Robię habilitację

Wpisy otagowane „recenzenci”

  • czwartek, 04 stycznia 2018
    • Napisał recenzję

      Oto recenzja w postępowaniu habilitacyjnym w naukach technicznych. Recenzent pisze na stronie pierwszej, że osiągnięcie habilitacyjne jest po części wynikiem pracy doktorskiej. Na stronie 3 z kolei, prof. Wit Grzesik dodaje:

       

      habilitant wielokrotnie przedstawia te same lub zbliżone wyniki badań w różnych publikacjach i wykorzystuje stosunkowo krótki okres ich publikacji 2014-2017. Zalecam na przyszłość większą dbałość o standardy etyczne w tym zakresie. 

       

      Chwilę później pisze o tym, że nie podoba mu się powielanie publikacji w czasopismach nieindeksowanych. Recenzent mówi o powielaniu m.in. wnioskowania i wyników.

       

      Mamy zatem postępowanie habilitacyjne, w którym osiągnięcie jest po części oparte na doktoracie oraz dorobek, który jest powielany z publikacji na publikację. I ja mam pytanie do prof. Grzesika - jak Panu wyszła z tego wszystkiego pozytywna konkluzja recenzji? Co jeszcze musi zrobić habilitant, żeby jednak Pan uznał, że coś jest nie teges i może jednak warto uznać, że habilitacja nie należy się jak psu kość?

       

      Mam jeszcze jeden problem z omawianą recenzją. Recenzent pisze, że na własną rękę wyszukiwał informacje na temat habilitanta. Nie podoba mi się to. Recenzje powinny być pisane na podstawie przedstawionej dokumentacji. W przeciwnym razie nie tylko będziemy mieli recenzje pisane na podstawie 'wywiadu środowiskowego' (vel plotek), ale również recenzje będą pisane na podstawie różnych informacji. Recenzenckie dochodzenia powinny ograniczać się do weryfikacji podanych przez habilitanta informacji - np. istnienia publikacji. Recenzent to nie detektyw.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Napisał recenzję”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 stycznia 2018 01:23
  • wtorek, 10 października 2017
    • Cojones!

      Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z działalności Centralnej Komisji. Mnie zastanowił jeden z fragmentów:

       

      Niemniej jednocześnie NIK wskazuje także, że Centralna Komisja nie zapewniła przejrzystości procesu nadawania stopni naukowych. Procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych nie zostały przez Komisję doprecyzowane. Komisja  nie prowadzi też wykazu osób, spośród których wybierani byliby recenzenci w postępowaniach habilitacyjnych, co stanowi naruszenie ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym.

       

      Zastanawiam się zatem, jak według NIK, miałyby wyglądać 'procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych'. Kto i co miałby robić, żeby było przejrzyście. Moim zdaniem, każdy wybór członka komisji oparty jest (a przynajmniej powinien być)  o znajomość dyscypliny i osąd, czyje kompetencje będą najbardziej stosowne w danym postępowaniu. Oczywiście, CK niejednokrotnie popełnia gafy i potrafię wskazać niejedno postępowanie, w którym recenzenci mieli niewielke pojęcie o tym, co robi habilitant. Jednak takie błędy nie mają nic wspólnego z przejrzystością wyboru. Innymi słowy, niekompetentnego recenzenta można wybrać całkiem przejrzyście.

       

      Z tego, co piszę nie wynika jednak, że problemu nie w ogóle ma. Wielokrotnie pisaliśmy tutaj o grupie profesorów z nauk ekonomicznych, którzy trzęsą rynkiem habilitacji w dziedzinie. Omawiany często diament nauki polskiej praktycznie stworzył swoją specjalność. Tyle że przejrzystość wyboru  wcale nie zapewni tego, że ci ludzie nadal nie będą rządzili swoimi dyscyplinami. Do tego dochodzą jeszcze  syutacje, z którymi spotkałem się już kilkukrotnie. Otóż gdy kandydatami na członka komisji jest mężczyzna i kobieta,  wybierany jest on, bo przecież "ma rodzinę na utrzymaniu",  A jak przy okazji wiadomo, kobiety pracują dla rozrywki. Trud polowania na zwierzynę łowną spada na macho-profesora z maczugą, włócznią i toporem. I staram się nie wyobrażać sobie kilku znajomych profesorów z takim rynsztunkiem, bo trzęsę się śmiechu.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (39) Pokaż komentarze do wpisu „Cojones!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 października 2017 23:13
  • poniedziałek, 02 października 2017
    • Hau hau

      Postanowiłem zaglądnąć do postępowania o nadanie tytułu naukowego dyskutowanego pod przedostatnim wpisem. Zaglądnąłem do recenzji i się załamałem.

       

      Recenzent pierwszy wyzłośliwia się na całego, pisząc o tym, że profesorant lubi częstować czytelników przeróżnymi diagramami, radząc przy okazji mu, by nie chwalił się jedną ze swoich publikacji. Średnie, muszę powiedzieć - recenzje nie są od złośliwości. Recenzent drugi jest inny. Po dokładnym opisaniu struktury książki profesorskiej (wymienia nawet streszczenia w trzech językach), powoli komentuje tę książkę, rozdział po rozdziale. Czym się różni ta recenzja od recenzji rozprawy doktorskiej za cholerę nie potrafię powiedzieć.

       

      Recenzent trzeci, w przeciweństwie do poprzednich pozytywny, cytuje z autoreferatu. Mówi to zresztą wprost, a jego umiejętności w zakresie kopiowania i wklejania są na poziomie bardzo przyzwoitym, sądząc po tym, ile powklejał. Ja bym proponował napisać: przychylam się do wniosku z powodu autoreferatu. Co więcej, nie wczytywyałem się w recenzje za bardzo, ale nie znalazłem głębszego namysłu nad dorobkiem profesoranta.

       

      Recenzent czwarty z kolei jeszcze nie do końca opanował komentarze w swoim edytorze Word. No ale skoro już wydrukował recenzję z komentarzem, to przecież nie będzie drukowal drugi raz. Są granice profesorskiego entuzjazmu i pobazgranie po komentarzu musi wystarczyć. Szkoda tylko że nie jest jasne, czyj to komentarz.

       

      Recenzentka piąta chyba przebija wszystko. Bowiem w konkuzjach postanowiła podzielić się z profesorantem i radą przemyśleniami głębszymi. Cytuję, choć muszę przepisać, bo każdy powinien poznać te złote myśli:

       

      Praca naukowa wymaga uwagi i spokojnej refleksji, skupienia i głębokich przemyśleń, a także krytycznego dystansu do własnych dokonań (...). Jest to zatem działalność długofalowa, gdzie momenty olśnienia są poprzedzone długimi studiami, żmudnymi badaniami, testowaniem hipotez...

       

      I ja pani profesor serdecznie dziękuję za te cenne refleksje. Oczyma duszy widzę spracowane profesorskie dłonie, od trudu badawczego rzecz jasna. Gdyby tak profesorant pokazał swoje chamskie łapy, to byśmy nie zobaczyli nawet małego cienia odcisku. Bo to się, k..., natrudzić trzeba na profesora!

       

      Ja nie wiem, czy profesorant powinien był dostać tytyuł naukowy. Mam to w nosie. Jednak recenzje w jego postępowaniu są żałosne.  Krążące gdzieś pomiędzy narcyzmem, brakiem profesjonalizmu i nierefleksyją pustką, pokazują mizerię polskiej nauki. Ja z kolei wycofuję wszystkie krytyki wobec recenzji doktorskich z poprzedniego wpisu. Odszczekuję i mogę nawet wejść pod biurko.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (177) Pokaż komentarze do wpisu „Hau hau”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 października 2017 02:10
  • niedziela, 25 czerwca 2017
    • Znaj proporcją mości profesorze

      Twitter zaćwierkał i przyniósł wieści o mianowaniu nowego nowego podsekretarza stanu w MNiSW. To, co zwróciło moją uwagę, to to, że wedle ministerialnej informacji nowy podsekretarz robił habilitację 14 lat. Gratulując podsekretarowi zeszłorocznej habilitacji, zacząłem się zastanawiać nad problemem, nie bójmy się tego powiedzieć, etycznym. Otóż 14-letni habilitant będzie obecnie dzielnie wymagał tego, by doktorzy robili habilitację w ciągu lat ośmiu. Co więcej, doktor habilitowany, który, jak mi się zdaje, nie skalał się publikacją międzynardową, będzie oczekiwał, by habilitanci międzynardowym dorobkiem się legitymowali. 

       

      Problem, który poruszam, pojawiał się na blogu niejednoktronie. Wydaje mi się jednak, że warto do niego wrocić z dwóch powodów, po pierwsze właśnie z powodu etycznego, po drugie, z powodu ustawowego.

       

      I tak to, powiem szczerze, szlag mnie trafia, gdy naukowcy, którzy nigdy nie przekroczyli granicy nauki międzynarodowej, wymagają tego od doktorów, którzy zamierzają się habilitować. Jest to, moim zdaniem, hipokryzja w postaci czystej i drażni mnie ona ponad miarę. Jakim, do cholery, prawem profesorowie podwórkowi czy też ogólnopolscy oczekują dorobku, którego sami nie mają? I choć nie uważam, że należy weryfikować 'wczorajszych' profesorów według dzisiejszych kryteriów (uważam, że to niesprawiedliwe), to jednak myślę, że tacy uczeni raczej nie powinni wypowiadać się na temat dzisiejszych oczekiwań awansowych. A jeśli się już wypowiadają, to może powinni zachować umiar.

       

      Warto też przypominieć, że ustawa wymaga, by recenzenci habilitacyjni byli osobami o uznanej renomie międzynarodowej. I szczególnie w dyscyplinach miedzynarodowych, może jednak rady wydziału zaczną się do tego przepisu stosować!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (37) Pokaż komentarze do wpisu „Znaj proporcją mości profesorze”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 czerwca 2017 23:36
  • niedziela, 04 czerwca 2017
    • Klątwa habilitacji

      Pod poprzednim wpisem zwrócono uwagę na ciągnące się postępowanie habilitacyjne dr. Radosława Rudka. Warto przypomnieć, że jest to habilitacja, w której uwalenie zaangażowały się same diamenty polskiej nauki. I oto mamy dokument niezwykły. Jest to bowiem nie tylko skład komisji habilitacyjnej, ale również historia zmian w tejże komisji.

       

      A więc w dokumencie czytamy o 3 rezygnacjach w siedmioosobowej komisji habilitacyjnej! Trzy!! Ale wdajmy się w szczegóły. Zrezygnowali wszyscy recenzenci. Wszyscy!! A to wydaje się przynajmniej dziwne, jeśli nie zaskakujące, a tak naprawdę, absolutnie niesamowite. Oczywiście, biorąc pod uwagę zaangażowanie nauki diamentowej w postępowanie habilitanta, rezygnacje recenzentów nie za bardzo dziwią. Ale jednak budzą przecież niesmak, prawda? Czy naprawdę ręce diamentów nauki polskiej są aż tak długie? Bo choć nie wiemy, jaki powód rezygnacji podali wszyscy recenzenci, trudno mi jednak uznać, że oni wszyscy zrezygnowali ot tak, bez względu na postępowanie, w jakim biorą udział.

       

      Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że habilitacja jest, a przynajmniej może być, instrumentem bezpośredniego, chimerycznego i cynicznego wpływu na życie ludzi, oto mamy przykład takiejże właśnie sytuacji. Ta habilitacja jest jak klątwa, która może zaważyć na życiu wszystkich tych, którzy są w nią zaangażowani. Ostatnia taka sytuacja w nauce miała miejsce chyba w przypadku Henry'ego Cartera i jego zespołu.

       

      Mam nadzieję, że członkowie obecnej komisji habilitacyjnej, a szczególnie recenzenci staną na wysokości zadania i dokonają rzetelnej oceny dorobku habilitanta. I że ich decyzja będzie niezależna. Jakoś jednak nie jestem za bardzo optymistyczny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (47) Pokaż komentarze do wpisu „Klątwa habilitacji”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 czerwca 2017 20:12

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide