi to że każdy ma inne możliwości optymalne i maksymalne publikowania to jedno a to że uważam że warunek konieczny do kolejnych stopni naukowych powinien być taki sam - ale tylko warunek konieczny a nie wystarczający.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 09:04:17:

    Sarjane, to mamy skrót:
    krakow.onet.pl/krakow-jaroslaw-szymanek-zwolniony-z-uniwersytetu-pedagogicznego/0lrt0q1

    Przykład, który stawia powoduje: jak ustawa/środowisko na takie sytuacje pozwala? Chodzi mi nie dzialanie po, ale o dopuszczenie do tego.
    Przy okazami, w Krakowie nie maja prawników ze ludźmi z UW musza się wspomagać?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 09:17:13:

    p-tau z mojego doświadczenia wynika że transfery idą w obie strony

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 10:29:49:

    "To chyba żarty"
    oko.press/gowin-liste-wydawnictw-naukowych-naukowcy-smieja-sie/

  • profesormarek napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 10:32:02:

    Obserwuję ten blog. Wydaje mi się, że Habilitant banuje użytkowników, pozwala pisać ale tylko lewicowe poglądy. Prawicowe teksty są wycinane. Poglądy prawicowe są obśmiewane na blogu. Osoba z brakiem obiektywizmu nigdy nie będzie dobrym pracownikiem naukowym.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 10:37:02:

    profesormarek
    Jak szanowny Pan rozumie terminy "lewica" i "prawica"?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 10:52:47:

    Plagiat dr hab Szymanka profesora Stołecznego Uniwersytetu Badawczego w pełnej krasie i dumnej, narodowej okazałości można podziwiać tu: oko.press/ekspert-prawny-pis-u-splagiatowal-prace-swojej-studentki/

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 11:36:51:

    Pan Kulczycki się już tu kiedyś wypowiadał - może odpowie na pytanie -
    "Nie wiadomo, jakimi kryteriami kierowali się członkowie zespołu, wpisując kolejne wydawnictwa na listę. Wiadomo, że wydawnictwa mają zapewniać recenzje wydawnicze książek, które publikują ale na tym koniec."

    Ja mam pytanie - żeby uściślić - czy mamy w ustawie/rozporządzeniu już aktualnym definicje "monografii" czy jeśli ja sobie wydam np wspominki z podróży i moje luźne przemyślenia dlaczego polscy naukowcy nie powinni zmieniać ustalonych nazw geograficznych to też dostane 80 pkt ?


    @profesor - jakoś nie zauważyłam banowania na tle poglądów politycznych - widziałam tylko groźby bana. Jak zdefiniujesz lewice i prawice w ujęciu polskim to podyskutujemy bo ja się już dawno pogubiłam co jest co a chętnie bym się dowiedziała.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:09:59:

    Droga Sarjane,
    To wszystko przeciez jest takie latwe:
    teraz takie czasy, ze poglady lewicowe to te o poszanowaniu dla prawa i wartosci;
    a prawicowe to te, zapewniajace prawo do zycia na cudzy koszt i rozdawnictwo pieniedzy

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:11:09:

    Sarjane,
    W rozporządzeniu zwykle jest podana.
    Na pewno musisz mieć zadbać żeby była recenzja. Zle napisałem, nie recenzja a recenzent na okładce podany.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:19:24:

    @kra
    Ja to chyba jednak znała dotychczas inne definicje lewicy i prawicy :)

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:28:41:

    @Sarjane:

    > czy mamy w ustawie/rozporządzeniu już aktualnym definicje "monografii"

    Będzie w rozporządzeniu, wydanym na podstawie art. 267 ust. 2 pkt Constitutio Gówniana:

    2. Minister właściwy do spraw szkolnictwa wyższego i nauki określi, w drodze rozporządzenia:
    1) rodzaje osiągnięć naukowych i artystycznych uwzględnianych w ewaluacji jakości działalności naukowej, definicje monografii naukowej i artykułu naukowego, szczegółowe kryteria i sposób oceny osiągnięć, sposób określania kategorii naukowej, a także sposób przeprowadzania ewaluacji, mając na uwadze specyfikę prowadzenia działalności naukowej w ramach dziedzin, zwłaszcza w zakresie nauk społecznych, humanistycznych i teologicznych, oraz specyfikę osiągnięć, o których mowa w art. 265 ust. 8, porównywalność wyników osiąganych przez podmioty w ramach dyscyplin, a także rzetelność i przejrzystość ewaluacji;


    Zobaczymy, co ministerialni luminarze nauki uznają za monografię naukową i artykuł naukowy.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:34:21:

    Czy tzw Niedziela i Nasz dziennik sa juz na listach renomowanych czasopism?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:39:29:

    Definicja monografii w wersji roboczej ze znikniętego przewodnika (na podstawie projektu rozporządzenia:
    Przez monografię naukową należy z kolei na potrzeby ewaluacji rozumieć
    recenzowaną publikację książkową, przedstawiającą określone zagadnienie w sposób
    oryginalny i twórczy, posiadającą aparat naukowy. Monografią jest również recenzowany i opatrzony aparatem naukowym przekład na język polski dzieła istotnego dla nauki lub kultury lub przekład takiego dzieła wydanego w języku polskim na inny język nowożytny.

    Od razu przypomnę, że, wg. slajdów z MNiSW, te przekłady otrzymują część punktów.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:40:41:

    Kragon,
    Czyżbyś sugerował, że teraz teksty publicystyczne lub popularnonaukowe to też stanął się artykułami naukowymi?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:50:48:

    @hal - dziękuję - waśnie tak mi się wydawało że jest projekt a ostatecznie rozporządzenia nie ma. No i kwiatuszki też mogą być.
    Czy ja dobrze "pacze" wydawnictwa kochanego i szanowanego Sophia Beuty nie ma na tej liście ?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 13:59:07:

    Sarjane,
    Zauważ tylko, że w zależności od tego kto naciśnie to rozporządzenia odpowiednio się modyfikuje, a prawo naciąga. Tak też jest z tą listą wydawnictw - pełna kompromitacja i kompromitacja komisji. Ale ci co mieli coś dostać, dostali i nie ważne, że wydają beletrystykę, popularnonaukowy ....

  • habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 14:27:48:

    @profesormarek - jako łaskawa satrapa nie usunę pańskiego komentarza. Niech wisi ku przestrodze. Wyśmiewające ręce habilitanta2012 są długie i bez litości.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 15:27:33:

    @kahl
    to nie sugestia, to opis faktow...
    od dawna mocno zauwazalna czesc habilitacji w spol-humach to beletrystyka;
    a i w technicznych tez sa beletrysci

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 17:37:24:

    @kra
    Do tego własnie zmierzam ... żeby to się tak nie skończyło że nasi pisarze książek różnych publicystycznie-"historycznych" nie zaczęli nagle na gwałt doktoratów a potem habów robić.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 18:07:37:

    sarjane,
    Robili, robią i robić będą.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 18:07:52:

    Sarjane,
    Ale już porobili, vide były prezio KNF, co teraz z aresztu wyszedł, a i najważniejszy ociec z Torunia azaliż.
    Ja teraz czekam, jak dalej aferę KNF będzie zamiatana pod dywan i na jakich fruktodajnych stanowiskach wylądują główni bohaterowie.
    A tymczasem, ktoś idąc do wyborów krzyczał o czystych rękach.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 18:11:36:

    Wszechogarniająca hipokryzja i chaos. Choć się zastanawiam, czy ten chaos to tak mimo woli, czy celowo?
    Ciekawe, jak ukształtują się składy tych rad uczelnianych, to dla mnie będzie papierek lakmusowy, a jeszcze większy to lista czasopism.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 18:49:26:

    Policja weszła na Politechnikę Opolską. Zabezpieczono dokumenty i komputer

    Chodzi o podejrzenie oszustwa dotyczącego mienia znacznej wartości oraz o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, czyli rektora uczelni.

    Śledztwo jest prowadzone w sprawie doprowadzenia Politechniki Opolskiej do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez przyznanie przez senat uczelni dodatku specjalnego dla rektora na podstawie oświadczeń wprowadzających w błąd członków senatu co do źródła finansowania tego dodatku


    opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,24376271,policja-weszla-na-politechnike-opolska-zabezpieczono-dokumenty.html

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 18:54:59:

    Ooo a jednak znalazł się paragraf

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 19:59:21:

    Prośba o wykładnię.

    Przepisy wprowadzające:
    Art. 285.
    1. Uczestnicy stacjonarnych studiów doktoranckich rozpoczętych przed rokiem akademickim 2019/2020 mogą otrzymywać stypendium doktoranckie, o którym mowa w art. 200 ust.1 ustawy uchylanej w art. 169 pkt 3, w wysokości nie mniejszej niż 60% minimalnego wynagrodzenia zasadniczego asystenta, o którym mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 151 ust.1 tej ustawy.


    Krótko: minimalne stypendia doktoranckie w starym portfelu zostały zamrożone na starej wysokości?
    Innymi słowy, styczniowy wzrost minimalnej pensji asystenta nie pociaga za sobą wzrostu stypendiów doktoranckich?

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 20:14:33:

    No to w takim razie moja prośba o egzegezę gowinologii: którego etapu w postępowaniu habilitacyjnym dotyczy magiczna data 30 kwietnia? Pierwotnego wpłynięcia papierów do CK? Spłynięcia do procedującej jednostki? Odpowiedzi jednostki do CK? Powołania KH?

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 21:26:44:

    @zgred
    Zapis w Art 179 Ust. 2 dotyczy wszczęcia postępowania. W przypadku postępowań habilitacyjnych wykładnia jest taka, że datą wszczęcia postępowania jest data przekazania przez jednostkę do CK uchwały o wszczęciu postępowania, czyli dokładniej wg. ogólniejszych przepisów jest to data wysłania tej uchwały.

  • kevin19x napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 21:53:09:

    @trzy odpowiedz z KRD


    Podniesienie wynagrodzenia minimalnego, o którym Pan napisał, nie ponosi za sobą efektu w postaci obligatoryjnego wzrostu kwoty stypendium, natomiast finalną decyzje w tym zakresie podejmuje uczelnia.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 22:27:29:

    nobooks, zgred

    wszczęcie postępowania wyznaczane jest na dzień wpłynięcia wniosku do CK, o ile jest poprawny formalnie. CK ma dwa tygodnie na sprawdzenie poprawności formalnej. Dokumenty można więc złożyć w Pałacu Kultury i Nauki nawet pięć minut przed zamknięciem 30 kwietnia. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami postępowanie wszczyna się na wniosek zainteresowanej i na jej wniosek - co było przerabiane na wielu uczelniach - też można je umożyć.

  • nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 23:34:47:

    @piaskowy.dziadek
    Dziękuję za uściślenie/skorygowanie.
    Jak się okazuje, u mnie coś gdzieś w kościele, a kościołów za dużo.

  • staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/23 23:59:47:

    @piaskowy.dziadek, @nobooks

    Dzięki za uwagi i uściślenia. Uspokoję ludków u mnie, bo jednak jest to znaczna różnica: efektywnie gdzieś tak półtora miesiąca między wariantem @nobooksa a wariantem @piaskowego.dziadka. W pierwszym przypadku trzeba łapać posiedzenie CK i obrady rady wydziału. W drugim przypadku wystarczy kurier z potwierdzeniem odbioru.

    A nawiasem mówiąc pytanie: czy przypadkiem CK nie podpada pod rygory prawa pocztowego i KC, według którego data nadania przesyłki jest traktowana jako data doręczenia?

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 00:21:08:

    Zgred,

    sądzę, że nie podpada, ponieważ jak dotąd CK informowało, że liczy się dzień wpłynięcia papierów do CK (dosłownie papierów, ponieważ podstawą jest papierowa wersja dokumentów, a płytka jest tylko załącznikiem, który zazwyczaj przekazywany jest na wydział). W instytucie mamy członka profesora (albo Profesora Członka - do wyboru) i informował o tegorocznym deadlinie na 30 kwietnia. Podając przy okazji, że fala już wzbiera i że najpewniej, tak jak przy końcu starej procedury, będzie "świńska górka" i opóźnienia recenzenckie.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 00:24:23:

    Zgred,

    co prawda to nie materiał CK, ale UW, niemniej nieźle jest to opisane:

    www.mimuw.edu.pl/sites/default/files/postepowanie_habilitacyjne_-_procedury_od_30.10.2015.pdf

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 08:49:14:

    80 punktów idzieeeee doooooooo....

    bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/repolonizacja-polski

    Huragan braw!


    *******
    Co niektórzy uważają, że rozwiązaniem byłoby uwzględnienie na liście tylko wydawnictw specjalizujących się w monografiach naukowych. No dobrze, ale co wtedy sądzić o tych książkach kucharskich i Harrych Portierach za 200 pkt: www.bloomsbury.com/uk/ ?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 09:39:37:

    @trzy.14
    Akurat ten przykład nie wydaje się specjalnie trafiony (już prędzej te książki kucharskie), ale problem jest niezwykle istotny. Ciekaw jestem, czy jest możliwe
    sklecenie jakiejś definicji monografii naukowej, która przynajmniej wyeliminuje oczywiste przypadki typu przysłowiowych książek kucharskich? Ale może to też jest nauka (o żywieniu) :) ? A kilka dni temu napisałem tu:

    Z wydawnictwami (książkowymi) jest w ogóle problem generalny (...): jak odcedzić literaturę naukową od beletrystyki czy popularyzacji. Może punkty powinny dotyczyć nie tyle (albo nie tylko) wydawnictw, co serii wydawniczych?

    Problem ten zresztą dotyczy i czasopism (choćby "Nature", gdzie obok artykułów naukowych są zamieszczane jakieś listy, opinie czytelników, czy artykuły pisane przez zatrudnionych tam redaktorów), ale tam ma raczej małe natężenie i chyba jest jakoś opanowany (choć całkowitej pewności nie mam).


  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 09:43:25:

    Kiedyś E.Kulczycki przedstawiał definicję monografii z rozporządzeń i stamtąd kopiuję to:
    Monografie naukowe, w tym edycje naukowe tekstów źródłowych i artystycznych, atlasy i mapy, tematyczne encyklopedie i leksykony, komentarze do ustaw, skrypty i podręczniki akademickie, słowniki biograficzne i bibliograficzne, bibliografie oraz katalogi zabytków, zalicza się do osiągnięć naukowych i twórczych jednostki, jeżeli spełniają łącznie następujące warunki:-

    - stanowią spójne tematycznie opracowania naukowe;
    - przedstawiają określone zagadnienie w sposób oryginalny i twórczy;
    - były poddane procedurze recenzji wydawniczych;
    - są opatrzone właściwym aparatem naukowym (bibliografia lub przypisy), z wyłączeniem map;
    - posiadają objętość co najmniej 6 arkuszy wydawniczych lub są mapami odpowiadającymi tej objętości tekstu;
    - są opublikowane jako książki lub odrębne tomy (z wyłączeniem map), których egzemplarze obowiązkowe zostały przekazane uprawnionym bibliotekom, zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 7 listopada 1996 r. o obowiązkowych egzemplarzach bibliotecznych (Dz. U. poz. 722, z 2003 r. poz. 1188, z 2008 r. poz. 1056 oraz z 2012 r. poz. 1529), są dostępne w bibliotekach krajowych lub zagranicznych uczelni, lub innych uznanych organizacji naukowych, lub są opublikowane w formie elektronicznej w Internecie;
    - posiadają ISBN, ISMN, ISSN lub DOI (Digital Object Identifier cyfrowy identyfikator dokumentu elektronicznego).

    Oblig objętości zlikwidowano w którejś propozycji rozporządzenia.
    Pytanie czy te początkowe kryteria nie wystarczą?

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 10:12:39:

    @p-tau
    Kluczowym punktem są chyba recenzje. Przy czym określenie "recenzje wydawnicze" uważam za zbyt słabe. Muszą to być recenzje napisane przez naukowców. Tak naprawdę, trudno chyba określić naukę inaczej, niż jako czynności, którymi zajmują się naukowcy. A jak zdefiniować naukowców? To nieomal niemożliwe, ale w danym momencie historii mniej więcej wiadomo, którzy to są. Tyle, że proces galopującej inflacji stopni i tytułów naukowych sprawia, że już naprawdę coraz trudniej powiedzieć cóż to jest nauka.

    No choćby te rozważania o repolonizacji (ale tu co najmniej połowa autorów już ma stopnie i tytuły), czy książki, gdzie autor opisuje swe sukcesy biznesowe (np. habilitujący się właśnie multimilioner, występujący w jednej z bieżących afer). W zasadzie już każdy wykonujący solidnie i z sukcesem swe rzemiosło (w dowolnym obszarze) może aspirować do stopni i tytułów, to tylko kwestia czasu. Artyści "poważni" już ten cel w 100% osiągnęli. Disco polo jeszcze(?) nie. Działalność techniczna: prawie w 100%. Sportowcy często tak. Kucharze? Właściwie nie wiem, ale w sumie to też sztuka, zatem... Gdzieś tu została zerwana jakaś tama i chyba tylko odgrodzenie się tych czy innych "tradycyjnych" dyscyplin może uratować naukę w sensie tradycyjnym. Jeśli komuś jest ona jeszcze potrzebna. Ale samym naukowcom: zapewne jest potrzebna, a historia dowodzi, że per saldo społeczeństwu też się jednak przydaje.

  • tuptus235 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 10:47:22:

    Rozporządzenie o kosztochłonności czeka na podpis ministra ale tekst już jest:
    legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12318403/katalog/12552230#12552230

  • czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 11:27:56:

    "Problem ten zresztą dotyczy i czasopism (choćby "Nature", gdzie obok artykułów naukowych są zamieszczane jakieś listy, opinie czytelników, czy artykuły pisane przez zatrudnionych tam redaktorów), ale tam ma raczej małe natężenie i chyba jest jakoś opanowany (choć całkowitej pewności nie mam)."

    Rzeczy te nie liczą się w parametryzacji, podobnie jak recenzje książek, polemiki, opinie, czy wstępniaki.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 12:21:12:

    czlowiek.z.makulatury
    Dlatego napisałem, że ten problem jest "jakoś opanowany", ale tak do końca pewności nie mam.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 12:43:02:

    Js.C,
    Tyle, że proces galopującej inflacji stopni i tytułów naukowych sprawia, że już naprawdę coraz trudniej powiedzieć cóż to jest nauka.

    No choćby te rozważania o repolonizacji (ale tu co najmniej połowa autorów już ma stopnie i tytuły), czy książki, gdzie autor opisuje swe sukcesy biznesowe (np. habilitujący się właśnie multimilioner, występujący w jednej z bieżących afer). W zasadzie już każdy wykonujący solidnie i z sukcesem swe rzemiosło (w dowolnym obszarze) może aspirować do stopni i tytułów, to tylko kwestia czasu.


    To nie tak, że jak ktoś ma stopień, to co napisze już jest nauką, a z Twojego tekstu przytoczonego przeze mnie tak wynika. Otóż nie, wspomniana przez Pi i Ciebie książka jest tylko i wyłącznie publicystyką. Co jest nauką większość z nas wie i czuje, czyli publikacja musi się opierać na porządnych weryfikowalnych badaniach lub teoriach, muszą też być wykonane właściwie badania literaturowe, właściwie postawiona teza lub tezy, itp., itd. Owszem czasem może być problem, zwłaszcza w humanistyce do rozgraniczenia, gdzie jest nauka, gdzie jej popularyzacja, a gdzie publicystyka. Jednak stosując ogólne zasady, o których częściowo wspomniałem można już wskazać, czym się charakteryzuje praca naukowa.
    Inaczej, to równie dobrze, ze względu na to, że mamy cenzus wykształcenia to naszą aktywność w komentowaniu na tym blogu będzie można uznać za naukę. Tymczasem wg. mnie podpieranie się tytułami jest błędne, ze względu na to, że artykuły z dobrze zrobionych badań przez studentów będzie można kwestionować jako naukowe.
    Takie myślenie o stopniach prowadzi też do podejścia, że wszystko co przez posłów wygłaszane ex cathedra ma już cechy naukowe, łącznie z wiązanką słów uważanych za nieparlamentarne.
    Stąd nie, absolutnie nie zgadzam się z Twoim poglądem na temat zakwalifikowania publikacji jako naukowe.
    I powtórzę, że nie stopień naukowy determinuje, czy uprawia się naukę, czy też nie. Jako fizyk, powinieneś znać takie postacie, jak choćby Faraday.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 12:58:45:

    @kahlkopf
    Moja uwaga o tytułach była zupełnie na marginesie, nierozwinięta. Chodziło mi o to, że GDYBY tego typu autorzy (utytułowani) utrzymywali, że jest to pozycja naukowa (nie wiem, czy tak twierdzą), to niełatwo byłoby ich roszczenie kwestionować, zwłaszcza z pozycji ludzi takich jak my, czyli reprezentujących zupełnie inne dyscypliny. A w tych naszych dyscyplinach, to - zgadzam się - prawie wiadomo co nauką jest, a co nie.

    Co do tytułomanii - merytorycznie zgadzam się, że za tytułem nie musi iść kompetencja. Natomiast nie widzę innego sposobu określania naukowców, niż jakaś kooptacja do "środowiska naukowego", której stopnie i tytuły są jakimś przejawem.
    Może brakuje czegoś w rodzaju wykluczania (anulowania stopni)? Ale z drugiej strony tolerancja dla naukowych peryferii też jest wartością, nie zawsze większość ma rację.
    To w sumie niezwykle delikatne kwestie. A już na pewno urzędnicy, biznesmeni czy politycy ich nie rozwiążą, co najwyżej gorzej poplątają.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 13:18:04:

    Js.C,
    Problem z jakimś % biznesmenów, czego przykładów można całkiem sporo wymienić, to chęć uzyskania tytułu za pieniądze. I jest to pewien problem, który nie jest trudny w ujarzmieniu. Pod tym względem gorsi są politycy - i to jest duży problem, bo mają władzę i im się wiele rzeczy wydaje, zwłaszcza przy przerośniętym ego.
    Co do urzędników, to żeby łatwo móc w ich mniemaniu kontrolować, to najlepiej jak wszystko jest objęte wskaźnikami. A to jak wiemy, jest po prostu bzdurą. I jest to olbrzymi problem, gdzie nawet sprawy miękkie, czy też niepoliczalne urzędnicy chcą skatalogować i sparametryzować.
    Jednak uprawianie nauki nie musi się wiązać z posiadanym wykształceniem, tu nie ma równości. Tytuły naukowe są tylko formalnością do sprawowania i zajmowania określonych stanowisk.

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 13:54:36:

    @js.c
    "Tyle, że proces galopującej inflacji stopni i tytułów naukowych sprawia, że już naprawdę coraz trudniej powiedzieć cóż to jest nauka. "

    Absolutnie się nie zgadzam. 100 lat temu magister to był ktoś, dzisiaj doszliśmy do punktu gdzie dr hab. to niekoniecznie naukowiec. I co z tego? Tytułomania tak na prawdę nie ma większego znaczenia, a prawdziwi naukowcy się zawsze rozpoznają :)

    @czlowiek.z.makulatury
    "Rzeczy te nie liczą się w parametryzacji, podobnie jak recenzje książek, polemiki, opinie, czy wstępniaki."

    O, ja bym nie był tu taki pewien. O ile w Nature nie liczą się na pewno editoriale, Research Highlight, newsy itd. o tyle już komentarze zewnętrzne (Comments), News and Views oraz Correspondence mają swoje osobne doi. Jeśli chodzi o te swa pierwsze to i tak trudno je opublikować, ale już np. Correspondence (np. www.nature.com/articles/d41586-019-00228-4) potrafi mieć 3 akapity. Myślisz że jakby ktoś z Polski dał taki artykuł jak podlinkowany do parametryzacji to ktoś z ministerstwa by go odrzucił?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 14:04:40:

    Trzybar,
    Absolutnie się nie zgadzam. 100 lat temu magister to był ktoś, dzisiaj doszliśmy do punktu gdzie dr hab. to niekoniecznie naukowiec. I co z tego? Tytułomania tak na prawdę nie ma większego znaczenia, a prawdziwi naukowcy się zawsze rozpoznają :)

    Po zapachu? ;o)

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 14:06:39:

    @tuptus235

    Czytam te tabelki o kosztochłonności i nic nie rozumiem. Według tabeli 5 nauki chemiczne w klasyfikacji OECD mają kosztochłonność = 6. Ale w tabeli 6 nowa dyscyplina pod nazwą nauki chemiczne jest według ministerstwa przypisana do dyscypliny OECD - inżynieria chemiczna co daje jej kosztochłonność = 4. Natomiast nowa dziedzina która jest częściowo przypisana do dyscypliny OECD nauki chemiczne to .... uwaga .... archeologia.

    WTF?

    Dzięki temu archeologia w tabeli 6 ma wyższą kosztochłonność niż nauki chemiczne, pomimo że wedlug klasyfikacji OECD kosztochłonność Historii i Archeologii to 1, a Nauk Chemicznych to 6.

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 14:11:48:

    @trzybar, @kahlkopf
    W ramach nauk ścisłych - zapewne się rozpoznają.
    Poza tym żadnej pewności nie mam, ale może to wynika z tego, że nie siedzę wewnątrz innych dyscyplin. Kto wie, może "prawdziwi" ekonomiści czy prawnicy też się jakoś rozpoznają, ale ja tego nie widzę.

    Co do tych notek w "Nature" - też mi się wydaje, że jest tu jakaś płynna granica. Ale (na razie?) nie stanowi to fundamentalnego problemu (bo monografie, czy "monografie", w Polsce, taki problem stanowią).

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 14:28:36:

    @trzybar
    Nie ma sensu wczytywać się w te wyliczenia, bo są fundamentalnie błędne. Najlepszym dowodem na to jest to, iż w ostatecznym wyniku wyszło im, że współczynniki dydaktyczne są niezwykle spłaszczone, bardziej niż były do tej pory (np. matematyka=pedagogika, a fizyka niewiele wyżej), a współczynniki badawcze wciąż o wyraźnie wyższej rozpiętości niż te stare. Gdyby zamieniono rolami załącznik 1 i załącznik 2, to efekt byłby znacznie lepszy, może nawet całkiem dobry :)
    Ale nie wiem po co w ogóle w tym gorącym momencie otwierano tę puszkę Pandory ze współczynnikami.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 14:53:09:

    Ale nie wiem po co w ogóle w tym gorącym momencie otwierano tę puszkę Pandory ze współczynnikami.

    Z chęci przejścia do historii "reformatorów"

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 17:02:29:

    @kahlkopf
    Przejście do historii zapewnia nawet sama tylko likwidacja wszystkich minimów kadrowych, czy zniesienie obowiązku habilitacji, czy likwidacja BSt (choć komu ono przeszkadzało? może co poniektórym rektorom?). Z rzeczy bardziej konstruktywnych: powołanie uczelni badawczych, czy szkół doktorskich. A i nowy algorytm wyszedł całkiem zgrabnie. Każde z tych działań ma wielu swych gorących zwolenników. Zatem można było przejść do historii nawet dość pozytywnie.

    Wyłożono się głównie na technikaliach, typu zmiana reguł kategoryzacji, listy dyscyplin, wydawnictw i czasopism, tudzież te współczynniki. Poza tym jakieś dziwaczne kombinowanie przy strukturach organizacyjnych na uczelniach, co wzmaga tylko chaos. Zdecydowanie za dużo grzybów w barszcz (bo przecież i tak nie wszystkie wymieniłem).

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 17:53:34:

    @js.c ten bilans, nawet tak jak go opisujesz nie wychodzi mi na plus....
    Dla mnie największym plusem było by rzeczywiście rozdzielenie ścieżki naukowej do dydaktycznej z tym że:
    a) ustalone ile na uczelni procentowo może być jednych i drugich (=/- 10%) - może być rozdział miedzy typami uczelni
    b) decydowało by się na wybór ścieżki do 5 lat od zdobyciu tytułu dr (+ szczególne przypadki losowe osobiste (ale szczególne a nie takie że mi się "odwidziało") podyktowane wyróżniającym się dorobkiem dydaktycznym, tak jest coś takiego i często można to nawet liczbowo określić)
    c) dla dydaktyków inna ścieżka kariery kończąca się na Docencie - tak żeby odróżnić tytuły dydaktyczne a nie naukowe (na nazwę docent się nie upieram może być Wykładowca Starszy wykładowca mag alchemik albo coś innego, nie ważne)
    d) jasno ustalone zasady co moją dydaktycy robić w celu odciążenia naukowych, nie dodanie im godzin NIE WYSTARCZY.
    d) dla naukowych ustalony obowiązek habilitacyjny może być i 8 lat ale od pojęcia formalnej decyzji (daje to 5 +8) - więc racjonalny czas.

    Na ten moment to ie rozumiem jak te 2 ścieżki mają działać a wręcza uczelniach lokalnych widzę zagrożenie że za 10 lat zostaną tam sami doktorzy i magistrzy i to z namaszczeniem dziekanów bo tak taniej ...

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 17:56:57:

    A i zapomniałam inne kryteria oceny okresowej

  • js.c napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 18:26:48:

    @sarjane
    Nie twierdzę, że jest to bilans na plus, ale na przykład zniesienie habilitacji naprawdę miało (ma?) duże grono swych fanów. Natomiast to, o czym piszesz, to w ramach tej reformy akurat jest do zrobienia: uczelnie dostały sporo wolności (takie postulaty też miały swych licznych zwolenników) i jeśli będzie taka wola rektora czy senatu (nie pamiętam, kto tu ostatecznie decyduje), to uczelnia może sobie ustalić dość dowolne reguły rozdziału obowiązków między "naukowych" i "dydaktycznych". Dydaktyk może mieć stanowisko nawet profesora uczelni. Oczywiście uczelnie mogą podejść do tego tematu beznadziejnie, ale mogą i dobrze: zobaczymy.

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 20:55:13:

    Widzieliście?

  • p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 20:55:36:

    Edit: wyborcza.pl/7,95891,24397408,czas-ucieka-nie-blokujmy-reformy-list-naukowcow-o-koniecznosci.html

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 21:37:46:

    @p-tau

    Ja tylko dodam a propos tego listu (bo nie wszyscy muszą to kojarzyć), że większość jego autorów jest z Warszawy i doskonała większość to top polskiej nauki (co najmniej 6 z tych osób dostało granty ERC).

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 21:58:29:

    Alez oni pisza oczywistosci. I bardzo dobrze ze to robia, bo widac dalece nie wszyscy to rozumieja

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:01:24:

    Trzybar,
    Tyle, że ten list już jest dla mnie niewiarygodny patrząc kto, go podpisał i np. kto zasiadał w komitecie konstruującym listę wydawnictw. Hipokryzja mi się ciśnie na usta. W tej chwili ta cała ustawa2.0 z tymi wszystkimi błędami jest nieżyciowa. A z drugiej strony jesteśmy karmieni propagandą. Tu z jednej strony mamy wygłaszane jakieś hasła, a z drugiej to co jest uchwalane jest tego zaprzeczeniem.
    Właśnie dlatego, że związałem swoje życie z nauką i z dydaktyką przy okazji, ja nie mogę czegoś takiego poprzeć.

  • piaskowy.dziadek napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:03:58:

    kragon

    Piszą oczywistości, ale piszą też nieprawdę. Piszą, też "Aż dwadzieścia procent osób zatrudnionych formalnie na stanowiskach naukowych w Polsce nie opublikowało niczego w ostatnim czteroletnim okresie oceny działalności naukowej." Elita polskiej nauki wprowadza czytelników w błąd - nie stanowiska naukowe, a naukowo-dydaktyczne, nie 20% a wiele mniej. Nie wiem ile, ale wiem, że N0 nie wynosiło przeciętnie nawet 5%. Podejrzewam, że to jakaś mutacja z wcześniejszych badań Kwieka.

    I tego nie rozumiem. Dlaczego pisząc sensowne rzeczy, osłabiają je bzdurami z kapelusza.

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:16:34:

    @Kahlkopf:

    > Tyle, że ten list już jest dla mnie niewiarygodny patrząc kto, go podpisał
    > i np. kto zasiadał w komitecie konstruującym listę wydawnictw.
    > Hipokryzja mi się ciśnie na usta.

    A czytał Acan projekt wykazu, że stawia tak ciężki zarzut?

    Ja tylko przypomnę, że ów komitet jedynie przygotował projekt wykazu czasopism. Wykaz czasopism sporządził Główny Luminarz Nauki (§ 4 rozporządzenia w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych...).

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:18:10:

    Powinno być: ,,...projekt wykazu czasopism. Wykaz czasopism...''

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:18:24:

    Piaskowy.Dziadek,
    Dla mnie oczywista, oczywistość - skażenie polityką, ze względu na bycie blisko polityków, zasiadanie w komisjach, które konstruują badziewne listy wydawnictw, pewnie za chwilę czasopism, bawią się też w doradztwo, bądź są od czasu do czasu listkiem figowym działań ministerstwa. Już tyle tu błędów wytknęliśmy tej reformie, a i też przedstawiliśmy możliwości alternatywne, że ja nie mam wątpliwości, że jest to próba ujęcia nas na żal. Ten list jest żaleniem się, że oni tu zasiadają, głoszą, proponują, a na końcu przygotowują całkowicie coś zaprzeczającego, a my tu tacy niewdzięczni. A niektórzy jeszcze namaszczają. Co do pieniędzy, to tak większość bardzo dobrych komentarzy pod tym listem przedstawiających rzeczywistość. Uważam, że w tej chwili nie wolno dopuścić nam do podkręcania wymogów, przy równoczesnym braku godnego finansowania i godnych, a nie głodnych pensji.

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:19:15:

    Piaskowy,
    Mysle ze duzo wiecej niz 20% nie opublikowalo niczego. Wyraznie pisza o publikacjach naukowych a nie o produkowaniu makulatury

  • halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:19:20:

    Ech, przepraszam, znów źle. Powinno być: ,,...projekt wykazu wydawnictw. Wykaz wydawnictw...''.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:20:22:

    Waszmość Haluciński,
    Tak oceniam skutek. Ale poprzeglądałem też wpis prof. Kulczyckiego. I po prostu mi przykro ...

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:30:02:

    Kragon,
    To jest ciągłe odnoszenie się i tak, po pierwsze do uczelni, a po drugie tylko do jednej części naszej aktywności zawodowej. Owszem jest pewna korelacja między publikowaniem, a prowadzeniem dydaktyki. Jednak znam świetnych naukowców, którzy równocześnie są sobie w najlepszym przypadku takimi sobie dydaktykami. Tu z resztą ustawa wcale wielkiego nacisku na jakość kształcenia nie robi, za to jest nacisk, ale na publikowanie, zdobywanie grantów, w mniejszej skali patentowanie.
    I pierwsza sprawa ciągle się pisze o uniwersytetach przez pryzmat nauki, a gdzie są instytuty? Czemu one się ostały? Dlaczego pracownik n-d ma wyrabiać takie same normy, jak n? W końcu fundamentalne pytanie, jaką funkcję mają pełnić nasze uniwersytety w Polsce?

  • kragon napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:35:10:

    Kahl,
    tak masz racje. To wszystko prawda. Jak i to ze z takim finansowaniem (tak badan jak i badaczy, dydaktyki i dydaktykow) ze swiatem nie mamy sie co scigac.
    Ale oni pisza jedynie o niesamowitym blokowaniu i cofaniu tej reformy przez niereformowalnych humanistow. I chyba tylko o tym.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 22:44:42:

    Kragon,
    To po co takie listy i takie żale, jak na output otrzymujemy listę punktacji wydawnictw w przedstawionej formie?
    Przecież to jest zaprzeczenie tych życzeń i haseł stawianych w liście. Przepraszam za mój taki odbiór tego wszystkiego i urażenie pewnie części osób, ale po publikacji tej listy poczułem się oszukany. Tak jest to w tym momencie moje subiektywne widzenie, ale z tego co zauważyłem, to chyba nie tylko moje "widzimisię".
    Tym bardziej, że nie należę do tego grona, które opisano jako 20% nic nie publikujących w ciągu ostatnich 4 lat. Publikuję i to nawet ponad możliwości, które mam. Poza tym, dla mnie uprawianie nauki jest też szeregiem wyrzeczeń, jak i twardych decyzji, stąd tak postrzegam tą sprawę.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:01:19:

    Poziom nauki uprawianej w Polsce jest wysoce niezadowalający. Znaczna część publikacji to prace, których nikt nie czyta i nie cytuje, mało jest także użytecznych patentów, a prace naukowców na ogół nie budzą zainteresowania gospodarki czy instytucji publicznych.

    A czego oni się spodziewają? W samej EU jest chyba ponad MILION pracowników na stanowiskach naukowo-badaczych. W samej Polsce - 100 tys. Rocznie na świecie ukazuje się z milion artykułów i setki tysięcy książek. Nagród nobla jest jednak tylko kilka. Większość produkcji światowej to makulatura.

    Ja uważam, że polska nauka wcale nie stoi tak źle jak ją malują, jeśli weźmie się (a) nakłady i (b) kompletny brak zainteresowania wynikami badań ze strony instytucji państwowych absolutnie każdego szczebla.

    Wracam do lektury, ale podejrzewam, że jest to jojczenie w stylu TKM, tyle że z podmianą TKM dydaktycznego ze słusznie minionych lat 1995-2005 na TKM naukowe z lat obecnych.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:01:58:

    No i gdzie na świecie patentami zajmują się (głównie) naukowcy?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:03:53:

    O Jezuuuuu!


    Nasze uniwersytety fatalnie wypadają w praktycznie wszystkich międzynarodowych rankingach

    Krew mnie zalała. Czy ktoś z sygnatariuszy listu zdała sobie trud analizy tego, co mierzy np. ranking Szanghajski i czym te rankingi różnią się od rankingu Perspektyw albo i Gościa Niedzielnego?

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:07:15:

    "Aż dwadzieścia procent osób zatrudnionych formalnie na stanowiskach naukowych w Polsce nie opublikowało niczego w ostatnim czteroletnim okresie oceny działalności naukowej." - to chyba z wszytkimi prywatnymi ...

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:19:40:

    Po pierwsze, jednym z najważniejszych celów reformy powinno być podniesienie jakości kształcenia i badań naukowych, a także stworzenie warunków, w których zdolni młodzi badacze będą mogli i chcieli - planować swoją naukową karierę w Polsce.

    Doceniam, że autorzy na pierwszym miejscu postawili kształcenie, ale co reforma ma do poziomu kształcenia? NIC!

    Jeśli chodzi o warunki, to kolejny mój doktorant odkrył, wszystko przez ten pieprzony LinkedIn, że wykształcił się przy mnie, ale przecież w 99,99% dzięki sobie, do pozycji, w której jego wartość rynkowa brutto bezpośrednio po opuszczeniu Akademii ponad 6-krotnie przekracza to, co mu możemy zaoferować - i ponad 3-krotnie więcej niż Gowin oferuje mnie. Ja mogę liczyć na urośnięcie o 20%, on o 100%. Wobec tych faktów mieszanie strukturą i przepisami da taki efekt, jak bełtanie kijem w g...

    Państwo zupełnie bezkosztowo podniosłoby poziom polskiej nauki, gdyby reformę szkolnictwa poprzedziło analizą pedagogów z PAN, reformę sądownictwa - analizą prawników z uczelni i stosownego PAN, ustalenia komisji smoleńskiej oparło na badaniach naukowych a nie hochsztaplerce, opracowanie metod walk z afrykańskim pomorem świń opracowało specjalistom z PAN/uczelni etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc. etc.


    Aby tak się stało, jakość prowadzonych zajęć dydaktycznych oraz badań, a nie pozycja w lokalnej strukturze władzy i przywilejów, muszą stać się najważniejszymi kryteriami oceny i podstawą awansu.

    Puste słowa. Jedyne, co może pomóc docenić dydaktyków, to realna groźba ich masowego odejścia z Akademii i bujajcie się sami.

    PS. Czy którykolwiek z sygnatariuszy listu prowadził zajęcia dla studentów 1. roku?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:20:14:

    sarjane
    Przecież na prywatnych pracują publiczni?

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:24:30:

    Podstawową misją społeczną profesora powinno być działanie na rzecz podnoszenia jakości badań

    To ja jestem nienormalny. Mnie najbardziej cieszą sukcesy zawodowe absolwentów, niezależnie od tego, czy zdarzy im się zakorzenić w nauce czy gdziekolwiek indziej. Najbardziej się boję tego, że zamiast oszlifowywać, powierzone mi diamenty mógłbym przerabiać na węgiel.

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:30:40:

    Panie Pi,
    To jest chciejstwo i właśnie branie na litość. Z tego listu przebija, że za "miskę ryżu mamy budować rakiety" i być jeszcze za to wdzięczni. A to, że funduje się drapieżny system, gdzie wygranymi mają być tylko ci co zgarniają granty, kosztem niedofinansowania reszty.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/24 23:48:04:

    W tym liście jest kilka celnych stwierdzeń. Ja też uważam że społ-humy nie tylko mogą, ale i powinny szerzej otworzyć się na świat. Największą zaletę listu widzę jednak w tym, że staje on w opozycji do listu tego historyka dobrozmianowego, który tak poruszył Pałac, że jego lokator aż ogłosił chęć spotkania się z tym historykiem. Jest więc to walka epistolarna na płaszczyźnie politycznej, bez odniesienia do rzeczowych argumentów.

    Tak mnie wychowano, by z automatu testować przypadki skrajne, bo w skrajnościach życie zwykle się upraszcza, więc jeśli coś nie działa w prostej skrajności, to w złożonym centrum pewnie też nie. Więc testujmy. A gdyby tak inna grupa przejęła władzę i zażądała od STEM-u patentów, i to takich wdrożonych? Byłby płacz?

  • kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/25 00:08:04:

    Panie Pi,
    A gdyby tak inna grupa przejęła władzę i zażądała od STEM-u patentów, i to takich wdrożonych? Byłby płacz?
    Żądać można wszystkiego, nawet patentowania masowego przez społ-humy. Jak Pan wie patentować też można dużo, mało tego można żądać, żeby przedsiębiorstwa wdrażały te patenty. Tylko państwo musiałoby spełnić dwa podstawowe warunki: uchwalić odpowiednie prawo, które by ściągało z patentujących jeszcze obowiązek publikowania oraz likwidowało bariery biurokratyczne wdrażania, ewentualnie wspierało finansowo takie badania (np. poprzez ulgi dla przedsiębiorstw). Druga możliwość, jak państwo nie jest w stanie wesprzeć takich działań, to przynajmniej się nie wtrąca, ale i nie ma żądań.
    Tymczasem mamy zwiększanie się żądań wobec nas, a marchewki nie ma, są tylko groźby, a także sprzeczne przekazy, jak np. słynna już lista wydawnictw. Tu już nic się nie klei, tu chaos postępuje rewolucyjny.

  • trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/25 00:39:22:

    kahlkopf,
    Zwiększenie wymagań jest, ale ono jest bez sensu.

    Powtórzę poedagogicznie, nie dla Acana tylko ku oświeceniu publicznemu. Chcielibyśmy, by prawnicy piszący przyszłą konstytucję mieli rozeznanie w systemach konstytucyjnych innych krajów i ogólnie w systemach prawnych innych społeczeństw. To może zapewnić chyba tylko udział w międzynarodowej wymianie myśli konstytucyjnej, co obejmuje pisanie artykulów naukowych do międzynarodowych czasopism, ale i zasiadanie np. w trybunałach międzynarodowych ("profesura wdrożeniowa"), udział w międzynarodowych konferencjach konstytucjonalistów etc. Cel jasno postawiony.

    I tylko jeden mały myk, szkopuł, feler burzy ten idylliczny obraz: ta umiędzynarodowiona wiedza konstytucyjna nikomu do niczego nie jest w Polsce potrzebna. Więc zupełnie serio się pytam: po co się w tej sytuacji pałować z tymi Elsewierami, Palgrejwami czy gdzie tam prawnicy mogą publikować?

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/25 09:31:25:

    @sarjane
    ""Aż dwadzieścia procent osób zatrudnionych formalnie na stanowiskach naukowych w Polsce nie opublikowało niczego w ostatnim czteroletnim okresie oceny działalności naukowej." - to chyba z wszytkimi prywatnymi ..."

    @piaskowy dziadek
    "Nie wiem ile, ale wiem, że N0 nie wynosiło przeciętnie nawet 5%."

    Poddam w wątpliwość obie wypowiedzi. 5% niepublikujących to mają najlepsze wydziały UW. Zaprzyjaźniona uczelnia medyczna, całkiem dobra, ma już grubo, grubo więcej. Liczba 20% N0 według mnie brzmi bardzo, bardzo prawdopodobnie a i większa by mnie nie zdziwiła.

  • sarjane napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/25 13:35:12:

    @trzy bar - czy ci nie publikujący na uczelni medycznej nie są przypadkiem na stanowisku starszych wykładowców lub instruktorów - uczelnie medyczne mają dużo takich pracowników (niektóre) ? Oni nie są formalnie zatrudnienie na stanowisku naukowym, podobnie jak asystenci bez tytułu dr. Nawet w moim nie publikacyjnym zaścianku w 4 lata każdy coś ma, może za 4 pkt ale ma.

    taki cytat mi dziś wpadł w oczy i jakoś tak pasuje

    Depresja to naturalna reakcja, gdy rozglądamy się wokół siebie i nie widzimy niczego ani nikogo, co dawałoby cień nadziei, gdy jesteśmy przekonani, że świat ześlizguje się w bagno głupoty i płaskości materializmu, który nie ma żadnych ideałów, żadnej wiary, żadnych marzeń. Pod jego władaniem nie ma nic wielkiego, czemu można by podporządkować życie, żadnego mentora, do którego można się zwrócić po radę."
    Tiziano Terzani Powiedział mi wróżbita

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/25 16:19:44:

    @sarjane

    Nie, są zatrudnieni na adiunkcie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide