Robię habilitację

Wpisy

  • środa, 17 stycznia 2018
    • Doktorat z habilitacji

      Na blogu prof. Kulczyckiego, świeżo upieczona dr Ewa Rozkosz podzieliła się wynikami swoich badań na temat recenzji habilitacyjnych. Bardzo się cieszę, że taki doktorat powstał, jeszcze bardziej, że mamy krótkie streszczenie wyników. Pani Doktor gratuluję stopnia.

       

      Oczywiście nie ma za bardzo sensu, żebym streszczał wpis, więc wskażę tu tylko kilka rzczy, które mnie zaskoczyły. Pierwsza rzecz to czas między doktoratem a habilitacją. Nie mogę się jednak zdecydować, czy bardziej zaskakujące jest to, że medyk habilituje się już po roku, czy może to, że społecznik habilituje się po 52 latach. Jeśli księga Guinnessa zawiera kategorię wytrwałości, chciałbym nominować do niej tę habilitację i jej autora.

       

      Zaskoczyła mnie płeć osób uzyskujących habilitację. To, że znacznie więcej habilituje się mężczyzn niż kobiet, nie zaskoczyło mnie. Jednak oczekiwałem, że w naukach humanistycznych większość habilitacji będzie należało do habilitantek. Tak nie jest i bardzo jestem ciekaw wyjaśnienia. Podobnie zaskoczyło mnie to, że to w naukach społecznych, a nie humanistycznych więcej jest książek-osiągnięć. Oczywiście w ramach obszaru będą znaczne różnice dyscyplinarne, co więcej, ważne jest to, żeby książki były dobre, niemniej zaskakuje mnie to.

       

      Na koniec mam nadzieję, że pracy będzie można zidentyfikować postępowania, w których trzy negatywne recenzje nadal skutkowały nadaniem stopnia. To mi się wydaje dużo ciekawsze, nawiasem mówiąc, niż trzy pozytywne recenzje, które nie spowodowały nadania stopnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (29) Pokaż komentarze do wpisu „Doktorat z habilitacji”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      środa, 17 stycznia 2018 13:57
  • niedziela, 14 stycznia 2018
    • Lingwista się wkurzył

      Na tweet z nowym wpisem prof. Galasińskiego zareagowałem mówiąc o tym, że większość z nas zna ból niekompetentnego i nieuczciwego peer review, ale niewielu z nas odważyło się na napisanie o tym wprost. Sam autor blogu również zatrzymuje się przed zidentyfikowaniem czasopism i redaktorów, o których jest jego wpis. Podejrzewam, że sam nadal chce publikować.

       

      Z doświadczenia znam zjawiska, o których mówi Profesor; gdy zapytałem kilka innych osób, okazało się, że też ich doświadczyli. Powstaje więc pytanie - czy można z tym coś zrobić, a jeśli można, to co. No i pomyślałem, że to o tym będzie mój nowy wpis o uzdrawianiu peer review. Niestety, wpis nie powstanie, bo nie mam pojęcia, jak to zrobić. Nawet gdyby powstało nowe repozytorium durnych recenzji, to i tak przecież nie napiszę na nim pod nazwiskiem, wskazując, że Journal of X and Y własnie przysłał mi głupią recenzją, której nie zakwestionował redaktor dr John Editor.

       

      Co zostało? Niewiele. Ale ostatnio natknąłem się na inicjatywę podpisywania recenzji. Tak, tych anonimowych. Podpisując się, biorę odpowiedzialność za to, co się piszę. Wskazuję na to, że moja recenzja jest moją 'prawdziwą' oceną. Zadałem sobie więc pytanie, czy zacznę podpisywać się pod recenzjami, które piszę? Niestety, odpowiedziałem sobie, że nie, a może raczej nie, a w najlepszym przypadku, że nie wiem. Jednak uczciwie rozważę to. Za każdym razem mając nadzieję, że nie recenzuję artykułu profesora z Polski.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Lingwista się wkurzył”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 stycznia 2018 20:19
  • czwartek, 04 stycznia 2018
    • Napisał recenzję

      Oto recenzja w postępowaniu habilitacyjnym w naukach technicznych. Recenzent pisze na stronie pierwszej, że osiągnięcie habilitacyjne jest po części wynikiem pracy doktorskiej. Na stronie 3 z kolei, prof. Wit Grzesik dodaje:

       

      habilitant wielokrotnie przedstawia te same lub zbliżone wyniki badań w różnych publikacjach i wykorzystuje stosunkowo krótki okres ich publikacji 2014-2017. Zalecam na przyszłość większą dbałość o standardy etyczne w tym zakresie. 

       

      Chwilę później pisze o tym, że nie podoba mu się powielanie publikacji w czasopismach nieindeksowanych. Recenzent mówi o powielaniu m.in. wnioskowania i wyników.

       

      Mamy zatem postępowanie habilitacyjne, w którym osiągnięcie jest po części oparte na doktoracie oraz dorobek, który jest powielany z publikacji na publikację. I ja mam pytanie do prof. Grzesika - jak Panu wyszła z tego wszystkiego pozytywna konkluzja recenzji? Co jeszcze musi zrobić habilitant, żeby jednak Pan uznał, że coś jest nie teges i może jednak warto uznać, że habilitacja nie należy się jak psu kość?

       

      Mam jeszcze jeden problem z omawianą recenzją. Recenzent pisze, że na własną rękę wyszukiwał informacje na temat habilitanta. Nie podoba mi się to. Recenzje powinny być pisane na podstawie przedstawionej dokumentacji. W przeciwnym razie nie tylko będziemy mieli recenzje pisane na podstawie 'wywiadu środowiskowego' (vel plotek), ale również recenzje będą pisane na podstawie różnych informacji. Recenzenckie dochodzenia powinny ograniczać się do weryfikacji podanych przez habilitanta informacji - np. istnienia publikacji. Recenzent to nie detektyw.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Napisał recenzję”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 stycznia 2018 01:23
  • poniedziałek, 01 stycznia 2018
    • Epistolografia akademicka

      Nie lubię listów otwartych, jak już pisałem niejednokrotnie. Jeszcze bardziej nie lubię zaangażowania nauki w politykę. Oto jednak widzę list otwarty, nad którym się zatrzymałem (pojawił się zarówno w Gazecie jak i w komentrzach pod poprzednim postem). Może dlatego, że jest odpowiedzią na wcześniejszy list.

       

      Moje poglądy na zaangażówanie nauki w politykę partyjną nie zmieniły się. Nadal uważam, że to zły pomysł, co więcej, każde takie zaangażowanie uważam za przegraną całej nauki. Nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają, nauka polska traci na swym autorytecie jeszcze bardziej. Jednak rozumiem to, że list 15 naukowców był na poziomie tak żenującym, że należało mu dać odpór. No i 1300 polskich uczonych z kraju i zagranicy odpór dało. Oczywiście nie mam żadnych złudzeń - nowy list nie będzie miał żadnych konsekwencji. To po prostu sposób na powiedzenie Polsce, że bzdury, które wypisuje piętnastu, nie są poglądami powszechnymi. I chyba dobrze, że to powiedziano.

       

      O polityce w nauce myślę zresztą od jakiegoś czasu. Oto jeden z wpisów na blogu prof. Pluskiewicza. Zgadzam się z anonimowym komentatorem pod wpisem. Nie można ignorować wyraźnie zaznaczanej opcji politycznej autora blogu. Skoro jest ona na tyle ważna dla profesora, że o niej pisze, to może (i podkreślam 'może') być ona też ważna w innych sferach jego działalności profesjonalnej. Kto może być doktorantem prof. Plukiewicza być może jest pytaniem nie tylko akademickim.

       

      Najlepsze życzenia na Nowy Rok!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Epistolografia akademicka”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 stycznia 2018 21:11
  • piątek, 29 grudnia 2017
    • Pogadać każdy może

      W jednym z niedawnych postów prof. Śliwerski postanowił ponarzekać na coraz gorszy poziom habilitacji. Profesor okrasza swój post kilkunastoma tyle smakowitymi, co oburzającymi fragmentami z recenzji i innych dokumentów z postępowań habilitacyjnych. Śliwerski ma bez wątpienia wiele racji.

       

      A jednak jakoś mi się ten post nie podoba. Bowiem pedagog piętnuje socjologię, nauki filologiczne oraz historię, kończąc na małej szpili w nauki o polityce. A ja bym zapytał: a gdzie, do cholery, pedagogika? Znaczna część omawianych na tym blogu koszmarków habilitacyjnych jest z pedagogiki, a w poście pedagoga o pedagogice ani mru mru? No może by tak Pedagog nie zajmował się historią, a popatrzył najpierw na to, co się dzieje wokół niego.

       

      Nie podoba mi się jeszcze jedna rzecz. Profesor pisze:

       

      Każdy uczony jest odpowiedzialny za rzetelność, uczciwość i wysoką jakość własnego dorobku naukowego. Kiedy ubiega się o stopień doktora habilitowanego, prawda wychodzi na jaw. Nie ma miesiąca, by nie doświadczać żenującego poziomu publikacji niektórych nauczycieli akademickich, którzy uważają, że skoro procedura jest bez ich udziału, to nie muszą wstydzić się za to, co przedkładają komisji habilitacyjnej. Wychodzą zapewne z założenia - NIECH SIĘ WSTYDZI TEN, KTO WIDZI. 

       

      Tak, każdy uczony jest odpowiedzialny, ale jakoś mi się wydaje, że prof. Śliwerski, recenzent w 100 postęowaniach doktorskich i habilitacyjnych, na dodatek członek CK i Komitetu Pedagogicznego PAN, jest odpowiedzialny w dwójnasób. Szlag mnie trafia, gdy człowiek, który w co trzecim poście implikuje, jak należy uprawiać pedagogikę, nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za jakość postępowań awansowych.

       

      Gdy zapytałem prof. Śliwerskiego, co robi jako członek CK, zablokował mnie na Twitterze. Ponawiam pytanie: co Pan robi, żeby to, o czym Pan pisze, znikło z nauki polskiej w ogóle, a z pedagogiki w szczególności?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Pogadać każdy może”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      piątek, 29 grudnia 2017 00:10

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide