Robię habilitację

Wpisy

  • czwartek, 19 października 2017
    • Non possumus

      W najnowszym numerze Forum akademickiego prof. Marek Wroński napisał artykuł pt. Jawność zabroniona. Pisze w nim o tym, że nowa ustawa ukróci jego działalność. Oto cytat z ustawy:

       

      Akta postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego nie stanowią informacji publicznej i nie podlegają udostępnieniu w trybie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe”.  

       

      A właściwie to powinienem napisać: oto knebel Wronskiego.

       

      Nie mam żadnych wątpliwości, że to, co pisze prof. Wroński w rubryce o nierzetelności naukowej na łamach FA, to niezwykle ważny, jeśli nie najważniejszy obecnie w Polsce, bat na naszych kolegów i koleżanki dopuszczających się plagiatów. Zapewne z przesadą, jednak powiedziałbym, że działalność Wrońskiego powinna być chroniona prawem. Pozwolenie na ukrywanie informacji o nierzetelności naukowej przez uczelnie i rady wydziału to pozwolenie na to, by sprawy zamiatać pod dywan.

       

      Zupełnie nie rozumiem intencji ministra. Tak, w dużej mierze nie zgadzam się z propozycjami p. Gowina (np. anonimowi recenzenci), jednak rozumiem argumenty, dlaczego takie czy inne rozwiązania chce wprowadzić. Nie rozumiem jednak ukrywania postępowań, szczególnie że znaczna część działalności Wrońskiego to właśnie piętnowanie uczelni za opieszałość czy bierność w podejmowaniu działań przeciwko plagiatorom.

       

      Ministrze Gowinie, do ciężkiej cholery, plagiaty toczą (znaczącą) część polskiej nauki. Nawet Panu powinno zależeć na tym, by je piętnować. Ba, nawet gdy dotyczą Pana kolegów i politycznych sprzymierzeńców partyjnych. Choć wiem, że Panu na tym nie zależy, to poparłbym (prawie) dowolną ustawę, która przykłada rozżarzone żelazo i wypala nieuczciwość akademicką. Niestety, Pan woli chronić ludzi, którzy podważąją podstawy działalności akademickiej. I powinien się Pan z tego powodu wstydzić.

       

      Wiem, wstyd umarł.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (32) Pokaż komentarze do wpisu „Non possumus”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 października 2017 23:01
  • wtorek, 17 października 2017
  • niedziela, 15 października 2017
    • Nowe Nowe Ateny

      Po poprzednim wpisem flamengista wypowiedział się na temat proponowanej oceny parametrycznej w ramach dyscyplin. Wypowiedział się, rzecz jasna, bardzo negatywnie. W pełni zgadzam się z taką oceną propozycji MNiSW. Ocena parametryczna czy jakakolwiek inna w ramach dyscyplin to idiotyzm, bzdura i metaforyczny bieg wsteczny. 

       

      Ministerstwo pisze: 

       

      Możliwość ewaluacji jakości działalności naukowej w ramach dyscyplin, a nie w ramach grup wydziałów. Zgodnie z propozycjami ewaluacja będzie się odbywać w ramach całej uczelni (w konkretnej dyscyplinie). Do tej pory porównywane były wydziały, które bardzo często prowadziły badania w różnych dyscyplinach, co w praktyce utrudniało prowadzenie oceny porównawczej. Utrzymanie tak rozdrobnionego podziału na dyscypliny uniemożliwiałoby wprowadzenie ewaluacji, która mogłaby uwzględnić specyfikę poszczególnych obszarów nauki, np. w zakresie wzorców publikacyjnych.

       

      Oto dwa problemy. Weźmy sobie na przykład interdyscyplinarną grupę badającą sen. Są w niej badacze zajmujący się medycyną, neuronauką, biologią, epidemiologią i zdrowiem publicznym, a od niedawna pracuje tam również kilku socjologów, etnologów i psychologów. Ciężką pracą stworzyli znane na świecie centrum badawcze badające różne aspekty snu. A minister Gowin, który co rusz doznaje olśnienia w sprawach nauki, uważa, że tych ludzi należy rozpirzyć na 4 wiatry i lekarzy parametryzować w medycynie, psychologów z psychologami itd itd. I ja naprawdę nie rozumiem dlaczego.

       

      I zanim ktoś powie, ze przecież brytyjska parametryzacja jest oparta na dyscyplinach, ja powiem, że tak, ale nasze hipotetyczne centrum badań nad snem, zostałoby parametryzowane jako jednostka i nikomu nie przyszłoby do głowy nie patrzeć na nich jako na całość! Przecież ich siła polega właśnie na tym, że stworzyli to cholerne centrum!

       

      Problem w tym, że minister Gowin uważa, że jednostki poddane parametryzacji  mogą być jedynie wydziałami czy instytutami. Nie przychodzi mu do głowy to, że mogłyby to być centra badawcze oparte na temacie czy problemie. Dzisiaj współpraca lekarzy i teatrologów to normalka, nad którą się nikt nie zachwyca. W Polsce nadal uważamy to za jakieś niezwykłe i trochę podejrzane zjawisko, którego  najlepiej żeby nie było.

       

      Drugi problem, na który zwrócono również uwagę na Twitterze, jak będzie ustalana przynależność dyscyplinarna. Sprawa wcale nie jest prosta i oczywista. Są bowiem przynajmniej dwa wybory. Po pierwsze, przynależność ma człowiek, po drugie może to być publikacja. Obie drogi to drogi przez chaszcze i ciernie.

       

      No więc weźmy na przykład profesora zajmującego się chmurami. Doktorat z nauk przyrodniczych, habilitacja z nauk fizycznych, ale już profesura z nauk o Ziemi. Ja naprawdę nie wiem, gdzie on przynależy dyscyplinarnie. Można by go, co prawda, zapytać, ale są przecież jakieś granice nie? Żeby nam profesorowie dyscypliny sobie ustalali! No to weźmy jego publikacje. Tu jakieś kumulusy, to stratokumulusy, tu ogólnie o chmurach, a w OECD za cholerę chmurologii!!! Można jeszcze by określić dyscyplinę po nazwie czasopisma, ale tenże profesor, jak na złość, publikuje w Atmospheric Chemistry and Physics i to jest po prostu skandal. Jak można nie mieć względu na problemu Ministerstwa?! Takich przykładów jest oczywiście znacznie więcej, ba, sam jestem jednym z nich.

       

      Jak się skończy? Źle się skończy.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (54) Pokaż komentarze do wpisu „Nowe Nowe Ateny”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 października 2017 15:22
  • wtorek, 10 października 2017
    • Cojones!

      Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z działalności Centralnej Komisji. Mnie zastanowił jeden z fragmentów:

       

      Niemniej jednocześnie NIK wskazuje także, że Centralna Komisja nie zapewniła przejrzystości procesu nadawania stopni naukowych. Procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych nie zostały przez Komisję doprecyzowane. Komisja  nie prowadzi też wykazu osób, spośród których wybierani byliby recenzenci w postępowaniach habilitacyjnych, co stanowi naruszenie ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym.

       

      Zastanawiam się zatem, jak według NIK, miałyby wyglądać 'procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych'. Kto i co miałby robić, żeby było przejrzyście. Moim zdaniem, każdy wybór członka komisji oparty jest (a przynajmniej powinien być)  o znajomość dyscypliny i osąd, czyje kompetencje będą najbardziej stosowne w danym postępowaniu. Oczywiście, CK niejednokrotnie popełnia gafy i potrafię wskazać niejedno postępowanie, w którym recenzenci mieli niewielke pojęcie o tym, co robi habilitant. Jednak takie błędy nie mają nic wspólnego z przejrzystością wyboru. Innymi słowy, niekompetentnego recenzenta można wybrać całkiem przejrzyście.

       

      Z tego, co piszę nie wynika jednak, że problemu nie w ogóle ma. Wielokrotnie pisaliśmy tutaj o grupie profesorów z nauk ekonomicznych, którzy trzęsą rynkiem habilitacji w dziedzinie. Omawiany często diament nauki polskiej praktycznie stworzył swoją specjalność. Tyle że przejrzystość wyboru  wcale nie zapewni tego, że ci ludzie nadal nie będą rządzili swoimi dyscyplinami. Do tego dochodzą jeszcze  syutacje, z którymi spotkałem się już kilkukrotnie. Otóż gdy kandydatami na członka komisji jest mężczyzna i kobieta,  wybierany jest on, bo przecież "ma rodzinę na utrzymaniu",  A jak przy okazji wiadomo, kobiety pracują dla rozrywki. Trud polowania na zwierzynę łowną spada na macho-profesora z maczugą, włócznią i toporem. I staram się nie wyobrażać sobie kilku znajomych profesorów z takim rynsztunkiem, bo trzęsę się śmiechu.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (39) Pokaż komentarze do wpisu „Cojones!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 października 2017 23:13
  • poniedziałek, 02 października 2017
    • Hau hau

      Postanowiłem zaglądnąć do postępowania o nadanie tytułu naukowego dyskutowanego pod przedostatnim wpisem. Zaglądnąłem do recenzji i się załamałem.

       

      Recenzent pierwszy wyzłośliwia się na całego, pisząc o tym, że profesorant lubi częstować czytelników przeróżnymi diagramami, radząc przy okazji mu, by nie chwalił się jedną ze swoich publikacji. Średnie, muszę powiedzieć - recenzje nie są od złośliwości. Recenzent drugi jest inny. Po dokładnym opisaniu struktury książki profesorskiej (wymienia nawet streszczenia w trzech językach), powoli komentuje tę książkę, rozdział po rozdziale. Czym się różni ta recenzja od recenzji rozprawy doktorskiej za cholerę nie potrafię powiedzieć.

       

      Recenzent trzeci, w przeciweństwie do poprzednich pozytywny, cytuje z autoreferatu. Mówi to zresztą wprost, a jego umiejętności w zakresie kopiowania i wklejania są na poziomie bardzo przyzwoitym, sądząc po tym, ile powklejał. Ja bym proponował napisać: przychylam się do wniosku z powodu autoreferatu. Co więcej, nie wczytywyałem się w recenzje za bardzo, ale nie znalazłem głębszego namysłu nad dorobkiem profesoranta.

       

      Recenzent czwarty z kolei jeszcze nie do końca opanował komentarze w swoim edytorze Word. No ale skoro już wydrukował recenzję z komentarzem, to przecież nie będzie drukowal drugi raz. Są granice profesorskiego entuzjazmu i pobazgranie po komentarzu musi wystarczyć. Szkoda tylko że nie jest jasne, czyj to komentarz.

       

      Recenzentka piąta chyba przebija wszystko. Bowiem w konkuzjach postanowiła podzielić się z profesorantem i radą przemyśleniami głębszymi. Cytuję, choć muszę przepisać, bo każdy powinien poznać te złote myśli:

       

      Praca naukowa wymaga uwagi i spokojnej refleksji, skupienia i głębokich przemyśleń, a także krytycznego dystansu do własnych dokonań (...). Jest to zatem działalność długofalowa, gdzie momenty olśnienia są poprzedzone długimi studiami, żmudnymi badaniami, testowaniem hipotez...

       

      I ja pani profesor serdecznie dziękuję za te cenne refleksje. Oczyma duszy widzę spracowane profesorskie dłonie, od trudu badawczego rzecz jasna. Gdyby tak profesorant pokazał swoje chamskie łapy, to byśmy nie zobaczyli nawet małego cienia odcisku. Bo to się, k..., natrudzić trzeba na profesora!

       

      Ja nie wiem, czy profesorant powinien był dostać tytyuł naukowy. Mam to w nosie. Jednak recenzje w jego postępowaniu są żałosne.  Krążące gdzieś pomiędzy narcyzmem, brakiem profesjonalizmu i nierefleksyją pustką, pokazują mizerię polskiej nauki. Ja z kolei wycofuję wszystkie krytyki wobec recenzji doktorskich z poprzedniego wpisu. Odszczekuję i mogę nawet wejść pod biurko.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (177) Pokaż komentarze do wpisu „Hau hau”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 października 2017 02:10

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide