Robię habilitację

Wpisy

  • wtorek, 11 grudnia 2018
    • Nie ma amatora na tego potwora

      Parę dni temu dostałem maila, w którym czytam, że Uniwersytet Zielonogórski zażyczył sobie od pracowników oświadczeń, że nie prowadzą i nie będą prowadzić badań naukowych. Niestety, nie udało mi się potwierdzić tej informacji - może czytelnicy bloga wiedzą coś na ten temat. Może ktoś ma dostęp do takiego oświadczenia? Nie do końca jest też dla mnie jasne, jakie motywacje kryją się za takim ruchem - mój korespondent nie odpowiedział na prośby o więcej szczegółów.

       

      Jeśli okaże się ono rzeczywistością, trudno nawet komentować takie posunięcie UZ. Uniwersytet, na którym nie prowadzi się badań, ba, pracownicy są zniechęcani do prowadzenia badań, jest zaprzeczeniem uniwersytetu. To jakiś dziwny potworek, któremu natychmiast należy odebrać prawo do posługiwania się mianem uniwersytetu i przeflancować go na szkołę zawodową. Nie jestem nawet pewien, czy na wyższą szkołę zawodową. 

       

      Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu docierają do mnie tylko złe wiadomości.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (51) Pokaż komentarze do wpisu „Nie ma amatora na tego potwora”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 grudnia 2018 14:55
  • piątek, 30 listopada 2018
    • Młodzi, prestiżowi i wybitni

      Przesłano mi odpowiedzi (linka i druga linka Akademii Młodych Uczonych PAN w sprawie tego, jak MNiSW określa wybitność młodych uczonych.

       

      No i jak czytam sobie to, co napisało ministerstwo oraz młodzi akademicy, to zastanawiam się, kim jest wybitny uczony. I muszę powiedzieć, że nie do końca potrafię zdefiniować takiego uczonego. Jestem jednak dość pewien, że określanie wybitności na podstawie sumarycznego IF czy też liczby cytowań, jest nieporozumieniem. Znam wiele osób, z bardzo wysokimi wskaźnikami numerycznymi, które wybitne nie są, ba, bardzo daleko im do wybitności!

       

      Czy z kolei, na co zwracają młodzi i świetni, o wybitności mówi nam coś prestiż wydawcy, prestiż konkursu czy prestiż projektu? Tez bym powiedział, że nie. Pomysł, że o wybitności świadczy prestiż ośrodka naukowego, jest już zwyczajnie głupi.

       

      Problemów jest jeszcze więcej, gdy weźmiemy pod uwagę to, że wybitność profesora jest (i musi być) różna od wybitności doktoranta. A na pytanie, kim jest wybitny doktorant, jeszcze bardziej nie potafię odpowiedzieć. Czy to ktoś, kto ma 'wybitny potencjał' czy może tylko wyróżnia się na tle innych doktorantów? Nie wiem. Co więcej, mam wrażenie, że różne dyscypliny mają różne podejście do wybitności i kryteria dla wybitnego matematyka będą inne od kryteriów wyłaniania wybitnego filologa.

       

      Swoją drogą, zacząłem się zastanawiać, czy raz nadana wybitność zostaje z delikwentem na zawsze. Czy też młody i wybitny, z czasem staje sie i niemłodym, i niewybitnym.

       

      Wiem jednak jedno. Pomysł, by zlikwidować recenzje (oceny eksperckie) w ocenie wybitności (czymkolwiek ona jest), jest jednym z głupiszych pomysłów ministerstwa. Wybitny uczony to taki, którego środowisko ocenia jako wybitnego. Środowisko, a nie ministerialny urzędnik.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (338) Pokaż komentarze do wpisu „Młodzi, prestiżowi i wybitni”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2018 20:07
  • sobota, 24 listopada 2018
    • Nauka pod specjalnym nadzorem

      Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że brytyjski doktorant został skazany na dożywocie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oczywiście wiem tyle, co napisano w mediach (a pisano również w Polsce), nie chcę się więc wypowiadać na temat sprawy. Wydaje mi się jednak, że wiadomościach nie zadano jednego kluczowego pytania. 

       

      Gdzie do cholery był promotor? Mamy bowiem brytyjskiego doktoranta, którego doktorat dotyczy spraw, powiedzmy, wrażliwych, a według niektórych doniesień, bardzo wrażliwych. I teraz tenże doktorant jedzie do niedemokratycznego kraju, w którym tzw. 'due process' (nie znalazłem polskiego odpowiednika), mówiąc oględnie, szwankuje. Jednak tenże doktorant tak po prostu jedzie sobie, robi sobie badania jakby nigdy nic. Nie znam się za bardzo na studiach o bezpieczeństwie, wydawałoby mi sie, że to nie jest najlepszy pomysł. I gdybym ja był promotorem, to zaprosiłbym doktoranta do stuknięcia się w łeb.

       

      I mam trzy refleksje dnia. Pierwsza: świat wcale nie jest taki przyjazny, jak nam, w Europie, się wydaje. I w większości krajów, młynarz, który mówi do cesarza: Są jeszcze sądy w Berlinie, dostałby baty. Gdyby miał dużo szczęścia.

       

      Druga: uprawianie nauki wcale nie jest zawsze łatwe, proste i przyjemne. Co więcej, wcale nie jest uznawane za pozytywne lub chociaż neutralne. Warto przypomnieć choćby szykany wobec gender studies na Węgrzech (a i próby tegoż w Polsce, choćby w Szczecinie) czy proces wytoczony prof. Bilewiczowi. O pewnym historyku polskiego pochodzenia z Princeton to się boję pisać z nazwiska, bo zaraz się zlecą masy, które będą chciały dać odpór.

       

      Trzecia: nauka była, jest i zawsze będzie polityczna. To jest nieuniknione. Od nas zależy, co z tym robimy. Dzisiaj jeszcze możemy o tym spokojnie porozmawiać. Co będzie jutro?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (383) Pokaż komentarze do wpisu „Nauka pod specjalnym nadzorem”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      sobota, 24 listopada 2018 12:52
  • niedziela, 11 listopada 2018
    • Asymetrie zobowiązują

      Oto linkowany w dyskusji wpis doktoranta, który został zatakowany przez profesora. Goszczący po raz drugi na tym blogu profesor "czasem trzeba dać po ryju" Żerko zacytował (we wpisie doktoranta tweet w zrzucie z ekranu) wypowiedź doktoranta stwierdzając, że jest donosicielem.

       

      Co zrobił doktorant? Zaprotestował przeciwko publicznemu zachowaniu innego profesora. To, czy doktorant ma rację czy nie (a nie jestem w pełni przekonany, że ma - nie na każde żenujące zadęcie retoryczne należy od razu reagować postępowaniem dyscyplinarnym), nie ma, moim zdaniem, większego znaczenia. Uważam bowiem, że nazywanie kogoś, kto oświadcza, że dba o standardy etyczne w nauce, donosicielem jest dość obrzydliwe. Uważam też, że rzucanie inwektywami profesorom nie uchodzi, a szczególnie nie uchodzi robienie tego wobec doktoranta. Dla mnie to zachowanie typu: zdarzyła się gratka, pijanego pobić dziadka.

       

      Wzburza mnie oskarżenie o donosicielstwo, bo jakże łatwo rozszerzyć je o zgłaszanie plagiatów i innych, znacznie poważniejszych przewinień akademickich. Kto wie, ile osób zatrzyma się przeciw takim zgłoszeniom, bo przecież nik nie chce być okrzyknięty donosicielem. Co więcej, takie oskarżenie jedynie wspiera opiszałość komisji etycznych i innych władz w ściganiu choćby właśnie plagiatów. No przecież to wszystko można przecież uznawać za donosicielstwo. To co tu badać i dyscyplinować?

       

      To kolejny wpis dotyczący publicznych zachowań profesorów, powtórzę więc to, co już pisałem wcześniej. Otóż nadal uważam, że profesura, jak szlachectwo, zobowiązuje. I wydaje mi się, że każde użycie inwektyw w debacie publicznej podważa nas wszystkich. No przecież, do ciężkiej cholery, nawet Żerko jest w stanie uprzejmie dopiec doktorantowi tak, że mu w pięty pójdzie. I nazywanie p. Krawczyka donosicielem, ze wszyskimi politycznymi konotacjami tego słowa, pokazuje tylko, jak nisko upada nauka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (369) Pokaż komentarze do wpisu „Asymetrie zobowiązują”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 listopada 2018 22:13
  • poniedziałek, 29 października 2018
    • Akademickie miareczkowanie

      Dzisiaj post nieco lżejszy, ale chyba jednak poważny. Oto link do tweeta z fragmentem zabawnego przemówienia Carol Greider, laureatki nagorda Nobla z fizjologii/medycyny. Greider mówi o tym, że w dniu, kiedy została poinformowana o tym, że przyznano jej Nobla, jej wniosek grantowy, dotyczący również badań nad telomerami, został tego samego odrzucony przez NIH. Smaczkiem tego odrzucenia jest to, że komitet grantowy wiedział już o przyznaniu Nobla, uznał jednak nadal, że jej wyniki są zbyt wstępne. Noblistka dodaje, że nawet nagroda Nobla nie jest gwarancją, że ktoś nie powie ci, że i tak nie masz pojęcia o tym, co robisz.

       

      Mnie jednak uderzyło co innego. Otóż zastanawiam się nad przyznawaniem grantów. Zastanawiam się na przykład nad tym, za co i po co przyznajemy granty i czy przyznający je eksperci dokonują refleksji nad swoimi uprzedzeniami czy preferencjami. Ba, prof. Śliwerski idzie nawet dalej, gdy tweetuje o ustawkach psychologów, żeby przepchnąć każde badziewie (pisał tu o grancie dla prof. Bilewicza). I choć ja wolę nie mówić o spisku psychologów przeciwko pedagogom i innym, przypominam sobie szeroko podawany tweet jednego z bardzo znanych brytyjskich psychologów, Richarda Bentalla, który napisał, że całościowy czas poświęcony tylko na pisanie grantów to dobrze ponad rok. Grantu nie dostał, bo wychodzi znacznie poza mainstream psychologiczny. 

       

      Nie mam dobrego rozwiązania na granty. Jednak chciałbym, żebyśmy pamiętali, że modny na temat, nasze preferencje, 'mainstream' nie są dobrymi doradcami, który wniosek powinien zostać finansowany, a który nie.

       

      Na koniec wkleję innego tweeta, który zyskał dużą popularność niedawno:

       

      Indiana Jones in 2018

      • finds the Ark of the Covenant
      • returns mystical stone
      • successfully finds Holy Grail

       

      REF 2021 panel: "So Dr Jones, please could you evidence the reach and significance of your research impact"

       

      I gdy czytam ten zabawny tweet, który niebezpiecznie przypomina rzeczywistość, coraz bardziej myślę, że my już zupełnie nie wiemy, co robimy. I chociaż jeszcze pamietamy o prawie Goodharta, nie pamietamy, do czego ono służy. A jeśli pamiętamy, to jesteśmy przekonani, że nas na pewno nie dotyczy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (401) Pokaż komentarze do wpisu „Akademickie miareczkowanie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 października 2018 12:21

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide