Robię habilitację

Wpisy otagowane „nauka”

  • piątek, 13 lipca 2018
    • Głową w ścianę

      Postanowiłem zrezygnować z pisania o ustawie i innych sprawach doraźnych i zająć się sprawami nauki! Chcę więc zwrócić uwagę na ostatni post prof. Galasińskiego. Post, jak to często u autora, dotyczy jego własnych doświadczeń, ale przy okazji mówi o sprawach znacznie ogólniejszych. Jak to też często u niego, profesor wali prosto między oczy (choć mi, jak zawsze brakuje, konkretów). Autor mówi przede wszystkim o peer review artykułów, które wychodzą poza utarte szlaki dyscypliny czy pola badawczego, w którym chcą zaisntnieć. Daje przykłady recenzji niekompetentnych, argoanckich, które, jak twierdzi, podważają uczciwość peer review.

       

      Ja piszę o tym z kolei, żeby zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, post lingwisty wskazuje na trudność interdyscyplinarności. To nie tylko trudność "ustawowa", to również trudność wynikająca z naszych przyzwyczajeń, nie mówiąc o niechęci do popatrzenia na to, co robimy z innej strony. Interdyscyplnarność jest trudna nawet w nauce, która jej chce. Po drugie, ważniejsze, to, o czym pisze autor bloga, pokazuje nasze dyskusje na temat rzetelności recenzenckiej w szerszym świetle. Innymi słowy, to nie tylko nasze problemy.

       

      Co z tego wynika? Nie wiem, chyba niewiele. Poza stwierdzeniem, że tak jest i uderzeniem się w piersi w refleksji, chyba niewiele można zrobić. Mam jednak wrażenie, że coraz więcej jest rzeczy, które musimy po prostu zaakceptować i z nimi żyć. A siniaki, których się nabawiamy od walenia głową w mur są po prostu częścią rzeczywistości, w której jesteśmy. Bez sensu trochę.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (223) Pokaż komentarze do wpisu „Głową w ścianę”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2018 22:57
  • środa, 06 czerwca 2018
    • Czas na myślenie?

      Na Twitterze dyskusja na temat publikowania po polsku (zauważona przez trzy.14), a prof. Galasiński już napisał na temat na swoim blogu.  I mnie trochę zaskoczył.

       

      Profesor zaczyna od tego, że od 'zawsze' publikuje tylko po angielsku i nie zamierza tego zmieniać. Mówi jednak, że gdyby napisał to wszystko po polsku, to nie zmieniłaby się przecież jakość tego, co pisze. Wskazuje więc, że dyskusja na temat języka w rzeczywistości jest na temat polskich praktyk publikacyjnych. Wskazuje przy okazji, że nie ma w Polsce debaty na temat publikowania po polsku, na temat standardów edytorskich czy recenzenckich. Polskiego naukowca odsyła się na zachód, a publikacje po polsku są traktowane z uśmiechem wyższości. Czy jednak muszą być?

       

      Dodam zresztą, że w argumentach na temat, powiedzmy, nauki niemieckiej, która publikuje po niemiecku, nie ma nigdy argumentów na temat jakości tych publikacji i procesu wydawniczego. Zwraca się uwagę jedynie na język.

       

      Galasiński odnosi się również do intensyfikacji pracy akademickiej. Wszystkiego ma być więcej i częściej. I pisze na to:

       

      It may well be that preserving an article in Polish means preserving academia which is still thoughtful. Academia which stops to think and consider. 

      

      Bo skoro coraz częściej publikujemy, skoro, jak cytuje, połowę opublikowanych artykułów czytają tylko redaktorzy i recenzenci, to może warto by zwolnić. I nie iść drogą szalonego Zachodu, który publikuje jak szalony.

       

      Ja mam jednak znów problem z tym, co napisał lingwista. Jego argumenty znów dają oręż tym, którzy walczą polską naukę dla Polaków i po polsku. Ale być może moja reakcja wskazuje na to, że nam tutaj potrzeba spokojniejszej debaty na temat tego, po co i dla kogo publikujemy. Bo ja rzeczywiście nie mam większych wątpliwości, że publikuję głównie po to, żeby mieć więcej publikacji. Nie jestem z kolei pewien, czy to ma jakikolwiek sens.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (271) Pokaż komentarze do wpisu „Czas na myślenie?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      środa, 06 czerwca 2018 21:09
  • sobota, 14 kwietnia 2018
    • Obcy w raju

      Dzisiaj, na świeżo, o nowym wpisie na blogu prof. Galasińskiego. Wpisie, który dla jednych będzie rzeczową oceną sytuacji szerokich nauk społecznych i humanistycznych spoza strefy języka angielskiego, dla innych będzie alibi do nienawiązywania kontaktu z nauką międzynarodową. Dodam, że w jednym z tweetów Galasiński odcina się od tej drugiej interpretacji swego wpisu.

       

      Co mówi Profesor? No, mówi, że to, że napiszemy dobry tekst po angielsku, nie wystarcza, żeby tekst zaistniał. Że publikowanie z polskimi danymi, z badaniami robionymi w Polsce (Polska jest tu traktowana metonimicznie jako kraj spoza anglosfery) jest trudniejsze. Mówi wprost - dane po angielsku traktowane są jako domyślne, jako mówiące nam o uniwersaliach natury ludzkiej, dane po polsku mówią nam jedynie coś o Polsce. Oczekuje się, że dane polskie zostaną zanalizowane w kontraście do tych nienacechowanych kontekstem kulturowym - danych angielskich.

       

      Inspiracją wpisu był list dwóch uczonych, z Białorusi i Ukrainy, którym zwrócono uwagę, że cytują literaturę po rosyjsku. W jednym z tweetów, prof. Stec dopowiedział, że wysyłał wydawnictwu książki, żeby udowodnic, że cytuję z istniejących źródeł. To tak idiotyczne, że trudno skomentować, jednak zdarzyło się.

       

      I teraz mój krótki komentarz. Mam ambiwalentny stosunek do tego postu. Ma on zwrócić uwagę na nierówności w traktowaniu nauki. Nauka anglojęzyczna ma fory na polu międzynarodowym, ta nieanglojęzyczna od czasu do czasu musi walczyć o to, żeby nie uznano jej za wielbłąda. Jestem przekonany, że Profesor nie miał tylko pecha i opisuje przynajmniej część rzeczywistości nauki nieanglojęzycznej.

       

      Jednak obawiam się również, że prof. Galasiński zrobił nam niedźwiedzią przysługę. Obawiam się, że jego tekst stanie sie manifestem nieudacznictwa i doskonałym źródłem argumentów, dlaczego mi się nie udało. Przecież nie mogło się udać, ja jestem z Polski, a Polaków nie chcą, dyskryminacja jak w pysk strzelił! Warto więc pamiętać, że zarówno autorowi postu, jak i wielu innym, udaje publikować. Nadludzkim wysiłkiem, ale się jednak udaje.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (231) Pokaż komentarze do wpisu „Obcy w raju”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      sobota, 14 kwietnia 2018 19:10
  • niedziela, 14 stycznia 2018
    • Lingwista się wkurzył

      Na tweet z nowym wpisem prof. Galasińskiego zareagowałem mówiąc o tym, że większość z nas zna ból niekompetentnego i nieuczciwego peer review, ale niewielu z nas odważyło się na napisanie o tym wprost. Sam autor blogu również zatrzymuje się przed zidentyfikowaniem czasopism i redaktorów, o których jest jego wpis. Podejrzewam, że sam nadal chce publikować.

       

      Z doświadczenia znam zjawiska, o których mówi Profesor; gdy zapytałem kilka innych osób, okazało się, że też ich doświadczyli. Powstaje więc pytanie - czy można z tym coś zrobić, a jeśli można, to co. No i pomyślałem, że to o tym będzie mój nowy wpis o uzdrawianiu peer review. Niestety, wpis nie powstanie, bo nie mam pojęcia, jak to zrobić. Nawet gdyby powstało nowe repozytorium durnych recenzji, to i tak przecież nie napiszę na nim pod nazwiskiem, wskazując, że Journal of X and Y własnie przysłał mi głupią recenzją, której nie zakwestionował redaktor dr John Editor.

       

      Co zostało? Niewiele. Ale ostatnio natknąłem się na inicjatywę podpisywania recenzji. Tak, tych anonimowych. Podpisując się, biorę odpowiedzialność za to, co się piszę. Wskazuję na to, że moja recenzja jest moją 'prawdziwą' oceną. Zadałem sobie więc pytanie, czy zacznę podpisywać się pod recenzjami, które piszę? Niestety, odpowiedziałem sobie, że nie, a może raczej nie, a w najlepszym przypadku, że nie wiem. Jednak uczciwie rozważę to. Za każdym razem mając nadzieję, że nie recenzuję artykułu profesora z Polski.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Lingwista się wkurzył”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 stycznia 2018 20:19
  • wtorek, 14 listopada 2017
    • Jeden z pięciu na dwadzieścia

      Czytam dyskusję na temat wyższości artykułów nad książkami, a może odwrotnie i przypominam sobie propozycję, żeby ograniczyć liczbę wszystkich publikacji jednej osoby do, powiedzmy, 20 (niestety, nie potrafię znaleźć źródła, z którego się o tym dowiedziałem). Każdy świeżo upieczony doktor dostawałbym 20 oczek na całość kariery. Po opublikowaniu 20. publikacji delikwent nie mógłby dalej publikować. Koniec.

       

      Propozycja, rzecz jasna, nie do końca poważna, ale warta uwagi. A to dlatego, że zamiast rozważać, czy warto publikować książkę czy artykuł, ja bym wolał się zastanawiać, czy w ogóle warto opublikować tę książkę czy artykuł.

       

      Jakiś czas temu natknąłem się również na stronę Slow science, pochwałę namysłu w nauce. Bardzo podobałoby mi się, gdybym, na przykład, mógł mieć jeden rok na każde pięć (może siedem, nie wiem), w którym mógłbym tylko myśleć. Nie musiałbym pisać wniosków, raportów, artykułów. Mógłbym poczytać, zastanowić się. Wiecie, poszerzyć horyzonty.

       

      I mam pytanie do czytelników. Zakładając, że macie do dyspozycji tylko 20 publikacji na całą karierę, ile z Waszych dotychczasowych publikacji weszłoby do tej dwudziestki? Bo jak ja się zastanowiłem, to wyszło mi, że jestem gdzieś w 1/4. Mneij więcej. I że może nie zapełnię moich wszystkich 20 pozycji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (55) Pokaż komentarze do wpisu „Jeden z pięciu na dwadzieścia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 listopada 2017 17:47

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide