Robię habilitację

Wpisy otagowane „recenzenci”

  • niedziela, 06 maja 2018
    • Pępki świata

      Jakiś czas temu dostałem list w sprawie recenzji w przewodzie habilitacyjnym w humanistyce. Mój korespondent wskazuje na jedno zdanie napisane przez recenzenta:

       

      Badanie należało przeprowadzić tak:

       

      I recenzent opisuje, jak ma wyglądać badanie, które by go usatysfakcjonowało. Recenzent nie mówi, że badanie przeprowadzone przez habilitanta jest złe. Nie. Recenzent jedynie mówi, że on by wolał, żeby zrobiono inne. Mojemu korespondentowi to się nie spodobało, mnie się również nie podoba takie recenzowanie. Recenzja, moim zdaniem, nie powinna być na temat tego, jak bardzo habilitant zbliżyl się w swoich badaniach do tego, co myśli recenzent.

       

      Oczywiście, może być tak, że krytykowane przez recenzenta badania są skopane, przeprowadzone źle, metodologicznie niepoprawne itd, itd. (a jest ich wiele), jednak nawet wtedy recenzent nie jest, moim zdaniem, od tego, żeby udzielać habilitantowi dobrych rad, jak on sam (czy ona sama) zrobiłaby takie badania.

       

      I tu dochodzimy do problemu szerszego. Na ile recenzent powinien zgadzać się z habilitantem? Czy recenzent powinien się w ogóle zastanawiać nad tym, czy mu się podoba, czy on sam zrobiłby badania podobnie czy inaczej? Moim zdaniem nie. Jest dla mnie oczywiste, że zgodność poglądów czy wizji naukowych jest nierelewantna z punktu widzenia recenzji awansowych.

       

      Przez lata dostałem kilkanaście maili na ten temat z szerokiej humanistyki. Literaturznawcy źle interpretują, psycholodzy używają kwestionariuszy, których nie lubią recenzenci. Najciekawsi są jednak politolodzy. W politologii kluczowe jest według moich korespondentów wybieranie recenzentów z tej samej opcji politycznej. W przeciwnym razie bowiem, habilitant (czy też profesorant) zostanie uwalony. I bez znaczenia jest jakość dorobku.

       

      Takie praktyki recenzyjne są moim zdaniem nierzetelne, absurdalne. Recenzenci mają oceniać to, co zrobił habilitant, a miarą tej oceny jest 'nauka', a nie recenzent. Dobrze by było, gdyby recenzenci zakładali, że oni mogą się mylić. Tak po prostu. Na dodatek nie są centrum świata, z którego płynie wszelka wiedza.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (149) Pokaż komentarze do wpisu „Pępki świata”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 maja 2018 09:01
  • poniedziałek, 12 marca 2018
    • Róbmy swoje

      Zwrócono mi uwagę na następujący artykuł  o polskich praktykach recenzyjnych. Myślę, że artykuł warto przecczytać, ja z kolei chciałbym napisać kilka komentarzy na jego podstawie.

       

      Pierwsza rzecz, to komentarz autora, że recenzji się nie komentuje. Zgdzam się z tym, co przeczytałem i tym bardziej kwestionowanie naszych praktyk recenzjyjnych jest ważne. Niestety, nie mam prostych rozwiązań. Nie wyobrażam sobie przecież, przy całej szczerości moich intencji, powiedzenie tuzowi dyscyplinarnemu, że jego recenzja jest nierzetelna. Nie jestem samobójcą. Nie wierzę też w interwencję Centralnej Komisji pod jakimkolwiek szyldem bedzie działać.

       

      Tym bardziej jednak ważni są nasi koledzy profesorowie, ci o niekwestionowanej pozycji naukowej. To do nich należy wskazywanie problemów z recenzjami i nieprzejmowanie się tym, że podważają 'Prawdę'.

       

      Po drugie, zgadzam się z autorem artykułu - 'wszyscy' wiemy, kto pisze 'takie' recenzje. Kilkukrotnie brałem udział w rozmowach na temat pewnego profesora, którego recenzje są nierzetelne. Jednak nikt nie chciał przyznać tego, raczej mówiliśmy o "tym kretynie" i strategiach obejścia go. I zamiast powiedzieć wprost, udawaliśmy, że wcale nie chodzi o nierzetelność.

       

      Przy okazji jednak, znając "kretyna" i jego upodobania, jestem również pewien, że wykorzystamy jego recenzje, gdy będzie nam po drodze z nimi. 

       

      Po trzecie, ja również spotkałem się z argumentami typu: "Ale to przecież nasz Janek!", nasz kolega, który ma kredyt, dzieci i chorą matkę. Nie mam mądrych rozwiązań.

       

      I wreszcie komentarz na temat tego, co prof. Mazur pisze o tym, co zyskalibyśmy pisząc tylko uczciwe recenzje. Otóż wydaje mi się, że zaskakująco mało. Szacunek jest tyle ulotny, co zastępowalny przez strach. Ja więc dodałbym, że zyskalibyśmy pewność, że nasz dorobek zostanie uczciwie oceniony. Gdy robiłem habilitację, bałem się nie tego, że mój dorobek nie wystarcza, ale tego, że nie wiem, kto go będzie oceniać. Wiara w uczciwość recenzji wyeliminowałaby ten strach. Tyle że to komfort tych, którzy jeszcze ie są w klubie. Więc klubowiczów interesuje w stopniu umiarkowanym. A fala działa nie tylko w wojsku.

       

      Niestety, na razie nie będę wstrzymywać oddechu jednak. Róbmy swoje, uczciwie.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Róbmy swoje”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2018 09:18
  • czwartek, 04 stycznia 2018
    • Napisał recenzję

      Oto recenzja w postępowaniu habilitacyjnym w naukach technicznych. Recenzent pisze na stronie pierwszej, że osiągnięcie habilitacyjne jest po części wynikiem pracy doktorskiej. Na stronie 3 z kolei, prof. Wit Grzesik dodaje:

       

      habilitant wielokrotnie przedstawia te same lub zbliżone wyniki badań w różnych publikacjach i wykorzystuje stosunkowo krótki okres ich publikacji 2014-2017. Zalecam na przyszłość większą dbałość o standardy etyczne w tym zakresie. 

       

      Chwilę później pisze o tym, że nie podoba mu się powielanie publikacji w czasopismach nieindeksowanych. Recenzent mówi o powielaniu m.in. wnioskowania i wyników.

       

      Mamy zatem postępowanie habilitacyjne, w którym osiągnięcie jest po części oparte na doktoracie oraz dorobek, który jest powielany z publikacji na publikację. I ja mam pytanie do prof. Grzesika - jak Panu wyszła z tego wszystkiego pozytywna konkluzja recenzji? Co jeszcze musi zrobić habilitant, żeby jednak Pan uznał, że coś jest nie teges i może jednak warto uznać, że habilitacja nie należy się jak psu kość?

       

      Mam jeszcze jeden problem z omawianą recenzją. Recenzent pisze, że na własną rękę wyszukiwał informacje na temat habilitanta. Nie podoba mi się to. Recenzje powinny być pisane na podstawie przedstawionej dokumentacji. W przeciwnym razie nie tylko będziemy mieli recenzje pisane na podstawie 'wywiadu środowiskowego' (vel plotek), ale również recenzje będą pisane na podstawie różnych informacji. Recenzenckie dochodzenia powinny ograniczać się do weryfikacji podanych przez habilitanta informacji - np. istnienia publikacji. Recenzent to nie detektyw.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Napisał recenzję”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 stycznia 2018 01:23
  • wtorek, 10 października 2017
    • Cojones!

      Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z działalności Centralnej Komisji. Mnie zastanowił jeden z fragmentów:

       

      Niemniej jednocześnie NIK wskazuje także, że Centralna Komisja nie zapewniła przejrzystości procesu nadawania stopni naukowych. Procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych nie zostały przez Komisję doprecyzowane. Komisja  nie prowadzi też wykazu osób, spośród których wybierani byliby recenzenci w postępowaniach habilitacyjnych, co stanowi naruszenie ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym.

       

      Zastanawiam się zatem, jak według NIK, miałyby wyglądać 'procedury wyłaniania członków komisji habilitacyjnych'. Kto i co miałby robić, żeby było przejrzyście. Moim zdaniem, każdy wybór członka komisji oparty jest (a przynajmniej powinien być)  o znajomość dyscypliny i osąd, czyje kompetencje będą najbardziej stosowne w danym postępowaniu. Oczywiście, CK niejednokrotnie popełnia gafy i potrafię wskazać niejedno postępowanie, w którym recenzenci mieli niewielke pojęcie o tym, co robi habilitant. Jednak takie błędy nie mają nic wspólnego z przejrzystością wyboru. Innymi słowy, niekompetentnego recenzenta można wybrać całkiem przejrzyście.

       

      Z tego, co piszę nie wynika jednak, że problemu nie w ogóle ma. Wielokrotnie pisaliśmy tutaj o grupie profesorów z nauk ekonomicznych, którzy trzęsą rynkiem habilitacji w dziedzinie. Omawiany często diament nauki polskiej praktycznie stworzył swoją specjalność. Tyle że przejrzystość wyboru  wcale nie zapewni tego, że ci ludzie nadal nie będą rządzili swoimi dyscyplinami. Do tego dochodzą jeszcze  syutacje, z którymi spotkałem się już kilkukrotnie. Otóż gdy kandydatami na członka komisji jest mężczyzna i kobieta,  wybierany jest on, bo przecież "ma rodzinę na utrzymaniu",  A jak przy okazji wiadomo, kobiety pracują dla rozrywki. Trud polowania na zwierzynę łowną spada na macho-profesora z maczugą, włócznią i toporem. I staram się nie wyobrażać sobie kilku znajomych profesorów z takim rynsztunkiem, bo trzęsę się śmiechu.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (39) Pokaż komentarze do wpisu „Cojones!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 października 2017 23:13
  • poniedziałek, 02 października 2017
    • Hau hau

      Postanowiłem zaglądnąć do postępowania o nadanie tytułu naukowego dyskutowanego pod przedostatnim wpisem. Zaglądnąłem do recenzji i się załamałem.

       

      Recenzent pierwszy wyzłośliwia się na całego, pisząc o tym, że profesorant lubi częstować czytelników przeróżnymi diagramami, radząc przy okazji mu, by nie chwalił się jedną ze swoich publikacji. Średnie, muszę powiedzieć - recenzje nie są od złośliwości. Recenzent drugi jest inny. Po dokładnym opisaniu struktury książki profesorskiej (wymienia nawet streszczenia w trzech językach), powoli komentuje tę książkę, rozdział po rozdziale. Czym się różni ta recenzja od recenzji rozprawy doktorskiej za cholerę nie potrafię powiedzieć.

       

      Recenzent trzeci, w przeciweństwie do poprzednich pozytywny, cytuje z autoreferatu. Mówi to zresztą wprost, a jego umiejętności w zakresie kopiowania i wklejania są na poziomie bardzo przyzwoitym, sądząc po tym, ile powklejał. Ja bym proponował napisać: przychylam się do wniosku z powodu autoreferatu. Co więcej, nie wczytywyałem się w recenzje za bardzo, ale nie znalazłem głębszego namysłu nad dorobkiem profesoranta.

       

      Recenzent czwarty z kolei jeszcze nie do końca opanował komentarze w swoim edytorze Word. No ale skoro już wydrukował recenzję z komentarzem, to przecież nie będzie drukowal drugi raz. Są granice profesorskiego entuzjazmu i pobazgranie po komentarzu musi wystarczyć. Szkoda tylko że nie jest jasne, czyj to komentarz.

       

      Recenzentka piąta chyba przebija wszystko. Bowiem w konkuzjach postanowiła podzielić się z profesorantem i radą przemyśleniami głębszymi. Cytuję, choć muszę przepisać, bo każdy powinien poznać te złote myśli:

       

      Praca naukowa wymaga uwagi i spokojnej refleksji, skupienia i głębokich przemyśleń, a także krytycznego dystansu do własnych dokonań (...). Jest to zatem działalność długofalowa, gdzie momenty olśnienia są poprzedzone długimi studiami, żmudnymi badaniami, testowaniem hipotez...

       

      I ja pani profesor serdecznie dziękuję za te cenne refleksje. Oczyma duszy widzę spracowane profesorskie dłonie, od trudu badawczego rzecz jasna. Gdyby tak profesorant pokazał swoje chamskie łapy, to byśmy nie zobaczyli nawet małego cienia odcisku. Bo to się, k..., natrudzić trzeba na profesora!

       

      Ja nie wiem, czy profesorant powinien był dostać tytyuł naukowy. Mam to w nosie. Jednak recenzje w jego postępowaniu są żałosne.  Krążące gdzieś pomiędzy narcyzmem, brakiem profesjonalizmu i nierefleksyją pustką, pokazują mizerię polskiej nauki. Ja z kolei wycofuję wszystkie krytyki wobec recenzji doktorskich z poprzedniego wpisu. Odszczekuję i mogę nawet wejść pod biurko.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (177) Pokaż komentarze do wpisu „Hau hau”
      Tagi:
      Autor(ka):
      habilitant2012
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 października 2017 02:10

Kanał informacyjny

Czytam

Warsztat badacza

Dariusz Galasiński - Blog

Graham Scambler - Blog

LSE - Blogs

Piotr Stec

language: a feminist guide