Robię habilitację

Wpisy otagowane „nauka”

  • sobota, 14 kwietnia 2018
    • Obcy w raju

      Dzisiaj, na świeżo, o nowym wpisie na blogu prof. Galasińskiego. Wpisie, który dla jednych będzie rzeczową oceną sytuacji szerokich nauk społecznych i humanistycznych spoza strefy języka angielskiego, dla innych będzie alibi do nienawiązywania kontaktu z nauką międzynarodową. Dodam, że w jednym z tweetów Galasiński odcina się od tej drugiej interpretacji swego wpisu.

       

      Co mówi Profesor? No, mówi, że to, że napiszemy dobry tekst po angielsku, nie wystarcza, żeby tekst zaistniał. Że publikowanie z polskimi danymi, z badaniami robionymi w Polsce (Polska jest tu traktowana metonimicznie jako kraj spoza anglosfery) jest trudniejsze. Mówi wprost - dane po angielsku traktowane są jako domyślne, jako mówiące nam o uniwersaliach natury ludzkiej, dane po polsku mówią nam jedynie coś o Polsce. Oczekuje się, że dane polskie zostaną zanalizowane w kontraście do tych nienacechowanych kontekstem kulturowym - danych angielskich.

       

      Inspiracją wpisu był list dwóch uczonych, z Białorusi i Ukrainy, którym zwrócono uwagę, że cytują literaturę po rosyjsku. W jednym z tweetów, prof. Stec dopowiedział, że wysyłał wydawnictwu książki, żeby udowodnic, że cytuję z istniejących źródeł. To tak idiotyczne, że trudno skomentować, jednak zdarzyło się.

       

      I teraz mój krótki komentarz. Mam ambiwalentny stosunek do tego postu. Ma on zwrócić uwagę na nierówności w traktowaniu nauki. Nauka anglojęzyczna ma fory na polu międzynarodowym, ta nieanglojęzyczna od czasu do czasu musi walczyć o to, żeby nie uznano jej za wielbłąda. Jestem przekonany, że Profesor nie miał tylko pecha i opisuje przynajmniej część rzeczywistości nauki nieanglojęzycznej.

       

      Jednak obawiam się również, że prof. Galasiński zrobił nam niedźwiedzią przysługę. Obawiam się, że jego tekst stanie sie manifestem nieudacznictwa i doskonałym źródłem argumentów, dlaczego mi się nie udało. Przecież nie mogło się udać, ja jestem z Polski, a Polaków nie chcą, dyskryminacja jak w pysk strzelił! Warto więc pamiętać, że zarówno autorowi postu, jak i wielu innym, udaje publikować. Nadludzkim wysiłkiem, ale się jednak udaje.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (230) Pokaż komentarze do wpisu „Obcy w raju”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      sobota, 14 kwietnia 2018 19:10
  • niedziela, 14 stycznia 2018
    • Lingwista się wkurzył

      Na tweet z nowym wpisem prof. Galasińskiego zareagowałem mówiąc o tym, że większość z nas zna ból niekompetentnego i nieuczciwego peer review, ale niewielu z nas odważyło się na napisanie o tym wprost. Sam autor blogu również zatrzymuje się przed zidentyfikowaniem czasopism i redaktorów, o których jest jego wpis. Podejrzewam, że sam nadal chce publikować.

       

      Z doświadczenia znam zjawiska, o których mówi Profesor; gdy zapytałem kilka innych osób, okazało się, że też ich doświadczyli. Powstaje więc pytanie - czy można z tym coś zrobić, a jeśli można, to co. No i pomyślałem, że to o tym będzie mój nowy wpis o uzdrawianiu peer review. Niestety, wpis nie powstanie, bo nie mam pojęcia, jak to zrobić. Nawet gdyby powstało nowe repozytorium durnych recenzji, to i tak przecież nie napiszę na nim pod nazwiskiem, wskazując, że Journal of X and Y własnie przysłał mi głupią recenzją, której nie zakwestionował redaktor dr John Editor.

       

      Co zostało? Niewiele. Ale ostatnio natknąłem się na inicjatywę podpisywania recenzji. Tak, tych anonimowych. Podpisując się, biorę odpowiedzialność za to, co się piszę. Wskazuję na to, że moja recenzja jest moją 'prawdziwą' oceną. Zadałem sobie więc pytanie, czy zacznę podpisywać się pod recenzjami, które piszę? Niestety, odpowiedziałem sobie, że nie, a może raczej nie, a w najlepszym przypadku, że nie wiem. Jednak uczciwie rozważę to. Za każdym razem mając nadzieję, że nie recenzuję artykułu profesora z Polski.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Lingwista się wkurzył”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 stycznia 2018 20:19
  • wtorek, 14 listopada 2017
    • Jeden z pięciu na dwadzieścia

      Czytam dyskusję na temat wyższości artykułów nad książkami, a może odwrotnie i przypominam sobie propozycję, żeby ograniczyć liczbę wszystkich publikacji jednej osoby do, powiedzmy, 20 (niestety, nie potrafię znaleźć źródła, z którego się o tym dowiedziałem). Każdy świeżo upieczony doktor dostawałbym 20 oczek na całość kariery. Po opublikowaniu 20. publikacji delikwent nie mógłby dalej publikować. Koniec.

       

      Propozycja, rzecz jasna, nie do końca poważna, ale warta uwagi. A to dlatego, że zamiast rozważać, czy warto publikować książkę czy artykuł, ja bym wolał się zastanawiać, czy w ogóle warto opublikować tę książkę czy artykuł.

       

      Jakiś czas temu natknąłem się również na stronę Slow science, pochwałę namysłu w nauce. Bardzo podobałoby mi się, gdybym, na przykład, mógł mieć jeden rok na każde pięć (może siedem, nie wiem), w którym mógłbym tylko myśleć. Nie musiałbym pisać wniosków, raportów, artykułów. Mógłbym poczytać, zastanowić się. Wiecie, poszerzyć horyzonty.

       

      I mam pytanie do czytelników. Zakładając, że macie do dyspozycji tylko 20 publikacji na całą karierę, ile z Waszych dotychczasowych publikacji weszłoby do tej dwudziestki? Bo jak ja się zastanowiłem, to wyszło mi, że jestem gdzieś w 1/4. Mneij więcej. I że może nie zapełnię moich wszystkich 20 pozycji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (55) Pokaż komentarze do wpisu „Jeden z pięciu na dwadzieścia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 listopada 2017 17:47
  • sobota, 28 października 2017
    • Mów i nie marudź

      Na blogu prof. Galasińskiego nowy wpis na temat przepraszania za poziom angielskiego konferencyjnego prelegenta (i nie tylko). Profesor-lingwista staje po stronie przepraszających, ja z kolei mam raczej odwrotne skojarzenia. Mnie zawsze te przeprosiny irytowały i irytuja. Mam też poczucie absurdalności sytuacji. No bo skoro już przyjeżdza delikwent na tę konferencję i zdecydował się na niej coś powiedzieć, to trochę za późno przepraszać, że on po angielsku może me i be, ale już na pewno nie kukuryku. Z kolei nigdy nadmiernie mi nie przeszkadzały nawet szalone przekształcenia słów, o ile tylko dało się domyśleć, o co chodzi mówiącemu. Co więcej, zdarzyło mi się myśleć, że przeprosinami prelegent wymusza na słuchaczach litość dla siebie. 

       

      To wszystko jednak małe piwo wobec tego, że niejednokrotnie zdarzyło mi się być na konferencji, na której prelegent wyrecytował wykuty na pamięć referat, a potem nie był w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie, bo po prostu nie mówił po angielsku. A ja w nosie mam, że mówi bezokolicznikami, jeśli tylko ma coś ciekawego do powiedzenia. No ale niech chociaż te bezokoliczniki z siebie wydusi.

       

      Jadąc na konferencję, podejmujemy zobowiązanie, że jesteśmy w stanie wygłosić referat. Moim zdaniem drugorzędne jest to, jak (nie)pięknym językiem to zrobimy. Zamiast więc przepraszać za to, że Joseph Conrad przewraca się w lingwistycznym grobie, może lepiej zastanowić się nad tym, czy uda się nam zrozumieć i odpowiedzieć na proste pytanie. A potem, sorry Panie Profesorze, nie marudzić, że nam ludzie te ochłapy litości rzucają.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (138) Pokaż komentarze do wpisu „Mów i nie marudź”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      sobota, 28 października 2017 16:35
  • niedziela, 01 października 2017
    • Widzianka?

      Zwrócono mi uwagę na recenzje w postępowaniu doktorskim. Jedna z tych recenzji jest na niecałą stronę. I powstaje pytanie: jak krótka może być recenzja doktoratu?

       

      Ja sam mam dość mieszane uczucie wobec recenzji prof. Falki (nie znam faceta, ale wygląda na dość przyzwoitego fizyka z dość przyzwoitego ośrodka). Z jednej strony, można by powiedzieć, że napisał wszystko, co trzeba napisać. Nie dość, że ocenił pracę, to na dodatek nawet zwrócił uwagę na kluczowe jej elementy. Starczy? No niby starczy. I gdybym dostał taką recenzję od takiego Falki, to bym ze dwa razy podskoczył ze szczęścia. Ale jednak trochę brak mi w tej recenzji krytycznego podejścia do doktoratu. Czy coś można było zrobić inaczej, może lepiej, czy można o czymś jeszcze pomyśleć?

       

      Wydaje mi się, że recenzja doktoratu to nie jest tylko krótki komentarz i widzianka pod wypracowaniem doktorskim. To również dyskusja z doktorantem, dzięki której doktorant może popatrzeć na to, co zrobił nie tylko jako na dzieło o skończonym pięknie. Wydaje mi się, że recenzja doktoratu to zaproszenie doktoranta do dyskusji ze starszym kolegą. Nestety recenzent za bardzo podyskutować nie chce.

       

      Chciałbym zwrocić przy okazji uwagę, że oto mamy doktorat, w którym obaj recenzenci są zza granicy, obaj działający w nauce międzynardowoej. Okazuje się, że da się  to zrobić. Gratulacje dla doktoranta, promotora, no i pewnie fizyków polskich (choć mogą się zrobić jeszcze bardziej zarozumiali!)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Widzianka?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 października 2017 11:49

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide