Robię habilitację

Wpisy otagowane „nauka polska”

  • piątek, 30 listopada 2018
    • Młodzi, prestiżowi i wybitni

      Przesłano mi odpowiedzi (linka i druga linka Akademii Młodych Uczonych PAN w sprawie tego, jak MNiSW określa wybitność młodych uczonych.

       

      No i jak czytam sobie to, co napisało ministerstwo oraz młodzi akademicy, to zastanawiam się, kim jest wybitny uczony. I muszę powiedzieć, że nie do końca potrafię zdefiniować takiego uczonego. Jestem jednak dość pewien, że określanie wybitności na podstawie sumarycznego IF czy też liczby cytowań, jest nieporozumieniem. Znam wiele osób, z bardzo wysokimi wskaźnikami numerycznymi, które wybitne nie są, ba, bardzo daleko im do wybitności!

       

      Czy z kolei, na co zwracają młodzi i świetni, o wybitności mówi nam coś prestiż wydawcy, prestiż konkursu czy prestiż projektu? Tez bym powiedział, że nie. Pomysł, że o wybitności świadczy prestiż ośrodka naukowego, jest już zwyczajnie głupi.

       

      Problemów jest jeszcze więcej, gdy weźmiemy pod uwagę to, że wybitność profesora jest (i musi być) różna od wybitności doktoranta. A na pytanie, kim jest wybitny doktorant, jeszcze bardziej nie potafię odpowiedzieć. Czy to ktoś, kto ma 'wybitny potencjał' czy może tylko wyróżnia się na tle innych doktorantów? Nie wiem. Co więcej, mam wrażenie, że różne dyscypliny mają różne podejście do wybitności i kryteria dla wybitnego matematyka będą inne od kryteriów wyłaniania wybitnego filologa.

       

      Swoją drogą, zacząłem się zastanawiać, czy raz nadana wybitność zostaje z delikwentem na zawsze. Czy też młody i wybitny, z czasem staje sie i niemłodym, i niewybitnym.

       

      Wiem jednak jedno. Pomysł, by zlikwidować recenzje (oceny eksperckie) w ocenie wybitności (czymkolwiek ona jest), jest jednym z głupiszych pomysłów ministerstwa. Wybitny uczony to taki, którego środowisko ocenia jako wybitnego. Środowisko, a nie ministerialny urzędnik.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (338) Pokaż komentarze do wpisu „Młodzi, prestiżowi i wybitni”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2018 20:07
  • niedziela, 11 listopada 2018
    • Asymetrie zobowiązują

      Oto linkowany w dyskusji wpis doktoranta, który został zatakowany przez profesora. Goszczący po raz drugi na tym blogu profesor "czasem trzeba dać po ryju" Żerko zacytował (we wpisie doktoranta tweet w zrzucie z ekranu) wypowiedź doktoranta stwierdzając, że jest donosicielem.

       

      Co zrobił doktorant? Zaprotestował przeciwko publicznemu zachowaniu innego profesora. To, czy doktorant ma rację czy nie (a nie jestem w pełni przekonany, że ma - nie na każde żenujące zadęcie retoryczne należy od razu reagować postępowaniem dyscyplinarnym), nie ma, moim zdaniem, większego znaczenia. Uważam bowiem, że nazywanie kogoś, kto oświadcza, że dba o standardy etyczne w nauce, donosicielem jest dość obrzydliwe. Uważam też, że rzucanie inwektywami profesorom nie uchodzi, a szczególnie nie uchodzi robienie tego wobec doktoranta. Dla mnie to zachowanie typu: zdarzyła się gratka, pijanego pobić dziadka.

       

      Wzburza mnie oskarżenie o donosicielstwo, bo jakże łatwo rozszerzyć je o zgłaszanie plagiatów i innych, znacznie poważniejszych przewinień akademickich. Kto wie, ile osób zatrzyma się przeciw takim zgłoszeniom, bo przecież nik nie chce być okrzyknięty donosicielem. Co więcej, takie oskarżenie jedynie wspiera opiszałość komisji etycznych i innych władz w ściganiu choćby właśnie plagiatów. No przecież to wszystko można przecież uznawać za donosicielstwo. To co tu badać i dyscyplinować?

       

      To kolejny wpis dotyczący publicznych zachowań profesorów, powtórzę więc to, co już pisałem wcześniej. Otóż nadal uważam, że profesura, jak szlachectwo, zobowiązuje. I wydaje mi się, że każde użycie inwektyw w debacie publicznej podważa nas wszystkich. No przecież, do ciężkiej cholery, nawet Żerko jest w stanie uprzejmie dopiec doktorantowi tak, że mu w pięty pójdzie. I nazywanie p. Krawczyka donosicielem, ze wszyskimi politycznymi konotacjami tego słowa, pokazuje tylko, jak nisko upada nauka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (369) Pokaż komentarze do wpisu „Asymetrie zobowiązują”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 listopada 2018 22:13
  • niedziela, 21 października 2018
    • Młot na doktorantkę

      W najnowszym numerze Forum Akademckiego ukazał się kolejny artykuł red. Wrońskiego. Chciałbym skomentować pierwszą jego część. 

       

      Otóż pisze prof. Wroński o tym, że na plagiacie przyłapano doktorantkę. Co więcej, rzecznik dyscyplinarny, niczym Zorro, nie czekał ani chwili i już dzień po wszczęciu postępowania wezwał doktorantkę na dywanik i przesłuchał. Równie szybko doktorantkę ukarano, skreślono i aż jestem zdumiony, że nie wybatożono. Sprawiedliwość okazała się rychliwa i skuteczna. A mnie szlag jasny trafił.

       

      A  szlag mnie trafił nie dlatego, że ukarano plagiatorkę - ona na to zasługiwała. Szlag mnie trafił, bo co rusz czytam w rubryce Wrońskiego o tym, jak uczelnie ociągają się z postępowaniami dyscyplinarnymi i wymierzaniem kary za plagiaty. Jest jednak jedna ważna różnica między omawianym wyżej postępowaniem a tymi innymi. Otóż tutaj mamy do czynienia z doktorantką, z akademickim nikim, którego ukaranie nie narusza żadnych układów, układzików, ani innych akademickich 'szarych sieci'. Ukaranie doktorantki jest łatwe, a uczelnia sama sobie przyzna order za standardy, którym hołduje.

       

      A już w następnej części artykułu autor pisze:

       

      Instytuty PAN są dość hermetyczne, a środowisko naukowe niechętnie „pierze brudy” na oczach opinii publicznej. Bez jawności tych spraw nie ma publicznej kontroli, stad sprawy bywają „niedoprane”. 

       

      I gdy czytam to, to nie mam wątpliwości, że doktorantkę należało ukarać. Jednak zastanawiam się, czy rzeczywiście należało ją pozbawić możliwości robienia doktoratu. Zastanawiam się również, czy  jej plagiat wynikł z środowiskowego przyzwolenia na nieuczciwość. Chciałbym na przykład, by rzecznik dyscyplinarny zbadał, czy plagiat doktorantki był wyłącznie jej pomysłem i nie wynikł ze środowiska, w jakim była. I czy po prostu ta doktorantka po prostu miała pecha. A jak się już okazało, że miała pecha, to się wszyscy wokół unieśli moralnie oraz stosownie oburzyli.

       

      A doktorankta? Doktorantka jest na samym końcu akademickiego łańcucha żywieniowego. Ją, powiedzmy oględniej, da się wypluć z łatwością i rozmachem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (296) Pokaż komentarze do wpisu „Młot na doktorantkę”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2018 19:42
  • piątek, 12 października 2018
    • Parametryzacja wyimaginowana

      Z braku czasu nie zaglądałem przez ostatnich kilka dni do komentarzy, więc nie wiem, czy o tym już było. Jednak z kronikarskiego obowiązku donoszę o nowym wpisie prof. Kulczyckiego na temat określania się dyscyplinarnego na potrzeby parametryzacji.

       

      Kulczycki pisze:

       

      ...reprezentowanie dziedzin i dyscyplin przez pracowników prowadzących działalność naukową w ewaluowanym podmiocie jest tak kluczowe dla władz uczelni instytutów. Oczywiście reprezentujemy dziedziny i dyscypliny według nowego podziału obowiązującego od 1 października 2018 r.

       

      O tym, jak głupie jest zapisywanie się do dyscyplin, pisałem kilkukrotnie. O tym, że nowa ustawa idzie w kierunku przeciwpołożnym do tego, w którym podąża nauka światowa, również. Na naszych oczach umiera interdyscyplinarność w nauce polskiej.

       

      W mojej uczelni trwa już dyskusja na temat tego, co robić. Na szczęście nikt nie uważa, że my coś reprezentujemy, czy też że zapisywanie się do dyscyplin odzwierciedla jakąkolwiek rzeczywistość naukową, badawczą czy jeszcze jakąś inną.

       

      Dyskusja idzie w dwóch kierunkach. Po pierwsze zapisujemy się do dyscypliny naszych stopni. Zaletą tego rozwiązania jest jego prostota. Po drugie, zapisujemy się tam, gdzie powie nam uczelnia. A zatem to mądrzy stratedzy uczelniani zadecydują, gdzie powinniśmy się zapisać, a zrobią to tak, żeby uczelni przyniosło to najwięcej zysku. Zalętą tego rozwiązania jest jego dopasowanie dopotrzeb uczelni. Mówiąc szczerze, nie mam bardzo wyrobionego  zdania, która z opcji jest lepsza. To, co jednak jest najważniejsze dla mnie, to zrozumienie, że zapisy dyscyplinarne są działalnością z pogranicza creative writing. 

       

      I tu chciałbym się podzielić wnioskiem najważniejszym. Otóż nowa ustawa osiągnęła to, czego jeszcze nie osiągnięto chyba w polskiej parametryzacji. A mianowicie, podstawą oceny parametrycznej będzie rzeczywistość w całości wyimiganowana (to ostatnio popularne słowo). Można jednak dzięki temu uznać, że wprowadzono do parametryzacji nowy wymiar.  Bowiem do tej pory oceniano nasze publikacje i działalność naukową (z wieloma zastrzeżeniami, można uznać, że oceniano jakąś rzeczywistość instytucjonalną). Teraz jednak oceniać będziemy również zdolności władz uczelni do tworzenia literatury, może nie od razu pięknej, jednak prawie na pewno nie literatury faktu.

       

      I tak to przyszłe pokolenia będą studiowały polską literaturę niepiękną, choć z pewnością należącą do fikcji literackiej.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (247) Pokaż komentarze do wpisu „Parametryzacja wyimaginowana”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      piątek, 12 października 2018 19:36
  • poniedziałek, 01 października 2018
    • Dna nie ma

      Oto niedawne postępowanie profesorskie, na które zwrócono uwagę na Twitterze. Przynajmniej dwe recenzje w tym postępowaniu przejdą do historii nauki polskiej; przez dziesięciolecia będziemy mówić o tym postępowaniu jako o tym, które wyznaczyło nowe otchłanie nauki polskiej.

       

      Otóż prof. Wróbel z Uniwersytetu Warszawkiego pisze:

       

      Pracę ściśle naukową Andrzeja Zybertowicza oceniam krytycznie, jego działalność organizacyjna i dydaktyczną więcej niż pozytywnie. Osobiście uważam, że raz wyzwolona wola stania się profesorem jest nie do zatzymania. Jeśli Andrzej Zybertowicz uznał, że są powody, aby przyznać mu profesrurę, to zapewne tak jest.

       

      Z kolei prof. Król z tej samej uczelni pisze:

       

      Opinia moja jest wyjątkowo krótka, ponieważ przedstawione do oceny prace naukowe są nieliczne, a ich konkluzje na tyle nie dopracowane, że trudno o polemikę. Jednak prace te są.

       

      A zatem pierwszy recenzent pisze to tym, że nie dorobek, lecz chęć szczera zrobi z ciebie belwedera, drugi recenzent pisze recenzje egzystencjalną - dorobek jest. Oczywiście dopuszczam możliwość, że recenzenci postanowili być w swych konkluzjach ironiczni, chcieli puścić oko do czytelnika. Tak mogło być, jeśli jednak tak było, to ja bym proponował, żeby swoją ironią recenzenci puknęli się w łeb. Recenzje awansowe nie są od tego, żeby w nich dodatkowe przesłania przesyłać.

       

      Za każdym razem, gdy czytam tego typu recenzje, zastanawiam się nad tym, czy osiągnięto już dno. I gdy czytałem te dwie recenzje, doznałem olśnienia. Otóż pytanie, które zadawałem, było z gruntu bez sensu. Bowiem te recenzje pokazują, że żadnego dna nie ma. Są tylko poziomy bezednia, otchłani, w której znajduje się, jak się okazuje, również polska socjologia.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (404) Pokaż komentarze do wpisu „Dna nie ma”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 października 2018 11:44

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide